Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hakerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hakerzy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 sierpnia 2021

Irańscy hakerzy wykorzystali Gmaila i Facebooka do szpiegowania lotniczego kontrahenta amerykańskiego rządu

Grupa hakerów, o której wiadomo, że działają pod kierownictwem irańskiego rządu, wykorzystała fikcyjne konta Gmail i Facebook, aby narazić pracowników amerykańskiego kontrahenta na obronę. Raport wydany w poniedziałek przez kalifornijską firmę zajmującą się cyberbezpieczeństwem Proofpoint zidentyfikował hakerów stojących za kampanią szpiegowską jako członków grupy o kryptonimie Threat Actor 456 (TA456).

Znany również jako Imperial Kitten i Tortoiseshell, TA456 ma historię ścigania celów szpiegowskich pod kierunkiem rządu irańskiego. Według Proofpoint, TA456 jest jednym z „najbardziej zdeterminowanych” cyberprzestępców sprzymierzonych z Iranem. Firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem dodaje, że działania szpiegowskie TA456 często są wymierzone w zachodnich „obronnych wykonawców baz przemysłowych”, o których wiadomo, że specjalizują się na Bliskim Wschodzie.

Ostatnia operacja TA456 dotyczyła fikcyjnej osobowości online, która nazywała się „Marcella Flores”, znana również jako „Marcy Flores”, która twierdziła, że ​​mieszka w brytyjskim mieście Liverpool. Grupa wykorzystywała konto Gmail i fałszywy profil na Facebooku, aby wzmocnić wiarygodność fikcyjnego profilu i skontaktować się z pracownikami kontraktorów wojskowych Stanów Zjednoczonych. Jeden z takich pracowników zaczął korespondować z Floresem na Facebooku pod koniec 2019 roku.

W czerwcu 2021 r., po ponad rocznym utrzymywaniu relacji z pracownikiem obrony, Flores wysłała pracownikowi link do pliku wideo, rzekomo jej samej. Plik zawierał złośliwe oprogramowanie, znane jako LEMPO, które zostało zaprojektowane do przeszukiwania atakowanych komputerów i dostarczania hakerom kopii plików znalezionych w przenikniętych systemach.

piątek, 9 kwietnia 2021

Chińscy hakerzy używali Facebooka do atakowania Ujgurów za pomocą złośliwego oprogramowania



Chińscy hakerzy wykorzystywali faktyczne konta na Facebooku, aby atakować poszczególnych aktywistów z emigracyjnej społeczności ujgurskiej i infekować ich osobiste urządzenia komunikacyjne złośliwym oprogramowaniem. Firma z mediów społecznościowych poinformowała w środę, że skoordynowana operacja była skierowana na około 500 działaczy ujgurskich mieszkających w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Syrii, Turcji i Kazachstanie.


Co najmniej 12 milionów Ujgurów, w większości muzułmanów, mieszka w chińskim regionie Xinjiang, który należy do najbardziej zubożałych w kraju. Państwo chińskie prowadzi obecnie kampanię mającą na celu stłumienie separatystycznych tendencji wśród niektórych Ujgurów, jednocześnie siłą integrując ludność regionu z kulturą głównego nurtu poprzez państwowy program przymusowej asymilacji. Uważa się, że co najmniej milion Ujgurów mieszka obecnie w obozach zatrzymań prowadzonych przez Komunistyczną Partię Chin, rzekomo w celu „reedukacji”. W międzyczasie tysiące emigrantów z Ujgurów, z których większość mieszka w Kazachstanie i Turcji, jest zaangażowanych w skoordynowaną kampanię mającą na celu nagłośnienie naruszeń praw człowieka, które mają miejsce w chińskich obozach przetrzymywania w Xinjiangu.

Według Facebooka, chińscy hakerzy założyli około 100 kont fałszywych osób podających się za dziennikarzy zainteresowanych doniesieniami o prawach człowieka lub działaczy pro-ujgurskich. Następnie zaprzyjaźnili się z rzeczywistymi Ujgurami działaczami na Facebooku i przekierowali ich na fałszywe strony internetowe, które miały przypominać popularne ujgurskie agencje informacyjne i strony proaktywistyczne. Jednak strony te były nośnikami złośliwego oprogramowania, które infekowało osobiste urządzenia komunikacyjne osób, które je odwiedzały. Niektórzy użytkownicy Facebooka byli również kierowani do fałszywych sklepów z aplikacjami na smartfony, skąd pobierali aplikacje o tematyce ujgurskiej zawierające złośliwe oprogramowanie.

Facebook powiedział, że początkowo nie był w stanie wykryć i zakłócić sieć fałszywych kont, która została teraz zneutralizowana. Facebook poinformował również, że był w stanie zablokować wszystkie fałszywe domeny powiązane z grupą hakerów i powiadomił użytkowników, którzy byli celem hakerów. Dodał, że eksperci od bezpieczeństwa nie byli w stanie dostrzec bezpośrednich powiązań między hakerami a chińskim państwem.

wtorek, 11 września 2018

Iran rozpoczął walkę z ISIS

Władze Iranu rozpoczęły szeroką akcję szpiegowską skierowaną przeciwko zwolennikom ISIS. W tym celu została stworzona aplikacja szpiegująca, która śledziła każdy ruch i wszystkie rozmowy jakie prowadziły osoby, które pobrały ją na swój telefon. Zachęcające treści i "darmowe" tapety na telefon przyciągnęły sporą liczbę osób. 


Iran jest głównym przeciwnikiem radykalnego sunnickiego ugrupowania muzułmańskiego.  Nic więc dziwnego, że Państwo Islamskie, znane również jako Islamskie Państwo Iraku i Syrii (ISIS), w dużej mierze polega na zwolennikach arabskojęzycznych regionów Lewantu. Jednak według szacunków sunnici stanowią około 10 procent populacji Iranu, a ISIS znalazła żyzny grunt wśród irańskiej mniejszości sunnickiej liczącej 8 milionów. W rezultacie rząd w Teheranie jest wysoce nieufny wobec irańskich sunnitów, z których wielu to etniczni Kurdowie, Baluchowie, Azerowie lub Turkomanie,

Według izraelskiej firmy Check Point Software Technologies zajmującej się bezpieczeństwem w Internecie, jednym ze sposobów, w jaki Teheran szpiegował zwolenników perswazji ISIS, są fałszywe aplikacje na smartfony. W artykule opublikowanym w zeszłym tygodniu, firma stwierdziła, że ​​odkryła sponsorowaną przez państwo operację inwigilacji, która miała nazwę "Domestic Kitten". Artykuł w sprawie Check Point mówi, że operacja trwała dłużej niż dwa lata, będąc niewykryta "ze względu na pomysłowe oszustwo atakujących na ich cele". Nadzór nad docelowymi telefonami przeprowadzono za pomocą aplikacji, która zawierała tapety w stylu pro-ISIS, które użytkownicy mogli pobierać na swoich urządzeniach. Kolejnym programem powiązanym z tym samym dostawcą była fałszywa wersja aplikacji na telefony komórkowe Firat News Agency. Agencja informacyjna Firat to legalna irańska serwis informacyjny zawierający wiadomości na temat irańskiej mniejszości kurdyjskiej. Jednak obie aplikacje były złośliwym oprogramowaniem, które dało stronie zdalnej pełny dostęp do wszystkich wiadomości tekstowych wysyłanych lub odbieranych na zaatakowanych telefonach. Dali także stronom zdalnym dostęp do zapisów połączeń telefonicznych, aktywności przeglądarki internetowej i zakładek oraz wszystkich plików przechowywanych na zaatakowanych telefonach. Dodatkowo fałszywe aplikacje zdradzały geo-lokalizację zhakowanych urządzeń i wykorzystywały wbudowane kamery i mikrofony jako urządzenia nadzoru.

Check Point poinformował, że większość skompromitowanych telefonów należała do perskojęzycznych członków irańskich mniejszości kurdyjskich i turkmeńskich. Firma podkreśliła, że ​​nie była w stanie potwierdzić tożsamości strony sponsorującej z absolutną dokładnością. Jednak charakter fałszywych wniosków, infrastruktura operacji inwigilacji, a także tożsamości docelowych, stwarzały poważne prawdopodobieństwo, że "aplikacja" była sponsorowana przez rząd Iranu. W lipcu ubiegłego roku amerykańska firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem Symantec stwierdziła, że ​​odkryła nową grupę cyberprzestępczą o nazwie "Leafminer", która rzekomo była sponsorowana przez irańskie państwo. Grupa podobno rozpoczął ataki na ponad 800 agencji i organizacji w takich krajach jak Izrael, Egipt, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Afganistan i Azerbejdżan.

piątek, 20 lipca 2018

Ataki po szczycie w Helsinkach



W tym tygodniu odbyło się spotkanie przywódców największych mocarstw świata. W szczycie w Helsinkach uczestniczyli prezydent Stanów Zjednoczonych oraz Federacji Rosyjskiej. 

Szczyt w Helsinkach odbył się w tym tygodniu. Zaledwie na 4 dni przed spotkaniem amerykańskich i rosyjskich przywódców w Helsinkach hakerzy z Chin rozpoczęli falę brutalnych ataków na urządzenia podłączone do Internetu w Finlandii, starając się uzyskać kontrolę nad sprzętem, który mógłby zbierać audio lub wizualną inteligencję, mówi nowy raport.

Według doniesień firmy z branży cyberbezpieczeństwa F5 z siedzibą w Seattle, ruch skierowany na zdalne sterowane i urządzenia podłączone do Internetu zaczął gwałtownie rosnąć 12 lipca .

"Finlandia zazwyczaj nie jest krajem najczęściej atakowanym; regularnie otrzymuje niewielką liczbę ataków "- czytamy w raporcie.

Chiny zazwyczaj pochodzą z największej części takich ataków; w maju chińskie ataki stanowiły 29 procent całości. Jednak w związku z tym, że ataki zaczęły przybierać na sile 12 lipca, udział Chin wzrósł do 34 procent, czytamy w raporcie. Ataki skoczyły o 2 800 procent.





Chiny nie były jedynymi, które próbowały uzyskać dostęp do urządzeń podłączonych do Internetu w Helsinkach w okresie poprzedzającym szczyt 16 lipca. Ruch ataków pochodzi z USA, Francji i Włoch, w tej kolejności. Ale ruch w USA i Francji był zgodny ze średnimi. Natężenie ataku rosyjskiego znacznie spadło z trzeciego miejsca, z miejsca zwykłego, do piątego. 

Przemawiając na forum Aspen Security Forum w środę wieczorem, dyrektor FBI Christopher Wray powiedział, że "Chiny z perspektywy kontrwywiadu reprezentują najszersze, najbardziej wszechobecne, najbardziej groźne wyzwanie, przed jakim stoimy jako kraj".

Urzędnicy administracji i bezpieczeństwa narodowego również alarmują o stanie chińskiego szpiegostwa przemysłowego. To był problem, który eksperci poruszyli przed Izbą Wywiadowczą Izby w czwartek rano . Michael Pillsbury, dyrektor Centrum ds. Chińskiej Strategii w Instytucie Hudsona, powiedział: "Zrobiliśmy dobry start w kierunku nowej strategii wobec Chin, ale wciąż możemy nie doceniać problemu i sprzeciwu Chin wobec zmian."

Niedawny raport Biura Wykonawczego Kontrwywiadu opisuje Chiny jako "najbardziej aktywnego na świecie i uporczywego sprawcy szpiegostwa gospodarczego".

wtorek, 5 czerwca 2018

Telefony - najczęstszy cel hackerów

Instalujemy na naszych komputerach programy chroniące nas przed atakami hackerów, często zapominając o urządzeniach z których znacznie częściej korzystamy. Rozbudowany system android Windows i Mac, są obecnie celem najczęstszych ataków. 


Większość ataków sponsorowanych przez rząd dotyczy obecnie telefonów komórkowych, a nie komputerów osobistych, według naukowców, którzy twierdzą, że polityczni dysydenci są szczególnie atakowani przez reżimy totalitarne na całym świecie. Do 2015 r. Większość hakerów sponsorowanych przez rząd była skierowana przeciwko komputerom osobistym atakowanych osób. Jednak eksperci mówią  wThe Wall Street Journal, że od tego roku telefony komórkowe stały się o wiele bardziej lukratywnym celem niż komputery osobiste w sponsorowanych przez rząd operacjach hakerskich. Naukowcy z Lookout Mobile Security, firmy produkującej oprogramowanie zabezpieczające z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, twierdzą, że wykryte operacje hakerskie, które uważa się za sponsorowane przez rządy, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku wzrosły dziesięciokrotnie, w porównaniu do roku 2015 .

Według Lookout wzrost hakerskich ataków na telefony komórkowe odzwierciedla wzrost popularności smartfonów na całym świecie, a także wzrost  ilości oprogramowań do telefonów komórkowych. Hakerzy sponsorowani przez rząd zwykle naruszają telefony komórkowe ich celów poprzez zainfekowane aplikacje na telefony komórkowe. Dziennik Wall Street informuje również, że oprogramowanie potrzebne do budowania złośliwego oprogramowania na telefony komórkowe stało się tańsze i łatwiej dostępne. Kompromitacja telefonu komórkowego celu dostarcza hakerom informacji, które są o wiele bardziej osobiste i wrażliwe niż te, które można znaleźć na komputerze osobistym. Artykuł cytuje Mike'a Murraya, wiceprezesa ds. Bezpieczeństwa w firmie Lookout, który mówi: "Czym innym jest narażać czyjś komputer. Inną rzeczą jest posiadanie urządzenia podsłuchowego, które noszą przy sobie 24 godziny na dobę ". Zaatakowane telefony stają się niezwykle potężnymi narzędziami szpiegowskimi - wyjaśnia Murray.
Wiele osób, których telefony komórkowe są celem rządów, to działacze lub dysydenci, którzy prowadzą kampanię na rzecz reform politycznych lub gospodarczych w swoich krajach. Ich telefony komórkowe są ukierunkowane na systematyczne kampanie hakerskie w krajach takich jak Etiopia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kambodża i Meksyk, powiedział Lookout. The Wall Street Journal przytacza Raj Samani, szef naukowy firmy antywirusowej McAfee, który twierdzi, że prawie 11 procent telefonów komórkowych na całym świecie zostało zainfekowanych jakimś złośliwym oprogramowaniem w 2017 r. Statystyki te prawdopodobnie znacznie wzrosną do końca 2018 r., Mówi Samani. 

czwartek, 7 września 2017

Czy hakerzy kontrolują dostawy energii elektrycznej?

Specjaliści firmy Symantec ostrzegają: hakerzy są w stanie kontrolować dostęp do energii elektrycznej na terenie USA. Ich zdaniem do ataku może dojść niebawem.


Grupa DragonFly 2.0 atakowała przez ostatnie kilka miesięcy firmy energetyczne, ich celem było przejęcie kontroli operacyjnej nad systemami zarządzania dostępem do energii elektrycznej. Specjaliści z firmy Systematic są zdania, że do przejęcia kontroli już doszło. 

"Jest różnica między krokiem od prowadzenia sabotażu i faktycznego bycia w stanie prowadzić sabotaż ... zdolny do przestawienia przełącznika na generowanie energii" - mówi Eric Chien, analityk ds. Bezpieczeństwa firmy Symantec. "Teraz mówimy o dowodach technicznych, jakie mogą mieć miejsce w Stanach Zjednoczonych i nic nie stoi na przeszkodzie, poza motywacją (...)."
Dotychczas cyberataki na sieć elektroniczną miały miejsce na terenie Ukrainy w 2015 i 2016 roku. 

Nagły brak dostępu do elektryczności jest bardzo niebezpieczny dla obywateli. W 2003 roku przerwy w zasilaniu miały miejsce w Nowym Jorku, w efekcie prawdopodobnie w jego wyniku zmarło 100 osób. 
Jeżeli grupa hakerów byłaby utożsamiana w jakikolwiek sposób z rządem ościennego kraju takie działania i ataki byłyby wypowiedzeniem wojny. Stąd jak podkreślają specjaliści podkreślają prawdopodobnie to jest powodem zaniechania prób ataków. 


źródło: wired.com



wtorek, 20 czerwca 2017

Wirus, który zagraża przemysłowi

Firma ESET opublikowała niepokojące informacje dotyczące nowego wirusa o nazwie Industroyer jaki się pojawił w sieci. Może on doprowadzić do destabilizacji gospodarki większej części kraju. 

Kilka tygodni temu świat obiegła informacja o złośliwym oprogramowaniu, które odcinało dostęp do baz danych użytkowników. W wielu krajach, zgłaszano informacje o nowych zainfekowanych urządzeniach w tym placówkach medycznych, dla których brak dostępu do baz danych bardzo utrudnia a czasami uniemożliwia pracę. 


Tym razem złośliwe oprogramowanie jest w posiadaniu Rosjan. Wirus jest bardzo niebezpieczny i w rękach "ambitnych" osób, może doprowadzić do destabilizacji niektórych gałęzi przemysłu. Przede wszystkim złośliwe oprogramowanie może bezpośrednio wpływać na zachowanie wszystkich sprzętów elektronicznych podłączonych do sieci. Co oznacza, że cyberprzestępcy będą kontrolować pracę maszyn paraliżując mieszkańców brakiem dostępu do elektryczności, wody, czy po prostu sieci.
 
Inną niepokojącą informacją i mniej zrozumiałą cechą programu Industroyer, zgodnie z informacjami przekazanymi przez ESET, jest zdalne celowe uszkodzenie sprzętu elektronicznego. Cyberprzestępcy są w stanie przeciążyć sieć do tego stopnia, że dojdzie do zwarcia i zniszczenia komputerów.


Wirus porównywany jest do złośliwego oprogramowania opracowanego przez Stany Zjednoczone i Izrael o nazwie Suxtnet. Za jego pomocą w 2010 roku dokonano paraliżu programu nuklearnego w Iranie.





O zagrożeniu poinformował mnie @programoweciekawostki - dziękuję

wtorek, 13 czerwca 2017

Twój "internet" może być zhakowany



Publikacje, coraz częściej szokują obywateli. Chociaż, mówi się wiele o wolności słowa, niewiele wspomina się jednak o możliwościach organizacji rządowych, które z łatwością podsłuchują telefony czy hakują routery.



Małe urządzenie, zakurzone leżące w kącie na szafie, może stać się łatwym celem dla hakerów. W tym jak podaje WikiLeaks dla CIA. Dwa tygodnie temu pojawiły się pierwsze wzmianki o zawartości tajnych dokumentów CIA opublikowanych w zbiorze Vault 7. Opisane są w nich informacje w jaki sposób CIA wykorzystuje luki bezpieczeństwa w popularnych routerach sprzedawanych przez firmy takie jak D-Link czy Linksys. 

Hakerzy włamują się do routera nadpisując jego oprogramowanie umożliwiając zdalne monitorowanie ruchu sieci. Co więcej są w stanie kontrolować nie tylko ruch w sieci, ale także dodawać "od siebie" treści nie przeglądane przez użytkownika. Eksperci podkreślają, że laicy będą mieli spore problemy aby sprawdzić, czy ich router jest kontrolowany. Po inwigilacji nie ma śladu, jedyna rzecz jaką można stwierdzić na pewno to, że jak podkreślał Matthew Hickey badacz bezpieczeństwa i założyciel Hacker House "Jedyna rzecz jaką możesz podejrzewać to, wszystko co robisz w internecie, może przepływać przez CIA". 

Większość użytkowników nie pamięta o aktualizacjach systemu w komputerach, nie mówiąc już o routerach. Jak podają eksperci najlepszym rozwiązaniem jest systematyczne aktualizowanie oprogramowania urządzenia. Wszystkie luki w bezpieczeństwie są przeważnie na bieżąco aktualizowane przez wydawców.

źródło: wired.com

środa, 14 września 2016

Najlepsza broń i najgorszy koszmar - czyli jak ukraiński haker ograł FBI.

Karierę cyberprzestępcy rozpoczął od zakupów w sklepach internetowych na kradzione karty kredytowe. W miarę jak rozwijała się jego działalność Maksyn Popow sięgnął dalej w kierunku kradzieży dużej ilości danych, aby w konsekwencji nawiązać współpracę z agentem FBI. Wszystko to dla ochrony własnej przed ludźmi, których nie miał możliwości spłacić. I tutaj cała historia nabiera żywych kolorów rodem z dobrego filmu sensacyjnego.


Wykradzione dane ponad 38 tysięcy klientów miały służyć do szantażu dwóch dużych firm E-Money i Western Union. Ofiary włamania odmówiły współpracy a rosnące długi za "opiekę" nad interesem doprowadziły Maksyna do dużych problemów. Nie widząc większego wyjścia zwrócił się on do agenta FBI, stacjonującego w Londynie o pomoc. Rozpoczęły się długie negocjacje zwieńczone owocną współpracą. Popow miał przekazać informacje i podzielić się doświadczeniami o ukraińskim i rosyjskim podziemiu w zamian za wysokie wynagrodzenie i możliwość ucieczki do USA. Coraz częstsze ataki hakerów na przedsiębiorców w USA i ciężka współpraca z rządami naszych sąsiadów spowodowała, że FBI pokładało wiele nadziei w dynamicznie rozwijającej się współpracy.

Maksyn Popow jednak mocno się przeliczył. Ustalenia jakie obowiązywały w Europie miały marne przełożenie na rzeczywistość w USA. Po wylądowaniu na "ziemi obiecanej" 20 letni chłopak otrzymał ofertę nie do odrzucenia. Do wyboru miał dwie drogi : więzienie lub współpracę w zamkniętym domu ściśle strzeżonym przez FBI. Oczywiście Maksyn podjął się współpracy, rozpoczynając ją od ostrzeżenia wszystkich znajomych o jego obecnej sytuacji. Służby zorientowały się stosunkowo późno o całym zajściu i dopiero po jakimś czasie chłopak trafił do więzienia, w międzyczasie rozpoczęto formułowanie zarzutów oskarżenia.

O losie młodego chłopaka dowiedział się agent FBI Ernest Hilbert, proponując mu ponownie współpracę zakończoną wyjściem z więzienia. Cały jednak wysiłek Maksyma miał zostać skierowany przeciwko rosyjskim, a nie jak wcześniej ukraińskim hakerom. Dokonując kontrolowane transakcje Popow zyskał zaufanie wielu hakerów na czarnym rynku, zbierając dzięki temu dużą ilość informacji. Zaufanie zyskał on również wśród agentów, dlatego gdy tylko hakerzy wykradli 8 mln kart płatniczych z firmy Data Processing International, otrzymał zadanie ich namierzenia. Popow znalazł osoby dysponujące kartami i zaoferował kwotę 200 tysięcy dolarów. Podstępem zachęcił złodziei do przesłania swoich danych i w ten sposób udaremnił handel kradzionymi kartami.

Łącznie ten zdolny i niebywale inteligentny człowiek namierzył włamania do 700 firm, z których wykradziono kilkaset tysięcy numerów kart kredytowych.

Po 8 miesiącach intensywnej pracy dla FBI Popow został warunkowo zwolniony z więzienia, namówił on również sędziego do udzielenia pozwolenia na wyjazd do rodziny. Z Ukrainy nigdy już nie wrócił do USA. Po powrocie wykorzystał zyskaną wiedzę i założył firmę kontrolującą nielegalny rynek informując firmy o włamaniach na ich serwery. Jednocześnie podsyłał informacje FBI sporadycznie współpracując z nimi. 
W styczniu 2004 roku Popow otrzymał 10 tys dolarów za przekazanie informacji o jednym z najniebezpieczniejszych rosyjskich hakerów, a także domniemanych włamywaczach do systemów pocztowych domeny FBI.gov. 

W międzyczasie haker dopuścił się włamania i późniejszego wyłudzenia pieniędzy od kilku firm. Cały czas przy tym informując o nowych poczynaniach nieznanej dotąd nikomu grupy przestępczej, która pojawiła się z technologią prostą, ale i skuteczną. Podwójna tożsamość Popowa została w końcu odkryta, zanim jednak do tego doszło nie tylko firmy ale i rząd amerykański stracił sporo pieniędzy.

źródło: wired.com
plakat: efilmy.tv



wtorek, 30 sierpnia 2016

Kolejny atak hakerów w USA.

Jeszcze nie ucichły komentarze po ostatnich skandalach związanym z wyciekiem danych partii demokratycznej, a już na "tapecie" pojawił się nowy temat również związany z wyborami. Tym razem hakerzy dokonali ataków na system głosowania, który już niedługo ma być używany do jednych z najgłośniejszych wyborów w historii Stanów Zjednoczonych. 


Dziennikarze internet nazywają Piątą Władzą. Nic więc dziwnego, że wszystkie wycieki danych, czy też włamania do rządowych serwerów wywołują tak duże zamieszanie. W tym przypadku FBI odkryło, że dokonano włamania do dwóch systemów wyborczych. W specjalnym raporcie przesłanym do pozostałych Stanów służby informowały o procedurze wzmocnienia zabezpieczeń przed ewentualnymi atakami. Oczywiście, żadna z tych informacji miała nie dotrzeć do obywateli. Nie długi czas po opublikowaniu przez lokalne media części raportu kandydat na prezydenta Donald Trump, bardzo wyraźnie wyraził swoje obawy sugerując, że na chwilę obecną przy tych zabezpieczeniach może dojść do fałszowania wyników wyborczych. 

W trakcie przeprowadzonego śledztwa uzyskano dwa adresy IP, z których mogło dojść do włamania. Nieoficjalnie mówi się o ataku rosyjskich hakerów. W trakcie przeprowadzanego śledztwa odbyły się spotkania i specjalna konferencja mająca na celu wzmocnienie zabezpieczeń całego systemu wyborczego. Eksperci z FBI informują, że cel ataku niekoniecznie miał opierać się na fałszowaniu wyborów, a wykradaniu danych osobowych. W systemie wyborczym znajdują się szczegółowe dane o obywatelach, z ich pomocą przestępcy mogli dokonać kolejnych przestępstw. 


czwartek, 25 lutego 2016

Jak działają i gdzie atakują najlepsi hakerzy świata.

W 2014 roku miał miejsce jak dotychczas największy atak hakerski. Ofiarą była wielka wytwórnia Sony Pictures. Media długi czas spekulowały na temat tego kto stoi za najlepiej zorganizowanym atakiem tej dekady. Obecnie całość przypisuje się jednej grupie hakerów.



Dwa lata temu Sony Pictures Entertainment padło ofiarą cyberterrorystów. Hakerzy pobrali z serwerów prywatną korespondencję e-mail jak również scenariusze filmowe, umowy, informację o nowych produkcjach itp. Oficjalnie za ataki FBI obwiniło Koreę Północną i grupę Guardians of Peace. 

Obecnie raport opublikowany i opisany przez Novetta, AlienVault i Kaspersky Lab opisuje, serię ataków jeszcze w 2009 roku łącząc je w jedną całość. Stąd też podejrzenie, że autorami nie mogła być grupa Guardians of Peace. Prawdopodobnie stali się oni kozłami ofiarnymi całego zajścia. Co więcej, praktycznie niemożliwym jest prześledzenie działań tej grupy hakerskiej. Jedyne co pozostawiają po sobie to niewielkie ślady w kodzie złośliwego oprogramowania wpuszczanego do systemu. Na tej podstawie Lazarus Group połączono z innymi cyberatakami. 

Jednocześnie najprawdopodobniej stoją oni za serią ataków na banki Południowej Korei i stacji telewizyjnych. Atak z 2015 roku doprowadził do dużej ilości utraty danych w tym kraju, jak również uniemożliwił dostęp w ogóle do internetu połowie obywateli. Złośliwe oprogramowanie używane jest przez grupę również do śledzenia i szpiegowania. Fakt, że oprogramowanie nie jest udostępniane innym hakerom, sugeruje że Lazarus Group działa w pojedynkę.



źródło: popularmechanics.com


piątek, 24 kwietnia 2015

Cyberoddziały - Pentagon rekrutuje żołnierzy do walki z zagrożeniami w sieci

 Wraz z rosnącym zagrożeniami płynącymi z sieci Pentagon zdecydował się podjąć środki zaradcze i drastycznie zwiększa wielkość jednostek odpowiedzialny za cyberbezpieczeństwo. 



Do sił wspierających działania "cyberwojsk" włączonych zostanie w sumie około 2 tysiące żołnierzy rezerwy i Gwardii Narodowej, z kolei szkoleniem nowych sił zajmie się departament obrony. Ponadto wojsko przejmie w największym możliwym stopniu know-how posiadane przez firmy działające w sektorze prywatnym i ich doświadczenia w kwestii zabezpieczeń, prowadzone są także rozmowy mające na celu rekrutację osób przejawiających szczególnie dużą wiedzę w tym obszarze.

Jak podaje Eric Rosenbach, główny doradca w kwestiach cyberbezpieczeństwa, ponad 100 obcych agencji wywiadu regularnie próbuje włamać się do amerykańskich systemów, przyznaje też, że "niektóre próby - zarówno ze strony podmiotów państwowych jak i niepaństwowych zakończyły się sukcesem".

Obrona ma skupić się przede wszystkim na kluczowych sektorach, takich jak energetyka i telekomunikacja.
 
 

wtorek, 28 maja 2013

Czy w dobie Internetu potrzebujemy jeszcze polityków?

Od dzieciństwa jesteśmy wychowywani, aby zrozumieć system rządów, który nadzoruje wydatkowanie publicznych środków, tworzy obowiązujące prawo oraz reprezentuje nas na arenie międzynarodowej. Reprezentacja polityczna to "znak firmowy" ustroju demokratycznego. Czy jednak w czasach powszechnego dostępu do Internetu potrzebujemy jeszcze polityków, którzy podejmują decyzje za nas?

fot. 3.bp.blogspot.com
Nasi przedstawiciele w parlamencie mają działać "w naszym imieniu". Zasadniczo decydują także kto będzie tworzył reprezentujący nas rząd. Kiedy Stany Zjednoczone stały się narodem w 1776 roku, demokratyczny system rządów (w opinii ojców założycieli) był najbardziej efektywny. Przecież nie każdy może brać udział w głosowaniu i podejmowaniu najważniejszych decyzji... Czy zatem w roku 2013 założenia te ciągle są aktualne? Czy nadal potrzebujemy reprezentacji, gdy technologia daje nam łatwy sposób do "mówienia własnym głosem"?

Internet oferuje nam dziś wszystko, czego jako społeczeństwo potrzebujemy, aby poddać pod głosowanie (referendum) dowolną kwestię. Koszt takiego typu podejmowania decyzji jest niewielki, a w porównaniu z tradycyjnymi wyborami pozwoli zaoszczędzić ogromne pieniądze. Istnieje także szereg powodów, które hamują tego typu innowacje. Wielu rządzącym (ale i lobbystom) nie byłoby na rękę podejmowanie decyzji przez ogół w każdej ważnej kwestii. 

A co jeśli hakerzy włamaliby się do systemu i zmanipulowali wyniki? To częsty argument podnoszony przez przeciwników tego typu innowacji. Z kolei zwolennicy "internetowej demokracji" podkreślają, że pieniądze zaoszczędzone na "mizernej reprezentacji polityków" mogłyby być inwestowane w obronę przed hakerami. Argumentów za jak i przeciw jest wiele. Nie ulega jednak wątpliwości, że powszechny dostęp do Internetu z czasem wymusi zmiany na formie sprawowania reprezentacji jak i samej procedurze podejmowania decyzji. 

Współczesność przynosi nam ogrom technologicznie zaawansowanych wynalazków, które umożliwiają nam przedefiniowanie dotychczasowego funkcjonowania w społeczeństwie. Politycy obawiają się jednak, że raz dana nam taka szansa, mogłaby zmienić świat już na zawsze, przenosząc naszą codzienność na zupełnie nowy poziom...

Czy Waszym zdaniem tego typu innowacje mają szanse realnego wdrożenia?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Nie wierzysz, że Twoje oszczędności mogą zniknąć z rachunku bankowego w jednej chwili? Przeczytaj koniecznie ten artykuł!

Wyobraź sobie taki scenariusz: jak co dzień logujesz się na swoje konto bankowe jednak okazuje się, że jego saldo jest zerowe, a ponadto bank nie ma żadnego zapisu, że kiedykolwiek miałeś na nim pieniądze... Czy taka sytuacja jest dziś możliwa, w dobie szeroko promowanej "bezpiecznej bankowości"? Jak najbardziej! Większość z nas nie archiwizuje żadnych papierowych dowodów na gromadzone na rachunku środki, przez co niezmiernie trudno byłoby nam udowodnić ten fakt w banku.

fot. thecontentwrangler.com
Jeżeli uważasz, że Ciebie ten problem nie dotyczy, to jesteś w ogromnym błędzie. Cyberataki przeciw największym europejskim i amerykańskim bankom z każdym tygodniem są coraz bardziej wyrafinowane i skuteczne. Tylko w zeszłym miesiącu, tysiące klientów bankowości elektronicznej w USA zalogowało się na swoje bankowe konta, aby odkryć, że ich bilanse są wyzerowane. 

Każdy, kto będzie miał zamiar spowodować kompletny chaos gospodarczy może osiągnąć go bardzo łatwo - unicestwiając nasze dane kont bankowych. Eksperci podkreślają, że nie można trzymać wszystkich oszczędności w jednym banku. Ponadto należy zachowywać kopie papierowe wyciągów z rachunków bankowych. W pewnym momencie (a jest to wielce prawdopodobne), jeden z ataków cybernetycznych może dosięgnąć naszego banku i trwale uszkodzić jego bazy danych.

Media milczą na temat masowych ataków internetowych na największe banki, jednak za kulisami zarówno politycy, jak i sami bankowcy czują się zaniepokojeni. Ataki są coraz częstsze i coraz trudniejsze do wykrycia. Program, który został ostatnio wyemitowany na antenie CNBC alarmuje, że "główne amerykańskie strony internetowe banków są permanentnie i bezlitośnie atakowane. Niektórzy obwiniają za to chińskich hakerów, inni uważają, że za atakami stoi Iran, jeszcze inni są przekonani, że to dzieło islamskich terrorystów. Naprawdę nie wiemy kto za nimi stoi". 

Ostatnie wydarzenia na Cyprze, ale i kryzys bankowy pokazują, że nasze pieniądze powierzone bankom nie są całkowicie bezpieczne. W każdej chwili rządy poszczególnych krajów mogą zadecydować o ich zamrożeniu lub ograniczeniu w imię "wyższych wartości". Co istotne, miliardy prywatnych oszczędności trzymane w bankach stanowią łakomy kąsek i łatwy sposób "dokapitalizowania" budżetu nie tylko indywidualnego hakera, ale i rządów...

Czy Waszym zdaniem opisane obawy są uzasadnione? A może ktoś z Was już zetknął się z taką sytuacją?


Źródła: activistpost/thedailysheeple/godlikeproductions

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/04/nie-wierzysz-ze-twoje-oszczednosci-moga.html

piątek, 29 marca 2013

Anonymous już nie tak bardzo anonimowi?

W ostatnich dniach w Wisconsin władze aresztowały mężczyznę, który był członkiem popularnej grupy hakerskiej 'Anonymous'. Urzędnicy twierdzą, że Eric J. Rosol uczestniczył w szerokiej akcji internetowej przeciwko firmie Koch Industries w 2011, włamując się na portale www.kochind.com oraz www.quiltednorthern.com. Co grozi hakerowi i czy pozostali członkowie Anonymous mogą czuć się bezpiecznie?

fot. 1.bp.blogspot.com
Koch Industries to warta 115 miliardów dolarów firma, zajmująca się sektorem produkcji ropy naftowej oraz energetyką. Bracia Karol i David Koch w 2011 roku padli ofiarą internetowych ataków ze strony grupy Anonymous. Hakerzy zarzucili braciom "manipulację polityczną" i przeprowadzili tzw. denial-of-service atak (DDoS) na stronach internetowych firmy w celu ich wyłączenia. 

Jeśli Eric J. Rosol zostanie skazany, grozi mu maksymalna kara pięciu lat pozbawienia wolności oraz grzywna do wysokości 250.000 dolarów. "Atak w którym uczestniczył zatrzymany był podejmowany za pomocą narzędzia o nazwie 'Ion Cannon Low Orbit', które może wysyłać dużą ilość ponawianych żądań na strony internetowe, tym samym blokując do nich dostęp", podkreśla prokurator w komunikacie prasowym. 

Z kolei Matthew Keys z New Jersey, także członek grupy Anonymous, został oskarżony w tym miesiącu o doprowadzenie do uszkodzenia chronionego komputera rządowego oraz próbę zamieszczenia na nim określonych informacji. W końcu czterej kolejni hakerzy zostali skazani na więzienie za ostatnie włamania na stronach internetowych MasterCard, PayPal i Visa.

Czy Waszym zdaniem mamy obecnie do czynienia z szeroko zakrojoną akcją mająca na celu aresztowania członków grupy Anonymous na całym świecie?


Źródła: beforeitsnews/redorbit/huffingtonpost

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/03/anonymous-juz-nie-tak-bardzo-anonimowi.html

środa, 27 lutego 2013

Stuxnet: jakie kraje stoją za powstaniem tego potężnego komputerowego wirusa?

Nowe dowody wskazują na to, że potężny internetowy trojan znany jako Stuxnet miał być opracowywany już od 2005 roku, a więc pięć lat przed jego pierwszym "wpuszczeniem" do sieci. Nieoficjalnie twierdzi się, że trojan ten został zlecony przez władze Izraela i USA celem ataku na nuklearne plany Iranu. Najwcześniejsze wersje wirusa miały być używane do wysadzania irańskich obiektów jądrowych. 

fot. blogs-images.forbes.com
Nowy raport firmy Symantec stwierdza, że twórcą cybernetycznej broni - trojana Stuxnet - musiały być zawodowe i wynajęte przez zewnętrzne organizacje zespoły specjalistów. Do tej pory przypuszczano, że za ataki odpowiada banda hakerów, działająca z powodu bliżej nieokreślonej zemsty. 

Wirus Stuxnet był tak wyrafinowany, że zespół Symantec potrzebował kilku miesięcy na analizę i zrozumienie jego potencjalnego zagrożenia. "Nie możemy wskazać jakie konkretne osoby stoją za powstaniem tego trojana, ale jedno jest pewne - nie jest on dziełem tylko kilku hakerów lub kogoś działającego z powodu zemsty", wyjaśnia Eric Chien, dyrektor techniczny zespołu Symantec Security Response. 

Do tej pory najwcześniejsza znana wersja wirusa była datowana na rok 2009. Symantec długo szukał "brakującego ogniwa" Stuxnetu i stwierdził, że pochodzi ono jeszcze z 2005 roku. Gdy Stuxnet zaatakował w 2010 roku, był to jeden z pierwszych przykładów ataku cybernetycznego, który potrafił zaatakować "właściwości fizyczne obiektu". Wirus spowodował nadmierne rozpędzenie wirówek do wzbogacania uranu w zakładzie w Natanz (Iran) powodując ich uszkodzenie.

Wirus Stuxnet stał się podwaliną dla wielu innych narzędzi hakerskich oraz kolejnych wirusów. W lipcu 2012 roku za pomocą następcy Stuxnetu zatrzymano pracę w zakładach w Natanz i Fordo, dodatkowo odtwarzając na tamtejszych głośnikach komputerowych maksymalnie głośno utwór Thunderstruck zespołu AC/DC.

Czy Waszym zdaniem za potężnym trojanem faktycznie stoją izraelskie oraz amerykańskie władze? Czy wirusy tego rodzaju naprawdę będą w stanie wysadzać budynki?


Źródła: reuters/bbc/redorbit

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/02/stuxnet-jakie-kraje-stoja-za-powstaniem.html

środa, 9 stycznia 2013

Top 5 największych cyberataków w 2012 roku!

Warto zrobić podsumowanie ubiegłego roku w przedmiocie największych cyberataków. Ataki te były szeroko relacjonowane i komentowane w mediach, dały nam także kilka lekcji, których tak szybko nie zapomnimy.     

fot. intellectualtakeout.org
1) Zeus wyłudza poufne informacje wojskowe.

Niektóre instalacje militarne zostały zaatakowane przez agresywną kampanię Zeus typu phishing, która w sposób niezauważalny "wynosiła" informacje z wojskowych serwerów. Zainfekowane e-maile były wysyłane jako pochodzące od USAA, spółki świadczącej usługi dla weteranów wojennych i członków ich rodzin.

2) Atak na holenderską firmę telekomunikacyjną KPN.

Jedna  z największych w Holandii spółek telekomunikacyjnych została zmuszona zamknąć swoje usługi e-mail po atakach hakerów, którzy wykradli nazwy użytkowników, hasła, numery telefonów oraz adresy od ponad 500 klientów. Firma po konsultacji z rządem holenderskim oraz organami ścigania przez dłuższy czas nie ujawniała informacji o cyberataku.

3) Luka Hotmail i wyciek danych.


Sophos, firma specjalizująca się w oprogramowaniu antywirusowym wykryła poważną lukę w usłudze Hotmail, która pozwoliła hakerom na dostęp do ponad 13 milionów (!) kont użytkowników. W tym samym okresie usługi Yahoo i AOL zostały dotknięte podobnym rodzajem cyberataku.


4) Wirus "Shamoon" atakuje sektor prywatny.


W Arabii Saudyjskiej hakerzy zaatakowali ​​Oil Company Saudi Aramco, cyberatak zablokował 30 000 stanowisk pracy. Wirus Shamoon jest w stanie rozprzestrzeniać się na inne komputery w sieci dzięki wykorzystywaniu udostępnionych dysków twardych. Gdy system jest zainfekowany, wirus tworzy listę plików z określonych lokalizacji i następnie wysyła informacje na temat tych plików z powrotem do atakującego. Wreszcie, wirus nadpisuje plik rozruchowy systemu, aby uniemożliwić jego uruchomienie.

5) Chińscy hakerzy atakują Biały Dom.

Hakerzy związani z rządem chińskim przeniknęli do sieci komputerowej Białego Domu, uzyskując tym samym dostęp do najbardziej istotnych informacji Waszyngtonu. Amerykańskie służby bezpieczeństwa nadal badają incydent w celu ustalenia konkretnego poziomu szkód. Niektórzy urzędnicy mają jednak obawy, że napastnikom udało się dotrzeć do najbardziej cennych informacji niejawnych. Jeśli mają rację, Chiny mogą wykorzystać wykradzione dane w przyszłych potencjalnych konfliktach z USA.

Jakie cyberataki Waszym zdaniem należy dopisać do powyższej listy? Które z nich Waszym zdaniem należą do najbardziej groźnych?   

Czerwone kropki oznaczają docelowe miejsca ataków, żółte kropki to tzw. "honeypot", czyli systemy służące wykrywaniu przychodzących ataków cybernetycznych (fot. worldcrunch.com)

środa, 2 stycznia 2013

Największy w historii atak hakerski na amerykańskie instytucje wojskowe: co znaleziono?!

Jakie informacje leżą uśpione wewnątrz komputerów US Army, Navy, Air Force, Departamentu Obrony oraz NASA? Dlaczego biliony dolarów pompowane są do tych instytucji co roku? Czy w sposób w pełni kontrolowany "kreowane" są wydarzenia, które uzasadniają zbrojne ataki i wojny w celu utrzymania bezpieczeństwa narodowego?

fot. dvice.com
Odpowiedzi na powyższe pytania może pomóc udzielić Gary McKinnon (pseudonim Solo) - brytyjski haker oskarżony o popełnienie "największego włamania do wojskowych systemów komputerowych wszech czasów". Rząd amerykański wycenił wyrządzone w 2001 i 2002 roku przez hakera szkody na 700 tys. dolarów i na tej podstawie wystąpił o ekstradycję do USA. Możemy być jednak pewni, że prawdziwy powód dla którego Gary McKinno miałby trafić do amerykańskiego więzienia jest zupełnie inny.

Co haker miał znaleźć na amerykańskich serwerach? Zgodnie z jego wypowiedzią, doszukał się listy "Nie-ziemskich Oficerów" (Non-Terrestial Officer), posiadających różne rangi. Gary McKinno nie był w stanie powiedzieć, czy stanowią oni "pracowników" Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej, czy też Marines. Znalazł także listy transferów nieokreślonych materiałów z amerykańskich statków powietrznych na inne nieoznakowane statki. 

Gary McKinnon, haker wszechczasów?
(fot. wordpress.com)
Gary McKinno miał widzieć na serwerach NASA oryginalne zdjęcia z satelitów zawierające obiekty UFO, które nie są upubliczniane lub przed upublicznieniem są odpowiednio retuszowane. Doszukał się również informacji, że Stany Zjednoczone są w posiadaniu technologii antygrawitacji, oraz urządzeń wolnej energii bazujących na energii próżni.

W październiku 2012 roku, po nagłośnienia sprawy Gary'ego McKinnona w ogólnoświatowych mediach, Wielka Brytania oficjalnie nie zgodziła się na wydanie hakera w ręce amerykańskiego rządu. 

Warto jeszcze nadmienić, iż zdaniem lekarzy Gary McKinnon cierpi na zespół Aspergera. To zaburzenie typu autystycznego, które obejmuje przede wszystkim upośledzenie umiejętności społecznych. Czy Waszym zdaniem choroba hakera może w jakiś sposób stanowić argument osłabiający jego słowa i relacje?



środa, 24 października 2012

Anonymous: czy zaatakują w najbliższą sobotę?

Hakerzy związani ze środowiskiem Anonymous zapowiadają na sobotę ataki na strony uczelni zaangażowanych w projekt INDECT. Projekt ten w założeniach ma na celu stworzenie systemu wykrywania sytuacji niebezpiecznych np. za pomocą monitoringu miejskiego.

fot. daylife.com
INDECT to rozbudowany projekt "Inteligentnego systemu informacyjnego wspierającego obserwację, detekcję i wyszukiwanie na potrzeby bezpieczeństwa obywateli w środowiskach miejskich". Jego funkcjonowanie i rozwój związane są ściśle z wprowadzeniem szeroko rozumianego monitoringu i podglądania społeczeństwa, co nie podoba się "anonimowym".

Jak deklarują instytucje publiczne (m.in. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) "MSW ani Komenda Główna Policji nie zamawiały żadnego rozwiązania dotyczącego projektu INDECT". Wydaje się jednak, że tego rodzaju zapewnienia w żaden sposób nie prowadzą do uspokojenia środowiska hakerów i rezygnacji z planowanych przez nich działań.

Grupa Anonymous najprawdopodobniej posłuży się atakiem (o ile do niego dojdzie) typu DDoS, czyli Distributed Denial of Service, polegającym na przeciążeniu atakowanego serwera ogromną liczbą zapytań tak, by nie był w stanie ich obsłużyć i w efekcie zawiesił się lub wyłączył. Do przeprowadzenia takiego ataku używa się zazwyczaj rozproszonej sieci licznych, zainfekowanych wcześniej komputerów, tzw. zombies.

Do zablokowania konkretnej strony wystarczy czasami zwykły apel w jednym z popularnych serwisów społecznościowych lub udostępnienie w sieci małego programu, który po zainstalowaniu automatycznie będzie wysyłał zapytania do serwera. Aby uczestniczyć w takim ataku, nie trzeba więc ani zaawansowanego sprzętu, ani umiejętności informatycznych. Uczestnikiem tego rodzaju ataku może stać się KAŻDY.

Czy Waszym zdaniem grupa Anonymous zaatakuje ponownie już w najbliższą sobotę?


Źródła: webhosting/bgr/benchmark
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf