Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsłuchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsłuchy. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

Snowden: Brytyjskie służby miały na podsłuchu czołowych dziennikarzy

Jak podają ujawnione kilka dni temu dokumenty brytyjska agencja rządowa zakwalifikowała dziennikarzy do tej samej grupy co hackerzy i terroryści. 

siedziba GCHQ (fot. wikipedia)


Kolejna odsłona informacji od Edwarda Snowdena, tym razem ujawnił on brytyjskie dokumenty, z których wynika, że tamtejsze służby prowadziły inwigilację poczty email dzienikarzy pracujących dla międzynarodowych agencji informacyjnych takich jak BBC, Reuters, Guardian, New York Times, Le Monde, Sun, NBC oraz Washington Post. Według podanych informacji agencja GCHQ umieściła dziennikarzy śledczych na wspólnej liście rankingowej wraz z terrorystami i hackerami jako "wpływowe źródła zagrożenia". Lista zawierała matrycę oceniającą dziennikarzy pod względem "zdolności" (2/5) i "priorytetu" (3/5), ponadto określono ich jako osoby o "niskim zagrożeniu dla bezpieczeństwa informacji". Terroryści w tych samych kategoriach uzyskali wyższą ocenę pod względem "zdolności" (4/5), ale niższy priorytet, tylko 2/5.
Osoby odpowiedzialne za inwigilację swoją decyzję uzasadniają tym, że "wszystkie grupy dziennikarzy mogą próbować, zarówno w sposób formalny jak i nieformalny, uzyskać dostęp do informacji rządowych, do których nie mają uprawnień".

Agencja poza włamywaniem się na konta dziennikarzy i kopiowaniem ich maili śledziła także ich położenie za pośrednictwem używanych przez nich smartfonów. Emaile były wykorzystywane przez agencję między innymi w celach szkoleniowych.

Ostatnie dokumenty od Snowdena opublikował kilka dni temu Der Spiegel, reakcja środowisk dziennikarskich była bardzo szybka, blisko 100 dziennikarzy podpisało w proteście petycję do premiera Camerona.



wtorek, 9 grudnia 2014

Czy system rozpoznawania głosu umożliwi identyfikację terrorystów?

Podczas niedawnej egzekucji dokonanej przez członka Państwa Islamskiego widzowie oglądający to makabryczne przedstawienie zauważyli, że mordujący kanadyjskiego dziennikarza islamista mówi z angielskim akcentem. Rozpoczęły się poszukiwania i próby zidentyfikowania jego tożsamości
 
fot. LiveLeak


Internet pełen jest nie tylko informacji pisanych, ale też wszelkiej maści nagrań w formie podcastów czy filmów. Dla służb wywiadowczych to niezwykle bogate żródło informacji i wiedzy o przeciwnikach, dlatego też niedawno amerykańskie służby ujawniły prace nad nowym systemem: ASpIRE mający automatycznie zajmować się rozpoznawaniem mowy.

ASpIRE jest akronimem od Automatic Speech recognition in Reverberant Environments i jest kolejnym obok prowadzonych przez DARPA RATS (Robust Automatic Transcription of Speech) i BOLT (Broad Operational Language Translation) projektów mających na celu nauczenie maszyn "słuchać" i rozpoznawać ludzką mowę i wyciągając z wypowiedzi najważniejsze informacje. Komputer ma być w stanie rozumieć to co mówi człowiek a następnie dokonać transkrypcji tych słów na tekst bądź inne przydatne dane. Do pewnego stopnia taka technologia już istnieje, jednakże znajduje ona zastosowanie jedynie w wyjątkowych sytuacjach i na pewno w stopniu nie wystarczającym dla agencji wywiadowczych.

Takie organizacje jak NSA mają możliwość gromadzić dane z telefonów komórkowych, policja federalna z Meksyku posiada do dyspozycji bazę danych przekraczającą milion nagrań głosowych dokonanych podczas czynności śledzczych i aresztować, przy tak potężnej ilości informacji tylko czekać aż ktoś w końcu z powodzeniem wprowadzi technologię, dzieki której rozpoznany zostanie głos i słowa osób wypowiadających się w sieci. Nikt nie bedzie juz bezpieczny.

wtorek, 30 września 2014

Tierieszkowa nie była pierwsza? Bracia, którzy usłyszeli śmierć sowieckiej astronautki

Na początku lat 60. XX wieku, w domu nieopodal Turynu we Włoszech dwóch braci: Achille Judica Cordiglia i Giovanni Battista Judica Cordiglia zajmowało się amatorskim nasłuchiwaniem sygnałów radiowych dochodzących z pierwszych obiektów wysyłanych przez rywalizujące ze sobą USA i ZSRS.

fot. Judica Cordiglia przy pracy


Pewnego dnia złapali oni sygnał, w którym pomimo szumów i trzasków dało się słyszeć mówiącą po rosyjsku kobietę. Bracia nastroili odbiorniki i zaczęli słuchać, w pewnym momencie głos kobiety się zmienił, w jej głosie dało się słyszeć niepewność a w końcu strach. Zakłócenia stawały się co raz silniejsze, do uszu włoskich radiowców zaczęły dochodzić inne dźwięki, które co raz bardziej tłumiły jej głos. W końcu usłyszeli krzyk przerażenia a następnie ciszę.

Część tego sygnału, podobnie jak innych, które udało im się uchwycić, została przez nich nagrana. Z czasem zostały one upublicznione, pojawiła się wówczas teoria, według której braciom Judica Cordiglia udało się uwiecznić śmierć pierwszej sowieckiej astronautki, która udać się w kosmos przed Walentiną Tierieszkową, jednak podczas próby wejścia w atmosferę jej pojazd uległ uszkodzeniu. Władze ZSRS nigdy nie potwierdziły czy faktycznie głos anonimowej pilotki był głosem kobiety wysłanej przez nich w kosmos.

Poprzednicy Gagarina?

Eksperci badający sprzęt, na jakim pracowli Judica-Cordiglia przyznają, że byli oni w stanie wychwytywać i nagrywać sygnały z niektórych misji, jednak zarówno Amerykanie jak i Rosjanie nigdy nie potwierdzili ich autentyczności. Powodem może być fakt, że bracia dysponują materiałami, z których wynika, że zanim Sowieci ogłosili światu sukces swojej pierwszej misji kilkakrotnie odnieśli porażkę a ich astronauci zginęli. Przykładowo twierdzą oni, że jeden z nich pochodzi z listopada 1960 roku, a więc sprzed misji Jurija Gagarin i zawiera wiadomość nadaną alfabetem Morsa: "SOS DO CAŁEGO ŚWIATA", na innym z lutego 1961 roku słychać ciężki oddech i przyspieszone bicie serca umierającego astronauty.

Historię z kobietą-astronautą opublikował w 1965 roku Corierre della Sera i pochodzić miała ona z listopada 1963 roku. Czy była prawdziwa? Tego zapewne ani Rosjanie ani Amerykanie nigdy nie potwierdzą.

Filmowa próba przedstawienia chwili gdy bracia usłyszeli sygnał od sowieckiej astronautki:



Kosmonauta from Mirjam Veske on Vimeo.




źródło:
http://it.wikipedia.org/wiki/Achille_e_Giovanni_Judica_Cordiglia
http://www.aerospaceweb.org/question/conspiracy/q0235.shtml

http://vimeo.com/106216724

wtorek, 19 sierpnia 2014

Amerykańsko-Niemiecka afera szpiegowska: Berlin także ma coś na sumieniu!

Od czasu ujawnienia przez Edwarda Snowdena informacji o podsłuchiwaniu przez NSA prominentnych niemieckich polityków, do opinii publicznej przedostają się kolejne doniesienia na temat wzajemnego szpiegowania się obu teoretycznie bliskich sojuszników.

fot. Idea go/FreeDigitalPhotos.net

Do tej pory wiadomości o prowadzonych operacjach szpiegowskich były dość jednostronne, dowiadywaliśmy się jedynie o ujawnieniu kolejnych agentów szpiegujących na rzecz Stanów Zjednoczonych. Jak podają niemieckie media w strukturach federalnych takich jak Ministerstwo Obrony, Finansów, Spraw Wewnętrznych, może działać ponad 20 ukrytych osób gromadzących poufne informacje. Jak podaje Bild am Sonntag osoby te są obywatelami RFN zatrudnionymi równocześnie przez różnorakie amerykańskie instytucje i organizacje i pobierające od nich wynagrodzenie. Co więcej, jak podaje gazeta nie ustają próby rekrutacji kolejnych agentów a próby te dokonywane są nie tylko w samych Niemczech, ale też w stolicach okolicznych państw, przede wszystkim w Warszawie i w Pradze.

Sytuację zaostrza fakt, że informacje na ten temat przedostają się do wiadomości publicznej, jednak już odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych kierowane są do Berlina ścieżkami dyplomatycznymi, nie są więc jawne. Może to powodować zmianę nastrojów wśród niemieckiej opinii publicznej a tym samym nacisk na władze by odpowiednio zabezpieczyły się przed zagranicznymi agentami. Jest to o tyle interesujące, że kilka lat temu podobny ruch wykonano w Rosji, gdzie rząd poszedł jeszcze dalej i uznał jako obcych agentów z definicji osoby pobierające pieniądze od zagranicznych organizacji pozarządowych. Zarządano od nich ujawnienia tych przychodów, a tym samym odbiło się to na ich wpływach i wizerunkowi wśród pozostałych Rosjan. Czy podobny scenariusz mógłby zostać zrealizowany również w Niemczech? Nie jest to niemożliwe, zważywszy, że państwo to stara się prowadzić co raz bardziej niezależną od Waszyngtonu politykę. Póki co z resztą Berlin zarządał od obcych ambsad ujawnienia pracowników, którzy zajmują się w nich działalnością szpiegowską. To, że takie osoby przebywają w prawie każdej ambasadzie jest dość oczywiste i jest powszechną praktyką od wielu lat, jednak tego typu rządanie ze strony Berlina to niezwykle istotny precedens.

Dodajmy przy tym, że w tym przypadku Niemcy nie pozostają niewinni, jak bowiem ujawnił Süddeutsche Zeitung również BND podsłuchiwała dwóch amerykańskich sekretarzy stanu, Hilary Clinton i Johna Kerry'ego a także najprawdopodobniej, tureckiego ministra spraw zagranicznych.

To, że agencje wywiadowcze wzajemnie się szpiegują i podsłuchują chyba nie powinno dziwić, nawet wśród sojuszników, gdyż taka jest ich natura. Ale czy ujawnianie informacji na ten temat i donoszenie o kolejnych "wyciekach" nie ma przypadkiem ukrytego celu?




czwartek, 24 lipca 2014

Afera podsłuchowa w Turcji. Aresztowano...podsłuchujących policjantów

Afera podsłuchowa w Polsce nawet w połowie nie wywołała takiej burzy jak w Turcji. Tamtejsza afera skończyła się walką z internetem a ostatecznie - aresztowaniami.



W rozmowie z synem premier Turcji informował go o "nalotach" policji na domy polityków jego partii i instruował gdzie powinien ukryć należące do rodziny pieniądze. Potem, gdy nagrania ujawniono rozpoczął walkę najpierw z internautami, którzy je udostępniali, następnie zabrał się za blokowanie w całej Turcji Twittera. W końcu podjął radykalniejsze środki i niedawno dokonano masowych aresztowań policjantów zamieszanych w podsłuchiwanie polityków. 

67 policjantów trafiło we wtorek do aresztów, a blisko 100 przedstawiono zarzuty prowadzenia nielegalnych podsłuchów czołowych tureckich polityków z premierem Erdoganem na czele a także sędziów, wojskowych, dziennikarzy czy urzędników państwowych. Jak podał główny prokurator Hadi Salihoglu w wysłanym do mediów oświadczeniu, aresztowani byli członkami tajnej organizacji terrorystycznej zwanej Tevhid-Selam (Armia Al-Quds). 

Jest też druga strona medalu. Chociaż partia Erdogana szła do wyborów z hasłami walki z korupcją, to jednak zdaniem przeciwników tej partii jak żadna poprzednia rozwinęli ten proceder na masową skalę. Na potwierdzenie tej tezy zwracają uwagę na fakt, że wśród aresztowanych znalazł się były szef policji Istambułu odpowiedzialny za przestępstwa finansowe, który prowadził śledztwo w sprawie działań korupcyjnych w najwyższych kręgach władzy, w tym również w najbliższym otoczeniu Erdogana.

Na zakończenie dodajmy, że w Turcji wkrótce odbędą się wybory prezydenckie, a wśród kandydatów znaleźć można również urzędującego premiera. 





czwartek, 10 lipca 2014

Niemcy: główny przestawiciel amerykańskiego wywiadu proszony jest o opuszczenie kraju!

Na żądanie władz Niemcy zmuszony będzie opuścić rezydent ambasady amerykańskiej odpowiedzialny za sprawy wywiadowcze.

fot. Wikipedia


Tak poważnego zgrzytu na linii Berlin-Waszyngton nie było już dawno. Jak poinformował rzecznik prasowy niemieckiego rządu Steffen Seibert do przedstawiciela amerykańskich służb wywiadowczych przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych władze federalne wystosowały żądanie by ten opuścił Niemcy. Jak podaje The New York Times głównym powodem ma być niechęć do współpracy i naprawienia szkód do jakich doszło w wyniku ujawnienia informacji, że wśród podsłuchiwanych przez National Security Agency polityków była również kanclerz Angela Merkel.

Od tego czasu Niemcy domagali się wyjaśnień i gwarancji, że skończą się jakiekolwiek próby szpiegostwa, o czym zapewniał nawet prezydent Barack Obama. Tak się jednak najwyraźniej nie stało, gdyż w ciągu zaledwie kilku ostatnich dni aresztowano jedną i przeszukano mieszkanie kolejnej osoby podejrzanej o szpiegowanie na rzecz Stanów Zjednoczonych. Według niemieckich mediów podejrzani pracowali dla Ministerstwa Obrony, a jeden z nich skopiował dla Amerykanów około 218 dokumentów.

Ta liczba nie jest być może aż tak poważna, tym bardziej, że podejrzany był pracownikiem jedynie średniego szczebla i nie miał dostępu do najtajniejszych informacji. Mimo wszystko jednak tego typu wydarzenia i to w krótkim czasie i w zaledwie rok po aferze z podsłuchami mocno zaszkodziły amerykańsko-niemieckiemu sojuszowi. Dodajmy przy tym, że te oficjalne doniesienia to nie wszystkie o jakich możemy mówić w kontekście podsłuchów i szpiegostwa w sieci. W ciągu zaledwie 3 lat to głównie niemieckie organizacje hackerów i stowarzyszenia zajmujące się bezpieczeństwem w sieci ujawniły wiele podejrzanych systemów i wirusów, które szpiegowały internautów. Dziwnym trafem wiele z nich komunikowało się ze Stanami Zjednoczonymi.
 


środa, 30 października 2013

Rządy na podsłuchu - echa skandalu NSA

gen. Keith Alexander/fot NSA
Kontynuujemy wątek podsłuchiwania i dwuznacznej postawy jaką prezentuje wiele rządów, które padły ofiarą działań NSA. Jak wskazywałem w poprzednim wpisie oburzone podsłuchami Niemcy same swego czasu miały na sumieniu szpiegowanie własnych obywateli. Czy na tym koniec?

Niemcy i Francja skandal z podsłuchami doskonale wykorzystują dyplomatycznie - chcą między innymi wymusić na USA stworzenie i przestrzeganie "kodeksu", który zobowiązywał będzie Waszyngton do ograniczenia praktyk podsłuchowych. Co więcej wspólnie z Brazylią chcą one na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych ustanowić rezolucję, która skutecznie usankcjonuje i tym samym ureguluje podobne działania szpiegowskie.

W związku z wagą tych oskarżeń do kontrataku przeszła sama NSA, która za pośrednictwem jej szefa, generała Keitha Alexandra podważyła wiarygodność publikowanych w ostatnim czasie doniesień. Twierdzi on bowiem, że rewelacje pochodzą od ściganego w USA za szpiegostwo Edwarda Snowdena i zostały one sfałszowane w celu podważenia pozycji Stanów Zjednoczonych wśród swoich sojuszników. Jak podaje Financial Times według Alexandra powyższe dane gromadzone były w celach obronnych mających na celu ochronę obywateli USA i Europy, jednak to co opublikowały media nie ma nic wspólnego z gromadzonymi informacjami.

Nawet jednak informacje te faktycznie okażą się fałszywe to jednak pozostanie wyraźne napięcie między USA a krajami Unii Europejskiej. Znacznie też poważniej media będą podchodzić do kolejnych doniesień dotyczących podsłuchów, szczególnie, że wkrótce po wybuchu skandalu były francuski minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner przyznał, że podsłuchiwanie się to naturalna rzecz w dyplomacji i jego kraj również się tym zajmował. Dodał przy tym, że wśród europejskich elit wiedziano, że USA ich podsłuchują, nie zdawano sobie jednak sprawy na jaką skalę.

Czy Waszym zdaniem ten skandal skutecznie osłabi dobre dotychczas relacje między Ameryką a Europą?

źródło: financialtimes/aljazeera/freep/ctvnews

wtorek, 29 października 2013

Kto tak naprawdę jest ofiarą "afery podsłuchowej"?

Podsłuchiwanie zawsze było jedną z ulubionych metod działania służb wywiadowczych, ujawnienie działań Stanów Zjednoczonych, którym udało się dotrzeć do rozmów najważniejszych światowych polityków nie jest w tym przypadku niczym nowym. Jedynym błędem wywiadu USA było to, że dali się złapać, jednak w rzeczywistości również ich "ofiary" nie są zupełnie niewinne.
fot. Lawrence Jackson

Podanie do wiadomości publicznej informacji o podsłuchach założonych na liniach telefonicznych najważniejszych światowych przywódców wywołało skandal, którego skutki będziemy zapewne odczuwać w najbliższych miesiącach. Dotychczas śledzeni politycy będą w przyszłości znacznie bardziej ostrożni, a Stany Zjednoczone utracą tym samym istotne źródło informacji, które z czasem spowoduje, że ich przewaga informacyjna może nieco słabnąć. Rewelacje ujawnione między innymi przez Edwarda Snowdena jasno pokazują działanie mechanizmu, który niejednokrotnie był przedstawiany na tym blogu.

Przede wszystkim wyraźnie widać współpracę służb wywiadowczych i prywatnych firm technologicznych, które zgadzały się na wykorzystanie ich infrastruktury w celach szpiegowskich. Tak jak opisywałem to niejednokrotnie, tego typu sytuacje miały miejsce już wcześniej i wyszły one na jaw między innymi przy okazji konfliktów zbrojnych w Libii czy w Syrii. Tym razem jednak wielki skandal z podsłuchami ma znacznie większą skalę. Przede wszystkim tym razem nie mamy do czynienia z podejrzanym dyktatorem, który chce sprawować jeszcze większą kontrolę nad swoimi poddanymi. Wręcz przeciwnie, w tym przypadku skandal dotyczy światowego imperium, które interesuje się rozmowami i pocztą obywateli suwerennych państw. Do tego dochodzi aspekt nie tylko polityczny, ale i gospodarczy, gdyż wśród śledzonych były również między innymi czołowe francuskie i brazylijskie przedsiębiorstwa.

Oprócz nich z ujawnionych dokumentów wynika, że NSA interesowała się przede wszystkim pocztą i rozmowami czołowych polityków niemieckich, wysokich urzędników unijnych, otoczeniem prezydenta Meksyku Felipe Calderona czy pracowników stacji telewizyjnej Al-Jazeera. Oprócz tego skontrolowano także miliony wiadomości email obywateli Brazylii, śledzono również aktywność na portalach społecznościowych.

Koniec zaufania

Oburzenie jakie to wywołało jest naturalną reakcją pozwalającą wykorzystać skandal w celach propagandowych. Już sam fakt, że wiele tych informacji pochodzi od ukrywającego się w Rosji Edwarda Snowdena, który w ten sposób chce zapewne przedłużyć sobie możliwość bezpiecznego azylu w Moskwie. Nie bez powodu również ujawniono przede wszystkim, że wśród podłuchiwanych znaleźli się czołowi niemieccy politycy, w tym kanclerz Angela Merkel. Jak zwracają uwagę dziennikarze The New York Timesa może to skutkować rozbiciem budowanego przez dekady transatlantyckiego zaufania pomiędzy państwami należącymi do NATO. Tym samym będzie to skutkować zbliżeniem się Unii Europejskiej do Rosji.

Niemcy wcale nie takie niewinne

Same Niemcy nie są przy tym niewinne - równo dwa lata temu grupa berlińskich hackerów z Chaos Computer Club ujawniła, że BND opracowała specjalny rodzaj trojana służącego do inwigilacji swoich obywateli. Aplikacja była zdolna między innymi do robienia screenshotów z pulpitu zainfekowanego komputera, pobierania haseł, nagrywania rozmów na Skypie jak również przejmować kontrolę nad podłączonymi kamerami i mikrofonami. W ten sposób władze były w stanie nie tylko zgromadzić ogromną ilość danych na temat aktywności użytkownika w sieci, ale nawet monitorować to, co dzieje się w pomieszczeniu, w którym przebywa. Niemieckie władze przyznały się do stawianych im zarzutów, ale pomimo, że projekt poważnie naruszał federalne prawo, nikt ważny nie poniósł konsekwencji, nie było też tak poważnego skandalu jak ten, który mamy obecnie.

Czyżby więc działały tutaj podwójne standardy? 


środa, 31 lipca 2013

Pine Gap, czyli najbardziej tajemnicze miejsce w Australii

W ubiegłym tygodniu okazało się, że australijski ośrodek badawczy Pine Gap może być bezpośrednio odpowiedzialny za amerykańskie ataki samolotów bezzałogowych na pakistańskich obywateli. Rząd Australii niechętnie przyznaje się do faktu, że taki obiekt w ogóle istnieje... Czym dokładnie jest Pine Gap i jakie skrywa tajemnice? 

fot. resources1.news.com.au
Pine Gap to tajemniczy obiekt położony prawie 20 km na południowy-zachód od Alice Springs. Ośrodek badawczy powstał jeszcze w 1970 roku i prowadzony jest przez władze Australii oraz Stanów Zjednoczonych. Oficjalna nazwa obiektu to Joint Defence Facility Pine Gap. Jeśli chodzi o nakłonienie australijskiego rządu do opisania tego, co tam się dzieje, jest to wręcz niemożliwe. Australian Security Intelligence Organisation (ASIO), jak i inne najważniejsze agencje w Australii sukcesywnie odmawiają odpowiedzi. 

"Należy uczciwie powiedzieć, że Pine Gap ma niesamowite możliwości, jeśli chodzi o gromadzenie informacji", podkreśla były pracownik Pine Gap, który zastrzegł swoją anonimowość, ponieważ nie jest upoważniony do mówienia o swojej pracy publicznie. "Trudno sobie to wyobrazić, ale przypuszczam, że to pewien rodzaj gry. Tajemniczej gry", dodaje. Pine Gap formalnie powstało dla "śledzenia stacji satelitarnych", jednak ze względu na położenie w szczerym polu, trudno w to uwierzyć (takie położenie sprawia, że ​​trudno przechwytywać sygnały emitowane z wnętrza obiektu). 

Uważa się, że USA kontroluje wszystkie satelity szpiegowskie z Pine Gap. Ośrodek ma umożliwiać "podsłuchiwanie Azji" z 14 anten ukrytych pod białymi kopułami. Poszukiwany amerykański agent Edward Snowden dodatkowo ujawnił, że Pine Gap jest jednym z kluczowych urządzeń stosowanych na potrzeby inwigilacji USA. Pewien pakistański prawnik poszedł jeszcze dalej mówiąc, że Pine Gap śledzi komunikację Al-Kaidy. Ma to umożliwiać USA kierowanie atakami samolotów bezzałogowych na dowolne cele talibskich bojowników...

Czy Waszym zdaniem australijski ośrodek Pine Gap naprawdę wspiera szeroką inwigilację USA?

Pine Gap to tajemniczy ośrodek badawczy położony w samym sercu Australii nieopodal Alice Springs.
Przypuszcza się, że to jeden z ważniejszych elementów światowej sieci inwigilacji USA
 (fot. cryptome.org)

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Projekt Echelon: największa znana ludzkości sieć wywiadu elektronicznego

O istnieniu potężnego elektronicznego szpiega świat dowiedział się w sierpniu 1988 roku. Opowiedziała o nim po raz pierwszy Margaret Newsham, pracownica amerykańskiej bazy wywiadu Menwith Hill. Zgodnie z jej relacją podsłuchiwani mieli być wszyscy: politycy, biznesmeni jak i zwykli obywatele. Dziś wiemy już, że Wielki Brat ma imię - nazywa się Echelon...

fot. hangthebankers.com
Projekt Echelon to największa znana ludzkości sieć wywiadu elektronicznego, która przechwytuje krążące na świecie informacje. System powstał przy udziale USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii, a zarządzany jest przez amerykańską służbę wywiadu NSA. Jednostki Echelonu znajdują się także w Niemczech (ich zadaniem ma rzekomo być przechwytywanie wiadomości z kanałów niemieckiej telekomunikacji i przyległej części Europy Środkowo-Wschodniej). Największa stacja nasłuchowa systemu Echelon znajduje się jednak w Menwith Hill w Północnym Yorkshire w Zjednoczonym Królestwie, niedaleko Harrogate. Rolą tej stacji jest szpiegowanie komunikacji w całej Unii Europejskiej.

Echelon skanuje linie komunikacyjne, które są rutynowo stosowane do wysyłania faksów, e-maili, prowadzenia czatów internetowych jak i dalekobieżnych połączeń telefonicznych. Prawdopodobnie system gromadzi i przetwarza średnio 3 miliardy przekazów elektronicznych na dobę. W zgromadzonych informacjach szuka wyrazów według określonych kluczowych słów np. "bomba", "atak", "terroryzm" lub zapisuje rozmowę telefoniczną (jeśli jest w innym języku, istnieje możliwość jej tłumaczenia w czasie rzeczywistym). Zebrane lokalnie informacje z całego świata przesyłane są do centrali w Fort Meade, gdzie znajduje się główna siedziba NSA.

Mapa przedstawia elementy systemu Echelon rozmieszczone na całym świecie.
(fot. pcformat.pl)

W prasie można było przeczytać wiele na temat Projektu Echelon. Jeden z dziennikarzy próbujących rozwikłać tajemnicę "wielkiego brata", Patrick S. Poole, napisał kilka artykułów na jego temat (m.in. w "New York Times"). W jednym z nich czytamy, że "system Echelon jest bardzo prosty. Stacje odbiorcze rozrzucone są po całym świecie. Wyselekcjonowane przez komputery informacje wędrują do analityków, którzy przyglądają się im i wybierają te, które powinny zainteresować szefów wywiadu. Choć Echelon z założenia ma wykrywać aktywność terrorystów i rządów dyktatorskich, jest używany także do innych celów, m.in. szpiegostwa politycznego, wywiadu gospodarczego i inwigilacji prywatnego życia zwykłych obywateli. Co gorsza Echelon pomimo upadku bloku komunistycznego - pierwotnego celu swojego działania - istnieje nadal i rozwija się". 

Jaki Waszym zdaniem jest sens istnienia Projektu Echelon? Kto może czerpać z niego największe korzyści?


Źródła: liberator/projectechelon/greaterthings

sobota, 4 lutego 2012

FBI i Scotland Yard na podsłuchu

Anonymous rosną w siłę. Kiedy po raz pierwszy o nich usłyszano, były to głównie doniesienia o atakach na kolejne strony internetowe. Od tego jednak czasu członkowie Anonymous poczynili ogromne postępy i dziś są w stanie włamać się na zabezpieczone serwery, wykraść tajne dane i podsłuchać rozmowy. Tym razem grupa ujawniła 15-minutowe nagranie z konferencji przeprowadzonej przez pracowników FBI i Scotland Yardu. Co najciekawsze, konferencja dotyczyła Anonymous i w trakcie jej trwania jeden z rozmówców stwierdził: 
"Nie jestem pewien czy jesteśmy tutaj jedynie my dwaj".
Choć jak widać intuicja go nie zawiodła, to mimo wszystko nagranie trafiło już do sieci i jest dostępne poniżej:









wtorek, 4 października 2011

Obywatelu, Wielki Brat wie co robisz – koszmar cywilizacji

Całkiem niedawno polski rząd próbował wprowadzić ustawę, która de facto prowadziła do cenzurowania internetu. W grudniu polska policja zakupiła nowe urządzenie zwane LRAD (Long Range Acoustic Device - urządzenie dźwiękowe dalekiego zasięgu) służące do tłumienia zamieszek. Urządzenia te emitują fale dźwiękowe o bardzo wysokiej głośności, słyszalnej na duże odległości (500-700m), będące w stanie ogłuszyć osoby znajdujące się w jego najbliższym otoczeniu. Jak zauważyli autorzy z fundacji PANOPTIKON, w Ustawie regulującej działalność służb porządkowych szczegółowo wymienione są środki przymusu bezpośredniego, jakich wolno jest użyć policji, jednak "ani Ustawa o policji, ani żaden inny akt prawny nie wymieniają pośród środków przymusu bezpośredniego tego rodzaju urządzeń". O inwestycjach MSWiA zrobiło się głośno dopiero w lipcu, kiedy ujawniono, że w posiadaniu ministerstwa znajduje się ok. 6 tysięcy urządzeń ogłuszających dźwiękiem. Według oficjalnych oświadczeń ministerstwa urządzenia LRAD mają być wykorzystane podczas Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku, w razie gdyby doszło do poważniejszych starć grup kibiców. 

18 września Gazeta Krakowska poinformowała o zatrzymaniu pracownika lotniska Balice, który wysłał znajomemu wiadomość MMS, w której żartował, że "zepsuje casę, a w powietrzu będzie bum". Wkrótce go zatrzymano i skierowano na badania psychiatryczne. Skąd służby bezpieczeństwa wiedziały o tej wiadomości? 

Nie dziwią niestety kolejne doniesienia na temat tego, że władze chińskie wymusiły na koncernie Google uniemożliwienie wyszukiwania słowa "demokracja" w lokalnej wersji ich wyszukiwarki. Podobnie po zdobyciu Trypolisu Wall Street Journal opublikował fotografie przedstawiające specjalne pomieszczenie, w którym urzędnicy służb wywiadowczych Muamara Kaddafiego śledzili korzystających z internetu obywateli.

Kuriozalną inicjatywą wykazał się niedawno bank Rezerwy Federalnej z Nowego Jorku, który ogłosił niedawno ofertę na przygotowanie systemu monitorującego informacje o nim w tak zwanych social media. System taki, nazwany roboczo „Sentiment Analysis And Social Media Monitoring Solution”, wyszukiwałby informacje o Fedzie między innymi na Facebooku, Twitterze, YouTubie i w blogosferze. Miałby on jednak nie tylko gromadzić suche informacje, ale też odgadywać kontekst rozmowy wskazując, czy o Rezerwie Federalnej mówi się źle czy dobrze. Docelowo zaś „identyfikować i docierać do kluczowych blogerów i osób wywierających wpływy”. Pomysł zaiste ambitny, ale przede wszystkim budzący obawy zważywszy na ogromne zasoby pieniężne jakimi dysponuje Fed, ale też bezmiar krytyki kierowanym w stronę tej instytucji ze strony internautów. Skoro zaś Rezerwa uzyska taką wiedzę, to co powstrzyma ją przed próbą pozbycia się najbardziej wpływowych krytyków? Prawo? Dla tak wpływowych ludzi nie jest wielką sztuką przygotować odpowiednią ustawę, która umożliwi im legalne uciszenie krytykujących ich osób.

Wobec koncernu Google pojawiają się oskarżenia o śledzenie swoich użytkowników. Wiele kontrowersji wzbudził zwłaszcza fakt przygotowywania przez tą firmę Google Street Map, jednego z wielu projektów, który tym razem polegał na filmowaniu całych ulic danego miasta i umieszczania ich w sieci. Kamera była w stanie uchwycić wszystko, nie tylko same ulice, ale też ludzi, którzy po niej chodzili, którym to nieszczególnie musi odpowiadać fakt, że ich twarz bez ich zgody stanie się częścią wielkiej bazy danych.

Nie można też zbyt wiele oczekiwać od prywatnych korporacji. Je jak widać łatwo przekonać, o czym doskonale wiedział prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, który podczas szczytu e-G8 (poprzedzającego "prawdziwy" szczyt grupy G8) spotkał się z przedstawicielami największych koncernów branży internetowej takich jak wspomniany Facebook czy Gogle, by pod hasłem walki z piractwem omówić możliwe ścieżki kontrolowania umieszczanych w internecie treści.


Pomocna technologia

Jak się okazało prywatne firmy stały się niezbędnym sojusznikiem w opracowywaniu nowych technologii kontroli obywateli. 27 września Dziennik Internautów opublikował artykuł autorstwa Sławomira Wilka opisujący zjawisko, które w branży IT ma charakter tajemnicy polisznela. Chodzi o tworzenie przez firmy komputerowe aplikacji, które pozwalają na bieżąco śledzić toczące się w sieci dyskusje na temat danej marki i w razie czego zaangażować do niej pracownika danej firmy. W ten sposób za kilkadziesiąt tysięcy złotych i wysoki miesięczny abonament firmy utrudniają internautom dostęp do rzetelnej wymiany informacji i wzajemnych ostrzeżeń przed nieuczciwymi przedsiębiorstwami. Co więcej nawet Skype, który ze względu na zaawansowaną technologię szyfrowania połączeń jest często wykorzystywany przez różnego rodzaju rewolucjonistów, nie jest już bezpieczną aplikacją. Kod można złamać i zarobić na tym duże pieniądze. Tak też się stało w przypadku Skype'a, którego można podsłuchiwać między innymi dzięki aplikacji FinSpy. To i inne rozwiązania techniczne sprawiły, że w nieustannym wyścigu pomiędzy tworzącymi szyfry a hackerami, głównymi kibicami są różne autorytarne reżimy szczególnie zainteresowane zakupem programów i urządzeń podsłuchowych.

To nie jedyne próby kontrolowania obywateli. Chociaż irytujące, skrupulatne kontrole na lotniskach zdają się powszednieć i większość ludzi zdążyła się już do nich przyzwyczaić. Nie trzeba będzie długo czekać, aż w powszechnym użytku znajdą się takie urządzenia skanujące fale mózgu i tym samym rozpoznające, o czym myśli pasażer wsiadający na pokład samolotu. Nie jest to wcale odległa perspektywa, skoro już teraz dostępne są urządzenia, które podłączone do smart phone'a "dla zabawy" monitorują nasze fale mózgowe i wyświetlają je jako prezentacje 3D. Dzięki wykorzystaniu tego typu aplikacji po pewnym czasie zgromadzone zostaną ogromne ilości danych dotyczących funkcjonowania naszych mózgów oraz naszych reakcji na określone bodźce.

Prawdziwym poligonem doświadczalnym dla różnego rodzaju technologii umożliwiających śledzenie obywateli staje się coraz bardziej Wielka Brytania. Tamtejsze władze pod pozorem zabezpieczeń przed zbliżającymi się igrzyskami olimpijskimi w Londynie testują ogromną ilość nowych technologii. Wykorzystane zostaną między innymi specjalne podskórne czipy, na które wgrywana będzie informacja o posiadanym stanie konta i za ich pośrednictwem możliwe będzie kupienie biletów na olimpiadę. Jeszcze ciekawsze pomysły ma MI5, która ogłosiła niedawno rekrutację wśród osób znających języki używane na Bliskich Wschodzie i w Północnej Afryce. Rekrutacja będzie przebiegać za pośrednictwem internetu, zaś działania szpiegowskie (podsłuchiwanie rozmów telefonicznych) będą przypominać grę komputerową.


Wielki Brat patrzy

Powyższe typy kontroli obywateli to nie wszystko. Bardzo zaawansowana jest już technologia satelitarnego monitoringu pozwalająca na tak dokładną obserwację z kosmosu, że możliwym jest śledzenie treści czytanej przez nas książki z kosmosu. Równocześnie potężna Visual Recognition Technology umożliwia dzięki wciąż rosnącym bazom danych zawierającym nasze zdjęcia i zeskanowane rysy twarzy rozpoznawanie wybranych osób w anonimowym tłumie. Od czasu, gdy użyto jej po raz pierwszy podczas zawodów Super Bowl w Tampa na Florydzie, metody rozpoznawania twarzy rozbudowano w znacznym stopniu i dziś stosuje się je między innymi na lotniskach. 

Jednak także ulice nie są już gwarantem anonimowości. Już teraz pod pretekstem bezpieczeństwa policja w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii eksperymentuje z zastosowaniem dronów szpiegowskich do monitorowania ulic. W tym przypadku ma nie chodzić jednak o tropienie talibów, lecz o skuteczniejszą walkę z przestępczością. W styczniu 2010 roku brytyjski Guardian poinformował o nawiązaniu współpracy między zbrojeniowym potentatem BAE Systems a policją z hrabstwa Kent, mającą na celu wdrożenie dronów szpiegowskich w działaniach cywilnych. Poligonem doświadczalnym mają być przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie drony mają monitorować rejony szczególnie zagrożone wybuchem protestów i zamieszek. Zresztą pierwsze prototypy są już w użyciu, doszło nawet do pierwszego aresztowania dokonanego przy pomocy policyjnego drona, według gazety Dailymail miało to miejsce w sierpniu 2009 roku po protestach zorganizowanych przez British National Party. Ojczyzna twórców najsłynniejszych antyutopii XX wieku - George'a Orwella i Aldousa Huxleya najwyraźniej przoduje we wdrażaniu nowych technik inwigilacji, jednak również po drugiej stronie oceanu trwają pilotażowe prace nad wprowadzeniem cywilnych dronów. Do tej pory Amerykanie na swoim terenie używali ich co najwyżej do monitorowania granicy z Meksykiem. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszym miastem, w którym także policja zacznie korzystać z pomocy dronów będzie Miami. Co ciekawe, jej przedstawiciele oficjalnie przyznali w telewizji, że urządzenia te będą w stanie nawet „zajrzeć” przez okno do domu amerykańskiego obywatela. Nie jest to oczywiście jedyne miasto, w którym rozważa się podobne projekty, choć w niektórych miejscach władze wyraźnie starają się je ukryć. O planach policji z Houston, która potajemnie testowała nowe drony, dowiedziała się lokalna stacja telewizyjna i jedynie dzięki ich interwencji informacja przedostała się do szerszej grupy obywateli.

Pozostaje nam jedynie dać na mszę w intencji Georga Orwella, który to wszystko przewidział i modlić się by świat nie oszalał. Alternatywą jest globalna rewolucja.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Świat na podsłuchu

Jesteś pewny, że kiedy czytasz ten tekst, nie jesteś podsłuchiwany? Może w twoim ulubionym telefonie leżącym teraz obok ciebie, ktoś podłączył urządzenie, które rejestruje każde twoje słowo. 

Kto to zrobił? Nie wiesz? Pomyśl, komu się naraziłeś. 


Teoria spiskowa? 

Żart? Teoria spiskowa? Przecież tych, którzy twierdzili, że ludzie byli, są i będą podsłuchiwani uważa się za wariatów lub w najlepszym przypadku wyznawców teorii spiskowych. Takich, które mijają się z prawdą. To, że może być w nich odrobina prawdy, jest nadmierną interpretacją faktów, a najczęściej zbiorem niczym nie uzasadnionych przypuszczeń. Dla wyznawców tych miejsce zawsze się znajdzie w kabarecie lub domu wariatów. Jak w tym kontekście wytłumaczyć słowa byłego doradcy amerykańskiego prezydenta, Zbigniewa Brzezińskiego, który powiedział: "Era technokratyczna będzie się opierać na stopniowym pojawianiu się coraz bardziej kontrolowanego społeczeństwa. Takie społeczeństwo będzie zdominowane przez elity nieskrepowane tradycyjnymi wartościami". Jakże ładnie brzmi drugie zdanie. Czy owe „nieskrępowane tradycyjnymi wartościami społeczeństwo” to takie, którego zachłanność zmierza do traktowania pozostałej części jak niewolników, którym wyznacza się miejsce i czynności do wykonania? Czy zatem owa kontrola ma dotyczyć wszystkich czy tylko tych, którzy się zbuntują? 

Do kontroli wymyślono tajnych szpiegów i oficjalne rządowe instytucje, którym w majestacie prawa nadano uprawnienia do kontrolowania, w tym do podsłuchiwania. Mamy dwa rodzaje szpiegostwa. Jedno, znane z książek lub filmu. Drugie – prawdziwe. W tym pierwszym regularnie rozbija się najlepsze samochody i romansuje z najpiękniejszymi kobietami. Ten drugi rodzaj – ten prawdziwy, polega na grzebaniu w śmietnikach, wielogodzinnym siedzeniem ze słuchawkami założonymi na uszach, a co zatem idzie, wtykaniu podsłuchiwanemu najróżniejszych pluskiew i mikrofonów. Posłuchy zakłada się wszędzie: w buty, telefony, długopisy. Umieszcza po cichu pod biurkami i pod łóżkami. 

Historia posłuchów wiedzie od zazdrosnych żon do „zapobiegliwych polityków”. Za moment przełomowy, kiedy to okazało się, że podsłuchiwać mogą wszyscy, uznano słynną aferę Watergate, którą ujawniło dwóch dziennikarzy Washington Post – Bob Woodward i Carl Bernstein. Podsłuchiwała władza, która dotychczas była poza wszelkim podejrzeniem. Afera wstrząsnęła Stanami Zjednoczonymi. Okazało się, że osoby związane z prezydentem Nixonem wykorzystywały do podsłuchiwania sztabu wyborczego Partii Demokratycznej ludzi, którzy wcześniej pracowali w służbach specjalnych. Na wierzch „wyciekła” również sprawa włamania do siedziby sztabu, który znajdował się w kompleksie budynków „Watergate” w Waszyngtonie już podczas kampanii wyborczej w 1972. 

Afera Watergate oznaczała koniec kariery politycznej Richarda Nixona. W sierpniu 1974 roku w obliczu grożącego mu impeachmentu podał się do dymisji. Jego następca na stanowisku prezydenckim - Gerald Ford miesiąc później wydał dokument, w którym ogłaszał amnestię wobec wszystkich przestępstw, jakie Nixon „popełnił, mógł popełnić lub współuczestniczył” jako urzędujący prezydent. Wskutek afery 40 wysokich rangą urzędników rządowych zostało oskarżonych bądź uwięzionych, wśród nich byli John Mitchel, prezes komitetu wyborczego Nixona i Charles Colson, specjalny doradca Nixona. Sam Nixon do końca życia twierdził, że jest niewinny. 


Polskie Watergate 

W Europie podsłuchy też znalazły swoje zastosowanie. Co ciekawsze, tym razem władza stała się obiektem podsłuchu. Szerokim echem odbiła się afera słynnych taśm prawdy, na których ówczesny premier Węgier Ferenc Gyurcsany nieświadomy tego, że jest nagrywany, przyznał się do okłamywania swoich wyborców. Konsekwencje podsłuchu okazały się tak donośne, że protesty obywateli trwały wiele dni i miały niezwykle burzliwy charakter. 

W Polsce swego czasu głośno mówiło się o tzw. „taśmach Rydzyka” czy „taśmach Oleksego”. A najsłynniejsze nagrania z założonych podsłuchów przyczyniły się do wybuchu znamiennej w skutki afery, która doprowadziła do upadku rządu Leszka Milera i kresu popularności SLD. Afera Rywina, bo o niej mowa, dokonała się kiedy to Adam Michnik nagrał Lwa Rywina, który odwiedził go z korupcyjną, jak obwieszczono i udowodniono ofertą. 

Według oficjalnych danych ujętych w sprawozdaniu z czerwca br. prokurator generalny Andrzej Seremet w roku 2010 policja i inne uprawnione służby wystąpiły o zarządzenie kontroli operacyjnej łącznie wobec 6723 osób, zgodę sądu uzyskano w 6453 przypadkach. Nic przerażającego? Czyżby? Otóż według raportu opublikowanego przez Komisję Europejską, Polacy są najbardziej inwigilowanym narodem w Unii Europejskiej. Autorzy raportu podają, że w 2010 roku policja i służby specjalne sięgnęły po bilingi obywateli aż 1 milion 300 tysięcy razy. Nawet jeśli kilkakrotnie korzystano z bilingów tych samych osób, to nietrudno sobie wyobrazić liczbę obywateli, których faktycznie sprawdzono. 

Podsłuchuje nas aż 9 instytucji. Są nimi: Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna, Biuro Ochrony Rządu, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Służba Wywiadu Wojskowego, Centralne Biuro Antykorupcyjne i wywiad skarbowy. Co ciekawe w stosunku do poprzedniego roku liczba podsłuchów wzrosła. 

W Europie nie jest lepiej. Podczas gdy urzędnicy państwowi ściągają bilingi, potencjalni terroryści zdążyli się już przerzucić na nowe technologie, takie jak darmowy przecież Skype. Kilka lat temu włoska policja wyszła z inicjatywą aby przeforsować możliwość nagrywania rozmów odbywających się za pomocą tego komunikatora. Sprawa trafiła do najwyższych instancji Unii Europejskiej, jednak póki co zakończyła się niepowodzeniem. 


Niewidoczny mikrofon 

Według historyków podsłuchy wykorzystujące fale radiowe były dostępne już niedługo po II Wojnie Światowej, zaś w posiadaniu polskich służb bezpieczeństwa znalazły się dość szybko, bo w latach 50-tych XX wieku. Dziś szeroko wykorzystuje się również technologię GSM. 

Metod podsłuchu jest bardzo dużo, w zasadzie dla osoby średnio znającej się na elektronice nie jest problemem skonstruować własne urządzenie podsłuchowe. Wystarczy znaleźć w sieci odpowiedni film instruktażowy, by samodzielnie skonstruować proste urządzenie wykorzystujące fale radiowe. Po co się jednak męczyć? Dziesiątki firm oferują wszystko, co jest potrzebne, by zarejestrować interesujące słowa. Wszak sprzedaż urządzeń jest legalna, nie wolno jedynie podsłuchiwać. 

Skoro są podsłuchy, oczywistym jest, że pojawiły się także urządzenia, które mają na celu ich zagłuszanie. W sklepach internetowych bez problemu można zakupić potrzebny sprzęt – wszystko zależy od tego, czego potrzebujemy. W ich ofertach znaleźć można urządzenia generujące niskie tony, które, choć są niesłyszalne dla ludzkiego ucha, sprawiają, że odsłuchanie rozmowy nagranej przez ukrytą pluskwę staje się niemożliwe. Inny rodzaj urządzeń pozwala zagłuszać sygnał urządzeń GSM, dzięki czemu w zasięgu kilkudziesięciu metrów wokół nie działają telefony komórkowe ani kamery obsługiwane w tym paśmie. Prywatność niestety kosztuje, większość „zagłuszaczy” można kupić najtaniej za kilkaset złotych, a ceny tych najlepszych dochodzą do kilku tysięcy. 

Jeśli już jesteśmy przy GSM to warto podkreślić, że same połączenia komórkowe nie należą do bezpieczniejszych. Do jeszcze niedawna były one szyfrowane za pomocą mocno już przestarzałego algorytmu, który dziś liczyłby 23 lata. Dwa lata temu po efektownym złamaniu zabezpieczeń przez niemieckiego informatyka dokonano ich aktualizacji. Czy to jednak wystarczy? Pomysłowość ludzka nie zna granic. W 2010 roku na konferencji Def Con, Chris Paget zademonstrował metodę, która dzięki wykorzystaniu laptopa, anteny, specjalnego oprogramowania i odpowiedniej wiedzy pozwalała przechwycić sygnał rozmowy telefonicznej. Koszt skonstruowania całego urządzenia wynosił, to zaledwie 1500 dolarów. Jak więc łatwo zauważyć jest dostępny dla każdego. 

Prawne kwestie dostępu do informacji pochodzących od operatorów komórkowych są w Polsce nieuregulowane, a co za tym idzie, służby mogą bardzo łatwo dowiedzieć się z kim i kiedy rozmawialiśmy przez telefon. Jeszcze gorzej jest z smsami. Nieoficjalnie mówi się, że operatorzy komórkowi archiwizują część wiadomości, a więc są też w stanie udostępnić je osobom trzecim - wszystko to sprawia, że komunikacja tą ścieżką również budzi obawy. Szczególnie ostrożni mogą iść w ślady Juliana Assange'a i zmieniać numer telefonu po każdym wykonanej rozmowie. 


Skandal 

W sytuacji gdy ścieżek śledzenia jest w dzisiejszych czasach znacznie więcej, nie możemy być pewni, że jesteśmy większymi szczęściarzami niż podsłuchiwani Brytyjczycy. Skandal z „News Of The World” obnażył nową prawdę. Okazało się, że podsłuchują wielbieni dotychczas za uczciwość dziennikarze. Jak zauważył Jacek Mojkowski z Focusa, układ jaki panował w Wielkiej Brytanii, był „toksycznym układem między mediami, polityką a policją” - Scotland Yard chociaż wiedział o podsłuchach, nie chciał się podjąć śledztw, gdyż jak się okazało, wielu doradców policji pracowało wcześniej dla „NoTW”. Upadł więc ostatni bastion nadziei, ostatniej deski ratunku dla poszukującego prawdy obywatela. Może dziennikarze nauczyli się skandalicznych praktyk od Deutsche Telekom, która w roku 2008 otrzymała nagrodę „Big Brother Award” za naruszanie wolności prasy, po tym jak jej pracownicy zostali złapani na podsłuchiwaniu rozmów dziennikarzy. 

Tak czy siak, nie wskazując winnych, nie można mieć pewności, że informacje o nas, które wpadną w ręce jednych ludzi, za chwilę nie dotrą do innych. 

Podsłuchiwanie przeciętnego Kowalskiego, bez względu na kraj w którym mieszka, staje się coraz łatwiejsze. Dążenia do wzmagania kontroli nie budzą większych protestów. W obliczu ostatnich wydarzeń w Norwegii możemy się spodziewać pomysłów na jeszcze większą kontrolę. Czy słusznie?

Zobacz także:




- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf