Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III Rzesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III Rzesza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 sierpnia 2018

Ostatni znany nazista został deportowany z USA


Człowiek, który uważany był za ostatniego nazistowskiego kolaboranta II wojny światowej w Stanach Zjednoczonych, został deportowany do Niemiec. Samolot przewożący 95-letniego Jakiwa Palija, który mieszkał w Nowym Jorku przez prawie 70 lat po drugiej wojnie światowej, przybył do Dusseldorfu w Niemczech 21 sierpnia.


Urzędnicy Departamentu Sprawiedliwości twierdzą, że Palij służył jako uzbrojony strażnik w obozie śmierci Trawniki w okupowanej przez nazistów Polsce. Palij, który jest pochodzenia ukraińskiego, urodził się na byłym terytorium Polski na obszarze, który obecnie znajduje się na Ukrainie. Wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w 1949 r. Sfałszowane dokumenty i status uchodźca umożliwiły mu uzyskanie obywatelstwa USA w 1957 roku. W tym okresie zupełnie nikt nie kojarzył go z działalnością i współpracą z nazistami. 

W 2003 r odkryto, kim jest były pracownik obozu nasistowskiego. Palij został pozbawiony obywatelstwa w 2005 r. Przez amerykańskiego sędziego. Rozkaz deportacji nie był wykonywany od lat, w dużej mierze dlatego, że ani Polska, ani Ukraina nie zgodziły się na przyjęcie go do kraju. Niemcy również nie przyjęły natychmiast Palij, mówiąc, że nigdy nie był obywatelem Niemiec. Ostatecznie 95 letni mężczyzna ma stanąć przed sądem w Niemczech.

piątek, 16 stycznia 2015

Tajemnica "pustej ziemi" - czy nazistowskie mapy są prawdziwe?

Wśród narosłych wokół III Rzeszy legend, mitów czy po prostu niepotwierdzonych teorii znajduje się jedna z najbardziej niesamowitych i budzących najwięcej kontrowersji. Chodzi mianowicie o doniesienia, jakoby pod powierzchnią Antarktydy znajdowało się wejście pod powierzchnię ziemi. W tej tajemniczej krainie panować mają warunki pozwalające rozwijać się żywym istotom a nawet zapewniające przetrwanie istotom ludzkim. Czy władze III Rzeszy uwierzyli tym teoriom i wysłali ku lodom Antarktydy ekspedycję, która dokonała sensacyjnego odkrycia? Wszystko zależy od tego jak odniesiemy się do poniższym map:





źródło: http://in5d.com/third-reich-maps-of-the-inner-earth/

niedziela, 2 listopada 2014

Przypominamy: Historia niemieckiej inwazji na Stany Zjednoczone

Czy wyobrażacie sobie, że w trakcie II Wojny Światowej Niemcom nagle udaje się dokonać udanego desantu na wybrzeżach Ameryki? Albo stosują oni broń, która doprowadza Waszyngton do poddania się? To wszystko political fiction, ale była pewna historia kiedy grupie szpiegów udało się dotrzeć prosto do Ameryki.

Kilka dni temu na łamach chicagowskiej gazety opisano interesującą historię szpiegowską z czasów II Wojny Światowej. Oto jak przebiegała pierwsza od 1812 roku inwazja na terytorium USA.


W lipcu 1942 roku do wschodnich wybrzeży USA podpłynęły dwie niemieckie łodzie podwodne. Jedna skierowała się w stronę Florydy, druga w kierunku Long Island. Po tym gdy ich pasażerowie znaleźli się na amerykańskim brzegu, przez nikogo nie zauważone U-booty udały się sobie tylko znanym kierunku. 
Tymczasem na Long Island grupa przybyszy została dostrzeżona przez pracownika straży przybrzeżnej.  Chcąc go przekupić oferowali mu ogromną jak na tamte czasy sumę 270 dolarów. Strażnik nie dał się skusić i już kilka dni później zostali oni wytropieni przez służby federalne. 




sobota, 4 października 2014

"Zwłok Hitlera nigdy nie zidentyfikowano", czyli gdzie umarł Kanclerz III Rzeszy?

Nie ma chyba nardziej znienawidzonej historycznej postaci niż Adolf Hitler. Emocje z nim związane, ale też tajemnice jakie łączą się z niemieckim przywódcą sprawiają, że niejasne okoliczności jego śmierci to tajemnica, którą będziemy próbowali rozstrzygnąć jeszcze przez wiele nastepnych lat. Przypominym dwa słynne cytaty dotyczące jego zgonu:


Gieorgij Żukow (1945):
 
"Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera".
Dwight D. Eisenhower (1952): 
 
“Nie byliśmy w stanie dotrzeć do nawet skrawka namacalnych dowodów dotyczących śmierci Hitlera. Wielu ludzi wierzy w to, że Hitler uciekł z Berlina”.

Ktoś z Berlina uciekł. Czy mógł być to Adolf Hitler? Przypominamy stary tekst traktujący o tej sprawie.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy", rozdział Rozdział 38 Międzyzdroje, Polska


Poul wrócił do pokoju. W powietrzu zapach palonej fajki mieszał się z aromatem świeżo zaparzonej kawy.
– No, to teraz, jeżeli nie interesowałeś się wcześniej tajemnicami III Rzeszy, trochę cię zaskoczę – powiedział Wiktor. – W Wiedniu odkryto dokumenty, w oparciu o które można stwierdzić, że w ośrodkach badawczych Niemiec mogły powstać pojazdy, które obecnie określa się mianem UFO. Innymi słowy, to co często uznaje się za pojazdy przybyszów z kosmosu, wcale nie musi być wytworem cywilizacji pozaziemskich.
– Chyba żartujesz… – powiedział zaskoczony Poul. – Jakie UFO?
– Posłuchaj, 14 grudnia 1944 roku New York Times zamieścił informację, że nad Niemcami latają okrągłe, pozbawione skrzydeł pojazdy. Pojawiają się pojedynczo lub w formacjach. Niektóre są metaliczne, inne wydają się przezroczyste. Ich sposób poruszania się mógłby sugerować, że Niemcy wynaleźli antygrawitację. Nikt nie wie jednak, jak tego dokonali. Brytyjczycy zlokalizowali lądowiska tajemniczych obiektów. Co ciekawe, miejsc tych nie zbombardowano. Bazy te istnieją po dziś dzień – są tajne i pilnie strzeżone. Z informacji znajdujących się w wiedeńskim archiwum wynika, że podczas wojny udało się Niemcom wyprodukować, oprócz powszechnie znanych V-1 i V-2, również V-4 i V-7, lecz prawdziwą rewelacją miał być pojazd o kodowej nazwie Vril-1 oraz jego rozwinięcie Vril-2. Ich twórcą był Victor Schauberger. Oba prototypy miały wykorzystywać napęd antygrawitacyjny. Vril-1 przeszedł ponoć pomyślnie próby w locie, a są tacy, którzy twierdzą, że to właśnie ten pojazd widział i sfotografował na Księżycu amerykański kosmonauta Edwin Aldrin. No i tak naprawdę nie wiadomo, co miał na myśli Armstrong, przekazując na Ziemię zdanie: „Nie jesteśmy tu sami”. Wiadomo jednak, że Hitler marzył o podboju kosmosu. Czyżby częściowo mu się to udało?
– Czy masz może coś innego niż wino? – zapytał Poul. – To, co mówisz, wymaga zdecydowanie mocniejszego alkoholu.
– Proszę cię bardzo – uśmiechnął się Wiktor. – Otwórz szafkę. Tę – wskazał. – Znajdziesz tam, co zechcesz.
Poul wstał i otworzył barek. Wyjął z niego pękatą butelkę bourbona. Po chwili usiadł w fotelu.
– Mów, proszę, dalej. Powiem ci, że nie mogę uwierzyć, by sprawa ta do dzisiaj się nie wydała.
– Praktycznie wszystkie rządy uczestniczą w utajnianiu informacji o UFO. Przytoczę pewien fakt z 1968 roku. Wtedy właśnie dwóch przyjaciół z Kalifornii było świadkami lądowania niezidentyfikowanego obiektu latającego. Najdziwniejsze jednak było to, co oświadczyli po tym wydarzeniu. Otóż stwierdzili oni zgodnie, że… załoga pojazdu porozumiewała się między sobą po niemiecku! Rząd zareagował natychmiast. Obydwaj świadkowie zostali zatrzymani i na długie lata umieszczeni w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze, choć lekarze jednogłośnie twierdzili, że ich zdrowie psychiczne nie budzi żadnych zastrzeżeń. Po opuszczeniu szpitala byli już tylko wrakami ludzi.
Jeszcze więcej tajemnic związanych jest z niemiecką wyprawą na Antarktydę, podjętą w 1938 roku. Jej dowódcą był kapitan Ritsher. Obecnie wiadomo jedynie, że misja miała charakter militarny. Nie ujawniono jednak, co Niemcy robili w tym niedostępnym miejscu. Być może wiąże się to jakoś z rozkazem admirała Doenitza, który miał go wysłać pod sam koniec wojny do stacjonujących u wybrzeży Antarktydy okrętów podwodnych: Zostać i kontynuować misję. Rozkaz przesłano otwartym tekstem, lecz nie wiadomo do dziś, o jaką misję chodziło. Co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, że ta tajemnicza misja nigdy nie została zakończona i trwa do chwili obecnej.
– O co chodziło z tą bazą na Antarktydzie? – zapytał Poul.
– Już tłumaczę – odpowiedział Wiktor i spokojnie kontynuował. – Sprawa jest bardzo tajemnicza. Faktem jest, że w 1947 roku wysłano w ten rejon ekspedycję marynarki wojennej USA. Dowodził nią admirał Byrd. Kiedy czyta się jego dziennik, ma się wrażenie, że jest to raczej powieść science fiction. Z zapisków tych wynika, że Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, zaś próba zbliżenia się do nich kończyła się zawsze tak samo – okręty w niewytłumaczalny sposób znikały. To nie koniec! Wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne, w niewyjaśnionych okolicznościach ginęły. Nie udało się też nigdy nawiązać łączności z grupą żołnierzy wysłanych do zbadania fragmentu lądu, z którego miały startować tajemnicze obiekty latające. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Odebrano jedynie fragment meldunku o odkryciu dziwnych tuneli. Potem zaległa cisza. Podczas misji zaginęło około stu żołnierzy, jednak ku zdziwieniu dowódcy misji, rząd USA nakazał mu przerwać zadanie i natychmiast opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych do tej pory pozostaje nieznany. – Wiktor przerwał na chwilę, zastanawiając się nad własnymi słowami. – Tak więc nie wiadomo, czy nadal funkcjonuje niemiecka baza na Antarktydzie i czy podczas drugiej wojny światowej udało się hitlerowcom zorganizować misję załogową na Księżyc. Pytanie to pozostaje bez odpowiedzi. Pewne jest tylko to, że Niemcy zbudowali pierwszy pojazd, który dziś określilibyśmy mianem UFO. – Spojrzał wymownie na Poula. – Prace nad skonstruowaniem latającego talerza rozpoczęto na początku lat dwudziestych w Augsburgu, w Niemczech. W 1934 roku zbudowano spodek o średnicy pięciu metrów. Świadkowie wspominają, że podczas lotu jego powierzchnia emitowała poświatę podobną do tej, o której obecnie wspominają badacze UFO. Rozpoczęto również prace nad bojowymi wersjami tego statku. Miał on rzekomo być wyposażony w działka trzydzieści milimetrów i karabiny maszynowe. Ta wersja miała być wypróbowana zimą 1942 roku. – Wiktor nabrał oddechu i ponownie spojrzał na Poula. – Może się to wydawać nieprawdopodobne, lecz niemieccy ufolodzy sugerują, że przed drugą wojną światową hitlerowcom udało się nawiązać kontakt z wysoko rozwiniętą cywilizacją, pochodzącą gdzieś z układu Aldebarana. Podają nawet, że do kontaktu miało dojść w Sudetach. Fakty są takie, że ludność zamieszkująca te okolice opowiadała, jakoby w latach trzydziestych na niebie pojawiały się tajemnicze światła i kule ognia. Rozwiązanie zagadki, czy Niemcom rzeczywiście udało się nawiązać kontakt z obcymi i przejąć część ich wiedzy, czy też niemieccy konstruktorzy okazali się na tyle zdolni, że samodzielnie opracowali kilkanaście nowatorskich rozwiązań technologicznych, w tym latającego dysku, wydaje się odległe. Obie hipotezy brzmią równie fantastycznie.
– Masz rację. To niewiarygodne.
– Pod koniec drugiej wojny światowej Niemcy dysponowali wieloma zaawansowanymi technicznie systemami uzbrojenia. Między innymi zbudowali prototyp bomby sterowanej za pomocą obrazów telewizyjnych czy też prowadzili testy samolotów niewykrywalnych dla radarów. To fakty. Poszlaki wskazują na wiele więcej! Odnalezione plany, dokumenty i relacje naocznych świadków dowodzą, że Niemcy osiągnęli znacznie więcej – coś wyjątkowego, coś co zadziwia nawet w naszych czasach! Major Wehrmahtu Rudolf Lusar wydał w latach pięćdziesiątych książkę, w której opisał opracowane przez Niemców latające dyski. Zgodnie z jego relacją prototyp jednego z nich, napędzany przez turbiny gazowe, osiągał prędkość dwóch tysięcy kilometrów na godzinę. Mało tego! Konstruktorzy z III Rzeszy mieli opracować napęd antygrawitacyjny, który wykorzystywałby własne pole siłowe, działające w przeciwnym kierunku niż przyciąganie ziemskie.
– A kto zaczął o takim napędzie mówić? Czy są jakieś dowody potwierdzające tę historię? – zapytał Poul.
– Kierujący amerykańskim projektem o nazwie Błękitna Księga, kapitan Edward J. Ruppelt – odpowiedział Wiktor. – Opracował on raport, w którym stwierdził, że hitlerowcy w okresie wojny dysponowali maszynami o możliwościach, które można by porównać tylko do osiągów UFO.
W pokoju zapanowała cisza przerywana jedynie szumem fal morza.
Poul był pod wrażeniem opowieści Wiktora.
– Muszę przyznać, że od kilku dni jestem raczej milczącym słuchaczem niezwykłych i intrygujących opowieści. Poznaję wydarzenia, o których wie zapewne tyko kilku ludzi. Sam nie wiem, co o tym sądzić…
– Całej prawdy nie zna nawet garstka historyków. Dużo zrobiono, by ukryć ją przed światem. I może to lepiej…
Wiktor zamilkł. Zastanawiał się przez chwilę.
Za oknem słychać było krzyczące mewy. Odbywały swój taniec nad białymi grzywami fal.
– Czy sądzisz, że tutaj może znajdować się pod ziemią jakiś tajny ośrodek? Czy stara fabryka pocisków może być na niego zaadaptowana? – zapytał Poul.
Wiktor zastanowił się przez moment.
– Myślę, że to zły trop. Jak widzisz, sporo wiem o tamtych sprawach i wiele czasu spędziłem na dotarciu i poznawaniu miejsc dotkniętych tą dramatyczną historią. Myślę, że nic tutaj nie znajdziemy. Dlaczego? Bo to właśnie stąd uciekano. W pośpiechu przenoszono instalacje i chyba właśnie dlatego… Być może gdzieś znajduje się jeszcze coś nieodkrytego, ale ja nie odnotowałem szczególnego zainteresowania tymi okolicami.
– Z tego wynika, że mogę wracać do Kajetana. Pewnie wiesz, że tam, gdzie jest, dzieją się dziwne rzeczy…
– Tak, mówił mi. Powiedział również, że wasze poszukiwania ktoś obserwuje i wcale nie zamierza wam pomagać. – Wiktor zadumał się. – Powinniście być bardzo ostrożni. Są tajemnice, których strzegą niebezpieczni ludzie.
– Zapewne masz rację. Pójdę się położyć i, jeżeli pozwolisz, jak trochę odeśpię, zwiedzę najbliższą okolicę.
– Oczywiście… Przekaż Kajetanowi moje serdeczne pozdrowienia. To wspaniały człowiek, prawdziwy przyjaciel… Dobranoc.
– Wielkie dzięki, jestem ci bardzo wdzięczny. – Poul wstał od stołu. – Życzę ci dobrej nocy, a właściwie dobrego snu. Noc mamy już chyba za sobą.
Udali się do swoich pokoi.
Przez uchylone okno wpadał zapach porannej bryzy.

piątek, 13 czerwca 2014

Adolf Hitler ukrywał się w Argentynie?


San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Zbliżają się wakacje i czas podróży, warto z tej okazji przypomnieć tekst napisany na szybko, prosto z kraju, który był celem emigracji wielu promintentnych nazistów a być może, według popularnej teorii, również samego fuhrera, Adolfa Hitlera, który wcale nie zginął w berlińskim bunkrze.

Na tych zdjęciach wbrew pozorom nie widzimy jakiejś schowanej między alpejskimi szczytami wioski, lecz San Carlos de Bariloche znajdujące się w prowincji Rio Negro w Argentynie. Według argentyńskiego dziennikarza, Abla Basti to właśnie w tam przebywał Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Mieli oni zostać przewiezieni do posiadłości należącej do argentyńskiego biznesmena, Jorge Antonio, jednego z zaufanych współpracowników trzykrotnego prezydenta Argentyny, Juana Domingo Peróna. Posiadłość była odizolowana od świata, dotrzeć do niej można było jedynie łodzią bądź samolotem.

W swojej wydanej kilka lat temu książce-przewodniku Basti wskazywał szereg miejsc, w których żyć i pracować mieli byli SS-mani. Często były to wysoko postawione w nazistowskiej hierarchii osoby, takie jak Josef Mengele czy schwytany później przez Mossad Adolf Eichmann. Byli poszukiwani w Europie i Izraelu, ciążyły na nich wyroki za popełnione zbrodnie wojenne, jednak w Argentynie, nie ukrywając przy tym szczególnie swojej tożsamości, spokojnie pracowali dla lokalnych firm, które w większości powstały, dzięki złotu przywiezionemu z Europy.


piątek, 9 maja 2014

Nazistowskie UFO?

Niemieckie Wunderwaffe, cudowna broń, która miała uratować upadającą III Rzeszę. Nieziemska technologia, która w jakiś sposób stała się własnością Adolfa Hitlera i jego ludzi. Czy Waszym zdaniem doniesienia na temat UFO i Trzeciej Rzeszy to jedynie mit czy też fakt historyczny?










poniedziałek, 10 lutego 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 17. Pałac Arcybiskupów Krakowskich, Kraków, Polska

fot. Lestat/Wikipedia
Poprzedni rozdział

Poul wyszedł z łazienki. Obmywając twarz, zobaczył w lustrze, że jest rozpalony. Emocjonujące wydarzenia dnia jeszcze się nie skończyły. Wrócił do pokoju.
Po chwili wszedł również kardynał.
– Może zacznijmy od klinik Lebensbornu. To właśnie „produkty” tej „fabryki” twórcy nowego ładu postanowili wykorzystać do realizacji swoich planów. Pomysłem Himmlera było stworzenie ośrodków, które zapewniłyby przekazywanie z pokolenia na pokolenie nordyckich genów. Ta historia rozpoczęła się w 1935 roku. Utworzono wtedy coś, co można by nazwać gigantyczną fabryką nadludzi. Przewinęło się przez nią kilkaset tysięcy osób. Słowo „Lebensborn” oznacza źródło życia. Tak nazwano organizację, której celem miało być przebudowanie świata. Idea była prosta. Himmler ujął to tak: Jeśli dobra krew, na której się opieramy, nie będzie się mnożyła, to nie będziemy mogli panować nad światem. Początkowo jednym z celów była opieka nad niezamężnymi matkami, które zaszły w ciążę z esesmanami, oficerami gestapo i żołnierzami. Oczywiście opieką mogły zostać objęte tylko te kobiety, co do których czystości rasowej nie było jakichkolwiek wątpliwości. W placówkach Lebensbornu mogły one urodzić dziecko, a stowarzyszenie, jeśli nie udało mu się nakłonić ojca dziecka do ślubu z dziewczyną, a ta nie była w stanie sama zająć się wychowaniem potomstwa, oddawało dziecko do adopcji w czystych rasowo rodzinach niemieckich. Chodziło o to, by zachować „czyste rasowo i wartościowe jednostki” dla III Rzeszy.
– To okropne – powiedział Poul, wsłuchując się w opowieść kardynała.
– W Niemczech znajdowało się 8 należących do organizacji zakładów położniczych i 6 domów dziecka. Ośrodki zatrudniały lojalne pielęgniarki i wychowawczynie. Nadrzędną opiekę sprawowali lekarze SS. Utworzenie Lebensbornu było wynikiem praktycznej realizacji ideologii nazistowskiej zakładającej wcielenie w życie zasad doboru rasowego. Himmler nadzorował program zapisany przez Hitlera w „Mein Kampf ”, dosłownie interpretując zalecenia wodza i realizując je w praktyce, w formach choćby najbardziej absurdalnych.
– Czy w innych krajach Europy również stosowano takie praktyki? – zapytał Poul.
– Część ośrodków Lebensbornu było swoistymi punktami kopulacyjnymi, w których udającym się na front esesmanom stwarzano warunki do spłodzenia dziecka z odpowiednio dobranymi rasowo samotnymi Niemkami. Według Himmlera każdy oficer SS przed wyruszeniem na front powinien spłodzić potomka. Program realizowany był nie tylko w Niemczech, ale też w niektórych krajach okupowanych. Działo się tak między innymi we Francji i Danii, ale przede wszystkim w Norwegii. Wszędzie tam zachęcano niemieckich żołnierzy do poszukiwania partnerek w celu zwiększenia liczebności narodu nadludzi.
– To prawdziwy dramat – Poul był coraz bardziej zasępiony.
– Domyślam się, że te dzieci miały być wykorzystane do budowania nowego ładu w Europie? Ładu rozumianego w jeden jedyny sposób, jako totalna dyktatura?
– Otóż to! Najlepsze, wyselekcjonowane dzieci miały stanowić kadrę kreatorów nowej ideologii. Taka była wizja Himmlera – człowieka, który na ogromną skalę wprowadzał w życie swoje mrożące krew w żyłach pomysły.
– Wspomniał eminencja coś o zakonie…
– Marzeniem Himmlera było utworzenie nowego, germańskiego zakonu. W tym celu między innymi odwoływał się do tradycji Zakonu Krzyżackiego. W swoich działaniach był niezwykle konsekwentny. Nieopodal miasta Paderborn, w połowie drogi między Kolonią a Brunszwikiem, znajdowały się ruiny średniowiecznego zamku Wewelsburg. To właśnie to miejsce Himmler upatrzył sobie na siedzibę kierownictwa SS. W zamku przygotowano specjalne apartamenty dla dygnitarzy organizacji. Ich nazwy wywiedziono od sławnych postaci historycznych. Reichsfuhrer SS dla siebie wybrał apartament Henryka I. Wybudowano wielką komnatę, o długości 35 i szerokości 15 metrów, w której miały odbywać się spotkania najważniejszych osób. W podziemiach utworzono sanktuarium zakonu, miejsce kultu krwi, gdzie organizowano tak zwane Bluttaufe, chrzty krwi, rytuały towarzyszące przyjęciu każdego młodego adepta. Na wybór miejsca wpływ miała podobno legenda głosząca, że przyszłemu atakowi ze wschodu oprze się tylko jeden zamek w Westfalii. Okazało się, że najmocniejsze mury ma właśnie Wewelsburg.
– Podziwu godna fantazja… – Poul starał się rozjaśnić mroczną atmosferę.
– Nie wszyscy naukowcy uważają słowo „zakon”, przyjęte na nazwę organizacji, za trafione. Podkreślają oni na przykład, że Himmler i jego współpracownicy byli szczególnie zafascynowani postaciami Henryka I czy Henryka Lwa, zaś sam szef SS postrzegał siebie raczej jako kontynuatora ich tradycji niż wielkiego mistrza. Z drugiej strony profesor Gebhardt, jeden z bliskich przyjaciół Himmlera, uważał, że ten widział się mistrzem zakonu, który posiadał tylko jedną regułę – wyznaczoną przez Adolfa Hitlera. Słowa te podkreślają religijną wręcz zależność Himmlera od Hitlera, którego chciał być rycerzem i obrońcą.
– Ciarki mi chodzą po plecach – powiedział Poul. – Mam wrażenie, że to nie może być prawda.
– Niestety, to nie fikcja. Wszystko zaplanowano niezwykle starannie.
Zdaniem Himmlera członkowie SS byli kontynuatorami tradycji rycerskich. Stąd niezmiernie ważna była dla niego zewnętrzna oprawa. Wprowadzono specjalne odznaki, które miały podkreślić znaczenie władzy SS oraz stworzyć atmosferę tajemniczości i mistycyzmu. Szefowie organizacji mogli należeć do jednej z trzech kategorii. Do każdej przypisane były specjalne insygnia: odznaka, kordzik i herb. Najmniej ważnym, choć również pożądanym, był srebrny pierścień z emblematem trupiej czaszki.
– A jak zarządzana była organizacja? – zapytał Poul.
– Najwyższymi dostojnikami SS było dwunastu obergruppenfuhrerów.
Każdy z nich miał własny, specjalnie zaprojektowany herb. Himmler w swoim postępowaniu opierał się na micie o celtyckim królu Arturze, który ucztował i odbywał narady ze swoimi dwunastoma najdzielniejszymi rycerzami. W wielkiej komnacie w Wewelsburgu ustawiono dębowy stół dla niego i jego wybrańców. Wokół znalazło się miejsce dla oznaczonych tarczami z herbami i nazwiskami każdego z „rycerzy” foteli. Pod północną wieżą zaprojektowano także sanktuarium z marmuru. W środku, na podwyższeniu, płonął wieczny ogień – miały być w nim palone herby „rycerzy”. Dookoła stało dwanaście grobowców, a pośrodku najważniejszy – należący do samego Himmlera. Wentylacja we wnętrzu nie była najlepsza, stąd w czasie ceremonii wypełniał je dym, który sprawiał wrażenie obcowania z duchami zmarłych. Himmler nakazał również dygnitarzom z kierownictwa SS odbywać specjalne ćwiczenia duchowe i niemal okultystyczne ceremoniały, w czasie których mieli odczuwać łączność z przodkami i czerpać z niej inspirację oraz siłę wewnętrzną niezbędną do realizacji wyznaczonego im posłannictwa.
Kardynał wstał z fotela. Spojrzał na szarzejący Kraków. Po chwili zadumy odezwał się.
– Wojna się skończyła, a jej wynik wymagał wytyczenia perspektywy dla wszystkich zawiedzionych. I na taki grunt trafiła ideologia kontynuowania pomysłów Himmlera. Niewykluczone, że starannie dobrano nowych rycerzy. W tajemnicy werbowano posłusznych im członków, organizacja rozwijała się. Mogła zarabiać na handlu bronią i kontroli możnych tego świata. Zaczęła osłabiać pozycję tych, których zakon postanowił neutralizować. Ukrywano się za plecami terrorystów. Cel był jeden – zbudowanie potężnego porozumienia. Jest to konsekwencja tworzenia od setek lat koncepcji zastąpienia wartości chrześcijańskich i wiary w Boga nową doktryną. Inspirowania działalności ukrytych przed światem grup, które kiedyś wykorzystywały planowane wcześniej wojny, a dziś rozpoczęły wymuszanie wpływów na przykład strategią uzależniania krajów od dostaw energii. Dopuszczania ich do militarnego znaczenia w zamian za posłuszeństwo.
– Staram się to wszystko zrozumieć… – powiedział Poul.
– Zastanów się nad wydarzeniami zachodzącymi ostatnio na świecie. Układają się w całość. Dostrzeżesz działania dokumentujące istnienie konstrukcji, jak to niektórzy określają, nowego ładu. Oczywiście dla zaciemnienia całej sprawy wszystkich tych, którzy zwracają na to uwagę, uważa się za niespełna rozumu, a ich twierdzenia za teorie spiskowe.
– Z pewnością warto się nad tym zastanowić… Obalenie muru berlińskiego pozwoliło na nowe budowanie stosunków Niemiec z Rosją.
– Otóż to… – odpowiedział kardynał.
Wstał i podszedł do okna.
Po chwili podjął przerwany wątek.
– Przyjaciel kardynała, ten naukowiec z Polski, koordynował nasze poszukiwania uczestników tajnego porozumienia. Szukał przy tym nowocześnie wyposażonej prawdopodobnie podziemnej siedziby, w której prowadzone są wszystkie działania kontrolujące stworzony system. Ma ono znajdować się pod ziemią. I być może gdzieś w Polsce. Wiem tylko tyle, że w grę wchodzą trzy lokalizacje. Gdzieś na Mazurach, jest tam okolica pełna lochów i podziemnych korytarzy. Druga, prawdopodobna, na wyspie Wolin, w okolicach, w których kiedyś w czasie wojny produkowano pociski V1 i V2. I trzecia przypuszczalnie w Sudetach, w okolicach zamku Książ. Takie są nasze podejrzenia. Chciałbym, byś spotkał się z Kajetanem. To ten naukowiec. On cię we wszystko wprowadzi. Poul zamyślił się. Nie spodziewał się, że może kiedyś poznać najgłębsze tajemnice Watykanu. Nie wiedział, czemu lub komu zawdzięczał taki awans. Nie było to jednak w tej chwili najważniejsze. 
– Rozumiem. Jestem wdzięczny za obdarzenie mnie tak wielkim zaufaniem – podziękował.
– Musisz na siebie uważać. Do momentu, kiedy nie znajdziemy czegoś konkretnego, musisz pamiętać, że to, co przed chwilą ci powiedziałem, to tylko przypuszczenia. Nie możemy niczego udowodnić. W przypadku odkrycia ich logistycznej siedziby wszystko wyjdzie na jaw. Dlatego zakon zrobi wszystko, by zlikwidować tych, którzy zbliżą się do poznania jego tajemnic. Tym bardziej że, jak można przypuszczać, urywać się może za piętnowanymi powszechnie terrorystami. Oczywiście to tylko niebezpieczne przypuszczenie i dlatego należy być bardzo ostrożnym w artykułowaniu osądów.
– Rozumiem – odparł Poul.
– Należy być bardzo ostrożnym. W Polsce próbuje się nas skłócać, tworzyć medialne alternatywy mające ogromny wpływ na pozycję Kościoła. Politycznie próbuje się obalać autorytety. Polska była przez lata najsilniejszym bastionem chrześcijaństwa i podobnie jak miało to miejsce w wielu innych krajach, jego przeciwnicy przystąpili do ataku. Pomagają im w tym ludzie związani z Kościołem. Jestem głęboko przekonany, że również w Watykanie działa ich człowiek, a może nawet kilku. Jesteśmy w coraz trudniejszej sytuacji. Uważaj na siebie.
– A gdzie znajdę tego człowieka, Kajetana? – zapytał.
– Pojedziesz na Mazury. W miejscowości Stare Kiejkuty, a właściwie obok niej, nad jeziorem, stoi chata. W niej znajdziesz Kajetana. Staraj się nie dzwonić ze swojego telefonu. Idź na pocztę albo znajdź jakiś inny telefon. Jutro na dziedzińcu będzie czekał na ciebie samochód. Masz nieograniczony czas. Będziesz się kontaktował wyłącznie ze mną. Jeśli będziesz potrzebował jakichś informacji – dzwoń. A teraz idź spać. Śpij dobrze.
Kardynał wstał. Podszedł do Poula i położył mu rękę na ramieniu.
– Pamiętaj, od stuleci toczy się wojna, by zniszczyć to, co najcenniejsze w chrześcijaństwie. A to, co dzisiaj usłyszałeś, jest jej kolejnym etapem. Człowiek, który na ciebie czeka, wie na ten temat bardzo dużo … 

Kardynał uścisnął Poula i powoli odszedł w kierunku drzwi. Poul został sam. Spojrzał na zegarek. Jeszcze będzie mógł zatelefonować do Watykanu. Nie wierzył własnym uszom. Mroczne duchy przeszłości wyszły z grobów, by wycisnąć piętno na jego życiu. Na ścianie jadalni tańczyły cienie drzew szarpane podmuchami nocnego wiatru. Zbierało się na burzę.

wtorek, 21 stycznia 2014

Snowden donosi: USA rządzą kosmici

truthcontrol.com
W zeszłym tygodniu pisaliśmy o byłym kanadyjskim ministrze obrony, który twierdzi, że ludzkość pozostaje w ciągłym kontakcie z istotami pozaziemskimi, a do tego mamy do czynienia nie z jedną a z wieloma rasami obcych. Niezwykle w tym kontekście wygląda kolejne doniesienie, które ukazało się tydzień temu na stronach irańskiej agencji informacyjnej Fars. Według tych doniesień amerykański dysydent, Edward Snowden ujawnił niedawno, że Stanami Zjednoczonymi rządzą "tajemniczy reżim" będący pod kontrolą istot pozaziemskich.

Według tych informacji, to obcy w latach 30-tych XX wieku stali za niezwykłym wzrostem potęgi III Rzeszy Adolfa Hitlera. Dzięki ich pomocy Niemcy były choćby w stanie zbudować flotę zaawansowanych technologicznie łodzi podwodnych (patrz: Adolf Hitler umarł na Antarktydzie). Pomimo wsparcia obcej rasy i pozaziemskiej technologii III Rzeszy nie udało się pokonać siłom aliantów dysponującym jedynie "ludzką" techniką. Wkrótce jednak obcy znaleźli kolejne imperium, z którym zdecydowali się nawiązać kontakt. Wybór padł na Stany Zjednoczone. Jak podaje raport w 1954 doszło do pierwsze roboczego spotkania, podczas którego ówczesny prezydent USA, Dwight D. Eisenhower poznał rasę wysokich białych obcych, przypominających tzw. Nordyków z różnorakich doniesień o UFO.

Nordycy odnieśli najwyraźniej sukces podczas tego spotkania bo dziś wg doniesień Fars Stanami Zjednoczonymi rządzi niepodzielnie tajna organizacja, która pozostaje pod ścisłą kontrolą owej obcej rasy. Obecnie ich celem jest stworzenie ogólnoświatowego systemu kontroli, która pozwoli ukryć istnienie kosmitów i zachować wpływy na Ziemi.

Jak to się dzieje, że poważna, państwowa agencja prasowa powołuje się na tak niepewne źródła? Oficjalnie informacje mają pochodzić od Edwarda Snowdena, ale autorzy publikacji przyznają, że te sensacyjne wieści pojawiły się po raz pierwszy na stronie należącej do Sorcha Faal, o których już kiedyś pisałem przy okazji Encyklopedii Spisku. Czy Waszym zdaniem powinniśmy dać wiarę tym wiadomościom?


piątek, 8 listopada 2013

"Spiskowe" filmy, które warto znać

Na piątek chciałbym polecić czytelnikom bloga "Kod Władzy" kilka ciekawych "spiskowych" filmów, które znaleźć można na portalu YouTube:

Antony Sutton - Wall Street i rewolucja bolszewicka (PL)



Antony Sutton - Wall street and the rise of Hitler (EN)


Osama - wielkie kłamstwo (PL)


Hitler - Nowa Szwabia (PL)



The British Banking Conspiracy (EN)



piątek, 4 października 2013

Kto stworzył pojęcia "nazista" i "polskie obozy koncentracyjne"?

Język to zbiór symboli, które wpływają na to jak postrzegamy świat. Dlatego między innymi wielu ludzi walczy z używaniem słów stygmatyzujących i budzących negatywne skojarzenia. Zjawisko to słusznie zaobserwował również jeden z byłych funkcjonariuszy NSDAP, który po II Wojnie Światowej zrobił niebywałą karierę w niemieckich służbach wywiadowczych. 

Niektórzy członkowie NSDAP, Gestapo, SS i SD byli po zakończeniu II Wojny Światowej zatrudniani przez niemiecką Federalną Służbę Wywiadowczą (BND). Na podstawie danych pochodzących z agencji oszacowano, że stanowili oni po wojnie blisko jedną dziesiątą jej pracowników 
fot.
Pierwszy dyrektor BND Reinhard Gehlen podczas wojny służył w Wehrmachcie w stopniu generała, od 1945 roku agentem CIA. Według przecieków jakie w 2010 opublikował Frankfurter Algemeine Zeitung zarówno on jak i jego amerykańscy pracodawcy byli świadomi nazistowskiej przeszłości wielu współpracowników niemieckiego wywiadu. Przez okres trwający kilka dziesięcioleci po zakończeniu II Wojny Światowej w BND obowiązywała polityka rekrutowania pracowników wśród członków rodzin osób już zatrudnionych. Idąc tym tropem stwierdzono, że również dzisiaj wielu członków personelu BND jest bezpośrednimi potomkami osób związanych z nazizmem i byli żywotnie zainteresowani ukryciem tego faktu. 

Swoją niechlubną przeszłość agencja próbowała z resztą w 2009 roku ukryć niszcząc blisko 250 kartotek należących do pracowników BND związanych wcześniej z ruchem nazistowskim. Po ujawnieniu skandalu agencja przyznała się do zniszczenia dokumentów, lecz dodano, że ich liczba stanowiła zaledwie 2% wszystkich materiałów dostępnych dla historyków. Ich zniszczenie uzasadniono tym, że dokumentów „nie było warto zatrzymać”.

Jaki to miało związek z Polską i hasłem "polskie obozy koncentracyjne"?

Otóż Gehlen powołał specjalną grupę, na czele której stanł Alfred Beninger, której zadaniem było wykreowanie nowego, przyjaznego wizerunku Niemiec. Jak można się domyślać najważniejszym zadaniem było oddzielenie od siebie Republiki Federalnej i Trzeciej Rzeszy. Między innymi dlatego w mediach zaczęto popularyzować określenie "naziści" (ang. "nazi") a także wiązać obozy koncentracyjne z ich lokalizację tworząc "polskie obozy koncentracyjne" - to pozwalało nie tylko poprawić wizerunek Niemiec, ale również wpłynąć na zachodnią opinię publiczną przeciwko należącej do przeciwnego obozu Polsce. W czasach Zimnej Wojny propaganda była wyjątkowo w cenie. 

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Tajemnica miasta umarłych

Zgodnie ze starą, dobrą tradycją wielu z nas skorzysta z letniej pogody i uda się na zasłużony urlop. Z pewnością znajdą się osoby, które zamiast leżeć na plaży zdecydują się na nieco aktywniejszy wypoczynek i będą gotowi odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Może zatem będzie to doskonała okazja by spędzić ten czas w atmosferze spisków i tajemnic?

Całkiem niedawno opisana została wypełniona masońską symboliką droga krzyżowa w pobliżu Żywca (Golgota Beskidu i masońskie symbole), dziś czas na niechlubne pamiątki Dolnego Śląska.

piątek, 8 czerwca 2012

Animowana propaganda - czyli jak walczono przy pomocy kreskówek (2)

W poprzednim wpisie prezentującym garść filmów animowanych wykorzystywanych przez Amerykanów w celach propagandowych. Do walki z nazizmem, komunizmem i Japończykami zatrudniono między innymi Kaczora Donalda, Królika Bugsa czy Popeye'a. Ich przeciwnicy nie byli gorsi, zwłaszcza że w niektórych, takich jak ten niemiecki film propagandowy skierowany do Francuzów, w którym również grają znane postaci amerykańskich kreskówek. Tyle, że tym razem pilotują one bombowce... 

środa, 6 czerwca 2012

Animowana propaganda - czyli jak walczono przy pomocy kreskówek (1)

Wojna to nie tylko czołgi i samoloty, wybuchy granatów, dźwięk wystrzałów i żołnierze ginący po obu stronach. To także praca nad morale, ciągłe próby podniesienia żołnierzy na duchu i osłabienia woli walki przeciwnika. Podczas drugiej Wojny Światowej walczące strony próbowały wykorzystać potencjał drzemiący w kinie kręcąc przy tym nie tylko propagandowe filmy, ale również... kreskówki.

W animowanych produkcjach przedstawiciele walczących stron starali się w jak najbardziej groteskowy sposób przedstawić przeciwnika, wykorzystywano do tego panujące stereotypy, nawiązania do historii czy alegoryczne przedstawienie w postaci zwierząt. Do propagandowej walki zaangażowani zostali oczywiście również animowani gwiazdorzy, tacy jak Kaczor Donald, Popeye, Królik Bugs, Kaczor Duffy czy Superman.

czwartek, 24 maja 2012

Niemiecka inwazja na USA


Kilka dni temu na łamach chicagowskiej gazety opisano interesującą historię szpiegowską z czasów II Wojny Światowej. Oto jak przebiegała pierwsza od 1812 roku inwazja na terytorium USA.



W lipcu 1942 roku do wschodnich wybrzeży USA podpłynęły dwie niemieckie łodzie podwodne. Jedna skierowała się w stronę Florydy, druga w kierunku Long Island. Po tym gdy ich pasażerowie znaleźli się na amerykańskim brzegu, przez nikogo nie zauważone U-booty udały się sobie tylko znanym kierunku. 

Tymczasem na Long Island grupa przybyszy została dostrzeżona przez pracownika straży przybrzeżnej.  Chcąc go przekupić oferowali mu ogromną jak na tamte czasy sumę 270 dolarów. Strażnik nie dał się skusić i już kilka dni później zostali oni wytropieni przez służby federalne. 

W obawie przed karą śmierci dwóch ze schwytanych szpiegów wkrótce zdecydowało się na współpracę i zaczęli zeznawać. FBI aresztowała pozostałych członków grupy, którzy w międzyczasie zdążyli przybyć z Florydy do Chicago.

wtorek, 20 marca 2012

Tajne dokumenty ujawniają: blisko 9 tysięcy nazistów zbiegło do Ameryki Południowej

By odtajnić te dokumenty potrzeba było kilkudziesięciu lat, jednak w końcu władze Chile i Brazylii wyraziły zgodę na zbadanie materiałów dotyczących ilości uciekinierów z III Rzeszy, którzy znaleźli schronienie w Ameryce Południowej.

Jak wynika z dokumentów liczba osób współpracujących z nazistowskim reżimem, które uciekły przed sprawiedliwością wynosi nawet dziewięć tysięcy. Jak dowiedziała się gazeta "Daily Mail" 5 tysięcy uciekinierów znalazło schronienie w Argentynie, od 1,5 do 2 tysięcy przebywało w Brazylii, zaś od 500 do 1000 w Chile. O wiele mniejsze grupy uciekły także do Paragwaju i Urugwaju. Zwraca się przy tym uwagę na fakt, że Ameryka Południowa nie była jedynym kierunkiem ucieczki, wielu nazistów zbiegło również do krajów na Bliskim Wschodzie.

Juan Domingo Perón (1895-1974)


Szczególnie duża ilość zbiegów na terenie Argentyny wiąże się z faktem, że ówczesny prezydent Juan Perón odsprzedał organizacji ODESSA około 10 tysięcy paszportów in blanco, które posłużyły nazistom uzyskać nową tożsamość. Chociaż zdaniem badaczy odtajnienie dokumentów już teraz doprowadziło do przełomu w prowadzonych śledztwach to wciąż natykają się na nowe wątki. Z materiałów brazylijskich wynika między innymi, że w latach 1945-1959 osiedliło się tam blisko 20 tysięcy Niemców.

Wciąż niezbadane pozostają jedne z najbardziej tajemniczych wątków jakimi są kwestie przerzutów współpracowników III Rzeszy kanałami watykańskimi, a także powrotu niektórych zbrodniarzy z powrotem do Niemiec już pod fałszywą tożsamością.

Do tej pory władze większości południowoamerykańskich krajów były niechętne do współpracy przy poszukiwaniach dawnych nazistowskich zbrodniarzy. Dziś są już niewielkie szanse na to, że uda się ich złapać żywych i postawić przed sądem. Wciąż jednak niezweryfikowane pozostają plotki dotyczące śmierci Adolfa Hitlera. M.in. zdaniem argentyńskiego dziennikarza Abla Basti dożył on starości w pobliżu leżącego u podnóża Andów miasteczka San Juan de Bariloche, pośrednio potwierdzać miałyby to dokumenty ujawnione w zeszłym roku przez FBI, z których również wynikało, że przywódca III Rzeszy dożył swoich dni na farmie w Ameryce Południowej.

źródło: Daily Mail

sobota, 3 grudnia 2011

Niemiecka agencja wywiadowcza zniszczyła dokumenty pracujących dla niej byłych nazistów

Najważniejsza niemiecka agencja wywiadowcza przyznała się do zniszczenia kartotek części pracowników, którzy wcześnie pełnili funkcje w organizacjach nazistowskich. 

Niektórzy członkowie NSDAP, Gestapo, SS i SD byli po zakończeniu II Wojny Światowej zatrudniani przez niemiecką Federalną Służbę Wywiadowczą (BND). Na podstawie danych pochodzących z agencji oszacowano, że stanowili oni po wojnie blisko jedną dziesiątą jej pracowników 

pieczęć BND
źródło: IntelNews
Do ujawnienia skandalu doszło w momencie gdy dyrektor BND, Ernst Uhralu powołał niezależną grupę historyków, której zadaniem było zbadanie stopnia, w jakim służby RFN opierały się na byłych nazistach.

Rzecznik grupy Dr Klaus-Dietmar Henke ujawnił niedawno w mediach, że w 2007 roku agencja zniszczyła blisko 250 kartotek należących do pracowników BND związanych wcześniej z ruchem nazistowskim. 

Der Spiegel, któremu Henke udzielił wywiadu, nazwał incydent „prawdziwym historycznym skandalem”. Zauważono również, że przez okres trwający kilka dziesięcioleci po zakończeniu II Wojny Światowej w BND obowiązywała polityka rekrutowania pracowników wśród członków rodzin osób już zatrudnionych. Idąc tym tropem stwierdzono, że również dzisiaj wielu członków personelu BND jest bezpośrednimi potomkami osób związanych z nazizmem i byli żywotnie zainteresowani ukryciem tego faktu. 

Agencja przyznała się do zniszczenia dokumentów, lecz dodano, że ich liczba stanowiła zaledwie 2% wszystkich materiałów dostępnych dla historyków. Ich zniszczenie uzasadniono tym, że dokumentów „nie było warto zatrzymać”. 

Reinhard Gehlen
Zachodnioniemiecki wywiad w latach 1956-1971 zatrudnił setki byłych nazistów, pierwszy dyrektor BND Reinhard Gehlen podczas wojny służył w Wehrmachcie w stopniu generała, od 1945 roku agentem CIA. Według przecieków jakie w 2010 opublikował Frankfurter Algemeine Zeitung zarówno on jak i jego amerykańscy pracodawcy byli świadomi nazistowskiej przeszłości wielu współpracowników niemieckiego wywiadu. 

Powyższa informacja odsłania ciekawy wątek z historii najnowszej Niemiec, warto się zastanowić jak mało w rzeczywistości wiemy na temat naszego zachodniego sąsiada.


wtorek, 9 sierpnia 2011

Tajemnica U-534 – tajna broń Adolfa Hitlera

5 maja 1945 roku, tuż przed kapitulacją Niemiec, z kopenhaskiego portu w odpłynął w kierunku północnym ostatni z floty należących do III Rzeszy U-bootów. Już kilkanaście godzin po wypłynięciu dowodzony przez Kapitänleutnanta Herberta Nollaua U-534 natknął się na patrol brytyjskich samolotów wyspecjalizowanych w zwalczaniu okrętów podwodnych. Po klęsce Niemiec wiele okrętów kierowało się do Norwegii, gdzie jak obawiali się Brytyjczycy, Niemcy przegrupują się i będą kontynuować walkę. Stąd też na początku maja 1945 roku rozpoczęli oni zakrojoną na szeroką skalę akcję przeciwko łodziom podwodnym. Potwierdza to, dlaczego załoga nie chciała się poddać. Kapitan Nollau odmówiwszy złożenia broni, postanowił bronić łodzi i ładunku. 

Załoga łodzi nie poddała się mimo wezwań. Liberatory podchodziły trzy razy. Pierwszy został zestrzelony przez działko przeciwlotnicze łodzi. Dopiero trzecie podejście innej maszyny z eskadry i bomby głębinowe okazały się fatalne dla okrętu. U-boot zaczął tonąć, jednak 49 z 52 członków załogi udało się przeżyć. Trzech marynarzy zginęło w wodzie jednak pozostała część załogi, wraz z dowództwem została internowana. 

Historia U-534 przez lata obrosła legendą. Spekulowano na temat jego ładunku i misji. Wiele mówiło się na temat rzekomych zapasów złota jakie znajdowały się na pokładzie. Okręt uznawano za zaginiony, aż do jego odnalezienia w 1986 roku. Siedem lat później, w roku 1993 rozpoczęto operację wydobycia okrętu. Wrak zachował się w niespodziewanie dobrym stanie. Wbrew fantastycznym oczekiwaniom, poza rzeczami osobistymi członków załogi, prawie setce butelek po winie i kartonie prezerwatyw nie odkryto żadnego złota. Okazało się jednak, że w ładowni znajduje się coś wartego uwagi. 

Przyczyną tak zaciekłego oporu okazał się być inny skarb III Rzeszy - ładunek eksperymentalnych torped T11, których wyprodukowano jedynie 38 sztuk. Ich najważniejszą cechą była niewrażliwość na działanie wabików akustycznych Foxer. Były to urządzenia ciągnięte na linach za alianckimi statkami. Torpedy starego typu namierzały zamiast kadłubów okrętów wabiki, co wielokrotnie ratowało cel U-boota. 

Ryzykowanie życia własnego oraz członków załogi, zwłaszcza 5 maja 1945 roku wskazuje na dwie hipotezy. Pierwsza z nich to pytanie czy Kapitänleutnant Herbert Nollau był tak zagorzałym nazistą, że nie akceptował możliwości kapitulacji. Należy założyć raczej, że był człowiekiem rozsądnym, w końcu nie każdy zostaje kapitanem Kriegsmarine. Wieziony przez niego ładunek torped T11 oraz desperacka próba jego obrony nie cechują człowieka, który wie, że przegrał wojnę. Świadczą raczej o tym, że był przekonany, o tym, że koniec wojny jeszcze nie nadszedł i wieziona przezeń broń będzie jeszcze potrzebna. 

Druga hipoteza to chęć sprzedania torped i ustawienia się do końca życia w Argentynie. Gdyby tak jednak było to czy ryzykowałby życie całej załogi? Jest wiele wątpliwości co do tego, co motywowało kapitana do walki. Być może było to poczucie obowiązku, miał rozkazy, które należało wykonać, chociaż wojna była przegrana. A może jednak miejscem przeznaczenia nie była Argentyna, lecz tajna niemiecka baza na Antarktydzie? Możliwość wiedzenia życia w krainie Shangri-la i udział w powstaniu rasy nadludzi mogła dla ideowych nazistów być bardzo kuszącą. Dla kapitana Herberta Nollau chwili, gdy zniszczono jego okręt była ogromną porażką która prześladowała go aż do samobójczej śmierci w 1968 roku. Niewykluczone, że przez cały czas od zakończenia wojny nękały go tajne służby chcące poznać rzeczywisty cel jego wyprawy. A może wiedział, że stracił bez powrotu miejsce w tym, Nowym Wspaniałym Świecie? 

Jednak los sprawił, że historia potoczyła się inaczej. Obecnie odrestaurowany U-534 można podziwiać w Woodside Ferry Terminal w Birkenhead koło Liverpoolu, za 5₤ od poniedziałku do niedzieli.

sobota, 6 sierpnia 2011

Pocztówka z Argentyny

Temat brzmi wakacyjnie, ale też o wiele ciekawiej pisze się z półkuli południowej, na której obecnie przebywam badając jeden ciekawy wątek, który od lat nie daje mi spokoju. Zresztą mamy wakacje więc i wpis, będzie nieco luźniejszy, chociaż dotyczy spraw, które już nie raz poruszałem na moim blogu. Owym nurtującym mnie tematem są oczywiście dalsze losy Adolfa Hitlera i jego przybocznej gwardii po opuszczeniu Europy. O tym dlaczego nie wierzę w śmierć Hitlera w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy pisałem już wcześniej, postawiłem też tezę, że prawdziwym miejscem śmierci przywódcy III Rzeszy była Antarktyda (wkrótce więcej informacji na ten temat). Wciąż jednak Argentyna była krajem, który odgrywał (a może odgrywa?) istotną rolę.

Katedra w San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Na tych zdjęciach wbrew pozorom nie widzimy jakiejś schowanej między alpejskimi szczytami wioski, lecz San Carlos de Bariloche znajdujące się w prowincji Rio Negro w Argentynie. Według argentyńskiego dziennikarza, Abla Basti to właśnie w tam przebywał Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Mieli oni zostać przewiezieni do posiadłości należącej do argentyńskiego biznesmena, Jorge Antonio, jednego z zaufanych współpracowników trzykrotnego prezydenta Argentyny, Juana Domingo Peróna. Posiadłość była odizolowana od świata, dotrzeć do niej można było jedynie łodzią bądź samolotem. 

San Carlos de Bariloche 
źródło: Wikipedia.org
W swojej wydanej kilka lat temu książce-przewodniku Basti wskazywał szereg miejsc, w których żyć i pracować mieli byli SS-mani. Często były to wysoko postawione w nazistowskiej hierarchii osoby, takie jak Josef Mengele czy schwytany później przez Mossad Adolf Eichmann. Byli poszukiwani w Europie i Izraelu, ciążyły na nich wyroki za popełnione zbrodnie wojenne, jednak w Argentynie, nie ukrywając przy tym szczególnie swojej tożsamości, spokojnie pracowali dla lokalnych firm, które w większości powstały, dzięki złotu przywiezionemu z Europy. 

San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Naziści w Argentynie, która pozostawała z boku teatru wojennego nie byli w tym kraju traktowani jak zbrodniarze, wręcz przeciwnie, wielu z nich, wykształconych i majętnych było dla tego południowo-amerykańskiego państwa cennymi obywatelami. Czy tacy obywatele mieli wpływ na argentyński rząd? Bardzo prawdopodobne, w końcu ucieczka nazistów do tego kraju odbywała się za wiedzą ludzi, którzy nim rządzili. W takim mieście jak Bariloche z pewnością wielu Niemców mogło się czuć jak u siebie w domu i bez obaw, że ktoś będzie ich niepokoił spokojnie doczekać końca swoich dni. Mam nadzieję, że w Ameryce uda się natrafić na kolejny trop.


wtorek, 31 maja 2011

Adolf Hitler umarł na Antarktydzie

Dzień bez wiadomości o UFO wydaje się być dniem straconym. Sam już nie wiem czy szykować się na wielką sensację – ujawnienie tajemnicy UFO czy nie. Nawet Watykan pogodził się przecież z koncepcją, że nie jesteśmy jedyną planetą przyjazną życiu w kosmosie. 

Raz Rosja, innym razem Anglia, a jeszcze innym Stany są miejscem obecności przybyszy z innej planety. Rzecz staje się coraz bardziej poważna. Otóż jak podaje biegły w wieściach ufologicznych portal Infra.pl, w Argentynie swoją działalność rozpoczęła komisja ds. UFO. Ta finansowana przez argentyński rząd instytucja składa się ze specjalistów i naukowców różnych dyscyplin, zaś jej celem będzie śledzenie i weryfikacja doniesień dotyczących niezidentyfikowanych obiektów latających. Co istotne, jak twierdzi argentyńska ufolog, Mercedes Casas, „celem komisji powinno być badanie wszystkich zgłaszanych spraw w sposób poważny i przede wszystkim racjonalny”. Członkami komisji będą zarówno eksperci cywilni jak i wojskowi, zaś najważniejszym celem przyświecającym powołaniu komisji jest co? Otóż - bezpieczeństwo narodowe. Co spowodowało, że pojawiające się na całym świecie UFO nagle stało się zagrożeniem dla bezpieczeństwa Argentyny, której rząd podjął decyzję o powołaniu specjalnej komisji? Czyżby zaszło coś o czym nie wiemy? 

Argentyna przewija się teoriach spiskowych co rusz. Należy do grupy państw o największej aktywności UFO na świecie. Czy istotne znaczenie dla tej aktywności ma specyficzna lokalizacja tego państwa w niedużej odległości od Antarktydy? Jeśli uwzględnimy hipotezę o istnieniu tajemniczej bazy na terenie Nowej Szwabii, wiele elementów zaczyna do siebie pasować. Tą istniejącą podobno na nie pokrytej lodem części Antarktydy bazą zainteresowały się po II Wojnie Światowej również władze USA, wysyłając tam specjalną wyprawę wojskową o kryptonimie „High Jump”. W rejonie Argentyny przez wiele lat po zakończeniu II Wojny Światowej pojawiały się informacje o aktywności niemieckich łodzi podwodnych. Co więcej to właśnie do tego kraju uciekło wielu ważnych polityków III Rzeszy. Porwania bydła przez niezidentyfikowane obiekty latające, w końcu niezwykła aktywność UFO – czy to mogło stanowić powód by rząd Argentyny zaczął ufać pogłoskom i zaczął się obawiać o swoje bezpieczeństwo? 

Interesująca musi w tym kontekście być również ujawniona przez FBI informacja, że Adolf Hitler nie zginął w Berlinie w 1945 roku, o czym pisałem już wcześniej, lecz dożył spokojnej starości na farmie właśnie w Argentynie. A może nie w Argentynie, a właśnie w tajnej bazie na Antarktydzie?


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf