Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ACTA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ACTA. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2014

Neutralność sieci jest zagrożona!

Jak podaje Dziennik Internautów 3 kwietnia w Parlamencie Europejskim dojść ma do ważnego głosowania, podczas którego mogą ważyć się losy internetu jaki znamy dzisiaj.

ColinBroug/sxc.hu

Według DI Parlament Europejski pracuje obecnie nad nowymi przepisami telekomunikacyjnymi, który ma na celu stworzenie jednolitego dla całej UE rynku łączności elektronicznej. Przy okazji tej ustawy mówi się przede wszystkim o regulacjach dotyczących roamingu i korzystnych dla użytkowników rozwiązań związanych ze znacznym obniżeniem opłat za korzystanie z telefonów komórkowych poza granicami kraju. Równocześnie jednak przy okazji tej ustawy mogą zostać wprowadzone regulacje dotyczące internetu, które uznać można nawet za zamach na jego neutralność.


Usługi specjalistyczne

Chodzi o zapisy dotyczące tzw. usług specjalistycznych, które mają dostęp tylko do wybranych treści, usług lub ich dowolnej kombinacji. Marcin Maj z DI twierdzi, że tego typu rozwiązanie, w przypadku zastosowania zbyt szerokiej definicji, sprawi, że operatorzy zaczną oferować dostęp do internetu z wyłączonym dostępem do niektórych usług (np. sieci P2P, telewizja online). Do tego wykup do tych usług może być uzależniony od biznesowych ustaleń między danym serwisem a dostawcą internetu. W ten sposób bogatsze firmy mogłyby zawierać porozumienie, na mocy którego w jego ofercie możliwy będzie dostęp tylko do jego serwisów (na przykład Google mógłby uniemożliwić korzystanie z innych wyszukiwarek, albo utrudnić dostęp do konkurencyjnych wobec YouTube serwisów oferujących filmy online) co w efekcie może zupełnie zabić powstające dopiero startupy. Tego typu ustalenia mogłyby stać się zabójcze dla wspomnianej neutralności sieci, która do tej pory umożliwiała równy dostęp do wszystkich usług a decyzja o ich wyborze należała do internauty.

Co można zrobić? Jesienią są wybory do Europarlamentu. To doskonały moment by zwrócić uwagę na ten problem obecnych europosłów. Co więcej istnieje szansa, że odpowiedni lobbing w mediach pokazujący, że istnieje również ciemna strona ustawy o rynku łączności elektronicznej sprawi, że politycy przyjrzą się sprawie znacznie dokładnie.


 
 

piątek, 10 stycznia 2014

Przypominamy: GMO i prawda patentowe

Zagrożenie ze strony kolejnych ustaw ograniczających swobodę wypowiedzi w Internecie może być bardzo łatwo rozszerzone również na inne sfery życia, w tym choćby na produkcję żywności. Jednym z zagrożeń związanych z GMO jest, oprócz zatruć pestycydami, jest fakt, że rolnicy, których uprawy miały z nią kontakt, zostają narażeni na procesy sądowe i oskarżenia o... naruszanie praw autorskich.

Przypominam zatem ważny tekst poruszający to zagadnienie. 
 
 
Ogromne rzesze wychodzących na ulice Polaków i ataki ze strony Anonimowych sprawiają, że polski rząd próbuje szukać kozłów ofiarnych, którzy odpowiedzą za działania, których efektem jest podpisanie niefortunnego porozumienia. 
fot. john-deere/sxc.hu
Wydaje się jednak, że są to jedynie wizerunkowe manewry mające na celu ocalenie twarzy rządu i jego premiera w momencie kiedy klamka już zapadła i porozumienie ACTA zostało podpisane. 
Chociaż o ACTA pisano o wiele wcześniej, rząd polski ukrywał moment zawarcia porozumienia praktycznie do samego końca i pomimo, że reakcja internautów przerosła zapewne ich najśmielsze oczekiwania, nie zrobił nic by dokonać stosownej konsultacji z podstawowym segmentem, który ustawa obejmuje – użytkownikami Internetu.
Na zawarcie porozumienia ACTA należy jednak spojrzeć nieco szerzej. Warto przypomnieć, że zostało ono opracowane w sekrecie przy udziale i wsparciu wielkich koncernów i to właśnie one, jak można się domyślać, najwięcej zyskają na jego wejściu w życie. 
Trzeba przy tym zaznaczyć, że wcale nie oznacza to korzyści jedynie dla wielkich koncernów fonograficznych czy wytwórni filmowych, z którymi kojarzą się nowe prawne uregulowania. Okazuje się bowiem, że porozumienie może mieć też związek z... GMO
Trzy słowa o GMO 
Zacznijmy od tego czym jest GMO (Genetically Modified Organisms). Są to organizmy żywe, które nie powstały w wyniku naturalnych procesów, lecz jako wynik modyfikacji przeprowadzonych w procesie inżynierii genetycznej. Mogą to być mikroorganizmy takie jak bakterie (np. produkujące insulinę) bądź rośliny. Kiedy dziś mówi się na temat GMO należy pod tym terminem rozumieć nie tyle całość modyfikowanych genetycznie organizmów ale szczególnie uprawy sztucznie zmienionych roślin, których kod genetyczny chroniony jest prawem patentowym należącym do wielkich koncernów biotechnologicznych. 
 
 

piątek, 20 grudnia 2013

Co stało się z wolnością sieci?

W okresie przedświątecznym pozwolę sobie przypomnieć archiwalny tekst napisany podczas słynnych już protestów przeciwko ACTA.

Nagłe ujawnienie przez polski rząd planów podpisania kontrowersyjnego porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołało w sieci prawdziwą burzę a wiele rządowych stron stało się obiektem ataków grupy Anonymous.

O dokumencie zaledwie kilka tygodni temu mało kto słyszał. W Polsce najwcześniej informował o tym Dziennik Internautów, który już w 2009 roku pisał o kontrowersyjnym pakcie przygotowywanym w tajemnicy przed obywatelami. Na blogu "Kod Władzy" również pisałem o tym między innymi przy okazji zatwierdzenia dokumentu przez pierwszych 8 państw, często z pominięciem demokratycznych procedur. 

Same ataki Anonymous, wbrew robionej wokół nich sensacyjnej otoczce, zdają się być jedynie głośnymi, lecz w swojej istocie nieszkodliwymi, próbami zwrócenia uwagi na kontrowersyjną ustawę. O wiele poważniejsze zdają się być deklaracje opublikowania sekretnych dokumentów dotyczących polskich polityków. Można przypuszczać, że Anonimowi mówią jak najbardziej serio. Przede wszystkim dlatego, że już kilkakrotnie udowodnili swoją skuteczność we włamywaniu się na serwery różnorakich firm i wykradaniu stamtąd danych. Tak było w przypadku PayPala, Visy, Mastercard czy Stratforu skąd wykradziono adresy email oraz numery kart kredytowych klientów. 

Jest więc możliwość, że nie blefują. 

Kontrowersje związane z porozumieniem chociaż w Polsce wywołały prawdziwą burzę, nie są wcale pierwszym krokiem w stronę ograniczenia mitycznej jak się okazuje "wolności w internecie". Prawdę powiedziawszy sieć od dawna nie jest już żadną oazą wolności. 

Ograniczenia mogą dotyczyć różnych sfer tematycznych i często jest to uzależnione od podłoża kulturowego, religijnego, ustroju czy lokalnych zaszłości historycznych. Przykładowo najgłośnie mówi się o braku wolności w chińskim internecie, gdzie według raportów OpenNet Initiative państwo to nie spełnia kryteriów w trzech głównych obszarach: politycznym, społecznym oraz w obszarze bezpieczeństwa.

całość tekstu

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rok po ACTA: wolność Internetu nadal zagrożona!

Rok temu, użytkownicy Internetu niezależnie od wieku, narodowości czy preferencji politycznych uczestniczyli w największym w historii proteście przeciwko dokumentom ACTA, SOPA oraz PIPA. Ceną wolności jest jednak "wieczna czujność" i nieustająca walka o wolność w sieci. 

fot. mashable.com
Poniżej prezentuję trzy największe i aktualne zagrożenia dla wolności Internetu.

Czerwone światło dla "Trans Pacific Partnership" 

Trans Pacific Partnership (lepiej znane jako TPP) to najnowsza wielostronna umowa międzynarodowa służąca realizacji i zabezpieczeniu przepisów prawa autorskiego. Stany Zjednoczone tym aktem wymuszają swoje sankcje na obywatelach innych krajów. Niestety traktat jest negocjowany w całkowitej tajemnicy i bez kontroli demokratycznej, więc nawet nie wiemy dokładnie jakie kraje zostały zaproszone do debaty wokół jego kształtu. 

Reforma systemu patentowego 

W ostatnim czasie system patentowy okazał się jednym z największych zagrożeń dla innowacyjności w sieci. Wiele firm technologicznych zostało zamkniętych wskutek wielomiliardowych wojen patentowych, nie robiąc tym samym nic dla konsumentów. Tylko w zeszłym roku, giganci Google oraz Apple wydali więcej na prawników niż na badania i rozwój. 

Niebezpieczny nadzór internetowy

Krążą pogłoski, że administracja Baracka Obamy zaproponuje rządom światowym dalekosiężne nowe prawo dla nadzoru internetowego. Jego meritum ma być zmuszenie firm telekomunikacyjnych do budowy "przyjaznego podsłuchu" w ramach wszystkich swoich technologii. Biały Dom i FBI oficjalnie nie potwierdzają takiego stanowiska, jednak jeden z raportów FBI wyraźnie stwierdza, że amerykańskie władze chcą wymusić na portalach internetowych, takich jak Google, Facebook i Twitter, budowę narzędzi internetowego nadzoru rządowego. 

Czy Waszym zdaniem mamy już powody do obaw? Czy czas podjąć bardziej konkretne działania dla ochrony wolności Internetu?

piątek, 7 grudnia 2012

Co słychać u Anonymous?

Zamaskowani hackerzy nie dają o sobie zapomnieć możnym tego świata. Na koniec grudnia zapowiadają wielką rewolucję. 
 
 


Nikt tak jak oni nie pokazał ogromnej siły jaka drzemie w Internecie, w ludziach codziennie logujących się do światowej sieci i tam aktywnie działających na milionach forów, grup dyskusyjnych i portali społecznościowych. Zorganizowani w jeden wielki kolektyw, w którym trudno wyróżnić jakiegokolwiek lidera czy ideologa Anonymous stali się siłą, która jest w stanie wpłynąć na to co dzieje się na światowej szachownicy: wywoływać protesty, obalać rządy i pacyfikować nawet najbardziej zadufane w sobie korporacje. Na początku mijającego roku Anonimowi w proteście przeciwko ACTA wstrząsnęli wieloma europejskimi rządami udzielając wsparcia obywatelom nie zgadzającym się z zawieranym nad ich głowami porozumieniem, na wskutek którego raz na zawsze skończyłaby się panująca w sieci wolność słowa. Grupa zaatakowała wówczas wiele stron rządowych, w tym polskich, zapowiadali również ujawnienie kompromitujących dokumentów i kolejne serie ataków, jeśli tylko ACTA zostanie zawarte. Akcja skończyła się sukcesem, wygrali a Anonymous byli na ustach wszystkich.

Rok 2012 miał być między innymi według samych Anonimowych rokiem wyjątkowym, w manifeście opublikowanym przez nich w marcu zapowiadali, że będzie to „Rok Zamieszek”. Czy był w nim w rzeczywistości? Z pewnością w wielu państwach doszło w ostatnich miesiącach do gwałtownych protestów, które niejednokrotnie przerodziły się w starcia z policją. Mimo wszystko jednak znaczna większość miała charakter pokojowych manifestacji i trudno mówić o zamieszkach na masową skalę przypominających te jakie zdarzyły się 20 lat temu w Los Angeles, w 2011 roku w Londynie czy powtarzają co jakiś czas na przedmieściach Paryża.

Trudno jednoznacznie orzec kto jest głównym wrogiem Anonimowych. Celem ich ataków były zarówno instytucje publiczne takie jak CIA czy Interpol jak i prywatne firmy łamiące specyficzny system wartości do jakiego odwołuje się grupa. Wyraźnie widoczne jest u nich odwołanie do etosu hackerów wiążącej się z umiłowaniem wolności, niezależności i silnego nonkonformizmu. Jak stwierdzono w jednym z opublikowanych w sieci filmów hackerów łączy dążenie do prawdy siłą rzeczy wiążącej się z poszanowaniem wolności słowa oraz prawem do publicznego manifestowania swoich poglądów również w formie masowych protestów. Ktokolwiek chciałby te zasady naruszyć może liczyć, że wcześniej czy później będzie mieć do czynienia z atakiem ze strony Anonymous.

Anonymous na Bliskim Wschodzie

W roku 2012 Anonimowi dali się we znaki szczególnie przywódcom państw Bliskiego Wschodu. Nie tylko stosowali swoją sztandarową taktykę ataków typu DDoS skierowaną przeciwko rządowym witrynom, ale poszli również o krok dalej włamując się na serwery, publikując utajniane dokumenty a także informując opinię publiczną o nieznanych aspektach narastającego z miesiąca na miesiąc konfliktu. Warto podkreślić, że nie stanęli po żadnej ze stron, z jednej bowiem strony zdementowali między innymi promowane przez stronę amerykańską doniesienia na temat domniemanych cyberataków dokonywanych przez irańskich hackerów na serwerach bliskowschodnich koncernów paliwowych (szczególnie tych powiązanych z Arabią Saudyjską), z drugiej zaś ujawnili dokumenty opublikowane później przez izraelski Haaretz, z których wynikało, że Teheran aktywnie wspiera prezydenta Syrii Baszara Al-Assada pomagając mu między innymi obejść sankcje nałożone na Syrię przez zachodnie mocarstwa. Również Izrael nie wyszedł bez szwanku, w związku z pogarszającą się sytuacją w Strefie Gazy zainaugurowano akcję #Operation Israel, której celem było powstrzymanie działań zbrojnych przeciwko Palestyńczykoma. W jej wyniku zaatakowano ponad 650 stron, ujawniono wiele baz danych, adresów i haseł do kont pocztowych. Już teraz w związku z trwającymi właśnie protestami w Kairze rusza Operacja Egipt.

„Projekt Mayhem” na koniec świata

Modny ostatnio temat domniemanego końca świata zapowiadanego na 21 grudnia 2012 roku nie uszedł rzecz jasna również uwadze Anonimowych. Jeśli jednak nie skończy się na pustych deklaracjach to tym razem możemy mieć do czynienia z akcją, którą ludzie zapamiętają na lata. Nie ma być to zwykła operacja masowego zamykania stron internetowych ani wykradania baz danych, które następnie będę umieszczane w domenie publicznej. Tym razem Anonymous zapowiadają swój własny koniec świata, nazywany operacją „Tyler”. Kryptonim nie jest przypadkowy, nawiązuje on tajnej operacji przeprowadzonej przez głównego bohatera filmu „Fight Club” Tylera Durdena, który razem z grupą wiernych współpracowników postanowił położyć kres systemowi zdominowanemu przez wielkie korporacje i stojących na ich czele elitom. W filmie głównym celem akcji były ulokowane na terytorium Stanów Zjednoczonych banki oraz korporacje finansowe, które w tym samym momencie zostały wysadzone w powietrze.

Nawiązanie do „Fight Club” jest jednoznaczne, w jednym z materiałów promujących akcje widzimy dwie postacie stojące w identyczny sposób jak bohaterowie filmu w ostatniej scenie. Co planują Anonymous? Według zapowiedzi 21 grudnia 2012 o godzinie 11:11 dojść ma do zorganizowanej akcji, która odmieni świat, uruchomiona zostanie wówczas potężna, odporna na ataki i blokady sieć P2P przypominająca Wikipedię. Zostaną w niej zebrane najbardziej tajne, niewygodne i szokujące informacje jakie dotyczą otaczającej nas rzeczywistości. Informacje, które mogą wywołać ogromne zmiany. 
 
Czy faktycznie "Tyler" będzie zawierał tak szokujące wiadomości? Anonimowi przyzwyczaili nas niestety do zapowiadania sensacyjnych wydarzeń, które ostatecznie kończyły się niewielkim odzewem u szerszych mas ludzi. Tak było choćby przy okazji ujawnienia listy afer, w jakie zamieszany był polski rząd. Ostatecznie opublikowano wyłącznie listę tych "afer" nigdy jednak nie przedstawiono pełnych dokumentów. Podobnie rzecz miała się z zapowiadanymi atakami na Facebooka, które miały zniszczyć ten największy na świecie portal społecznościowy. Również tym razem skończyło się na deklaracjach a sami Anonymous odcięli się od tego pomysłu twierdząc, że tej akcji nie powinno się z nimi kojarzyć. "Tyler" może być nowym, lepszym Wikileaks, może być także niczym więcej niż tylko szumną zapowiedzią, tak czy inaczej przekonamy się już niedługo.

Uprzedzając pytania co do informacji jakie ujawnić ma "Tyler", przytoczę fragment manifestu dotyczącego operacji, powinien on dać nam do myślenia: 

Jesteśmy muzułmanami, chrześcijanami, żydami, buddystami, hindusami, agnostykami, ateistami. Jesteśmy wszystkimi. Jesteśmy jednym. Jesteśmy niepodzielni.

To wiadomość do mas. Mas niewolników cierpiących pod brutalną dyktaturą satanistycznych, bankierów illuminati.

Wasz czas nadszedł. Powstańcie. Bądźcie wolni. Nie cofajcie się. Nie poddawajcie się. Jesteśmy z wami. Jesteśmy wami.

Złym mocom pragnącym zniszczyć ludzkość i zniewolić nas jak na zwierzęcym folwarku, mówimy nie. Mówimy nigdy. Mówimy wolność!

(…)
Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Jesteśmy w momencie wielkiego światowego kryzysu. Iluminaci pragną rozpętać trzecią wojnę światową. Musimy powstać i pokonać ich raz na zawsze. Mamy moc by tego dokonać. Nie cofniemy się. Nie wierzymy już w kłamstwa.



środa, 24 października 2012

Anonymous: czy zaatakują w najbliższą sobotę?

Hakerzy związani ze środowiskiem Anonymous zapowiadają na sobotę ataki na strony uczelni zaangażowanych w projekt INDECT. Projekt ten w założeniach ma na celu stworzenie systemu wykrywania sytuacji niebezpiecznych np. za pomocą monitoringu miejskiego.

fot. daylife.com
INDECT to rozbudowany projekt "Inteligentnego systemu informacyjnego wspierającego obserwację, detekcję i wyszukiwanie na potrzeby bezpieczeństwa obywateli w środowiskach miejskich". Jego funkcjonowanie i rozwój związane są ściśle z wprowadzeniem szeroko rozumianego monitoringu i podglądania społeczeństwa, co nie podoba się "anonimowym".

Jak deklarują instytucje publiczne (m.in. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) "MSW ani Komenda Główna Policji nie zamawiały żadnego rozwiązania dotyczącego projektu INDECT". Wydaje się jednak, że tego rodzaju zapewnienia w żaden sposób nie prowadzą do uspokojenia środowiska hakerów i rezygnacji z planowanych przez nich działań.

Grupa Anonymous najprawdopodobniej posłuży się atakiem (o ile do niego dojdzie) typu DDoS, czyli Distributed Denial of Service, polegającym na przeciążeniu atakowanego serwera ogromną liczbą zapytań tak, by nie był w stanie ich obsłużyć i w efekcie zawiesił się lub wyłączył. Do przeprowadzenia takiego ataku używa się zazwyczaj rozproszonej sieci licznych, zainfekowanych wcześniej komputerów, tzw. zombies.

Do zablokowania konkretnej strony wystarczy czasami zwykły apel w jednym z popularnych serwisów społecznościowych lub udostępnienie w sieci małego programu, który po zainstalowaniu automatycznie będzie wysyłał zapytania do serwera. Aby uczestniczyć w takim ataku, nie trzeba więc ani zaawansowanego sprzętu, ani umiejętności informatycznych. Uczestnikiem tego rodzaju ataku może stać się KAŻDY.

Czy Waszym zdaniem grupa Anonymous zaatakuje ponownie już w najbliższą sobotę?


Źródła: webhosting/bgr/benchmark

piątek, 12 października 2012

Google i Apple wydają na obronę patentów więcej niż na badania

Wielka wojna o własność intelektualną trwa w najlepsze. Ogłaszane w ostatnim czasie kolejne doniesienia na temat procesów wytaczanych w imieniu obrony praw patentowych w końcu przyniosły nieoczekiwany rezultat - największe światowe koncerny wydają na ich obronę więcej niż wynoszą inwestycje przeznaczone na rozwój nowych technologii - pisze New York Times. 

fot. linusb4/sxc.hu
Kilka miesięcy głośnym echem odbiło się doniesienie o wygraniu przez koncern Apple procesu z Samsungiem, na mocy którego koreańska firma zmuszona była wypłacić blisko miliard dolarów odszkodowania. Chociaż kwota może szokować to była ona znacznie niższa od tej jakiej oczekiwano na samym początku. Zdaniem reprezentujących Apple prawników wygląd oraz aplikacje skopiowane przez Samsunga miały w sumie kosztować amerykański koncern blisko 2,5 miliarda dolarów. Warto przy tym przypomnieć, że praktycznie w tym samym czasie miał miejsce analogiczny proces, w którym tym razem Samsung pozywał Apple na 200 milionów dolarów, twierdząc że pewne rozwiązania zastosowane w iPhone'ach są w rzeczywistości pomysłami stworzonymi przez Koreańczyków. 

Podobnych procesów było znacznie więcej, do sądu poszły między innymi Motorola, HTC i Google. Ci ostatni w pewnym momencie byli zagrożeni atakiem na jedną ich sztandarowych aplikacji, Androida, ostatecznie jednak Apple zdecydowała się pozwać do sądu jedynie firmy produkujące akcesoria oparte na tej platformie. 

Ogromny wzrost wartości marki iPhone i innych produktów Apple sprawiły, że skorzystało na tym również wiele firm będących partnerami technologicznego giganta. Równocześnie jednak wzrosły koszty rejestracji i roszczeń praw patentowych. Według firmy analitycznej M-CAM w ciągu ostatnich 12 lat Google zarejestrowało blisko 2 700 patentów, Apple 4 100 zaś Microsoft 21 000.

Za prawami patentowymi idą potężne pieniądze a ustawodawstwo Stanów Zjednoczonych sprzyja wielu twórcom nowych technologii. Z tego też względu zdaniem przedstawicieli Apple walka o utrzymanie praw do patentów mimo wszystko się opłaca. Póki co jednak procesy odbywają się na terytorium USA. Co się stanie kiedy kolejne pozwy trafią do sądów również w innych państwach? 

NewYorkTimes/Guardian/IntelHub

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Koncern Monsanto i nowy wymiar genetycznych wojen patentowych

Batalia prawna pomiędzy Monsanto a rolnikami na całym świecie nie ustaje. Z jednej strony grupy rolników różnej wielkości, a także firmy nasienne, coraz częściej pozywają Monsanto za powszechną manipulację genetyczną, z drugiej zaś apelują o zaprzestanie przez koncern nadużywania instytucji patentów zwłaszcza w zakresie tzw. upraw cross-pollenated (zapylanie krzyżowe). Nie bez znaczenia pozostaje związek między patentami GMO a porozumieniami międzynarodowymi takimi jak ACTA. 

fot. breakthematrix.com
Monsanto Company to międzynarodowy koncern specjalizująca się w biotechnologii oraz wielkiej chemii organicznej nastawionej na produkcję w zakresie rolnictwa. Działalność na rynku genetycznie zmodyfikowanego ziarna siewnego, produkcja hormonu wzrostu bydła domowego oraz agresywny styl lobbingu spowodował, że Monsanto stało się jednym z najbardziej znienawidzonych przez działaczy ruchów antyglobalistycznych i ekologicznych koncernów międzynarodowych. 

Monsanto wywiera obecnie ogromną presję wobec rolników, stale pozywając ich za zanieczyszczanie własnej (!) ziemi uprawnej. Koncern mający na co dzień miliardowe dochody z przemysłu nasion genetycznie modyfikowanych, wyraźnie nadużywa pozwów o naruszanie patentów przez rolników indywidualnych, jak i ich związków. Co niestety niepokojące - najwyraźniej ma w tym zakresie poparcie systemu prawnego.

czwartek, 26 lipca 2012

Rosja wprowadza kontrolę sieci

fot. Geims/sxc.hu
Skandale związane z ratyfikacją porozumienia ACTA, a także ciągłe nieustające doniesienia o kolejnych próbach wprowadzenia kontroli w Internecie w Europie i USA bardzo często docierają do nas za pośrednictwem rosyjskiej telewizji RT, która rzecz jasna finansowana jest przez rząd Federacji Rosyjskiej. Dzięki niej Rosja kreuje się na rzecznika i obrońcę wolności wypowiedzi. 

Podczas światowego szczytu ekonomicznego w Davos w 2011 roku ówczesny prezydent FR, Dymitr Miedwiediew zadeklarował, że:

piątek, 22 czerwca 2012

Sprzedawcy tożsamości

fot. as012a2569/sxc.hu
Tajemnicze, mające swoją siedzibę na amerykańskiej prowincji przedsiębiorstwo zajmuje się handlem informacjami dotyczącymi tożsamości użytkowników sieci.
Na blogu "Kod Władzy" bardzo często poruszany jest problem rosnącej inwigilacji w sieci. Regularnie docierają do nas doniesienia o kolejnych skandalach związanych z naruszaniem przez internetowych gigantów prywatności użytkowników. Gromadzone o nas dane to bezcenne informacje dostarczające umiejętnemu analitykowi wiedzy na temat naszych upodobań, słabości, w końcu modeli zachowań. Czy jednak zastanawialiście się kiedyś co dzieje się z tymi informacjami?

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Cyberwojna – czy polskie strony są bezpieczne?

Jedną z metod wyrażenia sprzeciwu wobec poparcia przez rząd polski międzynarodowego porozumienia ACTA stały się obok fali ogólnopolskich protestów także ataki hackerskie tak zwanych „hacktywistów”, których inicjatorem i głównym członem stał się międzynarodowy kolektyw „Anonymous”. Obnażyli oni ogromne braki w infrastrukturze sieciowej polskich stron rządowych (z domeną .gov.pl) podając przy tym do wiadomości publicznej wiele z niejawnych danych.

W pierwszej kolejności Anonymous i ich zwolennicy opierali się przede wszystkim na atakach typu odmowa usług (Distributed Denial of Service – DDoS) polegających na wielokrotnym wywoływaniu serwerów zawierających strony i tym samym doprowadzania do jej wyłączenia. Do powyższej formy ataków hacktywiści wykorzystywali dostępne w sieci aplikacje generujące zapytania takie jak Low Orbit Ion Cannon (LOIC) i High Orbit Ion Cannon (HOIC). W wyniku podobnych działań z sieci na kilka godzin zniknęły witryny wielu państwowych instytucji i ministerstw.

sobota, 3 marca 2012

FBI: Cyberataki groźniejsze niż terroryzm

fot. spekulator / sxc.hu
Niespodziewanie FBI poinformowało o zmianie głównego zagrożenia dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Przez ostatnie 10 lat był nim niewątpliwie terroryzm, szczególnie ten w wydaniu międzynarodowym, teraz jednak nadszedł czas by oddać pola nowemu zagrożeniu - cyberatakom.
Szef FBI Robert Mueller stwierdził podczas ostatniej konferencji poświęconej bezpieczeństwu, że w dzisiejszych czasach dawniej pojedynczy i odizolowani od siebie hakerzy połączyli siły by stworzyć prawdziwy syndykat zbrodni. Co więcej przyznał on, że w wyniku ich działalności agencje rządowe "wykrwawiają się" tracąc dane, koncepcje i pieniądze.

Zmiana strategi wiązać się będzie ze zmianą retoryki - zdaniem Muellera takie organizacje jak Al-Kaida są bardzo aktywne w sieci a FBI już teraz rozpoznaje nowy rodzaj działalności terrorystycznej - cyberterroryzm.

Zmiana priorytetów i deklaracja do podjęcia walki w sieci wydają się póki co odbiegać od rzeczywistości, zważywszy, że w wyniku ataków Anonymous padły strony większości amerykańskich agend rządowych w tym... FBI.

Przyjmijmy jednak, że faktycznie władze USA skoncentrują się teraz o wiele bardziej na walce z zagrożeniami w sieci, może się to skończyć kolejnymi ustawami przypominającymi słynny Patriot Act, być może dojdzie do modyfikacji dokumentów takich jak SOPA czy ACTA. Czy jednak oznaczać będzie to "poluzowanie" w innych sferach np. kontroli na lotniskach? Wątpliwe. 
źródło: IntelHub



środa, 15 lutego 2012

Mroczna strona Internetu

W ciągu ostatniego roku zostaliśmy dosłownie zbombardowani doniesieniami na temat kolejnych prób kontroli prywatności i cenzury w Internecie. Informacje o zmianie polityki Google'a, udostępnianiu danych przez Facebooka, blokadzie wpisów na Twitterze, przede wszystkim zaś porozumienia takie jak SOPA w USA czy mająca zasięg globalny ACTA sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać: co potem? 

Chociaż Internet jest wynalazkiem bardzo młodym to jednak zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. Internet stał się dla młodych Polaków tak bliski, że informacja o planach podpisania przez polski rząd ACTA doprowadziła do masowych protestów. Co jednak gdy ACTA wejdzie w życie? Co stanie się kiedy sieć stanie się faktycznie kontrolowana tak jak dążą do tego możni tego świata?

Wbrew pozorom sprawa nie jest przegrana i już teraz rozpoczęły się poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Jednym z nich była propozycja  wysunięta podczas Chaos Computer Congres w Berlinie pod koniec grudnia 2011 roku kiedy to zaproponowano stworzenie sieci własnych satelitów, które umożliwiłyby niezależną komunikację między internautami. 

Realizacja powyższej koncepcji byłaby kolejnym krokiem w kierunku stworzenia alternatywnej wobec kontrolowanej przez rządy i korporacje sieci, jednak z pewnością nie byłby to pierwszy krok w tą stronę. 

Od lat bowiem istnieje również prawdziwe internetowe podziemie.


Czym jest Dark Internet?

Istnieją różne nazwy określające tą mało znaną przeciętnym internautom przestrzeń w sieci, możemy się spotkać między innymi z takimi określeniami jak "deep web" bądź "darknet", wszystkie one jednak oznaczają to samo. 

Sama tematyka nie doczekała się do tej pory rzetelnego opracowania, szacuje się nawet, że sieć swoją strukturą może przypominać górę lodową i większa część jej zasobów pozostaje ukryta. 

Michael K. Bergman, który pod koniec lat 90-tych podjął się zbadania wielkości darknetu stwierdził, że jego wielkość przekracza dwu lub trzykrotnie wielkość tradycyjnie przez nas pojmowanej sieci. W opublikowanym w 2001 roku raporcie zauważył, że wyszukiwarki wyszukują jedynie 0,03% wszystkich dostępnych w sieci stron, co więcej rozmiary darknetu rosną w błyskawicznym tempie. 

Proszę zwrócić uwagę - raport pochodzi z 2001 roku, a więc sprzed blisko 11 lat. To w skali historii Internetu cała epoka, jeśli więc zauważony przez Bergmana trend się utrzymał, dziś wielkość darknetu przekracza nasze najśmielsze wyobrażenia. 

Stare nieużywane adresy i serwery mogą być wykorzystywane przez hackerów do przeprowadzania ataków, być może wykorzystywane są również przez wywiady obcych państw w wiecznych rozgrywkach o światową dominację. Inne z kolei mogą służyć jako ścieżki, dzięki których dotrzeć można do zakazanych treści, informacji na temat największych spisków tego świata, tajemnic III Rzeszy, prawdy o UFO, WTC i wielu innych.

Nie oszukujmy się, większość internautów zagląda jedynie do kilku serwisów i podlinkowanych do nich stron, rzadko kiedy szuka czegoś więcej. Wbrew pozorom nie jest bowiem tak, że z naszego domowego komputera i zwykłej przeglądarki możemy w pełni połączyć się z dowolnym serwerem na świecie, niektóre serwery pozostają zablokowane przy pomocy haseł, adresów innych nigdy nie będzie nam dane poznać. 

Niejednokrotnie już ludzie chcąc uciec przed zagrożeniem uciekali do podziemia, dziś chociaż dotyczy ono wirtualnej rzeczywistości to jednak zagrożenie pozostaje jak najbardziej realne i być może już niedługo zakazana wiedza o darknecie stanie się cenna na wagę złota.


źródło: 4chan.org





sobota, 28 stycznia 2012

GMO - kolejny obok ACTA atak wielkich koncernów


fot. kstiffler/sxc.hu
Ogromne rzesze wychodzących na ulice Polaków i ataki ze strony Anonimowych sprawiają, że polski rząd próbuje szukać kozłów ofiarnych, którzy odpowiedzą za działania, których efektem jest podpisanie niefortunnego porozumienia. 

Wydaje się jednak, że są to jedynie wizerunkowe manewry mające na celu ocalenie twarzy rządu i jego premiera w momencie kiedy klamka już zapadła i porozumienie ACTA zostało podpisane. 

Chociaż o ACTA pisano o wiele wcześniej, rząd polski ukrywał moment zawarcia porozumienia praktycznie do samego końca i pomimo, że reakcja internautów przerosła zapewne ich najśmielsze oczekiwania, nie zrobił nic by dokonać stosownej konsultacji z podstawowym segmentem, który ustawa obejmuje – użytkownikami Internetu.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wolny internet - czy kiedykolwiek istniał?

Nagłe ujawnienie przez polski rząd planów podpisania kontrowersyjnego porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołało w sieci prawdziwą burzę a wiele rządowych stron stało się obiektem ataków grupy Anonymous. 

O dokumencie zaledwie kilka tygodni temu mało kto słyszał. W Polsce najwcześniej informował o tym Dziennik Internautów, który już w 2009 roku pisał o kontrowersyjnym pakcie przygotowywanym w tajemnicy przed obywatelami. Na blogu "Kod Władzy" również pisałem o tym między innymi przy okazji zatwierdzenia dokumentu przez pierwszych 8 państw, często z pominięciem demokratycznych procedur. 

Same ataki Anonymous, wbrew robionej wokół nich sensacyjnej otoczce, zdają się być jedynie głośnymi, lecz w swojej istocie nieszkodliwymi, próbami zwrócenia uwagi na kontrowersyjną ustawę. O wiele poważniejsze zdają się być deklaracje opublikowania sekretnych dokumentów dotyczących polskich polityków. Można przypuszczać, że Anonimowi mówią jak najbardziej serio. Przede wszystkim dlatego, że już kilkakrotnie udowodnili swoją skuteczność we włamywaniu się na serwery różnorakich firm i wykradaniu stamtąd danych. Tak było w przypadku PayPala, Visy, Mastercard czy Stratforu skąd wykradziono adresy email oraz numery kart kredytowych klientów. 

Jest więc możliwość, że nie blefują. 

Kontrowersje związane z porozumieniem chociaż w Polsce wywołały prawdziwą burzę, nie są wcale pierwszym krokiem w stronę ograniczenia mitycznej jak się okazuje "wolności w internecie". Prawdę powiedziawszy sieć od dawna nie jest już żadną oazą wolności. 

Ograniczenia mogą dotyczyć różnych sfer tematycznych i często jest to uzależnione od podłoża kulturowego, religijnego, ustroju czy lokalnych zaszłości historycznych. Przykładowo najgłośnie mówi się o braku wolności w chińskim internecie, gdzie według raportów OpenNet Initiative państwo to nie spełnia kryteriów w trzech głównych obszarach: politycznym, społecznym oraz w obszarze bezpieczeństwa. 

Nikogo zapewne nie zaskoczy również cenzura internetu w Korei Północnej, ale już wprowadzenie ograniczeń przez Seul? Jak się bowiem okazuje również Korea Południowa wprowadziła stosowne ograniczenia przede wszystkim utrudniając dostęp na strony, które chwalą ich północnego sąsiada. 

Jeszcze inaczej sprawy się mają na Bliskim Wschodzie. Tam, obok względów politycznych utrudniających między innymi dostęp na stron prowadzonych przez Bractwo Muzułmańskie, isotne są również powody religijne. Objawiają się one przede wszystkim w cenzurowaniu i utrudnianiu dostępu do stron pornograficznych, chociaż na tym się nie kończy. Władze takich krajów jak choćby Arabia Saudyjska starają się by internauci przypadkiem nie natrafili również na strony informujące jak przejść z islamu na chrześcijaństwo. 

Wolna Europa?

Być może przykłady często autorytarnie rządzonych krajów azjatyckich nie są dla czytelnika szczególnym zaskoczeniem, jednak już w przypadku uchodzącej za otwartą Unii Europejskiej podobne ograniczenia mogą dziwić. Dotyczą one treści występujących pod wspólną kategorią "mowy nienawiści", czyli atakujących mniejszości religijne lub etniczne, ale w takich krajach jak Francja i Niemcy zażarcie walczy się również z witrynami promującymi nazizm. 

foto. mmagallan/
sxc.hu
Obok wymienionych treści bardzo istotną rolę odgrywa kwestia praw autorskich, której owocem jest głośno dyskutowana ACTA. Należy podkreślić, że tematyka ta jest obecna w publicznej debacie krajów europejskich już od lat a nowe porozumienie jest jedynie kolejnym, tym razem międzynarodowym jej przejawem. Weźmy choćby przykład wspomnianej już Francji. Według najnowszej edycji publikowanego od 2006 raportu  "Wrogowie Internetu" ("Internet Enemies") wydawanego przez organizację Reporterzy bez granic, państwo to znalazło się w kategorii "Pod obserwacją" ("Under Surveillance") po tym jak Paryż wprowadził ustawę, która administracyjnie dąży do "ucywilizowania internetu". 

Póki co, przynajmniej według Reporterów bez granic jest to jedyne państwo UE uważane za naruszające wolność w sieci w sposób na tyle widoczny by uwzględnić je w swoim raporcie. 

Wróćmy jednak do praw autorskich. Kwestia walki z internautami swobodnie kopiującymi dane w sieci od lat jest jednym z głównych powodów, dla których kolejne rządy starają się forsować coraz to nowego regulacje. Rządzących z pewnością zachęcają publikacje takie jak raport Oxford Internet Institute z 2011 roku, z którego wynika, że postęp technologiczny nie tylko wcale nie oznacza zwiększenia obszaru wolności słowa, ale też samą sieć można poddać kontroli. Jak informował w kwietniu 2011 roku The Telegraph, w imię ochrony praw autorskich władze Unii Europejskiej rozważały nawet wprowadzenia paneuropejskiego "firewalla", który jednak w przeciwieństwie do klasycznych aplikacji tego typu miał nie tyle chronić sieć przed atakami z zewnątrz, lecz umożliwić blokadę serwerów ulokowanych poza granicami UE. Pomysłu nie zrealizowano, ale kto wie kiedy polityce ponownie sobie o nim przypomną. 

Kolejne regulacje w kwestii praw autorskich wywołały również reakcję w samej UE - narodził się bowiem  "Ruch Piratów" powstały w wyniku rosnącej popularności szwedzkiej Partii Piratów postulującej zniesienie dotychczasowych obwarowań dotyczących praw autorskich, ale również odcinającej się od dominującego w Europie podziału na lewicę i prawicę. 

Co z Polską?

Pomimo ogromnej fali protestów internautów sprzeciwiających się ACTA, warto spojrzeć na sam dokument oraz komentarze na jej temat. Jak zauważył Tymoteusz Barański z Fundacji Republikańskiej w niektórych kwestiach polskie prawo już dzisiaj daje większe uprawnienia niż te przewidziane przez ACTA. Nie jest to informacja zaskakująca, zważywszy, że już w zeszłym roku z raportu Komisji Europejskiej mogliśmy się dowiedzieć, że Polacy są najbardziej inwigilowanym społeczeństwem w UE.

Z drugiej strony istotnym źródłem kontrowersji wokół ACTA jest fakt, że porozumienie zawiera wiele  podstawowych pojęć, które zdefiniowano w sposób nieścisły. Co więcej ACTA wydaje się być dokumentem pisanym tylko z perspektywy przedstawicieli jednej grupy: "nie tylko nie rozstrzyga charakteru korzystania przez internautów z treści chronionych, ale koncentruje się wyłącznie na ochronie interesów uprawnionych z praw własności intelektualnej" - pisze Barański.

Jak widać już od dawna ciężko mówić o wolności w Internecie, przynajmniej w skali globalnej. Z drugiej jednak strony wiele wprowadzanych ostatnio ustaw i regulacji sprawia, że w wielu krajach dotychczasowa swoboda ulegnie znacznemu ograniczeniu. Kiedy więc komentatorzy tacy jak Anthony Wile z The Daily Bell mówią o tym, że mamy do czynienia z początkiem wojny o Internet, warto pamiętać, że jego pełna wolność dawno już się skończyła.




wtorek, 3 stycznia 2012

Satelity domowej roboty - otwarcie nowego frontu walki

Internet rośnie w siłę. Jest źródłem wiedzy, nowych światopoglądów i rewolucji. To za pośrednictwem sieci zbierali się protestujący w Egipcie i Tunezji. To również w sieci skrzykiwali się uczestnicy ruchu “Occupy”.

Chociaż przedstawiciele różnorakich władz od dłuższego czasu próbują, często po cichu, forsować nowe prawo, które będzie w stanie przejąć kontrolę nad internetem lub przynajmniej uzyskać wiedzę na temat najaktywniejszych uczestników sieci. 

Ostatnimi czasy te próby wydają się coraz intensywniejsze, dlatego też na ostatniej konferencji Chaos Communication Congress, która odbyła się w dniach 27-30 grudnia 2011 w Berlinie powrócono do koncepcji sieci hackerskich satelitów.

Projekt ma nosić nazwę Hackerspace Global Grid i umożliwić ma komunikację poza kontrolą rządów a jak również dostęp do coraz szybciej zamykanych sieci p2p. 

Pomysłodawcy proponują by zbudowane niewielkie satelity wysyłać na niską orbitę Ziemi. W ten sposób stworzona ma być sieć niezależnych przekaźników, które nie tylko pozwolą uniezależnić się od lokalnych dostawców sieci, ale też utrudnią namierzenie poszczególnych użytkowników. 

Umieszczenie niewielkich satelitów na niskiej orbicie powoli staje się osiągalne dla przeciętnego zjadacza chleba, stworzenie podobnej sieci może otworzyć nowy front w trwającej wojnie sieciowej i wzmocnienie ukrytych w miejskiej dżungli partyzantów.

piątek, 30 grudnia 2011

Gry wojenne - rok 2011

Pod koniec stycznia minie rok od czasu inauguracyjnego wpisu na blogu “Kod Władzy”. Od tego czasu wiele zdarzyło się świecie, który w tym roku uległ ogromnym przemianom. Nawet jeśli tego na co dzień nie dostrzegamy. Komentarze i przytoczenia na blogu starały się za tym nadążać. Czy się udało? To oceniacie na co dzień sami. 

plac Tahrir w Kairze
fot. Jonathan Rashad
Co więc się działo w tym roku? Najogólniej rzecz ujmując właśnie to: 
1) światowe gry wojenne, 
2) wojna technologiczna ,
3) kryzys – mniej lub bardziej stymulowany przez gospodarcze lub polityczne ośrodki wpływu. 

Gdyby wyobrazić sobie mapę świata jako wielką grę planszową, po której gracze ustawiają swoje figury, to 2011 rok były okresem niezwykłej wprost aktywności wielu najważniejszych światowych potęg. 


poniedziałek, 31 października 2011

Szokujący świat

Jaki jest nasz świat? Czy przypomina on biblijny raj? A może przypomina raczej piekło? Jedno jest pewne: wygnanie z raju Adama i Ewy, których Bóg ukarał za nieposłuszeństwo, z perspektywy tego co brat robił bratu przez kolejne kilka tysięcy lat, wydaje się niewinnym postępkiem. Co szykuje dla niego teraz? 

Nasz rząd chce dać policji i innym służbom dostęp, bez zgody sądu, do informacji o naszych rachunkach bankowych i maklerskich oraz inne nowe uprawnienia – alarmuje "Gazeta Wyborcza". Projekt przechodzi przez Sejm szybko i po cichu. MSWiA przyznaje, że do przepisów wykonujących unijne decyzje o współpracy przy zwalczaniu przestępczości dorzucono nowe kompetencje dla policji i służb. Jeśli projekt będzie budził duże kontrowersje, to jesteśmy skłonni zrezygnować z uprawnień, które nie są konieczne do wykonania unijnych decyzji i powrócić do tego w przyszłym parlamencie – mówi wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki. 

A skoro będzie można zobaczyć ile i skąd mam pieniądze, to może warto wiedzieć, co myślę? Czego więcej potrzeba by posterować naszymi emocjami? 

Firma Immersive Labs pracuje nad technologią umożliwiającą odczytywanie istotnych danych na temat osoby oglądającej reklamę. Specjalny skaner wbudowany w ekran billboardu będzie w stanie w ułamku sekundy odczytać podstawowe cechy demograficzne oglądającego (wiek, płeć, rasa) i w ten sposób przystosować jej treść do profilu oglądającego - informuje serwis Singularity Hub

Inteligentne billboardy pojawiły się już w filmie science-fiction “Raport mniejszości”, jednak twórcy urządzenia bronią się, że w ich przypadku urządzenie nie będzie odczytywać dokładnej tożsamości przechodnia lecz tylko jego cechy demograficzne takie jak wiek czy płeć. Innowacyjne urządzenie ma na celu przede wszystkim lepsze dotarcie z reklamą do klienta. 

Jak już opanujemy wpływ na emocje, to być może warto wymyśleć coś, co pozwoli pokierować naszymi zachowaniami. 

Jak podaje New York Times amerykańskie służby wywiadowcze pracują nad systemem, który będzie w stanie zgromadzić wszystkie dane pochodzące z głównych serwisów społecznościowych działających w Internecie. 

Ich ogromne ilości znajdujące się obecnie w sieci mają posłużyć naukowcom do stworzenia potężnego “magazynu”, w którym zgromadzone informacje zostaną przetworzone, pozwalając po raz pierwszy w historii stworzyć dokładne mapy ludzkich zachowań. Docelowo powstałe mapy miałyby służyć do przewidywania okresów społecznego i ekonomicznego załamania, kryzysów politycznych i rewolucji. 

Idąc dalej, warto przywołać informacje z Dziennika Internautów, który podał do wiadomości informacje o kolejnych dokumentach mających na celu wprowadzenie kontroli w Internecie. 

Niedawno osiem państw z USA na czele podpisało kontrowersyjne porozumienie ACTA, dotyczące podrabianych towarów i piractwa w sieci. Jest to międzynarodowe porozumienie, w ramach którego kraje przystępujące do ACTA mogą z czasem wprowadzać drakońskie przepisy służące ochronie własności intelektualnej. Wiele kontrowersji budzi szczególnie omijanie demokratycznych procedur takich jak brak zgody amerykańskiego Senatu. 

Równocześnie trwają prace nad Trans Pacific Partnership (TPP). Z przecieków wynika, że TPP proponuje wprowadzenie m.in: odszkodowań dla właścicieli praw autorskich w wysokości uwzględniającej cenę detaliczną produktów oraz znacznie wykraczającą poza amerykańskie standardy odpowiedzialność także dostawców usług internetowych (ISP). Wprowadzone mają zostać także prawne zachęty dla ISP dotyczące powstrzymywania nieautoryzowanego przechowywania i transmisji materiałów chronionych prawem autorskim - czytamy na stronie www.di.com.pl

Jak się okazuje środków bezpieczeństwa, mających „bronić obywatela przed obywatelem” nigdy nie dość. W końcu powinniśmy o krok od raju czuć się bezpiecznie. 

Serwis Daily Beast podaje, że firmy zbrojeniowe zajmujące się kontraktami wojskowymi dla amerykańskiej armii w wyniku cięć budżetowych szukają nowych rynków zbytu. 

Przedsiębiorstwa produkujące między innymi drony, radary i czujniki planują sprzedawać, do tej pory zastrzeżoną wyłącznie dla wojska technologię, między innymi straży granicznej oraz policji. 

Wśród dostępnej technologii pojawi się między innymi do niedawna tajna IBISS (Integrated Building Interior Surveillance System), dzięki której możliwe jest widzenie przez ściany budynków. Jej producentowi Science Applications International Corporation (SAIC) nie wolno było informować o swoim produkcie, lecz ostatnio IBISS pojawił się w ich ofercie jako urządzenie poprawiające skuteczność działania między innymi policji i straży pożarnej. 

Żaden sposób wzmacniania ochrony obywatela nie może przecież budzić sprzeciwu. Czyż nie? Stąd wkrótce na wyposażeniu brazylijskiej policji znajdą się specjalne okulary z wbudowaną funkcją rozpoznawania twarzy – pisze The Telegraph

W ramach przygotowań organizowanych w Brazylii w 2014 roku Mistrzostw Świata w piłce nożnej, brazylijskie ministerstwo spraw wewnętrznych planuje zaopatrzyć tamtejszych policjantów w okulary z wbudowanymi kamerami. Kamery będą w stanie w ciągu sekundy zeskanować blisko 400 twarzy, a następnie przesłać je do specjalnego komputerowego archiwum, które może pomieścić blisko 13 mln zdjęć. Tam dzięki specjalnemu systemowi analizy danych biometrycznych komputer dokona analizy 46 000 punktów na twarzy i natychmiast poinformuje o podobieństwie do poszukiwanej przez policję osoby. 

Odpowiedzialny za policję w São Paulo Leandro Pavani Agostini twierdzi, że „jest to o wiele dyskretniejsze, ponieważ nie musisz przesłuchiwać ani prosić o dokumenty. Robi to komputer”. 

Nie można jednak narzekać, wszak rozwój techniki winien nam służyć. Tyle tylko czy na pewno? 

Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych, Chin i Singapuru opracowali niezwykłą technologię, która łącząc biologię z techniką, może pomóc w przekazywaniu informacji medycznych, sygnału komputerowego, a nawet być wykorzystywana w technologii szpiegowskiej. Tzw. Elektroniczny System Naskórka (ESZ) to przypominający tatuaże chip o grubości włosa, który umieszczony na skórze, może być w przyszłości wielkim przełomem - informuje serwis breitbart.com

Urządzenie przypominające plaster, może być stosowane w monitorowaniu chorób serca, mózgu i tkanek mięśniowych, a po umieszczeniu w gardle pomagać w problemach z głosem. Według badaczy oprócz zwykłej pomocy w leczeniu pacjentów, urządzenie może być niezwykle pomocne właśnie dla osób z problemami z krtanią. 

Cieńsze od ludzkiego włosa urządzenie jest niezwykle lekkie, a dodatkowo zużywa minimalną ilość energii słonecznej. Dodatkową zaletą jest to, że aby przytwierdzić go do ludzkiej skóry nie trzeba używać kleju ani żadnych innych substancji 

Zapewne dane pochodzące z fenomenalnego wynalazku zostaną wyłącznie w szufladzie naszego domowego lekarza. A skoro już będzie o nas wszystko wiadomo, to warto będzie pochwalić inicjatywę agencji Darpa podległej amerykańskiemu Ministerstwu Obrony, która planuje zaprosić do badań nad nowymi projektami genetycznymi osoby spoza środowiska biologów. Nowo zatrudnieni inżynierowie, informatycy czy projektanci mają doprowadzić do “demokratyzacji” prac nad biologicznymi komponentami - pisze na swojej stronie magazyn Wired.

Darpa (Defence Advanced Research Projects Agency) planuje stworzyć projekt, który sprawi, że dojdzie do prawdziwej eksplozji biologicznych innowacji. Docelowo ma powstać fabryka, w której produkowane będą różnego rodzaju przydatne biologiczne organy. Jedyną granicą ma być ludzka pomysłowość. 

Skoro nasi przedstawiciele zarządzający światem są przewidujący i emanują społeczną rzetelnością, jakże dziwi informacja, że według serwisu The-Dispatch.com japońscy obywatele zniechęceni postawą tamtejszego rządu zdecydowali się badać poziom promieniowania na własną rękę. Okazało się, że w samym Tokio natrafili na około 20 miejsc, w których wyraźnie przekracza ono normę. 

Jeden z obywatelskich badaczy, Takeo Hayashida odkrył, że nieopodal boiska, na którym jego syn grywa w baseball, poziom promieniowania jest równie wysoki jak w elektrowni w Czarnobylu. Rząd japoński bagatelizuje sprawę twierdząc, że zważywszy na wielkość stołecznej aglomeracji większość napromieniowanych produktów już dawno zmieniło swoją lokalizację i nie stanowią one zagrożenia. 

Czyżby do zachowania bezpieczeństwa nie wystarczył zwykły miernik? Być może nagle dowiemy się, ze od dawna komplikuje wszystko ktoś inny. 

Dr Edgar Mitchell szósty człowiek na Księżycu podczas programu Apollo, pojawił się ostatnio w brytyjskim show radiowym, gdzie stwierdził, że obcy istnieją i że ludzie w NASA wiedzą o tym od wielu lat. DJ Nick Margerrison z Kerrang! Radio nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy Mitchell otwarcie omawiał sprawę w jego audycji radiowej 22 Lipca 2008 r. 

Podobne zdanie wyraził prałat Corrado Balducci, członek watykańskiej kurii teologicznej i informator papieża, który wystąpił aż pięciokrotnie w narodowej włoskiej telewizji proklamując, że pozaziemski kontakt jest autentycznym zjawiskiem. 

Balducci dostarczył analizy kosmitów i jak powiedził, twierdzi on, że obraz obcego jest zgodny z teologią Kościoła katolickiego. Prałat Balducci podkreślił, że obcy przybysze "NIE są demoniczni, NIE są tu z powodu psychicznego szkodzenia nam, choć spotkania z nimi muszą być studiowane ostrożnie". Odkąd Prałat Balducci jest ekspertem demonologii i doradcą Watykanu i odkąd Kościół historycznie zdemonizował wiele zjawisk, które nie były dobrze rozumiane, jego wypowiedzi dotyczące obcych przybyszów i Kościoła są nadzwyczajne w dziejach. 

Czy dowiemy się jaka jest prawda? Jest na to cień szansy bowiem według Paula Krugmana jednym ze sposobów na podźwignięcie gospodarki z kryzysu jest masowy plan zbrojeń wywołany inwazją UFO - powiedział na antenie telewizji CNN

Laureat ekonomicznej nagrody Nobla z 2008 roku twierdzi, że informacje NASA o możliwym kontakcie z istotami pozaziemskimi nie są przypadkowe. Jego zdaniem podobnie jak II Wojna Światowa zakończyła Wielki Kryzys, tak też w przypadku inwazji UFO ludzkość zostałaby zmuszona do masowej mobilizacji, co w efekcie zwiększyłoby wydatki państwowe i poprawiło stan światowej gospodarki. 

Skoro tak, to nie mamy się czego obawiać żyjąc za drzwiami raju. Otoczeni opieką, monitorowani przez lekarzy będziemy podnosić standard własnego życia szykując się na galaktyczna wojnę.


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf