Jest osoba, która zasypujemy informacjami o swoich planach Internet, Elon Musk, który ujawnił nowe szczegóły dotyczące planów skolonizowania Marsa. Na Marsie robi się jednak "tłoczno". Kto ma w planach lot na Czerwoną Planetę?
Amerykański towarzystwo lotnicze Lockheed Martin ujawniło swoje plany dotarcia na Marsa, które nazywają obóz Mars Base .
Propozycja Lockheeda jest ściślej zgodna z planem NASA dotyczącym budowy Deep Space Gateway niedaleko Księżyca. Obóz Marsa byłby zbudowany na tej stacji, z dala od ciężaru Ziemi, zanim zostanie wysłany na Marsa.
Początkowo stacja Marsa byłaby orbitą planety, wyposażoną w jednostopniową lądowarkę do wielokrotnego użytku, pojazd wznoszący / opuszczający Marsa (MADV), który mógłyby odłączyć od stacji i transportować astronautów. Jedno okrążenie Marsa mogłoby trwać dwa tygodnie z maksymalnie czterema astronautami, zanim wrócili z powrotem na orbitującą stacji do tankowania.
„Wysyłanie ludzi na Marsa dotychczas było jedynie w sferze fantazji opisywanych przez filmy science fiction, ale dzisiaj mamy możliwości, aby stało się to rzeczywistością,” powiedziała Lisa Callahan, wiceprezes i dyrektor generalny Lokale Cywilnego w Lockheed Martin, w oświadczeniu .
Niedawno w internecie pojawiła się nowa teoria spiskowa dotycząca kolonii karnej. Miejsce jest dość nietypowe, ponieważ kolonia rzekomo znajduje się w odległości około 400 mln kilometrów od Ziemi czyli na Marsie. Oczywiście ta odległość się zmienia, ponieważ planety są w ciągłym ruchu. I tak planeta z kolonią karną najbliżej Ziemi była w 2003 roku, oddalona jedynie o 56 mln kilometrów.
Na Marsie zgodnie z informacjami podanymi przez Roberta Davida Steele znajdują się obecnie osoby dorosłe, w wywiadzie jednak wprost powiedziane jest, że wysłane na Marsa zostały porwane dzieci. Steel twierdzi, że podróż na Marsa trwała 20 lat, co jest mocno zaskakujące ponieważ przy obecnej technologii podróż powinna trwać maksymalnie kilka miesięcy. Co więcej, istnieje technologia nie rozwinięta na tyle aby przewozić ludzi, jednak bez załogi statek może poruszać się w kosmosie z prędkością 58 000 km/h co pozwala na dotarcie do Marsa w 39 dni,maksymalnie 289 dni. Obecnie sondy New Horizon poruszają się z tą prędkością. W wywiadzie dla InfoWars padły słowa "Dzieci zostały wysłane w 20 letnią podróż tak aby nie miały możliwości powrotu".
Zwolennicy nowej teorii podkreślają, że nowe informacje wpasowują się w inne teorie dotyczącej czwartej planety od Słońca. Warto przypomnieć, że jedynie łaziki i sondy NASA dotarły na powierzchnię Czerwonej Planety. Wszystkie inne statki ulegały zniszczeniu co podsyca ciekawość ludzi.
Jak przemienić czerwoną pustynię w błękitno-zieloną oazę pełną roślin i atmosferą nadającą się do oddychania? Pomysłów jest wiele, wciąż jednak pozostają one w fazie teorii i domysłów, kto wie, może jednak kiedyś Mars stanie się równie zieloną planetą co Ziemia?
Mimo kryzysu politycznego i ekonomicznego światowe mocarstwa nie zapominają o ekspansji w przestrzeń kosmiczną. Oto plany nowej ekspansji kolonialnej. Tym razem poza Ziemią.
Wizualizacja kolonii na Księżycu
Mars czy Księżyc? To pytanie zadają sobie rządzący najpotężniejszymi państwami świata. Wydaje się bowiem, że niedawne dylematy dotyczące tego dokąd wyruszą statki kosmiczne z Ziemi a także czy nie będzie to rozpoczynało kolejnych konfliktów o terytorium. Przyglądając się najbliższym planom można dojść do wniosku, że już teraz kierunków jest więcej niż jeden.
Pierwszym, naturalnym przystankiem jest Księżyc, w kierunku którego swoje ekspedycje planują Japonia, Chiny, Rosja i UE. CHRL już w 2013 roku wystrzeliła Change 3 - lądownik i łazik Yutu (zdjęcie poniżej), kolejny Change 5 ma zostać wystrzelony już w 2017 roku po czym ma wrócić z powrotem na Ziemię wraz z próbkami gleby.
Chiński łazik Yutu
Podobne plany mają także Rosjanie, którzy w 2020 roku chcą wysłać na Księżyc swoją pierwszą sondę Luna 27 i zbadać okolice południowego bieguna satelity, to ma być jednak dopiero początek znacznie ambitniejszego planu, który zakłada budowę bazy. Do współpracy zgłosiła się juz Europejska Agencja Kosmiczna (ESA). Jeszcze w kwietniu przedstawiciel agencji Johann-Dietrich Wörner stwierdził: "Wydaje się właściwym by rozważyć kwestię stałej stacji na Księżycu jako sukcesora międzynarodowej stacji kosmicznej" - idea ma więc być podobna jak w przypadku stacji orbitalnej, to znaczy ma mieć ona charakter eksterytorialny i być projektem realizowanym przez wiele państw, proporcjonalnie do ich możliwości.
Co na to Stany Zjednoczone? USA konsekwentnie stawiają na Marsa i na zbudowanie tam pierwszej ludzkiej kolonii. Będzie je to kosztowało znacznie więcej, będzie to również wymagało znacznie większego zaplecza logistycznego, ale to właśnie Stany Zjednoczone dysponują w tej chwili najpotężniejszym zapleczem na Ziemi. Kto wie, może to działanie wyprzedzające przyniesie im w przyszłości wymierne korzyści? Póki co NASA deklaruje, że do 2025 wyśle ludzi na asteroidy a w 2030 roku na Czerwoną Planetę a obecne wyprawy mają na celu dokładne zbadanie panujących tam warunków, pomiar atmosfery, gleby i przygotowanie pełnej strategii największej wyprawy w historii ludzkości.
Niewiele czasu minęło od praktycznie pewnego potwierdzenia teorii, że na Czerwonej Planecie znajdują się duże ilości zamarzniętej wody, jednakże dzisiejszym komunikatem NASA zepchnęła na margines wszystkie informacje jakie krążyły w mediach, podała bowiem do wiadomości, że na Marsie nie tylko jest woda, ale do tego występuje tam ona w postaci ciekłej.
EPA/NASA/JPL/University of Arizona]
W okolicach względnie ciepłych, dość stromych stoków już dawno temu zaobserwowano ciemne smugi, których genezy do tej pory nie znano. Dziś jednak doktorant Georgia Institute of Technology w Atlancie, Lujendra Ojha opublikował na łamach Nature Geoscience artykuł, w którym dowodzi, że owe ciemne smugi to nic innego jak pozostająca w stanie ciekłym słona woda. Jak przyznaje Ojha obecność wody w takiej postaci oznacza, że na Marsie znajdują się obszary o znacznie korzystniejszych dla życia warunkach niż dotychczas przypuszczano.
Ciemne smugi po raz pierwszy dostrzegły sondy NASA latające w okolicach południowych równoleżników Marsa, to co budziło zdziwienie to fakt, że w okresie letnim ich barwa była ciemniejsza, natomiast zimą ciemniały a cykl ten powtarzał się rok po roku. Zdaniem naukowców miał być to znak, że woda pod wpływem promieni słonecznych topnieje i spływa w dół stoków tworząc okresowo koryta rzeczne.
Badacze z Atlanty korzystali z narzędzia zwanego CRISM (Compact Reconnaissance Imaging Spectrometer for Mars), które przetwarzało zgromadzone wcześniej przez sondy dane. Dzięki niemu byli oni w stanie wywnioskować z jakich minerałów składa się powierzchnia Marsa. Wówczas też odkryli oni, że w miejscach gdzie niektóre pierwiastki są obserwowane okresowo, badacze zauważyli także obecność soli.
Wraz ze zbliżającymi się pierwszymi załogowymi wyprawami na Marsa przed ludzkością staje nowe wyzwanie: jak wykonać kolejny krok i sprawić, że Czerwona Planeta stanie się bardziej dogodną do życia?
Jeden z pomysłów został przedstawiony przez kontrowersyjnego przedsiębiorcę Elona Muska. Miliarder ma ambicję sfinansowania i zorganizowania pierwszej marsjańskiej kolonii, ma też pomysł na to by rozpocząć proces jego terraformowania, czyli uczynienia jego atmosfery zbliżonej do ziemskiej a więc umożliwiającej człowiekowi życie na powierzchni bez dodatkowych osłon. Pomysł Muska jest bardzo prosty - wystarczy w okolicach oblodzonych biegunów zrzucić bomby termojądrowe. Wybuch wywołać ma uwolnienie potężnych zapasów dwutlenku węgla, który poprzez zatrzymywanie promieni słonecznych sprawi, że temperatura na Marsie będzie powoli rosnąć a tym samym zaczną się topić lodowe czapy uwalniając tlen i dalsze zapasy dwutlenku węgla.
Ten pomysł, zdaniem niektórych badawczych obciążony jest jednak znaczącym ryzykiem - istnieje bowiem zagrożenie, że eksplozja podniesie takie pokłady pyłu, że promienie słoneczne z jeszcze większym trudem docierać będą na powierzchnię. To tylko pogorszy sytuację i jeszcze obniży temperaturę na Czerwonej Planecie. Zamiast tego proponują np. zastosowanie ogromnych luster, które zostaną umieszczone na orbicie i będą koncentrować a następnie kierować w stronę powierzchni Marsa promienie słoneczne. Inny pomysł jest dość podobny do wybuchu termojądrowego, z tym że na większą skalę. Naukowcy proponują bowiem zmianę trajektorii jednej z wielkich asteroid i sprawienie, że uderzy ona w powierzchnię Marsa - uderzenie spowoduje ogromną eksplozję, która rozpocznie efekt cieplarniany na planecie. Z kolei zdaniem Carla Sagana zastosować możemy także ciemny pył jakim pokryte są mroczne księżycze Marsa, Phobos i Deimos. Pozyskany z ich powierzchni pył miałby następnie znaleźć się na lodowych czapach i w ten sposób skoncentrować promienie słoneczne.
Kolejne dwie teorie wydają się nieco bardziej realne, zakładają one nieco prostsze rozwiązania angażujące w to aktywność ludzi i mikrobów. Z jednej bowiem strony proponuje się aby wywołać na Marsie nową rewolucję przemysłową i właśnie tam masowo stawiać fabryki, które produkować będą dwutlenek węgla, inni z kolei proponują by w okolice biegunów dostarczyć odpowiednio wyhodowane mikroby, które staną się zalążkiem nowego życia na Marsie. Odpowiednio spreparowane, zdolne wytrzymać marsjańskie temperatury stworzenia zaczną samodzielnie produkować dwutlenek węgla.
Terraformowanie Marsa to być może największe wyzwanie dla ludzkości. Błąd jaki popełniliby twórcy tego procesu mógłby sprawić, że pomysł kolonizacji tej planety trzeba by było odsunąć o setki lat w przyszłość, plan musi więc być szczegółowo dopracowany. Czy któryś z powyższych znajdzie zastosowanie w rzeczywistości?
Myślę, że w ciągu dekady uda nam się zdobyć mocne poszlaki wskazujące na istnienie życia poza Ziemią, natomiast w ciągu najbliższych 20-30 lat zdobędziemy ostateczne dowody" - twierdzi główny naukowiec NASA Ellen Stofan.
NASA, ESA, & G. Bacon/STScI, STScI-PRC14-06 / space.com
Podczas dyskusji panelowej Stofan stwierdziła ponadto, że w tej chwili "wiemy gdzie patrzeć, wiemy jak patrzeć". przyznała również, że dysponujemy w tej chwili także technologią, która pozwoli dokonać największej rewolucji w historii ludzkości.
Zdanie to podziela były astronauta a obecnie współpracownik NASA John Grunsfel, który uważa, że pozaziemskie formy życia zostanie odkryte w ciągu tego pokolenia (jeśli uda się je znaleźć w granicach naszego Układu Słonecznego) lub za życia kolejnego (poza granicami Układu), spekuluje on, że do rewolucyjnego znaleziska dzieli nas niewiele, gdyż może się ono znajdować na którymś z pokrytych lodem księżyców, na Marsie lub na planecie orbitującej wokół jednej z sąsiednich gwiazd. Według najnowszych obserwacji NSA praktycznie wokół każdej znanej nam gwiazdy orbitują jakieś planety, wiele z nich może sie też nadawać do życia, ciała niebieskie przypominające Ziemię lub Marsa mogą się bowiem okazać znacznie powszechniejsze we Wszechświecie niż dotychczas przypuszczaliśmy. Również zasoby wody wydają się być bogatsze niż sądzono, jak twierdzą pracownicy NASA wodę można znaleźć w międzygwiezdnych chmurach, bądź w ogonach komet, nie jest więc wykluczone, że znaczne jej ilości będą także na innych planetach i księżycach.
Jak na potwierdzenie tych słów w dniu dzisiejszym ogłoszono, że sonda Curiosity znalazła dowody na istnienie na Marsie wody w stanie ciekłym, co więcej dochodzi nawet do wymiany wilgoci między gruntem a atmosferą - podaje w sensacyjnym artykule magazyn Nature Geoscience - wciąż jednak warunki panujące na Marsie są zbyt ciężkie na powstanie tam życia, temperatury są bowiem zbyt niskie nawet dla mikrobów.
Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA zapowiada, że jeśli planowane testy nowego typu rakiety zakończą się sukcesem, wówczas w ciągu najbliższych lat możemy spodziewać się wielkiego kroku w kierunku eksploracji kosmosu.
fot. Wikipedia/NASA
Jak poinformowała NASA około 2025 roku rakiety typu Orion dotrą wraz z załogą do pasa asteroid leżącego między Ziemią a Marsem, zaś już w połowie lat 30. pierwszy człowiek stanie na powierzchni Czerwonej planety.
Już jutro z kosmodromu Kennedy Space Center w przestrzeń kosmiczną agencja po raz pierwszy wystrzeli rakiety typu Orion . Tym razem na pokładzie nie będzie ludzkiej załogi, będzie to jedynie lot testowy. Docelowo to jednak właśnie one służyć będą kosmonautom do największej wyprawy w historii ludzkości.
W samej kabinie rakiety znajdować się będzie 1 200 czujników, których zadaniem będzie gromadzenie informacji między innymi na temat radiacji i temperatur panujących wewnątrz.
Podczas tej misji rakieta będzie miała za zadanie okrążenie Ziemi w odległości 15 razy większej niż orbita międzynarodowej stacji kosmicznej, po wykonaniu misji Orion wróci na Ziemię, lądując w Oceanie Spokojnym.
Człowiek dawno już dotarł na powierzchnię Marsa. Mało tego, ludzkość założyła tam co najmniej pięć kolonii, które zmuszone są bronić się przed żyjącymi tam mieszkańcami Czerwonej Planety. Zarządzające międzyplanetarną flotą Siły Obrony Ziemi (Earth Defense Force) prowadzą regularną rekrutację wśród byłych ziemskich żołnierzy, których zadaniem miałaby być obrona tych kolonii przed niezbyt gościnnymi tubylcami.
fot. space.com
Powyższy tekst nie jest bynajmniej fragmentem powieści z gatunku science fiction, lecz jak najzupełniej "na poważnie" podawaną relacją byłego US marine, który ukrywając się pod pseudonimem Kapitan Kaye twierdzi, że odbył ponad 20-letnią służbę poza Ziemią: 17 lat na Marsie i 3 lata jako członek floty Sił Obrony Ziemi. Zanim rozpoczął służbę był szkolony na ziemskim Księżycu, na Tytanie (księżyc Saturna) oraz w przestrzeni kosmicznej, gdzie latał na trzech typach myśliwców i trzech rodzajach bombowców. Do tego Kaye twierdzi, że wspólnie z nim służyć mieli wojskowi z głównych światowych potęg, nie brakowało przede wszystkim Amerykanów, Chińczyków i Rosjan. Swoją karierę w Siłach Obrony Ziemi skończyć miał specjalną ceremonią, która miała miejsce na Księżycu a wśród przybyłych obecny był były sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld.
Całość rozmowy można przesłuchać tutaj:
Niezwykła historia, w którą bardzo trudno uwierzyć. Komunikat szybko został skopiowany przez wiele wiodących mediów, ale u źródła pochodzi on z bloga "EXOPOLITICS", który zajmuje się publikacjami rzadko kiedy sprawdzanych informacji. Do tego nazwa Earth Defense Force kojarzy się z japońską serią gier komputerowych, w których gracz wcielał się właśnie w żołnierza będącego członkiem ponadnarodowej organizacji mającej na celu obronę Ziemi przed atakami z kosmosu.
Z drugiej jednak strony co jakiś czas wracają, regularnie z resztą uciszane, doniesienia na temat istnienia podejrzanych struktur na Czerwonej Planecie (przykładowo w 2011 roku astronom-amator David Martines zauważył tam pewien duży kolisty obiekt, który nie mógł powstać samoistnie). Jak sądzicie, czy tego typu tajemnica mogłaby w ogóle być ukrywa przed oczami wścibskich ludzi?