Powstaje komputer, który próbuje działać według tych
samych zasad co ludzki mózg. Obliczenia wykonywane są przez 2,3
miliona symulowanych neuronów, które
przypominają te znajdujące się w naszym mózgu. Sztuczny mózg otrzymał imię "Spaun".
fot. deskarati.com
Komputerowy mózg otrzymał 6 różnych zadań, które testowały jego zdolność rozpoznawania cyfr,
przywołania informacji z pamięci, podawania numerów i pełnych wzorów. Sieć poznawcza symulowana jest przez specjalną pamięć
operacyjną. Tak jak
człowiek, Spaun może wyświetlać obrazy "w wyobraźni", a potem dzięki reakcji silnika narysować je z ramienia robota.
Wydajność sztucznego mózgu jest podobna jak w przypadku mózgu człowieka. Na bazie przeprowadzonych testów, badawcze stwierdzili 94% skuteczności Spauna. Ważną
rzeczą jest fakt, iż komputerowy mózg częstokroć wybiera lepsze rozwiązania aniżeli mózg człowieka, mając za punkt wyjścia te same dane.
Chris
Eliasmith z Uniwersytetu Waterlook w Ontario w Kanadzie, główny autor
prac, jest bardzo zadowolony ze swojego wynalazku. W wywiadzie dla CNN stwierdził, że "Spaun nie zawsze jest mądrzejszy od przysłowiowej małpy, ale czasami potrafi prześcignąć człowieka. Obecnie pracujemy nad poprawą jego efektywności i mocy obliczeniowej".
Jaka Waszym zdaniem będzie przyszłość tego wynalazku?
W przestrzeń kosmiczną został właśnie wystrzelony amerykański bezzałogowy miniwahadłowiec X-37B. Konstrukcja pojazdu oraz szczegóły operacji są tajne. Wiadomo jednak, że wahadłowiec czerpie energię z baterii słonecznych. Jest bowiem zbyt mały, aby umieścić na nim ogniwa paliwowe.
fot. amazonaws.com
Miniwahadłowiec wystartował na pokładzie 60-metrowej rakiety Atlas 5, która została wystrzelona z Przylądka Canaveral na Florydzie we wtorek.
X-37B, czyli Orbitalny Pojazd Doświadczalny jest cztery razy mniejszy niż załogowe promy kosmiczne używane niegdyś przez NASA. Jednak w przeciwieństwie do nich ze względu na swoje rozmiary X-37B musi korzystać z rakiety nośnej która wynosi go na orbitę. Dopiero podczas manewrów na orbicie, mini wahadłowiec uruchamia własne silniki, które zasilane są energią z baterii słonecznych. Takie rozwiązanie sprawia, że już na orbicie X-37B jest niezależny i samowystarczalny energetycznie.
Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych posiadają dwa wahadłowce tego typu, wyprodukowane przez Boeinga. Egzemplarz, który wystartował we wtorek, swój pierwszy lot odbył już w 2010 roku i spędził w przestrzeni kosmicznej 224 dni. Drugi egzemplarz został wyniesiony na orbitę w 2011 roku na 469 dni.
Władze wojskowe nie chcą zdradzić, jak długo potrwa obecny, trzeci już lot X-37B. Nie chcą również ujawnić, jakie eksperymenty zostaną przeprowadzone w czasie tego lotu. Oficjalnie rzeczniczka Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych podaje tylko, że podczas lotu testowany będzie potencjał pojazdu, zbadana zostanie również użyteczność i opłacalność statków kosmicznych, które są wielokrotnie wykorzystywane.
Czy Waszym zdaniem tajna misja amerykańskiego miniwahadłowca jest w jakiś sposób związana z ostatnią udaną próbą umieszczenia satelity Korei Północnej na orbicie?
Właśnie zakończyło się głosowanie użytkowników Facebooka dotyczące zmian zasad funkcjonowania portalu. I choć zdecydowana większość głosujących była przeciwna proponowanym zmianom, to ich głos jest nieważny ze względu na zbyt niską frekwencję (!).
fot. sfgate.com
Głosowanie w sprawie zmian trwało od 3 do 10 grudnia. Użytkownicy Facebooka mogli wyrazić w nim swoje zdanie w sprawie zmian w funkcjonowaniu serwisu. Jednak aby wynik głosowania był wiążący, musiało w nim wziąć udział minimum 30% użytkowników, czyli blisko 300 mln osób.
Niestety w głosowaniu udział wzięło jedynie 668 tys. użytkowników, a więc zaledwie 0,07% wszystkich facebookowiczów. I choć 88% z nich chciało pozostać przy obecnych zasadach serwisu, ich głos jest nieważny ze względu na frekwencję. W praktyce oznacza to, że od tej pory to kierownictwo portalu będzie decydowało o wprowadzanych zmianach, a nie użytkownicy.
Należy przygotować się na zmiany dotyczące zasad korzystania z serwisu oraz zbierania danych o użytkownikach. Pojawi się możliwość udostępniania dokumentów użytkowników zewnętrznym podmiotom, zlikwidowany zostanie także mechanizm głosowania użytkowników w sprawie zmian w serwisie. Facebook określił również, jakie informacje mogą być wykorzystywane do targetowania reklam. Serwis może użyć każdego szczegółu, który zostanie umieszczony na Facbeooku, czyli zainteresowania, płeć, "lubiane strony" i poglądy polityczne.
Jak zapewnia Facebook, użytkownicy o wszelkich zmianach będą informowani z wyprzedzeniem, będą mieli również możliwość przedstawienia własnych opinii, które mogą być wzięte pod uwagę podczas wprowadzania zmian.
Czy Waszym zdaniem "niedemokratyczna" przyszłość serwisu będzie dla niego najlepsza?
Już niebawem za 1,5 mld dolarów chętni będą mogli polecieć na Księżyc. Wycieczki te organizowane będą przez weteranów NASA.
fot. kitguru.net
Grupa weteranów NASA na czele z Alanem Stern założyła niedawno Golden Spike Company, firmę która będzie organizować wycieczki na Księżyc. W jej ofercie znajduje się dwuosobowa wycieczka w celach turystycznych lub naukowych w cenie 1,5 mld dolarów. Znaleźli się już nawet pierwsi chętni na usługę. Chęć skorzystania z oferty wyraziła już RPA, Korea Południowa oraz Japonia.
Do tej pory jedynie Amerykanie dostąpili zaszczytu stanięcia na Księżycu. Pierwszy raz dokonali tego 40 lat temu, pokonując w wyścigu o pierwszeństwo Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Obecnie jednak prezydent USA Barack Obama odwołał wielki powrót Amerykanów na Srebrny Glob. Dlatego klienci Golden Spike Company będą pierwszymi Amerykanami na Księżycu po długiej przerwie.
Data pierwszego lotu planowana jest jeszcze przed końcem dekady. Łącznie ma odbyć się od 15 do 20 lotów. W tym celu firma stworzy własne skafandry oraz księżycowe lądowniki. Skorzysta natomiast z gotowych rakiet oraz kapsuł dostarczających ludzi na Księżyc.
Jonathan McDowell, astronom z Uniwersytetu Harvarda uważa, że Golden Spike Company może ponieść porażkę, podobnie jak 90% przedsięwzięć tego rodzaju. Powodem klęski może być niebotycznie wysoka cena – 1,5 mld dolarów.
Czy Waszym zdaniem tak wysoka cena lotu na księżyc nie będzie przeszkodą dla kolejnych zainteresowanych?
Zamaskowani hackerzy nie dają o sobie zapomnieć możnym tego świata. Na koniec grudnia zapowiadają wielką rewolucję.
Nikt tak jak oni nie pokazał ogromnej siły jaka drzemie w Internecie, w ludziach codziennie logujących się do światowej sieci i tam aktywnie działających na milionach forów, grup dyskusyjnych i portali społecznościowych. Zorganizowani w jeden wielki kolektyw, w którym trudno wyróżnić jakiegokolwiek lidera czy ideologa Anonymous stali się siłą, która jest w stanie wpłynąć na to co dzieje się na światowej szachownicy: wywoływać protesty, obalać rządy i pacyfikować nawet najbardziej zadufane w sobie korporacje. Na początku mijającego roku Anonimowi w proteście przeciwko ACTA wstrząsnęli wieloma europejskimi rządami udzielając wsparcia obywatelom nie zgadzającym się z zawieranym nad ich głowami porozumieniem, na wskutek którego raz na zawsze skończyłaby się panująca w sieci wolność słowa. Grupa zaatakowała wówczas wiele stron rządowych, w tym polskich, zapowiadali również ujawnienie kompromitujących dokumentów i kolejne serie ataków, jeśli tylko ACTA zostanie zawarte. Akcja skończyła się sukcesem, wygrali a Anonymous byli na ustach wszystkich.
Rok 2012 miał być między innymi według samych Anonimowych rokiem wyjątkowym, w manifeście opublikowanym przez nich w marcu zapowiadali, że będzie to „Rok Zamieszek”. Czy był w nim w rzeczywistości? Z pewnością w wielu państwach doszło w ostatnich miesiącach do gwałtownych protestów, które niejednokrotnie przerodziły się w starcia z policją. Mimo wszystko jednak znaczna większość miała charakter pokojowych manifestacji i trudno mówić o zamieszkach na masową skalę przypominających te jakie zdarzyły się 20 lat temu w Los Angeles, w 2011 roku w Londynie czy powtarzają co jakiś czas na przedmieściach Paryża.
Trudno jednoznacznie orzec kto jest głównym wrogiem Anonimowych. Celem ich ataków były zarówno instytucje publiczne takie jak CIA czy Interpol jak i prywatne firmy łamiące specyficzny system wartości do jakiego odwołuje się grupa. Wyraźnie widoczne jest u nich odwołanie do etosu hackerów wiążącej się z umiłowaniem wolności, niezależności i silnego nonkonformizmu. Jak stwierdzono w jednym z opublikowanych w sieci filmów hackerów łączy dążenie do prawdy siłą rzeczy wiążącej się z poszanowaniem wolności słowa oraz prawem do publicznego manifestowania swoich poglądów również w formie masowych protestów. Ktokolwiek chciałby te zasady naruszyć może liczyć, że wcześniej czy później będzie mieć do czynienia z atakiem ze strony Anonymous.
Anonymous na Bliskim Wschodzie
W roku 2012 Anonimowi dali się we znaki szczególnie przywódcom państw Bliskiego Wschodu. Nie tylko stosowali swoją sztandarową taktykę ataków typu DDoS skierowaną przeciwko rządowym witrynom, ale poszli również o krok dalej włamując się na serwery, publikując utajniane dokumenty a także informując opinię publiczną o nieznanych aspektach narastającego z miesiąca na miesiąc konfliktu. Warto podkreślić, że nie stanęli po żadnej ze stron, z jednej bowiem strony zdementowali między innymi promowane przez stronę amerykańską doniesienia na temat domniemanych cyberataków dokonywanych przez irańskich hackerów na serwerach bliskowschodnich koncernów paliwowych (szczególnie tych powiązanych z Arabią Saudyjską), z drugiej zaś ujawnili dokumenty opublikowane później przez izraelski Haaretz, z których wynikało, że Teheran aktywnie wspiera prezydenta Syrii Baszara Al-Assada pomagając mu między innymi obejść sankcje nałożone na Syrię przez zachodnie mocarstwa. Również Izrael nie wyszedł bez szwanku, w związku z pogarszającą się sytuacją w Strefie Gazy zainaugurowano akcję #Operation Israel, której celem było powstrzymanie działań zbrojnych przeciwko Palestyńczykoma. W jej wyniku zaatakowano ponad 650 stron, ujawniono wiele baz danych, adresów i haseł do kont pocztowych. Już teraz w związku z trwającymi właśnie protestami w Kairze rusza Operacja Egipt.
„Projekt Mayhem” na koniec świata
Modny ostatnio temat domniemanego końca świata zapowiadanego na 21 grudnia 2012 roku nie uszedł rzecz jasna również uwadze Anonimowych. Jeśli jednak nie skończy się na pustych deklaracjach to tym razem możemy mieć do czynienia z akcją, którą ludzie zapamiętają na lata. Nie ma być to zwykła operacja masowego zamykania stron internetowych ani wykradania baz danych, które następnie będę umieszczane w domenie publicznej. Tym razem Anonymous zapowiadają swój własny koniec świata, nazywany operacją „Tyler”. Kryptonim nie jest przypadkowy, nawiązuje on tajnej operacji przeprowadzonej przez głównego bohatera filmu „Fight Club” Tylera Durdena, który razem z grupą wiernych współpracowników postanowił położyć kres systemowi zdominowanemu przez wielkie korporacje i stojących na ich czele elitom. W filmie głównym celem akcji były ulokowane na terytorium Stanów Zjednoczonych banki oraz korporacje finansowe, które w tym samym momencie zostały wysadzone w powietrze.
Nawiązanie do „Fight Club” jest jednoznaczne, w jednym z materiałów promujących akcje widzimy dwie postacie stojące w identyczny sposób jak bohaterowie filmu w ostatniej scenie. Co planują Anonymous? Według zapowiedzi 21 grudnia 2012 o godzinie 11:11 dojść ma do zorganizowanej akcji, która odmieni świat, uruchomiona zostanie wówczas potężna, odporna na ataki i blokady sieć P2P przypominająca Wikipedię. Zostaną w niej zebrane najbardziej tajne, niewygodne i szokujące informacje jakie dotyczą otaczającej nas rzeczywistości. Informacje, które mogą wywołać ogromne zmiany.
Czy faktycznie "Tyler" będzie zawierał tak szokujące wiadomości? Anonimowi przyzwyczaili nas niestety do zapowiadania sensacyjnych wydarzeń, które ostatecznie kończyły się niewielkim odzewem u szerszych mas ludzi. Tak było choćby przy okazji ujawnienia listy afer, w jakie zamieszany był polski rząd. Ostatecznie opublikowano wyłącznie listę tych "afer" nigdy jednak nie przedstawiono pełnych dokumentów. Podobnie rzecz miała się z zapowiadanymi atakami na Facebooka, które miały zniszczyć ten największy na świecie portal społecznościowy. Również tym razem skończyło się na deklaracjach a sami Anonymous odcięli się od tego pomysłu twierdząc, że tej akcji nie powinno się z nimi kojarzyć. "Tyler" może być nowym, lepszym Wikileaks, może być także niczym więcej niż tylko szumną zapowiedzią, tak czy inaczej przekonamy się już niedługo.
Uprzedzając pytania co do informacji jakie ujawnić ma "Tyler", przytoczę fragment manifestu dotyczącego operacji, powinien on dać nam do myślenia:
To wiadomość do mas. Mas niewolników cierpiących pod brutalną dyktaturą satanistycznych, bankierów illuminati.
Wasz czas nadszedł. Powstańcie. Bądźcie wolni. Nie cofajcie się. Nie poddawajcie się. Jesteśmy z wami. Jesteśmy wami.
Złym mocom pragnącym zniszczyć ludzkość i zniewolić nas jak na zwierzęcym folwarku, mówimy nie. Mówimy nigdy. Mówimy wolność!
(…)
Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Jesteśmy w momencie wielkiego światowego kryzysu. Iluminaci pragną rozpętać trzecią wojnę światową. Musimy powstać i pokonać ich raz na zawsze. Mamy moc by tego dokonać. Nie cofniemy się. Nie wierzymy już w kłamstwa.
Obama, Merkel oraz Putin to trójka najpotężniejszych ludzi na świecie według rankingu amerykańskiego magazynu "Forbes".
fot. .forbes.com
Amerykański magazyn przygotował ranking najpotężniejszych ludzi świata 2013 roku. Wśród nich znaleźli się finansiści, przedsiębiorcy, filantropi, a także politycy.
Na liście znalazło się 71 nazwisk, po jednym na każde sto milionów ludzi na świcie. Przy ocenie pod uwagę brane były cztery czynniki: wielkość grupy, na którą dana osoba ma wpływ, czy faktycznie dana osoba korzysta ze swojego wpływu, w jakich sferach rozpościerają się jej wpływy oraz jakimi środkami finansowymi zarządza.
Pierwsze miejsce w rankingu zajął prezydenta Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Tytuł najpotężniejszego człowieka na świecie przypadł mu, ponieważ jest on dowódcą największej armii świata oraz kieruje gospodarczym oraz kulturalnym supermocarstwem.
Drugie miejsce w rankingu przypadło Angeli Merkel za to, że w swoich rękach trzyma los eurostrefy.
Trzecie miejsce zajął Władimir Putin, ponieważ po raz kolejny utrzymał w swoich rękach pełną władzę i wiadomo, że szybko jej nie utraci. Ponadto Putin świadomy swojej władzy, bardzo wyraźnie ją manifestuje.
Na czwartym miejscu znalazł się Bill Gates, za działalność jego fundacji. Z kolei piąte miejsce przypadło papieżowi Benedyktowi XVI, jako zwierzchnikowi ponad miliarda katolików na całym świecie.
Pierwsza dziesiątka rankingu najpotężniejszych wygląda następująco:
1. Barack Obama
2. Angela Merkel
3. Władimir Putin
4. Bill Gates
5. Benedykt XVI
6. Ben Bernanke
7. Abdullah Bin Abdul Aziz al Saud
8. Mario Draghi
9. Xi Jingping
10. David Cameron
Czy Waszym zdaniem kolejność na liście jest słuszna? A może brakuje na niej kogoś?
Na środku pustyni w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ma stanąć olbrzymi monument zbudowany z 410 tysięcy kolorowych beczek po ropie naftowej, zwany Mastaba. Budowla będzie mierzyć 150 metrów wysokości i tym samym stanie się największą rzeźba na świecie.
fot. arabianbusiness.com
Autor rzeźby, artysta Christo znany jest z realizacji projektów artystycznych z wielkim rozmachem. Dlatego nic dziwnego, że tym razem chce pobić kilka rekordów podczas budowy monumentu. Mastaba będzie przede wszystkim najdłużej powstającą rzeźbą na świecie. Ale to nie wszystko. Do tego będzie największą i najdroższą rzeźbą na świecie. Koszt jej budowy to 340 milionów dolarów. Dodatkowo będzie to jedyna stała praca artysty, wszystkie poprzednie miały bowiem charakter czasowy.
Pomysł budowy rzeźby zrodził się w głowie artysty na początku lat 70 XX wieku, tuż po tym, jak kryzys naftowy uderzył w Stany Zjednoczone. Rysunki z projektem oraz z rozmieszczeniem poszczególnych kolorów beczek powstały w 1977 roku. Arysta wraz z żoną, z którą tworzył duet wielokrotnie odwiedzał Bliski Wschód, jednak ze względów politycznych rzeźba ciągle nie mogła powstać. Po śmierci żony w 2009 roku artysta odłożył projekt na później.
Wreszcie w 2012 roku pojawiła się szansa na realizację projektu. Wytyczone wtedy zostało miejsce, w którym rzeźba mogłaby powstać. Rodzina królewska przeznaczyła na ten cel ziemię na pięknej pustyni Al Gharbia.
Sam monument ma składać się z 410 tysięcy pomalowanych na różne kolory beczek po ropie naftowej. Co ciekawe, taka ilość baryłek ropy jest w stanie zaspokoić światowy popyt na ten surowiec jedynie przez 7 minut. Beczki mają był ułożone w kształcie piramidy ze ściętym wierzchołkiem. Wyglądem monument będzie przypominać islamską mozaikę, mieniącą się w słońcu kolorami pustyni. Ciekawostką jest fakt, że kolor farb ma przygotować firma, która opracowuje kolory lakierów dla BMW oraz Mercedesa. Sama budowa rzeźby ma zająć 30 miesięcy.
Rzeźba będzie miała 150 metrów wysokości i 225 metrów głębokości, co uczyni ją największą na świecie (przewyższy Bazylikę św. Piotra oraz Piramidę w Gizie). Dzięki temu stanie się największą atrakcją turystyczną kraju.
I choć artysta oskarżany jest o budowę pomnika bliskowschodniej ropy, uosabiającego interesy szejków, jego celem jest jedynie wywołanie radości poprzez spektakularne piękno. A beczki po ropie są jedynie poręcznym materiałem budowlanym, który umożliwia realizację celu artysty.
Czy Waszym zdaniem tego typu monument dobrze będzie odzwierciedlać specyfikę naszej cywilizacji dla wiedzy przyszłych pokoleń?
Powstająca w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mastaba swoimi rozmiarami przewyższy znane wszystkim egipskie piramidy. (fot. flickr.com)
Właśnie rozpoczął się internetowy szczyt w Dubaju. Hamadoun Toure, sekretarz generalny Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) uspokaja, że celem szczytu nie jest przejęcie nowych uprawnień związanych z Internetem, lecz podłączenie do sieci 4,5 mld nowych użytkowników.
fot. techhive.com
Toure dodał, że podczas organizowanej konferencji, nie będą poruszane tematy związane z regulacja oraz zarządzaniem Internetem. Uczestnicy upewnią się za to, że miliardom ludzi będzie można umożliwić dostęp do telefonii komórkowej oraz Internetu.
Jednak już przed konferencją głośno było o postulatach takich państw jak Chiny czy Rosja. Ich władze chcą by krajowe rządy dostały większe uprawnienia w zakresie zarządzania Internetem i nadzorowania treści, a także ustalania tożsamości użytkowników. Te żądania naruszają jednak wolność słowa oraz prawa człowieka.
Organizatorzy konferencji podkreślają jednak, że podczas szczytu nie zostaną uchwalone żadne drastyczne zmiany. Także rosyjski „The Moscow Times” nie przewiduje szczególnych zmian, mimo postulatów wysuwanych przez władze rosyjskie. Jedną z propozycji jest za to przekazanie ITU kompetencji w zakresie nadawania nazw domen, ponieważ obecnie zajmuje się tym amerykańska prywatna organizacja ICANN.
Zapewnienia sekretarza generalnego ITU nie przekonują jednak zarządu Google. Vinton Cerf, wiceprezes Google, nie odbiera zasług ITU w uregulowaniu komunikacji radiowej oraz telefonicznej. Uważa on jednak, że organizacja nie może podejmować decyzji dotyczących przyszłości Internetu, ze względu na fakt, że na podejmowane decyzje wpływają także głosy przedstawicieli rządów państw, które nie popierają wolności w sieci i dążą do jej ograniczenia.
Obradujący członkowie mają czas do 14 grudnia na podjęcie decyzji. Jeśli w tym czasie umowa zostanie uchwalona, będzie ona wiążąca dla wszystkich państw członkowskich, choć najpierw wymagać będzie ratyfikacji przez poszczególne parlamenty krajowe. Dokument ma zostać przyjęty na zasadzie konsensusu wszystkich członków. Dopiero gdy nie uda im się osiągnąć porozumienia, może dojść do głosowania, podczas którego każde państwo ma tylko jeden głos.
Czy Waszym zdaniem potrzebna jest tak daleko idąca regulacja Internetu?
„The Washington Post” powołując się na amerykańskich urzędników donosi, że Pentagon stworzy olbrzymią siatkę setek szpiegów, która rozmiarami może równać się z CIA.
fot. lakeshorelaments.com
Wszystko to za sprawą Agencji Wywiadu Obronnego (Defense Intelligence Agency), która ma zmienić profil działalności ze ściśle wojskowego na szpiegowski. W swoich działaniach agencja będzie koncentrować się na rosnącym zagrożeniu terroryzmem.
Po przemianach Agencja wypuści w świat 1,6 tys. szpiegów, którzy będą wojskowymi, cywilami, urzędnikami USA oraz osobami działającymi pod przykryciem.
Ich celem będzie walka z terroryzmem. Dlatego Agencja skupi się na działania islamskich grup militarnych w Afryce, przemycie broni w Korei Północnej i Iranie, a także modernizacji chińskiej armii.
Zmiana działalności Agencji z wojskowej na szpiegowską wpisuje się w światowy trend łączenia agencji wojskowych i wywiadowczych. Ponadto dzięki przemianie działalności Agencji Wywiadu Obronnego oraz rozrostowi CIA, na świecie powstanie siatka szpiegów rozbudowana na ogromną skalę. Taka rozbudowa to bezprecedensowe wydarzenie, które wpisuje się w politykę Baracka Obamy. Prezydent Stanów Zjednoczonych zamiast wykorzystywać konwencjonalne operacje militarne, woli przeprowadzać działania tajne.
Choć Agencja oraz CIA będą ściśle ze sobą współpracować, to w odróżnieniu od CIA, Agencja nie będzie mieć prawa prowadzania operacji o wojskowym charakterze. (fot. tribune.com.pk)
Czy Waszym zdaniem inne kraje mogą pójść w ślady USA?
Nie tylko Stany Zjednoczone produkują swoje drony. Obecnie Europejczycy także pracują nad budową własnego bezzałogowca. Efektem tych prac jest eksperymentalny trudno wykrywalny dron nEUROn, stworzony przez konsorcjum europejskich firm.
fot. m.ocdn.eu
Pierwszy lot odbył się w piątek na południu Francji, gdzie samolot najprawdopodobniej tylko wystartował i po zatoczeniu kilku kręgów wylądował. W ciągu najbliższego roku maszyna ma przejść szereg badań i testów. Następnie w 2014 roku nEUROn w Szwecji zostanie poddany testom operacyjnym, które polegają na próbnym wykonaniu misji. Na końcu maszyna trafi do włoskiego ośrodka badawczego, gdzie zostanie przetestowana pod kątem skuteczności zastosowanych rozwiązań, które mają utrudniać jej wykrycie przez radary.
nEUROn jest jedną z nielicznych maszyn na świecie takiego typu. Od popularnych dronów różni się tym, że posiada napęd odrzutowy oraz wyposażony jest w technologię „stealth”. Ponadto zdalnie sterowany będzie mógł przeprowadzać naloty przy użyciu dwóch bomb oraz zwiady.
Program budowy prowadzony jest przez francuski Dassault, we współpracy z szeregiem innych europejskich firm, między innymi włoskich, niemieckich, szwedzkich czy hiszpańskich. Koszt programu to około 400 milionów euro, z czego połowę pokrywa Francja. Reszta opłacana jest przez pozostałe państwa, biorące udział w programie.
Głównym celem programu jest przede wszystkim opanowanie nowych technologii, a nie jedynie seryjna produkcja drona. Dopiero po pozytywnych wynikach testów i badań zapadnie ewentualna decyzja o rozpoczęciu seryjnej produkcji bezzałogowca.
Czy Waszym zdaniem Europa ma szansę dogonić USA w technologii i produkcji dronów?