Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więzienia CIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więzienia CIA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Wyuczona bezradność - czym jest nowa metoda torturowania więźniów CIA?

Wśród wszelkiej maści metod i technik przesłuchań w raporcie na temat więzień CIA pojawia się również jedna nowa, o której do tej pory nie słyszano. Wyuczona bezradność sprawi, że więzień tak jak w piekle Dantego - utraci wszelką nadzieję.

http://nation.com.pk/


Pośród blisko 600 stron raportu poświęconemu metodom śledczym CIA pojawia się pewne pojęcie - "wyuczona bezradność". Czym ono jest, tłumaczy nam portal DefenseOne. Z raportu wynika, że technika ta została opracowana przez dwóch psychologów znanych pod pseudonimami: “Grayson Swigert” i “Hammond Dunbar". Pojęcie to ma jednak znacznie dłuższą historię i sięga końca lat 60. kiedy to Martin E. P. Seligman z Uniwersytetu w Pensylwanii postawił hipotezę głoszącą, że "kiedy wydarzenia są poza kontrolą, organizm uczy się, że jego zachowania i ich skutki są od nich niezależne i tym samym uczy się motywacyjnych, poznawczych i emocjonalnych efektów braku kontroli". Oznacza to, że sytuację kiedy badany osiąga taki stan bezradności, że staje się pozbawiony jakichkolwiek myśli dotyczących ucieczki. W końcu akceptuje on taki stan rzeczy i nie próbuje go zmieniać.

W ostatnich latach pracujący nad tą hipotezą neurologowie doszli do wniosku, że w wyniku określonej stymulacji mózg osiąga w pewnym momencie stan wyuczonej bezradności. Jedną z takich stymulacji mają być tortury, podczas których badany traci jakąkolwiek nadzieję na funkcjonowanie poza trwającym stanem cierpienia, nie jest on w stanie w ogóle myśleć o przyszłości.

Jak się okazuje wnioski z tych badań były uważnie analizowane przez specjalistów z CIA i zastosowane podczas przesłuchań jeńców zatrzymanych w trakcie trwania "wony z terroryzmem". Jak informuje DefenseOne CIA zapewniło uprzednio zabezpieczyć swoich pracowników i prowadzącym śledztwa nie grozi jakiekolwiek oskarżenie. 
 


czwartek, 11 grudnia 2014

Co ukrywano w tajnych więzieniach CIA? Jakie tortury stosowała najpotężniejsza agencja wywiadowcza świata?

We wtorek ukazał się długo oczekiwany raport senatu USA poświęcony prowadzonemu przez CIA programowi aresztowań i przesłuchań. Agencja zgromadziła w tej sprawie ponad 6 milionów dokumentów, w tym nagrań i koresponencji a jego całościowe opracowanie w senackim raporcie zajęło aż 6 tysięcy stron maszynopisu. Znalazły się w nim informacje na temat sposobów przetrzymywania więźniów i technik przesłuchań na członkach organizacji terrorystycznych po 11 września 2001 roku. 


Dokument potwierdza wiele z teorii i doniesień, jakie krążyły wśród opinii publicznej w związku z działalnością agencji. Raport przyznaje między innymi, że z około 119 podejrzanych o terroryzm aresztanów przynajmniej 26 nie wymagało od razu zatrzymania.

Odrębną sprawę stanowi kwestia wykorzystywania dronów. Zwrócono bowiem uwagę na fakt, że za administracji Obamy wszyscy mężczyźni w wieku umożliwiającym noszenie broni i znajdujący się w strefie ataku, byli uznawani za potencjalne zagrożenie.

W obronie działań CIA stanął Biały Dom, który w specjalnym oświadczeniu wzywa do ostrożnego rozróżnienia między działaniami opisanymi w raporcie a skutkami działań agencji, której pracownicy: „niezmordowanie pracowali nad zniszczeniem rdzenia Al-Kaidy, zaprowadzeniem Osamy bin Ladena przed oblicze sprawiedliwości, a także powstrzymaniem operacji terrorystycznych i ataków”.

Cheney was also unrepentant, saying “it was the right thing to do” and adding, “If I had to do it over again. I would do it. Wiceprezydent Dick Chenney stwierdził, że CIA działała z upoważnienia rządu i jej operacje były „tym co trzeba było zrobić”, dodał też, że jeśli miałby oporów by, jeśli zaszłaby taka potrzeba, zrobić to jeszcze raz.

A jakie metody torturowania zatrzymanych stosowała CIA? Oto niektóre z nich:
  • stawanie na złamanej stopie,
  • grożono rodzinom przesłuchiwanych, w tym gwałtem na matce jednego z nich,
  • "waterboarding", podczas których dwóch z więźniów niemal utonęło,
  • jeden z przetrzymywanych stracił podczas pobytu w więzieniu oko,
  • nie pozwalano im zasnąć ponad 180 godzin,
  • co najmniej jedna osoba zginęła podczas przesłuchań, jednak osoba odpowiedzialna za jej śmierć nie poniosła konsekwencji,tortury stosowano zanim zaproponowano jakąkolwiek współpracę,

Czy są to metody drastyczne? Zdaniem opinii publicznej tego typu działalność jest karygodna i zapewne skończy się poważnymi konsekwencjami dla wielu pracowników CIA i ich mocodawców.



środa, 26 listopada 2014

5 lat po napisaniu powieści "Kod Władzy"

Szanowni Czytelnicy,

Od wydania „Kod władzy” minęło kilka lat. Zakończyłem jej bezpłatną publikację na swoim blogu. Mam nadzieję, że więcej osób ją przeczytało, a wielu z Was pozostawiła w sytuacji gdy zadajecie sobie pytanie: czy to widzimy na co dzień jest takie jak nam się poprzednio wydawało? „Kod” odniósł sukces, dostąpił nawet miana bestsellera, doczekał się emisji w oddziałach Polskiego Radia, uznania internautów w ich głosowaniach w konkursie „Blog roku” zajmując pierwsze miejsce jako najlepszy blog polityczny. Artykuły Orwellsky’ego przeczytało prawie 40 milionów czytelników na całym świecie, ponad 3 miliony zagościły na blogach, a sam autor, doczekał się określenia „polskiego Dana Browna”. Miło, bo kto przed publikacją książki słyszał o jakimś tam Orwellskym? Ale co innego jest chyba najważniejsze.

Potwierdziło się to, że w maleńkiej miejscowości na Mazurach, w Starych Kiejkutach było więzienie CIA, którego władza się tak gorączkowo wypierała, nie tylko nasza, ale i amerykańska. O ile to, że była, mógł jeszcze ktoś zakładać, to faktu wyniesienia z Watykanu tajemnych akt, przez pewnego istotnego urzędnika, nikt poza „Kodem” nie zapowiadał, a tak się przecież stało. Od czasu premiery książki świat „postąpił do przodu”. W tym czasie próbowano zawłaszczyć internet, wtłoczyć na rynek obwarowane zawłaszczającymi licencjami GMO, „udusić” WikiLeaks za kompromitujące władzę przecieki. Podsłuchiwano polityków z „górnej półki” a baz wojskowych na wschodzie strzeże się w „imię demokracji”.

Tej samej demokracji, dla której rewolucje na północy Afryki podszyte są nowymi kontraktami na eksploatację naturalnych bogactw.

„Obyś żył w ciekawych czasach” te stare chińskie powiedzenie, a właściwie dość poważne przekleństwo pasuje jak ulał do tego, że nasz świat stał się bardziej orwellowskiniż był zaledwie kilka lat temu. I dla tego chyba warto było napisać te książkę? Być może nie doskonałą, ale jak napisał jej recenzent: „Pasjonująca książka Kod Władzy jest kluczem do zrozumienia świata, w którym jasne fakty i ich właściwe nazwanie uważa się za spiskowa teorię dziejów lub polityczna niepoprawność. Te są jedynie wypracowanym sposobem ośmieszania zdrowego rozsądku, niczym więcej”. Czy tak jest w rzeczywistości? Osądźcie sami.

„Tajemnica czternastej bramy” jest inną książką niż „Kod”. Z bardziej dynamiczna akcją, z wątkami „nie z tej ziemi”, gdzie fikcja, jak piszą moi czytelnicy, miesza się z prawdą. Jest powieścią odnosząca się bardziej do współczesności niż do historycznych kontekstów. Akcja przenosi bohaterów na tajemniczy, fascynujący zamek w południowej Austrii. Nigdy nie zdobyty, do którego droga prowadzi przez czternaście bram. A w czternastej bramie ukryte jest.. no właśnie… by się dowiedzieć może warto przeczytać książkę, której fragmenty będę publikował w kolejnych odsłonach na stronie blogu. Najtrudniej być sędzią we własnej sprawię a skoro tak to posłużę się jedną z recenzji, zmieszczonej na stronie znanego portalu Merlin.pl:

tośka

Wciągająca, pełna tajemnic, fascynująca (2012-11-27)

Ocena 5 na 5

Do drugiej części bestsellerowego "Kod Władzy" podchodziłam ostrożnie, obawiając się wyczerpania formuły, sztampy, braku pomysłów. Okazało się, że moje obawy były bezzasadne. "Tajemnica 14 bramy" to książka przemyślana, wciągająca, luźno nawiązująca do pierwszej części. Orwellsky zaskakuje kolejny raz - odkrywa przed czytelnikami tajemnice i układy, których istnienie można co prawda podważać, natomiast nie można ich definitywnie wykluczyć. Opierając się o domniemania, relacje, hipotezy konstruuje niezwykle ciekawą opowieść, w której nie istnieje słowo "niemożliwe". Lektura jest niezwykle pobudzająca intelektualnie, skłania do stawiania pytań i delektowania się brakiem odpowiedzi. Zdecydowanie polecam i czekam na kontynuację!


Miejmy nadzieję, że tak faktycznie jest jak pisze anonimowa recenzentka.


Dochodzę do wniosku, że przychodzi czas na trzecią część. Kiedy będzie? Pewnie na święta. Które? Pewnie te wielkanocne. O czym ? No właśnie… Będzie o teoriach brytyjskich służb specjalnych, które twierdzą, że ich agenci mogą zamknąć się w torbie turystycznej od środka i skonać. Będzie o globalnej sieci wywiadu elektronicznego, o Breiviku i jego zagadkowych powiązaniach. Będzie też pewnie o tym jak to się stało, że Prezesem Banku Centralnego Bośni i Hercegowiny nie może być obywatel tego kraju, a może i o tym jak wykończono „tygrysy azjatyckiej gospodarki”. Może kolejna książka odkryje tajemnicę rezygnacji Papieża Ratzingera? W końcu w gabinecie papieża wszystko się w tej historii zaczęło. Co w tym wszystkim jest pewnego? Z pewnością to, że książka jak dwie poprzednie, będzie związana z zamkiem Korzkiew. Miejscem, w którym czasem znajdziecie Orwellsky’ego, piszącego w jednej z jego urokliwych komnat.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 20 Stare Kiejkuty, Polska


Poprzedni rozdział


Poul zaparkował samochód w pobliżu pomostu, którego koniec ginął w tafli wody. Odetchnął głęboko świeżym powietrzem. Miał wrażenie, że przed chwilą spadł deszcz, ożywiając na moment niezwykłą w tym miejscu przyrodę. Na odgłos zatrzaskiwanych drzwi samochodu na progu chaty pojawił się mężczyzna. Wyszedł na werandę.
– Dzień dobry – odezwał się po angielsku Poul. – Czy może Kajetan?
– Tak, tak mam na imię – Kajetan przyjął gościa z uśmiechem.
– A ty pewnie jesteś Poul i przybywasz od naszych wspólnych przyjaciół, prawda?
– Tak, każdy z nich pozdrawia cię niezwykle gorąco.
Mężczyźni przywitali się. Dla postronnego obserwatora mogło się wydawać, że znają się od lat.
– Jak minęła podróż? – zapytał Kajetan.
– Nieźle, pogoda mi sprzyjała, a ruch na drogach był całkiem znośny. Wyjechałem z Krakowa wcześnie. Polska to naprawdę piękny kraj. Przejechałem niemal całą – uśmiechnął się. – Cieszę się, że mogę zastać cię w tak urokliwym miejscu. Jesteś tu sam?
– Żona wraca za kilka dni, pojechała do Warszawy...
Od strony chaty mężczyźni usłyszeli odgłos otwieranych drzwi. Na werandę weszła ubrana w strój kąpielowy Monik, a za nią Marc w sportowym ubraniu.

– Dzień dobry – odezwali się niemal równocześnie.
– Piękna pogoda – powiedziała Monik z uśmiechem.
– Dzień dobry – odrzekł Kajetan. – Pozwólcie, że przedstawię was mojemu przyjacielowi.
– Z przyjemnością – odparł Marc.
Podeszli do mężczyzn stających przy otwartym bagażniku samochodu.
– Monik i Marc przyjechali z Niemiec, są dziennikarzami. – Kajetan zwrócił się do Poula. – Przyjechali pisać o urokach Mazur.
A to mój przyjaciel Poul – zarekomendował nowego gościa przyjaźnie.
– Zatrzyma się u mnie na mały odpoczynek. Poul mieszka w Rzymie. 
Przywitali się ze sobą uprzejmie, niemal serdecznie.
– Uroki przyrody, powiedziałeś – roześmiał się Poul. – Chyba że za chwilę odbędzie się tu tajny szczyt NATO albo jakiejś organizacji terrorystycznej. Chyba nie wiesz, kto u ciebie gości. Czy to pan – zwrócił się do Marca – nie jest przypadkiem tym słynnym Markiem Perce, asem dziennikarstwa śledczego? Monik spojrzała zaskoczona na Marca. Wszystko wskazywało na to, że zostali zdemaskowani. Ten jednak starał się zachować spokój.
Odwzajemnił się uśmiechem.
– Ależ mi pan reklamę zrobił… No nie wiem, czy można aż tak komplementować moje zajęcie i zainteresowania.
– Raczej pańskie sukcesy. Wystarczy przeczytać kilka pańskich artykułów – Poul nie ustępował. – Czuję, że czeka nas pasjonujący wieczór. Oczywiście pod warunkiem, że zdradzicie nam powód swojego pobytu w Polsce. Czy zatrzymali się u ciebie? – zwrócił się do Kajetana. – Mam nadzieję, że nie wyjeżdżacie dzisiaj?
– Wyobraź sobie, że w nocy, drugiego dnia pobytu, ukradziono im samochód.
Kajetan wyręczył Marca w niezręcznej, jak mu się wydało, sytuacji.
– Na szczęście się odnalazł, ale na razie nie chce oddać go miejscowa policja. Tak więc zostali zmuszeni do pozostania u mnie trochę dłużej niż zamierzali.
– No proszę… Jak się wam podobają Mazury? – zapytał.
– Ach, są wspaniałe – odparła Monik. – Jesteśmy oboje zachwyceni.
Ale przede wszystkim – zwróciła się do Kajetana – jesteśmy pod wrażeniem bezinteresownej życzliwości, z jaką spotkaliśmy sięw tym miejscu. Nasz gospodarz przychyla nam nieba, przynajmniej tak się czujemy – Monik zauważyła gesty protestu Kajetana.
– No to w takim razie – odezwał się Kajetan – zapraszam was na wspólną kolację. Będziemy mogli, jak sugeruje Monik korzystać z mojej gościnności i porozmawiać o naszych zainteresowaniach.

czwartek, 23 stycznia 2014

Tajne więzienia CIA - cała prawda o polskim udziale

Talibowie faktycznie lądowali w Klewkach a CIA prowadziło na polskim terytorium śledztwa, podczas których stosowano tortury. Dziś sprawa w końcu została ujawniona.
blacksite1.blogspot.com

Wiele wskazuje na to, że było to najważniejsze tajne więzienie CIA w Europie Środkowo-Wschodniej. Przetrzymywano i brutalnie przesłuchiwano tam najważniejszych schwytanych przywódców Al-Kaidy, między innymi Khalida Szejka Mohammeda, który uznawany jest za głównego twórcę zamachów z 11 września.

Należąca do polskiego MSW willa ma Mazurach została udostępniona CIA odpłatnie, prawdopodobnie kwota ta w sumie wynosiła blisko 15 milionów dolarów. W zamian amerykańska agencja wywiadowcza uzyskała dostęp do obiektu położonego w lesie, oddalonego od ludzkich osiedli gdzieś na prowincji środkowoeuropejskiego państwa. Stare Kiejkuty są położone zaledwie 3 godziny jazdy samochodem od Warszawy, co więcej niedaleko znajduje się lotnisko wojskowe, które mogło być wykorzystywane przez CIA. Agencja zainwestowała w obiekt - wydano prawie 300 tysięcy dolarów na stworzenie systemu kamer, dzięki któremu nikt nie mógł się na jego teren dostać. Ani wydostać na zewnątrz. Sami więźniowie mieli dla siebie niewiele miejsca, żeby można było ich przetrzymywać przystosowano nawet znajdujący się w pobliżu budynek gospodarczy.

W obawie przed ujawnieniem lokalizacja na terytorium Polski została opuszczona we wrześniu 2003 roku.

źródło: AmnestyInternational

Doniesienia o sekretnych więzieniach CIA po raz pierwszy ujawnione zostały w 2005 roku. W Polsce mówił o nich Andrzej Lepper, ale jego wypowiedzi nikt nie brał na poważnie. Obecnie sprawa nabrała rozgłosu i interesuje się nią specjalna komisja amerykańskiego Senatu (który opublikował liczący blisko 6000 stron raport) oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka.




źródło: Washington Post

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy", Rozdział 13 Szczytno, Polska

Przez otwarte okno słychać było głosy dzieci grających w piłkę na szkolnym boisku. Komisarz Michał Konieczny kończył spisywanie protokołu. Marc i Monik najbardziej przekonująco, jak tylko potrafili, jeszcze raz opowiedzieli swoją wczorajszą przygodę. Komisarz, nawet gdyby myślał coś innego, starał się traktować sprawę zupełnie normalnie. Nie tylko w tych okolicach kradzieże samochodów, zwłaszcza zagranicznym turystom, zdarzały się bardzo często. Gdyby nie udział samochodu w nocnym pościgu i katastrofa helikoptera, sprawa ta niczym nie różniłaby się od wielu innych.



Policjant dokładnie wypytał o powód wizyty i pochodzenie zatrzymanych. Fakt, iż byli dziennikarzami, sprawił, że traktował ich ostrożniej, niż miał to w zwyczaju. Pisząc protokół, zastanawiał się jednak, czy to właśnie oni mogli wczoraj w nocy obserwować lotnisko. Dziennikarze, teren wojskowy – wszystko to wydało mu się wysoce podejrzane. Ale nie miał dowodów na obecność Niemców w Szymanach.
– To chyba byłoby wszystko. Czy zamierzacie państwo zostać w tej okolicy dłużej? – zapytał.
– Sami jeszcze nie wiemy – odparł Marc. – Mieliśmy zamiar wyjechać jutro, ale teraz… bez samochodu… – zawahał się.
– To nie będzie problem – odpowiedział komisarz. – Mam dla państwa dobrą wiadomość. Odzyskaliśmy wasz pojazd. Jak widać, nie jesteśmy gorsi od niemieckiej policji – uśmiechnął się.
– Ależ to doskonała wiadomość! – wyraźnie ucieszył się Marc.
– Czy możemy nim wrócić do miejsca, w którym się zatrzymaliśmy?
– Dzisiaj nie, musimy go jeszcze zatrzymać na dzień lub dwa – wymaga tego procedura. Proszę się nie niepokoić. Musimy zabezpieczyć ślady ewentualnych złodziei.

Komisarz starał się nie zdradzać nadmiernego zainteresowania sprawą. Jeszcze przed rozmową wydał polecenie, by dyskretnie śledzić tę dwójkę. Od lat nie ufał nikomu. Prowadząc skomplikowane śledztwa, nasłuchał się już sporo opowieści niemających nic wspólnego z rzeczywistością. Nie powiedział również tego, że został przysłany z Warszawy do wyjaśnienia sprawy katastrofy helikoptera w ścisłej współpracy z wojskowymi służbami.

– Gdybyście państwo chcieli się oddalić z tej okolicy, proszę nas uprzedzić – powiedział komisarz. 
– Oczywiście. Nie mamy takich planów. Będziemy cierpliwie czekać na wiadomość od pana – odparł Marc.
Pożegnawszy się z komisarzem, Monik i Marc wyszli przed budynek komisariatu policji.
Głęboko odetchnęli dokładnie w tym samym momencie. 
– Uff… wygląda na to, że mieliśmy szczęście – powiedziała Monik.
– Oby – odparł Marc. – Mam wrażenie, że za łatwo poszło. Ten komisarz nie wyglądał na naiwniaka. Coś mi mówi, że to nie koniec naszej przygody.
– Tak sądzisz? Może masz rację – zaniepokoiła się.
– Póki co mamy tu jeszcze coś do zrobienia. Musimy chyba trochę przedłużyć nasz pobyt. Masz coś przeciwko temu?
– Ależ nie. Czas z tobą zaczyna przypominać urlop z Bondem – uśmiechnęła się. 
– O, pochlebiasz mi – Marc odwzajemnił uśmiech. – Brakuje mi tylko Astona Martina. Na razie chodźmy na pocztę. Zadzwonimy do redakcji. Musimy przekazać im, co się dzieje, a chyba lepiej nie rozmawiać z naszych telefonów komórkowych. Zadzwonimy i wracamy do Kajetana. Nie sądziłem, że nasz pobyt tu nabierze takiego przyspieszenia. Chodźmy. 
Gdy przechodził przez pasy, Marc odwrócił się, a jego wzrok napotkał spojrzenie mężczyzny w kapeluszu siedzącego w pobliskim barze. Chciał zapamiętać jego twarz, ale gdy odwrócił się po raz drugi, stolik, przy którym siedział nieznajomy, był pusty. Ruszyli w kierunku małej poczty.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 8 Szymany, Polska

Poprzedni rozdział

 Niebo rozświetlało tysiące widocznych gołym okiem gwiazd. Brakowało na nim tylko Księżyca, którego blask byłby tej nocy pomocny wędrującej przez leśne chaszcze parze. Marc przedzierał się pierwszy, starając się umożliwić Monik łatwiejsze przejście przez gąszcz. Ta dżentelmeńska postawa nie zawsze skutkowała tym, by Monik nie odczuwała przykrości w tej mało komfortowej eskapadzie. Czasem odgarniane przez Marca gałęzie uderzały ją po twarzy.
– Ale będę wyglądała. Jakby mnie ktoś smagał pejczem – odezwała się. – Gdyby tatuś widział, co robi jego córeczka, żeby być dobrym dziennikarzem – zakpiła.
– Dzielna jesteś. Mam wrażenie, że każdy twój krok zbliża cię do Pulitzera – Marc starał się pocieszyć swoją towarzyszkę. – Lotnisko powinno być już bardzo blisko.
– Mówiłeś, że możemy natknąć się na wojskowe patrole… Jeszcze nas zamkną za szpiegowanie.
– Lotnisko jest chronione jako obiekt wojskowy, a w takich szczególnych przypadkach myślę, że tym bardziej. – To lepiej już nic nie mówię – wystraszyła się wymyśloną przez nią samą perspektywą.
– Chodź, Monik. Jestem pewien, że nie tracimy czasu.
Starali się zachowywać jak najciszej. Marc wiedział, że w przypadku zatrzymania będzie bardzo trudno wskazać logiczny powód ich obecności w tym miejscu i o takiej porze. Niestety, nie mógł powołać się na źródło swoich informacji. I to nie tylko dlatego, że żaden przyzwoity dziennikarz nie ujawniał swoich informatorów, ale przede wszystkim ponieważ jego informator był jak duch, właściwie nic o nim nie było wiadomo. Można było tylko przypuszczać, że pracuje na lotnisku. I to wszystko. Stawiał więc swoje kroki tym ostrożniej, rozglądając się dookoła i uważnie wypatrując potencjalnych wojskowych patroli. Panujące wokół ciemności zaczęły już trochę rzednąć. Miał wrażenie, że dochodzą do skraju lasu, przez który się przedzierali. Zwolnił kroku. Dostrzegł pas lotniska. Spojrzał w kierunku lotniska. Na lotnisku było ciemno. Rysująca się w oddali wieża kontrolna nie była oświetlona. Otaczającą ich ciemność potęgowała cisza,
przerywana jedynie odgłosami szczekającego psa.
– Która godzina? – spytała szeptem Monik.
– Piętnaście po jedenastej – odpowiedział.
– To chyba za parę minut, prawda?
– Tak, ten człowiek mówił, że o 23.30 samolot będzie lądował. Zobaczymy – odparł Marc.

Ukryci w wysokiej, porastającej lotnisko trawie, siedzieli milcząc. Rozglądali niepewnie się dookoła. Monik przysunęła się do Marca. Zastanawiał się, czy drży ze strachu, czy z chłodu. Położył jej przyjaźnie rękę na ramieniu. Miał wrażenie, że po chwili drżenie było już mniej dla niego odczuwalne. Siedzieli przytuleni. Mijały minuty. Marc spojrzał na zegarek. Oczekiwana pora lądowania już minęła. Na lotnisku nie było widać żadnego ruchu. Nic nie zapowiadało przylotu samolotu. Nagle pas lotniska rozświetlił się. Ułożone wzdłuż lądowiska światła wyznaczyły miejsce lądowania. Marc i Monik usłyszeli nad głowami narastający świst i zaczęli spoglądać nerwowo raz w jedną, raz w drugą stronę. Nie wiedzieli, skąd nadleci samolot. Nagle go dostrzegli. Jego reflektory skierowane na miejsce lądowania oświetliły pas.
– Boże, spadnie na nas! – krzyknęła półgłosem Monik.
Marc ścisnął jej rękę. Samolot powoli obniżał lot. Jego koła z piskiem, mocno uderzyły w kilkudziesięcioletni zużyty beton. Samolot zaczął hamować.
– Kto i po co tu ląduje? – pomyślał Marc, przyglądając się lądowaniu.
Starał się dojrzeć oznaczenie samolotu, ale w ciemności nie było nic widać. Samolot lądował. Wytracił szybkość i zatrzymał się na końcu pasa. Powoli odwrócił się, tocząc się do wyznaczonego miejsca postoju. Pilot wyłączył silniki. Zapanowała cisza. Przez kilka minut nic się nie działo. Tak jakby reżyser tego spektaklu czekał, czy ktoś zareaguje. Ale reakcji nie było. Później wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Jak w znakomicie przećwiczonym schemacie. Pod samolot podjechał samochód terenowy. W tym samym momencie do wyjścia podjechały dwie ciężarówki. Kilkoro ludzi wyskoczyło z nich, gdy tylko otwarły się drzwi maszyny. Zaczęli rozładowywać skrzynie. Z odległości, w jakiej się znajdowali, Marc i Monik nie byli stanie dostrzec nic więcej. Po chwili do samolotu podjechały trzy limuzyny. Z maszyny wysiadło kilkanaście osób i weszło do podstawionych samochodów. Auta błyskawicznie ruszyły. Za nimi potoczyły się ciężarówki. Drzwi samolotu zostały natychmiast zamknięte. Włączono silniki i samolot po chwili skierował się na koniec pasa startowego. Odwrócił się wolno, zatrzymał, a potem ruszył z pełną mocą. Ogromny huk towarzyszył niebezpiecznemu startowi. Maszyna uniosła się, ryzykując zetknięcie się z bliską ścianą lasu. Odleciała. Marc z Monik stali od dłuższego czasu osłupiali.
– Cholera jasna! – powiedziała Monik. – Co ty na to?
– Co ja na to? Masz rację… cholera jasna.
Nagle z odległości kilkunastu metrów oboje usłyszeli donośny głos.
– Stać! Kto tu jest?! Ręce do góry i nie ruszać się!
Marc nie czekał na dalszą reakcję kogoś, kto zauważył ich obecność.
Złapał Monik za rękę i mocno pociągnął w swoją stronę.
– Uciekamy! – krzyknął.
Ruszyli przed siebie. Marc biegł przodem, trzymając mocno dłoń Monik., Nie zwracali uwagi na smagające ich dotkliwie gałęzie.
– Stać natychmiast! Będę strzelać! – usłyszeli oddalający się głos. Nie zwracali uwagi już na nic. Chcieli tylko jak najszybciej znaleźć się w samochodzie. Nagle usłyszeli strzały z broni maszynowej. Kule uderzyły w otaczające ich drzewa, z których odprysła kora.
– Boże! Strzelają do nas! – krzyknęła Monik.
– Nie oglądaj się! Biegnij! – Marc łapał oddech.
Wydostali się na leśny parking, na którym zostawili audi. Po raz drugi usłyszeli strzały i głośne szczekanie psa. Marc w biegu sięgnął do kieszeni.
– Gdzie ten cholerny klucz? – pomyślał.
Podbiegli do samochodu. Mężczyzna nacisnął guzik na pilocie i samochód był już otwarty. Wskoczyli do środka. Chwilę trwało, zanim Marc, nerwowo szukając, włożył kluczyk do stacyjki. W chwili gdy uruchamiał silnik, na maskę samochodu wskoczył ogromny wilczur. Szczekając, rzucił się na przednią szybę. Monik odruchowo zasłoniła twarz rękoma.
– Nie bój się! – krzyknął Marc.
Samochód ruszył z miejsca. Ujadający na masce pies stoczył się na ziemię. Zbyt wiele dodanego gazu spowodowało, że auto zaczęło pływać po leśnej drodze. Marc włączył wszystkie światła.
– Uda nam się uciec, zobaczysz – powiedział. Jechali szybciej, na tyle, na ile w tych warunkach pozwalały umiejętności kierowcy. Po kilku minutach ucieczki zobaczyli przed samochodem ogromną łunę mocnego światła.
– Boże! Co to takiego?! – Monik złapała Marca za ramię.

– Nasłali na nas helikopter – odpowiedział. – Teraz dopiero się zacznie – pomyślał.
Samochód sunął z dużą prędkością po leśnej, dość krętej drodze.
Plama światła przesuwała się razem z nimi.
– Na szczęście nie strzelają – pomyślał Marc.
– Co robimy? – zapytała Monik.

– Nie mamy wyboru, musimy im uciec. Trzymaj się, będzie rzucać – odpowiedział Marc.

Samochód z dużą prędkością przetoczył się przez drewniany most. Lecący nad nimi helikopter kołysał się z boku na bok. Nagle Marc gwałtownie zahamował. Samochód skręcił w prawo. W tym miejscu leśna droga łączyła się z wąską asfaltową szosą. Marc odetchnął z ulgą. Teraz samochód trzymał się drogi, tak jak tego oczekiwał. Prowadząc, zastanawiał się, jak uciec pogoni. Był przekonany, że załoga helikoptera zaalarmowała patrole drogowe i że szykują one właśnie w tej chwili pułapkę. Po raz pierwszy był w takiej sytuacji. Dotychczas obserwował pościgi w kinie lub na ekranie telewizora. Nagle sam stał się bohaterem sensacyjnego filmu. Gorączkowo starał sobie przypomnieć, jak w filmach pozbywają się helikopterów. Ale nic poza strzelaniem z broni nie przychodziło mu do głowy. Zauważył, że helikopter znacznie obniżył lot i coraz bardziej zbliżał się do nich. Pilot starał się wyprzedzić samochód i siadając przed nim, zatrzymać go.
– Ależ ryzykuje… – pomyślał Marc. – Pełno tu drzew.
Wyminął helikopter, wjeżdżając do zatoczki przystanku autobusowego. Nacisnął gaz i pomknął dalej. Helikopter momentalnie uniósł się do góry. Podniósł się jednak pod kątem i nagle łopata wirnika uderzyła w pień przydrożnego drzewa. Rozległ się ogromny huk. Maszyna stanęła w płomieniach. Marc pierwszy zauważył błysk płomienia. Oddalający się samochód zalśnił żółtopomarańczowym światłem.
– O Boże! Co się stało, Marc?! – krzyknęła Monik.
– Spokojnie – odpowiedział Marc. – Widocznie w coś uderzyli. To nie nasza wina. Trzymaj się, musimy jak najszybciej stąd uciec. Pewnie już na każdym skrzyżowaniu na nas czekają. Zostawimy gdzieś samochód i spróbujemy dostać się do chaty.
– A co powiemy, jeśli nas złapią?
– Jeżeli tylko nie złapią nas dzisiaj, powiemy, że nasz samochód został skradziony. W tym kraju to nic dziwnego. Nie bój się, wszystko będzie w porządku. Dotarli do miejsca, w którym zaczynała się droga prowadząca do chaty nad jeziorem. Marc przejechał skrzyżowanie i skręcił w przeciwną stronę. Wjechał w las i zatrzymał samochód za zimowym karmnikiem dla zwierząt.
– Wysiadamy. Chodź Monik.
Wysiedli z auta. Marc przetarł kluczyki chusteczką i rzucił je daleko za siebie.
– Uciekamy stąd. Musimy jak najszybciej dostać się do chaty. To kilka kilometrów – zwrócił się do swojej towarzyszki. Po chwili biegli już asfaltową drogą. W oddali słyszeli dźwięk policyjnych syren. Zatrzymali się na chwilę, próbując złapać oddech. Pomiędzy drzewami, na drodze, z której zbiegli, dostrzegli przejeżdżający samochód. Ruszyli przed siebie. W chacie Kajetana zabytkowy zegar wybijał kwadrans po pierwszej.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Fragment powieści "Kod Władzy". Rozdział 3: Szymany, Polska

Jeśli ktokolwiek miałby ochotę, aby odwiedzić międzynarodowe lotnisko w Szymanach, niech nie oczekuje tablic wskazujących kierunek, wytwornego terminala i ryku silników samolotowych startujących co jakiś czas. Nawet najbardziej zafascynowany podróżami lotniczymi, nie miałby najmniejszej szansy tu trafić. Stary zapomniany obiekt kryją mazurskie knieje. Betonowy pas startowy już mocno sfatygowany, z biegającymi po nim swobodnie leśnymi zwierzętami. Na pierwszy rzut oka nic ciekawego nie może się tu wydarzyć. Obszar ten jednak od lat kryje prawdziwą tajemnicę. Niedaleko lotniska znajdują się Stare Kiejkuty położone na północ od Szyman.

Maleńka wieś. Trzydziestu pięciu mieszkańców w trzydziestu dwóch domach. Znaczna część spośród nich zatrudniona jest w tajnej jednostce wojskowej. Kobiety pracują głównie przy obsłudze wojska, mężczyźni wykonują drobne naprawy, a z racji tego, że robią to dla przyszłych szpiegów, są nauczeni milczenia. Jednostka ta jest ściśle tajna. Kiejkuty dzielą się na dwie części leżące po przeciwnych stronach jeziora Starokiejkuckiego. Właściwie wieś ciągnie się tylko wzdłuż głównej szosy. Do części drugiej, w której znajduje się podobno ośrodek wypoczynkowy, prowadzi droga lokalna. Już na samym jej początku umieszczony jest zakaz wjazdu. Nic nie wskazuje na to, że jest to teren strategicznego obiektu wojskowego. Dopiero po kilkudziesięciu metrach można dojrzeć przybitą gwoździem do drzewa tabliczkę z zakazem fotografowania i ostrzeżenie o rozpoczynającej się strefie wojskowej. Kilometr dalej znajduje się Jednostka Wojskowa 2669, wtajemniczonym znana jako Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadu, prawdziwa szkoła szpiegów.

* * *

Marc obudził się przed piątą.
Spojrzał na śpiącą w łóżku obok Monik.
– Urocza ta moja towarzyszka podróży – pomyślał.
Gospodarz zaprosił ich do pokoju z dwoma łóżkami. Pozwoliło to na uniknięcie niezręcznej dla obojga sytuacji. Marc był w dobrym nastroju, wstał z łóżka i podszedł do okna.
– Piękna pogoda. Aż chce się żyć… – uśmiechnął się do siebie.
Po cichu wszedł do łazienki, którą wczoraj wskazał im gospodarz.
Wytłumaczył się, że wczesna godzina jego aktywności związana jest z pasją porannego wędkowania. Zabrał ze sobą sprzęt nie tylko z chęci usprawiedliwienia wizyty na Mazurach, ale i trochę dla spełnienia własnego, rzadko uprawianego hobby. Ogolił się, wziął prysznic. Wrócił do pokoju, by się ubrać. Nie chciał obudzić Monik. Jeszcze raz spojrzał w jej kierunku.
– Będzie zła, że ją zostawiłem. Trudno, mój tajemniczy rozmówca mógłby się spłoszyć – usprawiedliwił się przed sobą.
Wyszedł do samochodu. Spojrzał w niebo.
– Ale pogoda – powtórzył w myślach swoją wcześniejszą myśl.
Sądził, że nie powinien mieć problemu ze znalezieniem drogi. Ruszył zostawiając chatę za sobą. Samochód toczył się cicho, wyjechał na asfaltową szosę. Po kilkudziesięciu minutach był w pobliżu lotniska. Nie zauważył niczego, co mogłoby go zaniepokoić. Zatrzymał się. Wyjął ze schowka kartkę papieru, na której zrobił szkic dojazdu zgodnie z instrukcją otrzymaną od telefonicznego rozmówcy. Cofnął samochód i wjechał w równoległą leśną ścieżkę.
– Koniec jazdy – pomyślał wysiadając z auta. – Dalej pieszo.
Ruszył w kierunku miejsca niezwykłego spotkania. Nie docierały tutaj odgłosy pobliskiego lotniska. Marca przepełniło znane mu uczucie podnoszącej się adrenaliny i ciekawości. Tak jak wtedy, gdy w Londynie spotkał się z informatorem tajnego stowarzyszenia byłych oficerów Stasi. Wtedy jednak jego życiu groziło niebezpieczeństwo.
Tym razem sam nie wiedział czego się spodziewać.
– Dotychczas wydawało mi się, że takie miejsca są wyłącznie poza Europą – diabeł mówi tu dobranoc – pomyślał.

Droga, którą się poruszał, wyglądała na nieużytkowaną. Zarośnięta, z koleinami przypominającymi ślady czołgowych gąsienic.
– To chyba jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów – pocieszył się.
Spotkanie z nieznajomym miało odbyć się przy starym młynie wodnym, który od lat stał opuszczony. To właśnie tam tajemniczy rozmówca Marca wskazał miejsce rozmowy. Sąsiedztwo obiektów wojskowych zmniejszało szanse natknięcia się na okolicznych mieszkańców. Jedynie dzikie zwierzęta biegały swobodnie po tym terenie nieświadome jego znaczenia. Choć gdyby wiedziały, jakich mają naprawdę sąsiadów, znalazłyby sobie pewnie spokojniejsze miejsce do życia. Marc znalazł się na polanie. Chylący się ku upadkowi budynek młyna dodawał polance uroku. Zaczął powoli zbliżać się do zabudowań, starając się robić trochę hałasu, aby nie zaskoczyć swojego rozmówcy.
Na zarośniętym trawą przewróconym młyńskim kole ktoś siedział.
Ubrany był w wojskową kurtkę. Na głowie, mimo narastającego upału, miał wojskowy kapelusz. Jego twarz maskowała zielona chusta. Najwyraźniej chciał pozostać anonimowy.
Marc podszedł do mężczyzny. Wyciągnął rękę w geście powitania.
Szorstka dłoń uścisnęła dłoń Marca.
– Witam, cieszę się, że zechciał się pan ze mną spotkać – powiedział Marc.
– Proszę nie dziękować, w końcu to była moja inicjatywa – odparł mężczyzna. – Chciałem, by ktoś z cywilizowanej części Europy dowiedział się, co się tutaj dzieje. Najpierw towarzyszyli nam Ruscy, a teraz Amerykanie.
– Jacy Amerykanie? Kogo pan ma na myśli? Nic pan wcześniej
nie wspominał – zdziwił się Marc.
– Naprawdę? –nieznajomy wzruszył ramionami. – Nie mówiłem, że samoloty były amerykańskie?
– Nie! Jakie samoloty?
– Być może. W każdym razie samoloty były amerykańskie.
Sprawdziłem to. I jestem pewien, że dzieje się tu coś złego. Ktoś prowadzi jakąś grę skrywaną przed światem. Dlatego do pana zadzwoniłem. Nagle po wielu latach spokoju zaczęły się dziwne lądowania, tajemnicze transporty. Pojawiły się samoloty, jakich te okolice wcześniej nie widziały. Kiedyś pomyślałbym, że to Ruscy coś kombinują, ale teraz? Po Ruskich pozostało tylko wspomnienie.
Najwyraźniej to nasi sojusznicy coś rozrabiają. Jestem przekonany, że to jakaś podejrzana operacja. Liczę na pańską dyskrecję, boję się o swoje życie.
– Ależ oczywiście, mam taki obowiązek – potwierdził Marc.
– No dobrze, co chce pan wiedzieć?
– Proszę opowiedzieć mi o tych samolotach.
– Terminy przylotów były zawsze pilnie strzeżoną tajemnicą. Samolot pojawiał się nagle i tak samo nagle, poza wszelką procedurą, znikał. Pamiętam szczególnie jedno takie lądowanie. Nikt nie uprzedził mnie o tym fakcie. Na krótko przed nim do wieży weszło dwóch cywili, którzy powiadomili obsługę, że za godzinę przyleci niezapowiedziana maszyna.
– Wcześniej tak nie bywało? – zapytał Marc.
– Nie, mówiłem, że lądowano z naruszeniem tradycyjnych procedur.
– Co stało się potem? – zapytał Marc.
– Gdy samolot wylądował, podeszło do niego tylko dwóch oficerów
Straży Granicznej. Zostali przysłani z Kętrzyna. Podjechały też dwa busy z przyciemnionymi szybami. Rejestracje samochodów rozpoczynały się na literę H. Tak samo są oznaczone pojazdy z oddalonej o około dwadzieścia kilometrów szkoły agentów wywiadu w Starych Kiejkutach. Samolot zatrzymał się na pasie w taki sposób, że z okien nie można było zobaczyć, czy ktoś wsiada albo wysiada. Maszyna nie tankowała i po około półgodzinie odleciała.
Busy, nie zatrzymując się przy bramie, odjechały w tamtym kierunku – odwrócił się od Marca, wskazując ręką północ.
– Czy wie pan, jaki był typ samolotów? Chyba się na tym pan zna? Domyślaliście się może, do kogo należały te nietypowe maszyny?– zapytał Marc.
– Gulfstreamy były wynajęte przez CIA lub FBI, tak się u nas mówiło. Lądowały tu już w 2003 roku i jeszcze co najmniej trzy razy. We wrześniu wylądował tutaj pomalowany na biało boeing 737. Samolot zatrzymywał się na pasie w dużej odległości od budynków lotniska, nie zauważyłem również, żeby tankował. Nie towarzyszyła mu wojskowa obstawa, nie było żadnych uzbrojonych wartowników. Po wylądowaniu boeinga podstawiliśmy trap, który w ostatniej chwili okazał się niepotrzebny. Żaden z pasażerów nie zarejestrował się na lotnisku, przy samolocie byli obecni tylko oficerowie z Kętrzyna i busy ze szkoły w Kiejkutach – mówił dalej.
Marc dostrzegł, że jego rozmówca stara się ukryć swoją twarz, poprawiając chustę.
– Skąd pan wie, że właśnie stamtąd? – zapytał coraz bardziej zaciekawiony. 
– Kiedyś, być może wiosną, tak się złożyło, że jechałem za takimi autami z lotniska. Jednym z nich była karetka pogotowia ze szkoły policji w Szczytnie. Samochody jechały właśnie do Kiejkut.

Następnego dnia po każdej z wizyt tych tajemniczych samolotów w Szymanach pojawiali się elegancko ubrani mężczyźni. Lądowania opłacali gotówką, do kasy spółki, która prowadzi to lotnisko. Firma dobrze na tym zarabiała, a na co dzień nie powodzi jej się najlepiej. Dostawaliśmy w takich przypadkach nawet kilka razy więcej niż wynosiła zwykle opłata za lądowanie samolotu tej klasy.
Byliśmy przekonani, że to ze względu na pośpiech towarzyszący lądowaniom, bo przecież o tym, że maszyna się zjawi, dowiadywaliśmy się dosłownie w ostatniej chwili. Z tego co wiem, firma dostawała zwykle około 4 tysięcy złotych za lądowanie samolotu tej klasy.
Inni moi rozmówcy twierdzili, że około 10 – 12 tysięcy. Opłaty lotniskowe za lądowanie gulfstreama wynoszą w Szymanach około 2 tysiące złotych.
– Co pana jeszcze zaniepokoiło? – wypytywał Marc.
– Podczas lądowania amerykańskich samolotów pracowników lotniska nie dopuszczano do obsługi tych maszyn. Czynności obsługi lądowania odbywały się według specjalnej procedury realizowanej tylko przez obsługę samolotu – stwierdził mężczyzna.
– Analogiczne procedury stosowano zazwyczaj przy lotach państwowych VIP-ów. Z tą różnicą, że VIP-y nie miały w zwyczaju się ukrywać.
Mężczyzna zamilkł na chwilę.
– Pewnie zastanawialiście się, kim byli pasażerowie tych samolotów? – zapytał swojego informatora.
Starał się jak najwięcej dowiedzieć od swojego rozmówcy, zastanawiając się jednocześnie nad motywem jego działania. Mężczyzna nie wspomniał dotychczas o jakichkolwiek własnych oczekiwaniach.
– Sądziliśmy, że lądujące tu maszyny przywoziły amerykańskich instruktorów, którzy prowadzili zajęcia w Starych Kiejkutach. Dokładne dane o samolotach z USA są w książce lotów, ale dyrekcja je utajniła.
– Myślę, że potwierdzenie lotów znajduje się również w Agencji Ruchu Lotniczego – powiedział Marc.
– Z pewnością – opowiedział mężczyzna. – Muszę już iść. Zaczynam pracę o siódmej. Jeżeli pojawi się coś nowego, dam znać.
Będziemy w kontakcie. Do kiedy jest pan na miejscu?
– Nie wiem, muszę przemyśleć wszystko, co tutaj dziś usłyszałem. Zdecyduję za kilka godzin. Sporo dowiedziałem się od pana.
– W porządku, znikam. Zadzwonię – rzucił nieznajomy.
– Chciałem jeszcze o coś zapytać. Jak pan myśli – dlaczego cała ta historia zdarzyła się właśnie tu? Przecież wiele jest różnych lotnisk i obiektów wojskowych.
Marc starał się spojrzeć w oczy swojemu rozmówcy.
– Dlaczego tutaj? Widzi pan, właśnie z tego powodu zadzwoniłem do pana. To pan powinien odpowiedzieć na to pytanie. Dziwne to miejsce. Pewnie pan wie, że niedaleko stąd była kwatera Adolfa Hitlera. W historii działy się tu niezwykłe rzeczy.
– A co to może mieć z tym wspólnego? – zapytał Marc. – Dawne dzieje… 
Nieznajomy nie usłyszał ostatnich słów. Podniósł się szybko i odszedł w kierunku lasu. Marc zaskoczony nagłym zakończeniem rozmowy nie zdążył zareagować. Kiedy pomyślał, że nie zapytał o motywy działania swojego informatora, tamten zniknął za ścianą lasu.
Pozostał sam. Po chwili zaczął wycofywać się do miejsca, w którym zostawił samochód. Odnalazł go bez problemu. Ostrożnie zawrócił. Jechał powoli. Był pod wrażeniem uzyskanych informacji. Analizował je dokładnie. Amerykańskie tajne lądowania? Odbywają się codziennie w różnych krajach i nic w tym dziwnego. Dlaczego właśnie w Polsce? Pod osłoną nocy? Dotychczas każdą obecność amerykańską w Polsce poprzedzał medialny spektakl. Czyniono z tego widowisko podobne do lądowania astronautów na Księżycu. Dlaczego właśnie teraz i właśnie tu? Być może rzeczywiście miejscem, do którego zmierzały te nocne procesje, był dawny szpiegowski ośrodek. Może dawny tylko z nazwy? Może miejsce o takiej tradycji dalej spełniało swoją funkcję, tyle tylko, że zmienili się instruktorzy, bo przecież słuchacze mogli pozostać ci sami. Tyle tylko, że instruktorów nie trzeba ukrywać po osłoną nocy? Co zatem ukrywa się nocą? Specjalną broń? Specjalnych gości? Znanego polityka, który dorabia jako wojskowy instruktor? Jedno w tej historii jest pewne – myślał Marc. – Jeżeli te nocne transporty rzeczywiście się zdarzają, to nikt o nich dotychczas nie wie. A już z pewnością jego koledzy po fachu i to może być obiecujące. 
 
Marc po kilkudziesięciu minutach znalazł drogę nad jezioro. Nie przestając analizować słów swojego rozmówcy, dotarł na miejsce. Na pomoście leżała Monik w kolorowym stroju kąpielowym. Opalała się. Przycumowanej wcześniej do pomostu łodzi nie było. Marc nie dostrzegł też nigdzie gospodarza. Zbliżał się do miejsca, w którym odpoczywała kobieta.
– Muszę jej wszystko opowiedzieć – pomyślał. – Pewnie jest wściekła, że jej nie zabrałem.

czwartek, 7 lutego 2013

Fragment powieści "Kod Władzy": Lotnisko w Szymanach

Specjalnie dla Czytelników bloga udostępniam fragment mojej pierwszej powieści "Kod Władzy" poświęcony lotnisku w Szymanach. Sprawa tajnych więzień CIA w Europie (w tym w Polsce) nabiera dziś rozpędu i rozgłosu w mediach. W książce do tematu odniosłem się już dawno temu, zanim w ostatnich dniach medialne doniesienia jeszcze silniej potwierdziły moje obawy. Zachęcam gorąco do lektury!

fot. natemat.pl
Ruszył w kierunku miejsca niezwykłego spotkania. Nie docierały tutaj odgłosy pobliskiego lotniska. Marca przepełniło znane mu uczucie podnoszącej się adrenaliny i ciekawości. Tak jak wtedy, gdy w Londynie spotkał się z informatorem tajnego stowarzyszenia byłych oficerów Stasi. Wtedy jednak jego życiu groziło niebezpieczeństwo. Tym razem sam nie wiedział czego się spodziewać. 

– Dotychczas wydawało mi się, że takie miejsca są wyłącznie poza Europą – diabeł mówi tu dobranoc – pomyślał. 

Droga, którą się poruszał, wyglądała na nieużytkowaną. Zarośnięta, z koleinami przypominającymi ślady czołgowych gąsienic. 

– To chyba jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów – pocieszył się. 

Spotkanie z nieznajomym miało odbyć się przy starym młynie wodnym, który od lat stał opuszczony. To właśnie tam tajemniczy rozmówca Marca wskazał miejsce rozmowy. Sąsiedztwo obiektów wojskowych zmniejszało szanse natknięcia się na okolicznych mieszkańców. Jedynie dzikie zwierzęta biegały swobodnie po tym terenie nieświadome jego znaczenia. Choć gdyby wiedziały, jakich mają naprawdę sąsiadów, znalazłyby sobie pewnie spokojniejsze miejsce do życia. 

Marc znalazł się na polanie. Chylący się ku upadkowi budynek młyna dodawał polance uroku. Zaczął powoli zbliżać się do zabudowań, starając się robić trochę hałasu, aby nie zaskoczyć swojego rozmówcy. 

Na zarośniętym trawą przewróconym młyńskim kole ktoś siedział. Ubrany był w wojskową kurtkę. Na głowie, mimo narastającego upału, miał wojskowy kapelusz. Jego twarz maskowała zielona chusta. Najwyraźniej chciał pozostać anonimowy. Marc podszedł do mężczyzny. Wyciągnął rękę w geście powitania. Szorstka dłoń uścisnęła dłoń Marca. 

– Witam, cieszę się, że zechciał się pan ze mną spotkać – powiedział Marc. 

– Proszę nie dziękować, w końcu to była moja inicjatywa – odparł mężczyzna. – Chciałem, by ktoś z cywilizowanej części Europy dowiedział się, co się tutaj dzieje. Najpierw towarzyszyli nam Ruscy, a teraz Amerykanie. 

– Jacy Amerykanie? Kogo pan ma na myśli? Nic pan wcześniej nie wspominał – zdziwił się Marc. 

– Naprawdę? –nieznajomy wzruszył ramionami. – Nie mówiłem, że samoloty były amerykańskie? 

– Nie! Jakie samoloty? 

– Być może. W każdym razie samoloty były amerykańskie. Sprawdziłem to. I jestem pewien, że dzieje się tu coś złego. Ktoś prowadzi jakąś grę skrywaną przed światem. Dlatego do pana zadzwoniłem. Nagle po wielu latach spokoju zaczęły się dziwne lądowania, tajemnicze transporty. Pojawiły się samoloty, jakich te okolice wcześniej nie widziały. Kiedyś pomyślałbym, że to Ruscy coś kombinują, ale teraz? Po Ruskich pozostało tylko wspomnienie. Najwyraźniej to nasi sojusznicy coś rozrabiają. Jestem przekonany, że to jakaś podejrzana operacja. Liczę na pańską dyskrecję, boję się o swoje życie. 

– Ależ oczywiście, mam taki obowiązek – potwierdził Marc. 

– No dobrze, co chce pan wiedzieć? 

– Proszę opowiedzieć mi o tych samolotach. 

– Terminy przylotów były zawsze pilnie strzeżoną tajemnicą. 

Samolot pojawiał się nagle i tak samo nagle, poza wszelką procedurą, znikał. Pamiętam szczególnie jedno takie lądowanie. Nikt nie uprzedził mnie o tym fakcie. Na krótko przed nim do wieży weszło dwóch cywili, którzy powiadomili obsługę, że za godzinę przyleci niezapowiedziana maszyna.

Powieść "Kod Władzy" można zakupić za pośrednictwem strony autora.

wtorek, 27 marca 2012

Były minister oskarżony w sprawie tajnych więzień CIA

Dziś od samego rana w mediach znowu zrobiło się głośno w związku ze sprawą tajnych więzień CIA, które miały się mieścić na terenie Polski.

Według doniesień "Gazety Wyborczej" prokuratura przedstawiła w związku z tym zarzuty byłemu szefowi Agencji Wywiadu Zbigniewowi Siemiątkowskiemu. Jak podaje gazeta były minister został oskarżony o "przekroczenie uprawnień oraz naruszenie prawa międzynarodowego poprzez bezprawne pozbawienie wolności i "stosowanie kar cielesnych" wobec jeńców wojennych".

Chociaż dokumenty dotyczące sprawy pozostaję tajne, to jednak pojawiają się domysły, że akt oskarżenia może zostać przedstawiony również zastępcy Siemiątkowskiego płk Andrzejowi Derlatce a także ówczesnemu premierowi Leszkowi Millerowi, wobec którego może zostać przedstawiony wniosek o skierowanie przez Trybunał Stanu.

Informacje na temat więzień CIA w Europie co jakiś czas wywołują kolejne skandale w mediach. Do tej pory wiadomo, że oprócz Polski amerykański wywiad korzystał w obiektów znajdujących się na terytorium Litwy i Rumunii, przez pewien okres w Danii i Finlandii pojawiały się głosy o rozpoczęcie śledztwa w sprawie korzystania z przestrzeni powietrznej oraz lotnisk w tych krajach, ale całą sprawę zatuszowano.

Mimo to w związku ze sprawą przewozu i przetrzymywania "pasażerów" CIA (tak określano ich w dokumentach ) wciąż pojawiają się nowe dowody i poszlaki, w powieści "Kod Władzy" tajne loty oraz więzienia CIA stały się punktem wyjścia nie tylko dla fabuły powieści, ale też wskazania ogromnego spisku, który jeszcze kilka lat temu pozostawał głęboko w ukryciu, lecz teraz powoli wychodzi na światło dzienne.


Korzystając z okazji zachęcam do przesłuchania fragmentu powieści opisującego takie wydarzenie. Czyta Mirosław Najnert:



czwartek, 19 stycznia 2012

Tajne bazy CIA

Ujawnienie przez agencję AFP i telewizję ARD lokalizacji kolejnego z tajnych więzień CIA, w których na początku ubiegłej dekady przetrzymywano osoby aresztowane podczas „wojny z terroryzmem”, obrazuje jak dokładnie te informacje były do tej pory skrywane.

więźniowie w bazie w Guantanamo
Wbrew pozorom, pomimo wybuchających w kolejnych krajach skandali na temat więzień CIA, zwanych także „black sites” i tajnych lądowań samolotów w Europie Środkowej wciąż wiadomo niewiele. Powoli prawda wychodzi na jaw, ale wyraźnie widać, że wielu wpływowym ośrodkom politycznego lub militarnego wpływu jest ona nie w smak. Co więcej temat ten stał się w rzeczywistości narzędziem służącym wewnętrznym rozgrywkom politycznym w wiecznej grze o władzę.

Warto zwrócić uwagę choćby na moment publikacji wiadomości o odkryciu lokalizacji więzienia w Rumunii. Została ona ujawniona przez AFP w czwartek 8 grudnia, zaś wieczorem tego samego dnia telewizja ARD wyemitowała film dokumentalny na ten temat. Czy data na pewno była przypadkowa? Dokładnie tego dnia miał się odbyć szczyt Unii Europejskiej, podczas którego dyskutowano na temat przyszłości strefy euro i przyszłości europejskiej integracji jako takiej. Nikt nie ma wątpliwości, że najważniejsze role podczas szczytu odgrywały Francja i Niemcy, uważane za główny motor napędowy mających miejsce zmian. Abstrahując od oceny ustaleń, jakie zapadły podczas szczytu, należy zwrócić uwagę, że pojawienie się informacji o odkryciu kolejnego z tajnych więzień CIA mogło mieć wydźwięk propagandowy godzący przede wszystkim w Stany Zjednoczone.

Agencja AFP (Agence France Press) należy do rządu francuskiego, zaś ARD jest niemieckim nadawcą publicznym, nie można więc wykluczyć, że decyzje o emisji materiałów poświęconych więzieniom zapadły właśnie na szczeblu politycznym.

Władze Rumunii nie były chętne do współpracy w kwestii więzień. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku komisarz Rady Europy ds. praw człowieka, ThomasHammarberg stwierdził, że rząd w Bukareszcie „nie wykazuje szczególnej woli by ujawnić prawdę”, najwyraźniej jednak sytuacja uległa zmianie, gdyż dziennikarzom udało się ustalić położenie więzienia w północnej części stolicy kraju.

Znajdowało się ono w zatłoczonej dzielnicy willowej, w budynku Narodowego Biura ds. Tajnych Informacji, funkcjonującego pod nazwą ORNISS. W pobliżu leżą tory kolejowe, a z używanego jako więzienie budynku można było w zaledwie kilka minut dojechać do centrum Bukaresztu. Jak ustalili dziennikarze więźniów przetrzymywano tam od marca 2003 roku do maja 2006, wśród przetrzymywanych znajdował się między innymi „mózg” ataków z 11 września Khalid Szejk Mohammed.

Lokalizacja tajnej bazy wydaje się być zaskakująca, zważywszy, że w kraju tak dużym i słabo zurbanizowanym jak Rumunia nie będzie brakować dyskretniejszych obiektów. Budynek w centrum miasta był odpowiedni nie tylko dla Rumunów. W 2009 roku stacja ABC ujawniła, że na terenie Litwy znajdowały się dwa obiekty wykorzystywane jako więzienia CIA. Jednym z nich był budynek mieszczący się w centrum Wilna, drugim zaś dawna szkoła jeździecka znajdująca się około 30 kilometrów od stolicy kraju. Jedynie obiekty wykorzystywane w Polsce, takie jak opisywana w książce „Kod Władzy” baza w Starych Kiejkutach, miały charakter ściśle wojskowy.

Działania władz rumuńskich nie są jedynym przykładem prób ukrycia współpracy z CIA. We wrześniu 2011 roku portal Wikileaks ujawnił, że władze polskie i amerykańskie wspólnie próbowały zatuszować sprawę wykorzystywania bazy w Starych Kiejkutach. Kiedy presja mediów okazała się zbyt silna, podczas wizyty ówczesnego ministra spraw zagranicznych RP Stefana Mellera w USA, polski MSZ zwrócił się do Amerykanów z prośbą o ścisły kontakt w celu skoordynowania publicznego stanowiska.

Jeszcze inaczej rzecz miała się na Litwie. Zapewne część czytelników pamięta głośną sprawę procesu impeachmentu jakiemu został poddany prezydent Rolandas Paksas. Oskarżenia były poważne, gdyż oskarżono go wówczas o współpracę z rosyjskim wywiadem. Jednak cała sprawa ma także inny wymiar. W programie dokumentalnym poświęconym więzieniom, nakręconym przez telewizję Russia Today, Paksas utrzymuje, że usunięto go także z innego powodu – chodziło właśnie o chęć ujawnienia przez niego informacji o tajnym więzieniu mieszczącym się nieopodal Wilna.

Cała sprawa nie dotyczy jednak tylko byłych krajów postkomunistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jesienią 2011 roku głośno zrobiło się na ten temat także w Finlandii i Danii. Pod koniec października fiński minister spraw zagranicznych Erkki Tuomioja stwierdził, że nie ma podstaw by wszczynać śledztwo w sprawie doniesień mówiących o domniemanych lądowaniach amerykańskich samolotów przewożących więźniów. Stało się to pomimo nacisków ze strony organizacji zajmujących się prawami człowieka takimi jak Amnesty International, które przedstawiły nagrania wskazujące, że w poprzedniej dekadzie na fińskich lotniskach przynajmniej kilkakrotnie lądowały samoloty przewożące więźniów CIA. Jeden z nich miał miejsce 16 maja 2003 roku na lotnisku Helsinki-Vantaa.

Co ciekawe prawie w tym samym czasie podobną decyzję podjął również minister spraw zagranicznych Danii, Villy Søvndahl. Żądania przeprowadzenia śledztwa pojawiły się po ujawnieniu, że od 2001 roku nad Danią miało miejsce blisko 2 tysiące podejrzanych lotów. Za przeprowadzeniem niezależnego śledztwa opowiadały się w latach 2006-2011 trzy partie, które od ubiegłej jesieni tworzą rządzącą koalicję. Kiedy jednak doszły do władzy, związany z nimi minister Søvndahl stwierdził, że dalsze śledztwo będzie zbyt kosztowne i wycofał się z ich poparcia. Do tej pory informacja o tajnych lotach nad duńskim terytorium nie została potwierdzona przez samo CIA. Podejrzewa się przy tym, że podczas tych lotów (obejmujących także terytorium Grenlandii) przewożono nie tylko terrorystów, ale również między innymi najemników.

Sprawa więzień CIA w Europie zdaje się być bombą z opóźnionym zapłonem. Chociaż większość z nich działała w pierwszej połowie minionej dekady, to jednak dopiero w ostatnich latach temat ujrzał światło dzienne, wywołując coraz to nowe skandale. 

czwartek, 8 grudnia 2011

Odnaleziono jedno z tajnych więzień CIA

Agencja AFP ujawniła lokalizację jednego z tajnych więzień, w którym przetrzymywano osoby zatrzymane podczas tak zwanej „wojny z terroryzmem”. 

Zlokalizowane przez dziennikarzy więzienie znajdowało się w jednym z rządowych budynków w północnej części stolicy Rumunii, Bukaresztu. 

W piwnicach funkcjonującego w dokumentach pod kryptonimem „Bright Light” budynku przetrzymywano między innymi Khalida Szejka Mohammeda, uważanego za jednego z głównych „mózgów” ataków na World Trade Center w 2001 roku. 

Przetrzymywanych w Bukareszcie więźniów w 2006 roku przetransportowano ostatecznie do amerykańskiej bazy w Guantanamo na Kubie. 

Do tej pory miejsce, w którym przebywali na terenie Rumunii więźniowie CIA pozostawało nieznane, podczas wcześniejszych śledztw dziennikarskich ujawniono podobne więzienia na Litwie (wieś w okolicach Wilna) oraz w Polsce (baza w Starych Kiejkutach). Odnalezienie budynku w Bukareszcie jest efektem współpracy dziennikarzy śledczych z francuskiej agencji AFP oraz niemieckiej państwowej telewizji ARD. 

Istnienie tajnych baz CIA na terenie państw Europy Środkowo-Wschodniej jeszcze kilka lat temu uważane było za „teorię spiskową” i mało kto poważnie traktował doniesienia o ich istnieniu na poważnie. W książce „Kod Władzy” główni bohaterowie-dziennikarze wyruszają na Mazury by sprawdzić doniesienia o jednej z nich, ile jeszcze podobnych tajemnic pozostaje do odkrycia przez przedstawicieli IV władzy?


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf