Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 grudnia 2016

Argentyna i GMO - szokujące dane na temat wpływu upraw na zdrowie ludzi

W 2010 roku w mieście Cordoba w Argentynie miała miejsce konferencja poświęcona skutkom opryskiwania tamtejszych upraw GMO. Z opublikowanego w jej wyniku raportu wyłania się obraz ogromnej skali zniszczeń do jakich doszło w relatywnie krótkim czasie. Zniszczeń, które dotknęły, przede wszystkim dzieci. 

Carl Wycoff/cc/flickr



Na wiejskich obszarach Argentyny od kilkunastu lat prowadzi się na przemysłową skalę uprawy zbóż modyfikowanych genetycznie. Uprawy te wspierane są przez rząd, system sądowniczy i polityczne elity, które czerpią pokaźne zyski z opłat i podatków jakie co roku wpłacają międzynarodowe koncerny. Z drugiej jednak strony co raz więcej doniesień wskazuje na ciemną stronę tego procederu - tragiczne skutki chemicznych oprysków wpływają na stan zdrowia osób żyjących w pobliżu upraw, w tym uszkodzenie kodu DNA u rodzących się dzieci, zakłócenie rozwoju układu nerwowego oraz wzrost zachorowań na nowotwory u dorosłych. 

Zdaniem geografów, wokół terenów gdzie uprawia się GMO żyje około 12 milionów ludzi, wśród nich są prowincje: Buenos Aires, Santa Fe, Córdoba, Entre Ríos, Santiago del Estero, San Luis, Chaco, Salta, Jujuy, Tucumán, La Pampa i Corrientes, z czego dane te nie obejmują ludzi żyjących w dużych miastach leżących w tych rejonach. Oznacza to, że miliony Argentyńczyków ma regularny kontakt z agrotoksynami, szczególnie glifosatem. Substancja służąca do spryskiwania upraw budzi szczególne kontrowersje, z jednej strony istnieją raporty głoszące, że nie jest ona szkodliwa dla ludzi, nie działając jako środek karcerogenny lub wpływający na uszkodzenia płodów. Z drugiej jednak w samej Argentynie, w tym w prowincjach gdzie uprawia się najwięcej GMO znacząco wzrosła śmiertelność noworodków i liczba zachorowań na raka. 

Widać to między innymi po danych z prowincji Chaco gdzie oficjalnie władze przyznały, że w pobliżu miejsc gdzie prowadzone są uprawy modyfikowanej genetycznie soi dochodzi do znacznego wzrostu poronień i uszkodzeń płodów. 





źródło: PermacultureNews


piątek, 13 czerwca 2014

Adolf Hitler ukrywał się w Argentynie?


San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Zbliżają się wakacje i czas podróży, warto z tej okazji przypomnieć tekst napisany na szybko, prosto z kraju, który był celem emigracji wielu promintentnych nazistów a być może, według popularnej teorii, również samego fuhrera, Adolfa Hitlera, który wcale nie zginął w berlińskim bunkrze.

Na tych zdjęciach wbrew pozorom nie widzimy jakiejś schowanej między alpejskimi szczytami wioski, lecz San Carlos de Bariloche znajdujące się w prowincji Rio Negro w Argentynie. Według argentyńskiego dziennikarza, Abla Basti to właśnie w tam przebywał Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Mieli oni zostać przewiezieni do posiadłości należącej do argentyńskiego biznesmena, Jorge Antonio, jednego z zaufanych współpracowników trzykrotnego prezydenta Argentyny, Juana Domingo Peróna. Posiadłość była odizolowana od świata, dotrzeć do niej można było jedynie łodzią bądź samolotem.

W swojej wydanej kilka lat temu książce-przewodniku Basti wskazywał szereg miejsc, w których żyć i pracować mieli byli SS-mani. Często były to wysoko postawione w nazistowskiej hierarchii osoby, takie jak Josef Mengele czy schwytany później przez Mossad Adolf Eichmann. Byli poszukiwani w Europie i Izraelu, ciążyły na nich wyroki za popełnione zbrodnie wojenne, jednak w Argentynie, nie ukrywając przy tym szczególnie swojej tożsamości, spokojnie pracowali dla lokalnych firm, które w większości powstały, dzięki złotu przywiezionemu z Europy.


środa, 23 października 2013

Argentyna ofiarą GMO

Według agencji prasowej AFP modyfikowane genetycznie uprawy doprowadziły w Argentynie do katastrofalnych szkód niszcząc zdrowie wielu obywateli tego południowoamerykańskiego państwa.

fot. Deesilustration.com

Nie minęły nawet dwa lata odkąd przeważająca część krajów europejskich zabroniła upraw żywności modyfikowanej genetycznie. Chociaż sprawa zakończyła się sukcesem to jednak można było odnieść wrażenie, że zwolennicy GMO mogli zawsze użyć argumentów, że przecież żywność ta uprawiana jest w wielu państwach Ameryki Południowej i do tej pory nie ma tam żadnych negatywnych skutków tej działalności, za to takie państwa jak choćby Argentyna stały się jednym z liderów upraw soi i bawełny na świecie. Teraz jednak po raporcie opublikowanym przez agencję AFP bardzo trudno będzie bronić upraw GMO.

AFP podaje, że pestycydy wykorzystywane do spryskiwania upraw w tragicznym wręcz stopniu wpłynęły na zdrowie mieszkających w pobliżu upraw Argentyńczyków. W liczącym 12 milionów mieszkańców rolniczym regionie tego kraju obserwuje się ogromny wzrost zachorowań na choroby układu nerwowego, skóry czy układu pokarmowego.

Co ciekawe już w 2009 roku prezydent Christina Fernandez powołała komisję mającą zająć się wpływem pestycydów na zdrowie obywateli. Komisja miała regularnie pobierać próbki i analizować je w warunkach laboratoryjnych, jednak według AFP ostatnie spotkanie jej członków miało miejsce w 2010 roku...

Ustawodawstwo Argentyny nie przewiduje jednolitych przepisów regulujących jak daleko od osiedli ludzkich można prowadzić opryskiwania. Jest to ustalane przez władze poszczególnych prowincji i tym samym różni się w zależności od części kraju. W jednej jest to 3 kilometry, w innej zaś wystarczy, że ludzie nie mieszkają w odległości 50 metrów. Aż w jednej trzeciej prowincji nie ma żadnych ograniczeń.




źródło: abcnews/boston.com

wtorek, 20 marca 2012

Tajne dokumenty ujawniają: blisko 9 tysięcy nazistów zbiegło do Ameryki Południowej

By odtajnić te dokumenty potrzeba było kilkudziesięciu lat, jednak w końcu władze Chile i Brazylii wyraziły zgodę na zbadanie materiałów dotyczących ilości uciekinierów z III Rzeszy, którzy znaleźli schronienie w Ameryce Południowej.

Jak wynika z dokumentów liczba osób współpracujących z nazistowskim reżimem, które uciekły przed sprawiedliwością wynosi nawet dziewięć tysięcy. Jak dowiedziała się gazeta "Daily Mail" 5 tysięcy uciekinierów znalazło schronienie w Argentynie, od 1,5 do 2 tysięcy przebywało w Brazylii, zaś od 500 do 1000 w Chile. O wiele mniejsze grupy uciekły także do Paragwaju i Urugwaju. Zwraca się przy tym uwagę na fakt, że Ameryka Południowa nie była jedynym kierunkiem ucieczki, wielu nazistów zbiegło również do krajów na Bliskim Wschodzie.

Juan Domingo Perón (1895-1974)


Szczególnie duża ilość zbiegów na terenie Argentyny wiąże się z faktem, że ówczesny prezydent Juan Perón odsprzedał organizacji ODESSA około 10 tysięcy paszportów in blanco, które posłużyły nazistom uzyskać nową tożsamość. Chociaż zdaniem badaczy odtajnienie dokumentów już teraz doprowadziło do przełomu w prowadzonych śledztwach to wciąż natykają się na nowe wątki. Z materiałów brazylijskich wynika między innymi, że w latach 1945-1959 osiedliło się tam blisko 20 tysięcy Niemców.

Wciąż niezbadane pozostają jedne z najbardziej tajemniczych wątków jakimi są kwestie przerzutów współpracowników III Rzeszy kanałami watykańskimi, a także powrotu niektórych zbrodniarzy z powrotem do Niemiec już pod fałszywą tożsamością.

Do tej pory władze większości południowoamerykańskich krajów były niechętne do współpracy przy poszukiwaniach dawnych nazistowskich zbrodniarzy. Dziś są już niewielkie szanse na to, że uda się ich złapać żywych i postawić przed sądem. Wciąż jednak niezweryfikowane pozostają plotki dotyczące śmierci Adolfa Hitlera. M.in. zdaniem argentyńskiego dziennikarza Abla Basti dożył on starości w pobliżu leżącego u podnóża Andów miasteczka San Juan de Bariloche, pośrednio potwierdzać miałyby to dokumenty ujawnione w zeszłym roku przez FBI, z których również wynikało, że przywódca III Rzeszy dożył swoich dni na farmie w Ameryce Południowej.

źródło: Daily Mail

poniedziałek, 19 marca 2012

Argentyna znowu walczy o Falklandy/Malwiny

fot. leonardobc/sxc.hu
Firmy zaangażowane w wydobycie ropy naftowej na archipelagu Falklandów/Malwinów czekają kary "administracyjne, cywilne i kryminalne" - to zapowiedź argentyńskiego rządu, który od pewnego czasu coraz głośniej przypomina o swoich pretensjach w stosunku do wysp.

Podczas konferencji prasowej w zeszły czwartek, minister spraw zagranicznych Hector Timerman stwierdził, że zasoby południowego Atlantyku są własnością "wszystkich Argentyńczyków" i władze w Buenos Aires mają zamiar ich bronić.

Kolejne deklaracje Argentyny wiążą się ze sprzedażą przez Brytyjczyków licencji na wydobycie zasobów ropy naftowej znalezionej w pobliżu archipelagu. Zdaniem analityków wpływy jakie uzyska korona brytyjska wyniosą kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie.

Argentyńskie władze oprócz działań na drodze sądowej już wcześniej podjęły kroki mające na celu blokadę lotniczą wysp wymuszając między innymi na chilijskich liniach lotniczych zaprzestania lotów na wyspy.

Zarówno Argentyna jak i Wielka Brytania szukają przy tym sojuszników, dla Londynu ważna stała się deklaracja Baracka Obamy, który stwierdził, że uznaje on panujące status quo, z drugiej zaś strony Buenos Aires może liczyć na wsparcie niektórych krajów Ameryki Łacińskiej.

Pod ostatnim wpisie na ten temat recoleta zwróciła uwagę na fakt, że prezydent Fernandez de Kirchner jest osobą, która lubi pokrzyczeć, natomiast niekoniecznie będzie dążyć do rozwiązań siłowych, zwłaszcza jeśli na swoim terenie ma problem z panującą w wyniku kryzysu biedą. Być może taka ostra retoryka pozwoli zjednoczyć wokół siebie naród i zdobyć jeszcze kilka lat władzy? Ewentualne zyski z falklandzkiej ropy to kuszący kąsek, ale wątpliwym jest by w przypadku ewentualnego konfliktu Argentyna miała jakiekolwiek szanse z Wielką Brytanią. Chyba, że ta druga zaangażuje się gdzie indziej, na przykład w Iranie.



środa, 8 lutego 2012

Stoimy u progu kolejnej wojny na Atlantyku

Podczas gdy oczy większości mediów i obserwatorów zwrócone są w kierunku Bliskiego Wschodu, po przeciwnej stronie półkuli na włosku wisi wybuch innego konfliktu - powtórki wojny o Falklandy-Malwiny.

Poprzedni konflikt miał miejsce w 1982 roku. Władze argentyńskie przeprowadziły wówczas operację "Rosario", w wyniku której udało im się przejąć kontrolę nad należącym od 1833 roku do Wielkiej Brytanii archipelagiem. Nie trwało to jednak długo, gdyż Brytyjczycy odzyskali wyspy już po dwóch tygodniach. Cały konflikt trwał zaledwie 74 dni i kosztował życie 258 poddanych brytyjskiej królowej i 649 Argentyńczyków. Warto przy tym zauważyć, że był to pierwszy konflikt w historii, który relacjonowano na żywo. Napięcia między obydwoma krajami utrzymywały się przez wiele lat o czym świadczyć może fakt, że oba kraje nawiązały stosunki dyplomatyczne dopiero w 1990 roku.

O co toczyła się walka?

Leżący na południu Atlantyku, zaledwie 480 kilometrów od wybrzeży Argentyny, archipelag przez Brytyjczyków nazywany jest Falklandami, w Argentynie powszechnie funkcjonuje nazwa Malwiny i zdaniem władz w Buenos Aires wyspy powinny należeć do nich. Jest to związane z faktem, że zostały one zajęte przez Brytyjczyków w okresie kiedy niepodległe państwo argentyńskie dopiero krzepło i nie było w stanie obronić swojego stanu posiadania.

Wywołanie wojny akurat w 1982 wiązało się z kilkoma czynnikami, przede wszystkim ówczesny rząd spodziewał się, że Stany Zjednoczone pozostanę bierne wobec ewentualnego zajęcia wysp i nie udzielą poparcia Londynowi. Uważa się także, że wojna miała być pretekstem i jej celem było przede wszystkim odwrócenie uwagi od tak zwanej Brudnej Wojny (hiszp. Guerra Sucia) prowadzonej na terenie Argentyny przez rządzącą juntę. Szacuje się, że podczas jej trwania w kraju "zniknęło" od 9 do 30 tysięcy osób.

Bardzo możliwe, że najistotniejszą rolę odegrała jak zwykle ekonomia i za wybuchem konfliktu stała przede wszystkim chęć uzyskania dostępu do złóż ropy naftowej znajdujących się w okolicach archipelagu. Po wojnie, w połowie lat 90-tych obie strony powołały nawet komisję, która miała się zająć eksploracją dna morskiego, wkrótce jednak okazało się, że współpraca nie jest możliwa i cały projekt legł w gruzach.

Do znacznego zaostrzenia wzajemnych relacji zaczęło dochodzić pod koniec ubiegłej dekady, kiedy to w 2007 roku Argentyna ogłosiła zerwanie współpracy z Wielką Brytanią na tej płaszczyźnie, zaś w 2010 prezydent Christina Fernandez de Kirchner podpisała ustawę, która powodowała ograniczenia w ruchu morskim. Od tego czasu każde państwo musiało ubiegać się o zgodę władz w Buenos Aires na wkroczenie na terytorium morskie w promieniu 500 km od wybrzeża Argentyny. Przypomnijmy, że Falklandy-Malwiny znajdują się w odległości 480 km od brzegu. Co więcej zażądano ponownego otwarcia rozmów na temat przynależności terytorialnej archipelagu. 

Było to najprawdopodobniej związane z rozpoczęciem przez Brytyjczyków wydobywania ropy naftowej na szelfie w okolicach wysp. Od tego też czasu sytuacja się zaostrza o czym świadczy informacja o naciskach wywieranych przez rząd Argentyny na chilijskie lotnicze LAN, od których żąda się wstrzymania jakichkolwiek lotów na archipelag. Zdaniem Londynu działania te mają na celu "odcięcie Falklandów od świata" i ich "zagłodzenie".

Sytuację zaostrza fakt, że kilka dni temu na wyspy udał się książę William, który ma tam odbyć 6-tygodniową służbę wojskową, zaś 30 stycznia w stronę Falklandów-Malwinów popłynął HMS Dauntless - jeden z najnowocześniejszych brytyjskich niszczycieli. Na reakcję Argentyny nie trzeba było długo czekać, księcia Williama nazwano "konkwistadorem" a operację gwałtownie skrytykowano.

Do dziś na terenie Argentyny można zobaczyć znaki o treści "Las Malvinas son Argentinas" (Malwiny są argentyńskie), widać wyraźnie, że kraj ten nie chce pogodzić się z przynależnością tego południowoatlantyckiego archipelagu do Wielkiej Brytanii. Dziś jednak sprawa wydaje się być o wiele bardziej złożona, z jednej strony mamy bowiem próbującą uratować swoją pozycję prezydent Fernandez, głośno popieraną przy tym przez Hugo Chaveza, z drugiej zaś Davida Camerona, który chętnie by powtórzył sukcesy swojej poprzedniczki z Partii Konserwatywnej sprzed 30 lat. W momencie gdy wielki konflikt na Bliskim Wschodzie wisi na włosku a ceny ropy idą w górę, cenne roponośne tereny na południu Atlantyku mogą okazać się łakomym kąskiem nie tylko dla tych polityków, ale również dla ludzi, którzy za nimi stoją.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Gdzie umarł Adolf Hitler?

Czy FBI nie mówi prawdy o prawdziwym miejscu śmierci Adolfa Hitlera informując opinię publiczną, że była to Argentyna? A może celowo wskazuje ten popularny dla migracji hitlerowców kraj, by odwrócić uwagę od prawdziwego miejsca pobytu nazistowskiego przywódcy?

Dla przypomnienia: niedawno świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie, długo po zakończeniu II Wojny Światowej. 30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. W konsekwencji z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta. Najważniejszym pasażerem mógł być Adolf Hitler, a kobietą jego żona Ewa Braun. Łódź podwodna rzeczywiście skierowała się w stroną Argentyny, tyle tylko, że nigdy do niej nie dotarła. Mogła dopłynąć do Antarktydy, gdzie w komfortowych, wcześniej przygotowanych warunkach, Adolf Hitler mógł dokonać żywota, lub żyć wiele lat otoczony swoimi wiernymi podwładnymi. Co ciekawsze, nikt mu w tym przez kilkadziesiąt lat nie przeszkadzał. Na czym oparty jest ten pogląd? 

Otóż 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził:

"Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera"

Podobną opinię wyraził w 1952 roku prezydent Dwight D. Eisenhower:

“Nie byliśmy w stanie dotrzeć do nawet skrawka namacalnych dowodów dotyczących śmierci Hitlera. Wielu ludzi wierzy w to, że Hitler uciekł z Berlina”

Nie było to jedyne stwierdzenie, które podważa obowiązujące do tej pory stanowisko dotyczące śmierci przywódcy III Rzeszy. Testy DNA przeprowadzone na udostępnionej przez Rosjan czaszce Adolfa Hitlera wykazały, że szczątki nie należą do przywódcy III Rzeszy. Naukowcy z University of Connecticut doszli do wniosku, że Rosjanie od 1945 roku przechowywali u siebie czaszkę kobiety, która w chwili śmierci miała około 40 lat. Kości są bardzo cienkie, kości męskie są grubsze. A szwy spajające czaszkę wyglądają jak u osoby w wieku poniżej 40. roku życia – skomentował badania archeolog Nick Bellantoni. Wódz III Rzeszy urodził się w 1889 roku. W roku 1945 miał więc 56 lat.

Ewa Braun
Badana czaszka raczej nie należy też do Ewy Braun, wieloletniej towarzyszki Hitlera i jego żony przez ostatnie kilkadziesiąt godzin życia. Co prawda w 1945 roku miała ona 33 lata, jednak otruła się, więc w jej czaszce nie powinno być dziury po kuli. Hitler przez lata przygotowywał podziemne budowle i gromadził zagarnięte z terenu całej Europy bogactwa. Od miesięcy wiedział jak zakończy się II Wojna Światowa. Czy dysponując największym militarnym systemem organizacyjnym postanowiłby strzelić sobie w łeb lub zostać pastuchem w Argentynie? Czy w stwierdzenia FBI mamy wierzyć podobnie jak przez dziesiątki lat w honorowe rozwiązanie? Komu zależy dzisiaj na lansowaniu takich faktów? 

Tajemnica związana z niemiecką wyprawą na Antarktydę podjętą w 1938 rok. Jej dowódcą był kapitan Ritsher. Obecnie wiadomo jedynie, że misja miała charakter militarny. Nie ujawniono jednak, co Niemcy robili w tym niedostępnym miejscu. Być może wiąże się to jakoś z rozkazem admirała Dönitza, który to miał wysłać pod sam koniec wojny do stacjonujących u wybrzeży Antarktydy okrętów podwodnych: "Zostać i kontynuować misję". Rozkaz przesłano otwartym tekstem, lecz nie wiadomo do dziś, o jaką misję chodziło. Co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, że ta tajemnicza misja nigdy nie została zakończona i trwa do chwili obecnej. 

Po drugie „baza”. Niezwykła, tajemnicza sprawa upowszechniania przez badaczy spiskowych teorii. Jest bezspornym faktem, że w 1947 roku wysłano w ten rejon ekspedycję marynarki wojennej USA. Dowodził nią admirał Byrd. Kiedy czyta się jego dziennik, ma się wrażenie, że jest to raczej powieść science-fiction. Z zapisków tych wynika, że Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, zaś próba zbliżenia się do nich kończyła się zawsze tak samo – okręty w niewytłumaczalny sposób znikały. To nie koniec, wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły. Nie udało się też nigdy nawiązać łączności z grupą żołnierzy wysłanych do zbadania fragmentu lądu, z którego miały startować tajemnicze obiekty latające. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Odebrano jedynie fragment meldunku o odkryciu dziwnych tuneli. Potem zaległa cisza. Podczas misji zaginęło około 100 żołnierzy, jednak ku zdziwieniu dowódcy misji, rząd USA nakazał mu przerwać zadanie i natychmiast opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych do tej pory pozostaje nieznany. 

Już w 1936 roku, a więc na trzy lata przed wybuchem wojny, Hitler wysłał do Ameryki Południowej ludzi z misją specjalną. Ich zadaniem było umocnienie i zorganizowanie miejscowych faszyzujących środowisk, by w przyszłości móc dysponować jak największymi wpływami. Było ich pięciu, byli oczywiście głęboko zakonspirowani, a dla celów misji wyposażono ich w spory kapitał, 20 milionów dolarów w złocie 

Osiem lat później postanowiono zebrać pierwsze plony i sięgnąć po pomoc południowoamerykańskich struktur. W sierpniu 1944 roku po naradzie w Strasburgu zapadła decyzja o rozpoczęciu operacji „Ziemia Ognista”, za którą odpowiedzialny był osobiście Reichsführer Heinrich Himmler. W ciągu zaledwie kilku tygodni oficerowie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy rozpoczęli załadunek na przygotowane łodzie. Były to dziesiątki zaplombowanych skrzyń, które umieszczono na statkach podwodnych. Umieszczony ładunek zaplombowano i dodatkowo zaminowano, na wypadek gdyby został przejęty przez nieprzyjaciela. 

Pracujący nad jej wyjaśnieniem historycy znają wiele szczegółów, nawet dokumenty. Wiadomo, kiedy nastąpił załadunek i, z dużym przybliżeniem, ile tego było. 2511 kilogramów złota, 87 kg platyny i 4638 karatów brylantów wniesiono na pokład statków podwodnych. Ostatnie wiadomości na ten temat pochodzą z listopada 1944 roku, lecz nie przyczyniają się do rozwiązania zagadki. Nie wiemy, co się stało z konwojem, ale majątek był rzeczywisty i ogromny. Nadal niejednego może skłonić do zainteresowania się tą historią. Dawni poszukiwacze tracili życie, uganiając się za legendarnymi skarbami. A w tym wypadku nie mówimy o mitach. Gdzie dotarł gigantyczny skarb Adolfa Hitlera? Pod strzechę jakiejś chałupy w Argentynie? 

San Carlos de Bariloche
Rzeczywiście Argentyna i cała Ameryka Południowa odegrały istotną rolę w ewakuacji najważniejszych oficjeli III Rzeszy, wbrew jednak temu co twierdzi argentyński dziennikarz Abel Basti, nie było to miejsce, w którym przebywał sam Hitler. Faktycznie, miejscowość San Carlos de Bariloche w Patagonii u podnóża Andów, 1.350 kilometrów na południowy wschód od Buenos Aires, miała szczególne znaczenie dla nazistowskich uciekinierów. Od początków XX wieku była zamieszkana głównie przez Niemców, pozwoliło to wielu osobom nie tylko utrzymać tam wpływy, ale przede wszystkim wmieszać się w lokalną społeczność. Okolica stanowiła także doskonałą przystań dla faktycznych działań daleko na południe. 

Shangri-La Hitlera znajdowało się na obszarze wewnątrz Ziemi Królowej Maud, w Nowej Szwabii. Teren ten jest jak na Antarktydę wyjątkowy, gdyż nie pokrywa go lód. Dzieje się to dzięki ciepłu, jakie daje aktywny w tamtej okolicy wulkan. Dzięki temu już w roku 1940 można było przygotować specjalną bazę, w której w razie niepowodzenia miał schronić się fuhrer wraz z najbardziej zaufanymi członkami SS. 

Nie działo się to zresztą bez wiedzy najważniejszych z państw alianckich, zarówno zwyciężeni jak i zwycięzcy II Wojny Światowej starannie kryją swoje tajemnice. Zwłaszcza te kompromisowe pakty, które negocjowano pod koniec wojny. Wówczas strony wiedziały już kiedy nastąpi koniec i jak on będzie wyglądał. Niemcy sprzedawali swoją skórę, a Alianci ukrywali, co otrzymywali w zamian za spokojne dożycie końca swych dni przez ich niedawnych wrogów. Podobnie jak szwajcarskie żydowskie konta, droga do zrabowanych skarbów i najlepszych technologii otwarła się niczym bajkowy Sezam. 

Jest bezspornym faktem, że naziści wybudowali w krótkim czasie mnóstwo podziemnych obiektów. Do tej pory wiele fragmentów słynnego kompleksu Riese, który powstał na Dolnym Śląsku pozostaje niezbadanych, wiele korytarzy pozostaje zasypanych zaś wejścia do nich zdają się być niedostępne. Co jednak najważniejsze, mimo świadomości ich istnienia oraz wiedzy na temat ich lokalizacji, do dziś niektórych nie odkryto. 

Dlaczego do dziś do nich nie dotarto? Czy odnalezienie podziemnych kompleksów w Polsce podobnie jak tajemniczej bazy na Antarktydzie, miejsca śmierci Adolfa Hitlera, jest niemożliwe? Czy sytuacja jest analogicznie do ukrywanej do dziś zasobności rzeczy znalezionych na zamku w Wewelsburgu w Niemczech

Posłużmy się prostym, przekonywującym przykładem wskazującym jak chroni się tajemnice. 

Praktycznie w tym samym czasie, gdy wysyłano pierwszy transport, w Kolonii rozpoczęto formowanie „Konwoju Führera”. Miał się składać z 35 nieuzbrojonych łodzi podwodnych. Miały one unikać wszelkiego kontaktu z nieprzyjacielem. Załogi skompletowano według pewnego klucza. Marynarze, których wybierano, mieli być stanu wolnego, wybierano przede wszystkim ludzi nie mających żadnych bliskich, z którymi chcieliby utrzymywać kontakty. Na pokładzie mieli się też znaleźć inni pasażerowie. Co najmniej jednej z łodzi nie udało się przedrzeć przez cieśniny duńskie. Jej dowódca Heinz Scheffer milczał. Wydał wprawdzie swoje wspomnienia, ale w tej sprawie dochował tajemnicy. Gdyby miał coś zdradzić, zrobiłby to pewnie podczas przesłuchań. Ale i tak, nie do końca zresztą z własnej woli, pojawił się na scenie w kontekście dawnych wydarzeń.

W latach 80. Jego współtowarzysz kapitan Wilhelm Berhardt brał udział w programach telewizyjnych na temat tajemnic II Wojny Światowej. W ręce zachodnioniemieckiej policji wpadł wysłany przez Scheffera do Berhardta list, w którym były dowódca czynił wyrzuty i przestrzegał przed ujawnianiem tajemnic. Pisał, że lepiej aby wszystko spoczywało na dnie Bałtyku. Sugerował, że ta wiedza nadal mogłaby komuś zaszkodzić. Komu? Czy ludziom, którzy wiedzieli gdzie był wówczas Adolf Hitler?


wtorek, 9 sierpnia 2011

Tajemnica U-534 – tajna broń Adolfa Hitlera

5 maja 1945 roku, tuż przed kapitulacją Niemiec, z kopenhaskiego portu w odpłynął w kierunku północnym ostatni z floty należących do III Rzeszy U-bootów. Już kilkanaście godzin po wypłynięciu dowodzony przez Kapitänleutnanta Herberta Nollaua U-534 natknął się na patrol brytyjskich samolotów wyspecjalizowanych w zwalczaniu okrętów podwodnych. Po klęsce Niemiec wiele okrętów kierowało się do Norwegii, gdzie jak obawiali się Brytyjczycy, Niemcy przegrupują się i będą kontynuować walkę. Stąd też na początku maja 1945 roku rozpoczęli oni zakrojoną na szeroką skalę akcję przeciwko łodziom podwodnym. Potwierdza to, dlaczego załoga nie chciała się poddać. Kapitan Nollau odmówiwszy złożenia broni, postanowił bronić łodzi i ładunku. 

Załoga łodzi nie poddała się mimo wezwań. Liberatory podchodziły trzy razy. Pierwszy został zestrzelony przez działko przeciwlotnicze łodzi. Dopiero trzecie podejście innej maszyny z eskadry i bomby głębinowe okazały się fatalne dla okrętu. U-boot zaczął tonąć, jednak 49 z 52 członków załogi udało się przeżyć. Trzech marynarzy zginęło w wodzie jednak pozostała część załogi, wraz z dowództwem została internowana. 

Historia U-534 przez lata obrosła legendą. Spekulowano na temat jego ładunku i misji. Wiele mówiło się na temat rzekomych zapasów złota jakie znajdowały się na pokładzie. Okręt uznawano za zaginiony, aż do jego odnalezienia w 1986 roku. Siedem lat później, w roku 1993 rozpoczęto operację wydobycia okrętu. Wrak zachował się w niespodziewanie dobrym stanie. Wbrew fantastycznym oczekiwaniom, poza rzeczami osobistymi członków załogi, prawie setce butelek po winie i kartonie prezerwatyw nie odkryto żadnego złota. Okazało się jednak, że w ładowni znajduje się coś wartego uwagi. 

Przyczyną tak zaciekłego oporu okazał się być inny skarb III Rzeszy - ładunek eksperymentalnych torped T11, których wyprodukowano jedynie 38 sztuk. Ich najważniejszą cechą była niewrażliwość na działanie wabików akustycznych Foxer. Były to urządzenia ciągnięte na linach za alianckimi statkami. Torpedy starego typu namierzały zamiast kadłubów okrętów wabiki, co wielokrotnie ratowało cel U-boota. 

Ryzykowanie życia własnego oraz członków załogi, zwłaszcza 5 maja 1945 roku wskazuje na dwie hipotezy. Pierwsza z nich to pytanie czy Kapitänleutnant Herbert Nollau był tak zagorzałym nazistą, że nie akceptował możliwości kapitulacji. Należy założyć raczej, że był człowiekiem rozsądnym, w końcu nie każdy zostaje kapitanem Kriegsmarine. Wieziony przez niego ładunek torped T11 oraz desperacka próba jego obrony nie cechują człowieka, który wie, że przegrał wojnę. Świadczą raczej o tym, że był przekonany, o tym, że koniec wojny jeszcze nie nadszedł i wieziona przezeń broń będzie jeszcze potrzebna. 

Druga hipoteza to chęć sprzedania torped i ustawienia się do końca życia w Argentynie. Gdyby tak jednak było to czy ryzykowałby życie całej załogi? Jest wiele wątpliwości co do tego, co motywowało kapitana do walki. Być może było to poczucie obowiązku, miał rozkazy, które należało wykonać, chociaż wojna była przegrana. A może jednak miejscem przeznaczenia nie była Argentyna, lecz tajna niemiecka baza na Antarktydzie? Możliwość wiedzenia życia w krainie Shangri-la i udział w powstaniu rasy nadludzi mogła dla ideowych nazistów być bardzo kuszącą. Dla kapitana Herberta Nollau chwili, gdy zniszczono jego okręt była ogromną porażką która prześladowała go aż do samobójczej śmierci w 1968 roku. Niewykluczone, że przez cały czas od zakończenia wojny nękały go tajne służby chcące poznać rzeczywisty cel jego wyprawy. A może wiedział, że stracił bez powrotu miejsce w tym, Nowym Wspaniałym Świecie? 

Jednak los sprawił, że historia potoczyła się inaczej. Obecnie odrestaurowany U-534 można podziwiać w Woodside Ferry Terminal w Birkenhead koło Liverpoolu, za 5₤ od poniedziałku do niedzieli.

sobota, 6 sierpnia 2011

Pocztówka z Argentyny

Temat brzmi wakacyjnie, ale też o wiele ciekawiej pisze się z półkuli południowej, na której obecnie przebywam badając jeden ciekawy wątek, który od lat nie daje mi spokoju. Zresztą mamy wakacje więc i wpis, będzie nieco luźniejszy, chociaż dotyczy spraw, które już nie raz poruszałem na moim blogu. Owym nurtującym mnie tematem są oczywiście dalsze losy Adolfa Hitlera i jego przybocznej gwardii po opuszczeniu Europy. O tym dlaczego nie wierzę w śmierć Hitlera w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy pisałem już wcześniej, postawiłem też tezę, że prawdziwym miejscem śmierci przywódcy III Rzeszy była Antarktyda (wkrótce więcej informacji na ten temat). Wciąż jednak Argentyna była krajem, który odgrywał (a może odgrywa?) istotną rolę.

Katedra w San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Na tych zdjęciach wbrew pozorom nie widzimy jakiejś schowanej między alpejskimi szczytami wioski, lecz San Carlos de Bariloche znajdujące się w prowincji Rio Negro w Argentynie. Według argentyńskiego dziennikarza, Abla Basti to właśnie w tam przebywał Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Mieli oni zostać przewiezieni do posiadłości należącej do argentyńskiego biznesmena, Jorge Antonio, jednego z zaufanych współpracowników trzykrotnego prezydenta Argentyny, Juana Domingo Peróna. Posiadłość była odizolowana od świata, dotrzeć do niej można było jedynie łodzią bądź samolotem. 

San Carlos de Bariloche 
źródło: Wikipedia.org
W swojej wydanej kilka lat temu książce-przewodniku Basti wskazywał szereg miejsc, w których żyć i pracować mieli byli SS-mani. Często były to wysoko postawione w nazistowskiej hierarchii osoby, takie jak Josef Mengele czy schwytany później przez Mossad Adolf Eichmann. Byli poszukiwani w Europie i Izraelu, ciążyły na nich wyroki za popełnione zbrodnie wojenne, jednak w Argentynie, nie ukrywając przy tym szczególnie swojej tożsamości, spokojnie pracowali dla lokalnych firm, które w większości powstały, dzięki złotu przywiezionemu z Europy. 

San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org
Naziści w Argentynie, która pozostawała z boku teatru wojennego nie byli w tym kraju traktowani jak zbrodniarze, wręcz przeciwnie, wielu z nich, wykształconych i majętnych było dla tego południowo-amerykańskiego państwa cennymi obywatelami. Czy tacy obywatele mieli wpływ na argentyński rząd? Bardzo prawdopodobne, w końcu ucieczka nazistów do tego kraju odbywała się za wiedzą ludzi, którzy nim rządzili. W takim mieście jak Bariloche z pewnością wielu Niemców mogło się czuć jak u siebie w domu i bez obaw, że ktoś będzie ich niepokoił spokojnie doczekać końca swoich dni. Mam nadzieję, że w Ameryce uda się natrafić na kolejny trop.


wtorek, 31 maja 2011

Adolf Hitler umarł na Antarktydzie

Dzień bez wiadomości o UFO wydaje się być dniem straconym. Sam już nie wiem czy szykować się na wielką sensację – ujawnienie tajemnicy UFO czy nie. Nawet Watykan pogodził się przecież z koncepcją, że nie jesteśmy jedyną planetą przyjazną życiu w kosmosie. 

Raz Rosja, innym razem Anglia, a jeszcze innym Stany są miejscem obecności przybyszy z innej planety. Rzecz staje się coraz bardziej poważna. Otóż jak podaje biegły w wieściach ufologicznych portal Infra.pl, w Argentynie swoją działalność rozpoczęła komisja ds. UFO. Ta finansowana przez argentyński rząd instytucja składa się ze specjalistów i naukowców różnych dyscyplin, zaś jej celem będzie śledzenie i weryfikacja doniesień dotyczących niezidentyfikowanych obiektów latających. Co istotne, jak twierdzi argentyńska ufolog, Mercedes Casas, „celem komisji powinno być badanie wszystkich zgłaszanych spraw w sposób poważny i przede wszystkim racjonalny”. Członkami komisji będą zarówno eksperci cywilni jak i wojskowi, zaś najważniejszym celem przyświecającym powołaniu komisji jest co? Otóż - bezpieczeństwo narodowe. Co spowodowało, że pojawiające się na całym świecie UFO nagle stało się zagrożeniem dla bezpieczeństwa Argentyny, której rząd podjął decyzję o powołaniu specjalnej komisji? Czyżby zaszło coś o czym nie wiemy? 

Argentyna przewija się teoriach spiskowych co rusz. Należy do grupy państw o największej aktywności UFO na świecie. Czy istotne znaczenie dla tej aktywności ma specyficzna lokalizacja tego państwa w niedużej odległości od Antarktydy? Jeśli uwzględnimy hipotezę o istnieniu tajemniczej bazy na terenie Nowej Szwabii, wiele elementów zaczyna do siebie pasować. Tą istniejącą podobno na nie pokrytej lodem części Antarktydy bazą zainteresowały się po II Wojnie Światowej również władze USA, wysyłając tam specjalną wyprawę wojskową o kryptonimie „High Jump”. W rejonie Argentyny przez wiele lat po zakończeniu II Wojny Światowej pojawiały się informacje o aktywności niemieckich łodzi podwodnych. Co więcej to właśnie do tego kraju uciekło wielu ważnych polityków III Rzeszy. Porwania bydła przez niezidentyfikowane obiekty latające, w końcu niezwykła aktywność UFO – czy to mogło stanowić powód by rząd Argentyny zaczął ufać pogłoskom i zaczął się obawiać o swoje bezpieczeństwo? 

Interesująca musi w tym kontekście być również ujawniona przez FBI informacja, że Adolf Hitler nie zginął w Berlinie w 1945 roku, o czym pisałem już wcześniej, lecz dożył spokojnej starości na farmie właśnie w Argentynie. A może nie w Argentynie, a właśnie w tajnej bazie na Antarktydzie?


wtorek, 19 kwietnia 2011

Co wiemy o śmierci Hitlera?

Świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie długo po zakończeniu II Wojny Światowej.
 
W zasadzie od zakończenia II Wojny Światowej po świecie krążyły bardziej lub mniej potwierdzone informacje na temat domniemanej śmierci Hitlera, podważano oficjalną wersję wydarzeń. Przez wiele lat powszechnie uważano, że Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo. Przekonanie to opierało się na zeznaniach tych osób, które znajdowały się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Na odgłos strzału mieli oni wejść do gabinetu Hitlera.
 
Według zeznań kamerdynera Lingego, potwierdzonych przez Axmanna i Günschego, adiutanta wodza, Hitler i Ewa Braun siedzieli na sofie. Pistolet miał leżeć na podłodze u stóp mężczyzny. Z prawej skroni Hitlera miała wyciekać krew. Na stoliku obok można było dostrzec ampułki z trucizną. Ewa Braun, leżąca z podkulonymi nogami na kanapie, miała przegryźć jedną z nich… Podobno zapach cyjanku potasu w pomieszczeniu był wyjątkowo silny. Wydawało się oczywiste, że Hitler strzelił sobie w głowę, zaś Ewa, na której ciele nie było ran, połknęła truciznę. Ciała zawinięto w koce, wyniesiono z gabinetu i przekazano dwóm oficerom SS, którzy zabrali je w stronę zapasowego wyjścia z bunkra. Reszta miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, dlatego zadbano, aby w korytarzach nie było nikogo. Zwłoki złożono w leju po bombie, oblano benzyną i podpalono.

Skąd pewność, że tak było?

Pojawiły się pewne wątpliwości, co do prawdziwości zeznań świadków – 2 maja walki w Berlinie zostały zakończone. W radzieckiej niewoli znaleźli się Kempka, Linge, Axmann, a więc osoby, które były najbliżej Hitlera, gdy ten miał popełnić samobójstwo. Oczywiście Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważni ludzie znaleźli się w ich rękach. Przesłuchania z pewnością były bardzo dokładne.

Obecnie wiemy już na pewno, że Linge kłamał. Jeżeli Hitler strzeliłby sobie w głowę, to ślady krwi musiałyby znajdować się na ścianie. Tak jednak nie było, co doskonale widać na zdjęciach zrobionych przez Rosjan. W 1993 roku ujawniono protokół z sekcji zwłok Hitlera. Zawiera on stwierdzenie, że między zębami wodza znaleziono szkło i że ślady cyjanku potasu odkryto w jego organach wewnętrznych.

Druga sprawa: w Państwowym Archiwum w Moskwie znajduje się fragment czaszki Hitlera. W jej przedniej części widać otwór po kuli. Czaszka jest bardzo zniszczona i nie można w chwili obecnej stwierdzić, czy jest to otwór wylotowy czy wlotowy. Jeżeli prawdziwa jest ta druga możliwość, że jest to otwór wylotowy, to oznacza to, że lufa broni, z której oddano strzał, znajdowała się w ustach lub pod brodą zabitego. Jeżeli jednak jest to otwór wlotowy, to nie może budzić wątpliwości, że strzelał ktoś inny.

Jak więc mogło się to odbyć?


Przeanalizujmy inną wersję wydarzeń. Przyjmijmy, że Linge wszedł do gabinetu Hitlera i zobaczył, iż ten klęczy na podłodze i toczy pianę z ust. W dłoni trzyma pistolet. Cyjanek, który zażył przed momentem, nie zadziałał. Na prośbę wodza Linge wyjął z jego ręki pistolet i strzelił mu z góry w głowę. Następnie ułożył zwłoki na kanapie przy ścianie i wyszedł z pokoju…

Co przemawia za takim rozwojem wypadków?

Hitler brał bardzo dużo leków. Nie powinno to dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne napięcie, w jakim żył pod koniec wojny. Gdy cyjanek nie zadziałał, nie miał już dość siły, aby do siebie strzelić, i to Linge go dobił. Osoby badające zwłoki zwróciły uwagę na fakt, że odłamki szkła z fiolki z trucizną między zębami, wskazują, że ta została skruszona, a nie przegryziona. Oczywiście można przyjąć założenie, że Hitler mógł rozkruszyć ampułkę w palcach, a następnie wsypać truciznę do ust, należy jednak pamiętać, że cyjanek działa natychmiastowo i Hitler nie miałby czasu, aby sięgnąć po pistolet, włożyć lufę w usta lub przyłożyć ją do głowy i wypalić. Niewykluczone zatem, że Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany.

Jeśli chodzi o to, co stało się z Ewą Braun, to kiedy w połowie lat 90. opublikowano wyniki sekcji zwłok kobiety z ogrodu Kancelarii Rzeszy, oczywistym stało się, że nie była to Ewa Braun, lecz osoba, która zginęła na skutek trafienia odłamkami. Wydaje się, że już po jej śmierci przebrano ją w niebieską sukienkę Ewy. Przerobiono też uzębienie tej osoby – powszechnie wiadomo, że badanie uzębienia jest jednym z podstawowych działań podejmowanych podczas identyfikacji zwłok.

Czyżby chodziło o powstrzymanie pościgu za autentyczną Ewą Braun, która żywa opuściła bunkier? Rosjanie początkowo nie podawali do wiadomości, że odnaleźli zwłoki Hitlera i jego żony. 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził: Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera. Mógł odlecieć z Berlina w ostatnim momencie… Jeszcze 16 lipca Stalin powiedział prezydentowi Trumanowi, że uważa, iż Hitler cały i zdrowy przebywa w Hiszpanii lub Argentynie. Nie sprecyzował jednak, dlaczego tak sądzi.

Należy również wspomnieć, że we wrześniu 1945 roku Rosjanie wydali oświadczenie, w którym twierdzili, że nie odnaleziono śladów ciał Adolfa Hitlera i Ewy Braun.

Co się z nimi zatem stało?

30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. Ustalono również, że z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta… Niewykluczone, że jednym z mężczyzn był Adolf Hitler, a kobietą jego żona – Ewa Braun.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf