Specjalna jednostka w Unii Europejskiej działa na pograniczu kompetencji wojska i policji, Europejskie Siły Żandarmeryjne to względnie nowa organizacja, którą w razie potrzeby UE może wykorzystać do tłumienia zamieszek w różnych krajach. Również w Polsce.
fot. http://pravda-tv.com
Dawno już na całym świecie nie mówiono tak poważnie o nieuniknionym nadejściu wielkiej wojny: Stany Zjednoczone pozostają zaangażowane w wiele konfliktów na całym świecie, na Bliskim Wschodzie zamęt sieje nowa siła: ISIL, z powodu wydarzeń na Ukrainie Rosja ma najgorsze stosunki z Zachodem od czasów rozpadu ZSRS, Japonia i Chiny się zbroją. A co robi Europa? W tym samym czasie przeżywająca poważny kryzys gospodarczy Unia Europejska postanawia zwiększyć swoje siły mające walczyć z niepokojami społecznymi i zapewniać bezpieczeństwo publiczne.
Europejskie Siły Żandarmeryjne (EUROGENDFOR), to struktura względnie nowa, powstała w 2006 jako ponadnarodowe jednostki wojskowej policji mające być w razie potrzeby siłami mogacymi interweniować w sytuacjach kryzysowych. Umowę o ich utworzeniu podpisało 5 państw: Francja, Włochy, Portugalia, Hiszpania i Holandia, później dołączyły do nich również Rumunia i Polska.
Do tej pory siły te zostały użyte czterokrotnie: w Afganistanie, w Bośni i Hercegowinie, na Haiti oraz obecnie w Republice Środkowoafrykańskiej, jak jednak wskazuje Andrej Hunko z GlobalResearch istnieje obawa, że mogą one zostać wykorzystane również w innych państwach Unii Europejskiej, nawet tych które nie pozostają formalnie sygnatariuszami umowy powołującej tą organizację. Wszystko z powodu "klauzuli solidarności" mówiącej o pomocy państw członkowskich UE podczas kryzysów politycznych i ataków terrorystycznych. Na jej podstawie Unia zobowiązuje się do wykorzystania wszystkich możliwych środków do w celu neutralizacji zaistniałego kryzysu. Oznaczać to może, że w razie potrzeby państwa członkowskie udzielić będą mogły pomocy, również tej militarnej "zagrożonemu" sąsiadowi. W tym przypadku właśnie EUROGENDFOR wskazuje się jako siły, które zostałyby wysłane do pomocy jako pierwsze.
Wczoraj wieczorem doszło do nagłego wyłączenia reaktora w rumuńskiej elektrowni atomowej Cernavoda położonej na wschód od Bukaresztu. Pomimo faktu, iż zadziałały czujniki bezpieczeństwa, ani operator elektrowni, ani też rumuńskie władze nie wiedzą dlaczego do niego doszło.
fot. romania-insider
Elektrownia Jądrowa Cernavoda to jedyna elektrownia jądrowa na terenie Rumunii. Produkuje około 20% energii elektrycznej kraju i posiada dwa reaktory. Właścicielem elektrowni jest rumuńskie ministerstwo gospodarki, handlu i środowiska biznesowego, zaś operatorem Societatea Nationala Nuclearelectrica S.A.
W krótkim oświadczeniu rzecznik operatora Dumitru Dina stwierdził, iż "drugi reaktor wyłączył się automatycznie w środowy wieczór, powody są nieznane". Jednocześnie zapewnił, że "nic złego się nie stało i elektrownia niebawem wznowi pracę".
Podnoszone obawy mediów i pobliskich mieszkańców w związku z wczorajszą awarią nie wydają się być jednak bezpodstawne. W lipcu i grudniu ubiegłego roku dochodziło już do chwilowego wyłączenia pierwszego reaktora. Oficjalną przyczyną był "zbyt porywisty wiatr", jednak tym razem warunki pogodowe były dobre.
Władze Rumunii planują włączenie dwóch kolejnych reaktorów do 2015 roku. Przed 2020 r. ma powstać jeszcze piąty.
Czy Waszym zdaniem obawy mediów i mieszkańców są zasadne? Czy rumuńska elektrownia od samego początku posiada "technologiczną wadę"?
Brytyjski projekt the Extreme Light Infrastructure (ELI) obejmujący kilkadziesiąt instytucji akademickich zakłada wybudowanie potężnych laserów w Europie. Dwa z nich powstaną w Rumunii i Czechach, a trzeci na Węgrzech. Lasery te będą stanowić prototyp dla czwartego, najpotężniejszego the Ultra-High Field Laser, który najprawdopodobniej stanie z Wielkiej Brytanii. Pierwszy laser powinien zostać uruchomiony już w 2017 roku.
fot. businessinsider.com
Urządzenia te umożliwią przeprowadzanie precyzyjnych eksperymentów z użyciem elektronów. Dodatkowo połączone lasery będą w stanie wygenerować wiązkę, którą będzie można strzelać w przestrzeń, podobnie jak w „Gwiezdnych Wojnach”, choć celem tego nie będzie niszczenie obiektów, lecz badanie cząstek w przestrzeni.
Jak podaje koordynator projektu na terenie Rumunii, każdy z laserów będzie 10 razy silniejszy, niż lasery obecnie istniejące. Nie wyklucza on także wykorzystania laserów między innymi w badaniach nad terapią nowotworów. Póki co naukowcy jednak chcą skoncentrować się na podstawowych badaniach.
Każdy z laserów będzie nieco inaczej zbudowany i wykorzystywany do nieco innych badań. Ponadto eksperymenty zaproponowane dla super lasera wydają się dość teoretyczne, a nawet futurystyczne. Dlatego Europa, będąc w posiadaniu tak zaawansowanego technicznie urządzenia, będzie przodować w prowadzeniu eksperymentów fizycznych.
Zgodnie z ilustracją: unikatowy "super laser" może powstać poprzez skupienie się wielu wiązek laserowych w jedną.
(fot. singularityhub.com)
Na uwagę zasługuje także fakt rozmieszczenia laserów w Europie Wschodniej. Celem tego jest aktywizacja naukowców w tych krajach oraz wykorzystanie ich potencjału. Ma to również zachęcić zagranicznych naukowców do odwiedzenia tych państwa.
Badania prowadzone z wykorzystaniem tych laserów przyciągną uwagę ludzi z całego świata, a odkryte tajemnice z pewnością przyczynią się do powstawania nowych technologii. Należy przy tym jednak pamiętać, że projekt jest prowadzony na ogromna skalę, a to zawsze wiążę się z pewnym ryzykiem, zwłaszcza poprzez ingerencję w przestrzeń kosmiczną.
Czy Waszym zdaniem tego typu laser może znaleźć zastosowanie także wojskowe?
Ujawnienie przez agencję
AFP i telewizję ARD lokalizacji kolejnego z tajnych więzień CIA, w
których na początku ubiegłej dekady przetrzymywano osoby
aresztowane podczas „wojny z terroryzmem”, obrazuje jak dokładnie
te informacje były do tej pory skrywane.
więźniowie w bazie w Guantanamo
Wbrew pozorom, pomimo
wybuchających w kolejnych krajach skandali na temat więzień CIA,
zwanych także „black sites” i tajnych lądowań samolotów w
Europie Środkowej wciąż wiadomo niewiele. Powoli prawda wychodzi
na jaw, ale wyraźnie widać, że wielu wpływowym ośrodkom
politycznego lub militarnego wpływu jest ona nie w smak. Co więcej
temat ten stał się w rzeczywistości narzędziem służącym
wewnętrznym rozgrywkom politycznym w wiecznej grze o władzę.
Warto zwrócić uwagę
choćby na moment publikacji wiadomości o odkryciu lokalizacji
więzienia w Rumunii. Została ona ujawniona przez AFP w czwartek 8
grudnia, zaś wieczorem tego samego dnia telewizja ARD wyemitowała
film dokumentalny na ten temat. Czy data na pewno była przypadkowa?
Dokładnie tego dnia miał się odbyć szczyt Unii Europejskiej,
podczas którego dyskutowano na temat przyszłości strefy euro i
przyszłości europejskiej integracji jako takiej. Nikt nie ma
wątpliwości, że najważniejsze role podczas szczytu odgrywały
Francja i Niemcy, uważane za główny motor napędowy mających
miejsce zmian. Abstrahując od oceny ustaleń, jakie zapadły podczas
szczytu, należy zwrócić uwagę, że pojawienie się informacji o
odkryciu kolejnego z tajnych więzień CIA mogło mieć wydźwięk
propagandowy godzący przede wszystkim w Stany Zjednoczone.
Agencja AFP (Agence
France Press) należy do rządu francuskiego, zaś ARD jest
niemieckim nadawcą publicznym, nie można więc wykluczyć, że
decyzje o emisji materiałów poświęconych więzieniom zapadły
właśnie na szczeblu politycznym.
Władze Rumunii nie były
chętne do współpracy w kwestii więzień. Jeszcze we wrześniu
ubiegłego roku komisarz Rady Europy ds. praw człowieka, ThomasHammarberg stwierdził, żerząd w Bukareszcie „nie
wykazuje szczególnej woli by ujawnić prawdę”, najwyraźniej
jednak sytuacja uległa zmianie, gdyż dziennikarzom udało się
ustalić położenie więzienia w północnej części stolicy kraju.
Znajdowało się ono w
zatłoczonej dzielnicy willowej, w budynku Narodowego Biura ds.
Tajnych Informacji, funkcjonującego pod nazwą ORNISS. W pobliżu
leżą tory kolejowe, a z używanego jako więzienie budynku można
było w zaledwie kilka minut dojechać do centrum Bukaresztu. Jak
ustalili dziennikarze więźniów przetrzymywano tam od marca 2003
roku do maja 2006, wśród przetrzymywanych znajdował się między
innymi „mózg” ataków z 11 września Khalid Szejk Mohammed.
Lokalizacja tajnej bazy
wydaje się być zaskakująca, zważywszy, że w kraju tak dużym i
słabo zurbanizowanym jak Rumunia nie będzie brakować
dyskretniejszych obiektów. Budynek w centrum miasta był odpowiedni
nie tylko dla Rumunów. W 2009 roku stacja ABC ujawniła, że na
terenie Litwy znajdowały się dwa obiekty wykorzystywane jako
więzienia CIA. Jednym z nich był budynek mieszczący się w centrum
Wilna, drugim zaś dawna szkoła jeździecka znajdująca się około
30 kilometrów od stolicy kraju. Jedynie obiekty wykorzystywane w
Polsce, takie jak opisywana w książce „Kod Władzy” baza w
Starych Kiejkutach, miały charakter ściśle wojskowy.
Działania władz
rumuńskich nie są jedynym przykładem prób ukrycia współpracy z
CIA. We wrześniu 2011 roku portal Wikileaks ujawnił, że władze
polskie i amerykańskie wspólnie próbowały zatuszować sprawę
wykorzystywania bazy w Starych Kiejkutach. Kiedy presja mediów
okazała się zbyt silna, podczas wizyty ówczesnego ministra spraw
zagranicznych RP Stefana Mellera w USA, polski MSZ
zwrócił się do Amerykanów z prośbą o ścisły kontakt w celu
skoordynowania publicznego stanowiska.
Jeszcze
inaczej rzecz miała się na Litwie. Zapewne część czytelników
pamięta głośną sprawę procesu impeachmentu jakiemu został
poddany prezydent Rolandas Paksas. Oskarżenia były poważne, gdyż
oskarżono go wówczas o współpracę z rosyjskim wywiadem. Jednak
cała sprawa ma także inny wymiar. W programie dokumentalnym
poświęconym więzieniom, nakręconym przez telewizję Russia Today,
Paksas utrzymuje, że usunięto go także z innego powodu –
chodziło właśnie o chęć ujawnienia przez niego informacji o
tajnym więzieniu mieszczącym się nieopodal Wilna.
Cała
sprawa nie dotyczy jednak tylko byłych krajów postkomunistycznych w
Europie Środkowo-Wschodniej. Jesienią 2011 roku głośno zrobiło
się na ten temat także w Finlandii i Danii. Pod koniec października
fiński minister spraw zagranicznych Erkki
Tuomiojastwierdził, że nie ma podstaw
by wszczynać śledztwo w sprawie doniesień mówiących o
domniemanych lądowaniach amerykańskich samolotów przewożących
więźniów. Stało się to pomimo nacisków ze strony organizacji
zajmujących się prawami człowieka takimi jak Amnesty
International, które przedstawiły nagrania wskazujące, że w
poprzedniej dekadzie na fińskich lotniskach przynajmniej
kilkakrotnie lądowały samoloty przewożące więźniów CIA. Jeden
z nich miał miejsce 16 maja 2003 roku na lotnisku Helsinki-Vantaa.
Co
ciekawe prawie w tym samym czasie podobną decyzjępodjął również
minister spraw zagranicznych Danii, Villy Søvndahl. Żądania
przeprowadzenia śledztwa pojawiły się po ujawnieniu, że od 2001
roku nad Danią miało miejsce blisko 2 tysiące podejrzanych lotów.
Za przeprowadzeniem niezależnego śledztwa opowiadały się w latach
2006-2011 trzy partie, które od ubiegłej jesieni tworzą
rządzącą koalicję. Kiedy jednak doszły do władzy, związany z
nimi minister Søvndahl stwierdził, że dalsze
śledztwo będzie zbyt kosztowne i wycofał się z ich poparcia. Do
tej pory informacja o tajnych lotach nad duńskim terytorium nie
została potwierdzona przez samo CIA. Podejrzewa się przy tym, że
podczas tych lotów (obejmujących także terytorium Grenlandii)
przewożono nie tylko terrorystów, ale również między innymi
najemników.
Sprawa
więzień CIA w Europie zdaje się być bombą z opóźnionym
zapłonem. Chociaż większość z nich działała w pierwszej
połowie minionej dekady, to jednak dopiero w ostatnich latach temat
ujrzał światło dzienne, wywołując coraz to nowe skandale.
Agencja AFP ujawniła lokalizację jednego z tajnych więzień, w którym przetrzymywano osoby zatrzymane podczas tak zwanej „wojny z terroryzmem”.
Zlokalizowane przez dziennikarzy więzienie znajdowało się w jednym z rządowych budynków w północnej części stolicy Rumunii, Bukaresztu.
W piwnicach funkcjonującego w dokumentach pod kryptonimem „Bright Light” budynku przetrzymywano między innymi Khalida Szejka Mohammeda, uważanego za jednego z głównych „mózgów” ataków na World Trade Center w 2001 roku.
Przetrzymywanych w Bukareszcie więźniów w 2006 roku przetransportowano ostatecznie do amerykańskiej bazy w Guantanamo na Kubie.
Do tej pory miejsce, w którym przebywali na terenie Rumunii więźniowie CIA pozostawało nieznane, podczas wcześniejszych śledztw dziennikarskich ujawniono podobne więzienia na Litwie (wieś w okolicach Wilna) oraz w Polsce (baza w Starych Kiejkutach). Odnalezienie budynku w Bukareszcie jest efektem współpracy dziennikarzy śledczych z francuskiej agencji AFP oraz niemieckiej państwowej telewizji ARD.
Istnienie tajnych baz CIA na terenie państw Europy Środkowo-Wschodniej jeszcze kilka lat temu uważane było za „teorię spiskową” i mało kto poważnie traktował doniesienia o ich istnieniu na poważnie. W książce „Kod Władzy” główni bohaterowie-dziennikarze wyruszają na Mazury by sprawdzić doniesienia o jednej z nich, ile jeszcze podobnych tajemnic pozostaje do odkrycia przez przedstawicieli IV władzy?