Niezwykle ciekawe dane zebrała firma CrowdStrike, która przeanalizowała ponad 30 000 prób włamań do systemów w 2018 roku. Dane pochodziły od jej klientów i reprezentowały 176 państw oraz wszystkie główne branże, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym.
Rezultat? Rosjanom na włamanie wystarczało średnio 18 minut, Północnym Koreańczykom zajmowało to 2 i pół godziny, zaś Chińczykom 4 godziny.
Wysoka od dłuższego czasu aktywność sympatyków Daesh w internecie sprawiła, że hackerzy od dłuższego czasu poszukiwali sposobu na dotarcie do osób, które stały za wciąż pojawiającymi się kontami. Jedna z grup hackerów zajęła się śledzeniem kilku kont zwolenników Państwa Islamskiego, ku ich zdziwieniu ich adresy były powiązane z brytyjskim Department of Work and Pensions.
Jak informuje dziennik Daily Mirror za odkryciem stała grupa funkcjonująca pod nazwą VandaSec, która pokazała pracownikom gazety dowody w postaci adresów IP osób logujących się na wskazane konta. Numery te początkowo wskazywały na Arabię Saudyjską, jednak po odpowiednim filtrowaniu okazało się, że należały do instytucji rządowych. Pierwszą z możliwych teorii wyjaśniających to odkrycie było przypuszczenie, że w DWP pracuje jakiś sympatyk ISIS, bądź też zostały one utworzone celowo aby posłużyć jako pułapka dla osób chcących dołączyć do szeregów organizacji.
Sprawa skomplikowała się jednak w momencie kiedy Mirror Online wychwycił kilka transakcji przeprowadzonych między Wielką Brytanią a Arabią Saudyjską, z których to wynikało, że strona rządowa sprzedała dwóm saudyjskim firmom komplet adresów IP, które następnie wykorzystano do propagandy Państwa Islamskiego. Biuro premiera przyznało się do tego, że na początku roku sprzedało komplet numerów IP Saudi Telecom i Mobile Telecommunications Company. Sprzedaż miała na celu pozbycie się nadmiaru numerów w bazie DWP, jednak jak przyznano nie mają oni wpływu na to jak i kto je później będzie wykorzystywał, powiązanie numerów IP z brytyjskim rządem spowodowane jest z faktem, że sprzedaż miała miejsce względnie niedawno i nie wszystkie rejestry są już zaktualizowane.
Media społecznościowe, takie jak Twitter, Facebook czy Instagram służą jako główne narzędzie promowania idei i działań Państwa Islamskiego, pomimo kolejnych prób blokowania kont i numerów IP wciąż powstają nowe konta.
Problemy z cyberbezpieczeństwem jeszcze kilka lat temu miały charakter zupełnie niszowy i pojawiały się jedynie w artykułach pasjonatów, dziś kwestie te są podnoszone przez wielu analityków a kolejne państwa dostrzegają rolę internetu we współczesnych stosunkach politycznych. Przyjrzyjmy się dzisiaj dwóm pomysłom z krajów znacznie rzadziej omawianych, tzn. Kazachstanie i Iranie.
fot. creative commons
Oba państwa trudno zaliczyć do demokratycznych i cieszących się szeroko pojętą wolnością słowa. Sam Iran pozostaje też w dość napiętych stosunkach wobec innych państw regionu i pozostaje obiektem ataków szpiegowskich i cybernetycznych, władze Kazachstanu cieszą się teoretycznie znacznie bardziej stabilną pozycją, to nie przeszkadza im jednak spróbować zupełnie innego niż znane dotychczas pomysłów na kontrolowanie poczynań obywateli w sieci.
Jak podaje portal cyberwarzone.com w okresie krótszym niż miesiąc władze Kazachstanu wprowadzą prawo, na mocy którego każdy użytkownik internetu zobowiązany będzie do instalacji tzw. oprogramowania 'backdoor', które umożliwi pozwoli w każdym momencie przeprowadzać przez rząd inwigilacji komputerów obywateli i znajdujących się na ich dyskach maili, plików i zdjęć. Takiego rozwiązania do tej pory nie było, jeśli pojawiały się pomysły podobne do szpiegowania przez NSA obywateli USA to sprawa kończyła się skandalem, szczególnie, że inwigilacja miała charakter niejawny. Władze Kazachstanu nie mają podobnego problemu, będą to robić zupełnie oficjalnie.
Z kolei w Iranie działająca od pewnego czasu cyberpolicja poinformowała na specjalnie w tym celu zorganizowanej konferencji prasowej, że do tej pory aresztowała już ponad 28 tysięcy osób i zamknęła blisko 47 tysięcy stron. Wśród zatrzymanych byli zwolennicy Państwa Islamskiego prowadzący przychylne ISIS witryny, dane użytkowników korzystających i rozpowszechniających te informacje, którzy nie byli obywatelami Iranu zostały również przekazane Interpolowi. Tylko w ostatnich 6 latach Iran był celem 69 719 cyberataków z czego tylko w pierwszych 8 miesiącach bieżącego roku doszło do 1000 ataków na strony rządowe, większość z nich miało pochodzić z Izraela, USA i Arabii Saudyjskiej. Irańska Cyberpolicja (FATA) powstała w styczniu 2011 roku.
Anonimowi opublikowali właśnie poradniki dla "n00bów" chcących wziąć udział w walce z Państwem Islamskim w internecie.
Do zaostrzającej się wojny w sieci poszczególne strony konfliktu angażują co raz to nowe siły i żołnierzy. Nawet jeśli nie biorą oni udziału w bezpośrednich starciach z użyciem broni, to jednak ich rola jest równie ważna - na froncie informacyjnym zdobywa się dzisiaj rząd dusz, poparcie dla polityków, środki finansowe a także osłabia morale drugiej strony. Tak działają Rosjanie i Amerykanie, tak próbuje działać Unia Europejska, tak też działają członkowie ISIS i Anonymous.
Państwo Islamskie słynie z nowatorskich metod propagandowych, tworzenia co raz to nowszych kont na Twitterze i na YouTube, które rozpowszechniają publikowane przez nich treści, niedawno ISIS wydało także dla swoich zwolenników własny poradnik zawierający podstawowe zalecenia dotyczące bezpieczeństwa w sieci. Zamieszczone tam porady takie jak sugestie by "nie rozmawiać z nieznajomymi" czy też "nie klikać na podejrzane linki" zostało wyśmiane przez internetową społeczność.
Po ostatnich zamachach w Paryżu pojawiła się jednak takze odpowiedź od drugiej strony, za pomocą swoich licznych kont Anonymous ogłosili wydanie 3 poardników walki z Państwem Islamskim. Opublikowano 3 podręczniki: the NoobGuide, the ReporterGuide i the SearcherGuide. Pierwszy z nich wyjaśnia podstawowe zasady przeprowadzania ataków DDoS, włamywania się do sieci WiFi, łamania haseł i innych zagadnień związanych z hackingiem, z kolei ReporterGuide uczy jak atakować przy pomocy botów konta ISIS na Twitterze. Ostatni z poradników, Searcher uczy jak wyszukiwać pożyteczne informacje, przede wszystkim wyłapywać konta ISIS w sieci i zgłaszać je Anonimowym.
Poważny atak na bazę danych amerykańskiego rządu może mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa milionów obywateli, ale też władz i pracowników służb wywiadowczych.
W czerwcu 2015 roku do federalnej bazy danych Stanów Zjednoczonych doszło do włamania. Hackerom udało się przejąć kontrolę nad ponad 21 milionami indywidualnych dokumentów, w których w sumie znajdowało się 5,6 miliona odcisków palców. Dane znajdowały się w US Office of Personnel Management (OPM) - biuro to zawiera dokumenty bezpieczeństwa wszystkich amerykańskich agencji federalnych, dzięki włamaniu hackerzy uzyskali dostęp do danych milionów obywateli a także pracowników wywiadu.
Początkowo informowano o milionie skradzionych odcisków palców, ostatnio jednak Biały Dom poinformował, że w rzeczywistości hackerzy mogli przejąć ich ponad 5,6 miliona. OPM co prawda pociesza, że osoby, które weszły w posiadanie odcisków niewiele mogą z nimi zrobić, gdyż "obecnie ograniczone" są możliwości ich zastosowania, jednakże dodano, że jeśli technologia ulegnie dalszemu rozwojowi to szkodliwość będzie znacznie poważniejsza.
Kradzież może mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, służby obawiają się bowiem, że jeśli odciski palców zostaną odsprzedane obcemu wywiadowi, wówczas każdy pracownik amerykańskich służb będzie zagrożony ujawnieniem, ale także istnieje ryzyko kradzieży tożsamości.
Póki co nie podano informacji na temat schwytania złodziei, biorąc pod uwagę powagę sytuacji o ich złapaniu poinformowano by media ogłaszając wszędzie wokół zwycięstwo. Nawet jednak wówczas nikt nie ma pewności, że hackerzy nie zdążyli sporządzić kopii przejętej bazy danych a także czy nie sprzedali ich osobom trzecim. Odcisków palców zaś, w przeciwieństwie do haseł w tej chwili nie można ot tak sobie zmienić.
Facebook stanowi obecnie jedno z miejsc, w których jak nigdzie indziej przez lata zdążyły się zgromadzić gigabajty informacji na temat użytkowników, ich stylu życia, zainteresowań, kręgów znajomych. Wszystko to jest cenną zdobyczą dla hackerów. Jak się przed nimi bronić?
Zasada 1: Zostań na Facebooku
Każda domena, którą linkuje znajomy na swojej osi czasu a nie znajduje się w domenie Facebook.com, może stanowić zagrożenie. Dokładnie sprawdzaj adres linkowanej strony, staraj się unikać spontanicznego klikania we wszystko co cię zainteresuje.
Zasada 2: Nie instaluj żadnych aplikacji ani wtyczek do przeglądarki, które łączą się z twoim kontem Facebooka.
Wszelkiej maści przestępcy i hakerzy doszli już do etapu kiedy budują i promują w różnych serwisach aplikacje, które pozwalają integrować się z Facebookiem. Pozwolą one poznać dane jakich użytkownik używa do logowania się a następnie pozyskać niezbędne informacje.
Zasada 3: Nikomu, ale to nikomu nie podawaj swojego hasła.
Im więcej osób zna twoje hasło tym gorzej, nawet jeśli im ufasz, bądź świadom, że osoba to może zwyczajnie zapomnieć o pewnych zasadach bezpieczeństwa i nawet twoja ostrożność zda się tutaj na niewiele.
Zasada 4: Długie hasła
O tym wiedzą wszyscy, wciąż jednak tylko ułamek wszystkich ludzi pamięta o tej zasadzie i tworzy długie, skomplikowane hasła.
Zasada 5: Uważaj na maile od Facebooka.
Jeśli kiedykolwiek otrzymasz maila od Facebooka, w którym proszą cię o uzupełnienie jakichkolwiek danych - upewnij się, że masz się połączyć z portalem a nie jakąś podszywającą się pod niego stroną. Pamiętaj, Facebook nigdy nie będzie cię prosił o podanie określonych danych przez telefon czy maila.
Zasada 6: Nie bierz udziału w ankietach
Lubisz testy osobowościowe? A czy wiesz, że sprytny psycholog może odpowiednimi pytaniami pozyskać bardzo dużo wiedzy na twój temat? A czy równocześnie dana ankieta nie prosi cię o dostęp do określonych danych? To wszystko sprytna metoda aby potem móc wykorzystać twój profil osobowy.
Wszystkie te zasady to jedynie owoc doświadczenia wielu użytkowników i specjalistów od zabezpieczeń, z pewnością może ich być więcej, nie wykluczone też, że istnieją już teraz inne metody, o których tutaj nie wspomniałem. Tak czy inaczej, bądźmy ostrożni.
Mające stanowić bezpieczne i precyzyjne narzędzie do prowadzenia działań wywiadowczych i bojowych drony co raz bardziej zawodzą nadzieje ich twórców a ich obecność staje się niezbezpieczna.
Drony okazały się bronią obusieczną nie tylko pod względem propagandowym. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych zdecydowały się na szerokie zastosowanie dronów zwiadowczych a później także bojowych pierwotnie właśnie ze względów wizerunkowych zakładając, że wykorzystanie zdalnie sterowanych samolotów znacząco zmniejszy liczbę ofiar po stronie amerykańskiej. Przypuszczenie to okazało się trafnym zważywszy, że wiele operacji mogło zostać przeprowadzonych bez jakichkolwiek strat (po stronie USA).
Śmierć żołnierzy wywołuje ogromny szok wśród opinii publicznej, mało się natomiast mówi o traumach i problemach psychicznych jakie towarzyszą pilotom zautomatyzowanych dronów. Jest bowiem także druga strona medalu, śledztwa dziennikarskie wykazały bowiem, że wiele z ataków było nieprezycyjnych i w wyniku ataków za pośrednictwem dronów ginęło wielu cywili, w tym dzieci. Czynnik ten z roku na rok odgrywa co raz ważniejszą rolę i znacząco przyczynia się do spadku poparcia dla zastosowania dronów przez amerykańskie wojsko.
Drugim problemem okazało się przechwytywanie tych maszyn przez islamskich bojowników, którym do przejęcia kontroli nad supernowoczesnym samolotem bojowym wystarczało użycie aplikacji do pirackiego odbierania telewizji satelitarnej.
Stworzona przez rosyjskich hakerów aplikacja SkyGrabber kosztuje zaledwie 26$ za sztukę, dzięki niej jednak irackim bojownikom z organizacji Kata'ib Hezbollah udało się przechwycić drony typu Predator.Z kolei w Teksasie jedynie 1000$ wydali studenci uczelni w Austin by oszukać patrolujące granicę podobno "niehakowalne" drony i zmienić ich tor lotu.
W momencie więc gdy podobnych urządzeń lata w naszym otoczeniu co raz więcej, czy możemy być pewni, że są one bezpieczne i pod kontrolą? A może czeka nas kolejny wizerunkowy skandal, który na zawsze położy kres wykorzystaniu tych maszyn?
Gdzie żyje najbardziej obawiających się o swoją prywatność internautów? A może pytanie należy sforumułować inaczej: gdzie żyje najwięcej internautów, którzy mają coś do ukrycia? Poniższa inforgrafika prezentuje (proporcjonalnie) gdzie i ilu internautów szacuje się korzysta z sieci Tor, która ma rzekomo zapewniać anonimowość i bezpieczeństwo. Czy tak jest na prawdę? Pozwolę sobie przypomnieć, że nie tak dawno temu pisałem na temat dość interesujących doniesień na temat zainteresowań NSA, wynika z nich, że to właśnie użytkownicy Tor są grupą budzącą największe zainteresowanie. Nie ma się z resztą co dziwić...
Podobny do Stuxnet wirus zainfekował ogromną ilość komputerów w blisko 42 krajach - informuje Kaspersky Labs.
źródło: pcworld
Od 2001 roku grupa hackerów zainfekowała komputery w co najmniej 42 państwach (zobacz mapę poniżej) - ujawnili pracownicy Kaspersky Labs. Redakcja serwisu Ars Technica określiła całą operację jako wymagającą "nadludzkich umiejętności technicznych" sugerujących "nadzwyczajne zdolności i nieograniczone środki". Najbardziej imponującym jest przede wszystkim stworzenie ukrytego obszaru na powierzchni dysku, który pozostawał niewykrywalny dla nawet najbardziej zaawansowanych programów antywirusowych, był także odporny na formatowanie. Dyski twarde pozostają jednym z głównych obszarów sprawdzanych przez specjalistów od bezpieczeństwa, gdyż to właśnie stamtąd najczęściej instaluje się niebezpieczny wirus.
Co budzi największe zaskoczenie to sposób w jaki oprogramowanie trafiało na twarde dyski - znajdowało się ono już w momencie zakupu u producenta. Podejrzewa się, że nie ominęło to wiodących producentów dysków, w tym
Western Digital Corp, Seagate Technology Plc, Toshiba Corp, IBM, Micron Technology Inc and Samsung Electronics Co Ltd, co oznaczałoby, że praktycznie większość rynku została skutecznie zinflitrowana.
Grupa, którą pracownicy Kasperskiego nazwali "Equation Group" oprócz dysków używała także innych środków do rozprzestrzeniania wirusa - korzystano między innymi z dysków USB oraz z płyt CD. Analitycy wskazują, że wirus nazwany przez nich Fanny bardzo przypomina inne złośliwe oprogramowanie - Stuxnet. Zdaniem ekspertów możliwym jest, że to właśnie Fanny służyła jako aplikacja mająca wybrać główne cele dla Stuxnetu w Iranie a następnie rozprzestrzenić zasięg wirusa.
Skoro więc "Equation Group" udało się przeprowadzić operację wymagającą "nieograniczonych zasobów" to kto ich wspierał? Podejrzenia kierowane są od razu w kierunku NSA, której udowodniono opracowanie Stuxnetu. Podejrzenia te potwierdzają byli pracownicy agencji, którzy w wypowiedzi dla agencji Reutera przyznają, że NSA bardzo ceniła to oprogramowanie, jednak nie są w stanie określić do czego było ono używane.
Czy współpraca pomiędzy tak różnymi od siebie organizmami państwowymi jak kalifat i Rosja jest w ogóle możliwa? Przedstawiam ciekawy scenariusz autorstwa jednego z wpływowych blogerów zajmujących się współczesnym teatrem wojennych.
Sytuacja zmusza momentami nawet najbardziej zatwardziałych wrogów do chwilowego zawieszenia broni i podjęcia współpracy, która może być korzystna dla obu stron. Do takich porozumień w historii dochodziło niejednokrotnie, wystarczy przypomnieć sobie sojusz Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego podczas II Wojny Światowej czy ostatnia "nieoficjalna" rzecz jasna współpraca USA z władzami Syrii i Iranu przeciwko ich współnemu wrogowi - Państwu Islamskiemu. Czy podobny ruch gotowa by była wykonać Rosja i zawrzeć taktyczny sojusz z kalifatem?
Skąd pomysł by Władymir Putin, któremu bojownicy ISIS, wśród których jest wielu Czeczenów, grozili śmiercią byłby w ogóle zainteresowany współpracą? Z punktu widzenia Rosji może być to dobry pomysł, gdyż to co w tej chwili może mieć fundamentalne znaczenie to uratowanie swojej pozycji ekonomicznej mocno nadszarpniętej nie tylko sankcjami gospodarczymi, ale też spadającymi cenami ropy naftowej, na co wpływ mają przede wszystkim kraje Zatoki Perskiej z Arabią Saudyjską na czele. Unieszkodliwienie Saudów i tym samm powstrzymanie wciąż spadających cen, szczególnie w momencie zmiany władzy w królestwie to okazja, która może się już nie trafić.
A kalifat? Dla nich to również świetna okazja, możliwość ekspansji na południe i zdobycie zaplecza na Półwyspie Arabskim, z jego zasobami ropy, pieniędzy, rezerwami ludności a przede wszystkim symbolem islamu - Mekką mogą stanowić moment, który nada im nowy impet w toczonej od dłuższego czasu wojnie przeciwko wszystkim sąsiadom.
Jak taka współpraca miałaby wyglądać?
Rosjanie mają do dyspozycji jedne z najlepsyzch grup hackerskich na świecie, niejednokrotnie dali się oni we znaki wielu rządom ościennych państw. Z drugiej zaś strony Saudowie dysponują podobno wyjątkowo słabymi, zarządzanymi z resztą przez zewnętrzne i wcale nie najlepsze firmy zabezpieczaniami (jednym z lepszych sposobów na uzyskanie kontraktu było zwyczajne "podlizywanie się" rządzącej dynastii). Wystarczyłoby więc, że "tajemniczy" atak hackerski z Rosji wyłączyłby komunikację straży granicznej i wojsk Arabii na terenach szczególnie zagrożonych atakiem ze strony ISIS. Wojska kalifatu mogłyby szybko wykorzystać tą okazję i wtargnąć głęboko na terytorium państwa gdzie z pewnością znajdzie wielu sympatyków gotowych przejść na ich stronę.
Taki mógłby być koniec Saudów. Czy do tego dojdzie? To rzecz jasna tylko scenariusz możliwych wydarzeń, który zaproponował autor bloga Global Guerillas, czy faktycznie do podobnej sytuacji dojdzie, tego nie wiemy, ale warto obserwować ten potencjalny "egzotyczny sojusz".
Wielki kryzys finansowy, klęska głodu, zamieszki a nawet wybuch wojny to możliwe konsekwencje cyberataku, który zdaniem ekspertów może mieć miejsce jeszcze przed 2025 rokiem.
W 1991 roku podczas wystąpienia przez amerykańskim Kongresem ekspert do spraw bezpieczeństwa Winn Schwartau ostrzegł zgromadzonych przed mogącym nadejsć w każdej chwili "elektronicznym Peal Harbor". Pomimo upływu lat, zagrożenie wciąż jest realne. Przyznają to uczestnicy badania jakie wśród specjalistów w zakresie technologii przeprowadził Pew Internet and American Life Project. Zdaniem aż 60% ekspertów do 2025 roku dojdzie do ataku, który stanie się przyczyną śmierci wielu ludzi a także utraty, zniszczenia lub kradzieży majątku o wartości wielu miliardów dolarów.
Ich zdaniem ogólna wrażliwość na cyberatak rośnie z każdym dniem, co wiąże się nie tylko z faktem, że coraz więcej urządzeń jest powiązanych i zależnych od sieci, ale też od nowych, sieciowych przeciwników, których bardzo trudno zlokalizować i zneutralizować. Jeden z ekspertów, Stewart Baker stwiedza: "Kiedyś obawialiśmy się, że naszą infrastrukturę uszkodzą Rosjanie lub Chińczycy. Teraz musimy się martwić również Iranem, Syrią i Północną Koreą, ale już wkrótce źródłem zagrożenia mogą sie równie dobrze stać Hezbollah czy Anonymous". Tak wygląda to z punktu widzenia Amerykanów, którzy dostrzegając zagrożenie zwracają uwagę również na możliwość zaatakowania jednego z sojuszników USA, np. Korei Południowej czy Japonii, które w obliczu konfliktu z Chinami muszą się liczyć z ryzykiem ataku na ich systemy komputerowe.
Z pewnością dodatkowe ryzyko niesie ze sobą wprowadzanie kolejnych udogodnień technicznych takich jak coraz powszechniejsze smartfony, drony aż po sterowane komputerowo czołgi i okręty wojenne. To wszystko, w przypadku udanego cyberataku może zostać wyłączone lub wykorzystane przeciwko ich właścicielom.
Upadł kolejny mit na temat bezpieczeństwa w internecie, popularna sieć umożliwia ukrywanie tożsamości okazała się być pod kontrolą amerykańskich służb wywiadowczych.
Brzmi to dziwnie, zważywszy na fakt, że sieć TOR postrzegana jest właśnie jako główne narzędzie mające sprzyjać zachowywaniu anonimowości w sieci. Tak się jednak składa, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku internetu, sieć TOR powstała dzięki wojsku i również wojsko opracowało metody obchodzenia jej zabezpieczeń a następnie lokalizowania pragnących ukryć swoją tożsamość internautów.
TOR powstała na początku lat 90-tych w U.S. Naval Research Laboratory w celu umożliwienia pracownikom rządowym ukrywania miejsca, w którym aktualnie przebywają oraz kim są w rzeczywistości. Wkrótce jednak technologia ta stała się dostępna również dla cywili zyskując duża popularność szczególnie w środowiskach internetowych piratów i osób pragnących zachować swoją tożsamość w tajemnicy. To, czego do niedawna nie wiedzieliśmy to fakt, że NSA dysponuje technologią zwaną XKeyscore.
Została ona wykryta przez niemieckich sympatyków sieci TOR, którzy opublikowali swoje odkrycie na łamach magazynu Taggeschau. Okazało się, że podczas przeglądania kodu źródłowego znaleźli oni dwa serwery będące pod ciągłą obserwacja National Security Agency. Według informacji zawartych w kodzie dane zawarte w emailach i zapytaniach podlegały dokładnej inspekcji a następnie były najprawdopodobniej magazynowane przez NSA. Logowanie się do sieci TOR spoza pięciu krajów będących współpracownikami NSA (m.in. USA, Kanada) było automatycznie rejestrowane i archiwizowane przez wspomniane serwery.
Firma G Data odkryła, że w popularnych smartfonach chiński producent umieścił złośliwe oprogramowanie służące do szpiegowania użytkowników.
fot. http://www.rockefeller-news.com
Jak podaje niemiecka firma zajmująca się bezpieczeństwem danych popularna marka smartfonów produkowanych w Chinach była zaopatrzona w specjalnie ukryte oprogramowanie do śledzenia ich użytkowników. Podejrzane aplikacje miały się znajdować w telefonach Star N9500 będących tańszym zamiennikiem Samsunga Galaxy S4. Na ich ślad trafiono dzięki użytkownikom, którzy wielokrotnie zgłaszali fakt, że po podłączeniu smartfona do komputera ich system operacyjny wykrywał jakiegoś rodzaju złośliwe oprogramowanie. W końcu po zakupieniu kilku modeli N9500 pracownicy firmy G Data stwierdzili, że w urządzeniach ukryte są aplikacje umożliwiające podmiotom trzecim ściąganie danych osobistych z telefonu, zlokalizować miejsce, w którym w danym momencie przebywa jego właściciel oraz wykorzystywać bez jego wiedzy wbudowane kamery i mikrofon. Dane następnie były przesyłane na serwer, który mieści się w Chinach.
Pomimo kilkukrotnych prób, pracownikom G Data oraz dziennikarzom Associated Press nie udało się znaleźć producenta telefonów.
Przypomnijmy, że w październiku ubiegłego roku Niemcy trafili na inny przypadek złośliwego oprogramowania wbudowanego w produkowane w Chinach urządzenie elektroniczne. Wówczas była to karta pamięci, która sprzedawana była przez firmę E-Plus. Po jej podłączeniu do telefonu lub komputera instalowało się oprogramowanie, które umożliwiało zdalne łączenie się ze sprzętem posiadacza. Również w tym przypadku nie udało się znaleźć osób ani firm odpowiedzialnych za umieszczanie szpiegowskiego oprogramowania.
Najważniejsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać to czy za masowym "skażeniem" elektronicznego sprzętu stały jedynie osoby prywatne lub organizacje przestępcze czy też znacznie poważniejszy gracz, na przykład chiński wywiad? Wykorzystując nieznajomość lokalnych stosunków a także ogromną ilość producentów elektroniki władze Państwa Środka mogą prowadzić podsłuch obywateli innych państw na skalę o jakiej nie marzyło się nawet NSA.
Polski MON wyda blisko 7 milionów złotych na stworzenie oprogramowania broniącego rządowe komputery przed atakami hackerskimi.
Polska rzadko pojawia się w doniesieniach na temat kolejnych odsłon wojny w cyberprzestrzenii. Widać to choćby po ilości newsów poświęconych naszemu krajowi na specjalistycznych portalach. Mimo wszystko jednak również nasze ministerstwo obrony podjęło decyzję, że najwyższy czas włączyć się do wirtualnego wyścigu zbrojeń.
Jak poinformował w listopadzie 2013 roku portal Niebezpiczenik Ministerstwo Obrony Narodowej wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) zamówiło “oprogramowanie i sprzęt elektroniczny do prowadzenia walki informacyjnej” - celem projektu ma być stworzenie zabezpieczeń i własnych zamkniętych sieci uniemożliwiających ataki z zewnątrz. Wartość projektu przewidziana jest na 6,6 miliona złotych do wydania w ciągu najbliższych 3 lat, jak podejrzewa portal Defence24 o realizacje poproszone będą najprawdopodobniej podmioty komercyjne, gdyż środowiska akademickie i wojskowe do tej pory nie były zdolne opracować odpowiedniego oprogramowania. Autorzy zwracają przy tym uwagę, że chociaż najprawdopodobniej oferty rozpatrywane są w trybie tajnym to jednak samego faktu wprowadzania tego typu rozwiązań nie zostało odpowiednio ukryte i zostało opublikowane nawet na stronach rządowych.
Interesującym faktem jest to, że jeśli wierzyć, że mamy do czynienia z aktualnie jedynym "cyberprojektem" MON-u to polskie władze w ogóle nie są zainteresowane inwestowaniem w aplikacje ofensywne a interesuje je jedynie ochrona tego co już posiadają. Niewykluczone jednak, że poza oficjalnym obiegiem mogą również istnieć projekty, które będą zajmować się tworzeniem złośliwego oprogramowania rodzimej produkcji.
Pentagon planuje wydać 16 milionów dolarów na przeniesienie blisko 100 tysięcy swoich pracowników na jeden rodzaj urządzeń mobilnych. Ma to podobno podnieść poziom bezpieczeństwa całego systemu.
Skandal jaki miał niedawno miejsce w związku z ujawnionymi podsłuchami prowadzonymi przez amerykańską National Security Agency stawia nas w sytuacji gdy powinniśmy się zastanowić czy sprzęt mobilny, z którego korzystamy, zapewni nam wystarczający poziom bezpieczeństwa.
Z pewnością coś na ten temat wiedzieć będą pracownicy Pentagonu, których niedawno zmuszono do rezygnacji z dotychczas używanych smartfonów. Wszystkie produkty Apple oraz telefony i tablety z wbudowanym androidem mają być wymienione na starsze modele telefonów Blackberry, które mają zapewnić znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa - poinformował Nextgov a informacja ta została potwierdzona również przez wysoko postawionych pracowników Pentagonu.
Dlaczego akurat te telefony będą znacznie bardziej bezpieczne? Według doniesień portalu DefenseTech wynika to z faktu, że prowadzone są zaawansowane prace nad stworzeniem wewnętrznego systemu wymiany danych, który zapewni znacznie lepszą ochrony. Do tego dochodzi fakt, że przy włączonym systemie inne urządzenia były bezużyteczne i w ich przekonaniu w przypadku wykorzystania w warunkach podniesionego ryzyka (np. otwartego konfliktu zbrojnego) będą one stanowić zagrożenie dla całości systemu.
Blisko dwa lata tajemnicza organizacja umieszcza w sieci zagadki, które próbuje rozszyfrować liczna grupa ambitnych internautów. Nikt nie wie co jest celem jej działalności ani kto za tym stoi.
Internauci byli zachęcani do rozwiązania zagadki poprzez zdjęcia publikowane na internetowych forach. Zawierały one ukryty kod, który można było rozwiązać jedynie w wyniku żmudnej pracy kryptografa. Mimo wszystko jednak Cicada 3301 sprawiła, że wiele osób latami nie mogło się powstrzymać od tropienia i z niecierpliwością oczekują na kolejne elementy układanki.
Zagadki bywają różne. Przykładowo Cicada 3301 stosuje popularną w sieci metodę cyfrowej steganografii polegającej na ukryciu zaszyfrowanej informacji w pliku, na przykład graficznym. Jego odszyfrowanie polega na przykład na rozjaśnieniu części obrazka, w efekcie czego pojawia się ukryty napis. Podejrzewa się, że podobną metodę wykorzystywali zamachowcy z Al-Kaidy ustalając szczegóły operacji z września 2001 roku za pośrednictwem aukcji internetowej Ebay.
Pierwsze ogłoszenie pojawiło się 5 stycznia 2012 roku na forum 4Chan, gdzie opublikowano komunikat następującej treści:
"Witajcie. Poszukujemy wybitnie inteligentnych jednostek. By je odnaleźć przygotowaliśmy test.
W tym obrazie ukryta jest wiadomość.
Znajdź ją a poprowadzę cię drogą prowadzącą do odnalezienia nas. Z niecierpliwością czekamy na tych, którym uda się dotrzeć do końca.
Amerykańska agencja szpiegowała obywateli Francji i Meksyku, włamano się nawet na prywatną skrzynkę mailową prezydenta tego drugiego państwa.
Jak donosi francuska gazeta Le Monde, pracownicy US National Security Agency (Narodowa Agencja Bezpieczeństwa - NSA) zajmowali się śledzeniem aktywności w sieci wielu osób nie mających nic wspólnego z terroryzmem za to zajmujących wysokie pozycje w polityce, mediach czy w biznesie. Nie jest to co prawda pierwsze doniesienie na temat działalności tej instytucji, podejrzenia, że NSA szpieguje obywateli innych państw były wielokrotnie powtarzane za pośrednictwem wszelkiej maści alternatywnych mediów. Teraz jednak sprawą zainteresowały się również media tak zwanego "głównego" nurtu.
Według francuskiego dziennika tylko na przełomie grudnia 2012 i stycznia 2013 agencja zgromadziła dane blisko 70 milionów rozmów przeprowadzonych przez francuskich obywateli. Wkrótce podobne sensacje opublikował również niemiecki Der Spiegel, który poinformował o przechwytywaniu wewnętrznych e-maili wysyłanych między członkami rządu Meksyku, w tym prezydenta Peña Nieto. Sprawa publikacji spotkała się z resztą z ostrą reakcją meksykańskiego rządu, który oświadczył, że sprawa wpłynie poważnie na wzajemne stosunki między obydwoma państwami. Według Der Spiegel NSA śledziła meksykańską pocztę przez lata.
NSA jest obecnie najpotężniejszą (znaną opinii publicznej) organizacją wywiadowczą zajmującą się śledzeniem i gromadzeniem danych na temat ludzi na całym świecie. Oficjalnie ma ona służyć walce z terroryzmem i wyszukiwaniem osób, które mogą w przyszłości stać się potencjalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego, jak jednak pokazuje praktyka profil działalności organizacji jest znacznie dalszy od zamierzonych.
Wirtualny pieniądz versus wirtualny pieniądz - rosnąca popularność bitcoina wywołuje kolejne fale entuzjazmu, powoli jednak tworzy się opozycja dostrzegająca w nim istotne niebezpieczeństwo.
Zamknięcie twórcy sklepu internetowego Silk Road, za pośrednictwem którego można było przy pomocy bitcoinów zakupić nielegalny towar taki jak narkotyki czy broń jest kolejnym z sygnałów wskazujących na rosnące zainteresowanie wszelakich służb sieciami związanymi z BTC. W tym przypadku rzecz jasna głównym czynnikiem było umożliwienie przez platformę Rossa Williama Ulbrichta towarów nielegalnych, niemniej jednak warto mieć na uwadze fakt, że strona nie była powszechnie dostępna, dotarcie na nią było możliwe jedynie dla korzystających z sieci Tor a dzięki wykorzystaniu bitcoinów transakcje miały charakter anonimowy.
Jeśli tak jednak faktycznie było to w jaki sposób FBI wpadło na trop Ulbrichta? Czy faktycznie dzięki swej anonimowości gdzieś za pośrednictwem sieci nowy Anders Breivik może właśnie szykować kolejny zamach na życie obywateli? Faktem jest, że Silk Road funkcjonowała długo, bo aż od lutego 2011 roku, w tym czasie jej właściciel był w stanie zgromadzić ponad 26 tysięcy bitcoinów (jest to największy znany zapas tej waluty na świecie, jego szacowana wartość wynosi 2,6 miliona dolarów).
Czego jednak można się obawiać w przypadku bitcoina? Z pewnością anonimowość transakcji jest atutem tego systemu i będzie on jeszcze przez długi czas przyciągał wielu ludzi chcących ukryć informacje na temat tego co kupują oni za pośrednictwem w sieci. Bitcoin jest niebezpieczny również z innego powodu - to pierwsza zupełnie zdecentralizowana waluta, nad którą rządom bardzo trudno będzie przejąć jakąkolwiek kontrolę.
Tajemniczy oddział chińskiej armii jest prawdopodobnie "jednym z największych na świecie zajmujących się cyber-hackingiem i szpiegostwem w sieci", alarmują amerykańskie służby bezpieczeństwa. Tajemniczo brzmiąca jednostka 61398 ma systematycznie kraść setki terrabajtów danych od co najmniej 141 organizacji na całym globie. Co wiemy na chwilę obecną na temat 61398 Unit?
fot. businesstech.co.za
Biały Dom przekazał swoje obawy o cyber-kradzieżach najwyższym szczeblom władzy w Chinach. Pekin natychmiast zaprzeczył argumentując, że "ataki w sieci są ponadnarodowe i anonimowe", podkreślał rzecznik chińskiego MSZ Hong Lei. Dodatkowo Pan Hong dodał, że Pekin "stanowczo sprzeciwia się hackingowi" i sam jest także ofiarą cyberataków.
Według raportu sporządzonego przez Mandiant, firmę zajmującą się bezpieczeństwem w sieci, jednostka 61398 ma swoją siedzibę w Szanghaju i zatrudnia tysiące osób biegle władających kilkoma językami, specjalizujących się w programowaniu i zarządzaniu sieciami komputerowymi (ślad prowadzi do 12-piętrowego budynku w okolicy Pudong w Szanghaju). O istnieniu specjalnej jednostki mają wiedzieć chińskie władze, jednak (co oczywiste) jej działania objęte są ścisłą tajemnicą.
Ten 12-piętrowy budynek na obrzeżach Szanghaju
ma być siedzibą jednostki 61398. Chińskie władzę oficjalnie zaprzeczają
jej odpowiedzialności za inicjowanie cyber-ataków.
(fot. nytimes.com)
Najbardziej płodnym z podmiotów wchodzących w skład 61398 ma być komórka APT1, która "prowadzi największą kampanię szpiegowską w sieci od co najmniej 2006 roku". Z obserwacji Mandiant wynika, że APT1 prawdopodobnie jest sponsorowane przez chiński rząd i jest w stanie toczyć długotrwałe i rozległe kampanie cyber-szpiegowskie w dowolnym miejscu na świecie. Podkreśla się także, że głównym celem hackingu APT1 są Stany Zjednoczone.
Przeglądając specjalny raport Mandiant, należy przytoczyć jego najważniejsze tezy i spostrzeżenia:
61398 jest obsadzana przez setki, a może tysiące wydajnych anglojęzycznych hakerów z zaawansowanymi umiejętnościami bezpieczeństwa komputerowego i pracy w sieci. Jednostka włamała się do 141 firm w 20 branżach, z czego 87% z siedzibą w krajach anglojęzycznych. 61398 jest w stanie kraść dane z kilkudziesięciu sieci jednocześnie. Specjalna komórka wykradła setki terrabajtów informacji, w tym plany wojskowe, plany biznesowe, e - maile, a także listy kontaktów.
Czy Waszym zdaniem informacje podane w raporcie mogą być prawdziwe? Czy Chiny są dziś największą potęgą hackingu na świecie?
Futurystycznym i odległym może wydawać się "hacking DNA", którego celem nie będzie już tradycyjne łamanie systemów i programów komputerowych, ale naszego mózgu i docelowo naszych zachowań. To nie scenariusz filmu science fiction, ale realna możliwość. Już dziś bioinżynierowie i specjaliści od zabezpieczeń ostrzegają, że nadchodzi dzień, kiedy przestępcy i bioterroryści będą polować na "luki w naszym organizmie", a nie jak do tej pory miało to miejsce na luki w komputerach.
fot. dailygalaxy.com
W nieodległej przyszłości wirus będzie dążył do zainfekowania naszego mózgu i biologii ciała, a nie tylko komputera czy telefonu. Gdy komputer jest "zarażony" złośliwym oprogramowaniem lub wirusem, często wystarczy sformatować dysk twardy i problem znika. Przyszły scenariusz hackingu DNA rodzi dużo większe trudności i pytania: co w takiej sytuacji zrobić, czy można (jak w przypadku komputera) "sformatować" nasz mózg i nasze myśli?
Zdaniem eksperta, bioinżyniera Andrewa Hessela: "tak jak można spersonalizować swój komputer i urządzenia mobilne, postęp w biologii syntetycznej pozwala dziś hakerom DNA na spersonalizowanie biologii naszego organizmu. Korzystając z tzw. drukarki DNA, odpowiedni wzór genetyczny będziemy mogli zawrzeć w określonych medykamentach lub w powietrzu. Autorzy wirusa będą w stanie wywoływać u nas tym samym określone zachowania".
Zasady hackingu telefonów komórkowych i komputerów mają wiele wspólnego z funkcjonowaniem wirusów i bakterii w przyrodzie. Kiedy patrzymy na dzisiejszy świat komputerów, możemy dostrzec wszystkie "sztuczki", począwszy od spamu, a skończywszy na włamaniach do różnych systemów i manipulowanie nimi w dowolny sposób. I właśnie w tym eksperci widzą potencjał dla biologii, której atuty w zakresie genetyki, wirusów i bakterii będzie można używać w sposób bardzo podobny.
Kluczem jest uświadomienie sobie, że nasze ciało ma związek z rozmaitymi bakteriami i wirusami, które stale wysyłają określone chemikalia do naszego mózgu. Hipotetycznie możemy zarazić się wirusami, które manipulują naszym zachowaniem i wcale nie musimy nawet wiedzieć, że tak się dzieje (!). Rodzi to przestrzeń działań dla nowych form bioterroryzmu i tworzenia nigdy wcześniej nieznanych biotoksyn (co gorsza, są prawie niemożliwe do wykrycia, ponieważ mogą być dostosowane do genomu określonej osoby lub grupy).
Czy możemy bronić się przed hackingiem DNA? Badacze podkreślają, że tego typu zmiany w naszym organizmie będą bardzo trudne do wykrycia. Problem potęguje dodatkowo fakt, iż zdolność skonstruowania "odtrutki" będzie leżała po stronie autorów wirusa, gdyż tylko oni znają prawidłową kombinację zastosowanego DNA...
Jak Waszym zdaniem rysuje się przyszłość "łamania naszego umysłu"? Czy to narzędzie z czasem będzie wykorzystywane na szeroką skalę? A może już jest?