Estonia niewielki kraj, najmniejsze państwo członkowskie NATO stoi w obliczu zagrożenia inwazji ze strony Rosji. Brak naturalnych granic, i niewielkie zaplecze militarne nie uchroni tego kraju w przypadku wojny.
Estonia od 2004 roku jest pełnoprawnym członkiem NATO. Kilkuletnie starania i przestrzeganie rygorystycznych wymogów, mają zapewnić "poczucie bezpieczeństwa" obywatelom. Poczucie bezpieczeństwa opiera się także na kolejnym założeniu, że pozostali sąsiedzi Łotwa i Litwa będą kontynuować wspólną politykę obronną. Traktat NATO stanowi bowiem, że sojusz musi pospieszyć z pomocą każdemu członkowi, który zostanie zaatakowany. Niestety jak podkreśla szef sił specjalnych Estonia zdaje sobie sprawę, z tego, że w przypadku ewentualnego ataku muszą liczyć przede wszystkim na siebie.
Skąd obawy władz Estonii?
Ludność Estonii ledwo przekracza liczebność stałej rosyjskiej armii, co więcej nie posiada praktycznie własnego lotnictwa i wojsk pancernych. Jednocześnie 60% obywateli jest pełni przeszkolona i służyła w wojsku lub jest w rezerwie. Obronność zatem opiera się nie tylko na dobrych relacjach z sąsiadami i pewnego rodzaju łasce największych mocarstw, ale także na czynniku ludzkim i pamięci o okupacji jaka miała miejsce w niedalekiej przeszłości.
Ewentualne zagrożenia dla Europy środkowej ze strony Rosji dostrzega od wielu lat USA, które inwestuje w rozwój obronności na kontynencie. USA może stworzyć nowy system odstraszania zagrożenia hybrydowego.
Władze Estonii zdają sobie sprawę z zagrożenia, na atak są przygotowane wiedzą jednak, że w dłuższym starciu nie mają szans z miażdżącą przewagą Rosji.




