Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2015

Kanada: Wolność oddana w zamian za bezpieczeństwo

Niższa izba kanadyjskiego parlamentu przegłosowała ustawę na mocy której służby wywiadowcze będą w stanie w znacznie większym zakresie śledzić poczynania swoich obywateli.



W dniu wczorajszym kanadyjska Izba Gmin (House of Commons) przegłosowała ustawę znacznie poszerzającą zakres kompetencji tamtejszego wywiadu. Na mocy specjalnej ustawy antyterrorystycznej kanadyjskie służby będą mogły działać poza granicami kraju, dokonywać prewencyjnych aresztowań a także karać za promocję terroryzmu. Jak przyznał minister obrony Jason Kenney: "istnieje wysokie ryzyko ataku dżihadystów z wewnątrz kraju, nigdy do tej pory nie byliśmy tak bardzo zagrożeni atakiem terrorystycznym".

Ustawa C-51 wywołała duże niezadowolenie wśród kanadyjskich obywateli, którzy uważają, że została ona przeprowadzona za szybko i bez odpowiednich konsultacji, ponadto znacząco obniży ono stopień wolności słowa i będzie naruszać sferę prywatną w kraju. Kanadyjczycy zainicjowali akcję #StopC51, zapowiadają też, że jeśli ustawa zostanie zatwierdzona przez Senat, stanie się ona kluczowym czynnikiem wpływającym na przyszłe wybory parlamentarne. Przedstawiciele protestującychpodkreslają, że sama ustawa jest "najeżona mętnymi terminami , które sprawiają, że rząd będzie w stanie definiować praktycznie wszystko co się mu sprzeciwia jako szkodliwe dla Kanady i jej narodowych interesów".

Wprowadzenie ustawy C-51 ma swoje korzenie w ataku jaki w październiku 2014 roku dokonano w Ottawie kiedy to uzbrojony zamachowiec (inspirujący się rzekomo działalnością państwa islamskiego) zastrzelił
żołnierza przed National War Memorial a następnie zaatakował pobliskie budynki parlamentu. Dwa dni wcześniej inny zamachowiec w Quebecu zaatakował dwóch żółnierzy siedzących w zaparkowanym samochodzie, jednego z nich zastrzelił a drugiego ranił.




środa, 24 września 2014

Wojny informacyjne: W razie wojny lub rebelii Rosja odetnie internet

Wybuch wojny lub niepokojów społecznych to niezwykle istotny dla wszelkiej propagandy moment - władze muszą wówczas przekonać opinię publiczną za granicą, że na ich terytorium sprawy mają się dobrze. Jak tego dokonać? Wystarczy odciąć obywatelom internet.

fot. http://shootingfromthelip.wordpress.com

Właśnie taką strategię zastosują najpewniej rosyjskie władze w sytuacji gdy napięta sytuacja w kraju wydostanie się spod kontroli i dojdzie do eskalacji przemocy. Nauczeni przykładami z Arabskiej Wiosny a ostatnio również w Ukrainy Rosjanie rozważają w tej chwili na poziomie komisji bezpieczeństwa scenariusz, w którym internet zostanie odcięty.

Pytanie jednak, kto odetnie kogo, gdyż w tej chwili duża ilość stron w Rosji umieszczonych jest na zagranicznych serwerach. Zdaniem ministra komunikacji, Mikołaja Nikoforowa "Rosja w ostatniem czasie stanęła w obliczu jednostronnych sankcji. W takich warunkach pracujemy nad scenariuszami, według których nasi partnerzy zdecydują się na odcięcie nas od internetu".

Prace komisji zakładają w takiej sytuacji przygotowanie scenariusza, w którym ustanowiona zostanie kontrola państwowa nad ruchem w internecie, analogiczna do tej jaka miała miejsce w 2011 roku w Egipcie kiedy to władze zablokowały dostęp przede wszystkim do serwisów społecznościowych z Twitterem i Facebookiem na czele.




środa, 17 września 2014

Niemiecki minister: Google powinno ujawnić swój algorytm

Globalny koncern Google powinien stać się bardziej transparentny i ujawnić algorytm jakiego używa do tworzenia rankingu stron - powiedział w wywiadzie dla "Financial Times" niemiecki minister sprawiedliwości.
Heiko Maas /fot. Wikipedia

Zdaniem niemieckiego polityka Heiko Maasa Google powinno stać się bardziej przejrzyste dla użytkowników i doprowadzić do "uwolnienia" algorytmu na jakim oparta jest wyszukiwarka internetowego giganta. Zabrał on też głos w opisywanej niedawno na blogu "Kod Władzy" sprawie potencjalnego podziału Google jako firmy za dużej i tym samym ograniczającej konkurencję na rynku (przypomnijmy, że w Niemczech powstaje właśnie ustawa, która może mieć właśnie takie konsekwencje).

Maas stwierdził:

Takie rozwiązanie zawsze będzie ostatecznością. Mamy w tej chwili kilka prób podjętych w tej sprawie na poziomie zarówno państw jak i europejskim, wkrótce możemy się również spodziewać rozwiązań drogą sądową. Powiedziałbym raczej, że póki co nie osiągnęliśmy momentu, w którym musimy zacząć rozmawiać o podziale. Znacznie więcej sensu miałoby, również z punktu widzenia konkurencyjności i europejskiego rynku IT, jeśli udałoby się osiągnąć rozsądne porozumienie.

Czy owym "rozsądnym porozumieniem" miałoby być ujawnienie przez Google swojej największej tajemnicy? Zapewne gigant będzie się przed tym bronić jak tylko może, gdyż to właśnie fakt, że informacje o rankingach pozostają w sekrecie sprawia, że w wyszukiwarce pojawia się niewiele różnej maści SPAMu, który z pewnością by wrócił jeśli nagle każdy wiedziałby jak dostosować swoja stronę do oczekiwań wyszukiwarki. Cała sprawa może mieć też drugie dno i być kolejnym już ciosem zadawanym przez niemieckie władze firmom, które współpracowały z NSA, a których udział w procederze podsłuchiwania ujawnił Edward Snowden. 
 


źródło: Financial Times

środa, 2 kwietnia 2014

Neutralność sieci jest zagrożona!

Jak podaje Dziennik Internautów 3 kwietnia w Parlamencie Europejskim dojść ma do ważnego głosowania, podczas którego mogą ważyć się losy internetu jaki znamy dzisiaj.

ColinBroug/sxc.hu

Według DI Parlament Europejski pracuje obecnie nad nowymi przepisami telekomunikacyjnymi, który ma na celu stworzenie jednolitego dla całej UE rynku łączności elektronicznej. Przy okazji tej ustawy mówi się przede wszystkim o regulacjach dotyczących roamingu i korzystnych dla użytkowników rozwiązań związanych ze znacznym obniżeniem opłat za korzystanie z telefonów komórkowych poza granicami kraju. Równocześnie jednak przy okazji tej ustawy mogą zostać wprowadzone regulacje dotyczące internetu, które uznać można nawet za zamach na jego neutralność.


Usługi specjalistyczne

Chodzi o zapisy dotyczące tzw. usług specjalistycznych, które mają dostęp tylko do wybranych treści, usług lub ich dowolnej kombinacji. Marcin Maj z DI twierdzi, że tego typu rozwiązanie, w przypadku zastosowania zbyt szerokiej definicji, sprawi, że operatorzy zaczną oferować dostęp do internetu z wyłączonym dostępem do niektórych usług (np. sieci P2P, telewizja online). Do tego wykup do tych usług może być uzależniony od biznesowych ustaleń między danym serwisem a dostawcą internetu. W ten sposób bogatsze firmy mogłyby zawierać porozumienie, na mocy którego w jego ofercie możliwy będzie dostęp tylko do jego serwisów (na przykład Google mógłby uniemożliwić korzystanie z innych wyszukiwarek, albo utrudnić dostęp do konkurencyjnych wobec YouTube serwisów oferujących filmy online) co w efekcie może zupełnie zabić powstające dopiero startupy. Tego typu ustalenia mogłyby stać się zabójcze dla wspomnianej neutralności sieci, która do tej pory umożliwiała równy dostęp do wszystkich usług a decyzja o ich wyborze należała do internauty.

Co można zrobić? Jesienią są wybory do Europarlamentu. To doskonały moment by zwrócić uwagę na ten problem obecnych europosłów. Co więcej istnieje szansa, że odpowiedni lobbing w mediach pokazujący, że istnieje również ciemna strona ustawy o rynku łączności elektronicznej sprawi, że politycy przyjrzą się sprawie znacznie dokładnie.


 
 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

PILNE: Unia Europejska wydaje miliony na cenzurowanie mediów

Komisja Europejska twierdzi, że chce być "kompasem moralnym" wobec uchybień wolności prasy oraz poszukiwania nowych krajowych i ogólnoeuropejskich regulacji dla zawodu dziennikarza. Czy jednak działania Unii Europejskiej są tak dalece uniwersalne i transparentne? Ostatnie doniesienia budzą w tym zakresie spore wątpliwości...

fot. chpyouth.files.wordpress.com
Unia Europejska w ostatnim czasie wydała 2,3 miliona funtów na realizację specjalnego projektu "Mediadem", którego celem jest "odzyskanie dostępu do darmowych i niezależnych mediów". Jedną z osób, która odkryła kulisy tych działań jest brytyjski badacz Crauford Smith, który podkreśla, że "sprawa Mediadem pokazuje, jak wielki jest wpływ Unii Europejskiej na wolność mediów w poszczególnych państwach". 

Projekt "Mediadem" zawiera liczne rekomendacje dla krajów członkowskich Unii Europejskiej. Ostatnio opublikowana rekomendacja dla Polski zawiera żądanie "nałożenia większych sankcji na dziennikarzy poza przeprosinami i sprostowaniem" oraz "koordynacji zawodu dziennikarskiego na poziomie europejskim". Co więcej, zalecenia dla innych państw wskazują, aby prasa była kontrolowana przez ten sam zarząd i na tej samej zasadzie jak ma to miejsce w przypadku radia czy telewizji. 

"Mediadem" jest tylko jednym z co najmniej pięciu wspólnych i skoordynowanych inicjatyw realizowanych przez Brukselę, których celem jest zwiększanie uprawnień nad mediami (inny projekt to chociażby tzw. MediaAcT). Wszystkie projekty i inicjatywy legislacyjne w tym obszarze prowadzone są przez Neelie Kroes, wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej. 

Pieniądze UE na te projekty nie widnieją na oficjalnych i publikowanych rachunkach, ale mają najczęściej charakter darowizn. Ich wartość co jakiś czas potwierdzają wykładowcy uniwersyteccy, którzy pośrednio są angażowani w projekty przy udziale Komisji Europejskiej. 

Czy Waszym zdaniem Unia Europejska przekracza swoje kompetencje? I czy nie powinna szerzej informować nas o swoich działaniach?


Źródła: whatreallyhappened/stratrisks/truth24

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/04/pilne-unia-europejska-wydaje-miliony-na.html

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rok po ACTA: wolność Internetu nadal zagrożona!

Rok temu, użytkownicy Internetu niezależnie od wieku, narodowości czy preferencji politycznych uczestniczyli w największym w historii proteście przeciwko dokumentom ACTA, SOPA oraz PIPA. Ceną wolności jest jednak "wieczna czujność" i nieustająca walka o wolność w sieci. 

fot. mashable.com
Poniżej prezentuję trzy największe i aktualne zagrożenia dla wolności Internetu.

Czerwone światło dla "Trans Pacific Partnership" 

Trans Pacific Partnership (lepiej znane jako TPP) to najnowsza wielostronna umowa międzynarodowa służąca realizacji i zabezpieczeniu przepisów prawa autorskiego. Stany Zjednoczone tym aktem wymuszają swoje sankcje na obywatelach innych krajów. Niestety traktat jest negocjowany w całkowitej tajemnicy i bez kontroli demokratycznej, więc nawet nie wiemy dokładnie jakie kraje zostały zaproszone do debaty wokół jego kształtu. 

Reforma systemu patentowego 

W ostatnim czasie system patentowy okazał się jednym z największych zagrożeń dla innowacyjności w sieci. Wiele firm technologicznych zostało zamkniętych wskutek wielomiliardowych wojen patentowych, nie robiąc tym samym nic dla konsumentów. Tylko w zeszłym roku, giganci Google oraz Apple wydali więcej na prawników niż na badania i rozwój. 

Niebezpieczny nadzór internetowy

Krążą pogłoski, że administracja Baracka Obamy zaproponuje rządom światowym dalekosiężne nowe prawo dla nadzoru internetowego. Jego meritum ma być zmuszenie firm telekomunikacyjnych do budowy "przyjaznego podsłuchu" w ramach wszystkich swoich technologii. Biały Dom i FBI oficjalnie nie potwierdzają takiego stanowiska, jednak jeden z raportów FBI wyraźnie stwierdza, że amerykańskie władze chcą wymusić na portalach internetowych, takich jak Google, Facebook i Twitter, budowę narzędzi internetowego nadzoru rządowego. 

Czy Waszym zdaniem mamy już powody do obaw? Czy czas podjąć bardziej konkretne działania dla ochrony wolności Internetu?

środa, 19 grudnia 2012

Internet w Europie dla nielicznych? Wzrost cen najpewniej nieunikniony

Komisja Europejska zaproponowała aby operatorzy, którzy udostępniają szerokopasmową sieć mogli naliczać wyższe stawki. Wszystko po to, aby rzekomo zwiększyć prywatne inwestycje w szerokopasmowy Internet. 

fot. arstechnica.net
Zaproponowany pomysł stanowi nowy priorytet w zakresie agendy cyfrowej. Jego celem jest zwiększenie prywatnych inwestycji w Internet szerokopasmowy. Aby tak się stało, zasiedziali operatorzy mogą zwiększyć naliczane stawki operatorom hurtowym za dostęp do ich sieci. Wszystko po to, aby wyższe stawki umożliwiły operatorom hurtowym modernizację sieci. 

Stawki te powinny utrzymać się na poziomie 8-10 euro na jednego klienta w latach 2013-2020. W krajach, w których stawka ta obecnie jest niższa (np. Słowacja – 4 euro), może to oznaczać wzrost cen za Internet, który zostanie przerzucony na użytkowników. Z kolei tam gdzie stawka obecnie jest wyższa, opłaty powinny zmaleć (np. Irlandia – 12 euro). 

Jak zapewnia komisarz UE ds. agendy cyfrowej Neelie Kroes, Unia Europejska dąży do długookresowej stabilności cen, ale w pewnych krajach ceny te mogą wzrosnąć. To dlatego, że Unia Europejska musi inwestować w lepszą sieć, a wzrost cen na wolnym rynku nie jest złym zjawiskiem. Ponadto Kroes dodaje, że zaproponowane przez UE rozwiązanie umożliwi konsumentom korzystanie z lepszej w sieci w dobrej cenie. Co więcej, ceny mają nie wzrastać automatycznie, zapewniona zostanie także ochrona operatorów alternatywnych. 

Rekomendacje Komisji Europejskiej w sprawie hurtowych opłat za dostęp do sieci mają być gotowe w lutym, obecnie trwają konsultacje projektu. Jednak już teraz z przedstawionego pomysłu niezadowoleni są niezależni operatorzy, którzy będą zmuszeni do uiszczania wyższych opłat operatorom zasiedziałym. Według nich wyższe stawki wcale nie gwarantują inwestycji i modernizacji, a mogą prowadzić do remonopolizacji rynku.

Czy Waszym zdaniem korzystanie z Internetu ze względu na koszta będzie z czasem zastrzeżone dla coraz to mniejszej grupy osób?

Zachęcam do zapoznania się z filmem, który mówi o planach opodatkowania Internetu także przez ONZ. 


Źródła: europa/cnet/forbes

wtorek, 11 grudnia 2012

Najpopularniejszy portal społecznościowy czekają kontrowersyjne zmiany

Właśnie zakończyło się głosowanie użytkowników Facebooka dotyczące zmian zasad funkcjonowania portalu. I choć zdecydowana większość głosujących była przeciwna proponowanym zmianom, to ich głos jest nieważny ze względu na zbyt niską frekwencję (!). 

fot. sfgate.com
Głosowanie w sprawie zmian trwało od 3 do 10 grudnia. Użytkownicy Facebooka mogli wyrazić w nim swoje zdanie w sprawie zmian w funkcjonowaniu serwisu. Jednak aby wynik głosowania był wiążący, musiało w nim wziąć udział minimum 30% użytkowników, czyli blisko 300 mln osób. 

Niestety w głosowaniu udział wzięło jedynie 668 tys. użytkowników, a więc zaledwie 0,07% wszystkich facebookowiczów. I choć 88% z nich chciało pozostać przy obecnych zasadach serwisu, ich głos jest nieważny ze względu na frekwencję. W praktyce oznacza to, że od tej pory to kierownictwo portalu będzie decydowało o wprowadzanych zmianach, a nie użytkownicy. 

Należy przygotować się na zmiany dotyczące zasad korzystania z serwisu oraz zbierania danych o użytkownikach. Pojawi się możliwość udostępniania dokumentów użytkowników zewnętrznym podmiotom, zlikwidowany zostanie także mechanizm głosowania użytkowników w sprawie zmian w serwisie. Facebook określił również, jakie informacje mogą być wykorzystywane do targetowania reklam. Serwis może użyć każdego szczegółu, który zostanie umieszczony na Facbeooku, czyli zainteresowania, płeć, "lubiane strony" i poglądy polityczne. 

Jak zapewnia Facebook, użytkownicy o wszelkich zmianach będą informowani z wyprzedzeniem, będą mieli również możliwość przedstawienia własnych opinii, które mogą być wzięte pod uwagę podczas wprowadzania zmian.

Czy Waszym zdaniem "niedemokratyczna" przyszłość serwisu będzie dla niego najlepsza?



środa, 5 grudnia 2012

Internetowy szczyt w Dubaju trwa. Jakie mogą być jego konsekwencje?

Właśnie rozpoczął się internetowy szczyt w Dubaju. Hamadoun Toure, sekretarz generalny Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) uspokaja, że celem szczytu nie jest przejęcie nowych uprawnień związanych z Internetem, lecz podłączenie do sieci 4,5 mld nowych użytkowników. 

fot. techhive.com
Toure dodał, że podczas organizowanej konferencji, nie będą poruszane tematy związane z regulacja oraz zarządzaniem Internetem. Uczestnicy upewnią się za to, że miliardom ludzi będzie można umożliwić dostęp do telefonii komórkowej oraz Internetu. 

Jednak już przed konferencją głośno było o postulatach takich państw jak Chiny czy Rosja. Ich władze chcą by krajowe rządy dostały większe uprawnienia w zakresie zarządzania Internetem i nadzorowania treści, a także ustalania tożsamości użytkowników. Te żądania naruszają jednak wolność słowa oraz prawa człowieka. 

Organizatorzy konferencji podkreślają jednak, że podczas szczytu nie zostaną uchwalone żadne drastyczne zmiany. Także rosyjski „The Moscow Times” nie przewiduje szczególnych zmian, mimo postulatów wysuwanych przez władze rosyjskie. Jedną z propozycji jest za to przekazanie ITU kompetencji w zakresie nadawania nazw domen, ponieważ obecnie zajmuje się tym amerykańska prywatna organizacja ICANN. 

Zapewnienia sekretarza generalnego ITU nie przekonują jednak zarządu Google. Vinton Cerf, wiceprezes Google, nie odbiera zasług ITU w uregulowaniu komunikacji radiowej oraz telefonicznej. Uważa on jednak, że organizacja nie może podejmować decyzji dotyczących przyszłości Internetu, ze względu na fakt, że na podejmowane decyzje wpływają także głosy przedstawicieli rządów państw, które nie popierają wolności w sieci i dążą do jej ograniczenia. 

Obradujący członkowie mają czas do 14 grudnia na podjęcie decyzji. Jeśli w tym czasie umowa zostanie uchwalona, będzie ona wiążąca dla wszystkich państw członkowskich, choć najpierw wymagać będzie ratyfikacji przez poszczególne parlamenty krajowe. Dokument ma zostać przyjęty na zasadzie konsensusu wszystkich członków. Dopiero gdy nie uda im się osiągnąć porozumienia, może dojść do głosowania, podczas którego każde państwo ma tylko jeden głos.

Czy Waszym zdaniem potrzebna jest tak daleko idąca regulacja Internetu?



środa, 28 listopada 2012

Odmówiła noszenia czipa i... wygrała!

Uczennica technikum w Teksasie odmówiła noszenia czipa, którego celem była lokalizacja uczniów na terenie szkoły. Jej sprzeciw o mało co nie spowodował wyrzucenia jej ze szkoły. Jednakże z pomocą dziewczynie przybyły organizacje broniące wolności obywatelskich. Dzięki temu sąd zabronił wyrzucenia jej ze szkoły. 

fot. i.wp.pl
Andrea Hernandez jest uczennicą drugiej klasy teksańskiego technikum John Jay High School's Science and Engineering Academy. Szkoła ta przystąpiła do programu „Projekt Lokalizacji Uczniów”, w ramach którego uczniowie są lokalizowani poprzez noszony identyfikatorów z czipem. Jeśli system zlokalizuje ucznia na terenie szkoły, placówka ta za jego frekwencję otrzyma pieniądze. Program ten rozpoczął się w 2012 roku i objął 112 szkół. 

Od samego początku projekt ten wywoływał liczne protesty. Swój sprzeciw wyraziła także Andrea Hernandez, która odmówiła noszenia czipa ze względów religijnych. Swoją decyzję argumentowała opisem z księgi Objawienia św. Jana z Ewangelii, w którym bestia apokaliptyczna sprawia, że wszyscy otrzymują znamię na prawą rękę lub czoło. Ona nie chciała zostać naznaczona przez bestię. 

Za odmowę noszenia czepia uczennica została zawieszona w prawach ucznia, groziło jej także wyrzucenie ze szkoły. Jednak w obronie dziewczyny stanęły organizacje pozarządowe, które skierowały sprawę na drogę sądową. Według obrońców wolności obywatelskich, naruszone zostało prawo do wolności słowa gwarantowane przez konstytucję oraz prawo do wolności wyznania. 

Sąd nakazał przywrócić Hernandez w prawach ucznia. Tym razem jej wolność została ocalona. Nie zmienia to jednak faktu, że władze stale dążą do zwiększania kontroli oraz monitorowania społeczeństwa, tym samym tworząc uległych obywateli. A to prowadzi do życia pod nadzorem państwa, bez jakiejkolwiek prywatności.

Czy Waszym zdaniem państwo w swojej protekcji względem obywateli powinno posuwać się aż tak daleko?



czwartek, 26 lipca 2012

Rosja wprowadza kontrolę sieci

fot. Geims/sxc.hu
Skandale związane z ratyfikacją porozumienia ACTA, a także ciągłe nieustające doniesienia o kolejnych próbach wprowadzenia kontroli w Internecie w Europie i USA bardzo często docierają do nas za pośrednictwem rosyjskiej telewizji RT, która rzecz jasna finansowana jest przez rząd Federacji Rosyjskiej. Dzięki niej Rosja kreuje się na rzecznika i obrońcę wolności wypowiedzi. 

Podczas światowego szczytu ekonomicznego w Davos w 2011 roku ówczesny prezydent FR, Dymitr Miedwiediew zadeklarował, że:

sobota, 2 lipca 2011

Zaobrączkowana ludzkość

Ludzkość zbliża się do etapu kiedy dosłownie każdy element ich życia będzie pod kontrolą osób trzecich. 




Uciekinier ledwo łapie oddech, wbiega w wąską, cuchnącą uliczkę. Na jej końcu widzi stare metalowe drzwi. Pcha z całej siły, aż zardzewiała kłódka w końcu puszcza. Jest w starym magazynie, gdzie w końcu ma wrażenie, że jest bezpieczny. Udało mu się zgubić pościg i ma czas, by złapać oddech i zebrać myśli. Czuje swędzenie na lewym przedramieniu. Sięga po leżący obok kawałek szkła, zaciska zęby i zaczyna ciąć skórę. Po chwili wyciąga z ciała niewielki przedmiot wielkości ziarenka ryżu. Rzuca nim o ziemię i przydeptuje. W tym samym momencie przez zabrudzone ściany uderza go oślepiający blask z reflektorów. Do budynku wbiegają „ONI” To już koniec.

Podobna scena wyglądać może jak żywcem wyjęta z filmów lub książek science-fiction, jednak rzeczywistość doścignęła wyobraźnię pisarzy. Ludzkości co prawda nie udało się jeszcze wyruszyć do odległych galaktyk, ani zasiedlić dna oceanów. Udało nam się jednak stworzyć system globalnej komunikacji, a przy tym potężny system inwigilacji i kontroli.

Uśmiechnięci ludzie reprezentując rządy lub znaczące firmy przekonują, jakim dobrodziejstwem jest wszczepienie sobie pod skórę niewielkiego czipa, który sprawi, że zawsze będzie można odczytać grupę krwi, poziom cukru oraz wszystkie dane medyczne konkretnej osoby. Takie czipy mogą niesamowicie uprościć życie także w bardziej prozaicznych aspektach. Niepotrzebne staną się klucze do drzwi, karty kredytowe z kodem PIN, w końcu dowody osobiste. Wszystko to dzięki technologii RFID (Radio-frequency identification) - systemowi kontroli opierającemu się na wykorzystaniu fal radiowych, za pomocą których możliwy jest odczyt i zapis danych.

Dobrodziejstwo tego niewinnego z pozoru rozwiązania zakwitnie w pełni już za rok. Tak zapowiadają swój pomysł organizatorzy igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012, gdzie, dzięki zastosowaniu technologii RFID, wejście na imprezy będzie możliwe w niezwykle prosty sposób: za pośrednictwem potwierdzeń otrzymywanych bezpośrednio na telefony komórkowe. Dzięki nim możliwe będą również rozliczenia bezgotówkowe za świadczone usługi czy zakupione produkty.

Kolejny, już tylko mały krok, to masowe wprowadzenie czipów pod skórę. Nad takim rozwiązaniem trwają obecnie intensywne badania. Do tej pory o wiele prostsze w swojej budowie i zakresie możliwości czipy były od lat masowo wszczepiane zwierzętom. Oczywiście dla racjonalnej ochrony. Dzięki nim łatwo odnaleźć zagubionego pupila czy utrudnić jego kradzież. Prawda jest jednak taka, że zwierzęta służą jedynie dla przetestowania zastosowań czipów do kontroli ludzi i ich zachowań.

Rosnąca kontrola wszystkich możliwych sfer życia obywateli postępuje nie tylko w Europie czy Ameryce. Singapur od lat przedstawiany jest jako kraj, w którym w parze z imponującym wzrostem gospodarczym idzie również silny wpływ na społeczeństwo. To właśnie Singapur jest pierwszym państwem na świecie, w którym wprowadzono system monitorowania psów za pomocą czipów wszczepianych pod skórę zwierząt. Kilka lat temu przyjęto również prawo pozornie nie mające niczego wspólnego z kontrolowaniem obywateli. Wprowadzono specjalny system podatkowy, który opodatkowuje obywateli Singapuru na 100 dolarów za każde rozpoczęte 24 godziny w kasynie. Docelowo podatek ów miał nie tyle poprawić finanse państwa, co przede wszystkim przeciwdziałać uzależnieniom od hazardu i uniemożliwić dostęp do kasyn dla nieletnich. Jak rozwiązano problem monitorowania tego, kto i jak długo przebywa w kasynie? Po prostu, w Singapurze od kilku lat zgromadzone są bazy danych zawierające odciski palców wszystkich obywateli. Aby nie tracić czasu i nie tworzyć niepotrzebnych kolejek przy wejściu do kasyn, znajdują się tam specjalne bramki umożliwiające identyfikację odwiedzających. Na tym zresztą nie koniec, gdyż w salach porozstawiane są również nowoczesne kamery, które automatycznie rozpoznają kształty i umożliwiają identyfikację twarzy.

Całkiem niedawno jednak Rubikon został przekroczony. Czipy zastosowano wobec ludzi. Dwóm pracownikom firmy „Citywatchers” zostały wszczepione pierwsze prototypy oparte na technologii RFID. Jako powód podane zostały względy bezpieczeństwa. Dzięki czipom niepotrzebna stała się identyfikacja za pomocą hasła czy odcisków palców, wystarczy podejść do skanera.

Firma ta przez wiele lat zajmowała się realizowaniem kontraktów rządowych na monitorowanie ulic, a teraz jako pierwsza wprowadza podobne rozwiązania związane z czipami. Zdobyte doświadczenie z pewnością wcześniej czy później zaprocentuje, zwłaszcza, że istnieje wyraźny popyt ze strony instytucji publicznych. Czy monitorowanie ulic nie wiąże się z zakładaniem sieci przekaźników koniecznych do kontrolowania wszczepionych nadajników?

W chwili obecnej Stany Zjednoczone wymusiły na innych krajach zmianę paszportów na rzekomo bardziej bezpieczne - biometryczne. Czy od tego czasu społeczeństwa zaczęły czuć się bezpieczniej? Czy zagrożenie atakami terrorystycznymi zmalało? Wręcz przeciwnie, atmosfera strachu jeszcze się pogłębiła, a nakręcają ją obecnie zapowiadane akty zemsty po zabiciu Osamy bin Ladena. Stanowią one znakomity straszak, otwierający bramę do dawno zaprogramowanych działań. Paradoksalnie, zapowiadane lekarstwo to nic innego, jak faktyczne podłączenie do urządzeń monitorujących.

Jakie są kolejne kroki? Władze niemieckie od 2010 roku wprowadziły dowody osobiste dla swoich obywateli zawierające czipy RFID, ponieważ zaś trendy z reguły wyznaczają najwięksi i najbogatsi, możemy się spodziewać, że już wkrótce podobne rozwiązania zostaną wprowadzone w kolejnych krajach.

Nie dziwią już czipy w banknotach. Dzięki nim nie tylko widać obrót gotówką, ale jakże łatwo bez wysiłku wetknąć obserwowanemu obiektowi malutkiego detektywa. Żeby było jeszcze mniej optymistycznie, scena, która została opisana na samym początku nie będzie możliwa z prostego względu. Czipy, które umieszczane są w ciałach ludzi są o wiele trudniejsze do usunięcia. Do tego operacja sprawia ogromny ból.

Inwigilowany obiekt będzie skazany na to, by pozostawić go w swoim ciele albo szukać metody zagłuszenia nadajnika, co również ma nie być takie proste. Jedyną nadzieją pozostaje fakt, że póki co, przynajmniej według oficjalnych oświadczeń, czipy RFID mają niewielki zasięg, a czas ich działania nie przekracza 10-15 lat. Nie emitują one wystarczająco silnych sygnałów, by sprawić, że daną osobę można by było śledzić bez przerwy, przez całą dobę. Jednak te oświadczenia przypominają opowieści dla naiwnych.

Jednak nawet jeśli technologia nie nadąża za aspiracjami polityków, zawsze będzie można połączyć ze sobą do tej pory odrębne technologie. Wspomniane niemieckie karty identyfikacyjne mają w przyszłości mieć możliwość łączenia się z telefonami komórkowymi wyposażonymi w podobną technologię. Dziwnym trafem podobne rozwiązania już ponad 4 lata temu zaproponował Samsung, wkrótce można więc liczyć na szybki postęp w rozwoju RFID.

Już za niedługo standardem będzie wszczepianie nadajnika GPS, który sprawi, że na pewno się nie zgubimy. Choćbyśmy nawet tego chcieli. Powoli i konsekwentnie rezygnować będziemy z kolejnych aspektów naszej swobody z obawy przed tym, by nie zrobić sobie krzywdy, by być bezpiecznymi.

Co nam pozostanie? Niewiele, ponieważ dzisiaj czipy są wciąż bardzo drogimi „zabawkami”, które, nie ukrywajmy tego, robią dużo dobrego. Podobnie jednak jak wiele innych wynalazków, gdy dostaną się w niepowołane ręce, mogą stać się zalążkiem wielkiej tragedii. W pewnym momencie może pojawić się stary dylemat: co ważniejsze - wolność czy bezpieczeństwo? Wówczas na myśl przychodzą słowa, które wypowiedział już ponad 200 lat temu Benjamin Franklin: 

Ludzie,którzy dla tymczasowego bezpieczeństwa rezygnują z podstawowej wolności, nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność.

Zobacz także:



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf