Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eurazja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eurazja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2020

Turcja i Pakistan udzielają Azerbejdżanowi "wiekuistego poparcia"

Chodzi rzecz jasna o Górny Karabach i ponownej eskalacji tlącego się od dekad konfliktu między Armenią i Azerbejdżanem. 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Pakistanu wydało następujące oświadczenie: „Pakistan stoi po stronie braterskiego narodu Azerbejdżanu i popiera jego prawo do samoobrony. Popieramy stanowisko Azerbejdżanu w sprawie Górskiego Karabachu, które jest zgodne z kilkoma jednogłośnie przyjętymi rezolucjami Rady Bezpieczeństwa ONZ. ”

Z kolei Kazachstan wezwał Erewań i Baku do rozwiązania konfliktu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło chęć utrzymania pokoju między obydwoma państwami. Wyrażając swoje głębokie zaniepokojenie, ministerstwo powiedziało, że Nur-Sułtan wzywa oba kraje do podjęcia wszelkich środków w celu ustabilizowania sytuacji i rozpoczęcia dialogu. Również organizacje międzynarodowe Kazachstanu chętnie szukają pokojowych sposobów zakończenia konfliktu. W dzisiejszych czasach konflikt między dwoma państwami nie ogranicza się tylko do państw będących w konflikcie, ale do całego świata.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zamieścił na Twitterze następujące oświadczenie: „Naród turecki jak zawsze będzie wspierać naszych braci azerbejdżańskich wszystkimi naszymi możliwościami”. Turcja obwinia Erewan za starcie i zapewniła Baku, że Turcja udzieli Azerbejdżanowi pełnego poparcia. Poparcie Turcji i Pakistanu dla Azerbejdżanu wynika również z faktu, że wszystkie te państwa mają większość muzułmańską.

wtorek, 17 marca 2015

Czy Rosja może stać się krajem muzułmańskim?

Zdjęcia Paryża, Marsylii czy Londynu, na których co raz częściej można zobaczyć grupy modlących się muzułmanów to już standard. Dużo mówi się też o zachodnioeuropejskich konwertytach, którzy przeszli na islam i teraz walczą po stronie Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii. Mało kto jednak wie, że znany opozycjonista Aleksander Litwinienko na łożu śmierci przyjął islam i zmarł jako muzułmanin. Nie jest przy tym odosobniony w swoim wyborze, gdyż wśród Rosjan islam staje się co raz popularniejszy.

Muzułmanie żyją w Rosji od stuleci, dawniej byli przede wszystkim reprezentowani przez Tatarów, jednak islam jest też popularny wśród narodów Azji Środkowej i Kaukazu. Istotne jest jednak przy tym to, że przy malejącej liczbe rodowitych Rosjan populacja muzułmanów stale rośnie. Jak podaje Richard Pipes tylko w Moskwie przeciętna rosyjska kobieta rodzi średnio 1,1 dziecko, podczas gdy kobieta pochodzenia tatarskiego ma już tych dzieci sześcioro, zaś matki pochodzenia czeczeńskiego czy inguskiego potrafią mieć średnio dziesięcioro dzieci.



Chociaż Rosja nie publikuje oficjalnych statysyk dotyczących demografii dzielących przyrost naturalny na poszczególne grupy etniczne to jednak Mark Admonanis z Forbesa wysilił się na stworzenie interesującego opracowania dotyczącego poziomu rozrodczości w poszczególnych republikach na terenie kraju. Przede wszystkim okazało się, że w republikach zdominowanych głównie przez ludność słowiańską średnia liczba urodzin (w Rosji i tak niewysoka) jest o 3% niższa niż w pozostałych. Ponadto, jak podaje portal The Weekly Number muzułmańska populacja w Rosji charakteryzuje się też znacznie niższą średnią wieku od innych grup etnicznych.

Nie bez znaczenia pozostaje także odpowiednia ideologia. Przy bankructwie komunizmu młodzi mieszkańcy Rosji poszukują pomysłu i nowego systemu wartości: rosnącym zainteresowaniem zaczynają się cieszyć nie tylko nacjonalizm rosyjski, ale też choćby tatarski, do tego dochodzą takie ideologie jak eurazjatyzm czy też mający szczególnie silne oparcie w Czeczeni radykalny islam, którego popularność znacznie wzrosła wraz z wybuchającymi w tym kraju wojnami. Sam Ramzan Kadyrow ma szczególnie silną pozycję w obozie Władymira Putina, oficjalnie blokuje on działalność radykalnych islamskich bojówkarzy, lecz w praktyce wykorzystuje ten potencjał do własnych celów tworząc własną armię. Czy kiedyś, w momencie słabości Kremla nie skieruje tej armii przeciwko swoim dotychczasowym protektorom?

Ramzan Kadyrow



czwartek, 13 listopada 2014

Nowy "Jedwabny Szlak" - Chiny wydadzą 40 miliardów dolarów na odbudowę słynnego szlaku handlowego

Państwo Środka szuka nowych ścieżek wymiany handlowej z całym światem, jedną z nich ma być stworzenie "Jedwabnego Szlaku"  XXI wieku.

dawna mapa przedstawiająca Jedwabny Szlak w średniowieczu


Położenie Chin to temat na odrębną książkę. Swego czasu bardzo popularne było stwierdzenie, że Państwo Środka to w istocie wyspa, otoczona morzem, górami i niedostępnymi pustyniami. Mimo wszystko jednak przez setki lat to nie powstrzymywało śmiałków przed pokonywaniem niebezpiecznych szlaków i docieraniem do odległej krainy, na handlu z którą mogli się bajecznie wzbogacić. Pamiętając o tym Pekin postanowił odbudować słynny, Jedwabny Szlak.

Tak jak wspomniałem we wstępie jedną z istotnych cech Chin jest ich położenie. Lokalizacja tego państwa sprawiała, że było ono z wielu stron zabezpieczone przez najazdami, ale też nie mogło ono rozwinąć swojego handlu jeśli tylko spotykało się z silniejszym przeciwnikiem na morzu. Tak było w wieku XIX i do pewnego stopnia w XX, tak jest też w wieku XXI kiedy to niezwykle ważne dla przetrwania Chin znaczenie ma tak zwany "pas perłowy" lub "perłowy szlak" ciągnący się wzdłuż południowych wybrzeży kontynentu eurazjatyckiego. Jest on jednak ryzykowny, bo wciąż kontrolowany przez głownego rywala - Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników, dlatego też Pekin zdecydował się zainwestować w szlak, który dało się przemierzyć na długo zanim pojawiła się kolei i autostrady.

Obecnie zdaniem prezydenta Chin Xi Jinpinga połączenia w Azji przypominają "szyjkę od butelki", są nieprzepustowe i nie spełniają oczekiwań rosnących gospodarek tej części świata. Celem Pekinu jest stworzenie sieci dróg, które rozpoczynać się będą w prowincji Xi'an w Chinach centralnych a następnie rozciągać w kierunku Kazachstanu by skręcić na południowy zachód do Iranu. Stamtąd przez Irak, Syrię i Turcję łączyć się będzie z Europą. Od cieśniny Bosfor szlak ma podążać na północ - przez Bułgarię, Rumunię, Węgry i Czechy w kierunku Niemiec i portu w Roterdamie oraz na południe do Wenecji. 


Co ważne, trasa ta w ten sposób ominie nie tylko całą Nizinę Środkowoeuropejską, na której leży też Polska, ale i okrążać będzie od południa Rosję, z którą wydawałoby się Chiny odczuwają pewną wspólnotę interesów. Jak widać wspólnota ta nie zawsze dotyczy kwestii dominacji w Azji.
 


środa, 9 kwietnia 2014

NATO ostrzega Rosję: dalej nie pójdziecie

W momencie zajmowania Krymu Rosja nie spotkała się z praktycznie żadnym oporem ze strony Zachodu jak i wojsk Ukrainy. To sprawiło, że władze w Moskwie zdają się wykorzystać sprawdzoną strategię i po zabezpieczeniu Floty Czarnomorskiej teraz będą dążyć do przejęcia kontroli nad ukraińskim zagłębiem przemysłowym.

fot. Andrew Butko/Wikipedia

Protesty jakie od pewnego czasu trwają w rejonie Donbasu i deklaracje niepodległości składane przez mieszkańców tego regionu pokazują dwie rzeczy: pierwsza to wiadomość dla wszystkich sąsiadów, że Rosja będzie wykorzystywać istnienie rosyjskojęzycznej mniejszości w danym państwie by skutecznie forsować swoje rozwiązania polityczne. Druga pokazuje coś zgoła innego: podwójne standardy nowych ukraińskich władz i popierających je państw zachodnich. Protesty w Doniecku czy Charkowie to przecież dalszy ciąg protestów, które zaczęły się na Majdanie. Tyle, że są one skierowane na Wschód. Tym razem jednak nie ma już problemu w tym by w Kijowie otwarcie deklarowano gotowość do strzelania do protestujących czy pacyfikację tych terenów bez względu na zdanie ulicy. Takie podejście tym bardziej zachęca Rosjan, którzy gromadzą coraz większe siły tuż za ukraińską granicą. Czy mając poparcie większości lokalnej ludności oraz przeważające siły zbrojne Władymir Putin zdecyduje się zająć rejon Donbasu?

Na podobne domysły sekretarz generalny NATO, Anders Fogh Rasmussen odpowiedział jednak stanowczo: Rosja popełnia historyczny błąd i zażądał natychmiastowego odesłania wojsk spod granicy. Co na to Moskwa? Póki co wojska stoją tam gdzie stały, natomiast cały kryzys sprawił, że Europą ponownie zainteresowały się Stany Zjednoczone. Istnieje możliwość, że USA ponownie zwiększy kontyngent swoich wojsk, przede wszystkim w byłych krajach komunistycznych takich jak Polska, Litwa czy Rumunia.

Do upadku ZSRS na terenie Europy stacjonowało 285 tysięcy amerykańskich żołnierzy, obecnie pozostało ich niecałe 70, w tym większość na terytorium Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii. Asystent sekretarza obrony, Derek Chollet zadeklarował jednak: "Chociaż nie szukamy konfrontacji z Rosją, to jednak jej działania na terenie Europy i Eurazji mogą wymagać ponownego przeanalizowania przez Stany Zjednoczone naszej dotychczasowej polityki w Europie i przyszłych ćwiczeń oraz szkoleń w regionie". 
 
Warto zwrócić uwagę na istotny element tej wypowiedzi. Przedstawiciel USA nie mówi nic o zwiększeniu obecności wojsk USA w sąsiedztwie Rosji, a raczej "szkoleniach i ćwiczeniach", a więc postawieniu przede wszystkim na możliwości europejskich państw. Stany Zjednoczone mają obecnie innego ważnego rywala - Chiny i to na Pacyfiku oraz Oceanie Indyjskim muszą one skoncentrować swoje siły. Europa musi sobie radzić w dużym stopniu sama.

 
 



Źródło: Strarisks/BBC

środa, 26 marca 2014

Encyklopedia spisku: Eurazjata - Aleksander Dugin

Uchodzi za jednego z najważniejszych ideologów Kremla, jest liderem ruchu politycznego oraz twórcą zupełnie nowej teorii politycznej stojącej poza dotychczas dominującymi ideologiami. W końcu postawił sobie za cel zwalczenie "satanistycznej elity rządzącej Zachodem". 

 Aleksander Dugin urodził się w 1962 roku w Moskwie w rodzinie o tradycjach wojskowych. Jeszcze na studiach związał się jednak z rosyjską opozycją, za współpracę z którą trafił na pewien czas do więzienia na Łubiance. Pod koniec lat 80-tych związał się z partią komunistyczną Gienadija Ziuganowa a następnie z partią narodowo-bolszewicką. Z czasem jednak jego poglądy ewoluowały coraz bliżej faszyzmu, który w rosyjskim wydaniu postrzegał jako wybitnie konserwatywny. Dziś jest uznanym profesorem, dziekanem katedry socjologii na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym.

 W ostatnich latach promuje swoją własną koncepcję "czwartej teorii politycznej" mającej być czymś przekraczającej ideologie panujące w ostatnich kilkuset latach: liberalizmu, komunizmu i faszyzmu. 

Według Dugina te dwie ostatnie w dzisiejszych czasach są już przegrane a na polu walki pozostał jedynie liberalizm, którego głównym centrum i eksporterem na świat są Stany Zjednoczone. Jego zdaniem za rządem USA stoją jednak osoby, które w rzeczywistości są praktykującymi satanistami a ich celem jest wprowadzenie Nowego Światowego Porządku, który tylko z pozoru opiera się na dążeniach wolnościowych i demokratycznych. W rzeczywistości elity rządzące USA dążą do największego zniewolenia ludzkości w historii świata a dziejową misja Rosji jest ich powstrzymanie. Ten konflikt między Rosją i jej sojusznikami oraz między USA i ich sojusznikami Dugin postrzega jako ponadczasowy konflikt między Ziemią i Morzem oraz wojnę ostateczną - która doprowadzi do ostatniego, apokaliptycznego konfliktu, który położy kres temu światu.

flaga partii Narodowo-Bolszewickiej

To drugi istotny punkt w działalności Dugina - jest on bowiem teoretykiem i jedną z osób, które inspirują odrodzenie rosyjskiego imperializmu, imperializmu, który zyskuje zupełnie nowy fundament i stara się dotrzeć do zupełnie nowej grupy odbiorców nie tylko na terenie dawnego ZSRR, ale również na terytoriach Europy, obu Ameryk czy Azji. Podejrzewa się, że to właśnie bliskie mu środowiska zainspirowały powstanie Unii Eurazjatyckiej a także przygotowały grunt pod radykalizację nastrojów w Rosji. Z drugiej jednak strony zaowocowały zbliżeniem władz Kremla do Cerkwi i odbudowy tożsamości religijnej Rosja. 

Co warto podkreślić jest również autorem pracy akademickiej poświęconej tzw. "teoriom spiskowym" pt. "Konspirologia" (dostępna w języku rosyjskim), zaś w kwestii światopoglądowych kilka lat temu starł się on z brazylijskim filozofem Olavo de Carvahlo, z którym dyskutował na temat tożsamości oraz sposobów walki z Nowym Porządkiem Świata. Ostatecznie sformułował on doktrynę: "albo z nami, albo przeciwko nam".  Dugin stawia więc odbiorcę przed wyborem: albo Nowy Porządek Świata albo wielkie Eurazjatyckie Imperium. I jego zdaniem każdy musi wybrać.





sobota, 8 marca 2014

Rosja po rozpadzie?



W związku z wydarzeniami na Ukrainie pojawiają się kolejne mapy przedstawiające możliwy rozpad tego państwa na kilka niezależnych i być może nawet zwalczających się podmiotów. Jednak przeciwnicy Rosji nie pozostają dłużni i sami przygotowują możliwe scenariusze tego jak wyglądałoby terytorium tego państwa gdyby nastąpił w niej proces entropii podobny do tego jaki miał miejsce na początku lat 90. w Związku Radzieckim.




Oto jak mogłaby wyglądać Rosja po rozpadzie:

z: http://blogarmdavo.wordpress.com


piątek, 30 listopada 2012

Wielka wojna o słodką wodę

Ludności na świecie wciąż przybywa. Na co dzień straszeni jesteśmy perspektywą przeludnienia, klęskami głodu i nieurodzaju. Istnieje jednak zagrożenie znacznie poważniejsze, zagrożenie, które już teraz staje się zarzewiem konfliktów, a być może już wkrótce czeka nas wielka wojna o wodę. 

fot. fjhipp/sxc.hu

W obliczu przemian demograficznych i zmian klimatu coraz poważniejszy staje się problem dostępu do czystej wody pitnej. Chociaż Ziemia miana „Błękitnej planety” nie otrzymała bez powodu, to jednak woda pitna stanowi zaledwie jeden procent wszystkich zasobów jakie posiadamy. Istnieje co prawda technologia odsalania wody morskiej, ale jest to metoda kosztowna i dla większości zagrożonych państw zupełnie nieopłacalna. Szacunki co do tego jak wiele osób na świecie pozostaje bez dostępu do czystej wody wahają się w granicach od siedmiuset milionów do nawet miliarda. Wbrew pozorom nie tylko kraje położone w upalnych rejonach zwrotnikowych są narażone na braki wody. Jak podaje bowiem New Scientist powołujący się na dane należącego do Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa serwisu Aquastats, wśród obszarów narażonych na problemy z dostawami wody znajdują się również kraje europejskie. Przodują w tym przede wszystkim państwa położone w rejonie północnego zlewiska Morza Czarnego takie jak Ukraina, Białoruś, ale też wschodnia część Polski położona w dorzeczu Bugu.

Braki słodkiej wody mogą mieć katastrofalne skutki zarówno dla wielkich aglomeracji miejskich (tak jak to miało miejsce kilka lat temu w Los Angeles) jak i dla terenów rolniczych, które pozbawione regularnego nawadniania, w krótkim czasie przerodzić się mogą w nieurodzajne pustynie.

Wpływ na problemy z zasobami słodkiej wody ma również źle prowadzona gospodarka tym coraz cenniejszym zasobem, w wielu krajach jest ona marnotrawiona, podczas gdy w innych coraz bardziej można zauważyć jej braki. W samych tylko Chinach co roku tereny pustynne rosną w zastraszającym tempie, a 80% tamtejszych rzek jest tak zanieczyszczonych, że nie rozwija się w nich jakiekolwiek życie. O tym jak ważny jest dostęp do czystej wody świadczyć mogą również doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia, według której aż 80% zachorowań na świecie pochodzi z brudnej wody.

Wpływ na sytuację międzynarodową

Woda może w przyszłości odegrać również inną istotną rolę. Gdyby spojrzeć na listę państw, które według prognoz FAO mogą wkrótce mieć poważne problemy z regularnymi dostawami wody pitnej, zauważymy, że wiele z nich to rosnące światowe potęgi, z których zdaniem społeczność międzynarodowa coraz bardziej musi się liczyć. Są to między innymi Chiny, Indie, Meksyk, Iran czy Pakistan. Można się spodziewać, że już niedługo może dojść do sytuacji kiedy te rosnące potęgi postawione w sytuacji bez wyjścia i pozbawione możliwości uzyskania dostępu do pitnej wody zdecyduję się zbrojnie przejąć te zasoby od swoich sąsiadów.

Do takich wniosków doszedł amerykański wywiad, który w opublikowanym niedawno raporcie stwierdził, że chociaż w ciągu najbliższych 10 lat ryzyko wybuchu „wojny o wodę” jest wciąż niewielkie, to jednak do roku 2030 wzrośnie ono aż o 40 procent. Zdaniem agencji na wielu obszarach posiadane zasoby wody mogą zostać wykorzystane przez poszczególne państwa jako instrument polityki międzynarodowej służący do wywierania nacisku na swoich sąsiadów. Twierdzą również, że na horyzoncie nie rysuje się w chwili obecnej żadna metoda umożliwiająca poprawę tego stanu rzeczy. Szczególnie narażone zdaniem autorów raportu są obszary wokół rzek Brahmaputra płynącej przez Chiny, Indie i Bangladesz oraz Amu-daria w Azji Centralnej, która przepływa przez Afganistan, Uzbekistan, Turkmenistan oraz Tadżykistan.

Azja Centralna

W tym ostatnim rejonie do lokalnych napięć dochodzi już teraz. Przyczyna tkwi w planach dwóch górzystych krajów – Tadżykistanu i Kirgistanu, których władze planują postawić u siebie ogromne tamy wodne. Wszystko w celu pozyskania niezbędnej energii elektrycznej, na której niedostatek od lat cierpią mieszkańcy obydwu państw. Plany te nie podobają się jednak ich położonym w nizinach sąsiadom przede wszystkim Rosji, Kazachstanowi i Uzbekistanowi, które obawiają się, że budowa tam zmniejszy ilość wody jaka dostarczana będzie rzekami na ich terytorium. Szczególnie narażony na to jest Uzbekistan, który pozostaje najludniejszym państwem Azji Centralnej a równocześnie jednym z największych producentów bawełny na świecie. Do jej uprawy potrzebne są jednak duże ilości wody. Napięcia pomiędzy państwami próbują rozwiązać mediatorzy, przede wszystkim Rosja i Organizacja Narodów Zjednoczonych, póki co jednak żadna ze stron nie chce ustąpić.

Afryka

Podobny problem istnieje również w Afryce, gdzie tamtejsze państwa nie mogą dojść do porozumienia co do prawa korzystania z wody z Nilu. Władze Etiopii planują postawić na rzece ogromną tamę, która ma dostarczyć niezbędnej dla rozwijającego się kraju energii elektrycznej. Projektowi temu sprzeciwiają się dwa państwa leżące w dole Nilu Sudan i Egipt, które uważają, że budowa największej na kontynencie afrykańskim zapory sprawiłaby, że naruszone zostałyby ich prawa do wód Nilu gwarantowane przez dokumenty zawarte jeszcze w czasach kolonialnych.

Z informacji opublikowanych przez portal Wikileaks wynika, że władze egipskie wspólnie z sudańskimi biorą pod uwagę scenariusz siłowego rozwiązania problemu, łącznie ze zbombardowaniem powstającej tamy. Podobny atak może doprowadzić do wybuchu kolejnej wojny we Wschodniej Afryce, w tym również odnowieniu dopiero co zakończonej wojny domowej w Sudanie.

Z tego co widać najgorsze dopiero przed nami, równocześnie jednak już teraz dostrzec można pierwsze sygnały wskazujące na rosnące zagrożenie wojną, która nie będzie się toczyć o złoto, ropę czy dostęp do strategicznych obszarów. Przedmiotem nowej wojny będzie coś co wydawało nam się do niedawna tak ogólnie dostępne, że nie powinniśmy sobie tym zaprzątać głowy. Czasy się jednak zmieniają, a prognozowany przez amerykański wywiad konflikt może nastąpić znacznie szybciej niż się spodziewamy.

środa, 28 grudnia 2011

Nowe Delhi-Tokio-Waszyngton - początek nowej osi?

Niedługo po śmierci Kim Dzong Ila w Waszyngtonie doszło do interesującego spotkania między ważnymi przedstawicielami trzech państw: Indii, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Do tego trójstronnego, roboczego spotkania doszło 19 grudnia. 

Według deklaracji uczestników spotkanie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze, zaś szczególnie istotny był fakt, że rządy wszystkich trzech państw „podzielają wspólny system wartości”. Wśród owych wartości wymieniono: demokrację, prawa człowieka, rządy prawa, transparentność, otwarte rynki i wolność żeglugi. Jak sami przyznali, „nie było ani chwili dysonansu”. 

źródło: SSI
Waszyngtońskie spotkanie może wkrótce zaowocować powołaniem poważniejszej platformy współpracy. Niektórzy komentatorzy sugerują, że do wspomnianej trójki może też dołączyć Australia, która również zacieśniła niedawno kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. 

Grupa ma się ponownie spotkać w przyszłym roku w Tokio. Warto zwrócić uwagę, że skład grupy wydaje się wskazywać na swoistą reakcję na zacieśnianie więzów wśród innych wpływowych krajów tego obszaru, mianowicie Rosji, Chin i Pakistanu. 

Można się domyślać, że tematyka chińska była omawiana ze szczególną uwagą zważywszy na fakt, że niewiele rzeczy w regionie dzieje się dziś bez uwzględnienia stosunków z Państwem Środka. 


Autor bloga Land Destroyer, zwrócił uwagę na fakt, że większość działań mających ostatnio miejsce ma na celu przede wszystkim okrążenie i osłabienie Chin. Bardzo ważna jest zwłaszcza ewentualne utrudnienie dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu gdzie istotną rolę odgrywa tak zwany "Pas Pereł" ("String of Pearls"). Pojęcie to po raz pierwszy zastosowano w 2006 roku w raporcie Strategic Studies Institute. Stosunki z państwami znajdującymi się w pobliżu tego pasa są szczególnie istotne dla Pekinu, z tego też względu dla Stanów Zjednoczonych Indie i Tajlandia to wartościowy sojusznik. 

Kolejne doniesienia wydają się jasno sugerować, że to właśnie wokół Chin toczy się dziś najciekawsza rozgrywka. Czyżby rację miał Benjamin Fulford utrzymujący, że to właśnie kraje Wschodniej Azji stanowią najpoważniejsze zagrożenie dla światowych elit? Gdy z kolei spojrzymy na obecny proces zawierania sojuszy to czy wyda on nam się dziwnie znajomy?

czwartek, 3 listopada 2011

Destabilizacja Ukrainy

Premier Rosji, Władimir Putin 4 października na łamach dziennika “Izwiestija” zapowiedział powołanie Unii Eurazjatyckiej, w której skład wejść mają Rosja, Białoruś i Kazachstan. W przyszłości Unia będzie otwarta również na inne kraje. Dla wielu oczywistym jest, że w podobnym sojuszu szczególnie ważna była by jednak Ukraina. O tą jednak wciąż toczy się dyplomatyczna wojna. Z jednej strony mówi się o jej stowarzyszeniu z Unią Europejską, z drugiej o ściślejszej współpracy z Rosją. 
Budynek Verkhovnej Rady Ukrainy
fot. Jurij Skoblenko aka Olduse

Sytuacja zarówno na Ukrainie jak i na Białorusi jest bardzo napięta. 1 listopada po raz kolejny doszło w Kijowie do walk między protestującymi pod budynkiem Verkhovnej Rady Ukrainy weteranami a Berkutem, specjalnymi oddziałami ukraińskiej policji. Prezydent Janukowycz oświadczył, że za protestującymi weteranami, którzy brali niegdyś udział w wojnie afgańskiej lub też oczyszczali okolicę elektrowni w Czarnobylu, musi stać ktoś jeszcze. Stwierdził, że protestów na pewno nie organizują „Ci”, którym żyje się najtrudniej, bo „Ci milczą, czekają i cierpią“, zaś osoby które złamały parkan przed budynkiem parlamentu dostają bardzo wysokie renty. 

Janukowycz powołał się na doniesienia milicji, mówiące, że “kupowana jest broń i trwają przygotowania do zbrojnych ataków na instytucje państwowe”. 

Komu zależy na destabilizacji Ukrainy? Do tej pory obecny prezydent Ukrainy starał się pozostawać w równej odległości zarówno od Moskwy jak i Brukseli. Podtrzymywał chęć integracji z Unią Europejską równocześnie jednak bardzo lakonicznie wypowiadał się na temat członkostwa Ukrainy w NATO. Dziś gdy Unia Europejska pogrążona jest w poważnym kryzysie wydawać by się mogło, że zwyciężą nastroje prorosyjskie i Ukraina wejdzie w skład zapowiadanej przez Putina Unii. 

Z pewnością byłoby to bardzo korzystne dla samej Rosji. Stanislav, autor bloga Mat-Rodina przytoczył słowa Zbigniewa Brzezińskiego, który stwierdzić miał, że „jeśli Rosja kiedykolwiek odzyska Ukrainę, będzie nie do zatrzymania”. Oczywiście w marszu do dominacji na świecie. 

Ukraiński prezydent twierdzi, że sytuacja znacznie się zdramatyzuje. Szykowane są ataki na państwowe instytucje. Czy nadszedł czas na konflikt na wschodzie Europy?

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf