Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2019

Odkrycie wielkich złóż węglowodorów może zmienić sytuację w RPA

Już wkrótce świat czeka poważne przetasowanie na mapie globalnych potęg wydobywczych. Jak bowiem poinformowały władze RPA, w obrębie jej wód terytorialnych pod dnem morskim odkryto ogromne złoża gazu ziemnego i ropy naftowej a złoża te mogą znacząco zmienić pozycję tego kraju na światowej arenie. 


Phys.org

Odkrycia dokonał francuski koncern Total, którego prezes Patrick Pouyanne ogłosił, że złoża szacuje się nawet na miliard baryłek, najpierw jednak planuje jeszcze w tym roku przygotować zbiór danych 3D, które pozwolą lepiej poznać złoża. 

Jak przyznał minister zasobów mineralnych RPA Gwede Mantashe "to odkrycie może się potencjalnie okazać kluczowym dla gospodarki kraju i nadać jej nowego tempa". Co istotne, jest to pierwsze tego typu odkrycie podmorskich złóż w Południowej Afryce stanowiące dowód, że wybrzeża tej części świata skrywają wciąż duże ilości wartościowych zasobów, które czekają na swoje odkrycie, a z perspektywy samej RPA to przede wszystkim szansa na uniezależnienie się od importu gazu ziemnego i dostaw ropy naftowej, które wpływają nie tylko na ceny oferowanych towarów, ale także na ogólny stan gospodarki kraju. 



piątek, 4 stycznia 2019

Cena za zadłużenie: Chiny przejmują najważniejszy port w Kenii

Przynoszący ogromne dochody port w Mombasie może już wkrótce stać się własnością chińskich przedsiębiorstw, jeśli państwo nie będzie w stanie oddać ogromnych pożyczek jakie zaciągnęło w ostatnich latach. 

Kilka lat temu władze Kenii i wzięły pożyczki na inwestycje mające na celu rozbudowę i modernizację tamtejszej linii kolejowej oraz portu w Nairobi.

O sprawie poinformowano jeszcze w listopadzie, kiedy opublikowano wyniki audytu wskazującego, że Kenya Railway Corportation, główny inwestor w programie budowy kolei nie jest w stanie pokryć kolejnych rat zadłużenia i istnieje ryzyko, że żyrujące kredyty państwo będzie zmuszone na ustępstwa. Na ich podstawie China Exim Bank będzie mógł na poczet poniesionych strat czerpać zyski z administracji portu w Mombasie.  Przejęcie kontroli będzie automatycznie oznaczało zmiany w zarządzie a także konfiskatę części mienia.


sobota, 1 grudnia 2018

RPA: Wysiedlenia białych farmerów bez rekompensaty ze strony rządu

Sąd najwyższy w Południowej Afryce odrzucił wniosek białych farmerów protestujących przeciwko planom pozbawienia ich ziemi bez jakiegokolwiek odszkodowania. 

Cyril  Ramaphosa fot. Wikipedia


Skarga została złożona przez Afriforum, organizację składającą się głównie z białych Afrykanerów z ponad 100 tysiącami podpisów utrzymujących, że parlamentarna większość nielegalnie narusza prawa prywatnej własności. 

Projekt jest forsowany przez prezydenta Cyrila Ramaphosa, który kontynuuje dzieło swojego poprzednika - Jacoba Zumy, który odszedł w atmosferze korupcyjnego skandalu. Redystrybucja ziemi jest jednym z flagowych przedsięwzięć aktualnego prezydenta, które pozwoli zjednoczyć obóz Narodowego Kongresu Afrykańskiego przed przyszłorocznymi wyborami. 

Mija ćwierć wieku odkąd w RPA skończył się apartheid, gdzie biała mniejszość sprawowała polityczną i ekonomiczną władzę nad czarna mniejszością. Mimo to od tego czasu większość ziemi nadal należy do białych Afrykanerów stanowiących zaledwie 8% populacji. W oczach czarnej większości zmiana struktury własności to dziejowa sprawiedliwość, dla białych to często życiowa tragedia, ale także zagrożenie dla ich społeczności. W RPA regularnie dochodzi do ataków na farmy, pobić a także morderstw, wielu Afrykanerów zdecydowało się opuścić kraj w poszukiwaniu bezpieczniejszej przystani.

czwartek, 4 października 2018

Namibia: pierwszy Holocaust w wykonaniu Niemiec

Z czym kojarzy się dziś słowo "Holocaust"? Gdy je słyszymy, niejako automatycznie naszym oczom ukazują się dymiące kominy, druty kolczaste i miliony wychudzonych ludzi. Co bardziej wnikliwym mogą się jeszcze przypomnieć eksperymenty medyczne i ciężka praca, aż do skrajnego wyczerpania. Przede wszystkim jednak Holocaust, to druga wojna światowa i okres największego bestialstwa w dziejach ludzkości. 

Warto jednak przypomnieć, że nie były to pierwsze masowe ludobójstwa w nowożytnej historii, opinii publicznej znane są przecież opowieści o zbrodniach Belgów w Kongo, bombardowaniu Nankinu czy rzezi Ormian. Do tego dołączyć należy jeszcze jedną historię - tego, co robili Niemcy w Namibii, wiele lat zanim ktokolwiek usłyszał o Adolfie Hitlerze. 


Wszystko zaczęło się w latach 80. XIX wieku, kiedy to niedawno zjednoczone Niemcy zdobyły własne terytoria kolonialne w południowo zachodniej Afryce. Przybywający na miejsce kolonizatorzy zaczęli wypierać miejscową ludność z ich dotychczasowych siedlisk, pozbawiając pastwisk, wodopojów, nakładających dziwaczne i obce prawa i podatki. Jednocześnie Niemcy starali się rozgrywać sytuację wewnątrz nastawiając przeciw sobie dwa dominujące plemiona: Nama i Herero.  
Samuel Maharero

W styczniu 1904 Herero pod przywództwem Samuela Maharero zbuntowali się atakując niemieckie posterunki - zabijano mężczyzn oszczędzając jednak kobiety, dzieci, duchownych a także farmerów angielskiego i burskiego pochodzenia. W odwecie Berlin zobowiązał generała porucznika Lothara von Trotha by ten "zażegnał" bunt wszystkimi dostępnymi metodami, w tym ludobójstwa. Już w październiku tego samego roku von Trotha wydał rozkaz, który brzmiał w tłumaczeniu: 

"Wszyscy Herero muszą opuścić tę ziemię. Jeśli odmówią, wówczas zmuszę ich do tego za pomocą dział. Każdy Herero znaleziony w obrębie niemieckich granic, uzbrojony lub nie, będzie zabity. Nie brać jeńców. To moja decyzja odnośnie ludu Herero."

 W rezultacie mężczyzn zabijano na miejscu, zaś kobiety i dzieci wysyłano na pustynię by tam zmarli z głodu i pragnienia. Von Trotha swoją decyzję uzasadniał "ochroną niemieckich żołnierzy przed ich chorobami". W celu odizolowania zbuntowanych tubylców zbudowano na terenie Namibii 5 obozów koncentracyjnych, w tym najsłynniejszy obóz na Wyspie Rekinów zwanej też Wyspą Śmierci. Więźniowie Wyspy Rekinów wykorzystywani byli jako przymusowa siła robocza przy projektach realizowanych przez prywatne niemieckie przedsiębiorstwa, przy budowie infrastruktury, m.in. kolei, portu. 

W obozach prowadzono także doświadczenia medyczne, a czaszki więźniów zwrócono Namibii dopiero w 2001 roku. Więźniarki były zmuszane do gotowania głów zmarłych współwięźniów i oddzielania od kości pozostałości skóry, oczu i tkanek, wszystko w celu przygotowania ich do badań na niemieckich uniwersytetach. 


Kiedy zaledwie kilka miesięcy później podobny bunt podniosło plemię Nama, generał oznajmił, że "Każdy Nama, który się nie podda i zostanie złapany w obrębie niemieckiej strefy, zostanie zastrzelony, aż wszyscy zostaną wyeliminowani." Szacuje się, że w ciągu pięciu lat, od 1904 do 1909 roku zamordowano w Namibii łącznie 100 tysięcy tubylców. 

wtorek, 12 czerwca 2018

Konsekwencje chińskiego monopolu cz1.


Chińczycy mają plan jak niektórzy twierdzą z przekorą "zawładnięcia światem". Chiny są zdeterminowane, aby stać się kolejną supermocarstwem na świecie. Prezydent Xi Jinping publicznie oświadczył, że chce, aby Chiny dyktowały warunki do 2050 roku.


Jakich konsekwencji możemy się spodziewać?

1. Afryka

Wzrost potęgi Chin, będzie oznaczać zmiany, które na pewno odczują mieszkańcy Afryki.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak wielką rolę Chiny odgrywają już w Afryce. Chiny są obecnie największym źródłem pomocy dla tego kontynentu na świecie. Przewiduje się, że do roku 2025 kwota inwestycji na terenie Afryki będzie rzędu 1 biliona dolarów. [1] Władze Chin podkreślają, że uzyskują sześciokrotny zwrot z każdego dolara, który inwestują w Afryce.

Afryka stała się jednym z najbliższych partnerów handlowych Chin, w zamian Chiny lobbowały, aby doprowadzić do zwiększenia liczby państw afrykańskich w ONZ, co oznacza, że ​​wraz z rozwojem Chin Afryka będzie się z nią rozwijać. Wszystko pod nadzorem rządów w Chinach.
Z drugiej strony, warto jest zwrócić uwagę, że Chiny nie dopuszczają się bezpośredniej ingerencji w rządy danego kraju. Finansują jedynie inwestycje, z których profity czerpią osoby stojące w danym momencie u władzy. Nie interesują ich zatem kwestie związane z łamaniem praw człowieka, ewentualną wojną domową w kraju.

2. USA
Ekspansja chińskiego rządu może być bardzo dotkliwa dla USA. Istnieje bowiem ryzyko depresji ekonomicznej wynikającej choćby z utraty kontroli dolara nad transakcjami międzynarodowymi. 

W tej chwili Ameryka jest w świetnym miejscu, ponieważ dolar jest używana w niemal wszystkich międzynarodowych transakcjach handlowych. Dolar amerykański traktowany jest można powiedzieć nowy złoty standard, co utrzymuje gospodarkę amerykańską na względnie stałym poziomie.

Publicznie zadeklarowali swój plan, aby chiński juan zastąpił dolara amerykańskiego standardem handlu międzynarodowego, co spowoduje mocny cios dla dolara. [2]

Po drugie, że dolar traci swoją pozycję jako waluta handlu międzynarodowego, Stany Zjednoczone popadną w depresję. Stany Zjednoczone niemalże z dnia na dzień stracą dwa procent swojej produkcji ekonomicznej. Ceny importowe będą rosły, ceny eksportowe spadną, to w krótkiej perspektywie może doprowadzić do szybkiego wzrostu bezrobocia.

3. Praca u podstaw czyli coś, co rozumieją doskonale Polacy
Chiny nie ingerują bezpośrednio w działania rządów poszczególnych krajów. Nie jest to jedynie finansowanie inwestycji. Chiny rozpoczynają ekspansję edukacji- zaczęły wpływać na szkoły w innych krajach. Ustanowili kontrolowane przez państwo instytuty Konfucjusza w 1500 różnych szkołach w 140 krajach. Szkoły te mają chińskich nauczycieli, którzy są specjalnie poinstruowani, aby wspierać "chiński model rozwoju" i "poprawiać" błędne przekonania dotyczące Zachodu na swoich zajęciach. Na uniwersytetach w Chinach  jest więcej afrykańskich studentów niż USA i Wielka Brytanii razem.



poniedziałek, 15 maja 2017

Terroryzm i komunizm w Afryce Południowej

Niewygodna prawda dotycząca Afryki Południowej ujrzała światło dzienne w dokumencie "Tainted Heroes". Film powstał we współpracy z grupą reprezentującą prawa obywatelskie AfriForum. 



Tainted Heroes opowiada jak Afrykański Kongres Narodowy wdraża plan terroru wobec konkurentów politycznych. Film pokazuje kulisy działań partii komunistycznej, która zaciekle dąży do władzy nie przebierając w środkach, likwidując po kolei wszelkie zagrożenia. Istotnym jest także, wpływ partii na media ogólnoświatowe, które tortury, terror i morderstwa skutecznie ukrywały. Wiele z historii opisujących krwawe walki są ukryte do dziś przed opinią publiczną. Poniżej zamieszczony jest link do pełnego film obnażającego niewygodną prawdę.

źródło: taintedheroes.co.za




wtorek, 19 stycznia 2016

5 lat po Arabskiej Wiośnie - co pozostało?

Dokładnie na wiosnę 2011 roku w sześciu arabskich republikach doszło do pokojowych protestów mieszkańców sprzeciwiających się władzy rządzących nimi ludzi. Jak dziś wyglądają te państwa?



Przyglądając się dziś Afryce Północnej i Bliskiemu Wschodowi nie sposób zapomnieć o euforii jaka towarzyszyła obserwatorom z całego świata, którzy z entuzjazmem komentowali pokojowe protesty licząc, że upadną dyktatury w Libii, Egipcie, Syrii czy Tunezji. W kilku z nich manifestacje te szybko przekształciły się w coraz bardziej agresywne zamieszki, w których trudno stwierdzić która ze stron była faktycznym prowokatorem. W końcu, w większości z nich "Arabska Wiosna" przyniosła zupełną przemianę, czy jednak była to przemiana pozytywna? Przyjrzymy się sytuacji w każdym z nich: 

Tunezja - tutaj wszystko wskazuje, że manifestacje zakończyły się pozytywnie, wieloletnie prezydent Ben Ali musiał w styczniu 2011 roku ratować się ucieczką z kraju, w 2014 Tunezja uzyskała nową konstytucję a państwo to można dziś uznać za demokratyczne. 

Egipt - sukcesy Tunezyjczyków zachęciły do tego samego Egipcjan, trwające 18 dni protesty na głównym placu Kairu doprowadziły do ustąpienia prezydenta Mubaraka, wcześniej jednak siły rządowe otworzyły ogień do manifestujących, co finalnie obróciło się przeciw obalonemu prezydentowi. Został on bowiem za to skazany na dożywotnie więzienie. Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent utrzymał się u władzy zaledwie 1,5 roku, już w lipcu 2013 kontrolę nad Egiptem przejęło wojsko. 

Libia - chociaż trudno zazdrościć w tej sprawie Egipcjanom, to jednak w przypadku Libii można już mówić o prawdziwej tragedii. Zamiast stać się państwem demokratycznym, Libia jest obecnie uznawana za "failed state" czyli państwo upadłe. Niegdyś jedno z najbogatszych państw arabskich jest obecnie rozdarte między kilka walczących ze sobą stronnictw, a wcześniej rządzący krajem Muammar Kaddafi został zabity przez grupę rebeliantów. 

Jemen - położonym na południu Półwyspu Arabskiego Jemenem również w styczniu 2011 roku wstrząsnęły fale protestów. Żądano ustąpienia prezydenta Saleha, który jednak skutecznie utrzymał władzę chociaż oficjalnie oddał ją nowemu prezydentowi Mansurowi al-Hadi. Dziś Jemen, podobnie jak Libia to państwo upadłe.

Syria - również w Syrii protesty zaczęły się jeszcze w styczniu 2011 roku, od tej pory w kraju trwa wojna domowa, w której udział biorą co najmniej 4 lub nawet pięć stronnictw, a na części jej terytorium powstało tzw. "Państwo Islamskie", które za największy sukces, oprócz przetrwania kolejnych ataków wszystkich okolicznych przeciwników, może uznać zdeklasowanie Al-Kaidy w byciu najbardziej znienawidzoną organizacją terrorystyczną na świecie. Dodatkowo nie należy zapominać, że Syria jako państwo legła w gruzach także gospodarczo - połowa jej miast to dziś ruiny, blisko połowa pól uprawnych jest opuszczona a miliony ludzi uciekło do Libanu, Turcji lub do Europy. 

Nie oceniamy tutaj intencji protestujących ani determinacji polityków, którzy za wszelką, choćby najwyższą cenę chcą utrzymać się u władzy. Nie wskazujemy tutaj także żadnych winowajców, o tym pisać będziemy jeszcze nie raz, w tym artykule chodziło jedynie o proste podsumowanie. Nie jest ono niestety pozytywne.

źródło: The Economist


środa, 25 listopada 2015

Znaleziono kolejne ślady najstarszej znanej cywilizacji, tym razem w Afryce Południowej

Pozostałości tajemniczej metropolii znaleziono około 150 kilometrów od portu Maputo, zdaniem odkrywców zostało ono zbudowane około 200 tysięcy lat temu! 



Starożytne pozostałości odkryli dwaj badacze-hobbyści Michael Tellinger i Johan Heine, który pracował jako lokalny pilot. Zainteresowały ich nierówności terenu w tamtej okolicy, które były znane miejscowym, lecz nikt nie przykładał do tego zbyt dużej wagi.

Jak przyznaje Tellinger ruiny, które udało im się odnaleźć są starsze niż wszystko co do tej pory znano, jego zdaniem te kamienne budowle mogą być dziesiątki tysięcy lat starsze od wszystkich znanych nam cywilizacji. Ruiny to w większości kamienne kręgi w dużym stopniu zagrzebane w ziemi i piasku, bardzo trudno zauważyć między nimi jakiekolwiek zależności do czasu aż spojrzy się na wszystko z lotu ptaka, wówczas oczom obserwatorów pokazują się prawidłowości świadczące o tym, że rozrzucone głazy nie mogły się tam znaleźć przypadkiem.

To kolejne po syberyjskich odkrycia wskazujące na to, że historia świata jest zupełnie inna od tej jaką znaliśmy dotychczas, przede wszystkim pokazują one, że sama ludzkość sięga swoja historią czasów znacznie odleglejszych niż przypuszczamy, co więcej kolebką tej cywilizacji nie był tzw. żyzny półksiężyc czyli Bliski Wschód i Mezopotamia, lecz tereny dzisiaj położone na uboczu wielkiego świata, Syberia, Afryka Południowa. Czy może to świadczyć o tym, że również ziemie te leżały w znacznie korzystniejszych warunkach klimatycznych niz obecnie? I przede wszystkim, co stało się z tą tajemniczą cywilizacją?

Polecam także:



środa, 18 listopada 2015

Czy ktoś pamięta o chrześcijanach ginących na świecie?

Tragiczne wydarzenia jakie miały miejsce w Paryżu sprawiły, że do Francji z całego świata zaczęły spływać tysiące kondolencji i głosów solidarności z całym narodem francuskim. Gdy jednak we Francji w zamachach zginęło 120 osób, w ostatnim roku śmierć dotknęła tysiące chrześcijan na świecie

mapa: Open Doors Foundation

W maju bieżącego roku ponad 5 000 katolików zostało zamordowanych przez członków organizacji Boko Haram na północnym wschodzie Nigerii. Według raportu tamtejszej diecezji od czasu wybuchu powstania w 2009 roku islamscy ekstremiści zmusili do przeniesienia się co najmniej 100 tysięcy katolików, zaatakowano 350 kościołów, w wyniku aktów przemocy przeciwko chrześcijańskiej ludności już 7 tysięcy kobiet zostało wdowami, osierocono 10 000 dzieci. 

Kilka lat wcześniej w indyjskim stanie Orissa ponad 500 chrześcijan zostało zamordowanych przez hinduskich napastników uzbrojonych w maczety, 50 000 zmuszono do ucieczki. W Libii członkowie ISIS zamordowali grupę egipskich Koptów, w Iraku i Syrii chrześcijanie codziennie narażeni są na utratę życia. 

Według The Centre for the Study of Global Christianity nawet 100,000 Chrześcijan ginie corocznie z powodu swojej wiary, z kolei Pew Research Center podaje, że nawet 139 krajach chrześcijanie spotkali się z jakąś forma wrogości. Organizacja Open Doors podaje z kolei, że chrześcijanie są prześladowani w ponad 50 krajach świata, w wielu innych są oni dyskryminowani i traktowali jak obywatele drugiej kategorii, poniżej niechlubna pierwsza 5 najgroźniejszych dla chrześcijan państw:



Czy w obliczu tych zatrważających statystyk nie powinniśmy raczej solidaryzować się z prześladowanymi chrześcijanami?

czwartek, 29 października 2015

Czym jest crowdsourcing i dlaczego jest tak ważny?

Crowdsourcing jest kolejnych pojęciem związanym bardzo ściśle z rozwojem internetu. Korzystamy z jego możliwości choć sami nie jesteśmy tego świadomi, wielu robi na tym pieniądze, inni traktują crowdsourcing jako sposób na ratowanie ludzkiego życia, są też i tacy, którzy w crowdsourcingu doszukują się niezwykle cennej wiedzy o sytuacji na świecie. 

www.business2community.com


Kiedy po sfałszowanych wyborach w Kenii doszło do zamieszek grupa internetowych aktywistów postanowiła coś z tym zrobić, w krótkim czasie przygotowali aplikację, za pomocą której mieszkańcy zagrożonych obszarów mogli zgłaszać popełniane przestępstwa i najniebezpieczniejsze okolice. Dzięki temu w krótkim czasie udało się odnotować znacznie większą liczbę popełnionych przestępstw, ale też stworzono wiarygodną mapę, która okazała się znacznie bardziej precyzyjną niż te, które przygotowywały media czy nawet policja. Projekt nazwano Ushahidi, co w języku suahili oznacza "świadectwo" a jego skuteczność sprawiła, że znalazł on zastosowanie także w innych rejonach świata przy okazji różnych kryzysowych wydarzeń, jak choćby podczas trzęsienia ziemi na Haiti czy wojny domowej w Libii. Ushahidi było też wykorzystywane przez media, takie jak stacja telewizyjna Al-Jazeera, która dzięki aplikacji mogła znacznie skuteczniej uzyskiwać informacje w terenie. Ushahidi stało się jednym z symboli skuteczności crowdsourcingu. 

Czym zatem jest crowdsourcing? To zlepek dwóch angielskich słów, 'crowd' czyli 'tłum' i 'sourcing' czyli 'źródło', opiera się on bowiem na wykorzystaniu ludzkich zbiorowości, owego 'tłumu' jako źródła wiedzy, która dzięki rozproszeniu ludzi pozwala objąć znacznie większy obszar a także uzyskać informacje, do których nawet specjaliści nie mieliby dostępu. 

Crowdsourcing to także Wikipedia - owoc zbiorowej inteligencji i ciężkiej pracy dziesiątek tysięcy ludzi, którzy zaangażowali się w ten projekt bez żadnych obietnic finansowych. Można go jednak stosować także w biznesie i to również tym najdrobniejszym - dzięki dostępowi do sieci ludzi o różnej wiedzy i specjalizacji problemy dla nas samych nierozwiązywalne mogą okazać się bardzo prostymi dla innych, co więcej osoby te mogą nie tylko pomóc nam swoja wiedzą, ale także zwyczajnie wykonać pewne działania za nas. Potencjał internetu wciąż nie został w pełni wykorzystwany, warto więc wiedzieć do czego można go wykorzystać. 



środa, 15 kwietnia 2015

Rewolucje social media, czyli co wg Juliana Assange'a łączy Google z Departamentem Stanu?

Twórca Wikileaks Julian Assange w swojej najnowszej książce „When Google Met Wikileas” opisuje relacje łączące internetowego giganta z prominentnymi politykami USA, w tym z Hilary Clinton i Departamentem Stanu.

Eric Schmidt i Hilary Clinton podczas konferencji "Big Ideas for a New America"

Julian Assange nie pozwolił o sobie zapomnieć, w swojej najnowszej książce odsłania on kulisy relacji jakie łączą największych internetowych gigantów z amerykańską polityką zagraniczną. Jak pokazuje Assange, tych powiązań jest w
Szczegónie interesująca jest dla Assange'a osoba Erica Schmidta, który po objęciu w 2001 roku funkcji prezesa Google „zbudował z firmy imperium”. Schmidt regularnie bywa w Białym Domu, od cztereach lat z rzędu uczestniczy w spotkaniach grupy Bilderberg, nie opuszcza też szczytów ekonomicznych w Davos. Zdaniem Assange'a szef Google "wierzy w cywilizującą moc oświeconych, międzynarodowych korporacji, widzi tą misję w ciągłym kształtowaniu świata na modłę życzliwej potęgi światowej".

Już na początku ubiegłej dekady Google regularnie otrzymywało od NSA środki pieniężne za udostępnianie technologii pozwalającej sprawniej indeksować gromadzone przez agencję dane, kilka lat później wspólnie z amerykańskim wywiadem zaczęła korzystać z satelity szpiegowskiego GeoEye-1.

Powiązań jest więcej – przykładowo Jared Cohen, szef Google Ideas pracował wczesniej dla Departamentu Stanu, doradzał administracji zarówno za rzadów Republikanów jak i Demokratów, był pośrednikiem między Doliną Krzemową a Waszyngtonem, a także eksperten od nowych technologii. O specyfice relacji Cohena z sektorem IT i rządem najlepiej świadczy anegdota, kiedy to w 2009 roku przełożył on spotkanie z prezesem Twittera Jackiem Dorseyem aby uczestniczyć w tym czasie z planowanym, ale ostatecznie odwołanym powstaniu przeciwko władzy ajatollahów w Iranie. Wkrótce po tym stanął on na czele głównego think tanku Google'a – Google Ideas i w tym samym roku wspólnie ze Schmidtem opublikował na łamach Foreign Affairs artykuł, w którym postulowali oni wykorzystanie potencjału Doliny Krzemowej i jej technologii w działaniach związanych z polityką zagraniczną USA.

Assange zwraca uwagę na fakt, że wkrótce po publikacji tego artykułu na Bliskim Wschodzie doszło do rewolucji, w których istotną rolę odegrały media społecznościowe, w tym Twitter, YouTube i Facebook.


Jesteście forpocztą rosnącego pokolenia obywatelskich aktywistów... a to czyniki was typem przywódców, których potrzebujemy

Te słowa Hilary Clinton najlepiej oddają nowe podejście do strategii zagranicznej Departamentu Stanu. Sukces wielu rewolucji w krajach arabskich sprawił, że zaczęto się jeszcze dokładniej przyglądać działalności organizacji pozarządowych zajmujących się walką o prawa człowieka na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Dzięki portalowi Movements.org Jared Cohen miał do dyspozycji „niesamowitą sieć cyberaktywistów” - warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że strona finasowana jest między innymi przez Google, MSNBC czy Edelmana.

sobota, 11 października 2014

Epidemia wirusa ebola - najważniejsze mapy i statystyki



Poniżej prezentuję szereg najważniejszych informacji i materiałów graficznych poświęconych kolejnym wybuchom epidemii wirusa ebola od czasu jego wykrycia w latach 70. aż do ostatnich zanotowanych przypadków. Mam nadzieję, że przydadzą się one czytelnikom "Kodu Władzy" do lepszego zrozumienia skali problemu oraz ewentualnego rozwoju epidemii na świecie.




 



wtorek, 23 września 2014

Narzędzia tortur na sprzedaż? Chińskie firmy są liderem w eksporcie

Potężna chińska gospodarka i miliony niedużych przedsiębiorstw z Państwa Środka są w stanie dostosować się do wszelkich potrzeb swoich klientów. Nisza do zagospodarowania znalazła się nawet na rynku narzędzi tortur. 

fot. bredmaker /sxc.hu




Ponad 130 firm zaangażowanych jest w produkcję bądź handel sprzętu służącego do torturowania ludzi - podała Amnesty International za pośrednictwem agencji Reutera - z kolei dekadę temu było ich jeszcze tylko 28. Głównym odbiorcą narzędzi są rządy państw afrykańskich oraz południowoazjatyckich, tylko jedna z badanych firm przyznaje, że posiada kontakty handlowe w blisko 40 afrykańskich krajach wysyłając tam między innymi tasery, krzesła z możliwością unieruchomienia siedzącego oraz specjalne kajdanki zakładane na kciuki. Narzędzia te uznawane są za naruszające zasady prawa międzynarodowego i łamiące prawa człowieka.

Amnesty International poinformowała również, że posiada zdjęcia z Ghany, Senegalu, Egiptu oraz Madagaskaru, na których widać jak policja korzysta z wyprodukowanych w Chinach pałek elektrycznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych ChRL pozostało nieuchwytne i nie udzieliło w tej sprawie żadnego komentarza. Same Chiny również pozostają dalekie od zachowywania standardów jaki oczekuje AI, dopiero w listopadzie ubiegłego roku chiński sąd najwyższy uznał, że należy odejść od wymuszania zeznań przy pomocy tortur.



środa, 13 sierpnia 2014

Po azjatyckich tygrysach czas na afrykańskiego lwa. Czy Etiopia to wschodząca afrykańska potęga?

Etiopia kojarzy się polskiemu czytelnikowi przede wszystkim jako biedny kraj pełen głodujących ludzi i nieustannych wojen. Obraz ten nie bardzo jednak odpowiada rzeczywistości, gdyż od pewnego czasu to afrykańskie państwo niespodziewanie wyrasta na afrykańskiego lidera, który być może już wkrótce będzie w stanie rzucić wyzwanie takiej potędze jak Egipt.


Obrazy głodującej Etiopii pochodzą jeszcze z lat 80. XX wieku, od tego czasu kraj ten poczynił znaczne postępy a poziom życia, choć wciąż niezbyt wysoki (PKB na głowę mieszkańca wynosi 470 dolarów, podczas gdy w Egipicie 3 187$ a RPA 7 508$) to jednak regularnie rośnie. Tylko w ciągu ostatnich sześciu lat gospodarka Etiopii urosła aż o 93% a liczba milionerów się podwoiła.  Czy to jednak świadczyć ma o rosnącej potędze tego kraju? W Etiopii prężnie rozwija się przemysł wydobywczy, rolnictwo, rośnie też produkcja, a władze co raz poważniej myślą o ekspansji.

Symboliczne znaczenie ma tu przede wszystkim budowa wielkiej tamy na Nilu o wiele mówiącej nazwie: Tama Wielkiego Odrodzenia Etiopii (Grand Ethiopian Renaissance Dam - GERD). Szef tego projektu, Zadig Abraha przyznaje, że jego kraj skończył z syndromem podległości i chcą "odbudować dawną chwałę". Sama tama o przewidywanej mocy 6 000 MW będzie po zakończeniu budowy (przewidywany termin to 2017 rok) największą elektrownią wodną w Afryce. Dzięki tamie Etiopia zyska dostęp do ogromnych ilości energii, które wzmocnią rozwój całego kraju. 

Jest też druga strona medalu, z sąsiadujących krajów Sudan popiera projekt i liczy na korzyści związane z elektrownią o wielkiej mocy w swoim bezpośrednim sąsiedztwie, podczas gdy Egipt nieustannie krytykuje budowę powołując się na porozumienia zawarte w roku 1929 oraz 1959, które gwarantować mają temu państwu dostęp do 2/3 wód Nilu a także prawo do zawetowania jakiegokolwiek projektu budowlanego w górnym nurcie rzeki. W przypadku etiopskiej tamy Egipt nie miał nawet szansy skorzystać z tego prawa, gdyż władze w Addid Adebie zupełnie zignorowały taką możliwość. 

Sama Etiopia pozostaje teoretycznie państwem demokratycznym, jednakże w samym parlamencie zasiada tylko jeden opozycyjny poseł.
 
 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Wirus ebola atakuje po raz kolejny!

Jeden z najbardziej śmiercionośnych wirusów w historii po raz kolejny daje o sobie znać. Na terenie Afryki zabił on w tym roku co najmniej kilkadziesiąt. osób. 
fot. http://www.islamicinvitationturkey.com
Pod koniec kwietnia do przychodni w pobliżu Dinguiraye w środkowej części Gwinei Równikowej zgłosił się stary mężczyzna z objawami wysokiej gorączki. Wkrótce zmarł a niedługo po pogrzebie podobne objawy zaobserwowano u jego czterech braci. Wszystkich mężczyzn przetestowano na obecność wirusa ebola, u każdego z nich wynik był ten sam - pozytywny.

Wirus ebola należy do najbardziej śmiercionośnych dla ludzi. Od czasu jego odkrycia w 1976 na terytorium Demokratycznej Republiki Kongo zabił on 1500 osób, z czego w Gwinei w ostatnim czasie zmarło już 63 a według WHO około 153 są chore. Wśród osób, które zachorowały z reguły umiera blisko 60%, do tej pory nie odkryto żadnego lekarstwa ani szczepionki mogącej uodpornić na niego ludzi.

Głównym obszarem występowania wirusa jest Afryka Środkowa i Zachodnia, w tej chwili główne obawy wiążą się z dotarciem ogniska epidemii do Konakry, liczącej 2 miliony mieszkańców stolicy Gwinei. W tej chwili zarządzono kwarantannę i chociaż sąsiednie państwa wprowadziły ograniczenia w ruchu granicznym to pojawiły się już pierwsze zachorowania w Liberii i Sierra Leone. Wirus stanowi zagrożenie głównie dla ludzi i innych naczelnych, ale może być również przenoszony przez psy i świnie.

Istnieje wiele teorii dotyczących powstania wirusa ebola, nie brakuje również takich, które przyjmują, że podobnie jak wirus HIV mógł on powstać w sztucznych warunkach i dopiero później (nie wiadomo czy przypadkiem czy celowo) dostał się na wolność. Teraz największym zagrożeniem jest możliwość przedostania się wirusa do największych ośrodków miejskich. Ludzkość żyje dziś w wielkich aglomeracjach a różne kraje są ze sobą skomunikowane na poziomie nieznanym w przeszłości. Wybuch wielkiej epidemii zdolnej zdziesiątkować ludzkość jest dziś łatwiejszy niż kiedyś. Czy Waszym zdaniem jest się czego obawiać?



Źródło: Health24/NYTimes/RT

środa, 13 listopada 2013

Czas na nowe mapy - jakie państwa mogą wkrótce powstać?

Dramatyczne zmiany w międzynarodowych stosunkach sprawiają, że wiele małych i słabych narodów próbuje wykorzystać okazję i wybić się na niepodległość. Zobaczcie jakie państwa zdaniem redaktorów portalu Geocurrents już wkrótce mogą zaistnieć na mapie.

Pierwszy rozpad: Mali

To afrykańskie państwo zamieszkiwane jest przez kilka wspólnot, które w obliczu panującego tam konfliktu już wkrótce mogą ogłosić niepodległość. Na północy, na terenie Sahary żyją coraz bardziej niezależni Tuaregowie, z kolei na południu ludy zupełnie im obce.
fot. artechdes/sxc.hu

Drugi rozpad: Belgia

To się musi kiedyś stać. Istniejące od 1830 roku królestwo może w końcu podzielić się na frankofońską Walonię i Flamandię, stołeczna Bruksela i tak od pewnego czasu jest już bardziej stolicą Europy niż Belgii.

Trzeci rozpad: Kongo

To państwo jest niejednolite zarówno etnicznie jak i geograficznie, słaby kongijski rząd może w każdej chwili upaść a państwo rozsypać się nawet na cztery części.

Czwarty rozpad: Somalia

Państwo, które nie istnieje. Wciąż jednak na mapach traktowane jest jako jeden byt polityczny. To może wkrótce się zmienić, gdyż kwestią czasu pozostaje aż miejscowi przywódcy zdecydują się oficjalnie ogłosić niezależność a społeczności międzynarodowej nie pozostanie nic innego jak uznać te nowe państwa.

Piąty rozpad: Syria

Wojna domowa nie ustaje a coraz więcej analityków uważa, że jej zakończenie możliwe jest tylko wtedy gdy państwo to ulegnie rozpadowi ustępując miejsca kilku nowym podmiotom, przede wszystkim nadmorskiemu państwu Alawitów (grupa, z której wywodzi się prezydent Assad).

Unifikacja: Wielka Arabia

W obawie przez Iranem państwa półwyspu arabskiego mogą się zjednoczyć tworząc Unię - Arabii Saudyjskiej, Bahrainu i Jemenu. 

Niepodległy Kurdystan

Ten moment w końcu może nastąpić. Wojna domowa w Syrii i wciąż niestabilna sytuacja w Iraku mogą doprowadzić do ostatecznego połączenia się podzielonych między kilka państw części Kurdystanu.

To rzecz jasna tylko kilka państw, które już wkrótce pojawią się na mapach. Nie zapominajmy jednak, że wciąż możliwa jest niepodległość takich krajów jak Katalonia, Kraj Basków, Szkocja, Bawaria czy Quebec. Jak myślicie, kto będzie pierwszy?

źródło: Geocurrents

czwartek, 24 października 2013

Gdzie żyją współcześni niewolnicy?

Baty, łańcuchy, głodzenie, sprzedaż ludzi na aukcjach - to wszystko wydaje się być reliktem przeszłości, jednak są miejsca na świecie, gdzie wciąż kwitnie niewolnictwo. Co więcej, niewolnicy są również w Polsce!

Według danych opublikowanych niedawno przez australijską fundację Walk Free na całym świecie żyje w tej chwili około 29,8 milionów niewolników. Liderem pozostaje Mauretania, gdzie blisko 4% całej populacji żyje w niewoli. Dalej na tej niechlubnej liście znaleźć możemy między innymi: Haiti, Pakistan i Indie. Również w krajach europejskich istnieje niewolnictwo - na naszym kontynencie wśród krajów o największym odsetku zniewolonych ludzi są przede wszystkim państwa Europy Środkowej, w tym Polska.

To może być zaskakujące, ale prowadzony przez wspomnianą organizację Global Slavery Index umieszcza nas na 61. pierwszym miejscu wspólnie z Chorwacją i Słowacją. Według autorów indeksu szacuje się, że w Polsce żyje od 130 do 150 tysięcy niewolników.


Poznajcie czołówkę tego smutnego zestawienia:
1. Mauretania,
2. Haiti,
3. Pakistan,
4. Indie,
5. Nepal,
6. Mołdowa,
7. Benin,
8. Wybrzeże Kości Słoniowej,
9. Gambia,
10. Gabon

Powyższy ranking koncentruje się przede wszystkim na odsetku zniewolonej populacji, gdyby uwzględnić liczby bezwzględne okazałoby się, że niezaprzeczalnym liderem pozostają Indie, gdzie może żyć około 14 milionów niewolników (czyli prawie tyle ile mieszka w całej Holandii). Skąd jednak tak wysoka pozycja Polski? Konstruując ranking jego autorzy uwzględnili 3 główne czynniki: liczba małżeństw pod przymusem, szacowana liczba zniewolonych mieszkańców oraz ilość transportowanych ludzi przez terytorium danego kraju, biorąc pod uwagę fakt, że nasz kraj jest od lat ważnym punktem tranzytowym, to z pewnością mogło wywindować naszą pozycję do góry.

Czy taka definicja wystarczy? Czy może jest ona przesadzona? Jestem niezmiernie ciekaw Państwa opinii w tej sprawie.
 
 


czwartek, 1 sierpnia 2013

RPA przyjmie chińską pomoc wojskową

Republika Południowej Afryki będzie korzystać z chińskich szkoleń, dyscypliny i wiedzy wojskowej. Maj-Gen Sigudu, przedstawiciel departamentu obrony RPA podziękował za dotychczasowy wkład Chin w zakresie wojskowego szkolenia kadr Afrykańskiego Kongresu Narodowego jak i innych ruchów wyzwoleńczych w Afryce. Jego zdaniem, bez chińskiej pomocy "odzyskiwanie wolności na kontynencie mogłoby potrwać znacznie dłużej". Czy Chiny już na stałe zagoszczą na kontynencie afrykańskim?

fot. divergingmarkets
Maj-Gen Sigudu powiedział, że "rola Chin w wyzwoleniu RPA była znacząca nie tylko 20 lat temu, ale sięga dalej, nawet do epoki kolonialnej". Dodał, że choć nowoczesna polityka Chin koncentruje się dziś przede wszystkim na gospodarce i handlu, to obecność w Afryce Południowej nowego attaché wojskowego z Chin (Col Xu Jianwei) jest świadectwem potrzeby rozszerzenia także innych więzi. Zawarte zostać mają umowy, które zapewnią szkolenie sił militarnych RPA oraz poprawią ich zdolności bojowe. 

"Konflikty to wciąż plaga na naszym kontynencie. Tym bardziej doceniamy zobowiązania Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, które znacząco przyczynią się do budowy własnej, silnej, efektywnej i skutecznej armii, a tym samym możliwości pokojowych", mówią przedstawiciele RPA. Należy zauważyć, że Chiny coraz silniej zaznaczają swoją obecność w Afryce, zwłaszcza poprzez specjalne programy rozwoju gospodarczego, które doprowadziły do ​​budowy dróg i rozwoju infrastruktury kolejowej w licznych państwach afrykańskich. 

Chińscy żołnierzy są już obecni w Sudanie, Liberii oraz Demokratycznej Republice Konga. Jak podkreśla strona chińska "Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza planuje systematycznie zwiększać swój udział w wysiłkach pokojowych w Afryce, ponieważ stabilność kontynentu leży w interesie nas wszystkich". Aktualnie Chiny chcą najsilniej, "ramię w ramię", realizować politykę zapewniania stabilności w Afryce właśnie z RPA. Fakt ten zapewne nie pozostanie jednak bez trudnych do przewidzenia konsekwencji w regionie...

Czy Waszym zdaniem Chiny powinny tak silnie ingerować w sprawy kontynentu afrykańskiego?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/08/rpa-przyjmie-chinska-pomoc-wojskowa.html

czwartek, 31 stycznia 2013

Afryka Północna zostanie objęta kontrowersyjną "wojną dronów"

Rosnące zagrożenie terroryzmem w Afryce Północnej sprawia, że USA mogą rozszerzyć operacje dronów i otworzyć dla nich nowy front związany z tzw. "wojną dronów". Pomysł ten cieszy się pełnym poparciem Baracka Obamy. Na początek Stany Zjednoczone planują utworzenie bazy dronów w Nigrze, kraju położonym między Nigerią i Mali, czyli państwami, które zostały zaatakowane przez islamskich bojowników.

fot. aei-ideas.org
Bazy dronów, według ostatniego raportu New York Times, mają zapewnić USA "silne zaplecze wojskowe" oraz stały nadzór nad działaniami Boko Haram i innych grup ekstremistycznych w Afryce Północnej, które są powiązane z Al-Kaidą. Punktem wyjścia dla zaangażowania Stanów Zjednoczonych jest wsparcie wysiłków zbrojnych Paryża, który (jak prognozują specjaliści) w Mali może "utknąć" na długie lata.

W tworzonych amerykańskich bazach w Afryce mają być wykorzystywane bezzałogowe statki powietrzne (UAV), które okazały się skuteczne w Afganistanie i Pakistanie. USA zależy na ograniczeniu ryzyka związanego z użyciem ludzi oraz rozwinięciu działań zwiadowczych wokół pasa pustyni łączącego północną i zachodnią Afrykę. Baza w Nigrze ma także dostarczać informacji i pomocy francuskiej misji w Północnej Mali.

Planowane działania budzą równolegle ostre kontrowersje. Republikański członek Izby Reprezentantów Michael McCaul, który jest nowym przewodniczącym Komitetu ds. Bezpieczeństwa Krajowego stwierdził, że "w czasie kiedy zwijamy operacje w Afganistanie i Pakistanie, nie sądzę, żeby część tej technologii, sił specjalnych i dronów, powinna zostać skierowana na front północnoafrykański". Podobnie uważa wykładowca Marine Corps University Ben Jensen, który dodaje, iż "problemem dla USA jest to, że o ile drony mogą zapewnić łatwe rozwiązanie w krótkiej perspektywie, w żaden sposób nie pomagają rozwiązać długoterminowych problemów".

Oficjalnie amerykańskie władze rozważają wysyłanie z planowanych baz jedynie nieuzbrojonych maszyn, jednak nie wykluczają, że jeśli sytuacja w regionie zaostrzy się, wyposażą drony również w pociski rakietowe. 

Czy Waszym zdaniem istnieje ukryty cel amerykańskiej "wojny dronów" w Afryce Północnej? Czy chodzi znowu o złoża surowców?



piątek, 30 listopada 2012

Wielka wojna o słodką wodę

Ludności na świecie wciąż przybywa. Na co dzień straszeni jesteśmy perspektywą przeludnienia, klęskami głodu i nieurodzaju. Istnieje jednak zagrożenie znacznie poważniejsze, zagrożenie, które już teraz staje się zarzewiem konfliktów, a być może już wkrótce czeka nas wielka wojna o wodę. 

fot. fjhipp/sxc.hu

W obliczu przemian demograficznych i zmian klimatu coraz poważniejszy staje się problem dostępu do czystej wody pitnej. Chociaż Ziemia miana „Błękitnej planety” nie otrzymała bez powodu, to jednak woda pitna stanowi zaledwie jeden procent wszystkich zasobów jakie posiadamy. Istnieje co prawda technologia odsalania wody morskiej, ale jest to metoda kosztowna i dla większości zagrożonych państw zupełnie nieopłacalna. Szacunki co do tego jak wiele osób na świecie pozostaje bez dostępu do czystej wody wahają się w granicach od siedmiuset milionów do nawet miliarda. Wbrew pozorom nie tylko kraje położone w upalnych rejonach zwrotnikowych są narażone na braki wody. Jak podaje bowiem New Scientist powołujący się na dane należącego do Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa serwisu Aquastats, wśród obszarów narażonych na problemy z dostawami wody znajdują się również kraje europejskie. Przodują w tym przede wszystkim państwa położone w rejonie północnego zlewiska Morza Czarnego takie jak Ukraina, Białoruś, ale też wschodnia część Polski położona w dorzeczu Bugu.

Braki słodkiej wody mogą mieć katastrofalne skutki zarówno dla wielkich aglomeracji miejskich (tak jak to miało miejsce kilka lat temu w Los Angeles) jak i dla terenów rolniczych, które pozbawione regularnego nawadniania, w krótkim czasie przerodzić się mogą w nieurodzajne pustynie.

Wpływ na problemy z zasobami słodkiej wody ma również źle prowadzona gospodarka tym coraz cenniejszym zasobem, w wielu krajach jest ona marnotrawiona, podczas gdy w innych coraz bardziej można zauważyć jej braki. W samych tylko Chinach co roku tereny pustynne rosną w zastraszającym tempie, a 80% tamtejszych rzek jest tak zanieczyszczonych, że nie rozwija się w nich jakiekolwiek życie. O tym jak ważny jest dostęp do czystej wody świadczyć mogą również doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia, według której aż 80% zachorowań na świecie pochodzi z brudnej wody.

Wpływ na sytuację międzynarodową

Woda może w przyszłości odegrać również inną istotną rolę. Gdyby spojrzeć na listę państw, które według prognoz FAO mogą wkrótce mieć poważne problemy z regularnymi dostawami wody pitnej, zauważymy, że wiele z nich to rosnące światowe potęgi, z których zdaniem społeczność międzynarodowa coraz bardziej musi się liczyć. Są to między innymi Chiny, Indie, Meksyk, Iran czy Pakistan. Można się spodziewać, że już niedługo może dojść do sytuacji kiedy te rosnące potęgi postawione w sytuacji bez wyjścia i pozbawione możliwości uzyskania dostępu do pitnej wody zdecyduję się zbrojnie przejąć te zasoby od swoich sąsiadów.

Do takich wniosków doszedł amerykański wywiad, który w opublikowanym niedawno raporcie stwierdził, że chociaż w ciągu najbliższych 10 lat ryzyko wybuchu „wojny o wodę” jest wciąż niewielkie, to jednak do roku 2030 wzrośnie ono aż o 40 procent. Zdaniem agencji na wielu obszarach posiadane zasoby wody mogą zostać wykorzystane przez poszczególne państwa jako instrument polityki międzynarodowej służący do wywierania nacisku na swoich sąsiadów. Twierdzą również, że na horyzoncie nie rysuje się w chwili obecnej żadna metoda umożliwiająca poprawę tego stanu rzeczy. Szczególnie narażone zdaniem autorów raportu są obszary wokół rzek Brahmaputra płynącej przez Chiny, Indie i Bangladesz oraz Amu-daria w Azji Centralnej, która przepływa przez Afganistan, Uzbekistan, Turkmenistan oraz Tadżykistan.

Azja Centralna

W tym ostatnim rejonie do lokalnych napięć dochodzi już teraz. Przyczyna tkwi w planach dwóch górzystych krajów – Tadżykistanu i Kirgistanu, których władze planują postawić u siebie ogromne tamy wodne. Wszystko w celu pozyskania niezbędnej energii elektrycznej, na której niedostatek od lat cierpią mieszkańcy obydwu państw. Plany te nie podobają się jednak ich położonym w nizinach sąsiadom przede wszystkim Rosji, Kazachstanowi i Uzbekistanowi, które obawiają się, że budowa tam zmniejszy ilość wody jaka dostarczana będzie rzekami na ich terytorium. Szczególnie narażony na to jest Uzbekistan, który pozostaje najludniejszym państwem Azji Centralnej a równocześnie jednym z największych producentów bawełny na świecie. Do jej uprawy potrzebne są jednak duże ilości wody. Napięcia pomiędzy państwami próbują rozwiązać mediatorzy, przede wszystkim Rosja i Organizacja Narodów Zjednoczonych, póki co jednak żadna ze stron nie chce ustąpić.

Afryka

Podobny problem istnieje również w Afryce, gdzie tamtejsze państwa nie mogą dojść do porozumienia co do prawa korzystania z wody z Nilu. Władze Etiopii planują postawić na rzece ogromną tamę, która ma dostarczyć niezbędnej dla rozwijającego się kraju energii elektrycznej. Projektowi temu sprzeciwiają się dwa państwa leżące w dole Nilu Sudan i Egipt, które uważają, że budowa największej na kontynencie afrykańskim zapory sprawiłaby, że naruszone zostałyby ich prawa do wód Nilu gwarantowane przez dokumenty zawarte jeszcze w czasach kolonialnych.

Z informacji opublikowanych przez portal Wikileaks wynika, że władze egipskie wspólnie z sudańskimi biorą pod uwagę scenariusz siłowego rozwiązania problemu, łącznie ze zbombardowaniem powstającej tamy. Podobny atak może doprowadzić do wybuchu kolejnej wojny we Wschodniej Afryce, w tym również odnowieniu dopiero co zakończonej wojny domowej w Sudanie.

Z tego co widać najgorsze dopiero przed nami, równocześnie jednak już teraz dostrzec można pierwsze sygnały wskazujące na rosnące zagrożenie wojną, która nie będzie się toczyć o złoto, ropę czy dostęp do strategicznych obszarów. Przedmiotem nowej wojny będzie coś co wydawało nam się do niedawna tak ogólnie dostępne, że nie powinniśmy sobie tym zaprzątać głowy. Czasy się jednak zmieniają, a prognozowany przez amerykański wywiad konflikt może nastąpić znacznie szybciej niż się spodziewamy.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf