Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajne sluzby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajne sluzby. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2015

Austriacki wywiad: ktoś z USA pomaga uciekającym do Europy emigrantom

Tajemnicza grupa ma stać za zwiększoną ilością przerzutów uciekinierów z Trzeciego Świata do Europy Zachodniej, według anonimowego informatora mają oni przeznaczać duże sumy pieniędzy na pomoc imigrantom.



Problemy z imigrantami, którzy tłumnie przybywają do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki sprawiają, że w wielu krajach narasta atmosfera sprzeciwu przeciwko aktualnej polityce rządów. Co więcej pojawiają się również teorie, że imigracja jest sterowana z zewnątrz i ma charakter celowy. Według jednego z serwisów, które zajmują się tematyką "White Genocide" ostatnią falę emigracji wspiera ktoś związany ze Stanami Zjednoczonymi. 

Informacje na ten temat pochodzą z austriackiego biura obrony podlegającego bezpośrednio tamtejszemu ministerstwu obrony. Jak podaje jeden z pracujących tam anonimowych pracowników w Stanach Zjednoczonych są grupy osób, które udzielają wsparcia finansowego osobom, które próbują nielegalnie dostać się do Europy. 

Jak podaje ów anonimowy informator przewoźnicy, którzy obsługują kanały przerzutowe oczekują wyjątkowo dużych kwot za przewiezienie do Europy i z tego też powodu wielu potencjalnych uciekinierów nie stać na przedostanie się w granice UE. Cena waha się między 7000 a 14000 euro. Jednak aby koszty te obniżyć pojawiły się grupy ludzi, którzy dofinansowują kanały przerzutowe. "Nie każdy uciekinier z Afryki Północnej dysponuje 11 tysiącami euro w gotówce. Nikt nie pyta skąd są te pieniądze" - mówi Austriak dodając, że w mediach panuje kompletna blokada na pytania odnośnie sposobu w jaki emigranci dostają się do Europy. 

Kto może stać za tą tajemniczą grupą? Źródeł może być wiele, mogą to być amerykańskie służby, którym w jakiś sposób zależeć ma na eskalacji konfliktu (co jednak jest problematyczne, gdyż sami zmagają się z podobnym problemem), mogą to być także niezależne środowiska, które mieszkają i działają w USA korzystając z tamtejszych zasobów finansowych i infrastruktury. Podstawowe pytanie jednak to: kto na tym korzysta?

wtorek, 4 sierpnia 2015

Były sowiecki szpieg: to my wymyśliliśmy teologię wyzwolenia

Teologia wyzwolenia była produktem KGB i jej celem było promowanie komunizmu w krajach Ameryki Łacińskiej. W projekt mocno zaangażowane były także rumuńskie służby. 
 
http://tradcatknight.blogspot.com/
 

W wywiadzie dla Catholic News Agency Ion Mihai Pacepa, były generał rumuńskiej tajnej policji, który uciekł do Stanów Zjednoczonych przyznał, że KGB miało duży wkład w powstanie a następnie rozprzestrzenianie się teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej. Za pomysłem stał Nikita Chruszczow, który chciał być zapamiętany jako ten, który dokonał eksportu komunizmu do obu Ameryk, Rumunia, jako kraj romański miała odegrać w tej operacji kluczową rolę.

To KGB wymyśliło nazwę, wykorzystując popularność hasła "wyzwolenie" jakiego używało wiele wspieranych przez Sowietów organizacji w Kolumbii (FARC), Boliwii (NLA) czy Palestynie (OWP).

Jako narzędzie do szerzenia nowej doktryny posłużyć miała Chrześcijańska Konferencja Pokojowa (zał. w 1958 roku w Pradze) oraz Rada Światowa Rada Pokoju (zał. w 1950 roku w Warszawie). Obie organizacje były w pełni finansowane i kontrolowane przez KGB, a większość ich pracowników stanowili zakamuflowani agencji sowieckiego wywiadu.

W 1968 roku zorganizowana została konferencja lewicujących południowoamerykańskich biskupów, która odbyła się Medellin w Kolumbii. Głównym tematem konferencji była bieda, zaś nieoficjalnym cele było zdefiniowanie nowego ruchu religijnego, który zachęci ubogich do buntu przeciwko "zinstytucjonalizowanej przemocy". Nowy ruch miał być z kolei zarekomendowany Światowej Radzie Kościołów, nad którą kontrolę chciało przejąć KGB. Konferencja zakończyła się sukcesem, zaakceptowała także nazwę "teologia wyzwolenia" jako określenie swojego nowego ruchu.

Pacepa nie potwierdza jednak czy główni przedstawiciele teologii wyzwolenia byli w istocie na liście płac KGB, twierdzi, że nie dysponuje dowodami w tym temacie.

wtorek, 23 grudnia 2014

Wyuczona bezradność - czym jest nowa metoda torturowania więźniów CIA?

Wśród wszelkiej maści metod i technik przesłuchań w raporcie na temat więzień CIA pojawia się również jedna nowa, o której do tej pory nie słyszano. Wyuczona bezradność sprawi, że więzień tak jak w piekle Dantego - utraci wszelką nadzieję.

http://nation.com.pk/


Pośród blisko 600 stron raportu poświęconemu metodom śledczym CIA pojawia się pewne pojęcie - "wyuczona bezradność". Czym ono jest, tłumaczy nam portal DefenseOne. Z raportu wynika, że technika ta została opracowana przez dwóch psychologów znanych pod pseudonimami: “Grayson Swigert” i “Hammond Dunbar". Pojęcie to ma jednak znacznie dłuższą historię i sięga końca lat 60. kiedy to Martin E. P. Seligman z Uniwersytetu w Pensylwanii postawił hipotezę głoszącą, że "kiedy wydarzenia są poza kontrolą, organizm uczy się, że jego zachowania i ich skutki są od nich niezależne i tym samym uczy się motywacyjnych, poznawczych i emocjonalnych efektów braku kontroli". Oznacza to, że sytuację kiedy badany osiąga taki stan bezradności, że staje się pozbawiony jakichkolwiek myśli dotyczących ucieczki. W końcu akceptuje on taki stan rzeczy i nie próbuje go zmieniać.

W ostatnich latach pracujący nad tą hipotezą neurologowie doszli do wniosku, że w wyniku określonej stymulacji mózg osiąga w pewnym momencie stan wyuczonej bezradności. Jedną z takich stymulacji mają być tortury, podczas których badany traci jakąkolwiek nadzieję na funkcjonowanie poza trwającym stanem cierpienia, nie jest on w stanie w ogóle myśleć o przyszłości.

Jak się okazuje wnioski z tych badań były uważnie analizowane przez specjalistów z CIA i zastosowane podczas przesłuchań jeńców zatrzymanych w trakcie trwania "wony z terroryzmem". Jak informuje DefenseOne CIA zapewniło uprzednio zabezpieczyć swoich pracowników i prowadzącym śledztwa nie grozi jakiekolwiek oskarżenie. 
 


piątek, 3 stycznia 2014

Jak działa HAARP - przegląd najwazniejszych materiałów

HAARP, czyli High Frequency Active Auroral Research Program, broń będąca w posiadaniu i do dyspozycji wyłącznie USA. 

 Tworzone przez nią pole elektromagnetyczne może być nakierowane zarówno w ziemię, wywołując drgania płyt tektonicznych, czego skutkiem jest wspomniane wcześniej trzęsienie ziemi jak i w niebo powodując nagłe tworzenie się chmur, zmiany pogody, które mogą prowadzić nawet do wywołania tornada. Zdaniem osób śledzących to „alternatywne” zastosowanie HAARP huragan „Katrina”, który zrównał z ziemią praktycznie cały Nowy Orlean, był wywołany właśnie przez tą niezwykłą broń.

Stacja HAARP mieści się w samym sercu Alaski, a w najbliższym sąsiedztwie ma jedynie małe miasteczko. Oficjalnie funkcjonuje jako stacja badawcza zajmująca się wpływem pól elektromagnetycznych na pogodę, naukowcy z nią związani mogą poszczycić się ogromną ilością publikacji naukowych poświęconych temu zjawisku, a nawet wywołaniem sztucznej zorzy polarnej.

Zobaczcie przegląd najważniejszych materiałów poświęconych tej broni. Czy w Waszym przekonaniu ona faktycznie istnieje czy mamy do czynienia z kolejną pustą sensacją? 






Polscy naukowcy o HAARP:




środa, 18 grudnia 2013

Gdzie są bazy USA? Sprawdź na Google Maps!

fot. Google Maps
Za pomocą Google Maps internauci są w stanie zobaczyć jak wygląda wiele, do tej pory tajnych obiektów wojskowych. Ale uwaga, nie wszystkich!

Nikomu nie trzeba przedstawiać aplikacji Google Maps - to świetne narzędzie, które zapewne nie jedną osobę uratowało z opresji gdy nie mógł znaleźć drogi lub po prostu chciał wirtualnym palcem pobłądzić po mapie. Jednak Mapy Google to również narzędzie, które może być wykorzystywane do pozyskiwania cennych informacji o danym terytorium i to bez ruszania się z wygodnego fotela. Dzięki widokowi z satelity zobaczyć możemy wiele, ale z pewnością nie ujrzymy co znajduje się na terenie kilku amerykańskich baz wojskowych.

Jeden z internautów, Trevor Paglen zdecydował się na wykorzystanie Google Maps i stworzenie satelitarnych widoków oraz rozmieszczenia wszystkich baz wojskowych na Ziemi. Udało mu się odnaleźć 650 z nich, ale 6 z nich pozostaje zupełnie niewidocznych. Ktoś zadbał by ich widok był zamazany i przez to niedostępny dla ciekawskich oczu. Jedną z nich jest mieszcząca się na terytorium Holandii baza sił powietrznych Volkel - na prośbę wojska zarówno Google jak i Microsoft (na swojej analogicznej wyszukiwarce Bing) zamazały całe zdjęcie obiektu:


fot. Google Maps


Informacje zawarte na mapach Google były już wykorzystywane przez grupy terrorystyczne - tak stało się na przykład podczas zamachów jakie miały miejsce w Indiach w 2008 roku (zginęły wówczas 164 osoby). Terroryści czerpali wówczas wiedzę na temat lokalizacji, w której przeprowadzony zostanie zamach, ze zdjęć satelitarnych dostępnych powszechnie na aplikacji internetowego giganta. 
 
źródło: Mashable/Empire.is/PcWorld

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Fragment powieści "Kod Władzy". Rozdział 7: Stare Kiejkuty, Polska

Poprzedni rozdział

Marc nalewał do filiżanek aromatyczną kawę.
– Dziękuję, poproszę jeszcze trochę miodu – Monik zwróciła się do Kajetana. – To dla mnie naprawdę niesamowita atrakcja być w tak urokliwym miejscu i zajadać się prostym, smacznym, a co najważniejsze – zdrowym jedzeniem.
– Tak – uśmiechnął się Kajetan. – Coraz mniej jest takich miejsc… Tym milej jest mi was tutaj gościć.
Siedzieli we troje przy dużym, drewnianym stole ustawionym na tarasie. Marc wiernie powtórzył Monik swoją rozmowę z informatorem. Trochę boczyła się, że jej nie zabrał. Długo zastanawiali się nad historią, która zaprowadziła ich na Mazury. O tym, co będą robić dalej, postanowili zadecydować na drugi dzień. Krótkie wakacje w tym uroczym miejscu przydadzą się obojgu – zdecydowali. Urzeczeni atrakcyjnością miejsca, w którym się znaleźli, przechadzali się po leśnych ścieżkach. Wrócili, kiedy słońce schowało się za drzewami. Kolację zjedli w towarzystwie Kajetana, który opowiadał im o swoim spokojnym mazurskim życiu i zaletach okolicy.
Szybko położyli się spać.

Ranek powitał ich kolejnym cudownym wschodem słońca. Nie zdążyli jeszcze zaplanować tego, co będą robić w tak miło zapowiadający się dzień, kiedy do drzwi pokoju zapukał Kajetan, zapraszając ich na wspólne śniadanie. Musiał bardzo wcześnie wstać, gdyż na stole pojawił się bochen świeżego, złotego chleba.
Wcześniej zastanawiali się z Monik, kim jest ich gospodarz.
Oboje mieli zamiar dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Nie jest zapewne niczym nadzwyczajnym, iż inteligentny człowiek zaszywa się w leśnej głuszy. Nie dowiedzieli się jednak poprzedniego dnia czy jest może artystą. Pisarzem? Odludkowie uciekający od miejskiego gwaru często związani są z bohemą.
– Jesteśmy ci bardzo wdzięczni, że pozwoliłeś się nam u was zatrzymać – odezwał się Marc. – Zastanawialiśmy się wczoraj, co taki człowiek jak ty robi w takim miejscu? Czy nie będzie nietaktem, jeśli cię o to zapytam?
– Chyba nie – uśmiechnął się Kajetan. – Gdyby była to jakaś tajemnica, pewnie uciekałbym od takich gości jak wy. Mam na myśli waszą profesję. Wiecie, jak to jest z dziennikarzami – zażartował – z każdej dziury wyciągną jakąś sensację.
– Czy chcesz przez to powiedzieć, że i w tym miejscu można się czegoś doszukać? – zapytała Monik, rozglądając się dookoła.
– Zapewne warto dociec tajemnicy smaku tego pysznego wiejskiego chleba. Nie sądzicie? – oparł Kajetan.
Roześmieli się wszyscy.
– Mówiąc troszkę poważniej – oboje z żoną jesteśmy naukowcami. Pracujemy na Uniwersytecie Warszawskim. A w tym zapomnianym – jak mówicie – miejscu, trochę odpoczywamy, a trochę, jak to naukowcy i bajkopisarze, pracujemy.
– Czy chcesz powiedzieć, że wasza praca wiąże się z tym regionem?
Prowadzicie tu jakieś badania? – zainteresował się Marc, pamiętając o wczorajszej rozmowie z nieznajomym.
– Badania…? – zawahał się Kajetan. – Niedokładnie… pracujemy raczej teoretycznie.
– A dlaczego właśnie tutaj?
– Dlaczego…? – Kajetan wydawał się trochę zmieszany.
– No właśnie, co robicie w takiej głuszy? – Drążyła Monik.
Kajetan roześmiał się.
– Najchętniej gramy w karty .
– W karty? – zdziwiła się.
– No, karty to tajemniczy dodatek do tego magicznego miejsca – uśmiechnął się wymownie.
– Marc, nasz miły gospodarz z nas żartuje – poskarżyła się Monik.
Kajetan podniósł ręce w geście protestu.
– Zaraz, zaraz mogę to udowodnić.
– Tak? – Monik bawiła się w najlepsze. – Bardzo proszę. Z przyjemnością poznam coś, czego nie znam.
– Naprawdę? – Kajetan szukał potwierdzenia. – Skoro tak, to trochę was odprężę po długiej podróży. Gry karciane należą do najpopularniejszych gier ludzkości. Jednak oprócz czystej rozrywki, niektórym z nich od dawna towarzyszyło coś więcej, coś na pograniczu magii i mistyki. Być może było to związane z tym, że tak wiele w grach karcianych zależy od losu, nad którym nie mamy zupełnie kontroli. Pochodzące z Chin karty zyskały ogromną popularność w Europie, gdzie powstało wiele rodzajów gier wykorzystujących talie kart. Szczególną historię mają słynne karty tarota, które we wprawnych rękach pozwalają przewidzieć przyszłość, odpowiedzieć na pytania dotyczące zarówno śmierci, jak i miłości. Ich obecność wiąże się jednak ze szczególnym ryzykiem, gdyż grający igra z nieznanymi siłami, które nieostrożnego gracza mogą kosztować utratę duszy.
– Pewnie, unoszą go diabły i zabierają do piekła – śmiała się Monik.
– W drugiej połowie XX wieku – kontynuował Kajetan. – Karty zyskały jeszcze jedno oblicze. Wraz z rosnącą popularnością gier RPG wielkim powodzeniem zaczęły się cieszyć gry karciane, które pozwalały wykorzystać potencjał fantastycznych światów. Wyobraźnia dwudziestowiecznych pisarzy oraz twórców systemów gier musiała też siłą rzeczy powędrować w stronę wykorzystania krążących wśród ludzi podań, tajemnic i spisków. Tę fascynację tłumaczą słowa H.P. Lovercrafta, który stwierdził, że: „najstarszą i najsilniejszą emocją towarzyszącą rodzajowi ludzkiemu jest strach, zaś najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym”. Dobrze zapadły mi w pamięć. Fascynacja strachem przyniosła wkrótce owoce. Zaczęły pojawiać się takie gry, jak popularny na przełomie lat 80. i 90. system „Wampir: Maskarada”, gdzie fani mogli dotknąć drugiego dna rzeczywistości, gdzie pod cienką warstwą ludzkiej cywilizacji zażarty bój toczą ze sobą krwiożercze istoty, które od tysiącleci sprawują rzeczywistą władzę nad światem.
– Masz rację, strach pobudza wyobraźnię. Jednak karty to karty, co w nich może być niezwykłego? – zapytała nieprzekonana Monik.
– Ano właśnie, coś niezwykłego. Mam dla was prawdziwego rodzynka w karcianych grach. Największą tajemnicę i najwięcej kontrowersji budzi wydana na początku lat 80. gra dotycząca Iluminatów.
W sieci można znaleźć informacje, jakoby jeszcze podczas przygotowań do wydania tej gry, do siedziby jej twórcy, firmy Steve’a Jacksona, wtargnęło CIA i skonfiskowało cały jej nakład. Dopiero w wyniku wygranego procesu sądowego Jackson odzyskał możliwość ich wydania. Tego typu informacje krążą po sieci, lecz ciężko je jednak jednoznacznie potwierdzić. Być może jest to chwyt marketingowy przygotowany przez wydawców gry, by zainteresować nią szerszą publiczność? Z samą grą wiąże się jednak o wiele większa tajemnica, którą ciężko wytłumaczyć zwykłym marketingiem.
– Jaka tajemnica? – zainteresowała się Monik.
– Twórcy gry całymi garściami czerpali z różnego rodzaju „teorii spiskowych”, wszystko to podlewając sosem najprzeróżniejszych legend i literatury fantastycznej. W ten sposób wśród organizacji, którymi może mógł zarządzać gracz, są nie tylko Iluminaci, ale również UFO, zakon wyznawców pradawnych bóstw pochodzących z mitologii stworzonej przez wspomnianego już H.P. Lovercrafta.
Cała gra miała od początku funkcjonować z lekkim przymrużeniem oka i zapewne jej popularność nie wyszłaby poza środowisko fanów gier karcianych i RPG, gdyby nie jedna rzecz...
– Ależ potrafisz zaciekawić – Marc komplementował opowieść Kajetana.
– Otóż wiele kart w tej grze, jak się z czasem okazało, miało charakter iście proroczy. Najsłynniejsze są szczególnie dwie karty przedstawiające płonące wieże World Trade Center oraz Pentagon. Rysunki do złudzenia przypominają obrazy z ataków z 11 września 2001 roku. Nie wskazują co prawda, jak do tych zamachów doszło, jednak sam fakt, że ataki zostały przewidziane, daje do myślenia. Nie są to zresztą jedyne kontrowersyjne karty. Na innej karcie możemy zobaczyć trupią czaszkę, unoszącą się nad miastem, z podpisem „Redukcja populacji” – wszystkich, którzy znają zagadnienie „chemtrails”, czyli chmur zawierających toksyczne związki rozpylane na niebie, podobieństwo nasunie się od razu. Wybuchające co jakiś czas, a podkręcane przez media histerie związane z kolejną mutacją tej lub innej grypy, wszędobylskie szczepionki – to również można znaleźć wśród kart Illuminati – „Centrum do spraw kontroli chorób”.
Kajetan zamilkł na chwilę.
– Fascynująco musi się prezentować – odezwał się po chwili – spojrzenie na galerię kart w kontekście ostatnich wydarzeń na świecie. Nie brakuje w nich odniesień choćby do kryzysu wywołanego cenami nieruchomości, sztucznego ratowania gospodarek, a nawet pożerania kolejnych walut przez rosnący kryzys. Wielka ryba zjadająca kolejno jena, funta, w końcu dolara to wciąż kwestia przyszłości, ale czy faktycznie aż tak odległa? Do tego warto wymienić także kartę „Sterowanie rynkiem”, pokazującą kontrolę świata finansów nad budżetami państw. Wystarczy włączyć telewizor i posłuchać, jak grecki kryzys wpływa na decyzje pozostałych państw strefy euro, by przekonać się, że również ta karta okazała się być proroczą. Ostatnio głośne stały się karty dotyczące tegorocznych wydarzeń. Na karcie „Fala przypływu” wielka fala tsunami zalewająca ogromne miasto przypomina nam o skutkach wielkiego trzęsienia ziemi 11 marca 2011 roku w Japonii. Jeszcze większe podobieństwo do rzeczywistych wydarzeń można dostrzec, spoglądając na kartę zatytułowaną „Połączone katastrofy”, gdzie widać spadającą wieżę zegarową. Wielu interpretatorów do marca bieżącego roku podejrzewało, że przedstawiają one jakąś wielką katastrofę, jaka dotknie Londyn, a szczególnie angielski House of Parlament i Big Bena. Dopiero po tragedii, jaka dotknęła Japonię zauważono, że zegar na karcie do złudzenia przypomina ten, który znajdował się do niedawna w Tokio. Oczywiście oficjalne doniesienia podają, że trzęsienie ziemi na Pacyfiku i powstała w jego skutku ogromna fala tsunami były zjawiskami jak najbardziej naturalnymi, jednak wielu badaczy, w tym między innymi Benjamin Fulford twierdzą, że trzęsienie zostało wywołane sztucznie, poprzez użycie HAARP, nowego rodzaju broni, umożliwiającej, za pomocą pola magnetycznego, wywoływanie trzęsienia ziemi. Na koniec warto wskazać na inne karty, które przedstawiają tak znajome nam tematy jak wszczepianie pod skórę chipów czy wszechobecne kamery. Oczywiście istnieje również tak zwany ruch oporu, w grupie możemy zobaczyć między innymi hackerów. Czy gdy przypominacie sobie o utworzonej przez „hackerów” stronie Wikileaks oraz aktywnej ostatnio grupie „Anonymous”, możemy czuć się zaskoczeni?
– To niesłychane – odpowiedziała Monik. – To naprawdę była karciana gra?
– Gra „Iluminati: the Card Game”. Chociaż w założeniu miała mieć przede wszystkim charakter rozrywkowy i jej celem było raczej wyszydzenie wielu tak zwanych teorii spiskowych, to jednak jak się finalnie okazało, sama stała się ich częścią. Największą tajemnicą jest to, jak autorzy tak trafnie przewidzieli wydarzenia, które miały miejsce dopiero kilka lat po wydaniu gry. Oczywiście pewnych rzeczy można było się domyślić, w jakiś sposób przewidzieć, ale czy na taką skalę i do tego tak trafnie? Najwyraźniej autorzy musieli się wcześniej wyposażyć w niezwykle dobrą szklaną kulę, dzięki której bez problemu mogli przewidzieć zdarzenia przyszłości. Oczywiście może być też inne wytłumaczenie. Istnieją strony internetowe, które są jak mrugnięcie do nas okiem – my wiemy, że o nas wiecie, ale nic z tym nie zrobicie. Podobną rolę może odgrywać także gra Illuminati – która mówi nam: „wiecie co planujemy, ale nic z tym nie możecie zrobić”. Może mało to optymistyczne, ale wiele obecnych na kartach przepowiedni wciąż czeka na realizację. Czy jednak tego właśnie chcemy?
Jego słowa przerwał dzwonek telefonu Marca, który poderwał się od stołu.
– Przepraszam na chwilę. Pewnie to nasi szefowie zastanawiają się, gdzie przepadliśmy.
Wszedł do pokoju i odebrał telefon.
– Tak? Słucham?
– Witam pana. Rozmawialiśmy wczoraj…
Marc poznał głos tajemniczego mężczyzny.
– Tak, tak, poznaję pana.
– Mam dla pana informację.
– Słucham uważnie.
– Kolejny samolot wyląduje dzisiaj. Niech pan będzie na lotnisku o 23:30. Tylko proszę być ostrożnym.
Rozmówca rozłączył się. Marc odłożył telefon.

czwartek, 5 grudnia 2013

Tajna japońska agencja, o której rząd "nic nie wie"

Istnieniu tej organizacji zaprzeczają najwyższą rangą oficerowie, nic o niej nie wiedzą również wysoko postawieni urzędnicy, w tym japoński premier. Jej działalność owiana jest tajemnicą

Blisko tydzień temu agencja informacyjna Kyodo opublikowała artykuł, w którym powołując się na nieznanego z nazwiska informatora, ujawniła kulisy działalności tej sekretnej instytucji. O jej istnieniu wie zaledwie kilku wojskowych, jednak poza kręgiem wtajemniczonych znajduje się zarówno sam premier jak i minister obrony, który w oświadczeniu dla prasy przyznał, że nic o niej nie wiedział.

Chociaż centrala mieścić się ma w dystrykcie Ichigaya we wschodniej części okręgu Shinjuku (Tokio składa się z 23 podobnych okręgów), to jednak struktura tej agencji jest mocno zdecentralizowana a większość lokalizacji mieści się w wynajmowanych mieszkaniach zarówno w Japonii jak i innych azjatyckich państwach.

Jej początki sięgać mają końca Zimnej Wojny, członkowie organizacji nie znają się z imienia a cała jej działalność jest ściśle tajna. Najczęściej funkcjonują oni jako przedstawiciele japońskich spółek, które są zainteresowane inwestycjami na terytorium danego państwa. Według doniesień Kyodo najważniejszymi ośrodkami, którymi interesowali się członkowie organizacji była przede wszystkim Korea Północna i Południowa, oprócz nich również Chiny, Rosja oraz Polska. Obecność naszego kraju w tym zestawieniu wydaje się z naszego punktu widzenia najciekawsza. Skąd tak duże zainteresowanie japońskich służb właśnie nami? Czy Polska stanowi po prostu dogodne miejsce do operowania zagranicznych służb a może Japończycy wiążą z nami jakieś istotne cele? Warto bliżej przyjrzeć się tej sprawie, co Państwo na to?
 
 

źródło: intelnews/guardian

poniedziałek, 14 października 2013

Fragment powieści "Kod Władzy": Stare Kiejkuty cz. I

Zapraszam do lektury drugiego rozdziału mojej debiutanckiej powieści.
Stare Kiejkuty, Polska

Zbliżał się wieczór. W jednym z mazurskich jezior można było dostrzec pomarańczowe odbicie promieni słonecznych. Sielski obrazek dopełniał sosnowy las kołyszący się delikatnie w rytm podmuchu popołudniowego wiatru .Do maleńkiej miejscowości o nazwie Stare Kiejkuty trudno było trafić przypadkowo. Ukryta na końcu świata wśród lasów i jezior oddalona była o wiele setek kilometrów od Warszawy.

Jeszcze trudniejsze od znalezienia tej mazurskiej wioski było uzyskanie informacji, że to właśnie tutaj znajduje się tajemniczy ośrodek szkoleniowy polskiego wywiadu. Pilnie strzeżony, położony na uboczu, stał się miejscem częstych wizyt znakomicie wyszkolonych agentów. Przyglądając się mapie trudno było dostrzec położone w pobliżu lotniska Szymany.

Biegnącą wśród lasów wąską drogą jechało granatowe audi A6 na niemieckich numerach rejestracyjnych. Siedzący za kierownicą mężczyzna spokojnie prowadził samochód. Razem z towarzyszącą mu kobietą mogli w tych stronach uchodzić za potomków zamieszkujących kiedyś te tereny Niemców. Mężczyzna miał około czterdziestki. Był wysokim, przystojnym blondynem o śniadej karnacji. Urodził się we Francji, ale od lat mieszkał w Niemczech. W zasadzie swoje francuskie korzenie rozpoznawał bardziej na rodzinnych fotografiach niż w narodowym samopoczuciu. Było w nim jednak mało niemieckiego ducha. Marc, tak na imię miał mężczyzna, był nonkonformistą. Nie poddawał się narzucanej zawodowej dyscyplinie. Buntował przeciw utartym sposobom myślenia i wynikającego z tego postępowania. Szukał zawsze swojej prawdy. Fakt, że szybko się nudził, nie odrywał go od podejmowanych spraw, zwłaszcza wówczas, gdy te wciągały go swoją tajemniczością.

Towarzysząca mu kobieta była znacznie młodsza. Długie, kruczoczarne włosy harmonizowały z jasną cerą i zielonymi oczami. Smukłe nogi znakomicie współgrały z jej szczupłą sylwetką. Była bardzo ładną dziewczyną. Oceniając jej wiek, chyba tak można było o niej powiedzieć. Oboje byli dziennikarzami opiniotwórczego niemieckiego dziennika. Mieszkali i pracowali w Hamburgu. To tam była siedziba ich redakcji. Niedaleko portu. Kierowca samochodu był niezwykle zdolnym, odnoszącym sukcesy na polu dziennikarstwa śledczego człowiekiem. To on był korespondentem tragicznych zdarzeń w Nowym Jorku w 2001 roku. To za jego sprawą zdemaskowano siatkę europejskiej agendy Al-Kaidy, która doprowadziła do zamachów w Madrycie i Londynie. Był wszędzie tam, gdzie działy się ważne dla świata wydarzenia. Często ryzykował życiem realizując swoje materiały. Ryzykował, lecz gdy tylko na jego biurku dzwonił telefon, a temat okazywał się interesujący, pakował walizkę i znikał, pojawiając się w najodleglejszych zakątkach świata.
Kobieta w zasadzie dopiero debiutowała w swoim zawodzie. Była początkująca dziennikarką, tyle tylko, że od pozostałych członków zespołu dziennikarskiego różnił ją jeden znamienny fakt. Była córką właściciela wydawnictwa. Ta potencjalna nobilitacja na co dzień utrudniała jej życie. Ambitna, zdolna dziewczyna otoczona była znaczącymi uśmiechami kolegów po fachu i cieplarnianą atmosferą tworzoną przez funkcyjnych pracowników gazety .„W końcu córka szefa” – zakodowali sobie, kiedy dołączyła do zespołu.Ucieszyła się, kiedy Marc zaproponował jej wspólną podróż. Wyjechali zostawiając krótką informację: „jedziemy realizować materiał, wracamy za kilka dni. Będziemy w kontakcie” . Dokąd pojechali, nie wiedział nawet jej ojciec. Kiedy wyjeżdżała, był w Chicago na kongresie .Usprawiedliwiła się nadzieją, że zdąży wrócić przed jego przyjazdem. Ojciec wprawdzie nie kontrolował jej oficjalnie, ale lubił wiedzieć, co się z nią dzieje.

piątek, 21 grudnia 2012

Zawód: Szpieg. Co to znaczy dzisiaj?

Zawód szpiega zmienia się wraz z czasami w jakich przychodzi mu pracować. W ostatnim czasie zaobserwować można pewną ewolucję służb wywiadowczych, które oprócz dotychczasowej walki z terroryzmem zaczynają dostrzegać także nowe zagrożenia, przede wszystkim te w cyberprzestrzeni.

 
fot. nkzs/sxc.hu
 
Chociaż oficjalnie mamy pokój i nie dochodzi do otwartych starć między największymi światowymi potęgami, to jednak podobnie jak za czasów Zimnej Wojny wciąż trwa cichy konflikt między największymi światowymi agencjami wywiadowczymi. Nawet państwa, które oficjalnie są sojusznikami szpiegują się wzajemnie chcąc wyrwać drugiemu jego największe tajemnice w odwiecznym wyścigu o władzę i pieniądze.


Kolejny seks skandal

Informacje na ten temat aktywności agencji wywiadowczych rzadko kiedy przedostają się do mediów głównego nurtu, jedynie okazyjnie wybucha w danym państwie tak duży skandal szpiegowski, że piszą o nim nawet te serwisy, które na co dzień zupełnie nie poruszają podobnej tematyki. Tak było choćby całkiem niedawno w związku ze skandalem jaki w połowie listopada wybuchł wokół byłego już szefa jednej z najpotężniejszych instytucji wywiadowczych świata – Centralnej Agencji Wywiadowczej, w skrócie CIA. Źródłem skandalu okazał się romans w jaki wdał się jej wieloletni dyrektor David Petraeus z absolwentką akademii West Point i autorką jego biografii Paulą Broadwell. Romans ujrzał światło dzienne po tym gdy okazało się, że z jego prywatnego konta mailowego korzystała osoba trzecia i nie była nią żona Petraeusa. W rezultacie poddał się on do dymisji. Cały seks skandal nie byłby niczym wielkim, zważywszy że podobne sytuacje miały już w historii amerykańskiej polityki miejsce nie raz, w tym jednak przypadku mamy do czynienia z rezygnacją wpływowego oficera wysokiej rangi, do tego zaangażowanego w działania wywiadu między innymi na Bliskim Wschodzie czy w Azji Środkowej.

Konkurencja dla CIA

Może się to zapewne odbić na funkcjonowaniu CIA, co do której wielu członków amerykańskiego Kongresu ma poważne obiekcje. Być może to właśnie one wpłynęły na zablokowanie propozycji Departamentu Obrony postulującego utworzenie nowej wojskowej agencji wywiadowczej mającej wspierać działania armii amerykańskiej między innymi w Iraku i w Afganistanie. Senatorów nie przekonały argumenty wojskowych biurokratów i ostatecznie zablokowali oni jakiekolwiek plany związane z powołaniem podobnej agencji. Jak podaje z resztą „The Washington Post” Pentagon zdecydował się na stworzenie własnej, konkurencyjnej wobec CIA siatki szpiegowskiej, której zadaniem będzie gromadzenie informacji zupełnie niezależnie od oficjalnej agencji wywiadowczej.

Potrzeba nowej strategii

Równocześnie odejście Petraeusa ponownie zwróciło uwagę na obecną strategię prowadzenia operacji przez CIA. Przykładowo w wywiadzie udzielonym niedawno magazynowi „Wired” były dyrektor agencji w latach 2006-2009, będący na emeryturze generał Michael Hayden przyznał, że w ostatnich latach za bardzo skoncentrowano się na walce z terroryzmem na bok odsuwając wiele innych ważnych problemów. W jego opinii istnieje potrzeba by CIA skoncentrowała się teraz na bardziej tradycyjnych metodach działalności wywiadowczej a mniej na inicjowaniu akcji zbrojnych („kill less, spy more”). Być może sygnałem świadczącym o zmianach w dotychczasowej polityce będzie doniesienie Los Angeles Timesa z początku grudnia 2012 roku, z którego wynika, że amerykański wywiad planuje zmodyfikować dotychczasowe działania w cyberprzestrzeni koncentrując się przede wszystkim na wprowadzeniu nowych metod ataków hackerskich. Jednym z nich jest przeniesienie źródeł ataków poza granice Stanów Zjednoczonych (między innymi do Chin) co utrudnić ma wykrycie tożsamości sprawcy.

Koncentracja na „tradycyjnym” szpiegostwie jednak przy wykorzystaniu najnowocześniejszych technologii może być formą radzenia sobie z istniejącymi problemami, gdyż jak zauważył ekspert tematyki szpiegowskiej, Joseph Fitsanakis obecne zagrożenie ze strony działań wywiadowczych prowadzonych w Internecie może być poważniejsze nawet niż terroryzm, zwraca on bowiem uwagę na fakt, że tradycyjny terroryzm można eliminować między innymi poprzez ograniczenie dostępu do niezbędnych zasobów, jak również prowadzenie działań antyterrorystycznych. Tego typu operacji bardzo trudno dokonać w sieci, atak może być bowiem przeprowadzony z dowolnego miejsca na świecie, nie wymaga też żadnych wyspecjalizowanych zasobów, kluczem są przede wszystkim umiejętności.

Media społecznościowe i szpiegostwo

Skoro zaś jesteśmy przy działaniach szpiegowskich w sieci to zwróćmy uwagę na jeden z przykładów operacji prowadzonych między sojusznikami. Chociaż Francja wiele lat temu wycofała się z wojskowych struktur NATO, to jednak wciąż pozostaje sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i stosunki pomiędzy obydwoma państwami od lat są względnie dobre. Mimo wszystko to właśnie amerykańscy hackerzy znaleźli się wśród głównych podejrzanych mających napisać specjalnego wirusa komputerowego, który przy użyciu portalu Facebook miał dokonać włamania do francuskiej sieci rządowej. Co ciekawe, Sekretarz do spraw Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych, Janet Napolitano odmówiła komentarza w sprawie ewentualnego zamieszania USA w atak. Jedyny co zrobiła to opublikowała lakoniczne oświadczenie o następującej treści: „nie mamy wspanialszego partnera niż Francja, nie mamy wspanialszego sojusznika niż Francja”.

Warto przy tym zaznaczyć, że to nie jedyny przykład wykorzystania portali społecznościowych do działań szpiegowskich. Czasami dochodzi z resztą do wręcz zabawnych sytuacji, jak choćby miało to miejsce w przypadku pracowników belgijskiego wywiadu, którzy zostali namierzeni za pomocą ich własnych kont założonych na portalu społecznościowym Linkedin.com. W 2009 roku z kolei szwedzkich żołnierzy stacjonujących w ramach operacji NATO w Afganistanie znaleziono dzięki ich konto na Facebooku i próbowano dowiedzieć się o szczegółach prowadzonych przez nich misji.

Jaka będzie przyszłość wywiadu? Kiedyś wielkim przełomem było wykorzystanie satelit okołoziemskich do szpiegowania i podglądania przeciwnika, dziś kiedy mamy teoretyczny pokój lecz mocarstw zdolnych wysłać swojego satelitę w kosmos jest znacznie więcej potrzeba nowych rozwiązań i technologii, które pozwolą być o krok przed przeciwnikiem. Czasami jednak, pomimo gonitwy za nowinkami technicznymi najbardziej skutecznym wciąż okaże się człowiek, tak jak miało to miejsce niedawno w Szwajcarii gdzie pracownik tamtejszej agencji wykradł ogromną ilość dokumentów zawierających tajemnice wielu europejskich państw.

wtorek, 27 marca 2012

Były minister oskarżony w sprawie tajnych więzień CIA

Dziś od samego rana w mediach znowu zrobiło się głośno w związku ze sprawą tajnych więzień CIA, które miały się mieścić na terenie Polski.

Według doniesień "Gazety Wyborczej" prokuratura przedstawiła w związku z tym zarzuty byłemu szefowi Agencji Wywiadu Zbigniewowi Siemiątkowskiemu. Jak podaje gazeta były minister został oskarżony o "przekroczenie uprawnień oraz naruszenie prawa międzynarodowego poprzez bezprawne pozbawienie wolności i "stosowanie kar cielesnych" wobec jeńców wojennych".

Chociaż dokumenty dotyczące sprawy pozostaję tajne, to jednak pojawiają się domysły, że akt oskarżenia może zostać przedstawiony również zastępcy Siemiątkowskiego płk Andrzejowi Derlatce a także ówczesnemu premierowi Leszkowi Millerowi, wobec którego może zostać przedstawiony wniosek o skierowanie przez Trybunał Stanu.

Informacje na temat więzień CIA w Europie co jakiś czas wywołują kolejne skandale w mediach. Do tej pory wiadomo, że oprócz Polski amerykański wywiad korzystał w obiektów znajdujących się na terytorium Litwy i Rumunii, przez pewien okres w Danii i Finlandii pojawiały się głosy o rozpoczęcie śledztwa w sprawie korzystania z przestrzeni powietrznej oraz lotnisk w tych krajach, ale całą sprawę zatuszowano.

Mimo to w związku ze sprawą przewozu i przetrzymywania "pasażerów" CIA (tak określano ich w dokumentach ) wciąż pojawiają się nowe dowody i poszlaki, w powieści "Kod Władzy" tajne loty oraz więzienia CIA stały się punktem wyjścia nie tylko dla fabuły powieści, ale też wskazania ogromnego spisku, który jeszcze kilka lat temu pozostawał głęboko w ukryciu, lecz teraz powoli wychodzi na światło dzienne.


Korzystając z okazji zachęcam do przesłuchania fragmentu powieści opisującego takie wydarzenie. Czyta Mirosław Najnert:



poniedziałek, 16 stycznia 2012

Lotnisko w Szymanach

Ruszył w kierunku miejsca niezwykłego spotkania. Nie docierały tutaj odgłosy pobliskiego lotniska. Marca przepełniło znane mu uczucie podnoszącej się adrenaliny i ciekawości. Tak jak wtedy, gdy w Londynie spotkał się z informatorem tajnego stowarzyszenia byłych oficerów Stasi. Wtedy jednak jego życiu groziło niebezpieczeństwo. Tym razem sam nie wiedział czego się spodziewać.

– Dotychczas wydawało mi się, że takie miejsca są wyłącznie poza Europą – diabeł mówi tu dobranoc – pomyślał.

Droga, którą się poruszał, wyglądała na nieużytkowaną. Zarośnięta, z koleinami przypominającymi ślady czołgowych gąsienic.

– To chyba jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów – pocieszył się.

Spotkanie z nieznajomym miało odbyć się przy starym młynie wodnym, który od lat stał opuszczony. To właśnie tam tajemniczy rozmówca Marca wskazał miejsce rozmowy. Sąsiedztwo obiektów wojskowych zmniejszało szanse natknięcia się na okolicznych mieszkańców. Jedynie dzikie zwierzęta biegały swobodnie po tym terenie nieświadome jego znaczenia. Choć gdyby wiedziały, jakich mają naprawdę sąsiadów, znalazłyby sobie pewnie spokojniejsze miejsce do życia. 

Marc znalazł się na polanie. Chylący się ku upadkowi budynek młyna dodawał polance uroku. Zaczął powoli zbliżać się do zabudowań, starając się robić trochę hałasu, aby nie zaskoczyć swojego rozmówcy.

Na zarośniętym trawą przewróconym młyńskim kole ktoś siedział. Ubrany był w wojskową kurtkę. Na głowie, mimo narastającego upału, miał wojskowy kapelusz. Jego twarz maskowała zielona chusta. Najwyraźniej chciał pozostać anonimowy. Marc podszedł do mężczyzny. Wyciągnął rękę w geście powitania. Szorstka dłoń uścisnęła dłoń Marca.

– Witam, cieszę się, że zechciał się pan ze mną spotkać – powiedział Marc.

– Proszę nie dziękować, w końcu to była moja inicjatywa – odparł mężczyzna. – Chciałem, by ktoś z cywilizowanej części Europy dowiedział się, co się tutaj dzieje. Najpierw towarzyszyli nam Ruscy, a teraz Amerykanie.

– Jacy Amerykanie? Kogo pan ma na myśli? Nic pan wcześniej nie wspominał – zdziwił się Marc.

– Naprawdę? –nieznajomy wzruszył ramionami. – Nie mówiłem, że samoloty były amerykańskie?

– Nie! Jakie samoloty?

– Być może. W każdym razie samoloty były amerykańskie. Sprawdziłem to. I jestem pewien, że dzieje się tu coś złego. Ktoś prowadzi jakąś grę skrywaną przed światem. Dlatego do pana zadzwoniłem. Nagle po wielu latach spokoju zaczęły się dziwne lądowania, tajemnicze transporty. Pojawiły się samoloty, jakich te okolice wcześniej nie widziały. Kiedyś pomyślałbym, że to Ruscy coś kombinują, ale teraz? Po Ruskich pozostało tylko wspomnienie. Najwyraźniej to nasi sojusznicy coś rozrabiają. Jestem przekonany, że to jakaś podejrzana operacja. Liczę na pańską dyskrecję, boję się o swoje życie.

– Ależ oczywiście, mam taki obowiązek – potwierdził Marc.

– No dobrze, co chce pan wiedzieć?

– Proszę opowiedzieć mi o tych samolotach.

– Terminy przylotów były zawsze pilnie strzeżoną tajemnicą.

Samolot pojawiał się nagle i tak samo nagle, poza wszelką procedurą, znikał. Pamiętam szczególnie jedno takie lądowanie. Nikt nie uprzedził mnie o tym fakcie. Na krótko przed nim do wieży weszło dwóch cywili, którzy powiadomili obsługę, że za godzinę przyleci niezapowiedziana maszyna.


czwartek, 8 grudnia 2011

Odnaleziono jedno z tajnych więzień CIA

Agencja AFP ujawniła lokalizację jednego z tajnych więzień, w którym przetrzymywano osoby zatrzymane podczas tak zwanej „wojny z terroryzmem”. 

Zlokalizowane przez dziennikarzy więzienie znajdowało się w jednym z rządowych budynków w północnej części stolicy Rumunii, Bukaresztu. 

W piwnicach funkcjonującego w dokumentach pod kryptonimem „Bright Light” budynku przetrzymywano między innymi Khalida Szejka Mohammeda, uważanego za jednego z głównych „mózgów” ataków na World Trade Center w 2001 roku. 

Przetrzymywanych w Bukareszcie więźniów w 2006 roku przetransportowano ostatecznie do amerykańskiej bazy w Guantanamo na Kubie. 

Do tej pory miejsce, w którym przebywali na terenie Rumunii więźniowie CIA pozostawało nieznane, podczas wcześniejszych śledztw dziennikarskich ujawniono podobne więzienia na Litwie (wieś w okolicach Wilna) oraz w Polsce (baza w Starych Kiejkutach). Odnalezienie budynku w Bukareszcie jest efektem współpracy dziennikarzy śledczych z francuskiej agencji AFP oraz niemieckiej państwowej telewizji ARD. 

Istnienie tajnych baz CIA na terenie państw Europy Środkowo-Wschodniej jeszcze kilka lat temu uważane było za „teorię spiskową” i mało kto poważnie traktował doniesienia o ich istnieniu na poważnie. W książce „Kod Władzy” główni bohaterowie-dziennikarze wyruszają na Mazury by sprawdzić doniesienia o jednej z nich, ile jeszcze podobnych tajemnic pozostaje do odkrycia przez przedstawicieli IV władzy?


sobota, 3 grudnia 2011

Niemiecka agencja wywiadowcza zniszczyła dokumenty pracujących dla niej byłych nazistów

Najważniejsza niemiecka agencja wywiadowcza przyznała się do zniszczenia kartotek części pracowników, którzy wcześnie pełnili funkcje w organizacjach nazistowskich. 

Niektórzy członkowie NSDAP, Gestapo, SS i SD byli po zakończeniu II Wojny Światowej zatrudniani przez niemiecką Federalną Służbę Wywiadowczą (BND). Na podstawie danych pochodzących z agencji oszacowano, że stanowili oni po wojnie blisko jedną dziesiątą jej pracowników 

pieczęć BND
źródło: IntelNews
Do ujawnienia skandalu doszło w momencie gdy dyrektor BND, Ernst Uhralu powołał niezależną grupę historyków, której zadaniem było zbadanie stopnia, w jakim służby RFN opierały się na byłych nazistach.

Rzecznik grupy Dr Klaus-Dietmar Henke ujawnił niedawno w mediach, że w 2007 roku agencja zniszczyła blisko 250 kartotek należących do pracowników BND związanych wcześniej z ruchem nazistowskim. 

Der Spiegel, któremu Henke udzielił wywiadu, nazwał incydent „prawdziwym historycznym skandalem”. Zauważono również, że przez okres trwający kilka dziesięcioleci po zakończeniu II Wojny Światowej w BND obowiązywała polityka rekrutowania pracowników wśród członków rodzin osób już zatrudnionych. Idąc tym tropem stwierdzono, że również dzisiaj wielu członków personelu BND jest bezpośrednimi potomkami osób związanych z nazizmem i byli żywotnie zainteresowani ukryciem tego faktu. 

Agencja przyznała się do zniszczenia dokumentów, lecz dodano, że ich liczba stanowiła zaledwie 2% wszystkich materiałów dostępnych dla historyków. Ich zniszczenie uzasadniono tym, że dokumentów „nie było warto zatrzymać”. 

Reinhard Gehlen
Zachodnioniemiecki wywiad w latach 1956-1971 zatrudnił setki byłych nazistów, pierwszy dyrektor BND Reinhard Gehlen podczas wojny służył w Wehrmachcie w stopniu generała, od 1945 roku agentem CIA. Według przecieków jakie w 2010 opublikował Frankfurter Algemeine Zeitung zarówno on jak i jego amerykańscy pracodawcy byli świadomi nazistowskiej przeszłości wielu współpracowników niemieckiego wywiadu. 

Powyższa informacja odsłania ciekawy wątek z historii najnowszej Niemiec, warto się zastanowić jak mało w rzeczywistości wiemy na temat naszego zachodniego sąsiada.


piątek, 18 listopada 2011

Niemcy wstrząśnięte sprawą Narodowo-Socjalistycznego Podziemia

Republiką Federalną Niemiec wstrząsnęła ostatnio sprawa neonazistowskiej grupy działającej pod nazwą Narodowo-Socjalistyczne Podziemie. 

Na początku listopada w lesie nieopodal wschodnioniemieckiego miasta Zwickau znaleziono ciała Uwe Mundlosa i Uwe Böhnhardta, którzy według policji popełnili samobójstwo. Kilka godzin później w należącym do nich mieszkaniu na przedmieściach miasta doszło do wybuchu. Do podłożenia bomby przyznała się Beate Zschäpe, która kilka dni później poddała się niemieckim władzom. 

Cała trójka związana była z organizacją, którą zidentyfikowano jako Narodowo-Socjalistyczne Podziemie. Na podstawie zgromadzonych dowodów stwierdzono, że stali oni za morderstwami 10 obywateli Niemiec tureckiego pochodzenia jak również licznymi napadami na banki. 

W samych Niemczech ujawnienie sprawy wywołało burzę w związku z ujawnieniem zaniedbań ze strony agencji zajmujących się bezpieczeństwem wewnętrznym. Nie ustają wątpliwości dotyczące samego śledztwa jak również śmierci członków organizacji. 

Może warto się zastanowić czy cała sprawa wyszła na jaw dziwnym trafem po to by ukryć coś o wiele poważniejszego?

sobota, 12 marca 2011

Co ukrywa Lech Wałęsa?

Tajne służby wiedzą często o wiele więcej niż myślimy, czy Lech Wałęsa dysponuje informacjami o rozmowie jaka odbyła się tuż przed katastrofą smoleńską?


Każdy z nas w okresie pobierania nauk zetknął się z koniecznością interpretacji wypowiedzi przeróżnej maści poetów i prozaików. Co poeta miał na myśli pisząc to czy tamto? Dziś ta nabyta umiejętność może być doskonałym kluczem do zrozumienia tego co się wokół nas dzieje. Tym bardziej gdy słowa wychodzą spod pióra Papieża lub padają z ust byłego Prezydenta. „ - … nikt nie wytrzyma prawdy o tamtych zdarzeniach” - przekonuje były prezydent Lech Wałęsa w rozmowie z Piotrem Najsztubem dla tygodnika „Wprost”. Uważa on, że katastrofa smoleńska będzie skłócać Polaków do momentu, aż ujawniona zostanie treść rozmowy między Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, którą bracia odbyli na kilkanaście minut przed katastrofą. Nie jestem fanem roztrząsania sprawy smoleńskiej. Zapytam jednak: co miał na myśli były Prezydent ponownie mówiąc te słowa? Co wie, czego my nie wiemy? Czy mówi to dlatego, że nie potrafi tak po ludzku wytrzymać? To, że wie więcej jak przeciętny człowiek nie budzi wątpliwości. Kto powiedział mu, jaka była treść rozmowy, którą przywołuje? Amerykański wywiad? A może rosyjski? Skoro tak, to dlaczego Wałęsa nie kończy swojej myśli, a wspomniane służby udają, że niczego nie wiedzą? W to, że wszyscy wszystkich podsłuchują nie wątpi już dzisiaj nikt. Czy jednak fakt, iż oficjalnie nikt nie chce się przyznać, ma coś jeszcze ukryć?


Milczenie w tej sprawie przypomina mi znaną historię opisaną później w Polowaniu na Czerwony Październik – debiutanckiej powieści sensacyjnej Toma Clancy'ego z 1984 roku. W niej również nie chciano ujawnić podsłuchiwanej przez służby wywiadowcze obcego kraju prawdy. Sięgnijmy do źródeł dla przypomnienia (np.wp.pl).

W oryginale Czerwony Październik nie był łodzią podwodną, a fregatą "Storożewoj". To, co wydarzyło się w 1975 roku, wstrząsnęło Armią Radziecką, a później całym światem. Na wspomnianym statku znalazł się między innymi Walery Michajłowicz Sablin, który wywodził się z rodziny o bogatych tradycjach morskich. Sablin był prawdziwym synem rewolucji październikowej. Nie umiał kłamać i nienawidził dwulicowości. Był dobrze wykształcony i oczytany. "Storożewoj" wszedł 7 listopada 1975 roku do portu ryskiego dla uświetnienia obchodów 58. rocznicy wybuchu rewolucji październikowej. Komandor podporucznik Sablin wraz z pomocnikami przejął dowodzenie fregatą. Uwięził dowódcę okrętu. Przeprowadził wśród zebranych oficerów i chorążych referendum. Statek popłynął na zachód do Cieśniny Irbeńskiej, wyjścia z Zatoki Ryskiej. Sablin odmawiał zatrzymania okrętu. Pościg był skomplikowany i trwał długo bez sukcesów. Podobno Sablin chciał dopłynąć do Leningradu, by wygłosić patriotyczne w swej treści przemówienie. Jednakże droga statku prowadziła jednak wokół wyspy Hiuma i Sarema, co sprawiało, że kierowała się w stronę Szwecji. I do końca nie wiadomo, czy nie był to prawdziwy kierunek jego podróży. Podsłuchujący dramatyczny pościg Skandynawowie ukrywali dramatyczną sytuację. W końcu ścigające okręty, po zbombardowaniu, dokonały abordażu okrętu, który znajdował się wówczas już tylko 50 mil morskich od Gotlandii. Cała załoga została aresztowana, a KGB zmusiło do milczenia wszystkie osoby biorące udział w zatrzymaniu fregaty. Władze, przerażone możliwością pojawienia się rewolucyjnych nastrojów, ogłosiły, że celem buntowników była ucieczka na Zachód. Komandor podporucznik Walery Sablin został skazany na karę śmierci, którą wykonano 3 sierpnia 1976 roku. Prośba o ułaskawienie została odrzucona. Uczestnicy buntu otrzymali wyroki kilku lat więzienia. Cała załoga została rozformowana i przeniesiona do flot: Północnej i Oceanu Spokojnego. Dowódca okrętu za niedopełnienie obowiązków został wyrzucony z partii i przeniesiony do rezerwy.


Tak w dużym skrócie wyglądała ta historia. Skoro tajne służby posiadają środki i narzędzia, by sprawdzać wszystko i wszystkich, to doskonale wiedzą, o czym mówi Wałęsa. Czy podobnie jak wówczas, nie mogą zdradzić, co wiedzą? A skoro nie mówią, to pozostaje pytanie: kogo przez to wspierają i dlaczego? To może zadajmy inne pytanie: Dlaczego nie mówi Pan tego co Pan wie, Panie Prezydencie?


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf