wtorek, 13 listopada 2018

Uszy i oczy Putina: nawet połowa Rosjan w Londynie to szpiedzy!

Według angielskiego think tanku w stolicy Wielkiej Brytanii wśród mieszkających tam Rosjan nawet połowa może pozostawać w stałej współpracy z FSB i innymi moskiewskimi służbami wywiadowczymi.  

Budynek rosyjskiej ambasady w Londynie. fot. Wikipedia




  • rosyjskie służby wywiadowcze i bezpieczeństwa są 52 razy większe niż ich brytyjskie odpowiedniki, 
  • od 2010 roku pięciokrotnie wzrosła liczba oficerów prowadzących w Wielkiej Brytanii, ich liczba może wynieść nawet 200 osób (każdy może obsłużyć do 500 agentów), 
  • z ok.150 tysięcy Rosjan żyjących w Londynie, nawet 75 tysięcy może być informatorami służb,
  • blisko połowa pracowników rosyjskiej ambasady zajmuje się wywiadem, szczególnie gospodarczym,
  • brytyjski wywiad i służby graniczne zawiodły w kwestii ochrony Wysp przed rosyjską agenturą 


Za tymi sensacyjnymi doniesieniami stoi organizacja pozarządowa - Henry Jackson Society a raport został pozytywnie oceniony m.in przez sir Malcolma Rifkinda byłego ministra obrony i szefa dyplomacji Zjednoczonego Królestwa i sir Richarda Dearlove byłego szefa MI6. Raport opiera się na tajnych wywiadach z dysydentami i współpracownikami rosyjskich służb. 

Po zamachach na Skripala i jego córkę a także wydaleniu 23 rosyjskich dyplomatów z Wielkiej Brytanii Londyn stał się szczególnie czuły na działalność obcego wywiadu na swoim terytorium. Jak wynika z raportu, obawy te nie są bezpodstawne. 
.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Do czego można użyć technologii blockchain?

Ceny bitcona i innych kryptowalut co prawda nie osiągają tak niebotycznych wartości jak przed rokiem, ale wcale nie oznacza to, że projekty z nimi związane poupadały. W rzeczywistości blockchain i kryptowaluty wciąż są rozwijane i wiele z nich dopiero zbiera siły do pełnego wejścia na rynek. A czym się one zajmują? To świetnie przedstawia poniższa infografika.



sobota, 10 listopada 2018

Agencja Xinhua prezentuje swojego pierwszego prezentera zarządzanego przez AI

Zaledwie dwa dni temu chińska rządowa agencja informacyjna Xinhua zaprezentowała światu swojego nowego prezentera, który nie je, nie pije, nie śpi i nigdy się nie męczy. Jest za to w stanie 24h na dobę podawać kolejne komunikaty i informacje z Chin i całego świata. Wszystko dzięki sztucznej inteligencji, która zarządza sztucznie wygenerowaną mimiką i głosem. 

Opracowany przez Xinhuę i chińską wyszukiwarkę internetową Sogou.com "prezenter" może w czasie rzeczywistym czytać tekst przesyłanych mu informacji a także mimiką reagować na przekazywane doniesienia, jak donosi agencja stanie się on częścią jej zespołu prasowego i będzie nadawał przez całą dobę, bez chwili wytchnienia. 

Jak podają przedstawiciele agencji technologia wciąż się rozwija a w zasadzie "uczy" i pomimo świetnego efektu już teraz, naturalna gestykulacja i mimika zostaną z czasem jeszcze bardziej dopracowane. Zakładając zaś, że rozwiązanie Xinhuy to dopiero początek, prezenterzy telewizyjni, szczególnie w programach informacyjnych powinni już teraz zacząć się obawiać o swoje stanowiska. 




czwartek, 8 listopada 2018

Projekt Tor: Amerykanie będą próbowali zrzucać z kosmosu gigantyczne pręty

Wyobraźmy sobie kilkumetrowy pręt grubości średniej wielkości drzewa, który z prędkością dziesięciokrotnie przekraczającą barierę dźwięku wbije się prosto w budynek lub podziemny bunkier. Bez wybuchów, promieniowania, za to dobrze wycelowany deszcz takich prętów może zrównać z z ziemią nawet największy kompleks podziemnych baz. 

fot. We Are Almighty

Jednym z największych wyzwań dla współczesnych wojskowych jest unieszkodliwienie podziemnej infrastruktury przeciwnika, która często dodatkowo zabezpieczona betonem, staje się odporna na bombardowania z powietrza a niekiedy nawet na wybuch bomby atomowej. Użycie tej ostatniej nie dość, że nie daje stuprocentowej pewności, że podziemny kompleks został zniszczony, to jeszcze dokonuje ogromnych zniszczeń wokół miejsca wybuchu, jest też sprzeczne z wszelkimi możliwymi konwencjami międzynarodowymi. 

Jednym z rozwiązań, na jakim rzekomo pracują obecnie Amerykanie, jest "Projekt Tor", mający niszczyć obiekty przeciwnika prosto z orbity okołoziemskiej. Wykorzystanie stacjonujących na orbicie wyrzutni ma sprawić, że wystrzelony z niej ogromny, cylindryczny obiekt ("pręty od boga") będzie mógł rozpędzić się do ogromnej prędkości nie napotykając w przestrzeni kosmicznej (a także w górnych warstwach atmosfery) oporu powietrza. To pozwoli uderzyć w wybrany obiekt z ogromną siłą i tym samym wbić się na wiele metrów wgłąb niszcząc przy tym żelbetowy pancerz. 

"Pręty od boga" jako broń kinetyczna nie będzie potrzebowała żadnego dodatkowego ładunku wybuchowego, już samo jej wyrzucenie i uzyskana prędkość sprawią, że będzie śmiertelnie niebezpieczna. Szacuje się, że jej prędkość może osiągać nawet 500 mil na godzinę a przy wyrzuceniu obiektu wielkości słupa telegraficznego wbić się nawet na kilkadziesiąd metrów. 

Obecnie trudno orzec na jakim poziomie zaawansowania znajduje się "Projekt Tor" najprawdopodobniej największym wyzwaniem będzie wyniesienie słupów na orbitę, skonstruowanie samej wyrzutki oraz, co chyba najważniejsze, opracowanie skutecznej metody celowania. 


środa, 7 listopada 2018

Czy ktoś jeszcze pamięta o Peak Oil? Rekordowo wysokie wydobycie ropy przez USA!

Poniższy wykres pochodzi z amerykańskiej agencji EIA - US Energy Information Administration, prezentuje on faktyczny poziom wydobycia ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. Widać wyraźnie, że USA są dziś naftową potęgą. 

Jeszcze kilkanaście lat temu Stany Zjednoczone stały w obliczu zakłócenia regularnych dostaw ropy naftowej. Bez paliwa trudno sobie wyobrazić sprawne funkcjonowanie największej gospodarki świata, podobnie z resztą z utrzymaniem przez nie dominacji na morzach i oceanach, w końcu okręty marynarki wojennej by płynąć, również potrzebują ogromnych ilości ropy. Do dziś uważa się, że jedną z głównych przyczyn zaangażowania się USA w Iraku i obalenia Saddama Husajna było właśnie  przejęcie przez amerykańskie koncerny kontroli nad bogatymi złożami znajdującymi się w tym kraju. 

Obok wstrzymania dostaw innym zagrożeniem, rzekomo poważnym, był tzw. "peak oil", czyli moment, gdy naturalne złoża ropy naftowej zaczną się wyczerpywać a tym samym jej ceny znacząco wzrosną. W efekcie podrożeje praktycznie wszystko - w końcu dziś cały transport morski i znaczna część lądowego opierają się właśnie na silnikach zasilanych ropą - a ostatecznie czeka nas globalny kryzys i koniec globalizacji jaką znaliśmy dotychczas. Jak widzimy wokół, nic takiego się nie stało a widmo "peak oil" jest dziś bardzo odległe. Jednym z powodów jest znaczący wzrost wydobycia m.in. w Stanach Zjednoczonych, które w ciągu ostatnich lat odkryły znaczne złoża węglowodorów bezpośrednio na swoim terytorium (m.in. w Północnej Dakocie i Nowym Meksyku). Również poza USA odkrywane są nowe, bogate złoża, choćby na do niedawna niedostępnej Arktyce, która dziś w efekcie cofania się lodowca staje się nie tylko otwarta dla morskiej żeglugi, ale daje także dostęp do bogatych zasobów znajdujących się pod dnem morza. 

Nowe technologie poszukiwań a także nowoczesne metody wydobycia sprawiają, że do niedawna niedostępne złoża dziś mogą być eksploatowane, to sprawia, że USA nie tylko nie muszą się obawiać wstrzymania dostaw, ale też świat na długi czas zapomni o ryzyku końca złóż. 



poniedziałek, 5 listopada 2018

Woda z powietrza czyli nowy projekt kalifornijskiej firmy

Woda pozyskiwana z powietrza? Stworzona kalifornijską firmę maszyna przez jest w stanie wyprodukować setki litrów świeżej pitnej wody dziennie.


Maszyny zostały nazwane "Skywater" i zostały stworzone przez Skysource / Skywater Alliance, zespół ekspertów ds. Zrównoważonego rozwoju z Venice, California. Maszyny, które mieszczą się w gigantycznych metalowych skrzynkach, są generatorami wody atmosferycznej, które skraplają parę wodną z powietrza i zamieniają ją w wodę pitną. Maszyny te mogą być zasilane energią słoneczną lub spalaniem biopaliw. Doskonale nadają się do użytku domowego, rolnictwa, a nawet do pomocy w nagłych wypadkach.

David Hertz, członek Skysource, powiedział, że jest podekscytowany tym, co ich maszyny mogą zrobić dla ludzkości w częściach świata, w których brakuje wody pitnej. Według niego w powietrzu jest wystarczająca ilość pary wodnej, aby maszyny mogły dostarczyć wodę pitną. W danej chwili jest około 37,5 milionów galonów wody w atmosferze, czyli więcej świeżej wody niż wszystkie rzeki na Ziemi.


piątek, 2 listopada 2018

UFO zarejestrowane przez amerykańskich pilotów

W 2004 r. Dwóch pilotów amerykańskiej marynarki wojennej, komandor David Fravor i komandor porucznik Jim Slaight, przeprowadzili szkolenie wojskowe u wybrzeży San Diego. Podczas szkolenia piloci otrzymali wiadomość od operatora znajdującego się w pobliskiej bazie, informując ich o obecności obcego samolotu w ich przestrzeni powietrznej. 


Według operatora wojskowi śledzili ten niezidentyfikowany samolot, który czasami wykonywał strategiczne ruchy, takie jak nagłe nurkowanie lub ruch wahadłowy. Obaj piloci zostali następnie poproszeni o zbadanie i próbę uzyskania obrazu niezidentyfikowanego samolotu.

Po dłuższej chwili poszukiwań Slaight i Fravor zauważyli samolot. Według ich raportów miał on 12 metrów długości. Fravor stwierdził, że UFO unosiło się około 15 metrów (50 stóp) nad oceanem. Świadek opisał całe zdarzenie: "Mogę wam powiedzieć, myślę, że ten obiekt był nie z tego świata!" 

źródło: abcnews.go.com

czwartek, 1 listopada 2018

Nazistowska przeszłość Volkswagena


W 1938 roku rozpoczęła się produkcja seryjna jednego z pierwszych samochodów Volkswagena. Samochód zatwierdzony przez Hitlera, miał stać się ikoną nowoczesnego prężnie rozwijającego się społeczeństwa. "Niemiecki samochód ludowy" powstał dzięki sile roboczej niewolników między innymi obozów koncentracyjnych.


Każda nowoczesna rodzina zdaniem Hitlera powinna mieć samochód. W oparciu o takie założenia powstały fabryki Volkswagena, w których produkowano samochody, miny lądowe, części do rakiet używanych później w trakcie II Wojny Światowej, podręczne bronie przeciwczołgowe i pojazd podobny do jeepa, znane jako Kübelwagen.


Na "sukces" firmowy pracowali niewolnicy, jeńcy wojenni. Jak podaje niemiecki historyk Ulrich Herbert w swojej książce "Zagraniczni robotnicy Hitlera" od 1940 roku 70% pracowników firmy było z Polski i Europy Wschodniej. Firma była uzależniona od "taniej siły roboczej" i nadzorowana przez popleczników Hitlera. 

Firma przez wiele lat unikała tematu pracy przymusowej do jakiej dochodziło przed i w trakcie II Wojny Światowej. W 1998 roku po serii pozwów ofiar holocaustu otworzono archiwa i oficjalnie potwierdzono fakt niewolniczej pracy. 


środa, 31 października 2018

Skupowania złota ciąg dalszy - tym razem czas na Europę Środkową

Dolar pozostaje bardzo silny, podczas gdy ceny złota spadły i to daje wielu okazję do zakupu tego cennego kruszcu. Jednym z największych zaskoczeń w 2018 roku jest powiększenie rodzimych rezerw złota przez takie kraje jak Węgry i Polska.




O zmianie polityki banków centralnych wobec rezerw złota pisałem już niejednokrotnie. Swoje rezerwy sprowadziły z powrotem do kraju Niemcy a Chiny czy Rosja po cichu wciąż je zwiększają. Wygląda na to, że po raz pierwszy od 1986 roku na podobny ruch zdecydowały się także Węgry, które niedawno ogłosiły, że ich zasoby wynoszą obecnie 31,5 tony. 

Warto przy tym dodać, że całkiem niedawno Polska, jako pierwszy kraj członkowski UE w XXI wieku również dokonał zakupów złota. Te zakupy mogą być zaskoczeniem zważywszy na nieustanne powtarzanie, że złoto dziś nie jest już kluczowe dla wartości waluty i rezerw finansowych danego państwa, niemniej tylko w roku 2018 takie państwa jak Rosja, Turcja i Kazachstan dokonały 86% wszystkich zakupów na świecie. Sama tylko Rosja, pomimo poważnych problemów finansowych, zwiększa swoje rezerwy o 20 ton miesięcznie!


Na Bałtyku masowo giną ptaki. Przyczyna to zanik witaminy B

Żyjące nad Bałtykiem morskie ptactwo masowo wymiera, giną zarówno te rzadkie, jak i pospolite gatunki, np. mewy. Dopiero co wyklute z jaj pisklęta dostają po kilku dniach paraliżu i powoli umierają. Zdaniem naukowców z Uniwersytetu w Sztokholmie, przyczyną jest najprawdopodobniej niedobór tiaminy znanej też jako witamina B. 



Biochemik Lennart Balk podczas swoich badań nad zachowaniami ptaków na szwedzkim wybrzeżu Bałtyku dostrzegł ogromne zmiany w tamtejszej populacji i to w krótkim, zaledwie 5-letnim okresie. Poczynając od 2004 roku co raz więcej morskich ptaków nie było w stanie latać, było sparaliżowanych, nie mogło jeść i miało problemy z oddychaniem. Swoje obserwacje powiązał ze wcześniejszymi badaniami, z których wynikało, że podobne objawy można było dostrzec także wśród żyjących w Bałtyku ryb. 

Przyczyna leży w niedoborze witaminy B1 (tiaminy) - twierdzi Balk. Jest ona niezbędna w procesach metabolicznych i do prawidłowego funkcjonowania systemu nerwowego. Nie jest ona wytwarzana przez organizmy zwierzęce, lecz przez rośliny, między innymi fitoplankton, ale też bakterie i grzyby.

Chociaż badania wciąż trwają korelacja z obecnością tiaminy wydaje się być silna. Co więcej, podobne obserwacje poczyniono także w innych regionach świata, m.in. w rejonie Wielkich Jezior w Ameryce Północnej. Jedną z hipotez jest obecność nawozów sztucznych, które z pól trafiają do rzek a następnie do zamkniętych lub pół-zamkniętych zbiorników wodnych, takich jak Bałtyk czy Wielkie Jeziora. 











piątek, 26 października 2018

Księżyce nad Republiką Chińską



Sztuczny księżyc ma zostać wystrzelony na orbitę przed 2020 rokiem. Wszystko po to aby zastąpić uliczne latarnie w jednym z miast Chin, Chengdu. 


Co wiemy o "nowym" księżycu? Oświetlony satelita jest osiem razy jaśniejszy od prawdziwego księżyca, wykonane z materiału odbijającego jak lustro - będą krążyć po orbicie około 500 kilometrów nad Ziemią i oświetlać obszar o średnicy od 10 do 80 kilometrów. 

Naukowcy planują wysłać trzy sztuczne księżyce w kosmos w ciągu następnych czterech lat. 
Wu Chunfeng, przewodniczący Chengdu Aerospace Science and Technology, Microelectronics System Research Institute Corporation, informował że trzy sztuczne księżyce będą działać naprzemiennie w celu znacznego zmniejszenia zużycia energii w infrastrukturze, szczególnie w okresie zimowym.

czwartek, 25 października 2018

ISIS traci zasięgi w sieci

Wielokrotnie w mediach pojawiała się informacja o wojnie prowadzonej w sieci z zwolennikami ISIS. Filmy propagandowe, prasa, a także rekrutacja bojowników w ostatnim czasie "ucichła". Jednym z szczególnych znaków Państwa Islamskiego była szeroko zakrojona akcja w sieci, której towarzyszyła rekrutacja bojowników na terenie niemalże całej Europy i Azji i USA. 

Według The Washington Times, większość ekspertów ds. wojny informacyjnej Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych wierzy, że bardzo niewiele zostało z niegdysiejszej obecności w Internecie i mediach społecznościowych Państwa Islamskiego. Gazeta twierdzi, że według amerykańskiego Pentagonu całkowity ślad mediów grupy, która jest również znana jako Islamskie Państwo Iraku i Syrii (ISIS), zmniejszył się aż o 83 procent, odkąd osiągnął szczyt w 2015 roku. Działalność mierzona przez amerykański Pentagon obejmuje posty w mediach społecznościowych przez członków i dowódców Islamskiego Państwa, a także zdjęcia i filmy pro-ISIS emitowane na YouTube i innych platformach internetowych. Zawiera również materiały z biura prasowego Państwa Islamskiego, agencji informacyjnej Amaq, która w poprzednich latach wyprodukowała setki filmów promujących ISIS.

Eksperci powiedzieli " The Washington Times", że internetowy ślad Islamskiego Państwa skurczył się w wyniku utraty terytorium. Utrata fizycznych baz ISIS na Bliskim Wschodzie spowodowała śmierć wielu internetowych propagandystów grupy. Ci, którzy przeżyli, ukrywają się lub uciekają przed władzami, obawiając się aresztowania lub śmierci. To "zmiażdżyło zdolność [grupy bojowników sunnickich] do stworzenia skoordynowanej strategii internetowej", informował The Washington Times. Ataki wojskowe na ISIS nadal odbywają się równolegle z "agresywną kontr-strategią w cyberprzestrzeni"/ Obejmowało to skuteczne kierowanie tysięcy kont mediów społecznościowych należących do członków i zwolenników ISIS, a także złożonych operacji hakerskich. Amerykański Pentagon koordynuje również dostarczanie treści online, które przeciwdziałają narracji i wiadomościom Państwa Islamskiego.
Stwierdzenie, że grupa przestaje działać w sieci będzie mylące i błędne. Tylko we wrześniu tego roku w Internecie można było znaleźć 12 nowych filmików propagujących działalność terrorystyczną. Co więcej, wiadomym jest, że rekrutacja bojowników nadal jest prowadzona, ale na znacznie mniejszą skalę.
ISIS korzysta najczęściej z mediów społecznościowych, na platformach zakładane są fałszywe konta, które służą propagowaniu ogólnie zakazanych treści.


środa, 24 października 2018

Wielki wyścig o sztuczną inteligencję: Chiny na prowadzeniu

Sztuczna inteligencja (Artificial Intelligence - AI) to jedno z najgorętszych pojęć ostatnich lat. Największe potęgi polityczne i gospodarcze, a także największe światowe korporacje nie ustają w próbach by wyprzedzić konkurencję i zbudować 

fot. pixabay


Liczby mówią same za siebie: jak podaje Asia Times tylko w USA działają obecnie 1 393 startupy rozwijające sztuczną inteligencję. W Chinach jest ich już 383 w Izraelu 362 w Wielkiej Brytanii 245 a w Kanadzie 131. Wyprzedzają one takie kraje jak Japonia, Indie, Korea Pd. czy Singrapr a w Japonii 113, w Indiach 82, w Korei Pd. 42 a w Singapurze 35. To tylko liderzy, za nimi są jeszcze takie kraje jak Australia, Izrael, Wielka Brytania i Kanada. Wszystkie te firmy rywalizują między sobą o status najlepszych ośrodków badających AI w regionie, jest zaś o co walczyć bo tylko ze strony rządów do branży popłynęło w ostatnich latach odpowiednio 2,3 miliarda dolarów w USA i blisko 5 miliardów dolarów w Chinach. 

Kto ma realną szansę wygrać? Tego nie wiemy, do sukcesu na pewno będą potrzebne pieniądze - w tym zdecydowanie przodują USA i Chiny, ale to nie wszystko. Dużą rolę odgrywają także takie elementy jak gromadzenie danych, nowe rozwiązania i testy, zasoby sprzętowe, sektor badawczy i wielkość sektora biznesowego. 

Według badaczy z uniwersytetu w Oxfordzie szczególnie duże znaczenie mają 4 ostatnie czynniki, z których aż w trzech znaczącą przewagę mają Amerykanie. Chińczycy przodują w procesie gromadzenia danych (niewątpliwie sprzyja temu mniejsza dbałość o kwestie prywatności użytkowników), ale nie mają aż tak dużego zaplecza jak USA. Tutaj jednak wiele rzeczy wciąż się zmienia. Jak wskazuje serwis Wired Chiny mają niezwykłą umiejętność błyskawicznej absorpcji i testowania danego rozwiązania. Przykładowo gdy popularna stała się tzw. 'sharing economy' (np. Uber), w Chinach od razu powstały dziesiątki korzystających z tego rozwiązania startupów. Wiele z nich upadło, ale kilka z nich urosło w wielomilionowe biznesy. Tak samo może być również z AI.

Czy Amerykanie mogą się dogadać z Rosjanami?

Codziennie nowe doniesienia i nowe informacje na temat zamordowania saudyjskiego dziennikarza w konsulacie w Stambule. Stany Zjednoczone naciskają, Turcja podgrzewa temat, ale zagadnięty o całą sprawę Donald Trump stwierdza, że cała sprawa nie wpłynie na wart wiele miliardów dolarów kontrakt zbrojeniowy z Arabią. Skoro więc morderstwa i brak demokracji nie są problemem, to dlaczego by USA nie mogły dogadać się także z Rosją? 



Rosja jest dziś niezwykle krytyczna wobec Stanów Zjednoczonych (ze wzajemnością), na Rosję nałożone są sankcje, trwa rywalizacja na Bliskim Wschodzie i w Europie Wschodniej. Nic nie zapowiada poprawy, ale czy na pewno? Kiedy w grę wchodzą interesy, nie ma rzeczy niemożliwych.

11 Listopada w Paryżu spotkają się Donald Trump i Władymir Putin, co z tego wyniknie? 


  • współpraca (Cooperate)
  • rywalizacja (Compete)
  • konfrontacja (Confront) 


W ramach tych trzech zasad Zachód musi budować swoje relacje z Rosją. Dla wielu państw, naturalnym kierunkiem jest współpraca i w ten sposób konstruktywny wpływ na Moskwę (Węgry, Austria, Włochy, do pewnego stopnia Francja i Niemcy), dla innych Rosja stanowi wyzwanie jako geopolityczny lub energetyczny rywal i nalezy się liczyć z finansową lub nawet wojskową konfrontacją (USA, Polska) - to podejscie nie zakłada partnerskich relacji, ale jest realistycznym spojrzeniem bez jakichkolwiek złudzeń. 

Paradoksalnie jednak, właśnie takie twarde podejście, liczące się nawet z konfrontacją, może doprowadzić do formalnego resetu między Rosją i Zachodem. Rosnące zagrożenie ze strony Chin budzi obawy zarówno w Moskwie jak i w Waszyngtonie - dla Rosji silny Pekin oznacza marginalizację w Eurazji i pozbawienie wpływów nawet u swoich dotychczasowych, bliskich sojuszników (Kazachstan, Białoruś), dla USA Chiny to państwo kwestionujące fundamenty ich potęgi. Może się więc okazać, że wspólny wróg zbliży do siebie dotychczasowych rywali, nawet jeśli nadal będą ze sobą konkurować na innych obszarach np. na "poligonie" w Syrii, w ekspansji na rynkach energetycznych czy też w trwającej wojnie informacyjnej. 

piątek, 19 października 2018

Tysiące radioaktywnych odpadów na dnie morza - to pamiątka po sowieckiej marynarce

Nawet kilka tysięcy zbiorników zawierających radioaktywne odpady a nawet całe atomowe łodzie podwodne znaleźli rosyjscy badacze na dnie Morza Karskiego. 




Większość zbiorników zostało zatopionych przez sowiecką marynarkę wojenną wiele lat temu, nie zaobserwowano jakichkolwiek wycieków i nieszczelności, jednak ich obecność stanowi stałe zagrożenie dla zdrowia i życia. 

Trwająca półtora miesiąca ekspedycja na Morzu Karskim przeprowadzona została przez Rosyjską Akademię Nauk i jej celem było zewidencjonowanie zatopionych obiektów. 

Prowadzone corocznie badania są częścią szerszego projektu rozpoczętego jeszcze w ubiegłej dekadzie. Jej celem jest sporządzenie map niebezpiecznych dla zdrowia obiektów zatopionych w wodach na północ od rosyjskiego wybrzeża, przede wszystkim w okolicach Nowej Ziemii (gdzie w czasach ZSRS prowadzono testy nuklearne), Morza Karskiego, Morza Łaptiewów i Morza Białego. Sowiecka marynarka wyrzucała do morza toksyczne odpady praktycznie od połowy lat 50. XX wieku i dopiero w 2011 władze w Moskwie publicznie przyznały, że proceder miał miejsce aż do początku lat 90. 

Opublikowane do tej pory informacje mówią o 17 tysiącach pojemników z radioaktywnymi odpadami, 19 okrętach z zatopionymi zbiornikami, 14 reaktorów atomowych, jedna atomowa łódź podwodna K-27 oraz setki napromieniowanych maszyn i urządzeń. 

Ekolodzy obawiają się, że zatopione w czasach sowieckich materiały radioaktywne mogą wpływać na znajdujące się w okolicach arktycznych łowiskach ryb. 

wtorek, 16 października 2018

Wielkie podziały w cerkwi prawosławnej - czy patriarchowie Moskwy mają jeszcze władzę?

Do niedawna świat prawosławny wydawał się w miarę jednolity. Pod patriarchatem Moskiewskim funkcjonowała cerkiew białoruska i ukraińska a wszystkie one zachowywały jedność eucharystyczną z Patriarchatem Konstantynopola. Jednak wydarzenia ostatniego miesiąca sprawiły, że cerkwią wstrząsnęło kilka poważnych trzęsień ziemi, motywowanych, jak to zwykle bywa, polityką. 

Patriarcha Cyryl (fot. Wikipedia)


Zaledwie tydzień temu media na całym świecie poinformowały, że ukraińska cerkiew uzyska za zgodą patriarchy Konstantynopola Cyryla autokefalię, czyli niezależność od patriarchatu moskiewskiego, któremu podlegała od końca XVII wieku. Wówczas to w 1686 Moskwa uzyskała prawo do wyświęcania patriarchy Kijowa. Decyzja ta, może nie być zaskoczeniem zważywszy na niezwykle napięte w ostatnich latach stosunki między Kijowem a Moskwą. Zapewne, właśnie to zadecydowało także o przełomowym dla patriarchatu moskiewskiego decyzji, by swój synod po raz pierwszy w historii zorganizować na Białorusi. 

Podczas niedawnego, trzydniowego synodu w Konstantynopolu (Stambule) podjęto decyzję o odwołaniu anatemy dla Filareta - obecnego zwierzchnika nieuznawanego dotąd przez Kościoły prawosławne Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. Decyzję tę, pochwaloną przez prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, ostro skrytykował patriarchat Moskwy. Na odpowiedź nie trzeba było czekać zbyt długo. 

Zwołany w Mińsku synod Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej zdecydował bowiem o zerwaniu ""wszelkiej jedności eucharystycznej" z Patriarchatem Konstantynopola. 

Sama organizacja synodu w stolicy Białorusi nie jest też zapewne przypadkowa - ma ona bowiem przeciwdziałać podobnym próbom "secesji" ze strony lokalnych patriarchów a także umocnienia związku Mińska z Moskwą. Znamiennym jest przy tym fakt, że części białoruskich duchownych nie wpuszczono na odbywające się właśnie obrady.

Tajemnicze "zniknięcie" saudyjskiego dziennikarza

2 października pracujący dla The Washington Post, 59-letni dziennikarz Jamal Khashoggi wszedł do konsulatu swojego rodzimego kraju - Arabii Saudyjskiej w Stambule, skąd miał odebrać zaświadczenie o rozwodzie ze swoją dotychczasową żoną. Wszystko wskazuje na to, że żywy budynku już nie opuścił. 




Khashoggi był znanym krytykiem saudyjskich władz, szczególnie atakował udział wojsk saudyjskich w wojnie domowej w Jemenie i ich wsparcie dla egipskiego reżimu, w przeszłości znał się z Osamą Bin Ladenem, przeprowadził także wywiad z saudyjskim terrorystą, jednak odciął się od niego po zamachach z 11 września. Był stałym publicystą The Washington Post. Kiedy jesienią 2017 roku opuścił ojczyznę wszystko wskazywało na to, że udało mu się uciec przed represjami ze strony władz. Wizyta w konsulacie miała być tylko formalnością, bo od tego czasu nikt nie widział Khashoggiego żywego. Pracownicy konsulatu twierdzili co prawda, że dziennikarz opuścił budynek tylnym wyjściem, ale zdaniem tureckiej policji, zarejestrowałyby to znajdujące się w pobliżu kamery. Podczas przeszukania budynku 15 października, nie znaleziono żadnym śladów po Khashoggim, jednak jak wskazuje turecka policja, widać było próby zatarcia śladów. 

Władze tureckie oficjalnie z resztą twierdzą, że dziennikarz został brutalnie zamordowany wewnątrz konsulatu, z kolei media donoszą, że zaledwie dwa dni wcześniej do Stambułu przybyła 15-osobowa saudyjska delegacja korzystająca z paszportów dyplomatycznych. Ich zdaniem, to właśnie oni torturowali a następnie zamordowali Khashoggiego. 

Sami Saudyjczycy konsekwentnie utrzymują, że za zabójstwem mogli stać nieznani sprawcy a sam dziennikarz nie przebywał w konsulacie dłużej niż godzinę. 


czwartek, 11 października 2018

Aadhaar - krótka historia największego systemu biometrii na świecie

Indyjskie władze zbudowały największą na świecie bazę danych biometrycznych. Nie planują na tym poprzestać i to pomimo rosnących doniesień o błędach i nadużyciach. 




Aadhaar jest 12-cyfrowym numerem identyfikacyjnym, w który mogą się zaopatrzyć mieszkańcy Indii w oparciu o swoje demograficzne i biometryczne dane. System rejestruje tak unikalne dane jak zapis tęczówki oka czy odciski palców a następnie gromadzony w przez UIDAI (Unique Identification Authority of India), specjalną jednostkę rządową powołaną w 2009 roku. 

Z założenia Aadhaar miał przede wszystkim być potwierdzeniem obecności na terenie Indii (nie obywatelstwa), jego rozwój był uznany za priorytet przez wszystkie kolejne rządy i dzisiaj uchodzi za najbardziej rozwinięty system biometryczny na świecie. Pierwotnie dobrowolny system miał w założeniu uprościć system przyznawania pomocy publicznej, dostępu do usług publicznych i dokumentacji, miał także pomóc w walce z korupcją i wyłudzeniami, przede wszystkim wykorzystywaniem tzw. "podwójnej tożsamości". 

O ile jednak system pozwalał na znacznie szybsze otworzenie konta w banku, uzyskanie prawa jazdy czy innych usług, także z sektora prywatnego, pojawiły się głosy, że Aadhaar ma także drugą, znacznie ciemniejszą stronę. Z wielu stron kraju zaczęły spływać doniesienia o błędach i nadużyciach - o odmowie dostępu na podstawie istniejących danych biometrycznych, błędach w danych demograficznych. Co więcej organizacje przestępcze bardzo szybko znalazły sposób na fałszowanie danych identyfikacyjnych. 

Co gorsza jednak doniesienia te są uciszane przez rząd, który wyraźnie dąży do implementacji Aadhaar na jeszcze większą skalę. Przykładowo Aadhaar zaczyna być obowiązkowym jeśli rodzice chcą uzyskać akt urodzenia dla swojego dziecka lub dla pary rejestrującej małżeństwo. Powoli więc baza robi się obligatoryjna dla każdego. Skatalogowanie ludności będzie z resztą postępować, gdyż pomimo protestów premier Narendra Modi już zapowiedział, że w najbliższym czasie zostaną dostosowane przepisy pozwalające wykorzystać Aadhaarem przez banki czy sieci komórkowe. Co dalej? Oferty marketingowe w kartach czipowych? 


źródło: Scroll.in

Walka o koło polarne: Brytyjczycy ruszają na Północ

Brytyjski sekretarz obrony ogłosił, że przez co najmniej dekadę 800 komandosów będzie cyklicznie w okresie zimowych stacjonować na terytorium Norwegii. Będzie to trzeci obok amerykańskich i duńskich żołnierzy, którzy w ramach natowskiej taktyki odstraszania Rosji będą mieli za zadanie wzmocnić północną placówkę Sojuszu.



"Aktywność rosyjskich łodzi podwodnych bliska jest tej z czasów zimnej wojny, stąd rozsądnym działaniem będzie odpowiednio na to zareagować. Jeśli moglibyśmy cofnąć zegar o dekadę, wielu ludzi myślało wówczas, że możemy zapomnieć o jakichkolwiek napięciach na Dalekiej Północy czy na Północnym Atlantyku a samo zagrożenie zniknęło wraz z upadkiem Muru Berlińskiego. Okazuje się jednak, że zagrożenie powróciło." - przyznaje sekretarz. 

Cały program ma mieć związek z narastającym ryzykiem ze strony Rosji, która w związku z globalnym ociepleniem chce wykorzystać nowe szlaki i zasoby do tej pory ukryte pod lodowcami. Tereny te mieszczą się niedaleko rosyjskich portów i dawnych baz wojskowych i siłą rzeczy stanowią główny obszar zainteresowania tego państwa. O ile aktywność Rosjan, Amerykanów czy Duńczyków wydaje się naturalna, o tyle już Brytyjczycy mogą na Dalekiej Północy dziwić. Jedną z głównych przyczyn ma być, obok obowiązków w ramach NATO jest także chęć zademonstrowania swojej obecności i ewentualna ich obrona, może nie tyle w okolicach Koła Podbiegunowego, co przede wszystkim na Morzu Północnym.

źródło: highnorthnews

poniedziałek, 8 października 2018

Martwi powstaną? Naukowcy chcą ożywić martwe mózgi

Amerykańska firma Bioquark ogłosiła właśnie, że rozpoczyna prace nad stymulacją i udbudową martwych neuronów u pacjentów, u których stwierdzono tzw. śmierć mózgu. W efekcie, jeśli eksperymenty zakończą się sukcesem, możliwym będzie wydobywanie ze śpiączek osoby, które według dotychczasowej wiedzy, można było uznać za zmarłych. 

Terapia polegać będzie na wstrzykiwaniu do mózgu pacjenta komórek macierzystych, zaś rdzeń kręgowy będzie dodatkowo stymulowany za pomocą środków chemicznych i technik stymulujących komórki nerwowe. Metoda ta ma w założeniu sprawić, że mózg się niejako "zresetuje" a komórki nerwowe zostaną pobudzone do większej aktywności. 

Póki co samo rozwiązanie jest na bardzo początkowym etapie i nie ma gwarancji, że przyniesie ono oczekiwane rezultaty. Niemniej, dla wielu przedstawicieli świata nauki stanowi ono duże wyzwanie i budzi wiele nadziei. Ira Pastor, CEO przedsiębiorstwa "by podjąć się tak złożonej inicjatywy musimy połączyć ze sobą narzędzia służące do biologicznej regeneracji z istniejącymi już technikami medycyny, które służą do stymulacji systemu nerwowego, w tym u pacjentów cierpiących na zaburzenia świadomości. Liczymy, że pierwsze wyniki będziemy w stanie uzyskać w ciągu miesiąca lub dwóch." 





piątek, 5 października 2018

Mike Pence o polityce administracji Trumpa wobec Chin

Dopiero co opublikowane nagranie 45-minutowego wykładu wygłoszonego przez wiceprezydenta Mike'a Pence podczas spotkania na Hudson Institute.




Wygoda czy głupota? Szwedzi z własnej woli wczepiają sobie czipy pod skórę

Człowiek, który pozbawi się wolności dobrowolnie, będzie najlepszym niewolnikiem. I pewnie dlatego z czystej wygody już ponad 3000 Szwedów bez żadnego przymusu wczepiło sobie pod skórę elektroniczne mikroczipy, dzięki którym mogą zapomnieć o kartach płatniczych czy kluczach. 

Szwecja od lat uważana jest za synonim postępu, ze wszystkimi tego dobrymi, jak i złymi stronami. Szwecja to też jedno z najbardziej bezgotówkowych społeczeństw świata. Mało kto tutaj nosi jeszcze gotówkę i korzysta z niej nawet przy najdrobniejszych transakcjach. Nie ma się zatem czemu dziwić, że przyzwyczajeni do tego Szwedzi postanawiają iść o krok dalej i zupełnie zrezygnować z noszenia ze sobą karty.

Wprowadzone po 2015 roku implanty są mniejsze od ziarenka ryżu i można je bez większego problemu umieścić tuż pod skórą. Urządzenie zawiera wszystkie niezbędne informacje, które inni przechowują w swoich portfelach a najlepszym wypadku na smartfonach, zastępując m.in.:

  • karty wejścia na basen, siłownię,
  • bilety na komunikację miejską, 
  • karty wejściowe do biura,
Wkrótce zapewne pojawią się kolejne rozwiązania, bo po co komu karty płatnicze czy dowody osobiste? Z drugiej strony ryzyko związane z kradzieżą tożsamości nigdy nie było tak silne jak teraz. 






czwartek, 4 października 2018

Iran śledził zwolenników ISIS przy pomocy smartfonów

Władze w Teheranie mają swoje własne problemy z lokalnymi zwolennikami Państwa Islamskiego. Chcąc zachować nad nimi względną kontrolę, Irańczycy przygotowali specjalną aplikację, która kusząc treściami bliskimi poglądom ISIS stanowią tak naprawdę narzędzie do monitorowania jego zwolenników. 

Pismo DABIQ jest jednym ze sztandarowych narzędzi propagandy ISIS


Sunnici stanowią około 10% populacji szyickiego Iranu. Mówiący językiem perskim muzułmanie z tego odłamu stanowią naturalną wręcz grupę docelową dla działań propagandowych radykalnych ruchów islamskich z Państwem Islamskim na czele. Szyizm jest w oczach ISIS wynaturzeniem, herezją, którą trzeba zdecydowanie zwalczać, stąd mówiący w języku perskim i mieszkający na terenie Iranu sunnici stanowić mogą atrakcyjną bazę do budowy swojego nowego zaplecza w tym kraju. 

Z tego też powodu, jak ujawnia izraelska firma Check Point Software Technologies, władze w Teheranie opracowały specjalne aplikacje mobilne, które pozwalały pobrać na telefon m.in. tapety związane tematycznie z ISIS. Jednocześnie jednak aplikacja zawierała złośliwe oprogramowanie śledzące przesyłane wiadomości, historię przeglądanych stron internetowych, podsłuchująca rozmowy telefoniczne, używała kamer i mikrofonu a także podawała dokładną lokalizację urządzenia. Jak podaje CPST większość śledzonych telefonów należała do mówiących w języku perskim przedstawicieli mniejszości etnicznych, przede wszystkim Kurdów i Turkmenów. 

O ile sama firma nie jest w stanie ze 100% pewnością zdefiniować kto dokładnie stał za powstaniem tej aplikacji, to jednak z uwagi na tematykę oraz grupę docelową, najprawdopodobniej przedsięwzięcie było finansowane przez rząd Iranu. Jeśli to prawda, to jest to kolejny dowód na istnienie pracującej dla Iranu komórki specjalizującej się w cyberszpiegostwie. Jej działalność wiąże się z grupą "Leafminer", która przeprowadziła ataki na ponad 800 agencji i organizacji w Izraelu, Egipcie, Bahrainie, Katarze, Kuwejcie, ZEA, Afganistanie i Azerbejdżanie. 


Namibia: pierwszy Holocaust w wykonaniu Niemiec

Z czym kojarzy się dziś słowo "Holocaust"? Gdy je słyszymy, niejako automatycznie naszym oczom ukazują się dymiące kominy, druty kolczaste i miliony wychudzonych ludzi. Co bardziej wnikliwym mogą się jeszcze przypomnieć eksperymenty medyczne i ciężka praca, aż do skrajnego wyczerpania. Przede wszystkim jednak Holocaust, to druga wojna światowa i okres największego bestialstwa w dziejach ludzkości. 

Warto jednak przypomnieć, że nie były to pierwsze masowe ludobójstwa w nowożytnej historii, opinii publicznej znane są przecież opowieści o zbrodniach Belgów w Kongo, bombardowaniu Nankinu czy rzezi Ormian. Do tego dołączyć należy jeszcze jedną historię - tego, co robili Niemcy w Namibii, wiele lat zanim ktokolwiek usłyszał o Adolfie Hitlerze. 


Wszystko zaczęło się w latach 80. XIX wieku, kiedy to niedawno zjednoczone Niemcy zdobyły własne terytoria kolonialne w południowo zachodniej Afryce. Przybywający na miejsce kolonizatorzy zaczęli wypierać miejscową ludność z ich dotychczasowych siedlisk, pozbawiając pastwisk, wodopojów, nakładających dziwaczne i obce prawa i podatki. Jednocześnie Niemcy starali się rozgrywać sytuację wewnątrz nastawiając przeciw sobie dwa dominujące plemiona: Nama i Herero.  
Samuel Maharero

W styczniu 1904 Herero pod przywództwem Samuela Maharero zbuntowali się atakując niemieckie posterunki - zabijano mężczyzn oszczędzając jednak kobiety, dzieci, duchownych a także farmerów angielskiego i burskiego pochodzenia. W odwecie Berlin zobowiązał generała porucznika Lothara von Trotha by ten "zażegnał" bunt wszystkimi dostępnymi metodami, w tym ludobójstwa. Już w październiku tego samego roku von Trotha wydał rozkaz, który brzmiał w tłumaczeniu: 

"Wszyscy Herero muszą opuścić tę ziemię. Jeśli odmówią, wówczas zmuszę ich do tego za pomocą dział. Każdy Herero znaleziony w obrębie niemieckich granic, uzbrojony lub nie, będzie zabity. Nie brać jeńców. To moja decyzja odnośnie ludu Herero."

 W rezultacie mężczyzn zabijano na miejscu, zaś kobiety i dzieci wysyłano na pustynię by tam zmarli z głodu i pragnienia. Von Trotha swoją decyzję uzasadniał "ochroną niemieckich żołnierzy przed ich chorobami". W celu odizolowania zbuntowanych tubylców zbudowano na terenie Namibii 5 obozów koncentracyjnych, w tym najsłynniejszy obóz na Wyspie Rekinów zwanej też Wyspą Śmierci. Więźniowie Wyspy Rekinów wykorzystywani byli jako przymusowa siła robocza przy projektach realizowanych przez prywatne niemieckie przedsiębiorstwa, przy budowie infrastruktury, m.in. kolei, portu. 

W obozach prowadzono także doświadczenia medyczne, a czaszki więźniów zwrócono Namibii dopiero w 2001 roku. Więźniarki były zmuszane do gotowania głów zmarłych współwięźniów i oddzielania od kości pozostałości skóry, oczu i tkanek, wszystko w celu przygotowania ich do badań na niemieckich uniwersytetach. 


Kiedy zaledwie kilka miesięcy później podobny bunt podniosło plemię Nama, generał oznajmił, że "Każdy Nama, który się nie podda i zostanie złapany w obrębie niemieckiej strefy, zostanie zastrzelony, aż wszyscy zostaną wyeliminowani." Szacuje się, że w ciągu pięciu lat, od 1904 do 1909 roku zamordowano w Namibii łącznie 100 tysięcy tubylców. 

wtorek, 25 września 2018

ISIS znowu atakuje, tym razem w Iranie


Bojownicy tzw. Państwa Islamskiego są prawdopodobnie odpowiedzialni za atak terrorystyczny, który miał miejsce w ubiegłą sobotę 22 września. W trakcie parady wojskowej w mieście Ahvaz terroryści zaczęli strzelać do żołnierzy i cywili znajdujących się w centrum miasta.



Opozycja do władz w Iranie nawołuje do krwawego odwetu, niektórzy politycy sugerują, że atak został zaplanowany i przeprowadzony przez Amerykanów, kto jest odpowiedzialny za śmierć 29 osób? 
Nie wiadomo. Bardzo szybko do zbrodni przyznało się ISIS, a także Ahvaz National Resistance. Obecnie prowadzone jest śledztwo w kraju. 
ISIS opublikowało film z ataku, lokalna policja zwraca jednak uwagę, że liczba ofiar się nie zgadza i sugeruje, że film został zmanipulowany.
Konsekwencją ataków, jest przekonanie w Iranie, że USA i ich sojusznicy podnoszą poparcie dla grup bojowników wzdłuż ich granic. Powoduje to niechęć nie tylko wśród polityków wobec Waszyngtonu, ale także obywateli.
"Terroryści, którzy przeprowadzili atak, zostali zabici, a reszta z nich - do ostatniego człowieka - zostanie zidentyfikowana" - powiedział na pogrzebie dla ofiar ataku, według agencji informacyjnej ISNA. "Będziemy karać każdego z terrorystów za swoje czyny ".


poniedziałek, 24 września 2018

W wyniku "przypadku" ponad tysiąc osób została zarażona HIV



W poniedziałek rząd Wielkiej Brytanii wszczął dochodzenie w sprawie jednego z największych skandali, jaki miał miejsce w brytyjskiej National Health Service (NHS). 

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci otrzymywało krew zakażoną wirusem HIV lub zapaleniem wątroby typu C. Szokująco, skandal był przedmiotem debaty publicznej od co najmniej roku 1990, dopiero teraz jest badany.

 Po ogłoszeniu wyniku dochodzenia w 2017 r. oszacowano, że 7500 osób zostało zarażonych, a aż 3000 zmarło. W poniedziałek liczba zarażonych została skorygowana gwałtownie w górę do ponad 25 000. 
Krew pochodziła z USA,  najprawdopodobniej pobierana była od narkomanów i więźniów, później podawana ludziom z podejrzeniem lub hemofilią. 
Całe śledztwo trwa już od kilku miesięcy. W tym momencie nie wiadomo dokładnie, na jaką skalę była to akcja prowadzona celowo.

źródło: telegraph.co.uk



wtorek, 18 września 2018

Tesla: aktualizacja oprogramowania "wyłączyła" autopilota


Jak często aktualizujemy oprogramowanie w naszych smartfonach, komputerach? A w samochodach? Tak nowoczesny "cud techniki" jak samochody Tesla bardzo często automatycznie dokonuja aktualizacji niezbędnego oprogramowania, wszystko po to by pojazd działał lepiej i pojawiało się mniej błędów. Co jednak, jeśli dana aktualizacja wyłączy działającą do tej pory świetnie funkcję?



Wielu użytkowników Tesli przekonało się o tym całkiem niedawno, gdy ostatnia aktualizacja oprogramowania wyłączyła w samochodzie funkcję autopilota. Celem aktualizacji było zwiększenie możliwości samodzielnej jazdy samochodu, w tym lepszej reakcji między innymi na światła i znaki drogowe, jednak jak się finalnie okazało aktualizacja zamiast poprawić, jeszcze pogorszyła działanie autopilota (widać to na filmie poniżej) i w efekcie Tesla całkowicie wyłączyła funkcję samodzielnej jazdy. 



Niezadowolony klient twierdzi, że spędził blisko 1,5 godziny czekając na możliwość konstruktywnego porozmawiania z konsultantem a funkcja autopilota nadal nie działa jak trzeba. Powyższa historia dostarcza dwóch, bardzo ważnych informacji:
1. systemy autopilota wciąż są w samochodach zawodne i nie można na nich do końca polegać, 

2. aktualizacje bywają groźne - czasami bo wiem niepozorna aktualizacja może wyłączyć jedną z kluczowych dla samochodu funkcji, która to ujawni się dopiero w momencie kryzysu i sytuacji gdy będzie ona potrzebna. Co by się stało, gdyby dopiero po kilku dniach okazało się, że w samochodach aktualizacja wyłączyła lub zmieniła ABS? Jak zachowałyby się koncerny, gdyby nagle nafaszerowane elektroniką samochody zaczęły rozbijać się na drzewach w wyniku ich niedopatrzeń związanych z najnowszą aktualizacja software'u? 

czwartek, 13 września 2018

Stało się: USA największym producentem ropy naftowej na świecie

Czy ktoś pamięta jeszcze, że zaledwie kilkanaście lat temu Stany Zjednoczone były krajem, któremu groziły poważne braki dostaw ropy naftowej i innych paliw kopalnych?


Powszechnie przecież uważa się, że atak na Irak, potencjalna wojna z Iranem czy niezbyt przyjemny układ sojuszniczy z Arabią Saudyjską były motywowane właśnie ogromnym zapotrzebowaniem na ropę i ich niewystarczającą ilością na terytorium USA. To już przeszłość, dzis bowiem Ameryka wysuwa się na pierwsze miejsce wśród globalnych liderów wydobycia.


Według wyliczeń Energy Information Administration rok 2018 przyniesie zmianę na stanowisku lidera w produkcji ropy naftowej na świecie Arabię Saudyjską i Rosję wyprzedzą właśnie Stany Zjednoczone. Funkcjonując przy relatywnie niskich kosztach i wysokich cenach rynkowych Amerykanie mają ogromną przewagę i wykorzystują ją coraz mocniej - z miesiąca na miesiąc ich wydobycie rośnie i pod koniec roku średnia wyniesie 10.7 miliona baryłek w porównaniu do 9,4 baryłek pod koniec roku ubiegłego. EIA szacuje, że w roku 2019 poziom ten może osiągnąć nawet 11,5 miliona baryłek.

Amerykańskie węglowodory pochodzą głównie z terenów Zatoki Meksykańskiej i Zachodniego Teksasu, gdzie wciąż znajdują się bardzo bogate złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. W samym tylko rejonie Basenu Permian w sierpniu wydobyto 3,387 milionów baryłek (czyli ok. 1/3 całkowitej produkcji amerykańskiej w tym okresie), znaczący odsetek produkcji pochodzi przede wszystkim z tzw złóż łupkowych.

środa, 12 września 2018

Grupy paramilitarne gotowe do ataku?

Dla wielu czytelników sieci niedawno opublikowana informacja mogła być niemałym zaskoczeniem. Agencje bezpieczeństwa w Europie poinformowały o możliwym zagrożeniu ze strony grup paramilitarnych działających na terenie kontynentu. Jak podają agencje, wiele z skrajnie prawicowych grup dysponuje ciężkim sprzętem militarnym w tym w niektórych przypadkach pojazdów opancerzonych i czołgów. 

Ostatnie ostrzeżenie pojawiło się w niedzielę, kiedy czeski dziennik Mlada Fronta Dnes opublikował fragmenty raportu bezpieczeństwa na ten temat. Raport został sporządzony przez analityków w Security Information Service (BIS), głównej krajowej agencji wywiadowczej. Przedstawiono w nim ostatnie działania grupy nazywającej się National Home Guard, skrajnie prawicową, antyimigracyjną politykę, o której mówią niektórzy eksperci. Składa się z około 2000 członków w całej Republice Czeskiej. Chociaż jest to oficjalnie odrzucone, uważa się, że grupa jest uzbrojonym skrzydłem Narodowej Demokracji, skrajnie prawicową nacjonalistyczną partią polityczną, która otrzymała 36 000 głosów w wyborach parlamentarnych 2017 r.

Raport BIS stwierdza, że ​​National Home Guard ma 90 oddziałów w całym kraju i jest obecnie w posiadaniu znacznych ilości broni, z których niektóre zostały przemycone do Republiki Czeskiej z Libii. Wiele największych organizacji w miastach, w Pradze, Ostrawie i innych miejscach, organizuje regularne szkolenia z broni w tajnych lokalizacjach. W niektórych mniejszych miastach w całym kraju, gdzie policja jest ograniczona, Narodowa Gwardia Domowa obecnie prowadzi regularne patrole zbrojne, w które są adresowani imigranci - szczególnie ci z przeważnie krajów muzułmańskich. Ponadto, zgodnie z raportem BIS, grupa ostatnio zaczęła rekrutować się z szeregów policji i czeskich sił zbrojnych.

Mlada Fronta Dnes pojawiło się w raporcie opublikowanym przez BBC, że dwie skrajnie prawicowe bojówki na Słowacji rozpoczęły szkolenie w paramilitarnej bazie, która zawiera transportery opancerzone i czołgi. Baza należy do The Night Wolves , gangu motocyklistów, znanego ze stanowiska antyimigracyjnego i antyeuropejskiego. Niedawno jednak The Night Wolves szkoliły się w paramilitarnej taktyce w koordynacji z dwiema innymi grupami, słowackimi oponentami i NV Europa, powiedział BBC. Położony w miejscowości Dolna Krupa, 45 mil na północ od słowackiej stolicy Bratysławy, baza zawiera kilka czołgów i innych pojazdów opancerzonych. The Night Wolves twierdzą, że w obiekcie znajduje się muzeum II wojny światowej, które wyjaśnia obecność pojazdów wojskowych. BBC pinformowało, że grupa jest podejrzewana o wykorzystywanie bazy do trenowania prorosyjskich ukraińskich separatystów i innych wschodnioeuropejskich grup paramilitarnych. Raport BIS stwierdza, że ​​skrajnie prawicowe grupy paramilitarne w Czechach i na Słowacji - które do 1993 r. Były regionami zjednoczonej Czechosłowacji - utrzymują regularny kontakt ze sobą.

wtorek, 11 września 2018

Iran rozpoczął walkę z ISIS

Władze Iranu rozpoczęły szeroką akcję szpiegowską skierowaną przeciwko zwolennikom ISIS. W tym celu została stworzona aplikacja szpiegująca, która śledziła każdy ruch i wszystkie rozmowy jakie prowadziły osoby, które pobrały ją na swój telefon. Zachęcające treści i "darmowe" tapety na telefon przyciągnęły sporą liczbę osób. 


Iran jest głównym przeciwnikiem radykalnego sunnickiego ugrupowania muzułmańskiego.  Nic więc dziwnego, że Państwo Islamskie, znane również jako Islamskie Państwo Iraku i Syrii (ISIS), w dużej mierze polega na zwolennikach arabskojęzycznych regionów Lewantu. Jednak według szacunków sunnici stanowią około 10 procent populacji Iranu, a ISIS znalazła żyzny grunt wśród irańskiej mniejszości sunnickiej liczącej 8 milionów. W rezultacie rząd w Teheranie jest wysoce nieufny wobec irańskich sunnitów, z których wielu to etniczni Kurdowie, Baluchowie, Azerowie lub Turkomanie,

Według izraelskiej firmy Check Point Software Technologies zajmującej się bezpieczeństwem w Internecie, jednym ze sposobów, w jaki Teheran szpiegował zwolenników perswazji ISIS, są fałszywe aplikacje na smartfony. W artykule opublikowanym w zeszłym tygodniu, firma stwierdziła, że ​​odkryła sponsorowaną przez państwo operację inwigilacji, która miała nazwę "Domestic Kitten". Artykuł w sprawie Check Point mówi, że operacja trwała dłużej niż dwa lata, będąc niewykryta "ze względu na pomysłowe oszustwo atakujących na ich cele". Nadzór nad docelowymi telefonami przeprowadzono za pomocą aplikacji, która zawierała tapety w stylu pro-ISIS, które użytkownicy mogli pobierać na swoich urządzeniach. Kolejnym programem powiązanym z tym samym dostawcą była fałszywa wersja aplikacji na telefony komórkowe Firat News Agency. Agencja informacyjna Firat to legalna irańska serwis informacyjny zawierający wiadomości na temat irańskiej mniejszości kurdyjskiej. Jednak obie aplikacje były złośliwym oprogramowaniem, które dało stronie zdalnej pełny dostęp do wszystkich wiadomości tekstowych wysyłanych lub odbieranych na zaatakowanych telefonach. Dali także stronom zdalnym dostęp do zapisów połączeń telefonicznych, aktywności przeglądarki internetowej i zakładek oraz wszystkich plików przechowywanych na zaatakowanych telefonach. Dodatkowo fałszywe aplikacje zdradzały geo-lokalizację zhakowanych urządzeń i wykorzystywały wbudowane kamery i mikrofony jako urządzenia nadzoru.

Check Point poinformował, że większość skompromitowanych telefonów należała do perskojęzycznych członków irańskich mniejszości kurdyjskich i turkmeńskich. Firma podkreśliła, że ​​nie była w stanie potwierdzić tożsamości strony sponsorującej z absolutną dokładnością. Jednak charakter fałszywych wniosków, infrastruktura operacji inwigilacji, a także tożsamości docelowych, stwarzały poważne prawdopodobieństwo, że "aplikacja" była sponsorowana przez rząd Iranu. W lipcu ubiegłego roku amerykańska firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem Symantec stwierdziła, że ​​odkryła nową grupę cyberprzestępczą o nazwie "Leafminer", która rzekomo była sponsorowana przez irańskie państwo. Grupa podobno rozpoczął ataki na ponad 800 agencji i organizacji w takich krajach jak Izrael, Egipt, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Afganistan i Azerbejdżan.

czwartek, 6 września 2018

Zaginął pracownik najbardziej kontrowersyjnego portalu na świecie



Policja w Norwegii i Holandii wszczęła formalne dochodzenie w sprawie miejsca pobytu holenderskiego eksperta ds. Cyberbezpieczeństwa i starszego współpracownika WikiLeaks, który zniknął bez śladu 20 sierpnia.

Arjen Kamphuis, 47-letni specjalista ds. Prywatności online, jest znany z książki Informacje Bezpieczeństwo dla dziennikarzy , które oferuje porady dotyczące reporterów śledczych pracujących nad kwestiami bezpieczeństwa narodowego i wywiadu. Dodatkowo Kamphuis, który ma holenderskie obywatelstwo, jest bliskim współpracownikiem Juliana Assange, założyciela międzynarodowej strony internetowej demaskatora WikiLeaks.

Według doniesień , Kamphuis był ostatnio widziany w Bodo, mieście zamieszkałym przez 50 000 osób w arktycznym regionie Norwegii. Świadkowie mówią, że 20 sierpnia Kamphuis wyprowadził się z hotelu w centrum Bodo i udał się pieszo do głównego dworca kolejowego w mieście, gdzie planował wsiąść do pociągu do Trondheim, trzeciego co do wielkości miasta Norwegii. Stamtąd miał wylecieć do stolicy Holandii w Amsterdamie 22 sierpnia. Nie wiadomo jednak, czy Kamphuis wsiadł do 10-godzinnej, 500-milowej jazdy pociągiem do Trondheim. Z pewnością nie wsiadł do samolotu do Amsterdamu i nie otrzymał żadnych wiadomości od czasu, gdy opuścił swój hotel w Bodo 20 sierpnia. Francuska agencja informacyjna Agence France Presse cytowała Rzecznik norweskiej policji Tommy Bech, który powiedział, że norweskie władze nie są świadome obecnego miejsca pobytu Kamphuisa. Nie chciał spekulować, co mogło się stać z Kamphuis po opuszczeniu hotelu w Bodo, ale powiedział, że norweska policja wszczęła formalne dochodzenie w sprawie jego zniknięcia, we współpracy z policją w Holandii.

Zniknięcie holenderskiego eksperta cyberbezpieczeństwa pojawia się, gdy los jego bliskiego współpracownika i założyciela WikiLeaks Juliana Assange'a wydaje się coraz bardziej niepewny. Urodzony w Australii Assange przez sześć lat mieszkał w ambasadzie Ekwadoru w Londynie. W tym czasie rząd Ekwadoru zaoferował Assange ochronę przed oskarżeniami o gwałt i napaść na tle seksualnym, które zostały wniesione przeciwko niemu w Szwecji, które założyciel WikiLeaks odrzuca jako polityczny spisek przeciwko niemu. Jednak latem ubiegłego roku nowy prezydent Ekwadoru, Lenin Moreno, powiedział, że Assange będzie musiał wkrótce opuścić swoją ambasadę. Assange jest również poszukiwany w Stanach Zjednoczonych - w związku z oskarżeniami publikacji tajnych dokumentów rządowych za pośrednictwem platformy WikiLeaks.

wtorek, 4 września 2018

Nowoczesna broń - ucieczka dyplomatów z Kuby

Waszyngton odwołał prawie wszystkich pracowników ambasady w Hawanie i wydał ostrzeżenie dla podróżujących do Kuby. Działania te zostały podjęte w odpowiedzi na zarzuty Departamentu Stanu USA, zgodnie z którym 21 osób personelu dyplomatycznego i pomocniczego cierpiało na niejasną i niewyjaśnioną utratę słuchu. 


Wszystkie osoby zostały przetransportowane do kraju, lekarze po szeregu badań stwierdzili, że każdy z poszkodowanych doznał urazów mózgu. Po tych wydarzeniach ambasada kanadyjska ewakuowała również wszystkich członków rodziny personelu stacjonującego w Hawanie, z powodu podobnych problemów zdrowotnych. 
Zaawansowana broń, która emituje promieniowanie mikrofalowe była najprawdopodobniej odpowiedzialna za dolegliwości jakich doznali dyplomaci na Kubie i w Chinach. według naukowca prowadzącego dochodzenie w tej sprawie.

Niecały rok później, w czerwcu 2018 r., USA rzekomo ewakuowały co najmniej dwóch dyplomatów ze swojego konsulatu w chińskim mieście Guangzhou, po tym, jak doświadczyli "niezwykłego ostrego zjawiska słuchowego lub sensorycznego" oraz "niezwykłych dźwięków lub przenikliwych odgłosów". Ewakuacje miały miejsce dwa tygodnie po tym, jak Departament Stanu USA ujawnił, że konsulat w Guangzhou został przywieziony do domu na badania medyczne, w odpowiedzi na doświadczanie "subtelnych i niejasnych, ale nienormalnych odczuć dźwięku i ciśnienia". Ewakuacje z Chin doprowadziły do ​​porównań do bardzo podobnych zjawisk, które zostały zgłoszone przez amerykański personel dyplomatyczny na Kubie w poprzednim roku. W 2017 r. Podano doniesienia mediów, że Waszyngton doszedł do wniosku, że amerykańscy dyplomaci byli narażeni na "zaawansowane urządzenie, które zostało rozmieszczone w ich rezydencjach lub poza nimi". Ale rząd kubański zaprzeczył, że miało to coś wspólnego z symptomami amerykańskich dyplomatów, a niektórzy uważają, że domniemane "ukryte urządzenie dźwiękowe" mogło zostać wykorzystane przez służbę wywiadowczą w państwie trzecim - prawdopodobnie w Rosji.
Douglas H. Smith, szef zespołu naukowców, któremu rząd USA zlecił zbadanie tej sprawy, twierdzi, że promieniowanie mikrofalowe prawie na pewno było odpowiedzialne za dolegliwości dyplomatów. Dr Smith, który jest także głównym autorem pisemnego raportu zdochodzenia opublikowanego w czasopiśmie American Medical Association , rozmawiał z The New York Times . Powiedział, że mikrofale uważano teraz za "głównego podejrzanego", a jego zespół naukowców był "coraz bardziej pewny", że dyplomaci doznali urazów mózgu spowodowanych promieniowaniem mikrofalowym. Departament Stanu powiedział, że jego własne dochodzenie nie ustalało jeszcze ostatecznie przyczyny tych dolegliwości,  FBI natomiast odmówiło omówienia sprawy.

piątek, 31 sierpnia 2018

Czy coś potężnego uderzyło w Uran?

Według nowego artykułu opublikowanego w Astrophysical Journal , masywny obiekt rozbił się miliardy lat temu na Uranie i spowodował wiele szczególnych cech, które olbrzymia planeta ma do dzisiaj.

Wyjątkowy wśród planet naszego układu słonecznego Uran obraca się pod kątem 98 stopni względem swojej płaszczyzny orbitalnej. Jego oś obrotu jest prawie prostopadła do osi wszystkich innych planet. Główny autor artykułu, Jacob Kegerreis, badacz z Uniwersytetu w Durham, uważa, że ​​jest to spowodowane "kataklizmem" zderzeniem sprzed czterech miliardów lat, które trwale zmieniło ewolucję planety.
Jego zespół przeprowadził symulacje, aby zobaczyć, jaki rodzaj kolizji mógłby wyjaśnić wszystkie ciekawe zjawiska związane z Uranem. Poza dziwnym obrotem, lodowy gigant nie wydaje więcej ciepła niż ze Słońca i ma zniekształcone pole magnetyczne.
Badacze uważają, że Uran został trafiony przez obiekt posiadający nawet trzykrotnie większą masę Ziemi. [1] Takie uderzenie, mogło spowodować nietypowy ruch planety. Uderzenie wyrzuciłoby wystarczająco dużo śmieci w kosmos, by uformować pierścienie i księżyce planety i pozostawić w Uranie wystarczającą ilość materiału, aby uwięzić część ciepła wewnątrz.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Tajne miasta, bazy wojskowe bunkry - miejsca o których nie wiesz cz3

Testy, badania przeprowadza się najlepiej daleko od opinii publicznej. Historia nowożytna jest pełna tajemnic, a niektóre z nich ujawniane są dopiero teraz. Zakazane do publiki miasta, tajne bazy, kto je budował i w jakim celu?




 Oak Ridge

Począwszy od 1942 r. Rząd Stanów Zjednoczonych rozpoczął cichą akwizycję ponad 60 000 akrów we Wschodnim Tennessee w ramach projektu Manhattan - tajnego programu II wojny światowej, w ramach którego opracowano bombę atomową. Rząd potrzebował ziemi do budowy ogromnych obiektów, aby udoskonalić i rozwinąć materiały jądrowe dla tych nowych broni, nie zwracając uwagi wrogich szpiegów. W rezultacie powstało tajne miasto Oak Ridge, w którym mieszkały dziesiątki tysięcy robotników i ich rodziny. Całe miasto i obiekt były ogrodzone, a na wszystkich wejściach znajdowali się uzbrojeni strażnicy. Pracownicy byli zaprzysiężeni do zachowania tajemnicy i tylko poinformowani o konkretnych zadaniach, które musieli wykonać. Większość nie zdawała sobie sprawy z dokładnego charakteru ich ostatecznego produktu, dopóki bomby atomowe nie zostały zrzucone na Japonię w 1945 roku.

 Miasto 40

Głęboko w rozległych lasach rosyjskich gór Ural leży zakazane miasto Ozersk. Za strzeżonymi bramami i ogrodzeniem z drutu kolczastego stoi piękna zagadka. Miasteczko kodowe 40, Ozersk było miejscem narodzin radzieckiego programu broni jądrowej po drugiej wojnie światowej. Przez dziesięciolecia to 100-tysięczne miasto nie pojawiło się na żadnej mapie, a tożsamość jego mieszkańców została wymazana ze sowieckiego spisu. W 1946 r. Sowieci rozpoczęli budowę Miasta 40 w całkowitej tajemnicy wokół ogromnej elektrowni atomowej Mayak na brzegu jeziora Irtysz. Mieściłaby robotników i naukowców transportowanych z całego kraju w celu prowadzenia programu broni jądrowej Związku Radzieckiego i budowy bomby atomowej. 
Przez pierwsze osiem lat mieszkańcom nie wolno było opuszczać miasta, pisać listów ani kontaktować się ze światem zewnętrznym - w tym z członkami własnej rodziny. Ci, którzy zostali tutaj przeniesieni, zostali uznani za zaginionych przez swoich krewnych, tak jakby zniknęli w zapomnieniu. Podczas gdy większość obywateli Rosji żyła w ubóstwie mieszkańcy tajnego miasta pławili się luksusach, które ówcześnie były tylko dla nich dostępne. Zaproponowano im prywatne apartamenty, mnóstwo jedzenia - w tym egzotyczne specjały, takie jak banany, mleko skondensowane i kawior - dobre szkoły i służba zdrowia, mnóstwo rozrywki i imprez kulturalnych, wszystko w pięknym regionie otoczonym lasami nad urokliwym jeziorem. 
Od samego początku większość mieszkańców pracowała lub mieszkała w pobliżu kompleksu nuklearnego Mayak w skrajnie niebezpiecznych warunkach. Od końca lat 40. ludzie zaczęli chorować i umierać: ofiary długotrwałego narażenia na promieniowanie. Podczas gdy dokładne dane nie są dostępne dzięki wyjątkowej tajemnicy władz i częstym odmowom, nagrobki wielu młodych mieszkańców na cmentarzu Ozerska świadczą o tajemnicy, którą Sowieci próbowali pogrzebać wraz z ofiarami fabryki Mayak. Mieszkańcy miasta 40 byli ofiarami wielu incydentów nuklearnych , w tym katastrofy Kyshtym z 1957 roku - najgorszego wypadku nuklearnego na świecie przed Czarnobylem - które władze radzieckie utrzymywały w tajemnicy przed światem zewnętrznym.
Zarząd zakładu w Mayak nadzorował także składowanie odpadów do pobliskich jezior i rzek , które wpływają do rzeki Ob i dalej na Ocean Arktyczny. Przez ponad cztery dziesięciolecia Mayak wyrzucił do środowiska 200 milionów odpadów radioaktywnych, równych czterem " katastrofom jakie miały miejsce w Czarnobylu", choć władze oficjalnie zaprzeczają temu.



środa, 29 sierpnia 2018

Tajne miasta, bazy wojskowe bunkry - miejsca o których nie wiesz cz2


Testy, badania przeprowadza się najlepiej daleko od opinii publicznej. Historia nowożytna jest pełna tajemnic, a niektóre z nich ujawniane są dopiero teraz. Zakazane do publiki miasta, tajne bazy, kto je budował i w jakim celu?


404 Zakazane miasto w Chinach

Na początku lat 90. prawie 100 000 ludzi mieszkało w mieście, którego nie można znaleźć na żadnej mapie. Miasto nazwane jest 404,  znajduje się na piaszczystych równinach prowincji Gansu na północnym zachodzie Chin, około 100 kilometrów na zachód od miasta Jiayuguan. Jej nazwa pochodzi od 404 Co. Ltd., spółki należącej do China National Nuclear Corporation. Kiedy miasto zostało zbudowane w 1958 r., Służyło tylko jednemu celowi: zorganizowaniu bomby atomowej.

Najlepsi w kraju naukowcy jądrowi i eksperci zostali przeniesieni do 404 - pierwszej w Chinach jądrowej bazy wojskowej - wraz z mechanikami, lekarzami i innymi pracownikami pomocniczymi. Sześć lat później, w 1964 r., Chiny odnotowały pierwszą udaną detonację bomby atomowej na pustyni Gobi w sąsiednim regionie autonomicznym Xinjiang Ujghur.

Miasto ma powierzchnię 4 kilometrów kwadratowych, z własnym samorządem miejskim, policją, stacją telewizyjną - nawet własnym sądem i więzieniem. W rzeczywistości 404 jest większy niż się wydaje, z kompletnym systemem obrony podziemnej w przypadku wojny nuklearnej. W 2006 roku większość mieszkańców miasta została przeniesiona do niedalekiego Jiayuguan.  
Niektóre raporty mówią, że  w mieście mieszkało prawie milion osób. Inne mówią, że było bliższe 100 000. Jednak przy populacji Chin przekraczającej obecnie 600 milionów, wyższe oszacowanie może być prawdziwe. Jest jednak mało prawdopodobne, aby Chiny kiedykolwiek ujawniły faktyczną liczbę osób, które tam mieszkały.


 Burlington Bunker

Pod spokojnym miastem Corsham w Wielkiej Brytanii leży kolejne tajne miasto. Tym razem ma on na celu przetrwanie nuklearnej apokalipsy, a nie jej spowodowanie. W przypadku wojny nuklearnej 4000 wysokich rangą członków rządu będzie w stanie przetrwać i czekać na nuklearną zimę wewnątrz ogromnego kompleksu o powierzchni 35 akrów w Burlington Bunker.

To podziemne miasto jest wyposażone we wszystko, od stacji radiowej do szpitala, po podziemne jezioro, zapewniając bunkierowi wystarczającą ilość wody W bunkrze znajdywała się linia kolejowa, aby umożliwić szybki i łatwy dostęp w przypadku "czterominutowego ostrzeżenia" (jak było to znane w Wielkiej Brytanii), co jest długością Rosyjskie ICBM, aby dotrzeć do Wielkiej Brytanii. [9]

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf