W zeszłym tygodniu miało miejsce trzęsienie ziemi 8,1 w skali Richtera w Meksyku. Zjawisko wywołało dziwne błyski na niebie w kolorze niebieskim.
Światło jakie towarzyszyło trzęsieniu ziemi pojawiają się najczęściej przy bardzo silnych wstrząsach. Zjawisko już kilkukrotnie zostało zarejestrowane i naukowcy podejrzewają, że ma ono związek z naprężeniami tektonicznymi i aktywnością sejsmiczną. W niektórych przypadkach podejrzewa się, że wyładowania mają związek z zniszczeniami zasilania elektrycznego. Najczęściej trudno jest jednak dokładnie określić pochodzenie źródła tych świateł, jak to miało miejsce ostatnio w Meksyku.
Operacja pod kryptonimem “Fast and Furious" jest jedną z najsłynniejszych nieudanych operacji w trakcie trwania kadencji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jej fiasko odbiło się szerokim echem wśród środowiska nie tylko demokratów, ale także krytykowana była szeroko przez opozycję. W wyniku akcji przez nieudolność urzędników zginęło wiele osób.
Fast and Furious była akcją przeprowadzoną przez Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej oraz Materiałów Wybuchowych ( Department of Justice Bureau of Alcohol, Tobacco, Firearms and Explosives (ATF)) na zezwolenie administracji prezydenta Baracka Obamy. Akcja miała na celu kontrolowany przemyt broni palnej za pomocą licencjonowanych dealerów broni na teren Meksyku. Celem było wyśledzenie nielegalnych karteli handlujących bronią na terenie tego kraju i współpracujących z nimi amerykanów. Agenci federalni, którzy kontrolowali przemyt bardzo szybko stracili nadzór nad szmuglowanym towarem (przeszło dwa tysiące egzemplarzy broni). Pierwsze dwie sztuki broni znaleziono na bezdrożach w Arizonie na miejscu dokonanego zabójstwa agenta straży granicznej, Briana Terry’ego. Kolejną broń znajdywano wśród ciał zabitych przechodniów w trakcie walk między kartelami na terenie Meksyku. Ze zgubionej broni mogło w przybliżeniu zginąć od 200-700 niewinnych osób.
Do zbadania całej afery powołano specjalną Komisję Kontroli i Reformy Rządu (The House Oversight and Government Reform Committee) pod przewodnictwem republikańskiego przewodniczącego Darrella Issy. Po kolei kolejne osoby były wzywane na przesłuchania w charakterze świadków, między innymi ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Eric Holder, któremu bezpośrednio podlegał ATF. Członkowie Komisji zażądali od niego dokumentów odsłaniających kulisy całej operacji i informacji o popełnionych błędach. Darell Issy odmówił udzielenia jakichkolwiek informacji powołując się na decyzję Obamy, który nieco wcześniej po raz pierwszy w czasie całej swojej prezydentury skorzystał z przywileju władzy wykonawczej i nałożył klauzulę tajności na wszystkie akta związane ze sprawą. Administracja uzasadniła działanie prezydenta formułą, że ujawnienie akt może mieć negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa publicznego.
Nowa, groźna sekta zdobywa popularność w Meksyku, USA i innych krajach latynoskich, będąc mieszanką katolickiej symboliki i azteckich wierzeń Santa Muerte może stać za masowymi ofiarami z ludzi.
Santa Muerte Blanca
Północna część Meksyku, szczególnie w stanie Chihuahua od wielu lat stanowią jeśli nie strefę wojny to wręcz terytorium kontrolowane przez gangi narkotykowe. Jak ujawnia opublikowany niedawno film dokumentalny, nie mamy już do czynienia ze zwykłymi grupami przestępczymi, lecz z zorganizowanymi sektami, wśród których potajemnie odrodziły się dawne religie Ameryki Środkowej.
Niewielu czytelników w Europie wie, że Meksyk od blisko 10 lat pogrążony jest w wojnie domowej, która objęła jego wiele północnych stanów. Narkotykowe kartele, które w połowie ubiegłej dekady kontrolowały blisko 90% amerykańskiego rynku zaczęły co raz bardziej naciskać na polityków w stolicy, z których część, niejako pod naciskiem opinii publicznej i USA zdecydowali się zbrojnie rozprawić z gangami. Jak się jednak okazało kartele nie tylko były w stanie stawić opór, ale też do dzisiaj de facto sprawują władzę nad niektórymi obszarami Meksyku. Próbujący się bronić mieszkańcy tamtejszych miasteczek oraz farmerzy zaczęli się organizować w oddolną partyzantkę, która próbuje stawiać opór narkotykowym gangom. Jak się okazuje, konflikt nie sprowadza się już jednak tylko do spraw bezpieczeństwa, ale dotyka spraw fundamentalnych, staje się nie tylko wojną religijną, ale też obroną przed ludobójstwem.
Pod płaszczem handlu narkotykami urosły organizacje, których skala działalności może znacząco przewyższać wszelkie doniesienia o krwawych egzekucjach ISIS. Tajne ludzkie rzeźnie gdzieś w Meksyku i USA, gdzie na masową skalę morduje się ludzi ku czci mrocznych azteckich bóstw. Jak wynika z zalinkowanego dokumentu szczególnie groźny staje się kult "Santa Muerte" (Świętej Śmierci), który z pozoru przypomina symbolikę katolicką, często nawet łączy wiele rytuałów, w istocie jednak ta specyficzna forma kultu nawiązuje do starożytnych wierzeń Mezoameryki i została potępiona przez Kościół katolicki. Co więcej kult Santa Muerte cieszy się szczególną popularnością wśród młodych Meksykanów a gloryfikacja terroryzmu i gangów dociera takimi kanałami jak YouTube do milionów ludzi.
Meksykowi grozi atak najsilniejszego huraganu jaki zaobserwowano na Zachodniej Półkuli, co gorsza cyklon ma dotrzeć do wybrzeży już dzisiaj!
Gdy jutro rano wstaniemy i włączymy wiadomości mogą do nas dotrzeć przerażające doniesienia na temat ogromnych zniszczeń jakich dokonał na zachodnim wybrzeżu Meksyku huragan Patricia. Jak bowiem podają amerykańskie media już teraz huragan ten uznany został za najpotężniejszy znany cyklon tropikalny kiedykolwiek zarejestrowany na Zachodniej Półkuli, jego prędkość sięgać może nawet 320 km/h.
Oko cyklonu może w najbliższych godzinach dotrzeć na wybrzeża Meksyku, szczególnie zagrożony jest stan Jalisco, w granicach którego leży drugie co do wielkości miasto Guadalajara a także słynny kurort wypoczynkowy Puerto Vallarta. Również sąsiednie stany są zagrożone, huragan oprócz ogromnej prędkości wyróżnia się także niezwykle niskim ciśnieniem, może on spowodować falę powodziową, która zagrożenie dla wszystkich nadmorskich miejscowości.
Huragan Patricia stanowi fenomen meteorologiczny, pobił już kilka rekordów jeśli chodzi o tropikalne cyklony - charakteryzuje się najwyższą znaną prędkością wiatru, najniższym ciśnieniem, jego siła rośnie również w zatrważającym tempie. Trudno przewidzieć skutki tego uderzenia, służby ratunkowe przygotowują się do akcji, mieszkańcy uciekają lub chowają się w bezpiecznych miejscach, już za kilka godzin Matka Natura po raz kolejny nauczy człowieka pokory.
Władze Meksyku już wkrótce opublikować mają starożytne dokumenty Majów, wśród których znajdą się dowody potwierdzające istnienie oraz kontakty człowieka z pozaziemskimi cywilizacjami.
Dokumenty mają być ujawnione przy wsparciu grupy archeologów, sam rząd meksykański póki co nie zajął w tej sprawie żadnego stanowiska, nie zostało również opublikowane żadne oficjalne oświadczenie. Jedyną osobą która postanowiła się odnieść do całej sprawy jest Luis Augusto García Rosado, minister turystyki stanu Campeche, który w telefonicznym wywiadzie wspomniał o istnieniu leżących w dżungli lądowisk liczących około 3 tysięcy lat, przyznał również, że miał miejsce kontakt "między Majami a istotami pozaziemskimi, co znajduje potwierdzenie w tłumaczeniach źródeł, które rząd od pewnego czasu przetrzymywał w zabezpieczonych, podziemnych kryptach".
Powyższe informacje pochodzą jeszcze z roku 2011 kiedy to opublikowany został film dokumentalny "Objawienia Majów na rok 2012 i poza niego". Od tego czasu w tej sprawie nic się nie dzieje, wiadomościami na ten temat zainteresowały się co prawda media, w tym brytyjski Guardian, ale od tego czasu sprawa zdaje się przycichła. Czy w związku z tym dokumenty dowodzące kontaktów obcych cywilizacji z Majami to nic innego jak kolejny mit? A może ktoś zablokował publikację tych materiałów chcąc pozostawić sprawę niewyjaśnioną do końca?
Producenci filmu, jeszcze zanim doszło do jego premiery zapowiadali, że ujawnione zostaną przez nich wyniki odkryć jakich dokonano w latach 30-tych XX wieku na terytorium Gwatemali. Sprawa została wówczas ukryta przez władze Meksyku, USA i Wielkiej Brytanii
Lista Polaków, których życie odbiło wyraźne piętno na historii ludzkości rzadko kiedy uwzględnia tą nieco zapomnianą a bardzo wpływową postać. Dzisiaj przypominam wpis, poświęcony Józefowi Rettingerowi. Czy już o nim słyszeliście?
Czy normalny człowiek może przyjaźnić się z setkami wybitnych arystokratów, polityków, naukowców i artystów? Retinger mógł
- stwierdza Włodzimierz Kalicki w artykule "Gracz, który budował
Europę" opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" z 18-19 września 2010. Kim
była z najbardziej tajemniczych postaci w polskiej historii XX wieku?
Józef Hieronim Retinger
(1888-1960). Urodził się 17 kwietnia 1888 w kamienicy przy ulicy
Wiślnej 3 w Krakowie. Był najmłodszym dzieckiem Józefa Stanisława
Retingera, znanego krakowskiego adwokata i Marii
Krystyny, córki profesora chemii Emiliana Czyrniańskiego, rektora
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego ojciec zmarł gdy Józef Hieronim miał
zaledwie 10 lat, jego matka aby uzyskać środki na wykształcenie dzieci
sprzedała rodzinny majątek i kupiła mniejszy w okolicach Wieliczki.
Po ukończeniu katolickiego liceum św. Anny w Krakowie Retinger przyjęty
został do nowicjatu zakonu jezuitów w Rzymie (stało się to dzięki pomocy
zaprzyjaźnionego z rodziną hrabiego Władysława Zamoyskiego), który
jednak wkrótce opuścił rozpoczynając studia na École des Sciences
Politiques oraz na Wydziale Literatury w Sorbonie. Po ich skończeniu,
dzięki protekcji Zamoyskiego związał się z elitami ówczesnego Paryża
nawiązując szerokie znajomości wśród tamtejszych artystów i polityków,
wkrótce też po obronieniu doktoratu stał się najmłodszym w europie
doktorem literatury. Na tym nie skończyła się jego przygoda ze studiami,
uczęszczał bowiem także na zajęcia ze studiów psychologii narodów w
Monachium, przebywał także we Florencji oraz w londyńskiej London School
of Economics.
Amerykańska agencja szpiegowała obywateli Francji i Meksyku, włamano się nawet na prywatną skrzynkę mailową prezydenta tego drugiego państwa.
Jak donosi francuska gazeta Le Monde, pracownicy US National Security Agency (Narodowa Agencja Bezpieczeństwa - NSA) zajmowali się śledzeniem aktywności w sieci wielu osób nie mających nic wspólnego z terroryzmem za to zajmujących wysokie pozycje w polityce, mediach czy w biznesie. Nie jest to co prawda pierwsze doniesienie na temat działalności tej instytucji, podejrzenia, że NSA szpieguje obywateli innych państw były wielokrotnie powtarzane za pośrednictwem wszelkiej maści alternatywnych mediów. Teraz jednak sprawą zainteresowały się również media tak zwanego "głównego" nurtu.
Według francuskiego dziennika tylko na przełomie grudnia 2012 i stycznia 2013 agencja zgromadziła dane blisko 70 milionów rozmów przeprowadzonych przez francuskich obywateli. Wkrótce podobne sensacje opublikował również niemiecki Der Spiegel, który poinformował o przechwytywaniu wewnętrznych e-maili wysyłanych między członkami rządu Meksyku, w tym prezydenta Peña Nieto. Sprawa publikacji spotkała się z resztą z ostrą reakcją meksykańskiego rządu, który oświadczył, że sprawa wpłynie poważnie na wzajemne stosunki między obydwoma państwami. Według Der Spiegel NSA śledziła meksykańską pocztę przez lata.
NSA jest obecnie najpotężniejszą (znaną opinii publicznej) organizacją wywiadowczą zajmującą się śledzeniem i gromadzeniem danych na temat ludzi na całym świecie. Oficjalnie ma ona służyć walce z terroryzmem i wyszukiwaniem osób, które mogą w przyszłości stać się potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego, jak jednak pokazuje praktyka profil działalności organizacji jest znacznie dalszy od zamierzonych.
Prezydent Meksyku zamierza wprowadzić nowe regulacje dotyczące prawa energetycznego, które mogą otworzyć drzwi do większego zaangażowania zagranicznych firm naftowych w kraju. Jakie implikacje będzie to miało dla światowego rynku energii?
fot. rigzone.com
Prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto proponuje zmiany w konstytucji, które otwierają drzwi dla prywatnych firm, w tym międzynarodowych potentatów branży naftowej, do poszukiwania i wydobycia ropy naftowej. Działania te mają być podejmowane we współpracy z państwową spółką naftową Petroleos Mexicanos. Firma znana jako PEMEX, miała monopol na wydobycie ropy przez ostatnie 75 lat...
Meksyk zachowa prawo własności złóż i będzie dzielił zyski firm naftowych. "Proponowane w Meksyku zmiany są bardziej podobne do tych w Iraku, aniżeli Brazylii czy Norwegii", podkreśla anonimowy ekspert rynku ropy. "Wydobycie ropy naftowej w Meksyku spadło do 2,5 mln baryłek dziennie z 3,4 mln baryłek w 2004 roku. Ponadto rząd nie ma ani pieniędzy, ani wiedzy, aby zbadać i wydobywać ropę na głębokich wodach Zatoki Meksykańskiej, to jest terenach na których międzynarodowe firmy naftowe odnoszą wielkie sukcesy", dodaje ekspert.
Meksyk jest wciąż jednym z największych dostawców zagranicznych ropy naftowej do USA oraz Kanady. Produkcja w Meksyku będzie zatem zwiększać bezpieczeństwo energetyczne przede wszystkim w Ameryce Północnej. Możliwe jest także zwiększenie zdolności Meksyku do uniezależnienia się od importu benzyny z USA (poprzez nowe technologie rafinacji).
Co istotne, Meksyk ominęła możliwość importowania taniego gazu ziemnego, który jest wynikiem "boomu" na wydobycie gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych. Brak odpowiedniego gazociągu łączącego USA z Meksykiem skutecznie ogranicza możliwości importu "wystarczającej ilości takiego gazu". Ostatnie działania meksykańskiego rządu wydają się być zatem odpowiedzią na rosnące światowe zapotrzebowanie na energetyczną niezależność.
Co Waszym zdaniem może zmienić zwiększenie wydobycia ropy w Meksyku na globalnym rynku?
Prototypy "odrzutowych plecaków" mają się coraz lepiej i zdaniem ekspertów są gotowe do "rzeczywistego startu i wdrożenia na rynek". Liczba firm chcących sprzedawać tego typu maszyny dla swoich klientów indywidualnych wzrosła aż o 33% w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Czy naprawdę jesteśmy tak blisko spełnienia filmowej fikcji?
fot. popularmechanics.com
Firmy zakładają, że każdy z nas chce latać nie samolotem czy helikopterem, ale za pomocą niewielkiego plecaka, sterowanego intuicyjnie i pozwalającego uciec nam w przestworza w dowolnym miejscu i czasie. Niektórzy eksperci twierdzą, że rok 2013 będzie początkiem końca ery samochodów osobowych i czeka nas "rewolucja w transporcie indywidualnym".
Urządzenia tego typu testowane były jeszcze w latach 60-tych, z mniejszym lub większym sukcesem. Dziś sprawą na poważnie chcą się zająć trzy światowe firmy: Tecnologia Aeroespacial Mexicana, Colorado-based JetPack International oraz Thunderbolt Aerosystems z siedzibą w Kalifornii. Ta ostatnia planuje wprowadzenie pierwszego komercyjnego modelu jeszcze w tym roku!
Prze długie lata technologia "odrzutowych plecaków" była w powijakach, testy odrzutowych silników często rozczarowywały, a kwota 100.000 dolarów za model skutecznie odstraszała przeciętnego konsumenta. Dziś sytuacja się zmienia: pierwowzór masowego modelu New ThunderPack TP R2-G2 waży od 170 do 182 kg, jednak nie obciąża jak inne modele pleców, a biodra. Ponadto jego pilotowanie zdaniem producenta ma być "intuicyjnie łatwe i przyjazne", zwiększono także wydajność paliwa oraz czas przelotu (20-30 minut).
Nasze fantazje z dzieciństwa mają szansę się spełnić. "Odrzutowe plecaki", które do tej pory tylko okazjonalnie przyciągały media, mają okazję na realne zastosowanie. Przy odrobinie cierpliwości i funduszy, możemy niebawem doczekać się zupełnie nowych możliwości w przemieszczaniu na odległość.
Czy Waszym zdaniem "odrzutowe plecaki" czeka świetlana przyszłość? Czy może są to tylko gadżety dla wybranych?
Archeolodzy w Meksyku odkryli właśnie coś, co wygląda jak stożkowata czaszka kosmity. Pochodzenie czaszki datuje się między 945 a 1308 rokiem naszej ery. Do nietypowego znaleziska doszło przypadkowo, podczas kopania systemu irygacyjnego w północno-zachodnim stanie Sonora w Meksyku.
fot. greatdreams.com
Tajemnica El Cementerio w Meksyku
Cristina Garcia Moreno z Arizona State University, która pracowała nad projektem wyjaśniła, że podobnie "zdeformowane" czaszki znaleziono już jakiś czas temu na cmentarzu w Hiszpanii. "Nie wiemy do końca dlaczego populacje w Hiszpanii oraz w Meksyku miałyby specjalnie deformować głowy", podkreślała Moreno w ostatnim wywiadzie dla ABC News.
"Zakładamy, że deformacja ludzkich czaszek była częścią starożytnego rytuału, który miał miejsce ok. 1000 lat temu. Deformacja mogła zostać osiągnięta poprzez wiązanie ludzkiej głowy między dwoma blokami z drewna w celu wywarcia nacisku na czaszce. Zastanawiającym jest jednak fakt, dlaczego ten sam typ czaszki pojawił się teraz w zupełnie innym miejscu globu", dodaje badaczka.
300 metrów od wioski Onavas w Meksyku
archeolodzy odkryli nietypową czaszkę.
Jej pochodzenie wzbudza wiele kontrowersji.
(fot. redorbit.com)
Deformacje czaszki były w historii często wykorzystane przez różne społeczeństwa na świecie jako rytuał lub zabieg mający na celu rozróżnienie statusu w grupie lub pomiędzy grupami społecznymi. Powód dla którego osoba, której czaszkę znaleziono na El Cementerio w Meksyku miałaby deformować swoją pozostaje nadal nieznany.
Podnoszone są także nieoficjalne pytania o to, czy to na pewno czaszka człowieka. Wątpliwym jest, czy ludzkie kości byłyby w stanie wytrzymać tak daleki zakres deformacji. Zespół badaczy Cristina Moreno odkrył w Meksyku również inne artefakty w pobliżu tajemniczej czaszki - wisiorki, pierścienie nosowe oraz biżuterię. Archeolodzy zamierzają kontynuować swoje badania jak najszybciej.
Co wiemy o podobnych czaszkach?
"Ten obiekt z pewnością nie należy do człowieka",
podkreślają naukowcy o znalezisku w Peru.
(fot. freedomsphoenix.com)
Znalezisko w Meksyku nie pozostaje jednak jedynym, które wywołało ogromne zainteresowanie. Na niezwykłe znalezisko natrafili także naukowcy przy jednym ze stanowisk archeologicznych w Peru. Odnaleziono tam dziwaczną czaszkę o bardzo niekonwencjonalnej formie. Antropolodzy, którzy przyjrzeli się obiektowi, nie mieli wątpliwości - element szkieletu na pewno nie należy do istoty ludzkiej.
Odkrycie dokonane w peruwiańskim mieście Andahuaylillas podzieliło komentatorów, którzy nie są jednomyślni w ocenie jego natury, a medialne doniesienia po ujawnieniu nietypowego kośćca wywołały natychmiast falę spekulacji, co do jego pochodzenia. Najczęściej pojawiające się sugestie wskazują na to, że czaszka pochodzi od przedstawiciela obcej cywilizacji. Antropolodzy z różnych zakątków świata nie przesądzają oczywiście, do kogo należała czaszka, ale jednego są pewni - na pewno nie był to człowiek.
Zdaniem wielu na fotografii Marsa wykonanej przez NASA
wyraźnie widać czaszkę przedstawiciela obcej cywilizacji.
(fot. ohgizmo.com/NASA)
Gorąco było także w maju 2009 r. Tym razem z powodu zdjęcia wykonanego na powierzchni Marsa. Zdaniem wielu osób, na fotografii opublikowanej wówczas przez agencję kosmiczną NASA, widać było czaszkę przedstawiciela obcej cywilizacji. Jak informowały wówczas media, na pierwszy rzut oka rzeczony obiekt przypominał skałę. Burza wybuchła, gdy część zapaleńców uznała, że widoczny na fotografii przedmiot nie jest fragmentem skały, ale czaszką należącą do przedstawiciela obcej cywilizacji.
Niektórzy uznali, że uwieczniona na zdjęciu struktura zawiera oczodoły i nos. „Czaszka ma 15 centymetrów i oczodoły oddalone od siebie o 5 centymetrów. Ma pojemność około 1400 centymetrów sześciennych" - wyznał jeden z obserwatorów, którego zacytowały gazety.
Pytanie o pochodzenie
W literaturze funkcjonują rozmaite teorie próbujące tłumaczyć pochodzenie zdeformowanych czaszek, które co jakiś czas odkrywane są przez archeologów w rozmaitych zakątkach Ziemi. Większość z nich posiłkuje się tezą o rytuałach poszczególnych kultur, inne odwołują się do "mutacji" genetycznych i fizycznych osób, których szkielet odnaleziono.
Należy jednak nadmienić, że w wielu przypadkach nauka pozostaje bezsilna i nie znajduje odpowiedzi na pochodzenie tajemniczych czaszek. Co jakiś czas także teorie, które tłumaczą ich genezę są modyfikowane lub w ogóle negowane.
Co Waszym zdaniem znaleziono w Meksyku? Czy opisane w artykule czaszki mogły należeć do przedstawicieli obcych cywilizacji?