Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Zamachowcy ze Sri Lanki na tle flagi ISIS

Zamachowcy-samobójcy odpowiedzialni za krwawe niedzielne ataki na Sri Lance w opublikowanym online filmie stają przy fladze niesławnego Państwa Islamskiego (ISIS).


Trzy katolickie kościoły i trzy pięciogwiazdkowe hotele były celami ataków przeprowadzonych w Niedzielę Wielkanocną. W wyniku zamachów łącznie śmierć poniosło prawie 300 osób a ponad 500 osób odniosło obrażenia . Prawie jednoczesne ataki uderzyły w miejsca na zachodnim i wschodnim wybrzeżu Sri Lanki i uważa się, że stanowią najkrwawszy atak terrorystyczny w historii kraju.

źródło: Intelnews

wtorek, 26 lutego 2019

[Infografika] Wielkie potęgi zbrojne Azji



Chociaż Azja stała się dziś bez wątpienia centrum światowego handlu, to jednak ciężko mówić o politycznej jedności. Lokalne potęgi: Chiny, Indie, Japonia, Pakistan od lat funkcjonują w stanie swoistego zawieszenia, gdzie wręcz na włosku wisi nowy konflikt zbrojny. Czy jeśli by doszło do lokalnej wojny, to miałaby ona szansę rozwoju na sferę globalną? Kto miałby w niej przewagę? Poniższa infografika dobitnie pokazuje różnice w potencjałach czołowych azjatyckich potęg. 



czwartek, 26 października 2017

Tam gdzie muzułmanów się zabija

Religia pokoju? Czy religia wojny? W zależności od regionu islam jest różnie postrzegany. Na pewno wydarzenia związane z terroryzmem nie wpływają pozytywnie na nastroje społeczne. Istnieją regiony, gdzie dochodzi jednak do całkowitego odrzucenia a wręcz "polowania" na mniejszości muzułmańskie,  które od wieków zamieszkują dane terytoria. 


Czystki etniczne mają miejsce w Myanmar, którego liderem można powiedzieć jest laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi. Niestety obecna minister spraw zagranicznych w żaden sposób nie stanęła w obronie mniejszości, a wręcz jak podają media zignorowała okrucieństwo stosowane wobec muzułmanów. W wywiadzie w 2013 roku tłumaczyła jedynie, że "nie są to czystki etniczne". Sytuacja ludności z jednego regionu kraju jest w stanie opłakanym. Tylko w krótkim okresie wyemigrowało do Bangladeszu ćwierć miliona uchodźców, według danych ONZ.


Rzecznik William Spindler powiedział, że 270 tys. Rohingya (mniejszość muzułmańska) przekroczyło granicę od 25 sierpnia. Nowe liczby stanowią około jednej trzeciej muzułmańskich mieszkańców regionu Arakan. Milion muzułmanów Rohingya jest postrzegany przez wielu w większości z buddyjskich Myanmarów jako nielegalnych imigrantów z Bangladeszu, mimo że mieszkali w Birmie przez wiele pokoleń.


 Niedawno rozpoczęły się "czystki etniczne", siły zbrojnych Birmy zabijani są obywatele, zastraszani i zmuszani do ucieczki na tereny pobliskich krajów jak twierdzi John mcKissick (ONZ ds. Uchodźców). 

"Siły bezpieczeństwa zabijają ludzi, strzelają do nich, porywają dzieci, gwałcą kobiety, paląc i łupiąc domy, zmuszając muzułmanów do przekroczenia rzeki w Bangladeszie", twierdzi McKissick .
Na początku września Human Rights Watch wydało zdjęcia satelitarne, które wykazały, że w ciągu ostatnich sześciu tygodni w wioskach Rohingya zniszczono ponad 1200 domów. 

Rząd birmański zabronił dziennikarzom  wjeżdżać do północnych Rakhine, ponieważ nie chce, aby świadkowie zewnętrzni informowali o sytuacji mieszkańców.


Birma jest krajem, którego 80 procent populacji kieruje się religią buddyzmu, graniczący z Indiami, Bangladeszem, Tajlandią, Chinami i Laosem. Rohingya są bezpaństwowcami Indo-aryjskimi ludźmi z Rakhine State, Myanmar, którzy twierdzą, że zamieszkiwane ziemie są ich ojczyzną od pokoleń.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Bogactwa Korei - dlaczego Amerykanie wszczynają wojnę?

Korea Północna jest dla świata obrazem reżimu, ubóstwa, śmierci. Rzadko kiedy wspomina się o wielkich bogactwach do jakich ma dostęp dyktator. Wszystko dlatego, że władzę nie stać na wydobycie olbrzymiego skarbu znajdującego się głęboko pod ziemią.




Metale ziem rzadkich są jednym z najcenniejszych obecnie surowców, do których dostęp ma zaledwie garstka państw. Wszystko ze względu na bardzo wysokie koszty ich wydobywania. Obecnie monopol dzierżą Chiny, surowce wydobywają między innymi z terenów należących do Korei Północnej. 

Pojawia się zatem pytanie, czy prawdziwym celem USA jest obalenie reżimu? Czy dostęp do bogactw szacowanych na wartość 6 bln dolarów?

W ostatnich dniach w mediach pojawiło się sporo informacji o prowokacjach ze strony Korei Północnej w kierunku USA. Przytaczane wypowiedzi dezaprobaty wobec działań Trumpa na Bliskim Wschodzie doprowadziły do nerwowej atmosfery pomiędzy krajami. Pokaz sił, informacje o możliwościach militarnych i niewiele o tym jaki jest prawdziwy cel ewentualnej agresji USA. Warto jest nadmienić, że w przypadku ataku na Koreę Północną, Rosja opowiedziała się niejako po jej stronie. Mocny rozkład sił powoduje zatem, że stoimy prawdopodobnie na skraju konfliktu ogólnoświatowego. 


Jaki jest prawdziwy cel obalenia reżimu?

Dostęp do metali ziem rzadkich w tak dużych ilościach jakich złoża są szacowane na terenie Korei Północnej, pozwoliłyby na "skok w przyszłość". "Magiczne" właściwości i zastosowanie metali opisane zostały na blogu we wpisie Rzadkie pierwiastki, które mogą zrewolucjonizować świat energetyki (bardziej ekonomiczna analiza). W skrócie państwo, które by miało do nich dostęp mogłoby pozwolić sobie na rozbudowę arsenału militarnego, technologicznego, i przede wszystkim ogólnogospodarczego poprzez ich sprzedaż.
Kilka lat temu świat obiegła informacja, że Rosja ma uzyskać dostęp do metali ziem rzadkich na terenie Korei Północnej. Umowa jaką miały zawrzeć państwa między sobą zobowiązywała Rosję do wypłacenia i inwestycji na poziomie 25 mld dolarów. Inwestycja miała polegać na modernizacji między innymi sieci energetycznej na terenie kraju. W zamian Korea Północna miała umożliwić wydobywanie surowców, które później miały być także użyte do poprawy mocy między innymi broni atomowej. 

Obalenie reżimu w Korei Północnej i rozpoczęcie wydobywania surowców pozwoliłoby na utrzymanie monopolu Chinom, ułatwiając także do nich dostęp Amerykanom.
 

źródło: inquisitr.com



wtorek, 27 grudnia 2016

Czy sen może zabić?

18 członków niewielkiej azjatyckiej społeczności umiera we śnie w krótkim przedziale czasu. Jako przyczynę śmierci każdej pojedynczej osoby podano - "z powodów naturalnych", ale czy można mówić o przypadku? 

Alysa L. Miller via Flickr/Creative Commons


Wszyscy zmarli pochodzili ze społeczności Hmong, która żyje w górskich częściach Laosu. W całych Stanach Zjednoczonych jest ich łącznie około 35 tysięcy i w większości nie mówią po angielsku kurczowo trzymając się zwyczajów swojego ludu. Hmong w większości wyznają animizm, wierzą w duchy i demony przyrody. 

Ciała zmarłych znajdowano w łóżkach, autopsja za każdym razem wykazywała, że umarli nad ranem a przyczyną miała być "najprawdopodobniej arytmia serca" bądź też nieregularne bicie serca. Gdyby zgony dotyczyły zupełnie przypadkowych osób zapewne nikt nie dostrzegłby związku, ale w tym konkretnym przypadku patolodzy podobne zjawisko nazwali "orientalnym syndromem śmierci od koszmaru" ('Oriental nightmare death syndrome') i ma on określać serię zgonów wywołanych stresem podczas przeżywanego w nocy koszmaru


Lekarz sądowy Ramsay McGee z Minneapolis-St.Paul podkreśla, że cała sprawa na samym początku nie budziła żadnych podejrzeń, sprawa zaczęła być dziwna dopiero od momentu gdy zarejestrowano trzeci a następnie czwarty zgon młodego, zdrowego mężczyzny i to w relatywnie krótkim czasie. "Wówczas zaczęliśmy się zastanawiać" - mówi McGee. Przeprowadził on własne śledztwo, w którym poszukiwał doniesień o historiach osób, które zmarły przestraszone "na śmierć". W końcu trafił na termin "bangungut" - pochodzi on z języka filipińskiego i oznacza on "koszmar" lub śmierć z powodu koszmaru, który zaobserwowano u mężczyzn w wieku 30-40 lat pochodzących z południowo-wschodniej Azji.


Jak podkreśla dr Roy Baron, epidemiolog z federalnej agencji Centers for Disease Control, wszyscy badani cieszyli się dobrym zdrowiem, wyklucza się także takie przyczyny jak wypadki czy samobójstwa. 

źródło: New York Times



środa, 30 grudnia 2015

A gdyby tak... Ameryka wróciłaby do izolacji?

Powrót do izolacji, likwidacja z baz i dbanie tylko o własne terytorium - dla wielu USA są dziś źródłem konfliktów i napięć na całym świecie, jednak zdaniem amerykańskiego publicysty izolacja Ameryki byłaby przede wszystkim tragiczna dla jej sojuszników. 



Jeszcze 100 lat temu Stany Zjednoczone nie były postrzegane ani jako mocarstwo ani jako państwo, które może tak bardzo namieszać w polityce światowej. W istocie gdy europejskie potęgi wykrwawiały się na frontach I Wojny Światowej Ameryka pozostawała w błogiej izolacji. Dziś pod koniec roku 2015 sytuacja wygląda zupełnie inaczej - USA są globalnym mocarstwem, którego wpływy gospodarcze i polityczne kształtują ład na całej Ziemi. Co by się jednak stały gdyby Ameryka powróciła do swojej dawnej izolacjonistycznej polityki?

Takie pytanie zadał sobie na łamach The National Interest Harry J. Kazianis. Według niego jeśli Ameryka nagle zrezygnowała ze swojej roli i wycofała się np. z Azji, wówczas należałoby zadać sobie pytanie: co z jej sojusznikami w Japonii, Korei Południowej, Tajwanie czy na Filipinach? Co z rosnącą współpracą z Wietnamem i Indiami? W obecnej sytuacji naturalnym hegemonem stałyby się zapewne Chiny, które być może próbowałyby rozszerzyć swoją strefę wpływów aż po Hawaje. Sytuacja jaka by zaistniała po opuszczeniu przez amerykańską flotę wybrzeży Azji stałaby się zdaniem Kazianisa zarzewiem wielu nowych konfliktów i wcale nie wygasiłaby, jak twierdzą różni publicyści, istniejących już linii podziału. Wręcz przeciwnie. 

Zdaniem polityków np. z Tajwanu USA to jedyny gwarant, że wyspa nie stanie się nowym Hong Kongiem i wkrótce nie zostanie wchłonięta przez Chiny, podobne obawy może mieć Seul, który przy wycofaniu się Amerykanów mógłby szybko stanąć przed obliczem ataku z północy. W końcu pozostaje Japonia, która siłą rzeczy będzie głównym rywalem Pekinu o dominację w Azji. Czy tym razem to ona zostanie podbita? Kazianis widzi w podobnym scenariuszu jeszcze więcej mrocznych i niebezpiecznych konsekwencji, podkreśla, że takie wycofanie poważnie by nadszarpnęło powagę i zaufanie do umów zawieranych z Amerykanami. 

A czy Waszym zdaniem USA powinny zrezygnować ze swojej aktywnej polityki na świecie?


środa, 18 listopada 2015

Czy ktoś pamięta o chrześcijanach ginących na świecie?

Tragiczne wydarzenia jakie miały miejsce w Paryżu sprawiły, że do Francji z całego świata zaczęły spływać tysiące kondolencji i głosów solidarności z całym narodem francuskim. Gdy jednak we Francji w zamachach zginęło 120 osób, w ostatnim roku śmierć dotknęła tysiące chrześcijan na świecie

mapa: Open Doors Foundation

W maju bieżącego roku ponad 5 000 katolików zostało zamordowanych przez członków organizacji Boko Haram na północnym wschodzie Nigerii. Według raportu tamtejszej diecezji od czasu wybuchu powstania w 2009 roku islamscy ekstremiści zmusili do przeniesienia się co najmniej 100 tysięcy katolików, zaatakowano 350 kościołów, w wyniku aktów przemocy przeciwko chrześcijańskiej ludności już 7 tysięcy kobiet zostało wdowami, osierocono 10 000 dzieci. 

Kilka lat wcześniej w indyjskim stanie Orissa ponad 500 chrześcijan zostało zamordowanych przez hinduskich napastników uzbrojonych w maczety, 50 000 zmuszono do ucieczki. W Libii członkowie ISIS zamordowali grupę egipskich Koptów, w Iraku i Syrii chrześcijanie codziennie narażeni są na utratę życia. 

Według The Centre for the Study of Global Christianity nawet 100,000 Chrześcijan ginie corocznie z powodu swojej wiary, z kolei Pew Research Center podaje, że nawet 139 krajach chrześcijanie spotkali się z jakąś forma wrogości. Organizacja Open Doors podaje z kolei, że chrześcijanie są prześladowani w ponad 50 krajach świata, w wielu innych są oni dyskryminowani i traktowali jak obywatele drugiej kategorii, poniżej niechlubna pierwsza 5 najgroźniejszych dla chrześcijan państw:



Czy w obliczu tych zatrważających statystyk nie powinniśmy raczej solidaryzować się z prześladowanymi chrześcijanami?

wtorek, 16 czerwca 2015

Napięcia między USA a Chinami. Czy nowa broń Pekinu może wywołać wojnę?

Na Morzu Południowochińskim zawrzało po tym jak Chiny przeprowadziły testy nowych, ponaddźwiękowych pojazdów, które mogą z niebywałą prędkością przenosić ładunki nuklearne. 
 
new.com.au


Sprawy od dawna nie układały się na tym terenie tak, jak chcieliby to widzieć miłośnicy pokoju i zwolennicy rozstrzygania konfliktów na dyplomatycznych salonach. Zarówno Chiny jak i USA wielokrotnie pokazywały, że sprawy na Morzu Południowochińskim są poważne i nie zawachają się użyć sily by rozstrzygnąć je na swoją korzyść. Zostało to z resztą potwierdzone oficjalnie między innymi przez Sekretarza Obrony Asha Cartera, który stwierdził, że USA nie będą miały oporów przed powstrzymaniem Pekinu jeśli ten będzie kontynuował swoją ekspansjonistyczną politykę. Trwający w regionie wyścig zbrojeń i zbrojenie się obu stron sprawia jedynie, że sprawa staje się co raz poważniejsza, ostatnie zaś eksperymenty Chińczyków z nową bronią omal nie pogrorszyły już i tak napiętej sytuacji.

Pojazdy znane są jako WU-14 testowano po raz czwarty w przeciągu ostatniego 1,5 roku, jak podają media broń przenoszona za jej pomocą jest w stanie przemieszczać się z prędkością dziesięciokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku. Testy te zaniepokoiły Stany Zjednoczone, których władze bardzo szybko opublikowały komunikat, w którym nazwały testy "ekstremalnymi manewrami" i uznały, że doprowadzi to do znaczącego zaostrzenia sytuacji na terenie basenu Morza Południowochińskiego.

Pekin zareagował równie szybko deklarując, że testy są jedynie częścią standardowych badań naukowych jakie mają regularnie miejsce w tych okolicach.



czwartek, 13 listopada 2014

Nowy "Jedwabny Szlak" - Chiny wydadzą 40 miliardów dolarów na odbudowę słynnego szlaku handlowego

Państwo Środka szuka nowych ścieżek wymiany handlowej z całym światem, jedną z nich ma być stworzenie "Jedwabnego Szlaku"  XXI wieku.

dawna mapa przedstawiająca Jedwabny Szlak w średniowieczu


Położenie Chin to temat na odrębną książkę. Swego czasu bardzo popularne było stwierdzenie, że Państwo Środka to w istocie wyspa, otoczona morzem, górami i niedostępnymi pustyniami. Mimo wszystko jednak przez setki lat to nie powstrzymywało śmiałków przed pokonywaniem niebezpiecznych szlaków i docieraniem do odległej krainy, na handlu z którą mogli się bajecznie wzbogacić. Pamiętając o tym Pekin postanowił odbudować słynny, Jedwabny Szlak.

Tak jak wspomniałem we wstępie jedną z istotnych cech Chin jest ich położenie. Lokalizacja tego państwa sprawiała, że było ono z wielu stron zabezpieczone przez najazdami, ale też nie mogło ono rozwinąć swojego handlu jeśli tylko spotykało się z silniejszym przeciwnikiem na morzu. Tak było w wieku XIX i do pewnego stopnia w XX, tak jest też w wieku XXI kiedy to niezwykle ważne dla przetrwania Chin znaczenie ma tak zwany "pas perłowy" lub "perłowy szlak" ciągnący się wzdłuż południowych wybrzeży kontynentu eurazjatyckiego. Jest on jednak ryzykowny, bo wciąż kontrolowany przez głownego rywala - Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników, dlatego też Pekin zdecydował się zainwestować w szlak, który dało się przemierzyć na długo zanim pojawiła się kolei i autostrady.

Obecnie zdaniem prezydenta Chin Xi Jinpinga połączenia w Azji przypominają "szyjkę od butelki", są nieprzepustowe i nie spełniają oczekiwań rosnących gospodarek tej części świata. Celem Pekinu jest stworzenie sieci dróg, które rozpoczynać się będą w prowincji Xi'an w Chinach centralnych a następnie rozciągać w kierunku Kazachstanu by skręcić na południowy zachód do Iranu. Stamtąd przez Irak, Syrię i Turcję łączyć się będzie z Europą. Od cieśniny Bosfor szlak ma podążać na północ - przez Bułgarię, Rumunię, Węgry i Czechy w kierunku Niemiec i portu w Roterdamie oraz na południe do Wenecji. 


Co ważne, trasa ta w ten sposób ominie nie tylko całą Nizinę Środkowoeuropejską, na której leży też Polska, ale i okrążać będzie od południa Rosję, z którą wydawałoby się Chiny odczuwają pewną wspólnotę interesów. Jak widać wspólnota ta nie zawsze dotyczy kwestii dominacji w Azji.
 


środa, 5 listopada 2014

Czy bank AIIB stanie się przeciwwagą dla zachodnich instytucji finansowych?

Pod koniec października Chiny odebrały Zachodowi kolejny monopol. Tym razem uderzyły w jeden z jego najczulszych punktów, czyli w system bankowy tworząc własny odpowiednik Banku (już nie) Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Azjatyckiego Banku Rozwoju, które zdaniem przedstawicieli nowo powstałej instytucji zdominowane są przez państwa najbogatsze i najlepiej rozwinięte (USA czy Japonia). 
 
fot. Xinhua
 

Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB) z siedzibą w Pekinie utworzony został 24 października przez 21 sygnatariuszy. Będzie on dysponował kapitałem w wysokości ponad 100 miliardów dolarów, z których większość pochodzić będzie od rządów Chin oraz Indii. Pomysł utworzenie banku niezależnego od dominujących w świecie finansów sojuszników USA przedstawił w zeszłym roku chiński prezydent Xi Jinping. Głównym celem instytucji ma być finansowanie przedsięwzięć infrastrukturalnych w słabiej rozwiniętych państwach azjatyckich.

Wśród sygnatariuszy oprócz Chin i Indii znalazły się także: Kuwejt, Katar, Mongolia, Kazachstan, Pakistan, Nepal, Oman, Brunei, Kambodża, Myanmar, Laos, Malezja, Filipiny, Singapur, Sri Lanka, Uzbekistan, Tailandia i Wietnam. Zabrakło jednak Indonezji, Korei Południowej oraz Australii, których wycofanie się postrzegane jest jako skutek nacisków ze strony Stanów Zjednoczonych zaniepokojonych powstaniem banku.

Chińscy komentatorzy nie ukrywają, że opór ze strony USA spowodowany jest obawami związanymi z rosnącą rolą Pekinu, który ma ambicje stać się nie tylko wiodącą potęgą w Azji, ale też liczącym się globalnym mocarstwem. Matthew Goodman z Center for Strategic and International Studies skomentował powstanie takich organizacji jak BRICS czy AIIB jako "dowód na pierwsze liczące się instytucjonalne wyzwanie globalnemu porządkowi ekonomicznemu".
źródło: RT

wtorek, 23 września 2014

Narzędzia tortur na sprzedaż? Chińskie firmy są liderem w eksporcie

Potężna chińska gospodarka i miliony niedużych przedsiębiorstw z Państwa Środka są w stanie dostosować się do wszelkich potrzeb swoich klientów. Nisza do zagospodarowania znalazła się nawet na rynku narzędzi tortur. 

fot. bredmaker /sxc.hu




Ponad 130 firm zaangażowanych jest w produkcję bądź handel sprzętu służącego do torturowania ludzi - podała Amnesty International za pośrednictwem agencji Reutera - z kolei dekadę temu było ich jeszcze tylko 28. Głównym odbiorcą narzędzi są rządy państw afrykańskich oraz południowoazjatyckich, tylko jedna z badanych firm przyznaje, że posiada kontakty handlowe w blisko 40 afrykańskich krajach wysyłając tam między innymi tasery, krzesła z możliwością unieruchomienia siedzącego oraz specjalne kajdanki zakładane na kciuki. Narzędzia te uznawane są za naruszające zasady prawa międzynarodowego i łamiące prawa człowieka.

Amnesty International poinformowała również, że posiada zdjęcia z Ghany, Senegalu, Egiptu oraz Madagaskaru, na których widać jak policja korzysta z wyprodukowanych w Chinach pałek elektrycznych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych ChRL pozostało nieuchwytne i nie udzieliło w tej sprawie żadnego komentarza. Same Chiny również pozostają dalekie od zachowywania standardów jaki oczekuje AI, dopiero w listopadzie ubiegłego roku chiński sąd najwyższy uznał, że należy odejść od wymuszania zeznań przy pomocy tortur.



piątek, 13 września 2013

Kto niebawem będzie rządzić światem?

Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu. 

fot. realworldorder.net
Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się. 

Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu. 

Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym.

Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB. 

Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii. 

Czy Waszym zdaniem raport może przewidywać przyszłość?


Źródła: inwestycje

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Gwałtownie wzrasta szpiegostwo wojskowe z regionu Azji i Pacyfiku

Pentagon posiada udokumentowane dane na temat gwałtownego wzrostu szpiegostwa wojskowego z regionu Azji i Pacyfiku. Szpiegostwo koncentrować ma się przede wszystkim na specjalistycznych urządzeniach zaprojektowanych do przezwyciężania skutków ciężkiego promieniowania. Co wiemy dziś na ten temat?

fot. thebureauinvestigates.com
"Przez wiele lat podmioty z Azji Wschodniej i Pacyfiku wykazywały silny interes w odniesieniu do amerykańskiej elektroniki odpornej na promieniowanie", stwierdza raport Służby Obrony Pentagonu. Technologia, którą interesują się zagraniczne wywiady to elektroniczne komponenty odporne na działanie promieniowania jonizującego, powstałego na przykład w konsekwencji wybuchu jądrowego. 

Wzmocnione amerykańskie układy "mają zastosowanie w broni nuklearnej, pojazdach kosmicznych, rakietach balistycznych i innych urządzeniach elektronicznych narażonych na promieniowanie", podkreślają eksperci. Należy dodać, że coraz większa liczba krajów z regionu Azji i Pacyfiku podejmuje realizację programów kosmicznych, co stanowić może dodatkową motywację do poszukiwania informacji na temat technologii odpornej na promieniowanie. 

Raport nie potwierdził, że to właśnie Chiny (jak przypuszczano) są głównym winowajcą tego typu działań. Jednak na ogół i tak przyjmuje się, że Pekin jest największym sprawcą szpiegostwa w regionie (co dyktowane ma być silną potrzebą wzmacniania swojej strategicznej pozycji wojskowej). Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza niejednokrotnie także podkreślała, że jest zaniepokojona możliwością ataku za pomocą impulsu elektromagnetycznego.

Jaki Waszym zdaniem może być faktyczny cel szpiegowania USA ze strony państw Azji i Pacyfiku?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

piątek, 14 grudnia 2012

UFO nad Indiami

Doniesienia o UFO widzianym wielokrotnie na chińsko-indyjskim pograniczu wstrząsnęło tamtejszą opinią publiczną. Czy żołnierze faktycznie widzieli obce statki latające? A może były to chińskie samoloty szpiegowskie?

fot. http://www.pakalertpress.com


Doniesienia na temat UFO pojawiają się bez przerwy i w zasadzie rzadko kiedy ktokolwiek poza pasjonatami tej tematyki w ogóle zaprząta sobie nimi głowę. Do rzadkości należą sytuacje kiedy informacje o niezidentyfikowanych obiektach latających przebiją się do mediów głównego nurtu a z pewnością jeszcze rzadziej stanowisko w tej sprawie zmuszony był zająć minister obrony dużego regionalnego mocarstwa. Tak się jednak stało niedawno w związku z wielokrotnymi obserwacjami tajemniczych obiektów obserwowanych regularnie przez kilka miesięcy wzdłuż granicy chińsko-indyjskiej.

Jak podaje „The Times of India” w okresie od początku sierpnia do 15 października żołnierze patrolujący granicę zgłosili obserwacje tajemniczych obiektów ponad 100 razy. Raporty donosiły o żółtych, świecących sferycznych obiektach, które nagle unosiły się znad powierzchni ziemi gdzieś na chińskim terytorium a następnie przemieszczały się po niebie przez trzy do pięciu godzin. Według gazety indyjskie wojsko zaniepokojone powtarzającymi się wydarzeniami próbowało je zlokalizować przy pomocy radaru, jednak urządzenia nie mogły niczego wykryć. UFO widoczne było w różnych rejonach wzdłuż liczącej ponad 2 tysiące mil długości granicy między obydwoma państwami, zarówno w na terytorium kontrolowanego przez Indie Kaszmiru oraz w pobliżu granicy z Tybetem a także na południu, w tym także u wybrzeży Sri Lanki.

O wyjaśnienie sprawy został w końcu poproszony minister obrony Indii AK Antony, który pod koniec listopada stwierdził, że nie ma żadnego przekonującego dowodu jakoby w pobliżu granicy faktycznie pojawiło się UFO. Zapewnił przy tym, że władze podjęły wszelkie środki zaradcze mogące zapewnić wymagany poziom bezpieczeństwa.

Tajemnicze spotkanie w Himalajach

Pomimo zapewnień ze strony rządowej nie brak rzecz jasna spekulacji i domysłów dotyczących tego co w rzeczywistości widzieli indyjscy żołnierze w pobliżu granicy. Media szybko przypomniały o historii jaka miała miejsce w 2004 roku w Himalajach, kiedy to ekspedycja naukowa informowała o robocie widzianym w jednej z górskich dolin.

W trakcie ekspedycji badawczej grupa geologów i glacjologów pod przewodnictwem doktora Anila Kulkarniego dostrzegła w odległości około 50 metrów od siebie dziwną, przypominającą robota postać. Według członków ekspedycji spotkanie trwało blisko 40 minut po czym mierzący około czterech stóp „robot” nagle wzniósł się w powietrze i odleciał. Całe zdarzenie było widziane przez 40 osób i miało miejsce w regionie Ladakh, w którym ostatnio pogranicznicy zameldowali najwięcej obserwacji UFO. Region ten jest słabo zaludniony, mało tam jest dróg i należy do najbardziej odizolowanych terytoriów w całych Indiach, jednak zważywszy na jego strategiczne znaczenie ma się tam znajdować wiele obiektów wojskowych.

Relacja z całego zajścia sporządzona przez doktora Kurkarniego została zignorowana przez rząd w Nowym Delhi, teraz jednak w związku z zaistniałymi okolicznościami sprawa po raz kolejny ujrzała światło dzienne.

Chińskie drony?

Wydawać się może, że samo zjawisko nie musi być wytłumaczalne jedynie za pośrednictwem teorii o pozaziemskim pochodzeniu tajemniczych obiektów. Zważywszy na fakt, że zdarzyły się one głównie w okolicach granicy z Chinami praktycznie automatycznie nasuwa się sugestia, że mogą mieć one związek z jakąś tajemniczą bronią testowaną w tych okolicach przez Pekin. Zdaniem przedstawicieli indyjskiego wojska analizujących aktywność tych obiektów nie były to z pewnością żadnego rodzaju drony ani orbitujące nisko satelity. Fakt, że nie były one widziane przez radary może sugerować, że obserwowane obiekty nie były wykonane z metalu, czym więc były?

Tak szybkie odrzucenie hipotezy, że w pobliżu granicy testowano nowy rodzaj dronów wydaje się być podejrzane. Urządzenia tego typu są coraz powszechnie wykorzystywane przez wiele państw na świecie, liderem co prawda wciąż pozostają Stany Zjednoczone, ale jak informowaliśmy między innymi na blogu „Kod Władzy” nad swoimi własnymi UAV pracują obecnie również Iran, Rosja, Unia Europejska czy właśnie Chiny. Wiadomo, że testują oni swoją własną maszynę CH-4 the Wing Loong do złudzenia przypominającego amerykańskiego Reapera. Jednostki te są podobne do małych samolotów i z pewnością nie mogły być uznane za UFO. Być może jednak Chińczycy testują coś znacznie wykraczającego poza dzisiejszą technologię dronów, niewielkiego robota, który może poruszać się z dużą prędkością, tak jak ten, którego w 2004 w Himalajach widziała wyprawa Kurkaniego. Od tego czasu minęło 8 lat, być może Pekin zdążył już ulepszyć swój wynalazek i nadszedł czas by wykorzystać go do szpiegowania swojego największego rywala w Azji.

Tajna baza w Himalajach

Istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie. Region Ladakh to teren, gdzie w 1962 doszło do najcięższych walk chińsko-indyjskich, w tych trudno dostępnych okolicach istnieć mają rzekome bazy UFO, o których wiedzą rządy obu państw. Są one jednak z oczywistych względów ukrywane a szum medialny wywołany doniesieniami żołnierzy sprawia, że jej ukrywanie jest coraz trudniejsze. W sieci krążą nawet wypowiedzi, których autorem ma być rzekomo wspomniany już wcześniej minister obrony Indii, AK Antony. Miał on podobno przyznać, że “Indie znalazły w Himalajach czynną bazę UFO. Wspólnie z Chinami i Organizacją Narodów Zjednoczonych pracujemy nad tym rozwiązaniem sprawy napadu przez obcych”. Czy mamy do czynienia z mistyfikacją? Jeśli takie oświadczenie faktycznie zostałoby opublikowane przez ministra obrony jednego z największych państw świata to zapewne byłoby ono powtarzane przez wszystkie wiodące media na całym globie. Tak się jednak nie stało, krążą one zaledwie jako cytat bez podania daty i informacji kiedy Antony miał je rzekomo wypowiedzieć.

Bez względu na to co dokładnie widziano na chińsko-indyjskim pograniczu możemy być pewni, że sprawa wciąż jeszcze nie została zamknięta, wciąż pojawiają się kolejne doniesienia, nikt też do tej pory nie wyjaśnił czym są te tajemnicze żółte światła. Rząd chiński milczy i do tej pory nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie, musimy zatem uzbroić się w cierpliwość.

piątek, 30 listopada 2012

Wielka wojna o słodką wodę

Ludności na świecie wciąż przybywa. Na co dzień straszeni jesteśmy perspektywą przeludnienia, klęskami głodu i nieurodzaju. Istnieje jednak zagrożenie znacznie poważniejsze, zagrożenie, które już teraz staje się zarzewiem konfliktów, a być może już wkrótce czeka nas wielka wojna o wodę. 

fot. fjhipp/sxc.hu

W obliczu przemian demograficznych i zmian klimatu coraz poważniejszy staje się problem dostępu do czystej wody pitnej. Chociaż Ziemia miana „Błękitnej planety” nie otrzymała bez powodu, to jednak woda pitna stanowi zaledwie jeden procent wszystkich zasobów jakie posiadamy. Istnieje co prawda technologia odsalania wody morskiej, ale jest to metoda kosztowna i dla większości zagrożonych państw zupełnie nieopłacalna. Szacunki co do tego jak wiele osób na świecie pozostaje bez dostępu do czystej wody wahają się w granicach od siedmiuset milionów do nawet miliarda. Wbrew pozorom nie tylko kraje położone w upalnych rejonach zwrotnikowych są narażone na braki wody. Jak podaje bowiem New Scientist powołujący się na dane należącego do Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa serwisu Aquastats, wśród obszarów narażonych na problemy z dostawami wody znajdują się również kraje europejskie. Przodują w tym przede wszystkim państwa położone w rejonie północnego zlewiska Morza Czarnego takie jak Ukraina, Białoruś, ale też wschodnia część Polski położona w dorzeczu Bugu.

Braki słodkiej wody mogą mieć katastrofalne skutki zarówno dla wielkich aglomeracji miejskich (tak jak to miało miejsce kilka lat temu w Los Angeles) jak i dla terenów rolniczych, które pozbawione regularnego nawadniania, w krótkim czasie przerodzić się mogą w nieurodzajne pustynie.

Wpływ na problemy z zasobami słodkiej wody ma również źle prowadzona gospodarka tym coraz cenniejszym zasobem, w wielu krajach jest ona marnotrawiona, podczas gdy w innych coraz bardziej można zauważyć jej braki. W samych tylko Chinach co roku tereny pustynne rosną w zastraszającym tempie, a 80% tamtejszych rzek jest tak zanieczyszczonych, że nie rozwija się w nich jakiekolwiek życie. O tym jak ważny jest dostęp do czystej wody świadczyć mogą również doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia, według której aż 80% zachorowań na świecie pochodzi z brudnej wody.

Wpływ na sytuację międzynarodową

Woda może w przyszłości odegrać również inną istotną rolę. Gdyby spojrzeć na listę państw, które według prognoz FAO mogą wkrótce mieć poważne problemy z regularnymi dostawami wody pitnej, zauważymy, że wiele z nich to rosnące światowe potęgi, z których zdaniem społeczność międzynarodowa coraz bardziej musi się liczyć. Są to między innymi Chiny, Indie, Meksyk, Iran czy Pakistan. Można się spodziewać, że już niedługo może dojść do sytuacji kiedy te rosnące potęgi postawione w sytuacji bez wyjścia i pozbawione możliwości uzyskania dostępu do pitnej wody zdecyduję się zbrojnie przejąć te zasoby od swoich sąsiadów.

Do takich wniosków doszedł amerykański wywiad, który w opublikowanym niedawno raporcie stwierdził, że chociaż w ciągu najbliższych 10 lat ryzyko wybuchu „wojny o wodę” jest wciąż niewielkie, to jednak do roku 2030 wzrośnie ono aż o 40 procent. Zdaniem agencji na wielu obszarach posiadane zasoby wody mogą zostać wykorzystane przez poszczególne państwa jako instrument polityki międzynarodowej służący do wywierania nacisku na swoich sąsiadów. Twierdzą również, że na horyzoncie nie rysuje się w chwili obecnej żadna metoda umożliwiająca poprawę tego stanu rzeczy. Szczególnie narażone zdaniem autorów raportu są obszary wokół rzek Brahmaputra płynącej przez Chiny, Indie i Bangladesz oraz Amu-daria w Azji Centralnej, która przepływa przez Afganistan, Uzbekistan, Turkmenistan oraz Tadżykistan.

Azja Centralna

W tym ostatnim rejonie do lokalnych napięć dochodzi już teraz. Przyczyna tkwi w planach dwóch górzystych krajów – Tadżykistanu i Kirgistanu, których władze planują postawić u siebie ogromne tamy wodne. Wszystko w celu pozyskania niezbędnej energii elektrycznej, na której niedostatek od lat cierpią mieszkańcy obydwu państw. Plany te nie podobają się jednak ich położonym w nizinach sąsiadom przede wszystkim Rosji, Kazachstanowi i Uzbekistanowi, które obawiają się, że budowa tam zmniejszy ilość wody jaka dostarczana będzie rzekami na ich terytorium. Szczególnie narażony na to jest Uzbekistan, który pozostaje najludniejszym państwem Azji Centralnej a równocześnie jednym z największych producentów bawełny na świecie. Do jej uprawy potrzebne są jednak duże ilości wody. Napięcia pomiędzy państwami próbują rozwiązać mediatorzy, przede wszystkim Rosja i Organizacja Narodów Zjednoczonych, póki co jednak żadna ze stron nie chce ustąpić.

Afryka

Podobny problem istnieje również w Afryce, gdzie tamtejsze państwa nie mogą dojść do porozumienia co do prawa korzystania z wody z Nilu. Władze Etiopii planują postawić na rzece ogromną tamę, która ma dostarczyć niezbędnej dla rozwijającego się kraju energii elektrycznej. Projektowi temu sprzeciwiają się dwa państwa leżące w dole Nilu Sudan i Egipt, które uważają, że budowa największej na kontynencie afrykańskim zapory sprawiłaby, że naruszone zostałyby ich prawa do wód Nilu gwarantowane przez dokumenty zawarte jeszcze w czasach kolonialnych.

Z informacji opublikowanych przez portal Wikileaks wynika, że władze egipskie wspólnie z sudańskimi biorą pod uwagę scenariusz siłowego rozwiązania problemu, łącznie ze zbombardowaniem powstającej tamy. Podobny atak może doprowadzić do wybuchu kolejnej wojny we Wschodniej Afryce, w tym również odnowieniu dopiero co zakończonej wojny domowej w Sudanie.

Z tego co widać najgorsze dopiero przed nami, równocześnie jednak już teraz dostrzec można pierwsze sygnały wskazujące na rosnące zagrożenie wojną, która nie będzie się toczyć o złoto, ropę czy dostęp do strategicznych obszarów. Przedmiotem nowej wojny będzie coś co wydawało nam się do niedawna tak ogólnie dostępne, że nie powinniśmy sobie tym zaprzątać głowy. Czasy się jednak zmieniają, a prognozowany przez amerykański wywiad konflikt może nastąpić znacznie szybciej niż się spodziewamy.

czwartek, 5 lipca 2012

Czas na globalne NATO

Sekretarz Generalny NATO przedstawił wizję globalnego sojuszu wojskowego.

Podczas wczorajszego wystąpienia w Clutham House w Londynie, Anders Fogh Rasmussen przedstawił wizję funkcjonowania Paktu Północnoatlantyckiego w nadchodzących latach, zwracając między innymi uwagę na potrzebę zmiany perspektywy na globalną i zacieśnienie więzów z partnerami NATO takimi jak Rosja, Chiny, UE, a także państwami w Azji i Afryce.

"Potrzebujemy Sojuszu patrzącego globalnie, o globalnych powiązaniach i globalnych kompetencjach. Oto moja wizja NATO" - powiedział Fogh Rasmussen, dodając przy tym, że Sojusz bardzo wiele na temat wzajemnej współpracy wyniósł przede wszystkim podczas misji w Afganistanie, a wnioski z tych lekcji powinny zostać wykorzystane w przyszłości. "Dziś wiele państw partnerskich wykorzystuje daną przez NATO szansę na wojskową edukację, treningi i ćwiczenia. Wciąż jednak robione jest to ad-hoc. Chciałbym zobaczyć o wiele bardziej ustrukturalizowane podejście i jak najszerszą grupę państw zaangażowanych w podobne działania."

niedziela, 13 maja 2012

Planete Doc - dzień drugi: Pierwsze recenzje

Niedziela rano, jestem po pierwszym dniu pokazów konkursowych podczas trwającego Doc Film Festival. Wczoraj w ramach konkursu na nagrodę blogerów mogliśmy obejrzeć cztery filmy dokumentalne.

Pierwszy z nich, holenderski film "Wodne dzieci" w reżyserii Aliony van der Horst to opowieść o istocie kobiecości, życiu, przemijaniu a przede wszystkim o macierzyństwie.

piątek, 23 marca 2012

Walki o wodę - nowe oblicze wojny

Fir0002/Flagstaffotos/GNU FDL
Z raportu opracowanego przez amerykański wywiad wynika, że w ciągu najbliższych 30 lat z powodu malejących zasobów słodkiej wody na świecie dojdzie do zwiększenia napięć między państwami. 

W opublikowanym wczoraj przez National Intelligence raporcie stwierdzono, że przyszłe dziesięć będzie jeszcze względnie spokojnym okresem, jednak z każdym rokiem napięcia będą narastać

"Wiele zależy od indywidualnych decyzji poszczególnych państw i tego jakie działania zostaną podjęte by rozwiązać problemy zarządzania zasobami wodnymi między państwami" - powiedział jeden z wysoko postawionych przedstawicieli amerykańskiego wywiadu. 


sobota, 21 stycznia 2012

Rok 2050 – kto będzie rządzić światem?

Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu. 

Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się. 

Do kogo należy zatem przyszłość? 

Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu. 

Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym. Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB. 

Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii. 

Państwa afrykańskie państwa swoją o wiele silniejszą pozycję zawdzięczać będą nie tylko poprawiającej się sytuacji gospodarczej, ale także ogromnemu przyrostowi ludności, która wkrótce ulegnie w tych krajach podwojeniu. Demografia zdaje się mieć w omawianym raporcie znaczenie kluczowe - widać wyraźny związek między spodziewanym, szybkim rozwojem a ilością nowych mieszkańców. 

Nowi gracze 

Interesująco prezentuje się lista państw, których znaczenie zdecydowanie wzrośnie. Zdaniem autorki raportu wśród liderów wzrostu gospodarczego wymienić należy Egipt, Turcję, Ukrainę i Nigerię. Turcja już dzisiaj wyrasta na lidera regionu, wspomnieliśmy już o wzroście znaczenia Nigerii, interesująca jest na pewno opinia na temat Ukrainy. Otóż zdaniem autorki w nadchodzących dekadach rozwój gospodarczy tego państwa wynosić będzie średnio 4-5% rocznie. Ma to się stać pomimo wyraźnego spadku ludności Ukrainy oraz o wiele gorzej sytuacji w porównaniu z większością krajów postkomunistycznych. 

W tej grupie dobrze rokują również Rumunia i Czechy, które mają pozostać najlepiej rozwijającą się gospodarką regionu Europy Środkowej. 

A co z Polską? 

Polska jak się okazuje znalazła się w grupie krajów o najniższym wzroście gospodarczym. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nasza pozycja pozostanie mniej więcej taka jaka była. 

Cały raport chociaż z pewnością dostarcza wielu interesujących prognoz, sprawia wrażenie mało odkrywczego. Przede wszystkim zdaje się opierać jedynie na tym jak prezentuje się sytuacja poszczególnych państw w dniu dzisiejszym i próbuje je odnieść na kilkadziesiąt lat w przyszłość. Historia uczy nas zaś, że rzadko kiedy coś co zapowiadano jako pewnik sprawdzało się w rzeczywistości. Przede wszystkim raport zakłada istnienie stałych granic państw, nie uwzględnia tak istotnych przy takich analizach ewentualnych konfliktów zbrojnych ani poważniejszych kryzysów gospodarczych, katastrof ekologicznych czy innych istotnych zwrotów jakie już niejednokrotnie miały miejsce w historii. Wszystko to sprawia, że na raport warto spojrzeć nieco z dystansem.


środa, 28 grudnia 2011

Nowe Delhi-Tokio-Waszyngton - początek nowej osi?

Niedługo po śmierci Kim Dzong Ila w Waszyngtonie doszło do interesującego spotkania między ważnymi przedstawicielami trzech państw: Indii, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Do tego trójstronnego, roboczego spotkania doszło 19 grudnia. 

Według deklaracji uczestników spotkanie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze, zaś szczególnie istotny był fakt, że rządy wszystkich trzech państw „podzielają wspólny system wartości”. Wśród owych wartości wymieniono: demokrację, prawa człowieka, rządy prawa, transparentność, otwarte rynki i wolność żeglugi. Jak sami przyznali, „nie było ani chwili dysonansu”. 

źródło: SSI
Waszyngtońskie spotkanie może wkrótce zaowocować powołaniem poważniejszej platformy współpracy. Niektórzy komentatorzy sugerują, że do wspomnianej trójki może też dołączyć Australia, która również zacieśniła niedawno kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. 

Grupa ma się ponownie spotkać w przyszłym roku w Tokio. Warto zwrócić uwagę, że skład grupy wydaje się wskazywać na swoistą reakcję na zacieśnianie więzów wśród innych wpływowych krajów tego obszaru, mianowicie Rosji, Chin i Pakistanu. 

Można się domyślać, że tematyka chińska była omawiana ze szczególną uwagą zważywszy na fakt, że niewiele rzeczy w regionie dzieje się dziś bez uwzględnienia stosunków z Państwem Środka. 


Autor bloga Land Destroyer, zwrócił uwagę na fakt, że większość działań mających ostatnio miejsce ma na celu przede wszystkim okrążenie i osłabienie Chin. Bardzo ważna jest zwłaszcza ewentualne utrudnienie dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu gdzie istotną rolę odgrywa tak zwany "Pas Pereł" ("String of Pearls"). Pojęcie to po raz pierwszy zastosowano w 2006 roku w raporcie Strategic Studies Institute. Stosunki z państwami znajdującymi się w pobliżu tego pasa są szczególnie istotne dla Pekinu, z tego też względu dla Stanów Zjednoczonych Indie i Tajlandia to wartościowy sojusznik. 

Kolejne doniesienia wydają się jasno sugerować, że to właśnie wokół Chin toczy się dziś najciekawsza rozgrywka. Czyżby rację miał Benjamin Fulford utrzymujący, że to właśnie kraje Wschodniej Azji stanowią najpoważniejsze zagrożenie dla światowych elit? Gdy z kolei spojrzymy na obecny proces zawierania sojuszy to czy wyda on nam się dziwnie znajomy?

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf