Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzecia Rzesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzecia Rzesza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 września 2015

Istnienie podziemnego miasta na Dolnym Śląsku potwierdzone!

Skrywana od wielu dekad tajemnica powoli wychodzi na światło dzienne. Dzięki sprawie "Złotego pociągu" media zainteresowały się skrywanymi w Górach Sowich tajemniczych kompleksach. 




W trakcie II Wojny Światowej w Górach Sowich III Rzesza przy pomocy organizacji Todt prowadziła szeroko zakrojone prace górnicze przy których zginęły dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy jeńców ze wszystkich podbitych przez Niemcy krajów. Zmuszeni do niewolniczej pracy, umierając z przemęczenia i z chorób nieustannie drążyli oni tunele powoli budując tam podziemne miasto. O jego istnieniu mówiono od lat, temat kompleksu Riese pozostawał jednak w większym lub mniejszym stopniu przedmiotem dociekań fascynatów i tropicieli spisków, którzy jednak nie mogli jednoznacznie określić gdzie znajduje się wejście do podziemnego kompleksu. 


Według relacji lokalnych mediów w okolicach gór Moszna i Włodarz trwają badania przy użyciu georadaru, który ma ustalić wielkość tajemniczego Riese. Do tej pory udało się między innymi ustalić, że podziemne tunele mogą się rozciągać na powierzchni nawet 200 hektarów, co więcej udało się zlokalizować także wlot tunelu kolejowego, który jednak zdaniem geologów został wysadzony przez wycofujących się Niemców. 

Po zakończeniu badań przeprowadzone zostaną wiercenia, wytypowano już cztery miejsca: dwa tunele prowadzące od byłego dworca do Włodarza, jedno w bloku A stanowiącym nieodkrytą część kompleksu Riese - najprawdopodobniej jest to również największa część całego obiektu. Jak twierdzi Krzysztof Szpakowski ze stowarzyszenia Riese jest szansa na znalezienie podziemnych linii kolejowych oraz ogromnej hali, najpierw jednak trzeba przebić się przez 20 metrów skały i pokonać tunele, które mogą być zaminowane lub zalane. 

Tajemnicze Riese już wkrótce może zostać ponownie odkryte. Co Waszym zdaniem może znajdować się w podziemnych tunelach?




środa, 26 listopada 2014

5 lat po napisaniu powieści "Kod Władzy"

Szanowni Czytelnicy,

Od wydania „Kod władzy” minęło kilka lat. Zakończyłem jej bezpłatną publikację na swoim blogu. Mam nadzieję, że więcej osób ją przeczytało, a wielu z Was pozostawiła w sytuacji gdy zadajecie sobie pytanie: czy to widzimy na co dzień jest takie jak nam się poprzednio wydawało? „Kod” odniósł sukces, dostąpił nawet miana bestsellera, doczekał się emisji w oddziałach Polskiego Radia, uznania internautów w ich głosowaniach w konkursie „Blog roku” zajmując pierwsze miejsce jako najlepszy blog polityczny. Artykuły Orwellsky’ego przeczytało prawie 40 milionów czytelników na całym świecie, ponad 3 miliony zagościły na blogach, a sam autor, doczekał się określenia „polskiego Dana Browna”. Miło, bo kto przed publikacją książki słyszał o jakimś tam Orwellskym? Ale co innego jest chyba najważniejsze.

Potwierdziło się to, że w maleńkiej miejscowości na Mazurach, w Starych Kiejkutach było więzienie CIA, którego władza się tak gorączkowo wypierała, nie tylko nasza, ale i amerykańska. O ile to, że była, mógł jeszcze ktoś zakładać, to faktu wyniesienia z Watykanu tajemnych akt, przez pewnego istotnego urzędnika, nikt poza „Kodem” nie zapowiadał, a tak się przecież stało. Od czasu premiery książki świat „postąpił do przodu”. W tym czasie próbowano zawłaszczyć internet, wtłoczyć na rynek obwarowane zawłaszczającymi licencjami GMO, „udusić” WikiLeaks za kompromitujące władzę przecieki. Podsłuchiwano polityków z „górnej półki” a baz wojskowych na wschodzie strzeże się w „imię demokracji”.

Tej samej demokracji, dla której rewolucje na północy Afryki podszyte są nowymi kontraktami na eksploatację naturalnych bogactw.

„Obyś żył w ciekawych czasach” te stare chińskie powiedzenie, a właściwie dość poważne przekleństwo pasuje jak ulał do tego, że nasz świat stał się bardziej orwellowskiniż był zaledwie kilka lat temu. I dla tego chyba warto było napisać te książkę? Być może nie doskonałą, ale jak napisał jej recenzent: „Pasjonująca książka Kod Władzy jest kluczem do zrozumienia świata, w którym jasne fakty i ich właściwe nazwanie uważa się za spiskowa teorię dziejów lub polityczna niepoprawność. Te są jedynie wypracowanym sposobem ośmieszania zdrowego rozsądku, niczym więcej”. Czy tak jest w rzeczywistości? Osądźcie sami.

„Tajemnica czternastej bramy” jest inną książką niż „Kod”. Z bardziej dynamiczna akcją, z wątkami „nie z tej ziemi”, gdzie fikcja, jak piszą moi czytelnicy, miesza się z prawdą. Jest powieścią odnosząca się bardziej do współczesności niż do historycznych kontekstów. Akcja przenosi bohaterów na tajemniczy, fascynujący zamek w południowej Austrii. Nigdy nie zdobyty, do którego droga prowadzi przez czternaście bram. A w czternastej bramie ukryte jest.. no właśnie… by się dowiedzieć może warto przeczytać książkę, której fragmenty będę publikował w kolejnych odsłonach na stronie blogu. Najtrudniej być sędzią we własnej sprawię a skoro tak to posłużę się jedną z recenzji, zmieszczonej na stronie znanego portalu Merlin.pl:

tośka

Wciągająca, pełna tajemnic, fascynująca (2012-11-27)

Ocena 5 na 5

Do drugiej części bestsellerowego "Kod Władzy" podchodziłam ostrożnie, obawiając się wyczerpania formuły, sztampy, braku pomysłów. Okazało się, że moje obawy były bezzasadne. "Tajemnica 14 bramy" to książka przemyślana, wciągająca, luźno nawiązująca do pierwszej części. Orwellsky zaskakuje kolejny raz - odkrywa przed czytelnikami tajemnice i układy, których istnienie można co prawda podważać, natomiast nie można ich definitywnie wykluczyć. Opierając się o domniemania, relacje, hipotezy konstruuje niezwykle ciekawą opowieść, w której nie istnieje słowo "niemożliwe". Lektura jest niezwykle pobudzająca intelektualnie, skłania do stawiania pytań i delektowania się brakiem odpowiedzi. Zdecydowanie polecam i czekam na kontynuację!


Miejmy nadzieję, że tak faktycznie jest jak pisze anonimowa recenzentka.


Dochodzę do wniosku, że przychodzi czas na trzecią część. Kiedy będzie? Pewnie na święta. Które? Pewnie te wielkanocne. O czym ? No właśnie… Będzie o teoriach brytyjskich służb specjalnych, które twierdzą, że ich agenci mogą zamknąć się w torbie turystycznej od środka i skonać. Będzie o globalnej sieci wywiadu elektronicznego, o Breiviku i jego zagadkowych powiązaniach. Będzie też pewnie o tym jak to się stało, że Prezesem Banku Centralnego Bośni i Hercegowiny nie może być obywatel tego kraju, a może i o tym jak wykończono „tygrysy azjatyckiej gospodarki”. Może kolejna książka odkryje tajemnicę rezygnacji Papieża Ratzingera? W końcu w gabinecie papieża wszystko się w tej historii zaczęło. Co w tym wszystkim jest pewnego? Z pewnością to, że książka jak dwie poprzednie, będzie związana z zamkiem Korzkiew. Miejscem, w którym czasem znajdziecie Orwellsky’ego, piszącego w jednej z jego urokliwych komnat.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 46 Zamek Książ, Polska

Siedzieli, odpoczywając pod parasolem. Obok nich przechodzili zarówno prawdziwi pasjonaci historii, jak również ci, których trochę na siłę wsadzono w wycieczkowy autobus. Większość z nich skupiała się raczej na kioskach z pamiątkami niż na imponującej architekturze. Serki, baloniki, drewniane zabawki, a czasem plastikowe pistolety. Odpustowi czarodzieje kształtowali gusta najmłodszych pokoleń. Monik rozglądała się uważnie dookoła. Spoglądała na przechodzących ludzi, szukając wzrokiem zaginionego małżeństwa Amerykanów.

– Wiesz, nigdzie ich nie widzę. Miałam nadzieję, że tu ich
spotkamy.
– Dzień się jeszcze nie skończył – pocieszył ją.
 
Sam jednak nie bardzo w to wierzył. Doświadczenia ostatnich kilku dni przekonywały go raczej do wiary w spiskową teorię dziejów. Do stolika podeszła młoda, ładna dziewczyna. Za nią ubrany w strój zamkowego przewodnika, z odznaką na piersi, kroczył niewysoki, siwiutki staruszek. Szczupły, trochę zgarbiony, o poczciwym wyrazie twarzy.

Dziewczyna uśmiechnęła się do Marca.

– To jest pan Jan. Nasz najlepszy, a także najmilszy przewodnik. Równie dobrze opowiada o zamku, jak i przywołuje dowcipy. A co zapewne ważne dla państwa, pan Jan znakomicie zna język niemiecki. Monik i Marc wstali z miejsca. Przywitali się z mężczyzną. Marc podziękował dziewczynie raz jeszcze. Zmobilizowani przez staruszka, natychmiast ruszyli na zamek. Przechodzili z komnaty do komnaty. Zamek był zbudowany z rozmachem, ale widać było, że historia go nie oszczędzała. Wiele pustych pomieszczeń swoją atrakcyjność zawdzięczało bardziej inwencji i umiejętnościom pracowników niż pozostałościom po świetnych czasach.

– A teraz obiecana atrakcja – zwrócił się do nich przewodnik. – Wejdziemy tam, gdzie nikt nie chodzi. Na wieżę. Tylko mnie nie zdradźcie. – Uśmiechnął się, mrugając okiem.
– Wspaniale – powiedziała Monik.
Weszli na górne piętra pałacu. Wyglądały, jakby były w remoncie. Wspięli się na samą górę. Krętymi schodami dotarli na wieżę. Rozpościerał się z niej piękny widok na zieloną, pagórkowatą okolicę.
– Panie Janie, chciałem się zrewanżować za to, że pozwolił nam pan tu wejść. – Marc włożył w rękę staruszka zwitek banknotów.
Ten spojrzał na ich nominały i uśmiechnął się pod nosem.
– Miałbym prośbę – kontynuował Marc, chwytając przyjacielsko przewodnika za rękę. – Czy mógłby nam pan opowiedzieć o czasach wojny? O tym, co robili tu Niemcy przed wojną i później. Słyszeliśmy, że to ciekawa historia. Staruszek podrapał się po głowie.
– A... to was interesuje... – Pokiwał głową. – No, oryginalni to nie jesteście. Tu co drugi pyta o tych hitlerowców.
– Skoro tak, to i my chętnie wysłuchamy wszystkiego, co zechce nam pan opowiedzieć – powiedziała Monik. Staruszek wyjął z kieszeni wymiętą paczkę papierosów. Z drugiej kieszeni wysupłał szklaną fifkę. Oderwał filtr, włożył papieros w rurkę. Marc wyjął zapalniczkę, którą zawsze nosił przy sobie. Podpalił mu papierosa. Przewodnik oparł się o mur służący za balustradę.
– Najciekawszy okres zaczął się w roku 1943. Po wysiedleniu dotychczasowych mieszkańców Organizacja Todt pod nadzorem Głównego Urzędu Administracyjno-Gospodarczego SS przystąpiła do prac budowlanych. Polegały one głównie na przystosowaniu wnętrza zamku do potrzeb wojska. W tym samym czasie więźniowie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, którego filię założono na terenie pałacu, drążyli tunele pod zamkiem. Prace te miały związek z budową podziemnego kompleksu o nazwie Riese. Mówiło się również o zmianie przeznaczenia zamku. Albert Speer i Nicholaus von Below wspominali, że Książ miał stać się kolejną kwaterą Hitlera. Pod koniec wojny wszelkie prace przerwano, a więźniów pracujących przy budowie zlikwidowano. Nie ma jednak jakichkolwiek informacji o tym, co stało się z kilkoma tysiącami ludzi drążących tunele.
– Nie można się było niczego dowiedzieć? – zapytała Monik.
– Świadkowie wspominają, że budowana w tym miejscu kwatera dla przywódcy III Rzeszy miała zapewniać nie tylko schronienie przed nalotami, ale i przed nową, tajemniczą, niezwykle niszczycielską bronią. Podobno na dziedzińcu planowano montaż windy dla samochodów oraz doprowadzenie linii kolejowej bezpośrednio do zamku. Rzekomo miała ona prowadzić w głąb góry. Interesujące jest, że po wojnie nie spenetrowano podziemi, nie zbadano także miejsc, o których wspominali świadkowie, a szyb na dziedzińcu zasypano. Tak na dobrą sprawę do końca nie jest pewne, czy Książ miał się stać kolejną kwaterą Hitlera czy może obiekt miał mieć zupełnie inne przeznaczenie. Ale wiele przemawia za tym, że miała to być kwatera wodza. Jeżeli to prawda, to byłaby najpiękniejsza ze wszystkich.
– Trudno się z panem nie zgodzić. To przepiękny, imponujący swoją wielkością obiekt. Robi wrażenie – wtrącił Marc.
– O samych podziemiach wiadomo tylko tyle, że przed wejściem głównym powstał szyb o głębokości pięćdziesięciu metrów i szerokości sześciu metrów. System korytarzy miał mieć łączną długość około dziewięciuset pięćdziesięciu metrów, a prowadzić doń miały cztery wejścia.
– A w którym miejscu można było tam wejść? Tylko z zamku? – zapytał Marc.
– Mówi się, że wejście do tajemniczych podziemi położone jest pod górą Wilk. Znajdują się tam pozostałości z okresu budowy, to znaczy szyb wentylacyjny oraz rondo zamykające drogę dojazdową do dwóch obiektów, być może wejść do ciągów komunikacyjnych.
– To niewiarygodne – zdumiała się Monik. – Czy te korytarze były bardzo rozległe?
– Od lat słyszy się o istnieniu podziemnego tunelu kolejowego, który miałby być częścią trasy Wałbrzych – Wrocław. Niektórzy twierdzą, że w kwietniu 1945 roku ze Świebodzic odjechał tajemniczy pociąg, w skład którego wchodziły wagony z nieznaną zawartością i udał się w kierunku Wałbrzycha. Nigdy nie dotarł do miejsca przeznaczenia. Prawdopodobnie wjechał do podziemnego tunelu biegnącego do zamku.
– A co się stało z tym tunelem? – zapytał Marc.
– Jeżeli faktycznie istniał taki tunel, to zasypać mogli go tylko Rosjanie. Kwaterowali oni na zamku do 1950 roku, wywożąc i niszcząc to, co zostało po poprzednikach. Pozostaje jeszcze jedna kwestia – po co Sowieci mieliby zasypywać tunel? Co skłoniło ich do tego, aby go zamknąć? Być może odpowiedź na to pytanie jest prozaiczna – niektóre relacje o tajemniczym pociągu mówiły, że transport zawierał amunicję z gazami bojowymi. Czy taka zawartość transportu mogła skłonić zdobywców do zamaskowania tunelu, nie wiem, ale w tamtych czasach wszystko było możliwe. Zresztą, tunel i pociąg mogły w ogóle nie istnieć. Tak na dobrą sprawę relacji jest kilka. Niektórzy uważają, że w podziemiach znajduje się hala pełniąca rolę dworca, inni zaś, że istniały dwie linie kolejowe i dwa tunele...
– Dworca? To niezwykłe przedsięwzięcie – zdziwił się Marc.
– Dwie kobiety, które w 1947 miały po osiemnaście lat, opowiadały, że w lesie koło Świebodzic była linia kolejowa, którą zelektryfikowano już po pierwszej wojnie światowej. Trakcję zniszczyli Rosjanie tuż po wkroczeniu na te tereny. Obie kobiety zapamiętały, że w bezpośrednim sąsiedztwie torów znajdował się wjazd do tunelu.
– Panie Janie – zwrócił się do przewodnika Marc – czy, oczywiście za bardzo, ale to bardzo specjalną premią, mógłby pan nas wprowadzić do tych podziemnych budowli?
Przewodnik zatrzymał się. Spojrzał na Marca zaskoczony.
– Ja do podziemi? A cóż ja jestem? Jakiś kret – roześmiał się głośno – żebym się wpychał w tunele? Chcecie łazić po dziurach? Po co wam to? Tam nic, poza betonem, nie ma. Ja to wiem.
A co myślicie, że nie? Chodzę po tym miejscu już pół wieku.
Kupa turystów i nic więcej. I wariatów latających za skarbami.
Szkoda czasu... – Machnął ręką.
Marc zastanowił się chwilę. Potarł dłonią policzek.
– Chodzenie po jaskiniach to nasza pasja. Nie możemy ominąć takiej okazji. Każdy ma jakiegoś bzika, my mamy właśnie takiego.
Monik spoglądała na niego z szeroko otwartymi oczyma.
– Łazić po tych starych bunkrach? Wariaci... no nie wiem, czy to będzie możliwe. – Stary przewodnik marszczył czoło.
Kiwał głową.
– Panie Janie, bardzo prosimy – dołączyła Monik.
– Nie wiem, nie wiem... – zastanawiał się. – A duża ta premia? – zapytał chytrze.
Marc i Monik parsknęli śmiechem.
– No duża, duża – odpowiedział Marc.
– No, to może bym pomyślał...
Monik ujęła go przyjaźnie pod ramię. – Niech pan dobrze pomyśli, panie Janie.
– Posłuchajcie, ja to nie bardzo będę tam łaził. Za stary jestem. Ale mam zięcia, jest młodszy i on się trochę tymi historiami interesuje. Gdybyście tak jeszcze dla niego znaleźli trochę premii... –Zamilkł, spoglądając na Marca.
– Ależ znajdziemy – wyręczyła go Monik. – Jak możemy się z nim skontaktować?
Przewodnik zastanowił się. Wyjął z kieszeni wizytówkę. Podał ją kobiecie.
– Tu jest do niego telefon. Ale jego teraz nie ma. Będzie za tydzień. Jest u krewnych w Niemczech. W Bonn, wiecie gdzie?
– Wiemy – odpowiedzieli razem.
– Za tydzień, mówi pan – Marc zastanowił się – dopiero za tydzień... Dobrze panie Janie, zadzwonimy do niego za tydzień. Proszę mu o nas powiedzieć. Dobrze?
– Jasne – odpowiedział pewnie. Popatrzał na Marca błyszczącymi oczami – A co z tą premią?
Marc uśmiechnął się.
– Właśnie panie Janie. Co pan powie na piwko? Chyba dosyć już się nachodziliśmy, prawda? Zapraszam pana i omówimy tę premię. Zeszli na dolny dziedziniec. Urządzona tam była mała restauracja. Siedzieli jeszcze długo ze starym człowiekiem pamiętającym czasy, kiedy na zamku wisiały hitlerowskie flagi.

fot. skyscrapercity.com


poniedziałek, 30 lipca 2012

Rząd USA eksperymentował na własnych żołnierzach. Są dowody.

Amerykańskim weteranom udało się uzyskać dostęp do dokumentów świadczących o przeprowadzanych w okresie Zimnej Wojny eksperymentach medycznych.

Tajemnicze badania i eksperymenty przeprowadzane na amerykańskich żołnierzach i weteranach z Wietnamu? Z pewnością nie zaskoczyłoby nikogo gdyby o podobne działania oskarżono władze komunistów z Ho Chi Mihn. W tym jednak przypadku za wszystkim stał rząd USA.

fot. Obscenity/sxc.hu
Kilka dni temu grupa weteranów z Wietnamu wygrała proces z rządem amerykańskim zmuszając Departament do Spraw Weteranów do przekazania im dokumentów dotyczących prowadzonych nad żołnierzami badań. Eksperymenty były prowadzone w okresie Zimnej Wojny przez CIA korzystającej z pomocy pracujących dla agencji byłych nazistowskich uczonych. Szacuje się, że badania objęły 7 800 weteranów, na których przetestowano w sumie 400 rodzajów chemicznych substancji, w tym substancje psychodeliczne LSD i meskalinę, a także gaz musztardowy.

środa, 11 lipca 2012

Tajemnica z dna Bałtyku

fot. Ocean X
Na dnie Morza Bałtyckiego znajduje się tajemnicza struktura nieznanego pochodzenia. Na jej powierzchni można dostrzec elementy przypominające ścieżki, ściany a nawet schody.

Pod koniec czerwca zespół Ocean X zorganizował pierwszą ekspedycję, której celem było dokładniejsze zbadanie odkrytej rok wcześniej anomalii na dnie morza. Leżący na głębokości 80 metrów obiekt ma średnicę około 60 metrów i otoczony jest mniejszymi, przypominającymi kule skałami. Z relacji uczestników wyprawy wynika, że wraz ze zbliżaniem się do anomalii wysiadały wszystkie urządzenia elektroniczne, które bez żadnego powodu zaczynały działać z powrotem wkrótce po tym gdy tylko zaczęto się od niego oddalać.

piątek, 19 sierpnia 2011

Skąd pochodzą izraelscy zamachowcy?

Seria ataków jakie miały wczoraj miejsce w Izraelu a którego ofiarami byli przede wszystkim izraelscy żołnierze jednoznacznie zostały skomentowane jako ataki ze strony Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Chociaż działy się one w pobliżu granicy egipskiej do tej pory nie pojawiły się podejrzenia, że równie dobrze mogą być to Egipcjanie. Trochę to dziwne, bo w myśl zasady „lepszy stary wróg, niż nowy przyjaciel” w rzeczywistości nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakie ma plany i do jakich zachować zdolne są egipskie władze po wygnaniu Hosniego Mubaraka. 

Istnieje oczywiście możliwość, że nie byli to ani Palestyńczycy ani Egipcjanie, w takim razie kto? W liście do Mazziniego z 1871 roku Albert Pike napisał: 

„Wojna musi zostać przeprowadzona w taki sposób, że Islam (muzułmański świat arabski) i polityczny syjonizm (Państwo Izrael) nawzajem się zniszczą” 

Czyżby więc była to zewnętrzna prowokacja? Tego nie wiemy, bo oczywiście wszystkich zamachowców profilaktycznie zabito, a ich zwłoki zostaną zapewne, podobnie jak ciało Bin Ladena, wrzucone do morza.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Co wiemy o śmierci Hitlera?

Świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie długo po zakończeniu II Wojny Światowej.
 
W zasadzie od zakończenia II Wojny Światowej po świecie krążyły bardziej lub mniej potwierdzone informacje na temat domniemanej śmierci Hitlera, podważano oficjalną wersję wydarzeń. Przez wiele lat powszechnie uważano, że Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo. Przekonanie to opierało się na zeznaniach tych osób, które znajdowały się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Na odgłos strzału mieli oni wejść do gabinetu Hitlera.
 
Według zeznań kamerdynera Lingego, potwierdzonych przez Axmanna i Günschego, adiutanta wodza, Hitler i Ewa Braun siedzieli na sofie. Pistolet miał leżeć na podłodze u stóp mężczyzny. Z prawej skroni Hitlera miała wyciekać krew. Na stoliku obok można było dostrzec ampułki z trucizną. Ewa Braun, leżąca z podkulonymi nogami na kanapie, miała przegryźć jedną z nich… Podobno zapach cyjanku potasu w pomieszczeniu był wyjątkowo silny. Wydawało się oczywiste, że Hitler strzelił sobie w głowę, zaś Ewa, na której ciele nie było ran, połknęła truciznę. Ciała zawinięto w koce, wyniesiono z gabinetu i przekazano dwóm oficerom SS, którzy zabrali je w stronę zapasowego wyjścia z bunkra. Reszta miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, dlatego zadbano, aby w korytarzach nie było nikogo. Zwłoki złożono w leju po bombie, oblano benzyną i podpalono.

Skąd pewność, że tak było?

Pojawiły się pewne wątpliwości, co do prawdziwości zeznań świadków – 2 maja walki w Berlinie zostały zakończone. W radzieckiej niewoli znaleźli się Kempka, Linge, Axmann, a więc osoby, które były najbliżej Hitlera, gdy ten miał popełnić samobójstwo. Oczywiście Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważni ludzie znaleźli się w ich rękach. Przesłuchania z pewnością były bardzo dokładne.

Obecnie wiemy już na pewno, że Linge kłamał. Jeżeli Hitler strzeliłby sobie w głowę, to ślady krwi musiałyby znajdować się na ścianie. Tak jednak nie było, co doskonale widać na zdjęciach zrobionych przez Rosjan. W 1993 roku ujawniono protokół z sekcji zwłok Hitlera. Zawiera on stwierdzenie, że między zębami wodza znaleziono szkło i że ślady cyjanku potasu odkryto w jego organach wewnętrznych.

Druga sprawa: w Państwowym Archiwum w Moskwie znajduje się fragment czaszki Hitlera. W jej przedniej części widać otwór po kuli. Czaszka jest bardzo zniszczona i nie można w chwili obecnej stwierdzić, czy jest to otwór wylotowy czy wlotowy. Jeżeli prawdziwa jest ta druga możliwość, że jest to otwór wylotowy, to oznacza to, że lufa broni, z której oddano strzał, znajdowała się w ustach lub pod brodą zabitego. Jeżeli jednak jest to otwór wlotowy, to nie może budzić wątpliwości, że strzelał ktoś inny.

Jak więc mogło się to odbyć?


Przeanalizujmy inną wersję wydarzeń. Przyjmijmy, że Linge wszedł do gabinetu Hitlera i zobaczył, iż ten klęczy na podłodze i toczy pianę z ust. W dłoni trzyma pistolet. Cyjanek, który zażył przed momentem, nie zadziałał. Na prośbę wodza Linge wyjął z jego ręki pistolet i strzelił mu z góry w głowę. Następnie ułożył zwłoki na kanapie przy ścianie i wyszedł z pokoju…

Co przemawia za takim rozwojem wypadków?

Hitler brał bardzo dużo leków. Nie powinno to dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne napięcie, w jakim żył pod koniec wojny. Gdy cyjanek nie zadziałał, nie miał już dość siły, aby do siebie strzelić, i to Linge go dobił. Osoby badające zwłoki zwróciły uwagę na fakt, że odłamki szkła z fiolki z trucizną między zębami, wskazują, że ta została skruszona, a nie przegryziona. Oczywiście można przyjąć założenie, że Hitler mógł rozkruszyć ampułkę w palcach, a następnie wsypać truciznę do ust, należy jednak pamiętać, że cyjanek działa natychmiastowo i Hitler nie miałby czasu, aby sięgnąć po pistolet, włożyć lufę w usta lub przyłożyć ją do głowy i wypalić. Niewykluczone zatem, że Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany.

Jeśli chodzi o to, co stało się z Ewą Braun, to kiedy w połowie lat 90. opublikowano wyniki sekcji zwłok kobiety z ogrodu Kancelarii Rzeszy, oczywistym stało się, że nie była to Ewa Braun, lecz osoba, która zginęła na skutek trafienia odłamkami. Wydaje się, że już po jej śmierci przebrano ją w niebieską sukienkę Ewy. Przerobiono też uzębienie tej osoby – powszechnie wiadomo, że badanie uzębienia jest jednym z podstawowych działań podejmowanych podczas identyfikacji zwłok.

Czyżby chodziło o powstrzymanie pościgu za autentyczną Ewą Braun, która żywa opuściła bunkier? Rosjanie początkowo nie podawali do wiadomości, że odnaleźli zwłoki Hitlera i jego żony. 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził: Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera. Mógł odlecieć z Berlina w ostatnim momencie… Jeszcze 16 lipca Stalin powiedział prezydentowi Trumanowi, że uważa, iż Hitler cały i zdrowy przebywa w Hiszpanii lub Argentynie. Nie sprecyzował jednak, dlaczego tak sądzi.

Należy również wspomnieć, że we wrześniu 1945 roku Rosjanie wydali oświadczenie, w którym twierdzili, że nie odnaleziono śladów ciał Adolfa Hitlera i Ewy Braun.

Co się z nimi zatem stało?

30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. Ustalono również, że z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta… Niewykluczone, że jednym z mężczyzn był Adolf Hitler, a kobietą jego żona – Ewa Braun.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf