Nowy program DARPA o nazwie VAPR ma na celu stworzenie tzw. "przejściowej elektroniki", która po zastosowaniu odpowiedniej komendy może poddać się samodestrukcji. Wysłanie komunikatu drogą radiową ma skutkować stopieniem się urządzenia, które wypełniło już swoje zadanie, a nie chcemy aby zostało wykryte przez naszego nieprzyjaciela.
![]() |
| fot. technabob.com |
Zdaniem konstruktorów, elektronika opracowywana w ramach programu VAPR powinna odpowiadać bieżącej funkcjonalności i odporności innych konwencjonalnych urządzeń elektronicznych. To co czyni urządzenia DARPA unikatowymi to fakt, iż aktywowanie odpowiedniej komendy ma skutkować częściowym lub całkowitym stopieniem się przedmiotu. "Uruchomienie procedury rozpuszczenia elektroniki pozwoli nam sprawić, iż będzie ona bezużyteczna dla każdego potencjalnego wroga, który chciałby się nią zainteresować", podkreślają specjaliści DARPA.
Wykorzystywanie elektroniki na polu bitwy stało się dziś tak powszechne, że po walce jej zbieranie wydaje się bardzo niepraktyczne i czasochłonne. Problemem jest jednak to, że nasz "wróg" jest w stanie studiować urządzenia i ich specyfikację, narażając tym samym bardziej zaawansowane technologicznie kraje na utratę "strategicznej przewagi technicznej." A na to - zwłaszcza USA - pozwolić sobie nie mogą...
DARPA nie wie jeszcze w jaki sposób "znikająca elektronika" będzie faktycznie działać, ale zdaniem badaczy nie jest to trudne dzięki skorzystaniu z zaszyfrowanego sygnału radiowego. Krytycy podnoszą słusznie, że w sytuacji gdy "zły duch" złamie nasz sygnał radiowy i uruchomi procedurę samozniszczenia elektroniki, naraża na niepowodzenie całe misje lub nawet bitwy de facto jeszcze przed ich rozpoczęciem.
Czy Waszym zdaniem "samotopiąca się" elektronika masz szansę szerszego zastosowania w działaniach wojennych?
