Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pakistan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pakistan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2020

Turcja i Pakistan udzielają Azerbejdżanowi "wiekuistego poparcia"

Chodzi rzecz jasna o Górny Karabach i ponownej eskalacji tlącego się od dekad konfliktu między Armenią i Azerbejdżanem. 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Pakistanu wydało następujące oświadczenie: „Pakistan stoi po stronie braterskiego narodu Azerbejdżanu i popiera jego prawo do samoobrony. Popieramy stanowisko Azerbejdżanu w sprawie Górskiego Karabachu, które jest zgodne z kilkoma jednogłośnie przyjętymi rezolucjami Rady Bezpieczeństwa ONZ. ”

Z kolei Kazachstan wezwał Erewań i Baku do rozwiązania konfliktu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło chęć utrzymania pokoju między obydwoma państwami. Wyrażając swoje głębokie zaniepokojenie, ministerstwo powiedziało, że Nur-Sułtan wzywa oba kraje do podjęcia wszelkich środków w celu ustabilizowania sytuacji i rozpoczęcia dialogu. Również organizacje międzynarodowe Kazachstanu chętnie szukają pokojowych sposobów zakończenia konfliktu. W dzisiejszych czasach konflikt między dwoma państwami nie ogranicza się tylko do państw będących w konflikcie, ale do całego świata.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zamieścił na Twitterze następujące oświadczenie: „Naród turecki jak zawsze będzie wspierać naszych braci azerbejdżańskich wszystkimi naszymi możliwościami”. Turcja obwinia Erewan za starcie i zapewniła Baku, że Turcja udzieli Azerbejdżanowi pełnego poparcia. Poparcie Turcji i Pakistanu dla Azerbejdżanu wynika również z faktu, że wszystkie te państwa mają większość muzułmańską.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Indyjskie testy rozwiązań anty-satelitarnych nie były tym czym się wydają

Jak informuje magazyn "Wired" w ubiegłą środę Indyjska Organizacja Badawczo-Rozwojowa Obrony (DRDO) wystrzeliła pocisk, który zniszczył jeden z własnych satelitów kraju na niskiej orbicie okołoziemskiej. Udana demonstracja, nazwana Mission Shakti, została ujawniona podczas transmitowanego na żywo przemówienia premiera Indii Narendry Modi, który stwierdził, że „Indie nie mają zamiaru nikomu grozić”.

„Głównym celem naszego programu kosmicznego jest zapewnienie bezpieczeństwa kraju, jego rozwoju gospodarczego i postępu technologicznego w Indiach”, powiedział Modi. „Indie zawsze sprzeciwiały się uzbrojeniu kosmosu i wyścigowi zbrojeń w kosmosie, a test ten w żaden sposób nie zmienia tej pozycji”.

Misja Shakti sprawiła, że ​​Indie stały się czwartym po USA, Rosji i ostatnio Chinach krajem, któremu udało się zniszczyć satelitę na orbicie. Jednak w porównaniu z międzynarodową reakcją, która nastąpiła po antysatelitarnej demonstracji Chin w 2007 r., Reakcja na test w Indiach była stosunkowo słaba

Z perspektywy Indii, których dwaj najwięksi przeciwnicy wojskowi to Pakistan i Chiny mają broń nuklearną, realnym staje się zabezpieczenie przed potencjalnymi atakami. Obecnie tylko Chiny mają realną obecność wojskową w kosmosie. Tak więc antysatelitarny test Indii jest trudny do zrozumienia, ponieważ jest „bardziej zależny od satelitów niż Pakistan i jest również mniej zdolny w sensie względnym niż Chiny”.

wtorek, 26 lutego 2019

[Infografika] Wielkie potęgi zbrojne Azji



Chociaż Azja stała się dziś bez wątpienia centrum światowego handlu, to jednak ciężko mówić o politycznej jedności. Lokalne potęgi: Chiny, Indie, Japonia, Pakistan od lat funkcjonują w stanie swoistego zawieszenia, gdzie wręcz na włosku wisi nowy konflikt zbrojny. Czy jeśli by doszło do lokalnej wojny, to miałaby ona szansę rozwoju na sferę globalną? Kto miałby w niej przewagę? Poniższa infografika dobitnie pokazuje różnice w potencjałach czołowych azjatyckich potęg. 



czwartek, 2 sierpnia 2018

Czy Indie przygotowują się do wojny?

Rząd Indii planuje budowę 14 460 bunkrów dla cywilów w pięciu okręgach granicznych w Dżammu i Kaszmirze - Samba, Poonch, Dżammu, Kathua i Rajouri - które znajdują się wzdłuż linii kontroli (LoC) i międzynarodowej granicy indyjsko-pakistańskiej, donosi The Times of India .



Państwowa firma National Buildings Construction Corporation (NBCC) zbuduje te bunkry w zaludnionych regionach, które znajdują się w odległości 3 km (1,86 mil) od faktycznej granicy między dwoma krajami. W regionie liczba stacjonujących wojsk Pakistanu wzrasta.


W lutym minister spraw zagranicznych Dżammu i Kaszmiru Mehbooba Mufti ogłosił podczas Zgromadzenia Stanowego, że w latach 2015-2017 zginęło 41 cywilów w związku z łamaniem zawieszenia broni przez LoC w Pakistanie. Aby ochronić cywili przed pakistańskim ostrzałem za granicą, NBCC zbuduje 13 029 małych bunkrów i 1431 bardziej masywnych bunkrów dla społeczności. The Times of India twierdzi, że program budowy będzie kosztował około 4,157 miliarda rupii (63,8 miliona USD).

Przewodniczący i dyrektor zarządzający NBCC, AK Mittal, powiedział The Times of India,
"Rozmieszczone strategicznie stocznie będą wykorzystywane do wytwarzania elementów RCC, które będą transportowane przez przyczepę / traktory, a bunkry będą budowane przez dźwigi i robotników. Zaplanujemy w taki sposób, aby każdy bunkier został ukończony maksymalnie w ciągu 2-3 dni "- dodał.

The Times of India zapewnia wgląd w konkretne miejsca, w których będą budowane indywidualne i wspólnotowe bunkry.


"W Sambie powstanie 2 515 bunkrów. Podobnie w Dżammu powstanie 1200 indywidualnych i 120 zbiorowych bunkrów. W Rajouri zostanie wybudowanych maksymalnie 4 918 pojedynczych i 372 wspólnotowych bunkrów. W Kathua zostanie zbudowanych 3 076 pojedynczych bunkrów. Poonch zdobędzie maksymalną liczbę 688 bunkrów społeczności i dostanie kolejne 1320 pojedynczych bunkrów. "

Oprócz budowania tysięcy bunkrów, The Times of India wskazuje, że NBCC już zaczęło budować ogrodzenie graniczne wzdłuż granicy indyjsko-pakistańskiej.


"To dla nas prestiżowy i wymagający projekt. Spotkamy się z linią czasową, która zostanie ustalona przez rząd J & K. Podczas gdy budujemy World Trade Center w południowym Delhi, angażujemy się również w roboty drogowe i szermiercze w Assam, Meghalaya, Mizoram i Tripura na granicy Indii i Bangladeszu oraz w Gujarat na granicy z Pakistanem ", powiedział Mittal.

Pomimo porozumienia o zawieszeniu broni z 2003 r. Ostatnio wybuchła przemoc między obydwoma krajami, która oznaczała 2017 r. Jako najbardziej krwawy rok od wejścia w życie porozumienia o zawieszeniu broni.

Tylko na początku roku 40 000 osób były zmuszone do ucieczki z regionu Dżammu i Kaszmiru , ponieważ intensywne wojskowe ostrzał armii pakistańskiej przekształciło region w strefę działań wojennych.

"Wzdłuż 786-kilometrowej Linii Kontroli (LoC), która dzieli Stan Dżammu Kaszmiru pomiędzy Indie i Pakistan, sporadyczne transgraniczne ostrzały między obu krajami nie są czymś niezwykłym. Jednak dla przykładu, w regionie Noushera, Rajouri i Akhnoor w sektorach w Dżammu i Kaszmirze, ponad 40 000 osób uciekło z domów i sklepów po czterech dniach intensywnego ostrzału pakistańskich sił zbrojnych, donosi dziennik ekonomiczny ".

poniedziałek, 15 lutego 2016

Czy Obama ignoruje informacje o istnieniu obozów treningowych ISIS w USA?

Obozy treningowe jednostek terrorystycznych w USA? Brzmi mało prawdopodobnie. Dane FBI, potwierdzają, istnienie 22 islamskich społeczności, które powiązane są z Jamaat Al-Fuqra, inna nazwa to Muslim of the Americas. 


MOA (Muslim of the Americas) oficjalnie jest niewielką społecznością, którą łączy wyznanie. Dokumenty, które zostały przedstawione wskazują jednak zupełnie inny charakter ich działań. Według FBI grupa jest w trakcie szkoleń militarnych i podlega pełnej indoktrynacji fundamentalistycznego islamu, co może być formą przygotowania do Jihadu (potocznie świętej wojny). Dokument mówi o bezpośrednim zagrożeniu ze strony MOA a jako dowód podają informację o wysyłaniu członków grupy do Pakistanu na szkolenia wojskowe i terrorystyczne. Kontakty grup z szejkiem Mubarak Ali Gilanim dowodzą pogłębiającej się niechęci wobec wszystkich wrogów islamu, którzy według pakistańskiego szejka powinni zostać zniszczeni w trakcie świętej wojny. 

Grupa działa w okolicach takich ośrodków jak: Nowy Jork, Kalifornia, Georgia, Karolina Południowa, Teksas, Wirginia Zachodnia, Michigan, Tennessee. Zlokalizowane są na spokojnych obszarach, nie przyciągających uwagi. 


Wiadomym jest, że rząd Stanów Zjednoczonych jest w pełni świadomy istnienia i działalności grupy,nie zostały jednak podjęte żadne działania w kierunku ich eliminacji. 

Według dziennikarki Pameli Geller grupa powstała około roku 1980 i składa się w dużej mierze z byłych skazańców, którzy w trakcie odsiadywania wyroku w więzieniu federalnym przeszli na islam. Co więcej śledztwo przeprowadzone jeszcze w 2003 roku wykazało, że grupa jest bezpośrednio powiązana z działaniami terrorystycznymi. 

Dlaczego więc rząd nie robi nic w kierunku zniszczenia grupy? Dziennikarka argumentuje, że prezydent Obama nie chce zostać posądzony o atak na legalnie działającą i zarejestrowaną społeczność w USA. Określenie tak długo działającej grupy - chociaż podejrzewanej o morderstwa i próby ataków terrorystycznych, w tym m.in. nieudany atak w Toronto w 1991 roku - jako terrorystyczną, może źle wpłynąć na nastroje w kraju i sposób postrzegania administracji kończącego właśnie kadencję prezydenta.


piątek, 17 kwietnia 2015

Najnowsze dokumenty: CIA zamordowało pierwszego premiera Pakistanu

Po blisko sześćdziesięciu latach Departament Stanu USA ujawnił dokumenty, z których wynika, że CIA zleciło zabójstwo pierwszego premiera niepodległego Pakistanu. 
 
"Ojciec" Pakistanu Quaid-e-Azam i Liaquat Khan


Dotyczące sprawy dokumenty były do tej pory objęte klauzulą tajności, jednak w ostatnim czasie zdjęto ją i informacje podano po raz pierwszy do wiadomości publicznej. Wynika z nich, że Nawabzada Liaquat Ali Khan został zamordowany na zlecenie Stanów Zjednoczonych po tym jak odmówił wykorzystania swoich bliskich relacji z wieloma wpływowymi politykami w sąsiadującym Iranie i zabezpieczenia dla amerykańskich koncernów kontraktów naftowych w tym kraju.

Ponadto Khan naraził się nawet ówczesnemu prezydentowi USA, Harry'emu S. Trumanowi, od którego zażądał aby Waszyngton zwolnił używane dotąd przez amerykańskie lotnictwo bazy wojskowe. Bazy te odgrywały kluczową rolę w zabezpieczeniu tej części Azji przez potencjalnym atakiem ze strony sowieckiej.

Zamachu dokonał 56-letni Afgańczyk, Syed Akbar, którego na zlecenie CIA wybrały służby rządonego przez króla Mohammeda Zahira Shaha Afganistanu. Wcześniej próbowano znaleźć zamachowca wśród obywateli Pakistanu, ale nie znalazł się żaden ochotnik. Sam Akbar, który oddał do przemawiającego w Rawalpindi premiera dwa strzały, sam został postrzelony i zmarł w wyniku odniesionych ran.

Informacje na temat dokonanego w 1951 roku zamachu opublikował w piątek portal Pakistan Today, przedrukowała ją między innymi irańska stacja PressTV.


piątek, 13 września 2013

Kto niebawem będzie rządzić światem?

Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu. 

fot. realworldorder.net
Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się. 

Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu. 

Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym.

Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB. 

Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii. 

Czy Waszym zdaniem raport może przewidywać przyszłość?


Źródła: inwestycje

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Pakistan utworzy specjalny oddział w celu ochrony nuklearnego arsenału

Pakistan powoła specjalną jednostkę liczącą 25 000 żołnierzy, której zadaniem będzie ochrona i zarządzanie najważniejszymi aktywami militarnymi, w tym pakistańskim arsenałem jądrowym. Minister finansów Dar Ishaq podkreślił, że "jest to niezbędny krok na który Pakistan stać". Czy Waszym zdaniem świat zbroi się na potęgę coraz silniej odczuwając regionalne napięcia i konflikty?

fot. axisoflogic.com
Specjalne siły bezpieczeństwa liczyć będą 25 000 pracowników-żołnierzy, którzy zostaną przeszkoleni w zakresie ochrony zaawansowanej broni, w tym aktywów jądrowych. Dar Ishaq, pakistański minister finansów zapowiedział w tym celu debatę na najbliższym posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego . 

Pakistan podejmuje obecnie szczególne środki ostrożności, tworzy lądowe oraz morskie siły zbrojne, aby chronić i zabezpieczać swój strategiczny arsenał. Poza tym, ma powstać dodatkowy "kontrwywiad i pracownicy programu niezawodności" dla nadzorowania strategicznego programu. Sam system identyfikacji zagrożeń "ma być zawsze w najwyższej gotowości". 

Pakistańskie siły zbrojne mają zostać wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, a sam personel ma być w pełni przygotowany do "poruszania się na ziemi lub w powietrzu". Ponadto Strategic Division Plany, które zarządza pakistańskim arsenałem nuklearnym, utworzy specjalną akademię dla siły bezpieczeństwa. 

Należy podkreślić, że pakistańska armia jest jedną z budzących największe zaufanie społeczeństwa instytucji w państwie. Zdecydowana większość zwykłych Pakistańczyków bardziej ufa słowom i decyzjom wojskowych niż politykom zajmującym najwyższe urzędy w państwie. Dzięki temu rola armii w życiu politycznym kraju jest bardzo duża. 

Czy Waszym zdaniem inne kraje pójdą w ślady Pakistanu?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

piątek, 22 marca 2013

PILNE: Chiny i Pakistan zawarły poufny sojusz o uruchomieniu reaktora jądrowego

Chiny i Pakistan osiągnęły formalne porozumienie o skonstruowaniu trzeciego już reaktora jądrowego w Chashma na terenie Pakistanu. Administracja Baracka Obamy podkreśla, że Pekin sukcesywnie narusza tym samym obietnice złożone w ramach międzynarodowego porozumienia antynuklearnego. To kolejny dowód na to, że Chiny dążą do realizacji własnych interesów, nie zważając na reakcje ze strony innych państw...

fot. img.allvoices.com
Chińskie przedsiębiorstwo "China National Nuclear Corporation" zbuduje reaktor w północnej prowincji Pendżab, gdzie stoją już dwa wcześniej uruchomione chińskie reaktory. Nie pomogły wysiłki rządu USA, aby zablokować program nuklearny Pakistanu, a pośrednio tym samym Chin.

Rząd w Pekinie jeszcze w zeszłym miesiącu wydał wewnętrzne zawiadomienie dla swoich urzędników pracujących w sektorze atomowym oraz regionalnych przywódców politycznych, wzywając ich do milczenia. Celem ma być uniknięcie jakichkolwiek przecieków na temat chińskiej i pakistańskiej energii atomowej oraz jej "ulepszania" na terenie Chashma. 

Chińska firma (CNNC), która ma wybudować kolejny reaktor na terenie Pakistanu, jeszcze w latach 90. sprzedawała tysiące magnesów pierścieniowych, które były używane na pakistańskim terytorium w wirówkach dla produkcji wysoko wzbogaconego uranu. Co istotne, ostatnie raporty wywiadowcze USA wskazują, że Pakistan, który otrzymał technologię i projekty atomowe z Pekinu, jest w trakcie modernizacji swojego arsenału nuklearnego w Islamabadzie (szacowanego na aż 110 głowic!).

Specjaliści podkreślają, że "podejmowane chińsko-pakistańskie wspólne kroki mogą umożliwić zarówno ilościowe, jak i jakościowe ulepszenie arsenału jądrowego w Pakistanie. Grozi nam pojawienie się nowego strategicznego rozgrywającego w regionie, który stoi po stronie Chin". Dodajmy, że Pakistan produkował i dostarczał już niejednokrotnie swoją broń do Libii, Iranu i Korei Północnej. 

Czy Waszym zdaniem oficjalne deklaracje Chin w zakresie broni atomowej są jedynie pozorne? I czy Pakistan jest tylko "wykonawcą woli" chińskich władz, czy działa w sposób niezależny?


Źródła: stratrisks/dailypaul/cfpdir

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/03/pilne-chiny-i-pakistan-zawary-poufny.html

piątek, 23 listopada 2012

Kiedy Chiny zdominują Azję?

Państwo Środka to obecnie drugi najważniejszy gracz na światowej arenie. Próbując rozrysować scenariusz ewentualnej III Wojny Światowej nie można nie uwzględnić tego co zrobią chińskie władze ani jak zachowają się jego główni rywale. 

Bardzo wiele na temat najbliższych planów USA mówi nam to, co działo się podczas pierwszej po wygranych wyborach podróży zagranicznej Baracka Obamy. To, że zdecydował się on w pierwszej kolejności odwiedzić właśnie Azję Południowo-Wschodnią dobitnie świadczy o tym, że to właśnie tym regionem będą się interesować w pierwszej kolejności. Nie ma się czemu dziwić, wszystko wskazuje bowiem na to, że właśnie tam wyrasta ich główny rywal. 

Nowe wielkie sojusze 

źródło: wikipedia.org
Z każdym kolejnym rokiem rośnie potęga Chińskiej Republiki Ludowej. Państwo to coraz mniej ukrywa swoje ambicje, które wydają się znacznie wykraczać ponad zachowanie istniejącego status quo. Z tego też powodu wielki konflikt zbrojny nie wisi na włosku jedynie na Bliskim Wschodzie. Równie niebezpiecznie może już wkrótce być również na archipelagach leżących na pograniczu Oceanu Indyjskiego i Spokojnego, gdzie wielkie światowe potęgi mogą już wkrótce rozpocząć Wielką Wojnę. Przygotowania do konfrontacji trwają od lat, lecz w ostatnim czasie coraz wyraźniejsze stają się linie podziałów i dwie główne osie. Jedna z nich to opisywana przed blisko rokiem na blogu „Kod Władzy” oś Nowe Delhi-Tokio-Waszyngton. Do tradycyjnego już tandemu Japonii i Stanów Zjednoczonych dołączyły wówczas Indie zaniepokojone wzrostem potęgi Chin oraz nieustającym zagrożeniem ze strony Pakistanu.


Ten ostatni staje się powoli członem odrębnej osi Moskwa-Pekin-Islamabad coraz częściej zajmującej wspólne stanowisko, co było widać choćby przy sprzeciwie wobec interwencji w Syrii. Do niedawna pozostający w sojuszu z USA Pakistan po szeregu skandali związanych z atakami przeprowadzanymi przez amerykańskie drony na terytorium tego państwa wyraźnie zdystansował się od swojego dotychczasowego partnera blokując nawet przez pewien czas dostawy dla wojsk stacjonujących w Afganistanie, równocześnie zbliżając się do Chin i Rosji. Nie bez znaczenia było przy tym zbliżenie się Waszyngtonu do ich odwiecznego wroga – Indii, w których Stany Zjednoczone doszukują się przeciwwagi dla chińskiej ekspansji, prezydent Obama stwierdził nawet, że powinno się znaleźć stałe miejsce dla nich znaleźć miejsce w nowej, powiększonej Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Według raportu opublikowanego przez think tank Centre for Strategic and International Studies (CSIS), strategiczne partnerstwo leży w interesie obydwu państw, znacznie zwiększając ich możliwości militarne, a także „może stanowić fundament do budowy długotrwałych relacji będących jasnym sygnałem dla wszystkich sojuszników, partnerów a także potencjalnych przeciwników”. 

Nietrudno się domyślić kto może być tym przeciwnikiem zważywszy na wydarzenia z ostatnich miesięcy. Nie bez znaczenia było bowiem nie uwzględnienie członkostwa Chin w powstałym w 2005 roku Partnerstwie Transpacyficznym, a także na napięte stosunki w jakich znajduje się to państwo w stosunku do bliskich sojuszników USA, z Japonią na czele. Tokio na ostatnim szczycie państw regionu oskarżyło z resztą Chiny, że te poprzez swoje działania tylko pogarszają i tak napiętą sytuację. 

Chiny wychodzą w morze 

Chodzi między innymi o manewry jakie miały miejsce w ostatnim czasie na Morzu Południowochińskim i na Morzu Wschodniochińskim, będąc nie tylko próbą sprawdzenia umiejętności swojej armii, ale przede wszystkim demonstracją siły. Od dłuższego czasu bowiem Państwo Środka wyraźnie inwestuje w swoje siły zbrojne nie tylko na lądzie, ale być może przede wszystkim na morzu. Niedawno głośnym echem odbiło się choćby wodowanie pierwszego chińskiego niszczyciela, z kolei w grudniu 2011 roku Pekin ogłosił podpisanie porozumienia z władzami leżących w pobliżu wybrzeży Afryki Seszeli, na mocy którego Chiny wkraczają na Ocean Indyjski uzyskując możliwość utworzenia swojej pierwszej zamorskiej bazy wojskowej. W zamian pochodzący głównie od francuskich kolonistów mieszkańcy archipelagu otrzymali ochronę przed atakami grasujących w pobliżu ich granic piratami. 

Wbrew pozorom kojarzone zazwyczaj jako potęga typowo lądowa Chiny muszą bardzo poważnie podchodzić do tego co dzieje się na morskich szlakach komunikacyjnych. Jest to związane przede wszystkim z uwarunkowaniami geograficznymi tego państwa, które pomimo swoich ogromnych rozmiarów pozostaje gęsto zaludniona właściwie tylko na wybrzeżu. Jak zauważyli eksperci Stratfor kraj ten chociaż leży na kontynencie azjatyckim jest w praktyce wyspą, którą od wschodu otaczają wody mórz Wschodnio i Południowochińskiego, od zachodu zaś i od północy od reszty kontynentu oddzielają je nieprzyjazne i trudne do przemierzenia góry i pustynie (patrz: mapa poniżej). 

źródło: Stratfor.com/chinadigitaltimes.net


To sprawia, że Chiny będą zmuszone do zabezpieczenia swoich szlaków komunikacyjnych również na morzu. W tym przypadku po raz kolejny istotną rolę odgrywa geografia – z jednej strony bowiem cały region Azji Południowo-Wschodniej to przede wszystkim ogromna ilość wysp i półwyspów, nad którymi objęcie kontroli wymaga w oczywisty sposób potężnej i mobilnej floty. Trzecim czynnikiem jest z kolei przytoczony swego czasu na blogu Land Destroyer argument, że Państwo Środka uzależnione jest od zachodu od szlaku handlowego zwanego „Pasem Pereł” prowadzącym wzdłuż południowych wybrzeży Indii do Zatoki Perskiej. Szlakiem tym podróżują obecnie tankowce dostarczające ropę napędzającą chiński przemysł, bez tych dostaw Chiny w krótkim czasie mogą stać się bezbronne. W przypadku ewentualnego konfliktu i odcięcia przez Indie dostaw z Bliskiego Wschodu Pekin może w krótkim czasie znaleźć się w podobnej sytuacji co Japonia i Niemcy w czasie II Wojny Światowej, które pozbawione paliwa bardzo szybko przegrały praktycznie wszystko. 

"Pas Pereł"
źródło: SSI

Czy może wobec tego dziwić istny wyścig zbrojeń jaki ma miejsce w Azji Południowo-Wschodniej i mało optymistyczne nastroje wśród tamtejszych polityków? Codziennie słyszymy wiadomości o tym co dzieje się w Strefie Gazy i w Syrii, docierają do nas zapowiedzi wielkiej wojny z Iranem, ale czy w rzeczywistości losy świata nie będą się ważyć w zupełnie innym miejscu? Gdzie na tej wielkiej szachownicy stanie Europa? 

sobota, 21 stycznia 2012

Rok 2050 – kto będzie rządzić światem?

Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu. 

Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się. 

Do kogo należy zatem przyszłość? 

Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu. 

Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym. Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB. 

Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii. 

Państwa afrykańskie państwa swoją o wiele silniejszą pozycję zawdzięczać będą nie tylko poprawiającej się sytuacji gospodarczej, ale także ogromnemu przyrostowi ludności, która wkrótce ulegnie w tych krajach podwojeniu. Demografia zdaje się mieć w omawianym raporcie znaczenie kluczowe - widać wyraźny związek między spodziewanym, szybkim rozwojem a ilością nowych mieszkańców. 

Nowi gracze 

Interesująco prezentuje się lista państw, których znaczenie zdecydowanie wzrośnie. Zdaniem autorki raportu wśród liderów wzrostu gospodarczego wymienić należy Egipt, Turcję, Ukrainę i Nigerię. Turcja już dzisiaj wyrasta na lidera regionu, wspomnieliśmy już o wzroście znaczenia Nigerii, interesująca jest na pewno opinia na temat Ukrainy. Otóż zdaniem autorki w nadchodzących dekadach rozwój gospodarczy tego państwa wynosić będzie średnio 4-5% rocznie. Ma to się stać pomimo wyraźnego spadku ludności Ukrainy oraz o wiele gorzej sytuacji w porównaniu z większością krajów postkomunistycznych. 

W tej grupie dobrze rokują również Rumunia i Czechy, które mają pozostać najlepiej rozwijającą się gospodarką regionu Europy Środkowej. 

A co z Polską? 

Polska jak się okazuje znalazła się w grupie krajów o najniższym wzroście gospodarczym. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nasza pozycja pozostanie mniej więcej taka jaka była. 

Cały raport chociaż z pewnością dostarcza wielu interesujących prognoz, sprawia wrażenie mało odkrywczego. Przede wszystkim zdaje się opierać jedynie na tym jak prezentuje się sytuacja poszczególnych państw w dniu dzisiejszym i próbuje je odnieść na kilkadziesiąt lat w przyszłość. Historia uczy nas zaś, że rzadko kiedy coś co zapowiadano jako pewnik sprawdzało się w rzeczywistości. Przede wszystkim raport zakłada istnienie stałych granic państw, nie uwzględnia tak istotnych przy takich analizach ewentualnych konfliktów zbrojnych ani poważniejszych kryzysów gospodarczych, katastrof ekologicznych czy innych istotnych zwrotów jakie już niejednokrotnie miały miejsce w historii. Wszystko to sprawia, że na raport warto spojrzeć nieco z dystansem.


środa, 11 stycznia 2012

Zbigniew Brzeziński: kto straci na wycofaniu się USA?

Zbigniew Brzeziński jest z pewnością jednym z najbardziej wpływowych współczesnych analityków. Z jego zdaniem wciąż liczy się wielu ludzi na całym świecie a publikacje jego autorstwa są szeroko komentowane. W artykule "8 Geopolitycznie Zagrożonych Gatunków" ("8 Geopolitically Endangered Species") opublikowanym w najnowszym numerze prestiżowego "Foreing Policy" wymienił on szereg głównych państw zagrożonych ewentualnym upadkiem Stanów Zjednoczonych. 

Autor słynnych słów, że "Ameryka jest zbyt słaba, by sama rozwiązywać problemy światowe i zbyt potężna, by można je rozwiązać bez niej." zwrócił uwagę na fakt, że w przypadku ewentualnego wycofania się Stanów Zjednoczonych z prowadzonej przez nią globalnej polityki stracić mogą przede wszystkim relatywnie nieduże bądź słabe państwa graniczące z silnym i ekspansywnym sąsiadem. Podkreślił przy tym przede wszystkim rosnące znaczenie takich regionalnych potęg jak Indie i Chiny a także zmianę polityki rosyjskiej. 

Kto więc zdaniem Brzezińskiego straci na wycofaniu się Amerykanów? 

1. Gruzja - bez wątpienia to kaukaskie państwo jest szczególnie zagrożone ewentualnym wycofaniem się poparcia USA. Brzeziński wskazuje, że region ten ma szczególne znaczenie dla Rosji i ewentualne wycofanie się USA z poparcia dla Gruzji skończy się szybką reakcją Moskwy. Dodał przy tym, że pomoc USA ma również charakter ekonomiczny - od czasu wojny w 2008 roku Gruzja otrzymała blisko miliard dolarów.

2. Tajwan - "Narodowe Chiny" od prawie 60 lat pozostają niezależne od rządzonej przez komunistów części kontynentalnej. Od czasu wejścia przez ChRL na ścieżkę reform napięcia między obydwoma państwami chińskimi powoli maleją, jednakże zdaniem Brzezińskiego powolna integracja jest możliwa między innymi dzięki temu, że Tajwan może liczyć na amerykańskie wsparcie. Gdyby poparcie to wycofano można się spodziewać przyspieszenia integracji, lecz tym razem warunki dyktowaliby o wiele silniejsi komuniści. 

3. Korea Południowa - podobnie jak w przypadku Tajwanu wycofanie się USA oznacza wzrost znaczenia Chin w regionie. ChRL pozostaje też protektorem Korei Północnej co wiązać się może z utrudnieniem wzajemnych kontaktów. Według Brzezińskiego skończy się to zbliżeniem między Seulem a Tokio, choć oba kraje ze względu na zaszłości historyczne  nie pałają do siebie sympatią.

4. Białoruś -  chociaż związki tego państwa z Rosją już teraz są bardzo silne, to zdaniem amerykańskiego eksperta ewentualne połączenie się obu państw blokuje między innymi przeciwwaga w postaci obecności USA w Europie. Ich wycofanie się sprawi, że dalsza integracja pozbawiona będzie jakiegokolwiek ryzyka, a co więcej sprawi, że zagrożone staną się państwa bałtyckie z Łotwą na czele. 

5. Ukraina - państwo to pozostaje w rozkroku między Wschodem i Zachodem. Bez USA Europa będzie zdaniem Brzezińskiego za słaba by utrzymać zachodni kierunek tego państwa i w efekcie skończy się to powolnym przejęciem kontroli nad Ukrainą przez Rosjan. Państwo to ma szczególne znaczenie bo dzięki niemu Rosja stanie na drodze do odbudowy swojej mocarstwowości.

6. Afganistan -  ten zniszczony przez wiele lat wojen kraj po wycofaniu USA stanie według Brzezińskiego po raz kolejny w obliczu wojny. Tym razem zagrożenie stanowić ma ewentualny konflikt między Indiami i Pakistanem a także powrót Talibów i odbudowa zaplecza dla terroryzmu. 

7. Pakistan - to pełne kontrastów mocarstwo nuklearne, wciąż pozostaje niestabilne i zagrożone wybuchem konfliktu wywołanego przez wewnętrzne tarcia. Brzeziński twierdzi, że jedynie Stany Zjednoczone są zdolne zrestrukturyzować i unowocześnić Pakistan, bez ich obecności państwo to może szybko przekształcić się w kolejny Iran uzbrojony dodatkowo w broń atomową. 

8. Izrael i Wielki Bliski Wschód - ewentualne wycofanie się Amerykanów oznaczać może tylko jedno: konflikt między najsilniejszymi graczami w regionie, szczególnie między Izraelem i Iranem co skończyłoby się tragicznie przede wszystkim dla państw słabych, takich jak Liban czy Palestyna. 

W artykule Zbigniewa Brzezińskiego wyraźnie widać przekonanie o tym, że to właśnie Stany Zjednoczone są mocarstwem, które stabilizuje światowy ład. Stoi to w zupełnej sprzeczności z opiniami wielu innych komentatorów, których stanowisko niejednokrotnie było na tym blogu przytaczane. Na ile artykuł Brzezińskiego jest pewną prognozą a na ile zwykłym "straszakiem" mającym odegrać swoją rolę przed wyborami prezydenckimi w USA czytelnicy muszą odpowiedzieć sobie sami. 


niedziela, 8 stycznia 2012

Mudżahedin - Syed Zaid Hamid

Tym razem w Encyklopedii Spisku skierujemy się w jeden z zapalnych regionów tego świata. Sytuacja tam zostanie opisana z perspektywy postaci, o której do tej pory nie pisano jeszcze w języku polskim. 

fot. facebook.com
Syed Zaid Hamid, pakistański publicysta, komentator ds. bezpieczeństwa, założyciel think tanku Brasstacks. Urodził się w Karachi w Pakistanie w 1964 roku. Jego ojciec był oficerem Armii Pakistanu. W 1980 roku na uniwersytecie w Karachi uzyskał tytuł licencjata z inżynierii komputerowej. 

W czasie konfliktu w Afganistanie zgłosił się na ochotnika po stronie Mudżahedinów walczących z Sowietami (ten trwający blisko sześć lat okres życia opisał w wydanej niedawno książce „From Indus to Oxus”), brał udział między innymi w walkach pod Kabulem. Jak podano na stronie założonego przez niego think-tanku Brasstacks: 

„W okresie tym z pierwszej ręki poznał działanie operacji partyzanckich (…). Jego podróż do Afganistanu pozwoliła mu stworzyć sieć kontaktów z wieloma ważnymi postaciami dżihadu, zarówno z Afganistanu jak i Pakistanu. Dało mu to unikalny wgląd w psychikę Afgańczyków, ukryte mechanizmy rządzące polityką regionu, w historię całej operacji jak również rolę jaką odegrało CIA i innych agencje w całej grze.” 

Po wojnie Zaid wykorzystał nabyte doświadczenie zajmując się kwestiami bezpieczeństwa. Pod koniec lat 90-tych stworzył własną firmę Brass Tack Security, która w 2001 roku zyskała także swoje drugie oblicze – niezależnego think-tanku. 

Popularność zyskał przede wszystkim dzięki swojemu programowi telewizyjnemu prowadzonemu w płatnej telewizji New One. Nadawany od kilku lat program ma dużą oglądalność a Zaid stał się znanym komentatorem wydarzeń militarnych i strategicznych związanych z Pakistanem. 

Poglądy 

Opinie wygłaszane przez Zaida przez wielu pakistańskich komentatorów zostały uznane za „teorie spiskowe”. Twierdzi on, że Pakistan pełni szczególną rolę na Bliskim Wschodzie, gdyż dzięki posiadanej broni atomowej stanowi zaporę przez syjonizmem reprezentowanym nie tylko przez państwo Izrael, ale także Indie. Istotną rolę odgrywa w tym również CIA, której celem jest destabilizacja kraju i realizacja scenariusza jugosłowiańskiego a co za tym idzie przejęcie kontroli nad bronią atomową.

Twierdził między innymi, że za atakami w Bombaju w listopadzie 2008 roku, w którym zginęło 195 osób stały powiązane z syjonistami służby indyjskie i atak można traktować jako indyjski odpowiednik ataków z 11 września. 

W wywiadzie dla telewizji Press TV wskazał na szereg dowodów mających świadczyć o podstawowej różnicy między talibami operującymi w Pakistanie, a tymi którzy działają w Afganistanie. Jego zdaniem wiele z walczących oddziałów talibów to w rzeczywistości indyjscy agenci, wspierani i zbrojeni przez rząd w Nowym Delhi. 

Pozostaje wierny tradycji islamskiej, postuluje wprowadzenie prawa szariatu na terenie Pakistanu, gdyż jego zdaniem chociaż państwo powstało jako kraj dla muzułmanów to jednak zachowało świecki charakter. Uważa on, że wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie zakończy się ogromnym zwycięstwem islamu, zniszczeniem Indii i przede wszystkim krokiem do stworzenia światowego kalifatu.



poniedziałek, 28 listopada 2011

Pakistan wysyła ultimatum Stanom Zjednoczonym

Po ataku przeprowadzonym przez lotnictwo NATO na pakistański posterunek w pobliżu afgańskiej granicy władze w Islamabadzie zażądały by personel amerykański w ciągu 15 dni opuścił bazę sił powietrznych Shamsi w prowincji Beludżystan. 

premier Pakistanu
Rząd w Islamabadzie podejrzewa, że znajdująca się na północnym wschodzie kraju baza była wykorzystywana podczas operacji z udziałem dronów. 

Jak podaje Polska Agencja Prasowa żądanie zostało sformułowane kilka godzin po tym jak lotnictwo NATO dokonało ataku na pakistański posterunek około 2,5 kilometra od granicy z Afganistanem. W ataku miało zginąć od 24 do 28 osób. 

Według „The Hindustan Times”, premier Pakistanu Yousuf Raza Gilani po nadzwyczajnym posiedzeniu ministrów i najważniejszych pakistańskich dowódców wojskowych oświadczył w niedzielę, że dokona „rewizji umowy” z NATO i ISAF (International Security Assistance Force). Pod uwagę brana jest również rewizja współpracy wojskowej i dyplomatycznej. 

W reakcji na zaistniały incydent wezwany został amerykański ambasador, a władze w Islamabadzie zablokowały linie zaopatrzeniowe wojsk NATO do Afganistanu. 

Pakistan jest jednym z krajów, w których aktywność UAV czyli dronów jest największa. Jak podaje londyńskie The Bureau of Investigative Journalism zajmujące się monitoringiem aktywności dronów liczba ataków przy użyciu tych urządzeń przekroczyła 300: 


Suma zabitych: 2,318 – 2,912
Liczba zabitych cywilów: 386 – 775
Liczba zabitych dzieci: 173
Ogólna liczba rannych: 1,141- 1,225
Suma ataków: 300
Suma ataków za kadencji Obamy: 248


sobota, 12 listopada 2011

Pakistan zacieśnia współpracę z Rosją i Chinami

Premier Pakistanu, Yousuf Raza Gilani przybył w niedzielę 6 listopada do Sankt Petersburga w celu przyłączenia jego kraju do Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO). 

Podczas nadchodzącego 10. szczytu SCO Pakistan, do tej pory obserwator, będzie starać się uzyskać status jej członka. Premier zapowiedział, że jego rząd będzie nie tylko wspierał, ale wręcz zapraszać rosyjski biznes i inwestorów do wspierania pakistańskiej gospodarki. 

Szanghajska Organizacja Współpracy została powołana w 2001 roku w Szanghaju przez przywódców sześciu państw, Rosji, Chin, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Swoim zasięgiem terytorialnym obejmuje 60% eurazjatyckiej masy kontynentalnej oraz ćwierć światowej populacji.



wtorek, 8 listopada 2011

Szokująca relacja likwidatorów bin Ladena

Dziennik Polska The Times doniósł, że komandosi elitarnej amerykańskiej jednostki "Foki" ujawnili prawdziwe szczegóły operacji, w czasie której zabito Osamę bin Ladena. Krytykują polityków, że za wcześnie ujawnili fakt zabicia terrorysty. Zgodnie z ich relacją Osama bin Laden zginął w 90. sekundzie po tym, jak komandosi wylądowali na terenie posiadłości, gdzie się ukrywał, a nie po długiej i zaciętej walce. Tak wynika z pierwszej oficjalnej relacji jednostki uczestniczącej w szturmie. Operację przeprowadzono z chirurgiczną precyzyjną - wystrzelono tylko 12 pocisków. Oburzeni komandosi amerykańskiej marynarki wojennej Navy SEALs, jak czytamy w relacji postanowili przemówić i zdementować wersję wydarzeń przedstawioną przez polityków, którzy zrobili z nich bezwzględnych morderców, gotowych na rozkaz zabić z zimną krwią. 

Tyle rewelacje. Skoro tak to zadajmy sobie pytanie, jakim cudem podczas owej chirurgicznej operacji, w dwunastu strzałach zabito terrorystę? Z relacji amerykańskiej administracji wynikało, że bin Laden został zabity pod koniec operacji, podczas gdy w rzeczywistości zginął na samym jej początku. Pfarrer twierdzi, że gdyby bin Laden się poddał, zostałby ujęty.

Jak widać cuda się zdarzają. Tyle tylko, że w kontekście przytoczonych zeznań jasno wynika, iż śmierć bin Ladena była nie wynikiem zdesperowanej obrony a wręcz przeciwnie stała się wynikiem przyjętego z góry założenia.

wtorek, 13 września 2011

Atak dronów

Pod koniec sierpnia ogłoszono informację o zabiciu kolejnego ważnego przywódcy Al-Kaidy. Był nim Atiyah Abd al-Rahman, Libijczyk uznawany za numer 2 w obecnej hierarchii organizacji. Jego śmierć w górach na północnym-wschodzie Pakistanu 22 sierpnia była kolejnym atakiem, w którym nie brali jednak udziału prawdziwi żołnierze. Wszystkim zajęły się bojowe drony. 

Drony, czyli unmanned aerial vehicle (UAV) to bezzałogowe samoloty używane przede wszystkim w celach militarnych. Do niedawna były one kojarzone raczej z działaniami rozpoznawczymi i szpiegowskimi, z ich pomocy skorzystano między innymi przy rozpoznaniu terenu wokół domu, w którym miał przebywać Osama Bin Laden, zabity rzekomo przez Navy SEALS na początku maja. 

O zastosowaniu bezzałogowych samolotów do celów wywiadowczych, można było przeczytać od lat. Szczególnie dużo mówiło się o użytkowanym w latach 1994-2011 General Atomics MQ-1 Predator. Początkowo "Predatory" wykorzystywano głównie do przeprowadzania akcji rozpoznawczych, jednak po interwencji USA w Afganistanie pojawił się pomysł by wykorzystać drona również do zadań bojowych. Aż do ich wycofania w marcu 2011 roku drony te brały udział w akcjach na terenie Afganistanu i Iraku, ale pojawiały się również podczas konfliktów bałkańskich, w Bośni i Kosowie. 

MQ-9 Reaper w locie

Jego następcą stał się General Atomics MQ-9 Reaper. "Żniwiarz" jest pierwszym samolotem typu hunter-killer. Uzbrojony jest w bomby naprowadzające za pomocą laserów bądź GPS, a także 14 pocisków AGM-114 Hellfire. 


Ciche przejście do działań ofensywnych 

Pomimo, że z roku na rok ich aktywność wyraźnie rośnie, praktycznie do 2011 roku ciężko było znaleźć oficjalne doniesienia o zastosowaniu dronów bojowych. Według Biura Dziennikarstwa Śledczego (The Bureau of Investigative Journalism), które zajmuje się monitorowaniem działań dronów, obecnie można mówić o 295 atakach, w których łącznie zginęło około dwóch i pół tysiąca osób. Co ciekawe za kadencji laureata pokojowej nagrody Nobla - Baracka Obamy ataki za pośrednictwem tych urządzeń przeprowadzono dotychczas już 243 razy. Operują one głównie na obszarze Bliskiego Wschodu, a ich aktywność rozciąga się od Kenii i Somalii aż po państwa środkowoazjatyckie takie jak Kazachstan. Obszarem o największej koncentracji ataków z wykorzystaniem tych maszyn jest pozostający oficjalnie w sojuszu wojskowym z USA Pakistan. 

Stosunek władz pakistańskich do dronów zmieniał się w przeciągu ostatniej dekady. Shamshad Ahmad były minister spraw zagranicznych i ambasador Pakistanu przy ONZ powiedział serwisowi IPS, że w latach 2004-2007 prezydent Pervez Musharraf zgodził się na ataki dronów, chcąc w ten sposób wyrazić poparcie dla administracji George'a W. Busha w walce z siatką Al-Kaidy. Strona amerykańska miała nie tylko autonomię w doborze celów, ale także propagandowe wsparcie pakistańskich władz, które po każdorazowym ataku dronów rozpowszechniały informację, że eksplozje były spowodowane przez bomby domowej roboty. 

Całej akcji nie udało się jednak utrzymać na dłuższą metę w tajemnicy, gdyż jak się okazało ataki dronów były nieprezycyjne i często zamiast przywódców Al-Kaidy ofiarami ataków padali przypadkowi cywile. 

Predator odpalający pociski typu Hellfire
Jednym z najbardziej znanych incydentów miał miejsce pod koniec października 2006 roku, kiedy to zginęły 82 osoby, w tym w większości uczniowie medresy we wsi Chenagai. Po tym wydarzeniu Musharraf wydał rozkaz, aby odpowiedzialność za atak wzięła na siebie pakistańska armia. Co warte odnotowania, dzień wcześniej w okolicy zgromadziła się starszyzna okolicznych plemion by przedyskutować ewentualne warunki zawarcia pokoju. Nie trzeba oczywiście dodawać, że po ataku szanse na porozumienie przepadły. 

W sumie w latach 2004-2007 w wyniku ataków dronów na świecie zginęło 168 osób w tym 109 cywili, z których 82 było nieletnich. Od 2008 roku działania stały się o wiele intensywniejsze. Większość z ataków na terenie Pakistanu koncentrowała się na talibach, ale również wtedy wysoki odsetek ofiar stanowili cywile (1091 z 2134 łącznie zabitych w latach 2008-2011). Według Garetha Portera z IPSnews.net dopiero wydarzenia z początku 2011 roku wpłynęły na zmianę stanowiska pakistańskich władz. Wiosną bieżącego roku na siedem tygodni aresztowano agenta CIA Raymonda Davisa, a zaledwie dzień po jego wypuszczeniu, dokonano ataku na trwające spotkanie członków starszyzny plemion w północnym Waziristanie. Po tym incydencie, który został zinterpretowany jako akcja odwetowa CIA, po raz pierwszy wysoko postawiony oficer armii Pakistanu oświadczył, że do ataku doszło przy użyciu dronów. 

Chociaż Pakistan pozostaje krajem, w którym do ataków przy użyciu bezzałogowych samolotów dochodzi najczęściej, to jednak liczba operacji podczas których korzysta się z dronów stale rośnie. Dla przykładu od czasu rozpoczęcia operacji "Świt Odysei" w marcu 2011 roku tylko do końca czerwca w Libii doszło aż do 42 ataków. 

Również w Somalii, w której od 1993 roku nie stacjonują żadne amerykańskie wojska, 23 czerwca doszło do ataku na dwóch przywódców Młodzieżowego Ruchu Mudżahedinów. Według słów anonimowego informatora, który wypowiedział się dla Washington Post, zabici Somalijczycy "planowali przeprowadzenie ataków w Europie". 

Medialna zasłona na temat skutków ataków dronów bojowych zaczyna powoli opadać i w ostatnim roku pojawia się coraz więcej doniesień na temat ich działalności. Wiele kontrowersji budzi fakt, że maszyny te są nieprezycyjne i wielokrotnie w wyniku ich ataków ofiarami padały osoby postronne. Nie tylko z resztą miejscowi cywile ponoszą ryzyko, gdyż w kwietniu 2011 roku media poinformowały o śmierci dwóch amerykańskich żołnierzy, którzy zostali omyłkowo zabici przez drona w Afganistanie. 


Zmieniająca się technologia 

Początki badań nad bezzałogowymi maszynami bojowymi sterowanymi za pomocą fal radiowych sięgają okresu po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Na początku lat 30-tych pojawiły się pierwsi przodkowie wspomnianego na początku "Żniwiarza", brytyjski "DH.82B Queen Bee" i amerykański Curtiss "N2C-2". Bezzałogowe samoloty znalazły na niewielką skalę zastosowanie już w czasie II Wojny Światowej, kiedy to po raz pierwszy użyto niewielkiego "PQ-8", a także bezzałogowych wersji bombowców. 

W okresie powojennym technologia była rozwijana po obu stronach Żelaznej Kurtyny, Anglosasi rozwijali wówczas między innymi drony z rodziny BTT (Basic Training Target), takie jak "MQM-36 Shelduck" i "MQM-57 Falconer", które wykorzystywane były jeszcze do lat 80-tych. W tym samym czasie po stronie sowieckiej również trwały badania nad samolotami bezzałogowymi, pierwszy model powstał w latach 50-tych i był nim Ławoczkin "La-17", którego testowe loty miały miejsce w 1953 roku. 

Przez cały okres międzywojenny badania nad dronami miały charakter dwukierunkowy – pierwszym były projekty maszyn wielkości standardowych samolotów, drugim zaś niewielkich urządzeń, które trudniej było zestrzelić, były więc o wiele lepsze do działań o charakterze szpiegowskim. Najsłynniejsze współczesne "Predatory" i "Reapery" to drony o dość dużych rozmiarach wymaganych do przenoszenia uzbrojenia i kilkudziesięciu kamer. Równocześnie jednak trwają badania nad stworzeniem niewielkich rozmiarów urządzeń, które będzie można zastosować w celach militarnych. 

Naukowcy pracują obecnie intensywnie nad dronami, które naśladując ptaki bądź owady, będą w stanie skutecznie działać na polu walki. Obecnie Pentagon dysponuje ponad 7 tysiącami sztuk maszyn zbudowanych jeszcze w poprzedniej dekadzie. Planuje jednak przeznaczyć poważne środki finansowe potrzebne do opracowania technologii, która do 2030 roku umożliwiłaby stworzenie "much szpiegowskich", czyli robotów wywiadowczych bardzo niewielkich rozmiarów. Choć według oficjalnych doniesień projekt ten jest wciąż na początkowym etapie, to jednak różnego rodzaju "przecieki" wskazują na to, że w wielu przypadkach testowane są już prototypy, takie jak choćby ujawniony w lutym projekt drona-kolibra stworzonego przez kalifornijską firmę AeroVironment. O tym jak niewiele wiadomo o stopniu zaawansowania niektórych projektów, świadczyć mogą zdjęcia tajemniczego "ptaka", który spadł pod koniec sierpnia w Pakistanie. Przypominający ptaka dron nie przypomina żadnego z dotychczas znanych modeli tego typu urządzeń, ponieważ jednak był on wyposażony w kamerę i wykorzystywano go na terenie Pakistanu, można przypuszczać, że tego typu robot fazę testów miał już daleko za sobą i był wykorzystywany do regularnych działań. 

Czy nowe rozwiązania technologiczne i udoskonalone drony, które będą w stanie przeprowadzić atak w dowolnym miejscu na świecie sprawią, że liczba ofiar po stronie cywili zmaleje? Według byłego oficera CIA, Philipa Giraldi jest to nie możliwe, gdyż jak stwierdził on w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RT "broń jest zależna od działalności szpiegowskiej i to wywiad identyfikuje terrorystę, a w tym nie jest on najlepszy, podejrzewam więc, że nowoczesna technologia nie zrobi wielkiej różnicy". 


Skutki zwiększenia obecności działania dronów podczas działań wojennych 

Wszystko wskazuje na to, że roboty będą stanowić przyszłość wojskowości, jak zauważył niezależny analityk i publicysta James Corbett „pojawia się pytanie czy Amerykańskie ataki dronów w Pakistanie i Jemenie nie są faktycznie zapowiedzią nowej ery w działaniach wojennych, ery w której wojskowa interwencja będzie miała miejsce po prostu dlatego, że może zostać przeprowadzona bez żadnego ryzyka dla atakującego”. 

Kokpit sterujący dronem
W obliczu obiecanego przez Obamę wycofania 33 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Afganistanu przed wrześniem 2012 roku, wykorzystanie zdalnie sterowanych urządzeń do prowadzenia dalszych działań wojennych zdaje się być logicznym kierunkiem. Od czasów wojny w Wietnamie, która zakończyła się między innymi w wyniku nacisków opinii publicznej, liczba ofiar po stronie amerykańskich żołnierzy jest istotnym czynnikiem wpływającym na poparcie dla prowadzonych działań wojennych. Redukcja tego czynnika dzięki zastosowaniu dronów bojowych może doprowadzić do znacznego spadku liczby ofiar po stronie amerykańskiej, a tym samym znacznego obniżenia się nastrojów pacyfistycznych. 

Drugim ważnym skutkiem powszechniejszego użycia dronów sprawia, że ludzie podejmować będą decyzje dotyczące życia i śmierci bez narażania własnego życia. Do tej pory silnie działał czynnik psychologiczny, gdzie żołnierz poprzez bezpośrednią obecność na polu walki pozostawał w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Dla pilota drona ten bezpośredni kontakt znika, zaś same działania zaczynają przypominać grę komputerową, gdzie postać wroga ma charakter wirtualny. 


Drony wśród cywili 

Chociaż ataki ze strony dronów bojowych mają obecnie miejsce w islamskich krajach Afryki i Azji, to jednak nie oznacza, że ich działania nie rozszerzą się na inne części świata. Już teraz pod pretekstem bezpieczeństwa policja w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii eksperymentuje z zastosowaniem dronów szpiegowskich do monitorowania ulic. W tym przypadku ma nie chodzić jednak o tropienie talibów, lecz o skuteczniejszą walkę z przestępczością. W styczniu 2010 roku brytyjski Guardian poinformował o nawiązaniu współpracy między zbrojeniowym potentatem BAE Systems a policją z hrabstwa Kent, mającą na celu wdrożenie dronów szpiegowskich w działaniach cywilnych. Poligonem doświadczalnym mają być przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie drony mają monitorować rejony szczególnie zagrożone wybuchem protestów i zamieszek. Zresztą pierwsze prototypy są już w użyciu, doszło nawet do pierwszego aresztowania dokonanego przy pomocy policyjnego drona, według gazety Dailymail miało to miejsce w sierpniu 2009 roku po protestach zorganizowanych przez British National Party. Ojczyzna twórców najsłynniejszych antyutopii XX wieku - George'a Orwella i Aldousa Huxleya najwyraźniej przoduje we wdrażaniu nowych technik inwigilacji, jednak również po drugiej stronie oceanu trwają pilotażowe prace nad wprowadzeniem cywilnych dronów. Do tej pory Amerykanie na swoim terenie używali ich co najwyżej do monitorowania granicy z Meksykiem. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszym miastem, w którym także policja zacznie korzystać z pomocy dronów będzie Miami. Co ciekawe, jej przedstawiciele oficjalnie przyznali w telewizji, że urządzenia te będą w stanie nawet „zajrzeć” do przez okno do domu amerykańskiego obywatela. Nie jest to oczywiście jedyne miasto, w którym rozważa się podobne projekty, choć w niektórych miejscach władze wyraźnie starają się je ukryć. O planach policji z Houston, która potajemnie testowała nowe drony dowiedziała się lokalna stacja telewizyjna i jedynie dzięki ich interwencji informacja przedostała się do szerszej grupy obywateli. 

Wprowadzenie cywilnych dronów do kontrolowania zachodnioeuropejskich miast doskonale wpisuje się w ogólnoświatowy trend zwiększania kontroli na obywatelami. Już nie tylko podsłuchy i wszechobecne kamery będą w stanie śledzić każdy nasz krok, ale nawet poza miastem nie będziemy mogli mieć pewności, że krążący nad nami ptak nie jest przypadkiem zdalnie sterowanym robotem. Jak pokazały zaś wydarzenia w Iraku, Afganistanie, a przede wszystkim w Pakistanie drony szpiegowskie od bojowych dzieli jedynie krok. 

Zobacz także:


środa, 25 maja 2011

Osama - wielkie kłamstwo

Na portalu YouTube umieściłem polskie tłumaczenie bardzo interesującego materiału dotyczącego domniemanej śmierci Osamy Bin Ladena i płynących z tego konsekwencji.





Autor komentarza, James Corbett jest niezależnym dziennikarzem, autorem strony CorbettReport.com.

Zobacz także:

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf