sobota, 19 stycznia 2013

Czego FBI nie chce, żebyś wiedział o "tajnych" technikach nadzoru?

Sąd Najwyższy w Stanach Zjednoczonych uznał, że agenci federalni muszą zdobyć nakaz, aby podłączyć urządzenie GPS do samochodu i śledzić podejrzanego przez długi okres czasu. Jeśli jednak chciałbyś zobaczyć notatki opisujące szczegółowe działania FBI i stosowane nowe techniki nadzoru wykraczające poza lokalizatory GPS - masz pecha. FBI twierdzi, że takie informacje są "prywatne i poufne".

fot. wordpress.com
Większość agentów FBI podkreśla, że nie potrzebuje żadnego nakazu dla swoich działań. Z jakich technik korzysta obecnie FBI? Przyjrzyjmy się kolejnym narzędziom.

Dane z telefonów komórkowych

FBI instaluje kontrowersyjne "tower dumps", czyli specjalne przekaźniki, które mają pozyskiwać informacje o lokalizacji dowolnej osoby w określonym promieniu. Takie działanie stanowi potencjalne naruszenie prywatności tysięcy niewinnych ludzi, co nie przeszkadza jednak agencji w tego typu czynnościach.

FBI podjęło ogromne starania, aby utrzymać specjalne "wieże" w tajemnicy. Posunęło się nawet tak daleko, że odmówiło przekazywania z tego tytułu jakichkolwiek informacji amerykańskim sędziom. Ostatnio dokumenty ujawnione w sprawie EPIC Privacytrough kontra FOIA rzucają trochę więcej światła na temat tych urządzeniach.

Czytniki tablic rejestracyjnych

W miastach na terenie całego kraju, lokalne departamenty policji i innych organów ścigania instalują automatyczne czytniki tablic rejestracyjnych, które tworzą bazy danych z informacjami o lokalizacji na temat poszczególnych samochodów. Czytniki te mogą być montowane na poboczu ruchliwej drogi, skanując każdy samochód, który znajdzie się w pobliżu.

W samym tylko Waszyngtonie, prawie każdy kierowca jest nieustannie "łapany" przez jedną z ponad 250 kamer przetwarzających ponad 1 800 obrazów na minutę. Nadzór ten nie ma sprecyzowanego celu, nagrywa jedynie ruch każdego przejeżdżającego samochodu. W miastach, które stały się partnerami projektu FBI Terrorism Task, informacje tego rodzaju są w zasięgu ręki agentów federalnych.

DCS - 3000 to prywatna i szyfrowana sieć FBI, która łączy 37 biur terenowych.
Według niektórych dokumentów sieć obejmuje 52 biur terenowych, w tym na Alasce i Portoryko.
(fot. spyworld-actu.com)

Drony i ich autoryzacja

FBI jest jedną z zaledwie kilku agencji publicznych, która ma pozwolenie na loty dronami nad terytorium USA. Nie ma póki co dowodów na to, że tego typu maszyny aktywnie wspierają i realizują zadania FBI. 

Wiemy jednak na pewno, że Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) prowadzi stały nadzór dronami wzdłuż granic USA. Wszelkie bardziej szczegółowe informacje w tym zakresie zdaniem specjalistów pozostają "denerwująco nieprzeźroczyste".

Sekretne prawo?

Administracja Baracka Obamy próbuje interpretować prawo publiczne w tajemnicy, bez odpowiedniego informowania swoich obywateli. Wiele organizacji społecznych i gospodarczych podnosi dziś ten argument w pozwach sądowych przeciwko działaniom rządu i administracji. W dużej większości bezskutecznie. 

Oczywiście egzekwowanie prawa wymaga zdolności do prowadzenia dochodzeń. Amerykańskie władze konsekwentnie wyjaśniają opinii publicznej, że prowadzony nadzór "nie stawia nikogo w niebezpieczeństwie i nie narusza żadnych praw". 

FBI, jak i wiele innych agencji rządowych, nie jest trzymanych w ryzach świadomego społeczeństwa. Rodzi to przekraczanie dozwolonych prawem granic nadzoru, pozyskiwanie informacji w sposób nie do końca jasny, jak i stosowanie "tajemnych" narzędzi inwigilacji. 

Czy Waszym zdaniem amerykańskie służby stosują inne, bardziej wyrafinowane techniki nadzoru? Zachęcam jak zawsze do dyskusji i podzielenia się swoimi uwagami!


Źródło: theinnoplex/ncmilitia/techwireftw

piątek, 18 stycznia 2013

Massoud Hassani i jego wynalazek. Ma szansę na pokojowego Nobla?

Projektant Massoud Hassani przekształcił zabawkę z dzieciństwa w gigantyczną i unikatową kulę do rozminowywania, która zasilana jest wyłącznie przez wiatr. Autor wynalazku pochodzi z Afganistanu, gdzie ukrytych w ziemi min jest więcej niż mieszkańców.

fot. knstrct.com
Wielu przyjaciół Massouda Hassaniego zginęło lub zostało poważnie rannych przypadkowo natrafiając na ukryte pod powierzchnią śmiercionośne miny. Autor wynalazku, jeszcze jako student Szkoły Wzornictwa w Eindhoven w Holandii, przeskalował swoją zabawkę z dzieciństwa o dwadzieścia razy i wyposażył ją w narzędzia, które potrafią uratować życie.

Gigantyczna kula wykonana jest z bambusa i biodegradowalnego tworzywa, sama poszukuje i niszczy groźne ładunki. Wszystko za sprawą "ramion autodestrukcji", których trafienie równocześnie niszczy minę. Kula dodatkowo została wyposażona w chip GPS, dzięki któremu urządzenie tworzy wirtualną mapę kraju i wskazuje Afgańczykom, które obszary są już bezpieczne.

Afgańskie władze twierdzą, że na terytorium Afganistanu znajduje się dziś 10 milionów min lądowych. Hassani twierdzi, że jest ich o wiele więcej - nawet do 30 mln, w kraju o ludności ogółem 26 mln.

Niektórzy przypuszczają, że któraś z agencji rządowych mogła zlecić projekt Hassaniemu. Sam wynalazca będzie uczestnikiem nadchodzącego Indaba Design w Cape Town. Jak podkreśla, będzie to okazja do porozmawiania o "gigantycznej kuli", ale i o innych ważnych projektach autora.

Czy Waszym zdaniem wynalazek Massouda Hassaniego ma szansę znaleźć powszechne zastosowanie w takich "zaminowanych" krajach jak Afganistan?

Zachęcam do zapoznania się z niezwykle interesującym filmem, obrazującym działanie superkuli.


Źródła: greenprophet/bbc/knstrct

czwartek, 17 stycznia 2013

Niemcy ściągają do kraju swoje rezerwy złota. Czy czegoś się boją?

3400 ton złota o wartości ponad 150 miliardów euro do 2020 roku ma być przechowywanych wyłącznie przez Bundesbank (Niemiecki Bank Federalny). Obecnie dwie trzecie niemieckich rezerw złota znajduje się za granicą, głównie w Londynie, Paryżu i Nowym Jorku. Bundesbank rozpoczyna właśnie akcję sprowadzania swoich rezerw do Frankfurtu. Skąd ten pośpiech?

fot. theaustralian.com.au
Znaczna część niemieckich rezerw złota z powodów historycznych przechowywana jest obecnie za granicą, przede wszystkim w amerykańskim Banku Rezerw Federalnych. Niemieckie rezerwy trafiły do zagranicznych banków jeszcze w latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Republika Federalna w czasie zimnej wojny i podziału Niemiec ze względów bezpieczeństwa rozdzieliła złoto w różnych krajach partnerskich.

Rezerwy złota znajdujące się dziś w Nowym Jorku będą stopniowo zmniejszone o 300 ton, jednak licząca 374 tony rezerwa znajdująca się w Paryżu zostanie całkowicie zlikwidowana. Obecnie w Nowym Jorku znajduje się 45% wszystkich niemieckich rezerw złota, w Banku Anglii w Londynie 13%, z kolei w Paryżu 11%. 

Rezerwy niemieckiego złota na świecie.
(fot. qz.com)
Specjaliści podkreślają, że niemieckie rezerwy przechowywane w skarbcach w obcym kraju nigdy nie zostały poddane kontroli co do ich składu fizycznego i autentyczności. Na decyzję o ściągnięciu złota do kraju miał mieć wpływ także Federalny Urząd Kontroli, który skrytykował niechlujstwa obsługi Bundesbanku w zakresie niemieckiego złota za granicą. Swoje stanowisko wyraźnie pokazywała także niemiecka opinia publiczna, która żądała sprowadzenia złota do Niemiec.

Z wiadomych powodów bezpieczeństwa przedstawiciele banku nie podali dokładnego czasu ani sposobu przetransportowania złota. 

Czy Waszym zdaniem to faktyczne powody tak radykalnego i szybkiego działania? Czy niemieckie władze mogą obawiać się czegoś innego?



środa, 16 stycznia 2013

Po co DARPA ukrywa drony na dnie oceanów?

DARPA planuje budowę dronów, które "zahibernowane" czekać będą w głębinowych kapsułach na dnie oceanów. Dopiero po odpowiedniej komendzie mają zostać reaktywowane i wzbić się w górę do przestrzeni powietrznej. Zgodnie z prawem międzynarodowym, dna oceanów stanowią "wspólne dziedzictwo ludzkości" i nie podlegają jurysdykcji żadnego państwa. Czy USA chcą wykorzystać ten fakt i bez wiedzy innych rządów porozmieszczać kapsuły w różnych częściach świata?

fot. tgdaily.com
DARPA to agencja Amerykańskiego Departamentu Obrony odpowiedzialna za rozwój nowych technologii w zakresie wojska i służb mundurowych. Menadżer podejmowanego właśnie innowacyjnego programu Andy Coon podkreśla, że "celem tego typu działań jest wsparcie marynarki wojennej rozproszonymi technologiami w dowolnym miejscu i czasie na dużych obszarach morskich. Dzięki temu, możemy zbliżyć się do obszarów na które musimy mieć wpływ w sposób natychmiastowy".

Największym problemem okazać się może ogromne ciśnienie panujące na dnie oceanów. To od niego zależeć będzie skuteczność węzłów komunikacyjnych, które "przebudzić" mają drony po latach uśpienia i efektywnie pozwolić na ich wyniesienie na powierzchnię. W tym celu do projektu mają zostać zaangażowane największe firmy i organizacje na co dzień prowadzące głębinowe oceaniczne prace inżynieryjne. 

DARPA podkreśla, że prawie połowa z oceanów ma głębokość większą niż cztery kilometry, co stanowi okazję na "świetny kamuflaż tanim kosztem". "Widzimy alternatywną ścieżkę, aby zrealizować liczne zadania militarne bez potrzeby angażowania okrętów i samolotów. Ponadto rośnie zasięg i złożoność systemu ataku bezzałogowego",dodaje Andy Coon.

Czy Waszym zdaniem USA zacznie rozmieszczać swoje drony na dnie oceanów na szeroką skalę? Zgodnie z prawem międzynarodowym, tereny te powinny być wykorzystywane wyłącznie w sposób pokojowy (!), co już na wstępie pozostaje w konflikcie z podstawowymi założeniami projektu.


Źródła: stratrisks/powerfullinfo/feedstory

wtorek, 15 stycznia 2013

Znamy już listę nagrodzonych w konkursie osób!


W dniu dzisiejszym odbyło się pierwsze losowanie unikatowych nagród spośród wszystkich osób, które zakupiły książkę "Kod Władzy" poprzez system mikropłatności na blogu.

Listę nagrodzonych osób zamieszczamy poniżej.



Voucher dla 2 osób uprawniający do darmowego noclegu na Zamku Korzkiew:

Zbigniew Leonowicz


Książka "Kod Władzy: Tajemnica czternastej bramy" ze specjalną dedykacją Autora:


Przemysław Klasa

Elżbieta Rupniewska

Maciej Sokalski

Tomasz Drewnowski

Aleksander Toborek


Wszystkim zwycięzcom serdecznie gratulujemy! Skontaktujemy się z Wami niezwłocznie i przekażemy szczegóły co do odbioru nagrody.

Kolejne losowanie odbędzie się już 15 lutego! Zachęcamy do lektury powieści "Kod Władzy" i brania udziału w konkursie.

Chcesz zostać hakerem? Zapisz się do szkoły!

Cyber Korpus (Cyber Corps) to unikatowy dwuletni program na Uniwersytecie w Tulsa, który uczy jak zostać prawdziwym szpiegiem i hakerem w cyberprzestrzeni. Studenci uczą się m.in. wykorzystywania nowoczesnych urządzeń śledzących, fałszowania informacji na Facebooku, z sukcesem piszą także zaawansowane wirusy komputerowe. 

fot. rawstory.com
Absolwenci Cyber Corps bez większych problemów znajdują zatrudnienie w CIA oraz Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Pentagonu, która koordynuje amerykański program szpiegostwa cyfrowego. Najbardziej utalentowani trafiają także na wysokie stanowiska w FBI, NASA oraz do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Pentagon przeznacza rocznie ponad 3 miliardy dolarów dla bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Według anonimowych źródeł znaczna część tych środków trafia na kształcenie nowych adeptów hakingu i szpiegostwa w sieci. Mogą potwierdzać to niedawne słowa Sekretarz Obrony Leona Panetty, który ostrzegł w przemówieniu, że "cyber-atak terrorystyczny mógłby sparaliżować naród. Ameryka potrzebuje coraz większej rzeszy specjalistów do walki z rosnącym zagrożeniem".

Sujeet Shenoi, naturalizowany obywatel z Indii, który założył cyber program na Uniwersytecie w Tulsie, nie ukrywa bezpośrednich relacji uczelni z CIA oraz Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego już na poziomie kształcenia przyszłych hakerów. Każdy student jest przypisany do specjalnego laboratorium policyjnego i na bieżąco pomaga rozwiązywać aktualne zagrożenia w sieci we współpracy ze służbami bezpieczeństwa. 

Aby zostać przyjętym do specjalnego korpusu trzeba być obywatelem USA. Potencjalny kandydat musi być także zdolny do uzyskania dostępu do dokumentów z klauzulą ​​"ściśle tajne" lub wyższej. 

Czy Waszym zdaniem tego typu szkoły mają przyszłość? Czy hakingu może nauczyć się każdy?



poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kto wygra wojnę w Mali? Francja wysyła swoje supermyśliwce

Francuskie lotnictwo bombarduje malijskich talibów, tym samym wspomagając rządowe wojska. Prezydent François Hollande w oficjalnym wystąpieniu tłumaczy, że chce jedynie zapobiec utworzenia w Mali "państwa terrorystycznego". Czy Francji może zależeć także na odzyskaniu wpływów w swojej dawnej kolonii? 

fot. telegraph.co.uk
Mali to państwo położone w Afryce Zachodniej, siódme co do wielkości w Afryce ze stolicą Bamako. W strukturze gospodarczej kraju dominuje rolnictwo oraz rybołówstwo, jednak Mali posiada także naturalne bogactwa w postaci złota, uranu czy soli. Oficjalnie niepodległość dawna kolonia francuska zdobyła dopiero w 1960 roku. Do dziś jednak państwo jest silnie zdominowane przez francuskie wpływy, kulturę i język. 

- Siły francuskie udzieliły wsparcia jednostkom armii malijskiej w ich walce z elementami terrorystycznymi. Operacja ta będzie trwała tak długo, jak będzie to konieczne - oświadczył w swoim wystąpieniu Hollande, prezydent Francji. Podkreślił także, że w świetle rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ Francja działa w zgodzie z prawem międzynarodowym. 

Pozycje islamskich rebeliantów ostrzeliwane są w falowych atakach myśliwców, które tankują w powietrzu i znów ruszają do akcji. Francuski minister obrony Jean-Yves Le Drian powiedział, że naloty są prowadzone bez przerwy i ustaną dopiero po osiągnięciu zamierzonego skutku. Do wczoraj śmierć w walkach poniosło 11 malijskich żołnierzy i jeden Francuz, pilot śmigłowca. Straty po drugiej stronie ocenia się na blisko stu bojowników. 

Mapa przedstawia tereny Mali zajęte przez islamskich rebeliantów.
(fot. blogs.the-american-interest.com)

Uspokojenie sytuacji w regionie może nie nastąpić jednak zbyt szybko. Francuzi są zaskoczeni oporem stawianym przez przeciwnika. - Na początku myśleliśmy, że to będzie banda z karabinami, ale szybko okazało się, że są dobrze wyszkoleni, wyposażeni i uzbrojeni - powiedział jeden z urzędników francuskiego rządu. Na wieść o nowym kalifacie do Mali ruszyły także rzesze dżihadystów z Afryki, Bliskiego Wschodu i Europy. Rosną obawy, że Mali stanie się nowym Afganistanem - centrum islamskiego terroryzmu zagrażającym stabilności regionu oraz bezpieczeństwu Europy.

Na dzień dzisiejszy planowane jest także nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, którego celem będzie omówienie sytuacji w Mali. 

Czy Waszym zdaniem Francja może posiadać jakiś inny cel interwencji w Mali? Czy konflikt może przerodzić się w coś bardziej poważniejszego?



Losowanie nagród już jutro!

W dniu jutrzejszym odbędzie się pierwsze losowanie wyjątkowych nagród spośród wszystkich osób, które zakupiły książkę "Kod Władzy" w dowolnym formacie poprzez system mikropłatności na blogu.


Do wygrania dwuosobowy nocleg na Zamku Korzkiew, na którym Victor Orwellsky pisał obszerne fragmenty swojej powieści oraz pięć książek "Kod Władzy: Tajemnica czternastej bramy" ze specjalną dedykacją Autora!

Ze zwycięzcami skontaktujemy się osobiście, lista osób zostanie podana także na blogu.

Kolejne losowanie już 15 lutego!

Przypominamy także o nagrodzie specjalnej - podwójnej wycieczce do Wenecji (losowanie odbędzie się w marcu).



piątek, 11 stycznia 2013

Chiny wyrastają na światową potęgę atomową. Kiedy wyprzedzą USA?

To najbardziej elitarny z klubów - dziewięć państw, które posiadają broń nuklearną. Należą do niego także Chiny, które program zbrojeń rozpoczęły jeszcze w latach 60. poprzedniego wieku. Dzisiaj Chiny bardzo szybko budują swój potencjał technologiczny, militarny, ale i atomowy, jednak nie podlegają żadnym kontrolom i w zasadzie nikt nie ma pojęcia co dokładnie dzieje się na jego obszarze. Jaki zatem kierunek obrało Państwo Środka i dokąd dziś zmierza?

fot. ruvr.ru
Priorytety Państwa Środka

Jeszcze do niedawna eksperci podkreślali, że broń jądrowa nie jest nadrzędnym celem Chin. Dziś zmieniają zdanie i alarmują o braku oficjalnych danych co do posiadanych przez chińskie władze głowic. Jeszcze do niedawna według danych Stockholm International Peace Research Institute, instytucji zajmującej się badaniem zagrożeń międzynarodowych, Chiny były na w miarę odległej pozycji, jeśli chodzi o wydatki na zbrojenia. Dzisiaj - według tej samej instytucji - są już na pozycji drugiej, za Stanami Zjednoczonymi.

Chiny twierdzą, że prowadzą politykę nieproliferacji, czyli nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Same zaś boją się "grać kartą broni nuklearnej". Obserwatorzy z zewnątrz już od dawna uważają, że to tylko mydlenie oczu, ponieważ Chiny zbroją się nader szybko, prowadzą liczne eksperymenty i poprzez szeroką siatkę szpiegowską "podpatrują" rozwój nowoczesnych technologii na całym świecie. 

Pekin ma więcej atomu niż przypuszczano?

Chiny mogą mieć znacznie więcej broni atomowej niż sądzili dotychczas eksperci ds. kontroli zbrojeń. Grupa badaczy z uniwersytetu w Georgetown pod kierownictwem byłego stratega i doradcy w Pentagonie, poświęciła ponad trzy lata na znalezienie dowodów istnienia sieci chińskich tajnych tuneli, które przechowują broń nuklearną. 

Do tej pory sądzono, że Chiny posiadają od 400 do 800 głowic atomowych. Najnowsze wyniki badań wykazują jednak istnienie prawie 5000 km podziemnych tuneli, w których ukryte może być nawet 3000 (!) zabójczych rakiet. Zdaniem amerykańskich badaczy, kopaniem tuneli zajmuje się tajna jednostka chińskiej armii, wchodząca w skład drugiego korpusu artylerii. Ostatecznie rząd ChRL przyznał, że co prawda sieć tuneli istnieje, ale pełnią one jedynie funkcję schronów. 

Mapa przedstawia dziewięć państw na świecie, które oficjalnie deklarują posiadanie broni atomowej.
(fot. article.wn.com)

Okręty podwodne i broń atomowa

Komisja amerykańskiej Izby Reprezentantów opublikowała raport, z którego wynika, iż najpóźniej za 2 lata Państwo Środka rozmieści ładunki nuklearne na swoich okrętach podwodnych. Specjaliści alarmują, że ten termin jest zbyt odległy. Niektórzy z nich sądzą nawet, że chińskie statki już od dawna na swoich pokładach posiadają głowice jądrowe.

Sam raport zwraca jednak uwagę także na fakt, że Chiny są tuż przed osiągnięciem nuklearnej triady, czyli posiadaniem lądowych międzykontynentalnych rakiet balistycznych, okrętów podwodnych z jądrowymi pociskami balistycznymi oraz bomb jądrowych zrucanych z samolotu. Chińskie działania w tym zakresie z czasem zaczną prowadzić do napięć między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, dwóch światowych największych gospodarek, póki co zorientowanych (przynajmniej oficjalnie) na wzajemne powiązania gospodarcze i próbę ominięcia światowego kryzysu.

Chiny zaostrzają zasady ataku za pomocą broni jądrowej

Chińska armia zaostrzyła niedawno także zasady ataku za pomocą broni jądrowej. Chińczycy uznali, że w sytuacji gdy ich kraj nie będzie mógł obronić się przed agresją w sposób konwencjonalny, zaatakują bronią jądrową. Dotychczasowa doktryna głosiła, że atom zostanie użyty tylko w odpowiedzi na inny atak jądrowy. 

Zgodnie z nowymi zasadami militarnego działania, Chiny mają najpierw ostrzec przeciwnika przed wykorzystaniem broni jądrowej, ale jeśli wróg i tak zaatakuje (choćby siłami konwencjonalnymi), to II Korpus Artylerii może "rozważyć" wyprzedzający atak atomowy. 

Informację o nowych zasadach przyjętych przez Chiny w zakresie użycia broni atomowej podały japońskie media, które miały powołać się na tajny chiński dokument o nazwie "Obniżenie progu zagrożeń nuklearnych". 

Niebawem przegonią Stany Zjednoczone?

Według różnych źródeł ubiegłoroczny budżet chińskiej armii wyniósł blisko 120 mld dolarów. Na tak duże nakłady pozwala bardzo dobra sytuacja gospodarcza tego kraju. Jednak chińskie władze nie zamierzają zadowalać się pozycją vice lidera i jak najszybciej planują przebić USA, mające do dyspozycji około 600-650 mld dolarów rocznie. 

Fundusze te mają być zainwestowane w rozwój nowoczesnych technologii, a także zmniejszenie stanu liczebnego wojska, w zamia za lepsze wyposażenie w sprzęt wysokiej klasy. Chińczycy chcą w ten sposób jak najszybciej zniwelować przepaść technologiczną w stosunku do USA, którą sami oceniają na około 20 lat. 

Czy Waszym zdaniem Chiny mogą faktycznie ukrywać w swoich raportach prawdziwą liczbę posiadanych głowic jądrowych? Dokąd zmierza dziś chińska polityka atomowa?


Źródła: allthingsnuclear/guardian/strategypage

W co gra przemysł farmaceutyczny? O tym nie usłyszysz w mediach

Jednym z najbardziej mglistych obszarów współczesnej nauki są badanie genetyczne oraz farmakogenetyka. Dziedziny te dają wielką nadzieję dla ludzkiego zdrowia i "lepszego" rozwoju społeczeństwa. Jednak, tak jak i w wielu innych płaszczyznach, przedsięwzięcia tego typu nękane są przeciwstawnymi ideologiami politycznymi i filozoficznymi, a także żelazną już zasadą kierowania się interesami korporacyjnymi.

fot. pinterest.com
Musimy być bardzo ostrożni, kiedy przyglądamy się promowanym dziś programom badawczym i zasadom dokonywania odkryć w nauce, zwłaszcza w takich dziedzinach jak genetyka czy farmakogenetyka. 

Przemysł farmaceutyczny przez lata twierdził, że zaburzenie takie jak autyzm ma podłoże genetyczne, idąc nawet tak daleko, aby sugerować, że to "oni" jako pierwsi odkryli gen, który go wywołuje. Podobnie w zakresie zaburzeń psychicznych, takich jak np. schizofrenia, wysuwana jest teza o jej dziedziczeniu oraz względach genetycznych. Jednak bliższa analiza dowodów, która powinna rzekomo wspierać te fakty, pokazuje wnioski dokładnie odwrotne. W rzeczywistości, większość tego typu chorób i zaburzeń ma charakter środowiskowy, są wywoływane chemicznie lub w wyniku osobistej "historii" doświadczeń. 

Zgodnie z jedną z teorii, genetyka wykorzystywana jest dziś do uzasadniania ograniczeń i kontroli populacji, autorytaryzmu i "władzy" elity nad masami. Wiele odkryć z jej dziedziny były i nadal są trzymane z dala od opinii publicznej, podczas gdy co bardziej "fantastyczne" odkrycia promowane są w mediach na szeroką skalę i wchodzą do codziennego dyskursu. To oczywiście nie jest przypadek.

Musimy zrozumieć najnowsze odkrycia i późniejsze konsekwencje dla osób fizycznych, firm farmaceutycznych i przemysłu zdrowia w ogóle. Najnowsze badania (skutecznie blokowane przez korporacje) pokazują, iż firmy farmaceutyczne mogą być odpowiedzialne za wzrost przemocy, samobójstw i urazów psychiczny u wielu członków populacji. 

Wszystko to za sprawą m.in. na pozór tajemniczo brzmiących enzymów typu CYP450, które wiązane są z produktami farmaceutycznymi. Konsekwencją tego jest nadmierne prawdopodobieństwo działań niepożądanych, co gorsza nie do końca możliwych do przewidzenia. Jedna z hipotez próbuje uzasadniać wzrost przemocy i przestępczości w USA poprzez wprowadzanie na amerykański rynek powszchnie dostępnych leków, których skutki uboczne nie są kontrolowane. Oczywiście taki poziom wiedzy nie może być reprezentatywny dla całej populacji, to byłoby sprzeczne z interesami największych graczy przemysłu farmaceutycznego.

Czy Waszym zdaniem można zgodzić się z przedstawionymi powyżej tezami? Jaki cel przyświeca firmom farmaceutycznym, czy tylko zysk?



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf