Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

"Piekło za granicą" - szokujący dokument ujawnia mroczne praktyki meksykańskich gangów narkotykowych

Nowa, groźna sekta zdobywa popularność w Meksyku, USA i innych krajach latynoskich, będąc mieszanką katolickiej symboliki i azteckich wierzeń Santa Muerte może stać za masowymi ofiarami z ludzi.

 
Santa Muerte Blanca
 
Północna część Meksyku, szczególnie w stanie Chihuahua od wielu lat stanowią jeśli nie strefę wojny to wręcz terytorium kontrolowane przez gangi narkotykowe. Jak ujawnia opublikowany niedawno film dokumentalny, nie mamy już do czynienia ze zwykłymi grupami przestępczymi, lecz z zorganizowanymi sektami, wśród których potajemnie odrodziły się dawne religie Ameryki Środkowej.


Niewielu czytelników w Europie wie, że Meksyk od blisko 10 lat pogrążony jest w wojnie domowej, która objęła jego wiele północnych stanów. Narkotykowe kartele, które w połowie ubiegłej dekady kontrolowały blisko 90% amerykańskiego rynku zaczęły co raz bardziej naciskać na polityków w stolicy, z których część, niejako pod naciskiem opinii publicznej i USA zdecydowali się zbrojnie rozprawić z gangami. Jak się jednak okazało kartele nie tylko były w stanie stawić opór, ale też do dzisiaj de facto sprawują władzę nad niektórymi obszarami Meksyku. Próbujący się bronić mieszkańcy tamtejszych miasteczek oraz farmerzy zaczęli się organizować w oddolną partyzantkę, która próbuje stawiać opór narkotykowym gangom. Jak się okazuje, konflikt nie sprowadza się już jednak tylko do spraw bezpieczeństwa, ale dotyka spraw fundamentalnych, staje się nie tylko wojną religijną, ale też obroną przed ludobójstwem.


Pod płaszczem handlu narkotykami urosły organizacje, których skala działalności może znacząco przewyższać wszelkie doniesienia o krwawych egzekucjach ISIS. Tajne ludzkie rzeźnie gdzieś w Meksyku i USA, gdzie na masową skalę morduje się ludzi ku czci mrocznych azteckich bóstw. Jak wynika z zalinkowanego dokumentu szczególnie groźny staje się kult "Santa Muerte" (Świętej Śmierci), który z pozoru przypomina symbolikę katolicką, często nawet łączy wiele rytuałów, w istocie jednak ta specyficzna forma kultu nawiązuje do starożytnych wierzeń Mezoameryki i została potępiona przez Kościół katolicki. Co więcej kult Santa Muerte cieszy się szczególną popularnością wśród młodych Meksykanów a gloryfikacja terroryzmu i gangów dociera takimi kanałami jak YouTube do milionów ludzi.


środa, 18 listopada 2015

Czy ktoś pamięta o chrześcijanach ginących na świecie?

Tragiczne wydarzenia jakie miały miejsce w Paryżu sprawiły, że do Francji z całego świata zaczęły spływać tysiące kondolencji i głosów solidarności z całym narodem francuskim. Gdy jednak we Francji w zamachach zginęło 120 osób, w ostatnim roku śmierć dotknęła tysiące chrześcijan na świecie

mapa: Open Doors Foundation

W maju bieżącego roku ponad 5 000 katolików zostało zamordowanych przez członków organizacji Boko Haram na północnym wschodzie Nigerii. Według raportu tamtejszej diecezji od czasu wybuchu powstania w 2009 roku islamscy ekstremiści zmusili do przeniesienia się co najmniej 100 tysięcy katolików, zaatakowano 350 kościołów, w wyniku aktów przemocy przeciwko chrześcijańskiej ludności już 7 tysięcy kobiet zostało wdowami, osierocono 10 000 dzieci. 

Kilka lat wcześniej w indyjskim stanie Orissa ponad 500 chrześcijan zostało zamordowanych przez hinduskich napastników uzbrojonych w maczety, 50 000 zmuszono do ucieczki. W Libii członkowie ISIS zamordowali grupę egipskich Koptów, w Iraku i Syrii chrześcijanie codziennie narażeni są na utratę życia. 

Według The Centre for the Study of Global Christianity nawet 100,000 Chrześcijan ginie corocznie z powodu swojej wiary, z kolei Pew Research Center podaje, że nawet 139 krajach chrześcijanie spotkali się z jakąś forma wrogości. Organizacja Open Doors podaje z kolei, że chrześcijanie są prześladowani w ponad 50 krajach świata, w wielu innych są oni dyskryminowani i traktowali jak obywatele drugiej kategorii, poniżej niechlubna pierwsza 5 najgroźniejszych dla chrześcijan państw:



Czy w obliczu tych zatrważających statystyk nie powinniśmy raczej solidaryzować się z prześladowanymi chrześcijanami?

piątek, 7 sierpnia 2015

70 lat po nuklearnym Holocauście, czy ludzkość wyciągnęła z tego wnioski?

Okrągła rocznica zrzucenia bomb atomowych na dwa japońskie miasta skłania do refleksji nad konsekwencji na skutkami i kulisami tego bezprecedensowego wydarzenia.

Ruiny katedry w Nagasaki



"Japończycy byli gotowi się poddać, nie było potrzeby uderzać w nich tą okropną rzeczą" - powiedział generał Eisenhover w wywiadzie jakie udzielił Newsweekowi w 1963. To samo powiedział szef sztabu prezydentów Roosevelta i Trumana, admirał William D. Leahy "moim zdaniem wykorzystanie tej barbarzyńskiej broni w Hiroszimie i Nagasaki nie miało znaczenia dla naszych działań wojennych w walce z Japonią. Japończycy byli już wówczas zwyciężeni i gotowi się poddać z powodu skutecznej blokady morskiej i bombardować prowadzonych konwencjonalnymi środkami. (...) W moim odczuciu będąc pierwszymi, którzy użyli tej broni przyjęliśmy standard etyczny powszechny dla barbarzyńców z czasów Mrocznych Wieków (...) wojen nie wygrywa się poprzez niszczenie kobiet i dzieci."

Przytoczone powyżej opinie to tylko dwa stanowiska ówczesnych amerykańskich wojskowych komentujących decyzję o zrzuceniu bomb atomowych na Hiroshimę i Nagasaki.

W tym roku mija 70 lat odkąd 6 i 9 sierpnia 1945 roku na dwa japońskie miasta zrzucono bomby zabijając tysiące ludzi i doprowadzając do trwałego kalectwa kolejne rzesze Japończyków. W obliczu tej tragedii Kraj Kwitnącej Wiśni uczcił pamięć zabitych a premier Abe zadeklarował, że jako państwo najbardziej poszkodowane przez broń atomową Japonia powinna być liderem starań o zupełne je wycofanie ze światowych arsenałów. 

A kontekście tych wydarzeń warto przytoczyć kilka interesujących faktów dot. zrzucenia bomb:

- Japonia była już wówczas o krok przed poddaniem się, zrzucenie bomby nie było więc konieczne,
- Nagasaki było jednym z najbardziej nietypowych miast Japonii, żyło tam najwięcej chrześcijan w całym kraju, w wyniku uderzenia bomby zginęło tam blisko 8 tysięcy katolików,
- w Nagasaki zniszczenia były mniejsze, choć użyto potężniejszego ładunku, jednak dzięki ukształtowaniu terenu (wiele dolin i gór) siła uderzenia została nieco zredukowana, centrum wybuchu zlokalizowane było na przedmieściach, gdzie znajdowały się głównie domy mieszkalne, szpitale, szkoły i fabryki,
- większość ofiar bombardowań stanowili cywilie, szacuje się, że w obu miastach mogło zginąć odpowiednio: 90-166 tys. w Hiroszimie i 39-80 tys. w Nagasaki, z czego połowa w pierwszym dniu ataków,




wtorek, 4 sierpnia 2015

Były sowiecki szpieg: to my wymyśliliśmy teologię wyzwolenia

Teologia wyzwolenia była produktem KGB i jej celem było promowanie komunizmu w krajach Ameryki Łacińskiej. W projekt mocno zaangażowane były także rumuńskie służby. 
 
http://tradcatknight.blogspot.com/
 

W wywiadzie dla Catholic News Agency Ion Mihai Pacepa, były generał rumuńskiej tajnej policji, który uciekł do Stanów Zjednoczonych przyznał, że KGB miało duży wkład w powstanie a następnie rozprzestrzenianie się teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej. Za pomysłem stał Nikita Chruszczow, który chciał być zapamiętany jako ten, który dokonał eksportu komunizmu do obu Ameryk, Rumunia, jako kraj romański miała odegrać w tej operacji kluczową rolę.

To KGB wymyśliło nazwę, wykorzystując popularność hasła "wyzwolenie" jakiego używało wiele wspieranych przez Sowietów organizacji w Kolumbii (FARC), Boliwii (NLA) czy Palestynie (OWP).

Jako narzędzie do szerzenia nowej doktryny posłużyć miała Chrześcijańska Konferencja Pokojowa (zał. w 1958 roku w Pradze) oraz Rada Światowa Rada Pokoju (zał. w 1950 roku w Warszawie). Obie organizacje były w pełni finansowane i kontrolowane przez KGB, a większość ich pracowników stanowili zakamuflowani agencji sowieckiego wywiadu.

W 1968 roku zorganizowana została konferencja lewicujących południowoamerykańskich biskupów, która odbyła się Medellin w Kolumbii. Głównym tematem konferencji była bieda, zaś nieoficjalnym cele było zdefiniowanie nowego ruchu religijnego, który zachęci ubogich do buntu przeciwko "zinstytucjonalizowanej przemocy". Nowy ruch miał być z kolei zarekomendowany Światowej Radzie Kościołów, nad którą kontrolę chciało przejąć KGB. Konferencja zakończyła się sukcesem, zaakceptowała także nazwę "teologia wyzwolenia" jako określenie swojego nowego ruchu.

Pacepa nie potwierdza jednak czy główni przedstawiciele teologii wyzwolenia byli w istocie na liście płac KGB, twierdzi, że nie dysponuje dowodami w tym temacie.

czwartek, 21 maja 2015

Czy Niemiecki Kościół czeka nowa reformacja?

Już jesienią będzie miał miejsce kolejny synod ds. rodziny, podczas którego katoliccy kardynałowie z całego świata obradować będą na temat nauki Kościoła w sprawie małżeństwa, komunii dla rozwodników a także homoseksualistów. Zapowiada się twarda batalia, która może skończyć się nowym pęknięciem w Kościele.
Reinhard Marx (fot. Wikipedia)


Wydaje się być niezwykłym paradoksem historii, że kraj, który wydał poprzedniego papieża dziś znajduje się na prostej drodze do schizmy. Liderem tego ruchu jest metropolita Monachium i Fryzyngi, kard. Reinhard Marx, który na mającej miejsce w lutym konferencji prasowej orzekł, że praktyka pasterska jest odrębną kwestią w stosunku do doktryny Kościoła, stwierdził przy tym, że "pójdą swoją duszparsterską drogą". Punktem zapalnym jest przede wszystkim deklaracja niemieckich hierarchów, którzy stwierdzili, że powinno się, nawet wbrew doktrynie udzielać komuni rozwodnikom żyjącym w powtórnych związkach czy też aktywnych homoseksualistów. Inny duchowny, kardynał Walter Kasper utrzymuje, że za pontyfikatu Franciszka można się spodziewać "nowego otwarcia" i dalszych zmian wewnątrz Kościoła, a przede wszystkim "zmianę mentalności".

Oliwy do ognia dodaje fakt, że nie wszyscy hierarchowie są równie otwarci na propozycje niemieckiego duchowieństwa. Ich przeciwnikami stali się przede wszystkim kardynałowie z Afryki. Przykładowo na początku roku pochodzący z Gwinei kard. Robert Sarah stwierdził, że "Kościół afrykański będzie przeciwstawiał się jakiejkolwiek formie buntu przeciw nauczaniu Chrystusowemu i przeciw Kościołowi" Powoli rysuje się wręcz linia podziału pomiędzy kardynałami: pragnący zmian hierarchowie z Europy Zachodniej oraz sprzeciwiający się tej liberalizacji a nawet mówiący wprost o herezji duchowni z innych państw, przede wszystkim z Afryki.
kard. Walter Kasper (fot. Wikipedia)


Nie wiadomo jak zachowa się w tej kwestii sam papież, z jednej bowiem strony Frnaciszek przedstawiany jest jako liberalny i otwarty na reformy, z drugiej jednak strony nie dokonał on do tej pory żadnej drastycznej zmiany w doktrynie Kościoła. Przeciwnicy reform chcąc pozyskać papieża do swojej sprawy uruchomili nawet wielojęzyczną stronę noszącą tytuł "Synowska Prośba", na której podpisujący się katolicy proszą Franciszka o pozostanie na straży dotychczasowej nauki. Czy jeśli sam papież poprze kardynałów spoza Europy to niemieccy duchowni nie zbuntują się? Już w październiku przekonamy się jaka będzie przyszłość Kościoła katolickiego i w jakim podąży on kierunku.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14. Bramy": Rozdział 7 Pekin. Chiny

Pokój wypełniał papierosowy dym. Kilka ciężkich foteli, duży stół, na którym stało parę butelek różnej wódki i kryształowe szklanki. Siedzący w fotelach mężczyźni byli do siebie dziwnie podobni, niemal tego samego wzrostu, o zbliżonych do siebie sylwetkach i rysach twarzy. Ubrani w niemalże identyczne stalowoszare garnitury. Czarne lśniące włosy nie pozwalały na jednoznaczne określenie ich wieku. Drzwi na balkon były uchylone. Za powiewającą w rytm podmuchów wiatru firaną stał odwrócony tyłem mężczyzna. Rozglądał się dyskretnie w każdą stronę, tak jakby się spodziewał, że na balkon, na którym się znajdował, za chwilę ktoś wpadnie.
W pokoju panowała cisza. Jeden z siedzących w fotelu mężczyzn przerwał w końcu to wspólne milczenie.

– Skoro jesteś szefem wywiadu, powinieneś wiedzieć więcej, nie sądzisz? – zwrócił się do człowieka siedzącego po jego lewej stronie.
Wyrwany z odrętwienia, wychylił się do przodu.
– Wiem, powinienem... ale niestety, tak nie jest. – Pochylił z pokorą głowę.
Mężczyzna, który zadał pytanie, spojrzał na pozostałych.
– I co wobec tego robimy?
Obecni spojrzeli na siebie, szukając wzrokiem kogoś, kto odpowiedziałby na to pytanie.
– Jeżeli mogę coś podpowiedzieć...
– Proszę – prowadzący dyskusję zainteresował się, spoglądając na mówiącego.
– Może to nazbyt śmiały pomysł... – zawahał się.
– Mów, do cholery, to nie czas na cesarską etykietę!
– Otóż, przyszło mi do głowy, że moglibyśmy zwrócić się o pomoc... – ponownie się zawahał. Rozejrzał się po obecnych
– Do Watykanu.
– Do Watykanu?
– Właśnie, wiedziałem, że to zbyt śmiała koncepcja.
– Dolejcie mi whisky. – Mężczyzna, który wydawał się najważniejszą postacią, ożywił się. Jeden z siedzących poderwał się, by spełnić jego życzenie. Podał mu wypełnioną szklankę. Rozejrzał się, by dopełnić alkoholem pozostałe stojące na stole naczynia. Po chwili usiadł.
– Co o tym sądzisz? – zwrócił się do człowieka siedzącego naprzeciwko.
– Według naszych danych, wspólnota katolicka w Chinach liczy od ośmiu do dwunastu milionów ludzi. Są oni podzieleni między oficjalnym Kościołem katolickim, zwanym także patriotycznym, który wyświęca biskupów bez zgody Watykanu, a Kościołem podziemnym. Stosunki dyplomatyczne między Chinami a Watykanem zostały zerwane w 1951 roku, kiedy to Mao Zedong wyrzucił z kraju nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Antonio Riberiego...
– Nie prosiłem cię o wykład. Pytałem, co sądzisz o tym pomyśle.
Pytany mężczyzna zastanowił się.
– Uważam, że Amerykanie chcąc budować nowy system rakietowy, tak bardzo nas lekceważą, że każde rozwiązanie jest w tym momencie dobre. Tyle tylko, że...
– Tak?
– To pociągnie za sobą konieczność zmiękczenia naszej postawy wobec Watykanu.
– Wiadomo... ale nie sądzisz, że wsparcie papieża może być dla nas mocną kartą?
– Jakoś dotąd obywaliśmy się bez tego.
– Dobrze, dobrze, ale jakoś dotychczas nikt nie chciał wznosić instalacji, nie wiadomo, z jaką bronią i nie wiadomo tak naprawdę przeciwko komu skierowaną. Premier jest bardzo zaniepokojony. Więcej, bardzo zniecierpliwiony tą sytuacją. Jedno wam powiem, nie może sobie pozwolić na utratę dotychczasowej pozycji międzynarodowej, a te pomysły z tarczą zaczynają mu zagrażać. Nie mam ochoty oglądać go poirytowanego. Wiecie, jak to się skończy?
Skinęli wszyscy głowami.
– Skoro tak, to bierzcie się do roboty.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział Rozdział 47 Watykan



Kardynał Carrasoni otworzył drzwi do pokoju swojego sekretarza. We wnętrzu panował półmrok. Na łóżku leżał młody mężczyzna. Poranne słońce przedostawało się przez przysłonięte grubymi storami okno.
– Wstań Claudio – powiedział kardynał do śpiącego mężczyzny. – Wstań, jesteś mi potrzebny.
Zbudzony poderwał się z łóżka. Spojrzał na zegarek. Dochodziła piąta.
– Już, już wstaję. Włożę tylko szlafrok. Czy może mam się ubrać?
– Nie Claudio, nałóż coś na siebie i przyjdź do mnie.
– Dobrze, już idę.
Kardynał wyszedł z pokoju. Chłopak ubrał szlafrok, pantofle i wszedł na chwilę do łazienki. Przemył twarz i wytarł ją ręcznikiem. Szybko przemierzył odległość dzielącą go od gabinetu kardynała. Zastał go za biurkiem.
– Jestem. Co mam zrobić?
– Połącz mnie z Poulem – odezwał się kardynał. – Powinien mieć przy sobie telefon. Szukałem jego numeru, ale na próżno.
– Jest dosyć wcześnie. Mam nadzieję, że będzie uchwytny.
Chłopak wyszedł z pokoju.
Po chwili na biurku kardynała zadzwonił telefon.
– Łączę z Poulem. Na szczęście odebrał, jest na linii – oznajmił Claudio.
– Dziękuję ci.
W słuchawce zapanowała krótka cisza.
– Poul? Jesteś tam? – zapytał kardynał.
– Jestem, Wasza Eminencjo.
– Gdzie konkretnie jesteś?
– W Polsce, na drodze ze Szczecina do Gdańska, w przydrożnym hotelu. Wracam do przyjaciela kardynała Romanazziego. Powinienem dojechać dzisiaj po południu na miejsce.
Czy coś się stało?
– Powiedz mi, czy coś wykryłeś? – zapytał krótko kardynał.
– Musiałbym dużo opowiadać, ale jestem pewien, że dzieje się coś złego. Istnieje grupa osób, być może są ich dziesiątki, która wpływa na zdarzenia polityczne.
– Czy wiadomo dlaczego? – przerwał mu kardynał.
– Myślę, że ich głównym celem jest stworzenie systemu wpływu politycznego i gospodarczego. I coś jeszcze...
– Co?
– Ta ich działalność ma również, a może przede wszystkim, za zadanie zniszczenie, a przynajmniej osłabienie pozycji Kościoła. Mam wrażenie, że to, co dzieje się w polskim Kościele, jest elementem tej gry.
– Tak... – zadumał się kardynał.
– Muszę jeszcze dodać, że znalazłem też bardzo silne związki z wydarzeniami, jakie kierowały Europą w czasie drugiej wojny światowej. To wszystko jest dziwne, ale bardzo logiczne. Kardynał przerwał rozmowę. Zamyślił się znowu.
– Halo... – usłyszał w słuchawce.
– Jestem – odpowiedział. – Zaczyna pojawiać się coraz więcej problemów. Myślę, że są ludzie, którzy właśnie teraz się uaktywnili. W Watykanie toczy się walka pomiędzy poszczególnymi frakcjami, a wielu hierarchów usiłuje wpłynąć na postępowanie papieża. On sam chciałby, aby Kościół skupił się na głoszeniu ewangelicznego orędzia i został pozbawiony zbyt wielu struktur, co spotyka się z dużym oporem ze strony hierarchów. Podam ci kilka przykładów: między innymi sprzeciw francuskich biskupów wobec powrotu przedsoborowej liturgii po łacinie, powstrzymanie reorganizacji Kurii Rzymskiej w celu zmniejszenia liczby urzędów i ograniczenia wydatków, zablokowanie wymiany nuncjuszy apostolskich w najważniejszych stolicach, zepchnięcie na margines przedstawicieli Opus Dei. To wszystko bardzo mnie niepokoi dlatego, że łączy się w całość. Wspominam ci o tym, bo chcę, byś wiedział, na jakie powiązania zwrócić szczególną uwagę. Wszak ktoś z zewnątrz może inspirować całe to zamieszanie.
– Rozumiem. Co mogę zrobić
– Postaraj się rozsądnie kontynuować twoje zadanie. I uwa-
żaj na siebie. Niech cię Bóg prowadzi.
– Bóg zapłać.
Kardynał odłożył słuchawkę.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Cudownie ocaleni - historia zakonników, którzy przeżyli wybuch bomby atomowej w Nagasaki

W 1597 roku w mieście Nagasaki ukrzyżowano franciszkańskiego mnicha. Kanonizowany w 1862 roku pochodzący z Meksyku św. Filip od Jezusa umierając powiedział podobno, że pewnego dnia Nagasaki zostanie zniszczone przez spadającą z nieba kulę ognia.

Zniszczony kościół jezuitów w Hiroszimie
348 lat później, 9 sierpnia 1945 roku na miasto spadł "Tłuścioch" ("Fat boy") druga bomba atomowa zrzucona przez Amerykanów na Japonię niszcząc przy tym miasto o największej populacji katolików w kraju. Trzy dni wcześniej 6 sierpnia 1945 o godzinie 8:15 na Hiroszimę spadł "Little Boy", bomba atomowa o sile 22 kiloton. Wybuchowi towarzyszył oślepiający błysk, po czym gigantyczna kula ognia sprawiła, że w promieniu blisko 2 kilometrów wyparowało praktycznie wszystko. Słowa św. Filipa ziściły się a dwa miasta legły w gruzach grzebiąc tysiące mieszkańców. Około 80% procent domów oddalonych w odległości 1-2 km od miejsca uderzenia zawaliło się lub spaliło, cała okolica była pokryta ciałami. większość ludzi i zwierząt zmarła natychmiast, rośliny zostały spalone. Ci co przeżyli cierpieli z powodu rozległych oparzeń i napromieniowania.



W Hiroszimie blisko miejsca uderzenia znalazło się jednak ośmiu cudownie ocalonych niemieckich jezuitów, którzy nie tylko wyszli z bombardowania bez większego szwanku, ale też nie doświadczyli jakichkolwiek powikłań w wyniku napromieniowania, co potwierdzono wielokrotnie podczas blisko 200 badań przeprowadzonych na zakonnikach. Jak twierdzi jeden z nich, ojciec Hubert Schiffer (zmarły w 1982 roku w wieku 67 lat) podczas wybuchu został przywalony gruzem, ale poza kilkoma kawałkami szkła wbitymi w szyję, nic mu się nie stało. 

Katedra Urakami w Nagasaki, wrzesień 1945


Wkrótce potem po uderzeniu bomby w Nagasaki zniszczeniu uległa największa w ówczesnej Azji katolicka świątynia, katedra Urakami, w której podczas bombardowania odbywała się Msza, jak twierdzą tamtejsi katolicy, będąca próbą odkupienia win za japońskie zbrodnie w czasie wojny. W katedrze zginęli wszyscy, z niej samej pozostało niewiele, jedynie część murów i kilka figur, które dziś stoją przed odbudowaną świątynią. Natomiast w tym samym mieście, pośród innych, zupełnie zniszczonych budowli ostał się klasztor franciszkański ufundowany przez samego św. Maksymiliana Kolbe.

Cud? Zarówno franciszkanie od św. Maksymiliana jak i jezuici z Hiroszimy byli głęboko oddanymi wiernymi szczególnym kultem otaczający objawienia w Fatimie. Czy to mogło ich uratować? 

czwartek, 3 lipca 2014

Dziś Irak i Syria, jutro czas na Rzym? Przywódca kalifatu wzywa do zajęcia stolicy chrześcijaństwa!

Czy już niedługo Rzym zostanie ostatecznie zdobyty przez muzułmanów? Czy Bazylika Św. Piotra, podobnie jak dawniej Hagia Sofia zostanie przerobiona na meczet?



Będąca na ustach wszystkich interesujących się sytuacją na świecie organizacja Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie w zeszłym tygodniu proklamowała wskrzeszenie nie istniejącego od setek lat kalifatu będącego arabskim odpowiednikiem królestwa bądź cesarstwa uwzględniającą jednak silną władzę religijną. ISIL przejęło kontrolę nad większą częścią północno-zachodniego Iraku oraz wschodnią częścią Syrii. Ich ambicje sięgają jednak znacznie dalej, a według słów lidera Abu Bakr al-Baghdadiego przyjdzie także czas na zdobycie Rzymu.

Al-Baghdadi, który ma ambicje by zostać nowym kalifem wzywa muzułmanów z całego świata do podniesienia sztandarów Proroka i ruszenie do walki z niewiernymi. Ci, którzy mogą przybyć do Islamskiego Państwa, powinni migrować, gdyż imigracja do domu islamu jest obowiązkiem. Przybywajcie do waszego państwa. To jest wasze państwo. Syria nie jest dla Syryjczyków a Irak nie jest dla Irakijczyków, ta ziemia jest dla muzułmanów, wszystkich muzułmanów. To moja rada. Jeśli będziecie się jej trzymać, podbijecie Rzym a potem cały świat." - powiedział w nagraniu udostępnionym na stronie należącej do ISIL.

Co istotne Baghdadi wezwał do jeszcze intensywniejszych walk także w okresie trwania Ramadanu, który jego zdaniem jest najlepszym miesiącem do jak największych poświęceń dla islamu.

Powstanie kalifatu to dalszy ciąg walk jakie od pewnego czasu toczą się w Iraku i Syrii między świeckimi władzami państw i dżihadystami zorganizowanymi wokół ISIL. Tym ostatnim udało się w niedługim czasie przejąć kontrolę nad znacznymi obszarami tych dwóch bliskowschodnich państw. 
 
 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 15 Pałac Arcybiskupów Krakowskich, Kraków, Polska

Poprzedni rozdział
fot.Ludwig Schneider / Wikimedia

Poul przechadzał się po pokoju jadalnym w oczekiwaniu na kardynała. Wskazówki stojącego w rogu pokoju zegara powoli zmierzały do godziny dwudziestej. Na samo wspomnienie swojej popołudniowej przygody ogarniał go strach. Nie potrafił logicznie wytłumaczyć zdarzenia, które go spotkało. Bardzo chciał wierzyć w to, że stał się przypadkowym uczestnikiem czyichś brutalnych porachunków. Postanowił opowiedzieć o wszystkim kardynałowi, zapominając o urokach miasta. Głos kuranta wybijającego godzinę dwudziestą przywrócił go do rzeczywistości. Jednym z uroków kościelnej architektury było oddzielanie miejsc przeznaczonych dla zwykłych osób od pomieszczeń, w których przebywali kościelni dostojnicy. Ta widoczna oznaka posiadanych przywilejów dodatkowo wzmagała chęć dążenia do osiągnięcia wyższej pozycji, doskonale wkomponowując się w wielowiekową hierarchię kościelnych obyczajów. Poul zdał egzamin ze znajomości realiów, w których się znajdował, na ocenę wyższą niż przeciętna. Zawsze zdyscyplinowany i uprzejmy starał się dostosować do zasad panujących w środowisku, które stało się jego domem. Być może z przyjęcia takiej właśnie postawy wynikały zaufanie i sympatia jego przełożonych. Mimo swojego młodego jeszcze wieku był już w miejscu, o którym wielu mogło jedynie marzyć. Drzwi otwarły się z cichym skrzypnięciem. Do pokoju wszedł kardynał. Skierował się w stronę oczekującego go mężczyzny. Spotkali się pośrodku pokoju. Poul uklęknął przed dostojnikiem. Kardynał wykonał gest, jakby chciał podnieść go z kolan.
– Witaj mój synu. Cieszę się, że mogę cię gościć. Wstań, proszę – odezwał się.
Poul wstał. Uśmiechnął się, spoglądając w oczy kardynała.
– Dla mnie to wielkie przeżycie. Jestem ogromnie zaszczycony – odpowiedział.
– Siadaj, proszę – gospodarz wskazał miejsce przy stole. – Pozwolisz, że porozmawiamy podczas kolacji?
– Z przyjemnością – odparł Poul, czekając, aż kardynał usiądzie pierwszy.

Zasiedli za stołem starannie przygotowanym do wieczornego posiłku.
Do pokoju weszły dwie zakonnice, podając przystawkę. Na widok szynki, szparagów i jajka pokrytego kawiorem Poul poczuł się głodny i uświadomił sobie, że przygoda, jaką przeżył, sprawiła, że zupełnie zapomniał o jedzeniu.
– Smacznego. Jak podoba ci się Kraków? – odezwał się kardynał.
– Cudowne miasto. Zwiedziłem Wawel… – Poul urwał.
Kardynał spojrzał pytająco na swojego gościa.
– Cudowne, ale chyba niezbyt bezpieczne… – zawahał się Poul.
– Niebezpieczne? Skąd taki wniosek? – kardynał wyraźnie się zdziwił.
– Miałem nieprzyjemną przygodę… Z zamku poszedłem na rynek.
Przyznam, że zrobił na mnie wrażenie… Zwiedziłem piękny budynek stojący pośrodku, a gdy wyszedłem z niego, podszedłem do straganów z kwiatami. Zatrzymałem się na chwilę. I nagle… usłyszałem obok siebie świst… wypełniony kwiatami dzban rozprysł się… Jestem pewien, że obok mnie przeleciała kula wystrzelona z broni.
– Czy jesteś tego pewien?! – kardynał podniósł głos. Nie ukrywał zaskoczenia.
– Chyba tak… Tak. Zauważyłem człowieka uciekającego z miejsca, z którego mógł oddać strzał. Otaczający go ludzie zorientowali się, co się wydarzyło, zrobiło się zamieszanie.
– To niesłychane! – wykrzyknął kardynał. – Czy zauważyłeś, by
ktoś cię śledził?
– Nie. Chociaż muszę przyznać, że nie zwracałem uwagi na
otaczających mnie ludzi – odpowiedział Poul. – Po tym dziwnym wydarzeniu wszedłem do kościoła, by podziękować Bogu za ocalenie. Zamilkli na chwilę. Zakonnice ponownie weszły do pokoju, przynosząc zupę z polskich grzybów. Wychodząc, zabrały zbędne naczynia.
– Miałeś dużo szczęścia – zadumał się kardynał. – Zastanawiałeś się, jak to wytłumaczyć?
– Jedyne, co przyszło mi do głowy, to przypuszczenie, że mogłem znaleźć się całkiem przypadkowo w środku jakichś porachunków – odparł Poul.
– A nie wydaje ci się, że ktoś nam nieżyczliwy mógł dowiedzieć się o twojej misji? – na twarzy kardynała widać było niepokój. Poul zastanawiał się przez moment nad odpowiedzią.
– Nie mogę wykluczyć takiej sytuacji. Chociaż… byłoby bardzo niedobrze, gdyby ktoś wiedział…. – przerwał na chwilę. – Zważywszy jednak na podejrzenia, iż ktoś reżyseruje w Watykanie przeciwko nam ostatnie wydarzenia, może być to całkiem prawdopodobne.
– Musisz powiadomić kardynała o tym, co zaszło.
– Oczywiście uczynię to niezwłocznie – opowiedział Poul.
– Napijmy się wina, może cię trochę uspokoi. Niczego w tej chwili nie wymyślimy – powiedział z troską w głosie kardynał. Podniósł kryształowy kielich do ust. Poul po chwili zrobił to samo.
Zapanowała chwila milczenia, którą przerwał kardynał.
– Trzeba podziękować Bogu, że nad tobą czuwał. O ile wiem, nic takiego wcześniej się nie wydarzyło. Będę się za ciebie modlił.
– Bóg zapłać – odpowiedział Poul. – W końcu sprawa, dla której tu przyjechałem, nie wydaje się być ani zwyczajna, ani bezpieczna. Szukam pewnego człowieka…
– Tak, wiem – przerwał kardynał. – Szukasz naukowca z Warszawy, który ostatnio był gościem w Watykanie.

Właśnie – podchwycił Poul. – Ten naukowiec miał się spotkać z kimś, kto ostatnio został otruty. Prawdopodobnie przez rosyjskich agentów.

– Tak, słyszałem o tym. Z tego co wiem, ten Polak bywał już wcześniej u nas. Był przyjacielem kardynała Romanazziego.
– Nie miałem o tym pojęcia. Dostałem zadanie znalezienia przyjaciela kardynała, ponieważ to właśnie ten człowiek, jak podejrzewamy, wiedział o tajemnicy. Kardynał chciał ją przekazać papieżowi tuż przed swoją tragiczną śmiercią. I jeszcze jedno… ten zmarły w Londynie agent mógł być powiązany z tą sytuacją. Co więcej, mógł zostać zamordowany, kiedy ktoś zaczął go podejrzewać o zdradę wspomnianej tajemnicy – odpowiedział Poul.
– Czy wiesz już coś bliższego o tym agencie?
– Rozmawiałem o nim ze swoim przyjacielem, Anglikiem. Jest dyrektorem szpitala, w którym zmarł zamordowany agent. Mówił mi, że umierający przed śmiercią opowiadał dziwne rzeczy. Wspominał coś o klinikach Lebensbornu, o skarbach Trzeciej Rzeszy mających finansować spisek osób wpływowych i obecnie rządzących. Mających wpływ na światową politykę. Wspomniał również o czymś pod ziemią. O jakiejś bazie? Brzmi to dziwnie, ale z tego, co zrozumiałem, to o jakimś logistycznym zapleczu. Miejscu sięgającym jeszcze czasów minionej wojny. Niestety jego wypowiedzi były zbitką pojedynczych zdań, wypowiedzianych w czasie agonii.

Dyżurujący przy nim lekarz nie bardzo skupiał się nad logiką zdań, które przypadkiem słyszał.
– Coś jeszcze mówił? – zapytał wyraźnie zainteresowany kardynał. Poul zastanowił się chwilę. Pospiesznie podniósł kieliszek, przesunął go do ust, wypijając sporą ilość czerwonego trunku.
– Mówił coś o nowym ładzie w Europie. Odebrałem to jako retorykę rodem z hitlerowskich Niemiec. Na szczęście ta niszcząca ideologia umarła z Adolfem Hitlerem kilkadziesiąt lat temu. Mężczyźni po raz kolejny przerwali rozmowę. Zaserwowano główne danie. Zgodnie z najlepszym polskim obyczajem podano kaczkę z kaszą. Gdy zostali sami, kardynał odezwał się.
– Jesteś pewien, że Hitler popełnił samobójstwo, a jego, jak powiedziałeś, ideologia umarła w czterdziestym piątym roku?
– Jak to? Przecież znaleziono jego ciało?! – zdziwił się Poul.
– Przez wiele lat powszechnie uważano, że Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo. Przekonanie to opierało się na zeznaniach tych osób, które znajdowały się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Na odgłos strzału mieli oni wejść do gabinetu Hitlera. Według zeznań kamerdynera Lingego, potwierdzonych przez Axmanna i Günschego, adiutanta wodza, Hitler i Ewa Braun siedzieli na sofie. Pistolet miał leżeć na podłodze u stóp mężczyzny. Z prawej skroni Hitlera miała wyciekać krew. Na stoliku obok można było dostrzec ampułki z trucizną. Ewa Braun, leżąca z podkulonymi nogami na kanapie, miała przegryźć jedną z nich… Podobno zapach cyjanku potasu w pomieszczeniu był wyjątkowo silny. Wydawało się oczywiste, że Hitler strzelił sobie w głowę, zaś Ewa, na której ciele nie było ran,połknęła truciznę. Ciała zawinięto w koce, wyniesiono z gabinetu i przekazano dwóm oficerom SS, którzy zabrali je w stronę zapasowego wyjścia z bunkra. Reszta miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, dlatego zadbano, aby w korytarzach nie było nikogo. Zwłoki złożono w leju po bombie, oblano benzyną i podpalono.
Kardynał przerwał i spojrzał na zaciekawionego Poula.
– Wiem, że pojawiły się pewne wątpliwości co do prawdziwości zeznań świadków, o których mówi wasza eminencja…
– Masz rację – podjął kardynał. – 2 maja walki w Berlinie zostały zakończone. W radzieckiej niewoli znaleźli się Kempka, Linge, Axmann, a więc osoby, które były najbliżej Hitlera, gdy ten miał popełnić samobójstwo. Oczywiście Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważni ludzie znaleźli się w ich rękach. Przesłuchania z pewnością były bardzo dokładne. Obecnie wiemy już na pewno, że Linge kłamał. Jeżeli Hitler strzeliłby sobie w głowę, to ślady krwi musiałyby znajdować się na ścianie. Tak jednak nie było, co doskonale widać na zdjęciach zrobionych przez Rosjan. W 1993 roku ujawniono protokół z sekcji zwłok Hitlera. Zawiera on stwierdzenie, że między zębami wodza znaleziono szkło i że ślady cyjanku potasu odkryto w jego organach wewnętrznych. Druga sprawa: w Państwowym Archiwum w Moskwie znajduje się fragment czaszki Hitlera. W jej przedniej części widać otwór po kuli. Czaszka jest bardzo zniszczona i nie można w chwili obecnej stwierdzić, czy jest to otwór wylotowy, czy wlotowy. Jeżeli prawdziwa jest ta druga możliwość, że jest to otwór wylotowy, to oznacza to, że lufa broni, z której oddano strzał, znajdowała się w ustach lub pod brodą zabitego. Jeżeli jednak jest to otwór wlotowy, to nie może budzić wątpliwości, że strzelał ktoś inny.
– Jak więc mogło się to odbyć? – zapytał Poul.
– Przeanalizujmy, jeżeli pozwolisz, inną wersję wydarzeń. – Przyjmijmy, że Linge wszedł do gabinetu Hitlera i zobaczył, iż ten klęczy na podłodze i toczy pianę z ust. W dłoni trzyma pistolet. Cyjanek, który zażył przed momentem, nie zadziałał. Na prośbę wodza Linge wyjął z jego ręki pistolet i strzelił mu z góry w głowę.
Następnie ułożył zwłoki na kanapie przy ścianie i wyszedł z pokoju…
– Co przemawia za takim rozwojem wypadków? – zapytał Poul.
– Hitler brał bardzo dużo leków. Nie powinno to dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne napięcie, w jakim żył pod koniec wojny. Gdy cyjanek nie zadziałał, nie miał już dość siły, aby do siebie strzelić, i to Linge go dobił. Osoby badające zwłoki, zwróciły uwagę na fakt, że odłamki szkła z fiolki z trucizną między zębami wskazują, że ta została skruszona, a nie przegryziona. Oczywiście można przyjąć założenie, że Hitler mógł rozkruszyć ampułkę w palcach, a następnie wsypać truciznę do ust, należy jednak pamiętać, że cyjanek działa natychmiastowo i Hitler nie miałby czasu, aby sięgnąć po pistolet, włożyć lufę w usta lub przyłożyć ją do głowy i wypalić. Niewykluczone zatem, że Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany.
– A co się stało z Ewą Braun? – zapytał Poul.
– Tu też mamy do czynienia z wieloma niejasnościami, a sporo do myślenia dają wyniki sekcji zwłok kobiety z ogrodu Kancelarii Rzeszy opublikowane w połowie lat 90. Wyraźnie wskazywały one, że nie była to Ewa Braun, lecz osoba, która zginęła na skutek trafienia odłamkami. Wydaje się, że już po jej śmierci przebrano ją w niebieską sukienkę Ewy. Przerobiono też uzębienie tej osoby – powszechnie wiadomo, że badanie uzębienia jest jednym z podstawowych działań podejmowanych podczas identyfikacji zwłok. Czyżby chodziło o powstrzymanie pościgu za autentyczną Ewą Braun, która żywa opuściła bunkier? Rosjanie początkowo nie podawali do wiadomości, że odnaleźli zwłoki Hitlera i jego żony. 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził: Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera. Mógł odlecieć z Berlina w ostatnim momencie… Potwierdzają to nawet oficjalne depesze, takie jak ta z 16 lipca, kiedy to Stalin przekazał prezydentowi Trumanowi, że uważa, iż Hitler cały i zdrowy przebywa w Hiszpanii lub Argentynie. Nie sprecyzował jednak, dlaczego tak sądzi. Należy również wspomnieć, że we wrześniu 1945 roku Rosjanie wydali także oświadczenie, w którym twierdzili, że nie odnaleziono śladów ciał Adolfa Hitlera i Ewy Braun.
– Co się z nimi zatem stało? – spytał Poul.
– Trop prowadzi prosto do małego samolotu, który o świcie 30 kwietnia wystartował z Tiergarten z trzema mężczyznami i kobietą na pokładzie. Wkrótce potem, zanim Brytyjczycy zajęli port, z Hamburga wypłynął duży okręt podwodny, na którego pokładzie znalazła się kobieta. Niewykluczone, że była to Ewa Braun, zaś jednym z pasażerów mógł być Adolf Hitler. Dalsze losy tej łodzi pozostają nieznane.
Kardynał zamilkł.
– Poświęcił eminencja tej historii tak dużo czasu – powiedział Poul. – Czy mam rozumieć, że ma to jakiś związek ze sprawą, dla której zostałem przysłany do Polski?
Kardynał odłożył talerz z daniem. Jedzenie było już zimne.
– Tak. Pozornie wydaje się, że wszyscy hitlerowcy popełnili samobójstwa albo zostali straceni, zmarli w więzieniu. Wszystko to prowadzi do wniosku, że w 1945 roku poglądy tych niebezpiecznych ludzi umarły wraz z nimi. Wydawać by się mogło, że Hitler popełnił samobójstwo i na tym historia ideologii kultów jednostki się skończyła.
– Rozpoczęła się nowa, bezkompromisowa wojna o wpływy… – odezwał się Poul.
– Europa nie była już Europą sprzed wojny. Do gry weszły Stany Zjednoczone z masą własnych, znakomicie przeszkolonych agentów. Zaczęły ingerować w kluczowych sytuacjach w losy niektórych krajów i reżyserować je. W Rosji mordowano miliony ludzi, a między częścią faszystowskich ideologów a rosyjskimi dyktatorami i zapewne amerykańskimi outsiderami władzy powstała zmowa. Spisek, jak powiedział papieżowi Romanazzi.
– Czy to ten spisek zabił kardynała po blisko sześćdziesięciu latach? – zapytał zaintrygowany Poul.
– Być może nie spisek, lecz możliwość jego ujawnienia. Zarówno on, jak i agent zmarły w Londynie musieli wiedzieć więcej ode mnie.
– Rozumiem…
– Wracając do przerwanego wątku – wiele lat temu twórcy obu systemów doszli do wniosku, że ich ostatnie doświadczenia wyraźnie pokazały, że wzajemne wyniszczanie się nie ma sensu, natomiast bezkolizyjna współpraca może doprowadzić do dominacji nad światem. Odżył zawarty przed wojną pomysł zmodyfikowanego paktu Ribbentrop-Mołotow. Twórcy nowej koncepcji uwierzyli, że sojusz obu wielkich krajów i jeszcze kilku innych, jest nie tylko pomysłem na zrealizowanie ideologii nowego ładu w Europie, ale i na świecie. Co gorsza, wiem, że w owym „spisku” wzięli udział również odsunięci od władzy i wpływów agenci amerykańskich służb specjalnych. Aby zrealizować swoje zamierzenia, potrzebowali czasu, pieniędzy i przyszłych wykonawców, którzy już po ich śmierci doprowadziliby plan do końca.– Czy twórcy tych szalonych koncepcji mieli świadomość upływu czasu? – zapytał Poul.
– Oczywiście, ale nie zapominaj, że była to grupa szaleńców, którzy uważali, że odrodzą się ponownie w nowym, stworzonym przez siebie świecie. Wierzyli w świadomą reinkarnację. Potrzebowali wykonawców, którzy pod ich wpływem doprowadzą do realizacji ideologii alternatywnych dla chrześcijaństwa, również poprzez sojusz Niemiec i Rosji, a właściwie może mniej manifestowany sojusz, a realną współpracę polityków, także przy udziale wielu innych wpływowych osób.
– To jakiś obłęd… – powiedział podekscytowany Poul.
– Naturalnie, ale pamiętaj, że ludzie bogaci szukają innych form wyzwalania adrenaliny. A już, nie daj boże, stojąc na łożu śmierci. Szukają nieograniczonej władzy. Ich poprzednicy oczywiście w skrajnej formie działania potrafili wymordować miliony ludzi dla swoich chorych planów. Dlaczego więc nie mieliby zaryzykować kolejnej katastrofy dla spełnienia nowych szalonych idei?
– Niezwykłe… – Poul pokręcił głową. – Jak zabrali się do realizacji swojego dzieła?
– Jak już powiedziałem, potrzebowali pieniędzy i ludzi. Początkowo postanowili sfinansować swoje pomysły, wykorzystując zrabowane skarby III Rzeszy. Później, jak się wydaje, zaczęli do nich dołączać różni, zwabieni perspektywą udziału w nieograniczonej władzy, milionerzy. Ich liczba wzrosła po obaleniu muru berlińskiego. Stworzyli ogromny mechanizm wpływów – ludzi zorganizowanych w tzw. Zakon Rycerzy Wewelsburga.
– Wewelsburga? – zdziwił się Poul. – Cóż to takiego?
– No właśnie… To również tajemnicza historia. Łącząca się zresztą z tym, o czym wspominałeś – z klinikami Lebensbornu.
– Uff, mam wrażenie, że historia toczy się za szybko – stwierdził Poul.
– Właśnie – oparł kardynał. – Napijmy się spokojnie kawy, zjedzmy ciasto, a za chwilę wrócimy do rozmowy. Kardynał wstał i podszedł do drzwi. Wychylił się i coś powiedział. Po chwili do pokoju weszły siostry zakonne. Podały kawę i ciasta, po czym dyskretnie usunęły się.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy", Rozdział 14 Lotnisko Balice, Kraków, Polska

Samolot linii Alitalia podchodził do lądowania. Na znajdującego się na jego pokładzie Poula w lotniskowym holu oczekiwało dwóch księży. Zostali wysłani po watykańskiego gościa przez krakowskiego metropolitę.
Kardynał został powiadomiony o misji Poula wbrew zwykłej procedurze. Nie było w zwyczaju informowanie zarządzających regionalnymi strukturami Kościoła o tajnych misjach specjalnych wysłanników. Mieli oni pomagać, ale nie wiedzieć. Pełna sekretów i dyscypliny kościelna struktura utrzymywała swoją sprawność od setek lat. Tym razem to osoba arcybiskupa spowodowała takie odmienne traktowanie. Był on wieloletnim współpracownikiem poprzedniego papieża. Znał wszystkie tajemnice Watykanu i ukrywane od lat szczegóły mechanizmów światowej polityki. Był kimś znaczącym. Czekający na lotnisku księża rozglądali się nerwowo. Oczekiwany gość pojawił się po dłuższej chwili w rozsuwanych drzwiach prowadzących z sali przylotów do holu. Spojrzał na czekających. Charakterystyczne stroje i trzymana przez jednego z mężczyzn wiązanka kremowych kwiatów nie budziły wątpliwości, do kogo ma podejść. Przywitanie było krótkie, pełne wyćwiczonej z obu stron uprzejmości. 

Mężczyźni wyszli przed budynek lotniska. Kierowcy służbowego czarnego mercedesa udało się zaparkować
pod samym wejściem. Zauważył schodzących po szerokich schodach. Wyszedł z samochodu i otworzył tylne drzwi przed najważniejszą w tym dniu osobą. Włożył jego walizki do bagażnika. Po chwili pojazd z ciemnymi szybami ruszył w kierunku centrum zabytkowego miasta. To właśnie tam znajdowała się siedziba kardynała – w sercu miasta stu kościołów i zamku królów polskich wznoszącego się majestatycznie nad zakolem największej rzeki w tej części Europy – Wisły. Dojechali na miejsce. Towarzyszący księża wskazali swojemu gościowi przygotowany dla niego pokój. Wymienili jeszcze kilka grzecznościowych słów i pożegnali się. 

Poul wziął prysznic i przebrał się. Za pół godziny miał wyznaczone spotkanie z kardynałem. Pomimo iż przywykł do przebywania wśród znamienitych postaci, czuł lekki niepokój. Człowiek, z którym miał się spotkać, onieśmielał swoich rozmówców. Znacząca przez lata postać Watykanu bez rozgłosu i zbędnego rytuału wyznaczała losy setek ludzi. To jego opinia była przez dziesięciolecia najbardziej istotną dla podejmowanych przez papieża decyzji. Powiernik, przyjaciel, ale z drugiej strony – strateg i największy znany mu bank wszelakich informacji.

Poul czuł niepokój, a może podniecenie przed spotkaniem. Starannie się do niego szykował. Usłyszał pukanie do drzwi swojego pokoju.
– Proszę.
W drzwiach stanął jeden z księży odbierających go z lotniska.
– Przepraszam, że przeszkadzam. Kardynał prosił, bym przekazał wiadomość – powiedział.
– Proszę bardzo – Poul życzliwie się uśmiechnął.
– Dzisiejsze spotkanie zostało przełożone na godzinę dwudziestą.
Kardynał przeprasza, ale nagle poprosił go dzisiaj o rozmowę premier. Przyjeżdża specjalnie w tym celu do Krakowa. Kardynał chce wynagrodzić tę zmianę planów, zapraszając na skromną kolację.
– Ależ oczywiście, będę zaszczycony. Może jakaś podpowiedź, co mógłbym robić do wieczora? – zapytał.
– Polecam spacer po krakowskim rynku, ewentualnie zwiedzanie zamku. Wawel jest piękny. Znajduje się kilka minut stąd.
– Wspaniale. W takim razie z przyjemnością się tam wybiorę.

To doskonała okazja, by zobaczyć zabytkowe miasto. Jestem wdzięczny kardynałowi za zaproszenie. Ksiądz pożegnał się i opuścił pokój. Poul został sam. Po chwili wyszedł przed siedzibę kardynała. Poszedł przez park w kierunku zamku. Wszedł po wznoszącej się kamiennej drodze na teren wspaniałej historycznej budowli. Katedra, w którym koronowano królów Polski i królewskie komnaty zafascynowały go. Po dwóch godzinach, pozostając pod wrażeniem tego, co zobaczył, poszedł wolno w kierunku rynku, mijając zabytkowe kamienice, najstarsze i najwspanialsze kościoły. Nie mógł się jednak pozbyć wrażenia, że czuje na sobie czyjś wzrok. Od czasu do czasu rozglądał się dyskretnie dookoła, ale nikogo podejrzanego nie udało mu się dostrzec. Znalazł się na głównym placu miasta, a stojący na jego środku piękny budynek zachęcał do wejścia do środka. Wśród kilkudziesięciu kolorowych straganów kręciło się sporo turystów. Można było usłyszeć wiele języków z różnych stron świata. Poul kupił kilka pamiątek dla swoich rzymskich przyjaciół. Wyszedł na zewnątrz. Z prawej strony przed przepięknym kościołem stały parasole otoczone tysiącami kwiatów. Poula zachwycały kwiaty. Kojarzyły mu się z ogromnym ogrodem jego rodziców i ich starym domem położonym w Toskanii. Wracał tam często, choć jedynie pamięcią. Zanurzył dłonie w kwiatach, dotykał ich delikatnych płatków. Nagle usłyszał świst. Stojący tuż obok niego gliniany wazon rozprysł się dziesiątkami kawałków i tysiącami kropel wody.
– Boże…! Czy ktoś do mnie strzela…?! – pomyślał gorączkowo.
Odwrócił się szybko za siebie. Zobaczył zamieszanie kilkanaście kroków dalej. Jakiś mężczyzna rozepchnął tłumek stojących wokół niego osób. Zaczął uciekać. Poul stał w miejscu jak wryty. Sparaliżowany strachem. Widział, jak ktoś ucieka w poprzek największego w Europie rynku. Czuł, jak krew odpływa mu w kierunku nóg. Trwało to dłuższą chwilę. Szukał bezpiecznego miejsca. Zobaczył kościół. Podenerwowany tłumek zaczął się już rozchodzić. Na placu znajdowały się tysiące ludzi, wszystko wyglądało tak, jakby nic się nic stało. Krzyki, rozpychanie się, bieganina. Straganiarz zaczął zbierać kawałki glinianego wazonu. Nie wiedział, co było przyczyną jego rozpadnięcia się. Kręcił głową wzruszając ramionami. Poul ruszył w kierunku pobliskiego kościoła. Wszedł do jego chłodnego wnętrza. Podszedł do bocznego ołtarza. Uklęknął.

– Ojcze nasz, któryś jest w niebie…

czwartek, 3 października 2013

Bank watykański po raz pierwszy opublikuje swój raport finansowy

Po raz pierwszy od czasu jego powstania Banku Watykańskiego do wiadomości publicznej podany zostanie raport podsumowujący ostatni rok działalności tej tajemniczej instytucji.

Pełniący od lutego funkcję prezesa banku, Ernst Von Freyberg w liczącym blisko 100 stron raporcie ujawnił między innymi, że ostatnie rok było bardzo dobrym okresem, podczas którego zanotowano znaczny wzrost dochodów (86,6 miliona euro), z czego większa część środków przeznaczona została do dyspozycji papieża, który skierował te środki przede wszystkim na działalność misyjną.

fot. https://www.ior.va/
Majątek banku szacowany jest w sumie na 4,98 miliarda euro środków umieszczonych na kontach bankowych i w obligacjach, 769 milionów euro zainwestowano w fundusze inwestycyjne, zaś kolejnych 41,3 miliona euro ulokowanych jest w złocie, metalach szlachetnych, starych monetach oraz w kilku nieruchomościach o charakterze inwestycyjnym. W sumie bank posiada 18 900 klientów, wśród których znajdują się zakony, katolickie organizacje charytatywne, ambasady Watykanu, kardynałowie i również ponad dwudzieścia zagranicznych ambasad (prawdopodobnie między innymi Iranu, Iraku i Indonezji). Konta tych ostatnich, według komunikatu opublikowanego na początku tygodnia przez agencję Reutera, prawdopodobnie w najbliższym czasie zostaną zamknięte na życzenie papieża Franciszka.Decyzja ta wiążę się z opinią instytucji dokonujących audytu banku, która wskazuje na podejrzane transakcje jakie wykonywano za pośrednictwem tych kont i podejrzeniem, że mogły one służyć do prania brudnych pieniędzy.

Instytut Dzieł Religijnych powstał na mocy dekretu papieża Piusa XII w roku 1942, jako instytucja niezależna od regularnej watykańskiej administracji mająca działać w celach non-profit wspierając działalność Kościoła katolickiego na całym świecie. Już po II Wojnie Światowej "Bank Watykański" (nazwa ta ma charakter umowny i nie jest ona oficjalna) wzbudzał wiele kontrowersji, doszukiwano się w nim powiązań między innymi z włoską mafią. Wciąż wiele pytań budzi sprawa powiązań IDR z Banco Ambrosiano oraz działalnością arcybiskupa Paula Marcinkusa. Ostatnie reformy w banku wiążą się ze skandalem korupcyjnym ujawnionym w lipcu 2012 roku, w wyniku którego trzy osoby trafiły do więzienia. Od początku swojego pontyfikatu papież Franciszek konsekwentnie forsuje reformy w banku i dąży do zwiększenia przejrzystości w tej instytucji, jaki będzie tego rezultat, zobaczymy, czy Waszym zdaniem ma to szanse powodzenia? A może to tylko zasłona dymna?





poniedziałek, 30 września 2013

Fragment powieści "Kod Władzy": Watykan cz.II

 Dziś, jak co poniedziałek, dalszy ciąg powieści "Kod Władzy", pierwszy rozdział można było przeczytać we wpisie opublikowanym tydzień temu.
– Muszę przekazać coś… – kardynał zawahał się .– Chciałem jeszcze poczekać, ale dowiedziałem się, że w londyńskiej klinice umiera człowiek otruty przez agentów rosyjskiego wywiadu. Wprowadzono mu do organizmu pierwiastek radioaktywny. Jestem przekonany, że chciał ujawnić fakty, które mogą spowodować lawinę zdarzeń, nad którymi nikt nie zapanuje .Od lat objęte szczególną tajemnicą.
– Czy chcesz mi powiedzieć coś, czego bym nie wiedział?! – zdumiał się papież.– Wyjaśnij to – zmarszczył brwi.
Kardynał zmieszał się .
Powoli podniósł do ust filiżankę z kawą, zastanawiając się, w jaki sposób, jednocześnie delikatny i niepozostawiający wątpliwości, może naświetlić papieżowi całą sprawę.
– Problem w tym, że sprawa ta dotyczy przede wszystkim stosunków pomiędzy Niemcami i Polską . Ojczyznami poprzedniego i obecnego zwierzchnika Kościoła. Nie chcieliśmy wywoływać niepotrzebnej paniki… Jednakże problem wciąż narasta. Konflikt może mocno skomplikować przyszłe losy Europy – kardynał starał się umiejętnie dobierać słowa.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w żadnym wypadku nie może pozwolić sobie na utratę zaufania papieża. Zwłaszcza teraz, gdy przekonał się, że jego wcześniejsze podejrzenia zaczynały
się sprawdzać i pomoc papieża będzie konieczna.
W pokoju zapanowała pełna napięcia cisza.
Wzrok siedzących naprzeciw siebie mężczyzn spotkał się. Kardynał czuł się wyjątkowo niekomfortowo, zaskoczył papieża. Zarzucał sobie, że tak ważnej sprawy nie przedstawiono ojcu świętemu, gdy obejmował swoje stanowisko.W jego oczach dostrzegł niemy wyrzut.
– Ile osób wiedziało o tym wcześniej? – zapytał papież .
– Trzy. Poprzedni papież, ja i kardynał, który został odesłany ostatnio do Polski – odparł .
– Rozumiem – teraz papież przełknął łyk kawy.
– Problem ten dotyczy także Rosji… – kontynuował ostrożnie kardynał .
Wstrzymał na chwilę oddech, wyraźnie czekając na kolejne zachęcające pytanie .
– Mów, proszę – papież uśmiechnął się do swojego rozmówcy chcąc rozładować napiętą atmosferę .
Kardynał zawahał się na moment.
Poruszył się w fotelu, biorąc głębszy oddech. Czuł się winny, że nie poinformował papieża wcześniej. Miał nadzieję, że sprawy pójdą w inną stronę. Teraz nie miał już żadnego wyboru. Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Zaczęli ginąć ludzie. Otruto osobę, która mogła ujawnić ważne informacje. Ktoś za wszelką cenę chciał utrzymać wszystko w tajemnicy. Politycy zgrabnie tuszowali pominięcie Polski w polityce energetycznej Europy.
– Jak waszej eminencji wiadomo, negocjacje Unii Europejskiej z Rosją utknęły w martwym punkcie. I to właściwie za sprawą Polski i wysuwanego przez nią żądania zniesienia embarga na eksport mięsa do tego kraju. Rozmawialiśmy już na ten temat. Problem w tym, że zaistniała sytuacja nie jest taka, jak przedstawiają ją politycy.To zafałszowany obraz. Z jednej i drugiej strony wschodniej granicy Unii narasta poważny konflikt, ale proszę mi wierzyć, że to tylko wierzchołek góry lodowej.
Kardynał wstał z fotela i począł przechadzać się po pokoju.
– Zacząłem szczegółowo studiować ten problem, odkrywając coraz więcej łączących się ze sobą elementów. Na tle zachodzących wydarzeń przybierają wyraźny kształt misternie ułożonej intrygi,
wpływającej na obecny układ polityczny naszego kontynentu.
– Intrygi? – zapytał papież .– Nie bardzo cię rozumiem… Czy na poparcie tej tezy masz jakieś konkretne dowody?
– Postaram się wyjaśnić – ożywił się kardynał.– Analizując sytuację podczas wspólnych dyskusji, zastanawialiśmy się, skąd biorą się aż tak złe stosunki kraju, z którego wywodził się poprzedni papież, z Rosją. Spektakularny, narastający kryzys.Wzajemna niechęć i agresja.
Co najdziwniejsze, można by jeszcze zrozumieć tę sytuację w chwili, kiedy Polska rządzona była przez doświadczonych w komunizmie ludzi, zrozumieć ich zadawnioną niechęć do symboli poprzedniego systemu. Ale jak wytłumaczyć ostatnie dziesięć lat?
Dziesięć lat prezydentury człowieka, który był przyjacielem Kremla. Jak wytłumaczyć fakt, że właśnie podczas tej prezydentury relacje między obydwoma krajami z roku na rok stawały się coraz bardziej trudne i napięte?
Kardynał zamilkł.
W apartamencie panowała cisza przerywana jedynie głośnym oddechem papieża.
– Wspomniałeś coś o roli mojej ojczyzny… – odezwał się papież .
– Tak, chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że to właśnie przy jej udziale w Rosji powstała ostatnia koncepcja ominięcia Polski w dostawach surowców energetycznych do Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej.
Poza tym, wasza świątobliwość, proszę się zastanowić: jak czę-sto zdarza się, by szef rządu jednego kraju został członkiem kierownictwa ogromnego światowego koncernu w innym państwie?
I to poprzedni szef rządu kraju tak odmiennego politycznie. Czy to normalna biznesowa procedura?

– To rzeczywiście przypadek dosyć szczególny… Co dalej? – papież wydawał się być coraz bardziej zaciekawiony .

– Jestem przekonany, że kolejnym krokiem będzie ominięcie Polski w tranzycie kolejowym z Rosji do Niemiec za pośrednictwem morskich promów towarowych… Wobec tego nasuwa się pytanie, czy niechęć prezydentów obu sąsiadujących państw może mieć aż tak ogromne skutki ekonomiczne . Czy możemy mieć pewność, że przypadkowo wskazany analityk polityczny lub ekonomiczny zechce zrozumieć, że miliardy euro zostają wydane, by opłacić ambicje prezydenta największego kraju świata? Co takiego stało się przyczyną tej sytuacji? Komu i dlaczego naprawdę na tym zależało? Czyżby odżyły tradycje przedwojennych pomysłów na pakty w stylu Ribbentrop-Mołotow? Chęć osłabienia znaczenia kraju będącego jednym z fundamentów Kościoła w Europie? Jaką rolę w eskalowaniu tego konfliktu odegrały inne rządy – na przykład Stanów Zjednoczonych?Kardynał przechadzał się po pokoju . Jego podekscytowanie rosło.
– Śledziłem tę sytuację coraz bardziej zaintrygowany… starałem się odpowiedzieć na nasuwające się pytania i wątpliwości… Doszedłem do zatrważających wniosków.
Kardynał zatrzymał się na chwilę przy oknie . Zamilkł na moment, starając się pozbierać myśli. Chciał jak najbardziej rzeczowo i wiarygodnie przekazać wynik swojej analizy .
Odwrócił się do papieża.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf