Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afganistan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afganistan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 sierpnia 2021

Gdzie przebywają uchodźcy z Afganistanu? (Infografika)

 Tematyka Afganistanu i uchodźców z tego państwa ponownie znalazła się w centrum zainteresowania mediów i polityków, szczególnie europejskich. W rzeczywistości jednak, zanim media się nimi zainteresowały, Afgańczycy migrowali ze swojego kraju już wczesniej szukajac azylu, ale i lepszego życia w innych miejscach na świecie. Poniższa infografika przedstawia stan na rok 2020, tj. okres jeszcze sprzed przejęcia władzy przez talibów:



Warto przy tym przypomnieć, że uchodźcą jest ten, kto szuka schronienia w najbliższym, sąsiadującym państwie. 


poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Wielka ucieczka z Afganistanu - na lotnisku przerażajace sceny

Od kilku dni talibowie konsekwentnie przejmują kontrolę nad kolejnymi częściami kraju. W niedzielę wojska amerykańskie i brytyjskie zaczęły masowo opuszczać stolicę kraju - Kabul, do którego wkraczały siły talibów. Do najbardziej przerażających scen dochodzilo na tamtejszym lotnisku, gdzie tysiące Afgańczyków chcących uciec z kraju nie mogło dostać się na pokłady samolotów po tym, jak Amerykanie przejęli kontrolę nad obiektem i zatrzymali cały ruch cywilny nadając wyższy priorytet swoim obywatelom i żołnierzom. W tym czasie lotnistko w Kabulu było już w zasadzie jedynym sposobem na wyjście z Afganistanu. 








środa, 22 kwietnia 2015

Świat jest bardziej złożony niż nam się wydaje: ISIS walczy również przeciwko talibom!

Dla wielu osób Państwo Islamskie dążące do wprowadzenia najbardziej radykalnego podejścia do Koranu, promujące prawo szariatu w każdej dziedzinie życia z pewnością z łatwością znalazłoby sojusznika wśród afgańskich talibów. Tak jednak nie jest. 



Jak podaje za pakistańskim radiem Radio Mashaal (powiązanej z Radiem Wolna Europa) irański portal PressTV.ir ISIS i talibowie według najświeższych doniesień są obecnie w stanie wojny. W poniedziałek ukazał się bowiem wywiad z Nabi Jan Mullahkhilem szefem policji w jednej z prowincji Afganistanu, który twierdzi, że ma dowody na to iż obie organizacje są ze sobą w konflikcie, wskazuje on między innymi na fakt, że nie dalej jak w styczniu przywódca kalifatu Abu Bakr al-Baghdadi określił Mułłę Omara (przywódcę talibów) mianem "głupca i niepiśmiennego watażki", podkreślił też, że ISIL w ciągu 2 lat osiągnęło więcej niż talibowie w ciągu dekady. W opinii al-Baghdadiego Omar nie zasługuje na jakiekolwiek poparcie, czy to duchowe czy polityczne.

W ostatnim czasie kilkukrotnie dochodziło do spięć między obiema organizacjami terrorystycznymi - w lutym w dystrykcie Charkh w Afganistanie członkowie ISIL ściągnęli flagę talibów i zamiast niej powiesili swój sztandar a na początku kwietnia organizacja przyznała się do przeprowadzenia serii zamachów w afgańskim mieście Jalalabad, w których zginęło co najmniej 35 osób a ponad 100 została rannych.

'The Indian Times" przedstawia sprawę znacznie bardziej jednoznacznie: talibowie i ISIS są już w stanie wojny, a każda ogłosiła dżihad wobec tej drugiej.



środa, 23 kwietnia 2014

Rosnące wydatki na zbrojenia. Zobacz kto wydał najwięcej na wojsko

Koniec wojen? Wydatki na zbrojenia pokazują coś wręcz odwrotnego - w ciągu ostatnich 10 lat aż 23 państwa podwoiły swoje budżety wojskowe. 
 
Gdyby spojrzeć na dane globalnie, stwierdzilibyśmy, że ogólnie na świecie w 2013 roku doszło do redukcji wydatków na zbrojenia.  Według ostatniego raportu opublikowanego przez  Stockholm International Peace Research Institute na świecie wydano ponad 2% mniej niż wcześniej. Ale to tylko pozorna zmiana i wiąże się z oszczędnościami na jakie zdecydowały się Stany Zjednoczone oraz państwa Europy Środkowej i Zachodniej a także Oceanii. Wszystkie inne regiony zanotowały w ostatnim czasie wzrost wydatków.


 Przyjrzyjmy się niektórym państwom z tych, których wydatki wzrosły najbardziej:


wzrost od 2004  
 wydatki w milionach dolarów w roku 2013
Gruzja
230%
443
Białoruś
146%
965
Armenia
115%
427
Azerbejdżan
493%
3440
Rosja
108%
87 836
Kazachstan
248%
2799
Chiny
170%
188460
Afganistan
557%
1293





Jak widać sąsiedzi Rosji nie czują się zbyt bezpiecznie, wśród nich widać bowiem największy wzrost wydatków, aczkolwiek światowym liderem pozostaje Afganistan, którego wydatki wzrosły w ostatnim roku aż o 557%!  Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że państwa mające ambicje mocarstwowe takie jak Chiny czy Rosja również znacznie powiększyły zakres swoich inwestycji w wojsko. Czy to faktycznie przygotowania do wojny? 

źródło: SIPIRI.org

czwartek, 23 maja 2013

Afgańczycy gotowi do wykorzystania ogromnego bogactwa kraju?

Afganistan jeszcze w tym roku planuje uruchomić nawet pięć rafinerii ropy i gazu oraz liczne kopalnie cennych surowców. Jako państwo pogrążone w zamieszkach, Afganistan stara się docierać do inwestorów, aby rozwijać gospodarkę w oparciu o swoje bogate zasoby. Kto jest już nimi zainteresowany?

fot. i.telegraph.co.uk
"Najnowsze projekty obejmują badanie i rozwój w zakresie wydobycia ropy, gazu ziemnego, rud żelaza, miedzi i złota", podkreśla minister kopalin Wahidullah Shahrani. "Planujemy ogłosić dwa przetargi celem poszukiwania ropy i gazu w tym roku, a dwa kolejne w przyszłym roku lub w 2015. Afganistan ma potencjał, aby być samowystarczalny w zapotrzebowaniu na ropę i gaz", dodaje. 

Afganistan ma na celu zwiększenie udziału przemysłu wydobywczego w krajowej gospodarce aż do 45 procent do roku 2024 (w porównaniu z 3 procentami w roku ubiegłym). Naród, który przeszedł dekady walki, w tym dwie wojny domowe, planuje również rozpocząć projekt wydobycia rzadkich ziem litowych. Minerały te wykorzystywane są przez producentów akumulatorów oraz szeroko rozumianych produktów elektronicznych. Dziś ma się to zmienić. 

Afganistan to kraj niezwykle bogaty w cenne surowce.
Czy zachodnie korporacje ruszą szturmem po ich wydobycie?
(fot. stratrisks.com)
Choć Afganistan jest obecnie jednym z najbiedniejszych państw na świecie (pod względem PKB per capita), to popularny US Geological Survey szacuje, że afgańskie surowce mineralne warte są biliony dolarów (!). Korupcja i problemy bezpieczeństwa skutecznie hamowały zainteresowanie zachodnich firm co do inwestowania w kraju. Najbardziej intratne kontrakty przypadły więc chińskim i indyjskim firmom wspieranym przez państwo. 

Czy Waszym zdaniem Afganistan ma szansę na prawdziwy "skok" gospodarczy? I czy zachodnie korporacje masowo zaczną inwestować w Afganistanie?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

piątek, 18 stycznia 2013

Massoud Hassani i jego wynalazek. Ma szansę na pokojowego Nobla?

Projektant Massoud Hassani przekształcił zabawkę z dzieciństwa w gigantyczną i unikatową kulę do rozminowywania, która zasilana jest wyłącznie przez wiatr. Autor wynalazku pochodzi z Afganistanu, gdzie ukrytych w ziemi min jest więcej niż mieszkańców.

fot. knstrct.com
Wielu przyjaciół Massouda Hassaniego zginęło lub zostało poważnie rannych przypadkowo natrafiając na ukryte pod powierzchnią śmiercionośne miny. Autor wynalazku, jeszcze jako student Szkoły Wzornictwa w Eindhoven w Holandii, przeskalował swoją zabawkę z dzieciństwa o dwadzieścia razy i wyposażył ją w narzędzia, które potrafią uratować życie.

Gigantyczna kula wykonana jest z bambusa i biodegradowalnego tworzywa, sama poszukuje i niszczy groźne ładunki. Wszystko za sprawą "ramion autodestrukcji", których trafienie równocześnie niszczy minę. Kula dodatkowo została wyposażona w chip GPS, dzięki któremu urządzenie tworzy wirtualną mapę kraju i wskazuje Afgańczykom, które obszary są już bezpieczne.

Afgańskie władze twierdzą, że na terytorium Afganistanu znajduje się dziś 10 milionów min lądowych. Hassani twierdzi, że jest ich o wiele więcej - nawet do 30 mln, w kraju o ludności ogółem 26 mln.

Niektórzy przypuszczają, że któraś z agencji rządowych mogła zlecić projekt Hassaniemu. Sam wynalazca będzie uczestnikiem nadchodzącego Indaba Design w Cape Town. Jak podkreśla, będzie to okazja do porozmawiania o "gigantycznej kuli", ale i o innych ważnych projektach autora.

Czy Waszym zdaniem wynalazek Massouda Hassaniego ma szansę znaleźć powszechne zastosowanie w takich "zaminowanych" krajach jak Afganistan?

Zachęcam do zapoznania się z niezwykle interesującym filmem, obrazującym działanie superkuli.


Źródła: greenprophet/bbc/knstrct

piątek, 26 października 2012

Cztery generacje działań wojennych

fot. nomadzik/sxc.hu
Wielkie pola bitwy odeszły w niebyt. Nie ma już dowódców zagrzewających swoich podwładnych do szarży, nie ma też ogromnych dywizji pancernych równających z ziemią wszystko co napotkają na swojej drodze. Skończyły się też czasy kiedy wojna prowadzona jest jedynie przez państwa a wszyscy inni zmuszeni są wcześniej czy później wziąć stronę któregoś z nich Dzisiejsza wojna prowadzona jest w zupełnie inny sposób, walkę prowadzić może dosłownie każdy – zorganizowana międzynarodowa siatka terrorystów, globalna korporacja, demokratyczne państwo i pojedynczy samotnik. Granice mają płynny charakter, a zaatakowany może być dowolny obiekt. Oto wojna czwartej generacji. 


William Lind/
źródło: lewrockwell.com
Historycy i teoretycy zajmujący się wojskowością doszukali się w epoce nowożytnej aż czterech generacji działań wojennych. Istotny jest tutaj szczególnie wyróżnik mówiący, że mamy do czynienia z epoką nowożytną. Jak zauważa William S. Lind przełomową datę stanowi tutaj rok 1648, w którym to podpisano Pokój Westfalski kończąc tym samym wojnę trzydziestoletnią. Zdaniem Linda wraz z zawarciem traktatu ogromne znaczenie zaczęły zyskiwać armie zawodowe a toczenie wojen stało się przede wszystkim domeną organizmów państwowych. Wcześniej nie było to tak oczywiste, w działaniach wojennych uczestniczyły bowiem również najprzeróżniejsze prywatne armie należące do znaczących rodzin, biskupów, plemion czy korporacji handlowych. W wyniku Pokoju Westfalskiego ostatecznie ukonstytuowała się natomiast zawodowa armia pierwszej generacji, w której ogromną rolę zaczęto przykładać do ścisłej hierarchii w dowództwie, walki na polu bitwy przy użyciu armat i muszkietów a przede wszystkim prowadzenia ataku w równym szeregu. Ten typ wojny prowadzenia działań wojennych utrzymał się przez ponad 200 lat i zaczął się zmieniać dopiero w drugiej połowie wieku XIX. 

Wojny drugiej i trzeciej generacji 

Okres ten przyniósł przede wszystkim nowe rodzaje broni palnej w tym karabinów maszynowych, który siał spustoszenie wśród stojących w szeregu żołnierzy. Z tego też względu walczące strony zmuszone były do kompletnej zmiany taktyki i przebudowy swojej armii. Wkrótce zniknęły kolorowe, zdobione mundury a na ich miejsce pojawiły się szarozielone uniformy pozwalające lepiej ukryć się przez strzelającym przeciwnikiem. Koniec wojen starego typu zaczął być widoczny przede wszystkim podczas wojny secesyjnej w Ameryce, z kolei w Europie do nowej taktyki przygotować musieli w pierwszej kolejności Francuzi i Prusacy toczący ze sobą wojnę w latach 1870-1871. To między innymi fakt nieustannych napięć między Niemcami i Francją sprawił, że właśnie w tych państwach wypracowano modele wojny drugiej i trzeciej generacji. 

W swojej strategii walki Francuzi polegali przede wszystkim na sile ognia swojej artylerii, która wpierw niszczyła pozycje wroga a dopiero za nią szła piechota. Wymagało to rzecz jasna dokładnie opracowanych planów działania a także dużej dyscypliny wśród żołnierzy, gdzie każda indywidualna inicjatywa mogła prowadzić do zakłócenia wcześniej opracowanej strategii działania. 

Model francuski zainspirował między innymi Stany Zjednoczone, które podczas I Wojny Światowej przyswoiły sobie rozwiązania stosowane przez swojego sojusznika. Zdaniem Linda francuski model prowadzenia walk pomimo ogromnego postępu technologicznego jest wciąż fundamentem strategii działania Stanów Zjednoczonych. Ciężką artylerię zastąpiło lotnictwo i zdalne systemy naprowadzania, wciąż jednak amerykański żołnierz nastawiony jest przede wszystkim na realizowanie jasno sprecyzowanych zadań i nie jest przygotowywany do szybkiego przemieszczania się po terytorium wroga. 

Blitzkrieg, czyli wojna błyskawiczna – to rzecz jasna główna strategia Niemiec i równocześnie typ działań wojennych trzeciej generacji. W przeciwieństwie do Francuzów Niemcy stawiali przede wszystkim na elastyczność i zdolność szybkiego przemieszczania się wojsk. W ten sposób podczas II Wojny Światowej żołnierze Wehrmachtu byli w stanie przemieszczać się nawet o 40 kilometrów dziennie ciężką artylerię i lotnictwo niejednokrotnie pozostawiając z tyłu. Może to zaskakiwać, ale to właśnie w armii niemieckiej starano się promować indywidualną inicjatywę oraz pomysłowość, wszystko po to by przede wszystkim osiągnąć zamierzone cele. To, jak je osiągnięto było dla dowództwa rzeczą drugorzędną. 

Czas na czwartą generację 

Tak jak wspomniałem wcześniej metoda działania Stanów Zjednoczonych opiera się na zmodyfikowanych metodach francuskich. Widać to na przykładzie prowadzonych przez USA wojen – w Wietnamie w pierwszej kolejności prowadzono naloty a dopiero w drugiej kolejności na terytorium wroga wkraczała piechota, podobną strategię obrano również w Iraku. W ostatnich latach doszło jednak do wyraźnej zmiany paradygmatu i państwa stanęły w obliczu zupełnie nowego przeciwnika. Wojna czwartej generacji jest niejako powrotem do czasów sprzed Pokoju Wersalskiego. Na arenie dziejów podmiotowość odzyskały struktury niezależne od państw, z którymi walka nigdy nie doprowadzi do utworzenia linii frontu. Współczesny przeciwnik nie posiada terytorium, stolicy ani pól, które można zniszczyć. Zaszkodzić można mu jedynie poprzez zablokowanie kont bankowych i źródeł finansowania ze strony rozsianych po całej planecie sympatyków. Przeciwnik ten jest nieuchwytny a jego struktura organizacyjna niejasna. Może zaatakować w dowolnym miejscu na globie używając do tego dowolnych środków. Najbardziej oczywistym przedstawicielem współczesnej organizacji militarnej czwartek generacji wydaje się być Al-Kaida, jednak do grupy tej zaliczyć możemy jeszcze wiele innych, takich jak choćby kolumbijski FARC, libański Hezbollah czy irlandzka IRA. 

Wojny czwartej generacji prowadzone są w sposób zdecentralizowany, często mieszkańcy określonych terytoriów nie wiedzą o tym, że w ich okolicy prowadzone są działania wojenne. Wiele wydarzeń odbywa się po cichu i jedynie spontanicznie staną się one obiektem zainteresowania dziennikarzy. Współczesne państwa stanęły w obliczu wojny z nieuchwytnym przeciwnikiem mogącym zaatakować w dowolnym zakątku globu, czas pokaże czy podołają temu nowemu zagrożeniu. Przy okazji warto zadać sobie pytanie - jeśli działania wojenne prowadzone są w taki a nie inny sposób to czy faktycznie możemy mówić o światowym pokoju? A może Trzecia Wojna Światowa zaczęła się już dawno temu a my nic o tym nie wiemy?


piątek, 19 października 2012

Al-Kaida - światowi terroryści czy globalny spisek?

Globalna siatka Al.-Kaidy oskarżana jest o przeprowadzenie lub bezpośrednią inspirację najpoważniejszych zamachów terrorystycznych ostatnich lat. To właśnie przeciwko Al-Kaidzie wypowiedziana została trwająca już jedenaście lat wojna z terrorem. Czy jednak wiemy przeciwko komu toczy się walka? 

Globalny terroryzm i Al.-Kaida to słowa, które pojawiają się ze sobą w parze praktycznie bez przerwy. Organizacja ta od czasu ataków na World Trade Center 11 września 2001 roku stała się symbolem globalnego zagrożenia atakami terrorystycznymi i walczącego islamskiego fundamentalizmu. Pomimo ogłoszonej przez prezydenta George’a W. Busha ponad 11 lat temu wielkiej wojny z terroryzmem, bardzo trudno jest jednoznacznie orzec czy w tym czasie Al-Kaida w jakikolwiek sposób osłabła, czy też wręcz przeciwnie, jest silna jak nigdy wcześniej. 

Al-Kaida jest międzynarodową siatką terrorystyczną o globalnym zasięgu skupiającą przede wszystkim sunnitów. Powstała w roku 1988 podczas trwania wojny sowiecko-afgańskiej. Jej założycielem był członek znaczącej saudyjskiej rodziny Osama Bin Laden skupiając wokół siebie radykalnych muzułmanów pragnących doprowadzić do powołania światowego kalifatu i powszechnego prawa islamskiego. Zadaniem organizacji była centralizacja i koordynacja działań bojowników a także szkolenie i podnoszenie ich umiejętności. W wywiadzie udzielonym w październiku 2001 roku Bin Laden wyjaśnił znacznie nazwy organizacji: 

Nazwa al-Kaida powstałą dawno temu zupełnie przypadkiem. Abu Ebeida El-Banashiri (jeden z prominentnych członków siatki – przyp. VO) powołał obozy treningowe dla mudżahedinów walczących z rosyjskim terroryzmem. Zwykliśmy nazywać te obozy Al-Kaida (arab. Baza). Nazwa się przyjęła. 

Na samym początku istnienia grupa była finansowana głównie przez samego Bin Ladena (on sam z resztą był przez dłuższy czas wspierany przez CIA), jednak po atakach z 11 września większość jego kont została zablokowana i Al-Kaida musiała znaleźć inne źródła pieniędzy. Według doniesień, między innymi amerykańskich agencji rządowych, ale również Wikileaks, w późniejszym okresie organizacja czerpała zyski głównie z handlu heroiną oraz ze wsparcia bogatych sponsorów z krajów arabskich (szczególnie z Arabii Saudyjskiej). 

Najsłynniejsze przeprowadzone ataki: 

1992 zamachy bombowe w hotelach w Aden w Jemenie (zginęły 2 osoby),
1993 atak na Word Trade Center (zginęło 6 osób),
1996 nieudana próba zamachu na Billa Clintona
1998 zamach bombowy na ambasadę USA we Wschodniej Afryce,
 2000 atak na niszczyciel U.S.S. Cole
2001 ataki na World Trade Center oraz Pentagon 



Prawdziwa al-Kaida 

W opublikowanej niedawno przez Stratfor analizie, eksperci tego prywatnego ośrodka wywiadowczego podjęli się próby zdefiniowania czym w istocie jest ta tajemnicza organizacja, która u jednych stała się synonimem największego zła i źródła największych zagrożeń z jakimi radzić sobie musi świat współczesny, u innych zaś jej członkowie uznawani są za wielkich bojowników walczących o słuszną sprawę. W rzeczywistości trudno mówić o jednej ściśle określonej siatce Al-Kaidy. Można mówić o jej ścisłym „rdzeniu” skupionym wokół jej aktualnego lidera, Egipcjanina Aymana al-Zawahiriego oraz o mniejszych, często od siebie niezależnych i nie wiedzących o sobie sieciach małych organizacji również działających pod tym szyldem. W istocie to właśnie one są dziś zdaniem Stratfor najpoważniejszym zagrożeniem. Sam Al-Zawahiri i inni członkowie „rdzenia” organizacji pomimo, że nie został schwytany, pozostaje we względnej izolacji ukrywając się gdzieś na pograniczu Pakistanu i Afganistanu, jednak legenda Al-Kaidy pozostaje na tyle silna, że grupy radykalnych muzułmanów decydują się wykorzystać ich nazwę i samodzielnie podjąć się walki, której celem jest ustanowienie światowego kalifatu. Co więcej, jak pokazują wydarzenia ostatnich lat, obalenie dotychczasowych przywódców państw islamskich bardzo często prowadzi do sytuacji, kiedy w budowie nowych struktur władzy uczestniczą wojujący islamiści, którym w wielu przypadkach światopoglądowo bardzo blisko do Al-Kaidy, stąd główne zagrożenie nie płynie od samej organizacji (a raczej jej „rdzenia”), lecz od anonimowych muzułmanów zafascynowanych dokonaniami Bin Ladena i jego popleczników. 

Al-Kaida nie istnieje 

Zupełnie inną opinię ma cytowany niejednokrotnie na blogu „Kod Władzy” James Corbett. Opublikował on niedawno film dokumentalny o wszystko mówiącym tytule „.Al-Qaeda doesn’t exist” („Al-Kaida nie istnieje”), w którym bada on materiały dotyczące tej organizacji aż do jej początków pod koniec lat 80-tych w Afganistanie. Na stronie filmu przejrzeć można szereg źródeł, materiałów filmowych, wywiadów oraz pojedynczych wypowiedzi mających świadczyć o tym, że cała działalność najsłynniejszej terrorystycznej organizacji świata jest niczym innym jak tylko jedną wielką operacją fałszywej flagi. 

Corbett od dawna był sceptyczny co do natury Al-Kaidy i jej założyciela prezentowanej przez media głównego nurtu, wskazywał on na wiele niejasności związanych ze śmiercią Bin Ladena oraz na fakt jego współpracy z CIA. W opinii Corbetta saudyjski milioner był nikim więcej jak jedynie stałym współpracownikiem amerykańskiego wywiadu (kryptonim „Tim Osman”) i straszakiem mającym na celu usprawiedliwienie zamachów terrorystycznych przeprowadzonych na terytorium USA a także znacznego zaostrzenia przepisów bezpieczeństwa na terenie Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie bowiem głównymi celami jakie przyświecają amerykańskim elitom jest ograniczenie praw obywatelskich oraz przejęcie i utrzymywanie kontroli nad Afganistanem, którego położenie jest ze wszech miar strategiczne. Kraj ten leży na dawnym jedwabnym szlaku, stanowi naturalną bramę do serca Eurazji oraz niebezpiecznie przybliża wojska USA do rosyjskich granic.

Nowe zamachy

W ostatnim czasie ponownie doszło do serii zamachów terrorystycznych skierowanych przede wszystkim przeciwko Stanom Zjednoczonym. Celem zamachów stały się ambasady amerykańskie leżące między innymi w Libii, Egipicie, Jemenie i w Tunezji. Wszędzie tam doszukuje się wpływów i inspiracji ze strony Al-Kaidy. Czy tak jest naprawdę? Czy chowający się gdzieś w górach pakistańsko-afgańskiego bojownicy faktycznie są w stanie podburzyć tłumy tysiące kilometrów od nich? A może aktywna jest zupełnie inna komórka terrorystów? Pewne jest jedno, w opublikowanych na początku października wynikach sondażu wynika, że poparcie Amerykanów dla wojny z terroryzmem, znowu rośne.



Zbigniew Brzeziński do dżihadystów: wasza walka jest słuszna!




czwartek, 2 sierpnia 2012

O tym się nie mówi: partnerstwo Chin i Talibów

Afganistan ma ogromne znaczenie strategiczne dla Chin, pomimo, że przywódcom Państwa Środka nie przyszło nigdy na myśl bronić tych interesów na drodze wojny. 

fot. sofrep.com
Afganistan to geopolityczna strefa bezpieczeństwa położona przy zachodniej granicy Chin, obszar ważnych zasobów naturalnych w regionie, a przede wszystkim fundamentalny korytarz, przez który można podtrzymywać chińskie interesy w Pakistanie (Pakistan to tradycyjny już sojusznik Chin w konkurencji z Indiami). Ponadto w Chinach swoją muzułmańską tożsamość konsekwentnie rozbudza prowincja Xinjiang, która graniczy z Afganistanem, a która w przyszłości może być przedmiotem zainteresowania Talibów, celem ich rozczłonkowania lub nawet przejęcia.

środa, 11 stycznia 2012

Zbigniew Brzeziński: kto straci na wycofaniu się USA?

Zbigniew Brzeziński jest z pewnością jednym z najbardziej wpływowych współczesnych analityków. Z jego zdaniem wciąż liczy się wielu ludzi na całym świecie a publikacje jego autorstwa są szeroko komentowane. W artykule "8 Geopolitycznie Zagrożonych Gatunków" ("8 Geopolitically Endangered Species") opublikowanym w najnowszym numerze prestiżowego "Foreing Policy" wymienił on szereg głównych państw zagrożonych ewentualnym upadkiem Stanów Zjednoczonych. 

Autor słynnych słów, że "Ameryka jest zbyt słaba, by sama rozwiązywać problemy światowe i zbyt potężna, by można je rozwiązać bez niej." zwrócił uwagę na fakt, że w przypadku ewentualnego wycofania się Stanów Zjednoczonych z prowadzonej przez nią globalnej polityki stracić mogą przede wszystkim relatywnie nieduże bądź słabe państwa graniczące z silnym i ekspansywnym sąsiadem. Podkreślił przy tym przede wszystkim rosnące znaczenie takich regionalnych potęg jak Indie i Chiny a także zmianę polityki rosyjskiej. 

Kto więc zdaniem Brzezińskiego straci na wycofaniu się Amerykanów? 

1. Gruzja - bez wątpienia to kaukaskie państwo jest szczególnie zagrożone ewentualnym wycofaniem się poparcia USA. Brzeziński wskazuje, że region ten ma szczególne znaczenie dla Rosji i ewentualne wycofanie się USA z poparcia dla Gruzji skończy się szybką reakcją Moskwy. Dodał przy tym, że pomoc USA ma również charakter ekonomiczny - od czasu wojny w 2008 roku Gruzja otrzymała blisko miliard dolarów.

2. Tajwan - "Narodowe Chiny" od prawie 60 lat pozostają niezależne od rządzonej przez komunistów części kontynentalnej. Od czasu wejścia przez ChRL na ścieżkę reform napięcia między obydwoma państwami chińskimi powoli maleją, jednakże zdaniem Brzezińskiego powolna integracja jest możliwa między innymi dzięki temu, że Tajwan może liczyć na amerykańskie wsparcie. Gdyby poparcie to wycofano można się spodziewać przyspieszenia integracji, lecz tym razem warunki dyktowaliby o wiele silniejsi komuniści. 

3. Korea Południowa - podobnie jak w przypadku Tajwanu wycofanie się USA oznacza wzrost znaczenia Chin w regionie. ChRL pozostaje też protektorem Korei Północnej co wiązać się może z utrudnieniem wzajemnych kontaktów. Według Brzezińskiego skończy się to zbliżeniem między Seulem a Tokio, choć oba kraje ze względu na zaszłości historyczne  nie pałają do siebie sympatią.

4. Białoruś -  chociaż związki tego państwa z Rosją już teraz są bardzo silne, to zdaniem amerykańskiego eksperta ewentualne połączenie się obu państw blokuje między innymi przeciwwaga w postaci obecności USA w Europie. Ich wycofanie się sprawi, że dalsza integracja pozbawiona będzie jakiegokolwiek ryzyka, a co więcej sprawi, że zagrożone staną się państwa bałtyckie z Łotwą na czele. 

5. Ukraina - państwo to pozostaje w rozkroku między Wschodem i Zachodem. Bez USA Europa będzie zdaniem Brzezińskiego za słaba by utrzymać zachodni kierunek tego państwa i w efekcie skończy się to powolnym przejęciem kontroli nad Ukrainą przez Rosjan. Państwo to ma szczególne znaczenie bo dzięki niemu Rosja stanie na drodze do odbudowy swojej mocarstwowości.

6. Afganistan -  ten zniszczony przez wiele lat wojen kraj po wycofaniu USA stanie według Brzezińskiego po raz kolejny w obliczu wojny. Tym razem zagrożenie stanowić ma ewentualny konflikt między Indiami i Pakistanem a także powrót Talibów i odbudowa zaplecza dla terroryzmu. 

7. Pakistan - to pełne kontrastów mocarstwo nuklearne, wciąż pozostaje niestabilne i zagrożone wybuchem konfliktu wywołanego przez wewnętrzne tarcia. Brzeziński twierdzi, że jedynie Stany Zjednoczone są zdolne zrestrukturyzować i unowocześnić Pakistan, bez ich obecności państwo to może szybko przekształcić się w kolejny Iran uzbrojony dodatkowo w broń atomową. 

8. Izrael i Wielki Bliski Wschód - ewentualne wycofanie się Amerykanów oznaczać może tylko jedno: konflikt między najsilniejszymi graczami w regionie, szczególnie między Izraelem i Iranem co skończyłoby się tragicznie przede wszystkim dla państw słabych, takich jak Liban czy Palestyna. 

W artykule Zbigniewa Brzezińskiego wyraźnie widać przekonanie o tym, że to właśnie Stany Zjednoczone są mocarstwem, które stabilizuje światowy ład. Stoi to w zupełnej sprzeczności z opiniami wielu innych komentatorów, których stanowisko niejednokrotnie było na tym blogu przytaczane. Na ile artykuł Brzezińskiego jest pewną prognozą a na ile zwykłym "straszakiem" mającym odegrać swoją rolę przed wyborami prezydenckimi w USA czytelnicy muszą odpowiedzieć sobie sami. 


niedziela, 8 stycznia 2012

Mudżahedin - Syed Zaid Hamid

Tym razem w Encyklopedii Spisku skierujemy się w jeden z zapalnych regionów tego świata. Sytuacja tam zostanie opisana z perspektywy postaci, o której do tej pory nie pisano jeszcze w języku polskim. 

fot. facebook.com
Syed Zaid Hamid, pakistański publicysta, komentator ds. bezpieczeństwa, założyciel think tanku Brasstacks. Urodził się w Karachi w Pakistanie w 1964 roku. Jego ojciec był oficerem Armii Pakistanu. W 1980 roku na uniwersytecie w Karachi uzyskał tytuł licencjata z inżynierii komputerowej. 

W czasie konfliktu w Afganistanie zgłosił się na ochotnika po stronie Mudżahedinów walczących z Sowietami (ten trwający blisko sześć lat okres życia opisał w wydanej niedawno książce „From Indus to Oxus”), brał udział między innymi w walkach pod Kabulem. Jak podano na stronie założonego przez niego think-tanku Brasstacks: 

„W okresie tym z pierwszej ręki poznał działanie operacji partyzanckich (…). Jego podróż do Afganistanu pozwoliła mu stworzyć sieć kontaktów z wieloma ważnymi postaciami dżihadu, zarówno z Afganistanu jak i Pakistanu. Dało mu to unikalny wgląd w psychikę Afgańczyków, ukryte mechanizmy rządzące polityką regionu, w historię całej operacji jak również rolę jaką odegrało CIA i innych agencje w całej grze.” 

Po wojnie Zaid wykorzystał nabyte doświadczenie zajmując się kwestiami bezpieczeństwa. Pod koniec lat 90-tych stworzył własną firmę Brass Tack Security, która w 2001 roku zyskała także swoje drugie oblicze – niezależnego think-tanku. 

Popularność zyskał przede wszystkim dzięki swojemu programowi telewizyjnemu prowadzonemu w płatnej telewizji New One. Nadawany od kilku lat program ma dużą oglądalność a Zaid stał się znanym komentatorem wydarzeń militarnych i strategicznych związanych z Pakistanem. 

Poglądy 

Opinie wygłaszane przez Zaida przez wielu pakistańskich komentatorów zostały uznane za „teorie spiskowe”. Twierdzi on, że Pakistan pełni szczególną rolę na Bliskim Wschodzie, gdyż dzięki posiadanej broni atomowej stanowi zaporę przez syjonizmem reprezentowanym nie tylko przez państwo Izrael, ale także Indie. Istotną rolę odgrywa w tym również CIA, której celem jest destabilizacja kraju i realizacja scenariusza jugosłowiańskiego a co za tym idzie przejęcie kontroli nad bronią atomową.

Twierdził między innymi, że za atakami w Bombaju w listopadzie 2008 roku, w którym zginęło 195 osób stały powiązane z syjonistami służby indyjskie i atak można traktować jako indyjski odpowiednik ataków z 11 września. 

W wywiadzie dla telewizji Press TV wskazał na szereg dowodów mających świadczyć o podstawowej różnicy między talibami operującymi w Pakistanie, a tymi którzy działają w Afganistanie. Jego zdaniem wiele z walczących oddziałów talibów to w rzeczywistości indyjscy agenci, wspierani i zbrojeni przez rząd w Nowym Delhi. 

Pozostaje wierny tradycji islamskiej, postuluje wprowadzenie prawa szariatu na terenie Pakistanu, gdyż jego zdaniem chociaż państwo powstało jako kraj dla muzułmanów to jednak zachowało świecki charakter. Uważa on, że wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie zakończy się ogromnym zwycięstwem islamu, zniszczeniem Indii i przede wszystkim krokiem do stworzenia światowego kalifatu.



wtorek, 13 września 2011

Atak dronów

Pod koniec sierpnia ogłoszono informację o zabiciu kolejnego ważnego przywódcy Al-Kaidy. Był nim Atiyah Abd al-Rahman, Libijczyk uznawany za numer 2 w obecnej hierarchii organizacji. Jego śmierć w górach na północnym-wschodzie Pakistanu 22 sierpnia była kolejnym atakiem, w którym nie brali jednak udziału prawdziwi żołnierze. Wszystkim zajęły się bojowe drony. 

Drony, czyli unmanned aerial vehicle (UAV) to bezzałogowe samoloty używane przede wszystkim w celach militarnych. Do niedawna były one kojarzone raczej z działaniami rozpoznawczymi i szpiegowskimi, z ich pomocy skorzystano między innymi przy rozpoznaniu terenu wokół domu, w którym miał przebywać Osama Bin Laden, zabity rzekomo przez Navy SEALS na początku maja. 

O zastosowaniu bezzałogowych samolotów do celów wywiadowczych, można było przeczytać od lat. Szczególnie dużo mówiło się o użytkowanym w latach 1994-2011 General Atomics MQ-1 Predator. Początkowo "Predatory" wykorzystywano głównie do przeprowadzania akcji rozpoznawczych, jednak po interwencji USA w Afganistanie pojawił się pomysł by wykorzystać drona również do zadań bojowych. Aż do ich wycofania w marcu 2011 roku drony te brały udział w akcjach na terenie Afganistanu i Iraku, ale pojawiały się również podczas konfliktów bałkańskich, w Bośni i Kosowie. 

MQ-9 Reaper w locie

Jego następcą stał się General Atomics MQ-9 Reaper. "Żniwiarz" jest pierwszym samolotem typu hunter-killer. Uzbrojony jest w bomby naprowadzające za pomocą laserów bądź GPS, a także 14 pocisków AGM-114 Hellfire. 


Ciche przejście do działań ofensywnych 

Pomimo, że z roku na rok ich aktywność wyraźnie rośnie, praktycznie do 2011 roku ciężko było znaleźć oficjalne doniesienia o zastosowaniu dronów bojowych. Według Biura Dziennikarstwa Śledczego (The Bureau of Investigative Journalism), które zajmuje się monitorowaniem działań dronów, obecnie można mówić o 295 atakach, w których łącznie zginęło około dwóch i pół tysiąca osób. Co ciekawe za kadencji laureata pokojowej nagrody Nobla - Baracka Obamy ataki za pośrednictwem tych urządzeń przeprowadzono dotychczas już 243 razy. Operują one głównie na obszarze Bliskiego Wschodu, a ich aktywność rozciąga się od Kenii i Somalii aż po państwa środkowoazjatyckie takie jak Kazachstan. Obszarem o największej koncentracji ataków z wykorzystaniem tych maszyn jest pozostający oficjalnie w sojuszu wojskowym z USA Pakistan. 

Stosunek władz pakistańskich do dronów zmieniał się w przeciągu ostatniej dekady. Shamshad Ahmad były minister spraw zagranicznych i ambasador Pakistanu przy ONZ powiedział serwisowi IPS, że w latach 2004-2007 prezydent Pervez Musharraf zgodził się na ataki dronów, chcąc w ten sposób wyrazić poparcie dla administracji George'a W. Busha w walce z siatką Al-Kaidy. Strona amerykańska miała nie tylko autonomię w doborze celów, ale także propagandowe wsparcie pakistańskich władz, które po każdorazowym ataku dronów rozpowszechniały informację, że eksplozje były spowodowane przez bomby domowej roboty. 

Całej akcji nie udało się jednak utrzymać na dłuższą metę w tajemnicy, gdyż jak się okazało ataki dronów były nieprezycyjne i często zamiast przywódców Al-Kaidy ofiarami ataków padali przypadkowi cywile. 

Predator odpalający pociski typu Hellfire
Jednym z najbardziej znanych incydentów miał miejsce pod koniec października 2006 roku, kiedy to zginęły 82 osoby, w tym w większości uczniowie medresy we wsi Chenagai. Po tym wydarzeniu Musharraf wydał rozkaz, aby odpowiedzialność za atak wzięła na siebie pakistańska armia. Co warte odnotowania, dzień wcześniej w okolicy zgromadziła się starszyzna okolicznych plemion by przedyskutować ewentualne warunki zawarcia pokoju. Nie trzeba oczywiście dodawać, że po ataku szanse na porozumienie przepadły. 

W sumie w latach 2004-2007 w wyniku ataków dronów na świecie zginęło 168 osób w tym 109 cywili, z których 82 było nieletnich. Od 2008 roku działania stały się o wiele intensywniejsze. Większość z ataków na terenie Pakistanu koncentrowała się na talibach, ale również wtedy wysoki odsetek ofiar stanowili cywile (1091 z 2134 łącznie zabitych w latach 2008-2011). Według Garetha Portera z IPSnews.net dopiero wydarzenia z początku 2011 roku wpłynęły na zmianę stanowiska pakistańskich władz. Wiosną bieżącego roku na siedem tygodni aresztowano agenta CIA Raymonda Davisa, a zaledwie dzień po jego wypuszczeniu, dokonano ataku na trwające spotkanie członków starszyzny plemion w północnym Waziristanie. Po tym incydencie, który został zinterpretowany jako akcja odwetowa CIA, po raz pierwszy wysoko postawiony oficer armii Pakistanu oświadczył, że do ataku doszło przy użyciu dronów. 

Chociaż Pakistan pozostaje krajem, w którym do ataków przy użyciu bezzałogowych samolotów dochodzi najczęściej, to jednak liczba operacji podczas których korzysta się z dronów stale rośnie. Dla przykładu od czasu rozpoczęcia operacji "Świt Odysei" w marcu 2011 roku tylko do końca czerwca w Libii doszło aż do 42 ataków. 

Również w Somalii, w której od 1993 roku nie stacjonują żadne amerykańskie wojska, 23 czerwca doszło do ataku na dwóch przywódców Młodzieżowego Ruchu Mudżahedinów. Według słów anonimowego informatora, który wypowiedział się dla Washington Post, zabici Somalijczycy "planowali przeprowadzenie ataków w Europie". 

Medialna zasłona na temat skutków ataków dronów bojowych zaczyna powoli opadać i w ostatnim roku pojawia się coraz więcej doniesień na temat ich działalności. Wiele kontrowersji budzi fakt, że maszyny te są nieprezycyjne i wielokrotnie w wyniku ich ataków ofiarami padały osoby postronne. Nie tylko z resztą miejscowi cywile ponoszą ryzyko, gdyż w kwietniu 2011 roku media poinformowały o śmierci dwóch amerykańskich żołnierzy, którzy zostali omyłkowo zabici przez drona w Afganistanie. 


Zmieniająca się technologia 

Początki badań nad bezzałogowymi maszynami bojowymi sterowanymi za pomocą fal radiowych sięgają okresu po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Na początku lat 30-tych pojawiły się pierwsi przodkowie wspomnianego na początku "Żniwiarza", brytyjski "DH.82B Queen Bee" i amerykański Curtiss "N2C-2". Bezzałogowe samoloty znalazły na niewielką skalę zastosowanie już w czasie II Wojny Światowej, kiedy to po raz pierwszy użyto niewielkiego "PQ-8", a także bezzałogowych wersji bombowców. 

W okresie powojennym technologia była rozwijana po obu stronach Żelaznej Kurtyny, Anglosasi rozwijali wówczas między innymi drony z rodziny BTT (Basic Training Target), takie jak "MQM-36 Shelduck" i "MQM-57 Falconer", które wykorzystywane były jeszcze do lat 80-tych. W tym samym czasie po stronie sowieckiej również trwały badania nad samolotami bezzałogowymi, pierwszy model powstał w latach 50-tych i był nim Ławoczkin "La-17", którego testowe loty miały miejsce w 1953 roku. 

Przez cały okres międzywojenny badania nad dronami miały charakter dwukierunkowy – pierwszym były projekty maszyn wielkości standardowych samolotów, drugim zaś niewielkich urządzeń, które trudniej było zestrzelić, były więc o wiele lepsze do działań o charakterze szpiegowskim. Najsłynniejsze współczesne "Predatory" i "Reapery" to drony o dość dużych rozmiarach wymaganych do przenoszenia uzbrojenia i kilkudziesięciu kamer. Równocześnie jednak trwają badania nad stworzeniem niewielkich rozmiarów urządzeń, które będzie można zastosować w celach militarnych. 

Naukowcy pracują obecnie intensywnie nad dronami, które naśladując ptaki bądź owady, będą w stanie skutecznie działać na polu walki. Obecnie Pentagon dysponuje ponad 7 tysiącami sztuk maszyn zbudowanych jeszcze w poprzedniej dekadzie. Planuje jednak przeznaczyć poważne środki finansowe potrzebne do opracowania technologii, która do 2030 roku umożliwiłaby stworzenie "much szpiegowskich", czyli robotów wywiadowczych bardzo niewielkich rozmiarów. Choć według oficjalnych doniesień projekt ten jest wciąż na początkowym etapie, to jednak różnego rodzaju "przecieki" wskazują na to, że w wielu przypadkach testowane są już prototypy, takie jak choćby ujawniony w lutym projekt drona-kolibra stworzonego przez kalifornijską firmę AeroVironment. O tym jak niewiele wiadomo o stopniu zaawansowania niektórych projektów, świadczyć mogą zdjęcia tajemniczego "ptaka", który spadł pod koniec sierpnia w Pakistanie. Przypominający ptaka dron nie przypomina żadnego z dotychczas znanych modeli tego typu urządzeń, ponieważ jednak był on wyposażony w kamerę i wykorzystywano go na terenie Pakistanu, można przypuszczać, że tego typu robot fazę testów miał już daleko za sobą i był wykorzystywany do regularnych działań. 

Czy nowe rozwiązania technologiczne i udoskonalone drony, które będą w stanie przeprowadzić atak w dowolnym miejscu na świecie sprawią, że liczba ofiar po stronie cywili zmaleje? Według byłego oficera CIA, Philipa Giraldi jest to nie możliwe, gdyż jak stwierdził on w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RT "broń jest zależna od działalności szpiegowskiej i to wywiad identyfikuje terrorystę, a w tym nie jest on najlepszy, podejrzewam więc, że nowoczesna technologia nie zrobi wielkiej różnicy". 


Skutki zwiększenia obecności działania dronów podczas działań wojennych 

Wszystko wskazuje na to, że roboty będą stanowić przyszłość wojskowości, jak zauważył niezależny analityk i publicysta James Corbett „pojawia się pytanie czy Amerykańskie ataki dronów w Pakistanie i Jemenie nie są faktycznie zapowiedzią nowej ery w działaniach wojennych, ery w której wojskowa interwencja będzie miała miejsce po prostu dlatego, że może zostać przeprowadzona bez żadnego ryzyka dla atakującego”. 

Kokpit sterujący dronem
W obliczu obiecanego przez Obamę wycofania 33 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Afganistanu przed wrześniem 2012 roku, wykorzystanie zdalnie sterowanych urządzeń do prowadzenia dalszych działań wojennych zdaje się być logicznym kierunkiem. Od czasów wojny w Wietnamie, która zakończyła się między innymi w wyniku nacisków opinii publicznej, liczba ofiar po stronie amerykańskich żołnierzy jest istotnym czynnikiem wpływającym na poparcie dla prowadzonych działań wojennych. Redukcja tego czynnika dzięki zastosowaniu dronów bojowych może doprowadzić do znacznego spadku liczby ofiar po stronie amerykańskiej, a tym samym znacznego obniżenia się nastrojów pacyfistycznych. 

Drugim ważnym skutkiem powszechniejszego użycia dronów sprawia, że ludzie podejmować będą decyzje dotyczące życia i śmierci bez narażania własnego życia. Do tej pory silnie działał czynnik psychologiczny, gdzie żołnierz poprzez bezpośrednią obecność na polu walki pozostawał w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Dla pilota drona ten bezpośredni kontakt znika, zaś same działania zaczynają przypominać grę komputerową, gdzie postać wroga ma charakter wirtualny. 


Drony wśród cywili 

Chociaż ataki ze strony dronów bojowych mają obecnie miejsce w islamskich krajach Afryki i Azji, to jednak nie oznacza, że ich działania nie rozszerzą się na inne części świata. Już teraz pod pretekstem bezpieczeństwa policja w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii eksperymentuje z zastosowaniem dronów szpiegowskich do monitorowania ulic. W tym przypadku ma nie chodzić jednak o tropienie talibów, lecz o skuteczniejszą walkę z przestępczością. W styczniu 2010 roku brytyjski Guardian poinformował o nawiązaniu współpracy między zbrojeniowym potentatem BAE Systems a policją z hrabstwa Kent, mającą na celu wdrożenie dronów szpiegowskich w działaniach cywilnych. Poligonem doświadczalnym mają być przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie drony mają monitorować rejony szczególnie zagrożone wybuchem protestów i zamieszek. Zresztą pierwsze prototypy są już w użyciu, doszło nawet do pierwszego aresztowania dokonanego przy pomocy policyjnego drona, według gazety Dailymail miało to miejsce w sierpniu 2009 roku po protestach zorganizowanych przez British National Party. Ojczyzna twórców najsłynniejszych antyutopii XX wieku - George'a Orwella i Aldousa Huxleya najwyraźniej przoduje we wdrażaniu nowych technik inwigilacji, jednak również po drugiej stronie oceanu trwają pilotażowe prace nad wprowadzeniem cywilnych dronów. Do tej pory Amerykanie na swoim terenie używali ich co najwyżej do monitorowania granicy z Meksykiem. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszym miastem, w którym także policja zacznie korzystać z pomocy dronów będzie Miami. Co ciekawe, jej przedstawiciele oficjalnie przyznali w telewizji, że urządzenia te będą w stanie nawet „zajrzeć” do przez okno do domu amerykańskiego obywatela. Nie jest to oczywiście jedyne miasto, w którym rozważa się podobne projekty, choć w niektórych miejscach władze wyraźnie starają się je ukryć. O planach policji z Houston, która potajemnie testowała nowe drony dowiedziała się lokalna stacja telewizyjna i jedynie dzięki ich interwencji informacja przedostała się do szerszej grupy obywateli. 

Wprowadzenie cywilnych dronów do kontrolowania zachodnioeuropejskich miast doskonale wpisuje się w ogólnoświatowy trend zwiększania kontroli na obywatelami. Już nie tylko podsłuchy i wszechobecne kamery będą w stanie śledzić każdy nasz krok, ale nawet poza miastem nie będziemy mogli mieć pewności, że krążący nad nami ptak nie jest przypadkiem zdalnie sterowanym robotem. Jak pokazały zaś wydarzenia w Iraku, Afganistanie, a przede wszystkim w Pakistanie drony szpiegowskie od bojowych dzieli jedynie krok. 

Zobacz także:


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf