sobota, 15 sierpnia 2015

Finlandia: implanty dla korzystających z pomocy społecznej?

Walka z Państwem Islamskim nabiera nowego wymiaru w sytuacji gdy okazuje się, że duża ilość ochotników, którzy przyłaczają się do ISIS to obywatele państw Europy Zachodniej, którzy dodatkowo korzystając z systemu benefitów finansują działalność swojej organizacji.
 
 

Kolejne doniesienia o obywatelach Europy Zachodniej walczących w szeregach ISIS sprawiają, że co raz większa grupa ludzi zaczyna szukać sposobów na ograniczenie zaciągu a jeśli byłoby to niemożliwe, to przynajmniej jego ograniczenie. Jednym z problemów jest także fakt, że walczący dla Państwa Islamskiego ochotnicy to już nie tylko sami imigranci, ale też rodowici Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy, którzy przeszli na islam i postanowili wziąć udział w Świętej Wojnie. Drugą grupą są potomkowie imigrantów, którzy na nowo odkrywają swoje islamskie dziedzictwo.Osoby te niejednokrotnie mają ustablilizowaną pozycję zawodową, jednak gdy postanawiają wyruszyć do Syrii, zwalniają się i przechodzą na zasiłek. Ten jest z kolei wypłacany na ich konto w momencie gdy ci są już często na Bliskim Wschodzie. W ten sposób Państwo Islamskie dostaje dodatkowe środki, tym razem od zachodnich państw dobrobytu...

Jak sobie radzić z tym problemem? Jednym z rozwiązań może być pomysł lidera nacjonalistycznej Partii Finów, który zasugerował by korzystającym z pomocy społecznej wszczepiać implanty, co ma ułatwić ich lokalizację. Maenranta twierdzi, że każdy kto korzysta z pomocy i opuszcza Finlandię powinien mieć taki implant. Ma to pozwolić na zlokalizowanie beneficjenta przez satelitę i dzięki temu upewnić się, że nie dołączył on do ISIS.

Czy taki pomysł może w ogóle zadziałać? Wielu uważa, że czipy są zbyt dużym naruszeniem prywatności i wolności, czy teraz po raz kolejny bezpieczeństwo okaże się jednak ważniejsze?

środa, 12 sierpnia 2015

Rosja: kolejny krok ku upadkowi

Rosja przeżywa w ostatnim czasie bardzo poważne problemy, dotychczasowy model gospodarczy już się wyczerpał, rodzą sie więc pytania, co będzie dalej?
 
 

Jednym z charakterystycznych dla Rosji, choć nieobcych również w Polsce modeli funkcjonowania są tzw. monomiasta, czyli duże metropolie, które w praktyce polegają głównie na jednej branży lub jednym zakładzie, który zatrudnia znaczącą większość mieszkańców, stanowi dla danej miejscowości główne źródło dochodów, ale też zaplecze socjalne dla pracowników. W samej Rosji ma ich być około 319, gdzie w sumie mieszka 14 milionów obywateli, większość z nich koncentruje się na takich branżach jak produkcja, metalurgia, przemysł drzewny lub paliwowy. Teraz, w obliczu kryzysu gospodarczego dotykającej cały kraj, miasta te przeżywają bardzo trudne chwile.

Same władze przyznały, że mniej więcej 2/3 tych miast jest ekonomicznie niestabulnych i w sytuacji zagrożenia władze federalne nie będą w stanie zapewnić im odpowiedniego bezpieczeństwa. Również sami Rosjanie powaznie ostatnio zbiednieli, tylko w tym roku inflacja wyniosła prawie 17% (16,9) a liczba Rosjan żyjących poniżej granicy ubóstwa wzrosła o 14% w roku ubiegłym. Ta co raz powazniejsza sytuacja w połączeniu z wciąż niepewnymi okolicznościami międzynarodowymi sprawiają, że władze na Kremlu będą miały w najbliższych latach wiele bardzo poważnych problemów.

Zdaniem analityków Stratforu Rosjanie będą musieli przede wszystkim skupić się na tym by kraj pozostał w miarę stabilny, by uniknąć niezadowolenia społecznego a w efekcie nawet masowych zamieszek, te ostatnie choć przy dzisiejszej popularności rządu wydają się mało realne, mogą w końcu się pojawić, szczególnie w momencie gdy w 2016 roku sytuacja nie ulegnie poprawie. Na pewno jednak Zachód nie omieszka wykorzystać tej fali niezaowolenia i rozważać będzie scenariusz jakiejś formy zmiany reżimu politycznego w Moskwie. Lub faktycznego rozpadu Federacji Rosyjskiej. Taki scenariusz jest również możliwy.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Dziwne ruchy Rosji na Bałtyku, co planuje Moskwa?

Pokaz siły a może przygotowania do poważniejszej operacji? W ostanim czasie w okolicach Morza Bałtyckiego stwierdzono znaczny wzrost aktywności rosyjskiego lotnictwa.
 
 


Jak podaje brytyjski think tank European Leadership Network tylko w 2014 roku miały miejsce 3 incydenty, z których każdy mógł się zakończyć zarówno ofiarami śmiertelnymi jak i bezpośrednim konfliktem między Rosją a Zachodem. Pierwsze takie wydarzenie miało miejsce w marcu, kiedy to omal nie doszło do kolizji między samolotem pasażerskim startującym z Kopenhagi a rosyjskim samolotem, który nie poifnormował o swojej pozycji. Do drugiego doszło we wrześniu w Estonii kiedy to pracownika tamtejszego wywiadu uprowadzono do Moskwy i oskarżono o szpiegostwo. Miało to miejsce tuż po wizyce Baracka Obamy w krajach bałtyckich i złożeniu przez niego gwarancji bezpieczeńswa dla tych państw. Pod koniec października u wybrzeży Szwecji trwało z kolei poszukiwanie tajemniczego obiektu, który pływał w pobliżu Sztokholmu, strona rosyjska zaprzeczyła jakoby jakakolwiek łódź podwodna Federacji pływałą w tamtej okolicy.

W obliczu sankcji, konfliktu na Ukrainie, zajęciu Krymu a także narastającej wojny ideologicznej między Rosją i Zachodem, takie incydenty nie mogą być bagatelizowane, a Rosjanie od pewnego czasu zdają się prowokować i sprawdzać szybkość reagowania sił NATO. Tylko w zeszłym tygodniu mieliśmy kolejne, tym razem aż 3 incydenty związane z lotnictwem:

Norweskie wojsko poinformowało, że ich samoloty bojowe omal nie zderzyły się z rosyjskim myśliwcem, który znalazł się w niedużej odległości od nich. Incydent miał miejsce na północy kraju. 

Finowie z kolei zgłaszają niezwykle wysoką aktywność rosyjskich wojsk nad Morzem Bałtyckim i Zatoką Fińską. Twierdzą, że zaobserwowano między innymi bombowce, myśliwce oraz samoloty transportowe, krążące między terytorium Rosji a Obwodem Kaliningradzkim.

Według relacji sił NATO rosyjskie samoloty były wielokrotnie widziane nad Bałtykiem, zaobserwowano ich w sumie ponad 30 typów,

Jakie są plany Rosjan? Czy któraś z kolejnych prowokacji może zakończyć się wybuchem znacznie poważniejszego konfliktu? Gdzie wówczas znajdzie się Polska? 



poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 33 Zamek Hochosterwitz. Austria



Marc postawił przed Georgiem kufel piwa. Usiadł. Zapalił papierosa.
– Wspominałem o naszych zainteresowaniach. Otóż, nasza historia zaczęła się wkrótce po tym, jak dostałem dziwny telefon. Mój rozmówca prosił mnie o zainteresowanie się tajemniczymi lądowaniami samolotów, na niewielkim, ukrytym głęboko w lasach lotnisku w północnej Polsce. Ten człowiek podejrzewał, że skrywane przed światem nocne lądowania mogą budzić podejrzenia co do ich legalności. Pojechaliśmy z Monik, by zrealizować materiał na ten temat. Miałem zamiar napisać o czymś interesującym, lecz to, co później się stało, przeszło moje oczekiwania. Nastąpił szereg dziwnych wydarzeń, które doprowadziły do opublikowania informacji, że to małe, nikomu nieznane lotnisko przyjmowało amerykańskich więźniów skazanych za terroryzm.
– Tak, słyszałem o tym. Rozpętała się niezła afera.
– Właśnie, tylko problem w tym, że w gazecie nie ja o tym napisałem.
– Nie? Chyba po to tam pojechałeś?
Marc zastanowił się chwilę.
– W momencie gdy byłem dosłownie o włos od wyjaśnienia tej historii, będąc już na terenie ośrodka, który latami szkolił szpiegów, a gdzie jak się wydawało, jest amerykańskie więzienie, ktoś unieważnił moją przepustkę i musiałem natychmiast opuścić obiekt.
– To zaskakujące. Tak jakby ktoś przejrzał twoje zamiary.
– George ściągnął brwi. – Ale poczekaj, nie widzę kontekstu dla motywów późniejszego porwania Monik.
– Rzeczywiście, w tym kontekście nie bardzo je widać. Tylo tylko...
– Tak? Wydarzyło się coś jeszcze?
– Właśnie, zdarzyło się i to mnóstwo. Wiedzeni zbiegiem okoliczności dotarliśmy w międzyczasie do zamku Wewelsburg w Niemczech, na którym podsłuchaliśmy naradę kilkunastu osób, z której jasno wynikał ich ukryty wpływ na wydarzenia zachodzące na świecie. Jak się domyśliliśmy, było to spotkanie jakiegoś tajnego porozumienia nawiązującego tradycją do słynnego zakonu założonego w czasie drugiej wojny światowej przez Goebbelsa, właśnie na tym zamku. Cel tamtego zakonu był podobny, maksimum politycznych wpływów. Wydarzenia, jakie potem zaszły, wyraźnie wskazały, że zarówno my, jak i osoby, które razem z nami zajmowały się tym tematem, miały zostać zlikwidowane. Strzelano do nas, a jedno z nas cudem uniknęło śmierci.
– Nie zajmowaliście się tym sami?
– Początkowo tak, ale później był z nami młody ksiądz z Watykanu i pewien naukowiec z Polski. Dowiedzieliśmy się, że nowy zakon, dzięki swoim wpływom, posiada prawdopodobnie jakiś podziemny ośrodek służący koniecznej w tym procesie logistyce. Właśnie poszukiwaniom tego ośrodka poświęciliśmy nasz czas.
– Brzmi to bardzo interesująco. Czy twoja wizyta tutaj ma jakiś związek z tamtymi wydarzeniami?
Marc zastanowił się chwilę.
– Pozornie nie. Chociaż, jeśli założymy, że tajne spotkania i ich konsekwencje zawsze mogą się łączyć z nieformalnym porozumieniem wpływowych osób i ważnych dla światowej polityki i gospodarki instytucji, zawsze tak może być. Można odnieść wrażenie, przynajmniej przy mojej wiedzy, że nic ważnego na świecie nie zachodzi bez wcześniejszych planów, również wówczas, gdy tajne porozumienia są reakcją na coś, co nieprzewidzianie zaistnieje. I jeszcze jedno, na zamku Czocha w Polsce, niedaleko niemieckiejgranicy, poznaliśmy dwoje amerykańskich poszukiwaczy skarbów. Mieliśmy bardzo interesującą dyskusję. Tyle tylko, że na drugi dzień nagle zniknęli. I nie dosyć, że tak się stało, to obsługa zamku jednoznacznie stwierdziła, że nigdy ich na zamku nie było.
– Jak w dobrej powieści lub filmie – uśmiechnął się George.
– Właśnie.
– No dobrze, ale co ten ostatni przykład ma do miejsca, w którym się teraz znajdujemy?
– Otóż, jak ci już wspominałem, podczas pierwszej nocy po moim przyjeździe wybrałem się na mały spacer po zamkowym dziedzińcu. Tak bez specjalnego celu. W trakcie tego spaceru zobaczyłem grupę osób popędzanych przez strażników w kierunku czternastej bramy. Właśnie w tej grupie był człowiek spotkany na zamku Czocha. Dlatego być może te dwie sprawy wiążą się ze sobą. Może Monik została uprowadzona i znajduje się gdzieś w podziemiach czternastej bramy? Wiesz, jeszcze jedno – przed przyjazdem tutaj dostałem dziwny telefon. Ktoś, kogo nie znam, przekazał mi informację, że mam nie jechać w tę podróż. Mówiąc wprost, była to groźba. George zamyślił się, pijąc piwo.
– Z tego, co wynika z twojej relacji, nie możemy wykluczyć żadnego z tych wątków. Jeżeli pozwolisz, spróbuję się włączyć w twoje poszukiwania.
– Byłbym ci ogromnie wdzięczny, gdybyś mi pomógł.
– Oczywiście, możesz na mnie liczyć. Postaram się, swoimi kanałami, dowiedzieć, jak najwięcej, a potem wspólnie coś postanowimy. OK?
– Jasne – odpowiedział Marc. – Trochę mnie pocieszyłeś swoją deklaracją. Możemy chyba wrócić do twojej opowieści. Jestem bardzo ciekawy, co dzieje się w tym dziwnym miejscu. Wspominałeś o eksperymentach prowadzonych przez ludzi będących pod obcym wpływem, o kimś, kto uciekł.
– Właśnie, chciałem ci wyjaśnić istotę tych badań, jeżeli można te niehumanitarne praktyki nazwać słowem kojarzącym się z naukowym postępem. Stanęliśmy na tym, że ostrzegłem cię, iż dalsza część mojej relacji może wzbudzić twoją bardzo negatywną reakcję.
– Jestem przygotowany na każdą, nawet najgorszą informację.
– W porządku, posłuchaj. To, o czym ci powiem, można zdefiniować jednym wyrazem: pseudonauka. Chodzi mi o prowadzenie eksperymentów z dziedzin kontrowersyjnych. Stosunek do osób zajmujących się tym procederem ze stronynaukowców jest dwojaki. Jedni uważają, że nie warto zajmować się głupstwami i ignorują pseudonaukowców, traktując ich mało poważnie. Druga grupa to zdecydowani przeciwnicy, którzy są zadeklarowanymi wrogami pseudonaukowców, uważając, że ich działalność wyrządza krzywdę nie tylko samej nauce, ale i całej ludzkości. Co do działań polityków w tej sprawie, jest to o wiele bardziej skomplikowane. Oczywiście, oficjalnie ich stosunek jest negatywny, ale już nieoficjalnie... różnie z tym bywa. W końcu prace nad bombą atomową również prowadzono w tajemnicy. Co z tego później wyniknęło, wiedzą już dziś wszyscy.
– Masz rację – odezwał się Marc. – Cel uświęca środki. Dla
uzyskania przewagi nad swoimi przeciwnikami są gotowi za-
wrzeć pakt z samym diabłem.
– Właśnie, idąc za twoją myślą, sam diabeł też się pojawia. Jego rolę widzi się w hipotezach stawianych od lat, że obce cywilizacje nie tylko od dawna są na Ziemi zadomowione, ale co więcej, że wykorzystują uprowadzonych przez siebie ludzi do swoich eksperymentów. O tym wiemy najmniej. Być może i dobrze – dodał George. – Przynajmniej spaliśmy dotychczas spokojniej. Chciałbym opowiedzieć ci o pewnych eksperymentach, które jak mogę się domyślać, prawdopodobnie prowadzone są w miejscu, w którym się znajdujemy.
– Jesteś tego pewny? – zapytał Marc.
– Nie, nie jestem i nie pytaj mnie przypadkiem, skąd o tym wiem. Być może razem uda nam się znaleźć rozwiązanie tajemnicy czternastej bramy.
– Ładnie powiedziane – uśmiechnął się Marc. – Wymyśliłeś dobry tytuł dla artykułu.
– Nieprędko by się ukazał – zaśmiał się George. – Wrócę do tematu, jeżeli pozwolisz. Jak już powiedziałem, starałem się dowiedzieć, co może być istotą prowadzonych eksperymentów i mam wrażenie, że może chodzić o badania prowadzone wcześniej na Dalekim Wschodzie przez jednego z miejscowych medyków. Jeżeli pozwolisz, nie będę się skupiał na osobach, które, jak można domniemywać, zainicjowały te ponure wydarzenia. Skupię się na ich istocie. Musisz wiedzieć, że niezwykle trudno jest dociec prawdy, a tym bardziej wskazać na ludzi, mając pewność co do ich odpowiedzialności. Czasem działalność jednego maniaka może prowadzić do tragedii.
– Na ogół ten właśnie, jak powiedziałeś, maniak, jest jak wierzchołek góry lodowej. Tylko on jest widoczny. Za takim maniakiem stoją ludzie, a nawet całe środowiska, które mają w jego działaniach swój własny interes – Marc skomentował wypowiedź Georga.
– Trudno się z tobą nie zgodzić. W przypadku tego maniaka, zapewne jak przypuszczasz, wspieranego przez kogoś o kim się nie mówi publicznie, możemy mówić o działaniach, które doprowadziły do prawdziwego horroru. Ich opis można podobno znaleźć w zaciszu archiwów pewnej akademii medycznej. Z tego co mi wiadomo, ów człowiek był jej pracownikiem, co pozwoliło mu prowadzić makabryczne eksperymenty. Był przy tym wykładowcą i, o ironio, uczył przyszłych lekarzy. Powstały wówczas urządzenia do tak zwanego biorezonansu.
– Biorezonansu? Brzmi dosyć naukowo – zdziwił się Marc.
– Tak, nazwa może wprowadzić w błąd. Biorezonans należy do tej samej grupy zagadnień co różdżkarstwo czy inne rodzaje postrzegania pozazmysłowego. Człowiek stosujący owe praktyki może wykryć coś, czego na ogół nie można dostrzec w tradycyjny sposób. Popularne jest oczywiście szukanie żył wodnych czy, w przypadku bioterapii, miejsca jakiegoś schorzenia. Tak rozumiana zdolność nazywana jest biolokacją. Nic by nie było w tym nadzwyczajnego, gdyby nie teorie i idące za nimi eksperymenty wspomnianego szaleńca. Nazwałbym je intensywną destrukcją obiektu biologicznego. George spojrzał na Marca. Ten wsłuchiwał się w jego słowa z coraz większym zaciekawieniem.
– Mów, proszę.
– Otóż, jak zapewne wiesz, do wykrywania niewidocznych źródeł wody używa się świeżo ściętej gałęzi drzewa.Mamy tutaj do czynienia z tak zwaną biolokacją. W pewnym sensie owa ścięta gałąź jest w stanie agonii – i właśnie to sprawia, że staje się znakomitym przewodnikiem dla biolokacji, bo wzmacnia jej działanie. Umierający organizm oddaje swoją energię, wzmacnia działanie... I dlatego woda zostaje odnaleziona.
Marc gwałtownie podniósł głowę.
– Przypominają mi się przykłady rytualnych zabójstw w różnych grupach etnicznych. – odezwał się Marc.
– Trafne skojarzenie. Zdolność do biolokacji zwiększa się, jeżeli obok człowieka, który ją stosuje, umiera jakieś żywe stworzenie, a jeszcze bardziej, jeżeli sam operator tej czynności, osobiście je zabija, a szczególnie, kiedy robi to intensywnie. Zespół kierowany przez wspomnianą osobę wykonał podobno szereg makabrycznych eksperymentów na zwierzętach, zwłokach ludzkich, płodach po aborcji oraz... – George spojrzał na Marca – na żywych pacjentach.
George zamilkł na chwilę.
Marc zbierał myśli.
– Nie należę do osób, które łatwo zaskoczyć, a już tym bardziej zaszokować. Jednak to co mówisz, powoduje, że cierpniami skóra.
– Mówiłem ci, że sprawa jest makabryczna.
Marc sięgnął po papierosa. Zaciągnął się głęboko.
– Jestem gotów słuchać dalej.
– W porządku. Otóż, eksperyment realizowano poprzez oddziaływanie na obie półkule mózgu operatora biolokacji polem magnetycznym. Umieszczano między induktorem pola magnetycznego a strefą skroniową operatora obiekt biologiczny, lub jego składnik, znajdujący się w stadium definitywnej śmierci. W momencie badania następowało stadium nieodwracalnych zmian, prowadzących do śmierci. Mówiąc wprost, początkowo zwierzęta, a potem ludzie musieli być umierający.
– Rozumiem, że zabijano ich podczas eksperymentu?
– Właśnie – odparł George.
– Jak to robiono? 
George ponownie spojrzał w oczy Marca.
– To równie makabryczne, jak to, co ci powiedziałem przed chwilą. Otóż, podobno stosowano... – George zawahał się – uszkodzenia mechaniczne i rożne sposoby upuszczania krwi. Zamrażanie, zatruwanie organizmu, wielokrotne oparzenia różnymi kwasami i oparzenia termiczne. Głodzenie, odwodnienie, niedotlenienie i uduszenie. Porażenie prądem elektrycznym i promieniowaniem jonizującym. Prądami wichrowymi i wysokim stężeniem chloru. O innych sposobach już nie wspomnę.
– To jakiś koszmar. To wszystko zdarzyło się naprawdę?
– zapytał przerażony Marc. Od nadmiaru szokujących informacji niemal kręciło mu się w głowie.
– Początkowo eksperymenty prowadzono, jak już wspomniałem, na zwierzętach. Ich ciała w stanie agonii były umieszczane między induktorem magnetycznym a głową operatora. Stosowany wówczas test, przeprowadzany na dwunastu operatorach, polegał na odgadywaniu figur geometrycznych na zasłoniętych kartkach. Zauważono, że większe efekty uzyskiwali ci operatorzy, którzy własnoręcznie uśmiercali zwierzęta w czasie eksperymentu. Efekt był również tym lepszy, im większa była organizacja zabijanego obiektu. Później badania przeprowadzano na zwłokach dopiero co zmarłych ludzi, w tym noworodków, które zmarły przy porodzie czy embrionów uzyskanych przy aborcji. Co było potem, już ci powiedziałem.
– Powiedz mi w takim razie – odezwał się Marc – co to ma wspólnego z urządzeniami do biorezonansu?
– Uzasadnień eksperymentatorów było wiele. Doświadczenia pomogły zbudować takie urządzenia, które w trakcie swojego oddziaływania na ludzki organizm leczą, przerywając pewne zachodzące w nim procesy. Mglista ideologia dorabiana do tej makabry niewarta jest poważnych rozważań.
– George, czy można znaleźć potwierdzenie tego o czym mówisz?
– O jakie potwierdzenie ci chodzi? Publiczne? Tajnych służb? Dla ciebie, dziennikarza, najważniejsze bywają potwierdzenia w publikacjach, nieprawdaż? – uśmiechnął się George.
– Ale skoro sobie życzysz... W pewnej książce ukazał się fragment artykułu z gazety, w której pisano, że istnieje laboratorium, gdzie odrąbuje się głowy, dusi, oblewa kwasem, parzy i topi. A wszystko po to, by uzyskać efekt promieniowania śmierci, które wzmacniane specjalnymi urządzeniami działa na mózg człowieka, zwiększając jego zdolności paranormalne. Marc zgasił papierosa, mocno wpychając go w popielniczkę.
– Chyba mam dość. Powiedz mi, co to ma wspólnego z twoją obecnością tutaj? Uważasz, że tego rodzaju eksperymenty prowadzone są w tym miejscu? W tym zamku?
George zawahał się.
– Nie wiem, pewnie gdyby tego nie podejrzewano, nie byłoby mnie tutaj. Ale nie mam takiej wiedzy. Powiedziałem ci, że być może warto rozwiązać tajemnicę czternastej bramy.

niedziela, 9 sierpnia 2015

[Infografika] Kto ma złoto? Chiny powoli pną się do góry



Poniższa infografika prezentuje stan rezerw złota na świecie. Ranking ten jeszcze niedawno był aktualny, ale w połowie lipca Chiny ogłosiły po raz pierwszy od 2009 roku, że ich rezerwy złota są znacznie wyższe.Obecnie Państwo Środka posiada w swoich skarbcach 1658 ton złota, w światowym rankingu wyprzedziło tym samym Rosję. To zapewne nie koniec niespodzianek bo Chiny od lat są głównym wydobywcą złota na świecie, to również Pekin importuje najwięcej żółtego metalu.




piątek, 7 sierpnia 2015

70 lat po nuklearnym Holocauście, czy ludzkość wyciągnęła z tego wnioski?

Okrągła rocznica zrzucenia bomb atomowych na dwa japońskie miasta skłania do refleksji nad konsekwencji na skutkami i kulisami tego bezprecedensowego wydarzenia.

Ruiny katedry w Nagasaki



"Japończycy byli gotowi się poddać, nie było potrzeby uderzać w nich tą okropną rzeczą" - powiedział generał Eisenhover w wywiadzie jakie udzielił Newsweekowi w 1963. To samo powiedział szef sztabu prezydentów Roosevelta i Trumana, admirał William D. Leahy "moim zdaniem wykorzystanie tej barbarzyńskiej broni w Hiroszimie i Nagasaki nie miało znaczenia dla naszych działań wojennych w walce z Japonią. Japończycy byli już wówczas zwyciężeni i gotowi się poddać z powodu skutecznej blokady morskiej i bombardować prowadzonych konwencjonalnymi środkami. (...) W moim odczuciu będąc pierwszymi, którzy użyli tej broni przyjęliśmy standard etyczny powszechny dla barbarzyńców z czasów Mrocznych Wieków (...) wojen nie wygrywa się poprzez niszczenie kobiet i dzieci."

Przytoczone powyżej opinie to tylko dwa stanowiska ówczesnych amerykańskich wojskowych komentujących decyzję o zrzuceniu bomb atomowych na Hiroshimę i Nagasaki.

W tym roku mija 70 lat odkąd 6 i 9 sierpnia 1945 roku na dwa japońskie miasta zrzucono bomby zabijając tysiące ludzi i doprowadzając do trwałego kalectwa kolejne rzesze Japończyków. W obliczu tej tragedii Kraj Kwitnącej Wiśni uczcił pamięć zabitych a premier Abe zadeklarował, że jako państwo najbardziej poszkodowane przez broń atomową Japonia powinna być liderem starań o zupełne je wycofanie ze światowych arsenałów. 

A kontekście tych wydarzeń warto przytoczyć kilka interesujących faktów dot. zrzucenia bomb:

- Japonia była już wówczas o krok przed poddaniem się, zrzucenie bomby nie było więc konieczne,
- Nagasaki było jednym z najbardziej nietypowych miast Japonii, żyło tam najwięcej chrześcijan w całym kraju, w wyniku uderzenia bomby zginęło tam blisko 8 tysięcy katolików,
- w Nagasaki zniszczenia były mniejsze, choć użyto potężniejszego ładunku, jednak dzięki ukształtowaniu terenu (wiele dolin i gór) siła uderzenia została nieco zredukowana, centrum wybuchu zlokalizowane było na przedmieściach, gdzie znajdowały się głównie domy mieszkalne, szpitale, szkoły i fabryki,
- większość ofiar bombardowań stanowili cywilie, szacuje się, że w obu miastach mogło zginąć odpowiednio: 90-166 tys. w Hiroszimie i 39-80 tys. w Nagasaki, z czego połowa w pierwszym dniu ataków,




środa, 5 sierpnia 2015

Tajemnica z przeszłości rozwiązana: generał Patton został zamordowany

Wydana niedawno książka rzuca nowe światło na kulisy śmierci jednego z najwybitniejszych dowódców II Wojny Światowej. Wynika z niej, że generał Patton zginął w wyniku operacji przeprowadzonej wspólnie przez wywiady amerykański i sowiecki. 
 

21 grudnia 1945 w szpitalu w Heidelbergu zmarł dotychczasowy gubernator wojskowy Bawarii, generał George S. Patton. Kilka tygodni wcześniej doznał on ciężkich obrażeń w wyniku wypadku samochodowego. Gen. Patton uznawany był za jednego z najwybitniejszych, ale też najbardziej kontrowersyjnych dowódców amerykańskich w trakcie II Wojny Światowej. Od czasu jego śmierci krążyły spekulacje, że wypadek jaki miał miejsce 9 grudnia nie był jednak zupełnie przypadkowy.

W niedawno wydanej książce "Target Patton" historyk Robert Wilcox dotarł do nie publikowanych wcześniej pamiętników, z których wynika, że gen. "Wild Bill" Donovan, dowódca Office of Strategic Services (OSS), poprzednika CIA nie ufał Pattonowi i obawiał się, że ujawni on tajemnice, które mogą zaszkodzić karierze wielu wysoko postawionych dowódców. Wilcox twierdzi, że gdyby Patton nie zginął w 1945 roku i ujawnił część faktów z czasów wojny, Eisenhover nigdy nie zostałby prezydentem.

Zabójstwem miał zająć się zmarły w 1999 roku Douglas Bazata, który w swoich pamiętnikach opisał przebieg zamachu, w wyniku którego Patton miał zginąć. Cała operacja nie udała się jednak w pełni i stan zdrowia generała zaczął się poprawiać, wówczas do akcji wkroczyło NKWD i potajemnie otruło Pattona. Całą akcję przeprowadzono za cichym przyzwoleniem amerykańskich służb.

Ciała generała nie poddano sekcji zwłok.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Były sowiecki szpieg: to my wymyśliliśmy teologię wyzwolenia

Teologia wyzwolenia była produktem KGB i jej celem było promowanie komunizmu w krajach Ameryki Łacińskiej. W projekt mocno zaangażowane były także rumuńskie służby. 
 
http://tradcatknight.blogspot.com/
 

W wywiadzie dla Catholic News Agency Ion Mihai Pacepa, były generał rumuńskiej tajnej policji, który uciekł do Stanów Zjednoczonych przyznał, że KGB miało duży wkład w powstanie a następnie rozprzestrzenianie się teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej. Za pomysłem stał Nikita Chruszczow, który chciał być zapamiętany jako ten, który dokonał eksportu komunizmu do obu Ameryk, Rumunia, jako kraj romański miała odegrać w tej operacji kluczową rolę.

To KGB wymyśliło nazwę, wykorzystując popularność hasła "wyzwolenie" jakiego używało wiele wspieranych przez Sowietów organizacji w Kolumbii (FARC), Boliwii (NLA) czy Palestynie (OWP).

Jako narzędzie do szerzenia nowej doktryny posłużyć miała Chrześcijańska Konferencja Pokojowa (zał. w 1958 roku w Pradze) oraz Rada Światowa Rada Pokoju (zał. w 1950 roku w Warszawie). Obie organizacje były w pełni finansowane i kontrolowane przez KGB, a większość ich pracowników stanowili zakamuflowani agencji sowieckiego wywiadu.

W 1968 roku zorganizowana została konferencja lewicujących południowoamerykańskich biskupów, która odbyła się Medellin w Kolumbii. Głównym tematem konferencji była bieda, zaś nieoficjalnym cele było zdefiniowanie nowego ruchu religijnego, który zachęci ubogich do buntu przeciwko "zinstytucjonalizowanej przemocy". Nowy ruch miał być z kolei zarekomendowany Światowej Radzie Kościołów, nad którą kontrolę chciało przejąć KGB. Konferencja zakończyła się sukcesem, zaakceptowała także nazwę "teologia wyzwolenia" jako określenie swojego nowego ruchu.

Pacepa nie potwierdza jednak czy główni przedstawiciele teologii wyzwolenia byli w istocie na liście płac KGB, twierdzi, że nie dysponuje dowodami w tym temacie.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy". Rozdział 32: Gdzieś w podziemiach kościoła w Sankt Kathrein. Austria



Spod uchylonych powiek Poul dostrzegł twarz, bardzo blisko siebie. Twarz... czy raczej coś, co mogło ją przypominać, bo nie należała do człowieka.
„Co to jest?! – zapytał się w myślach przerażony.
Ogromne szare oczy wpatrywały się w niego wnikliwie, z odległości zaledwie kilkunastu centymetrów. Nigdy nie widział takich oczu. Gorączkowo szukał w myślach podobnego obrazu, ale wyobraźnia nie podsuwała mu kompletnie nic. Poczuł dziwny zapach. Siarka? Jakiś kwas? Nie potrafił rozpoznać tej duszącej woni, która drażniła jego nozdrza.
„Boże, czy ja umarłem? – pomyślał. – Gdzie ja jestem?”
Bał się otworzyć szerzej oczy. Nie pamiętał, co stało się po tym, jak dostrzegł dwie zbliżające się do niego postacie. Zamknął oczy, by nie zauważyły, że się ocknął. Stracił przytomność nie czując żadnego uderzenia, ukłucia czy uścisku. Zapadł w ciemność. Strach chwytał go za gardło. Chciał znaleźć jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie, ale na próżno.
„Jestem w piekle...” – Co innego mógł poczuć w tym koszmarnym miejscu?
Ponownie rozchylił powieki. Chciał rozejrzeć się wokół siebie. Stojąca nad nim postać wyprostowała się i odwróciła w bok. Poruszyła głową, jakby kogoś wzywając. Poul zobaczył stojącą obok drugą postać. I jeszcze dwie inne, u jego nóg. Długie szyje i podłużne głowy pokrywała szaro-zielona, matowa skóra. Otaczające go postacie nie były podobn do ludzi. Nie były podobne do nikogo... Starał się przypomnieć sobie wszystkie znane mu osoby, zwierzęta, a nawet postacie będące wymysłem artystów. Nie doszukał się żadnego znanego sobie podobieństwa do istot otaczających łóżko, na którym leżał. Nagle, rozglądając się dookoła dostrzegł jeszcze kogoś. Tym razem to był człowiek. Stał z tyłu, w białym fartuchu czy kombinezonie, Poul nie widział go zbyt dokładnie. Stojący najbliżej niego „ktoś” spojrzał ponownie w jego kierunku. Poul szybko przymknął powieki. „Boże, miej mnie w swojej opiece. Ojcze nasz, który jesteś w niebie...” – nie mógł powstrzymać odmawianej w myślach tysiące razy modlitwy. Bał się drgnąć. Pomyślał o swoim ciele, leżącym nieruchomo. Czuł dziwne usztywnienie w mięśniach. Nie rozpoznawał czy leży nagi, czy ma na sobie ubranie. Nie czuł czy ma skrępowane nogi i ręce. Spróbował poruszyć prawą dłonią. Delikatnie, by nikt tego nie dostrzegł. Nie czuł nic, żadnego bodźca. Jedynie ten dziwny zapach. Był teraz bardziej intensywny. „Chyba pochyla się znowu nade mną” – pomyślał. Poul leżał bezwładnie. Nie mógł się ruszać, coraz bardziej wyczuwał paraliż swojego ciała.
„Dlaczego mogę unieść powieki? Wszystko pozostałe jest sztywne...”
Intensywny zapach stał się łagodniejszy. Mimo tego bał się otworzyć oczy i spróbować ogarnąć wzrokiem otaczającą go rzeczywistość. Pomyślał, że póki jest nieprzytomny, nic złego mu się nie stanie. Próbował wmówić to sobie, by odzyskać choć trochę pewności siebie.
Otaczała go cisza, pomimo że w pomieszczeniu przebywało kilka osób.
Poul nie słyszał żadnych słów, mimo iż wydawało mu się, że stojące nad nim postacie porozumiewały się ze sobą. Nie docierały do niego dźwięki, nie zarejestrował szumu klimatyzacji ani żadnych innych urządzeń, tak normalnych w pomieszczeniach, w których przebywał na co dzień. Myśli przelatywały szybko przez jego umysł. Przypominał sobie jak tu trafił. Lotnisko, mała farma, obcy ludzie, Monik zamknięta w piwnicy...
„Monik, gdzie jest Monik?” – zaniepokoił się. Na chwilę stracił świadomość jej obecności. Skoncentrowany na sobie czuł się jak na sali operacyjnej ze stojącym nad nim konsylium lekarzy. A może raczej jak ofiara wypadku, nad którą pochyla się ktoś, by sprawdzić czy jeszcze żyje. Miał chaos w głowie. W końcu otworzył oczy, chcąc znaleźć Monik. Niepokój o nią pozbawił go strachu. Rozejrzał się. W pomieszczeniu nie było nikogo. Otaczające go postacie zniknęły bezszelestnie.



Poul chciał się podnieść. Nie mógł się jednak ruszyć. Spojrzał przed siebie. Jego źrenice rozszerzyły się ze strachu. Znajdował się w sali ze ścianami i sufitem ze szkła. Za nimi widział skałę świadczącą o tym, że pomieszczenie znajdowało się pod ziemią. Widziana przez niego część sali była średniej wielkości, około stu metrów kwadratowych. Oświetlona była jasno zielonym światłem, które wydobywało się nie wiadomo skąd. Nie było w niej lamp. Nie było szaf, regałów. Nie było w niej niczego. Z jednym wyjątkiem. W lewym rogu, na pionowym stojaku stał przywiązany do niego człowiek, a w zasadzie zwłoki człowieka. Nagie ciało z krwawym przecięciem poniżej linii włosów. Poul spoglądał na przywiązane ciało z narastającym gwałtownie przerażeniem. Człowiekiem przywiązanym do metalowego stojaka był... również Poul. Czy raczej ktoś bliźniaczo podobny.
Wydawało się, jakby spał. Zamknięte oczy, spokojna twarz, naturalny kolor skóry. Gdyby nie przecięcie wzdłuż czoła i fakt przywiązania do pionowego stojaka nie było by w nim nic przerażającego. Poza faktem, iż był sobowtórem człowieka leżącego na łóżku. Żywego człowieka, spoglądającego na swoje lustrzane odbicie.
Poul starał się poderwać z pozycji, w jakiej się znajdował. Czuł szum w głowie spowodowany narastającym ciśnieniem krwi. Fala gorąca przepływała po jego ciele. Jego serce łomotało zagłuszając martwą ciszę panującą w pomieszczeniu, które stało się jego miejscem kaźni. Chciał opanować swoje gwałtowne emocje. Szukał wzrokiem Monik. Pozycja w jakiej się znajdował ograniczała jednak pole jego widzenia. Monik, jak mu się wydawało, nie było w sali.

Zamknął oczy. Walczył ze strachem. Starał się opanować szalone bicie serca. Gwałtownie łapał powietrze. Sala pod ziemią, sparaliżowane ciało, przerażające postacie, on i martwy człowiek, podobny do niego jak kropla wody.
„Boże, dlaczego mnie tak doświadczasz? – pomyślał. – Daj mi siłę, pozwól mi zrozumieć” – modlił się.
Po kilku minutach uspokoił się na tyle, by zacząć analizować sytuację, w jakiej się znalazł.
„Czy „Oni” mi coś zrobili? Kim byli? Kim był człowiek ubrany w biały fartuch? Kim jest jego sobowtór? Co mu się stało?
Czy przygotowywali mnie do jakiegoś zabiegu?” – zadawał sobie w głowie coraz więcej pytań. – „A może? A może – powtórzył – nie jestem sobą tylko nim?”
Czuł jak krople potu spływają mu po czole.
„Uspokój się” – powiedział w myślach do siebie. – „Przecież żyję, myślę. Pamiętam, co się działo wcześniej. Nie zapomniałem jak znalazłem się w podziemiach kościoła. Pamiętam Monik. Przecież gdyby chcieliby mi coś zrobić, byłbym pewnie na jego miejscu. – Spojrzał w kierunku rogu sali. – Niepotrzebnie panikuję. Spokój Poul, spokój... Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje...” Czas mijał. Poul modlił się. Sparaliżowany, przerażony, uwięziony w przepełnionej szarością skał sali, zalanej jasnyświatłem. Nie wiedział co zaszło, zanim odzyskał przytomność. Nie podejrzewał, że za kilka minut ponownie zapadnie się w ciemność.

Kto stworzył islamski terroryzm?

W dniu dzisiejszym zachęcam do zapoznania się z materiałami filmowymi dotyczącymi historii islamskiego, radykalnego terroryzmu. Czy będziecie zaskoczeni jeśli powiemy, że nie powstał on samoistnie, lecz był owocem działalności służb wywiadowczych konkretnych państw?





- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf