Pokazywanie postów oznaczonych etykietą globalne ocieplenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą globalne ocieplenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Koniec rolnictwa: jedzenie z laboratoriów może zakończyć uprawę ziemi jaką znamy

Współczesne, uprzemysłowione rolnictwo ma równie wielu zagorzałych przeciwników, co i zwolenników. Nie bez znaczenia pozostaje jego wpływ na środowisko, podkreślany jest choćby wpływ wielkich hodowli na produkcję CO2 czy tworzenia monokultur uprawnych. Jedną z odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na żywność, ale i na problemy klimatyczne ma być produkcja jedzenia "z próbówki". 


Jak zauważa brytyjski dziennikarz i aktywista ekologiczny George Monbiot, dzięki postępom w rozwoju sztucznie hodowanej żywności, nie tylko roślinnej, ale także mięsa może sprawić, że w najbliższych kilkudziesięciu dekadach dojdziemy do momentu, gdy tradycyjnie rozumiane rolnictwo po prostu przestanie istnieć. 

Tezy te potwierdza opublikowany niedawno raport think tanku RethinkX, który przewiduje, że do 2035 roku środki odżywcze hodowane w laboratoriach będą nawet 10-krotnie tańsze w produkcji niż te pochodzenia zwierzęcego, co finalnie doprowadzi zarówno rolników, jak i wielkoprzemysłowych farmerów do bankructwa. 

Czy ten scenariusz jest już przesądzony? Nie do końca. W kontrze do tych opinii pojawiają się głosy, że produkcja mięsa i innych protein w laboratoriach będzie kosztować ogromne zapasy energii i uczynienie tego projektu zeroemisyjnym bądź neutralnych dla środowiska oznaczać będzie inwestycje w ogromne ilości paneli słonecznych, co w efekcie oznaczać może zastąpienie pól uprawnych farmami fotowoltanicznymi. 

Niemniej, technologia laboratoryjnej produkcji wciąż się rozwija i w ciągu nadchodzących dekad może znacząco zmienić strukturę żywienia ludzkości, szczególnie jeśli ludzi wciąż będzie przybywać.

wtorek, 4 grudnia 2018

Ekspert NASA: Jak zmienia się pokrywa lodowa w Arktyce?

Biegun północny pokryty jest w całości lodem, jednak grubość lodowej czapy, podobnie jak jej zasięg zmieniają się w przeciągu lat. Poniższy film pokazuje, jak zmieniała się ta pokrywa w ostatnim czasie. Jaka jest konkluzja? Starszy lód, który zbierał się przez wiele lat, znika. 




czwartek, 5 listopada 2015

Globalne ocieplenie? Wręcz przeciwnie, lodowce Antarktydy rosną!

Nie ma problemu z globalnym ociepleniem. Nie ma ryzyka, że morza zaleją najważniejsze miasta świata. Tak przynajmniej twierdzi NASA.

fot. NASA


Tylko w latach 1992-2001 pokrywa lodowa Antarktydy rosła o ponad 112 miliardów ton rocznie - podaje NASA. Ten położony na biegunie południowym kontynent od ponad 10 000 lat wciąż gromadzi się spadający śnieg, trudno zatem mówić o jakimkolwiek topnieniu. 

Popularne teorie dotyczące globalnego ocieplenia głoszą, że czapy lodowców na obu biegunach topnieją w zastraszającym tempie co może spowodować znaczące podniesienie się poziomu mórz a tym samym doprowadzić do poważnych zmian klimatycznych. Teorie te podała w wątpliwość Amerykańska Agencja Kosmiczna, która zweryfikowała zdjęcia satelitarne z ostatnich lat, widać na nich wyraźnie, że nawet jeśli niektóre czapy lodowców odrywają się od lądolodu to w tym samym czasie opady śniegu wyrównują stratę i to z nawiązką. 

Według NASA wzrost przebiegał następująco: 

  • W latach 1992-2001 112 miliardów ton lodu rocznie, 
  • W latach 2003-2008 82 miliardy ton lodu rocznie
Jakie to może mieć przełożenie na poziom mórz? Okazuje się, że efekt jest dokładnie odwrotny - w tej chwili rocznie poziom ten maleje o 0.23mm, nie są to szczególnie zatrważające wielkości, ale należy pamiętać, że zmiany klimatyczne odbywają się w sposób ciągły i wartości te mogą ulec kolejnym zmianom.




czwartek, 10 września 2015

Czy naukowcom uda się przywrócić syberyjskiego wirusa-zombie?

Ocieplający się klimat to nie tylko podnoszenie się poziomu mórz, tornada i susze. To także zupełnie nowe terytoria, które do tej pory były skute lodem, to także nowe tereny pod uprawę i lepsze warunki do uprawy roślin. To również nowe zagrożenia, na przykład powrót starych, zdawałoby się wytępionych już chorób, a także prehistorycznych wirusów, których działania nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Z tego też powodu francuski zespół badaczy przygotowuje się do rozmrożenia jednego z zamarzniętych mikrobów. Odnaleziony w wiecznej zmarzlinie wirus sprzed 30 tysięcy lat może już wkrótce zostać przywrócony do życia. 

źródło: Phys.org


Prehistoryczny wirus Mollivirus sibericum został odnaleziony przez francuskich biologów w północno-wschodniej Rosji, jak podaje naukowy magazyn PNAS mierzy on 0,6 mikrona i jest jednym z czterech odkrytych w tym miejscu od 2003 roku. 

Ocieplenie klimatu stawia przed naukowcami zupełnie nowe pytania, przede wszystkim dotyczące tego jakie jeszcze wirusy i bakterie ulegną rozmrożeniu po tym jak stopnieją lody w strefie polarnej. W wyniku roztopienia wiecznej zmarzliny przed ludźmi otwierają się nowe perspektywy, ogromne połacie terenu staną się przyjazne do życia i zapewne powoli zaczną powstawać tam ludzkie osiedla a później także miasta. Z tego też powodu ma zostać przeprowadzony omawiany eksperyment - zanim wirus zostanie rozmrożony biolodzy upewnią się, że mikrob nie będzie źródłem chorób dla ludzi i zwierząt. W rozmowie z agencją AFP członek zespołu, Jean-Michel Claverie podkreśla, że nawet nieduża tkanka zwierzęca ( w tym przypadku ameba) powinna wystarczyć do zbadania zagrożenia jakie może stanowić wirus. 

"Jeśli nie będziemy ostrożni i dokonamy uprzemysłowienia tych terenów bez ustawienia odpowiednich zabezpieczeń może dojść do sytuacji gdy pewnego dnia obudzimy wirusy podobne do wirusa ospy, który jak nam się wcześniej wydawało zupełnie już wyginął." - dodaje Claverie.



środa, 9 września 2015

Wojna wywołana przez suszę? Na kilka lat przed wybuchem wojny domowej w Syrii doszło do prawdziwej klęski!

Podczas lektury kolejnych artykułów na temat imigrantów nacierających wielkimi falami do Europy często spotykamy się ze stwierdzeniem, że powodem ich ucieczki są prześladowania i trwająca w Syrii wojna. Ich przeciwnicy twierdzą jednak, że tak naprawdę imigranci przybywają na Stary Kontynent szukać lepszego życia. Kto ma rację? Wydaje się, że obie strony, na pewno zaś sytuacja gospodarcza Syrii w ostatniej dekadzie znacząco się pogorszyła. Nie tylko z powodu wojny. 



Syria leży w sercu tzw. Żyznego Półksiężyca, części świata, w którym najwcześniej w historii rozwinęło się rolnictwo, w którym swoje korzenie ma wiele potężnych cywilizacji i w którym leżą najdłużej nieprzerwanie zamieszkane miasta świata (Damaszek). Teraz jednak, w wyniku trwającej suszy to może się zmienić. 

Jak twierdzi Francesco Femia, współzałożyciel Center for Climate and Security zajmującej się związkami pomiędzy zmianami klimatycznymi a bezpieczeństwem zwraca uwagę na fakt, że w latach 2006-2011 w Syrii trwała susza, która dotknęła blisko 60% powierzchni kraju. W efekcie doprowadziło to do zniszczenia znaczących połaci upraw w tym do niedawna bardzo żyznym rolniczym kraju. 

Sytuację pogorszyła polityka rządu, który dotował uprawę pszenicy i bawełny wymagających znaczącego nawadniania, które było prowadzone ponadto w sposób nieumiejętny, prowadząc do dalszego wysychania gleby. W rezultacie na północy i południu Syrii blisko 75% rolników straciło swoje uprawy, na północnym wschodzie pasterze stracili blisko 85% pogłowia. To spowodowało z jednej strony znaczący wzrost cen żywności w całym kraju, z drugiej zaś masową migrację ze wsi do miast ludzi, którzy po utracie swoich gospodarstw próbowali znaleźć pracę w mieście. To często kończyło się niepowodzeniem, prowadząc do pogorszenia nastrojów społecznych i protestów. Reżim Bashara al-Assada rozpoczął aresztowania, które tylko pogorszyły atmosferę. W końcu doszło do wybuchu wojny.




czwartek, 11 czerwca 2015

Jak szybko Kalifornia zapada się pod ziemię?

Joseph Poland w 1977 roku

Czy tak ogromne terytorium jakim jest Kalifornia może się zwyczajnie zapaść pod ziemię? Brzmi to co najmniej szokująco, jeśli nie wręcz groteskowo, ale tak może właśnie się stać, zważywszy, że stan ten w ciągu pięćdziesięciu lat zapadł się o blisko 3 metry.


Jeden z najbogatszych stanów USA boryka się w ostatnich latach z wieloma poważnymi problemami. Oprócz kryzysu ekonomicznego Kalifornia ma poważne problemy z trwającą od dłuższego czasu suszą, która niszczy kolejne uprawy każdego roku i powoduje, że co raz większe połacie stanu powoli pustynnieją. Na tym jednak kłopoty się nie kończą, okazuje się bowiem, że średnia wysokość nad poziomem morza również drastycznie się obniża i po raz kolejny jest to związane z brakami wody.

Powodem jest bowiem trwające od lat 20 XX wieku czerpanie przez mieszkańców z podziemnych pokładów wody, które wykorzystywane są do podlewania upraw i nieustannego nawadniania pól. Już w latach 30. naukowcy zauważyli, że dzieje się coś dziwnego i w wielu miejscach ziemia się zapada, wkrótce też hydrolog, Joseph Poland zauważył co może być przyczyną tego dziwnego zjawiska. Zaobserwował on bowiem, że wypompowywana spod ziemi woda tworzyła ogromne, czasami długie na wiele mil puste przestrzenie, które w wielu miejscach nie wytrzymały nacisku i zaczęły się zapadać.

Teraz jednak, w wyniku trwającej suszy skutki pompowania wody z podziemi stały się znacznie poważniejsze - chcąc ratować swoje plony ludzie czerpią jeszcze więcej wody (szacuje się, że obecnie blisko 60% upraw podlewanych jest wodą pochodzącą ze studni) a to powoduje jeszcze większe zapadanie się kolejnych połaci ziemi. Tylko jedno miasto El Nido obniża się o blisko jedną stopę rocznie, w wielu rolniczych obszarach Kalifonii pękają mosty, kanały i drogi, a służby co raz bardziej uświadamiają sobie, że to dopiero początek ich problemów.



piątek, 10 kwietnia 2015

Jak wyglądałaby Ziemia gdyby lodowce stopniały?

Pod wodą zniknęłyby takie miasta jak Odessa, Petersburg, Londyn, Sztokholm, Kopenhaga, Bruksela, Wenecja, Lizbona czy Barcelona w Europie, Kalkuta i Mombaj, Szanghaj, Bangkok, Pekin czy Tokio w Azji. Zatoka Perska byłaby prawie dwa razy większa, a w samym środku Australii powstałoby nowe morze. To tylko kilka zmian jakie moglibyśmy zaobserwować gdyby lodowce stopniały a poziom mórz uległ znacznemu podniesieniu.







czwartek, 9 kwietnia 2015

Zaskakująca wiadomość! Powierzchnia lasów na świecie rośnie!

Obawy przed nagłym spadkiem powierzchni lasów na Ziemi okazują się być nieco przedwczesne, jak pokazują zdjęcia satelitarne poziom zalesienia naszej planety wcale bowiem nie maleje. 
 
Lasy deszczowe są wycinane przede wszystkim w Brazylii i w Azji
 
Niebywały wzrost liczby ludności w ostatnim stuleciu sprawił, że wyżywienie tych ogromnych mas ludzkich wymagać będzie dalszej wycinki lasów na całym świecie i urządzania na ich miejscu pól uprawnych. Czy zatem w najbliższych dekadach lasy zostaną wytrzebione do tego stopnia, że będziemy mogli je oglądać jedynie w parkach narodowych i rezerwatach? Takim mrocznym scenariuszem straszą nas media i ekolodzy, ale czy ma to związek z rzeczywistością?

Niezwykle cennych danych w tym temacie dostarczają nam krążące wokół Ziemi satelity, na podstawie zrobionych przez nie zdjęć można ocenić poziom zalesienia na planecie. Ku ich zaskoczeniu okazało się, że w ciągu ostatnich 20 lat pomimo znacznego ubytku powierzchni lasów w Ameryce Południowej i Azji Południowo-Wschodniej w innych rejonach, szczególnie Australii i Afryce Subsaharyjskiej lasy powiększyły się w tak znaczącym stopniu, że wyrównały poniesione straty. Lasy powracają także w byłych republikach sowieckich gdzie wiele ogromnych, należących do państwa gospodarstw rolnych upadło i na byłych polach i pastwiskach z powrotem wyrastają drzewa. Inaczej rzecz wygląda w Chinach, tam, szczególnie na wschodzie kraju chcąc osłonić się przed burzami piaskowymi z leżących w środkowej części kontynentu pustyń władze same prowadzą szeroko zakrojoną akcję sadzenia drzew i tworzenia naturalnej bariery ochronnej.

fot. Nature.com

Analizy dokonano przy pomocy metody pozwalającej na określenie ile biomasy lub żywej materii znajduje się na powierzchni planety, jak łatwo się domyślić strefy zalesiony posiadały tej biomasy najwięcej.Odrębną sprawą pozostaje jednak fakt, że lasy deszczowe np. w Brazylii wciąż są wycinane co wpływa bezpośrednio na ginięcie wielu gatunków zwierząt i roślin.
 
 
Występowanie lasów deszczowych na świecie



wtorek, 7 kwietnia 2015

Czy susza w Kalifornii to dopiero początek? Kiedy zacznie brakować wody?

Jeden z najbogatszych stanów USA od dłuższego czasu zmaga się z ogromnymi brakami wody, problemy są na tyle poważne, że po raz pierwszy w swojej historii Kalifornia dokonywać będzie drastycznych cięć we wszystkich obszarach gdzie zużycie wody może zostać ograniczone. 

Klimat w Kalifornii jest w większości śródziemnomorski, co roku występuje tam pora deszczowa poprzedzona jednak okresem wysokich temperatur i niskich opadów, który trwa od marca do października.  Jednakże od ponad trzech lat z rzędu pory deszczowej nie było, a cały stan cierpi od co raz powazniejszej suszy.  Na mapie poniżej przedstawiono Kalifornię wraz z sytuacją w poszczególnych regionach.

 Legenda:

D0 - Abnormally Dry

D1 - Moderate Drought

D2 - Severe Drought

D3 - Extreme Drought

D4 - Exceptional Drought

źródło: http://droughtmonitor.unl.edu/Home/StateDroughtMonitor.aspx?CA

Mimo, że sytuacja w Kalifornii jest w tej chwili najpoważniejsza, to jednak brak wody zaczyna być dostrzegany także w innych stanach, szczególnie tych położonych na zachód od Gór Skalistych, ale też na północy Teksasu oraz w rejonie Wielkich Równin. Kłopoty tych regionów mogą się odbić na całej gospodarce Stanów Zjednoczonych gdyż to właśnie stamtąd pochodzi większość produkowanej w USA żywności. 

Sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia zmuszać nas będzie do ponownego zdefiniowania tego jak zarządzamy naszymi zasobami wody pitnej i zacząć szukać sposobów na bardziej optymalne jej wykorzystanie. Jak twierdzi Steven Salomon skończyły się czasy gdy w górach zawsze można było znaleźć nowe źródła wody, równocześnie jednak ogromne jej ilości są marnowane. Przykładowo tylko w mieście Meksyk traci się 40-50% zasobów wodnych, zaś miasta w USA marnują ok 20-30%. 

To, co najbardziej martwi to zupełny brak przygotowania mieszkańców dotkniętych suszą stanów, problem jest o tyle poważny, że byli oni ostrzegani o nadchodzących niebezpieczeństwie. Czy powinniśmy zatem ignorować ostrzeżenia dotyczące braków wody także w innych rejonach świata, w tym w Polsce?

środa, 25 lutego 2015

Jeśli globalne ocieplenie to mit, to czemu topnieją lody Grenlandi?

Czy lody Grenlandii faktycznie się topią? Niedawno pisaliśmy o znikaniu lodowców na dalekiej północy i nowym wyścigu zbrojeń światowych potęg chętnych przejąć kontrolę nad do niedawna ukrytymi pod lodem zasobami. A co z Grenlandią?

Grenlandia jest największą wyspą świata, chociaż ludzie osiedlali się na niej od tysiącleci, to jednak wciąż pozostaje ona jako odrębne państwo najrzadziej zaludnionym krajem na naszej planecie. Ogromną powierzchnię wyspy aż w 80% pokrywa gruba pokrywa lodowa, a skupiska ludzkie znaleźć można jedynie na wybrzeżach. W tej chwili jednak może się to zmienić, gdyż od kilku lat zaobserwować można znaczące topnienie grenlandzkich lodowców. 




Tylko na początku XXI wieku leżący na Grenlandii lodowiec zmniejszył się o 85 kilometrów kwadratowych a w kolejnych latach oderwało się kilka znaczących fragmentów lodowca o łącznej powierzchni ponad 130 kilometrów kwadratowych, przy czym wciąż mówimy jedynie o pierwszej połowie ubiegłej dekady. W kolejnych latach odrywały się kolejne znaczące fragmenty (łącznie ponad 400 km kwadratowych).

Czy mamy zatem do czynienia z globalnym ociepleniem? Według NASA dane te nie są wcale jednoznaczne. Regularne zdjęcia satelitarne wyspy prowadzi się dopiero od początku lat 90 XX wieku, co więcej na Grenlandii znajduje się względnie niedużo stacji badawczych, które mogą regularnie mierzyć temperaturę i jej zmiany. Pozbawieni danych historycznych możemy jedynie się domyślać czy ostatnie kruszenie lodowców to faktyczny efekt zmian klimatu czy też jedynie okresowy proces, który zachodził już nie raz w przeszłości.

A jak by wyglądała Grenlandia bez lodu? Poniżej interesująca mapa fizyczna wyspy, jak widać mielibyśmy górzyste wybrzeże na wschodzie i na południu, na środku zaś ogromne jezioro. Ciekawe, jakie tajemnice kryje ono pod powierzchnią?





wtorek, 28 października 2014

Czy prąd morski stoi za upadkiem wielkich cywilizacji?

Wszyscy zapewne słyszeli o słynnym prądzie morskim znanym pod nazwą El Niño. Kojarzony jest on z wielkimi tornadami pustoszącymi wybrzeża Ameryki, ale też ze zbawiennymi deszczami, które ratują Kalifornię od suszy. Ostatnie odkrycia naukowców potwierdzają niezwykły wpływ tego prądu na dzieje ludzkości, gdyż to za jego przyczyną mogły powstawać i upadać cywilizacje. 

fot. wikipedia


Czy El Niño mógł na przykład być odpowiedzialny za wielką epidemię grypy, która w 1918 roku doprowadziła do śmierci aż 50 milionów ludzi? Wygląda na to, że owszem, mogła i świadczyć o tym mają wyniki badań nad lodowcami mieszczącymi się u podnóża Andów oraz w Himalajach. Dzięki próbkom lodu określić można czy dany rok był zimny, ciepły, suchy lub wilgotny nawet tysiąc lat temu. Lonnie G. Thompson, który jako jeden z pierwszych badaczy zajął się tym tematem jeszcze w latach 80. twierdzi, że odkrył jeden z najlepszych dowodów na to, że nasz klimat przechodzi współcześnie drastyczne zmiany. 

Thopson zauważył, że pewne cechy pobieranego lodu idelanie pokrywają się z migracjami Inków z Andów ku wybrzeżu a następnie z powrotem w góry. Podobnie rzecz miała się z Indianami, którzy zamieszkiwali Amerykę Środkową będącą jego zdaniem jednym z najbardziej wrażliwych na działanie prądów oceanicznych miejsc na świecie. Można pójść nawet dalej w tych dociekaniach i zastanowić się czy przypadkiem to właśnie te zmiany klimatyczne nie doprowadziły do nagłego zniknięcia całej cywilizacji Majów. 

Te niezwykle dramatyczne zwroty w historii zostały przez naukowców nazwane "czarnymi łabędziami" i zdaniem Thompsona wydarzenia te są silnie powiązane z działaniem El Nino. Zwraca on uwagę, że dokładnie w tym samym czasie doszło do epidemii dżumy w Europie oraz upadku dynastii Yuan w Chinach (zastąpionej przez dynastię Ming), której osłabienie wiąże się właśnie z wybuchem tam wielkiej zarazy - według danych uzyskanych z lodowców wydarzenia te poprzedziła trwająca ponad 30 lat susza. Później podobny atak "czarnych łabędzi" nastąpił w 1781 - w wyniku epidemii zginęło wówczas ponad pół miliona amerykańskich Indian a w tym samym czasie doszło do wyniszczających wydarzeń m.in. w Egipcie, na Karaibach, w Australii czy w Meksyku. Na tym z resztą nie koniec, rok 1918 to również znacząca data: rewolucja w Rosji, wielka epidemia grypy oraz koniec I Wojny Światowej, zdaniem Thompsona również mogące zostać połączone z wielkimi prądami oceanicznymi. 

Kiedy więc można się spodziewać kolejnego takiego przełomu? Tego nie da się niestety przewidzieć, aczkolwiek badacz zwraca uwagę na mające faktycznie miejsce cofanie się lodowców w Arktyce i na Grenlandii, jak również praktycznie zaniknięcie lodowców na innych obszarach, m.in. w górach Nowej Gwinei. 



źródło: Insidescience.org

wtorek, 29 lipca 2014

Krater na końcu świata: Na Syberii pojawiły się tajemnicze kratery, skąd się wzięły i dokąd prowadzą?

Na dalekiej północy pojawiły się trzy tajemnicze kratery. Nikt nie wie skąd się wzięły, ani dokąd prowadzą. Czy powstały w sposób naturalny?

fot. io9


Na półwyspie Jamał ludzie mówią, że spadły tam rakiety, inni znowu uważają, że to były spadające anioły. Bez względu na to kto ma rację, faktem jest, że około 27 września 2013 pojawił się tam tajemniczy krater o średnicy 30 metrów. 


Naukowcy nie są w stanie dojść do porozumienia co do sposobu powstania krateru, przyznają jednak, że ma on zbyt regularny kształt by być dziełem natury, z drugiej jednak strony nie wygląda też na dzieło człowieka. Więc kogo? Miejscowi opowiadają, że w okolicy najpierw widać było dym, a następnie, zupełnie niespodziewanie pojawił się błysk przypominający uderzenie niezwykle silnego pioruna. Na dnie krateru znajduje się podziemne jezioro, jednak do tej pory nie udało się ustalić jego głębokości. 


Najdziwniejsze jest jednak to, że krater na półwyspie Jamał nie jest jedynym. Kolejne dwa pojawiły się bowiem w ostatnim czasie na dalekiej rosyjskiej północy: jeden na terenie dystryktu Taz (mierzy on 15 metrów średnicy) natomiast drugi, mierzący zaledwie 4 metry średnicy pojawił się na półwyspie Tajmyr i choć nie jest on zbyt szeroki to jednak zdaniem badaczy może być on głęboki nawet na kilkaset metrów. 


Trudno w tej chwili ustalić przyczynę powstawania kraterów. Dzieli je od siebie wiele tysięcy kilometrów, nie wiadomo też dokąd prowadzą. Wśród najpopularniejszych teorii jest ta, mówiąca, że powstały one w wyniku wybuchu zgromadzonego pod ziemią metanu lub też z powodu zmian ciśnienia spowodowanym globalnym ociepleniem.

środa, 11 czerwca 2014

Topnieją lody Antarktydy, ale przyczyną nie jest globalne ocieplenie!

Potwierdza się powszechnie krytykowana informacja, że powoli topi się pokrywa lodowa pokrywająca zachodnią część Antarktydy. Dowody na to są jednoznaczne i potwierdzane przez tak poważne instytucje jak choćby NASA, która opracowała raport, z którego jasno wynika, że zachodnia pokrywa lodowa kontynentu będzie się regularnie kurczyć. Topnienie lodowców jest zdaniem naukowców nie do powstrzymania i znaczących zmian dojdzie już w nadchodzących stuleciach.


Fakt ten jest powszechnie wykorzystywany przez różnorakie organizacje ekologiczne, które nawołują do wprowadzenia takich rozwiązań, które docelowo sprawią, że proces ogrzewania się planety zostanie jeśli nie powstrzymany to przynajmniej znacząco spowolniony. Przyznał to również pracujący dla NASA's Jet Propulsion Laboratory Eric Rignot mówiąc, że "Antarktyda nie będzie na nas czekać".

Winny wulkan

Teraz jednak okazuje się, że sprawa topnienia lodowców jest znacznie bardziej złożona. Przede wszystkim proces ten jest znacznie starszy niż wcześniej sądzono i trwa on od blisko 20 tysięcy lat. Najbardziej istotna jest jednak jego przyczyna. Tutaj do zaskakujących wniosków doszli pracownicy Instytutu Geofizyki University of Texas w Austin, którzy dzięki wykorzystaniu radarów zauważyli, że przyczyną topnienia lodowca może być spowodowana czynnikami naturalnymi. Dostrzegli oni, że pod jednym z lodowców zaobserwować można znaczące źródła ciepła, które następnie rozchodzą się w różnych kierunkach, okazało się, że temperatury emitowane przez to źródło są znacznie wyższe niż dotychczas przypuszczano, . Powoduje to topnienie lodowej pokrywy od spodu i jego ześlizgiwanie się powoli ku morzu, co z kolei podnosi poziom oceanu. Według hipotezy teksańskich badaczy głównym źródłem ciepła może być znajdujący się pod lodowcem wulkan wyrzucający z siebie co raz to nowe porcje rozgrzanej magmy.

To niewyobrażalne dla nas środowisko termalne, a na dodatek znajduje się ono pod najbardziej niestabilnym lodowcem jaki mamy na Ziemi. Wyobrażenie sobie jak to funkcjonuje jest niemożliwością - stwierdził Don Blankenship, członek zespołu z Austin. Zdaniem badaczy kombinacja wysokich temperatur (100 miliwatów na metr kwadratowy, porównywalnie średnia temperatura pod kontynentami wynosi ok. 65miliwatów na m2) i zamarzniętej wody stanowi zupełnie nieprzewidywalną mieszankę, której skutków nie jesteśmy w żaden sposób sobie wyobrazić.


źródło: phys.org

czwartek, 27 marca 2014

Zobacz jak wygląda ekologiczny drapacz chmur nad amazońską dżunglą

Rainforest Guardian - Strażnik Lasów Deszczowych to nazwa drapacza chmur zaprojektowanego przez grupe chińskich architektów - Jie Huang, Jin Wei, Qiaowan Tang, Yiwei Yu i  Zhe Hao. Konstrukcja ma mieć kształt zbliżony do kwiatu lotosu i "wyrastać" bezpośrednio z amazońskiej dżungli.

Dzięki swojemu oryginalnemu kształtowi zajmować on będzie względnie niedużą powierzchnię a będzie przy tym zdolny gromadzić zapasy wody z deszczu, która następnie będzie podlegać procesowi filtracji i magazynowana w specjalnie opracowanych, gąbczastych "korzeniach", które zwisać będą z górnej platformy budynku. Ich forma ma sprawiać, że cała konstrukcja nie będzie naruszać delikatnego ekosystemu dżungli, w razie potrzeby woda może być przechowywana bądź też przetransportowana do gleby podczas suszy. 


evolo.us

Nie bez przyczyny budynek ten nazwano "strażnikiem", jego zadaniem jest bowiem między innymi przeciwdziałanie pożarom lasów deszczowych. W razie potrzeby zmagazynowana woda może być przy pomocy specjalnych latających niewielkich robotów przetransportowana w miejsce wybuchu pożaru i użyta do gaszenia. 
evolo.us

Budynek ma rzecz jasna spełniać również funkcje użytkowe, przeznaczone dla ludzi - u szczytu znajdą się miejsca dla laboratoriów i punktów obserwacyjnych, służących naukowcom do obserwacji ekosystemu dżungli i śledzenia zmian w klimacie. 

Powyższa budowla jest jednym z przykładów proekologicznego zwrotu jaki obserwujemy we współczesnej architekturze. "Rainforest Guardian" póki co znajduje się na etapie koncepcji i pobudzającej wyobraźnie wizualizacji, jednakże wątpliwości budzi wykonalność takiego projektu. W pierwszej kolejności trzeba by wszystkie elementy konstrukcji przetransportować i umieścić w odpowiedniej części dżungli, do tego osoby w nim przebywające musiałyby regularnie otrzymywać dostawy żywności i produktów codziennego użytku co wymagałoby albo drogi albo kosztownego transportu lotniczego. W końcu najważniejsze: kto za to zapłaci?

evolo.us

czwartek, 30 stycznia 2014

Globalne ocieplenie? Rok 2013 był jednym z najcieplejszych w historii!

fot. NCDC
W roku 2013 mieliśmy do czynienia z ogromną ilością anomalii pogodowych, a w wielu miejscach miała miejsce susza. Czy faktycznie globalne ocieplenie to mit?

Co więc możemy dowiedzieć się z powyższego raportu? Przede wszystkim od 1880 roku tylko cztery lata były cieplejsze niz rok 2013, ostatni taki gorący rok miał miejsce równo 40 lat temu, w 1973. Ciekawsze jest jedna co innego, otóż cały XXI wiek jest znacznie cieplejszy niż wcześniej, w okresie 2000-2013 mieliśmy średnio najwyższe temperatury od 134 lat (od kiedy regularnie prowadzone są pomiary). Na tym jednak nie koniec, zobaczmy do jakich pogodowych anomalii doszło w zeszłym roku:

  • Norwegia - był to drugi najwilgotniejszy rok od ponad 100 lat,
  • Wielka Brytania - to był bardzo zimny rok, dla Zjednoczonego Królestwa, podobna pokrywa śniegu była ostatni raz w 1979, natomiast średnie temperatury były najniższe od blisko 50 lat,
  • Hiszpania - największe opady deszczu w marcu od 1947 roku,
  • Rosja - szósty najcieplejszy rok z rzędu, są to również najcieplejsze lata odkąd prowadzone są pomiary (1900), poza tym na Dalekim Wschodzie, przy granicy z Chinami aż 140 rosyjskich miast ucierpiało z powodu największych od 120 lat powodzi,
  • Korea i Japonia odnotowały najcieplejsze lato w historii,
  • Izrael - w grudniu spadło tam między 30 a 50 cm śniegu, 
  • w Ghanie zanotowano najwyższą temperaturę w historii,
  • zasięg lodowca na Antarktydzie i w Arktyce był jednym z najniższych od 1979 roku,
  •  na Alasce odnotowane jedne z najwyższych opadów w historii stanu,
  • w czerwcu w Kanadzie doszło do jednej z największych klęsk powodziowych w historii kraju, 
  • susza dopadła Kalifornię, gdzie zanotowano najniższy poziom opadów odkąd w tym stanie prowadzi się pomiary,
  • w Meksyku dwukrotnie zmagano się z huraganami, do tego doszły jeszcze intensywne deszcze,
  • w Brazyli opady deszczów były lokalnie najniższe od pół wieku, z kolei w innych rejonach doszło do wylewu rzek i powodzi,
  • na całym świecie zanotowano 41 tajfunów i cyklonów, 


Źródło: NCDC



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf