wtorek, 31 grudnia 2013

FBI - czas na nowe pokolenie

selil.com
Nauczona doświadczeniem ostatnich lat FBI wprowadza właśnie nowe pokolenie pracowników agencji, którzy będą dysponowali znacznie bogatszą wiedzą na pewne tematy niż ich starsi koledzy.

Jak podaje portal Intelnews nowi pracownicy będą doskonale przygotowani do współczesnych realiów związanych przede wszystkim z walką przeciwko islamskiemu terroryzmowi. Będą więc oni posiadać bogatą wiedzę na temat struktury organizacyjnej siatki Al-Kaidy, będą doskonale odróżniać poszczególne nurty w islamie a także mieć świadomość różnic etnicznych i kulturowych wśród samych terrorystów. Na tym jednak nie koniec, znacznie przychylniejszym okiem patrzy się także na absolwentów takich kierunków jak stosunki międzynarodowe czy informatyka, podczas gdy jeszcze kilka lat temu najwięcej przyjmowano absolwentów prawa czy księgowości.

Jak przyznał emerytowany pracownik Biura, Jeff Stein jest to związane z nowymi wyzwaniami jakie niosą obecne czasy - dzisiejszy świat to bowiem "świat Al-Kaidy, Hezbollahu, chińskich hackerów i rosyjskich szpiegów" i trzeba się w nim odnaleźć.

Nowe warunki mają już swoją nazwę - to tak zwana "wojna piątej generacji", którą swego czasu opisywał amerykański historyk i analityk William S. Lind. To wojna o charakterze globalnym, o nienormatywnym charakterze i nienormatywnych celach. Zaatakowane mogą być serwery, przeprowadzona może być akcja propagandowa albo ktoś może próbować zatruć wodociągi miejskie. W każdym z tych przypadków trzeba reagować niestandardowo - przeciwnikiem mogą  być bowiem islamscy bojownicy, ekoterroryści bądź też mała grupa separatystów dążąca do niepodległości swojego kraju. 

A czy w Polsce coś takiego ma już miejsce?



poniedziałek, 30 grudnia 2013

Fragment powieści "Kod Władzy": Schloss Bellevue, Berlin, Niemcy

Poprzedni rozdział

Za biurkiem w pięknie urządzonym gabinecie siedział elegancko ubrany mężczyzna. Drogi garnitur, odpowiednio dobrany krawat. Mógł mieć około sześćdziesięciu lat. Na jego dłoni widoczny był sygnet z misternie wykonanym wzorem. Mógł to być herb lub inny symbol świadczący o przynależności człowieka, który go nosił, do jakiejś grupy. Na twarzy mężczyzny widoczna była blizna. Jego błękitne oczy wpatrzone były w okno, za którym rysowała się wypielęgnowana zieleń pałacowego otoczenia. Mężczyzna odwrócił głowę na dźwięk otwierających się ogromnych drzwi, w których pojawił się człowiek średniego wzrostu, starannie uczesany. Białe mankiety wystawały z rękawów marynarki.
Mężczyzna podszedł do biurka i zatrzymał się kilka kroków przed nim.
– Pan był uprzejmy mnie wezwać – powiedział, pochylając głowę.
– Tak Hans, prosiłem, abyś do mnie przyszedł. Mamy pewien kłopot. I musimy go rozwiązać.
– Słucham szanownego pana.
– Wczoraj w nocy zadzwonił do mnie mój przyjaciel z Langley, przekazując mi niepokojącą informację.
– Jestem do pańskiej dyspozycji – stojący mężczyzna ponownie pochylił głowę w uprzejmym geście.
– Mój przyjaciel powiedział mi, że pewien człowiek z bliskiego otoczenia papieża wykazuje zainteresowanie naszymi sprawami.
Mój przyjaciel – podkreślił ponownie – wie, że ten mężczyzna otrzymał informację o wyznaniach zmarłego niedawno człowieka, który, jak zapewne pamiętasz, był wysoce niedyskretny. Myślę, że dla naszego bezpieczeństwa ten wścibski człowiek powinien dołączyć do swojego kolegi kardynała.
Mężczyzna spojrzał w oczy stojącego naprzeciwko.
– Czy dobrze mnie zrozumiałeś? – zapytał.
– Bardzo dobrze – odpowiedział zapytany. – A jak nazywa się ten człowiek?
– Dowiesz się, kontaktując się z naszym agentem w Watykanie.
– Oczywiście. Rozumiem, że mogę skorzystać z usług osoby, która nie zawiodła nas poprzednio?
W odpowiedzi mężczyzna skinął głową.
– Czy w czymś jeszcze mogę być pomocny? – zapytał Hans.
– Tak… Myślę, że powinienem zwołać posiedzenie – odpowiedział.
– Przygotuj wszystko i wezwij gości na piątek.
– Gdzie odbędzie się spotkanie?
– Jak zawsze. Na zamku Wewelsburg.
– Tak jest, wszystko przygotuję.
– Informuj mnie o tym, co się dzieje, na bieżąco. Idź już.
Mężczyzna stojący przed biurkiem ukłonił się ponownie i opuścił gabinet.

piątek, 27 grudnia 2013

Jaki interes mają Chiny na Ukrainie?

Na kijowskim Majdanie od kilku tygodni trwają manifestacje i protesty ludzi chcących by Ukraina zachowała dotychczasowy, prozachodni kurs. Równocześnie oskarżają prezydenta Wiktora Janukowycza o ustępstwa wobec Rosji a nawet oddawanie Ukrainy bezpośrednio pod władanie Moskwy. W tym samym czasie Janukowycz odwiedza Chiny i podpisuje kolejne kontrakty...

Chińska Republika Ludowa stała się w ostatnich latach nie tylko gospodarczą potęgą, ale też stara się zabezpieczyć swoje interesy na drodze militarnej. Wiąże się to z głównymi problemami Chin jakimi są dostęp do szlaków handlowych i ogromna liczba ludności, którą trzeba wyżywić. Z tego też powodu od pewnego czasu dużą uwagę Pekin przywiązuje do zabezpieczenia swoich szlaków handlowych (np. Szlak Pereł - mapa poniżej) i powiększeniu powierzchni pól uprawnych. Oba te problemy wiążą się ze specyficznym położeniem Chin. Z jednej strony jest to bowiem państwo o ogromnej powierzchni, jednak tylko część kraju zamieszkana jest przez duże ilości ludzi. Reszta to niedostępne pustynie i góry, które nie tylko utrudniają rozwój rolnictwa, ale też sprawiają, że stworzenie tamtędy jakichkolwiek szlaków handlowych staje się niezwykle trudnym przedsięwzięciem. Aby je rozwiązać Państwo Środka musi znaleźć sprzymierzeńców i partnerów biznesowych za granicą, między innymi na Ukrainie.

To między innymi dlatego w wyniku ostatniej wizyty Janukowycza podpisano wartą 10 miliardów dolarów umowę, w wyniku które w Sewastopolu rozbudowanie zostanie port, który umożliwi chińskim statkom łatwiejszy dostęp do europejskich rynków. Z drugiej strony kwestia pól uprawnych. O tym informowaliśmy we wrześniu br (patrz: Chiny wykupują Ukrainę. Już teraz mają 1/20 jej powierzchni!) - Państwo Środka wydzierżawi bowiem ogromne ilości ukraińskiego czarnoziemu o powierzchni zbliżonej do tej zajmowanej przez Belgię, dzięki któremu dokona znacznej dywersyfikacji swoich źródeł żywności.
Są oczywiście obawy, że Chiny dokonają grabieży ukraińskiej gleby a co gorsza mając podobne oparcie na terytorium tego państwa będą się starać wpływać na politykę Kijowa do stopnia daleko przekraczając suwerenność Ukrainy. Czy ostatecznie nie będzie to "powtórka" z tego co mogłaby prowadzić Moskwa lub Bruksela?

środa, 25 grudnia 2013

Znamy już listę nagrodzonych w konkursie!


W dniu dzisiejszym odbyło się kolejne losowanie unikatowych nagród spośród wszystkich osób, które zakupiły książkę "Kod Władzy" poprzez system mikropłatności na blogu.


Listę nagrodzonych osób zamieszczamy poniżej.
Wycieczka dla 2 osób do Wiednia:

Jarosław Sporyszkiewicz

Wszystkim zwycięzcom serdecznie gratulujemy! Skontaktujemy się z Wami niezwłocznie i przekażemy szczegóły co do odbioru nagrody.
Kolejne losowanie odbędzie się już wkrótce!

Zachęcamy do lektury powieści "Kod Władzy" i brania udziału w konkursie.

wtorek, 24 grudnia 2013

Życzenia świąteczne

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia składam wszystkim moim Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia.

Niech przy wigilijnym stole nie zabraknie rodzinnego ciepła i świątecznej atmosfery, a nadchodzące dni będą dla Was spokojne i pełne radości. 

Życzę Wam również, aby Nowy Rok był czasem marzeń, o które warto walczyć oraz radości z którą warto się dzielić.

Victor Orwellsky



poniedziałek, 23 grudnia 2013

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 9 Watykan

Poprzedni rozdział

Telefon w prywatnym mieszkaniu Poula zadzwonił krótko przed północą. Poul zamknął czytaną książkę i odłożył ją na stolik. Sięgnął po słuchawkę.
– Tak, słucham.
– Dobry wieczór, tu Steven. Nie obudziłem cię? – głos po drugiej stronie wywołał uśmiech na twarzy Poula.
– Ależ skądże, nie spałem jeszcze. Dzwonisz z domu?
– Nie, mam dyżur w szpitalu. Wiesz, dla lekarza każda pora jest dobra, aby choć na chwilę oderwać się od nie zawsze miłych obowiązków. Nie mogę się przyzwyczaić do śmierci swoich pacjentów.
Mieliśmy dziś nie najlepszy dzień – odparł Irving.
– Życie czasem nie jest łatwe. Czy coś się stało? – zaniepokoił się Poul.
– Nic takiego, co mogłoby cię zaniepokoić… ale chciałbym na chwilę wrócić do naszej rozmowy. Nie wiem, czy mogę jednak uczynić to przez telefon.
– Obawiam się, że dziś wszystkich ktoś podsłuchuje – zaśmiał się Poul. – Pomimo zapewnień o tak zwanych bezpiecznych liniach telefonicznych nie jestem ich tak bardzo pewien. Zaryzykujmy jednak. Co się stało?
– Posłuchaj, Poul, chyba wiesz, że pacjent, o którym rozmawialiśmy, został skażony radioaktywną substancją. Pisała o tym prasa. Za chwilę może umrzeć jego żona i przynajmniej jeszcze kilka osób, które się z nim kontaktowały przed śmiercią.
– Tak, czytałem o tym. Próbujemy dociec, dlaczego ilość izotopu polonu była tak duża. Pierwsza partia pierwiastka dotarła do Wielkiej Brytanii gdzieś w drugiej połowie października. Nie wiemy, dlaczego ktoś zaryzykował jeszcze dwa kolejne transporty, skoro już pierwsza dawka wystarczyłaby do uśmiercenia jednej osoby.
– Mnie również to zastanawia – stwierdził Irving.
– Podobno jedna z firm z amerykańskiego stanu Nowy Meksyk sprzedaje legalnie dawki polonu. Izotop oferuje w Internecie. Na jednorazowe dawki polonu 210 w cenie 69 dolarów ma najwyżej kilka zamówień z USA, średnio co dwa, trzy miesiące. Aby kogoś uśmiercić, potrzebne jest około 15 tysięcy takich porcji polonu. Nie sądzę, aby tak duże zamówienie przeszło bez echa.
– Mówi się u nas, że użycie tak dużej ilości izotopu mogło być wskazówką dla brytyjskich śledczych, mającą na celu ułatwienie wykrycia sprawców, a może było po prostu oznaką nieudolności morderców. Takie są informacje oficjalne. Ale mam też dla ciebie coś, o czym nie wiedzą, póki co, śledczy i zaangażowani agenci.
– Tak? – zainteresował się Poul. – Wiesz coś, czego nikt nie wie?
– Owszem, ale to garść różnych dziwnych informacji.
– Słucham cię z wielkim zainteresowaniem – Poul nie ukrywał zaciekawienia.
– Zanim umarł ów człowiek, powiedział o kilku pozornie niezwiązanych ze sobą sprawach lekarzowi, który się nim opiekował. Ten lekarz to mój pracownik. Właśnie dziś wieczorem rozmawiałem z nim i dlatego dzwonię do ciebie. Może wiadomości te przydadzą ci się do wyjaśnienia całej sprawy.
– Będę ci ogromnie wdzięczny.
– Zaraz do tego przejdę, ale nie wydaje ci się, że to dziwne, by truć w taki sposób agenta, o którym wywiad Rosji opowiada, że nie miał żadnych ważnych informacji i podobno nie był nigdy włączony w jakieś istotne sprawy?
– Masz rację, to nieracjonalne. Mam wrażenie, że to morderstwo miało posłużyć jako odstraszający przykład dla innych. To tak jakby rzucić bombę atomową na jednego żołnierza. Może robić wrażenie.
– Właśnie – odparł Irving. – Zastanawiające jest, że ten człowiek przed śmiercią mówił o jakimś spisku.
– To ciekawe, podobnie sugerował kardynał przed śmiercią.
Również napomknął o spisku. Czy myślisz, że to może mieć związek z terrorystami?
– Nie – odparł Irving. – On mówił coś o klinikach Lebensbornu.
– A cóż to takiego? – zdziwił się Poul.
– Dzieci Lebensbornu był to ogromny program SS mający za zadanie faworyzować rasę aryjską. To dawne czasy. Zapewne sam się zorientujesz, że to bardzo tajemnicza historia.
– Czy powiedział coś jeszcze? – zapytał coraz bardziej zaciekawiony Poul.
– Tak, mówił coś o tym, że osoby związane z tamtym programem tworzą jakąś grupę, że mają doprowadzić „coś” do zwycięstwa. Bredził o jakimś ośrodku pod ziemią, o nowym ładzie w Europie. Wiesz, trudno to zrozumieć. Wspominał też o jakichś ogromnych ukrytych wiele lat temu pieniądzach czy skarbach, które mają sfinansować całe to przedsięwzięcie. I o wielu ważnych osobach w to zamieszanych.
– Zaskakujące!
– Mówił o sobie jako o ofierze organizacji, której tajemnicę chciał ujawnić – ciągnął Irving. Poul usiadł w fotelu. Relacja przyjaciela bardzo go zaskoczyła.
– Na kilka godzin przed śmiercią zapytał mojego lekarza, czy przyjechał do niego jakiś Polak, jakiś naukowiec. Umierający miał właśnie jemu przekazać swoje informacje dotyczące tajemnicy Lebensbornu.
Miał przylecieć z Warszawy. Bardzo się niepokoił, czy ów człowiek zdąży do niego dotrzeć.
– Zdążył z nim porozmawiać? – zapytał Poul.
– Nie.
– A czy wiemy o tym tajemniczym nieznajomym coś więcej?
– Tak, ale tylko tyle, że ma na imię Kajetan – odparł Irving.
– I jeszcze coś, co zaskoczy cię pewnie najbardziej. Powiedział też, że miał się wcześniej z tym Polakiem spotkać w Watykanie.
– W Watykanie?! – krzyknął Poul. – Jak to w Watykanie?!
– Mieli się spotkać w Watykanie. Ale na przeszkodzie stanęły wydarzenia, które zaszły w Londynie. Chciałoby się powiedzieć, o jedną herbatę za dużo. Został otruty w kawiarni herbatą. Niedobrze świadczy to o naszym angielskim obyczaju – zażartował Irving. – Niestety, pewnie cię rozczaruję, ale nic już nie dodam. Chyba że mój kolega sobie coś jeszcze przypomni. Dam ci wówczas niezwłocznie znać.
– Już tyle mi powiedziałeś, że pewnie nie zasnę do rana. Nie bardzo rozumiem, jakie związki mieli były agent i jakiś polski naukowiec z Watykanem.
– Na związki Polaków z Watykanem chyba nie mogliście narzekać w ostatnich dwudziestu kilku latach? – zaśmiał się Irving.
– Tak, oczywiście – odpowiedział Poul. – Być może nie powinno mnie to dziwić. Będę czekać z niecierpliwością na wieści od ciebie.
– Dobrej nocy, Poul.
– Dziękuję ci za wszystko. Dobranoc.
Poul nie mógł zasnąć po rozmowie z Irvingiem. Przewracał się z boku na bok. Kilka razy wstawał, przechadzał się po pokoju i kładł się z powrotem do łóżka. Nie mógł doczekać się rana. Zerwał się wcześnie i pobiegł do kardynała Carrasoniego. Kardynał nadzorował system bezpieczeństwa Watykanu. Zaskoczony wysłuchał historii opowiedzianej przez Poula.
– Rozumiem, że chodzi ci o sprawdzenie ewentualnych kontaktów i wizyt u nas naukowca z Polski o imieniu Kajetan?
– Myślę, że powinienem się z nim spotkać.
– Dobrze, sprawdzę wszystko i dostaniesz odpowiedź. Mam nadzieję, że znajdziemy twojego poszukiwanego.
– To mało prawdopodobne, ale może i ów agent bywał w Watykanie?
– Nie sądzę – odparł pryncypialnie kardynał. – Nie mamy kontaktów z takimi ludźmi.
– Będę czekał na odpowiedź – Poul skłonił się kardynałowi opuszczając jego gabinet. Zaczął rozmyślać o tym, co powinien teraz zrobić. Zegar na korytarzu wybijał godzinę dziewiątą.

piątek, 20 grudnia 2013

Co stało się z wolnością sieci?

W okresie przedświątecznym pozwolę sobie przypomnieć archiwalny tekst napisany podczas słynnych już protestów przeciwko ACTA.

Nagłe ujawnienie przez polski rząd planów podpisania kontrowersyjnego porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołało w sieci prawdziwą burzę a wiele rządowych stron stało się obiektem ataków grupy Anonymous.

O dokumencie zaledwie kilka tygodni temu mało kto słyszał. W Polsce najwcześniej informował o tym Dziennik Internautów, który już w 2009 roku pisał o kontrowersyjnym pakcie przygotowywanym w tajemnicy przed obywatelami. Na blogu "Kod Władzy" również pisałem o tym między innymi przy okazji zatwierdzenia dokumentu przez pierwszych 8 państw, często z pominięciem demokratycznych procedur. 

Same ataki Anonymous, wbrew robionej wokół nich sensacyjnej otoczce, zdają się być jedynie głośnymi, lecz w swojej istocie nieszkodliwymi, próbami zwrócenia uwagi na kontrowersyjną ustawę. O wiele poważniejsze zdają się być deklaracje opublikowania sekretnych dokumentów dotyczących polskich polityków. Można przypuszczać, że Anonimowi mówią jak najbardziej serio. Przede wszystkim dlatego, że już kilkakrotnie udowodnili swoją skuteczność we włamywaniu się na serwery różnorakich firm i wykradaniu stamtąd danych. Tak było w przypadku PayPala, Visy, Mastercard czy Stratforu skąd wykradziono adresy email oraz numery kart kredytowych klientów. 

Jest więc możliwość, że nie blefują. 

Kontrowersje związane z porozumieniem chociaż w Polsce wywołały prawdziwą burzę, nie są wcale pierwszym krokiem w stronę ograniczenia mitycznej jak się okazuje "wolności w internecie". Prawdę powiedziawszy sieć od dawna nie jest już żadną oazą wolności. 

Ograniczenia mogą dotyczyć różnych sfer tematycznych i często jest to uzależnione od podłoża kulturowego, religijnego, ustroju czy lokalnych zaszłości historycznych. Przykładowo najgłośnie mówi się o braku wolności w chińskim internecie, gdzie według raportów OpenNet Initiative państwo to nie spełnia kryteriów w trzech głównych obszarach: politycznym, społecznym oraz w obszarze bezpieczeństwa.

całość tekstu

czwartek, 19 grudnia 2013

Czas na eurowojsko?

Europa się integruje a wraz z nią coraz poważniej rozważa się pomysł stworzenia wspólnych europejskich sił zbrojnych. Czy w wyniku tych działań UE przestanie być "militarnym robakiem"?

Europejskie siły zbrojne to pomysł, który kołacze się w głowach unijnych polityków od ponad dwudziestu lat. Jeszcze w 1991 roku Mark Eyskens (ówczesny belgijski minister spraw zagranicznych) zauważył, że Europa jest gospodarczym gigantem, politycznym karłem i militarnym robakiem. Chociaż od tej wypowiedzi minęło już sporo czasu, to jednak ostatnie wydarzenia na świecie pokazały, że Unia Europejska wciąż pozostaje zupełnie bezradna w sprawach prowadzenia swojej polityki zbrojnej.
fot. John-p/sxc.hu

Widać to było wyraźnie podczas konfliktu w Libii kiedy społeczność międzynarodowa podjęła decyzję o interwencji, ale Unia Europejska nie była w stanie podjąć jakichkolwiek skoordynowanych decyzji. Ostatecznie więc do interwencji doszło, ale pod auspicjami ONZ i NATO, któremu przewodniczyły Stany Zjednoczone a pomocy udzieliły poszczególne państwa europejskie (przede wszystkim Francja). Ten brak jednomyślności chyba najlepiej z resztą pokazuje co i co będzie głównym problemem UE w najbliższym czasie. Jednym z głównych zadań jest sprawienie by polityka militarna miała odrębny charakter od struktur natowskich a co za tym idzie była niezależna od powiązań z USA.

Wygląda również na to, że pierwsze kroki zostały już w tym celu poczynione - rozwijana jest współpraca między europejskimi państwami pragnącymi skoordynować ze sobą działania zbrojne (jak np. w przypadku wspólnych manewrów belgijsko-holenderskich), zaś jesienią w Brukseli przedstawiono propozycję stworzenia wspólnych grup bojowych mających rozwijać współpracę między państwami, jednym z głównych inicjatorów tej strategii jest Litwa, która w Unii Europejskiej widzi oparcie przeciwko ekspansywnej polityce Rosji.










środa, 18 grudnia 2013

Gdzie są bazy USA? Sprawdź na Google Maps!

fot. Google Maps
Za pomocą Google Maps internauci są w stanie zobaczyć jak wygląda wiele, do tej pory tajnych obiektów wojskowych. Ale uwaga, nie wszystkich!

Nikomu nie trzeba przedstawiać aplikacji Google Maps - to świetne narzędzie, które zapewne nie jedną osobę uratowało z opresji gdy nie mógł znaleźć drogi lub po prostu chciał wirtualnym palcem pobłądzić po mapie. Jednak Mapy Google to również narzędzie, które może być wykorzystywane do pozyskiwania cennych informacji o danym terytorium i to bez ruszania się z wygodnego fotela. Dzięki widokowi z satelity zobaczyć możemy wiele, ale z pewnością nie ujrzymy co znajduje się na terenie kilku amerykańskich baz wojskowych.

Jeden z internautów, Trevor Paglen zdecydował się na wykorzystanie Google Maps i stworzenie satelitarnych widoków oraz rozmieszczenia wszystkich baz wojskowych na Ziemi. Udało mu się odnaleźć 650 z nich, ale 6 z nich pozostaje zupełnie niewidocznych. Ktoś zadbał by ich widok był zamazany i przez to niedostępny dla ciekawskich oczu. Jedną z nich jest mieszcząca się na terytorium Holandii baza sił powietrznych Volkel - na prośbę wojska zarówno Google jak i Microsoft (na swojej analogicznej wyszukiwarce Bing) zamazały całe zdjęcie obiektu:


fot. Google Maps


Informacje zawarte na mapach Google były już wykorzystywane przez grupy terrorystyczne - tak stało się na przykład podczas zamachów jakie miały miejsce w Indiach w 2008 roku (zginęły wówczas 164 osoby). Terroryści czerpali wówczas wiedzę na temat lokalizacji, w której przeprowadzony zostanie zamach, ze zdjęć satelitarnych dostępnych powszechnie na aplikacji internetowego giganta. 
 
źródło: Mashable/Empire.is/PcWorld

wtorek, 17 grudnia 2013

Sekrety starożytnych cywilizacji: podziemne tunele pod Europą

Oficjalna wykładnia historii ma co raz więcej problemów z kolejnymi odkryciami archeologicznymi. Na całym świecie odnajdywane są kolejne niezwykłe konstrukcje, których pochodzenia tylko możemy się domyślać. Najciekawsze jest jednak to, że za powstaniem niektórych z nich musiała stać jakaś wysoko rozwinięta cywilizacja.Na co dzień często piszę o współczesnych nowinkach technicznych, czas również przyjrzeć się tajemnicom przeszłości.

fot. Europics
W czerwcu 2013 doszło do ujawnienia informacji, że w wielu miejscach na terenie Europy znaleźć można długie na wiele kilometrów tunele wykute w litej skale. Niektóre z nich są ze sobą połączone, inne stanowią odrębną całość. Dorosły człowiek może się przez nie przecisnąć, ale tylko w niektórych miejscach jest w stanie iść w pełni wyprostowany, co jakiś czas trafić można na większe komory, gdzie najwyraźniej można było odpocząć lub przechowywać zapasy. Istnieje wiele hipotez co do tego czym były owe tunele, mogły one stanowić schronienie przed zagrożeniem, jako miejsce przetrzymywania zapasów a nawet, zdaniem niektórych, jako rodzaj starożytnej "autostrady", dzięki której można było szybko i bezpiecznie przemieszczać się między osadami.
Tunele zlokalizowane są w całej Europie - znaleziono je w Szkocji, austriackiej Styrii, Bawarii i w Turcji. Ich wiek szacuje się na około 12 tysięcy lat, ale do tej pory nie wiadomo kto, ani dlaczego je wybudował. Jeśli zbudowała to jakaś starożytna kultura to jej zasięg musiał być ogromny, gdyż rozwiązania przez nią stworzone zdecydowano się naśladować w wielu częściach naszego kontynentu. Co więcej musiała ona dysponować na tyle rozwiniętą techniką i zasobami ludzkimi by podobne tunele wykopać, ale przede wszystkim najważniejszym dylematem jest to, co to była za kultura. W końcu dzieje starożytnej Mezopotamii czy Egiptu sięgają znacznie później niż 12 tysięcy lat wstecz! Równie stare mogą być jedynie Sfinks czy Stonehenge, ale ten fakt tylko podkreśla wagę tego odkrycia.

Problem jest jeszcze jeden - podobne tunele znaleźć możemy również w innych częściach globu, między innymi w Andach czy w Chinach. Jak daleko zatem obejmowała swoim zasięgiem ta antyczna cywilizacja? I kto ją tworzył?





- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf