Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riese. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 września 2015

Istnienie podziemnego miasta na Dolnym Śląsku potwierdzone!

Skrywana od wielu dekad tajemnica powoli wychodzi na światło dzienne. Dzięki sprawie "Złotego pociągu" media zainteresowały się skrywanymi w Górach Sowich tajemniczych kompleksach. 




W trakcie II Wojny Światowej w Górach Sowich III Rzesza przy pomocy organizacji Todt prowadziła szeroko zakrojone prace górnicze przy których zginęły dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy jeńców ze wszystkich podbitych przez Niemcy krajów. Zmuszeni do niewolniczej pracy, umierając z przemęczenia i z chorób nieustannie drążyli oni tunele powoli budując tam podziemne miasto. O jego istnieniu mówiono od lat, temat kompleksu Riese pozostawał jednak w większym lub mniejszym stopniu przedmiotem dociekań fascynatów i tropicieli spisków, którzy jednak nie mogli jednoznacznie określić gdzie znajduje się wejście do podziemnego kompleksu. 


Według relacji lokalnych mediów w okolicach gór Moszna i Włodarz trwają badania przy użyciu georadaru, który ma ustalić wielkość tajemniczego Riese. Do tej pory udało się między innymi ustalić, że podziemne tunele mogą się rozciągać na powierzchni nawet 200 hektarów, co więcej udało się zlokalizować także wlot tunelu kolejowego, który jednak zdaniem geologów został wysadzony przez wycofujących się Niemców. 

Po zakończeniu badań przeprowadzone zostaną wiercenia, wytypowano już cztery miejsca: dwa tunele prowadzące od byłego dworca do Włodarza, jedno w bloku A stanowiącym nieodkrytą część kompleksu Riese - najprawdopodobniej jest to również największa część całego obiektu. Jak twierdzi Krzysztof Szpakowski ze stowarzyszenia Riese jest szansa na znalezienie podziemnych linii kolejowych oraz ogromnej hali, najpierw jednak trzeba przebić się przez 20 metrów skały i pokonać tunele, które mogą być zaminowane lub zalane. 

Tajemnicze Riese już wkrótce może zostać ponownie odkryte. Co Waszym zdaniem może znajdować się w podziemnych tunelach?




sobota, 15 listopada 2014

Tajemnice kompleksu RIESE

Na dzisiejszy wieczór polecam kilka materiałów filmowych poświęconych kompleksowi Riese. Był on kilkukrotnie opisywany na blogu Kod Władzy, można przejrzeć te wpisy przeglądając je po tagu "Riese", sporo informacji na ten temat można znaleźć również w mojej powieści. Zamieszczam również nagranie z wideo z wystąpieniem Dariusza Kwietnia, którego blog czytam regularnie i szczerze polecam jego lekturę.




poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 46 Zamek Książ, Polska

Siedzieli, odpoczywając pod parasolem. Obok nich przechodzili zarówno prawdziwi pasjonaci historii, jak również ci, których trochę na siłę wsadzono w wycieczkowy autobus. Większość z nich skupiała się raczej na kioskach z pamiątkami niż na imponującej architekturze. Serki, baloniki, drewniane zabawki, a czasem plastikowe pistolety. Odpustowi czarodzieje kształtowali gusta najmłodszych pokoleń. Monik rozglądała się uważnie dookoła. Spoglądała na przechodzących ludzi, szukając wzrokiem zaginionego małżeństwa Amerykanów.

– Wiesz, nigdzie ich nie widzę. Miałam nadzieję, że tu ich
spotkamy.
– Dzień się jeszcze nie skończył – pocieszył ją.
 
Sam jednak nie bardzo w to wierzył. Doświadczenia ostatnich kilku dni przekonywały go raczej do wiary w spiskową teorię dziejów. Do stolika podeszła młoda, ładna dziewczyna. Za nią ubrany w strój zamkowego przewodnika, z odznaką na piersi, kroczył niewysoki, siwiutki staruszek. Szczupły, trochę zgarbiony, o poczciwym wyrazie twarzy.

Dziewczyna uśmiechnęła się do Marca.

– To jest pan Jan. Nasz najlepszy, a także najmilszy przewodnik. Równie dobrze opowiada o zamku, jak i przywołuje dowcipy. A co zapewne ważne dla państwa, pan Jan znakomicie zna język niemiecki. Monik i Marc wstali z miejsca. Przywitali się z mężczyzną. Marc podziękował dziewczynie raz jeszcze. Zmobilizowani przez staruszka, natychmiast ruszyli na zamek. Przechodzili z komnaty do komnaty. Zamek był zbudowany z rozmachem, ale widać było, że historia go nie oszczędzała. Wiele pustych pomieszczeń swoją atrakcyjność zawdzięczało bardziej inwencji i umiejętnościom pracowników niż pozostałościom po świetnych czasach.

– A teraz obiecana atrakcja – zwrócił się do nich przewodnik. – Wejdziemy tam, gdzie nikt nie chodzi. Na wieżę. Tylko mnie nie zdradźcie. – Uśmiechnął się, mrugając okiem.
– Wspaniale – powiedziała Monik.
Weszli na górne piętra pałacu. Wyglądały, jakby były w remoncie. Wspięli się na samą górę. Krętymi schodami dotarli na wieżę. Rozpościerał się z niej piękny widok na zieloną, pagórkowatą okolicę.
– Panie Janie, chciałem się zrewanżować za to, że pozwolił nam pan tu wejść. – Marc włożył w rękę staruszka zwitek banknotów.
Ten spojrzał na ich nominały i uśmiechnął się pod nosem.
– Miałbym prośbę – kontynuował Marc, chwytając przyjacielsko przewodnika za rękę. – Czy mógłby nam pan opowiedzieć o czasach wojny? O tym, co robili tu Niemcy przed wojną i później. Słyszeliśmy, że to ciekawa historia. Staruszek podrapał się po głowie.
– A... to was interesuje... – Pokiwał głową. – No, oryginalni to nie jesteście. Tu co drugi pyta o tych hitlerowców.
– Skoro tak, to i my chętnie wysłuchamy wszystkiego, co zechce nam pan opowiedzieć – powiedziała Monik. Staruszek wyjął z kieszeni wymiętą paczkę papierosów. Z drugiej kieszeni wysupłał szklaną fifkę. Oderwał filtr, włożył papieros w rurkę. Marc wyjął zapalniczkę, którą zawsze nosił przy sobie. Podpalił mu papierosa. Przewodnik oparł się o mur służący za balustradę.
– Najciekawszy okres zaczął się w roku 1943. Po wysiedleniu dotychczasowych mieszkańców Organizacja Todt pod nadzorem Głównego Urzędu Administracyjno-Gospodarczego SS przystąpiła do prac budowlanych. Polegały one głównie na przystosowaniu wnętrza zamku do potrzeb wojska. W tym samym czasie więźniowie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, którego filię założono na terenie pałacu, drążyli tunele pod zamkiem. Prace te miały związek z budową podziemnego kompleksu o nazwie Riese. Mówiło się również o zmianie przeznaczenia zamku. Albert Speer i Nicholaus von Below wspominali, że Książ miał stać się kolejną kwaterą Hitlera. Pod koniec wojny wszelkie prace przerwano, a więźniów pracujących przy budowie zlikwidowano. Nie ma jednak jakichkolwiek informacji o tym, co stało się z kilkoma tysiącami ludzi drążących tunele.
– Nie można się było niczego dowiedzieć? – zapytała Monik.
– Świadkowie wspominają, że budowana w tym miejscu kwatera dla przywódcy III Rzeszy miała zapewniać nie tylko schronienie przed nalotami, ale i przed nową, tajemniczą, niezwykle niszczycielską bronią. Podobno na dziedzińcu planowano montaż windy dla samochodów oraz doprowadzenie linii kolejowej bezpośrednio do zamku. Rzekomo miała ona prowadzić w głąb góry. Interesujące jest, że po wojnie nie spenetrowano podziemi, nie zbadano także miejsc, o których wspominali świadkowie, a szyb na dziedzińcu zasypano. Tak na dobrą sprawę do końca nie jest pewne, czy Książ miał się stać kolejną kwaterą Hitlera czy może obiekt miał mieć zupełnie inne przeznaczenie. Ale wiele przemawia za tym, że miała to być kwatera wodza. Jeżeli to prawda, to byłaby najpiękniejsza ze wszystkich.
– Trudno się z panem nie zgodzić. To przepiękny, imponujący swoją wielkością obiekt. Robi wrażenie – wtrącił Marc.
– O samych podziemiach wiadomo tylko tyle, że przed wejściem głównym powstał szyb o głębokości pięćdziesięciu metrów i szerokości sześciu metrów. System korytarzy miał mieć łączną długość około dziewięciuset pięćdziesięciu metrów, a prowadzić doń miały cztery wejścia.
– A w którym miejscu można było tam wejść? Tylko z zamku? – zapytał Marc.
– Mówi się, że wejście do tajemniczych podziemi położone jest pod górą Wilk. Znajdują się tam pozostałości z okresu budowy, to znaczy szyb wentylacyjny oraz rondo zamykające drogę dojazdową do dwóch obiektów, być może wejść do ciągów komunikacyjnych.
– To niewiarygodne – zdumiała się Monik. – Czy te korytarze były bardzo rozległe?
– Od lat słyszy się o istnieniu podziemnego tunelu kolejowego, który miałby być częścią trasy Wałbrzych – Wrocław. Niektórzy twierdzą, że w kwietniu 1945 roku ze Świebodzic odjechał tajemniczy pociąg, w skład którego wchodziły wagony z nieznaną zawartością i udał się w kierunku Wałbrzycha. Nigdy nie dotarł do miejsca przeznaczenia. Prawdopodobnie wjechał do podziemnego tunelu biegnącego do zamku.
– A co się stało z tym tunelem? – zapytał Marc.
– Jeżeli faktycznie istniał taki tunel, to zasypać mogli go tylko Rosjanie. Kwaterowali oni na zamku do 1950 roku, wywożąc i niszcząc to, co zostało po poprzednikach. Pozostaje jeszcze jedna kwestia – po co Sowieci mieliby zasypywać tunel? Co skłoniło ich do tego, aby go zamknąć? Być może odpowiedź na to pytanie jest prozaiczna – niektóre relacje o tajemniczym pociągu mówiły, że transport zawierał amunicję z gazami bojowymi. Czy taka zawartość transportu mogła skłonić zdobywców do zamaskowania tunelu, nie wiem, ale w tamtych czasach wszystko było możliwe. Zresztą, tunel i pociąg mogły w ogóle nie istnieć. Tak na dobrą sprawę relacji jest kilka. Niektórzy uważają, że w podziemiach znajduje się hala pełniąca rolę dworca, inni zaś, że istniały dwie linie kolejowe i dwa tunele...
– Dworca? To niezwykłe przedsięwzięcie – zdziwił się Marc.
– Dwie kobiety, które w 1947 miały po osiemnaście lat, opowiadały, że w lesie koło Świebodzic była linia kolejowa, którą zelektryfikowano już po pierwszej wojnie światowej. Trakcję zniszczyli Rosjanie tuż po wkroczeniu na te tereny. Obie kobiety zapamiętały, że w bezpośrednim sąsiedztwie torów znajdował się wjazd do tunelu.
– Panie Janie – zwrócił się do przewodnika Marc – czy, oczywiście za bardzo, ale to bardzo specjalną premią, mógłby pan nas wprowadzić do tych podziemnych budowli?
Przewodnik zatrzymał się. Spojrzał na Marca zaskoczony.
– Ja do podziemi? A cóż ja jestem? Jakiś kret – roześmiał się głośno – żebym się wpychał w tunele? Chcecie łazić po dziurach? Po co wam to? Tam nic, poza betonem, nie ma. Ja to wiem.
A co myślicie, że nie? Chodzę po tym miejscu już pół wieku.
Kupa turystów i nic więcej. I wariatów latających za skarbami.
Szkoda czasu... – Machnął ręką.
Marc zastanowił się chwilę. Potarł dłonią policzek.
– Chodzenie po jaskiniach to nasza pasja. Nie możemy ominąć takiej okazji. Każdy ma jakiegoś bzika, my mamy właśnie takiego.
Monik spoglądała na niego z szeroko otwartymi oczyma.
– Łazić po tych starych bunkrach? Wariaci... no nie wiem, czy to będzie możliwe. – Stary przewodnik marszczył czoło.
Kiwał głową.
– Panie Janie, bardzo prosimy – dołączyła Monik.
– Nie wiem, nie wiem... – zastanawiał się. – A duża ta premia? – zapytał chytrze.
Marc i Monik parsknęli śmiechem.
– No duża, duża – odpowiedział Marc.
– No, to może bym pomyślał...
Monik ujęła go przyjaźnie pod ramię. – Niech pan dobrze pomyśli, panie Janie.
– Posłuchajcie, ja to nie bardzo będę tam łaził. Za stary jestem. Ale mam zięcia, jest młodszy i on się trochę tymi historiami interesuje. Gdybyście tak jeszcze dla niego znaleźli trochę premii... –Zamilkł, spoglądając na Marca.
– Ależ znajdziemy – wyręczyła go Monik. – Jak możemy się z nim skontaktować?
Przewodnik zastanowił się. Wyjął z kieszeni wizytówkę. Podał ją kobiecie.
– Tu jest do niego telefon. Ale jego teraz nie ma. Będzie za tydzień. Jest u krewnych w Niemczech. W Bonn, wiecie gdzie?
– Wiemy – odpowiedzieli razem.
– Za tydzień, mówi pan – Marc zastanowił się – dopiero za tydzień... Dobrze panie Janie, zadzwonimy do niego za tydzień. Proszę mu o nas powiedzieć. Dobrze?
– Jasne – odpowiedział pewnie. Popatrzał na Marca błyszczącymi oczami – A co z tą premią?
Marc uśmiechnął się.
– Właśnie panie Janie. Co pan powie na piwko? Chyba dosyć już się nachodziliśmy, prawda? Zapraszam pana i omówimy tę premię. Zeszli na dolny dziedziniec. Urządzona tam była mała restauracja. Siedzieli jeszcze długo ze starym człowiekiem pamiętającym czasy, kiedy na zamku wisiały hitlerowskie flagi.

fot. skyscrapercity.com


sobota, 4 sierpnia 2012

Podziemne bazy wojskowe czy może gigantyczne schrony? Co znajduje się pod ziemią?

Na całym świecie rządy budują podziemne kompleksy wojskowe, tworzone są specjalne magazyny i schrony, w których umieszczana jest żywność, technologia, biblioteki. Czy trwają przygotowania do wielkiego kataklizmu? 


fot. Svalbard Global Seed Vault/Mari Tefre
Na dalekiej północy na wyspie Spitsbergen norweski rząd zbudował specjalny schron, w którym umieszczono 4,5 miliona nasion roślin jadalnych. Ta kosztująca 10 milionów dolarów inwestycja ma na celu przechowanie i zabezpieczenie w wiecznej zmarzlinie gatunków, które w razie nagłej i nieprzewidzianej katastrofy mogłyby pomóc odtworzyć populacje wielu pożytecznych roślin przyczyniając się tym samym do odbudowy cywilizacji. Czy na pewno podobna katastrofa byłaby zupełnie nieprzewidywalna? Interesujące jest to, jak wiele rządów na całym świecie tworzy bądź rozbudowuje ogromne, leżące głęboko pod ziemią kompleksy wojskowe.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Tajemnica miasta umarłych

Zgodnie ze starą, dobrą tradycją wielu z nas skorzysta z letniej pogody i uda się na zasłużony urlop. Z pewnością znajdą się osoby, które zamiast leżeć na plaży zdecydują się na nieco aktywniejszy wypoczynek i będą gotowi odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Może zatem będzie to doskonała okazja by spędzić ten czas w atmosferze spisków i tajemnic?

Całkiem niedawno opisana została wypełniona masońską symboliką droga krzyżowa w pobliżu Żywca (Golgota Beskidu i masońskie symbole), dziś czas na niechlubne pamiątki Dolnego Śląska.

czwartek, 29 grudnia 2011

Wejście do sztolni otwarte. Co znajduje się w środku?

Onet.pl poinformował dziś o otwarciu wejścia do pomieszczeń znajdujących się pod miastem Lubań w woj. dolnośląskim. Wczoraj ok. godziny 16.30 udało się wwiercić do tunelu pod Kamienną Górą. Naukowcy planują wkrótce wejść do środka i spenetrować tajemnicze sztolnie, które pozostawały niedostępne od czasu gdy pod koniec II Wojny Światowej wejście zostało wysadzone przez wycofujące się wojska niemieckie. Co kryją tajemnicze podziemia? Tego być może będziemy mieli szansę wkrótce się dowiedzieć, choć nie jest to takie pewne. Dlaczego? Otóż jeśli okaże się, że pod Lubaniem znajduje się coś niezwykle ważnego to można się spodziewać, że wieść o ewentualnym odkryciu zostanie zatuszowana. Zbyt cenne może być to co ukryto w Górnych Łużycach by ujawniać to zwykłym szarym obywatelom. 

Korzystając z okazji warto przytoczyć fragment powieści "Kod Władzy" traktujący o tych tajemnicach:

– Do dziś liczne sztolnie wydrążone w czasie wojny w Sudetach nie zostały odkopane. Wiele wskazuje na to, że ich zawartość może być bezcenna… Koniec wojny. Ciemność, zasłonięte okna domów. Wąskimi ulicami powoli pną się obładowane skrzyniami ciężarówki. Wyjeżdżają za miasto. Po kilku godzinach słychać serię wybuchów. Samochody wracają nad ranem tą samą drogą, już puste.Tajemniczy ładunek zostaje w jakiejś sztolni. Żołnierze wysadzają wejście do niej i maskują. Skarby znikają z powierzchni ziemi… 
Takie opowieści powtarzają się wielokrotnie. Przez wszystkie lata zapładniają wyobraźnię setek poszukiwaczy. – Niemal każde sudeckie miasteczko pielęgnuje swoją historię o niemieckim konwoju – uzupełnił wypowiedź żony Tom. – Ciągle żyją osoby pamiętające opowieści dawnych mieszkańców. Pod koniec II wojny światowej na obszarze Dolnego Śląska zgromadzono gigantyczne skarby III Rzeszy. Teoretycznie ten rejon był najbezpieczniejszy, gdyż znajdował się z dala od prowadzonych walk i był położony poza zasięgiem alianckiego lotnictwa. Był więc idealnym miejscem do czasowego przechowania dzieł sztuki, złota, najcenniejszych maszyn i prywatnych kolekcji. Niezliczone jaskinie i sztolnie okazały się być idealnymi skrytkami. Równocześnie budowano nowe podziemne obiekty – przy realizacji tych gigantycznych inwestycji pracowały w dzień i w nocy tysiące więźniów. Ogromne kompleksy powstały w Górach Sowich. Ukrywano je pod kodową nazwą „Riese”, czyli „Olbrzym”. Dwie największe zagadki Sudetów to: jak wielkie tak naprawdę są podziemia wydrążone w czasie wojny i czy, podobnie jak starsze sztolnie, kryją jeszcze jakieś cenne rzeczy?

powieść "Kod Władzy" można zakupić na stronie www.orwellsky.com

wtorek, 30 sierpnia 2011

Gdzie umarł Adolf Hitler?

Czy FBI nie mówi prawdy o prawdziwym miejscu śmierci Adolfa Hitlera informując opinię publiczną, że była to Argentyna? A może celowo wskazuje ten popularny dla migracji hitlerowców kraj, by odwrócić uwagę od prawdziwego miejsca pobytu nazistowskiego przywódcy?

Dla przypomnienia: niedawno świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie, długo po zakończeniu II Wojny Światowej. 30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. W konsekwencji z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta. Najważniejszym pasażerem mógł być Adolf Hitler, a kobietą jego żona Ewa Braun. Łódź podwodna rzeczywiście skierowała się w stroną Argentyny, tyle tylko, że nigdy do niej nie dotarła. Mogła dopłynąć do Antarktydy, gdzie w komfortowych, wcześniej przygotowanych warunkach, Adolf Hitler mógł dokonać żywota, lub żyć wiele lat otoczony swoimi wiernymi podwładnymi. Co ciekawsze, nikt mu w tym przez kilkadziesiąt lat nie przeszkadzał. Na czym oparty jest ten pogląd? 

Otóż 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził:

"Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera"

Podobną opinię wyraził w 1952 roku prezydent Dwight D. Eisenhower:

“Nie byliśmy w stanie dotrzeć do nawet skrawka namacalnych dowodów dotyczących śmierci Hitlera. Wielu ludzi wierzy w to, że Hitler uciekł z Berlina”

Nie było to jedyne stwierdzenie, które podważa obowiązujące do tej pory stanowisko dotyczące śmierci przywódcy III Rzeszy. Testy DNA przeprowadzone na udostępnionej przez Rosjan czaszce Adolfa Hitlera wykazały, że szczątki nie należą do przywódcy III Rzeszy. Naukowcy z University of Connecticut doszli do wniosku, że Rosjanie od 1945 roku przechowywali u siebie czaszkę kobiety, która w chwili śmierci miała około 40 lat. Kości są bardzo cienkie, kości męskie są grubsze. A szwy spajające czaszkę wyglądają jak u osoby w wieku poniżej 40. roku życia – skomentował badania archeolog Nick Bellantoni. Wódz III Rzeszy urodził się w 1889 roku. W roku 1945 miał więc 56 lat.

Ewa Braun
Badana czaszka raczej nie należy też do Ewy Braun, wieloletniej towarzyszki Hitlera i jego żony przez ostatnie kilkadziesiąt godzin życia. Co prawda w 1945 roku miała ona 33 lata, jednak otruła się, więc w jej czaszce nie powinno być dziury po kuli. Hitler przez lata przygotowywał podziemne budowle i gromadził zagarnięte z terenu całej Europy bogactwa. Od miesięcy wiedział jak zakończy się II Wojna Światowa. Czy dysponując największym militarnym systemem organizacyjnym postanowiłby strzelić sobie w łeb lub zostać pastuchem w Argentynie? Czy w stwierdzenia FBI mamy wierzyć podobnie jak przez dziesiątki lat w honorowe rozwiązanie? Komu zależy dzisiaj na lansowaniu takich faktów? 

Tajemnica związana z niemiecką wyprawą na Antarktydę podjętą w 1938 rok. Jej dowódcą był kapitan Ritsher. Obecnie wiadomo jedynie, że misja miała charakter militarny. Nie ujawniono jednak, co Niemcy robili w tym niedostępnym miejscu. Być może wiąże się to jakoś z rozkazem admirała Dönitza, który to miał wysłać pod sam koniec wojny do stacjonujących u wybrzeży Antarktydy okrętów podwodnych: "Zostać i kontynuować misję". Rozkaz przesłano otwartym tekstem, lecz nie wiadomo do dziś, o jaką misję chodziło. Co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, że ta tajemnicza misja nigdy nie została zakończona i trwa do chwili obecnej. 

Po drugie „baza”. Niezwykła, tajemnicza sprawa upowszechniania przez badaczy spiskowych teorii. Jest bezspornym faktem, że w 1947 roku wysłano w ten rejon ekspedycję marynarki wojennej USA. Dowodził nią admirał Byrd. Kiedy czyta się jego dziennik, ma się wrażenie, że jest to raczej powieść science-fiction. Z zapisków tych wynika, że Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, zaś próba zbliżenia się do nich kończyła się zawsze tak samo – okręty w niewytłumaczalny sposób znikały. To nie koniec, wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły. Nie udało się też nigdy nawiązać łączności z grupą żołnierzy wysłanych do zbadania fragmentu lądu, z którego miały startować tajemnicze obiekty latające. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Odebrano jedynie fragment meldunku o odkryciu dziwnych tuneli. Potem zaległa cisza. Podczas misji zaginęło około 100 żołnierzy, jednak ku zdziwieniu dowódcy misji, rząd USA nakazał mu przerwać zadanie i natychmiast opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych do tej pory pozostaje nieznany. 

Już w 1936 roku, a więc na trzy lata przed wybuchem wojny, Hitler wysłał do Ameryki Południowej ludzi z misją specjalną. Ich zadaniem było umocnienie i zorganizowanie miejscowych faszyzujących środowisk, by w przyszłości móc dysponować jak największymi wpływami. Było ich pięciu, byli oczywiście głęboko zakonspirowani, a dla celów misji wyposażono ich w spory kapitał, 20 milionów dolarów w złocie 

Osiem lat później postanowiono zebrać pierwsze plony i sięgnąć po pomoc południowoamerykańskich struktur. W sierpniu 1944 roku po naradzie w Strasburgu zapadła decyzja o rozpoczęciu operacji „Ziemia Ognista”, za którą odpowiedzialny był osobiście Reichsführer Heinrich Himmler. W ciągu zaledwie kilku tygodni oficerowie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy rozpoczęli załadunek na przygotowane łodzie. Były to dziesiątki zaplombowanych skrzyń, które umieszczono na statkach podwodnych. Umieszczony ładunek zaplombowano i dodatkowo zaminowano, na wypadek gdyby został przejęty przez nieprzyjaciela. 

Pracujący nad jej wyjaśnieniem historycy znają wiele szczegółów, nawet dokumenty. Wiadomo, kiedy nastąpił załadunek i, z dużym przybliżeniem, ile tego było. 2511 kilogramów złota, 87 kg platyny i 4638 karatów brylantów wniesiono na pokład statków podwodnych. Ostatnie wiadomości na ten temat pochodzą z listopada 1944 roku, lecz nie przyczyniają się do rozwiązania zagadki. Nie wiemy, co się stało z konwojem, ale majątek był rzeczywisty i ogromny. Nadal niejednego może skłonić do zainteresowania się tą historią. Dawni poszukiwacze tracili życie, uganiając się za legendarnymi skarbami. A w tym wypadku nie mówimy o mitach. Gdzie dotarł gigantyczny skarb Adolfa Hitlera? Pod strzechę jakiejś chałupy w Argentynie? 

San Carlos de Bariloche
Rzeczywiście Argentyna i cała Ameryka Południowa odegrały istotną rolę w ewakuacji najważniejszych oficjeli III Rzeszy, wbrew jednak temu co twierdzi argentyński dziennikarz Abel Basti, nie było to miejsce, w którym przebywał sam Hitler. Faktycznie, miejscowość San Carlos de Bariloche w Patagonii u podnóża Andów, 1.350 kilometrów na południowy wschód od Buenos Aires, miała szczególne znaczenie dla nazistowskich uciekinierów. Od początków XX wieku była zamieszkana głównie przez Niemców, pozwoliło to wielu osobom nie tylko utrzymać tam wpływy, ale przede wszystkim wmieszać się w lokalną społeczność. Okolica stanowiła także doskonałą przystań dla faktycznych działań daleko na południe. 

Shangri-La Hitlera znajdowało się na obszarze wewnątrz Ziemi Królowej Maud, w Nowej Szwabii. Teren ten jest jak na Antarktydę wyjątkowy, gdyż nie pokrywa go lód. Dzieje się to dzięki ciepłu, jakie daje aktywny w tamtej okolicy wulkan. Dzięki temu już w roku 1940 można było przygotować specjalną bazę, w której w razie niepowodzenia miał schronić się fuhrer wraz z najbardziej zaufanymi członkami SS. 

Nie działo się to zresztą bez wiedzy najważniejszych z państw alianckich, zarówno zwyciężeni jak i zwycięzcy II Wojny Światowej starannie kryją swoje tajemnice. Zwłaszcza te kompromisowe pakty, które negocjowano pod koniec wojny. Wówczas strony wiedziały już kiedy nastąpi koniec i jak on będzie wyglądał. Niemcy sprzedawali swoją skórę, a Alianci ukrywali, co otrzymywali w zamian za spokojne dożycie końca swych dni przez ich niedawnych wrogów. Podobnie jak szwajcarskie żydowskie konta, droga do zrabowanych skarbów i najlepszych technologii otwarła się niczym bajkowy Sezam. 

Jest bezspornym faktem, że naziści wybudowali w krótkim czasie mnóstwo podziemnych obiektów. Do tej pory wiele fragmentów słynnego kompleksu Riese, który powstał na Dolnym Śląsku pozostaje niezbadanych, wiele korytarzy pozostaje zasypanych zaś wejścia do nich zdają się być niedostępne. Co jednak najważniejsze, mimo świadomości ich istnienia oraz wiedzy na temat ich lokalizacji, do dziś niektórych nie odkryto. 

Dlaczego do dziś do nich nie dotarto? Czy odnalezienie podziemnych kompleksów w Polsce podobnie jak tajemniczej bazy na Antarktydzie, miejsca śmierci Adolfa Hitlera, jest niemożliwe? Czy sytuacja jest analogicznie do ukrywanej do dziś zasobności rzeczy znalezionych na zamku w Wewelsburgu w Niemczech

Posłużmy się prostym, przekonywującym przykładem wskazującym jak chroni się tajemnice. 

Praktycznie w tym samym czasie, gdy wysyłano pierwszy transport, w Kolonii rozpoczęto formowanie „Konwoju Führera”. Miał się składać z 35 nieuzbrojonych łodzi podwodnych. Miały one unikać wszelkiego kontaktu z nieprzyjacielem. Załogi skompletowano według pewnego klucza. Marynarze, których wybierano, mieli być stanu wolnego, wybierano przede wszystkim ludzi nie mających żadnych bliskich, z którymi chcieliby utrzymywać kontakty. Na pokładzie mieli się też znaleźć inni pasażerowie. Co najmniej jednej z łodzi nie udało się przedrzeć przez cieśniny duńskie. Jej dowódca Heinz Scheffer milczał. Wydał wprawdzie swoje wspomnienia, ale w tej sprawie dochował tajemnicy. Gdyby miał coś zdradzić, zrobiłby to pewnie podczas przesłuchań. Ale i tak, nie do końca zresztą z własnej woli, pojawił się na scenie w kontekście dawnych wydarzeń.

W latach 80. Jego współtowarzysz kapitan Wilhelm Berhardt brał udział w programach telewizyjnych na temat tajemnic II Wojny Światowej. W ręce zachodnioniemieckiej policji wpadł wysłany przez Scheffera do Berhardta list, w którym były dowódca czynił wyrzuty i przestrzegał przed ujawnianiem tajemnic. Pisał, że lepiej aby wszystko spoczywało na dnie Bałtyku. Sugerował, że ta wiedza nadal mogłaby komuś zaszkodzić. Komu? Czy ludziom, którzy wiedzieli gdzie był wówczas Adolf Hitler?


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf