Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julian Assange. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julian Assange. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2019

Julian Assange o propagandzie na Facebooku

W trwającym blisko pół godziny nagraniu możemy posłuchać stanowiska twórcy Wikileaks w kwestii tego czym jest Facebook i jakie wiążą się z nim zagrożenia.



środa, 15 kwietnia 2015

Rewolucje social media, czyli co wg Juliana Assange'a łączy Google z Departamentem Stanu?

Twórca Wikileaks Julian Assange w swojej najnowszej książce „When Google Met Wikileas” opisuje relacje łączące internetowego giganta z prominentnymi politykami USA, w tym z Hilary Clinton i Departamentem Stanu.

Eric Schmidt i Hilary Clinton podczas konferencji "Big Ideas for a New America"

Julian Assange nie pozwolił o sobie zapomnieć, w swojej najnowszej książce odsłania on kulisy relacji jakie łączą największych internetowych gigantów z amerykańską polityką zagraniczną. Jak pokazuje Assange, tych powiązań jest w
Szczegónie interesująca jest dla Assange'a osoba Erica Schmidta, który po objęciu w 2001 roku funkcji prezesa Google „zbudował z firmy imperium”. Schmidt regularnie bywa w Białym Domu, od cztereach lat z rzędu uczestniczy w spotkaniach grupy Bilderberg, nie opuszcza też szczytów ekonomicznych w Davos. Zdaniem Assange'a szef Google "wierzy w cywilizującą moc oświeconych, międzynarodowych korporacji, widzi tą misję w ciągłym kształtowaniu świata na modłę życzliwej potęgi światowej".

Już na początku ubiegłej dekady Google regularnie otrzymywało od NSA środki pieniężne za udostępnianie technologii pozwalającej sprawniej indeksować gromadzone przez agencję dane, kilka lat później wspólnie z amerykańskim wywiadem zaczęła korzystać z satelity szpiegowskiego GeoEye-1.

Powiązań jest więcej – przykładowo Jared Cohen, szef Google Ideas pracował wczesniej dla Departamentu Stanu, doradzał administracji zarówno za rzadów Republikanów jak i Demokratów, był pośrednikiem między Doliną Krzemową a Waszyngtonem, a także eksperten od nowych technologii. O specyfice relacji Cohena z sektorem IT i rządem najlepiej świadczy anegdota, kiedy to w 2009 roku przełożył on spotkanie z prezesem Twittera Jackiem Dorseyem aby uczestniczyć w tym czasie z planowanym, ale ostatecznie odwołanym powstaniu przeciwko władzy ajatollahów w Iranie. Wkrótce po tym stanął on na czele głównego think tanku Google'a – Google Ideas i w tym samym roku wspólnie ze Schmidtem opublikował na łamach Foreign Affairs artykuł, w którym postulowali oni wykorzystanie potencjału Doliny Krzemowej i jej technologii w działaniach związanych z polityką zagraniczną USA.

Assange zwraca uwagę na fakt, że wkrótce po publikacji tego artykułu na Bliskim Wschodzie doszło do rewolucji, w których istotną rolę odegrały media społecznościowe, w tym Twitter, YouTube i Facebook.


Jesteście forpocztą rosnącego pokolenia obywatelskich aktywistów... a to czyniki was typem przywódców, których potrzebujemy

Te słowa Hilary Clinton najlepiej oddają nowe podejście do strategii zagranicznej Departamentu Stanu. Sukces wielu rewolucji w krajach arabskich sprawił, że zaczęto się jeszcze dokładniej przyglądać działalności organizacji pozarządowych zajmujących się walką o prawa człowieka na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Dzięki portalowi Movements.org Jared Cohen miał do dyspozycji „niesamowitą sieć cyberaktywistów” - warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że strona finasowana jest między innymi przez Google, MSNBC czy Edelmana.

wtorek, 9 kwietnia 2013

WikiLeaks ujawnia ponad milion nowych komunikatów rządowych objętych tajemnicą!

WikiLeaks ogłosiło, że jest posiadaczem największego na świecie zbioru amerykańskich poufnych komunikatów dyplomatycznych i że ma możliwość dodania jeszcze wielu poufnych plików do swojej kolekcji. Czego dotyczą najnowsze przecieki ujawnione przez WikiLeaks? Czy uwięziony w ambasadzie Ekwadoru w Londynie Julian Assange ma wpływ na to co się dzieje?

fot. 2.bp.blogspot.com
Kontrowersyjny portal internetowy WikiLeaks zdobył światowy rozgłos, gdy jego założyciel Julian Assange poinformował o upublicznieniu poufnych dokumentów rządowych na jego stronach. WikiLeaks pierwotnie posiadało zestaw ponad 250 000 depesz dyplomatycznych opublikowanych w okresie od listopada 2010 roku. Dziś portal znacznie rozszerza swoje "skarby", dodając kolejne 1,7 miliona dokumentów do swojej listy. 

"Kolekcja opisuje uwikłanie USA w światowe konflikty, a także dyplomatyczne zawirowania na całym świecie. To jeden z największych zbiorów dokumentów geopolitycznych, które nigdy przedtem nie były publikowane", chwali się WikiLeaks na swoich stronach. Rzekomo najbardziej kontrowersyjne dane oznaczone są jako "Kable Kissinger" i stanowią zapisy dyplomatyczne USA w okresie pomiędzy 1973 a 1976. 

Nowa baza ma zawierać 286 000 pełnych amerykańskich depesz dyplomatycznych, które są poufne i stanowią zapis wymiany wiadomości pomiędzy misjami dyplomatycznymi a departamentem stanu USA. Ponad 12 000 dokumentów jest opatrzonych klauzulą "No Distribution" ('zakaz dystrybucji'), a kolejnych 9 000 oznaczonych jako "Eyes Only" ('tylko dla oczu'). Wikileaks ma posiadać także 61 000 dokumentów z klauzulą "Secret", póki co nie publikowanych. 

Warto przypomnieć, że Julian Assange - założyciel portalu WikiLeaks, za swoje działania ścigany jest przez rząd brytyjski, amerykański oraz szwedzki. Jego jedynym sojusznikiem jest Ekwador, w którego londyńskiej ambasadzie tkwi po dzień dzisiejszy. Assange nie ma sporego pola manewru, a sytuacja w której się znalazł jest mocno skomplikowana. Być może najnowsze działania podejmowane przez WikiLeaks są próbą jej odwrócenia.

Czy Waszym zdaniem działania podejmowane przez WikiLeaks są bezinteresowne? A może to tylko narzędzie w rękach "większych światowych graczy"?


Źródła: redorbit/sigalonleaks/independent

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/04/wikileaks-ujawnia-ponad-milion-nowych.html

czwartek, 3 stycznia 2013

Ekwador - nieoczekiwany nowy konkurent USA w nowoczesnych technologiach?

Stany Zjednoczone są często uważane za lidera, jeśli chodzi o wdrażanie najnowszych technologii biometrycznych, systemu nadzoru i zabezpieczeń. Mogą mieć jednak nieoczekiwanego nowego konkurenta: Ekwador.

Prezydent Ekwadoru Rafael Correa
(fot. m24digital.com)

Według rosyjskiej firmy Speech Technology Center, mały kraj Ameryki Łacińskiej pomyślnie zakończył instalację "pierwszej na świecie platformy identyfikacji biometrycznej, która łączy w sobie rozpoznawanie głosu i możliwości identyfikacji twarzy."

Kontrowersyjna technologia pozwala władzom Ekwadoru zbudować ogromną bazę danych zawierającą kilka milionów próbek głosu ("VoicePrints") znanych przestępców, podejrzanych, czy innych osób, które leżą w obszarze zainteresowania państwa. System pozwala również gromadzić dużą bazę zdjęć podejrzanych, które uzupełnia tzw. "VoiceGrid." Chociaż technologii rozpoznawania twarzy w przeszłości brakowało dokładności, władze Ekwadoru twierdzą, że wynalazły algorytm, który "dostarcza wiarygodnych wyników, nawet gdy cechy twarzy przeszły zmiany fizyczne". 

Nowoczesna technologia w rękach ekwadorskiego rządu, obejmująca wyrafinowane narzędzia mowy i rozpoznawania twarzy, może okazać się przydatna do śledzenia dysydentów politycznych oraz budowania baz danych biometrycznych działaczy opozycji lub dziennikarzy. Zagrożeniem staje się także widmo sprzedaży technologii do brutalnych i autorytarnych agencji bezpieczeństwa w takich krajach jak m.in. Kazachstan, Białoruś, Tajlandia, czy Uzbekistan. 

Warto przypomnieć, że Ekwador znajduje się obecnie w centrum konfliktu dyplomatycznego z Wielką Brytanią i USA. Impas trwa od chwili przyznania założycielowi WikiLeaks Julianowi Assange'owi azylu w ekwadorskiej ambasadzie w Londynie. 

Czy Waszym zdaniem Ekwador będzie sprzedawał wypracowaną technologię innym państwo? Jak sam będzie ją wykorzystywał?


Źródła: stratrisks/slate/powerfullinfo

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Julian Assange przemówił. Czy ma prawo kreować się na bohatera?

Założyciel WikiLeaks Julian Assange w ostatnią niedzielę wygłosił krótkie oświadczenie z balkonu ekwadorskiej ambasady w Londynie. W swoich słowach zrównał się do więźniów politycznych w innych krajach, jednocześnie unikając jakiejkolwiek wzmianki o obyczajowych zarzutach stawianych mu w Szwecji. 

fot. trust.org
W czwartek minister spraw zagranicznych Ekwadoru ogłosił, że Julian Assange otrzyma azyl polityczny w jego kraju, lekceważąc tym samym ostre reakcje ze strony brytyjskiego rządu. W mediach pojawiały się liczne spekulacje na temat potencjalnego szturmowania ambasady i docelowej ekstradycji Assange’a do Szwecji, gdzie jest poszukiwany w celu przesłuchania w sprawie o domniemanie gwałtu i molestowania seksualnego. 

Julian Assange porównał swoją sytuację do rosyjskiego zespołu punkowego Pussy Riot, jednocześnie skrytykował Stany Zjednoczone za wciąganie świata w niebezpieczną epokę, w której dziennikarze milkną i nie mają prawa głosu. „Tak samo jak WikiLeaks, tak i wolność wypowiedzi wszystkich naszych społeczeństw jest zagrożona” - podkreślał z okna ambasady Assange, ubrany w bordowy krawat i niebieską koszulę, otoczony flagą Ekwadoru i dziesiątkami brytyjskich policjantów na chodniku poniżej. 

Assange w istocie obawia się, że gdyby doszło do ekstradycji do Szwecji, to on natychmiast zostanie wydany USA, które ostro potępiły publikację dokumentów niejawnych przez Wikileaks. Stany Zjednoczone mogą oskarżyć go o szpiegostwo, jednak na chwilę obecną oficjalnie tego nie potwierdzono. 

Julian Assange próbuje nadać sprawie wymiar czysto polityczny, stając się męczennikiem idei wolności słowa. Pomija jednak konsekwentnie w swoich wypowiedziach aspekt czysto prawny, którym jest zarzut gwałtu. Skoro jest niewinny to dlaczego nie podda się procesowi? Co więcej, dlaczego chcąc być bohaterem nie stanie (co i tak nie jest pewne) przed trybunałem w Stanach? Jak podkreślają najlepsi amerykańscy karniści, kara śmierci na pewno mu nie grozi. 

Wygląda na to, że Assange nie ma sporego pola manewru dla swoich działań, a sytuacja w której się znalazł jest mocno skomplikowana. Po przeciwnej stronie barykady stoi rząd brytyjski, amerykański oraz szwedzki, a jego sojusznikiem jest jedynie Ekwador i zamknięta przestrzeń londyńskiej ambasady. 

Czy Waszym zdaniem Julian Assange jest prawdziwym bohaterem idei wolności słowa? I czy kiedykolwiek opuści jeszcze ekwadorską ambasadę w Londynie? 



wtorek, 23 sierpnia 2011

Wikileaks - wielkie kłamstwo

Logo Wikileaks
źródło: Wikipedia
Portal Wikileaks podobnie jak jego założyciel Julian Assange w ciągu ostatniego roku wywołał wiele zamieszania, stając się swoistą ikoną walki o wolność słowa. Czy tak jest jednak naprawdę? Przyglądam się temu serwisowi od jakiegoś czasu i wszystko wskazuje na to, że między deklaracjami a faktami jest wyraźny rozdźwięk. W efekcie bowiem, wbrew deklaracjom, Wikileaks inspiruje ograniczanie wolności. 


Julian Assange 

Postać równie kontrowersyjna co tajemnicza. On sam nie chce podobno ujawniać informacji o sobie ze względów bezpieczeństwa. Można to zrozumieć, jednak to co przedostaje się na zewnątrz, daje do myślenia. Przede wszystkim informacja o jego związkach z kościołem scjentologicznym, z którym rzekomo zerwał. Wikileaks to nie tylko Assange, ale także kilku hackerów, którymi dziwnym trafem nikt się nie interesuje, którzy nie brylują w mediach. Gdyby zadać pytanie o rzeczy naprawdę niewygodne dla establishmentu to okazałoby się, że jego poglądy nie odbiegają od popularnych opinii prezentowanych w tzw. mainstreamie, bagatelizujących choćby zupełnie spotkania grupy Bilderberg. 

Wiele niejasności budzi pytanie: kto finansuje Assange'a. Jego działalność, chociażby codzienne przenosiny z hotelu do hotelu i zmiany numeru telefonu, kosztują. Co prawda deklaratywnie, portal jest utrzymywany z dobrowolnych środków, ale czy ktoś widział rozliczenie owej dobrowolności? 

Prawnikiem, który reprezentuje problemy firmy przed brytyjskim sądem jest Mark Stephens, znany londyński adwokat, który zasłynął w wielu spektakularnych sprawach (m.in. broniąc Greenpeace, występując przeciwko McDonalds i Royal Dutch Shell, ale też broniąc Wall Street Journala, ostatnio zaś reprezentując Charlesa Dawkinsa w procesie przeciwko Benedyktowi XVI), kojarzony on jest też ze znanym finansistą George'm Sorosem. Stephens niejednokrotnie reprezentował swoich klientów za darmo, zapewne więc podobnie ma się z jego pomocą dla Assange'a, niemniej jednak czy wszyscy „bojownicy o wolność słowa” są tak samo wspierani? Czy sama Wikileaks rzuca się w obronie ciemiężonych obrońców wolności? 


„Wikiprzecieki” 

Datę powstania Wikileaks można znaleźć na Wikipedii i na dziesiątkach innych stron internetowych, gdyby się jednak zastanowić od kiedy słyszy się o portalu to pojawia się poważny zgrzyt. Wygląda na to, że od niedawna. Tak naprawdę o portalu większość osób usłyszała dopiero w zeszłym roku, po tym jak media rozpowszechniły rzekomy skandal jaki wybuchł po publikacji przez Wikileaks filmu z Iraku, gdzie podczas ataku śmigłowca Apache ginie dwóch irackich pracowników agencji Reuters. 

Inna ciekawostka - były współpracownik Assange'a, Daniel Domsheit-Berg, uruchomił w kwietniu 2011 roku nowy serwis Openleaks, który ma być platformą do wolnego zamieszczania na nich różnego rodzaju przecieków pochodzących z najróżniejszych źródeł. Czym to się ma różnić od Wikileaks? Przede wszystkim tym, że to jest prawdziwa forma portalu, który w grudniu 2009 roku przez pewien czas przestał funkcjonować, po czym powrócił w nowej formie, gdzie dane są „weryfikowane” przez zespół Wikileaks a dopiero później umieszczane na serwerach. Wcześniej informacje były weryfikowane przez samych czytelników. Czy to buduje deklarowaną wolność wypowiedzi? 


Niezwykły dostęp do największych mediów na świecie 

W tej kwestii krytyka wszystkich tak zwanych tropicieli teorii spiskowych i przedstawicieli mediów alternatywnych z pewnością jest uzasadniona, nawet gdy jest wywołana zazdrością. W końcu dla wielu lata wytężonej pracy, poszukiwań i żmudnego zbierania dokumentacji dają co najwyżej etykietę Syzyfa – wariata albo Don Kichota walczącego z wiatrakami. Czyż nie z cudem graniczy, gdy zupełnie nieznany „hacker” reprezentującym niszowy portal, bez najmniejszego problemu przebija się do największych koncernów medialnych? 

Znana austriacka dziennikarka Jane Bugermeister trafnie zauważyła, że w czasie „gdy niemieccy dziennikarze, tacy jak Harald Schumann podają, że magazyny takie jak Der Spiegel cenzurują jego artykuły dotyczące przestępstw finansowych i cenzura jest powszechną praktyką, twarz Assange'a widoczna jest na głównej stronie internetowej Spiegla jako bojownika w walce o wolność słowa”. 

Sam Assange nigdy nie traci okazji by nie udzielić wywiadu, porozmawiać z mediami. Brak już tylko koszulek z wizerunkiem szczupłego siwowłosego bojownika o wolność słowa. Liczba wywiadów i uwaga jaką poświęcają twórcy Wikileaks media stawiają go już na półkach wśród najpopularniejszych celebrytów. Mając takie poparcie można zdobywać świat, zastanówmy się kto i dla czego stoi za Wikileaks? 


Bliskowschodnia rewolucja - przykład 1 

Zapalnikiem bliskowschodnich rewolucji, szczególnie tych w północnej Afryce (Tunezja, Egipt) były informacje opublikowane przez Wikileaks na temat korupcji lokalnych przywódców. Doprowadziły one do protestów, a w efekcie do opuszczenia przez Ben Alego Tunezji i ucieczki Hosniego Mubaraka z Egiptu. Kraje te nie należały zapewne do najzacieklejszych przeciwników USA czy Izraela, jednak już trakcie rewolucji do kraju przybywały osoby nie mające z samym Egiptem wiele wspólnego, lecz szczególnie aktywne na arenie międzynarodowej, takie jak Mohammed ElBaradei. W efekcie demokratyzacji na horyzoncie nie widać, a jedynym rezultatem jest to, że kraje te stały się de facto zależne od państw Zachodu. 


Czip dla każdego Europejczyka – przykład 2 

Zadziwiająca koincydencja miała miejsce również w przypadku publikacji zeznań świadków przetrzymywanych w bazie w Guantanamo. Zostały one ujawnione mniej więcej na tydzień przed rzekomym zabiciem Osamy bin Ladena i zawierały one między innymi zapowiedź zamachów w Europie w przypadku śmierci przywódcy Al-Kaidy. Informacje te stanowią przede wszystkim pretekst do zaostrzenia kontroli na terenie pogrążonej w kryzysie Unii Europejskiej. W efekcie to krok do masowej, ale jak bardzo „uzasadnionej” inwigilacji Europejczyków. 


Nuklearne domino - przykład 3 

Wall Street Journal powołując się na Wikileaks napisał: 

„Tuż po tym jak Amerykanie wycofali się z projektu tarczy antyrakietowej i po finale rozmów Waszyngton - Moskwa o układzie rozbrojeniowym, Rosja umieściła w obwodzie kaliningradzkim głowice nuklearne” 

W efekcie, Wikileaks za pośrednictwem jednej z najbardziej opiniotwórczych gazet świata, inspiruje upowszechnienie informacji, która wzmacnia dotychczasowe zależności w jakich tkwi Polska. 

Pozornie rzetelna informacja działa przeciw deklarowanej wolności. 


Istotność informacji 

Ostatnim punktem, który również wskazuje na to, że Wikileaks i Julian Assange nie są tymi na których się ich kreuje jest fakt, że ich działalność nie wniosła prawie nic czego by bardziej dociekliwi badacze już nie wiedzieli. W zasadzie są to jedynie szczegóły, dodatki do informacji o których pisano już wcześniej. 

Argumentów jest wiele, ja pozwolę sobie przytoczyć te, które podał George Friedman (STRATFOR): 

„Każdego kto był blisko toczących się walk lub kto czytał historie z czasów II Wojny Światowej, uderzy nie fakt obecności zbrodni wojennych, lecz to, że wśród dokumentów na ten temat udostępnianych na serwerach Wikileaks jest ich tak mało. Wojna to kontrolowana przemoc i gdy kontrola zawiedzie – jak to bez wątpienia się zdarza – pojawiają się niekontrolowane i potencjalnie zbrodnicze działania. Tymczasem, przypadki opublikowane przez Wikileaks z takimi fanfarami wokół całej sprawy wcale jasno nie pokazują przestępczych działań amerykańskich żołnierzy tam bardzo jak to ma miejsce w przypadku konsekwencji ze strony powstańców, którzy łamią Konwencję Genewską”. 

(...)„Podobnie jest z przeciekami dyplomatycznymi. Niewiele z ujawnionych informacji było nieznanych poinformowanemu obserwatorowi. Na przykład, każdy kto czyta poważne analizy wie, że nie tylko Izraelczycy, ale także Saudowie byli szczególnie zaniepokojeni siłą Iranu i naciskali na Stany Zjednoczone by te zrobiły coś w tej sprawie. Podczas gdy media traktowały to jako znaczącą wiadomość, w istocie wymagało to głębokiej nieznajomości geopolityki Zatoki Perskiej by traktować amerykańskie noty dyplomatyczne na ten temat za zaskakujące”. 


Podsumowanie 

Kończąc, organizacja która postuluje wprowadzenie pełnej transparentności w stosunkach międzynarodowych co, nie oszukujmy się, jest zupełnie niewykonalne, sama pozostaje niezwykle tajemniczą. Do tego zamiast zajmować się informacjami, prowadzi przede wszystkim propagandę, pytanie tylko na rzecz kogo? 

Otwieram dziś inwentaryzację przykładów działania Wikileaks i Julian Assange, które niewiele mają wspólnego z jego deklarowaną, jakże szlachetną misją - obroną wolności.

Zobacz także:


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf