Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fukushima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fukushima. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2015

Skażenie radioaktywne: w okolicach Czarnobyla drzewa nie ulegają rozkładowi

Skutki wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu są odczuwane do dzisiaj, chociaż ludzie już tam praktycznie nie mieszkają to rośliny i zwierzęta wciąż żyją na tamtym obszarze. Niektóre gatunki praktycznie już się tam jednak nie pojawiają, inne występują w nadmiarze. Mało co jednak ulega tam gniciu.

tzw. Czerwony Las, jeden z najbardziej skażonych obszarów


W przyszłym roku minie 30 lat od tragedii w Czarnobylu, kiedy to w wyniku awarii reaktora atomowego doszło do wybuchu i powstania ogromnej, radioaktywnej chmury, która przeszła nad znaczną częścią Europy. Wskutek katastrofy pobliskie miasto Prypeć oraz okoliczne wsie praktycznie zupełnie się wyludniły a na napromieniowany teren zaczęła powoli wkraczać przyroda.

To właśnie zwierzęta i rośliny, które żyją w strefie skażenia stanowią doskonały obiekt badawczy dla naukowców chcących dowiedzieć się jaki realnie wpływ ma napromieniowanie na żywe organizmy. Do tej pory zaobserwowano między innymi, że żyjące tam populacje ptaków mają ok.5% mniejsze mózgi niż osobniki tego samego gatunku, które można spotkać gdzie indziej. Ponadto, znikły niektóre gatunki owadów, takich jak choćby cykady, z kolei znacznie więcej znaleźć tam można pająków (podobne obserwacje poczyniono w Fukushimie).

Co szczególnie interesujące to fakt, że większość małych ssaków, gadów i płazów unika miejsc gdzie skażenie jest najwyższe żyjąc głównie w czystszych rejonach strefy, naukowcy zwracają też uwage, że niektóre gatunki wytworzyły już teraz mechanizmy lepszego radzenia z promieniowaniem niż inne.


A co ze światem roślin? Tutaj mamy do czynienia z jeszcze bardziej zaskakującą obserwacją. Jak podaje bowiem portal iflscience.com w okolicach umarłe drzewa...nie ulegają rozkładowi nawet po tylu latach. Liście, gałęzie i pnie drzew, wszystko to pozostaje nienaruszone i praktycznie nie podlegają gniciu. Podczas przeprowadzonego kilka lat temu eksperymentu stwierdzono, że znacznie wolniejszy rozkład może byc wywołany znacznym spadkiem ilości żyjącym w tamtejszych lasach grzybów i mikrobów, które w naturalnych warunkach szybko dokonałyby dekompozycji liści i innych odpadów organicznych. W efekcie do gleby trafia mniej związków mineralnych i drzewa w okolicach Czarnobyla rosną znacznie wolniej niż gdzie indziej.

wtorek, 10 lutego 2015

Ogromny wzrost zachorować na raka w rejonie Fukushima. Szacuje się, że liczba wzrosła aż o 6000%!

Czy ktoś pamięta jeszcze co stało się w Fukushimie? Czy pomimo upływu czasu sytuacja została opanowana i okolice elektrowni są już bezpieczne? Rząd japoński twierdzi, że tak, jednak zdaniem autorów szokującego reportażu fakty przeczą temu co mówią władze.


 



Rejon Fuskuhimny jest skażony w ogromnym stopniu i pomimo prób zatuszowania sprawy ze strony rządu osoby takie jak Chieko Shiina ujawniają kolejne szokujące informacje o stanie zdrowia osób żyjących w pobliżu uszkodzonej elektrowni.


Według relacji pracującej dla Fukushima Collaborateive Clinic Shiimy w ostatnich latach możemy mówić wręcz o eksplozji zachorowań na raka, białaczkę, ogromną ilość ataków serca oraz wiele innych powikłań. Szacuje się, że tylko w najbliższej okolicy uszkodzonego reaktora liczba odnotowanych schorzeń wzrosła aż o 6000%.

Równocześnie w mediach panuje kompletna cisza na temat faktycznych skutków katastrofy, sami Japończycy twierdzą, że sprawa jest tuszowana przez rząd premiera Abe, który ma się obawiać konsekwencji ujawnienia faktów na temat skali zniszczeń jakich dokonało uszkodzenie elektrowni.

Cały reportaż na temat aktualnej sytuacji w okolicach elektrowni można obejrzeć poniżej:



czwartek, 5 czerwca 2014

Tajemnicze istoty z głębin znajdowane na brzegu. Co się dzieje?

W ostatnim czasie w różnych częściach świata wyłowiono wiele, niezwykle rzadkich okazów ryb żyjących w morskich głębinach. Póki co nie udało się ustalić przyczyny zjawiska.

fot. SOTT.net


Żyją w głębokich czeluściach oceanów, gdzie w ogóle nie dociera światło słoneczne a ludzie zapuszczają się tylko okazjonalnie. Często widzimy ich zdjęcia i ciężko nam uwierzyć, że podobne istoty w ogóle są na Ziemi. Co jednak, gdy istoty z głębi oceanów nagle zostaną wyłowione na plaży i dzieje się to częściej niż dotychczas?

Jak donosi Anna Martin na portalu Sign of Times w ostatnim czasie zaobserwowano wiele gatunków ryb, które rzadko są widywane tak blisko powierzchni:

  • 1 maja u wybrzeży rzeki Connecticut złowiono długi na 7 stóp okaz jesiotra,
  • 3 maja w pobliżu Florydy złowiono niezwykle rzadki okaz mitsukuriny (rekina-chochlika),
  • 4 maja na południowoafrykańskiej plaży znaleziono niezidentyfikowany póki co gatunek ryby o ogromnych zębach, podejrzewa się, że może to być rodzaj mutanta,
  • 4 maja w pobliżu Indii rybak złowił Rhinochimaerę, żywą skamielinę na co dzień żyjącą na dużych głębokościach, 
Rhinochimaera/ fot. SOTT.net

  • 8 maja w Japonii znaleziono okaz rekina wielkogębowego, w historii tego kraju udało się trafić jedynie na 13 okazów tego gatunku,
  • 16 maja u wybrzeży Karoliny Północnej złowiono niezwykle rzadki okaz ryby z gatunku żaglonowatych,
  • 16 maja na plaży w południowo-zachodniej Walii trafiono na ogromny okaz meduzy, która w ogóle nie występuje na tym obszarze,
  • 17 maja niedaleko Pensacoli na Florydzie znaleziono nie zidentyfikowany do tej pory okaz wielkiej ryby o "prehistorycznym wyglądzie", 
fot. SOTT.net


Na tym jednak nie koniec, wiosną tego roku zarejestrowano również wiele innych, nienaturalnych zachowań wśród zwierząt morskich. Przykładowo w USA, u wybrzeży Pacyfiku znaleziono stado ponad 650 lwów morskich, wykończonych i odwodnionych, podobne wydarzenie miało miejsce w styczniu bieżącego roku. Jedną z teorii tłumaczących to zjawisko jest spadek populacji sardynek, którymi żywią się zwierzęta.

Z kolei u wybrzeży Japonii wielokrotnie widziano ostatnio wstęgora królewskiego, rybę będącą najprawdopodobniej jednym ze źródeł legend o wężach morskich. Żyje głęboko pod wodą, najczęściej od 20 do nawet 200m pod powierzchnią i bardzo rzadko zdarza mu się wypłynąć. Według wierzeń Japończyków jego pojawienie się wróży kataklizm, aż kilkanaście ryb tego gatunku morze wyrzuciło na brzeg po trzęsieniu ziemi w 2011 roku. Ostatnio dwie sztuki znaleziono również w Kalifornii, oba były zdrowe a na ich ciałach brak było jakichkolwiek obrażeń.

Co to wszystko oznacza?

W ostatnich latach mieliśmy wiele poważnych kataklizmów związanych z morzem, regularnie pojawiają się huragany, w Zatoce Meksykańskiej doszło do ogromnego wycieku ropy, a w Japonii miała miejsce katastrofa w Fukushimie. Jak jednak wytłumaczyć obecność na powierzchni zwierząt, które zazwyczaj przebywają na ogromnych głębokościach? Co dzieje się w pobliżu dna morskiego? Póki co brak jednoznacznej odpowiedzi.

środa, 1 stycznia 2014

Bezdomni "sprzątają" w Fukushimie

Japonia wciąż nie poradziła sobie ze skutkami katastrofy w elektrowni atomowej w Fukushimie. Media głównego nurtu praktycznie w ogóle przestały się interesować tym wydarzeniem, chociaż procesowi napraw towarzyszą nieustanne skandale.

Do ostatniego doszło niedawno kiedy to agencja Reutersa w specjalnym raporcie poinformowała, że podwykonawcy firmy Obayashi, drugiej największej firmy budowlanej w Japonii, nielegalnie zatrudniali bezdomnych za głodowe stawki.

W proceder zamieszane były trzy największe organizacje przestępcze (Yamaguchi-gumi, Sumiyoshi-kai and Inagawa-kai), działające pod przykrywką podwykonawców Obayashi - w sumie agencji udało się naliczyć aż 733 przedsiębiorstwa, które podpisały umowę na oczyszczanie nuklearnych odpadów z terenu elektrowni. Cała organizacja miała charakter piramidy, na dole której znajdowali się bezdomni zatrudniani bez żadnych umów i za stawki znacznie poniżej płacy minimalnej. Źródłem skandalu stał się między innymi fakt, że Obayashi jest jednym z głównych beneficjentów kontraktów na utylizację radioaktywnych odpadów, których wartość wynosi blisko 35 miliardów dolarów.

Pierwotnie japońskie ministerstwo środowiska zapowiadało, że Fukushima zostanie oczyszczona do marca 2014 roku, jednak w ostatnim czasie poinformowano, że cały proces zajmie dwa lub trzy lata dłużej. W wyniku uszkodzeń elektrowni do tej pory do morza trafiło blisko 90 milionów ton toksycznej wody, a zarządzająca obiektem firma Tepco od dłuższego czasu nie mogła sobie poradzić z kryzysem. Skandal związany z zatrudnianiem bezdomnych był jednym ze skutków aresztowań jakich dokonano jeszcze na początku 2013 roku, kiedy to ujawniono, że organizacje przestępcze uzyskały znaczne wpływy wewnątrz koncernu Obayashi. 
 
 

źródło: Stratrisks/Reuters

środa, 11 września 2013

WHO o katastrofie w Fukushimie

Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała raport, który zawiera oceny poziomu dawek promieniowania wyemitowanych po wypadku w elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi w Japonii. Według informacji tam zawartych poziomy promieniowania w całym kraju jak i na świecie nie odbiegają od poziomów uznanych za prawidłowe według międzynarodowych standardów.

fot. opednews
Wyjątkiem są dwa obszary w prefekturze Fukushima. Według ekspertów WHO łączna dawka promieniowania w dwóch miejscach w sąsiedztwie zakładu jest w zakresie od 10 do 50 milisiwiertów (mSv). W innych częściach prefektury poziom promieniowania oscyluje między 1 a 10 mSv. W pozostałych częściach kraju wartości te są rejestrowane w zakresie 0,1 do 1 mSV.

