Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ameryka Południowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ameryka Południowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2019

Czy Brazylia zostanie członkiem NATO?

Do 2017 r. NATO nie miało żadnych partnerów w Ameryce Łacińskiej, do czasu gdy taki status uzyskała Kolumbia. Teraz wraz ze zmianą władzy w Brazylii podobny status a może i ważniejszy może uzyskać to największe państwo kontynentu. 


„Oczywiście, istnieje możliwość przyjrzenia się możliwości, aby inne kraje w Ameryce Łacińskiej stały się partnerami, które stanowią platformę, ramy ścisłej współpracy politycznej i praktycznej” - powiedział szef NATO w Waszyngtonie. 

Na wspólnej konferencji prasowej Białego Domu w zeszłym miesiącu Trump powiedział, że powiedział odwiedzającemu go brazylijskiemu prezydentowi Jairowi Bolsonaro, że wyznaczy Brazylię jako „głównego sojusznika spoza NATO” i prawdopodobnie pójdzie dalej, wspierając kampanię na rzecz uczynienia Brazylii „może NATO sprzymierzeńca ”, coś, co oznaczałoby pełne członkostwo w Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego.

W chwili obecnej partner to co innego niż członek, sam sojusz do tej pory koncentrował się przede wszystkim na krajach związanych z basenem północnego Atlantyku, ale ewentualne rozszerzenie sojuszu oznaczałoby wręcz rewolucyjną zmianę podejścia do tej organizacji obejmując tym samym prawie cały Ocean.


czwartek, 24 stycznia 2019

Wenezuela na krawędzi wojny, kto popiera kogo?

W Wenezueli Juan Guaido ogłosił się nowym prezydentem kwestionując tym samym legalność rządów Nicolasa Maduro. To zaostrza sytuację w kraju i może ostatecznie prowadzić do otwartego konfliktu zbrojnego. 

fot. Wikipedia


W pogrążonej w kryzysie humanitarnym Wenezueli od miesięcy trwają protesty, walki z policją i wojskiem. Rządzony przez Nicolasa Maduro kraj od lat zmaga się z problemami gospodarczymi a setki tysięcy obywateli wyemigrowało do sąsiednich krajów. W Caracas i innych dużych miastach panuje głód. Napięcie trwało od dłuższego czasu aż do tego tygodnia, gdy nagle 36-letni przewodniczący zgromadzenia narodowego Wenezueli, Juan Guaido ogłosił się tymczasowym prezydentem republiki. Jego decyzję szybko uznały rządy m.in. USA, Brazylii, Argentyny, Kolumbii i Kanady. W bardzo krótkim czasie po raz kolejny świat podzielił się według nowego kryterium: kto stoi za Guiado a kto za Maduro - jego z kolei poparły m.in. Rosja, Meksyk, Turcja, RPA, Iran. 

Wydaje się, że mamy w Wenezueli do raczkującego zamachu stanu, szczególnie, że obaj prezydenci deklarują, że nie ustąpią a ich władza jest legalna. Finalnie więc o wszystkim mogą zadecydować starcia na ulicach Caracas oraz... interwencja z zewnątrz. Nie jest zapewne przypadkiem, że do tak zdecydowanego wystąpienia lidera opozycji doszło wkrótce po tym jak w Brazylii doszło do zmiany władzy na bardziej sprzyjającą USA i przeciwną aktualnym porządkom w Wenezueli. Być może więc czekają nas wkrótce nie tylko informacje o zamieszkach, ale wręcz zbrojna interwencja zza granicy a przy zdecydowanym oporze czawistów, nawet wojna domowa, której wynik nigdy nie jest pewny. 







poniedziałek, 10 grudnia 2018

Irańskie okręty płyną w kierunku Wenezueli. Cały region w pogotowiu

Nawet 14 państw wyraziło zaniepokojenie odnośnie irańskich deklaracji dotyczących wysłania kilku nowoczesnych okrętów w kierunku Wenezueli. 



W obliczu rosnących napięć między rządami w Waszyngtonie i Teheranie władze Iranu zdają się w żaden sposób nie poddawać naciskom ze strony USA deklarując wręcz prowokacyjne ruchy, wyraźnie drażniące ekipę Donalda Trumpa. Do takich ruchów z pewnością należy obecność w strefie wód przybrzeżnych obu Ameryk, które Stany Zjednoczone traktują jako swoją wyłączną strefę wpływów. 

Nic więc dziwnego, że zagrożeni sankcjami przeciwnicy USA tacy jak Iran i Wenezuela szybko znaleźli wspólny język i oczywiście wspólnego wroga. Pod rządami chavistów Caracas zawsze przychylnie spoglądało w kierunku Teheranu a oba kraje podpisały obustronne umowy gospodarcze i wojskowe warte miliardy dolarów. Ta współpraca przejawia się także w postaci "zaproszeń" takich jak ostatnie deklarujące przybycie nawet trzech okrętów wojennych pod irańską banderą do Wenezueli na trwającą blisko pięć miesięcy południowoamerykańską misję. 

Okręty islamskiej republiki mają być wyposażone w śmigłowce, wyrzutnie torped a także działa obrony przeciwlotniczej, co więcej co najmniej jeden z tych statków ma być także trudny do wykrycia przez amerykańskie radary. Czy mamy zatem do czynienia z misją szkoleniową, wywiadowczą czy próbą postawienia w stan najwyższej gotowości wszystkie leżące u wybrzeży Atlantyku państwa obu Ameryk? 


środa, 28 czerwca 2017

Co roku na ulicach pojawiają się tysiące ryb, czy to cud?

Co roku o tej samej porze w Hondurasie dochodzi do zjawiska, które nosi miano cudu wśród mieszkańców. Pomiędzy lipcem a sierpniem rozpoczyna się pora deszczowa w regionie, w trakcie gwałtownych burz i ulew w regionie Yoro w kałużach pojawiają się żywe ryby. 



Mieszkańcy są przekonani, że ryby nie pochodzą z pobliskich zbiorników wodnych. Uważają, że spadające ryby są darem od Boga. Pojawienie się ich wiąże się z legendą. Po raz pierwszy do zjawiska doszło w 1860 roku kiedy w regionie pojawił się misjonarz  Manuel de Jesús Subirana. Kapłan widząc wielką biedę w regionie przez trzy dni i noce modlił się do Boga prosząc o dokonanie cudu. Bóg zdaniem mieszkańców go wysłuchał i od tego czasu co roku zsyła ryby z nieba. 

Naukowcy mają kilka teorii dotyczących tego zjawiska. Pierwsza z nich mówi o trąbach powietrznych które mają miejsce w okolicach Morza Karaibskiego, które zasysają ryby wraz z wodą aby później spaść w tym regionie. Ta teoria jest odrzucana całkowicie przez mieszkańców ponieważ ryby znajdywane na ulicach są słodkowodne. W latach 70 pojawiła się kolejna teoria, w której naukowcy zwrócili uwagę, że ryby są ślepe. Na tej podstawie zaczęto podejrzewać, że ryby żyją w podziemnych rzekach i wydostają się pomiędzy szczeliny. 

środa, 12 października 2016

Operacja Condor - porwania, morderstwa i wielka tajemnica.

Electronic Frontier Foundation przedstawiła szczegółowy raport dotyczący działań władz na terenach Ameryki Południowej. Informacje dostępne na stronie Unblinking Eye mówią o masowych porwaniach, torturach i tuszowanych morderstwach. Czego dotyczyły tajne operacje z lat 70 i 80?



Obecnie Operacja Condor jest szeroko krytykowana wskazując na polityczne oblicze działań, czynnej walki z opozycją. Chociaż rządy niektórych krajów do dnia dzisiejszego działania objęte tym kryptonimem określają jedynie jako walkę z terroryzmem. W latach pomiędzy 1970 a 1980, dyktatury wojskowe Argentyny, Chile, Paragwaju, Boliwii, Urugwaju i Brazylii połączyły swoje zasoby w jedną wspólną "operację Condor". Kraje te były głównymi uczestnikami operacji przeprowadzonej w połowie lat 70. XX wieku. Inne kraje - Kolumbia, Peru i Wenezuela - współpracowały na mniejszą skalę dostarczając informacji. Stany Zjednoczone udostępniły "instalacje komunikacyjne" w Kanale Panamskim. Według historyka Kennetha R. Maxwella dyplomata Henry Kissinger oraz prezydent USA Richard Nixon, mieli wpływ na przebieg tej kampanii. Operacja miała przede wszystkim na celu zbieranie za wszelką cenę informacji o opozycji politycznej. 

Jak to ma się do obecnej sytuacji?

Prawo związane z inwigilacją obywateli w większości z tych krajów nie uległo zupełnie żadnej zmianie. Te prawa mają się nijak do praw człowieka, czy obywatela. Zakładają one możliwość inwigilacji obywatela w każdym aspekcie jego życia. Przestarzałe przepisy powodują zwiększający się popyt na nowości technologiczne z USA. Niestabilna sytuacja polityczna choćby w Wenezueli może spowodować według autorów raportu do wprowadzenia ustroju totalitarnego. Stąd tak mocny nacisk na zmianę prawa. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Były sowiecki szpieg: to my wymyśliliśmy teologię wyzwolenia

Teologia wyzwolenia była produktem KGB i jej celem było promowanie komunizmu w krajach Ameryki Łacińskiej. W projekt mocno zaangażowane były także rumuńskie służby. 
 
http://tradcatknight.blogspot.com/
 

W wywiadzie dla Catholic News Agency Ion Mihai Pacepa, były generał rumuńskiej tajnej policji, który uciekł do Stanów Zjednoczonych przyznał, że KGB miało duży wkład w powstanie a następnie rozprzestrzenianie się teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej. Za pomysłem stał Nikita Chruszczow, który chciał być zapamiętany jako ten, który dokonał eksportu komunizmu do obu Ameryk, Rumunia, jako kraj romański miała odegrać w tej operacji kluczową rolę.

To KGB wymyśliło nazwę, wykorzystując popularność hasła "wyzwolenie" jakiego używało wiele wspieranych przez Sowietów organizacji w Kolumbii (FARC), Boliwii (NLA) czy Palestynie (OWP).

Jako narzędzie do szerzenia nowej doktryny posłużyć miała Chrześcijańska Konferencja Pokojowa (zał. w 1958 roku w Pradze) oraz Rada Światowa Rada Pokoju (zał. w 1950 roku w Warszawie). Obie organizacje były w pełni finansowane i kontrolowane przez KGB, a większość ich pracowników stanowili zakamuflowani agencji sowieckiego wywiadu.

W 1968 roku zorganizowana została konferencja lewicujących południowoamerykańskich biskupów, która odbyła się Medellin w Kolumbii. Głównym tematem konferencji była bieda, zaś nieoficjalnym cele było zdefiniowanie nowego ruchu religijnego, który zachęci ubogich do buntu przeciwko "zinstytucjonalizowanej przemocy". Nowy ruch miał być z kolei zarekomendowany Światowej Radzie Kościołów, nad którą kontrolę chciało przejąć KGB. Konferencja zakończyła się sukcesem, zaakceptowała także nazwę "teologia wyzwolenia" jako określenie swojego nowego ruchu.

Pacepa nie potwierdza jednak czy główni przedstawiciele teologii wyzwolenia byli w istocie na liście płac KGB, twierdzi, że nie dysponuje dowodami w tym temacie.

wtorek, 5 maja 2015

Wenezuela: rząd przejmie kontrolę nad dystrybucją żywności

 Wenezuela nadal nie radzi sobie z kryzysem gospodarczym. Uzależnione od eksportu ropy państwo musi borykać się z brakami podstawowych produktów, dlatego też obecny prezydent tego kraju zapowiedział, że przejmie kontrolę również nad ich dystrybucją.

fot. order-order

 
Prezydent kraju, Nicolas Maduro zapowiedział, że juz wkrótce państwo przejmie na siebie obowiązek dystrybucji żywności, podniesie również płace o 30%. Data deklaracji nie jest przypadkowa, miała ona miejsce w piątek, 1 maja.


Trudno dotrzeć do oficjalnych danych statystycznych dotyczących sytuacji w Wenezueli, niektórzy analitycy podejrzewają, że już teraz blisko połowa żywności w kraju jest pod kontrolą rządu.

Wenezuela od dłuższego czasu zmaga się z rosnącym kryzysem gospodarczym, inflacja wciąż rośnie, w zeszłym roku wyniosła ona 68.5% brakuje często podstawowych produktów, takich jak chleb czy papier toaletowy.  Na sytuację kraju ma wpływ między innymi jego uzależnienie od eksportu ropy naftowego, która za czasów rządów Hugo Chaveza osiągała znaczącą wartość a co za tym idzie pozwalała finansować wiele rządowych przedsięwzięć. Przy spadających cenach za baryłkę Wenezuela stała się jednym z pierwszych państw, które szczególnie na tym ucierpiały.

O pomysłach na walkę z kryzysem pisaliśmy już na blogu "Kod Władzy" wielokrotnie, władze w Caracas proponowały już między innymi by podczas zakupów tak podstawowych produktów jak chleb skanowano linie papilarne kupującego, dzięki czemu powstrzymałoby się rosnącą falę spekulacji. Sami obywatele również próbują sobie radzić, pojawił się na przykład pomysł by zamiast słabnącej lokalnej waluty zacząć wykorzystywać kryptowaluty.



wtorek, 28 października 2014

Czy prąd morski stoi za upadkiem wielkich cywilizacji?

Wszyscy zapewne słyszeli o słynnym prądzie morskim znanym pod nazwą El Niño. Kojarzony jest on z wielkimi tornadami pustoszącymi wybrzeża Ameryki, ale też ze zbawiennymi deszczami, które ratują Kalifornię od suszy. Ostatnie odkrycia naukowców potwierdzają niezwykły wpływ tego prądu na dzieje ludzkości, gdyż to za jego przyczyną mogły powstawać i upadać cywilizacje. 

fot. wikipedia


Czy El Niño mógł na przykład być odpowiedzialny za wielką epidemię grypy, która w 1918 roku doprowadziła do śmierci aż 50 milionów ludzi? Wygląda na to, że owszem, mogła i świadczyć o tym mają wyniki badań nad lodowcami mieszczącymi się u podnóża Andów oraz w Himalajach. Dzięki próbkom lodu określić można czy dany rok był zimny, ciepły, suchy lub wilgotny nawet tysiąc lat temu. Lonnie G. Thompson, który jako jeden z pierwszych badaczy zajął się tym tematem jeszcze w latach 80. twierdzi, że odkrył jeden z najlepszych dowodów na to, że nasz klimat przechodzi współcześnie drastyczne zmiany. 

Thopson zauważył, że pewne cechy pobieranego lodu idelanie pokrywają się z migracjami Inków z Andów ku wybrzeżu a następnie z powrotem w góry. Podobnie rzecz miała się z Indianami, którzy zamieszkiwali Amerykę Środkową będącą jego zdaniem jednym z najbardziej wrażliwych na działanie prądów oceanicznych miejsc na świecie. Można pójść nawet dalej w tych dociekaniach i zastanowić się czy przypadkiem to właśnie te zmiany klimatyczne nie doprowadziły do nagłego zniknięcia całej cywilizacji Majów. 

Te niezwykle dramatyczne zwroty w historii zostały przez naukowców nazwane "czarnymi łabędziami" i zdaniem Thompsona wydarzenia te są silnie powiązane z działaniem El Nino. Zwraca on uwagę, że dokładnie w tym samym czasie doszło do epidemii dżumy w Europie oraz upadku dynastii Yuan w Chinach (zastąpionej przez dynastię Ming), której osłabienie wiąże się właśnie z wybuchem tam wielkiej zarazy - według danych uzyskanych z lodowców wydarzenia te poprzedziła trwająca ponad 30 lat susza. Później podobny atak "czarnych łabędzi" nastąpił w 1781 - w wyniku epidemii zginęło wówczas ponad pół miliona amerykańskich Indian a w tym samym czasie doszło do wyniszczających wydarzeń m.in. w Egipcie, na Karaibach, w Australii czy w Meksyku. Na tym z resztą nie koniec, rok 1918 to również znacząca data: rewolucja w Rosji, wielka epidemia grypy oraz koniec I Wojny Światowej, zdaniem Thompsona również mogące zostać połączone z wielkimi prądami oceanicznymi. 

Kiedy więc można się spodziewać kolejnego takiego przełomu? Tego nie da się niestety przewidzieć, aczkolwiek badacz zwraca uwagę na mające faktycznie miejsce cofanie się lodowców w Arktyce i na Grenlandii, jak również praktycznie zaniknięcie lodowców na innych obszarach, m.in. w górach Nowej Gwinei. 



źródło: Insidescience.org

piątek, 13 września 2013

Kto niebawem będzie rządzić światem?

Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu. 

fot. realworldorder.net
Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się. 

Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu. 

Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym.

Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB. 

Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii. 

Czy Waszym zdaniem raport może przewidywać przyszłość?


Źródła: inwestycje

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

piątek, 16 listopada 2012

Złoto w skarbcach – spiskowa teoria, w którą uwierzyli politycy

Teoria mówiąca o zniknięciu złota z amerykańskich skarbców przestała być jedynie pożywką dla zwolenników teorii spiskowych. Dziś podobne opinie usłyszeć można również u wielu wpływowych osób. 

Ponad rok temu w tekście „Tajemnicze zaginięcie amerykańskiego złota” omawiałem temat światowych rezerw złota znajdujących się na terytorium Stanów Zjednoczonych. Sugerowałem wówczas, że istnieje szereg przesłanek, które zdają się wskazywać na to, że słynne skarbce w Nowym Jorku są w rzeczywistości puste a wszystkie sztaby złota zostały stamtąd wywiezione. Jak się okazuje pomimo upływu czasu historia ta zyskuje rosnącą liczbę zwolenników wśród zwolenników tzw. teorii spiskowych czy co bardziej pesymistycznie nastawionych do życia inwestorów, ale również wśród wpływowych polityków. 


fot. http://venezuelanalysis.com

Wygrana Baracka Obamy w ostatnich wyborach prezydenckich w USA spowodowała gwałtowny wzrost cen złota na światowych rynkach. Wyglądało na to, że bardzo sceptycznie podchodzą one do obietnic amerykańskiego prezydenta mówiącego o uzdrowieniu kulejącej gospodarki światowego mocarstwa. Nagły wzrost cen złota zdaje się być objawem rosnących obaw wielu osób o przyszłość i tego co wydarzy się w nadchodzących miesiącach. Między innymi to właśnie stało się powodem rosnącego zainteresowania złotymi sztabkami i monetami, które powoli zaczęli nabywać również zwykli obywatele chcący się zabezpieczyć przed ewentualną hiperinflacją. 

Skąd nagłe ryzyko hiperinflacji? Jednym z powodów wydaje się być przede wszystkim wciąż malejące zaufanie do dolara, a także coraz poważniejsze obawy o to czy w amerykańskich skarbcach faktycznie znajduje się jakiekolwiek złoto. 

Od końca II Wojny Światowej na terytorium USA trafiła większość światowych rezerw tego niezwykle cennego kruszcu. Wiązało się to z faktem, że w trakcie wojny (ale również po jej zakończeniu, z obawy przez Układem Warszawskim) wiele państw europejskich obawiało się, że znajdujące się na ich terytorium zasoby złota mogą zostać zrabowane przez wroga. Z tego też powodu pokaźne ilości sztab przewiezionych zostało za Ocean Atlantycki, prosto do Nowego Jorku. 

Mijały lata a zaufanie do amerykańskich skarbców pozostawało niezmiennie wysokie, każdy wiedział gdzie znajduje się jego złoto, ale mało kogo interesowało by stan tych rezerw w ogóle sprawdzić. Po co, skoro pozostali również nie mieli wątpliwości? W tym kontekście warto przytoczyć wielokrotnie powtarzającą się w historii sytuację kiedy chciwy bankier, święcie przekonany o tym, że wszyscy przechowujący w jego skarbcu depozytariusze nie zgłoszą się równocześnie po swoje złoto, postanowił zainwestować część z przetrzymywanych rezerw i czerpać z tego pokaźne zyski. Niestety, w opisywanych historiach prawie zawsze kończyło się to w ten sam sposób – w pewnym momencie ktoś tracił zaufanie do bankiera i zaczynał podważać jego wiarygodność, wyjmował swoje złoto i przenosił je w pewniejsze miejsce. Opinia o tym wydarzeniu docierała do innych i w ten sposób powoli zasoby w skarbcu kruszyły się aż okazywało się, że chętnych do wybrania jest więcej niż złota, które w międzyczasie zostało przez bankierach w różnych miejscach „zainwestowane” . 

Pierwszy nieufny

W przypadku amerykańskiego złota zadziałać może bardzo podobny mechanizm, pierwsze sygnały docierają do nas już od pewnego czasu. Wystarczy przypomnieć sobie forsowany od kilku lat pomysł przeprowadzenia audytu w skarbcu Rezerwy Federalnej i tym samym zweryfikowanie ile tak naprawdę znajduje się tam złota. Równocześnie jednak sceptyczne głosy podnoszone są również poza granicami USA. Najgłośniejszy a przy tym najbardziej konsekwentny okazał się w tym przypadku prezydent Wenezueli Hugo Chavez. 

Zażądał on bowiem zwrócenia przez Stany Zjednoczone całości posiadanych przez jego państwo rezerw, które do tej pory przechowywano w amerykańskich skarbcach. Decyzja o zwrocie złota zapadła jesienią 2011 roku, jak podawał Bank Centralny Wenezueli do kraju wrócić miało blisko 160 ton o wartości przekraczającej 11 miliardów dolarów amerykańskich. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że akt ten podważył wiarygodność nie tylko Rezerwy Federalnej, ale również Banku Anglii, gdzie także przechowywano pokaźne zapasy złota. W komentarzu dla telewizji RT Adrian Salbuchi stwierdził, że gest ten ma charakter przede wszystkim symboliczny, podważa on bowiem wiarygodność zachodnich banków jako miejsc, w których państwa mogą bez obaw przetrzymywać swoje rezerwy złota. 

W tym konkretnym przypadku opinia skarbców nie została jednak nadszarpnięta tak znacząco jak zapewne liczył na to Hugo Chavez. Prezydent Wenezueli cieszy się bowiem opinią awanturnika i osoby, której deklaracji nie zawsze należy brać na poważnie. Co więcej jego decyzję bardzo szybko uzasadniono między innymi faktem, że Chavezowi potrzebne jest złoto by uzyskać gwarancje dla dalszych kredytów ze strony Chin, a także w celu forsowania promowanej przez niego integracji krajów Ameryki Łacińskiej. 

Niemieckie złoto

Podważanie wiarygodności tak poważanych instytucji jak Fed czy Bank Of England przez polityka pokroju Chaveza nie musiała szczególnie narazić na szwank tych instytucji. Co więcej, nawet jeśli faktycznie posiadają one mniej złota niż deklarują na papierze, to wciąż byłyby one w stanie zgromadzić te 160 ton złota i oddać je Wenezueli. Zdecydowanie gorzej jeśli zwrotu złota zażąda państwo posiadające znacznie większe rezerwy a przy tym cieszące się nieposzlakowaną opinią. Takim państwem mogą okazać się Niemcy, w których od początku bieżącego roku coraz poważniej traktowane są postulaty powrotu ichniejszych rezerw z powrotem do kraju. Niemcy zdumiewająco dobrze radzą sobie z kryzysem w strefie euro, od lat również uważane są za państwo, w którym decyzji nie podejmuje się pochopnie i pod wpływem chwilowego impulsu. W Niemczech w najbliższym czasie przeprowadzony zostanie audyt tamtejszego banku centralnego (Bundesbanku) a tym samym weryfikacji poddane zostaną również ogromne ilości złota znajdujące się poza granicami kraju (głównie we Francji, Anglii i USA). Audyt ma być wstępem do rozpoczęcia procedury przeniesienia niemieckiego złota z powrotem do kraju. Z tego też względu żądanie zwrotu liczących ponad 3 tysiące ton rezerw (według World Gold Council) może okazać się znaczącym sygnałem również dla innych państw. Stamtąd już tylko krok do wybuchu paniki. 

piątek, 7 września 2012

Piramidy na świecie - mistyfikacja czy wielka tajemnica ludzkości?

Informacje na ich temat pobudzają wyobraźnię pasjonatów tajemnic z całego świata, a pomimo upływu lat wciąż pojawiają się kolejne doniesienia o rzekomym, kolejnym odkryciu nowych. Gdzie na świecie możemy odnaleźć piramidy? 


Wiele jest teorii na temat tego czym są te tajemnicze budowle. Większość z nas gdy słyszy słowo piramidy ma przed oczyma potężne grobowce egipskich faraonów z mozołem  i w pocie czoła budowane przez tysiące niewolników, tylko po to by ich władca mógł po śmierci znaleźć się pośród bogów.  Ta najpopularniejsza opowieść z grubsza tłumacząca istnienie egipskich piramid nie jest jednak w stanie odpowiedzieć na pytanie po co ktoś miałby budować podobne konstrukcje po drugiej stronie Atlantyku, gdzieś w dżunglach Ameryki Środkowej. Tym dziwniejsze wydają się być także inne podania mówiące o piramidach w Chinach, Europie a nawet, rzekomo, na Antarktydzie. 

Na początku września po Internecie zaczęła krążyć informacja, z której wynikać miało, że przebywająca obecnie na Antarktydzie grupa badawcza składająca się z naukowców z USA oraz UE odkryć miała znajdujące się tam piramidy. Trwający nieco ponad minutę w ciągu tygodnia obejrzało już blisko 300 tysięcy widzów, lecz wciąż brak jakichkolwiek obszerniejszych informacji na ten temat. Czy mamy zatem do czynienia z kolejną mistyfikacją? 

Jest to bardzo prawdopodobne, zważywszy, że prawdziwi naukowcy wpierw dokładnie zbadaliby swoje odkrycie i dokładnie zweryfikowali własne przypuszczenia. Gdyby zaś faktycznie coś odkryli z pewnością nie publikowaliby tych informacji na YouTube,  lecz po pierwsze poinformowaliby władze uczelni lub ośrodków badawczych, dla których pracują bądź też rządy odpowiednich państw. Mało prawdopodobne by władze poszczególnych krajów były  zainteresowane ujawnianiem jakichkolwiek informacji dotyczących piramid na Antarktydzie. Prędzej osobiście wysłałyby na miejsce swoje ekspedycje, które dokładnie zbadałyby teren. Jeśliby jednak informacja przedostała się do mediów to mielibyśmy do czynienia z jedną z największych sensacji w naszej historii i rozpisywałyby się o tym wszystkie możliwe gazety i portale internetowe. Zamiast tego jest cisza i jeden film zamieszczony na kanale YouTube, który z pewnością przyniósł już autorowi całkiem spore dochody z reklam. 



Piramidy na świecie

Nawet jeśli informacje o piramidach na Antarktydzie są fałszerstwem to jednak wciąż mamy do czynienia z niezwykłym zjawiskiem występowania bardzo do siebie podobnych konstrukcji na praktycznie każdym kontynencie. Wielką zagadką historii pozostają wciąż rzekome kontakty starożytnych Egipcjan z ludami Mezoameryki, gdzie w gęstych równikowych lasach ukryto starożytne miasta z równie niezwykłymi piramidami.  

Piramidy Majów i Azteków to jednak nie jedyne tego typu budowle w obu Amerykach. Istnieją przykładowo teorie, według których tak zwany „Kopiec Mnicha” znajdujący się w pobliżu miasteczka Cahokia na południu stanu Illinois (USA) jest niczym innym jak pozbawioną czubka piramidą.  Z kolei w Ameryce Południowej, nieopodal stolicy Peru Limy leży Túcume, obszar intensywnych poszukiwań archeologicznych, na którym znaleźć można liczne piramidy najprzeróżniejszych rozmiarów.  

Historię tych budowli wiąże się z żyjącymi na tym terenie kulturami prekolumbijskimi, do tej pory jednak nie udało się odpowiedzieć na pytanie w jakim celu ani jak wzniesiono te potężne konstrukcje. 

Piramidy w Europie?

A co z Europą? Okazuje się, że również na naszym kontynencie znaleźć można miejsca, które przywodzą na myśl egipskie piramidy. Swego czasu głośno było o trzech piramidach znajdujących się na terytorium Bośni i Hercegowiny w pobliżu miejscowości Visoko. Ich odkrywca, archeolog-amator Semir Osmanagić oszacował ich wiek na 14 tysięcy lat zwracając przy tym uwagę na ich niezwykłe podobieństwo do piramid leżących w Ameryce Środkowej. Twierdził on między innymi, że odnalazł wejście do jednej z piramid a na zboczu udało mu się odkopać ogromne bloki skalne służące niegdyś za budulec. Wkrótce jednak okazało się, że cała historia z bośniackimi piramidami jest niczym innym jak tylko kolejną, motywowaną zapewne chęcią zdobycia sławy mistyfikacją. 

Nawet jeśli w przypadku piramid w Bośni mamy do czynienia z oszustwem nie musi to oznaczać, że podobne konstrukcje nie leżały w innych częściach naszego kontynentu. Innym miejscem, w którym mają one rzekomo się znajdować jest w okolicach Mediolanu we Włoszech.  W 2003 roku zauważono, że wzgórza zwane Montevecchia swoim kształtem niezwykle wprost przypominają piramidy. Podobne „budowle” mają się również znajdować między innymi w okolicach Florencji, w Grecji, na Teneryfie a także w Słowenii. Autorowi udało się nawet dotrzeć do mapy, z której wynika, że piramidy znajdują się nawet na terytorium… Finlandii.

źródło: www.world-pyramids.com


 Piramidy w Chinach

Najbardziej prawdopodobnym jest jednak, że piramidy faktycznie istnieją na terytorium Chin. Wśród między innymi tak zwana "Biała Piramida" będąca rzekomo największą tego typu konstrukcją na świecie. Oficjalnie przyjmuje się, że również one służyły jako grobowce chińskich cesarzy, jednak istnieją teorie, że powstały one dużo wcześniej, blisko 10 tysięcy lat temu i choć z czasem przebudowano je i przekształcono w grobowce to jednak cel ich powstania był zupełnie inny. Jaki? Tego nie wiadomo. W chińskich piramidach nie znajdziemy hieroglifów tłumaczących zawiłą mitologię i historię tamtejszych ludów. Interesująca jest w tym kontekście również postawa rządu chińskiego, który zdaje się być przeciwny jakimkolwiek wykopaliskom archeologicznym w ich pobliżu. Urzędnicy z Pekinu nie tylko nie wyrażają zgody na jakiekolwiek badania, ale nawet zaprzeczają istnieniu wielokrotnie sfotografowanych piramid. Czego się obawiają?

Wokół piramid narosła ogromna ilość teorii, wydano tysiące książek próbujących wyjaśnić ich fenomen i związki między leżącymi na różnych kontynentach budowlami. Najciekawszym jest fakt, że większość domniemanych piramid występuje w tej samej liczbie, po trzy. Motyw ten pojawia się zarówno we Włoszech, jak i w Bośni czy w Egipcie. Wspomniano o tym również w przytoczonym na początku doniesieniu o piramidach na Antarktydzie. Ułożenie to tłumaczone ma być związkiem z Psią Gwiazdą, Syriuszem, będącym jednym z najbliższych nam układów słonecznych.

Z pewnością wrócimy jeszcze do tego fascynującego tematu. Liczę przy tym, że również czytelnicy tego bloga przedstawią swoje teorie na ten temat.

piątek, 18 maja 2012

Tysiące martwych ptaków. Co się dzieje?

Jak podaje stacja CNN, w ostatnich dniach znaleziono na plażach Peru i Chile  kilka tysięcy martwych ptaków morskich.

Chociaż wiele zwierząt ma połamane skrzydła i rany po sieciach rybackich to jednak zdaniem chilijskich władz źródłem tego zjawiska na tak dużą skalę musi być coś zupełnie innego. Dotychczas bowiem w wyniku zaplątania się w rybackie sieci rocznie ginęło najwyżej 15-20 morskich ptaków.

Co może być przyczyną? 
Naukowcy próbują znaleźć wiarygodną hipotezę tłumaczącą to zjawisko. Wśród przyczyn wymienia się między innymi zmianę prądów morskich, które zaczęły przynosić do wybrzeży Chile masy ciepłego powietrza sprawiając, że ptaki nie wyemigrowały na północ. Do tego wiele gatunków ryb normalnie żyjących blisko powierzchni przenosi się w inne obszary oceanu powodując tym samym śmierć głodową u żywiących się nimi ptaków.

Hipoteza ta okaże się prawdziwa jeśli w wyniku sekcji okaże się, że ptaki były faktycznie wygłodzone. Podobnie uważano z resztą kilka miesięcy temu kiedy to u zachodnich wybrzeży Ameryki Południowej doszło do masowego wymierania delfinów (Przypadek czy rezultat? Masowe wymieranie delfinów). Od tego czasu nie udało się dla tego zjawiska znaleźć żadnego oficjalnego wyjaśnienia.

Jako hipotezę alternatywną wymienia się między innymi wpływ promieniowania i zakażenie roślin morskich przez elektrownię atomową w Fukushimie. Wadą takiego poglądu jest jednak fakt, że Japonia znajduje się w ogromnej odległości od Chile i tym samym promieniowanie nie może być aż tak szkodliwe.

Z drugiej strony inna hipoteza  łączy śmierć ptaków i delfinów wskazując na możliwe zakłócenia ich zmysłu orientacji. Ich źródłem mogłoby być jakieś tajemnicze urządzenie wywołujące taki efekt, na przykład znajdująca się na Alasce broń HAARP. 

niedziela, 13 maja 2012

Planete Doc - dzień drugi: Pierwsze recenzje

Niedziela rano, jestem po pierwszym dniu pokazów konkursowych podczas trwającego Doc Film Festival. Wczoraj w ramach konkursu na nagrodę blogerów mogliśmy obejrzeć cztery filmy dokumentalne.

Pierwszy z nich, holenderski film "Wodne dzieci" w reżyserii Aliony van der Horst to opowieść o istocie kobiecości, życiu, przemijaniu a przede wszystkim o macierzyństwie.

wtorek, 20 marca 2012

Tajne dokumenty ujawniają: blisko 9 tysięcy nazistów zbiegło do Ameryki Południowej

By odtajnić te dokumenty potrzeba było kilkudziesięciu lat, jednak w końcu władze Chile i Brazylii wyraziły zgodę na zbadanie materiałów dotyczących ilości uciekinierów z III Rzeszy, którzy znaleźli schronienie w Ameryce Południowej.

Jak wynika z dokumentów liczba osób współpracujących z nazistowskim reżimem, które uciekły przed sprawiedliwością wynosi nawet dziewięć tysięcy. Jak dowiedziała się gazeta "Daily Mail" 5 tysięcy uciekinierów znalazło schronienie w Argentynie, od 1,5 do 2 tysięcy przebywało w Brazylii, zaś od 500 do 1000 w Chile. O wiele mniejsze grupy uciekły także do Paragwaju i Urugwaju. Zwraca się przy tym uwagę na fakt, że Ameryka Południowa nie była jedynym kierunkiem ucieczki, wielu nazistów zbiegło również do krajów na Bliskim Wschodzie.

Juan Domingo Perón (1895-1974)


Szczególnie duża ilość zbiegów na terenie Argentyny wiąże się z faktem, że ówczesny prezydent Juan Perón odsprzedał organizacji ODESSA około 10 tysięcy paszportów in blanco, które posłużyły nazistom uzyskać nową tożsamość. Chociaż zdaniem badaczy odtajnienie dokumentów już teraz doprowadziło do przełomu w prowadzonych śledztwach to wciąż natykają się na nowe wątki. Z materiałów brazylijskich wynika między innymi, że w latach 1945-1959 osiedliło się tam blisko 20 tysięcy Niemców.

Wciąż niezbadane pozostają jedne z najbardziej tajemniczych wątków jakimi są kwestie przerzutów współpracowników III Rzeszy kanałami watykańskimi, a także powrotu niektórych zbrodniarzy z powrotem do Niemiec już pod fałszywą tożsamością.

Do tej pory władze większości południowoamerykańskich krajów były niechętne do współpracy przy poszukiwaniach dawnych nazistowskich zbrodniarzy. Dziś są już niewielkie szanse na to, że uda się ich złapać żywych i postawić przed sądem. Wciąż jednak niezweryfikowane pozostają plotki dotyczące śmierci Adolfa Hitlera. M.in. zdaniem argentyńskiego dziennikarza Abla Basti dożył on starości w pobliżu leżącego u podnóża Andów miasteczka San Juan de Bariloche, pośrednio potwierdzać miałyby to dokumenty ujawnione w zeszłym roku przez FBI, z których również wynikało, że przywódca III Rzeszy dożył swoich dni na farmie w Ameryce Południowej.

źródło: Daily Mail

środa, 8 lutego 2012

Stoimy u progu kolejnej wojny na Atlantyku

Podczas gdy oczy większości mediów i obserwatorów zwrócone są w kierunku Bliskiego Wschodu, po przeciwnej stronie półkuli na włosku wisi wybuch innego konfliktu - powtórki wojny o Falklandy-Malwiny.

Poprzedni konflikt miał miejsce w 1982 roku. Władze argentyńskie przeprowadziły wówczas operację "Rosario", w wyniku której udało im się przejąć kontrolę nad należącym od 1833 roku do Wielkiej Brytanii archipelagiem. Nie trwało to jednak długo, gdyż Brytyjczycy odzyskali wyspy już po dwóch tygodniach. Cały konflikt trwał zaledwie 74 dni i kosztował życie 258 poddanych brytyjskiej królowej i 649 Argentyńczyków. Warto przy tym zauważyć, że był to pierwszy konflikt w historii, który relacjonowano na żywo. Napięcia między obydwoma krajami utrzymywały się przez wiele lat o czym świadczyć może fakt, że oba kraje nawiązały stosunki dyplomatyczne dopiero w 1990 roku.

O co toczyła się walka?

Leżący na południu Atlantyku, zaledwie 480 kilometrów od wybrzeży Argentyny, archipelag przez Brytyjczyków nazywany jest Falklandami, w Argentynie powszechnie funkcjonuje nazwa Malwiny i zdaniem władz w Buenos Aires wyspy powinny należeć do nich. Jest to związane z faktem, że zostały one zajęte przez Brytyjczyków w okresie kiedy niepodległe państwo argentyńskie dopiero krzepło i nie było w stanie obronić swojego stanu posiadania.

Wywołanie wojny akurat w 1982 wiązało się z kilkoma czynnikami, przede wszystkim ówczesny rząd spodziewał się, że Stany Zjednoczone pozostanę bierne wobec ewentualnego zajęcia wysp i nie udzielą poparcia Londynowi. Uważa się także, że wojna miała być pretekstem i jej celem było przede wszystkim odwrócenie uwagi od tak zwanej Brudnej Wojny (hiszp. Guerra Sucia) prowadzonej na terenie Argentyny przez rządzącą juntę. Szacuje się, że podczas jej trwania w kraju "zniknęło" od 9 do 30 tysięcy osób.

Bardzo możliwe, że najistotniejszą rolę odegrała jak zwykle ekonomia i za wybuchem konfliktu stała przede wszystkim chęć uzyskania dostępu do złóż ropy naftowej znajdujących się w okolicach archipelagu. Po wojnie, w połowie lat 90-tych obie strony powołały nawet komisję, która miała się zająć eksploracją dna morskiego, wkrótce jednak okazało się, że współpraca nie jest możliwa i cały projekt legł w gruzach.

Do znacznego zaostrzenia wzajemnych relacji zaczęło dochodzić pod koniec ubiegłej dekady, kiedy to w 2007 roku Argentyna ogłosiła zerwanie współpracy z Wielką Brytanią na tej płaszczyźnie, zaś w 2010 prezydent Christina Fernandez de Kirchner podpisała ustawę, która powodowała ograniczenia w ruchu morskim. Od tego czasu każde państwo musiało ubiegać się o zgodę władz w Buenos Aires na wkroczenie na terytorium morskie w promieniu 500 km od wybrzeża Argentyny. Przypomnijmy, że Falklandy-Malwiny znajdują się w odległości 480 km od brzegu. Co więcej zażądano ponownego otwarcia rozmów na temat przynależności terytorialnej archipelagu. 

Było to najprawdopodobniej związane z rozpoczęciem przez Brytyjczyków wydobywania ropy naftowej na szelfie w okolicach wysp. Od tego też czasu sytuacja się zaostrza o czym świadczy informacja o naciskach wywieranych przez rząd Argentyny na chilijskie lotnicze LAN, od których żąda się wstrzymania jakichkolwiek lotów na archipelag. Zdaniem Londynu działania te mają na celu "odcięcie Falklandów od świata" i ich "zagłodzenie".

Sytuację zaostrza fakt, że kilka dni temu na wyspy udał się książę William, który ma tam odbyć 6-tygodniową służbę wojskową, zaś 30 stycznia w stronę Falklandów-Malwinów popłynął HMS Dauntless - jeden z najnowocześniejszych brytyjskich niszczycieli. Na reakcję Argentyny nie trzeba było długo czekać, księcia Williama nazwano "konkwistadorem" a operację gwałtownie skrytykowano.

Do dziś na terenie Argentyny można zobaczyć znaki o treści "Las Malvinas son Argentinas" (Malwiny są argentyńskie), widać wyraźnie, że kraj ten nie chce pogodzić się z przynależnością tego południowoatlantyckiego archipelagu do Wielkiej Brytanii. Dziś jednak sprawa wydaje się być o wiele bardziej złożona, z jednej strony mamy bowiem próbującą uratować swoją pozycję prezydent Fernandez, głośno popieraną przy tym przez Hugo Chaveza, z drugiej zaś Davida Camerona, który chętnie by powtórzył sukcesy swojej poprzedniczki z Partii Konserwatywnej sprzed 30 lat. W momencie gdy wielki konflikt na Bliskim Wschodzie wisi na włosku a ceny ropy idą w górę, cenne roponośne tereny na południu Atlantyku mogą okazać się łakomym kąskiem nie tylko dla tych polityków, ale również dla ludzi, którzy za nimi stoją.

sobota, 21 stycznia 2012

Rok 2050 – kto będzie rządzić światem?

Opublikowany po raz kolejny raport banku HSBC noszący wiele mówiący tytuł "Świat w roku 2050" ("The World in 2050") to interesująca próba przewidzenia kierunków w jakich podąży światowa gospodarka i jakie państwa w nadchodzących dekadach zyskają szczególnie na znaczeniu. 

Z raportu jasno wynika, że w najbliższych latach możemy się spodziewać poważnego przetasowania i zachwiania istniejącego dotychczas schematu: bogata północ - biedne południe. Będzie to miało związek z dynamicznym rozwojem gospodarek szeregu państw, które dziś uchodzą za rozwijające się. 

Do kogo należy zatem przyszłość? 

Z pewnością raport potwierdza prognozy wielu – XXI wiek będzie wiekiem Azji. Oprócz dotychczasowych liderów takich jak Japonia, Korea Południowa, Singapur a ostatnio również Indie i Chiny, pojawią się kolejne: Filipiny, Wietnam czy Malezja. Warto przy tym podkreślić, że będzie się to łączyło z rosnącym wzrostem populacji w wielu azjatyckich krajów, szczególnie wzrośnie liczba dwóch państw – Filipin i Pakistanu. 

Wzrost znaczenia Azji oznacza także zmianę światowych wektorów – już dziś widać przeniesienie się środka ciężkości z obszaru atlantyckiego na Pacyfik. W wojskowości dostrzec to można między innymi w związku z zacieśnieniem sojuszy Stanów Zjednoczonych oraz Chin na tym obszarze. Odnosząc to do sfery ekonomicznej wśród wymienionych w raporcie państwo, które rozwiną się szczególnie intensywnie bardzo wiele powiązanych jest właśnie z Oceanem Spokojnym. Zdaniem autorki raportu Chiny nie będą jedynym państwem, którego oblicze ulegnie radykalnej przemianie. Szczególne znaczenie uzyskają Filipiny. Równocześnie po drugiej stronie Oceanu pojawią się nowe, o wiele silniejsze niż dotychczas państwa. Chodzi przede wszystkim o Chile i Peru, które zyskają we wszystkich rankingach. To ostatnie zdaniem autorki może w przeciągu nadchodzących dekad przeskoczyć ponad 20 pozycji w rankingu i znaleźć się na 26 miejscu pod względem wielkości PKB. 

Będzie to kolejny objaw jak już wspomniano wcześniej przeniesienia się światowego środka ciężkości nie tylko na Ocean Spokojny, ale też o wiele bardziej na południe. Obok wymienionych państw w Ameryce Południowej rozwijać się będą również Brazylia, Ekwador, Boliwia, Honduras i Paragwaj. Równocześnie wzrośnie znaczenie niektórych państw afrykańskich, szczególnie Nigerii, Ghany i Etiopii. 

Państwa afrykańskie państwa swoją o wiele silniejszą pozycję zawdzięczać będą nie tylko poprawiającej się sytuacji gospodarczej, ale także ogromnemu przyrostowi ludności, która wkrótce ulegnie w tych krajach podwojeniu. Demografia zdaje się mieć w omawianym raporcie znaczenie kluczowe - widać wyraźny związek między spodziewanym, szybkim rozwojem a ilością nowych mieszkańców. 

Nowi gracze 

Interesująco prezentuje się lista państw, których znaczenie zdecydowanie wzrośnie. Zdaniem autorki raportu wśród liderów wzrostu gospodarczego wymienić należy Egipt, Turcję, Ukrainę i Nigerię. Turcja już dzisiaj wyrasta na lidera regionu, wspomnieliśmy już o wzroście znaczenia Nigerii, interesująca jest na pewno opinia na temat Ukrainy. Otóż zdaniem autorki w nadchodzących dekadach rozwój gospodarczy tego państwa wynosić będzie średnio 4-5% rocznie. Ma to się stać pomimo wyraźnego spadku ludności Ukrainy oraz o wiele gorzej sytuacji w porównaniu z większością krajów postkomunistycznych. 

W tej grupie dobrze rokują również Rumunia i Czechy, które mają pozostać najlepiej rozwijającą się gospodarką regionu Europy Środkowej. 

A co z Polską? 

Polska jak się okazuje znalazła się w grupie krajów o najniższym wzroście gospodarczym. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nasza pozycja pozostanie mniej więcej taka jaka była. 

Cały raport chociaż z pewnością dostarcza wielu interesujących prognoz, sprawia wrażenie mało odkrywczego. Przede wszystkim zdaje się opierać jedynie na tym jak prezentuje się sytuacja poszczególnych państw w dniu dzisiejszym i próbuje je odnieść na kilkadziesiąt lat w przyszłość. Historia uczy nas zaś, że rzadko kiedy coś co zapowiadano jako pewnik sprawdzało się w rzeczywistości. Przede wszystkim raport zakłada istnienie stałych granic państw, nie uwzględnia tak istotnych przy takich analizach ewentualnych konfliktów zbrojnych ani poważniejszych kryzysów gospodarczych, katastrof ekologicznych czy innych istotnych zwrotów jakie już niejednokrotnie miały miejsce w historii. Wszystko to sprawia, że na raport warto spojrzeć nieco z dystansem.


sobota, 10 grudnia 2011

Jednoczą się kraje Ameryki Łacińskiej

Podczas inauguracyjnego szczytu w Caracas w dniach 2-3 grudnia 2011 roku 33 kraje Ameryki Łacińskiej i Karaibów powołały nową organizację współpracy CELAC (hiszp. Comunidad de Estados Latinoamericanos y Caribeños). 

Odbywająca się w stolicy Wenezueli konferencja zwołana została z inicjatywy prezydenta tego kraju, Hugo Chaveza. Wśród zaproszonych nie znalazły się dwa kraje Ameryki Północnej – Stany Zjednoczone i Kanada. 

Według organizatorów CELAC jest owocem trwających blisko dekadę starań mających na celu bliższą integrację państw regionu, ma ona również stanowić konkurencję dla istniejącej od 1948 roku Organizacji Państw Amerykańskich, OPA, która została powołana przez Waszyngton i zdaniem przywódcy Wenezueli jest ona narzędziem służącym forsowaniu interesów USA na obszarze Ameryki Łacińskiej. 

Sekretarz generalny Unii Narodów Południowej Ameryki (UNASUR), María Emma Mejía stwierdziła, że powołanie nowego bloku jest dowodem na to, że „region sam wykuwa swoją ścieżkę”. 

W ciągu najbliższych 2 lat organizacji przewodniczyć mają kolejno Wenezuela, Chile i Kuba. 

W skład CELAC wschodzi 18 państw hiszpańskojęzycznych, dwanaście anglojęzycznych oraz po jednym państwie, w których językiem urzędowym jest portugalski (Brazylia), francuski (Haiti) i holenderski (Surinam). 

Powołanie organizacji spotkało się ze skrajnymi opiniami, niektórzy komentatorzy uważają, że jej istnienie jest krokiem do zniszczenia hegemonii USA w regionie, inni z kolei tak jak Jayson Rosa z Brazylii wskazują, że CELAC jest w istocie krokiem ku jeszcze większemu scentralizowanemu zniewoleniu społeczeństw i bezpośrednim krokiem ku stworzeniu Nowego Porządku Światowego. 

My zaś powinniśmy uważniej śledzić to, co dzieje się w tym regionie. Jak widać ma tam miejsce wiele interesujących wydarzeń.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf