Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmos. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lipca 2021

Niemcy powołują kosmiczne siły zbrojne. Czym będzie się zajmowało "Weltraumkommando"?

Siły zbrojne Republiki Federalnej Niemiec ogłosiły powołanie nowego typu dowództwa mającego koncentrować się na przestrzeni kosmicznej. 

Minister obrony Kramp-Karrenbauer utworzył „dowództwo kosmiczne” Bundeswehry. Twierdzi on, że w ciągu ostatnich kilku lat w poszczególnych krajach zaobserwowano odpowiedni rozwój zdolności. NATO konkretnie wymienia Rosję i Chiny. Ewentualnej konfrontacji w kosmosie nie trzeba więc wyobrażać sobie w taki sposób, by – jak w filmie science fiction – statki kosmiczne strzelały do ​​siebie. Państwa będą raczej dążyć do ochrony swoich satelitów w kosmosie w taki sposób, aby życie na Ziemi mogło trwać normalnie.

Nowe dowództwo kosmiczne w Uedem w Nadrenii Północnej-Westfalii początkowo ma niewiele wspólnego z „Gwiezdnymi Wojnami”. Przede wszystkim Bundeswehra chce lepiej uchwycić to, co dzieje się wysoko w kosmosie, w tym to, co nawiasem mówiąc zawiera pogoda. Śmieci kosmiczne mogą również stanowić zagrożenie dla satelitów lub samej ziemi.

Nowe dowództwo ma zatem przede wszystkim edukować ludzi. A przy okazji to pierwszy krok w realizacji zapowiedzianej niedawno reformy Bundeswehry. Aby przeprowadzić własny atak w kosmosie na innego satelitę, Niemcy nie były jeszcze w stanie tego zrobić militarnie. Jest już jasne, że na atak z kosmosu zareaguje się w porozumieniu z partnerami sojuszu.

Na ostatnim szczycie w czerwcu NATO po raz pierwszy zdecydowało, że atak w kosmosie może wywołać sprawę sojuszu. Innymi słowy: atak na jednego w kosmosie może być postrzegany jako atak na wszystkie kraje NATO. Powinna o tym decydować – w każdym przypadku z osobna i tu na ziemi – najwyższy organ decyzyjny NATO, Rada Północnoatlantycka.




środa, 14 kwietnia 2021

Tylko bomba atomowa mogłaby .... uratować Ziemię przed asteroidą



Nowe badanie ujawnia, że ​​nie każda bomba jądrowa może odbijać nadchodzące asteroidy - a różnice nie dotyczą tylko mocy. Wybranie odpowiedniej bomby jest ważne, aby asteroida poleciała w pożądanym kierunku, a kluczem jest energia neutronów.


Teraz wiemy, że Ziemia jest bezpieczna przed asteroidą Apophis przez resztę stulecia , usuwając jedno krótkotrwałe zagrożenie z kosmosu, ale prędzej czy później inna kosmiczna skała może zagrozić planecie. Zaproponowano wiele podejść do radzenia sobie z tym zagrożeniem, ale broń jądrowa jest jak dotąd najskuteczniejszą z proponowanych.

W przypadku gdy asteroida lub kometa znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią, właściwa reakcja będzie się różnić w zależności od wielu czynników, a przede wszystkim dostępnego czasu. Ci, którzy rozważali ten problem, ogólnie zgodzili się, że przy wystarczającym ostrzeżeniu najlepszym rozwiązaniem jest zmiana orbity asteroidy. „Nawiele lat przed uderzeniem, nawet niewielka zmiana prędkości mogłaby zneutralizować prawdopodobieństwo uderzenia lub przynajmniej mocno je opóźnić, pozwalając na ludziom na przygotowanie się” Air Force Institute of Technology Masters studentów Lansing Horan powiedział w oświadczeniu .
W powszechnej wyobraźni fala uderzeniowa bomby może zrzucić asteroidę z kursu, ale w Acta Astronautica wyjaśniono ważniejszy proces : „Zdetonowanie urządzenia jądrowego nad asteroidą napromieniowuje pewien obszar powierzchni. Znaczna część materiału w pobliżu powierzchni tego obszaru jest prawie natychmiastowo topiona i / lub odparowywana w wyniku szybkiego osadzania się energii z natychmiastowych promieni rentgenowskich, neutronów i promieni gamma. Następnie ta stosunkowo niewielka ilość przegrzanego materiału rozszerza się od asteroidy jako „zdmuchnięcie”, wywołując falę ciśnienia w pozostałej większości korpusu asteroidy. ”

Większość pracy wykonują neutrony, ale bomby uwalniają neutrony o różnej energii, a ich rozkład różni się w zależności od rodzaju eksplozji jądrowej. „Jeśli wejściowa energia do osadzania jest nieprawidłowa, nie powinniśmy mieć większego zaufania do wyjściowego odchylenia asteroidy” - zauważył Horan .

Horan i współautorzy zaczęli porównywać wpływ na sferyczną asteroidę z dwutlenku krzemu o długości 300 metrów (1000 stóp) w poprzek neutronów przy szczytowych energiach określonych bomb termojądrowych i rozszczepialnych, ale przed nimi jeszcze długa droga.
"Ostatecznym celem byłoby określenie optymalnego widma energii neutronów, rozprzestrzeniania się energii wyjściowej neutronów, które oddają swoje energie w najbardziej idealny sposób, aby zmaksymalizować wynikającą z tego zmianę prędkości lub odchylenie” - powiedział Horan . „Ten artykuł ujawnia, że ​​specyficzna energia wyjściowa neutronów może wpływać na wydajność odchylania asteroidy i dlaczego tak się dzieje, służąc jako odskocznia w kierunku większego celu”.

Dobrze, że mamy czas na przygotowanie się, ale prawdopodobnie również dobry pomysł, aby zacząć już teraz.

Jeśli jednak zauważymy zagrożenie w ostatniej chwili, może być konieczne wysadzenie go w sposób ukochany w hollywoodzkich filmach katastroficznych. To sprawia, że ​​martwimy się o setki fragmentów, a nie tylko o jedną potężną skałę, ale Horan powiedział ; „Wcześniejsze prace wykazały, że ponad 99,5% masy pierwotnej asteroidy minęłoby Ziemię”. Może to pozostawić obiekty na tyle duże, aby zniszczyć nadciągające miasto, ale przynajmniej oszczędzić nam wydarzenia kończącego cywilizację.

Modelowana przez Horana asteroida ma około jednej dziesięciotysięcznej masy „zabójcy dinozaurów” . Nawet nienaruszony prawdopodobnie nie spowodowałby masowego wyginięcia, ale uderzenie oceanu i tak uwolniłoby tsunami, których zniszczenia przewyższyłyby jakiekolwiek koszty próby odbicia.


poniedziałek, 22 marca 2021

Najbliższa gromada gwiazd wydaje się być niszczona przez dziwną nieznaną dotychczas strukture



Naukowcy znaleźli kuszące dowody na to, że najbliższa Słońcu gromada gwiazd jest zakłócana grawitacyjnie. To wstępne odkrycie, opisane w Astronomy & Astrophysics , sugeruje, że gromada napotkała masywną niewidoczną strukturę setki milionów lat temu. Wtedy zaczęło się zrywanie.


Omawiana gromada gwiazd jest znana jako Hiady. Znajduje się 153 lata świetlne od nas i można go zobaczyć jako rozkład gwiazd w kształcie litery V na czele konstelacji Byka. Teleskopy ujawniły znacznie więcej gwiazd i że ta grupa gwiazd związanych grawitacyjnie ma około 60 lat świetlnych średnicy. Ale gromada miała kiedyś tysiące gwiazd więcej, zgodnie z nową pracą.

Korzystając z satelity Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej, astronomowie na całym świecie byli w stanie stworzyć najdokładniejsze mapy gwiazd Drogi Mlecznej. Dzięki precyzyjnym pozycjom i prędkościom naukowcy mogą ustalić nie tylko, gdzie są gwiazdy, ale także gdzie były i będą.Dzięki temu zespół pracujący nad Hiadami był w stanie odkryć coś, czego wcześniej nie widziano w gromadach gwiazd: ogony pływowe. Podczas zderzenia galaktyk często widzimy, jak część materiału układa się w długi ogon rozciągający się od jednego obiektu do drugiego. Uważano, że dotyczy to również gromad gwiazd. Niektóre gwiazdy zostaną wypchnięte do przodu z powodu efektów grawitacyjnych innych gwiazd, a inne pozostaną w tyle.


Dzięki komputerowym modelom symulującym gromadę i danym z Gai, zespół był w stanie zidentyfikować te ogony pływowe w gromadzie gwiazd po raz pierwszy, lokalizując tysiące gwiazd, które kiedyś należały do ​​gromady, a teraz rozciągają się na ogony 2600 lat świetlnych na długość.

Jednak nieoczekiwanie tylny ogon pływowy ma znacznie mniej gwiazd niż oczekiwano. Zespół uważa, że ​​nie jest to przypadek powolnego rozpadu klastra liczącego 700 milionów lat - klaster musiał uderzyć w coś dużego.

„Musiało istnieć bliskie współdziałanie z tą naprawdę masywnym zbiorem, a Hiady właśnie zostały zniszczone” - powiedziała w oświadczeniu główna autorka badań z ESA, Tereza Jerabkova .

Obecnie nie ma wyraźnego podejrzanego. Odpowiedzialny może być duży obłok gazu lub inna gromada gwiazd, ale nic w obecnym sąsiedztwie nie może być wskazywane jako winowajca. Inną możliwością jest to, że było to spowodowane subhalo ciemnej materii. Ciemna materia to jeszcze nie potwierdzona substancja, która ma otaczać i zamieszkiwać galaktyki. Jest niewidoczna, ale masywna, więc może potencjalnie skończyć w dużej, luźnej bryle i wejść w interakcję z gromadą gwiazd.

Potrzebnych jest więcej obserwacji, ale praca pokazuje, jak bardzo rola Gai wpłynęła na poszerzenie naszego zrozumienia galaktyki .

„Dzięki Gai sposób, w jaki postrzegamy Drogę Mleczną, całkowicie się zmienił. Dzięki tym odkryciom będziemy w stanie zmapować podstruktury Drogi Mlecznej znacznie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej ”- dodaje dr Jerabkova.

środa, 5 sierpnia 2020

Na Europie jest życie - twierdzi brytyjska badaczka

To „niemal pewne”, że na księżycu Jowisza, Europie, istnieje obce życie. Również z resztą Mars może ukrywać prymitywne mikroorganizmy.

Takie jest zdanie wiodącej brytyjskiej badaczki zajmującej się kosmosem, profesor Moniki Grady, która twierdzi, że pojęcie nieodkrytego życia w naszej galaktyce nie jest tak daleko idące, jak można by się spodziewać.

Profesor Grady, profesor nauk o planetach i kosmosie, twierdzi, że lodowate morza pod pokrywami lodowymi Europy mogą być siedliskiem stworzeń podobnych do ośmiornic.

Jednocześnie głębokie jaskinie i jaskinie znalezione na Marsie mogą również kryć podziemne formy życia - ponieważ oferują schronienie przed intensywnym promieniowaniem słonecznym, a jednocześnie potencjalnie mogą pochwalić się pozostałościami lodu.

Profesor Grady przemawiała na Liverpool Hope University, gdzie właśnie została kanclerzem, i ujawniła: „Jeśli chodzi o perspektywy życia poza Ziemią, to jest niemal pewne, że pod lodowcami Europy jest życie (...) Gdzie indziej, jeśli ma być życie na Marsie, będzie ono pod powierzchnią planety."

Dlaczego pod powierzchnią? 
Grady tłumaczy: „Tam jesteś chroniony przed promieniowaniem słonecznym. A to oznacza, że w porach skał może pozostać lód, który może służyć jako źródło wody."

Jej zdaniem na Marsie trudno oczekiwać by istniało jakiekolwiek życie bardziej złożone od bakterii, jednak w przypadku Europy jest poważna szansa, że znajdziemy tam bardziej złożone formy życia. 

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Pierwsze wzmianki o UFO pojawiają się w starożytności


Rozważając nad prawdziwością nowych publikacji dotyczących UFO wspominamy historię, które zostały opisane w ostatnim stuleciu. Niewiele jednak osób wie, że pierwsze opisy niezidentifikowanych statków pojawiają się w starożytnych pismach. Wzmianki o dziwnych obiektach latających można znaleźć w archiwach pochodzących z takich krajów jak Grecja Indie Japonia czy Mezopotamia.  


Grecki biograf i historyk Plutarch (46–120 AD) przedstawia nam historyczne świadectwo obserwacji UFO na polu bitwy podczas trzeciej z mitrydatesem  (75–63 p.n.e.). Świadectwo to można znaleźć w książce Plutarcha „Lucullus” (w języku greckim ΛΕΥΚΟΛΛΟΣ).

Według zeznań, Lucullus jego rzymska armia została wyznaczona na pole bitwy, aby walczyć z Mithidratisem, królem Pontu i jego sojusznikiem Mariosiem, którego wysłał Sertorius. Kilka minut przed rozpoczęciem bitwy nad obiema armiami pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający.

Oryginalny wyciąg opisuje zdarzenie następującymi słowami:

” Gdy stanął w obliczu (Lucullusa) wrogów, był zaskoczony liczbą ludzi i chciał uniknąć bitwy i ją opóźnić. Gdy Marios, który Sertorius wysłał z Iberii, aby pomóc Mithridatisowi jako sierżantowi wraz z armią wojskową rzucił mu wyzwanie (Lucullus), przygotował się do bitwy. Maszerując w kierunku żołnierzy, bez żadnej widocznej zmiany, powietrze otworzyło się i ukazało szybko opadający obiekt przypominający płomień, który wyglądał jak lśniący wazon  z rozżarzonego metalu. Obie armie, przerażone widokiem, wycofały się. Powiedzieli, że stało się to na Frygii, w pobliżu tak zwanego Otries. ”


W 65 p.n.e. Żydowski historyk Józef Flawiusz napisał około o wizji nad Judeą: „21 dnia miesiąca Artemisium pojawiło się cudowne zjawisko, przemijające przekonanie. Rzeczywiście, to, co zamierzam opowiedzieć, zostałoby, jak sądzę, uznane za bajkę, gdyby nie opowieści naocznych świadków i późniejsze nieszczęścia, które zasługiwały na taką sygnalizację. Bo przed zachodem słońca we wszystkich częściach kraju rydwany były widziane w powietrzu, a uzbrojone bataliony śmigały przez chmury i obejmowały miasta ”.



poniedziałek, 10 czerwca 2019

Ufo - rozbite statki o których nie słyszałeś

Prawie każdy, prawdopodobnie słyszał o rzekomych wypadkach UFO, takich jak incydent w Roswell. A może nawet słyszałeś o tym w Kecksburgu w Pensylwanii czy o domniemanej katastrofie w Czarnym Lesie w Niemczech w 1936 r. Oprócz tych najpopularniejszych w sieci znajdziesz informację o wielu świadkach zdarzeń, które ich zdaniem na pewno miały miejsce.
Co więcej, raporty o rozbitych latających spodkach pochodzą z całej planety i pojawiły się w szerszym zakresie historii, niż można by się domyślić. 


 The Dalnegorsk „Height 611” Crash


Wieczorem 29 stycznia 1986 roku dziwna, czerwona kula pojawiła się nagle przed setkami świadków na niebie nad małym górniczym miastem Dalnegorsk, na południowo-wschodniej stronie Związku Radzieckiego. Po kilku chwilach przesuwania się po wiosce nagle zaczęło zawodzić i ostatecznie zderzył się z Górą Izwiestkowską - znaną wielu jako „Wysokość 611” lub „Wzgórze 611”. 

Świadkowie donoszą, że słyszeli eksplozję i byli świadkami intensywnego palenia i płomieni wokół miejsca katastrofy. Zanim oficjalni śledczy mogli zbadać tę scenę, kilku miejscowych odważyło się na miejsce katastrofy następnego dnia. Chociaż odkryli oczywiste oznaki zakłócenia i prawdopodobnie intensywne upały sądząc po spalonym pniu drzewa i roślinności, nie widzieli ani nie odzyskiwali żadnego wraku statku. Odkryli jednak dziwne „skalne” kawałki, które miały metaliczny wygląd i kształt. Przekazali je głównemu śledczemu Walerijowi Dvuzhilni z Dalekowschodniego Komitetu ds. Zjawisk Anomalnych.

Kiedy badacze dokładniej zbadali teren, odkryliby maleńkie „kropelki” metalu o wielkości od 2 do 5 milimetrów. Kiedy później zostały zbadane, miały najbardziej złożoną strukturę wewnętrzną z włókien metalicznych, wraz ze złotą nicią i pokryciem z kryształu kwarcu. Chociaż te dziwne kropelki lub materiał, który je tworzył, były maleńkie, miały oczywisty złożony i inteligentny projekt.

Ponadto stwierdzono, że wypalony pień drzewa stopił się z jednej strony (prawdopodobnie strona najbliższa upałowi miejsca katastrofy). Spalanie drewna wytwarzało węgiel, a jego topienie wymagałoby ciepła przekraczającego 3000 stopni Celsjusza (5432 ° F). Sprawa pozostaje niewyjaśniona, chociaż Dvuzhilni wysunął teorię o możliwości, że intensywne upały nie były płomieniami dla większości incydentu, lecz naprawami, co pozwoliło jednostce wystartować, zanim miejscowi przybyli na miejsce zdarzenia .

piątek, 24 maja 2019

Ludzkość pochodzi z kosmosu? 10 powodów, dla których można tak przypuszczać cz. III

8. Życie z ogona komety

„Gwiezdny pył” to nazwa gazowej chmury otaczającej kometę. W pobranej dotychczas próbce naukowcy stwierdzili obecność złożonych cząsteczek organicznych: fosforu i aminokwasów.


Aminokwasy są podstawą niezbędnych do życia białek, a co dodatkowo wzmacnia teorię panspermii. Zdaniem naukowców poza energią kometa posiada wszystkie substancje niezbędne do wytworzenia życia, gdyby jednak wpadła do ciepłego oceanu, wówczas te wszystkie cząsteczki mogłyby powoli połączyć się tworząc zalążek żywego organizmu.


9. Życie jak epidemia

A gdyby tak planety "zarażały się" życiem między sobą? 

Henry Lin i Abraham Loeb z Uniwersytetu Harvarda są zapalonymi zwolennikami hipotezy panspermii. Opracowali nawet testowalny model, aby udowodnić teorię.
Zgodnie z ich modelem, jeśli życie ukazuje się na kilku planetach i przeskakuje na inne, wówczas niosące życie planety tworzą kępowe wzory. Obszary sferyczne pojawiałyby się jako puste przestrzenie pomiędzy wzorami bańki życia. Ta dystrybucja byłaby „pistoletem do palenia” dla panspermii.

Gdyby życie rozprzestrzeniało się między planetami, zaludnione światy gromadziłyby się razem w ogromie przestrzeni, jak kolonie bakterii na szalce Petriego.

wtorek, 14 maja 2019

Przyszłość wg Jeffa Bezosa

Podczas odbywającego się niedawno wydarzenia medialnego poświęconego programowi kosmicznemu Blue Origin szef Amazona Jeff Bezos podzielił się z widownią swoimi pomysłami i wizjami przyszłości. 




Bezos twierdził, że rosnąca populacja ludzka i rosnące zużycie energii zmusi nas do dokonania wyboru między „zastojem i racjonowaniem” a „dynamizmem i wzrostem”, i stwierdził, że ten ostatni element w jego dychotomii jest możliwy tylko przez przeniesienie ludzi z planety Ziemia na inne ciała niebieskie.

„Jeśli jesteśmy w Układzie Słonecznym, możemy mieć bilion ludzi w Układzie Słonecznym, a to oznacza, że ​​będziemy mieli tysiąc Mozartów i tysiąc Einsteinów” - powiedział Bezos. „To byłaby niesamowita cywilizacja. 

Jak wyglądałaby ta przyszłość? Gdzie mieszkałby bilion ludzi? Cóż, to bardzo interesujące, ktoś o nazwisku Gerry O'Neill, profesor fizyki, bardzo uważnie przyjrzał się temu zagadnieniu i zadał bardzo precyzyjne pytanie, którego nikt wcześniej nie zadał: „Czy powierzchnia planet jest najlepszym miejscem dla ludzi rozszerzyć się na Układ Słoneczny? ”On i jego uczniowie przystąpili do pracy nad odpowiedzią na to pytanie i doszli do bardzo zaskakującej - dla nich - sprzecznej z intuicją odpowiedzi: Nie.”

Nastepnie Bezos opisał, w jaki sposób ograniczone powierzchnie, odległość i siły grawitacyjne innych planet w naszym układzie słonecznym sprawiają, że osiedlanie się na tych planetach jest niepraktyczne i nieopłacalne, podczas gdy gigantyczne cylindry kosmiczne bliżej Ziemi, które mogą pomieścić milion ludzi, o wiele bardziej praktyczne. Cylindry te obracałyby się, aby odtworzyć przyciąganie grawitacyjne Ziemi siłą odśrodkową.

Mielibyśmy więc miniaturowe kopie ziemskiego środowiska z miastami, farmami i wszystkim potrzebnym by przetrwać. Takie kolonie mogłyby dryfować w kosmosie w bezpiecznej odległości od Słońca i zapewnić ludzkości szansę na przetrwanie. 




wtorek, 19 marca 2019

A jeśli... to nie Gagarin był pierwszym człowiekiem w kosmosie?

Z radzieckim programem kosmicznym często okrytym tajemnicą, istnieje wiele opowieści o kosmonautach, których ponure losy zostały celowo pominięte w historii kraju.



Od czasów Zimnej Wojny wśród pracowników wywiadu, ale i agencji kosmicznych krążą opowieści o tajemniczych, "zaginionych" sowieckich kosmonautach, którym nigdy nie udało się powrócić na Ziemię a ich loty były skutecznie zatajane przez komunistyczną propagandę. Ci, którzy przeżyli, stawali się bohaterami, jednak kosmonauci, których misje zakończyły się niepowodzeniem, skazani zostali na wieczne zapomnienie. 

Sowiecki program kosmiczny przez całą swoją historię otoczony był głęboką tajemnicą a gorliwa propaganda zapewniała, że ​​tylko sukcesy były kiedykolwiek transmitowane lub wykrywane. Biuro Polityczne obawiało się, że jakikolwiek wypadek publiczny zostanie natychmiast uznany za oznakę słabości i zniszczenia wizerunku, który próbowało budować ZSRS.

Takie podejście stało się źródłem jednej z bardziej rozpowszechnionych teorii spiskowych, według której słynny lot na Gagarina po orbicie nie był wcale pierwszy a sława należeć powinna do innego astronauty, który jednak nigdy nie wrócił na Ziemię.  zasłynął na orbicie, i inny astronauta, któremu odmówiono sławy lub nigdy go nie odzyskał. W tamtym czasie niektórzy reporterzy zostali poinformowani przez nienazwane źródła o sowieckim pilocie testowym, który zginął, nie wiadomo jednak jak: czy jego rakieta wybuchła, dotarła na orbitę, ale nie przeżył on ponownego wejścia w atmosferę, bądź też przeżył lot, ale został potwornie oszpecony w wyniku wypadku i niemożliwym stało się pokazywanie go publicznie. Ostatnia wersja była popularna głównie w zachodnich kręgach komunistycznych, podczas gdy spisek rosyjski utrzymywał, że Gagarin był zastępcą pilota, który zginął podczas misji. Do popularności tej teorii przyczyniło się sowieckie przyznanie, że Gagarin katapultował się ze swojego statku kosmicznego, a nie wylądował z nim, jak początkowo nalegali po ogłoszeniu lotu. Ponieważ rząd kłamał na taki temat, dlaczego nie mógłby ukryć znacznie większej tajemnicy? 



niedziela, 3 marca 2019

Europejczycy chcą do 2025 zbudować na Księżycu kopalnie

Inicjatorem i liderem projektu jest ESA - Europejska Agencja Kosmiczna, która wspólnie z ArianeGroup oraz zespołami naukowców prowadzi zaawansowane prace, które mają na celu rozpoczęcie prac górniczych na Księżycu do 2025 roku.

foto: Mining.com

Celem budowy kopalni na powierzchni ziemskiego satelity jest przede wszystkim dotarcie do zasobów niezbędnych przy dalszej eksploracji kosmosu: wody, tlenu, metali i izotopu helu-3, który może okazać się niezwykle użyteczny przy tworzeniu przyszłych napędów do statków kosmicznych, ale także jako niezwykle wydajne źródło energii. 

Cena izotopu helu-3 szacowana jest na 5 miliardów dolarów za tonę a jego zasoby na Księżycu oceniane są na około miliona ton, co więcej, gdyby udało się go dostarczyć na Ziemię, mógłby stać się źródłem energii dla ludzi na kilka stuleci. 

Europejczycy nie są jednak jedynymi, którzy zainteresowani są bogatymi złożami Księżyca. Chińskie bezzałogowe misje już dwa razy w tym stuleciu wylądowały na Srebrnym Globie i szykowane są kolejne, w tym misja załogowa. 




środa, 20 lutego 2019

Astronomowie wykryli sygnały, które mogą pochodzić od obcej inteligencji

Kanadyjscy uczeni twierdzą, że udało im się wyselekcjonować niedużą grupę sygnałów pochodzącą z odległych gwiazd, które zachowują się zupełnie inaczej od wszystkich znanych nam dotychczas. W opublikowanym przez siebie artykule utrzymują, że taka anomalia nie może być dziełem przypadku i musi mieć związek z pozaziemską inteligencją.



Zdaniem dwóch kanadyjskich astronomów, Ermanno Borra i Erica Trottiera z Université Laval w Quebecu wykryta anomalia może być wyjątkowym dowodem na obecność obcej cywilizacji i właśnie tę hipotezę chcą oni przede wszystkim wziąć pod uwagę m.in. ze względów czysto praktycznych. 

Borra i Trottier przeanalizowali zachowania ponad 2,5 miliona gwiazd aż powstała lista 234 wykazujących dalekie od norm zachowania. Zachowania te są tak bardzo nietypowe, że ich zdaniem stanowić mogą próbę nawiązania kontaktów przez pozaziemską inteligencję. Powodem jest fakt, że owe 234 sygnały idealnie pokrywają się z modelami przygotowanymi wcześniej przez Borrę a także ich nieduża odległość od siebie - wszystkie bowiem gromadzą się koliście na wzór promieni słonecznych wokół konkretnego rdzenia. 

Ich odkrycie zdaniem grupy Breakthrough Listen Initiative (założonej wspólnie przez Stephena Hawkinga i Marka Zuckerberga) jest warte dalszych badań i chociaż wymagać będzie dokładniejszych analiz, to jednak budzi równeiż w ich przekonaniu wiele nadziei na wielki przełom w nauce. 



wtorek, 12 lutego 2019

Dziwny obiekt widoczny podczas misji Apollo10

Z misjami Apollo wiąże się wiele teorii spiskowych i legend, jedna z nich dotyczy misji Apollo 10, podczas której astronauci Thomas Stafford, Eugene Cernan i John Young zobaczyli na ziemskiej orbicie obiekt obcego pochodzenia. Całość została opisana w tym filmie, którego część ma rzekomo pochodzić z nagrań misji Apollo 10. Być może już wkrótce więcej informacji opiszemy także na blogu "Kod Władzy":






czwartek, 17 stycznia 2019

Księżycowe smoki - fascynujące oblicze misji Clementine

Jedną z najciekawszych, lecz mało znanych teorii spiskowych jest historia tzw. Projektu Złotego Smoka (Project Golden Dragon).



Teoria została opublikowana na kanale YouTube użytkownika 1967sander, który twierdzi, że przedstawiony materiał jest owocem jego 14-letniej pracy i poszukiwań dotyczących prawdziwej historii amerykańskiej obecności na Księżycu. 

Jak często w podobnych przypadkach teoria opiera się przede wszystkim na analizie ukrytych symboli - w tym przypadku są to naszywki prezentujące poszczególne misje NASA a kluczowa jest w tym przypadku misja Clementine z 1994 roku. Zdaniem 1967sander'a Clementine miała przede wszystkim na celu sfotografowanie pozaziemskiej technologii znajdującej się na drugiej stronie Księżyca, w tym ogromnego obiektu mierzącego 55 x 23 km.  Obiekt ma rzekomo składać z wielokolorowych elementów, które ponadto mogą się przemieszczać w różnych kierunkach niczym gigantyczna gąsienica poruszająca się po powierzchni ziemskiego satelity. Całość może według tego opisu wyglądać jak znany z chińskiej mitologii smok o długim ciągnącym się cielsku. 

1967sander wierzy, że księżycowe smoki w pewnym momencie trafiły na Ziemię i stały się inspiracją dla legendarnych istot z azjatyckich baśni, dziś jednak ta obca technologia wskutek misji Clementine, stała się przedmiotem badań, najpierw Amerykańskiego Departamentu Obrony a być może także Chińczyków, którzy przecież zaledwie kilka tygodni temu ogłosili wielki sukces misji lądowania na ciemnej stronie Księżyca. Czy również szukali smoków? 






czwartek, 20 grudnia 2018

Trump tworzy wojska kosmiczne

Prezydent Donald Trump wydał Pentagonowi rozkaz utworzenia nowego rodzaju dowództwa - dowództwo kosmiczne ma dać początek budowie sił mogących działań w nowym teatrze wojny. 



W jednostronicowym memorandum Trump upoważnił departament obrony do stworzenia nowego rodzaju dowództwa, którego głównym celem będzie integracja zdolności bojowych w kosmosie. Wśród zadań nowego dowództwa wymieniono między innymi: stworzenie kosmicznej doktryny, taktyki, technik i odpowiednich procedur. Wszystko to ma przygotować amerykańskie siły zbrojne na nową erę, która jak się wydaje, będzie wzbogacona o nowy teatr działań wojennych - przestrzeń kosmiczną. 

Według słów wiceprezydenta Mike'a Pence'a powołanie nowego dowództwa związane jest z zagrożeniami ze strony Chin i Rosji, które również co raz aktywniej działają na okołoziemskiej orbicie, wskazał na fakt, że oba kraje pracują nad umieszczeniem nowych rodzajów broni w kosmosie, a Państwo Środka ma już za sobą pierwsze testy rakiet zdolnych niszczyć satelity. 

Koncepcja utworzenia 6. typu dowództwa nie jest nowa, istniała już wcześniej w latach 1985-2002 jako rezultat "wojen gwiezdnych" Ronalda Reagana, jednak została rozwiązana po atakach 11 września. Teraz Trump zgodnie z zapowiedzią nie tylko tworzy je ponownie, ale także wkrótce powoła także nowy typ sił zbrojnych - Wojska Kosmiczne, których zalążek ma być gotowy do 2020 roku. 


Pierwsza teleportacja za nami. Zrobili to Chińczycy!


Jak twierdzą Chińczycy przy użyciu satelity Micius udało im się po raz pierwszy w historii teleportować obiekt z Ziemi prosto na orbitę. Co prawda ów obiekt był mikroskopijny, był bowiem tylko protonem, ale pierwszy krok wykonany.






czwartek, 6 grudnia 2018

Ekspert NASA: obce formy życia mogły odwiedzać Ziemię, ale ich nie zauważyliśmy

Wizyta istot pozaziemskich to kwestia nieustannie podnoszona przez pasjonatów UFO i zjawisk paranormalnych. Rzadko jednak zdarza się by stwierdzenia o faktycznych wizytach były publiczne wypowiadane przez osoby, które wiąże się raczej z "poważnymi" instytucjami będącymi lekko mówiąc sceptycznymi wobec tematyki odwiedzających Ziemię kosmitów. A jednak, okazuje się, że są wyjątki, choć ich opinie są równie zaskakujące. Jak twierdzi bowiem Silvano P. Colombano istnieje spore prawdopodobieństwo, że z uwagi na fakt, iż istoty pozaziemskie niekoniecznie są organizmami opartymi na węglu, mogą one wyglądać zupełnie inaczej niż myślimy i moglibyśmy zwyczajnie nie zauważyć ich obecności. Przede wszystkim zaś mogą być zwyczajnie zbyt małe byśmy je mogli dostrzec. 



Colombano pracuje dla Intelligent Systems Divisions - jednej z komórek NASA i utrzymuje, że możemy być wrogiem własnej percepcji, szukamy bowiem na niebie "latających spodków", jednak obce formy życia mogą być tak zaawansowane, że mogą doskonale maskować swoją obecność a także wyglądać i zachowywać się zupełnie inaczej. "Może być to miniaturowy, super-inteligentny byt" - stwierdził. 

Jego zdaniem powinniśmy wyjść z dotychczasowych schematów myślenia i poszukiwań obcej cywilizacji, zbyt nas to bowiem ogranicza. Skupieni jesteśmy obecnie na analizie sygnałów zrozumiałych dla nas i dla naszej aktualnej cywilizacji, ale musimy pamiętać, że dynamiczny rozwój ludzkości może sięgać ok. 10 tysięcy lat, nie wiadomo zaś w jakim kierunku rozwój ten podąży w ciągu najbliższego milenium. Z tego też powodu mieszkańcy starszej od naszej planety, którzy mieli więcej czasu na rozwój będą nas wyprzedzać w stopniu dla nas niewyobrażalnym. 

Na koniec warto też dodać, że Colombano przyznał, że nie wszystko sygnały pozaziemskie zgromadzone przez NASA dało się racjonalnie wyjaśnić. Kosmos wciąż skrywa wiele tajemnic. 



czwartek, 8 listopada 2018

Projekt Tor: Amerykanie będą próbowali zrzucać z kosmosu gigantyczne pręty

Wyobraźmy sobie kilkumetrowy pręt grubości średniej wielkości drzewa, który z prędkością dziesięciokrotnie przekraczającą barierę dźwięku wbije się prosto w budynek lub podziemny bunkier. Bez wybuchów, promieniowania, za to dobrze wycelowany deszcz takich prętów może zrównać z z ziemią nawet największy kompleks podziemnych baz. 

fot. We Are Almighty

Jednym z największych wyzwań dla współczesnych wojskowych jest unieszkodliwienie podziemnej infrastruktury przeciwnika, która często dodatkowo zabezpieczona betonem, staje się odporna na bombardowania z powietrza a niekiedy nawet na wybuch bomby atomowej. Użycie tej ostatniej nie dość, że nie daje stuprocentowej pewności, że podziemny kompleks został zniszczony, to jeszcze dokonuje ogromnych zniszczeń wokół miejsca wybuchu, jest też sprzeczne z wszelkimi możliwymi konwencjami międzynarodowymi. 

Jednym z rozwiązań, na jakim rzekomo pracują obecnie Amerykanie, jest "Projekt Tor", mający niszczyć obiekty przeciwnika prosto z orbity okołoziemskiej. Wykorzystanie stacjonujących na orbicie wyrzutni ma sprawić, że wystrzelony z niej ogromny, cylindryczny obiekt ("pręty od boga") będzie mógł rozpędzić się do ogromnej prędkości nie napotykając w przestrzeni kosmicznej (a także w górnych warstwach atmosfery) oporu powietrza. To pozwoli uderzyć w wybrany obiekt z ogromną siłą i tym samym wbić się na wiele metrów wgłąb niszcząc przy tym żelbetowy pancerz. 

"Pręty od boga" jako broń kinetyczna nie będzie potrzebowała żadnego dodatkowego ładunku wybuchowego, już samo jej wyrzucenie i uzyskana prędkość sprawią, że będzie śmiertelnie niebezpieczna. Szacuje się, że jej prędkość może osiągać nawet 500 mil na godzinę a przy wyrzuceniu obiektu wielkości słupa telegraficznego wbić się nawet na kilkadziesiąd metrów. 

Obecnie trudno orzec na jakim poziomie zaawansowania znajduje się "Projekt Tor" najprawdopodobniej największym wyzwaniem będzie wyniesienie słupów na orbitę, skonstruowanie samej wyrzutki oraz, co chyba najważniejsze, opracowanie skutecznej metody celowania. 


piątek, 31 sierpnia 2018

Czy coś potężnego uderzyło w Uran?

Według nowego artykułu opublikowanego w Astrophysical Journal , masywny obiekt rozbił się miliardy lat temu na Uranie i spowodował wiele szczególnych cech, które olbrzymia planeta ma do dzisiaj.

Wyjątkowy wśród planet naszego układu słonecznego Uran obraca się pod kątem 98 stopni względem swojej płaszczyzny orbitalnej. Jego oś obrotu jest prawie prostopadła do osi wszystkich innych planet. Główny autor artykułu, Jacob Kegerreis, badacz z Uniwersytetu w Durham, uważa, że ​​jest to spowodowane "kataklizmem" zderzeniem sprzed czterech miliardów lat, które trwale zmieniło ewolucję planety.
Jego zespół przeprowadził symulacje, aby zobaczyć, jaki rodzaj kolizji mógłby wyjaśnić wszystkie ciekawe zjawiska związane z Uranem. Poza dziwnym obrotem, lodowy gigant nie wydaje więcej ciepła niż ze Słońca i ma zniekształcone pole magnetyczne.
Badacze uważają, że Uran został trafiony przez obiekt posiadający nawet trzykrotnie większą masę Ziemi. [1] Takie uderzenie, mogło spowodować nietypowy ruch planety. Uderzenie wyrzuciłoby wystarczająco dużo śmieci w kosmos, by uformować pierścienie i księżyce planety i pozostawić w Uranie wystarczającą ilość materiału, aby uwięzić część ciepła wewnątrz.

czwartek, 23 sierpnia 2018

Woda na Księżycu

Wczoraj potwierdzono teorie, które wiele lat spędzały sen z powiek naukowcom. Czy na Księżycu jest woda? Ostatnie odkrycie potwierdza istnienie zamarzniętej wody na jego powierzchni.



Lód został znaleziony w najciemniejszych, najzimniejszych regionach północnego i południowego bieguna Księżyca. Występuje w nielicznych skupiskach na północy i koncentruje się na stale zacienionych kraterach na południu, gdzie temperatury nigdy nie przekraczają poziomu minus 250 stopni Fahrenheita (-121 stopni).
Poprzednie badania wykazały istnienie wody głęboko pod powierzchnią Księżyca . Na powierzchni księżycowego bieguna południowego pojawiły się również dowody na istnienie lodu wodnego, ale do tej pory brak dowodów.

Oprócz podtrzymywania misji księżycowych, odkrycie poprawia argumenty przemawiające za wydobywaniem wody na Księżycu, powiedział Phil Metzger, naukowiec z University of Central Florida, w wiadomości e-mail do NBC News MACH. "To sprawi, że misje Marsa staną się bardziej przystępne dla SpaceX i NASA" - powiedział. "Pomoże to również w stworzeniu gospodarki cislunar" - dodał w odniesieniu do komercyjnych przedsięwzięć łączących Księżyc i Ziemię.

Ale pomimo całego swojego potencjału lód prawdopodobnie nie jest zbyt interesujący. "Wyobraź sobie, że bierzesz lód ze stożka śnieżnego i mieszając go z dwukrotnie większym brudem" - powiedział Metzger. "Prawdopodobnie tak wygląda."

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Nowy teleskop przybliży nas do odległych planet

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, być może uda nam się znaleźć w naszej galaktyce do 3 tysięcy nadających się do zamieszkania, podobnych do Ziemi planet . Taki jest cel NASA Transaction Exoplanet Survey Satellite (TESS), fascynującego nowego teleskopu wystrzelonego na orbitę.

Dzięki niezwykłej orbicie TESS będzie w stanie uchwycić obrazy głębokiej przestrzeni bez żadnych zakłóceń. Satelita obsługuje cztery kamery szerokokątne, zdolne oglądać niemal całe nocne niebo. Szacuje się, że TESS przechwyci i skataloguje pół miliona gwiazd, z których znaczna część powinna być okrążana przez planety zdolne do podtrzymywania życia.

Mamy nadzieję, że użyjemy TESS, aby dać nam wyobrażenie o tym, jakie egzoplanety powinniśmy monitorować pod kątem oznak życia, a następnie użyć o wiele mocniejszego teleskopu Jamesa Webba, aby przyjrzeć się bliżej.



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf