Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna informacyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna informacyjna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lutego 2016

Czym jest "digital overload"?

Codziennie przy porannej kawie urządzamy sobie przegląd mediów, scrollujemy facebooka, przeglądamy newslettery i sprawdzamy co działo się w ciągu ostatnich kilku godzin na świecie. Wcześniej informacje sprawdzaliśmy przed snem, w pracy, po przyjściu do domu. Urządzenia mobilne pozwalają być nam non stop online, serwisy społecznościowe dostarczają zaś nieustannie kolejnego contentu. Czy ludzki mózg jest to jednak w stanie wytrzymać?

http://newscenter.sdsu.edu/



Według opublikowanego niedawno raportu ZenithOptimedia, w 2015 roku ludzie średnio przez 8 godzin zajmowali się konsumpcją mediów, ponadto w stosunku do 2013 roku liczba osób korzystających z mediów elektronicznych przy pomocy smartfonów wzrosła w USA o 90%. Odbija się to także na pracy naszego mózgu - staje się on uzależniony od dopaminy, która wyzwalana jest za każdym razem gdy otrzymujemy nową wiadomość w mediach społecznościowych lub po prostu trafia do nas nowa informacja. 

Rozwój technologii informacyjnych jaki dzieje się obecnie na naszych oczach sprawia, że ludzie nieustannie są stymulowani i rozpraszani potokiem informacji izolujących ich równocześnie od świata realnego. Nie zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego co mamy a już wkrótce nadejdzie nowa fala: smartwatche, AI w naszych domach, rzeczywistość wirtualna trafiająca do każdego z mieszkań a wkrótce być może chipy, które sprawią, że żadne z powyższych urządzeń nie będzie nam już potrzebne, wszystko to sprawia, że stajemy się nieustannie włączeni w globalną sieć przekazu. 

Wszystkie nowinki techniczne mają jednak swoją cenę, wspomniane już dostosowanie a w zasadzie uzależnienie się mózgu od informacji ma też inny aspekt - nasze umysły do tej pory rozwijały się latami, ewoluowały do przyjmowania znacznie mniejszej ilości informacji, przeciętny użytkownik sieci ma dzis dostęp do wiedzy, której nie byli w stanie uzyskać jego przodkowie przez całe lata. Być może właśnie stąd, w obawie przez "przeciążeniem informacjami" ludzie zaczęli poszukiwać czegoś nowego? Spowolnienia, ucieczki do przyrody i spokoju? Czy jednak faktycznie go tam odnajdą?


czwartek, 19 listopada 2015

Państwo Islamskie nazwało Anonymous "idiotami", Anonimowi odpowiadają

Anonimowi opublikowali właśnie poradniki dla "n00bów" chcących wziąć udział w walce z Państwem Islamskim w internecie.


Do zaostrzającej się wojny w sieci poszczególne strony konfliktu angażują co raz to nowe siły i żołnierzy. Nawet jeśli nie biorą oni udziału w bezpośrednich starciach z użyciem broni, to jednak ich rola jest równie ważna - na froncie informacyjnym zdobywa się dzisiaj rząd dusz, poparcie dla polityków, środki finansowe a także osłabia morale drugiej strony. Tak działają Rosjanie i Amerykanie, tak próbuje działać Unia Europejska, tak też działają członkowie ISIS i Anonymous. 

Państwo Islamskie słynie z nowatorskich metod propagandowych, tworzenia co raz to nowszych kont na Twitterze i na YouTube, które rozpowszechniają publikowane przez nich treści, niedawno ISIS wydało także dla swoich zwolenników własny poradnik zawierający podstawowe zalecenia dotyczące bezpieczeństwa w sieci. Zamieszczone tam porady takie jak sugestie by "nie rozmawiać z nieznajomymi" czy też "nie klikać na podejrzane linki" zostało wyśmiane przez internetową społeczność. 

Po ostatnich zamachach w Paryżu pojawiła się jednak takze odpowiedź od drugiej strony, za pomocą swoich licznych kont Anonymous ogłosili wydanie 3 poardników walki z Państwem Islamskim. Opublikowano 3 podręczniki: the NoobGuide, the ReporterGuide i the SearcherGuide. Pierwszy z nich wyjaśnia podstawowe zasady przeprowadzania ataków DDoS, włamywania się do sieci WiFi, łamania haseł i innych zagadnień związanych z hackingiem, z kolei ReporterGuide uczy jak atakować przy pomocy botów konta ISIS na Twitterze. Ostatni z poradników, Searcher uczy jak wyszukiwać pożyteczne informacje, przede wszystkim wyłapywać konta ISIS w sieci i zgłaszać je Anonimowym. 



środa, 11 listopada 2015

Unia Europejska rusza do walki z rosyjską propagandą

Dobre stosunki między Rosją i Unią Europejską to już zapewne przeszłość. Obecnie obie strony toczą propagandową wojnę próbując oczernić przeciwnika. Rosja od dłuższego czasu pozostaje w ciągłej ofensywie dostarczając co raz to nowych newsów, rozpowszechniając nowe rozwiązania i teorie polityczne, które mogą zaszkodzić fundamentom na jakich opiera się UE. W końcu brukselscy biurokracji przygotowali odpowiedź uruchamiając nowy produkt informacyjny "Disinformation Review".

fot. Tumblr


Jak piszą autorzy celem "Disinformation Review" jest wykazanie ilości dezinformacji jakimi codziennie atakowana jest europejska opinia publiczna a także uświadomienie powagi problemu z jakimi przychodzi nam się zmagać. Gromadzone dane mają na celu przeciwdziałanie podobnym atakom w przyszłości. Raporty dotyczą w dużym stopniu tematów związanych z Ukrainą, ale pojawiają się także inne tematy. Kilka przykładów:

  • 28.10.2015: Fałszywa informacja: Prorosyjski blogger Juha Molari został aresztowany w ramach programu mającego na celu prześladowanie Finów będących przeciwnikami NATO i USA (źródło). Prawdziwa informacja: Według żony Molariego, został on aresztowany, gdyż uderzył ich 12-letniego syna. (źródło)
  • 29.10.2015: Po zwycięstwie PiS w wyborach, Polacy będą dążyć do okupacji Zachodniej Ukrainy, 
Ponadto, autorzy zwrócili uywagę na zjawisko zwane "Trendem tygodnia", wskazują oni na fakt, że w krótkim czasie pojawił się szereg doniesień na dany temat, w tym przypadku są to informacje na temat przerzuceniu przez USA ukraińskich sił zbrojnych do Syrii.

Raporty są opracowywane przez niedawno utworzoną jednostkę EU Task Force (StratCom East), której celem ma być walka z rosyjską kampanią dezinformacyjną.
Strona z raportami: http://eeas.europa.eu/delegations/ukraine/press_corner/all_news/news/2015/2016_11_04_1_en.htm


czwartek, 29 października 2015

Czym jest crowdsourcing i dlaczego jest tak ważny?

Crowdsourcing jest kolejnych pojęciem związanym bardzo ściśle z rozwojem internetu. Korzystamy z jego możliwości choć sami nie jesteśmy tego świadomi, wielu robi na tym pieniądze, inni traktują crowdsourcing jako sposób na ratowanie ludzkiego życia, są też i tacy, którzy w crowdsourcingu doszukują się niezwykle cennej wiedzy o sytuacji na świecie. 

www.business2community.com


Kiedy po sfałszowanych wyborach w Kenii doszło do zamieszek grupa internetowych aktywistów postanowiła coś z tym zrobić, w krótkim czasie przygotowali aplikację, za pomocą której mieszkańcy zagrożonych obszarów mogli zgłaszać popełniane przestępstwa i najniebezpieczniejsze okolice. Dzięki temu w krótkim czasie udało się odnotować znacznie większą liczbę popełnionych przestępstw, ale też stworzono wiarygodną mapę, która okazała się znacznie bardziej precyzyjną niż te, które przygotowywały media czy nawet policja. Projekt nazwano Ushahidi, co w języku suahili oznacza "świadectwo" a jego skuteczność sprawiła, że znalazł on zastosowanie także w innych rejonach świata przy okazji różnych kryzysowych wydarzeń, jak choćby podczas trzęsienia ziemi na Haiti czy wojny domowej w Libii. Ushahidi było też wykorzystywane przez media, takie jak stacja telewizyjna Al-Jazeera, która dzięki aplikacji mogła znacznie skuteczniej uzyskiwać informacje w terenie. Ushahidi stało się jednym z symboli skuteczności crowdsourcingu. 

Czym zatem jest crowdsourcing? To zlepek dwóch angielskich słów, 'crowd' czyli 'tłum' i 'sourcing' czyli 'źródło', opiera się on bowiem na wykorzystaniu ludzkich zbiorowości, owego 'tłumu' jako źródła wiedzy, która dzięki rozproszeniu ludzi pozwala objąć znacznie większy obszar a także uzyskać informacje, do których nawet specjaliści nie mieliby dostępu. 

Crowdsourcing to także Wikipedia - owoc zbiorowej inteligencji i ciężkiej pracy dziesiątek tysięcy ludzi, którzy zaangażowali się w ten projekt bez żadnych obietnic finansowych. Można go jednak stosować także w biznesie i to również tym najdrobniejszym - dzięki dostępowi do sieci ludzi o różnej wiedzy i specjalizacji problemy dla nas samych nierozwiązywalne mogą okazać się bardzo prostymi dla innych, co więcej osoby te mogą nie tylko pomóc nam swoja wiedzą, ale także zwyczajnie wykonać pewne działania za nas. Potencjał internetu wciąż nie został w pełni wykorzystwany, warto więc wiedzieć do czego można go wykorzystać. 



środa, 22 lipca 2015

Open source intelligence, czyli jak obywatelscy dziennikarze zlokalizowali rosyjskich trolli

O rosyjskich zespołach zajmujących się prowadzeniem kampanii w sieci wszelkiej maści serwisy piszą już od dłuższego czasu. Mają być oni zlokalizowani gdzieś w okolicach Sankt Petersburga i stamtąd zarządzać kampaniami informacyjnymi i dezinformacyjnymi w sieci.

13 lipca na portalu Global Voices ukazał się artykuł dziennikarza obywatelskiego Lawrence'a Alexandra, w którym opisuje on ścieżkę tropienia rosyjskich stron internetowych. Wszystko zaczęło się od strony вштабе.рф, która jest dużą galerią memów, zdjęć i grafik (wszystkie oparte na licencji umożliwiającej darmową dystrybucję) , w których często atakowano Zachód,obecne ukraińskie władze oraz w dobrym świetle przedstawiały prezydenta Władymira Putina. Alexander zauważył, że strona posiada w swoim kodzie źródłowym unikalny kod, który przyznawany jest przez popularną usługę Google Analytics.

Okazało się, że ten sam kod śledzenia zamieszczony jest także na stronie whoswho.com.ua , witrynie stworzonej w celu ujawniania tożsamości osób aktywnie uczestniczących w życiu politycznym Ukrainy, ale też często zawierającą kompromitujące fakty na temat tych osób. Kolejna z nich Zanogo.com po raz kolejny zawierała bazę antyzachodnich zdjęć i memów , podczas gdy na yapatriot.ru próbowano zdyskredytować rosyjską opozycję. Ponadto w taki sam system śledzenia wyposażono również witrynę syriainform.com, która przedstawiała antyamerykańską wizję konfliktu w Syrii. Drążąc temat głębiej Alexander dotarł do kolejnych kodów śledzenia i dalszych grup prorosyjskich witryn często atakujących Zachód i Ukrainę, promujących natomiast osobę Władymira Putina i jego sojuszników.

W końcu dziennikarzowi udało się wyśledzić także konto w domenie gmail.com, do którego podpięte były wspomniane kody śledzenia. Wszystkie on należały do Nikity Podgórnego, który wydaje się być powiązany personalnie z Agencją Badań Internetowych. Jak twierdzi dziennikarz w momencie pisania tego artykułu kody wciąż pozostawały niezmienione i każdy może je sprawdzić.

czwartek, 5 lutego 2015

Jak rozpoznać terrorystę? Francja właśnie wydała podręcznik dla obywateli

Po atakach na redakcję Charlie Hebdo władze francuskie postanowiły zareagować publikując między innymi specjalną broszurę, za pomocą której rozpoznanie dżihadysty ma być łatwiejsze. Nie wszystkim to się podoba.


Z przygotowanej przez rząd ulotki możemy się dowiedzieć między innymi jak przebiega proces radykalizacji - potencjalni przyszli dżihadyści "przestają ufać starym przyjaciołom, których uważają za nieczystych, drastycznie zmieniają nawyki żywieniowe, przestają oglądać telewizję i filmy, gdyż te mogą pokazywać zabronione obrazy (...) przestają też słuchać muzyki, ponieważ odsuwa ich od wyznaczonych celów". Przytoczone objawy mają wskazywać, że potencjalni radykałowie zaczną wkrótce wykazywać zachowania antyspołeczne, odrzucać wszelkiego rodzaju autorytety i życie w społeczeństwie".

Broszura jest jednym z elementów szerszej kampanii #Stop-dijihadisme mającej na celu powstrzymanie radykalizacji środowisk muzułmańskich. Wśród prowadzonych działań stworzono specjalną stronę internetową, przygotowano także film wideo mający zniechęcić młodych muzułmanów do wstępowania w szeregi ISIS a francuski parlament przegłosował niedawno ustawę, na mocy której w internecie rozpocznie się blokowanie dostępu do treści związanych z terroryzmem oraz tych, które terroryzm promują.

Francja staje dziś w obliczu "podwójnego niebezpieczeństwa" - mówi Loïc Garnier szef UCLAT, głównej rządowej organizacji stworzonej do walki z terrorystami - po pierwsze zagrożone są francuskie interesy za granicą, po drugie pewna grupa dżihadystów gotowa jest dokonać aktów przemocy na terenie kraju jak tylko zostanie odpowiednio zradykalizowana przez czynniki "z zewnątrz". Nie bez znaczenia są działania propagandowe ISIS i Al-Kaidy, które dzięki nowoczesnym technologiom, przede wszystkim internetowi próbują dotrzeć do młodych muzułmanów mieszkających na Zachodzie.



niedziela, 28 grudnia 2014

Jak manipuluje nami Facebook?

Facebook jest w tej chwili największym serwisem społecznościowym świata, swoim zasiegiem obejmującym większość populacji naszej planety. Równocześnie jednak stał się on jednym z głównych miejsc wymiany myśli, informacji a także emocji. Nie dziwi zatem, że Facebook zainteresował sobą także służby wywiadowcze, wszystko po to by śledzić, monitorować, dokumentować a jeśli zajdzie taka potrzeba to również manipulować sporą częścią globalnych użytkowników internetu

fot. nerds.nu


Wszystko za sprawą tzw. "miękkiej cenzury" filtrującej i uniemożliwiającej wyświetlanie się pewnych treści na osi czasu użytkowników. Co więcej, na portalu przeprowadzano już eksperymenty z określonymi rodzajami treści - przykładowo internautom wyświetlano jedynie negatywne bądź pozytywne posty. W raporcie podsumowującym te badania stwierdzono, że "stany emocjonalne mogą być przeniesione nawet z brakiem bezpośredniej interakcji pomiędzy ludźmi i przy zupełnym wykluczeniu pozawerbalnych sygnałów. Podkreślono przy tym, że Facebook nie tylko posiada zdolność wpływania na emocje jego użytkowników, ale też "problematyczny jest fakt, że zdolny jest on do stosowania inwazyjnych i nieetycznych metod w celu przeprowadzenia podobnego eksperymentu". Z kolei w 2012 roku internetowy gigant dokonał manipulacji na osiach blisko 2 milionów Amerykanów.

Przy ambitnych celach Facebooka, który swoim zasięgiem chciałby objąć cały glob rodzi się pytanie na ile będzie on w stanie wpływać na nastroje społeczne i opinię publiczną. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację gdy w pewnym regionie świata użytkownikom wyświetlane są jedynie negatywne informacje o sytuacji w kraju, do tego wzmacniane innymi budzącymi niepokój treściami. Wszystko to będzie rzecz jasna legalne i zgodne z regulaminem, sam Facebook opisuje to w ten sposób:

Zamiast pokazywać ludziom cały możliwy kontent, News Feed zaprojektowany jest tak aby docierać do każdej osoby na Facebooku z treściami dla niej najistotniejszymi. Z ponad 1,5 tysiąca historii, które mógłby zobaczyć użytkownik, News Feed wyświetla około 300. System podejmuje decyzję co do tego jakie treści zostaną pokazane opierając się na tysiącach czynników przypisanych danej osobie.


Jakie to będą czynniki? To rzecz jasna pozostaje tajne.




- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf