Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geopolityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geopolityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2019

Wielka Brytania po Brexicie ponownie spogląda w morze

Wielka Brytania nalega, by Zachód był gotów bardziej zdecydowanych wojskowych działań na Pacyfiku w czasie, gdy US Navy zwiększa aktywność na Morzu Południowochińskim, jednak zdaniem Chińskiego analityka Wang Yiwei, to przede wszystkim próba zachowania twarzy i odwrócenia uwagi publicznej od problemów z Brexitem. 




Podczas przemówienia w Royal United Services Institute w Londynie, brytyjski sekretarz obrony Gavin Williamson powiedział, że zachodni sojusznicy muszą być przygotowani do „użycia twardej siły, by wspierać nasze interesy”, gdyż brak reakcji wobec agresywnych sił zza granicy oznacza, że Wielka Brytania „ryzykuje, że nasz naród będzie postrzegany jako niewiele więcej niż papierowy tygrys ”. Potwierdził także, że HMS Queen Elizabeth, jedyny aktywny lotniskowiec Royal Navy, zostanie wysłany na Pacyfik, gdzie Chiny były zaangażowane w spór o roszczenia terytorialne na Morzu Południowochińskim.

Dodał, że okręt stanie się trzonem brytyjskiej marynarki wojennej, biorąc udział w misji wraz z odrzutowcami F-35 z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Williamson podkreślił przy tym, że Zjednoczone Królestwo powinno postawić na masę i siłę ognia swoich sił zbrojnych. 


W oczach Chińczyków ta nagła zmiana retoryki jest niczym innym jak próbą poprawy sytuacji i uszczerbków na narodowym wizerunku po ewentualnym Brexicie, w istocie jednak to także oznaczać może zmianę priorytetów Brytyjczyków, którzy po formalnym opuszczeniu europejskich struktur ponownie spoglądają ku Morzu, które w przeszłości było już źródłem ich potęgi i bogactwa.


czwartek, 11 października 2018

Walka o koło polarne: Brytyjczycy ruszają na Północ

Brytyjski sekretarz obrony ogłosił, że przez co najmniej dekadę 800 komandosów będzie cyklicznie w okresie zimowych stacjonować na terytorium Norwegii. Będzie to trzeci obok amerykańskich i duńskich żołnierzy, którzy w ramach natowskiej taktyki odstraszania Rosji będą mieli za zadanie wzmocnić północną placówkę Sojuszu.



"Aktywność rosyjskich łodzi podwodnych bliska jest tej z czasów zimnej wojny, stąd rozsądnym działaniem będzie odpowiednio na to zareagować. Jeśli moglibyśmy cofnąć zegar o dekadę, wielu ludzi myślało wówczas, że możemy zapomnieć o jakichkolwiek napięciach na Dalekiej Północy czy na Północnym Atlantyku a samo zagrożenie zniknęło wraz z upadkiem Muru Berlińskiego. Okazuje się jednak, że zagrożenie powróciło." - przyznaje sekretarz. 

Cały program ma mieć związek z narastającym ryzykiem ze strony Rosji, która w związku z globalnym ociepleniem chce wykorzystać nowe szlaki i zasoby do tej pory ukryte pod lodowcami. Tereny te mieszczą się niedaleko rosyjskich portów i dawnych baz wojskowych i siłą rzeczy stanowią główny obszar zainteresowania tego państwa. O ile aktywność Rosjan, Amerykanów czy Duńczyków wydaje się naturalna, o tyle już Brytyjczycy mogą na Dalekiej Północy dziwić. Jedną z głównych przyczyn ma być, obok obowiązków w ramach NATO jest także chęć zademonstrowania swojej obecności i ewentualna ich obrona, może nie tyle w okolicach Koła Podbiegunowego, co przede wszystkim na Morzu Północnym.

źródło: highnorthnews

piątek, 29 czerwca 2018

Gdzie mieszka największa liczba uchodźców

Wraz z rosnącym poparciem partii prawicowej w Europie uchodźcy pozostają najbardziej dyskutowanym tematem w politycznym w Unii.  


Nasz wykres pokazuje, że nawet jeśli Niemcy zajmują pierwsze miejsce w rankingu, jeśli chodzi o całkowitą liczbę osób szukających schronienia w danym kraju, to nie jest to pierwsze, jeśli przyjrzeć się udziałowi uchodźców w porównaniu z ogółem mieszkańców danego kraju. We Włoszech - czwarte miejsce pod względem PKB w UE - tylko 0,5 procent wszystkich mieszkańców szuka schronienia. Mimo że dane sugerują, że na Łotwie prawie 12 procent ludności może być traktowane jak uchodźcy, prawie wszyscy są osobami, które nie uciekły przed konfliktem.


poniedziałek, 1 maja 2017

Z kim będziemy walczyć w trakcie kolejnej wojny?



W 1996 roku powstał The Shanghai Cooperation Organization (SCO), w celu budowania zaufania militarnego i gospodarczego pomiędzy krajami: Rosją, Chińską Republiką Ludową, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan. 


Rosja niedawno zapowiedziała, poparcie oferty przyłączenia się do SCO Iranu. Będzie to kolejny sojusz ekonomiczny, polityczny gospodarczy prowadzony przez Chiny. Warto jest zwrócić uwagę, że w ciągu ostatnich kilku lat, współpraca wzbogacona została o prowadzenie wspólnych ćwiczeń wojskowych i wymianę wywiadowczą. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow powiedział, że Iran w pełni pasuje do kryteriów członkostwa. Latem odbędzie się spotkanie dotyczące włączenia kraju do SCO. 


W zeszłym roku Turcja wyraziła chęć przystąpienia do organizacji. Niepokojący jest ten fakt, ponieważ Turcja przeszła z demokracji do niemalże dyktatury prezydenta Tayyipa Erdogana. Zmieniając kierunek polityki zagranicznej w stronę Chin, jako sojusznik NATO stanęłaby obok Iranu i Rosji. 

Zawierane sojusze, wzmacniane stosunki międzynarodowe rzucają cień na pozycję NATO w przypadku ewentualnego konfliktu militarnego. 


piątek, 5 lutego 2016

Kim był Halford Mackinder?

Nazwisko Halforda Mackindera może nie być szerzej znane przeciętnemu czytelnikowi, a szkoda. Ten niezwykle wpływowy naukowiec, dał podwaliny pod geopolitykę, naukę, która dziś przeżywa swoisty renesans a jej dokonania zdają się doskonale opisywać współczesny nam świat. 


Twórca geopolityki był jednym z założycieli słynnej London School of Economics a także uczestnikiem konferencji, podczas której sformułowano Traktat Wersalski. Mackinder będąc geografem z wykształcenia, pasjonował się tematyką polityczną i gospodarczą, to właśnie połączenie tych obszarów zainteresowań sprawiło, że zaczął on opracowywać fundamenty syntetycznej nauki, która miała zostać później nazwana geopolityką. 

Co oznacza to pojęcie?


Definicji geopolityki jest wiele, jednak najprościej można to ująć jako zależność polityki i geografii. Mackinder jest twórcą kilku kluczowych dla tej nauki pojęć takich jak "Heartland" czy "Rimland". Pierwsze z nich oznacza serce kontynentu, kluczowy dla kontroli nad tzw. światową wyspą (czyli Eurazją) obszar. Nie jest on ściśle zdefiniowany, jednak w przybliżeniu obejmuje on tereny Zachodniej Syberii i Azji Środkowej - teren ten, choć łatwy do obrony ma też swoje wady - jest ubogi i pozbawiony możliwości rozwoju gospodarczego, stąd każde mocarstwo heartlandowe będzie dążyło do dotarcia do terenów znajdującego się na obrzeżach Rimlandu, znacznie bogatszego i ludniejszego. Jednym z zasad jakie sformułował Mackinder jest więc stwierdzenie: 


"kto panuje we wschodniej Europie-panuje nad sercem Eurazji. Kto panuje nad sercem Eurazji-ten panuje nad wyspą światową-kto panuje nad wyspą światową ten panuje nad światem."

Ta kluczowa dla analiz geopolitycznych wizja stała się punktem wyjścia dla większości współczesnych analityków, którzy brali pod uwagę geopolityczne realia i prawa do opracowywania strategii ekspansji dla swoich państw.  

Drugim ważnym stwierdzeniem Mackindera jest to, dotyczące realnych praw światowej polityki: 


"Rzeczywisty stosunek sił politycznych w danym czasie jest wytworem warunków geograficznych, ekonomicznych jak i strategicznych oraz względnej liczebności, dzielności, wyposażenia i organizacji rywalizujących narodów. Wielkości geograficzne są w kalkulacjach bardziej mierzalne i bardziej stale niż ludzkie. Dlatego ta formuła może być zastosowana zarówno do minionej historii jak i bieżącej polityki."






wtorek, 26 stycznia 2016

Koniec nie jednej, lecz wielu epok. Zobaczcie jakie czasy mijają na naszych oczach

Intrygujące pytanie zadał swoim czytelnikom Thomas L. Friedman, który w obliczu powtarzających się co jakiś czas kolejnych manifestów ogłaszających koniec tej czy innej epoki, stwierdził, że może w rzeczywistości kończy się nie jedna, lecz wiele znaczących dla historii epok?

źródło: silkroadmaps.org


Koniec ery 30-letniego rozwoju Chin - przyzwyczailiśmy się do myśli, że Chiny będą się wciąż rozwijać a ich niezwykły wręcz skok cywilizacyjny i gospodarczy będzie kontynuowany. Tak jednak nie musi się wcale stać, być może bowiem ChRL nie przeskoczy "pułapki średniego dochodu" a dominacja USA na morzach nie pozwoli im w dalszej gospodarczej ekspansji.

Koniec ery 100 dolarów za baryłkę. Pałace Rihadu i Dubaju, miliardowe fortuny rosyjskich oligarchów, socjalistyczny raj w Wenezueli - to wszystko może już wkrótce okazać się jedynie krótkim epizodem w historii tych krajów jeśli one same nie poradzą sobie z nowymi realiami i niższymi cenami ropy naftowej.

Koniec ery państw-przeciętniaków. Takim mianem Friedman określił państwa powstałe po II Wojnie Światowej, których granice nakreślono na mapie dawnych kolonii, które przez dekady były utrzymywane przez USA lub ZSRR (a później także, w miarę możliwości przez Rosję). Wiele z tych sztucznych tworów nie odzwierciedla rzeczywistości etnicznej czy językowej, są one wręcz tykającymi bombami, które mogą w każdym momencie wybuchnąć. Próbkę tego zjawiska mieliśmy w ostatnich latach, wraz z implozją Libii, Syrii czy Iraku. 

Koniec ery Unii Europejskiej - czy zjednoczonej Europy także? Trudno orzec, zdaniem Friedmana na pewno kończy się czas UE, która stała się zdominowana przez jedno państwo, Niemcy. Rosnące napięcia wewnątrz dowodzą, że nie wszystkim to się podoba. 

Koniec ery izolacji Iranu - od czasu Rewolucji Islamskiej w 1979 jedno z największych i najludniejszych państw muzułmańskich objęte było embargiem, izolowany na arenie międzynarodowej Iran nie był w stanie wywierać wpływów politycznych na skalę jaką by chcieli rządzący nim ajatollahowie, czas by nowe kontakty handlowe i polityczne doprowadziły do nowego otwarcia Persów na świat, co nie będzie bez znaczenia dla całego regionu. 

Koniec ery klasycznego podziału na prawicę i lewicę może również nastąpić prędzej niż się wydaje. Widać to choćby po obecnych kandydatach na prezydenta USA, jak i wyborach w wielu krajach świata. 

Jakie jeszcze ery mogą dobiegać końca? Możemy się zastanowić i wymienić co najmniej kilka: 

Koniec ery jednego mocarstwa - od 1989 albo 1991 możemy mówić o świecie jednobiegunowym, wzrost potęgi Chin, jeśli się utrzyma, oznaczać może koniec tego okresu. To siłą rzeczy prowadzić może do kolejnego końca jakim jest...

Koniec ery Morza - od czasu wielkich odkryć geograficznych nad światem panują potęgi morskie: Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania, USA. Kraje Lądu mając ograniczone możliwości prowadzenia handlu są słabsze i przez to niezdolne do stanięcia w równej rywalizacji. To może się zmienić wraz z pojawieniem się Chin i budową Nowego Jedwabnego Szlaku.


środa, 30 grudnia 2015

A gdyby tak... Ameryka wróciłaby do izolacji?

Powrót do izolacji, likwidacja z baz i dbanie tylko o własne terytorium - dla wielu USA są dziś źródłem konfliktów i napięć na całym świecie, jednak zdaniem amerykańskiego publicysty izolacja Ameryki byłaby przede wszystkim tragiczna dla jej sojuszników. 



Jeszcze 100 lat temu Stany Zjednoczone nie były postrzegane ani jako mocarstwo ani jako państwo, które może tak bardzo namieszać w polityce światowej. W istocie gdy europejskie potęgi wykrwawiały się na frontach I Wojny Światowej Ameryka pozostawała w błogiej izolacji. Dziś pod koniec roku 2015 sytuacja wygląda zupełnie inaczej - USA są globalnym mocarstwem, którego wpływy gospodarcze i polityczne kształtują ład na całej Ziemi. Co by się jednak stały gdyby Ameryka powróciła do swojej dawnej izolacjonistycznej polityki?

Takie pytanie zadał sobie na łamach The National Interest Harry J. Kazianis. Według niego jeśli Ameryka nagle zrezygnowała ze swojej roli i wycofała się np. z Azji, wówczas należałoby zadać sobie pytanie: co z jej sojusznikami w Japonii, Korei Południowej, Tajwanie czy na Filipinach? Co z rosnącą współpracą z Wietnamem i Indiami? W obecnej sytuacji naturalnym hegemonem stałyby się zapewne Chiny, które być może próbowałyby rozszerzyć swoją strefę wpływów aż po Hawaje. Sytuacja jaka by zaistniała po opuszczeniu przez amerykańską flotę wybrzeży Azji stałaby się zdaniem Kazianisa zarzewiem wielu nowych konfliktów i wcale nie wygasiłaby, jak twierdzą różni publicyści, istniejących już linii podziału. Wręcz przeciwnie. 

Zdaniem polityków np. z Tajwanu USA to jedyny gwarant, że wyspa nie stanie się nowym Hong Kongiem i wkrótce nie zostanie wchłonięta przez Chiny, podobne obawy może mieć Seul, który przy wycofaniu się Amerykanów mógłby szybko stanąć przed obliczem ataku z północy. W końcu pozostaje Japonia, która siłą rzeczy będzie głównym rywalem Pekinu o dominację w Azji. Czy tym razem to ona zostanie podbita? Kazianis widzi w podobnym scenariuszu jeszcze więcej mrocznych i niebezpiecznych konsekwencji, podkreśla, że takie wycofanie poważnie by nadszarpnęło powagę i zaufanie do umów zawieranych z Amerykanami. 

A czy Waszym zdaniem USA powinny zrezygnować ze swojej aktywnej polityki na świecie?


czwartek, 18 czerwca 2015

Jaka będzie nadchodząca dekada wg Stratfor? Oto 11 rzeczy, które czekają nas już niedługo


Organizacja Stratfor cieszy się opinią uznanego ośrodka badawczego zajmującego się geopolityką i geostrategią. Ta ulokowana w Teksasie instytucja niejednokrotnie trafnie przewidziała rozwój wydarzeń na świecie, czy tak będzie i tym razem? Poniżej prezentujemy 11 wydarzeń, do których dojdzie już w ciągu najbliższej dekady. Czas pokaże, które okazały się trafne.


Upadek Rosji

Rosja to państwo sterowane centralnie prosto z Moskwy. Jeśli Moskwa nie będzie w stanie utrzymać kontroli nad swoimi prowincjami, wówczas podobnie jak 25 lat temu, dojdzie do odłączania się kolejnych regionów, ich rosnącej autonomii a finalnie ich niepodległości. Na miejscu Federacji Rosyjskiej powstanie szereg mniejszych państw.

„Spodziewamy się, że włądza Moskwy będzie słabła, co doprowadzi do formalnej i nieformalnej fragmentacji Rosji. Niemożliwym jest by Federacja Rosyjska przetrwała w obecnej formie” - piszą w raporcie autorzy Stratforu.

Największy kryzys nadchodzącej dekady

Po upadku władzy centralnej w Federacji Rosyjskiej pojawi się problem z pamiętającym jeszcze czasy sowieckie arsenałem nuklearnym, który ktoś będzie musiał zabezpieczy.ć. Infrastruktura związana z produkcją broni atomowej jest rozsiana na całym obszarze Rosji, w przypadku słabnących wpływów Moskwy istnieje obawa, że część tej infrastruktury a być może nawet niektóre głowice atomowe mogą wpaść w niepowołane ręce – czy to lokalnych, nieprzewidywalnych na dłuższą metę regionalnych przywódców, czy też islamskich terrorystów .

Zdaniem Stratforu zadanie zabezpieczenia tej infrastruktury spocznie na włądzach USA, które są jedynym pańswem które będzie w stanie tego dokonać.

Niemcy w odwrocie

Gospodarka Niemiec zbudowana jest na specyficznym modelu opierającym się w dużym stopniu do innych państw. Produkowane w Niemczech towary są sprzedawcane za granicą, stąd właśnie to Berlin pozostaje jednym z głównych beneficjentów stworzonej na terenie Unii Europejskiej liberalizacji i strefy wolnego handlu. W przypadku dalszego pogarszania się sytuacji gospodarczej w EU, w tym przede wszystkim w strefie euro, Niemcy mogą stanąć w obliczu poważnego kryzysu gospodarczego.

Nowy lider Europy

Czy upadek znaczenia Niemiec oznaczać będzie równocześnie pogorszenie się sytuacji w innych państwach? W niektórych z pewnością, ale jak pisze Stratfor istnieją kraje, które skorzystają na nagłej zmianie sytuacji. Na czele tych państw znajdzie się Polska, która stanie na drodze nowego ekonomicznego wzrostu co wplynie też na wzrost znaczenia Warszawy na arenie międzynarodowej. Stratfor podkreśla nieco inną sytuację demograficzną w Polsce, ale też wagę strategicznego sojuszu z USA, który w obliczu spadającego znaczenia Rosji i Niemiec może przynieść nowe korzyści.

Europa czterech prędkości

Nadchodząca dekada nie przyniesie ponownej integracji mocno nadszarpniętej kryzysem politkoycznej jedności kontynentu europejskiego. De facto Unia Europejska będzie podzielona na co najmniej 4 ośrodki: Europę Zachodnią, Europę Wschodnią, Skandynawię oraz Wyspy Brytyjskie – część z obecnych problemów UE pozostanie wyzwaniami dla nich wszystkich, z niektórymi jednak poszczególne regiony będą musiały sobie radzić same.

Wzrost znaczenia Turcji

Turcja jest jednym z najsilniejszych i najbardziej stabilnych państw muzułmańskich. Tego samego nie można powiedzieć o jej najbliższych sąsiadach – Iraku czy Syrii, które znajdują się obecnie w fazie kompletnego rozkładu. Turcja może spokojnie czekać aż Państwo Islamskie dokończy dzieła zniszczenia reżimu Bashara al-Assada i dopiero wówczas wkroczyć do Syrii z całą swoją militarną potęgą. Obok dość oczywistej pozycji na Bliskim Wschodzie Turcja ma jeszcze jeden kierunek ekspansji, który zdaniem Stratforu odegra w najbliższym czasie wiodącą rolę. Jedną z naturalnych stref wpływu Turcji jest basen Morza Czarnego, wokół którego wciąż jednak mocną pozycję ma Rosja. W obliczu upadku Rosji Turcja z pewnością zdecyduje się wyciągnąć ręce po czarnomorskie terytoria, pytanie, jak daleko zajdzie?

Kłopoty Chin

Analitycy Stratfor od lat podkreślają, że potęga Chin ma charakter pozorny i Państwo Środka niedługo będzie musiało radzić sobie z barierami rozwoju, przede wszystkim nierównomiernym rozkładem wzrostu gospodarczego, który skoncentrował się na wybrzeżu pozostawiając wnętrze kontynentu zacofanym i biednym. 

Japonia nową potęgą morską

Chociaż na Morzu Południowochińskim trwa coś na kształt zimnej wojny między USA i Chinami to jednak zdaniem Stratfor to Japonia stanie się morską potęgą na terenie Azji Wschodniej. Stanie się tak, gdyż Tokio nie ma innego wyboru, jest bowiem uzależnione od importu dóbr zza morza a w obliczu zagrożenia chińską blokadą, będą musieli się bronić rozbudowując swoją flotę. 

Nie będzie wojny o wyspy na Morzu Południowochińskim

Coś co wygląda na zarzewie konfliktu zdaniem Stratforu nigdy go nie wywoła - powód jest prosty, nie warto. 


Nowe "mikro-Chiny"

Problemy Chin sprawią, że produkcja przenosić się będzie gdzie indziej. Nowe stanowiska pracy i nowe bogactwo zaczną powoli przenosić się do takich państw jak:
Meksyk, Nikaragua, Dominikana, Peru, Etiopia, Uganda, Kenia, tanzania, Bangladesz, Myanmar, Sri Lanka, Laos, Wietnam, Kambodża, Filipiny i Indonezja.Ich łączna populacja to w sumie blisko 1,6 miliarda ludzi, co pozwoli zrównoważyć a następnie wręcz zrekompensować spadek produkcji w Chinach.

Ameryka - imperium, które nie będzie się angażować

USA znajdą się w najbardziej komfortowej pozycji na świecie, otoczone stabilnymi państwami, niezależne energetycznie i gospodarczo, ponadto bogatsze o doświadczenia ostatnich 20 lat Stany Zjednoczone wycofają się jako mocarstwo by zająć się własnymi sprawami.



środa, 31 grudnia 2014

5 najważniejszych wydarzeń roku 2014 wg Stratfor

Rok 2014 ma się ku końcowi i jak zwykle z tej okazji różnego rodzaju ośrodki analityczne publikują teksty podsumowujące wydarzenia jakie miały miejsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Swoje zestawienie najważniejszych wydarzeń mijającego roku opublikował również szef jednej z najbardziej opiniotwórczych prywatnych instytucji analitycznych, George Friedman.

George Friedman, fot. Wikipedia



1. Trwały upadek znaczenia Europy


Zdaniem szefa Stratfor mijający rok był szczególnie istotny dla Europy, gdyż to właśnie naszym kontynentem od wielu lat targają poważne konflikty. Zdaniem Friedmana najważniejszym wydarzeniem w Europie było to, że nic się nie wydarzyło. Stary Kontynent nie rozwiązał żadnego ze swoich problemów, nie doszło do żadnego przełomu, a proces upadku trwa nadal.


2. Kryzysy na Ukrainie i w Rosji

Zdaniem Friedmana problemy Rosji i Ukrainy są odzwierciedleniem głębszego procesu, który ich zdaniem w przyszłych dekadach może prowadzić do rozpadu Rosji na mniejsze organizmy państwowe. Utrata wpływów na Ukrainie a następnie nałożone przez Zachód sankcje ekonomiczne sprawiły, że Moskwa jest znacznie słabsza niż przed rokiem.

3. Desynchronizacja światowej gospodarki

Wszystkie najważniejsze centra ekonomiczne świata zanotowały w tym roku niższy niż oczekiwano wzrost gospodarczy. Wydaje się, że popularne teorie ekonomiczne nie radzą sobie z opisem współczesnych realiów.

4. Dezintegracja świata Sykesa-Picota
Sir Mark Sykes i Francois Georges-Picot byli głównymi autorami porządku jaki na mapie basenu Morza Śródziemnego i Persji ustalono po I Wojne Światowej. To ci dwaj dyplomaci, jeden z Francji, drugi z Wielkiej Brytanii stworzyli takie państwa jak Liban, Jordania, Syria i Irak. W chwili obecnej w części tych krajów toczą się wojny a one same podzielone są między kilka zwaśnionych ze sobą grup. Rodzi się pytanie: czy ten rozpad będzie trwał nadal?


5. Utworzenie azjatyckiego odpowiednika Banku Światowego

Friedman jako piąte wydarzenie podał narodziny dwójki swoich wnucząt, ja zatem pozwolę sobie uzupełnić listę moim zdaniem bardzo ważnym wydarzeniem. Chodzi o utworzenie Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB, który pełnić będzie rolę podobną do Banku (już nie) Światowego, ale na chińskich warunkach. To kolejny cios zadany istniejącemu porządkowi światowemu i trwającej hegemonii USA.



wtorek, 6 maja 2014

Chiny w Europie - Państwo Środka staje się ważnym graczem również u nas!

Pochłonięci konfliktem na Ukrainie i Rosją często zapominamy, że zarówno Rosjanie jak i Amerykanie mają istotnego rywala, który w ostatnich latach wyrósł na nowe i bardzo ambitne mocarstwo.

fot. Nikolaos Diakidis/Wikipedia

Kilka lat temu tygodnik The Economist ogłosił, że XXI wiek będzie bez wątpienia wiekiem Azji a Chiny będą odgrywać w tym układzie czołową rolę. Od czasu wprowadzenia pod koniec rewolucyjnych reform Pekin regularnie zyskiwał na znaczeniu a dziś jest już jednym z niekwestionowanych liderów, który już wkrótce może stać się głównym antagonistą Stanów Zjednoczonych. Podczas gdy w mediach straszy się neoimperialną polityką Rosji zapomina się, że Moskwa ma ogromną ilość problemów, w tym również demograficznych a Rosjan z roku na rok jest co raz mniej. Tego problemu nie mają Chiny, które licząc ponad miliard mieszkańców są najludniejszym państwem świata. Wyżywienie tak ogromnej ilości ludzi sprawia, że Państwo Środka musi koniecznie poszukiwać nowych partnerów handlowych i zabezpieczać swoje szlaki, takie jak choćby Szlak Pereł biegnący drogą morską wzdłuż południowych wybrzeży Azji. 
 
Chcąc jednak jak najskuteczniej zabezpieczyć swoje interesy Chiny zbliżają się także do Europy. Politycy straszą się nawzajem rosyjską lub amerykańską ekspansją podczas gdy Pekin dokonuje kolejnych zakupów sprzętu wojskowego. Bez europejskiej technologii chińska marynarka nie będzie w stanie się poruszać - stwierdził podczas niedawnej wizyty we Francji prezydent Chin. Wiele w tych słowach prawdy, gdyż już teraz łodzie podwodne i fregaty zaangażowane na Morzu Południowochińskim napędzane są silnikami produkowanymi przez niemiecko-francuskie konsorcjum. Wkrótce armia zostanie powiększona o zakupione niedawno we Francji śmigłowce Airbus EC175. 

Chiny mają w tej chwili drugi po USA budżet wojskowy na świecie, chociaż głównym dostawcą sprzętu dla Pekinu pozostaje wciąż Rosja to jednak Europa z Francją na czele starają się również skorzystać z możliwości zarobku, do tej pory ich udział (głownie Francuzów, Niemców i Brytyjczyków) wynosi około 18% wydawanych pieniędzy. Tylko w 2012 roku Unia Europejska sprzedała poza swoje granice broń o wartości 173 milionów euro, z czego do Francji należy 80% tej kwoty, do samych Chin Francuzi sprzedali już broń za 104 miliony euro.  Na tym jednak nie koniec, szacuje się, że na podstawie uzyskanych licencji producenci broni z UE zarobią wkrótce ponad 4 miliardy dolarów.

W tym samym czasie co raz lepiej uzbrojone Chiny po cichu inwestują również w Europie, korzystając z problemów greckiego rządu już wkrótce mogą one przejąć kontrolę nad tzw. "bramą Europy", czyli portem w Pireusie. Wszystko dzięki będącego w posiadaniu władz ChRL logistycznemu gigantowi COSCO, który bliski jest podpisania kontraktu na przejęcie kontrolnego pakietu udziałów od bankrutującej Grecji. Pireus ma stać się głównym punktem przerzutu towarów do Europy, a także jednym z najważniejszych miejsc chińskiej ekspansji w Europie.

Pozostaje mieć nadzieję, że Chińczycy nie są narodem pamiętliwym i nie będą wspominać krwawo zdławionego przez europejskie mocarstwa Powstania Bokserów ani też brutalnej kolonizacji jaka miała miejsce na ich terytorium. Ale czy na pewno nie są pamiętliwi?

 




piątek, 18 kwietnia 2014

Przypominamy: Sierpem i młotem czy głową i portfelem? – rosyjska ekspansja

Rosja jest dziś na językach całego świata. W związku z wydarzeniami na Ukrainie: aneksją Krymu i wciąż niepewną sytuacją na wschodzie tego państwa pojawiają się nawet głosy, że Rosja ponownie staje się mocarstwem a jej imperialne ambicje nie skończą się na linii Dniepru. Tak czy inaczej, przypominam dziś stary już tekst poświęcony temu nietuzinkowemu państwu, przez jednych kochanemu, przez innych nienawidzonemu.

crackhouse/sxc.hu


Dwie dekady minęły od upadku Związku Radzieckiego. W jego miejsce powstało kilka niepodległych państw. Ich niezależności budzi ambiwalentne odczucia politycznych obserwatorów i kreujących teraźniejszość polityków. Ile w dzisiejszej rzeczywistości Rosji jest tradycji ZSRR? Czy jej politykę zagraniczną manifestuje dziś wymachiwanie rakietami z głowicami atomowymi? Czy faktycznie Rosja wciąż jest krajem, którego siła opiera się jedynie na potędze żelaznego buta, gotowego zdeptać wszelkie głosy niezależności?

Z pewnością Rosja to wciąż kraj o ogromnym potencjale militarnym wywodzącym się z przerdzewiałych pocisków czy z kosmicznej technologii. Przy czym wiele dekad forsownych zbrojeń sprawiły, że sporo militarnych rozwiązań technicznych do dziś cieszy się zainteresowaniem odbiorców na całym świecie. Co więcej Rosja wciąż jest w stanie zabezpieczać własne interesy, zwłaszcza w swoim najbliższym otoczeniu. Sąsiedzi Rosji nie stanowią jednakże wyłącznego jej zainteresowania. Warto się przyjrzeć innym działaniom dawnego mocarstwa a dziś kraju o ambicjach wyrastających z przeszłości, które wbrew pozorom nie jest krajem stosującym wyłącznie siłę militarną jako jedyną metodę prowadzenia skutecznej ekspansji. 

Czytaj dalej:


http://orwellsky.blogspot.com/2011/11/sierpem-i-motem-czy-gowa-i-portfelem.html

czwartek, 19 grudnia 2013

Czas na eurowojsko?

Europa się integruje a wraz z nią coraz poważniej rozważa się pomysł stworzenia wspólnych europejskich sił zbrojnych. Czy w wyniku tych działań UE przestanie być "militarnym robakiem"?

Europejskie siły zbrojne to pomysł, który kołacze się w głowach unijnych polityków od ponad dwudziestu lat. Jeszcze w 1991 roku Mark Eyskens (ówczesny belgijski minister spraw zagranicznych) zauważył, że Europa jest gospodarczym gigantem, politycznym karłem i militarnym robakiem. Chociaż od tej wypowiedzi minęło już sporo czasu, to jednak ostatnie wydarzenia na świecie pokazały, że Unia Europejska wciąż pozostaje zupełnie bezradna w sprawach prowadzenia swojej polityki zbrojnej.
fot. John-p/sxc.hu

Widać to było wyraźnie podczas konfliktu w Libii kiedy społeczność międzynarodowa podjęła decyzję o interwencji, ale Unia Europejska nie była w stanie podjąć jakichkolwiek skoordynowanych decyzji. Ostatecznie więc do interwencji doszło, ale pod auspicjami ONZ i NATO, któremu przewodniczyły Stany Zjednoczone a pomocy udzieliły poszczególne państwa europejskie (przede wszystkim Francja). Ten brak jednomyślności chyba najlepiej z resztą pokazuje co i co będzie głównym problemem UE w najbliższym czasie. Jednym z głównych zadań jest sprawienie by polityka militarna miała odrębny charakter od struktur natowskich a co za tym idzie była niezależna od powiązań z USA.

Wygląda również na to, że pierwsze kroki zostały już w tym celu poczynione - rozwijana jest współpraca między europejskimi państwami pragnącymi skoordynować ze sobą działania zbrojne (jak np. w przypadku wspólnych manewrów belgijsko-holenderskich), zaś jesienią w Brukseli przedstawiono propozycję stworzenia wspólnych grup bojowych mających rozwijać współpracę między państwami, jednym z głównych inicjatorów tej strategii jest Litwa, która w Unii Europejskiej widzi oparcie przeciwko ekspansywnej polityce Rosji.










środa, 13 listopada 2013

Czas na nowe mapy - jakie państwa mogą wkrótce powstać?

Dramatyczne zmiany w międzynarodowych stosunkach sprawiają, że wiele małych i słabych narodów próbuje wykorzystać okazję i wybić się na niepodległość. Zobaczcie jakie państwa zdaniem redaktorów portalu Geocurrents już wkrótce mogą zaistnieć na mapie.

Pierwszy rozpad: Mali

To afrykańskie państwo zamieszkiwane jest przez kilka wspólnot, które w obliczu panującego tam konfliktu już wkrótce mogą ogłosić niepodległość. Na północy, na terenie Sahary żyją coraz bardziej niezależni Tuaregowie, z kolei na południu ludy zupełnie im obce.
fot. artechdes/sxc.hu

Drugi rozpad: Belgia

To się musi kiedyś stać. Istniejące od 1830 roku królestwo może w końcu podzielić się na frankofońską Walonię i Flamandię, stołeczna Bruksela i tak od pewnego czasu jest już bardziej stolicą Europy niż Belgii.

Trzeci rozpad: Kongo

To państwo jest niejednolite zarówno etnicznie jak i geograficznie, słaby kongijski rząd może w każdej chwili upaść a państwo rozsypać się nawet na cztery części.

Czwarty rozpad: Somalia

Państwo, które nie istnieje. Wciąż jednak na mapach traktowane jest jako jeden byt polityczny. To może wkrótce się zmienić, gdyż kwestią czasu pozostaje aż miejscowi przywódcy zdecydują się oficjalnie ogłosić niezależność a społeczności międzynarodowej nie pozostanie nic innego jak uznać te nowe państwa.

Piąty rozpad: Syria

Wojna domowa nie ustaje a coraz więcej analityków uważa, że jej zakończenie możliwe jest tylko wtedy gdy państwo to ulegnie rozpadowi ustępując miejsca kilku nowym podmiotom, przede wszystkim nadmorskiemu państwu Alawitów (grupa, z której wywodzi się prezydent Assad).

Unifikacja: Wielka Arabia

W obawie przez Iranem państwa półwyspu arabskiego mogą się zjednoczyć tworząc Unię - Arabii Saudyjskiej, Bahrainu i Jemenu. 

Niepodległy Kurdystan

Ten moment w końcu może nastąpić. Wojna domowa w Syrii i wciąż niestabilna sytuacja w Iraku mogą doprowadzić do ostatecznego połączenia się podzielonych między kilka państw części Kurdystanu.

To rzecz jasna tylko kilka państw, które już wkrótce pojawią się na mapach. Nie zapominajmy jednak, że wciąż możliwa jest niepodległość takich krajów jak Katalonia, Kraj Basków, Szkocja, Bawaria czy Quebec. Jak myślicie, kto będzie pierwszy?

źródło: Geocurrents

piątek, 6 lipca 2012

Afryka w neokolonialnych kleszczach

"Stwierdzam, że jesteśmy pierwszą rasą na świecie, i że im więcej świata zasiedlamy tym lepiej dla ludzkiej rasy... Jeśli Bóg istnieje, myślę że oczekiwałby ode mnie bym pomalował Brytyjską Czerwienią tak dużą część mapy Afryki jak to tylko możliwe"  


Kontynent afrykański bardzo często przedstawiany jest jako obszar nieustannych wojen, głodu i epidemii. Za źródło dotykających Afryki plag często obwinia się lata kolonializmu, kiedy to europejskie mocarstwa dokonały jej podziału na strefy swoje strefy wpływów.  Kontrolowane przez setki lat terytoria wybiły się na niepodległość względnie niedawno, większość z nich podczas rozłożonego w czasie procesu dekolonizacji mającego miejsce po II Wojnie Światowej. W myśl pochodzącego z Ghany polityka i działacza ruchu panafrykańskiego Kwame Nkrumaha, który stwierdził kiedyś, że "najlepszą metodą by nauczyć się jak być niepodległym i suwerennym państwem jest bycie niepodległym i suwerennym państwem" kolejne państwa na Czarnym Lądzie ogłaszały niezależność od swoich metropolii. Czy oznaczało to jednak zupełnie wyparcie zewnętrznych wpływów z kontynentu?


W recenzowanym niedawno na tym blogu filmie "Ambasador" Madsa Brügera, mogliśmy od środka zobaczyć jakie stosunki panują w jednym w tamtejszych państw. Reżyser podając się za dyplomatę wyruszył do Republiki Środkowoafrykańskiej gdzie potajemnie spotykał z przedstawicielami tamtejszego świata polityki i biznesu. Bardzo interesująca była szczególnie wypowiedź ówczesnego ministra do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego, z pochodzenia Francuza i byłego żołnierza Legii Cudzoziemskiej, który stwierdził, że pomimo oficjalnej rezygnacji z kontroli nad tymi terenami Paryż wciąż ma dużo do powiedzenia w swoich byłych koloniach, co więcej w jego interesie jest aby nigdy nie powstał tam silny i niezależny rząd.

Spójrzmy teraz na kilka bardzo interesujących map prezentujących strefy wpływów i wielkie koncerny operujące w Afryce (wszystkie mapy pochodzą ze strony iran-resist.org):


Mapa 1: Na mapę naniesiono istniejące strefy wpływów państw, które miały w Afryce największe kolonie: Francji (na niebiesko) i Wielkiej Brytanii (na czerwono). Do tego dodane zostały linie określające wpływy USA a także wielkość oraz obszary występowania najcenniejszych złóż:
  • ropy naftowej (żółte koła),
  • gazu (niebieskie koła),
  • węgla (różowe koła),
  • uranu (brązowe koła),
mapa 1: wpływy kolonialne

Mapa 2: Poniżej zaznaczone zostały brytyjskie firmy działające na kontynencie. Z Wielkiej Brytanii pochodzi najwięcej koncernów operujących w Afryce, jak widać, szczególnie po lokalizacji koncernu BP, często pokrywa się to z terytoriami byłych kolonii (RPA, Rodezja).

mapa 2: obecność koncernów brytyjskich


 Mapa 3: Obecność chińska, zarówno pod względem biznesowym jak i militarnym z roku na rok staje się coraz bardziej dostrzegalna. Chińczycy dostarczają afrykańskim rządom technologię i sprzęt wojskowy, budują fabryki i wydobywają surowce.

Mapa 3: chińska ekspansja





 Mapa 4: Nałożone na siebie miejsca aktywności firm brytyjskich, francuskich oraz chińskich. Interesujące, że Francję reprezentuje w Afryce tylko jedna firma (Total), z mapy wynika, że dawne strefy kolonialnych wpływów nie zawsze pokrywają się z obecnym obszarem działalności poszczególnych koncernów.
Mapa 4: koncerny energetyczne


Mapy 5&6 prezentują nam główne strefy wpływów Chin i USA. Dominium amerykańskie idzie z dwóch kierunków - od południowego zachodu obejmując między innymi Deltę Nigru a także od północnego wschodu, przede wszystkim krajów arabskich i Kanału Sueskiego. Obszary działania Chin są według tej mapy o wiele szersze i prowadzą z reguły ze wschodu na zachód, co ciekawe jedna linia prawie że pokrywa się z obszarem działania Amerykanów (nie obejmuje większość terytorium Ghany).

Mapa 5: strefy wpływów USA i ChRL

Mapa 6: Strefy wpływów USA i aktywność koncernów amerykańskich

Mapa 7: Na koniec interesująca mapa przedstawiająca obszar występowania ludności muzułmańskiej. Mapa została sporządzona przez Irańczyków, zrozumiałym jest więc, że szczególnie interesują ich tereny zajmowane przez ich współwyznawców.

Mapa 7: Obszary występowania złóż z nałożoną mapą populacji muzułmańskiej


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf