Pierwsza w USA firma zdecydowała się na odważny ruch i złożyła propozycję swoim pracownikom wszczepienia mikrochipów. Firma z Wisconsin zaproponowała implantację małej karty identyfikacyjnej RFID do rąk pracowników.
Chip wielkości ziarenka kosztuje 300 dolarów, pozwoli on pracownikom logować się do komputerów, kupować jedzenie czy otwierać drzwi. Chip jest powiązany także z rachunkiem karty kredytowej. Ekspert Patrick McMullan z Three Square Market uważa, że wkrótce każdy będzie chciał posiadać własny mikroczip.
Wiele osób obawia się, że mikrochip umożliwi podawanie w sposób ciągły lokalizacji właściciela. Ten wszczepiany pracownikom jak twierdzi dyrektor firmy nie ma takiej możliwości.
Czy brazylijskie miasto Belo Horizonte będzie pierwszym miastem na świecie, w którym w powszechnym użyciu znajdą się wszczepiane pod skórę czipy?
Już od lutego 2014 roku w tym liczącym 2,4 miliona mieszkańców mieście w sprzedaży dostępne będą elektroniczne czipy wielkości ziarenka ryżu. Umieszczane pod skórą dłoni między palcem wskazującym a kciukiem urządzenia mają pozwolić dorosłym Brazylijczykom szybką identyfikację oraz z łatwością określać gdzie się znajdują. Docelowo będzie można za ich pomocą zawierać bezgotówkowe transakcje a wszelkiego rodzaju klucze, kody PIN czy hasła staną się zbędne. Czipy nie będą potrzebować przy tym zewnętrznego źródła zasilania.
Za testowanie urządzeń odpowiadać będzie mające swoją siedzibę właśnie w Belo Horizonte stowarzyszenie Area 31 Hackerspace. Jak twierdzi jego prezes już kilka osób zgłosiło chęć wzięcia udziału w programie testowania chipów, obecnie głównym celem jest jak najszersze rozpropagowanie tych rozwiązań wśród mieszkańców miasta. A co potem? Tego oficjalnie nikt nie mówi, ale kwestią czasu pozostaje aż zaczną docierać do nas doniesienia na temat nadużyć związanych z czipami. Gdzie Waszym zdaniem kryje się główne zagrożenie?
Amerykanie pracują nad kolejnym rodzajem broni, w którą chcą wyposażyć amerykańską armię. Tym razem jednak prace prowadzone są nad bronią zabójczą nie dla ludzi, lecz dla elektroniki.
fot. defense-update.com
Firma Boeing opracowała i przetestowała pocisk rakietowy o nazwie CHAMP. Szczególną cechą tego pocisku jest jego zdolność do strzelania falami radiowymi. Takie mikrofale wystrzelone prosto w cel, powodują wyłączenie lub spalenie elektroniki, która się w nim znajduje.
Podczas testów CHAMP został wystrzelony nad budynkiem, w którym ustawione były różne urządzenia elektryczne, w tym komputery osobiste. Wskutek tego, wszystkie urządzenia po porażeniu falami nie tylko się wyłączyły, ale zostały uszkodzone. Testów nie przetrwały nawet kamery, które miały wszystko nagrać.
James Dodd z Advanced Boeing Military Aircraft tłumaczy, że w armii jest ogromne zapotrzebowania na broń, która nie wyrządza szkody ludziom, a przy tym skutecznie niszczy wybrany cel. Z kolei manager programu CHAMP dodaje, że opracowana technologia jest początkiem nowej ery w działaniach zbrojnych. Obecnie bowiem nie ludzie, lecz systemy przechowywania danych oraz elektronika są głównym celem ataków.
Po zakończeniu fazy testów firma analizuje dane, które zostały zebrane. Gdy analizy okażą się pozytywne, broń będzie mogła trafić prosto do amerykańskiej armii, tym samym zmieniając sposób walki znany od wieków.
Czy Waszym zdaniem amerykańska broń nie ma już obecnie żadnej konkurencji?
Amerykanie pracują nad kolejnym rodzajem broni, w którą chcą wyposażyć amerykańską armię. Tym razem jednak prace prowadzone są nad bronią zabójczą nie dla ludzi, lecz dla elektroniki.
fot. worldtribune.us
Firma Boeing opracowała i przetestowała pocisk rakietowy o nazwie CHAMP. Szczególną cechą tego pocisku jest jego zdolność do strzelania falami radiowymi. Takie mikrofale wystrzelone prosto w cel, powodują wyłączenie lub spalenie elektroniki, która się w nim znajduje.
Podczas testów CHAMP został wystrzelony nad budynkiem, w którym ustawione były różne urządzenia elektryczne, w tym komputery osobiste. Wskutek tego, wszystkie urządzenia po porażeniu falami nie tylko się wyłączyły, ale zostały uszkodzone. Testów nie przetrwały nawet kamery, które miały wszystko nagrać.
James Dodd z Advanced Boeing Military Aircraft tłumaczy, że w armii jest ogromne zapotrzebowania na broń, która nie wyrządza szkody ludziom, a przy tym skutecznie niszczy wybrany cel. Z kolei manager programu CHAMP dodaje, że opracowana technologia jest początkiem nowej ery w działaniach zbrojnych. Obecnie bowiem nie ludzie, lecz systemy przechowywania danych oraz elektronika są głównym celem ataków.
Po zakończeniu fazy testów firma analizuje dane, które zostały zebrane. Gdy analizy okażą się pozytywne, broń będzie mogła trafić prosto do amerykańskiej armii, tym samym zmieniając sposób walki znany od wieków.
Czy Waszym zdaniem amerykańska broń nie ma już obecnie żadnej konkurencji?