Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzecia wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzecia wojna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 października 2021

[Infografika] Gdzie dziś toczą się konflikty zbrojne?

 Poniższa mapa oparta jest na danych Rady Stosunków Zagranicznych (CFR) pokazuje, gdzie obecnie znajduje się 27 toczących się na świecie konfliktów i jakiego rodzaju są to konflikty. 

Wielu ludzi żyjących dzisiaj nigdy nie przeżyło wojny na ziemi swojego kraju, szczególnie ci na Zachodzie. Ale konflikty, wojny i przemoc w żadnym wypadku nie należą do przeszłości.

Według Armed Conflict Location & Event Data Project (ACLED) tylko w drugim kwartale 2021 r.:


  • Przemoc wobec ludności cywilnej spowodowała śmierć ponad 5000 osób na całym świecie
  • Liczba zgonów związanych z bitwami przekroczyła 18 000
  • Wybuch/przemoc na odległość doprowadziła do ponad 4000 zgonów
  • W wyniku zamieszek zginęło ponad 600 osób

Większość światowych konfliktów koncentruje się w Azji i Afryce, a najczęstszymi formami są spory terytorialne i wojny domowe. Podczas gdy terroryzm często budzi strach w ludziach, według CFR tylko trzy z toczących się na świecie konfliktów są powiązane z terroryzmem.





piątek, 5 października 2018

Mike Pence o polityce administracji Trumpa wobec Chin

Dopiero co opublikowane nagranie 45-minutowego wykładu wygłoszonego przez wiceprezydenta Mike'a Pence podczas spotkania na Hudson Institute.




wtorek, 18 kwietnia 2017

Bogactwa Korei - dlaczego Amerykanie wszczynają wojnę?

Korea Północna jest dla świata obrazem reżimu, ubóstwa, śmierci. Rzadko kiedy wspomina się o wielkich bogactwach do jakich ma dostęp dyktator. Wszystko dlatego, że władzę nie stać na wydobycie olbrzymiego skarbu znajdującego się głęboko pod ziemią.




Metale ziem rzadkich są jednym z najcenniejszych obecnie surowców, do których dostęp ma zaledwie garstka państw. Wszystko ze względu na bardzo wysokie koszty ich wydobywania. Obecnie monopol dzierżą Chiny, surowce wydobywają między innymi z terenów należących do Korei Północnej. 

Pojawia się zatem pytanie, czy prawdziwym celem USA jest obalenie reżimu? Czy dostęp do bogactw szacowanych na wartość 6 bln dolarów?

W ostatnich dniach w mediach pojawiło się sporo informacji o prowokacjach ze strony Korei Północnej w kierunku USA. Przytaczane wypowiedzi dezaprobaty wobec działań Trumpa na Bliskim Wschodzie doprowadziły do nerwowej atmosfery pomiędzy krajami. Pokaz sił, informacje o możliwościach militarnych i niewiele o tym jaki jest prawdziwy cel ewentualnej agresji USA. Warto jest nadmienić, że w przypadku ataku na Koreę Północną, Rosja opowiedziała się niejako po jej stronie. Mocny rozkład sił powoduje zatem, że stoimy prawdopodobnie na skraju konfliktu ogólnoświatowego. 


Jaki jest prawdziwy cel obalenia reżimu?

Dostęp do metali ziem rzadkich w tak dużych ilościach jakich złoża są szacowane na terenie Korei Północnej, pozwoliłyby na "skok w przyszłość". "Magiczne" właściwości i zastosowanie metali opisane zostały na blogu we wpisie Rzadkie pierwiastki, które mogą zrewolucjonizować świat energetyki (bardziej ekonomiczna analiza). W skrócie państwo, które by miało do nich dostęp mogłoby pozwolić sobie na rozbudowę arsenału militarnego, technologicznego, i przede wszystkim ogólnogospodarczego poprzez ich sprzedaż.
Kilka lat temu świat obiegła informacja, że Rosja ma uzyskać dostęp do metali ziem rzadkich na terenie Korei Północnej. Umowa jaką miały zawrzeć państwa między sobą zobowiązywała Rosję do wypłacenia i inwestycji na poziomie 25 mld dolarów. Inwestycja miała polegać na modernizacji między innymi sieci energetycznej na terenie kraju. W zamian Korea Północna miała umożliwić wydobywanie surowców, które później miały być także użyte do poprawy mocy między innymi broni atomowej. 

Obalenie reżimu w Korei Północnej i rozpoczęcie wydobywania surowców pozwoliłoby na utrzymanie monopolu Chinom, ułatwiając także do nich dostęp Amerykanom.
 

źródło: inquisitr.com



czwartek, 28 stycznia 2016

Chińczycy naruszają wody terytorialne Japonii. Kolejna odsłona konfliktu o niezamieszkałe wyspy.

Czy kilka niezamieszkanych wysp może wywołać konflikt zbrojny? Jakkolwiek dziwnie by to nie wyglądało, tak właśnie przedstawia się sytuacja na pograniczu wód terytorialnych Chin i Japonii. 



Jak poinformowała dzisiaj japońska Straż Przybrzeżna w pobliżu spornych wysp Diaoyu /Sinkaku, formalnie należących do Japonii, lecz będących przedmiotem roszczeń zarówno Chin kontynentalnych jak i Tajwanu, cztery chińskie okręty patrolowały przez dwie godziny okolicę, naruszając tym samym granice wód terytorialnych. Co niezwykle istotne nie była to w jakikolwiek utajniona misja, incydent potwierdziła także Chińska Państwowa Administracja Oceanów, która stwierdziła, że cztery jednostki patrolowały należące do ChRL wyspy. Wcześniej ignorowały one wezwania Japończyków do opuszczenia wód terytorialnych odpowiadając, że nie akceptują ich punktu widzenia i że terytorium należy do Chin. 

Skąd takie zainteresowanie kilkoma pustymi wyspami? Powodów jest kilka, przede wszystkim są one położone w niezwykle ważnych strategicznie miejscach, blisko szlaków handlowych i granic Japonii, Chin i Tajwanu, ponadto w latach 60 odkryto tam złoża gazu i ropy naftowej. W końcu są one kluczowe z punktu widzenia wojskowości, dają bowiem niezwykle istotne pozycje dla korzystających z nich wojsk, w tym przede wszystkim USA i Japonii korzystających z położonej nieopodal wyspy Okinawa. 

Pojawienie się chińskich okrętów na japońskich wodach terytorialnych to bardzo poważny ruch, zaostrza on ponownie już i tak napiętą sytuację w tamtejszym regionie, jeśli zaś podobne prowokacje będą się powtarzać, może się skończyć gwałtowną reakcją Japończyków a odwet będzie wówczas nieunikniony. 


sobota, 9 stycznia 2016

Wojna domowa w Turcji?

Turcja jawi się z zewnątrz jako jedno z najstabilniejszych państw regionu śródziemnomorskiego, które skutecznie rozgrywa skonfliktowane ze sobą stronnictwa i wyciąga z tego dla siebie korzyści. Jest jednak także jej drugie oblicze, oblicze Turcji jako kraju podzielonego i wewnętrznie rozdartego, w którym na włosku wisi wojna domowa.


"To czego ludzie tutaj na zachodzie Turcji nie są świadomi to fakt, że jesteśmy zaledwie o krok od wojny domowej" - powiedział magazynowi New York Times Engin Gur mieszkający obecnie w Stambule przybysz z południowego wschodu kraju. 

W graniczącej z Syrią części Turcji sytuacja jest niezwykle napięta, wielokrotnie znikali tam dziennikarze i działacze Partii Pracujących Kurdystanu, to właśnie tamtędy przerzucana jest broń i ludzie do Państwa Islamskiego na co przymykają oczy władze i wojsko. Głównym bowiem wrogiem Ankary nie jest "kalifat", lecz Kurdowie, którzy na terenie Syrii i Iraku starają się ze wszelkich sił powstrzymywać postępy Daesz. 

Za przykład niech posłuży historia z sierpnia 2015 kiedy to siły kurdyjskie (YPG) były blisko zajęcia Jarablus będącego ostatnim miastem na drodze do kluczowej w trwającym konflikcie stolicy "kalifatu" Raqqi. W przypadku zajęcia Jarablus droga byłaby otwarta, lecz właśnie wówczas prezydent Erdogan uznał, że miasto nie może być zajęte a wojska tureckie po cichu zaatakowały Kurdów. Teraz, gdy stosunki z Rosją są szczególnie napięte Ankara może napotkać dodatkowy problem - wzmocnienie Kurdów, którzy zawrą porozumienie z Moskwą i uzyskają wsparcie bezpośrednio od Rosjan. Do tego póki co nie doszło, ale wiele wskazuje na to, że finalnie obie strony mogą się dogadać a wówczas, zwłaszcza jeśli Daesz upadnie siły kurdyjskie, uzbrojone i posiadające zaplecze polityczne mogą się zbuntować i ogłosić secesję. A to oznacza nową wojnę domową na Bliskim Wschodzie,  tym razem w Turcji. 


wtorek, 24 listopada 2015

Czy wojna w Syrii to wciąż wojna domowa czy już wojna światowa?

W momencie kiedy cały świat z zapartym tchem śledzi skutki zestrzelenia rosyjskiego myśliwca przy syryjsko-tureckiej granicy, my spójrzmy na to nieco z dystansu. Turcja od czasu rozpoczęcia przez Rosję bombardowań terenów zajmowanych przez Państwo Islamskie była co najmniej sceptycznie nastawiona do tych działań, wcześniej zaś, otwarcie wspierała przeciwników Bashara Al-Assada.

rosyjskie myśliwce w Syrii/Wikipedia


Wojna domowa w Syrii rozpoczęła się od protestów przeciwko władzy Bashara Al-Assada i zdominowanej przez niego partii BAAS, która od dziesięcioleci rządzi tą arabską republiką. W momencie zaostrzenia się konfliktu dało się zaobserwować dwie główne linie poparcia - jedna to zwolennicy reżimu, lub też państwa, które sprzeciwiały się jakiejkolwiek interwencji z zewnątrz - to przede wszystkim Rosja i jej sojusznicy oraz Chiny. Z drugiej strony stanęły państwa związane bliżej lub dalej z USA, przede wszystkim zaś Turcja, która ma w Syrii żywotne interesy a Al-Assad od dawna był dla Ankary uciążliwym rywalem. Pomimo zablokowania przez Rosję i Chiny odpowiedniej rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, światowe mocarstwa po cichu udzielały wsparcia Assadowi i jego przeciwnikom. Częste były doniesienia o tureckich wojskowych przekraczających granicę, a także braku utrudnień ze strony Turcji w przerzucie broni na terytorium Syrii. Z drugiej strony Rosja udzielała władzom w Damaszku propagandowej (a po cichu także wojskowej) pomocy, blokując równocześnie jakąkolwiek interwencję Zachodu. 

Przełomem okazał się moment, gdy już wcześniej wspominana przez różnej maści obserwatorów jedna z grup opozycjonistów, Islamskie Państwo Syrii i Lewantu na zajętych przez siebie terenach pogranicza Iraku i Syrii ogłosiło niepodległy kalifat i ogłosiło wojnę totalną z niewiernymi. Doniesienia z Państwa Islamskiego, zwanego w skrócie ISIS szokowały opinię publiczną na Zachodzie, informacje o torturach, morderstwach, gwałtach i handlu ludźmi bulwersowały, ale nie miały żadnych poważniejszych skutków. Sytuacja zmieniła się wraz z włączeniem się w konflikt kolejnych państw:

  • 22 września 2014 Stany Zjednoczone wraz z siłami państw Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu: Bahrajnu, Kataru, Jordanii, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich rozpoczęły bombardowania pozycji Państwa Islamskiego w Syrii. Wcześniej USA udzielały wsparcia opozycji sprzeciwiającej się Assadowi (jednak oficjalnie w dostawach nie było broni) a także prowadziły działania wywiadowcze głównie przy pomocy dronów. 
  • Rosja rozpoczęła bombardowania strategicznych dla Państwa Islamskiego lokalizacji 30 września 2015 roku. 
  • Turcja pozostaje z boku konfliktu, jednak wciąż udziela wsparcia opozycjonistom walczącym z Assadem i z ISIS, unika jednak pomocy Kurdom, których pozycje były już niejednokrotnie bombardowane. W stosunku do Państwa Islamskiego poza deklarowaną wrogością doszło jedynie do kilku bombardowań i starć przy granicy. 
  • Francja, była od dawna aktywnie zaangażowana w sprawy syryjskie, już w 2011 roku Paryż wspólnie z Londynem naciskały na Bashara Al-Assada by ten ustąpił. Jesienią 2015 roku przeprowadzono kilka bombardowań obiektów ISIS, ale walkę otwarcie i na szerszą skalę Francja zapowiedziała dopiero po atakach w Paryżu, do odpowiedzialności za które przyznało się Państwo Islamskie. 

Dziś media poifnormowały o zestrzeleniu przez Turków rosyjskiego myśliwca, Siergiej Ławrow zadeklarował, że Moskwa zerwie stosunki wojskowe z Ankarą. Sytuacja się zaostrza a na Bliskim Wschodzie zaczynają być aktywne praktycznie wszystkie liczące się mocarstwa. Czy to już zapowiedź nowej wojny światowej a my mamy do czynienia z nowymi Bałkanami?







środa, 23 września 2015

Którędy imigranci docierają do Europy? Czy wkrótce ruszą przez Polskę?

Europa jest zalewana przez imigrantów. Nawet Donald Tusk nie ukrywa już, że dzisiejsze tysiące już wkrótce mogą się stać milionami przybyszów z ubogich lub pogrążonych w wojnie części Azji i Afryki. Walka Węgier o utrzymanie nieprzepuszczalności granic to tylko pierwsza odsłona konfliktu, który być może na zawsze odmieni oblicze Europy jaką znaliśmy dotychczas. 



Publikowane wszędzie zdjęcia potwierdzają, że obecna ogromna fala imigrantów nie jest już tylko związana z Syrią i trwającą tam od lat wojną domową. Syryjczycy znajdują się wśród przybyszy do Europy, ale stanowią oni jedynie ułamek wszystkich wędrujących w kierunku Starego Kontynentu ludów. Część z nich pochodzi z Afryki, zarówno tej północnej, z Libii, Tunezji, Algierii, część z Afryki Subsaharyjskiej, grupy te najczęściej decydują się na ucieczkę przez Hiszpanię, czasami Włochy. Druga grupa przez na północ od strony Azji, to przede wszystkim przybysze z Bliskiego Wschodu, ale są wśród nich duże grupy ze Wschodniej Afryki, np. Somalii, Erytrei. Wspólnie z nimi przez Irak, Syrię, Turcję, w końcu Grecję do Europy docierają mieszkańcy Azji Środkowej, Uzbekowie, Afgańczycy. 

Ich cele są wbrew pozorom różne, znacząca część chce dotrzeć do Niemiec, inni stawiają na Szwecję - to właśnie w tych państwach wielu z przybyszy widzi koniec swojej długiej i ciężkiej podróży. Inni widzą jej kres bardziej na zachodzie, szczególnie w Wielkiej Brytanii, do której najpierw jednak muszą się przedrzeć pokonując euro-tunel prowadzący z francuskiego Calais do Dover lub trafiając szczęśliwie na płynący prom. 

Ścieżki dla imigrantów są różne: Gibraltar i Hiszpania, Sycylia i Włochy, Lesbos i Grecja, w końcu pozostaje jeden, nie podany na poniższej mapie kierunek - najdłuższą granicę Unii Europejskiej ma bowiem Polska i to właśnie ten kierunek, szczególnie znając słabość ukraińskiego państwa, mogą wykorzystać imigranci. 





środa, 9 września 2015

Wojna wywołana przez suszę? Na kilka lat przed wybuchem wojny domowej w Syrii doszło do prawdziwej klęski!

Podczas lektury kolejnych artykułów na temat imigrantów nacierających wielkimi falami do Europy często spotykamy się ze stwierdzeniem, że powodem ich ucieczki są prześladowania i trwająca w Syrii wojna. Ich przeciwnicy twierdzą jednak, że tak naprawdę imigranci przybywają na Stary Kontynent szukać lepszego życia. Kto ma rację? Wydaje się, że obie strony, na pewno zaś sytuacja gospodarcza Syrii w ostatniej dekadzie znacząco się pogorszyła. Nie tylko z powodu wojny. 



Syria leży w sercu tzw. Żyznego Półksiężyca, części świata, w którym najwcześniej w historii rozwinęło się rolnictwo, w którym swoje korzenie ma wiele potężnych cywilizacji i w którym leżą najdłużej nieprzerwanie zamieszkane miasta świata (Damaszek). Teraz jednak, w wyniku trwającej suszy to może się zmienić. 

Jak twierdzi Francesco Femia, współzałożyciel Center for Climate and Security zajmującej się związkami pomiędzy zmianami klimatycznymi a bezpieczeństwem zwraca uwagę na fakt, że w latach 2006-2011 w Syrii trwała susza, która dotknęła blisko 60% powierzchni kraju. W efekcie doprowadziło to do zniszczenia znaczących połaci upraw w tym do niedawna bardzo żyznym rolniczym kraju. 

Sytuację pogorszyła polityka rządu, który dotował uprawę pszenicy i bawełny wymagających znaczącego nawadniania, które było prowadzone ponadto w sposób nieumiejętny, prowadząc do dalszego wysychania gleby. W rezultacie na północy i południu Syrii blisko 75% rolników straciło swoje uprawy, na północnym wschodzie pasterze stracili blisko 85% pogłowia. To spowodowało z jednej strony znaczący wzrost cen żywności w całym kraju, z drugiej zaś masową migrację ze wsi do miast ludzi, którzy po utracie swoich gospodarstw próbowali znaleźć pracę w mieście. To często kończyło się niepowodzeniem, prowadząc do pogorszenia nastrojów społecznych i protestów. Reżim Bashara al-Assada rozpoczął aresztowania, które tylko pogorszyły atmosferę. W końcu doszło do wybuchu wojny.




wtorek, 3 marca 2015

Tak umiera europejska solidarność

Rosja, państwo islamskie, kryzys finansowy, dostawy broni, imigranci - to jedne z wielu punktów zapalnych z jakimi muszą sobie radzić dzisiejsi przywódcy państw Unii Europejskiej. Czy jednak Unia ma jeszcze jakieś znaczenie? Czy można jeszcze w ogóle mówić o wspólnych celach i interesach krajów UE? Poniżej przegląd kilku państw, które wyłamują się ze wspólnych działan. Czy z resztą Europie kiedykolwiek działała solidarnie?
 



Węgry - są w tej chwili państwem, o którym nagłośniej mówi się, że złamało europejską solidarność. Victor Orban jako pierwszy głośno wyraził swoje poparcie dla Władimira Putina, wynegocjował także wyjątkowo korzystne ceny na dostawy gazu do swojego państwa.

Niemcy - władze Niemiec odmówiły niedawno Litwinom, którzy poprosili Berlin o wsparcie wojskowe. "W naszym planach nie ma dostawy ciężkich pojazdów transportowych z armii niemieckiej bądź też ich odsprzedaży" - powiedział rzecznik prasowy ministerstwa obrony RFN. Wiadomość ta wstrząsnęła opinią publiczną w krajach bałtyckich, spotkała się również z krytyką członków Bundestagu.

Równocześnie Niemcy znacznie ochłodziły w ostatnim czasie swoje stosunki z innymi czołowymi państwami NATO, USA i Wielką Brytanią po tym gdy w kraju wybuchła afera szpiegowska po ujawnieniu działalności wywiadów krajów anglosaskich na terenie Niemiec.

Włochy - od dłuższego czasu walczą o większą solidarność między państwami europejskimi, które nie chcą przyjmować do siebie kolejnych fal imigrantów. Leżąc blisko wybrzeży Afryki Italia zmaga się w ostatnim czasie z poważnymi kłopotami, gdyż kolejne grupy uciekinierów z Libii, Syrii i innych arabskich krajów najczęściej przybijają właśnie do włoskich wybrzeży. Sytuację pogarsza fakt, że Rzym obawia się ataków ze strony ISIS, które próbuje przejąć kontrolę nad Libią angażując się w tamtejszą wojnę domową.

Interesujące są też doniesienia z ostatnich dni mówiące o tym, że Włosi postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i w pobliże libijskich wód terytorialnych wpłynęły włoskie okręty wojenne.

Cypr - to kolejne obok Włoch państwo śródziemnomorskie, które odczuwa co raz większą niepewność wobec swojej sytuacji międzynarodowej. Pod koniec lutego prezydent republiki odwiedził Moskwę, gdzie zawarł porozumienie na mocy którego rosyjskie okręty będą mogły wpływać do cypryjskich portów.

Grecja - nowy premier kraju zaprotestował przeciwko sankcjom gospodarczym wobec Rosji wskazując, że traci rocznie blisko milion rosyjskich turystów, którzy do tej pory przybywali licznie do tego kraju.

Wielka Brytania - od dłuższego czasu stanowi jeden z głównych rozsadników europejskiej solidarności. Narastające w ostatnim czasie głosy aby Londyn podjął decyzję o opuszczeniu Unii mogą w pewnym momencie wziąć górę.

Czechy - łamią embargo dostarczając Rosji amerykańskie uzbrojenie - podaje Superstacja.

Powyższe przykłady to rzecz jasna tylko kilka najbardziej widocznych, może Szanowni Czytelnicy znajdą inne przejawy łamania europejskiej solidarności?

środa, 26 listopada 2014

5 lat po napisaniu powieści "Kod Władzy"

Szanowni Czytelnicy,

Od wydania „Kod władzy” minęło kilka lat. Zakończyłem jej bezpłatną publikację na swoim blogu. Mam nadzieję, że więcej osób ją przeczytało, a wielu z Was pozostawiła w sytuacji gdy zadajecie sobie pytanie: czy to widzimy na co dzień jest takie jak nam się poprzednio wydawało? „Kod” odniósł sukces, dostąpił nawet miana bestsellera, doczekał się emisji w oddziałach Polskiego Radia, uznania internautów w ich głosowaniach w konkursie „Blog roku” zajmując pierwsze miejsce jako najlepszy blog polityczny. Artykuły Orwellsky’ego przeczytało prawie 40 milionów czytelników na całym świecie, ponad 3 miliony zagościły na blogach, a sam autor, doczekał się określenia „polskiego Dana Browna”. Miło, bo kto przed publikacją książki słyszał o jakimś tam Orwellskym? Ale co innego jest chyba najważniejsze.

Potwierdziło się to, że w maleńkiej miejscowości na Mazurach, w Starych Kiejkutach było więzienie CIA, którego władza się tak gorączkowo wypierała, nie tylko nasza, ale i amerykańska. O ile to, że była, mógł jeszcze ktoś zakładać, to faktu wyniesienia z Watykanu tajemnych akt, przez pewnego istotnego urzędnika, nikt poza „Kodem” nie zapowiadał, a tak się przecież stało. Od czasu premiery książki świat „postąpił do przodu”. W tym czasie próbowano zawłaszczyć internet, wtłoczyć na rynek obwarowane zawłaszczającymi licencjami GMO, „udusić” WikiLeaks za kompromitujące władzę przecieki. Podsłuchiwano polityków z „górnej półki” a baz wojskowych na wschodzie strzeże się w „imię demokracji”.

Tej samej demokracji, dla której rewolucje na północy Afryki podszyte są nowymi kontraktami na eksploatację naturalnych bogactw.

„Obyś żył w ciekawych czasach” te stare chińskie powiedzenie, a właściwie dość poważne przekleństwo pasuje jak ulał do tego, że nasz świat stał się bardziej orwellowskiniż był zaledwie kilka lat temu. I dla tego chyba warto było napisać te książkę? Być może nie doskonałą, ale jak napisał jej recenzent: „Pasjonująca książka Kod Władzy jest kluczem do zrozumienia świata, w którym jasne fakty i ich właściwe nazwanie uważa się za spiskowa teorię dziejów lub polityczna niepoprawność. Te są jedynie wypracowanym sposobem ośmieszania zdrowego rozsądku, niczym więcej”. Czy tak jest w rzeczywistości? Osądźcie sami.

„Tajemnica czternastej bramy” jest inną książką niż „Kod”. Z bardziej dynamiczna akcją, z wątkami „nie z tej ziemi”, gdzie fikcja, jak piszą moi czytelnicy, miesza się z prawdą. Jest powieścią odnosząca się bardziej do współczesności niż do historycznych kontekstów. Akcja przenosi bohaterów na tajemniczy, fascynujący zamek w południowej Austrii. Nigdy nie zdobyty, do którego droga prowadzi przez czternaście bram. A w czternastej bramie ukryte jest.. no właśnie… by się dowiedzieć może warto przeczytać książkę, której fragmenty będę publikował w kolejnych odsłonach na stronie blogu. Najtrudniej być sędzią we własnej sprawię a skoro tak to posłużę się jedną z recenzji, zmieszczonej na stronie znanego portalu Merlin.pl:

tośka

Wciągająca, pełna tajemnic, fascynująca (2012-11-27)

Ocena 5 na 5

Do drugiej części bestsellerowego "Kod Władzy" podchodziłam ostrożnie, obawiając się wyczerpania formuły, sztampy, braku pomysłów. Okazało się, że moje obawy były bezzasadne. "Tajemnica 14 bramy" to książka przemyślana, wciągająca, luźno nawiązująca do pierwszej części. Orwellsky zaskakuje kolejny raz - odkrywa przed czytelnikami tajemnice i układy, których istnienie można co prawda podważać, natomiast nie można ich definitywnie wykluczyć. Opierając się o domniemania, relacje, hipotezy konstruuje niezwykle ciekawą opowieść, w której nie istnieje słowo "niemożliwe". Lektura jest niezwykle pobudzająca intelektualnie, skłania do stawiania pytań i delektowania się brakiem odpowiedzi. Zdecydowanie polecam i czekam na kontynuację!


Miejmy nadzieję, że tak faktycznie jest jak pisze anonimowa recenzentka.


Dochodzę do wniosku, że przychodzi czas na trzecią część. Kiedy będzie? Pewnie na święta. Które? Pewnie te wielkanocne. O czym ? No właśnie… Będzie o teoriach brytyjskich służb specjalnych, które twierdzą, że ich agenci mogą zamknąć się w torbie turystycznej od środka i skonać. Będzie o globalnej sieci wywiadu elektronicznego, o Breiviku i jego zagadkowych powiązaniach. Będzie też pewnie o tym jak to się stało, że Prezesem Banku Centralnego Bośni i Hercegowiny nie może być obywatel tego kraju, a może i o tym jak wykończono „tygrysy azjatyckiej gospodarki”. Może kolejna książka odkryje tajemnicę rezygnacji Papieża Ratzingera? W końcu w gabinecie papieża wszystko się w tej historii zaczęło. Co w tym wszystkim jest pewnego? Z pewnością to, że książka jak dwie poprzednie, będzie związana z zamkiem Korzkiew. Miejscem, w którym czasem znajdziecie Orwellsky’ego, piszącego w jednej z jego urokliwych komnat.

wtorek, 22 lipca 2014

Czy to koniec chrześcijan na Bliskim Wschodzie?

Ich przodkowie żyli na tych ziemiach od tysięcy lat, dziś w wyniku prześladowań, zamachów i polityki nowych władców Bliskiego Wschodu są zmuszani do migracji. Czy w XXI wieku chrześcijanie znikną z Iraku i innych bliskowschodnich państw?



Kiedy mówi się o skomplikowanej sytuacji w Iraku często nie pamięta się, że obok podziałów na Kurdów, arabskich sunnitów i szyitów istnieją jeszcze mniejsze, ale bardzo istotne grupy, tak jak choćby istniejąca tam od czasów biblijnych społeczność chrześcijańska. Do niedawna w Iraku mieszkali również Żydzi, ale w wyniku prześladowań jakich zaznali za Saddama Husajna musieli oni w większości opuścić ten kraj pod koniec XX wieku.  Ze spisu przeprowadzonego w 1987 roku wynika, że w kraju tym mieszkało 1,4 miliona chrześcijan, jednak w wyniku sankcji nałożonych na to państwo, populacja ta powoli się kurczyła. Obecnie ich liczbę szacuje się na około 300 tysięcy osób, jednak już wkrótce może być ich jeszcze mniej.

Od czasu brytyjsko-amerykańskiej inwazji Irak opuściła już blisko połowa żyjących tam do tej pory chrześcijan. Stali się oni ofiarą konfliktu jaki wybuchł między Sunnitami, Szyitami i zachodnimi mocarstwami przez muzułmanów postrzeganymi jako Niewierni bądź (mylnie) Krzyżowcy. W efekcie iraccy chrześcijanie postrzegani byli jako społeczność wspierająca zachodnich najeźdźców, stając się ofiarami ataków na domostwa, gwałtów, tortur, porwań i morderstw. Zniszczeniu uległo również wiele starożytnych kościołów i monasterów.

Miasto Mosul było jeszcze do niedawna stolicą irackich chrześcijan, tamtejsza społeczność, głównie ormiańskiego i asyryjskiego pochodzenia, Ci ostatni żyli w tym mieście od blisko 6 tysięcy lat. Wszystko skończyło się w ostatnią niedzielę gdy po liście rozesłanym przez ISIS wzywających chrześcijan do przejścia na islam, w przeciwnym wypadku będą oni zmuszeni do zapłacenia podatku dla niewiernych bądź też poniosą śmierć. Organizacja ta znana jest z brutalności i fanatyzmu, dlatego też chrześcijańscy mieszkańcy miasta podjęli decyzję o jego opuszczeniu. 

Ambicje Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu nie kończą się tylko na Iraku, chcą oni podbić Syrię, Jordanię, Palestynę, w końcu cały Bliski Wschód. Czy podobny los jaki spotkał mieszkańców Mosulu już wkrótce może dotknąć również innych chrześcijan z tego regionu?



piątek, 11 lipca 2014

[Infografika] Największe potęgi militarne na świecie. Polska 18.!

Magazyn Business Insider dokonał interesującego zestawienia 50 czynników, które wpływają na potencjał zbrojny poszczególnych państw świata. Global Firepower Index nie uwzględnia jednak ilości głowic nuklearnych, nie dyskryminuje również państw pozbawionych dostępu do morza za nie posiadanie marynarki wojennej. Pierwsza trójka w tym zestawieniu nie zaskakuje, USA, Rosja i Chiny to główni światowi gracze i każdy musi się liczyć z ich stanowiskiem. Z pewnością zaskakuje względnie wysoka pozycja Polski. Uwzględniając Turcję i Rosję Polska posiada 6. pod względem siły wojsko w Europie. Imponujące, prawda?




środa, 23 kwietnia 2014

Rosnące wydatki na zbrojenia. Zobacz kto wydał najwięcej na wojsko

Koniec wojen? Wydatki na zbrojenia pokazują coś wręcz odwrotnego - w ciągu ostatnich 10 lat aż 23 państwa podwoiły swoje budżety wojskowe. 
 
Gdyby spojrzeć na dane globalnie, stwierdzilibyśmy, że ogólnie na świecie w 2013 roku doszło do redukcji wydatków na zbrojenia.  Według ostatniego raportu opublikowanego przez  Stockholm International Peace Research Institute na świecie wydano ponad 2% mniej niż wcześniej. Ale to tylko pozorna zmiana i wiąże się z oszczędnościami na jakie zdecydowały się Stany Zjednoczone oraz państwa Europy Środkowej i Zachodniej a także Oceanii. Wszystkie inne regiony zanotowały w ostatnim czasie wzrost wydatków.


 Przyjrzyjmy się niektórym państwom z tych, których wydatki wzrosły najbardziej:


wzrost od 2004  
 wydatki w milionach dolarów w roku 2013
Gruzja
230%
443
Białoruś
146%
965
Armenia
115%
427
Azerbejdżan
493%
3440
Rosja
108%
87 836
Kazachstan
248%
2799
Chiny
170%
188460
Afganistan
557%
1293





Jak widać sąsiedzi Rosji nie czują się zbyt bezpiecznie, wśród nich widać bowiem największy wzrost wydatków, aczkolwiek światowym liderem pozostaje Afganistan, którego wydatki wzrosły w ostatnim roku aż o 557%!  Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że państwa mające ambicje mocarstwowe takie jak Chiny czy Rosja również znacznie powiększyły zakres swoich inwestycji w wojsko. Czy to faktycznie przygotowania do wojny? 

źródło: SIPIRI.org

wtorek, 25 marca 2014

Finlandia: Obywatele za sojuszem wojskowym ze Szwecją


Świat się zbroi, zacieśnia istniejące sojusze lub też przygotowuje się do zawarcia nowych. Głośno niedawno omawiana kwestia wzmożonej aktywności Szwecji na polu zbrojeń sprawiła, że poszczególne kraje sąsiedzkie zaczęły poważnie rozważać zbliżenie ze Sztokholmem. Obok Norwegii i Danii naturalnym sojusznikiem wydaje się być zatem Finlandia.


Kraje skandynawskie w okresie dwóch największych wojen światowych nie miały wypracowanej wspólnej strategii obrony, z tego też powodu różne były ich losy. Podczas I i II Wojny Światowej największa i najludniejsza Szwecja pozostawała neutralna kiedy Finlandia zmuszona była bronić się przez atakiem Związku Sowieckiego, pozostając jednak niepodległym państwem. Z kolei Norwegia i Dania podczas II Wojny Światowej tą niepodległość utraciły stając się protektoratami III Rzeszy. W wyniku tych wydarzeń po 1945 pojawiały się koncepcje zacieśnienia współpracy militarnej między tymi czterema państwami, jednak przez dłuższy czas nie było to możliwe między innymi w związku z ograniczeniami jakie musiała uznać Finlandia. Dopiero po rozpadzie Układu Warszawskiego mogło się to zmienić, jednak do dziś tylko Norwegia i Dania pozostają członkami NATO. Nową płaszczyzną współpracy mogła stać się również kooperacja w ramach inicjowanych przez Unię Europejską grup bojowych, w tym Nordyckiej Grupy Bojowej, w której skład wchodzą również kraje bałtyckie i Irlandia.

Ostatecznie coś w ostatnich latach się zmieniło. W styczniu bieżącego roku doszło do spotkania premiera Szwecji Fredrika Reinfeldta i prezydenta Finlandii Sauli Niinistö. Stwierdzili oni, że dotychczasowa współpraca wojskowa miała zbyt wąski charakter. Po spotkaniu przewodniczący parlamentarnej komisji obrony Finlandii Jussi Niinistö skomentował sprawę następującymi słowami: “Szwecja i Finlandia dokonują w tej chwili redefinicji i restrukturyzacji swoich doktryn obronnych i organizacji wojskowych. Istnieje Nordycka współpraca zbrojna, która zdaniem niektórych zbyt wolno przynosi oczekiwane rezultaty. Związane z NATO Norwegia i Dania będą kontynuować rozwój swoich potrzeb obronnych poprzez sojusz. Z drugiej zaś strony neutralne Finlandia i Szwecja w poszukiwaniu wsparcia obrony i bezpieczeństwa będą spoglądać bardziej w kierunku Unii Europejskiej".

Sprawy uległy zmianie wraz z aneksją Krymu przez Rosję. W wyniku działań Moskwy w Sztokholmie poważnie zaczęto rozważać scenariusz dołączenia do Paktu Północnoatlantyckiego, natomiast w samej Finlandii, chociaż obywatele pozostają przeciwni dołączeniu do NATO, to jednak w ostatnich sondażach wyrażono poparcie dla stworzenia wspólnych struktur wojskowych ze Szwecją.




środa, 5 marca 2014

Kolejny punkt zapalny: wojna Chin z Japonią


Zaostrzający się konflikt między Ukrainą a Rosją nie jest jedynym nowym punktem zapalnym na świecie, który jeśli sprawy się źle potoczą, może zakończyć się wybuchem wielkiego konfliktu na globalną skalę. Paradoksalnie drugie takie miejsce znajduje się nieopodal wschodniej granicy Rosji, na wodach między Chinami a Rosją.
fot. Wikipedia

Konflikt między tymi dwoma państwami tli się od lat, Chińczycy szczególnie pamiętają co Japończycy robili podczas okupacji Państwa Środka w latach 30. i 40. XX wieku, ci drudzy z kolei wciąż odcinają się od oskarżeń i twierdzą, że to nie oni odpowiadają między innymi za masakrę nankińską. Jednak to nie przeszłość może wpłynąć na wybuch konfliktu między tymi dwiema potęgami, lecz jak najbardziej aktualny spór o wyspy Senkaku/Diaoyu (odpowiednio: nazwa japońska i chińska), które ciągną się pasem wzdłuż Morza Wschodniochińskiego.

Sprawa jest poważna i potwierdzają to również pracownicy amerykańskiej marynarki wojennej (US Navy), między innymi oficer wywiadu kapitan James Fanell, który podczas spotkania w San Diego opowiadał o ogromnych chińskich manewrach uwzględniających wykorzystanie między innymi amfibii. Celem może być właśnie zniszczenie sił japońskich stacjonujących na Morzu Wschodniochińskim.

Nie próżnuje też premier Shinzo Abe, który inwestuje poważne środki pieniężne w zacieśnianie sieci sojuszy w całej Azji - choć jak sam przyznał pod koniec grudnia, Japonia powinna znacznie poszerzyć horyzonty i w swoich kalkulacjach uwzględniać nawet te odległe miejsca takie jak Australia, Hawaje czy Nowa Zelandia. 
 
działalność dyplomatyczna premiera Abe w roku 2013/strarisks


Zdaniem Daniela Goure z Lexington Institute bieżąca sytuacja wygląda jak powtórka z lat 30-tych XX wieku, z tym że tym razem będziemy mieli do czynienia z jeszcze większą ilością łodzi podwodnych, pojazdów zdolnych do przemieszczania się po wodzie a także znacznie więcej lotnictwa".

Czy zdaniem Czytelników, jeśli byśmy mieli obstawiać wybuch potencjalnego konfliktu, to prędzej wybuchnie on w Europie, Azji czy na Bliskim Wschodzie?

piątek, 1 listopada 2013

Przypominamy: Trzecia wojna światowa

W lutym minie 3 lata odkąd prowadzę blog "Kod Władzy". Przeglądając stare wpisy doszedłem do wniosku, że warto by przypomnieć jeden ze starych wpisów, z którym jednak warto się zapoznać bo wydarzenia w nim opisane wciąż są jak najbardziej aktualne. Zapraszam do lektury.


Według planu wybuchnąć miały trzy wielkie wojny. Celem pierwszej było obalenie rządu rosyjskich carów i ustanowienie dyktatury iluminatów, którzy kontrolowaliby będących u władzy bolszewików. To z kolei miało zapewnić iluminatom solidną bazę – z wielką liczbą ludności i ogromnymi zasobami materialnymi niezbędnymi do napędzania nowej machiny iluminizmu. Druga wojna światowa miała pozwolić nowej Rosji Sowieckiej na zdobycie Europy – lub, co udało się zrealizować w praktyce, przynajmniej jej połowy.

Trzecia wojna światowa miała wybuchnąć na Bliskim Wschodzie pomiędzy muzułmanami a Żydami, a w jej wyniku dojść miało do biblijnego Armageddonu. Przed zakończeniem tego ostatniego konfliktu zmęczone narody miałyby być gotowe do zaakceptowania jakiegokolwiek planu, który zapewniłby możliwie najdłuższy okres pokoju. Oczywiście plan ten w praktyce zjednoczyłby cały świat pod zgubnymi hasłami nowego porządku.



Fakt, że iluminaci już jakiś czas temu zniknęli z życia publicznego, nie oznacza, że uruchomiony przez nich mechanizm władzy i pieniądza nie funkcjonuje nadal. Opracowane przez nich metody podporządkowania świata jednemu ośrodkowi władzy pozostały.

Niegdyś działalność ta była prowadzona pod hasłami wolności, równości i braterstwa, zaś obecnie podejmuje się kwestie poszanowania praw człowieka, humanizmu, konieczności zapewnienia pokoju, demokracji i tolerancji. Spadkobiercy idei iluminatów, pozostając w ukryciu, działają za pośrednictwem rozmaitych tajnych stowarzyszeń i ruchów, jak na przykład okultystyczny Skull&Bones, Niezależny Zakon Rycerzy Maltańskich, Zakon Syjonu, Wielka Loża Wschodu, Królewski Zakon Podwiązki, Różokrzyżowcy, Templariusze, Wolnomularze, Pilgrim Society, ruch New Age czy inne.

Istnieje uzasadnione podejrzenie, że władzę nadrzędną ponad tymi agendami sprawuje tak zwany Komitet 300, będący czymś w rodzaju władzy zwierzchniej oświeconych. Nie jest również wykluczone, że jeszcze wyżej w hierarchii znajdują się kolejne ośrodki, ograniczone do wąskiego kręgu najbardziej wpływowych osób będących faktycznymi architektami nowego porządku świata.


sobota, 20 kwietnia 2013

Rok 2014: Czy Wielka Wojna zbliża się nieuchronnie?

Analizując cykle wojen i konfliktów, spotykamy się z hipotezą, że rok 2014 będzie rokiem "Wielkiej Wojny, która wybuchnie przy udziale Stanów Zjednoczonych Ameryki". Groźba wojny przeciwko USA wpędziłaby w nerwy inwestorów, co nikomu nie jest na rękę. Warto zastanowić się jednak nad kilkoma kwestiami, gdyby kolejna wojna na globalną skalę miała wybuchnąć już niebawem...

fot. images.wikia.com
Trop z oczywistych względów prowadzi nas do Korei Północnej. Phenian stanowi dziś "geopolityczne centrum uwagi" po dokonaniu serii militarnych gróźb przeciwko USA jak i Korei Południowej. Korea Północna jest krajem silnie sankcjonowanym przez ONZ, jednak w żaden sposób nie wpływa to na ograniczanie ze strony Kim Dzong Una postulatów o "wyprzedzającym ataku nuklearnym mogącym zniszczyć twierdze agresorów". 

Zdaniem zainteresowanych, aby odpowiedzieć sobie na pytanie o możliwy konflikt globalny, musimy najpierw uświadomić sobie rolę tzw. cyklu 24-letniego. To właśnie ten konkretny cykl został zidentyfikowany jako "długoterminowa prognoza dla konfliktów i wojen" wśród krajów uprzemysłowionych. 

Najnowszy 24-letni cykl miał rozpocząć się w październiku 1990 roku. Pierwszą fazą cyklu była wyraźna hossa w światowej gospodarce, która przedłużyła się do początków 2000 roku. Obecnie trwamy w końcówce 24-letniego cyklu i jego "najgorszej fazie", co potwierdzać ma szeroko komentowany kryzys gospodarczy, a także wzrastająca w ostatnim czasie liczba napięć, konfliktów oraz zamachów terrorystycznych. 

"24-letni cykl zamknie się na początku 2014 roku. Jeśli historia się powtórzy, to możemy spodziewać się poważnej wojny z udziałem USA, być może nawet w skali globalnej", podkreśla Clif Droke, autor jednej z licznych publikacji w tym zakresie (2014: America’s date with destiny). Zdaniem autora, zagrożenie ma nadejść ze strony Korei Północnej, która rozpęta Wielką Wojnę.

Zdaniem znawców teorii 24-letniego cyklu, obecnie znajdujemy się w ostatniej jego fazie.
Rok 2014 ma stanowić jego zamknięcie, a tym samym początek "Wielkiej Wojny z udziałem USA".
(fot. stratrisks.com)

Czy jednak Kim Dzong Un jest aż takim szaleńcem? W ostatnich dniach Washington Post napisał, że Phenian "gra w stare i znane karty". Wytwarzając atmosferę kryzysu, po cichu liczy na to, że USA udzielą mu większej pomocy gospodarczej. Eksperci wojskowi zwracają dodatkowo uwagę na fakt, że atomowy atak ze strony Kima byłoby "rzeczywistym samobójstwem". 

Obok Korei Północnej postuluje się, że globalne zagrożenie może nadejść ze strony Bliskiego Wschodu (Iranu) lub zorganizowanej grupy terrorystycznej (np. Al-Kaidy). Ostatnie wydarzenia w USA pokazują, że wystarczy niewiele, aby uruchomić stosowny "punkt zapalny". Do dziś budzą liczne kontrowesje najnowsze kwestie zamachu w Bostonie, czy wysłania skażonych śmiercionośną rycyną listów do Baracka Obamy.

Sygnalizowana w artykule data 2014 nie jest jednak jedyną. W opinii Nostradamusa, czy Baby Wangi do wiekopomnego wydarzenia, które będzie miało wielki wpływ na dalsze losy całej ludzkości ma dojść w latach 2016-2017. Jest wielce prawdopodobne, że zdarzeniem tym będzie wybuch kolejnej wojny światowej...

Czy Waszym zdaniem "teoria cyklów" dla wybuchu wojen może się sprawdzić? Czy znacie inne interesujące prognozy w tym zakresie?


Źródła: stratrisks/financialsense/beforeitsnews

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/04/rok-2014-czy-wielka-wojna-zbliza-sie.html

piątek, 14 grudnia 2012

UFO nad Indiami

Doniesienia o UFO widzianym wielokrotnie na chińsko-indyjskim pograniczu wstrząsnęło tamtejszą opinią publiczną. Czy żołnierze faktycznie widzieli obce statki latające? A może były to chińskie samoloty szpiegowskie?

fot. http://www.pakalertpress.com


Doniesienia na temat UFO pojawiają się bez przerwy i w zasadzie rzadko kiedy ktokolwiek poza pasjonatami tej tematyki w ogóle zaprząta sobie nimi głowę. Do rzadkości należą sytuacje kiedy informacje o niezidentyfikowanych obiektach latających przebiją się do mediów głównego nurtu a z pewnością jeszcze rzadziej stanowisko w tej sprawie zmuszony był zająć minister obrony dużego regionalnego mocarstwa. Tak się jednak stało niedawno w związku z wielokrotnymi obserwacjami tajemniczych obiektów obserwowanych regularnie przez kilka miesięcy wzdłuż granicy chińsko-indyjskiej.

Jak podaje „The Times of India” w okresie od początku sierpnia do 15 października żołnierze patrolujący granicę zgłosili obserwacje tajemniczych obiektów ponad 100 razy. Raporty donosiły o żółtych, świecących sferycznych obiektach, które nagle unosiły się znad powierzchni ziemi gdzieś na chińskim terytorium a następnie przemieszczały się po niebie przez trzy do pięciu godzin. Według gazety indyjskie wojsko zaniepokojone powtarzającymi się wydarzeniami próbowało je zlokalizować przy pomocy radaru, jednak urządzenia nie mogły niczego wykryć. UFO widoczne było w różnych rejonach wzdłuż liczącej ponad 2 tysiące mil długości granicy między obydwoma państwami, zarówno w na terytorium kontrolowanego przez Indie Kaszmiru oraz w pobliżu granicy z Tybetem a także na południu, w tym także u wybrzeży Sri Lanki.

O wyjaśnienie sprawy został w końcu poproszony minister obrony Indii AK Antony, który pod koniec listopada stwierdził, że nie ma żadnego przekonującego dowodu jakoby w pobliżu granicy faktycznie pojawiło się UFO. Zapewnił przy tym, że władze podjęły wszelkie środki zaradcze mogące zapewnić wymagany poziom bezpieczeństwa.

Tajemnicze spotkanie w Himalajach

Pomimo zapewnień ze strony rządowej nie brak rzecz jasna spekulacji i domysłów dotyczących tego co w rzeczywistości widzieli indyjscy żołnierze w pobliżu granicy. Media szybko przypomniały o historii jaka miała miejsce w 2004 roku w Himalajach, kiedy to ekspedycja naukowa informowała o robocie widzianym w jednej z górskich dolin.

W trakcie ekspedycji badawczej grupa geologów i glacjologów pod przewodnictwem doktora Anila Kulkarniego dostrzegła w odległości około 50 metrów od siebie dziwną, przypominającą robota postać. Według członków ekspedycji spotkanie trwało blisko 40 minut po czym mierzący około czterech stóp „robot” nagle wzniósł się w powietrze i odleciał. Całe zdarzenie było widziane przez 40 osób i miało miejsce w regionie Ladakh, w którym ostatnio pogranicznicy zameldowali najwięcej obserwacji UFO. Region ten jest słabo zaludniony, mało tam jest dróg i należy do najbardziej odizolowanych terytoriów w całych Indiach, jednak zważywszy na jego strategiczne znaczenie ma się tam znajdować wiele obiektów wojskowych.

Relacja z całego zajścia sporządzona przez doktora Kurkarniego została zignorowana przez rząd w Nowym Delhi, teraz jednak w związku z zaistniałymi okolicznościami sprawa po raz kolejny ujrzała światło dzienne.

Chińskie drony?

Wydawać się może, że samo zjawisko nie musi być wytłumaczalne jedynie za pośrednictwem teorii o pozaziemskim pochodzeniu tajemniczych obiektów. Zważywszy na fakt, że zdarzyły się one głównie w okolicach granicy z Chinami praktycznie automatycznie nasuwa się sugestia, że mogą mieć one związek z jakąś tajemniczą bronią testowaną w tych okolicach przez Pekin. Zdaniem przedstawicieli indyjskiego wojska analizujących aktywność tych obiektów nie były to z pewnością żadnego rodzaju drony ani orbitujące nisko satelity. Fakt, że nie były one widziane przez radary może sugerować, że obserwowane obiekty nie były wykonane z metalu, czym więc były?

Tak szybkie odrzucenie hipotezy, że w pobliżu granicy testowano nowy rodzaj dronów wydaje się być podejrzane. Urządzenia tego typu są coraz powszechnie wykorzystywane przez wiele państw na świecie, liderem co prawda wciąż pozostają Stany Zjednoczone, ale jak informowaliśmy między innymi na blogu „Kod Władzy” nad swoimi własnymi UAV pracują obecnie również Iran, Rosja, Unia Europejska czy właśnie Chiny. Wiadomo, że testują oni swoją własną maszynę CH-4 the Wing Loong do złudzenia przypominającego amerykańskiego Reapera. Jednostki te są podobne do małych samolotów i z pewnością nie mogły być uznane za UFO. Być może jednak Chińczycy testują coś znacznie wykraczającego poza dzisiejszą technologię dronów, niewielkiego robota, który może poruszać się z dużą prędkością, tak jak ten, którego w 2004 w Himalajach widziała wyprawa Kurkaniego. Od tego czasu minęło 8 lat, być może Pekin zdążył już ulepszyć swój wynalazek i nadszedł czas by wykorzystać go do szpiegowania swojego największego rywala w Azji.

Tajna baza w Himalajach

Istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie. Region Ladakh to teren, gdzie w 1962 doszło do najcięższych walk chińsko-indyjskich, w tych trudno dostępnych okolicach istnieć mają rzekome bazy UFO, o których wiedzą rządy obu państw. Są one jednak z oczywistych względów ukrywane a szum medialny wywołany doniesieniami żołnierzy sprawia, że jej ukrywanie jest coraz trudniejsze. W sieci krążą nawet wypowiedzi, których autorem ma być rzekomo wspomniany już wcześniej minister obrony Indii, AK Antony. Miał on podobno przyznać, że “Indie znalazły w Himalajach czynną bazę UFO. Wspólnie z Chinami i Organizacją Narodów Zjednoczonych pracujemy nad tym rozwiązaniem sprawy napadu przez obcych”. Czy mamy do czynienia z mistyfikacją? Jeśli takie oświadczenie faktycznie zostałoby opublikowane przez ministra obrony jednego z największych państw świata to zapewne byłoby ono powtarzane przez wszystkie wiodące media na całym globie. Tak się jednak nie stało, krążą one zaledwie jako cytat bez podania daty i informacji kiedy Antony miał je rzekomo wypowiedzieć.

Bez względu na to co dokładnie widziano na chińsko-indyjskim pograniczu możemy być pewni, że sprawa wciąż jeszcze nie została zamknięta, wciąż pojawiają się kolejne doniesienia, nikt też do tej pory nie wyjaśnił czym są te tajemnicze żółte światła. Rząd chiński milczy i do tej pory nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie, musimy zatem uzbroić się w cierpliwość.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf