piątek, 10 lutego 2012

Drony szpiegowskie teraz również w Europie

System dopłat bezpośrednich i programu Wspólnej Polityki Rolnej stworzyły potrzebę kontrolowania rolników pobierających dopłaty do swoich gospodarstw. Do niedawna najpopularniejszą metodą było zatrudnianie odpowiednich kontrolerów, którzy odwiedzali gospodarstwa i sprawdzali stan upraw weryfikując czy rolnik nie posadził za dużo lub za mało drzewek bądź nie hoduje on większej ilości zwierząt niż zostało to odgórnie zadekretowane.

Ponieważ jednak władze Unii Europejskiej starają się podążać z duchem czasu od pewnego czasu zaczęto korzystać z pomocy satelitów, które sporządzają wysokiej rozdzielczości zdjęcia prosto z ziemskiej orbity. Niestety metoda ta, chociaż o wiele tańsza niż zatrudnianie inspektorów, ma swoje wady.


czwartek, 9 lutego 2012

Publiczność zadziwiona filmem stworzonym przez komputer

Podczas ostatniej edycji festiwalu kina niezależnego Sundance Festival zaprezentowano film wyraźnie różniący się od pozostałych produkcji. Stworzony przez Eve Sussmam i Rufus Corporation materiał został w całości zmontowany przez komputerowy algorytm, który samodzielnie dobrał do siebie pooznaczane tagami sceny.

Eksperyment, którego owocem jest film noszący tytuł "whiteonwhite:algorithnoir" został przeprowadzony przez grupę filmowców, którzy najpierw nakręcili na terenie Kazachstanu ponad 300 scen, a następnie dodali do tego zestaw 80 głosów i 150 ścieżek muzycznych. Całość została zmiksowana i zgrana na twardy dysk komputera a następnie zmontowana przy pomocy specjalnej aplikacji.

Wcześniej sceny zostały pooznaczane słowami-kluczami, które następnie program przyporządkowywał według ustalonego wcześniej algorytmu. W efekcie powstał film, który zdaje się stanowić sensowną całość. W recenzji  na stronie Wall Street Journala możemy się spotkać z opinią, że już po kilku minutach widzowi zaczynają wyłaniać się pewne główne elementy. Zdaniem reżyserki ten wywołany działaniem komputera pozorny chaos sprawia, że paradoksalnie film zyskuje na realizmie, gdyż również nasze życie bywa nieprzewidywalne.

Oto trailer promujący film:


Niedawno na tym blogu pojawił się wpis na temat życia człowieka w rzeczywistości Matrixa. Cała historia została rzecz jasna stworzona przez ludzi i jest produktem ich wyobraźni, warto jednak zwrócić uwagę na to, że ta granica między zdolnościami czysto ludzkimi a umiejętnościami maszyn powoli, lecz konsekwentnie ulega zacieraniu.

środa, 8 lutego 2012

Stoimy u progu kolejnej wojny na Atlantyku

Podczas gdy oczy większości mediów i obserwatorów zwrócone są w kierunku Bliskiego Wschodu, po przeciwnej stronie półkuli na włosku wisi wybuch innego konfliktu - powtórki wojny o Falklandy-Malwiny.

Poprzedni konflikt miał miejsce w 1982 roku. Władze argentyńskie przeprowadziły wówczas operację "Rosario", w wyniku której udało im się przejąć kontrolę nad należącym od 1833 roku do Wielkiej Brytanii archipelagiem. Nie trwało to jednak długo, gdyż Brytyjczycy odzyskali wyspy już po dwóch tygodniach. Cały konflikt trwał zaledwie 74 dni i kosztował życie 258 poddanych brytyjskiej królowej i 649 Argentyńczyków. Warto przy tym zauważyć, że był to pierwszy konflikt w historii, który relacjonowano na żywo. Napięcia między obydwoma krajami utrzymywały się przez wiele lat o czym świadczyć może fakt, że oba kraje nawiązały stosunki dyplomatyczne dopiero w 1990 roku.

O co toczyła się walka?

Leżący na południu Atlantyku, zaledwie 480 kilometrów od wybrzeży Argentyny, archipelag przez Brytyjczyków nazywany jest Falklandami, w Argentynie powszechnie funkcjonuje nazwa Malwiny i zdaniem władz w Buenos Aires wyspy powinny należeć do nich. Jest to związane z faktem, że zostały one zajęte przez Brytyjczyków w okresie kiedy niepodległe państwo argentyńskie dopiero krzepło i nie było w stanie obronić swojego stanu posiadania.

Wywołanie wojny akurat w 1982 wiązało się z kilkoma czynnikami, przede wszystkim ówczesny rząd spodziewał się, że Stany Zjednoczone pozostanę bierne wobec ewentualnego zajęcia wysp i nie udzielą poparcia Londynowi. Uważa się także, że wojna miała być pretekstem i jej celem było przede wszystkim odwrócenie uwagi od tak zwanej Brudnej Wojny (hiszp. Guerra Sucia) prowadzonej na terenie Argentyny przez rządzącą juntę. Szacuje się, że podczas jej trwania w kraju "zniknęło" od 9 do 30 tysięcy osób.

Bardzo możliwe, że najistotniejszą rolę odegrała jak zwykle ekonomia i za wybuchem konfliktu stała przede wszystkim chęć uzyskania dostępu do złóż ropy naftowej znajdujących się w okolicach archipelagu. Po wojnie, w połowie lat 90-tych obie strony powołały nawet komisję, która miała się zająć eksploracją dna morskiego, wkrótce jednak okazało się, że współpraca nie jest możliwa i cały projekt legł w gruzach.

Do znacznego zaostrzenia wzajemnych relacji zaczęło dochodzić pod koniec ubiegłej dekady, kiedy to w 2007 roku Argentyna ogłosiła zerwanie współpracy z Wielką Brytanią na tej płaszczyźnie, zaś w 2010 prezydent Christina Fernandez de Kirchner podpisała ustawę, która powodowała ograniczenia w ruchu morskim. Od tego czasu każde państwo musiało ubiegać się o zgodę władz w Buenos Aires na wkroczenie na terytorium morskie w promieniu 500 km od wybrzeża Argentyny. Przypomnijmy, że Falklandy-Malwiny znajdują się w odległości 480 km od brzegu. Co więcej zażądano ponownego otwarcia rozmów na temat przynależności terytorialnej archipelagu. 

Było to najprawdopodobniej związane z rozpoczęciem przez Brytyjczyków wydobywania ropy naftowej na szelfie w okolicach wysp. Od tego też czasu sytuacja się zaostrza o czym świadczy informacja o naciskach wywieranych przez rząd Argentyny na chilijskie lotnicze LAN, od których żąda się wstrzymania jakichkolwiek lotów na archipelag. Zdaniem Londynu działania te mają na celu "odcięcie Falklandów od świata" i ich "zagłodzenie".

Sytuację zaostrza fakt, że kilka dni temu na wyspy udał się książę William, który ma tam odbyć 6-tygodniową służbę wojskową, zaś 30 stycznia w stronę Falklandów-Malwinów popłynął HMS Dauntless - jeden z najnowocześniejszych brytyjskich niszczycieli. Na reakcję Argentyny nie trzeba było długo czekać, księcia Williama nazwano "konkwistadorem" a operację gwałtownie skrytykowano.

Do dziś na terenie Argentyny można zobaczyć znaki o treści "Las Malvinas son Argentinas" (Malwiny są argentyńskie), widać wyraźnie, że kraj ten nie chce pogodzić się z przynależnością tego południowoatlantyckiego archipelagu do Wielkiej Brytanii. Dziś jednak sprawa wydaje się być o wiele bardziej złożona, z jednej strony mamy bowiem próbującą uratować swoją pozycję prezydent Fernandez, głośno popieraną przy tym przez Hugo Chaveza, z drugiej zaś Davida Camerona, który chętnie by powtórzył sukcesy swojej poprzedniczki z Partii Konserwatywnej sprzed 30 lat. W momencie gdy wielki konflikt na Bliskim Wschodzie wisi na włosku a ceny ropy idą w górę, cenne roponośne tereny na południu Atlantyku mogą okazać się łakomym kąskiem nie tylko dla tych polityków, ale również dla ludzi, którzy za nimi stoją.

wtorek, 7 lutego 2012

Rosjanie muszą liczyć sami na siebie

W odpowiedzi na tworzony przez NATO system obrony przeciwrakietowej władze Rosji postanowiły stworzyć własną tarczę, która ma chronić jej terytorium przez potencjalnym atakiem ze strony Zachodu. Przedstawiciel Federacji Rosyjskiej przy NATO Dymitr Rogozin poinformował o tym planie w niedzielę za pośrednictwem swojego konta na Twitterze. Gdy sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, oznajmił, że tarcza ma na celu ochronę europejskiej populacji, Rogozin stwierdził, że jej rosyjski odpowiednik ma powstać dokładnie w tym samym celu.

Negocjacje w sprawie tarczy w pobliżu rosyjskiej granicy trwają od lat. Podczas szczytu Rosja-NATO w Lizbonie w listopadzie 2010 zadeklarowano współpracę i konsultacje na tej płaszczyźnie, jednakże w przeciągu ostatnich kilku miesięcy sytuacja zdaje się coraz bardziej zaostrzać. Może mieć to związek z rosnącymi problemami na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w Syrii. Rosja i Chiny konsekwentnie blokują wszelkie rezolucje ONZ potępiające działalność władz w Damaszku, zaś Moskwa już kilkakrotnie udzieliła pomocy przysyłając między innymi uzbrojenie.

Za rozdźwiękiem w sprawie tarczy stoi między innymi fakt, że obie strony wskazują na zupełnie inne powody jej instalacji. Zdaniem Rosjan zbyt bliskie ulokowanie wyrzutni rakiet stanowi poważne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa podczas gdy Amerykanie bagatelizują problem, utrzymując, że tarcza powstała przede wszystkim w celach obronnych, mających chronić Europę przed rakietami wystrzelonymi z terytorium Korei Północnej lub Iranu.

Sprawa tarczy ma o wiele głębszy sens, należy zauważyć, że system ma mieć obronny charakter nie powinien więc teoretycznie zagrażać Rosji. Z drugiej zaś strony fakt posiadania przez Koreę Północną broni atomowej wciąż stoi pod znakiem zapytania, zaś Iran nigdy nie groził atakiem na Europę. Kto więc tak naprawdę jest tutaj agresorem?

Głosowanie smsowe w konkursie na Blog Roku zakończone

Dziś w samo południe zakończyło się smsowe głosowanie w konkursie na Blog Roku. Miło mi poinformować, że dzięki wsparciu Czytelników blog "Kod Władzy" uzyskał 1053 głosy zwyciężając tym samym w kategorii "Polityka i społeczeństwo". Co więcej blog zajął także trzecie miejsce w ogólnym rankingu blogów. 

Bardzo dziękuję wszystkim Czytelnikom za wysłane smsy a także serdecznie gratuluję zdobywcom pierwszego i drugiego miejsca w głosowaniu o. Leonowi Knabitowi i Maciejowi Musiałowi.
Victor Orwellsky

sobota, 4 lutego 2012

FBI i Scotland Yard na podsłuchu

Anonymous rosną w siłę. Kiedy po raz pierwszy o nich usłyszano, były to głównie doniesienia o atakach na kolejne strony internetowe. Od tego jednak czasu członkowie Anonymous poczynili ogromne postępy i dziś są w stanie włamać się na zabezpieczone serwery, wykraść tajne dane i podsłuchać rozmowy. Tym razem grupa ujawniła 15-minutowe nagranie z konferencji przeprowadzonej przez pracowników FBI i Scotland Yardu. Co najciekawsze, konferencja dotyczyła Anonymous i w trakcie jej trwania jeden z rozmówców stwierdził: 
"Nie jestem pewien czy jesteśmy tutaj jedynie my dwaj".
Choć jak widać intuicja go nie zawiodła, to mimo wszystko nagranie trafiło już do sieci i jest dostępne poniżej:









piątek, 3 lutego 2012

Nowe Bretton Woods?

Ogłoszony niedawno początek chińskiego roku smoka może faktycznie oznaczać początek przełomowego dla Chin okresu w ich historii.

Chiny ukształtują nowy finansowy ład - to opinia komentatora The Economist, Philipa Coggana, który twierdzi, że jeśli trendy się utrzymają Państwo Środka do 2020 roku będzie miało najsilniejszą gospodarkę na świecie.

Ten wzrost potęgi Chin widać rzecz jasna już dzisiaj i chociaż nie doprowadzi on w nadchodzących latach do ustanowienia juana jako największej światowej waluty to jednak spowoduje znaczne zmiany w światowym ładzie finansowym. Jednym z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy jest powołanie nowego porozumienia analogicznego do tego jakie zawarto w 1944 roku w Bretton Woods, jeszcze w trakcie trwania II Wojny Światowej. W wyniku tych ustaleń powstał światowy ład finansowy, który trwał przez kolejne dziesięciolecia.

Na czym opierać miałby się ten nowy ład? Coggan przytacza wypowiedź Roberta Zoellicka z Banku Światowego, który w listopadzie 2010 roku stwierdził, że nowy system "powinien rozważyć wykorzystanie złota jako światowy punkt odniesienia wobec oczekiwań rynków wobec inflacji, deflacji i przyszłych wartości walut".

Można co prawda wątpić czy amerykański rząd zgodziłby się na rezygnację z uprzywilejowanej pozycji jaką ma obecnie dolar, jednak zdaniem autora artykułu w tej kwestii może zadecydować czynnik, na który Amerykanie nie mają w tej chwili wpływu - ich dług publiczny, który w dużej mierze należy do Chińczyków.

Nowy ład finansowy, który opierałby się przede wszystkim na Chinach i zapewne powstałby również z inicjatywy Pekinu to realizacja tego o czym od pewnego czasu zapowiada Benjamin Fulford. Z tą różnicą, że zdaniem Fulforda wprowadzenie reform to dość nieodległa kwestia, być może nawet pierwsze propozycje pojawią się już w tym roku. Jeśli tak, to skąd ta rozbieżność? 2012 a 2020 rok dzieli dystans 8 lat, w tym czasie świat może się zmienić nie do poznania.

czwartek, 2 lutego 2012

Cywilizacja Matrixa

Wciąż jednak żywy pozostaje wątek poruszany w niezliczonej ilości filmów i powieści science fiction dotyczący potencjalnego buntu maszyn. Czy zagadnienie to pozostaje czystą fantastyką? A może niepostrzeżenie, tylnymi drzwiami przedostaje się do naszego życia?


Wyjrzyj przez okno. Wasz czas już przeminął. Przyszłość należy do nas. Nastała nasza era.
Agent Smith (Matrix)


Jeśli ktokolwiek chciałby przyjrzeć się temu tematowi bliżej nie może przejść do porządku dziennego bez nawiązania do serii Matrix. Tytułowy Matrix to świat wirtualnej rzeczywistości, w której maszyny umieściły ludzi po to by zająć ich umysły gdy oni sami zostali zredukowani do niczego więcej jak zwykłej baterii. Ta przerażająca wizja opowiedziana pod koniec lat 90-tych XX wieku wydaje się nie tylko nie tracić na aktualności, ale nawet zyskiwać swoje nowe znaczenie wraz z rozwojem Internetu i wirtualnej rzeczywistości. Chociaż według najnowszych badań z końca 2011 roku stały dostęp do Internetu ma jedynie 27% ludzi na Ziemi, to jednak czas spędzony przez nich online z roku na rok wzrasta coraz bardziej. Co więcej do Internetu przenosi się coraz więcej interakcji społecznych sprawiając, że według prognoz największy serwis społecznościowy świata, Facebook już wkrótce będzie skupiał miliard użytkowników. W tym samym czasie, gdy komputerowe stają się coraz bardziej realistyczne, sprawiając, że granica między rzeczywistością a światem wirtualnym zaciera się jeszcze bardziej.

Patrząc na to jak szybko za pośrednictwem sieci stajemy się mieszkańcami wirtualnej rzeczywistości, można się zastanowić czy aby na pewno potrzebna będzie wojna by powstał prawdziwy Matrix? Może o wiele łatwiej będzie delikatnie, z dnia na dzień przekształcać nas samych w podłączone do wirtualnego świata bateryjki?

Matrixa budujemy sobie sami, czynimy to dobrowolnie, nikt nas nie zmusza by godzinami przesiadywać przed komputerem i prowadzić kolejne dyskusje w sieci. Internet może być zagrożeniem dla naszej wolności, naszej prywatności, ale nie zagraża naszemu życiu. To jednak tylko jeden z mrocznych scenariuszy przyszłości.


Ludzie to choroba, rak toczący tę planetę. Wy jesteście plagą... a my jesteśmy lekarstwem.
Agent Smith (Matrix)


Świat Matrixa, choć pesymistyczny i budzący grozę może być jednak o wiele mniej prawdopodobny niż ten zaprezentowany przez scenarzystów serii "Terminator". Zapewne autorzy filmu nie zakładali, że stworzona przez nich na początku lat 80-tych XX wieku historia nabierze takiej głębi, to jednak w opowieść o przybyłym z przyszłości cybernetycznym zabójcy z czasem stała się zapowiedzią jednego z najmroczniejszych, lecz wciąż prawdopodobnych wizji końca ludzkości

W świecie rządzonym przez wszechpotężny komputer - Skynet, ludzie nie są potrzebni w ogóle. Nie ma dla nich żadnego zastosowania, nie sprawdzają się nawet, jako żywe akumulatory, stąd jedynym rozwiązaniem jest ich całkowita likwidacja. W tym świecie ludzie sami skonstruowali swoje narzędzia zagłady.

Chociaż na całą historię można rzecz jasna spojrzeć jeszcze z przymrużeniem oka i świadomością, że to wszystko jednak jedynie historie wymyślone przez człowieka. Skoro jednak jeden człowiek był w stanie wymyślić podobny obrót wypadków to czy inna osoba nie byłaby w stanie doprowadzić do tego, że fantazja okaże się prawdą?

Przyjrzyjmy się faktom. Pierwszym krokiem zapowiadającym nadejście ery maszyn jest dojście do momentu, kiedy człowiek stanie się zbędny, kiedy większość najważniejszych operacji wojskowych okaże się możliwych do zrealizowania przez sterowane przez komputer urządzenia. Do niedawna nawet uchodzące za szczytowe osiągnięcie technologii wojennych jednostki UAV (drony) chociaż były bezzałogowe to jednak wciąż zdalnie sterował nim pilot.

Prototyp najnowszego rodzaju drona udowadnia, że już wkrótce również pilot stanie się zbędny. Los Angeles Times poinformował bowiem w styczniu bieżącego roku, że trwają loty próbne X-47B nowego typu dronów, które podczas wykonywania misji będą mogły być sterowane wyłącznie przy użyciu komputerów pokładowych. Zdaniem przedstawicieli amerykańskiego lotnictwa kwestią czasu jest, kiedy urządzenia tego typu będą zdolne podczas operacji podejmować decyzje o tym czy zabić przeciwnika czy też nie.

Życie ludzkie stanie się zależne od decyzji maszyny? Czy nie brzmi to znajomo?

Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni i przed nami zapewne jeszcze kilka lat spokoju. Kierunek został jednak wyznaczony, o czym świadczyć może fakt, że przy ustalaniu najnowszego budżetu Pentagonu wielkim przegranym okazał się człowiek. Chociaż już dziś 1 na 3 amerykańskie samoloty bojowe to automat to można się spodziewać, że w wyniku oszczędności i nacisków politycznych również ta proporcja wkrótce ulegnie zachwianiu.

W tym samym czasie, gdy wojsko stawia na roboty, podobne ruchy wykonują inne amerykańskie instytucje. Wiosną 2011 roku na orbitę wystrzelono pierwszy bezzałogowy wahadłowiec, zaś CIA zainwestowała w eksperymentalnego robota-rybę (Unmanned Underwater Vehicle, UUV) – to tylko kilka przykładów jak w ciągu zaledwie kilku lat wzrosło i rosnąć będzie coraz bardziej znaczenie robotyki w wojskowości.

Uzbrojone roboty wykorzystywane w wojskowości to jedno, skąd jednak pomysły, że kiedykolwiek zagrożą one człowiekowi? Przede wszystkim urządzenia te produkowane są z myślą i w celach wojennych. Przykład przechwycenia przez Iran supernowoczesnego drona typu Sentinel udowodnił, że możliwe jest ich przechwycenie i przeprogramowanie. Również użycie wirusa komputerowego i przejęcie kontroli nad wojskowym systemem zarządzania nie wydaje się wcale niemożliwe. Udowadnia to po raz kolejny rząd USA, który jako jeden z głównych priorytetów działań wojennych w najbliższych latach wymienia właśnie cyberwojnę.

Rozumieją to także przywódcy innych państw takich jak choćby Niemcy i Japonia, którzy również inwestują w wirusy komputerowe mające oficjalnie chronić swoich obywateli. Czy jednak wirus komputerowy używany przez wojskowych nie może się zachować tak jak jego biologiczny odpowiednik i „wymknąć” się spod kontroli swoich twórców? Przy takim nagromadzeniu technologii, coraz szybszych i sprawniejszych komputerów, wystarczy iskierka.

Jeden z najwybitniejszych pisarzy science fiction, William Gibson stwierdził kiedyś, że "o przyszłości nie da się nic nowego powiedzieć. Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona". Wystarczy się rozejrzeć wokół by zauważyć, że to, co niedawno było jedynie fantazją dziś staje się rzeczywistością. Tylko czy możemy być pewni tego, że zrealizowane zostaną jedynie pozytywne scenariusze?

środa, 1 lutego 2012

Pętla się zaciska - cenzura na Twitterze

O przekraczanie zasad prywatności oskarżano już właścicieli Facebooka i Google'a. Faktycznie, po dłuższym czasie oba koncerny mogą zebrać na nasz temat ogromne ilości informacji. Do tej pory wydawało się, że serwisy mikroblogowe z Twitterem na czele są względnie bezpieczne, w końcu ile informacji o nas samych można ujawnić w zaledwie 140 znakach? Jak widać wystarczająco.

Kilka dni temu głośna stała się sprawa pewnego brytyjskiego obywatela, który z powodu wpisów na Twitterze został zatrzymany na lotnisku w Stanach Zjednoczonych, skontrolowany a następnie odesłany do domu.

fot.ralaenin/sxc.hu
Przypadek ten dość dobrze obrazuje do jakiego stopnia nasze wpisy w sieci są śledzone i wszystkie podejrzane informacje skrupulatnie zapisywane. Mimo wszystko jednak serwisy mikroblogowe zdawały się być jednymi z bardziej zaufanych a przede wszystkim uniwersalnych środków komunikacji, które sprawdziły się między innymi podczas zeszłorocznych manifestacji jakie miały miejsce w krajach arabskich.

Wolność słowa to jednak jedno, a business is business, stąd właściciele Twittera postanowili pójść za przykładem Google'a i w pewnych krajach uruchomić możliwość blokowania dostępności niektórych treści. Oficjalnie "filtry" zakładane byłyby jedynie na prośbę władz danego państwa i powodowałyby, że niepożądane informacje byłyby niewidoczne dla osób przebywających na danym terytorium.

Redaktorzy serwisu Vbeta zauważyli, że we wpisie na blogu Twittera powołano się na przykład Francji i Niemiec gdzie blokuje się treści nazistowskie, wszystko pięknie, ale możemy być pewni, że nie będą to jedyne treści, których zasięg zostanie ograniczony.  Trzeba przyznać - świetny zabieg retoryczny.

Oddaj głos na blog "Kod Władzy" w konkursie "Blog Roku",
wyślij sms o treści C00109 na numer 7122

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf