Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Al-Kaida. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Al-Kaida. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 sierpnia 2018

W Syrii ISIS nadal ma silne wpływy

Państwo Islamskie zgodnie z najnowszymi raportami ONZ i Departamentu Obrony nadal stanowi zagrożenie. Szacuje się, że na terenie kraju objętego wieloletnią wojną stacjonuje około 30 tysięcy bojowników. 



Rząd Iraku w ubiegłym miesiącu ogłosił, że wygrał wojnę z ISIS, prezydent USA Donald Trump potwierdził tą informację podając szczegóły działań wojennych. Trump poinformował świat, że wygrana w 98% zapewni spokój w regionie. Niestety nowe raporty nie pozostawiają złudzeń, ISIS nadal działa i zagraża mieszkańcom. Ekstremistyczna sunnicka grupa terrorystyczna ma swoje jednostki zarówno w Syrii jak i Iraku, tak wynika z raportu przekazanego przez ONZ. Zespół analityków przeanalizował wpływy międzynarodowych sankcji nałożonych przez ONZ. W raportcie uznano, że ISIS poniosło bezprecedensowe klęski militarne w Iraku i Syrii w ubiegłym roku oraz że wielu z jego najbardziej zatwardziałych bojowników nie żyje lub porzuciło strefy konfliktu w regionie. Ostrzega jednak, że bojowa organizacja przekształca się teraz w "ukrytą wersję" swojego dawnego "ja", a jej rdzeń organizacyjny pozostaje w większości nienaruszony zarówno w Iraku, jak i w Syrii. Co więcej, centrum ISIS jest wspierane przez 30 000 nierekonstruowanych członków, którzy są podzieleni mniej więcej równo pomiędzy tymi dwoma krajami. Raport amerykańskiego Pentagonu, który został dostarczony do Kongresu, informuje że ISIS ma 17 100 bojowników w Iraku i kolejne 14 000 w Syrii. Według raportu, wielu z tych ocalałych bojowników to obywatele dziesiątków różnych krajów na całym świecie. Niektórzy z nich są nadal zaangażowani w walkę zbrojną, podczas gdy inni "ukrywają się w sympatyzujących społecznościach i obszarach miejskich", głównie w Iraku, w raporcie ONZ.
Są też dziesiątki tysięcy bojowników i zwolenników ISIS w Libii, Afganistanie, Egipcie oraz w kilku krajach Afryki Zachodniej i Azji Południowo-Wschodniej, jak podają autorzy raportu. Bojownicy ci są dowodzeni przez dowódców, którzy pozostają w kontakcie z przywódcami ISIS i nadal czczą Abu Bakra al-Baghdadiego jako centralną postać grupy. Oprócz raportu ISIS, Al-Kaida również pozostaje silna i niebezpieczna, wynika z raportu ONZ. Jego regionalna struktura "nadal wykazuje odporność", aw niektórych regionach świata jest znacznie silniejsza niż ISIS. Obejmują one kilka regionów Afryki, w tym obszary Somalii i Sahelu, a także w Jemenie, gdzie al-Kaida ma obecnie dowodzić aż 7000 uzbrojonych bojowników.

środa, 24 maja 2017

Gwiezdne Wrota w Iraku

Wojna w Iraku jest jednym z najczęściej poruszanych konfliktów obecnie. Szczególnie po rosnącej fali ataków muzułmańskich ekstremistów w Europie. Amerykanie podają wiele przyczyn wszczęcia konfliktu w Iraku podkreślając, że głównym celem była walka z terroryzmem. Istnieją jednak teorie mówiące o zupełnie innych powodach walk w tym kraju, o których rząd nie chce mówić. 


Wojna w Iraku jest często krytykowana. Niektórzy upatrują jako konsekwencje konfliktu powstanie ISIS. Amerykanie, jednak twardo temu zaprzeczają mówiąc, że powodem rozpoczęcia wojny była walka z ugrupowaniem terrorystycznym odpowiedzialnym za atak 11 września 2001 roku. Al-Kaida a w szczególności ich przywódca był zdaniem rządu Busha w bliskich kontaktach z ówczesnym dyktatorem, prezydentem Iraku Saddamem Husajnem. 

Istnieje alternatywna wersja co do oficjalnych przyczyn ataku i sięga ona daleko w przeszłość bo do roku 1920 kiedy to odkryto "Gwiezdne Wrota" na terenie Bagdadu.

Dla tych, którzy nie oglądali kultowych filmów Sci-Fi "Gwiezdnymi Wrotami" nazywane jest urządzenie stworzone jeszcze w starożytności przez Obcych stacjonujących na Ziemi. Pozwala one każdemu użytkownikowi błyskawicznie teleportować się do innej bramy, bez względu na odległość pomiędzy nimi. 



Dlaczego w Iraku są artefakty Obcych?

Zecharia Sitchin stworzył teorię, odnoszącą się do starożytnych wierzeń Summerów zamieszkujących Mezopotamię (obszar częściowo obejmujący obecnie Irak). Jego zdaniem Annunaki (bóstwa czczone w tym regionie ponad 3 tysiące lat temu) nie były jedynie wymysłem a z "krwi i kości" Kosmitami, którzy w tym okresie stacjonowali na Ziemi. To oni, jego zdaniem stworzyli i pozostawili technologię, do której człowiek przez wieki nie miał dostępu. 
Istnieje zatem podejrzenie, że w Iraku znajdują się "Gwiezdne Wrota", które prawdopodobnie są przyczyną wszystkich konfliktów w tym regionie. Teoria głosi, że każdy chce uzyskać dostęp do technologii i możliwości jakie dają podróże między portalami. 

źródło: exopolitics.org







czwartek, 1 grudnia 2016

Kto stoi za wojną domową w Jemenie?

Stany Zjednoczone podjęły kroki w celu "samoobrony" jak to określił według zapowiedzi prezydent Barack Obama w liście do Kongresu odnosząc się do sytuacji w Jemenie. Poszerzenie strefy wpływów w Jemenie pozwoli amerykanom ruszyć do przodu z kontaktami w Chinach, Iranie, Arabii Saudyjskiej. Wraz z przejęciem kontroli nad najważniejszymi handlowymi i energetycznymi szlakami na Bliskim Wschodzie.


Wojna domowa w Jemenie jest bezpośrednim wynikiem wykreowanego zamachu zaaranżowanego przez USA, szyiccy rebelianci rozpoczęli wojnę z prezydentem Jemenu Mansour Hadi, który jest wspierany przez sunnicką ludność. W tym kraju odbyły się dwa powstania w 2011 roku i kolejne w 2015. Pierwsze doprowadziło do obalenia popularnego prezydenta Ali Abd Allah Salih, natomiast w trakcie drugiego usunięto Mansoura Hadiego od władzy. 

Wprowadzone zmiany przez Hadiego spowodowały, że USA zostało niejako przymuszone do realizacji agresji na ten kraj. Wszystko za sprawą przekształcenia Jemenu w federację i gwarancji autonomii poszczególnym jej częściom. Takie rozwiązanie dla amerykanów wiązało się z ryzykiem całkowitej utraty wpływów lub jej rozdrobnienia. Dlatego nieoficjalnie podjęto współpracę z Arabią Saudyjską, która rozpoczęła wspieranie bojówek Al-Kaidy. Wprowadzenie chaosu mogłoby być jedynym sposobem na wkroczenie amerykanów do Jemenu w celu pomocy, zapewnienia bezpieczeństwa jego obywatelom i wojskom amerykańskim stacjonującym w pobliżu wybrzeży. Ze względu na dobre działania bojówek obalonego przywódcy Hadiego, Arabia Saudyjska została odcięta od strategicznych punktów cieśniny Bab al-Mandab.


Rosnące niezadowolenie społeczności międzynarodowej z konfliktu w Jemenie mogło łatwo doprowadzić do położenia kresu saudyjskiej kampanii wojskowej co nie było częścią planu Waszyngtonu. Amerykanie, aby nie stracić na wiarygodności potrzebowali stworzyć punkt zapalny, umożliwiający im wkroczenie. Dwa źródła podały, że rebelianci Hadiego wystrzelili rakiety w kierunku okrętu US Navy. Żadna z rakiet nie dotarła do celu. Pomimo tego Pentagon uznał to za zielone światło i rozpoczęto przygotowania do działań wojennych. Wszystko to przygotowane było pod pewną jak zakładano wygraną Hilary Clinton, która była zobligowana do dalszej realizacji polityki zagranicznej partii demokratycznej.

Obecnie świat patrzy na prezydenta elekta, który w tej kwestii nie wydał jeszcze żadnego oświadczenia.

wtorek, 17 maja 2016

Czy nadchodzi zmierzch ISIS?

Bardzo mocna ofensywa na ISIS przynosi skutki. Skumulowane siły pozwoliły na przejęcie dużej ilości terytorium w Syrii i Iraku. Czy jesteśmy świadkami zmierzchu ogólnego terroru?


W Iraku przejęto ponad 45% terytorium wcześniej okupowanego przez ISIS. Sukcesy w walce widoczne są również w Syrii, którą najbardziej interesuje się Europa. Tylko do dnia dzisiejszego odbito ponad 20% wcześniej zajmowanego terenu. Do dużego sukcesu przyczyniła się międzynarodowa interwencja, która rozpoczęła ataki jeszcze w 2014 roku na pozycje terrorystów. 


Niestety zażegnanie kryzysu z ISIS nie stanowi jedynego problemu ludności z tamtego regionu. Do regularnej wojny na tym terenie dojdzie z jeszcze jedną jednostką terrorystyczną. Al-Kaidą, która szerzy swoje wpływy między innymi w Jemenie - tam utworzone zostało mini-państwo oparte na prawie szariatu. Teraz wkracza do Syrii, bo jak wspomniał w wypowiedzi udostępnionej w mediach społecznościowych przywódca jednostki " ISIS musi się zmienić". Al-Kaida w Syrii widzi strategiczne miejsce pozwalające na dalsze ataki w kierunku Europy. 


W obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie należy wspomnieć o groźbie wojny domowej na terenie Turcji. Do Europy dotarły informację dotyczące kryzysu w tym państwie. W mediach społecznościowych, można znaleźć zdjęcia pokazujące zniszczenia po zbombardowanych kurdyjskich miastach na terenie Turcji. Według większości osób, atak nie jest przeprowadzany przez ISIS a rząd turecki. Są to oczywiście źródła nieoficjalne. 




środa, 20 kwietnia 2016

Zapomnijcie o ISIS, Al- Kaida powraca

Od kilku lat trwa regularna wojna w Jemenie. Obecnie częściowo do władzy doszła organizacja dobrze znana na całym świecie. Al- Kaida, której przypisuje się atak między innymi na World Trade Center rozpoczęła worzenie nowego państwa.

źródło: withouttorture.com

Za rządów ostatnich dwóch prezydentów, działania Al-Kaidy zostały zepchnięte do defensywy. Grupa terrorystyczna nie przeprowadzała ataków na szeroką skalę do stycznia zeszłego roku, kiedy to prezydent Mansur Hadi został zmuszony do opuszczenia stolicy przez szyickich rebeliantów z ruchu Huti. Niedługi czas po jego dymisji, opuścili region również żołnierze USA. 

Walki pomiędzy rebeliantami a władzą skupiły się na najgęściej zaludnionych regionach kraju. W tym samym momencie na wschodzie kraju Al-Kaida rozpoczęła budowę nowych struktur w szybki sposób zajmując kolejne miejscowości. 

Obecnie Al-Kaida zarządza ponad 10 miejscowościami. Jej rządy niewiele odbiegają od tych prowadzonych przez ISIS. Osoby "grzeszne" i podejrzewane o sztuki magiczne czyli "czarownicy" są publicznie chłostani lub zabijani. Majątek Al-Kaidy w tym najbiedniejszym państwie Bliskiego Wschodu szacuje się w granicach 100 mln dolarów.

Prawdopodobieństwo zażegnania kryzysu w Jemenie jest bardzo mało prawdopodobne. Kilkukrotnie władze próbowały nawiązać porozumienie z ugrupowaniami starającymi się sięgnąć po władzę - bezskutecznie.

źródło: southfront.org

wtorek, 29 marca 2016

USA zabija ludzi przy pomocy dronów - przypadkiem?

Rząd USA zabija obywateli przypadkiem. Przynajmniej tak twierdzi władza po upublicznieniu kolejnych ofiar.


źródło: sites.miis.edu


Prezydent w specjalnym oświadczeniu przeprosił za przypadkowe spowodowanie śmierci zakładników. Warren Weinstein wraz z zakładnikiem pochodzenia włoskiego Giovanni La Porto zostali zabici przez drony, które pomyliły ich z bojownikami Al-Kaidy. Inną osobą, która zginęła w podobny sposób w trakcie akcji ratunkowej był dziennikarz Luke Sommers. Media w USA uważają jednak, że dopiero śmierć Weinsteina i La Porto, którzy byli przetrzymywani przez terrorystów na granicy Pakistanu z Afganistanem są pierwszymi ofiarami kontrowersyjnych działań militarnych rządu Stanów Zjednoczonych. O śmierci dwóch zakładników poinformowano opinię publiczną dopiero kilka miesięcy po fakcie. 

Nieudanych akcji przy pomocy dronów jest znacznie więcej, a i tak zapewne oficjalnie podawana jest niewielka ilość ofiar. 

W 2002 roku w Jemenie (konflikt trwa tam od mniej więcej 2001 roku) zginął Kemal Darwish, od tego momentu zginęło jeszcze sześć innych obywateli. 

W 2014 roku Departament Sprawiedliwości wydał notkę zezwalającą na zabijanie obywateli USA podejrzanych o terroryzm za pomocą dronów, przebywających poza granicami państwa bez procesu. 

Nasuwa się zatem pytanie, czy osoby niewygodne politycznie mogą w ten sam sposób zostać zabite?



Jakiś czas temu na blogu zamieszczony został wpis dotyczący amerykańskiej dziennikarki, która została zamordowana na terenie Turcji. Kto zbroi ISIS - historia dziennikarki, która odkryła prawdę. Polecam serdecznie przeczytać go, ponieważ jej śmierć nastąpiła w wyniku opublikowania niewygodnego dla władzy raportu.

źródło: washingtonpost.com



czwartek, 3 grudnia 2015

Czym jest 'Daesh'? Czy to tylko nowa nazwa Państwa Islamskiego?

Uważni obserwatorzy śledzący wydarzenia związane z Bliskim Wschodem zaobserwowali interesującą zmianę w wypowiedziach zachodnich polityków. Pod koniec listopada weszła bowiem w użycie zupełnie nowa nazwa - 'Daesh' (Daesz), mająca oznaczać Państwo Islamskie. Skąd ona się wzięła? 



Nazwa Daesz pojawiła kilkakrotnie, użył jej między innymi François Hollande, który po atakach w Paryżu powiedział, że zamachy były "aktem wojny" wypowiedzianym przez "armię terrorystów, armię dżihadystów, przez Daesh przeciwko Francji". Tego samego określenia użył podczas spotkania G20 w Turcji Barack Obama a także John Kerry w Wiedniu mówiący o "powitaniu wsparcia w walce przeciwko Daesh". Po raz pierwszy określenie to pojawiło się jednak w mediach nie zachodnich, lecz arabskich i irańskich, szczególnie tym, które były negatywnie nastawione do ogłoszenia powstania Państwa Islamskiego w 2013 roku. 

Interesujące opracowanie tematu przygotował autor bloga "Free Word Centre" - DAESH to arabski akronim od skrótu "ISIS" czyli Islamic State of Iraq and Syria, ale jego brzmienie u Arabów ma znacznie szersze konotacje. Przede wszystkim 'Daesh' przez wielu Syryjczyków uznawane jest za określenie pejoratywne i obraźliwe, oznaczać ma bowiem kogoś nieudolnego ale przy tym niezwykle szkodliwego, niektórzy wskazywali przy tym, że słowo to kojarzy się niektórym podobnie jak polski "ciemnogród".

Być może właśnie dlatego jeszcze we wrześniu 2014 roku francuski minister spraw zagranicznych stwierdził: "To grupa terrorystów a nie państwo. Nie polecam używania terminu Państwo Islamskie ponieważ to zamazuje linię podziału między islamem, muzułmanami i islamistami. Arabowie nazywają je 'Daesh' a ja będę ich określał jako "rzeźników Daesh".,



Bez względu na to czy nazwiemy je państwem czy nie, organizacja jaka powstała na pograniczu Syrii i Iraku jest na ustach wszystkich, prześledźmy krótko jak ją do tej pory nazywano: 

  • 2004 - w Iraku po połączeniu kilku mniejszych grup islamistycznych pod przywództwem Abu Musaba al_Zarqawiego powstaje Państwo Islamskie

  • 2006 - al-Zarqawi ginie w bombardowaniu przeprowadzonym przez Amerykanów, nowy przywówdca Abu Ayyub al-Masri zmienia nazwę na Islamic State in Iraq (ISI)

  • 2010 – al-Masri ginie w samobójczym wybuchu a kontrolę nad organizacją przejmuje Abu Bakr Al-Baghdadi 

  • 2013 – dochodzi do połączenia z frontem Nusra, jedną z komórek al-Kaidy w Syrii, organizacja przemianowuje się na Islamic State in Iraq and Greater Syria – or ISIS (Państwo Islamskie Iraku i Wielkiej Syrii, czasami w zastępstwie wykorzystuje się także nazwę "Lewant" tworząc skrót ISIL).

  • 29 czerwiec 2014 – ogłoszenie powstania Państwa Islamskiego z Abu Bakrem al-Baghdadim jako kalifem. Państwo Islamskie próbuje promować się jako nowy kalifat i tą nazwę popularyzuje w mediach.

wtorek, 17 listopada 2015

Emerytowany szef ujawnia: "wiedzieliśmy, że wspieramy islamskich radykałów"

Emerytowany wojskowy z rozbrajającą szczerością opowiada podczas wywiadu o tym jak USA i inni państwowi sponsorzy wspierali syryjskich rebeliantów a także dostarczali broń Al-Kaidzie wiedząc, że mają do czynienia z islamskimi radykałami.



Michael Flynn pracował do niedawna dla Defense Intelligence Agency, podczas rozmowy z dziennikarzem stacji Al-Jazeera przyznał, że w 2012 roku miał na biurku raport potwierdzający wspieranie przez Zachód radykalnych dżihadystów, z których to środowisk narodzą się Nusra i Państwo Islamskie, dodaje przy tym, że wsparcia udzielano świadomie. 

Szczerość generała porucznika Flynna była zaskakująca, miał on przed sobą między innymi odtajniony raport DIA, z którego przeczytał m.in. "istnieje prawdopodobieństwo ustanowienia zadeklarowanej lub nie salafickiej dominacji we wschodniej Syrii, jest to dokładnie to, czego chcą wspierające je siły celem izolacji syryjskiego reżimu". Zdaniem gościa programu nie można zarzucić niczego informacjom zawartym w powyższym raporcie. 

Michael Flynn jest obecnie na emeryturze, ma jednak za sobą lata kariery w wojsku i wywiadzie, w tym w CIA, nie wiadomo co stoi za jego niezwykłymi deklaracjami, na pewno ryzykuje wiele ujawniając tak delikatne dla sytuacji na Bliskim Wschodzie informacje. Czy czuje się bezkarny? A może czas na zmianę frontów? 




czwartek, 28 maja 2015

Czy Bałkany ponownie staną w ogniu? Kto na tym korzysta?

Na Bałkanach znowu robi się niespokojnie, protesty Albańczyków jakie mają miejsce w Macedonii mogą przyczynić się do poważnej destabilizacji tego państwa, za wszystkim zaś mogą stać tureckie i amerykańskie służby.


Źródłem macedońskich protestów jest próba zatuszowania przez policję zabójstwa młodego człowieka, którego w 2011 roku zabiła ochrona ówczesnego premiera. Historię ujawnili politycy opozycyjnej partii, którą zdaniem zewnętrznych komentatorów wspierają zagraniczne służby.

Destabilizacja Macedonii może być początkiem prób zaprowadzenia chaosu na Bałkanach a być może także próbą wywołania tam kolejnego konfliktu zbrojnego.

Półwysep Bałkański pełni istotną rolę w geopolitycznej grze, w której ścierają się wpływy Rosji, USA, Turcji i Niemiec, do tego dochodzą także działalność albańskiej mafii mającej swoje korzenie w Kosowie. Kontroluje ona ok. 70% niemieckiego i szwajcarskiego rynku narkotykowego (przede wszystkim sprzedaży heroiny), a główny tranzyt z Azji przebiega właśnie przez Bałkany (ok 80% sprzedawanych w Europie narkotyków dociera właśnie tą trasą), przede wszystkim zaś przez Albanię, Kosowo i Macedonię. Zdaniem rosyjskich służb mafia ta nie jest jednak niezależna, lecz pozostaje pod kontrolą tureckiej agencji wywiadowczej MIT (Milli Istikhabat Teshkilati) a dzięki jej poparciu a także specyficznej strukturze organizacyjnej (opartej na systemie klanowym) jest ona bardzo trudna do zinfiltrowania przez policję i jest w tej chwili najsilniejszą organizacją przestępczą w Europie.

Wśród Albańczyków bardzo silną rolę odgrywa mit "Wielkiej Albanii" skupiającej terytoria nie tylko ich obecnego państwa, ale obejmującego też Kosowo, część Macedonii i być może także innych terytoriów. 
 


wtorek, 12 maja 2015

Pamiętacie Terminatora? NSA realizuje prawdziwy program SKYNET!

Po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją kiedy to mroczna przyszłość opisywana na stronicach powieści science-fiction bądź w filmach niezbezpiecznie staje się rzeczywistością. Po raz kolejny też ta mroczna przyszłość ma związek z nowymi technologiami testowanymi gdzieś w podziemiach rządowych agencji. Tym razem niezbezpiecznym projektem jest system, który nosi nazwę Skynet.



Jak podaje serwis śledczy 'Intercept' agencja NSA dysponuje programem o takiej samej nazwie.Zamiast jednak kontrolować rakiety balistyczne pracujący dla NSA Skynet analizuje metadane pochodzące z rozmów telefonicznych, wiadomości email a także miejsc, w których dana osoba się znajduje.

Ofiarą Skynet stał się pochodzący z Syrii dziennikarz Al-Jazeery Ahmad Muaffaq Zaidan, którego system uznał za członka Al-Kaidy i umieścił na amerykańskiej liście terrorystów. Powodem były lokalizacje w jakich Zaidan przebywał, miały się one bowiem pokrywać z trasami jakie pokonywali kurierzy Al-Kaidy. Dzieje się tak ponieważ komputer analizując dany problem zadaje pytanie np. kto pokonywał daną trasę w danym okresie - w przypadku dziennikarza, który pracuje jako korespondent wojenny niejednokrotnie takie sytuacje się zdarzały, stąd Skynet zakwalifikował go na liście terrorystów.


Zaidan stanowczo zaprzeczył podobnym teoriom, jego wiarygodnośc potwierdzają także inni dziennikarze. Informacje o umieszczeniu go na liście pochodzą z dokumentów, które ujawnił Edward Snowden, co istotne, według informacji z wywiadu USA, osoby umieszczane na listach terrorystów były zwyczajnie zabijane.  Pracownicy NSA odmówili komentarza w sprawie domniemanej współpracy dziennikarza z Al-Kaidą.



piątek, 20 lutego 2015

Generał Wesley Clark przyznaje: Nasi przyjaciele i sojusznicy zbroili ISIS by walczyli z Hezbollahem

Państwo Islamskie uchodzi obecnie za wroga numer 1 współczesnego świata. Publikowane w sieci filmy pokazujące dokonywane przez żołnierzy kalifatu krwawe egzekucje budzą przerażenie i pytania, jak to się stało, że ta radykalna, ale do niedawna nieznana bliżej organizacja tak bardzo urosła w siłę? 
 



Dla wielu analityków nie było od dawna tajemnicą, że Islamskie Państwo Syrii i Lewantu (ISIL) początkowo zaledwie jedna z wielu sił walczących z reżimem Bashara al-Assada wspierana jest przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników. Również na blogu "Kod Władzy" opisywałem jak to Turcja po cichu udziela wsparcia syryjskim rebeliantom, umożliwiając im między innymi przekraczanie granicy i przegrupowywanie się na swoim terytorium.

W tej chwili mamy kolejną odsłonę tego teatru, tym razem jednak potwierdzoną słowami jednego z czołowych amerykańskich polityków. Według jego słów wsparcie dla ISIS było celowe i było motywowane przede wszystkim tym, że Stany Zjednoczone potrzebowały silnie zmotywowanej, radykalnej grupy, która nie ugnie się przed niczym by osiągnąc swój cel. Jeśli przy okazji organizacja ta wyeliminuje jeden z amerykańskich problemów, tym lepiej. Co jednak jeśli ów "sojusznik" wymknie się spod kontroli i wzorem Osamy bin Ladena zdecyduje się na walkę przeciwko USA?

Według relacji Clarka problemem tym jest wspierany przez al-Assada libański Hezbollah stanowiący zaplecze dla palestyńskich bojowników. Sam prezydent Syriiw wywiadzie udzielonym niedawno rosyjskiemu tygodnikowi Izviestia potwierdził te informacje twierdząc, że wojna terrorystów przeciwko jego państwu została wywołana przez Stany Zjednoczone, które poprzez militarne i logistyczne wspieranie Izraela dążą do destabilizacji całego Bliskiego Wschodu.

Zdaniem Assada organizacje te są w rzeczywistości pro-izraelskie i wspierane także przez Jerozolimę. "Kto pierwotnie stworzył te grupy? Były one na początku lat 80 tworzone przez USA i Zachód, za pieniądze Saudów, celem walki ze Związkiem Sowieckim w Afganistanie. Jeśli te grupy terrorystów są faktycznie tak groźne dla Izraela (...) to dlaczego walczyły z Sowietami, z Syrią i Egiptem podczas gdy nie przeprowadziły ani jednego ataku przeciwko Izraelowi?" - pyta.

"Terroryzm jest jak skorpion; może użądlić w każdej chwili. Nie można w związku z tym wspierać terroryzmu w Syrii i równocześnie walczyć z nim w Mali; nie może wspierać terroryzmu w Czeczenii i walczyć z nim w Afganistanie." - podsumował Assad.

Cały wywiad w j. angielskim dostępy na stronie syryjskiej telewizji

Wywiad z Wesleyem Clarkiem:


piątek, 2 stycznia 2015

Global Trends 2015: jak CIA przewidziała przyszłość świata w roku 2015

W roku 2000 CIA opublikowała raport analizujący aktualne trendy i próbujący przewidzieć jak będzy wyglądał świat 15 lat później. Z raportu "Global Trends 2015" nie dowiemy się o WTC, o upadku Saddama Husajna, ani o kryzysie gospodarczym, te wszystkie wydarzenia umknęły uwadze amerykańskich analityków, wciąż jednak wiele udało im się przewidzieć.


Dostrzegli oni przede wszystkim rosnącą, opartą na rozwoju nowych technologii informacyjnych globalizację, które znacząco zwiększy komunikację nie tylko między zwykłymi obywatelami i przedsiębiorstwami, ale też pomiędzy organizacjami przestępczymi: terrorystami, handlarzami narkotyków oraz broni i innymi grupami, które zacieśnią współpracę i usprawnią wymianę informacji między sobą. Będzie to wymagało od Stanów Zjednoczonych zupełnie nowej strategii i podejścia przy zupełnie nieznanej skali tego zjawiska w przyszłości.

Powyższy trend jest jednym z najbardziej trafnych jakie uwzględniono w raporcie, przyjrzyjmy się także kilku innym:


SPRAWDZONE

  • Wpływ wielkich i potężnych organizacji na stosunki międzynarodowe zaczyna być większy niż wpływ rządów.
  • Pomiędzy dniem dzisiejszym i rokiem 2015 taktyka terrorystów będzie znacznie bardziej wyrafinowana i nastawiona na osiągnięcie jak największej ilości ofiar.
  • Irak i Iran opracują w najbliższej przyszłości rakiety dalekiego zasięgu. Iran powinien testować podobne pociski już w tym roku.
  • Populacja świata przekroczy 7,2 miliarda ludzi,
  • Zasoby energii będą wystarczający by sprostać popytowi,
  • Gospodarka Chin prześcignie Europę z pozycji drugiej największej na świecie, ale wciąż pozostanie w tyle za Stanami Zjednoczonymi,
  • Europie nie uda się osiągnąć pełnego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi w tworzeniu globalnego systemu gospodarczego.


NIE SPRAWDZIŁO SIĘ


  • AIDS, głód i trwający gospodarcze i polityczne zawirowania sprawią, że populacja wielu afrykańskich państw spadnie.

A jak wyglądają prognozy dotyczące najważniejszych światowych graczy i regionów? Jak CIA widziała ich przyszłość w 2000 roku? 

Rosja
W latach 2000-2015 Moskwa będzie musiała sprostać oczekiwaniom stawianym wobec niej jako światowej potęgi przy równoczesnym, znacznym uszczupleniu posiadanych zasobów. Krytyczne znaczenie będzie miało to jak sprawowana będzie w Rosji władza, przypomnijmy, że raport pisano pod koniec bardzo trudnej dla Rosji dekady, tuż po tym jak Władymir Putin objął rządy i nie wiedziano jak poradzi on sobie na tym stanowisku.

Japonia
Podstawowe pytanie to czy Tokio będzie w stanie dokonać strukturalnych reform pozwających przezwyciężyć trwające od lat problemy. Drugim problemem, z którym dzisiaj widzimy Japonia musi się zmagać, jest zmiana polityki obronnej tego kraju i reakcja na wzrost militarnego znaczenia Chin.

Bliski Wschód
Najbardziej problematyczny region miał w latach 2000-2015 przechodzić wiele istotnych zmiana, zarówno na płaszczyźnie demograficznej jak i procesów globalizacyjnych. Założono, że większość panujących tam reżimów pozostaje odpornych na zmiany a analiza trendów wskazuje na drobne, lecz pozytywne z punktu widzenia USA zmiany w regionie. Tu jak widzimy prognozy się nie sprawdziły. W wielu państwach doszło do drastycznych zmian politycznych i społecznych a chociaż na sytuację miały wpływ czynniki demograficzne i technologiczne (wykorzystanie internetu przez opozycjonistów, młodzi jako główny nośnik zmian), to jednak sytuacja jest znacznie gorsza od oczekiwanej w 2000 roku.

czwartek, 11 grudnia 2014

Co ukrywano w tajnych więzieniach CIA? Jakie tortury stosowała najpotężniejsza agencja wywiadowcza świata?

We wtorek ukazał się długo oczekiwany raport senatu USA poświęcony prowadzonemu przez CIA programowi aresztowań i przesłuchań. Agencja zgromadziła w tej sprawie ponad 6 milionów dokumentów, w tym nagrań i koresponencji a jego całościowe opracowanie w senackim raporcie zajęło aż 6 tysięcy stron maszynopisu. Znalazły się w nim informacje na temat sposobów przetrzymywania więźniów i technik przesłuchań na członkach organizacji terrorystycznych po 11 września 2001 roku. 


Dokument potwierdza wiele z teorii i doniesień, jakie krążyły wśród opinii publicznej w związku z działalnością agencji. Raport przyznaje między innymi, że z około 119 podejrzanych o terroryzm aresztanów przynajmniej 26 nie wymagało od razu zatrzymania.

Odrębną sprawę stanowi kwestia wykorzystywania dronów. Zwrócono bowiem uwagę na fakt, że za administracji Obamy wszyscy mężczyźni w wieku umożliwiającym noszenie broni i znajdujący się w strefie ataku, byli uznawani za potencjalne zagrożenie.

W obronie działań CIA stanął Biały Dom, który w specjalnym oświadczeniu wzywa do ostrożnego rozróżnienia między działaniami opisanymi w raporcie a skutkami działań agencji, której pracownicy: „niezmordowanie pracowali nad zniszczeniem rdzenia Al-Kaidy, zaprowadzeniem Osamy bin Ladena przed oblicze sprawiedliwości, a także powstrzymaniem operacji terrorystycznych i ataków”.

Cheney was also unrepentant, saying “it was the right thing to do” and adding, “If I had to do it over again. I would do it. Wiceprezydent Dick Chenney stwierdził, że CIA działała z upoważnienia rządu i jej operacje były „tym co trzeba było zrobić”, dodał też, że jeśli miałby oporów by, jeśli zaszłaby taka potrzeba, zrobić to jeszcze raz.

A jakie metody torturowania zatrzymanych stosowała CIA? Oto niektóre z nich:
  • stawanie na złamanej stopie,
  • grożono rodzinom przesłuchiwanych, w tym gwałtem na matce jednego z nich,
  • "waterboarding", podczas których dwóch z więźniów niemal utonęło,
  • jeden z przetrzymywanych stracił podczas pobytu w więzieniu oko,
  • nie pozwalano im zasnąć ponad 180 godzin,
  • co najmniej jedna osoba zginęła podczas przesłuchań, jednak osoba odpowiedzialna za jej śmierć nie poniosła konsekwencji,tortury stosowano zanim zaproponowano jakąkolwiek współpracę,

Czy są to metody drastyczne? Zdaniem opinii publicznej tego typu działalność jest karygodna i zapewne skończy się poważnymi konsekwencjami dla wielu pracowników CIA i ich mocodawców.



wtorek, 20 maja 2014

Wojna z terrorem: po 13 latach liczba ataków wzrosła o 43%!

Minęło 13 lat odkąd George W. Bush w swoim słynnym przemówieniu po atakach na World Trade Center zapowiedział początek wojny z terroryzmem. Mówił wówczas, że będzie to trudna wojna prowadzona na wielu frontach, ostatecznie jednak wygrają. Czy po tylu latach możemy już mówić o zwycięstwie? Czy trwająca 13 lat wojna z terroryzmem przyniosła spodziewane owoce?


Niezbyt optymistycznych danych dostarcza nam ostatni oficjalny raport Departamentu Stanu USA (Country Reports on Terrorism 2013). Ten coroczny, publikowany pod koniec kwietnia raport poświęcony jest zagadnieniom globalnego terroryzmu, działaniom antyterrorystycznym, organizacjom a także trendom jakie można zaobserwować na świecie.

Jednym z podstawowych wniosków jakich dostarcza nam raport jest fakt, że ilość ataków, porwań, zgonów i ran odniesionych w wyniku działalności terrorystycznej wzrosła w ostatnim roku aż o 43%!

Za jedną z głównych przyczyn ponownego wzrostu działań terrorystycznych autorzy uznają między innymi wpływ mediów społecznościowych, który pozwala komunikować się wszelkiej maści grupom a także rekrutować nowych ludzi. Drugim silnym czynnikiem jest wojna domowa w Syrii, która stała się poligonem dla wielu międzynarodowych organizacji islamskich przyciągającym kolejnych ochotników z praktycznie całego świata. Jako zagrożenie wciąż wymieniana jest Al-Kaida, której struktura organizacyjna po stratach poniesionych w Afganistanie i Pakistanie przekształciła się w zdecentralizowaną sieć, której główne węzły znajdują się na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

W 2013 roku miało miejsce 9 707 ataków terrorystycznych (w 2012 6 771 z 11 000 ofiar), w wyniku których śmierć poniosło łącznie 17 800 osób, zaś 32 500 zostało rannych. Szczególnie narażone na ataki państwa to: Afganistan, Indie, Irak, Pakistan, Nigeria, Filipiny, Somalia, Syria, Tailandia i Jemen.

Świat zachodni był wstrząśnięty ostatnimi atakami w Bostonie, jednak jak widać jest to wyjątek od reguły. Wygląda bowiem na to, że wojnie z terroryzmem udało się osiągnąć dwa rezultaty:

1) większość ataków ma miejsce poza terytorium USA (i szerzej: państw zachodnich),

2) organizacje terrorystyczne uległy decentralizacji i nie posiadają już tak silnych personalnych powiązań z dawnymi strukturami CIA,

Wygląda na to, że jedyne cele jakie udało się osiągnąć to cele propagandowe. Chyba, że od początku prawdziwe cele "wojny z terrorem" były zupełnie inne.



wtorek, 1 października 2013

IED - czy wiesz co oznacza ten skrót?

Średnio na całym świecie co miesiąc rejestrowanych jest blisko 1000 przypadków użycia IED. Stosujących je ludzi nie obchodzą międzynarodowe konwencje, traktaty czy granice - za to ich ofiarą bardzo często padają zwykli cywile. Liczba ofiar IED wciąż rośnie czy to już zmora naszych czasów?

www.inertproducts.com
Powszechny dostęp do informacji, specyfika współczesnego pola walki, ale przede wszystkim rosnąca ilość niestabilnych politycznie obszarów sprawiają, że IED stają się coraz popularniejsze. Przede wszystkim jednak rozwińmy skrót - IED oznacza Improvised Explosive Device (improwizowane urządzenie wybuchowe) i jest niczym innym jak bombą zbudowaną w domowych warunkach. Twórcą IED może być każdy, pomimo nieustających prób ze strony rządów i organizacji walczących z terroryzmem w sieci wciąż udostępniane są instrukcje umożliwiające ich skonstruowanie. Z IED korzystali autorzy zamachów w Oklahoma City (1995), podczas igrzysk olimpijskich w Atlancie (1996), ataków w Madrycie (2004) i w Londynie (2005). Z IED korzystał również Anders Breivik dokonując zamachów na rządowe budynki w stolicy Norwegii. Dziś IED na co dzień eksplodują między innymi Turcji, Syrii, Peru, Rosji, Iraku, Afganistanie, w Indonezji i w Kaszmirze.

Jeśli 11 września 2001 określić możemy jako początek wojny z terroryzmem, to w ciągu 10 ostatnich lat doszło do pewnej istotnej zmiany - nie mamy już bowiem do czynienia z jedną wszechwładną organizacją terrorystyczną za jaką uchodziła jeszcze niedawno Al-Kaida, ale z całą siecią luźno ze sobą połączonych grup i niewielkich organizacji, które bardzo często łączy nie tyle wspólny cel, co wspólny wróg. Do tego dochodzą także tak zwane "samotne wilki", takie jak wspomniany już Anders Breivik czy zamachowiec z Tuluzy. 

Jak wskazują w swoim raporcie pracownicy amerykańskiego Homeland Security jednym z głównych zagrożeń IED jest to, że ładunki tego typu są bardzo trudne do wytropienia, z jednej strony bowiem ich twórcy działają zupełnie w pojedynkę i w ten sposób aż do dokonania zamachu mogą pozostawać dla służb wywiadowczych zupełnie anonimowymi, z drugiej zaś bomby mogą być konstruowane z elementów, które bardzo trudno śledzić na co dzień. 

Bomby domowej roboty nie są rzecz jasna nowym zjawiskiem, były wykorzystywane już w XIX wieku przez ówczesnych anarchistów, również partyzanci podczas II Wojny Światowej samodzielnie konstruowali materiały wybuchowe. Różnica polegała jednak na tym, że wówczas celami ataków były przede wszystkim instytucje i konkretne osoby związane z pewnymi ośrodkami władzy, dziś celem a także głównymi ofiarami zamachowców są przede wszystkim cywile, których liczba nieustannie rośnie (patrz wykres niżej).



http://publicintelligence.net


źródło: publicinteligence/defenceone/dhs.gov

piątek, 26 października 2012

Cztery generacje działań wojennych

fot. nomadzik/sxc.hu
Wielkie pola bitwy odeszły w niebyt. Nie ma już dowódców zagrzewających swoich podwładnych do szarży, nie ma też ogromnych dywizji pancernych równających z ziemią wszystko co napotkają na swojej drodze. Skończyły się też czasy kiedy wojna prowadzona jest jedynie przez państwa a wszyscy inni zmuszeni są wcześniej czy później wziąć stronę któregoś z nich Dzisiejsza wojna prowadzona jest w zupełnie inny sposób, walkę prowadzić może dosłownie każdy – zorganizowana międzynarodowa siatka terrorystów, globalna korporacja, demokratyczne państwo i pojedynczy samotnik. Granice mają płynny charakter, a zaatakowany może być dowolny obiekt. Oto wojna czwartej generacji. 


William Lind/
źródło: lewrockwell.com
Historycy i teoretycy zajmujący się wojskowością doszukali się w epoce nowożytnej aż czterech generacji działań wojennych. Istotny jest tutaj szczególnie wyróżnik mówiący, że mamy do czynienia z epoką nowożytną. Jak zauważa William S. Lind przełomową datę stanowi tutaj rok 1648, w którym to podpisano Pokój Westfalski kończąc tym samym wojnę trzydziestoletnią. Zdaniem Linda wraz z zawarciem traktatu ogromne znaczenie zaczęły zyskiwać armie zawodowe a toczenie wojen stało się przede wszystkim domeną organizmów państwowych. Wcześniej nie było to tak oczywiste, w działaniach wojennych uczestniczyły bowiem również najprzeróżniejsze prywatne armie należące do znaczących rodzin, biskupów, plemion czy korporacji handlowych. W wyniku Pokoju Westfalskiego ostatecznie ukonstytuowała się natomiast zawodowa armia pierwszej generacji, w której ogromną rolę zaczęto przykładać do ścisłej hierarchii w dowództwie, walki na polu bitwy przy użyciu armat i muszkietów a przede wszystkim prowadzenia ataku w równym szeregu. Ten typ wojny prowadzenia działań wojennych utrzymał się przez ponad 200 lat i zaczął się zmieniać dopiero w drugiej połowie wieku XIX. 

Wojny drugiej i trzeciej generacji 

Okres ten przyniósł przede wszystkim nowe rodzaje broni palnej w tym karabinów maszynowych, który siał spustoszenie wśród stojących w szeregu żołnierzy. Z tego też względu walczące strony zmuszone były do kompletnej zmiany taktyki i przebudowy swojej armii. Wkrótce zniknęły kolorowe, zdobione mundury a na ich miejsce pojawiły się szarozielone uniformy pozwalające lepiej ukryć się przez strzelającym przeciwnikiem. Koniec wojen starego typu zaczął być widoczny przede wszystkim podczas wojny secesyjnej w Ameryce, z kolei w Europie do nowej taktyki przygotować musieli w pierwszej kolejności Francuzi i Prusacy toczący ze sobą wojnę w latach 1870-1871. To między innymi fakt nieustannych napięć między Niemcami i Francją sprawił, że właśnie w tych państwach wypracowano modele wojny drugiej i trzeciej generacji. 

W swojej strategii walki Francuzi polegali przede wszystkim na sile ognia swojej artylerii, która wpierw niszczyła pozycje wroga a dopiero za nią szła piechota. Wymagało to rzecz jasna dokładnie opracowanych planów działania a także dużej dyscypliny wśród żołnierzy, gdzie każda indywidualna inicjatywa mogła prowadzić do zakłócenia wcześniej opracowanej strategii działania. 

Model francuski zainspirował między innymi Stany Zjednoczone, które podczas I Wojny Światowej przyswoiły sobie rozwiązania stosowane przez swojego sojusznika. Zdaniem Linda francuski model prowadzenia walk pomimo ogromnego postępu technologicznego jest wciąż fundamentem strategii działania Stanów Zjednoczonych. Ciężką artylerię zastąpiło lotnictwo i zdalne systemy naprowadzania, wciąż jednak amerykański żołnierz nastawiony jest przede wszystkim na realizowanie jasno sprecyzowanych zadań i nie jest przygotowywany do szybkiego przemieszczania się po terytorium wroga. 

Blitzkrieg, czyli wojna błyskawiczna – to rzecz jasna główna strategia Niemiec i równocześnie typ działań wojennych trzeciej generacji. W przeciwieństwie do Francuzów Niemcy stawiali przede wszystkim na elastyczność i zdolność szybkiego przemieszczania się wojsk. W ten sposób podczas II Wojny Światowej żołnierze Wehrmachtu byli w stanie przemieszczać się nawet o 40 kilometrów dziennie ciężką artylerię i lotnictwo niejednokrotnie pozostawiając z tyłu. Może to zaskakiwać, ale to właśnie w armii niemieckiej starano się promować indywidualną inicjatywę oraz pomysłowość, wszystko po to by przede wszystkim osiągnąć zamierzone cele. To, jak je osiągnięto było dla dowództwa rzeczą drugorzędną. 

Czas na czwartą generację 

Tak jak wspomniałem wcześniej metoda działania Stanów Zjednoczonych opiera się na zmodyfikowanych metodach francuskich. Widać to na przykładzie prowadzonych przez USA wojen – w Wietnamie w pierwszej kolejności prowadzono naloty a dopiero w drugiej kolejności na terytorium wroga wkraczała piechota, podobną strategię obrano również w Iraku. W ostatnich latach doszło jednak do wyraźnej zmiany paradygmatu i państwa stanęły w obliczu zupełnie nowego przeciwnika. Wojna czwartej generacji jest niejako powrotem do czasów sprzed Pokoju Wersalskiego. Na arenie dziejów podmiotowość odzyskały struktury niezależne od państw, z którymi walka nigdy nie doprowadzi do utworzenia linii frontu. Współczesny przeciwnik nie posiada terytorium, stolicy ani pól, które można zniszczyć. Zaszkodzić można mu jedynie poprzez zablokowanie kont bankowych i źródeł finansowania ze strony rozsianych po całej planecie sympatyków. Przeciwnik ten jest nieuchwytny a jego struktura organizacyjna niejasna. Może zaatakować w dowolnym miejscu na globie używając do tego dowolnych środków. Najbardziej oczywistym przedstawicielem współczesnej organizacji militarnej czwartek generacji wydaje się być Al-Kaida, jednak do grupy tej zaliczyć możemy jeszcze wiele innych, takich jak choćby kolumbijski FARC, libański Hezbollah czy irlandzka IRA. 

Wojny czwartej generacji prowadzone są w sposób zdecentralizowany, często mieszkańcy określonych terytoriów nie wiedzą o tym, że w ich okolicy prowadzone są działania wojenne. Wiele wydarzeń odbywa się po cichu i jedynie spontanicznie staną się one obiektem zainteresowania dziennikarzy. Współczesne państwa stanęły w obliczu wojny z nieuchwytnym przeciwnikiem mogącym zaatakować w dowolnym zakątku globu, czas pokaże czy podołają temu nowemu zagrożeniu. Przy okazji warto zadać sobie pytanie - jeśli działania wojenne prowadzone są w taki a nie inny sposób to czy faktycznie możemy mówić o światowym pokoju? A może Trzecia Wojna Światowa zaczęła się już dawno temu a my nic o tym nie wiemy?


piątek, 19 października 2012

Al-Kaida - światowi terroryści czy globalny spisek?

Globalna siatka Al.-Kaidy oskarżana jest o przeprowadzenie lub bezpośrednią inspirację najpoważniejszych zamachów terrorystycznych ostatnich lat. To właśnie przeciwko Al-Kaidzie wypowiedziana została trwająca już jedenaście lat wojna z terrorem. Czy jednak wiemy przeciwko komu toczy się walka? 

Globalny terroryzm i Al.-Kaida to słowa, które pojawiają się ze sobą w parze praktycznie bez przerwy. Organizacja ta od czasu ataków na World Trade Center 11 września 2001 roku stała się symbolem globalnego zagrożenia atakami terrorystycznymi i walczącego islamskiego fundamentalizmu. Pomimo ogłoszonej przez prezydenta George’a W. Busha ponad 11 lat temu wielkiej wojny z terroryzmem, bardzo trudno jest jednoznacznie orzec czy w tym czasie Al-Kaida w jakikolwiek sposób osłabła, czy też wręcz przeciwnie, jest silna jak nigdy wcześniej. 

Al-Kaida jest międzynarodową siatką terrorystyczną o globalnym zasięgu skupiającą przede wszystkim sunnitów. Powstała w roku 1988 podczas trwania wojny sowiecko-afgańskiej. Jej założycielem był członek znaczącej saudyjskiej rodziny Osama Bin Laden skupiając wokół siebie radykalnych muzułmanów pragnących doprowadzić do powołania światowego kalifatu i powszechnego prawa islamskiego. Zadaniem organizacji była centralizacja i koordynacja działań bojowników a także szkolenie i podnoszenie ich umiejętności. W wywiadzie udzielonym w październiku 2001 roku Bin Laden wyjaśnił znacznie nazwy organizacji: 

Nazwa al-Kaida powstałą dawno temu zupełnie przypadkiem. Abu Ebeida El-Banashiri (jeden z prominentnych członków siatki – przyp. VO) powołał obozy treningowe dla mudżahedinów walczących z rosyjskim terroryzmem. Zwykliśmy nazywać te obozy Al-Kaida (arab. Baza). Nazwa się przyjęła. 

Na samym początku istnienia grupa była finansowana głównie przez samego Bin Ladena (on sam z resztą był przez dłuższy czas wspierany przez CIA), jednak po atakach z 11 września większość jego kont została zablokowana i Al-Kaida musiała znaleźć inne źródła pieniędzy. Według doniesień, między innymi amerykańskich agencji rządowych, ale również Wikileaks, w późniejszym okresie organizacja czerpała zyski głównie z handlu heroiną oraz ze wsparcia bogatych sponsorów z krajów arabskich (szczególnie z Arabii Saudyjskiej). 

Najsłynniejsze przeprowadzone ataki: 

1992 zamachy bombowe w hotelach w Aden w Jemenie (zginęły 2 osoby),
1993 atak na Word Trade Center (zginęło 6 osób),
1996 nieudana próba zamachu na Billa Clintona
1998 zamach bombowy na ambasadę USA we Wschodniej Afryce,
 2000 atak na niszczyciel U.S.S. Cole
2001 ataki na World Trade Center oraz Pentagon 



Prawdziwa al-Kaida 

W opublikowanej niedawno przez Stratfor analizie, eksperci tego prywatnego ośrodka wywiadowczego podjęli się próby zdefiniowania czym w istocie jest ta tajemnicza organizacja, która u jednych stała się synonimem największego zła i źródła największych zagrożeń z jakimi radzić sobie musi świat współczesny, u innych zaś jej członkowie uznawani są za wielkich bojowników walczących o słuszną sprawę. W rzeczywistości trudno mówić o jednej ściśle określonej siatce Al-Kaidy. Można mówić o jej ścisłym „rdzeniu” skupionym wokół jej aktualnego lidera, Egipcjanina Aymana al-Zawahiriego oraz o mniejszych, często od siebie niezależnych i nie wiedzących o sobie sieciach małych organizacji również działających pod tym szyldem. W istocie to właśnie one są dziś zdaniem Stratfor najpoważniejszym zagrożeniem. Sam Al-Zawahiri i inni członkowie „rdzenia” organizacji pomimo, że nie został schwytany, pozostaje we względnej izolacji ukrywając się gdzieś na pograniczu Pakistanu i Afganistanu, jednak legenda Al-Kaidy pozostaje na tyle silna, że grupy radykalnych muzułmanów decydują się wykorzystać ich nazwę i samodzielnie podjąć się walki, której celem jest ustanowienie światowego kalifatu. Co więcej, jak pokazują wydarzenia ostatnich lat, obalenie dotychczasowych przywódców państw islamskich bardzo często prowadzi do sytuacji, kiedy w budowie nowych struktur władzy uczestniczą wojujący islamiści, którym w wielu przypadkach światopoglądowo bardzo blisko do Al-Kaidy, stąd główne zagrożenie nie płynie od samej organizacji (a raczej jej „rdzenia”), lecz od anonimowych muzułmanów zafascynowanych dokonaniami Bin Ladena i jego popleczników. 

Al-Kaida nie istnieje 

Zupełnie inną opinię ma cytowany niejednokrotnie na blogu „Kod Władzy” James Corbett. Opublikował on niedawno film dokumentalny o wszystko mówiącym tytule „.Al-Qaeda doesn’t exist” („Al-Kaida nie istnieje”), w którym bada on materiały dotyczące tej organizacji aż do jej początków pod koniec lat 80-tych w Afganistanie. Na stronie filmu przejrzeć można szereg źródeł, materiałów filmowych, wywiadów oraz pojedynczych wypowiedzi mających świadczyć o tym, że cała działalność najsłynniejszej terrorystycznej organizacji świata jest niczym innym jak tylko jedną wielką operacją fałszywej flagi. 

Corbett od dawna był sceptyczny co do natury Al-Kaidy i jej założyciela prezentowanej przez media głównego nurtu, wskazywał on na wiele niejasności związanych ze śmiercią Bin Ladena oraz na fakt jego współpracy z CIA. W opinii Corbetta saudyjski milioner był nikim więcej jak jedynie stałym współpracownikiem amerykańskiego wywiadu (kryptonim „Tim Osman”) i straszakiem mającym na celu usprawiedliwienie zamachów terrorystycznych przeprowadzonych na terytorium USA a także znacznego zaostrzenia przepisów bezpieczeństwa na terenie Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie bowiem głównymi celami jakie przyświecają amerykańskim elitom jest ograniczenie praw obywatelskich oraz przejęcie i utrzymywanie kontroli nad Afganistanem, którego położenie jest ze wszech miar strategiczne. Kraj ten leży na dawnym jedwabnym szlaku, stanowi naturalną bramę do serca Eurazji oraz niebezpiecznie przybliża wojska USA do rosyjskich granic.

Nowe zamachy

W ostatnim czasie ponownie doszło do serii zamachów terrorystycznych skierowanych przede wszystkim przeciwko Stanom Zjednoczonym. Celem zamachów stały się ambasady amerykańskie leżące między innymi w Libii, Egipicie, Jemenie i w Tunezji. Wszędzie tam doszukuje się wpływów i inspiracji ze strony Al-Kaidy. Czy tak jest naprawdę? Czy chowający się gdzieś w górach pakistańsko-afgańskiego bojownicy faktycznie są w stanie podburzyć tłumy tysiące kilometrów od nich? A może aktywna jest zupełnie inna komórka terrorystów? Pewne jest jedno, w opublikowanych na początku października wynikach sondażu wynika, że poparcie Amerykanów dla wojny z terroryzmem, znowu rośne.



Zbigniew Brzeziński do dżihadystów: wasza walka jest słuszna!




piątek, 21 września 2012

Wojna bez jednego wystrzału

Może to zabrzmieć radykalnie i przewrotnie, ale wielka globalna wojna trwa już teraz. Choć oficjalnie nikt jeszcze nie wystrzelił jednego pocisku. 

fot. Deesilustration.com
O kolejnych zapowiedziach wybuchu wielkiego konfliktu, który przerodzić się może w III Wojnę Światową informowaliśmy na blogu "Kod Władzy" wielokrotnie. Dużym zainteresowaniem cieszyły się między innymi przepowiednie szejka Nazima, który zapowiadał wybuch wojny na początku arabskiego miesiąca Muharram (przełom października i listopada). Z kolei rosyjski polityk, Władymir Żyrinowski wieszczył, że III Wojna Światowa wybuchnie w lipcu 2012 roku. Mamy wrzesień i chociaż trwają walki w Libii i w Syrii, na Kaukazie wciąż jest niespokojnie a Izrael nieustannie zapowiada, że dojdzie do ataku na Iran, to wciąż trudno mówić o wielkim konflikcie. Czy trwa pokój? A może jednak wojna już dawno się zaczęła a my tego nawet nie zauważyliśmy? 

Nowa Zimna Wojna 

Ponad 20 lat temu skończyła się Zimna Wojna między NATO i państwami Układu Warszawskiego, która choć nigdy nie doprowadziła do wybuchu wielkiego, globalnego konfliktu to jednak sprawiała, że świat trwał w nieustannym napięciu, a w różnych rejonach świata wybuchały mniejsze lub większe wojny, których inspiratorem prawie zawsze była któraś ze stron. W ukryciu wciąż działały służby wywiadowcze, budowane były coraz to nowe sieci szpiegowskie, trwała wojna propagandowa, a w różnych miejscach nagle ginęli ludzie. 

Debora Plunket z National Security Agency, której zadaniem jest dbanie o bezpieczeństwo rządowych sieci komputerowych USA przyznała oficjalnie, że jej zdaniem już w przyszłym roku Kongres zatwierdzi nową ustawę dotyczącą kwestii zabezpieczeń w sieci. Plunket stwierdziła, że cyberataki dokonywane przez pewne państwa osiągają ogromną skalę i prowadzą do napięć jakich nie obserwowano od czasu zakończenia Zimnej Wojny. Co warto podkreślić, dla amerykańskich władz tym razem zagrożenia nie stanowić mają trudne do zlokalizowania grupy terrorystów bądź hackerów, lecz konkretne państwa, przede wszystkim Chiny i Rosja. 

Przypomnijmy kilka istotnych wydarzeń jakie miały miejsce w ostatnim czasie: kilka miesięcy temu władze w Moskwie zdelegalizowały szereg działających na rosyjskim terytorium organizacji pozarządowych, które miały w ich opinii być niczym innym jak tylko amerykańską agenturą wpływu. Z kolei jak podaje portal Globalsecurity.org ostatnie napięcia na linii Chiny-Japonia mogą być próbą sprawdzenia jak dużym poparciem Stanów Zjednoczonych cieszy się Kraj Kwitnącej Wiśni. Dobre stosunki między Waszyngtonie i Tokio opierają się wciąż na traktacie bezpieczeństwa zawartym między obydwoma państwami jeszcze w roku 1951. W opinii profesora stosunków międzynarodowych uniwersytetu w Pekinie, Shi Yinhonga do wybuchu ostatnich protestów doszło, gdyż „rząd chiński uważa, że Stany Zjednoczone zachęcają Japonię do podejmowania nielegalnych działań”. Za przykład trwającej wojny propagandowej posłużyć może również informacja, że tym samym czasie gdy Chiny odwiedzał sekretarz obrony Leon Panetta, Pekin zaprezentował w mediach nowy model swojego myśliwca J-31, który stanowić ma konkurencję dla słynnego amerykańskiego F-22

Oba państwa konkurują ze sobą na wielu płaszczyznach, wiele dziać się może szczególnie w rejonie Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku, gdzie Chiny starają się umocnić swoją pozycję wodując nowe okręty, a także budując lokalne bazy wojskowe. Stany Zjednoczone z kolei zdecydowały się odbudować infrastrukturę na Filipinach i zacieśnić kontakty z Australią. 

Mimo wszystko jednak prawdziwym frontem walki wciąż wydaje się pozostawać Syria. Poparcie udzielone przez Rosję i Chiny urzędującemu prezydentowi al-Assadowi, jest wyraźnym sygnałem, że państwa te nie pozwalają na powtórzenie wydarzeń, które miały miejsce rok temu w Libii. Syryjskie władze zbrojone są przez oba państwa, podczas gdy rebelianci wspomagani są przez USA i ich sojuszników. Czy nie przypomina to działań jakie kilkadziesiąt lat temu prowadzono choćby w Wietnamie? 

James Bond w sieci 

Przede wszystkim jednak pojawia się nowy rodzaj działań wywiadowczych prowadzonych w Internecie. Ich specyfika polega między innymi na tym, że o zwycięstwie nie decyduje posiadana infrastruktura, wyszkoleni agenci czy produkcja przemysłowa, lecz przede wszystkim innowacyjność. Nowe koncepcje i rozwiązania stają się w tym starciu najważniejszym narzędziem, które może ostatecznie przesądzi kto odniesie zwycięstwo w tym bezkrwawym starciu. 

W Wielkiej Brytanii chociażby, tamtejsza główna instytucja wywiadowcza, czyli MI5 prowadzi rekrutację bezpośrednio w sektorze IT, przede wszystkim zaś w małych i średnich przedsiębiorstwach. Dzisiejszy superagent to już nie tylko słynny agent 007, ale też hacker, który całe dnie spędza przed komputerem pisząc nowe, groźne oprogramowanie. Tylko w 2012 roku oprócz wspomnianych już wcześniej ataków na serwery USA, miały miejsce również próby przejęcia kontroli nad komputerami w Iranie, Izraelu czy Rosji. Ich potencjał, oprócz rzecz jasna możliwości przejęcia kontroli nad urządzeniami i informacjami przeciwnika, tkwi również w tym, że istniejące porozumienia i traktaty międzynarodowe wciąż nie są w stanie objąć wszystkich cyberataków, utrudniając tym samym ściganie sprawców. 

Trudno jest zbadać pełen potencjał wykorzystania w światowej walce o dominację Internetu i nowych technologii szpiegowskich. W dużej mierze pozostaje nam opierać się na strzępkach informacji, które docierają do nas za pośrednictwem różnego rodzaju serwisów informacyjnych. Kiedy ponad rok temu na blogu "Kod Władzy" opisane zostały kolejne ataki przeprowadzane za pośrednictwem dronów, mało kto bliżej zajmował się tym tematem a kolejne doniesienia docierały do nas sporadycznie. Teraz praktycznie każdy atak przy użyciu zdalnych samolotów (UAV) jest odnotowywany przez media a informacje na ten temat docierają do szerokich mas odbiorców. 

Podobnie rzecz ma się w przypadku cyberwojny. Jeszcze kilka miesięcy temu tematyka pojawiała się jedynie przy okazji spontanicznych doniesień na temat kolejnych włamań na serwery irańskich firm mających zajmować się tamtejszym programem atomowym czy też atakom typu DDOS prowadzonych przeciwko ACTA na rządowe serwery wielu państw. Dziś cyberwojna jest już w zasadzie niekwestionowanym faktem, będąc jednak częścią czegoś o wiele poważniejszego, nowej Zimnej Wojny.

sobota, 25 sierpnia 2012

„Samotne wilki” - szaleńcy, zimnokrwiści mordercy czy bezwolne narzędzia?

Zamachowcy, tak zwane "samotne wilki" działający w pojedynkę, otwierający ogień w zatłoczonych miejscach do niczego nie spodziewających się ludzi. Ich ataki stają się coraz częstsze, liczba ich ofiar wciąż rośnie. Czy jednak działają bez niczyjej inspiracji? 

Po udanym zamachu bombowym w Oslo, sprawca przez nikogo nie zatrzymany udaje się na wyspę Utoya, na której odbywa się obóz letni norweskiej Partii Pracy. Ubrany w policyjny mundur najpierw zwołuje wokół siebie jak największą ilość uczestników, następnie wyjmuje broń i zaczyna do nich strzelać. W sumie ginie 77 osób. 

fot.  tomskydive /sxc.hu
W marcu grupa modlących się żydów zostaje zabita przez 23-latka, który podczas ucieczki zabija kolejnych trzech żołnierzy francuskich. Po tym gdy policja otoczyła jego mieszkanie rzucił się z okna ginąc na miejscu. Wcześniej z jego ręki śmierć poniosło siedem osób. 

Praktycznie równo rok po wydarzeniach w Norwegii, w Aurora w stanie Colorado z zatłoczonej sali kinowej nagle wychodzi jeden z widzów. Po kilku minutach wraca, rzuca granat z gazem łzawiącym po czym otwiera ogień do przebywających tam ludzi. Ginie 12 osób. 

Wkrótce po tym do modlących się w świątyni w południowym Wisconsin Sikhów ogień otworzył mężczyzna uzbrojony w pistolet półautomatyczny. Po przybyciu na miejsce policji rozpoczęła się strzelanina, w wyniku której ranny został jeden z funkcjonariuszy. W pewnym momencie zamachowiec strzelił sobie w głowę, wcześniej zabijając 6 osób. 

Co łączy przytoczone powyżej wydarzenia? Wszystkie te wstrząsające historie miały miejsce w bardzo krótkim okresie, w ciągu zaledwie roku. Dwa miały miejsce w Europie, kolejne dwa na terenie Stanów Zjednoczonych, zawsze jednak zamachowcem był jeden samotny osobnik. Takich jak oni zwykło się nazywać „samotnymi wilkami”, lecz osoby bardziej wrażliwe na wszelakie „teorie spiskowe” mają na to jeszcze jedno określenie – „another lone nut”, czyli „kolejny samotny świr”. Podobnych im ludzi nie brakowało w historii, słynne są opowieści o zabójcach Abrahama Lincolna, Johna Fitzgeralda Kennedy'ego czy Martina Luther Kinga. Wcześniej również zdarzali się zamachowcy, którzy działając z sobie tylko znanych pobudek podkładali bombę w budynkach rządowych (zamach w Oklahoma City) czy tez wysyłali materiały bombowe pocztą (Unabomber). 

wtorek, 8 listopada 2011

Szokująca relacja likwidatorów bin Ladena

Dziennik Polska The Times doniósł, że komandosi elitarnej amerykańskiej jednostki "Foki" ujawnili prawdziwe szczegóły operacji, w czasie której zabito Osamę bin Ladena. Krytykują polityków, że za wcześnie ujawnili fakt zabicia terrorysty. Zgodnie z ich relacją Osama bin Laden zginął w 90. sekundzie po tym, jak komandosi wylądowali na terenie posiadłości, gdzie się ukrywał, a nie po długiej i zaciętej walce. Tak wynika z pierwszej oficjalnej relacji jednostki uczestniczącej w szturmie. Operację przeprowadzono z chirurgiczną precyzyjną - wystrzelono tylko 12 pocisków. Oburzeni komandosi amerykańskiej marynarki wojennej Navy SEALs, jak czytamy w relacji postanowili przemówić i zdementować wersję wydarzeń przedstawioną przez polityków, którzy zrobili z nich bezwzględnych morderców, gotowych na rozkaz zabić z zimną krwią. 

Tyle rewelacje. Skoro tak to zadajmy sobie pytanie, jakim cudem podczas owej chirurgicznej operacji, w dwunastu strzałach zabito terrorystę? Z relacji amerykańskiej administracji wynikało, że bin Laden został zabity pod koniec operacji, podczas gdy w rzeczywistości zginął na samym jej początku. Pfarrer twierdzi, że gdyby bin Laden się poddał, zostałby ujęty.

Jak widać cuda się zdarzają. Tyle tylko, że w kontekście przytoczonych zeznań jasno wynika, iż śmierć bin Ladena była nie wynikiem zdesperowanej obrony a wręcz przeciwnie stała się wynikiem przyjętego z góry założenia.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf