Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2019

USA-Iran - czy świat stoi na krawędzi nowego, wielkiego konfliktu?

Po oświadczeniu doradcy ds. Bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona w sprawie rozmieszczenia dodatkowych zasobów wojskowych USA jako „jasnego i jednoznacznego przesłania dla irańskiego reżimu”, sekretarz stanu Mike Pompeo stwierdził: 

„byliśmy świadkiem działań eskalacyjnych ze strony Irańczyków i będziemy pociągać Irańczyków do odpowiedzialności za ataki na amerykańskie interesy”. 

ponadto, Pompeo dodał, że 

„Irańczycy dokładnie rozumieją, jakie są nasze poglądy na zagrożenia, które stanowią dla interesów USA na całym świecie”. 

Pełniący obowiązki sekretarza obrony Shanahan opisał te posunięcia jako „rozważne repozycjonowanie aktywów w odpowiedzi na oznaki wiarygodnego zagrożenia ze strony irańskich sił reżimowych”, dalej oświadczając, że 

„wzywamy reżim irański do zaprzestania wszelkiej prowokacji. Będziemy utrzymywać reżim irański odpowiedzialny za wszelkie ataki na siły USA lub nasze interesy ”.

Co prawda w tym samym oświadczeniu wspomniany wcześniej Bolton oświadczył, że

"USA nie dążą do wojny z reżimem irańskim, ale jesteśmy w pełni przygotowani do reagowania na każdy atak, czy to przez pełnomocnika, IRGC czy regularne siły irańskie”. 

Nie bez znaczenia są ostatnie ruchy amerykańskich władz w stosunku do Iranu - niedawno USA uznały rewolucyjną straż Iranu (drugą siłę zbrojną w kraju) za organizację terrorystyczną  a do tego zadeklarowały blokadę całej cieśniny Ormuz w tym zupełne zablokowanie eksportu przez Teheran ropy naftowej, co może poważnie zaszkodzić jej głównym odbiorcom: Indiom i Chinom. 

W ostatnich latach amerykańskie i irańskie marynarki wojenne miały wiele napiętych spotkań w Zatoce Perskiej, gdzie 30 procent światowej ropy sprzedawanej drogą morską codziennie przepływa przez Cieśninę Ormuz. Umyślne lub nieumyślne zdarzenie na morzu może szybko przerodzić się w bezpośrednią konfrontację wojskową i uniemożliwić transport tego krytycznego dla światowej gospodarki surowca.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Indyjskie testy rozwiązań anty-satelitarnych nie były tym czym się wydają

Jak informuje magazyn "Wired" w ubiegłą środę Indyjska Organizacja Badawczo-Rozwojowa Obrony (DRDO) wystrzeliła pocisk, który zniszczył jeden z własnych satelitów kraju na niskiej orbicie okołoziemskiej. Udana demonstracja, nazwana Mission Shakti, została ujawniona podczas transmitowanego na żywo przemówienia premiera Indii Narendry Modi, który stwierdził, że „Indie nie mają zamiaru nikomu grozić”.

„Głównym celem naszego programu kosmicznego jest zapewnienie bezpieczeństwa kraju, jego rozwoju gospodarczego i postępu technologicznego w Indiach”, powiedział Modi. „Indie zawsze sprzeciwiały się uzbrojeniu kosmosu i wyścigowi zbrojeń w kosmosie, a test ten w żaden sposób nie zmienia tej pozycji”.

Misja Shakti sprawiła, że ​​Indie stały się czwartym po USA, Rosji i ostatnio Chinach krajem, któremu udało się zniszczyć satelitę na orbicie. Jednak w porównaniu z międzynarodową reakcją, która nastąpiła po antysatelitarnej demonstracji Chin w 2007 r., Reakcja na test w Indiach była stosunkowo słaba

Z perspektywy Indii, których dwaj najwięksi przeciwnicy wojskowi to Pakistan i Chiny mają broń nuklearną, realnym staje się zabezpieczenie przed potencjalnymi atakami. Obecnie tylko Chiny mają realną obecność wojskową w kosmosie. Tak więc antysatelitarny test Indii jest trudny do zrozumienia, ponieważ jest „bardziej zależny od satelitów niż Pakistan i jest również mniej zdolny w sensie względnym niż Chiny”.

wtorek, 26 lutego 2019

[Infografika] Wielkie potęgi zbrojne Azji



Chociaż Azja stała się dziś bez wątpienia centrum światowego handlu, to jednak ciężko mówić o politycznej jedności. Lokalne potęgi: Chiny, Indie, Japonia, Pakistan od lat funkcjonują w stanie swoistego zawieszenia, gdzie wręcz na włosku wisi nowy konflikt zbrojny. Czy jeśli by doszło do lokalnej wojny, to miałaby ona szansę rozwoju na sferę globalną? Kto miałby w niej przewagę? Poniższa infografika dobitnie pokazuje różnice w potencjałach czołowych azjatyckich potęg. 



czwartek, 11 października 2018

Aadhaar - krótka historia największego systemu biometrii na świecie

Indyjskie władze zbudowały największą na świecie bazę danych biometrycznych. Nie planują na tym poprzestać i to pomimo rosnących doniesień o błędach i nadużyciach. 




Aadhaar jest 12-cyfrowym numerem identyfikacyjnym, w który mogą się zaopatrzyć mieszkańcy Indii w oparciu o swoje demograficzne i biometryczne dane. System rejestruje tak unikalne dane jak zapis tęczówki oka czy odciski palców a następnie gromadzony w przez UIDAI (Unique Identification Authority of India), specjalną jednostkę rządową powołaną w 2009 roku. 

Z założenia Aadhaar miał przede wszystkim być potwierdzeniem obecności na terenie Indii (nie obywatelstwa), jego rozwój był uznany za priorytet przez wszystkie kolejne rządy i dzisiaj uchodzi za najbardziej rozwinięty system biometryczny na świecie. Pierwotnie dobrowolny system miał w założeniu uprościć system przyznawania pomocy publicznej, dostępu do usług publicznych i dokumentacji, miał także pomóc w walce z korupcją i wyłudzeniami, przede wszystkim wykorzystywaniem tzw. "podwójnej tożsamości". 

O ile jednak system pozwalał na znacznie szybsze otworzenie konta w banku, uzyskanie prawa jazdy czy innych usług, także z sektora prywatnego, pojawiły się głosy, że Aadhaar ma także drugą, znacznie ciemniejszą stronę. Z wielu stron kraju zaczęły spływać doniesienia o błędach i nadużyciach - o odmowie dostępu na podstawie istniejących danych biometrycznych, błędach w danych demograficznych. Co więcej organizacje przestępcze bardzo szybko znalazły sposób na fałszowanie danych identyfikacyjnych. 

Co gorsza jednak doniesienia te są uciszane przez rząd, który wyraźnie dąży do implementacji Aadhaar na jeszcze większą skalę. Przykładowo Aadhaar zaczyna być obowiązkowym jeśli rodzice chcą uzyskać akt urodzenia dla swojego dziecka lub dla pary rejestrującej małżeństwo. Powoli więc baza robi się obligatoryjna dla każdego. Skatalogowanie ludności będzie z resztą postępować, gdyż pomimo protestów premier Narendra Modi już zapowiedział, że w najbliższym czasie zostaną dostosowane przepisy pozwalające wykorzystać Aadhaarem przez banki czy sieci komórkowe. Co dalej? Oferty marketingowe w kartach czipowych? 


źródło: Scroll.in

czwartek, 2 sierpnia 2018

Czy Indie przygotowują się do wojny?

Rząd Indii planuje budowę 14 460 bunkrów dla cywilów w pięciu okręgach granicznych w Dżammu i Kaszmirze - Samba, Poonch, Dżammu, Kathua i Rajouri - które znajdują się wzdłuż linii kontroli (LoC) i międzynarodowej granicy indyjsko-pakistańskiej, donosi The Times of India .



Państwowa firma National Buildings Construction Corporation (NBCC) zbuduje te bunkry w zaludnionych regionach, które znajdują się w odległości 3 km (1,86 mil) od faktycznej granicy między dwoma krajami. W regionie liczba stacjonujących wojsk Pakistanu wzrasta.


W lutym minister spraw zagranicznych Dżammu i Kaszmiru Mehbooba Mufti ogłosił podczas Zgromadzenia Stanowego, że w latach 2015-2017 zginęło 41 cywilów w związku z łamaniem zawieszenia broni przez LoC w Pakistanie. Aby ochronić cywili przed pakistańskim ostrzałem za granicą, NBCC zbuduje 13 029 małych bunkrów i 1431 bardziej masywnych bunkrów dla społeczności. The Times of India twierdzi, że program budowy będzie kosztował około 4,157 miliarda rupii (63,8 miliona USD).

Przewodniczący i dyrektor zarządzający NBCC, AK Mittal, powiedział The Times of India,
"Rozmieszczone strategicznie stocznie będą wykorzystywane do wytwarzania elementów RCC, które będą transportowane przez przyczepę / traktory, a bunkry będą budowane przez dźwigi i robotników. Zaplanujemy w taki sposób, aby każdy bunkier został ukończony maksymalnie w ciągu 2-3 dni "- dodał.

The Times of India zapewnia wgląd w konkretne miejsca, w których będą budowane indywidualne i wspólnotowe bunkry.


"W Sambie powstanie 2 515 bunkrów. Podobnie w Dżammu powstanie 1200 indywidualnych i 120 zbiorowych bunkrów. W Rajouri zostanie wybudowanych maksymalnie 4 918 pojedynczych i 372 wspólnotowych bunkrów. W Kathua zostanie zbudowanych 3 076 pojedynczych bunkrów. Poonch zdobędzie maksymalną liczbę 688 bunkrów społeczności i dostanie kolejne 1320 pojedynczych bunkrów. "

Oprócz budowania tysięcy bunkrów, The Times of India wskazuje, że NBCC już zaczęło budować ogrodzenie graniczne wzdłuż granicy indyjsko-pakistańskiej.


"To dla nas prestiżowy i wymagający projekt. Spotkamy się z linią czasową, która zostanie ustalona przez rząd J & K. Podczas gdy budujemy World Trade Center w południowym Delhi, angażujemy się również w roboty drogowe i szermiercze w Assam, Meghalaya, Mizoram i Tripura na granicy Indii i Bangladeszu oraz w Gujarat na granicy z Pakistanem ", powiedział Mittal.

Pomimo porozumienia o zawieszeniu broni z 2003 r. Ostatnio wybuchła przemoc między obydwoma krajami, która oznaczała 2017 r. Jako najbardziej krwawy rok od wejścia w życie porozumienia o zawieszeniu broni.

Tylko na początku roku 40 000 osób były zmuszone do ucieczki z regionu Dżammu i Kaszmiru , ponieważ intensywne wojskowe ostrzał armii pakistańskiej przekształciło region w strefę działań wojennych.

"Wzdłuż 786-kilometrowej Linii Kontroli (LoC), która dzieli Stan Dżammu Kaszmiru pomiędzy Indie i Pakistan, sporadyczne transgraniczne ostrzały między obu krajami nie są czymś niezwykłym. Jednak dla przykładu, w regionie Noushera, Rajouri i Akhnoor w sektorach w Dżammu i Kaszmirze, ponad 40 000 osób uciekło z domów i sklepów po czterech dniach intensywnego ostrzału pakistańskich sił zbrojnych, donosi dziennik ekonomiczny ".

wtorek, 22 sierpnia 2017

Konflikt między Chinami i Indiami jest znacznie gorszy niż pomiędzy USA i Koreą Północną



W mediach bardzo głośno o groźbach jakie kierują do siebie Korea Północna z USA. Na blogu znajdziecie kilka wpisów dotyczących podstaw konfliktu i tego co się dzieje po objęciu urzędu prezydenckiego przez Donalda Trumpa. Rzadziej komentowany jest konflikt pomiędzy Chinami i Indiami, który może być bardziej destrukcyjny dla całego świata.


Katastrofą dla świata byłby konflikt zbrojny między tymi krajami. Zdolności obu państw są tak duże, że świat prawdopodobnie zostałby podzielony na przynajmniej dwa fronty. Zaawansowany system pocisków, którym chwalą się Indie swobodnie mógłby zbombardować ponad połowę Chin. 

Dla porównania informacje jakie podaje wywiad szpiegowski mówią wprost, że Korea Północna choć dysponuje systemem pocisków balistycznych o średniej długości, to i tak nie jest w stanie uderzyć w terytorium Stanów Zjednoczonych. 
Zachodnie media nazywają przywódcę Korei Północnej nieprzewidywalnym i lekkomyślnym. Podstawy tych oskarżeń wynikają z samorealizującej się propagandy, nie zaś realnych faktów czy nawet informacji z wewnątrz kraju o sposobie myślenia przywódcy. Wszystko dlatego, że niewiele wiadomo na temat długoterminowego myślenia strategicznego Kim Jong-Una.

Polityka Narendry Modiego premiera Indii jest szeroko komentowana. Program polityczny doprowadził do stagnacji gospodarczej, pogorszenia stosunków z dwoma najważniejszymi sąsiadami Chinami i Pakistanem, wzrastającej przemocy, dyskryminacji i zastraszania mniejszości muzułmańskiej. Modi ucieka się do narodowego nacjonalizmu, który doprowadził do rozprzestrzeniania się najbardziej skrajnych elementów Hindutvy w kraju. Chiny są prowokowane przez indyjskie oddziały bezkarnie przekraczające granice sąsiada, twierdząc że jest to suwerenna Indiom ziemia. W tym kontekście przywództwo Indii jest mniej stabilne niż Korei Północnej, nawet jeśli uwzględniono są różnice w rozmiarach, bogactwie i zasięgu Indii w stosunku do Korei Północnej.

Chiny wielokrotnie informowały że jest naruszana ich cierpliwość jednocześnie informowały, że przy takich próbach nie będą wahać się zastosować obrony militarnej, nawet jeżeli wojna w danym momencie nie będzie im na rękę. 



środa, 1 czerwca 2016

Krwawy islam i masowe morderstwa ludności.

Codziennie jesteśmy atakowani wieloma informacjami dotyczącymi ISIS. Wielu zwolenników islamu podkreśla, że ten skrajny odłam jest częściowym zaprzeczeniem religii. Warto jednak pamiętać, że kilka wieków temu doszło do jednego z największych ludobójstw w historii. Dokonali go muzułmanie na terenie Indii.


800 lat tyle trwał okres panowania muzułmańskich przywódców w Indiach. Wielu historyków uważa, że w tym okresie doszło do największej rzezi ludności porównywalnej do holocaustu. Muzułmanie w trakcie swojego podboju mordowali lub sprzedawali jako niewolników ludność w kolejno napotykanych miastach. 


W artykule "Was There an Islamic Genocide of Hindus?" Dr. Koenraad Elst pisze:
"Nigdzie w żadnej książce nie znajdziemy oficjalnej liczby Hindusów którzy zginęli z rąk muzułmanów. Pierwsza wzmianka zamieszczona w muzułmańskich kronikach sugeruje liczbę zabitych do XIII wieku większą niż w trakcie Holocaustu."


"Podboje Indii były często dla tamtejszej ludności walką na śmierć i życie. Muzułmanie palili całe miasta biorąc w niewolę tych którzy przeżyli. Liczby sięgają setki tysięcy ludzi zarówno wziętych w niewolę jak i martwych." 


Francois Gautier w książce "‘Rewriting Indian History" pisze:
"Masakra ludności w Indiach nie mają sobie równych w historii całego świata; były one większe niż zagłady Żydów w okresie II Wojny Światowej, lub w trakcie masakry Ormian przez Turków, ludobójstwo było nawet bardziej rozległe niż to dokonane przez Hiszpanów i Portugalczyków w trakcie podboju Ameryki Południowej".


Afgański władca Mahmud al-Ghazni najechał Indie siedemnaście razy w latach 1001-1026 kronice "Tarikh-i-Yamini' napisanej na zlecenie władcy zostało dokładnie opisane krwawe podboju muzułmanów :


"Krew niewiernych płynęła tak obficie [w indyjskim mieście Thanesar], że strumień wody był odbarwiony, niezależnie od jego czystości, a ludzie nie byli w stanie go pić ... niewierni próbujący opuścić fort umierali w walce lub topili się.. Prawie pięćdziesiąt tysięcy ludzi zostało zabitych. ".

Na zakończenie warto jest dodać jedynie, że obecnie w Indiach ludność muzułmańska jest prześladowana. Są oni najczęściej ofiarami bardzo brutalnych morderstw. 

czwartek, 17 grudnia 2015

Indie: podziemne miasto w samym sercu kraju

Indyjskie władze budują ogromny podziemny kompleks, w którym najprawdopodobniej trwają prace nad bronią termojądrową. Zaniepokojony jest zarówno Zachód jak i sąsiedzi. 


fot. Samat Jain via Creative Commons)


W okolicach miasta Challakere mieszczącym się na południu Indii dokonano niedawno wywłaszczenia mieszkających tam ludzi a przebiegająca przez okolicę droga krajowa została przeniesiona, dotychczasowe granice między miejscowościami zostały przecięte wysokim na 15 stóp murem blokując dostęp do naturalnych ścieżek komunikacyjnych, ziół i drewna opałowego. Ok. 10 lat temu w okolicy zaczęły wysychać studnie, 101 farmerów popełniło samobójstwo z powodu utraconych plonów a władze ogrodziły niezwykle ważny dla okolicy rezerwowy zbiornik Ullarthi. Na pytania mieszkańców władze odpowiadają zdawkowo lub wcale, wyjaśnienia próbowali uzyskać także ekolodzy - bez rezultatu, również oni spotkali się z krótką i wiele mówiącą odpowiedzią: "Nie macie szans na wygraną". Cóż więc tak ważnego znajduje się w tamtym rejonie, że rząd indyjski przyjął tak zdecydowaną postawę?

Jak podaje magazyn Foreign Policy pewnych wyjaśnień dostarczają wypowiedzi emerytowanych pracowników indyjskiego rządu i ekspertów pracujących w Londynie i Waszyngtonie. Sami Amerykanie przyznają, że nie wiedzą dokładnie co Hindusi budują pod ziemią - jeden z zapytanych pracowników administracji Obamy stwierdził, że plany indyjskiego rządu są dla nich "niejasne"., jednak już Gary Samore pracujący w latach 2009-2013 jako koordynator spraw związanych z kontrolą uzbrojeń i broni masowego rażenia przyznał otwarcie, że Indie budują broń termonuklearną, która ma posłużyć jako straszak przeciwko Chińczykom. Z kolei Brytyjczycy regularnie śledzą postępy prac w budowie podziemnego kompleksu, również jednak oni nie mają lub nie chcą podać do wiadomości publicznej żadnych dokładniejszych informacji. 

Indie od lat mają niezwykle napiętą sytuację ze swoimi sąsiadami, przede wszystkim Chinami i Pakistanem, również mocarstwami atomowymi, pomimo podkreślanej niejednokrotnie demokratyzacji indyjskiego rządu, tym liczącym ponad miliard mieszkańców od pewnego czasu wstrząsają kolejne kryzysy, przede wszystkim wzrost aktywności lokalnych islamskich i lewicowych bojówek, konflikty etniczne a także niepewna sytuacja w regionie. Obawy budzą także procedury bezpieczeństwa - organizacja non-profit the Nuclear Threat Initiative (NTI), która niedawno dokonała przeglądu praktyk bezpieczeństwa 25 państw, które znajdują się w posiadaniu materiałów mogących zostać wykorzystane do budowy bomby atomowej uplasowała Indie na 23. miejscu w rankingu, tuż za Iranem i Koreą Północną. Co więcej podczas gdy wiele państw, w tym Chiny starały się w ostatnim czasie poprawić swoje procedury bezpieczeństwa, podobnych działań nie zaobserwowano ze strony Indii. 



czwartek, 25 września 2014

Indie: czy liczące 10 tysięcy lat malowidła przedstawiają istoty pozaziemskie?

Indyjscy archeologowie mają nie lada problem, odkryte przez nich malowidła naskalne liczyć mogą nawet 10 tysięcy lat, ale problem jest inny: widać na nich postacie wyglądające jak przybysze z kosmosu.




 
Oficjalny pogląd jest jasny i oczywisty: nasza historia ma charakter liniowy, ludzkość nigdy nie kontaktowała się z obcymi cywilizacjami, nigdy też w przeszłości nie istniała żadna ludzka zaawansowana cywilizacja. Problem pojawia się kiedy chcemy wytłumaczyć zjawiska zupełnie przez oficjalną wersję historii niewytłumaczalne, takie jak wiek Sfinksa, piramidy rozsiane po całym świecie czy tunele ciągnące się pod prawie całym kontynentem europejskim. Nasza wiedza o przeszłości wciąż jest względnie nieduża, zwłaszcza, że ogromna ilość wykopalisk i wiedzy archeologicznej pochodzi przede wszystkim z okolic Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu. A przecież reszta świata wciąż skrywa przed nami swoje tajemnice.

Taka sytuacja ma miejsce w przypadku mieszczącej się około 130 kilometrów od Raipuru (środkowo-wschodnia część Indii) wiosek Chandeli i Gotitola, gdzie w okolicznych jaskiniach odnaleziono tajemnicze malunki na skałach mogące przedstawiać przybyszy z innej planety.

Niektórzy mieszkańcy okolicznych miejscowości otaczają te malowidła czcią, inni opowiadają historie zasłyszane od ich pradziadów, z którzy opowiadali im o ludziach zwanych "rohela", czyli nieduzi, którzy niegdyś przybyli na ziemię prosto z nieba w okrągłym, latającym obiekcie a następnie zabrali ze sobą kilku mieszkańców wioski.

Chociaż archeolodzy oceniają wiek malowideł na blisko 10 tysięcy lat, to jednak wciąż nie utraciły one swoich barw. Widać na nich postacie trzymające przypominające broń przedmioty, gdzieniegdzie mają one na sobie stroje przypominające kombinezowny kosmiczne, nie widać jednak ich rysów twarzy.

źródło: Ufo-blogger

piątek, 11 lipca 2014

[Infografika] Największe potęgi militarne na świecie. Polska 18.!

Magazyn Business Insider dokonał interesującego zestawienia 50 czynników, które wpływają na potencjał zbrojny poszczególnych państw świata. Global Firepower Index nie uwzględnia jednak ilości głowic nuklearnych, nie dyskryminuje również państw pozbawionych dostępu do morza za nie posiadanie marynarki wojennej. Pierwsza trójka w tym zestawieniu nie zaskakuje, USA, Rosja i Chiny to główni światowi gracze i każdy musi się liczyć z ich stanowiskiem. Z pewnością zaskakuje względnie wysoka pozycja Polski. Uwzględniając Turcję i Rosję Polska posiada 6. pod względem siły wojsko w Europie. Imponujące, prawda?




czwartek, 24 października 2013

Gdzie żyją współcześni niewolnicy?

Baty, łańcuchy, głodzenie, sprzedaż ludzi na aukcjach - to wszystko wydaje się być reliktem przeszłości, jednak są miejsca na świecie, gdzie wciąż kwitnie niewolnictwo. Co więcej, niewolnicy są również w Polsce!

Według danych opublikowanych niedawno przez australijską fundację Walk Free na całym świecie żyje w tej chwili około 29,8 milionów niewolników. Liderem pozostaje Mauretania, gdzie blisko 4% całej populacji żyje w niewoli. Dalej na tej niechlubnej liście znaleźć możemy między innymi: Haiti, Pakistan i Indie. Również w krajach europejskich istnieje niewolnictwo - na naszym kontynencie wśród krajów o największym odsetku zniewolonych ludzi są przede wszystkim państwa Europy Środkowej, w tym Polska.

To może być zaskakujące, ale prowadzony przez wspomnianą organizację Global Slavery Index umieszcza nas na 61. pierwszym miejscu wspólnie z Chorwacją i Słowacją. Według autorów indeksu szacuje się, że w Polsce żyje od 130 do 150 tysięcy niewolników.


Poznajcie czołówkę tego smutnego zestawienia:
1. Mauretania,
2. Haiti,
3. Pakistan,
4. Indie,
5. Nepal,
6. Mołdowa,
7. Benin,
8. Wybrzeże Kości Słoniowej,
9. Gambia,
10. Gabon

Powyższy ranking koncentruje się przede wszystkim na odsetku zniewolonej populacji, gdyby uwzględnić liczby bezwzględne okazałoby się, że niezaprzeczalnym liderem pozostają Indie, gdzie może żyć około 14 milionów niewolników (czyli prawie tyle ile mieszka w całej Holandii). Skąd jednak tak wysoka pozycja Polski? Konstruując ranking jego autorzy uwzględnili 3 główne czynniki: liczba małżeństw pod przymusem, szacowana liczba zniewolonych mieszkańców oraz ilość transportowanych ludzi przez terytorium danego kraju, biorąc pod uwagę fakt, że nasz kraj jest od lat ważnym punktem tranzytowym, to z pewnością mogło wywindować naszą pozycję do góry.

Czy taka definicja wystarczy? Czy może jest ona przesadzona? Jestem niezmiernie ciekaw Państwa opinii w tej sprawie.
 
 


piątek, 24 maja 2013

Tajemnicza śmierć w Alabamie: czy może być związana z uprawami Monsanto?

Russia Today poinformowało wczoraj o "dziwacznej fali chorób układu oddechowego w Alabamie". Dwie osoby w wyniku infekcji zmarły. Lekarze nie mieli pojęcia co to za choroba i skąd pochodzi. Ofiary cierpiały na objawy grypopodobne, w tym duszność, gorączka i kaszel. Co wiąże wszystkie te osoby?

fot. takepart.com
"Spośród siedmiu hospitalizowanych osób z nową chorobą, dwie zmarły", podaje rzeczniczka Alabama Department of Public Health Mary McIntyre. Choć przyczyna infekcji nie jest nieznana, to warto zauważyć, że obecnie pola bawełny w południowo-wschodniej Alabamie są w pełnym rozkwicie. Co ważne, bawełna ta jest genetycznie modyfikowana i ​​zawiera pestycydy typu Bacillus thuringiensis (Bt). 

Nie ma dziś bezpośrednich dowodów na to, że tajemnicza choroba w Alabamie jest dziełem "polepszaczy" Monsanto. Warto jednak przypomnieć, że poważne choroby rolników występowały także w Indiach, kiedy to wielki koncern rozpoczął współpracę przy uprawie tamtejszej bawełny. Raporty z czterech indyjskich wiosek wykazały, że około 25% owiec zginęło w ciągu tygodnia od wprowadzenia środków Monsanto do upraw, a rolnicy aż z sześciu plantacji stale zgłaszali negatywne reakcje skóry, oczu i górnych dróg oddechowych...

Indyjski rolnik cierpiał z powodu praktyk Monsanto, dlatego rząd w Indiach jeszcze w zeszłym roku anulował licencje dla upraw bawełny przez koncern, powołując się na nieuczciwe praktyki handlowe. "Daliśmy szansę Monsanto, jednak wszelkie nieuczciwej praktyki handlowe zostały wykazane i udowodnione", mówi Sudam Adsule, indyjski dyrektor kontroli jakości upraw. Czy podobny scenariusz mógłby mieć miejsce dziś w Stanach? To mało prawdopodobne. 

Firma Monsanto na terenie 180 amerykańskich plantacji wprowadziła właśnie trzy nowe odmiany upraw bawełny typu "Deltapine". Oznacza to, że społeczności wokół tych upraw (najpewniej) nieświadome są ryzyka, które wraz z sobą one niosą. To najnowszy "eksperyment" Monsanto, którego skutki mogą okazać się o wiele gorsze niż te z Alabamy czy Indii...

Czy Waszym zdaniem USA byłoby w stanie podjąć tak radykalne kroki względem Monsanto jak Indie?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

czwartek, 23 maja 2013

Afgańczycy gotowi do wykorzystania ogromnego bogactwa kraju?

Afganistan jeszcze w tym roku planuje uruchomić nawet pięć rafinerii ropy i gazu oraz liczne kopalnie cennych surowców. Jako państwo pogrążone w zamieszkach, Afganistan stara się docierać do inwestorów, aby rozwijać gospodarkę w oparciu o swoje bogate zasoby. Kto jest już nimi zainteresowany?

fot. i.telegraph.co.uk
"Najnowsze projekty obejmują badanie i rozwój w zakresie wydobycia ropy, gazu ziemnego, rud żelaza, miedzi i złota", podkreśla minister kopalin Wahidullah Shahrani. "Planujemy ogłosić dwa przetargi celem poszukiwania ropy i gazu w tym roku, a dwa kolejne w przyszłym roku lub w 2015. Afganistan ma potencjał, aby być samowystarczalny w zapotrzebowaniu na ropę i gaz", dodaje. 

Afganistan ma na celu zwiększenie udziału przemysłu wydobywczego w krajowej gospodarce aż do 45 procent do roku 2024 (w porównaniu z 3 procentami w roku ubiegłym). Naród, który przeszedł dekady walki, w tym dwie wojny domowe, planuje również rozpocząć projekt wydobycia rzadkich ziem litowych. Minerały te wykorzystywane są przez producentów akumulatorów oraz szeroko rozumianych produktów elektronicznych. Dziś ma się to zmienić. 

Afganistan to kraj niezwykle bogaty w cenne surowce.
Czy zachodnie korporacje ruszą szturmem po ich wydobycie?
(fot. stratrisks.com)
Choć Afganistan jest obecnie jednym z najbiedniejszych państw na świecie (pod względem PKB per capita), to popularny US Geological Survey szacuje, że afgańskie surowce mineralne warte są biliony dolarów (!). Korupcja i problemy bezpieczeństwa skutecznie hamowały zainteresowanie zachodnich firm co do inwestowania w kraju. Najbardziej intratne kontrakty przypadły więc chińskim i indyjskim firmom wspieranym przez państwo. 

Czy Waszym zdaniem Afganistan ma szansę na prawdziwy "skok" gospodarczy? I czy zachodnie korporacje masowo zaczną inwestować w Afganistanie?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

ASAT: chiński atut przeciwko USA?

Chińskie media donoszą, że Pekin jest gotowy do przeprowadzenia testu broni antysatelitarnej (ASAT). Nowoczesna technologia ma stanowić "atut "przeciwko Waszyngtonowi. Kontrowersyjna próba ma mieć miejsce w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

fot. topnews.in
Tuż przed świętami, wysokiej rangi urzędnik amerykański miał powiedzieć, że administracja obrony Baracka Obamy jest bardzo zaniepokojona bezpośrednim testem chińskiej technologii ASAT. Wiadomość wywołała niepokój także w Indiach - indyjscy urzędnicy obrony stwierdzili, że Nowe Delhi także powinno zdobyć taką broń i możliwości rozwoju.

Chiny przeprowadziły pierwsze testy broni antysatelitarnej już na początku 2007 roku, co wywołało wielką burzę zaniepokojonych rządów. Niektórzy analitycy twierdzą, że nawet jeśli Chiny w najbliższych dniach ponownie uruchomią testy, to Pekin nie będzie i tak w stanie "powalić obcej satelity, ale jedynie czasowo dezaktywować jej funkcje".

Chińskie władze zapewniają o pokojowym wykorzystywaniu przestrzeni kosmicznej, która znajduje się coraz wyraźniej w obszarze dążeń i pragnień Chin. Zgodnie z oficjalnym stanowiskiem, Chiny nie są zainteresowanie prowadzeniem na szeroką skalę kosmicznego wyścigu z USA. Chiny i Rosja już w 2008 r. wspólnie zainicjowały program, którego celem miało być uniknięcie wyścigu zbrojeń w kosmosie. Propozycja ta została jednak odrzucona przez USA. 

Stany Zjednoczone wyraźnie blokują rozwój przez Chiny swoich możliwości kosmicznych. Rozwój technologii ASAT zdaniem ekspertów jest kluczem dla Chin w zakresie "zdolności strategicznego odwetu". Jest to zabezpieczenie dla Chin, aby powstrzymać USA od podejmowania ryzykownych działania przeciwko Chinom w okresie wielkiej transformacji Państwa Środka. 

Czego Waszym zdaniem może obawiać się USA? 



piątek, 14 grudnia 2012

UFO nad Indiami

Doniesienia o UFO widzianym wielokrotnie na chińsko-indyjskim pograniczu wstrząsnęło tamtejszą opinią publiczną. Czy żołnierze faktycznie widzieli obce statki latające? A może były to chińskie samoloty szpiegowskie?

fot. http://www.pakalertpress.com


Doniesienia na temat UFO pojawiają się bez przerwy i w zasadzie rzadko kiedy ktokolwiek poza pasjonatami tej tematyki w ogóle zaprząta sobie nimi głowę. Do rzadkości należą sytuacje kiedy informacje o niezidentyfikowanych obiektach latających przebiją się do mediów głównego nurtu a z pewnością jeszcze rzadziej stanowisko w tej sprawie zmuszony był zająć minister obrony dużego regionalnego mocarstwa. Tak się jednak stało niedawno w związku z wielokrotnymi obserwacjami tajemniczych obiektów obserwowanych regularnie przez kilka miesięcy wzdłuż granicy chińsko-indyjskiej.

Jak podaje „The Times of India” w okresie od początku sierpnia do 15 października żołnierze patrolujący granicę zgłosili obserwacje tajemniczych obiektów ponad 100 razy. Raporty donosiły o żółtych, świecących sferycznych obiektach, które nagle unosiły się znad powierzchni ziemi gdzieś na chińskim terytorium a następnie przemieszczały się po niebie przez trzy do pięciu godzin. Według gazety indyjskie wojsko zaniepokojone powtarzającymi się wydarzeniami próbowało je zlokalizować przy pomocy radaru, jednak urządzenia nie mogły niczego wykryć. UFO widoczne było w różnych rejonach wzdłuż liczącej ponad 2 tysiące mil długości granicy między obydwoma państwami, zarówno w na terytorium kontrolowanego przez Indie Kaszmiru oraz w pobliżu granicy z Tybetem a także na południu, w tym także u wybrzeży Sri Lanki.

O wyjaśnienie sprawy został w końcu poproszony minister obrony Indii AK Antony, który pod koniec listopada stwierdził, że nie ma żadnego przekonującego dowodu jakoby w pobliżu granicy faktycznie pojawiło się UFO. Zapewnił przy tym, że władze podjęły wszelkie środki zaradcze mogące zapewnić wymagany poziom bezpieczeństwa.

Tajemnicze spotkanie w Himalajach

Pomimo zapewnień ze strony rządowej nie brak rzecz jasna spekulacji i domysłów dotyczących tego co w rzeczywistości widzieli indyjscy żołnierze w pobliżu granicy. Media szybko przypomniały o historii jaka miała miejsce w 2004 roku w Himalajach, kiedy to ekspedycja naukowa informowała o robocie widzianym w jednej z górskich dolin.

W trakcie ekspedycji badawczej grupa geologów i glacjologów pod przewodnictwem doktora Anila Kulkarniego dostrzegła w odległości około 50 metrów od siebie dziwną, przypominającą robota postać. Według członków ekspedycji spotkanie trwało blisko 40 minut po czym mierzący około czterech stóp „robot” nagle wzniósł się w powietrze i odleciał. Całe zdarzenie było widziane przez 40 osób i miało miejsce w regionie Ladakh, w którym ostatnio pogranicznicy zameldowali najwięcej obserwacji UFO. Region ten jest słabo zaludniony, mało tam jest dróg i należy do najbardziej odizolowanych terytoriów w całych Indiach, jednak zważywszy na jego strategiczne znaczenie ma się tam znajdować wiele obiektów wojskowych.

Relacja z całego zajścia sporządzona przez doktora Kurkarniego została zignorowana przez rząd w Nowym Delhi, teraz jednak w związku z zaistniałymi okolicznościami sprawa po raz kolejny ujrzała światło dzienne.

Chińskie drony?

Wydawać się może, że samo zjawisko nie musi być wytłumaczalne jedynie za pośrednictwem teorii o pozaziemskim pochodzeniu tajemniczych obiektów. Zważywszy na fakt, że zdarzyły się one głównie w okolicach granicy z Chinami praktycznie automatycznie nasuwa się sugestia, że mogą mieć one związek z jakąś tajemniczą bronią testowaną w tych okolicach przez Pekin. Zdaniem przedstawicieli indyjskiego wojska analizujących aktywność tych obiektów nie były to z pewnością żadnego rodzaju drony ani orbitujące nisko satelity. Fakt, że nie były one widziane przez radary może sugerować, że obserwowane obiekty nie były wykonane z metalu, czym więc były?

Tak szybkie odrzucenie hipotezy, że w pobliżu granicy testowano nowy rodzaj dronów wydaje się być podejrzane. Urządzenia tego typu są coraz powszechnie wykorzystywane przez wiele państw na świecie, liderem co prawda wciąż pozostają Stany Zjednoczone, ale jak informowaliśmy między innymi na blogu „Kod Władzy” nad swoimi własnymi UAV pracują obecnie również Iran, Rosja, Unia Europejska czy właśnie Chiny. Wiadomo, że testują oni swoją własną maszynę CH-4 the Wing Loong do złudzenia przypominającego amerykańskiego Reapera. Jednostki te są podobne do małych samolotów i z pewnością nie mogły być uznane za UFO. Być może jednak Chińczycy testują coś znacznie wykraczającego poza dzisiejszą technologię dronów, niewielkiego robota, który może poruszać się z dużą prędkością, tak jak ten, którego w 2004 w Himalajach widziała wyprawa Kurkaniego. Od tego czasu minęło 8 lat, być może Pekin zdążył już ulepszyć swój wynalazek i nadszedł czas by wykorzystać go do szpiegowania swojego największego rywala w Azji.

Tajna baza w Himalajach

Istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie. Region Ladakh to teren, gdzie w 1962 doszło do najcięższych walk chińsko-indyjskich, w tych trudno dostępnych okolicach istnieć mają rzekome bazy UFO, o których wiedzą rządy obu państw. Są one jednak z oczywistych względów ukrywane a szum medialny wywołany doniesieniami żołnierzy sprawia, że jej ukrywanie jest coraz trudniejsze. W sieci krążą nawet wypowiedzi, których autorem ma być rzekomo wspomniany już wcześniej minister obrony Indii, AK Antony. Miał on podobno przyznać, że “Indie znalazły w Himalajach czynną bazę UFO. Wspólnie z Chinami i Organizacją Narodów Zjednoczonych pracujemy nad tym rozwiązaniem sprawy napadu przez obcych”. Czy mamy do czynienia z mistyfikacją? Jeśli takie oświadczenie faktycznie zostałoby opublikowane przez ministra obrony jednego z największych państw świata to zapewne byłoby ono powtarzane przez wszystkie wiodące media na całym globie. Tak się jednak nie stało, krążą one zaledwie jako cytat bez podania daty i informacji kiedy Antony miał je rzekomo wypowiedzieć.

Bez względu na to co dokładnie widziano na chińsko-indyjskim pograniczu możemy być pewni, że sprawa wciąż jeszcze nie została zamknięta, wciąż pojawiają się kolejne doniesienia, nikt też do tej pory nie wyjaśnił czym są te tajemnicze żółte światła. Rząd chiński milczy i do tej pory nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie, musimy zatem uzbroić się w cierpliwość.

piątek, 23 listopada 2012

Kiedy Chiny zdominują Azję?

Państwo Środka to obecnie drugi najważniejszy gracz na światowej arenie. Próbując rozrysować scenariusz ewentualnej III Wojny Światowej nie można nie uwzględnić tego co zrobią chińskie władze ani jak zachowają się jego główni rywale. 

Bardzo wiele na temat najbliższych planów USA mówi nam to, co działo się podczas pierwszej po wygranych wyborach podróży zagranicznej Baracka Obamy. To, że zdecydował się on w pierwszej kolejności odwiedzić właśnie Azję Południowo-Wschodnią dobitnie świadczy o tym, że to właśnie tym regionem będą się interesować w pierwszej kolejności. Nie ma się czemu dziwić, wszystko wskazuje bowiem na to, że właśnie tam wyrasta ich główny rywal. 

Nowe wielkie sojusze 

źródło: wikipedia.org
Z każdym kolejnym rokiem rośnie potęga Chińskiej Republiki Ludowej. Państwo to coraz mniej ukrywa swoje ambicje, które wydają się znacznie wykraczać ponad zachowanie istniejącego status quo. Z tego też powodu wielki konflikt zbrojny nie wisi na włosku jedynie na Bliskim Wschodzie. Równie niebezpiecznie może już wkrótce być również na archipelagach leżących na pograniczu Oceanu Indyjskiego i Spokojnego, gdzie wielkie światowe potęgi mogą już wkrótce rozpocząć Wielką Wojnę. Przygotowania do konfrontacji trwają od lat, lecz w ostatnim czasie coraz wyraźniejsze stają się linie podziałów i dwie główne osie. Jedna z nich to opisywana przed blisko rokiem na blogu „Kod Władzy” oś Nowe Delhi-Tokio-Waszyngton. Do tradycyjnego już tandemu Japonii i Stanów Zjednoczonych dołączyły wówczas Indie zaniepokojone wzrostem potęgi Chin oraz nieustającym zagrożeniem ze strony Pakistanu.


Ten ostatni staje się powoli członem odrębnej osi Moskwa-Pekin-Islamabad coraz częściej zajmującej wspólne stanowisko, co było widać choćby przy sprzeciwie wobec interwencji w Syrii. Do niedawna pozostający w sojuszu z USA Pakistan po szeregu skandali związanych z atakami przeprowadzanymi przez amerykańskie drony na terytorium tego państwa wyraźnie zdystansował się od swojego dotychczasowego partnera blokując nawet przez pewien czas dostawy dla wojsk stacjonujących w Afganistanie, równocześnie zbliżając się do Chin i Rosji. Nie bez znaczenia było przy tym zbliżenie się Waszyngtonu do ich odwiecznego wroga – Indii, w których Stany Zjednoczone doszukują się przeciwwagi dla chińskiej ekspansji, prezydent Obama stwierdził nawet, że powinno się znaleźć stałe miejsce dla nich znaleźć miejsce w nowej, powiększonej Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Według raportu opublikowanego przez think tank Centre for Strategic and International Studies (CSIS), strategiczne partnerstwo leży w interesie obydwu państw, znacznie zwiększając ich możliwości militarne, a także „może stanowić fundament do budowy długotrwałych relacji będących jasnym sygnałem dla wszystkich sojuszników, partnerów a także potencjalnych przeciwników”. 

Nietrudno się domyślić kto może być tym przeciwnikiem zważywszy na wydarzenia z ostatnich miesięcy. Nie bez znaczenia było bowiem nie uwzględnienie członkostwa Chin w powstałym w 2005 roku Partnerstwie Transpacyficznym, a także na napięte stosunki w jakich znajduje się to państwo w stosunku do bliskich sojuszników USA, z Japonią na czele. Tokio na ostatnim szczycie państw regionu oskarżyło z resztą Chiny, że te poprzez swoje działania tylko pogarszają i tak napiętą sytuację. 

Chiny wychodzą w morze 

Chodzi między innymi o manewry jakie miały miejsce w ostatnim czasie na Morzu Południowochińskim i na Morzu Wschodniochińskim, będąc nie tylko próbą sprawdzenia umiejętności swojej armii, ale przede wszystkim demonstracją siły. Od dłuższego czasu bowiem Państwo Środka wyraźnie inwestuje w swoje siły zbrojne nie tylko na lądzie, ale być może przede wszystkim na morzu. Niedawno głośnym echem odbiło się choćby wodowanie pierwszego chińskiego niszczyciela, z kolei w grudniu 2011 roku Pekin ogłosił podpisanie porozumienia z władzami leżących w pobliżu wybrzeży Afryki Seszeli, na mocy którego Chiny wkraczają na Ocean Indyjski uzyskując możliwość utworzenia swojej pierwszej zamorskiej bazy wojskowej. W zamian pochodzący głównie od francuskich kolonistów mieszkańcy archipelagu otrzymali ochronę przed atakami grasujących w pobliżu ich granic piratami. 

Wbrew pozorom kojarzone zazwyczaj jako potęga typowo lądowa Chiny muszą bardzo poważnie podchodzić do tego co dzieje się na morskich szlakach komunikacyjnych. Jest to związane przede wszystkim z uwarunkowaniami geograficznymi tego państwa, które pomimo swoich ogromnych rozmiarów pozostaje gęsto zaludniona właściwie tylko na wybrzeżu. Jak zauważyli eksperci Stratfor kraj ten chociaż leży na kontynencie azjatyckim jest w praktyce wyspą, którą od wschodu otaczają wody mórz Wschodnio i Południowochińskiego, od zachodu zaś i od północy od reszty kontynentu oddzielają je nieprzyjazne i trudne do przemierzenia góry i pustynie (patrz: mapa poniżej). 

źródło: Stratfor.com/chinadigitaltimes.net


To sprawia, że Chiny będą zmuszone do zabezpieczenia swoich szlaków komunikacyjnych również na morzu. W tym przypadku po raz kolejny istotną rolę odgrywa geografia – z jednej strony bowiem cały region Azji Południowo-Wschodniej to przede wszystkim ogromna ilość wysp i półwyspów, nad którymi objęcie kontroli wymaga w oczywisty sposób potężnej i mobilnej floty. Trzecim czynnikiem jest z kolei przytoczony swego czasu na blogu Land Destroyer argument, że Państwo Środka uzależnione jest od zachodu od szlaku handlowego zwanego „Pasem Pereł” prowadzącym wzdłuż południowych wybrzeży Indii do Zatoki Perskiej. Szlakiem tym podróżują obecnie tankowce dostarczające ropę napędzającą chiński przemysł, bez tych dostaw Chiny w krótkim czasie mogą stać się bezbronne. W przypadku ewentualnego konfliktu i odcięcia przez Indie dostaw z Bliskiego Wschodu Pekin może w krótkim czasie znaleźć się w podobnej sytuacji co Japonia i Niemcy w czasie II Wojny Światowej, które pozbawione paliwa bardzo szybko przegrały praktycznie wszystko. 

"Pas Pereł"
źródło: SSI

Czy może wobec tego dziwić istny wyścig zbrojeń jaki ma miejsce w Azji Południowo-Wschodniej i mało optymistyczne nastroje wśród tamtejszych polityków? Codziennie słyszymy wiadomości o tym co dzieje się w Strefie Gazy i w Syrii, docierają do nas zapowiedzi wielkiej wojny z Iranem, ale czy w rzeczywistości losy świata nie będą się ważyć w zupełnie innym miejscu? Gdzie na tej wielkiej szachownicy stanie Europa? 

środa, 11 stycznia 2012

Zbigniew Brzeziński: kto straci na wycofaniu się USA?

Zbigniew Brzeziński jest z pewnością jednym z najbardziej wpływowych współczesnych analityków. Z jego zdaniem wciąż liczy się wielu ludzi na całym świecie a publikacje jego autorstwa są szeroko komentowane. W artykule "8 Geopolitycznie Zagrożonych Gatunków" ("8 Geopolitically Endangered Species") opublikowanym w najnowszym numerze prestiżowego "Foreing Policy" wymienił on szereg głównych państw zagrożonych ewentualnym upadkiem Stanów Zjednoczonych. 

Autor słynnych słów, że "Ameryka jest zbyt słaba, by sama rozwiązywać problemy światowe i zbyt potężna, by można je rozwiązać bez niej." zwrócił uwagę na fakt, że w przypadku ewentualnego wycofania się Stanów Zjednoczonych z prowadzonej przez nią globalnej polityki stracić mogą przede wszystkim relatywnie nieduże bądź słabe państwa graniczące z silnym i ekspansywnym sąsiadem. Podkreślił przy tym przede wszystkim rosnące znaczenie takich regionalnych potęg jak Indie i Chiny a także zmianę polityki rosyjskiej. 

Kto więc zdaniem Brzezińskiego straci na wycofaniu się Amerykanów? 

1. Gruzja - bez wątpienia to kaukaskie państwo jest szczególnie zagrożone ewentualnym wycofaniem się poparcia USA. Brzeziński wskazuje, że region ten ma szczególne znaczenie dla Rosji i ewentualne wycofanie się USA z poparcia dla Gruzji skończy się szybką reakcją Moskwy. Dodał przy tym, że pomoc USA ma również charakter ekonomiczny - od czasu wojny w 2008 roku Gruzja otrzymała blisko miliard dolarów.

2. Tajwan - "Narodowe Chiny" od prawie 60 lat pozostają niezależne od rządzonej przez komunistów części kontynentalnej. Od czasu wejścia przez ChRL na ścieżkę reform napięcia między obydwoma państwami chińskimi powoli maleją, jednakże zdaniem Brzezińskiego powolna integracja jest możliwa między innymi dzięki temu, że Tajwan może liczyć na amerykańskie wsparcie. Gdyby poparcie to wycofano można się spodziewać przyspieszenia integracji, lecz tym razem warunki dyktowaliby o wiele silniejsi komuniści. 

3. Korea Południowa - podobnie jak w przypadku Tajwanu wycofanie się USA oznacza wzrost znaczenia Chin w regionie. ChRL pozostaje też protektorem Korei Północnej co wiązać się może z utrudnieniem wzajemnych kontaktów. Według Brzezińskiego skończy się to zbliżeniem między Seulem a Tokio, choć oba kraje ze względu na zaszłości historyczne  nie pałają do siebie sympatią.

4. Białoruś -  chociaż związki tego państwa z Rosją już teraz są bardzo silne, to zdaniem amerykańskiego eksperta ewentualne połączenie się obu państw blokuje między innymi przeciwwaga w postaci obecności USA w Europie. Ich wycofanie się sprawi, że dalsza integracja pozbawiona będzie jakiegokolwiek ryzyka, a co więcej sprawi, że zagrożone staną się państwa bałtyckie z Łotwą na czele. 

5. Ukraina - państwo to pozostaje w rozkroku między Wschodem i Zachodem. Bez USA Europa będzie zdaniem Brzezińskiego za słaba by utrzymać zachodni kierunek tego państwa i w efekcie skończy się to powolnym przejęciem kontroli nad Ukrainą przez Rosjan. Państwo to ma szczególne znaczenie bo dzięki niemu Rosja stanie na drodze do odbudowy swojej mocarstwowości.

6. Afganistan -  ten zniszczony przez wiele lat wojen kraj po wycofaniu USA stanie według Brzezińskiego po raz kolejny w obliczu wojny. Tym razem zagrożenie stanowić ma ewentualny konflikt między Indiami i Pakistanem a także powrót Talibów i odbudowa zaplecza dla terroryzmu. 

7. Pakistan - to pełne kontrastów mocarstwo nuklearne, wciąż pozostaje niestabilne i zagrożone wybuchem konfliktu wywołanego przez wewnętrzne tarcia. Brzeziński twierdzi, że jedynie Stany Zjednoczone są zdolne zrestrukturyzować i unowocześnić Pakistan, bez ich obecności państwo to może szybko przekształcić się w kolejny Iran uzbrojony dodatkowo w broń atomową. 

8. Izrael i Wielki Bliski Wschód - ewentualne wycofanie się Amerykanów oznaczać może tylko jedno: konflikt między najsilniejszymi graczami w regionie, szczególnie między Izraelem i Iranem co skończyłoby się tragicznie przede wszystkim dla państw słabych, takich jak Liban czy Palestyna. 

W artykule Zbigniewa Brzezińskiego wyraźnie widać przekonanie o tym, że to właśnie Stany Zjednoczone są mocarstwem, które stabilizuje światowy ład. Stoi to w zupełnej sprzeczności z opiniami wielu innych komentatorów, których stanowisko niejednokrotnie było na tym blogu przytaczane. Na ile artykuł Brzezińskiego jest pewną prognozą a na ile zwykłym "straszakiem" mającym odegrać swoją rolę przed wyborami prezydenckimi w USA czytelnicy muszą odpowiedzieć sobie sami. 


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Czy Nokia i Apple faktycznie sprzedały dane klientów indyjskiemu wywiadowi?

Z krążących w sieci dowodów wynika, że telekomunikacyjni giganci umożliwili indyjskim służbom wywiadowczym włamanie się do telefonów członków rządowej komisji zajmującej się stosunkami amerykańsko-chińskimi.

fot. sxc.hu
Informacja została ujawniona w sobotę przez indyjską grupę "Lords of Dharamraja", którzy na swojej stronie opublikowali szereg dokumentów, które świadczyć miały o tym, że Apple, Nokia i Research in Motion (producent Blackberry) udostępnili agentom "furtkę", za pośrednictwem której możliwe było śledzenie urządzeń należących do członków komisji. 

"Podsłuchy" miały miejsce od kwietnia 2011 roku. Amerykańsko-Chińska komisja ds. Gospodarki i Bezpieczeństwa (United States-China Economic and Security Review Commission) jest rządową instytucją powołaną w 2000 roku w USA w celu monitorowania i badania kwestii narodowego bezpieczeństwa oraz handlu między Stanami Zjednoczonymi i ChRL.

Nieznane są póki co motywy jakimi kierowały się wspomniane wcześniej firmy wyrażając zgodę na pomoc indyjskiemu wywiadowi. Jedną z hipotez jest ułatwienie dostępu na ogromny, liczący ponad miliard mieszkańców rynek Indii. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że władze w Nowym Delhi już jakiś czas temu udzieliły głównej agencji szpiegowskiej RAW pozwolenia na śledzenie elektronicznej komunikacji każdego z obywateli. 

Wcale nie jest też pewne, że doniesienia indyjskich hackerów są prawdziwe. Krytycy wskazują na szereg niejasności związanych z dokonanym przez nich "włamaniem". Po pierwsze "Lords of Dharamraja" utrzymują, że na serwery wywiadu udało im się włamać dzięki pozyskaniu kodu źródłowego systemu antywirusowego Norton Security. Tą informację kwestionuje producent oprogramowania, firma Symantec, która jednak zapowiedziała zbadanie sprawy. Drugim powodem jest sam fakt istnienia "tylnych drzwi" do smartfonów - na ten temat w sieci trwa zażarta dyskusja i zdania są podzielone. Istnieje także trzeci powód, mianowicie fakt, że raporty Amerykańsko-Chińskiej komisji ds. Gospodarki i Bezpieczeństwa są jawne i dostępne wszystkim zainteresowanym co daje w wątpliwość sens tak ryzykownych działań indyjskich służb. Z drugiej jednak strony służby te mogą być zainteresowane pewnymi zakulisowymi informacjami, których nie w sposób znaleźć w oficjalnych raportach. 

Jeśli doniesienia "Lords of Dharamraja" okażą się prawdziwe, będzie to pierwszy w tym roku skandal ujawniony przez grupę hackerów. W roku 2011 dostrzec można wyraźnie rosnący wpływ tych środowisk czy to przez działalność portalu Wikileaks, czy też słynną grupę Anonymous. Głośna była również sprawa stworzenia przez niemiecki rząd specjalnego trojana umożliwiającego śledzenie komputerów swoich obywateli, o czym opinia publiczna dowiedziała się dzięki grupie Chaos Computer Club.


środa, 28 grudnia 2011

Nowe Delhi-Tokio-Waszyngton - początek nowej osi?

Niedługo po śmierci Kim Dzong Ila w Waszyngtonie doszło do interesującego spotkania między ważnymi przedstawicielami trzech państw: Indii, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Do tego trójstronnego, roboczego spotkania doszło 19 grudnia. 

Według deklaracji uczestników spotkanie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze, zaś szczególnie istotny był fakt, że rządy wszystkich trzech państw „podzielają wspólny system wartości”. Wśród owych wartości wymieniono: demokrację, prawa człowieka, rządy prawa, transparentność, otwarte rynki i wolność żeglugi. Jak sami przyznali, „nie było ani chwili dysonansu”. 

źródło: SSI
Waszyngtońskie spotkanie może wkrótce zaowocować powołaniem poważniejszej platformy współpracy. Niektórzy komentatorzy sugerują, że do wspomnianej trójki może też dołączyć Australia, która również zacieśniła niedawno kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. 

Grupa ma się ponownie spotkać w przyszłym roku w Tokio. Warto zwrócić uwagę, że skład grupy wydaje się wskazywać na swoistą reakcję na zacieśnianie więzów wśród innych wpływowych krajów tego obszaru, mianowicie Rosji, Chin i Pakistanu. 

Można się domyślać, że tematyka chińska była omawiana ze szczególną uwagą zważywszy na fakt, że niewiele rzeczy w regionie dzieje się dziś bez uwzględnienia stosunków z Państwem Środka. 


Autor bloga Land Destroyer, zwrócił uwagę na fakt, że większość działań mających ostatnio miejsce ma na celu przede wszystkim okrążenie i osłabienie Chin. Bardzo ważna jest zwłaszcza ewentualne utrudnienie dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu gdzie istotną rolę odgrywa tak zwany "Pas Pereł" ("String of Pearls"). Pojęcie to po raz pierwszy zastosowano w 2006 roku w raporcie Strategic Studies Institute. Stosunki z państwami znajdującymi się w pobliżu tego pasa są szczególnie istotne dla Pekinu, z tego też względu dla Stanów Zjednoczonych Indie i Tajlandia to wartościowy sojusznik. 

Kolejne doniesienia wydają się jasno sugerować, że to właśnie wokół Chin toczy się dziś najciekawsza rozgrywka. Czyżby rację miał Benjamin Fulford utrzymujący, że to właśnie kraje Wschodniej Azji stanowią najpoważniejsze zagrożenie dla światowych elit? Gdy z kolei spojrzymy na obecny proces zawierania sojuszy to czy wyda on nam się dziwnie znajomy?

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf