piątek, 27 czerwca 2014

Roboty DARPA

DARPA budzi nadzieje, kontrowersje i obawy. Nie można jej jednak odmówić innowacyjności i bycia liderem nowych technologii wojskowych, w tym robotyki. Zobaczcie jak wyglądają najnowsze osiągnięcia tej agencji w tworzeniu pierwszego na świecie androida. Kto wie, może już niedługo ci sztuczni ludzie zaczną patrolować ulice?




czwartek, 26 czerwca 2014

Ukryte oprogramowanie szpiegowskie w chińskich smartfonach

Firma G Data odkryła, że w popularnych smartfonach chiński producent umieścił złośliwe oprogramowanie służące do szpiegowania użytkowników.

fot. http://www.rockefeller-news.com


Jak podaje niemiecka firma zajmująca się bezpieczeństwem danych popularna marka smartfonów produkowanych w Chinach była zaopatrzona w specjalnie ukryte oprogramowanie do śledzenia ich użytkowników. Podejrzane aplikacje miały się znajdować w telefonach Star N9500 będących tańszym zamiennikiem Samsunga Galaxy S4. Na ich ślad trafiono dzięki użytkownikom, którzy wielokrotnie zgłaszali fakt, że po podłączeniu smartfona do komputera ich system operacyjny wykrywał jakiegoś rodzaju złośliwe oprogramowanie. W końcu po zakupieniu kilku modeli N9500 pracownicy firmy G Data stwierdzili, że w urządzeniach ukryte są aplikacje umożliwiające podmiotom trzecim ściąganie danych osobistych z telefonu, zlokalizować miejsce, w którym w danym momencie przebywa jego właściciel oraz wykorzystywać bez jego wiedzy wbudowane kamery i mikrofon. Dane następnie były przesyłane na serwer, który mieści się w Chinach.

Pomimo kilkukrotnych prób, pracownikom G Data oraz dziennikarzom Associated Press nie udało się znaleźć producenta telefonów.

Przypomnijmy, że w październiku ubiegłego roku Niemcy trafili na inny przypadek złośliwego oprogramowania wbudowanego w produkowane w Chinach urządzenie elektroniczne. Wówczas była to karta pamięci, która sprzedawana była przez firmę E-Plus. Po jej podłączeniu do telefonu lub komputera instalowało się oprogramowanie, które umożliwiało zdalne łączenie się ze sprzętem posiadacza. Również w tym przypadku nie udało się znaleźć osób ani firm odpowiedzialnych za umieszczanie szpiegowskiego oprogramowania.

Najważniejsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać to czy za masowym "skażeniem" elektronicznego sprzętu stały jedynie osoby prywatne lub organizacje przestępcze czy też znacznie poważniejszy gracz, na przykład chiński wywiad? Wykorzystując nieznajomość lokalnych stosunków a także ogromną ilość producentów elektroniki władze Państwa Środka mogą prowadzić podsłuch obywateli innych państw na skalę o jakiej nie marzyło się nawet NSA.


źródło: Intelnews

środa, 25 czerwca 2014

Wybitny specjalista ds. bioterroryzmu traci pracę w związku z uwolnionym wąglikiem

Wybuch wielkiej epidemii, która może zdziesiątkować ludzką populację na danym terytorium nie jest wcale domeną jedynie potencjalnych terrorystów, którzy w ten sposób będą chcieli zaszantażować rządy, zdobyć wpływy polityczne albo po prostu uzyskać rozgłos. Czasem epidemię może spowodować zwykła nieostrożność lub drobny wypadek w laboratorium.


Dopiero kilka dni po fakcie media poinformowały jak blisko tragedii byli mieszkańcy Atlanty. Wszystko z powodu nieuwagi naukowców pracujących przy śmiercionośnej bakterii wąglika. Setki pracowników mieszczącego się w tym mieście Bioterror Rapid Response and Advanced Technology Laboratory zostało narażonych na zarażenie się wąglikiem, po tym jak ze ściśle strzeżonych pięter przeniesiono próbki prosto do pomieszczeń z pracownikami. Jak podaje agencja Reutera złamano co najmniej kilka procedur bezpieczeństwa, między innymi pracownicy zamiast wymaganych 48 czekali jedynie 24 godziny na stwierdzenie, że testowana próbka z wąglikiem została zneutralizowana i można ją bezpiecznie przenieść na niższe poziomy.

Zaledwie kilka dni wcześniej badający bakterię naukowcy pracowali nad nowym protokołem neutralizacji i zabezpieczenia jej przed ewentualnym przeniesieniem na mniej strzeżone obszary. W ubiegły piątek na liście potencjalnych osób, które były narażone na infekcję umieszczono w sumie 84 pracowników laboratorium, większość z nich poddano kuracji antybiotykowej a także podano szczepionki. W efekcie skandalu stanowisko stracił dotychczasowy dyrektor laboratorium Michael Farrel a większość pracowników dostała zakaz wypowiadania się dla mediów.

Na pocieszenie należy podkreślić, że jest to pierwszy od wielu dekad podobny "wyciek" groźnego wirusa z amerykańskich laboratoriów, niestety nie mamy gwarancji, że podobnych procedur przestrzega się równie dokładnie także w innych krajach.




wtorek, 24 czerwca 2014

Czy człowiek JUŻ skolonizował Marsa? Niezwykła relacja byłego żołnierza, który miał służyć na Czerwonej Planecie

Człowiek dawno już dotarł na powierzchnię Marsa. Mało tego, ludzkość założyła tam co najmniej pięć kolonii, które zmuszone są bronić się przed żyjącymi tam mieszkańcami Czerwonej Planety. Zarządzające międzyplanetarną flotą Siły Obrony Ziemi (Earth Defense Force) prowadzą regularną rekrutację wśród byłych ziemskich żołnierzy, których zadaniem miałaby być obrona tych kolonii przed niezbyt gościnnymi tubylcami. 

fot. space.com

Powyższy tekst nie jest bynajmniej fragmentem powieści z gatunku science fiction, lecz jak najzupełniej "na poważnie" podawaną relacją byłego US marine, który ukrywając się pod pseudonimem Kapitan Kaye twierdzi, że odbył ponad 20-letnią służbę poza Ziemią: 17 lat na Marsie i 3 lata jako członek floty Sił Obrony Ziemi. Zanim rozpoczął służbę był szkolony na ziemskim Księżycu, na Tytanie (księżyc Saturna) oraz w przestrzeni kosmicznej, gdzie latał na trzech typach myśliwców i trzech rodzajach bombowców. Do tego Kaye twierdzi, że wspólnie z nim służyć mieli wojskowi z głównych światowych potęg, nie brakowało przede wszystkim Amerykanów, Chińczyków i Rosjan. Swoją karierę w Siłach Obrony Ziemi skończyć miał specjalną ceremonią, która miała miejsce na Księżycu a wśród przybyłych obecny był były sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld. 

Całość rozmowy można przesłuchać tutaj:



Niezwykła historia, w którą bardzo trudno uwierzyć. Komunikat szybko został skopiowany przez wiele wiodących mediów, ale u źródła pochodzi on z bloga "EXOPOLITICS", który zajmuje się publikacjami rzadko kiedy sprawdzanych informacji. Do tego nazwa Earth Defense Force kojarzy się z japońską serią gier komputerowych, w których gracz wcielał się właśnie w żołnierza będącego członkiem ponadnarodowej organizacji mającej na celu obronę Ziemi przed atakami z kosmosu. 

Z drugiej jednak strony co jakiś czas wracają, regularnie z resztą uciszane, doniesienia na temat istnienia podejrzanych struktur na Czerwonej Planecie (przykładowo w 2011 roku astronom-amator David Martines zauważył tam pewien duży kolisty obiekt, który nie mógł powstać samoistnie). Jak sądzicie, czy tego typu tajemnica mogłaby w ogóle być ukrywa przed oczami wścibskich ludzi?

Źródło: exopolitics

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy", rozdział Rozdział 38 Międzyzdroje, Polska


Poul wrócił do pokoju. W powietrzu zapach palonej fajki mieszał się z aromatem świeżo zaparzonej kawy.
– No, to teraz, jeżeli nie interesowałeś się wcześniej tajemnicami III Rzeszy, trochę cię zaskoczę – powiedział Wiktor. – W Wiedniu odkryto dokumenty, w oparciu o które można stwierdzić, że w ośrodkach badawczych Niemiec mogły powstać pojazdy, które obecnie określa się mianem UFO. Innymi słowy, to co często uznaje się za pojazdy przybyszów z kosmosu, wcale nie musi być wytworem cywilizacji pozaziemskich.
– Chyba żartujesz… – powiedział zaskoczony Poul. – Jakie UFO?
– Posłuchaj, 14 grudnia 1944 roku New York Times zamieścił informację, że nad Niemcami latają okrągłe, pozbawione skrzydeł pojazdy. Pojawiają się pojedynczo lub w formacjach. Niektóre są metaliczne, inne wydają się przezroczyste. Ich sposób poruszania się mógłby sugerować, że Niemcy wynaleźli antygrawitację. Nikt nie wie jednak, jak tego dokonali. Brytyjczycy zlokalizowali lądowiska tajemniczych obiektów. Co ciekawe, miejsc tych nie zbombardowano. Bazy te istnieją po dziś dzień – są tajne i pilnie strzeżone. Z informacji znajdujących się w wiedeńskim archiwum wynika, że podczas wojny udało się Niemcom wyprodukować, oprócz powszechnie znanych V-1 i V-2, również V-4 i V-7, lecz prawdziwą rewelacją miał być pojazd o kodowej nazwie Vril-1 oraz jego rozwinięcie Vril-2. Ich twórcą był Victor Schauberger. Oba prototypy miały wykorzystywać napęd antygrawitacyjny. Vril-1 przeszedł ponoć pomyślnie próby w locie, a są tacy, którzy twierdzą, że to właśnie ten pojazd widział i sfotografował na Księżycu amerykański kosmonauta Edwin Aldrin. No i tak naprawdę nie wiadomo, co miał na myśli Armstrong, przekazując na Ziemię zdanie: „Nie jesteśmy tu sami”. Wiadomo jednak, że Hitler marzył o podboju kosmosu. Czyżby częściowo mu się to udało?
– Czy masz może coś innego niż wino? – zapytał Poul. – To, co mówisz, wymaga zdecydowanie mocniejszego alkoholu.
– Proszę cię bardzo – uśmiechnął się Wiktor. – Otwórz szafkę. Tę – wskazał. – Znajdziesz tam, co zechcesz.
Poul wstał i otworzył barek. Wyjął z niego pękatą butelkę bourbona. Po chwili usiadł w fotelu.
– Mów, proszę, dalej. Powiem ci, że nie mogę uwierzyć, by sprawa ta do dzisiaj się nie wydała.
– Praktycznie wszystkie rządy uczestniczą w utajnianiu informacji o UFO. Przytoczę pewien fakt z 1968 roku. Wtedy właśnie dwóch przyjaciół z Kalifornii było świadkami lądowania niezidentyfikowanego obiektu latającego. Najdziwniejsze jednak było to, co oświadczyli po tym wydarzeniu. Otóż stwierdzili oni zgodnie, że… załoga pojazdu porozumiewała się między sobą po niemiecku! Rząd zareagował natychmiast. Obydwaj świadkowie zostali zatrzymani i na długie lata umieszczeni w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze, choć lekarze jednogłośnie twierdzili, że ich zdrowie psychiczne nie budzi żadnych zastrzeżeń. Po opuszczeniu szpitala byli już tylko wrakami ludzi.
Jeszcze więcej tajemnic związanych jest z niemiecką wyprawą na Antarktydę, podjętą w 1938 roku. Jej dowódcą był kapitan Ritsher. Obecnie wiadomo jedynie, że misja miała charakter militarny. Nie ujawniono jednak, co Niemcy robili w tym niedostępnym miejscu. Być może wiąże się to jakoś z rozkazem admirała Doenitza, który miał go wysłać pod sam koniec wojny do stacjonujących u wybrzeży Antarktydy okrętów podwodnych: Zostać i kontynuować misję. Rozkaz przesłano otwartym tekstem, lecz nie wiadomo do dziś, o jaką misję chodziło. Co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, że ta tajemnicza misja nigdy nie została zakończona i trwa do chwili obecnej.
– O co chodziło z tą bazą na Antarktydzie? – zapytał Poul.
– Już tłumaczę – odpowiedział Wiktor i spokojnie kontynuował. – Sprawa jest bardzo tajemnicza. Faktem jest, że w 1947 roku wysłano w ten rejon ekspedycję marynarki wojennej USA. Dowodził nią admirał Byrd. Kiedy czyta się jego dziennik, ma się wrażenie, że jest to raczej powieść science fiction. Z zapisków tych wynika, że Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, zaś próba zbliżenia się do nich kończyła się zawsze tak samo – okręty w niewytłumaczalny sposób znikały. To nie koniec! Wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne, w niewyjaśnionych okolicznościach ginęły. Nie udało się też nigdy nawiązać łączności z grupą żołnierzy wysłanych do zbadania fragmentu lądu, z którego miały startować tajemnicze obiekty latające. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Odebrano jedynie fragment meldunku o odkryciu dziwnych tuneli. Potem zaległa cisza. Podczas misji zaginęło około stu żołnierzy, jednak ku zdziwieniu dowódcy misji, rząd USA nakazał mu przerwać zadanie i natychmiast opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych do tej pory pozostaje nieznany. – Wiktor przerwał na chwilę, zastanawiając się nad własnymi słowami. – Tak więc nie wiadomo, czy nadal funkcjonuje niemiecka baza na Antarktydzie i czy podczas drugiej wojny światowej udało się hitlerowcom zorganizować misję załogową na Księżyc. Pytanie to pozostaje bez odpowiedzi. Pewne jest tylko to, że Niemcy zbudowali pierwszy pojazd, który dziś określilibyśmy mianem UFO. – Spojrzał wymownie na Poula. – Prace nad skonstruowaniem latającego talerza rozpoczęto na początku lat dwudziestych w Augsburgu, w Niemczech. W 1934 roku zbudowano spodek o średnicy pięciu metrów. Świadkowie wspominają, że podczas lotu jego powierzchnia emitowała poświatę podobną do tej, o której obecnie wspominają badacze UFO. Rozpoczęto również prace nad bojowymi wersjami tego statku. Miał on rzekomo być wyposażony w działka trzydzieści milimetrów i karabiny maszynowe. Ta wersja miała być wypróbowana zimą 1942 roku. – Wiktor nabrał oddechu i ponownie spojrzał na Poula. – Może się to wydawać nieprawdopodobne, lecz niemieccy ufolodzy sugerują, że przed drugą wojną światową hitlerowcom udało się nawiązać kontakt z wysoko rozwiniętą cywilizacją, pochodzącą gdzieś z układu Aldebarana. Podają nawet, że do kontaktu miało dojść w Sudetach. Fakty są takie, że ludność zamieszkująca te okolice opowiadała, jakoby w latach trzydziestych na niebie pojawiały się tajemnicze światła i kule ognia. Rozwiązanie zagadki, czy Niemcom rzeczywiście udało się nawiązać kontakt z obcymi i przejąć część ich wiedzy, czy też niemieccy konstruktorzy okazali się na tyle zdolni, że samodzielnie opracowali kilkanaście nowatorskich rozwiązań technologicznych, w tym latającego dysku, wydaje się odległe. Obie hipotezy brzmią równie fantastycznie.
– Masz rację. To niewiarygodne.
– Pod koniec drugiej wojny światowej Niemcy dysponowali wieloma zaawansowanymi technicznie systemami uzbrojenia. Między innymi zbudowali prototyp bomby sterowanej za pomocą obrazów telewizyjnych czy też prowadzili testy samolotów niewykrywalnych dla radarów. To fakty. Poszlaki wskazują na wiele więcej! Odnalezione plany, dokumenty i relacje naocznych świadków dowodzą, że Niemcy osiągnęli znacznie więcej – coś wyjątkowego, coś co zadziwia nawet w naszych czasach! Major Wehrmahtu Rudolf Lusar wydał w latach pięćdziesiątych książkę, w której opisał opracowane przez Niemców latające dyski. Zgodnie z jego relacją prototyp jednego z nich, napędzany przez turbiny gazowe, osiągał prędkość dwóch tysięcy kilometrów na godzinę. Mało tego! Konstruktorzy z III Rzeszy mieli opracować napęd antygrawitacyjny, który wykorzystywałby własne pole siłowe, działające w przeciwnym kierunku niż przyciąganie ziemskie.
– A kto zaczął o takim napędzie mówić? Czy są jakieś dowody potwierdzające tę historię? – zapytał Poul.
– Kierujący amerykańskim projektem o nazwie Błękitna Księga, kapitan Edward J. Ruppelt – odpowiedział Wiktor. – Opracował on raport, w którym stwierdził, że hitlerowcy w okresie wojny dysponowali maszynami o możliwościach, które można by porównać tylko do osiągów UFO.
W pokoju zapanowała cisza przerywana jedynie szumem fal morza.
Poul był pod wrażeniem opowieści Wiktora.
– Muszę przyznać, że od kilku dni jestem raczej milczącym słuchaczem niezwykłych i intrygujących opowieści. Poznaję wydarzenia, o których wie zapewne tyko kilku ludzi. Sam nie wiem, co o tym sądzić…
– Całej prawdy nie zna nawet garstka historyków. Dużo zrobiono, by ukryć ją przed światem. I może to lepiej…
Wiktor zamilkł. Zastanawiał się przez chwilę.
Za oknem słychać było krzyczące mewy. Odbywały swój taniec nad białymi grzywami fal.
– Czy sądzisz, że tutaj może znajdować się pod ziemią jakiś tajny ośrodek? Czy stara fabryka pocisków może być na niego zaadaptowana? – zapytał Poul.
Wiktor zastanowił się przez moment.
– Myślę, że to zły trop. Jak widzisz, sporo wiem o tamtych sprawach i wiele czasu spędziłem na dotarciu i poznawaniu miejsc dotkniętych tą dramatyczną historią. Myślę, że nic tutaj nie znajdziemy. Dlaczego? Bo to właśnie stąd uciekano. W pośpiechu przenoszono instalacje i chyba właśnie dlatego… Być może gdzieś znajduje się jeszcze coś nieodkrytego, ale ja nie odnotowałem szczególnego zainteresowania tymi okolicami.
– Z tego wynika, że mogę wracać do Kajetana. Pewnie wiesz, że tam, gdzie jest, dzieją się dziwne rzeczy…
– Tak, mówił mi. Powiedział również, że wasze poszukiwania ktoś obserwuje i wcale nie zamierza wam pomagać. – Wiktor zadumał się. – Powinniście być bardzo ostrożni. Są tajemnice, których strzegą niebezpieczni ludzie.
– Zapewne masz rację. Pójdę się położyć i, jeżeli pozwolisz, jak trochę odeśpię, zwiedzę najbliższą okolicę.
– Oczywiście… Przekaż Kajetanowi moje serdeczne pozdrowienia. To wspaniały człowiek, prawdziwy przyjaciel… Dobranoc.
– Wielkie dzięki, jestem ci bardzo wdzięczny. – Poul wstał od stołu. – Życzę ci dobrej nocy, a właściwie dobrego snu. Noc mamy już chyba za sobą.
Udali się do swoich pokoi.
Przez uchylone okno wpadał zapach porannej bryzy.

sobota, 21 czerwca 2014

Infografiki - teorie spiskowe w wersji obrazkowej

Dzięki infografikom można w prosty i obrazowy sposób pokazać pewne często bardzo złożone informacje i zależności między poszczególnymi faktami. Dziś zachęcam do przejrzenia kilku infografik, które przybliżają nam to, czym są teorie spiskowe i jaki jest układ sił w Nowym Porządku Świata.







Na koniec coś z przymrużeniem oka :)




piątek, 20 czerwca 2014

Największy aktywny wulkan na świecie budzi się po trzydziestu latach drzemki


Pracujący w pobliżu leżącego na Hawajach wulkanu Mauna Loa sejsmolodzy ogłosili niedawno, że w w ciągu ostatnich trzynastu miesięcy dostrzegli oni znaczący wzrost aktywności sejsmicznej w jego okolicy.


Według doniesień magazynu WIRED w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zaobserwowano łącznie cztery serie trzęsień ziemi, które dowodzić mają, głęboko w kraterze mają miejsce ruchy magmy. Do wszystkich wstrząsów doszło na północno zachodniej stronie wulkanu na głębokości ok. 10-14 kilometrów, dość blisko wyrwy w płycie tektonicznej.

Manu Loa jest największym wulkanem na archipelagu Hawajów a także największym aktywnym wulkanem na Ziemi którego krater znajduje się ponad powierzchnią morza. Wyprzedza go jedynie również leżący na Pacyfiku 1600 km od wybrzeży Japonii, wygasły już Masyw Tamu. Po raz ostatni Manu Loa wybuchł w roku 1984.

Czy należy się obawiać erupcji tak potężnego wulkanu?

Jeśli Manu Loa by wybuchł mogło by to mieć poważne konsekwencje na całej powierzchni Ziemi, wpływając na klimat na niewyobrażalną skalę. Póki co jednak sejsmologowie zapewniają, że do ewentualnego wybuchu wciąż nam daleko, nie dostrzeżono bowiem żadnych oznak prawdziwej erupcji , czyli przede wszystkim wzrostu emisji dwutlenku siarki i dwutlenku węgla, które są głównymi wskaźnikami świadczącymi o stopniu aktywności wulkanów. 

Obudzenie się tego ogromnego wulkanu nie jest być może niczym niezwykłym, jednakże fakt, że naukowcy dostrzegli tą aktywność dokładnie w momencie gdy na całej Ziemi obserwuje się ogromną ilość niepokojących zjawisk (tsunami, dziwne dźwięki spod ziemi, trzęsienia ziemi, ryby głębinowe wyławiane przez rybaków). Czy mamy do czynienia tylko ze zbiegiem okoliczności?



środa, 18 czerwca 2014

Sprywatyzować funta, wprowadzić kryptowaluty!

Pomimo zapowiadanego upadku kryptowaluty mają się dobrze i wciąż rośnie zainteresowanie bitcoinem i innymi podobnymi mu pieniądzom wirtualnym. Zdaniem eksperta jednego z brytyjskich think tanków pojawienie się kryptowalut powinno zostać jak najszybciej wykorzystane poprzez zupełną prywatyzację pieniędzy. 
 

Jak pisze Kevin Dowd w raporcie opublikowanym przez założony w 1955 roku Institute of Economic Affairs (publikujący między innymi słynne raporty wolności gospodarczej) nie powinno się bagatelizować wpływu bitcoina na sytuację polityczną. Jest on przekonany, że najsłynniejsza z kryptowalut "otworzy bramy przed falą przypływu prywatnych pieniędzy", które nie dadzą się tak łatwo kontrolować przez państwowe ani też żadne inne scentralizowane instytucje, gdyż są one z natury zupełnie zdecentralizowane i nie można zwyczajnie zablokować ich przepływu.

Dowd pisze, że prywatny pieniądz może być akceptowalnym środkiem wymiany pomiędzy podmiotami bez jakiegokolwiek udziału państwa jako gwaranta wartości. Tego typu waluta nie musi być wcale uznawana przez każdego, wystarczy, że będzie ona miała odpowiednio duży zasięg wśród rynkowych graczy. Już teraz w obiegu istnieją trzy typy prywatnych walut, z których dwie pierwsze opierają się na kruszcu: 
  • Liberty Dolar, 
  • e-złoto (e-gold),
  • kryptowaluty,
Jak bitcoin ma się jednak do prywatyzacji funta? Otóż według Dowda obecny system jednej państwowej waluty jest analogiczny do istniejących niegdyś monopoli energetycznych czy telekomunikacyjnych, których likwidacja wcale nie pogorszyła jakości oferowanych przez nich usług a wręcz przeciwnie obniżyła koszty i spowodowała obniżkę cen. Nie uważa on przy tym, że bitcoin jest finalnym etapem rozwoju kryptowalut gotowym faktycznie zagrozić funtowi, wkrótce jednak może powstać coś nowego, znacznie silniejszego, co może wstrząsnąć rynkami. 

Ciekaw jestem opinii Czytelników, czy interesujecie się tematyką bitcoina? A może powinienem rozważyć wprowadzenie możliwości zakupu książek w zamian za kryptowaluty?

wtorek, 17 czerwca 2014

Izraelski wywiad dysponuje budżetem w wysokości blisko 2 miliardów dolarów!

Wojna z terroryzmem kosztuje, szczególnie odczuwają to izraelscy podatnicy, którzy z roku na rok co raz większe kwoty przeznaczają na służby wywiadowcze.



Izrael od lat słynie ze skuteczności i zasięgu działania swojego wywiadu. Pomimo niewielkiego obszaru i niezbyt dużej liczby ludności państwo to nie tylko skutecznie się broni, ale też jego służby mają na koncie kilka niezwykle spektakularnych akcji . Warto przypomnieć choćby słynną i niezwykle widowiskową akcje porwania niemieckiego zbrodniarza wojennego Adolfa Eichmanna z plaży w Argentynie a następnie przewiezienia go łodzią podwodną prosto do Izraela. Informacja o tej akcji miała przy tym niezwykle ważny wydźwięk propagandowy. Chociaż od jej przeprowadzenia minęło wiele lat, to jednak budżet Mossadu wciąż pozostaje jednym z największych na świecie.

Niedawno magazyn Haaretz poinformował, że tegoroczny budżet wywiadu wyniesie blisko 2 miliardy dolarów (dokładne nakłady to 6,88 miliarda szekli, co odpowiada 1,97 miliarda dolarów). Kwota ta przeznaczona będzie na rzecz Shin Betu, organizacji zajmującej się bezpieczeństwem wewnętrznym i Mossadu, który odpowiada za działania wywiadu poza granicami Izraela.

Tegoroczny budżet jest o 4% większy od poprzedniego, natomiast w trakcie trwania kadencji Benjamina Netanyahu wydatki na służby wywiadowcze wzrosły w sumie o ponad 26%, przykładowo w 2012 roku wynosiły one 1,63 miliarda dolarów a w 2011 1,52 miliarda. W budżecie figurują one jako kwoty będące do dyspozycji premiera Izraela. Jak widać obecne władze w Tel Awiwie mają dość jednoznaczne priorytety. A być może czegoś się boją? 
 
 


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy", rozdział 37 Lotnisko Fiumicino, Rzym, Włochy



Terminal lotniska w Rzymie wypełniony był tysiącami ludzi. Wylatujący i przylatujący z różnych stron świata, przechodzili obok siebie, wzajemnie się nie dostrzegając. Jak podczas budowy biblijnej wieży Babel, mówili różnymi językami. Bogaci, znakomicie ubrani pasażerowie klasy biznes, pachnący na odległość drogimi perfumami, zderzali się z podróżnymi opatulonymi w najtańsze stroje, kupione na afrykańskich czy indyjskich bazarach. Unoszący się w terminalu zapach był mieszanką perfum i potu zmęczonych podróżą ludzi. Rozdzielani byli od siebie od czasu do czasu patrolami policji i tajnej służby lotniskowej.

Wszędobylskie kamery zostawiały dla potomnych coś, co oglądane z boku przypominało ogromny ul. Jednak w lotniskowym gwarze sporo było osób błąkających się z miejsca na miejsce tylko pozornie bez celu. Terminal miał dziesiątki wejść. W kolejkach do nich cierpliwie stali ludzie. Przesuwali się powoli. Wracali do swych domów lub wylatywali do nowych dla siebie miejsc.
W długiej kolejce do stanowiska, nad którym widniała świetlna tablica z napisem Delhi, stał niepozorny mężczyzna. Średniego wzrostu, o niebieskich oczach. Na twarzy miał trzydniowy, ciemny zarost. Oczy przysłaniały mu okulary w gustownej rogowej oprawie. Nie byłoby w nim nic interesującego, gdyby nie charakterystyczna obrączka na lewej ręce połączona z czarną, płaską aktówką. Połyskujący srebrzyście, solidny łańcuch zapewne dawał mu poczucie pełnej kontroli nad wiezioną przesyłką. Opanowany, spokojny stał z paszportem w ręku.Powoli zbliżał się do punktu odprawy. Wcześniej oddał na bagaż niewielką walizkę, której zawartość zapewniała mu przeżycie kilku dni z dala od miejsca, z którym związał swój los. Wydawać by się mogło, iż nikt nie zwraca na niego uwagi. Nikt nie wiedział, że ów człowiek przewozi jeden z najważniejszych dla światowej polityki dokumentów. Opatrzone były one klauzulą największej tajności i stanowiły efekt setek godzin pracy najwyższej klasy specjalistów od negocjacji, a co ważniejsze, od układania scenariuszy światowej polityki.

Gdyby zajrzeć do tajemniczej teczki, można by dostrzec na dokumentach charakterystyczne pieczęcie Stolicy Apostolskiej.

W dobie poczty elektronicznej, ukryte przed światem zapisane kartki papieru nie były jednakże przesyłką anonimową. Kilka par oczu śledziło każdy ruch specjalnego kuriera. Wnikliwie sprawdzało, czy wszystko przebiega zgodnie z ustalonym scenariuszem.

Pasażerowie, których większość minęła już stanowisko odprawy, przesuwali się powoli w kierunku wejścia do samolotu. Wchodząc na pokład, odczuwali lekki niepokój. Żaden z nich nie zastanawiał się nad typem maszyny, do jakiej właśnie wsiadali. Przed oczami mieli ludzkie tragedie, spowodowane realizacją chorych ambicji garstki doskonale zakonspirowanych ludzi.

Samolot powoli zapełniał się. Pasażerowie rozlokowywali się na jego pokładzie. Dzieci krzyczały, chcąc wywalczyć dla siebie jak najlepsze miejsca. Niektórzy nerwowo zapinali pasy bezpieczeństwa. Stewardesy zaczęły sprawdzać, czy pasażerowie zajęli już swoje fotele. Gwar powoli cichnął. Pasażerowie zapełniali równe rzędy siedzeń. Z głośników dobiegał uspokajający głos kapitana, informujący o celu podróży, godzinie dotarcia do niego i temperaturze, jakiej mogli spodziewać się na miejscu. Samolot zaczął kołować w kierunku pasa startowego. Zatrzymał się na chwilę, zajmując pozycję do startu. Szum silników narastał, maszyna ruszyła. Z sekundy na sekundę nabierała coraz większej prędkości. Lekko drżała. Po chwili rozpoczęło się wznoszenie. Część pasażerów od dłuższego czasu wstrzymywała oddech, wszak katastrofy lotnicze najczęściej zdarzały się przy starcie i lądowaniu.
Siedzący przy oknach najbardziej odczuwali nabieranie przez samolot wysokości. Ogromny, metalowy ptak odlatywał ze swojego gniazda, zabierając ze sobą dziesiątki ludzkich istnień. Zabierał je w podróż do nieba.
W podróż, z której mieli już nigdy nie wrócić.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf