W 2004 r. Dwóch pilotów amerykańskiej marynarki wojennej, komandor David Fravor i komandor porucznik Jim Slaight, przeprowadzili szkolenie wojskowe u wybrzeży San Diego. Podczas szkolenia piloci otrzymali wiadomość od operatora znajdującego się w pobliskiej bazie, informując ich o obecności obcego samolotu w ich przestrzeni powietrznej.
Według operatora wojskowi śledzili ten niezidentyfikowany samolot, który czasami wykonywał strategiczne ruchy, takie jak nagłe nurkowanie lub ruch wahadłowy. Obaj piloci zostali następnie poproszeni o zbadanie i próbę uzyskania obrazu niezidentyfikowanego samolotu.
Po dłuższej chwili poszukiwań Slaight i Fravor zauważyli samolot. Według ich raportów miał on 12 metrów długości. Fravor stwierdził, że UFO unosiło się około 15 metrów (50 stóp) nad oceanem. Świadek opisał całe zdarzenie: "Mogę wam powiedzieć, myślę, że ten obiekt był nie z tego świata!"
Haarp jest programem badań wojskowych prowadzonych wspólnie przez US Air Force, US Navy, DARPA. Oficjalnie projekt ma przede wszystkim dać możliwość kontroli procesów zachodzących w jonosferze, które mogą mieć wpływ na działanie systemów komunikacji i nadzoru elektronicznego.
W ramach tego projektu badany jest wpływ urządzeń elektronicznych na procesy zachodzące w jonosferze. Przy pomocy dużej ilości urządzeń mierniczych i diagnostycznych, w badaniach symulowane są oddziaływania różnych promieniowań na jonosferę. Siedziba projektu znajduje się niedaleko miejscowości Gakona na Alasce. W projekcie bierze również udział kilka mniejszych ośrodków badawczych w stanie Kolorado, oraz obserwatorium Arecibo w Portoryko.
Wiele osób ma bardzo negatywne zdanie na temat sposobu prowadzenia badań przez USA. Haarp mówiąc najprościej to wielkie anteny emitujące fale elektromagnetyczne w kierunku nieba a dokładniej jonosfery. Efektem badań jest otrzymanie fal elektromagnetycznych o bardzo niskiej częstotliwości. Właśnie te fale są między innymi obiektem badań, ponieważ odpowiadają one za komunikację wojskową. Niska częstotliwość fal elektromagnetycznych pozwala przenikać przez ocean, co umożliwia komunikację między łodziami podwodnymi. Dla człowieka fale o niskiej częstotliwości są bardzo niebezpieczne, wprawiają one w drganie organy wewnętrzne co może zagrażać życiu.
W 2003 roku w Afganistanie miało miejsce niezwykłe bardzo silne trzęsienie ziemi. Naukowcy określili je jako niespotykane, ze względu na częstotliwość, długość drgań i dużą moc ponad 7 w skali Richtera. Trzęsienie ziemi zostało uznane za celowe działanie za pomocą nowej technologii, później skojarzone z Haarp.
Biuro amerykańskiego Sekretarza Obrony przedstawiło specjalny "pilot", który poprzez zintegrowany system sterowania umożliwia wspólną kontrolę wojskowych maszyn na lądzie, w wodzie i w powietrzu. Oprogramowanie sterujące można dodać do dowolnej bezzałogowej maszyny, która będzie w stanie komunikować się i współpracować z innymi pojazdami. Czy to kolejny ważny krok w kierunku nowoczesnej wojny bez udziału żołnierzy?
fot. theaviationist.com
Przełomowa technologia sprawia, że komputer działa na bazie kodu oprogramowania jak swoista brama, która "kontroluje cały bezzałogowy system, od samego pojazdu aż po jego ładunek". Oprogramowanie sterujące będzie działać na każdym rodzaju platformy lub sprzętu, wystarczyć ma nałożenie na system nowych sterowników.
Szef Naval Research, admirał Klunder Matthew podkreśla, że "w niedalekiej przyszłości za pomocą jednego urządzenia-pilota kontrolować będziemy mogli jednostki sił powietrznych całego bezzałogowego systemu. Podobnie jeden dowodzący, siedząc przy biurku będzie mógł kontrolować wszystkie wojskowe platformy morskie". Admirał dodał, że zintegrowany system jednego urządzenia to "militarna przyszłość".
Projekt otwiera możliwości dla znacznie szerszego i szybszego generowania nowych technologii oraz wzrostu potencjału militarnego. W przyszłości narzędziem bitwy będą bezzałogowe systemy na wszystkich płaszczyznach: w powietrzu, na ziemi, morzu i pod wodą, a specjalny "wirtualny skrzydłowy" za pomocą jednego urządzenia kontrolować będzie przebieg taktycznych działań.
Czy Waszym zdaniem w przyszłości wojna będzie toczyła się właśnie w taki sposób?
Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych (US Navy) pochwaliła się po raz pierwszy bronią laserową, która bez większych problemów jest w stanie zniszczyć lub "oślepić" inne łodzie patrolowe, a także samoloty powietrzne (w tym drony). Czy broń laserowa to trwały już kierunek, którym kroczyć będzie współczesne wojsko?
fot. p2.sfora.pl
Broń laserowa będzie zamieszczana na amerykańskich okrętach dokujących w Zatoce Perskiej. Powodem jest rosnąca siła irańskich łodzi szybkiego ataku oraz rozpoczęcie przez Teheran budowy zdalnie sterowanych samolotów przenoszących potencjalnie rakiety.
Jonathan W. Greenert, szef operacji morskich USA wydawał ostrzeżenie dla Iranu o "zintensyfikowaniu działań w Zatoce w ciągu najbliższych kilku miesięcy, jeżeli nie dojdzie do ograniczenia prac nad irańskim programem jądrowym". US Navy opublikowało również nagrania wideo oraz szereg zdjęć obrazujących skuteczność broni laserowej celem zastraszenia władz Teheranu.
Wyposażenie statków w broń laserową w sposób oczywisty doprowadzi do zmian w konstrukcji morskich okrętów jak i taktyk walki. Zakłada się, że zmiany technologicznej wdrażane dziś jedynie dla marynarki obejmą wkrótce kolejne obszary amerykańskiej armii. Badania wykazały, że nowa broń laserowa zapewnia większą precyzję i skuteczność w ataku na cele naziemne jak i powietrzne.
Wśród ograniczeń dla broni laserowej należy wskazać, że lasery nie są skuteczne w złych warunkach pogodowych. Wiązka laserowa może zostać bowiem zakłócona lub rozproszona przez m.in. parę wodną, a także dym, piasek czy pył. Elementem koniecznym jest także zaistnienie tzw. "linii wzroku" dla broni, co oznacza, że cel musi być widoczny. Ponadto potencjalny przeciwnik może podjąć określone środki zaradcze, jak chociażby stosowne powierzchnie odbijające laser.
Czy Waszym zdań broń laserowa na stałe zostanie wprowadzona do wyposażenia armii?
Zachęcam do zobaczenia nagrania obrazującego działanie broni laserowej.
Jakie informacje leżą uśpione wewnątrz komputerów US Army, Navy, Air Force, Departamentu Obrony oraz NASA? Dlaczego biliony dolarów pompowane są do tych instytucji co roku? Czy w sposób w pełni kontrolowany "kreowane" są wydarzenia, które uzasadniają zbrojne ataki i wojny w celu utrzymania bezpieczeństwa narodowego?
fot. dvice.com
Odpowiedzi na powyższe pytania może pomóc udzielić Gary McKinnon (pseudonim Solo) - brytyjski haker oskarżony o popełnienie "największego włamania do wojskowych systemów komputerowych wszech czasów". Rząd amerykański wycenił wyrządzone w 2001 i 2002 roku przez hakera szkody na 700 tys. dolarów i na tej podstawie wystąpił o ekstradycję do USA. Możemy być jednak pewni, że prawdziwy powód dla którego Gary McKinno miałby trafić do amerykańskiego więzienia jest zupełnie inny.
Co haker miał znaleźć na amerykańskich serwerach? Zgodnie z jego wypowiedzią, doszukał się listy "Nie-ziemskich Oficerów" (Non-Terrestial Officer), posiadających różne rangi. Gary McKinno nie był w stanie powiedzieć, czy stanowią oni "pracowników" Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej, czy też Marines. Znalazł także listy transferów nieokreślonych materiałów z amerykańskich statków powietrznych na inne nieoznakowane statki.
Gary McKinnon, haker wszechczasów?
(fot. wordpress.com)
Gary McKinno miał widzieć na serwerach NASA oryginalne zdjęcia z satelitów zawierające obiekty UFO, które nie są upubliczniane lub przed upublicznieniem są odpowiednio retuszowane. Doszukał się również informacji, że Stany Zjednoczone są w posiadaniu technologii antygrawitacji, oraz urządzeń wolnej energii bazujących na energii próżni.
W październiku 2012 roku, po nagłośnienia sprawy Gary'ego McKinnona w ogólnoświatowych mediach, Wielka Brytania oficjalnie nie zgodziła się na wydanie hakera w ręce amerykańskiego rządu.
Warto jeszcze nadmienić, iż zdaniem lekarzy Gary McKinnon cierpi na zespół Aspergera. To zaburzenie typu autystycznego, które obejmuje przede wszystkim upośledzenie umiejętności społecznych. Czy Waszym zdaniem choroba hakera może w jakiś sposób stanowić argument osłabiający jego słowa i relacje?
Amerykańska flota dysponuje już dwoma działami przyszłości, które działają na prąd. Potocznie nazywają się railgunami. Obecnie prototypy dział testowane są przez amerykanów, a w ciągu dziesięciu lat mają trafić na pokłady okrętów Marynarki Wojennej.
fot. defenseindustrydaily.com
W centrum amerykańskiego programu budowy działa przyszłości od połowy pierwszej dekady XXI wieku prowadzone są testy dotyczące railgunów. Gdy Marynarka Wojenna zamówiła po jednym prototypie działa przyszłości u dwóch konkurentów, oba koncerny szybko wzięły się do pracy. BAE Systems ukończył swój prototyp na początku roku, z kolei General Atomics uczynił to dopiero kilka dni temu.
Obecnie oba prototypy przechodzą testy prowadzone przez naukowców z Marynarki, gdzie w pierwszej kolejności oceniona zostanie poprawność konstrukcji oraz awaryjność działa. Następnie zbudowane zostaną systemy zasilania, które umożliwią strzelanie seryjne, do 10 razy na minutę. Gdy działa elektromagnetyczne pozytywnie przejdą wszystkie te testy, będą mogły być montowane na okrętach do testów „polowych”.
Docelowo railguny mają stać się jedną z broni floty amerykańskiej. Tym co czyni działa elektromagnetyczne wyjątkowymi, jest ogromna energia, za pomocą której mogą wystrzeliwać pociski i z prędkością ponad sześciu kilometrów na sekundę, czyli 17 razy szybciej niż wynosi prędkość dźwięku. Co więcej, ogromna energia zmagazynowana w pociskach spowoduje, że nie trzeba będzie w nich montować materiałów wybuchowych. Pociski po pokonaniu odległości 300 km nadal będą miały w sobie tyle energii, że po uderzeniu w cel sama siła uderzenia wywoła wystarczające zniszczenia.
Zanim jednak railguny będą mogły być masowo montowane na okrętach, ich konstruktorzy muszą rozwiązać jeszcze kilka problemów technicznych. Przede wszystkim problemem jest ogromna energia wytwarzana podczas odpalania pocisku. Może ona uszkodzić wnętrze lufy poprzez ogromne tarcie oraz gwałtowny wzrost temperatury. Kolejnym problemem jest ogromna ilość energii, którą trzeba zgromadzić do odpalenia działa. By zgromadzić taki zapas energii, trzeba zbudować specjalne kondensatory, które do zasilania wymagają wyjątkowo silnych generatorów, które obecnie występują jedynie na okrętach nuklearnych oraz nowo budowanych niszczycielach. Podczas strzału wytwarza się także ogromne pole elektromagnetyczne, którego działanie może zniszczyć całą elektronikę wokół.
Nie zmienia to jednak faktu, że pocisk wystrzelony z railguna będzie kosztować jedynie kilka tysięcy dolarów, a nie jak tradycyjny – ok. miliona dolarów. A siła jego uderzenia będzie odpowiednikiem eksplozji głowicy rakiety criuise typu Tomahawk.
Jaka przyszłość Waszym zdaniem czeka tego typu broń?