W danych, które przytacza WHO ważne jest to, ze są to dozy, jakie skumulowały się w ciągu roku. Teraz spodziewane jest już tylko spadanie tych poziomów. Nagromadzone dawki, których można się spodziewać nie powinny, zatem przekroczyć nigdzie poziomów uważanych za niebezpieczne a te zaczynają się od 150 mSv.

Reasumując, według WHO ryzyko zachorowania na raka w wyniku oddziaływania elektrowni jądrowej w Fukushimie nie wzrosło. Zwrócono jednak uwagę, ze w okolicach zakładu istnieje ryzyko większej zachorowalności na schorzenia tarczycy w związku z oddziaływaniem izotopu jodu 131.

Czy Waszym zdaniem raport WHO jest rzetelny czy jedynie ma na celu "uspokojenie" opinii publicznej?


Źródła: medicalnewstoday/WCI

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

sobota, 23 lutego 2013

Wielkie kłamstwo: katastrofa w Fukushimie i jej radioaktywne skutki dla ludzkiego zdrowia

Katastrofy jądrowe na dużą skalę, takie jak ta w Czarnobylu czy w Fukushimie, są porównywane z innymi śmiercionośnymi zjawiskami. I tak na przykład liczba rocznych światowych zgonów samochodowych jest równa aż 1,3 miliona. Faktem jednak jest, że wypadek samochodowy "zabija tylko raz", a promieniowanie pozostałe po tragediach w elektrowniach jądrowych jeszcze przez długie lata wpływać będzie na strukturę ludzkiego DNA, modyfikując je w sposób przez nas nie możliwy do przewidzenia... Dlaczego zatem wielu z nas wierzy, że japońskie władze "mają wszystko pod kontrolą"? 

fot. setyoufreenews.com
Paul Zimmerman, amerykański naukowiec twierdzi, że "droga do Fukushimy zaczęła się już w Czarnobylu". Zimmerman prowadził szczegółowe kroniki szeregu wad wrodzonych, chorób i typów zgonów u dzieci narażonych na działanie promieniowania jądrowego w Czarnobylu. "Tuszowanie skutków promieniowania na Ukrainie nie mogło trwać długo. Z kolei katastrofa elektrowni jądrowej w Fukushimie miała miejsce niedawno, bo w 2011 r. i pierwsze trwałe jej skutki dla ludzkiego zdrowia będą widoczne dopiero po 2014 roku", dodaje badacz.

Ukraińskie władze ignorowały tragiczne skutki używając nieaktualnych i fałszywych metod obliczania zgonów. Aleksiej Jabłokow, rosyjski badacz i jego koledzy szacują, że śmierć z powodu Czarnobyla poniosło już prawie milion osób (!) (w sposób pośredni lub bezpośredni). Zdaniem niektórych osób, Światowa Organizacja Zdrowia, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych są w zmowie. Głównym źródłem tej ogromnej konspiracji są rzekome fakty wysuwane przez to, co jest określane jako Forum Czarnobyla.

Czy mamy dziś do czynienia z podobną próbą konspiracji dla prawdziwych skutków tragedii w Fukushimie? Odpowiedź przyniesie czas, jednak już teraz możemy zauważyć pewne niepokojące symptomy. Na wstępie należy zauważyć, że w przypadku Czarnobyla największa ilość pyłu radioaktywnego spadła na terytoria Ukrainy oraz Białorusi, jednak dotarł on nawet do Azji, Afryki Północnej, Ameryki Północnej oraz europejskiej części Rosji. Promieniowanie z Fukushimy już także dawno wykroczyło poza granice Japonii, pomimo zapewnień japońskich władz o "ograniczonej strefie wpływu dla promieniowania".

 Mapa obrazuje przemieszczanie się promieniowania z Fukushimy
po całym Pacyfiku oraz jego dotarcie do Ameryki Północnej.
(fot. activistpost.com)

Ile osób umrze z powodu promieniowania w Fukushimie? Dwa lata minęły od tej katastrofy jądrowej, a każdego dnia dowiadujemy się o nowych negatywnych skutkach medycznych i zdrowotnych. Nasze zdrowie, a w szczególności zdrowie ludzi w Japonii, jest pod ciągłym i rosnącym zagrożeniem. Biolog, dr Ian Fairlie pisze, że "istnieje wiele badań, które mają dobrą moc statystyczną i widać na nich wyraźnie wzrost zagrożenia rakiem z niskiego poziomu na coraz to wyższy". 

Możemy dotrzeć do dowodów mówiących o dzieciach chorych na raka tarczycy z obszaru Fukushimy. Zagraniczne media podkreślają także, że ​​środkom masowego przekazu w Japonii nieoficjalnie zakazano omawiania zagadnień negatywnych skutków promieniowania. Dziennikarze piszący o takim zagrożeniu mają być zwalniani, podobnie jak w przypadku podnoszenia debaty, czy Japonia powinna korzystać z energii jądrowej, czy też nie. 

Nieoficjalnie mówi się o (co najmniej) kilku tysiącach śmiertelnych nowotworów u osób narażonych na radioaktywne promieniowanie Fukushimy, nie wspomina się jednak o skutkach promieniowania wewnętrznego poprzez spożycie żywności i wody. ​​Japonia "miała to szczęście", że większość promieniowania rzuciła się w morze, oszczędzając gruntów i mieszkańców od największej części promieniowania. Oznacza to jednak, że promieniowanie to dryfuje wraz z wodą i tym samym dotrzeć może w dowolny zakątek naszego globu.

Sięgając do nauki, z łatwością dowiadujemy się, że wszystkie atomy uranu są radioaktywne. W pewnym momencie spontanicznie przechodzą rozpad promieniotwórczy i emitują śmiercionośną energię. Gdy proces ten występuje w skorupie ziemskiej, jest to bez znaczenia dla ziemskiego życia. Rozkład atomów uwięzionych w żywym organizmie (poprzez np. wypicie skażonej wody) różni się w sposób diametralny. Dochodzi do przerwania wiązań chemicznych, co prowadzi do "zmiany funkcji biologicznej organizmu". Tym samym planeta tętniąca życiem zagrożona jest wizją chaosu i śmierci...

Czy Waszym zdaniem rząd Japonii faktycznie tuszuje prawdę dla tragedii w Fukushimie? Jakie mogą być jej skutki w bliskiej i dalekiej przyszłości?


Źródła: setyoufreenews/whatreallyhappened/indymedia

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/02/wielkie-kamstwo-katastrofa-w-fukushimie.html

piątek, 12 października 2012

Historia wielkiego skandalu – elektrownia w Fukushimie

Katastrofa w elektrowni atomowej w Fukushimie zapoczątkowała szereg wielkich skandali ujawniających mechanizmy rządzące japońską polityką. Okazało się, że władze w Tokio od lat bagatelizowały przepisy bezpieczeństwa a już po tragedii starały się ukryć skalę zagrożenia. W końcu wycofały się z wcześniejszych deklaracji zapowiadających całkowitą rezygnację z elektrowni atomowych. 

Kiedy w marcu media doniosło o ogromnej fali tsunami, która spustoszyła wybrzeże Japonii cały świat zjednoczył się w geście solidarności z jej ofiarami. Wkrótce po tym pojawiły się doniesienia o uszkodzeniu jednego z reaktorów elektrowni atomowej w Fukushimie i znowu ludzie z zapartym tchem śledzili informacje na temat sytuacji w Japonii. Z czasem jednak zainteresowanie słabło, informacji pojawiało się coraz mniej aż w końcu tylko spontanicznie, przy okazji jakiegoś wyjątkowo istotnego i przede wszystkim atrakcyjnego dla mediów, wydarzenia docierały do nas jakiekolwiek wieści na temat tego co dzieje się w okolicach Fukushimy. 

Sytuacja zaś wcale nie wyglądała dobrze. Co prawda poziom promieniowania zdaje się w końcu spadać i do miasta Fukushima powoli sprowadzają się dawni mieszkańcy, jednak przez blisko 1,5 roku zagrożenie było poważne. Istniało nawet ryzyko, że skala promieniowania z uszkodzonego reaktora stanie się tak duża, że władze będą zmuszone ewakuować leżące zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od elektrowni stołeczne Tokio. 

Ostatecznie strefą poddaną szczególnej kontroli pozostaje jedynie prefektura Fukushima, gdzie chociaż minęło ponad 1,5 roku wciąż obowiązują podwyższone środki ostrożności. Na początku października właściciel elektrowni, firma TEPCO (Tokyo Electric Power Company) przeprowadziła pierwsze badania we wnętrzu najbardziej uszkodzonego reaktora Fukushima no.1. Okazało się, że wciąż panuje tam bardzo wysoka radiacja i w związku z tym bardzo trudno będzie usunąć niebezpieczne paliwo. 

Wciąż zagrożone pozostają również okolice elektrowni. Na terenie prefektury wciąż dokonuje się niezbędnych pomiarów mających określić stopień promieniowania. Szczególną uwagę poświęca się przede wszystkim żywności, gdyż w glebie wciąż znajdują się duże ilości radioaktywnych pierwiastków, które mogą przedostać się do między innymi do upraw ryżu. Ścisła kontrola skażenia jest tym istotniejsza, że przed marcem 2011 roku prefektura Fukushima była jednym z głównych producentów żywności w Japonii. 

Manipulacje badaniami? 

Pojawia się jednak problem wiarygodności przeprowadzanych badań. Oficjalne raporty publikowane przez rząd japoński są kwestionowane przez organizacje obywatelskie takie jak choćby Stowarzyszenie Obywateli i Naukowców Zaniepokojonych Poziomem Wewnętrznej Radiacji. Podczas zorganizowanej niedawno w Tokio konferencji prasowej poinformowali oni o manipulacjach dokonywanych przez jedno z ministerstw, którego wyniki badań miały zostać sfałszowane. Jak stwierdził jeden z przedstawicieli organizacji, emerytowany profesor fizyki uniwersytetu w Ryukus, Katsuma Yagasaki „obawiamy się, że ministerstwo oczyściło miejsca zanim pobrało próbki, być może również manipulowało liczbami w celu uzyskania niższych odczytów”. W opinii naukowców dane ministerstwa mogły zostać zaniżone nawet o 50 procent. 

Nie są to pierwsze doniesienia świadczące o ukrywaniu przez rząd w Tokio prawdziwego poziomu skażenia. Jeszcze w czerwcu japońskie media ujawniły dokumenty świadczące o tym, ze władze zataiły dane z systemu SPEEDI utworzonego specjalnie w celu ostrzegania przez ewentualnym wzrostem promieniowania. Tuż po katastrofie zdecydowały się one zataić dane twierdząc, że są one niewiarygodne i mogą spowodować panikę. 

Odrębną, lecz również wpływającą na zaufanie do japońskiego rządu kwestią był skandal jaki pod koniec sierpnia opisałem również na blogu „Kod Władzy”. Pisałem wówczas o powiązaniach firmy TEPCO z japońską organizacją Yakuza, która miała udzielać pomocy między innymi przy rekrutowaniu pracowników do uszkodzonej elektrowni. Firma miała z tym poważne problemy, gdyż niewielu Japończyków było gotowych ryzykować życie i zdrowie, nawet jeśli korporacja oferowała wysokie wynagrodzenia. 

Próbą ratowania zaufania można zapewne uznać powołanie na początku października 2012 roku nowego urzędu, którego zadaniem będzie ustalenie norm funkcjonowania elektrowni atomowych na terenie Japonii. Jak bowiem wykazały kolejne śledztwa, źródłem katastrofy w Fukushimie nie była jedynie fala tsunami, która uszkodziła reaktor. Kataklizm jedynie odsłonił istniejące już wcześniej zaniedbania, zaś brak kontroli japońskiego rządu okazał się niewspółmierny do skali zagrożenia jakie stanowiła źle zarządzana elektrownia. Według serwisu Forbes.com nowo powstała agencja NRA (Nuclear Regulation Authority) dysponować będzie budżetem w wysokości 600 milionów dolarów i zatrudniać będzie blisko 500 pracowników. Wśród jej głównych zadań będzie stworzenie a następnie wdrożenie odpowiednich przepisów bezpieczeństwa dla elektrowni atomowych, nadzorowanie bezpieczeństwa obiektów, a także monitorowanie promieniowania. 

Również jednak w przypadku powołania NRA pojawiają się pytania co do tego jakie będzie miała ona ostatecznie przeznaczenie. Jeszcze kilka miesięcy temu rząd Japonii deklarował, że w ciągu najbliższych 20 lat, a najpóźniej do roku 2040 zupełnie wycofa się z energetyki atomowej. Później jednak okazało się, że wcześniejsze zapowiedzi nie są ostateczne o czym świadczyć może między innymi polecenie wydane przez premiera Nodę, który rozkazał ponownie uruchomić dwa reaktory leżące w prefekturze Fukui. 

Społeczeństwo vs. lobby 

Wcześniejsze deklaracje mogły się wiązać z ogromnym spadkiem poparcia dla energii atomowej wśród Japończyków. Po doświadczeniu z Fukushimą wielu obywateli zaczęło naciskać na władze by te podjęły działania mające na celu zupełne uniezależnienie japońskiej gospodarki od atomu. Jednym z głównych problemów jest jednak fakt, że Kraj Kwitnącej Wiśni jest w ogromnym stopniu zależny od energii atomowej i wdrożenie nowych rozwiązań wiązać się będzie nie tylko z wielkimi kosztami stworzenia nowej infrastruktury, ale też znacznie wyższymi kosztami eksploatacji. Z tego też powodu przedstawiciele największych japońskich firm zagroziły, że w przypadku rezygnacji z energii atomowej te przeniosą swoją produkcję za granicę. 

Można przypuszczać, że podobne deklaracje przeważyły nad nastrojami opinii publicznej i stąd premier Noda zdecydował się delikatnie wycofać z pomysłów rezygnacji z atomu. W tym kontekście powołanie NRA może w dłuższej perspektywie nie tylko przywrócić wiarygodność instytucjom rządowym, ale też sprawić, że Japończycy ponownie poprą energetykę atomową. 

piątek, 31 sierpnia 2012

Nuklearna mafia "wykolei" demokrację w Japonii?

Wyzysk z którym obecnie mamy do czynienia w jeszcze prosperujących japońskich elektrowniach jądrowych zależy od wielu czynników: narzędzi inżynierii społecznej, rządu, mass mediów, procesu edukacji, ale przede wszystkim... organizacji przestępczych. To ukryta i wstydliwa prawda, która potajemnie rozwija się w kraju kwitnącej wiśni i nie wychodzi na światło dzienne. 

fot. wordpress.com
Nieefektywne i skorumpowane praktyki zatrudnienia w elektrowni jądrowej w Fukushima są kontynuowane od czasu ostatniej wielkiej katastrofy. Świadczy o tym fakt, że Tokyo Electric Power Company (TEPCO) zleca ponad 90 procent swoich prac podwykonawcom, wśród których prym wiedze tzw. "Yakuza". 

Japonia wciąż jest społeczeństwem klasy średniej i większość osób (zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach) nie jest zainteresowana pracą przy reaktorze jądrowym. Japonia ryzykuje tym samym niedobór nowych pracowników, którzy nie mieli kontaktu z wyciekiem i nie przekroczyli prawnych granic promieniowania. 

"Yakuza" przez zagraniczne media uznawana jest dziś za "największą w Japonii zorganizowaną grupę przestępczą". Organizacja jest już na radarze Departamentu Skarbu USA ze względu na niewyjaśnione jak dotąd szerokie wpływy w licznych japońskich ministerstwach oraz powierzanie ludziom "podejrzanych zawodów", zwłaszcza w kontekście pracy w elektrowniach atomowych. 

"Yakuza to konglomerat kryminalnych stowarzyszeń handlowych, nieformalnie uznawanych przez rząd japoński ", podkreśla dziennikarz Jake Adelstein. "Japońska władza wie o ich istnieniu, co więcej funkcjonują pewne przepisy ograniczające ich zachowanie, jednak niewiele to daje. To bardzo trudne dla policji prowadzić dochodzenie, które zmierza na sam szczyt polityki i biznesu w Japonii. Japońska policja nigdy nie będzie więc w stanie zniszczyć Yakuza", dodaje redaktor. 

Nuklearna mafia (nazywana tak ze względu na ogromne wpływy w japońskim sektorze atomowym) coraz bardziej zagnieżdża się w społeczno-politycznych strukturach Japonii. Czy Waszym zdaniem japoński rząd podejmie jakieś zdecydowane kroki w tym kierunku? A może potrzebna jest reakcja lub interwencja ze strony innych państw? 



poniedziałek, 25 czerwca 2012

Tajemnice japońskiego rządu

fot.gabriel77/sxc.hu
Z Japonii wciąć docierają niepokojące wiadomości po tym gdy po raz kolejny dowiedziano się o próbach ukrycia przez rząd w Tokio niewygodnych faktów dotyczących awarii elektrowni atomowej w Fukushimie.

Zaledwie kilka dni temu do mediów dotarła wiadomość, że rząd Japonii będzie zmuszony przeprosić swoich obywateli za przetrzymywanie map dotyczących poziomu radiacji w okolicach elektrowni. Przeprosiny te skierowane będą przede wszystkim do członków społeczności mieszkających w strefie położonej najbliżej Fukushimy, którzy skierowali oskarżenie przeciwko władzom.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

HAARP – broń końca świata

stacja HAARP na Alasce
Spójrzmy na to jak dziś postrzegana jest broń atomowa. Bomba, która w ciągu kilku sekund zdolna jest wymazać z mapy ogromne miasto uznawana jest za szczyt możliwości człowieka w tworzeniu broni masowej zagłady. Skala zniszczeń jakie może wywołać broń atomowa sprawiła, że z obawami zaczęto przyjmować informacje o jej zdobyciu przez kolejne państwo. W przypadku Iranu próby jej uzyskania mogą nawet skończyć się wojną.

Co jednak jeśli broń atomowa nie jest najgroźniejszą, jaką udało się stworzyć ludziom? Czy w nauce przez ostatnie 70 lat panował aż taki zastój, że nawet przypadkiem nie udało się wynaleźć kolejnej śmiercionośnej broni?

Ogromne rzesze osób w przeciągu ostatnich lat zafascynował temat tajemniczej broni umożliwiającej między innymi wpływanie na pogodę. Broń ta nosi nazwę HAARP, czyli High Frequency Active Auroral Research Program i możemy być pewni, że w jej posiadaniu jest przynajmniej jedno państwo na świecie - Stany Zjednoczone. Stacja HAARP mieści się w samym sercu Alaski, a w najbliższym sąsiedztwie ma jedynie małe miasteczko. Oficjalnie funkcjonuje jako stacja badawcza zajmująca się wpływem pól elektromagnetycznych na pogodę, naukowcy z nią związani mogą poszczycić się ogromną ilością publikacji naukowych poświęconych temu zjawisku, a nawet wywołaniem sztucznej zorzy polarnej.

środa, 29 lutego 2012

Fukushima wciąż groźna

fot. drouu/ sxc.hu
Wkrótce minie rok od czasu potężnej fali tsunami, która spustoszyła wschodnie wybrzeże Japonii, ale też doprowadziła do katastrofy w elektrowni atomowej w Fukushimie.

Tuż po katastrofie sprawa była na tyle poważna, że władze kraju rozważały ewakuację całego Tokio. Chociaż o możliwości ewakuacji większości liczącej ponad 13 milionów mieszkańców metropolii mówiono już wiosną 2011 roku to jednak władze japońskie konsekwentnie zaprzeczały tym doniesieniom. Teraz jednak New York Times poinformował o zakulisowych rozmowach członków rządu, wśród których poważnie liczono się nie tylko z ryzykiem ogromnej eksplozji w Fukushimie, ale też wyłączeniu kolejnych, sąsiadujących z nią elektrowni. To z kolei w opinii jednego z członków rządu mogło wywołać reakcję łańcuchową i w efekcie również zmusić władze do ewakuacji stolicy.

piątek, 30 grudnia 2011

Gry wojenne - rok 2011

Pod koniec stycznia minie rok od czasu inauguracyjnego wpisu na blogu “Kod Władzy”. Od tego czasu wiele zdarzyło się świecie, który w tym roku uległ ogromnym przemianom. Nawet jeśli tego na co dzień nie dostrzegamy. Komentarze i przytoczenia na blogu starały się za tym nadążać. Czy się udało? To oceniacie na co dzień sami. 

plac Tahrir w Kairze
fot. Jonathan Rashad
Co więc się działo w tym roku? Najogólniej rzecz ujmując właśnie to: 
1) światowe gry wojenne, 
2) wojna technologiczna ,
3) kryzys – mniej lub bardziej stymulowany przez gospodarcze lub polityczne ośrodki wpływu. 

Gdyby wyobrazić sobie mapę świata jako wielką grę planszową, po której gracze ustawiają swoje figury, to 2011 rok były okresem niezwykłej wprost aktywności wielu najważniejszych światowych potęg. 


czwartek, 22 września 2011

Dramat Tokio – stolica do ewakuacji

Ledwo się obejrzeliśmy a minęło już pół roku od czasu gdy potężna fala tsunami spustoszyła wschodnie wybrzeże Japonii. Japończycy to dzielny i zdyscyplinowany naród, który z pewnością podniesie się ze zniszczeń jakich dokonała fala. Jest jednak sprawa, która spędza sen z powiek zarówno politykom jak i zwykłym mieszkańcom tego wspaniałego kraju. Wciąż nie może on się uporać z radioaktywnym wyciekiem z elektrowni Fukushima. 

Wydawałoby się, że skoro w głównych mediach nikt o tym już nie pisze, to znaczy, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane i wyciek został powstrzymany. Prawda jest niestety dramatyczna. Japońskie władze uciekają od oficjalnego publikowania wyników pomiarów promieniowania. Faktów nie udało się jednak zataić. Obywatele wzięli sprawy w swoje ręce i sami zaczęli sprawdzać jak w rzeczywistości wygląda sytuacja. Wszystko wskazuje na to, że nie jest dobrze. Informacje przeciekły na zewnątrz. Nawet niezbyt, na co dzień wnikliwa Al-Jazeera opublikowała krótki reportaż, w którym możemy usłyszeć opinie ekspertów twierdzących, że istnieje możliwość ewakuacji całej liczącej blisko 35 milionów mieszkańców stolicy Japonii.



Według przywołanych przez ekspertów danych, poziom promieniowania pochodzącego z elektrowni w Fukushimie może być o wiele wyższy niż ten po eksplozji reaktora w Czarnobylu w 1986 roku. Czy mamy, więc do czynienia z największą katastrofą atomową w historii? Niestety, istnieje takie ryzyko. 

19 września 20 tysięcy Japończyków wyszło na ulice by zaprotestować przeciwko wykorzystaniu energii atomowej. Z badań wynika, iż za ograniczeniem liczby elektrowni jest blisko 55% obywateli Kraju Kwitnącej Wiśni. 

Inwestycje w tą do niedawna rozwijającą się światową branżę przeżywają obecnie prawdziwy dramat. Zaczęło się od Fukushimy, chwilę później doszło do nagłej zmiany decyzji kanclerz Merkel, która z dnia na dzień wycofała się z planów przedłużenia eksploatacji najstarszych elektrowni i rozpoczęła program ich zamykania. Kilka miesięcy później pojawiły się informacje o zagrożeniu elektrowni atomowej w Nebrasce w USA, zaś zaledwie tydzień temu, 12 września doszło do wybuchu we francuskiej elektrowni Marcoule. Zginęła wprawdzie tylko jedna osoba, ale po raz kolejny przypomniano sobie o atomowym zagrożeniu. Tyle „wypadków” w ciągu jednego roku? Tyle przypadkowych zdarzeń? Zadałem kiedyś pytanie, kto i jaki interes ma w zatrzymaniu rozwoju atomistyki? Czyżby spełniały się marzenia zielonych, przykuwających się do bram elektrowni? 

Ja nie wierzę w przypadki. Najwyraźniej komuś bardzo zależy by cały świat powiedział atomowej energetyce: „Sayonara!”.

sobota, 9 lipca 2011

Atak na Japonię

Wspomniałem w poprzednim wpisie osobę Benjamina Fulforda, dziennikarza, który zajmuje się analizą globalnych wydarzeń z perspektywy azjatyckich tajnych stowarzyszeń. Należy podkreślić, że Fulford twierdzi, iż w ostatnim okresie doszło do wyraźnego rozłamu między związanymi z USA i Europą Iluminatami a tajnymi stowarzyszeniami działającymi w Azji, szczególnie w Japonii i Chinach. Wskazuje on również, że stowarzyszenia te nawiązały ostatnimi czasy bliską współpracę z Rosjanami, którym również nie podobają się knowania Iluminatów zawzięcie dążących nie tylko do wywołania Trzeciej Wojny Światowej, ale przede wszystkim masowej depopulacji, w wyniku której na Ziemi pozostanie ułamek tych ludzi, którzy współcześnie zamieszkują naszą planetę.

Azja od dłuższego czasu jest regularnie atakowana przez Iluminatów pragnących nie tylko osłabić jej potencjał, ale przede wszystkim sprawić, by region ten stracił to, co ma najcenniejsze – ludzi. Próbowano tego w historii co najmniej kilkakrotnie, między innymi poprzez wciągnięcie Japonii w wojnę z USA, później poprzez zbombardowanie bombą atomową największego skupiska katolików w Azji (będących zresztą w opozycji wobec cesarskiej polityki) mieszkających w Nagasaki, później zaś poprzez pozwolenie na powstanie brutalnego reżimu Mao Tse Tunga w Chinach. Zdaniem niektórych komentatorów w momencie kiedy Japonia była na dobrej drodze, by stać się pierwszą gospodarką świata nastąpił na początku lat 90-tych, atak finansowy przeprowadzony przez bank Rotschildów. Od tego czasu Kraj Kwitnącej Wiśni pogrążony jest w długoletniej recesji. Czy to prawda? Wsłuchując się w ostrzejsze głosy krytyków polifluencji, ostatni atak na Japonię przybrał zupełnie nową formę. Wiele wskazuje na to, że ich zdaniem, trzęsienie ziemi a następnie fala tsunami nie powstały w sposób naturalny. Jednym z efektów tej hipotetycznej operacji była ogromna, właściwie nieznana wciąż w skutkach, katastrofa w elektrowni w Fukushimie. 

Czy więc jest to efekt planowanych działań Zachodnich elit celem podporządkowania sobie tajnych stowarzyszeń we wschodniej Azji

To zagrożenie uświadomili sobie niedawno nawet chińscy komuniści, którzy wyraźnie ocieplili swoje stosunki z Tajwanem, gdzie mają siedzibę najważniejsze tajne organizacje. Sam Fulford utrzymuje, że skontaktowali się z nim z prośbą by został ich rzecznikiem, relacjonującym najświeższe wiadomości. Jakby nie patrzeć, jest on osobą, która świetnie rozumie lokalne stosunki będąc od ponad 20 lat mieszkańcem Japonii, mówiącym biegle w tym języku i rozumiejącym lokalną kulturę. Obiecuję, że wkrótce bliżej opiszę to, co dzieje się w chwili obecnej w Azji. Jest to zaiste bardzo ciekawy temat i warto go obserwować.


wtorek, 28 czerwca 2011

Atomowy problem w Nebrasce

Elektrownia atomowa Fort Calhoun od kilku dni pozostaje otoczona wodą z wylewającej rzeki. Co prawda według oficjalnych doniesień woda nie dostała się do elektrowni i póki co nie ma żadnego zagrożenia, ale co innego mówią oficjalne doniesienia, a co innego tzw. alternatywne źródła informacji.


Aż „strach się bać” myśląc o przyszłorocznym, zapowiadanym końcu świata. Chociaż czy tylko czy to jedyna rzecz napawająca nas trwogą? Ludzkość sam założyła sobie stryczek na szyję rozwijając atomową energetykę. Nie jestem jej zaciekłym wrogiem, ale coś tu nie gra. Wydaje się coraz bardziej, że siedzimy wszyscy na beczce z prochem, bawiąc się granatem. Swoją drogą dobrze, że sytuacja w Polsce jest i tak nieco lepsza niż gdzie indziej, gdyż przy naszym podejściu do rzetelności wykonywanej pracy i szybkości zmian tendencji politycznych napytalibyśmy sobie z pewnością biedy. 

Wróćmy więc do tematu elektrowni, gdyż pisałem o tym już na tym blogu kilkukrotnie. Najbardziej znana obecnie jest oczywiście elektrownia w Fukushimie, o której nikt już nie wie, co ma myśleć. Najpierw podaje się informacje o tym, że stanowi ona wielkie zagrożenie, potem nagle zmieniła się atmosfera i zapewniano nas o tym, że co prawda wciąż jest wyciek, ale generalnie nic się nie dzieje. Za chwilę znowu zaczyna się straszenie konsekwencjami katastrofy. A teraz? Cisza. 

W międzyczasie dochodzi do głosu kwestia niemieckich elektrowni, które nagle, praktycznie z dnia na dzień, zdecydowano się pozamykać. Jaki zbieg okoliczności. Niemcy nagle stwierdzili, że atom to jednak nie jest dobry pomysł i zdadzą się na pomoc w problemach z energią, ze strony słońca i w kwestii energii w całości postawią na energię słoneczną.

Teraz mamy kolejną historię z atomem w tle. Otóż elektrownia atomowa Fort Calhoun niedaleko Omaha w stanie Nebraska (USA) od kilku dni pozostaje otoczona wodą z wylewającej rzeki. Co prawda wg. oficjalnych doniesień woda nie dostała się do elektrowni i póki co nie ma żadnego zagrożenia, ale co innego mówią oficjalne doniesienia, a co innego tzw. alternatywne źródła informacji

Już sam fakt niewielkiej ilości doniesień na temat elektrowni w tak zwanych mediach głównego nurtu budzi podejrzenie. Biorąc pod uwagę zagrożenie, w pobliżu powinni krążyć żądni sensacji reporterzy, zaś główne stacje relacjonować, często z przesadnym napięciem każdą informację z zalanego terenu. Tak się jednak nie dzieje. Jest cicho. Dlaczego? Jeśli ktoś nie wierzy, proszę poszukać po głównych stronach serwisów, niewiele tam znajdziecie. 

Równocześnie jednak prezydent Obama wprowadza tak zwaną „no fly zone”, czyli strefę, w której nie wolno latać. Podobna strefa powstała w Japonii całkiem niedawno, tuż po fali tsunami. Proszę domyślić się w pobliżu jakiej elektrowni? 

Strona rządowa i zarząd elektrowni mają swoje argumenty. Przede wszystkim na swojej stronie w sposób wiarygodny dementują większość z krążących plotek, które mogą, a nie muszą być przesadzone. 

Czy więc problem nie istnieje? Ważąc argumenty obu stron, nasuwa się jeszcze inny wątek. Otóż jeśli weźmiemy pod uwagę tą radykalną nagonkę na elektrownie atomowe i kwestionowanie ich bezpieczeństwa, możemy dojść do wniosku, że cała sprawa ma swoje o wiele głębsze dno. Jakie? Zastanówmy się wspólnie. Czy macie w tej sprawie jakąś teorię?



poniedziałek, 28 marca 2011

Kto wysadził japońskie elektrownie?

Zastanawiam się, co miał na myśli Dr. John Coleman formułując jeden z wspomnianych już przeze mnie wcześniej celów Iluminatów: "Całkowite zakończenie procesu industrializacji i produkcji nuklearnej energii elektrycznej i stworzenie czegoś, co nazywać można post-przemysłowe społeczeństwo zerowego wzrostu". Obserwując to, co się teraz dzieje, można odnieść wrażenie, iż jesteśmy już blisko tej wizji. Skompromitowani konstruktorzy atomowych elektrowni, źli ekonomiści przekonywujący ile można zaoszczędzić, zrujnowane firmy związane z tym rodzajem energii. Wygląda na to, że to nie tsunami, a ktoś specjalnie wysadził japońskie elektrownie korzystając z okazji. Po co? No właśnie być może po to, by doprowadzić do poważnego kroku w kierunku post-przemysłowego społeczeństwa zerowego wzrostu. Ta pozornie nierealna teoria może mieć swoje drugie dno, nad którym warto poważnie się zastanowić. Bez względu na to czy wspomniany akt terroru był rzeczywistym czy jest zaledwie przenośnią. Jak to się jednak stało, że z poważnych konstrukcji zawaliły się jedynie elektrownie? Czy Fukushima była prawdziwym celem ataku?

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf