Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anonymous. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anonymous. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 marca 2016

Obozy koncentracyjne w USA?

W internecie można znaleźć wiele filmów, w których grupa Anonymous przedstawia teorię na temat sytuacji politycznej na świecie. W poniższym filmie nie usłyszymy jednak o numerach telefonu Donalda Trumpa, a o masowym zabijaniu amerykanów. 

źródło: wikimedia.org

W filmie mowa o obozach FEMA, które zostały utworzone przez The Federal Emergency Management Agency zgodnie z rozporządzeniem prezydenta. Obozy powstały oficjalnie ze względów bezpieczeństwa. W przypadku buntu obywateli, lub wojny, mają one spełniać funkcję ochronną. Dobrze strzeżone, w całości odgrodzone, z dostępem do linii kolejowej. Te wszystkie czynniki sprawiają, że wiele osób kojarzy je z obozami zagłady jakie tworzyła III Rzesza Niemiecka. Dodatkowo, niektóre źródła podają, że obecny prezydent Barack Obama wydał ponad 1 bilion dolarów na zbiorowe groby. W sumie w całych stanach znajduje się ponad 5 milionów zbiorowych grobów. Wszystko to stworzone zostało w celu dbania o bezpieczeństwo narodowe. 

Jedna z teorii mówi o chęci stworzenia jednego wielkiego ogólnoświatowego rządu, który będzie w stu procentach kontrolować każdy aspekt życia obywateli. Stworzenie obozów, miałoby na celu zbudowanie prostych więzienia dla wszystkich przeciwników nowego porządku. Teoria ta jest rozpowszechniana przede wszystkim przez grupę Anonymous. 

Dodatkowo ciekawość wszystkich podsyciły informację dotyczące przetargów jakie organizowała FEMA, Zamówienia w ogromnych ilościach dotyczyły: tysięcy szczepionek przeciwko wirusowi grypy, odzieży (w tym 10% w rozmiarach dziecięcych), wspomnianych wcześniej kontenerów, które według niektórych mogą być zbiorowymi trumnami, dodatkowo w skład przetargu wchodziła duża ilość sprzętu medycznego. Zamówienia jednocześnie nie pokrywają się w żadnym stopniu z późniejszymi akcjami np. pomocy cywilom w strefach wojny. 




źródła: kevbakershow.com , zmianynaziemi.pl

czwartek, 19 listopada 2015

Państwo Islamskie nazwało Anonymous "idiotami", Anonimowi odpowiadają

Anonimowi opublikowali właśnie poradniki dla "n00bów" chcących wziąć udział w walce z Państwem Islamskim w internecie.


Do zaostrzającej się wojny w sieci poszczególne strony konfliktu angażują co raz to nowe siły i żołnierzy. Nawet jeśli nie biorą oni udziału w bezpośrednich starciach z użyciem broni, to jednak ich rola jest równie ważna - na froncie informacyjnym zdobywa się dzisiaj rząd dusz, poparcie dla polityków, środki finansowe a także osłabia morale drugiej strony. Tak działają Rosjanie i Amerykanie, tak próbuje działać Unia Europejska, tak też działają członkowie ISIS i Anonymous. 

Państwo Islamskie słynie z nowatorskich metod propagandowych, tworzenia co raz to nowszych kont na Twitterze i na YouTube, które rozpowszechniają publikowane przez nich treści, niedawno ISIS wydało także dla swoich zwolenników własny poradnik zawierający podstawowe zalecenia dotyczące bezpieczeństwa w sieci. Zamieszczone tam porady takie jak sugestie by "nie rozmawiać z nieznajomymi" czy też "nie klikać na podejrzane linki" zostało wyśmiane przez internetową społeczność. 

Po ostatnich zamachach w Paryżu pojawiła się jednak takze odpowiedź od drugiej strony, za pomocą swoich licznych kont Anonymous ogłosili wydanie 3 poardników walki z Państwem Islamskim. Opublikowano 3 podręczniki: the NoobGuide, the ReporterGuide i the SearcherGuide. Pierwszy z nich wyjaśnia podstawowe zasady przeprowadzania ataków DDoS, włamywania się do sieci WiFi, łamania haseł i innych zagadnień związanych z hackingiem, z kolei ReporterGuide uczy jak atakować przy pomocy botów konta ISIS na Twitterze. Ostatni z poradników, Searcher uczy jak wyszukiwać pożyteczne informacje, przede wszystkim wyłapywać konta ISIS w sieci i zgłaszać je Anonimowym. 



czwartek, 12 lutego 2015

Wielka wojna w internecie: Anonymous włamali się i przejęli konta członków ISIS

Setki kont na portalach społecznościowych, setki godzin pracy propagandystów z Państwa Islamskiego zostało utraconych w wyniku ataku jaki przeprowadzili w ostatni wtorek haktywiści z Anonymous.


"Będziemy na was polować, usuniemy wasze strony, wasze konta, wasze emaile, ujawnimy was. Od dziś nie będzie dla was bezpiecznego miejsca w sieci - będziecie traktowani jak wirus a my jesteśmy lekarstwem. Internet jest nasz."
 
 - to słowa opublikowanego w sieci manifestu a zarazem deklaracji wojny jaką wypowiedzieli Anonymous członkom ISIS. 
 
 
Wszystko zaczęło się ponad miesiąc temu kiedy to uzbrojeni zamachowcy dokonali mordu na członkach redakcji magazynu "Charlie Hebdo". Wówczas to członkowie Anonymous dołączyli do wrogów ISIS i otwarcie wypowiedzieli im wojnę. Na początku tego tygodnia Anonimowi ogłosili początek kampanii o kryptonimie "Operation ISIS" (lub #OpISIS), ich głównym celem było jedno z głównych narzędzi propagandowych kalifatu, czyli ich konta na najważniejszych portalach social media. ISIS słynie z szeroko zakrojonych działań propagandowych wykorzystujących nowoczesne narzędzia komunikacji w sieci, pomimo usilnych starań administratorów Twittera, Facebooka czy YouTube w serwisach wciąż powstają nowe konta promujące działalność terrorystów. Tym razem jednak cios zadany przez Anonymous może być znacznie bolesny, hackerzy najpierw stworzyli dokładną bazę istniejących kont a dopiero wówczas gdy mieli ich już odpowiednio dużo, przypuścili atak.


Anonymous twierdzą, że ujawnili i zniszczyli blisko 800 kont na Twitterze, 12 stron na Facebooku a także przejęli 50 adresów email powiązanych z organizacją.




sobota, 1 listopada 2014

Cybernetyczne Pearl Harbor. Czy do 2025 roku dojdzie do cyberataku, który doprowadzi do śmierci tysięcy ludzi?

Wielki kryzys finansowy, klęska głodu, zamieszki a nawet wybuch wojny to możliwe konsekwencje cyberataku, który zdaniem ekspertów może mieć miejsce jeszcze przed 2025 rokiem.

www.nationalcybersecurityinstitute.org


W 1991 roku podczas wystąpienia przez amerykańskim Kongresem ekspert do spraw bezpieczeństwa Winn Schwartau ostrzegł zgromadzonych przed mogącym nadejsć w każdej chwili "elektronicznym Peal Harbor". Pomimo upływu lat, zagrożenie wciąż jest realne. Przyznają to uczestnicy badania jakie wśród specjalistów w zakresie technologii przeprowadził Pew Internet and American Life Project. Zdaniem aż 60% ekspertów do 2025 roku dojdzie do ataku, który stanie się przyczyną śmierci wielu ludzi a także utraty, zniszczenia lub kradzieży majątku o wartości wielu miliardów dolarów.

Ich zdaniem ogólna wrażliwość na cyberatak rośnie z każdym dniem, co wiąże się nie tylko z faktem, że coraz więcej urządzeń jest powiązanych i zależnych od sieci, ale też od nowych, sieciowych przeciwników, których bardzo trudno zlokalizować i zneutralizować. Jeden z ekspertów, Stewart Baker stwiedza: "Kiedyś obawialiśmy się, że naszą infrastrukturę uszkodzą Rosjanie lub Chińczycy. Teraz musimy się martwić również Iranem, Syrią i Północną Koreą, ale już wkrótce źródłem zagrożenia mogą sie równie dobrze stać Hezbollah czy Anonymous". Tak wygląda to z punktu widzenia Amerykanów, którzy dostrzegając zagrożenie zwracają uwagę również na możliwość zaatakowania jednego z sojuszników USA, np. Korei Południowej czy Japonii, które w obliczu konfliktu z Chinami muszą się liczyć z ryzykiem ataku na ich systemy komputerowe.

Z pewnością dodatkowe ryzyko niesie ze sobą wprowadzanie kolejnych udogodnień technicznych takich jak coraz powszechniejsze smartfony, drony aż po sterowane komputerowo czołgi i okręty wojenne. To wszystko, w przypadku udanego cyberataku może zostać wyłączone lub wykorzystane przeciwko ich właścicielom.



wtorek, 27 sierpnia 2013

Cyberwojna rozgrywa się na naszych oczach!

Błyskawiczny rozwój Internetu sprawił, że z dnia na dzień ogromne znaczenie zyskały umiejętności włamywania się na komputery przeciwnika i przechwytywania najcenniejszych informacji. W ostatnich czasie liczba ataków w cyberprzestrzeni rośnie w zatrważającym tempie, zaś potrzeba odpowiedniego zabezpieczenia swoich sieci informatycznych dla wielu zyskała najwyższy priorytet...


fot. arellia.com
To, jak bardzo zagadnienie to zyskało na znaczeniu, świadczyć może fakt, że zaledwie miesiąc temu Pentagon oficjalnie poinformował, że forma sabotażu komputerowego przeprowadzonego z innego państwa, zostanie przez Stany Zjednoczone uznana jako akt wypowiedzenia wojny. To wyraźny znak, że ataki za pośrednictwem sieci zaczęły być traktowane jak najbardziej serio i zważywszy, że często to USA nadają ton wielu technologicznym nowinkom, kwestią czasu pozostaje, aż podobne oświadczenia zostaną wydane przez kolejne państwa.

Ataki przy wykorzystaniu sieci informatycznych miały rzecz jasna miejsce już dobrych kilka lat temu. W Polsce dość głośnym echem odbiła się historia sporu między Rosją a Estonią związana z przeniesieniem pomnika i cmentarza żołnierzy radzieckich z centrum Tallina na jego obrzeża. Po tym, gdy estońskie władze zapowiedziały, że nie odstąpią od swojej decyzji, z terytorium Rosji przeprowadzony został atak, który na pewien czas sparaliżował prawie całą administrację tego niewielkiego bałtyckiego kraju.

Oprócz Anonimowych ataki przeprowadzane są również przez szereg innych grup, czasami nawet przez działających samotnie „wolnych strzelców”, tak jak chociażby w Chinach, gdzie jeden hacker dokonał włamania na serwery jednej z największych chińskich stron programistycznych ujawniając dane kilku milionów jej użytkowników. Z kolei styczniowy atak na giełdę w Tel Awiwie przeprowadzony przez grupę saudyjskich hackerów zapoczątkował nieoficjalną, trwającą kilka tygodni „wojenkę” między grupami z Izraela i państw arabskich, podczas której obie strony wzajemnie publikowały w sieci szczegółowe dane z kilkuset tysięcy kart kredytowych.

W chwili obecnej cyberwojna ma w dużej mierze egalitarny charakter – często władze państw zmuszone są uznać wyższość działających samotnie zdolnych hackerów, które przejmują kontrolę nad ich witrynami i są w stanie wykraść cenne informacje. W perspektywie czasu można się spodziewać, że większość państw dokona poważnej restrukturyzacji swoich sieci informatycznych, ale też podjęta zostanie dyskusja nad utworzeniem specjalnej cyberpolicji. Póki co to oczywiście kwestia przyszłości, ale zważywszy na to jak rośnie liczba ataków utworzenia podobnej agencji możemy się niestety spodziewać wcześniej niż byśmy chcieli.

Czy Waszym zdaniem Internet to nowe pole bitwy?


Źródła: rand/defenseone/cyberwarnews

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

piątek, 29 marca 2013

Anonymous już nie tak bardzo anonimowi?

W ostatnich dniach w Wisconsin władze aresztowały mężczyznę, który był członkiem popularnej grupy hakerskiej 'Anonymous'. Urzędnicy twierdzą, że Eric J. Rosol uczestniczył w szerokiej akcji internetowej przeciwko firmie Koch Industries w 2011, włamując się na portale www.kochind.com oraz www.quiltednorthern.com. Co grozi hakerowi i czy pozostali członkowie Anonymous mogą czuć się bezpiecznie?

fot. 1.bp.blogspot.com
Koch Industries to warta 115 miliardów dolarów firma, zajmująca się sektorem produkcji ropy naftowej oraz energetyką. Bracia Karol i David Koch w 2011 roku padli ofiarą internetowych ataków ze strony grupy Anonymous. Hakerzy zarzucili braciom "manipulację polityczną" i przeprowadzili tzw. denial-of-service atak (DDoS) na stronach internetowych firmy w celu ich wyłączenia. 

Jeśli Eric J. Rosol zostanie skazany, grozi mu maksymalna kara pięciu lat pozbawienia wolności oraz grzywna do wysokości 250.000 dolarów. "Atak w którym uczestniczył zatrzymany był podejmowany za pomocą narzędzia o nazwie 'Ion Cannon Low Orbit', które może wysyłać dużą ilość ponawianych żądań na strony internetowe, tym samym blokując do nich dostęp", podkreśla prokurator w komunikacie prasowym. 

Z kolei Matthew Keys z New Jersey, także członek grupy Anonymous, został oskarżony w tym miesiącu o doprowadzenie do uszkodzenia chronionego komputera rządowego oraz próbę zamieszczenia na nim określonych informacji. W końcu czterej kolejni hakerzy zostali skazani na więzienie za ostatnie włamania na stronach internetowych MasterCard, PayPal i Visa.

Czy Waszym zdaniem mamy obecnie do czynienia z szeroko zakrojoną akcją mająca na celu aresztowania członków grupy Anonymous na całym świecie?


Źródła: beforeitsnews/redorbit/huffingtonpost

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/03/anonymous-juz-nie-tak-bardzo-anonimowi.html

piątek, 28 grudnia 2012

Co się zdarzy po końcu świata, czyli 6 prognoz na rok 2013

Jak będzie wyglądał świat w 2013? Co się wydarzy? Czy dojdzie do wybuchu tak zapowiadanej trzeciej wojny światowej? A może wybuchnie wielki, globalny kryzys gospodarczy? 

Rok 2012 zapisze się w historii jako rok bardzo wielu poważnych napięć oraz narastającego kryzysu w licznych państwach na świecie. Niejednokrotnie zdawało się, że świat stoi na krawędzi globalnego konfliktu a 21 grudnia naprawdę będzie oznaczał koniec, jeśli nie świata to z pewnością pewnej epoki. Tak się jednak nie stało. Ów domniemany, przewidziany przez Majów koniec świata ostatecznie nie nastąpił i długo oczekiwany rok 2012 powoli dobiega końca. Czy oznacza to jednak, że ludzie nagle zrezygnują z tworzenia prognoz i przepowiadania przyszłości? W żadnym wypadku! Już teraz po mediach krążą ogromne ilości scenariuszy przyszłych wydarzeń, przytoczmy zatem 6 najciekawszych i za rok, kiedy podsumowywać będziemy rok 2013 zobaczymy, które z nich najbliższe były realizacji. 
fot. flaivoloka/sxc.hu

1. Upadek Baszara Al-Assada

Zacznijmy od jednego z najgorętszych miejsc na Ziemi. Wygląda na to, że trwająca już ponad rok wyniszczająca wojna domowa w Syrii w końcu się skończy z niekorzystnym wynikiem jednak dla rządzącego obecnie krajem prezydenta, który w końcu podzieli los Muammara Kaddafiego i Hosniego Mubaraka. Zmęczony sankcjami Assad powoli tracić będzie inicjatywę i ostatecznie utraci kontrolę nawet nad stołecznym Damaszkiem. Trudno co prawda zgadnąć jaki będzie jego ostatecznie los, być może będzie szukać schronienia w pobliskim Iranie lub w Rosji, być może również stanie on na czele partyzantki, tak czy inaczej w Syrii do władzy dojdzie Bractwo Muzułmańskie, które tym samym przejmie kontrolę nad kolejnym ważnym państwem w regionie.

2. Wielka Wojna na Bliskim Wschodzie – atak na Iran

Pomimo antyamerykańskiej retoryki Bractwo od dłuższego czasu było po cichu wspierane w Syrii przez USA i jej sojuszników, między innymi Turcję i Katar. W momencie więc gdy dopiero co rozpoczynający drugą kadencję Barack Obama zdecyduje się na przeprowadzenie ataku na Iran to właśnie przez terytorium Syrii przeprowadzona zostanie główna ofensywa. Nie ma się co przy tym oszukiwać, że ewentualna wojna zakończy się szybko. Nawet w przypadku rozbicia głównych sił Iranu, terytorium tego górzystego kraju jest znacznie większe niż Afganistanu czy Iraku, w związku z czym niełatwo będzie utrzymać kontrolę nad całością. Ewentualny atak będzie też zapalnikiem, który może wywołać głęboki konflikt na całym Bliskim Wschodzie a ostatecznie doprowadzić do III Wojny Światowej.

3. Załamanie na rynkach, wzrost bezrobocia, cen żywności, ropy naftowej i metali szlachetnych

Rozpoczęty w 2008 roku kryzys finansowy zdaje się powracać z nową siłą. Problemy powoli przenoszą się do coraz to kolejnych krajów, nie widać jednak rozwiązań na ich zażegnanie. W roku 2013 może dojść do ostatecznego załamania, nowej odsłony kryzysu, która doprowadzi do bankructwa wiele państw i ich wierzycieli. W efekcie czeka nas fala masowych zwolnień, bezrobocie i wielkie problemy gospodarcze. Utrata wiarygodności przez wiele państw, również tych najbogatszych i najpotężniejszych będących gwarantem istniejącego ładu, odbije się na zaufaniu do ich systemów walutowych, wywołując potężną inflację. Ludzie masowo zaczną lokować swoje oszczędności w metalach szlachetnych, wzrosną również ceny podstawowych produktów takich jak żywność.

4. Body scanners w szkołach
Póki co straszą tym tylko Amerykanów, ale nie wykluczone, że wcześniej czy później trafią również do Europy. Body scanners, czyli skanery monitorujące sylwetkę człowieka bez ubrania, podobne do tych używanych na lotniskach mogą wkrótce zacząć trafiać do amerykańskich szkół jako rezultat ostatnich strzelanin mających miejsce w tym kraju. Już dziś w niektórych miastach w USA stosowane są wykrywacze metalu, tak więc pojawienie się bardziej zaawansowanych technologii może być już tylko kwestią czasu. Skanery te poważnie naruszają prywatność badanych osób, których sylwetka przedstawiona jest na ekranach tak jakby byli oni nadzy. W Stanach Zjednoczonych pojawiają się doniesienia o poważnych nadużyciach związanych z działalnością strażników przekraczających swoje uprawnienia.

5. Wielki cyberatak na USA

Można się spodziewać, że w 2013 dojdzie do znacznej eskalacji ataków przeprowadzanych za pośrednictwem internetu. Atak może zostać przeprowadzony zarówno z terytorium USA jak i zza granicy, najpewniej z Chin lub Rosji. Powodów również może być wiele: może być to reakcja na ewentualny początek wojny z Iranem, odpowiedź na skandaliczne dokumenty opublikowane za pośrednictwem serwisu Tyler, bunt przeciwko pogarszającej się sytuacji gospodarczej, a także operacja fałszywej flagi mająca dać powód do rozprawienia się raz na zawsze z niepokornymi internautami. Tak czy inaczej ten cyberatak może być zupełnie inny niż wszystkie, nie będzie jedynie ujawnieniem maili czy umieszczeniem wywrotowych haseł na rządowych stronach internetowych. Rezultatem tego ataku może być zupełny paraliż niektórych agencji rządowych i sektora finansowego a następnie poważne prześladowania członków Anonymous i innych subkultur hackerów oraz wprowadzenie nowych instrumentów kontroli nad siecią.

6. Utworzenie wspólnego skarbca dla strefy euro

Ten interesujący scenariusz sugerują autorzy The Daily Sheeple. Ich zdaniem w strefie euro dojdzie do kolejnego załamania, które tym razem nie dotknie jedynie państw z grupy PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja, Hiszpania), ale także rozniesie się na kolejnych członków strefy. Chcąc ratować budżety poszczególnych państw członkowskich między innymi poprzez ogłoszony we wrześniu nieograniczony zakup obligacji, Komisja Europejska podejmie kroki mające na celu utworzenie jednego wspólnego budżetu zdolnego finansować te zakupy, ale tez pobierać podatki bezpośrednio od państw członkowskich. Będzie to kolejny, obok postulowanego utworzenia wspólnych, europejskich sił zbrojnych, krok ku stworzeniu wielkiego europejskiego superpaństwa.

Powyższe scenariusze to rzecz jasna wybór zaledwie kilku najciekawszych z ogromnej liczby prognoz dotyczących naszej przyszłości. Wiele z nich jest ze sobą połączonych i można się spodziewać, że nawet jedno z nich może wywołać lawinę, która doprowadzi do realizacji pozostałych.

piątek, 7 grudnia 2012

Co słychać u Anonymous?

Zamaskowani hackerzy nie dają o sobie zapomnieć możnym tego świata. Na koniec grudnia zapowiadają wielką rewolucję. 
 
 


Nikt tak jak oni nie pokazał ogromnej siły jaka drzemie w Internecie, w ludziach codziennie logujących się do światowej sieci i tam aktywnie działających na milionach forów, grup dyskusyjnych i portali społecznościowych. Zorganizowani w jeden wielki kolektyw, w którym trudno wyróżnić jakiegokolwiek lidera czy ideologa Anonymous stali się siłą, która jest w stanie wpłynąć na to co dzieje się na światowej szachownicy: wywoływać protesty, obalać rządy i pacyfikować nawet najbardziej zadufane w sobie korporacje. Na początku mijającego roku Anonimowi w proteście przeciwko ACTA wstrząsnęli wieloma europejskimi rządami udzielając wsparcia obywatelom nie zgadzającym się z zawieranym nad ich głowami porozumieniem, na wskutek którego raz na zawsze skończyłaby się panująca w sieci wolność słowa. Grupa zaatakowała wówczas wiele stron rządowych, w tym polskich, zapowiadali również ujawnienie kompromitujących dokumentów i kolejne serie ataków, jeśli tylko ACTA zostanie zawarte. Akcja skończyła się sukcesem, wygrali a Anonymous byli na ustach wszystkich.

Rok 2012 miał być między innymi według samych Anonimowych rokiem wyjątkowym, w manifeście opublikowanym przez nich w marcu zapowiadali, że będzie to „Rok Zamieszek”. Czy był w nim w rzeczywistości? Z pewnością w wielu państwach doszło w ostatnich miesiącach do gwałtownych protestów, które niejednokrotnie przerodziły się w starcia z policją. Mimo wszystko jednak znaczna większość miała charakter pokojowych manifestacji i trudno mówić o zamieszkach na masową skalę przypominających te jakie zdarzyły się 20 lat temu w Los Angeles, w 2011 roku w Londynie czy powtarzają co jakiś czas na przedmieściach Paryża.

Trudno jednoznacznie orzec kto jest głównym wrogiem Anonimowych. Celem ich ataków były zarówno instytucje publiczne takie jak CIA czy Interpol jak i prywatne firmy łamiące specyficzny system wartości do jakiego odwołuje się grupa. Wyraźnie widoczne jest u nich odwołanie do etosu hackerów wiążącej się z umiłowaniem wolności, niezależności i silnego nonkonformizmu. Jak stwierdzono w jednym z opublikowanych w sieci filmów hackerów łączy dążenie do prawdy siłą rzeczy wiążącej się z poszanowaniem wolności słowa oraz prawem do publicznego manifestowania swoich poglądów również w formie masowych protestów. Ktokolwiek chciałby te zasady naruszyć może liczyć, że wcześniej czy później będzie mieć do czynienia z atakiem ze strony Anonymous.

Anonymous na Bliskim Wschodzie

W roku 2012 Anonimowi dali się we znaki szczególnie przywódcom państw Bliskiego Wschodu. Nie tylko stosowali swoją sztandarową taktykę ataków typu DDoS skierowaną przeciwko rządowym witrynom, ale poszli również o krok dalej włamując się na serwery, publikując utajniane dokumenty a także informując opinię publiczną o nieznanych aspektach narastającego z miesiąca na miesiąc konfliktu. Warto podkreślić, że nie stanęli po żadnej ze stron, z jednej bowiem strony zdementowali między innymi promowane przez stronę amerykańską doniesienia na temat domniemanych cyberataków dokonywanych przez irańskich hackerów na serwerach bliskowschodnich koncernów paliwowych (szczególnie tych powiązanych z Arabią Saudyjską), z drugiej zaś ujawnili dokumenty opublikowane później przez izraelski Haaretz, z których wynikało, że Teheran aktywnie wspiera prezydenta Syrii Baszara Al-Assada pomagając mu między innymi obejść sankcje nałożone na Syrię przez zachodnie mocarstwa. Również Izrael nie wyszedł bez szwanku, w związku z pogarszającą się sytuacją w Strefie Gazy zainaugurowano akcję #Operation Israel, której celem było powstrzymanie działań zbrojnych przeciwko Palestyńczykoma. W jej wyniku zaatakowano ponad 650 stron, ujawniono wiele baz danych, adresów i haseł do kont pocztowych. Już teraz w związku z trwającymi właśnie protestami w Kairze rusza Operacja Egipt.

„Projekt Mayhem” na koniec świata

Modny ostatnio temat domniemanego końca świata zapowiadanego na 21 grudnia 2012 roku nie uszedł rzecz jasna również uwadze Anonimowych. Jeśli jednak nie skończy się na pustych deklaracjach to tym razem możemy mieć do czynienia z akcją, którą ludzie zapamiętają na lata. Nie ma być to zwykła operacja masowego zamykania stron internetowych ani wykradania baz danych, które następnie będę umieszczane w domenie publicznej. Tym razem Anonymous zapowiadają swój własny koniec świata, nazywany operacją „Tyler”. Kryptonim nie jest przypadkowy, nawiązuje on tajnej operacji przeprowadzonej przez głównego bohatera filmu „Fight Club” Tylera Durdena, który razem z grupą wiernych współpracowników postanowił położyć kres systemowi zdominowanemu przez wielkie korporacje i stojących na ich czele elitom. W filmie głównym celem akcji były ulokowane na terytorium Stanów Zjednoczonych banki oraz korporacje finansowe, które w tym samym momencie zostały wysadzone w powietrze.

Nawiązanie do „Fight Club” jest jednoznaczne, w jednym z materiałów promujących akcje widzimy dwie postacie stojące w identyczny sposób jak bohaterowie filmu w ostatniej scenie. Co planują Anonymous? Według zapowiedzi 21 grudnia 2012 o godzinie 11:11 dojść ma do zorganizowanej akcji, która odmieni świat, uruchomiona zostanie wówczas potężna, odporna na ataki i blokady sieć P2P przypominająca Wikipedię. Zostaną w niej zebrane najbardziej tajne, niewygodne i szokujące informacje jakie dotyczą otaczającej nas rzeczywistości. Informacje, które mogą wywołać ogromne zmiany. 
 
Czy faktycznie "Tyler" będzie zawierał tak szokujące wiadomości? Anonimowi przyzwyczaili nas niestety do zapowiadania sensacyjnych wydarzeń, które ostatecznie kończyły się niewielkim odzewem u szerszych mas ludzi. Tak było choćby przy okazji ujawnienia listy afer, w jakie zamieszany był polski rząd. Ostatecznie opublikowano wyłącznie listę tych "afer" nigdy jednak nie przedstawiono pełnych dokumentów. Podobnie rzecz miała się z zapowiadanymi atakami na Facebooka, które miały zniszczyć ten największy na świecie portal społecznościowy. Również tym razem skończyło się na deklaracjach a sami Anonymous odcięli się od tego pomysłu twierdząc, że tej akcji nie powinno się z nimi kojarzyć. "Tyler" może być nowym, lepszym Wikileaks, może być także niczym więcej niż tylko szumną zapowiedzią, tak czy inaczej przekonamy się już niedługo.

Uprzedzając pytania co do informacji jakie ujawnić ma "Tyler", przytoczę fragment manifestu dotyczącego operacji, powinien on dać nam do myślenia: 

Jesteśmy muzułmanami, chrześcijanami, żydami, buddystami, hindusami, agnostykami, ateistami. Jesteśmy wszystkimi. Jesteśmy jednym. Jesteśmy niepodzielni.

To wiadomość do mas. Mas niewolników cierpiących pod brutalną dyktaturą satanistycznych, bankierów illuminati.

Wasz czas nadszedł. Powstańcie. Bądźcie wolni. Nie cofajcie się. Nie poddawajcie się. Jesteśmy z wami. Jesteśmy wami.

Złym mocom pragnącym zniszczyć ludzkość i zniewolić nas jak na zwierzęcym folwarku, mówimy nie. Mówimy nigdy. Mówimy wolność!

(…)
Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Jesteśmy w momencie wielkiego światowego kryzysu. Iluminaci pragną rozpętać trzecią wojnę światową. Musimy powstać i pokonać ich raz na zawsze. Mamy moc by tego dokonać. Nie cofniemy się. Nie wierzymy już w kłamstwa.



środa, 24 października 2012

Anonymous: czy zaatakują w najbliższą sobotę?

Hakerzy związani ze środowiskiem Anonymous zapowiadają na sobotę ataki na strony uczelni zaangażowanych w projekt INDECT. Projekt ten w założeniach ma na celu stworzenie systemu wykrywania sytuacji niebezpiecznych np. za pomocą monitoringu miejskiego.

fot. daylife.com
INDECT to rozbudowany projekt "Inteligentnego systemu informacyjnego wspierającego obserwację, detekcję i wyszukiwanie na potrzeby bezpieczeństwa obywateli w środowiskach miejskich". Jego funkcjonowanie i rozwój związane są ściśle z wprowadzeniem szeroko rozumianego monitoringu i podglądania społeczeństwa, co nie podoba się "anonimowym".

Jak deklarują instytucje publiczne (m.in. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) "MSW ani Komenda Główna Policji nie zamawiały żadnego rozwiązania dotyczącego projektu INDECT". Wydaje się jednak, że tego rodzaju zapewnienia w żaden sposób nie prowadzą do uspokojenia środowiska hakerów i rezygnacji z planowanych przez nich działań.

Grupa Anonymous najprawdopodobniej posłuży się atakiem (o ile do niego dojdzie) typu DDoS, czyli Distributed Denial of Service, polegającym na przeciążeniu atakowanego serwera ogromną liczbą zapytań tak, by nie był w stanie ich obsłużyć i w efekcie zawiesił się lub wyłączył. Do przeprowadzenia takiego ataku używa się zazwyczaj rozproszonej sieci licznych, zainfekowanych wcześniej komputerów, tzw. zombies.

Do zablokowania konkretnej strony wystarczy czasami zwykły apel w jednym z popularnych serwisów społecznościowych lub udostępnienie w sieci małego programu, który po zainstalowaniu automatycznie będzie wysyłał zapytania do serwera. Aby uczestniczyć w takim ataku, nie trzeba więc ani zaawansowanego sprzętu, ani umiejętności informatycznych. Uczestnikiem tego rodzaju ataku może stać się KAŻDY.

Czy Waszym zdaniem grupa Anonymous zaatakuje ponownie już w najbliższą sobotę?


Źródła: webhosting/bgr/benchmark

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Cyberwojna – czy polskie strony są bezpieczne?

Jedną z metod wyrażenia sprzeciwu wobec poparcia przez rząd polski międzynarodowego porozumienia ACTA stały się obok fali ogólnopolskich protestów także ataki hackerskie tak zwanych „hacktywistów”, których inicjatorem i głównym członem stał się międzynarodowy kolektyw „Anonymous”. Obnażyli oni ogromne braki w infrastrukturze sieciowej polskich stron rządowych (z domeną .gov.pl) podając przy tym do wiadomości publicznej wiele z niejawnych danych.

W pierwszej kolejności Anonymous i ich zwolennicy opierali się przede wszystkim na atakach typu odmowa usług (Distributed Denial of Service – DDoS) polegających na wielokrotnym wywoływaniu serwerów zawierających strony i tym samym doprowadzania do jej wyłączenia. Do powyższej formy ataków hacktywiści wykorzystywali dostępne w sieci aplikacje generujące zapytania takie jak Low Orbit Ion Cannon (LOIC) i High Orbit Ion Cannon (HOIC). W wyniku podobnych działań z sieci na kilka godzin zniknęły witryny wielu państwowych instytucji i ministerstw.

środa, 25 kwietnia 2012

Wielka mapa cyberataków

Jedną z głównych strategii działania Anonymous jest atak przy pomocy DDoS. Posługując się definicją z Wikipedii możemy się dowiedzieć, że DDoS z angielskiego Distributed Denial of Service (rozproszona odmowa usługi) to "atak na system komputerowy lub usługę sieciową w celu uniemożliwienia działania poprzez zajęcie wszystkich wolnych zasobów, przeprowadzany równocześnie z wielu komputerów (np. zombie).

Mówiąc prościej ataki polegają na zbiorowym "bombardowaniu" strony zapytaniami (flooding) aż ta przestanie odpowiadać. Stworzone do ataków aplikacje przekierowują użytkowników na atakowaną stronę zwiększając tym samym liczbę wywołań.

W wielu przypadkach ataki DDoS przeprowadzane są z komputerów osób, które nie są świadome faktu, że na ich komputerze zainstalowane jest złośliwe oprogramowanie. W ten sposób osoba lub grupa inicjująca atak ma dużą szansę pozostać anonimową. Zdarzają się oczywiście ataki dobrowolne. Przykładowo wspomniani Anonymous korzystając ze swojej popularności i rzeszy zaangażowanych sympatyków udostępniają w sieci programy, które po pobraniu można wykorzystać do przeprowadzenia ataku.

piątek, 30 marca 2012

2012 - rok zamieszek?

Ze względu na to, że grupa Anonymous i jej sympatycy ostatnimi czasy publikują sporo materiałów wideo, nie było większego sensu zajmować się każdym z nich pojedynczo. Tym razem jednak zrobię wyjątek, gdyż jeden z ostatnio publikowanych filmów niesie ze sobą bardzo dużo interesujących informacji.

W trwającym ponad 16 minut materiale mamy do czynienia nie tylko z tak charakterystyczną dla Anonymous autopromocją okraszoną monumentalną muzyką nasuwającą skojarzenia z trailerami do filmów. Przede wszystkim między wierszami możemy poznać pewne podstawowe założenia ideowe tego "bezideowego" ruchu. Okazuje się bowiem, co zapewne dla wielu czytelników nie będzie zaskoczeniem, że tak ogromny ruch jakim są Anonimowi musi mieć jakiś, choćby najprostszy fundament spajający jej "członków" i sympatyków.

poniedziałek, 26 marca 2012

Cyberwojna – to dzieje się już teraz!

Błyskawiczny rozwój sieci informatycznych i Internetu sprawił, że z dnia na dzień ogromne znaczenie zyskały umiejętności włamywania się na komputery przeciwnika i przechwytywania najcenniejszych informacji. W ostatnich czasie liczba ataków w cyberprzestrzeni rośnie w zatrważającym tempie, zaś potrzeba odpowiedniego zabezpieczenia swoich sieci informatycznych dla wielu zyskała najwyższy priorytet. Nic dziwnego, niespodziewanie bowiem otwarty został nowy front walki o wpływy i władzę, a nad światem zawisło widmo cyberwojny.

fot. srbichara/sxc.hu

To, jak bardzo zagadnienie to zyskało na znaczeniu, świadczyć może fakt, że zaledwie miesiąc temu Pentagon oficjalnie poinformował, że forma sabotażu komputerowego przeprowadzonego z innego państwa, zostanie przez Stany Zjednoczone uznana jako akt wypowiedzenia wojny. To wyraźny znak, że ataki za pośrednictwem sieci zaczęły być traktowane jak najbardziej serio i zważywszy, że często to USA nadają ton wielu technologicznym nowinkom, kwestią czasu pozostaje, aż podobne oświadczenia zostaną wydane przez kolejne państwa.

Ataki przy wykorzystaniu sieci informatycznych miały rzecz jasna miejsce już dobrych kilka lat temu. W Polsce dość głośnym echem odbiła się historia sporu między Rosją a Estonią związana z przeniesieniem pomnika i cmentarza żołnierzy radzieckich z centrum Tallina na jego obrzeża. Po tym, gdy estońskie władze zapowiedziały, że nie odstąpią od swojej decyzji, z terytorium Rosji przeprowadzony został atak, który na pewien czas sparaliżował prawie całą administrację tego niewielkiego bałtyckiego kraju. Oficjalnie do ataku nikt się nie przyznał, ale o sprawie pamięta się do dziś.

wtorek, 6 marca 2012

Stratfor: Meczet w Strefie Zero pod kontrolą FBI

Pisałem wczoraj o doniesieniach jakoby ciało Osamy Bin Ladena nie zostało wyrzucone do morza, lecz przewiezione do wojskowego instytutu medycznego. Taka informacja pojawiła się w treści e-maila wysłanego do prywatnej agencji wywiadowczej Stratfor a opublikowanego przez Wikileaks.
Imam Feisal Abdul Rauf

Wygląda na to, że to nie koniec sensacji ze Stratforu. Okazuje się bowiem, że między mailami można znaleźć również informację, że imam związany z kontrowersyjnym meczetem w Strefie Zero (okolice zniszczonych wież World Trade Center) zwanym Park51, jest agentem FBI. Nazwiska imama nie podano, ale można się domyślać, że chodzi o urodzonego w Kuwejcie, Imama Feisala Abdula Raufa, który jest inicjatorem budowy meczetu w Strefie Zero.

Kontrowersyjny meczet wywołał swego czasu ogromną dyskusję i do dzisiaj wielu Amerykanów zdaje się być przeciwnych jego powstaniu w okolicach dawnego WTC. Może w sumie nie dziwić, że aby mieć sytuację pod kontrolą FBI postanowiła umieścić tam swojego informatora.

Treść maila:

Re: [CT] Untangling the Bizarre CIA Links to the Ground Zero Mosque
Email-ID 373982
Date 2010-09-13 14:38:35
From burton@stratfor.com
To ct@stratfor.com
The Imam is an operational asset of the FBI.

Sent via BlackBerry by AT&T

Warto zauważyć, że autorem powyższej wiadomości również był Fred Burton, ten sam który wysłał wiadomość o przewiezieniu zwłok Bin Ladena.

Kwestia ujawnienia korespondencji Stratforu to z pewnością potężny cios dla tej firmy. Od kilku dni, w miarę jak kolejni badacze "przekopują" się przez gigabajty danych dowiadujemy się kolejnych sensacyjnych doniesień.

źródło: TheIntelHub


sobota, 3 marca 2012

FBI: Cyberataki groźniejsze niż terroryzm

fot. spekulator / sxc.hu
Niespodziewanie FBI poinformowało o zmianie głównego zagrożenia dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Przez ostatnie 10 lat był nim niewątpliwie terroryzm, szczególnie ten w wydaniu międzynarodowym, teraz jednak nadszedł czas by oddać pola nowemu zagrożeniu - cyberatakom.
Szef FBI Robert Mueller stwierdził podczas ostatniej konferencji poświęconej bezpieczeństwu, że w dzisiejszych czasach dawniej pojedynczy i odizolowani od siebie hakerzy połączyli siły by stworzyć prawdziwy syndykat zbrodni. Co więcej przyznał on, że w wyniku ich działalności agencje rządowe "wykrwawiają się" tracąc dane, koncepcje i pieniądze.

Zmiana strategi wiązać się będzie ze zmianą retoryki - zdaniem Muellera takie organizacje jak Al-Kaida są bardzo aktywne w sieci a FBI już teraz rozpoznaje nowy rodzaj działalności terrorystycznej - cyberterroryzm.

Zmiana priorytetów i deklaracja do podjęcia walki w sieci wydają się póki co odbiegać od rzeczywistości, zważywszy, że w wyniku ataków Anonymous padły strony większości amerykańskich agend rządowych w tym... FBI.

Przyjmijmy jednak, że faktycznie władze USA skoncentrują się teraz o wiele bardziej na walce z zagrożeniami w sieci, może się to skończyć kolejnymi ustawami przypominającymi słynny Patriot Act, być może dojdzie do modyfikacji dokumentów takich jak SOPA czy ACTA. Czy jednak oznaczać będzie to "poluzowanie" w innych sferach np. kontroli na lotniskach? Wątpliwe. 
źródło: IntelHub



wtorek, 21 lutego 2012

Anonymous: ataki jak w zegarku

grafika z jednej z poprzednich akcji grupy "Payback"
Członkowie grupy Anonymous zapowiedzieli zwiększenie dyscypliny w swoich szeregach i przeprowadzanie regularnych ataków w każdy piątek.

Informację opublikował magazyn Wired, który przeprowadził niedawno czat z Anonymous. Podczas czatu jeden z członków grupy stwierdził, że są oni w trakcie opracowywania kilkudziesięciu nowych celów a ataki będą się odbywać według ustalonego harmonogramu:

"W każdy piątek będziemy przeprowadzać ataki... w konkretnym celu - wymiecenia jak największej ilości skorumpowanych korporacyjnych i rządowych systemów z naszego Internetu."

Cele grupy zdają się być coraz jaśniejsze - w innym opublikowanym w sieci oświadczeniu Anonimowi poinformowali, że ataki nastawione będą zarówno na blokowanie stron internetowych jak i przechwytywanie maili i baz danych. Docelowo atakowane firmy oraz instytucje rządowe mają zupełnie zatracić możliwość funkcjonowania za pośrednictwem sieci.

W działalności Anonymous dostrzec można wyraźne zmiany. Grupa deklarując wprowadzenie ścisłej dyscypliny w kwestii regularności ataków nie tylko sprawia, że coraz słabiej przypomina tą mało w swojej istocie zdyscyplinowaną grupę hackerów a staje się coraz bardziej internetowym wojskiem, którego mocodawcy pozostają ukryci gdzieś za parawanem. 
 



środa, 15 lutego 2012

Mroczna strona Internetu

W ciągu ostatniego roku zostaliśmy dosłownie zbombardowani doniesieniami na temat kolejnych prób kontroli prywatności i cenzury w Internecie. Informacje o zmianie polityki Google'a, udostępnianiu danych przez Facebooka, blokadzie wpisów na Twitterze, przede wszystkim zaś porozumienia takie jak SOPA w USA czy mająca zasięg globalny ACTA sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać: co potem? 

Chociaż Internet jest wynalazkiem bardzo młodym to jednak zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. Internet stał się dla młodych Polaków tak bliski, że informacja o planach podpisania przez polski rząd ACTA doprowadziła do masowych protestów. Co jednak gdy ACTA wejdzie w życie? Co stanie się kiedy sieć stanie się faktycznie kontrolowana tak jak dążą do tego możni tego świata?

Wbrew pozorom sprawa nie jest przegrana i już teraz rozpoczęły się poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Jednym z nich była propozycja  wysunięta podczas Chaos Computer Congres w Berlinie pod koniec grudnia 2011 roku kiedy to zaproponowano stworzenie sieci własnych satelitów, które umożliwiłyby niezależną komunikację między internautami. 

Realizacja powyższej koncepcji byłaby kolejnym krokiem w kierunku stworzenia alternatywnej wobec kontrolowanej przez rządy i korporacje sieci, jednak z pewnością nie byłby to pierwszy krok w tą stronę. 

Od lat bowiem istnieje również prawdziwe internetowe podziemie.


Czym jest Dark Internet?

Istnieją różne nazwy określające tą mało znaną przeciętnym internautom przestrzeń w sieci, możemy się spotkać między innymi z takimi określeniami jak "deep web" bądź "darknet", wszystkie one jednak oznaczają to samo. 

Sama tematyka nie doczekała się do tej pory rzetelnego opracowania, szacuje się nawet, że sieć swoją strukturą może przypominać górę lodową i większa część jej zasobów pozostaje ukryta. 

Michael K. Bergman, który pod koniec lat 90-tych podjął się zbadania wielkości darknetu stwierdził, że jego wielkość przekracza dwu lub trzykrotnie wielkość tradycyjnie przez nas pojmowanej sieci. W opublikowanym w 2001 roku raporcie zauważył, że wyszukiwarki wyszukują jedynie 0,03% wszystkich dostępnych w sieci stron, co więcej rozmiary darknetu rosną w błyskawicznym tempie. 

Proszę zwrócić uwagę - raport pochodzi z 2001 roku, a więc sprzed blisko 11 lat. To w skali historii Internetu cała epoka, jeśli więc zauważony przez Bergmana trend się utrzymał, dziś wielkość darknetu przekracza nasze najśmielsze wyobrażenia. 

Stare nieużywane adresy i serwery mogą być wykorzystywane przez hackerów do przeprowadzania ataków, być może wykorzystywane są również przez wywiady obcych państw w wiecznych rozgrywkach o światową dominację. Inne z kolei mogą służyć jako ścieżki, dzięki których dotrzeć można do zakazanych treści, informacji na temat największych spisków tego świata, tajemnic III Rzeszy, prawdy o UFO, WTC i wielu innych.

Nie oszukujmy się, większość internautów zagląda jedynie do kilku serwisów i podlinkowanych do nich stron, rzadko kiedy szuka czegoś więcej. Wbrew pozorom nie jest bowiem tak, że z naszego domowego komputera i zwykłej przeglądarki możemy w pełni połączyć się z dowolnym serwerem na świecie, niektóre serwery pozostają zablokowane przy pomocy haseł, adresów innych nigdy nie będzie nam dane poznać. 

Niejednokrotnie już ludzie chcąc uciec przed zagrożeniem uciekali do podziemia, dziś chociaż dotyczy ono wirtualnej rzeczywistości to jednak zagrożenie pozostaje jak najbardziej realne i być może już niedługo zakazana wiedza o darknecie stanie się cenna na wagę złota.


źródło: 4chan.org





sobota, 4 lutego 2012

FBI i Scotland Yard na podsłuchu

Anonymous rosną w siłę. Kiedy po raz pierwszy o nich usłyszano, były to głównie doniesienia o atakach na kolejne strony internetowe. Od tego jednak czasu członkowie Anonymous poczynili ogromne postępy i dziś są w stanie włamać się na zabezpieczone serwery, wykraść tajne dane i podsłuchać rozmowy. Tym razem grupa ujawniła 15-minutowe nagranie z konferencji przeprowadzonej przez pracowników FBI i Scotland Yardu. Co najciekawsze, konferencja dotyczyła Anonymous i w trakcie jej trwania jeden z rozmówców stwierdził: 
"Nie jestem pewien czy jesteśmy tutaj jedynie my dwaj".
Choć jak widać intuicja go nie zawiodła, to mimo wszystko nagranie trafiło już do sieci i jest dostępne poniżej:









poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wolny internet - czy kiedykolwiek istniał?

Nagłe ujawnienie przez polski rząd planów podpisania kontrowersyjnego porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołało w sieci prawdziwą burzę a wiele rządowych stron stało się obiektem ataków grupy Anonymous. 

O dokumencie zaledwie kilka tygodni temu mało kto słyszał. W Polsce najwcześniej informował o tym Dziennik Internautów, który już w 2009 roku pisał o kontrowersyjnym pakcie przygotowywanym w tajemnicy przed obywatelami. Na blogu "Kod Władzy" również pisałem o tym między innymi przy okazji zatwierdzenia dokumentu przez pierwszych 8 państw, często z pominięciem demokratycznych procedur. 

Same ataki Anonymous, wbrew robionej wokół nich sensacyjnej otoczce, zdają się być jedynie głośnymi, lecz w swojej istocie nieszkodliwymi, próbami zwrócenia uwagi na kontrowersyjną ustawę. O wiele poważniejsze zdają się być deklaracje opublikowania sekretnych dokumentów dotyczących polskich polityków. Można przypuszczać, że Anonimowi mówią jak najbardziej serio. Przede wszystkim dlatego, że już kilkakrotnie udowodnili swoją skuteczność we włamywaniu się na serwery różnorakich firm i wykradaniu stamtąd danych. Tak było w przypadku PayPala, Visy, Mastercard czy Stratforu skąd wykradziono adresy email oraz numery kart kredytowych klientów. 

Jest więc możliwość, że nie blefują. 

Kontrowersje związane z porozumieniem chociaż w Polsce wywołały prawdziwą burzę, nie są wcale pierwszym krokiem w stronę ograniczenia mitycznej jak się okazuje "wolności w internecie". Prawdę powiedziawszy sieć od dawna nie jest już żadną oazą wolności. 

Ograniczenia mogą dotyczyć różnych sfer tematycznych i często jest to uzależnione od podłoża kulturowego, religijnego, ustroju czy lokalnych zaszłości historycznych. Przykładowo najgłośnie mówi się o braku wolności w chińskim internecie, gdzie według raportów OpenNet Initiative państwo to nie spełnia kryteriów w trzech głównych obszarach: politycznym, społecznym oraz w obszarze bezpieczeństwa. 

Nikogo zapewne nie zaskoczy również cenzura internetu w Korei Północnej, ale już wprowadzenie ograniczeń przez Seul? Jak się bowiem okazuje również Korea Południowa wprowadziła stosowne ograniczenia przede wszystkim utrudniając dostęp na strony, które chwalą ich północnego sąsiada. 

Jeszcze inaczej sprawy się mają na Bliskim Wschodzie. Tam, obok względów politycznych utrudniających między innymi dostęp na stron prowadzonych przez Bractwo Muzułmańskie, isotne są również powody religijne. Objawiają się one przede wszystkim w cenzurowaniu i utrudnianiu dostępu do stron pornograficznych, chociaż na tym się nie kończy. Władze takich krajów jak choćby Arabia Saudyjska starają się by internauci przypadkiem nie natrafili również na strony informujące jak przejść z islamu na chrześcijaństwo. 

Wolna Europa?

Być może przykłady często autorytarnie rządzonych krajów azjatyckich nie są dla czytelnika szczególnym zaskoczeniem, jednak już w przypadku uchodzącej za otwartą Unii Europejskiej podobne ograniczenia mogą dziwić. Dotyczą one treści występujących pod wspólną kategorią "mowy nienawiści", czyli atakujących mniejszości religijne lub etniczne, ale w takich krajach jak Francja i Niemcy zażarcie walczy się również z witrynami promującymi nazizm. 

foto. mmagallan/
sxc.hu
Obok wymienionych treści bardzo istotną rolę odgrywa kwestia praw autorskich, której owocem jest głośno dyskutowana ACTA. Należy podkreślić, że tematyka ta jest obecna w publicznej debacie krajów europejskich już od lat a nowe porozumienie jest jedynie kolejnym, tym razem międzynarodowym jej przejawem. Weźmy choćby przykład wspomnianej już Francji. Według najnowszej edycji publikowanego od 2006 raportu  "Wrogowie Internetu" ("Internet Enemies") wydawanego przez organizację Reporterzy bez granic, państwo to znalazło się w kategorii "Pod obserwacją" ("Under Surveillance") po tym jak Paryż wprowadził ustawę, która administracyjnie dąży do "ucywilizowania internetu". 

Póki co, przynajmniej według Reporterów bez granic jest to jedyne państwo UE uważane za naruszające wolność w sieci w sposób na tyle widoczny by uwzględnić je w swoim raporcie. 

Wróćmy jednak do praw autorskich. Kwestia walki z internautami swobodnie kopiującymi dane w sieci od lat jest jednym z głównych powodów, dla których kolejne rządy starają się forsować coraz to nowego regulacje. Rządzących z pewnością zachęcają publikacje takie jak raport Oxford Internet Institute z 2011 roku, z którego wynika, że postęp technologiczny nie tylko wcale nie oznacza zwiększenia obszaru wolności słowa, ale też samą sieć można poddać kontroli. Jak informował w kwietniu 2011 roku The Telegraph, w imię ochrony praw autorskich władze Unii Europejskiej rozważały nawet wprowadzenia paneuropejskiego "firewalla", który jednak w przeciwieństwie do klasycznych aplikacji tego typu miał nie tyle chronić sieć przed atakami z zewnątrz, lecz umożliwić blokadę serwerów ulokowanych poza granicami UE. Pomysłu nie zrealizowano, ale kto wie kiedy polityce ponownie sobie o nim przypomną. 

Kolejne regulacje w kwestii praw autorskich wywołały również reakcję w samej UE - narodził się bowiem  "Ruch Piratów" powstały w wyniku rosnącej popularności szwedzkiej Partii Piratów postulującej zniesienie dotychczasowych obwarowań dotyczących praw autorskich, ale również odcinającej się od dominującego w Europie podziału na lewicę i prawicę. 

Co z Polską?

Pomimo ogromnej fali protestów internautów sprzeciwiających się ACTA, warto spojrzeć na sam dokument oraz komentarze na jej temat. Jak zauważył Tymoteusz Barański z Fundacji Republikańskiej w niektórych kwestiach polskie prawo już dzisiaj daje większe uprawnienia niż te przewidziane przez ACTA. Nie jest to informacja zaskakująca, zważywszy, że już w zeszłym roku z raportu Komisji Europejskiej mogliśmy się dowiedzieć, że Polacy są najbardziej inwigilowanym społeczeństwem w UE.

Z drugiej strony istotnym źródłem kontrowersji wokół ACTA jest fakt, że porozumienie zawiera wiele  podstawowych pojęć, które zdefiniowano w sposób nieścisły. Co więcej ACTA wydaje się być dokumentem pisanym tylko z perspektywy przedstawicieli jednej grupy: "nie tylko nie rozstrzyga charakteru korzystania przez internautów z treści chronionych, ale koncentruje się wyłącznie na ochronie interesów uprawnionych z praw własności intelektualnej" - pisze Barański.

Jak widać już od dawna ciężko mówić o wolności w Internecie, przynajmniej w skali globalnej. Z drugiej jednak strony wiele wprowadzanych ostatnio ustaw i regulacji sprawia, że w wielu krajach dotychczasowa swoboda ulegnie znacznemu ograniczeniu. Kiedy więc komentatorzy tacy jak Anthony Wile z The Daily Bell mówią o tym, że mamy do czynienia z początkiem wojny o Internet, warto pamiętać, że jego pełna wolność dawno już się skończyła.




poniedziałek, 7 listopada 2011

Anonymous atakują Izrael

W niedzielę 6 listopada grupa hackerów znanych pod wspólną nazwą Anonymous zaatakowała strony internetowe izraelskiego rządu, wojska i służb specjalnych. Ucierpiały między innymi witryny IDF, Mossadu i Shin Bet (kontrwywiad Izraela). 


W oświadczeniu opublikowanym w Internecie czwartego listopada grupa podaje, że atak związany jest z blokadą nałożoną przez Izrael na Strefę Gazy. W jej wyniku izraelska flota nie przepuszcza między innymi zagranicznych okrętów utrzymując, że pomoc udzielana Palestyńczykom jest de facto pomocą kontrolującemu Strefę Hamasowi.

Anonymous zadeklarowali, że “razem z 127 innymi krajami uznajemy Palestynę jako kraj Palestyńczyków i takie działania, prowadzone przez was i wasze wojsko, są działaniami przeciwko suwerennemu narodowi”. Dodali, że ataki będą kontynuowane do czasu zakończenia przez Izrael blokady. 

Manifest pojawił się tego samego dnia co inny komunikat Anonymous, w którym oświadczono, że zapowiadany na 5 listopada atak na Facebooka okazał się fałszywą deklaracją, za którą stała osoba prywatna. Kolektyw odciął się od tych doniesień również za pośrednictwem kontrolowanego przez nich konta na Twitterze #AnonOps. 

Osobę, która opublikowała manifest ostrzeżono przed powtarzaniem podobnych akcji a w ramach odwetu ujawnili w sieci jego imię oraz dane kontaktowe, w tym numer telefonu.

W filmie, który pojawił się w sieci w lipcu 2011 roku zapowiedziano, że grupa Anonymous w święto Guy’a Fawkesa zaatakuje i zniszczy najpopularniejszy portal społecznościowy w związku z naruszaniem prywatności użytkowników.

Zobacz także:


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf