Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heinrich Himmler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heinrich Himmler. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 stycznia 2013

Tajemnica Plum Island: co wiemy o dzisiejszym bioterroryzmie?

Prowadząc rozmaite rozmowy o terroryzmie, należy zatrzymać się i zastanowić, co dzieje się dziś w sprawie bioterroryzmu i broni biologicznej. Na uwagę zasługuje Plum Island Animal Disease Center w Nowym Jorku, którego faktyczna działalność nie od dziś wzbudza wiele kontrowersji. Niewielka wyspa z kompleksem ośrodków badawczych leży w sąsiedztwie Nowego Jorku, jednak większość mieszkańców miasta nie ma nawet pojęcia o jej istnieniu...

fot. toonaripost.com
Plum Island swoje korzenie i początek działalności wiąże z postacią nazistowskiego naukowca Erica Trauba, który w laboratoriach wojny biologicznej pracował m.in. dla Heinricha Himmlera, jednego z najbardziej wpływowych ludzi w hitlerowskich Niemczech. Traub został przywieziony do USA w ramach Operacji Spinacz i bardzo szybko zasłynął jako "ojciec chrzestny Plum Island." Specjalnością Trauba było infekowanie (i docelowe mutowanie) komarów oraz kleszczy! Niektórzy ludzie wierzą, że borelioza przy jego udziale powstała właśnie na Plum Island. 

Na wyspie znajdują się liczne laboratoria doświadczalne, gdzie przeprowadza się rozmaite doświadczenia z udziałem najbardziej śmiercionośnych bakterii i wirusów znanych na Ziemi. To z tego powodu wyspa jest odcięta od świata a zbliżanie się do jej brzegów jest surowo zakazane. O tym co dzieje się na wyspie wiadomo niewiele, a mówi się jeszcze mniej – czasami jednak nieliczne informacje trafiają do lokalnej prasy i z niewiadomych przyczyn bardzo szybko zostają "wyciszane" lub wycofywane z publicznego obiegu.

Obecnie rozważane jest przeniesienie siedziby Plum Island na obszary tzw. "tornado valley". To centralna część USA najczęściej nawiedzana przez tornada, co rodzi uzasadnione obawy o bezpieczeństwie ośrodków badawczych i możliwym ryzyku przedostania się badanych wirusów do atmosfery (czy może jednak komuś na tym właśnie zależy?). 

Obecna siedziba laboratoriów, bliska dla mieszkańców Nowego Jorku, rodzi coraz większe kontrowersje. Jakiś czas temu New York Post pisał o topielcu, którego wyłowiła straż na wyspie. Nie potrafiono określić przyczyny śmierci tego człowieka. Był to wysoki, czarnoskóry, mocno zbudowany mężczyzna o nieprawdopodobnie długich palcach…

Co Waszym zdaniem może naprawdę dziać się na wyspie? Czy mamy czego się obawiać?


Źródła: activistpost/zazenlife/huffingtonpost

poniedziałek, 9 maja 2011

Zakon Rycerzy Wewelsburga – w dążeniu do władzy absolutnej

Bin Laden nie żyje. Powoli przyzwyczajamy się do tej myśli. Cały świat, a przynajmniej jego zachodnia część zastanawia się kiedy nastąpi zemsta? Czy w jej wyniku zginie kilkaset lub nawet kilka tysięcy ludzi? Ja zastanawiam się czy i kiedy, idąc za zwolennikami terrorysty, wystawi mu się pomnik lub otworzy muzeum tłumacząc, że to ku przestrodze? Niemożliwe? A no możliwe.

W czwartek 15 kwietnia ubiegłego roku otwarto muzeum poświęcone zbrodniczej hitlerowskiej organizacji SS. W wyniku jej działania zginęło nie tysiące a miliony ludzi. Zbiory muzeum ukazują historię liczącej ponad milion członków przybocznej gwardii Adolfa Hitlera – i jej wodza Heinricha Himlera, którego osobisty dziennik zdobi starannie przygotowaną wystawę. Na liczącej tysiąc eksponatów wystawie znajdują się dwa „pierścienie z czaszką”, które otrzymywali starsi stopniem oficerowie. Na srebrnych obręczach wygrawerowano podpis Himmlera, a także czaszkę, swastykę i runę Sig, szczególnie rozpoznawalny symbol SS. Gdzie nasi zachodni sąsiedzi pokazali światu tę wystawę? No właśnie, i tu cały dodatkowy skandal. Na zamku w Wewelsburgu, w którym Niemcy modlili się do swych bogów o zwycięstwo, a po wojnie dla zatuszowania historii tego miejsca zorganizowali w nim schronisko młodzieżowe. 

Zamek Wewelsburg imponująca, siedemnastowieczna rezydencja znajdująca się na szczycie wzgórza na południe od Hanoveru w środkowych Niemczech, odgrywała kluczową rolę w historii SS. Himmler wynajął go na ponad 100 lat w roku 1934, zaraz po tym jak partia nazistowska doszła do władzy, z zamiarem przekształcenia go w ośrodek szkoleniowy dla elity oficerów SS. Z czasem snuł on coraz ambitniejsze plany przejęcia okolicznej wioski i zbudowania stolicy dla SS, z zamkiem jako „centrum nowego świata” po osiągnięciu „ostatecznego zwycięstwa”.

foto Orwellsky
Zakon Rycerzy Wewelsburga, był marzeniem Heinricha Himmlera, który pragnął utworzyć nowy, germański zakon. W tym celu między innymi odwoływał się do tradycji Zakonu Krzyżackiego. Nieopodal miasta Paderborn, w połowie drogi między Kolonią a Brunszwikiem, znajdowały się ruiny średniowiecznego zamku Wewelsburg. To właśnie to miejsce Himmler upatrzył sobie na siedzibę kierownictwa SS. W zamku przygotowano specjalne apartamenty dla dygnitarzy organizacji. Ich nazwy wywiedziono od sławnych postaci historycznych. Reichsfuhrer SS dla siebie wybrał apartament Henryka I. Wybudowano wielką komnatę o długości 35 i szerokości 15 metrów, w której miały odbywać się spotkania najwyższych rangą członków organizacji. W podziemiach utworzono sanktuarium zakonu, miejsce kultu krwi, gdzie organizowano tak zwane Bluttaufe (chrzty krwi), rytuały towarzyszące przyjęciu każdego młodego adepta. Na wybór miejsca wpływ miała podobno legenda głosząca, że przyszłemu atakowi ze wschodu oprze się tylko jeden zamek w Westfalii. Okazało się, że najmocniejsze mury ma właśnie Wewelsburg.



Dla Adolfa Hitlera


foto Orwellsky
Nie wszyscy naukowcy uważają słowo „zakon”, przyjęte na nazwę organizacji, za trafione. Podkreślają oni na przykład, że Himmler i jego współpracownicy byli szczególnie zafascynowani postaciami Henryka I czy Henryka Lwa, zaś sam szef SS postrzegał siebie raczej jako kontynuatora ich tradycji niż wielkiego mistrza. Z drugiej strony profesor Gebhardt, jeden z bliskich przyjaciół Himmlera, uważał, że ten widział się mistrzem zakonu, który posiadał tylko jedną regułę – Adolfa Hitlera. Słowa te podkreślają religijną wręcz zależność Himmlera od Hitlera, którego chciał być rycerzem i obrońcą. Zdaniem Himmlera członkowie SS byli kontynuatorami tradycji rycerskich. Stąd niezmiernie ważna była dla niego zewnętrzna oprawa. Wprowadzono specjalne odznaki, które miały podkreślić znaczenie władzy SS oraz stworzyć atmosferę tajemniczości i mistycyzmu. Szefowie organizacji mogli należeć do jednej z trzech kategorii. Do każdej przypisane były specjalne insygnia: odznaka, kordzik i herb. Najmniej ważnym, choć równie pożądanym, był srebrny pierścień z emblematem trupiej czaszki.



Rycerze z piekła rodem 

Najwyższymi dostojnikami SS było dwunastu obergruppenfuhrerów. Każdy z nich miał własny, specjalnie zaprojektowany herb. Himmler w swoim postępowaniu opierał się na micie o celtyckim królu Arturze, który ucztował i odbywał narady ze swoimi dwunastoma najdzielniejszymi rycerzami. W wielkiej komnacie w Wewelsburgu ustawiono dębowy stół dla niego i jego wybrańców. Wokół znalazło się miejsce dla oznaczonych tarczami z herbami i nazwiskami każdego z „rycerzy” foteli. Pod północną wieżą zaprojektowano także sanktuarium z marmuru. W środku, na podwyższeniu, płonął wieczny ogień – miały być w nim palone “rycerskie” herby. Dookoła stało dwanaście grobowców, a pośrodku najważniejszy – należący do samego Himmlera. Wentylacja we wnętrzu nie była najlepsza, stąd w czasie ceremonii wypełniał je dym, który sprawiał wrażenie obcowania z duchami zmarłych. Himmler nakazał również dygnitarzom z kierownictwa SS odbywać specjalne ćwiczenia duchowe i niemal okultystyczne ceremoniały, w czasie których mieli odczuwać łączność z przodkami i czerpać z niej inspirację oraz siłę wewnętrzną niezbędną do realizacji wyznaczonego im posłannictwa.

foto Orwellsky
27-letni historyk, który pomagał zaprojektować stałą ekspozycję, twierdzi, że trzymające pochodnie statuy lub strażnicy SS stali najprawdopodobniej na tych podestach. Obalił on jednak mit spopularyzowany przez jedną z niemieckich gazet, jakoby Himmler odprawiał w pełnej echa krypcie dziwne pogańskie rytuały. „Nie można tego udowodnić naukowo” - stwierdził. Nie można podobnie jak nie można zapewne głośno powiedzieć o próbie tuszowania historii, o której niemiecka prasa wolała milczeć. 



Czy idea Himlera umarła razem z nim?

Wojna się skończyła, a jej wynik wymagał wytyczenia perspektywy dla wszystkich zawiedzionych. Właśnie na taki grunt trafiła ideologia kontynuowania pomysłów Himmlera. Czy zatem ponownie wybrano współczesnych, nowych rycerzy? Czy w tajemnicy werbowano członków, a organizacja rozwijała się? Mogła zarabiać na handlu bronią i kontroli możnych tego świata. Zaczęła osłabiać pozycję tych, których zakon postanowił zneutralizować. Wpływano na losy świata ukrywając się za plecami terrorystów? Cel był jeden - zbudowanie w Europie potężnego porozumienia, będącego konsekwencją tworzenia od setek lat koncepcji zastąpienia wartości chrześcijańskich i wiary w Boga nową doktryną

Kiedyś instrumentem działania były zaplanowane wcześniej wojny, dziś zaś opierają się one na wpływie uzyskiwanym na przykład poprzez uzależnianie poszczególnych krajów od dostaw energii. „Cienie” pilnujące grobu Chrystusa zastąpiono cieniami pilnującymi swoich interesów. Czy ta historia jest nierealna? Z całą pewnością, podobnie jak 27-letni naukowiec należy stwierdzić, iż naukowo jest ona nie do udowodnienia. 

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf