Bez względu na to czy traktujemy historie o latających spodkach poważnie czy też nie, to jednak przykład modelu Avrocar jest doskonale udokumentowany i nikt nie poddaje jego historii w wątpliwość. Niestety w tym przypadku skończyło się jedynie na prototypie i nigdy nie trafił on do masowej produkcji.
piątek, 4 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Dziś Irak i Syria, jutro czas na Rzym? Przywódca kalifatu wzywa do zajęcia stolicy chrześcijaństwa!
Czy już niedługo Rzym zostanie ostatecznie zdobyty przez muzułmanów? Czy Bazylika Św. Piotra, podobnie jak dawniej Hagia Sofia zostanie przerobiona na meczet?
Będąca na ustach wszystkich interesujących się sytuacją na świecie organizacja Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie w zeszłym tygodniu proklamowała wskrzeszenie nie istniejącego od setek lat kalifatu będącego arabskim odpowiednikiem królestwa bądź cesarstwa uwzględniającą jednak silną władzę religijną. ISIL przejęło kontrolę nad większą częścią północno-zachodniego Iraku oraz wschodnią częścią Syrii. Ich ambicje sięgają jednak znacznie dalej, a według słów lidera Abu Bakr al-Baghdadiego przyjdzie także czas na zdobycie Rzymu.
Al-Baghdadi, który ma ambicje by zostać nowym kalifem wzywa muzułmanów z całego świata do podniesienia sztandarów Proroka i ruszenie do walki z niewiernymi. Ci, którzy mogą przybyć do Islamskiego Państwa, powinni migrować, gdyż imigracja do domu islamu jest obowiązkiem. Przybywajcie do waszego państwa. To jest wasze państwo. Syria nie jest dla Syryjczyków a Irak nie jest dla Irakijczyków, ta ziemia jest dla muzułmanów, wszystkich muzułmanów. To moja rada. Jeśli będziecie się jej trzymać, podbijecie Rzym a potem cały świat." - powiedział w nagraniu udostępnionym na stronie należącej do ISIL.
Co istotne Baghdadi wezwał do jeszcze intensywniejszych walk także w okresie trwania Ramadanu, który jego zdaniem jest najlepszym miesiącem do jak największych poświęceń dla islamu.
Powstanie kalifatu to dalszy ciąg walk jakie od pewnego czasu toczą się w Iraku i Syrii między świeckimi władzami państw i dżihadystami zorganizowanymi wokół ISIL. Tym ostatnim udało się w niedługim czasie przejąć kontrolę nad znacznymi obszarami tych dwóch bliskowschodnich państw.
Będąca na ustach wszystkich interesujących się sytuacją na świecie organizacja Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie w zeszłym tygodniu proklamowała wskrzeszenie nie istniejącego od setek lat kalifatu będącego arabskim odpowiednikiem królestwa bądź cesarstwa uwzględniającą jednak silną władzę religijną. ISIL przejęło kontrolę nad większą częścią północno-zachodniego Iraku oraz wschodnią częścią Syrii. Ich ambicje sięgają jednak znacznie dalej, a według słów lidera Abu Bakr al-Baghdadiego przyjdzie także czas na zdobycie Rzymu.
Al-Baghdadi, który ma ambicje by zostać nowym kalifem wzywa muzułmanów z całego świata do podniesienia sztandarów Proroka i ruszenie do walki z niewiernymi. Ci, którzy mogą przybyć do Islamskiego Państwa, powinni migrować, gdyż imigracja do domu islamu jest obowiązkiem. Przybywajcie do waszego państwa. To jest wasze państwo. Syria nie jest dla Syryjczyków a Irak nie jest dla Irakijczyków, ta ziemia jest dla muzułmanów, wszystkich muzułmanów. To moja rada. Jeśli będziecie się jej trzymać, podbijecie Rzym a potem cały świat." - powiedział w nagraniu udostępnionym na stronie należącej do ISIL.
Co istotne Baghdadi wezwał do jeszcze intensywniejszych walk także w okresie trwania Ramadanu, który jego zdaniem jest najlepszym miesiącem do jak największych poświęceń dla islamu.
Powstanie kalifatu to dalszy ciąg walk jakie od pewnego czasu toczą się w Iraku i Syrii między świeckimi władzami państw i dżihadystami zorganizowanymi wokół ISIL. Tym ostatnim udało się w niedługim czasie przejąć kontrolę nad znacznymi obszarami tych dwóch bliskowschodnich państw.
środa, 2 lipca 2014
Europejska Agencja Kosmiczna: czas na kopalnie na Księżycu
Europa chce przystąpić do nowego wyścigu o panowanie w kosmosie. Czy dawni zdobywcy oceanów są jeszcze w stanie zdobyć pozycję lidera w tym nowym, wielkim przedsięwzięciu?
![]() |
| www.ancient-code.com |
Koniec Zimnej Wojny zakończył wielki wyścig o panowanie w przestrzeni kosmicznej między dwoma mocarstwami. Sukcesy amerykańskiego i sowieckiego programu kosmicznego miały jednak przede wszystkim cele propagandowe i pewne cele militarne. W ciągu ostatnich 20 lat możemy raczej mówić o powolnej redukcji budżetów największych agencji kosmicznych i o braku bardziej ambitnych przedsięwzięć, być może pominąwszy budowę międzynarodowej stacji kosmicznej "Alpha". Coś się jednak zmienia, w ciągu kilku ostatnich lat pojawiło się kilka projektów, których celem jest nowa era kosmiczna. Flota sond należących do różnych państw i prywatnych korporacji prowadzi obecnie dokładne pomiary powierzchni Księżyca poszukując złóż minerałów i jakichkolwiek śladów zamarzniętej wody.
Nie bez znaczenia jest przy tym wzmożona aktywność nowych światowych graczy takich jak choćby Chiny czy Indie, które realizują co raz to ambitniejsze przedsięwzięcia, mobilizując tym samym inne potęgi takie jak Japonia, która deklaruje, że jako pierwsza zbuduje swoją własną bazę na Księżycu. Nie zapominać należy również o prywatnych inicjatywach, których aktywność podyktowana jest przede wszystkim jednak czynnikami ekonomicznymi. Firmy takie jak Planetary Resources dąży przykładowo do stworzenia floty satelitów, które dotrą do pasa asteroid znajdującego się między Marsem a Jowiszem a następnie zajmą się poszukiwaniem cennych minerałów na ich powierzchni.
Przy tak zmieniających się nastrojach nie dziwi zatem fakt, że również Europejczycy chcą wziąć udział w nowym wyścigu ku przestrzeni kosmicznej. Podczas mającego niedawno miejsce w Kopenhadze forum europejskich naukowców pracownik ESA, Bernard Foing stwierdził, że już w niedalekiej przyszłości na Księżycu powstaną bazy, w których żyć będą ludzie. Wcześniej jednak niezbędnym będzie stworzenie wioski robotów, które przygotują teren pod przybycie człowieka, być może wykorzystane przy tym zostaną technologie drukarek 3D. Znalezienie na ziemskim satelicie złóż wodoru tlenu lub rzadkich metali znacznie ułatwiłoby realizację takich projektów, dzięki nim możliwe byłoby pozyskiwanie paliwa lub chociaż substancji niezbędnych do życia, odkrycie złóż cennych rud sprawiłoby, że na całą inicjatywę przychylnym okiem spojrzeliby również inwestorzy.
Nowy wyścig o przestrzeń kosmiczną już się rozpoczął, kto będzie zwycięzcą?
wtorek, 1 lipca 2014
Bank Światowy przestanie obejmować cały świat? Czas na konkurencję z Chin!
Ponad 100 miliardów dolarów ma zostać wydanych na utworzenie nowej międzynarodowej instytucji finansowej, której patronowałyby Chiny.
Władze Państwa Środka właśnie podjęły kolejny krok w budowie alternatywnego wobec zdominowanego przez Stany Zjednoczone systemu finansowego o globalnym zasięgu. Jak informuje Financial Times przedstawiciele Pekinu odbyły w ostatnim czasie podróż po wielu państwach Azji i Bliskiego Wschodu namawiając do poparcia dla nowej instytucji, która miałaby pełnić funkcję pożyczkodawcy o kapitale przekraczającym 100 miliardów dolarów. Domyślnie ma to być bezpośrednia konkurencja dla istniejącego od II Wojny Światowej Banku Światowego.
Póki co zainteresowanie dołączeniem do systemu wyraziły 22 państwa, magazyn nie podał jednak jakie. Można się jednak domyślać, że są to kraje blisko związane z Chinami bądź nastawione antagonistycznie wobec USA, a więc być może Iran, Syria, Kazachstan, Rosja bądź Wietnam. Za decyzją o powołaniu alternatywnej wobec BŚ instytucji przemawia fakt, że wspólnie z Azjatyckim Bankiem Rozwoju powołane zostały jeszcze w następstwie zakończenia II Wojny Światowej i Zimnej Wojny, kiedy to Stany Zjednoczone zdecydowały się udzielić wsparcia ekonomicznego między innymi Wietnamowi i Korei. Jest to również konsekwencja braku ze zgody ze strony USA na zwiększenie wpływu w BŚ i Międzynarodowym Funduszu Walutowym ze strony przedstawicieli Chin, Rosji i Brazylii.
![]() |
| fot. stratrisks |
Władze Państwa Środka właśnie podjęły kolejny krok w budowie alternatywnego wobec zdominowanego przez Stany Zjednoczone systemu finansowego o globalnym zasięgu. Jak informuje Financial Times przedstawiciele Pekinu odbyły w ostatnim czasie podróż po wielu państwach Azji i Bliskiego Wschodu namawiając do poparcia dla nowej instytucji, która miałaby pełnić funkcję pożyczkodawcy o kapitale przekraczającym 100 miliardów dolarów. Domyślnie ma to być bezpośrednia konkurencja dla istniejącego od II Wojny Światowej Banku Światowego.
Póki co zainteresowanie dołączeniem do systemu wyraziły 22 państwa, magazyn nie podał jednak jakie. Można się jednak domyślać, że są to kraje blisko związane z Chinami bądź nastawione antagonistycznie wobec USA, a więc być może Iran, Syria, Kazachstan, Rosja bądź Wietnam. Za decyzją o powołaniu alternatywnej wobec BŚ instytucji przemawia fakt, że wspólnie z Azjatyckim Bankiem Rozwoju powołane zostały jeszcze w następstwie zakończenia II Wojny Światowej i Zimnej Wojny, kiedy to Stany Zjednoczone zdecydowały się udzielić wsparcia ekonomicznego między innymi Wietnamowi i Korei. Jest to również konsekwencja braku ze zgody ze strony USA na zwiększenie wpływu w BŚ i Międzynarodowym Funduszu Walutowym ze strony przedstawicieli Chin, Rosji i Brazylii.
Pozostający głównym udziałowcem i zachowujący prawo weta Amerykanie zadeklarowali ustępstwa w tej kwestii, jednak Kongres odrzucił te ustalenia w głosowaniu co spotkało się z ostrą krytyką przede wszystkim Chińczyków. Nie ma się im z resztą co dziwić, gdyż we wspomnianym już Azjatyckim Banku Rozwoju posiadają oni zaledwie 5,5% udziałów podczas gdy USA wspólnie z posiadającą mniejszą gospodarkę od Chin Japonią mają wspólnie ponad 15%.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Fragment powieści "Kod Władzy" rozdział 39: Zamek Czocha, Polska
![]() |
| fot. wikipedia |
Marc wychylił się przez okno komnaty. Spojrzał na rzekę Kwisę. Nieruchoma tafla wody wzbudzała w nim wątpliwości, czy to, co widzi, jest rzeczywiście rzeką. Woda stała w miejscu, tworząc szafirowe jezioro. Zamek Czocha został wybudowany w drugiej połowie XIII wieku i miał stanowić warownię chroniącą północną granicę Czech. Powstał z inicjatywy ówczesnego króla czeskiego Wacława II ze złomów granitowych i gnejsów spojonych zaprawą wapienną. W roku 1315 książę piastowski Henryk Jaworski ożenił się z Agnieszką, córką Wacława II i jako wiano dostał zamek oraz przyległe do niego ziemie.
Z wnętrza komnaty dochodził szum lejącej się wody. Monik brała prysznic.
Wspomnienie ostatniej nocy wywołało na ustach Marca lekki uśmiech. Kochali się długo, nie zwracając uwagi na mijający czas. Droga, którą odbyli poprzedniego dnia, kazała im czekać na siebie wiele godzin. Nie czuli zmęczenia, zastąpiło je wspólne czekanie na to, co stanie się w nocy.
Zbliżyli się do siebie w czasie swej niebezpiecznej przygody. Przy śniadaniu zastanawiali się, dokąd ruszyć dalej. Tylko przez chwilę pomyśleli o powrocie do redakcji. Myśląc o rezygnacji z dalszych przygód, a tym bardziej z przebywania ze sobą, nie znajdowali żadnego argumentu, który mógłby ich od tego odwieść. Postanowili pojechać w Sudety. Zgodnie z sugestią Kajetana, to w tamtej okolicy mogło znajdować się pod ziemią coś, co być może jest właśnie tym, czego szukali. Perspektywa podróży była całkiem przyjemna. Zamek, w którym postanowili się zatrzymać, znajdował się tuż przy granicy polsko-niemieckiej. Nastroju podróży nie psuła wizja poruszania się po marnych drogach. Piękna autostrada, z której rozpościerał się bajeczny widok, prowadziła ich przez Kassel i okolice starego, urokliwego Drezna.
Po drodze zatrzymali się. Uzupełnili zapas benzyny. Wypili kawę, a Marc zatelefonował o umówionej porze do Kajetana. Długo rozmawiali. Dziennikarz w milczeniu wsłuchiwał się w relację przekazaną Kajetanowi przez Poula. Słyszał już wcześniej o zdarzeniach związanych z szokującymi doniesieniami amerykańskich astronautów. Zaskoczyła go jednak precyzja informacji, a szczególnie podekscytowało wskazanie okolic, do których jechali właśnie z Monik, jako miejsca o wyjątkowo fascynującej historii. Wracając do Monik, Marc nie mógł ukryć ekscytacji. Ich podróż nabrała innego wymiaru. Mieli pewność, że miejsce, do którego zmierzali, jest niezwykłe. Znajduje się na mapie tajemnic historii cywilizacji.
Na Zamek Czocha dotarli późnym wieczorem. Poprosili o jak najwygodniejszy pokój. Nie rozstrzygali już dylematu, czy powinny znajdować się w nim dwa łóżka. Podnieceni sobą i tym, co mieli przeżyć razem, niemal biegli po schodach na pierwsze piętro zamkowych wnętrz. Z niecierpliwością zdejmowali z siebie nawzajem ubrania, by znaleźć się po chwili w świecie wolnym od upiorów przeszłości. Odpłynęli.
– Marc jesteś tam? – usłyszał głos Monik dobiegający z łazienki.
– Jestem, oczywiście – odpowiedział, zbliżając się do drzwi.
– Podziwiałem widok z okna. Czekam na ciebie.
Był zauroczony Monik. Czuła, delikatna, potrzebująca jego męskiej opieki. Razem znaleźli się w wirze wydarzeń, o których chciałby śnić niejeden autor fantastycznych powieści. Marc podszedł ponownie do okna wychodzącego na tył pałacu.
Zastanawiał, co dzisiaj ich czeka. Usłyszał odgłos otwierających się drzwi. W progu komnaty stanęła Monik. Ubrana w kremową zwiewną sukienkę, wyglądała zachwycająco.
– Jestem. – Uśmiechnęła się. – Czy może zechcesz obdarzyć mnie swoim pocałunkiem w tak pięknie rozpoczynający się dzień? – zapytała zalotnie.
Marc podszedł do niej. Przyciągnął ją do siebie, mocno obejmując.
– To jedna z tych rzeczy, o których jeszcze kilka dni temu nie mogłem nawet marzyć – odpowiedział.
W pokoju zapanowała cisza.
Na kolejną chwilę zapomnieli o otaczającej ich rzeczywistości. Wtulali się w siebie, czując gorąco swych ciał i szybkie bicie serc.
Otrzeźwiło ich uderzenie zegara.
– Czy myślisz, że ktoś zechce przynieść nam tu śniadanie, byśmy mogli spoglądać sobie w oczy z bliska? – zapytała żartobliwie Monik.
Marc roześmiał się.
– Nie sądzę. Pozostaje nam spoglądać na siebie zza rozdzielającego nas stołu w czymś, co przypomina restaurację. Nie obiecuję ci eleganckiego miejsca, ale mam nadzieję, że świadomość, gdzie się znajdujemy, wszystko zrekompensuje.
Pociągnęła go delikatnie w kierunku drzwi. Wyszli na korytarz i zeszli na parter po skrzypiących, szerokich schodach.
Weszli do restauracji podzielonej na dwie sale i usiedli pod oknem. Kelnerka zaproponowała wybór czegoś z gotowych zestawów. Oboje na początek poprosili o mocną kawę.
Po śniadaniu wyszli do holu. Marc pierwszy zauważył informację o możliwości zwiedzenia zamku z przewodnikiem. Kupili bilety. Mieli jeszcze pół godziny do określonej harmonogramem godziny zwiedzania. Wyszli przed zamek. Było ciepło. Przeszli przez most, z dziedzińca spojrzeli za siebie. Zobaczyli budowlę w pełnej okazałości. Była zachwycająca. Właśnie tak zapewne wyglądały zamki kreowane w dziecięcej wyobraźni. Z wieżą, w której powinna być zamknięta księżniczka.
– Prawdziwe zamczysko – powiedziała Monik, uścisnąwszy rękę Marca. – Ciekawa jestem, czego się o nim dowiemy?
Marc odwzajemnił uścisk. Przytulił się do Monik.
– Intuicja mi mówi, że będą to rzeczy niezwykłe – szepnął jej do ucha tajemniczo.
– Chcesz mnie wystraszyć?
– Skądże! Ale wiesz przecież, że w takiej sytuacji lepiej mieć ze sobą jakiegoś mężnego rycerza.
Monik zaśmiała się i oparła głowę na ramieniu Marca. Czuła się szczęśliwa i bezpieczna, pomimo ostatnich, szokujących wydarzeń.
Pozostali na dziedzińcu jeszcze kilkanaście minut, rozmawiając o swoich wspomnieniach z podobnych miejsc.
Wycieczka z przewodnikiem po zamku zaczęła się punktualnie. Zatopili się w opowieściach o tajemnych przejściach i nieprzebranych skarbach.
Z wnętrza komnaty dochodził szum lejącej się wody. Monik brała prysznic.
Wspomnienie ostatniej nocy wywołało na ustach Marca lekki uśmiech. Kochali się długo, nie zwracając uwagi na mijający czas. Droga, którą odbyli poprzedniego dnia, kazała im czekać na siebie wiele godzin. Nie czuli zmęczenia, zastąpiło je wspólne czekanie na to, co stanie się w nocy.
Zbliżyli się do siebie w czasie swej niebezpiecznej przygody. Przy śniadaniu zastanawiali się, dokąd ruszyć dalej. Tylko przez chwilę pomyśleli o powrocie do redakcji. Myśląc o rezygnacji z dalszych przygód, a tym bardziej z przebywania ze sobą, nie znajdowali żadnego argumentu, który mógłby ich od tego odwieść. Postanowili pojechać w Sudety. Zgodnie z sugestią Kajetana, to w tamtej okolicy mogło znajdować się pod ziemią coś, co być może jest właśnie tym, czego szukali. Perspektywa podróży była całkiem przyjemna. Zamek, w którym postanowili się zatrzymać, znajdował się tuż przy granicy polsko-niemieckiej. Nastroju podróży nie psuła wizja poruszania się po marnych drogach. Piękna autostrada, z której rozpościerał się bajeczny widok, prowadziła ich przez Kassel i okolice starego, urokliwego Drezna.
Po drodze zatrzymali się. Uzupełnili zapas benzyny. Wypili kawę, a Marc zatelefonował o umówionej porze do Kajetana. Długo rozmawiali. Dziennikarz w milczeniu wsłuchiwał się w relację przekazaną Kajetanowi przez Poula. Słyszał już wcześniej o zdarzeniach związanych z szokującymi doniesieniami amerykańskich astronautów. Zaskoczyła go jednak precyzja informacji, a szczególnie podekscytowało wskazanie okolic, do których jechali właśnie z Monik, jako miejsca o wyjątkowo fascynującej historii. Wracając do Monik, Marc nie mógł ukryć ekscytacji. Ich podróż nabrała innego wymiaru. Mieli pewność, że miejsce, do którego zmierzali, jest niezwykłe. Znajduje się na mapie tajemnic historii cywilizacji.
Na Zamek Czocha dotarli późnym wieczorem. Poprosili o jak najwygodniejszy pokój. Nie rozstrzygali już dylematu, czy powinny znajdować się w nim dwa łóżka. Podnieceni sobą i tym, co mieli przeżyć razem, niemal biegli po schodach na pierwsze piętro zamkowych wnętrz. Z niecierpliwością zdejmowali z siebie nawzajem ubrania, by znaleźć się po chwili w świecie wolnym od upiorów przeszłości. Odpłynęli.
– Marc jesteś tam? – usłyszał głos Monik dobiegający z łazienki.
– Jestem, oczywiście – odpowiedział, zbliżając się do drzwi.
– Podziwiałem widok z okna. Czekam na ciebie.
Był zauroczony Monik. Czuła, delikatna, potrzebująca jego męskiej opieki. Razem znaleźli się w wirze wydarzeń, o których chciałby śnić niejeden autor fantastycznych powieści. Marc podszedł ponownie do okna wychodzącego na tył pałacu.
Zastanawiał, co dzisiaj ich czeka. Usłyszał odgłos otwierających się drzwi. W progu komnaty stanęła Monik. Ubrana w kremową zwiewną sukienkę, wyglądała zachwycająco.
– Jestem. – Uśmiechnęła się. – Czy może zechcesz obdarzyć mnie swoim pocałunkiem w tak pięknie rozpoczynający się dzień? – zapytała zalotnie.
Marc podszedł do niej. Przyciągnął ją do siebie, mocno obejmując.
– To jedna z tych rzeczy, o których jeszcze kilka dni temu nie mogłem nawet marzyć – odpowiedział.
W pokoju zapanowała cisza.
Na kolejną chwilę zapomnieli o otaczającej ich rzeczywistości. Wtulali się w siebie, czując gorąco swych ciał i szybkie bicie serc.
Otrzeźwiło ich uderzenie zegara.
– Czy myślisz, że ktoś zechce przynieść nam tu śniadanie, byśmy mogli spoglądać sobie w oczy z bliska? – zapytała żartobliwie Monik.
Marc roześmiał się.
– Nie sądzę. Pozostaje nam spoglądać na siebie zza rozdzielającego nas stołu w czymś, co przypomina restaurację. Nie obiecuję ci eleganckiego miejsca, ale mam nadzieję, że świadomość, gdzie się znajdujemy, wszystko zrekompensuje.
Pociągnęła go delikatnie w kierunku drzwi. Wyszli na korytarz i zeszli na parter po skrzypiących, szerokich schodach.
Weszli do restauracji podzielonej na dwie sale i usiedli pod oknem. Kelnerka zaproponowała wybór czegoś z gotowych zestawów. Oboje na początek poprosili o mocną kawę.
Po śniadaniu wyszli do holu. Marc pierwszy zauważył informację o możliwości zwiedzenia zamku z przewodnikiem. Kupili bilety. Mieli jeszcze pół godziny do określonej harmonogramem godziny zwiedzania. Wyszli przed zamek. Było ciepło. Przeszli przez most, z dziedzińca spojrzeli za siebie. Zobaczyli budowlę w pełnej okazałości. Była zachwycająca. Właśnie tak zapewne wyglądały zamki kreowane w dziecięcej wyobraźni. Z wieżą, w której powinna być zamknięta księżniczka.
– Prawdziwe zamczysko – powiedziała Monik, uścisnąwszy rękę Marca. – Ciekawa jestem, czego się o nim dowiemy?
Marc odwzajemnił uścisk. Przytulił się do Monik.
– Intuicja mi mówi, że będą to rzeczy niezwykłe – szepnął jej do ucha tajemniczo.
– Chcesz mnie wystraszyć?
– Skądże! Ale wiesz przecież, że w takiej sytuacji lepiej mieć ze sobą jakiegoś mężnego rycerza.
Monik zaśmiała się i oparła głowę na ramieniu Marca. Czuła się szczęśliwa i bezpieczna, pomimo ostatnich, szokujących wydarzeń.
Pozostali na dziedzińcu jeszcze kilkanaście minut, rozmawiając o swoich wspomnieniach z podobnych miejsc.
Wycieczka z przewodnikiem po zamku zaczęła się punktualnie. Zatopili się w opowieściach o tajemnych przejściach i nieprzebranych skarbach.
piątek, 27 czerwca 2014
Roboty DARPA
DARPA budzi nadzieje, kontrowersje i obawy. Nie można jej jednak odmówić innowacyjności i bycia liderem nowych technologii wojskowych, w tym robotyki. Zobaczcie jak wyglądają najnowsze osiągnięcia tej agencji w tworzeniu pierwszego na świecie androida. Kto wie, może już niedługo ci sztuczni ludzie zaczną patrolować ulice?
czwartek, 26 czerwca 2014
Ukryte oprogramowanie szpiegowskie w chińskich smartfonach
Firma G Data odkryła, że w popularnych smartfonach chiński producent umieścił złośliwe oprogramowanie służące do szpiegowania użytkowników.
![]() |
| fot. http://www.rockefeller-news.com |
Jak podaje niemiecka firma zajmująca się bezpieczeństwem danych popularna marka smartfonów produkowanych w Chinach była zaopatrzona w specjalnie ukryte oprogramowanie do śledzenia ich użytkowników. Podejrzane aplikacje miały się znajdować w telefonach Star N9500 będących tańszym zamiennikiem Samsunga Galaxy S4. Na ich ślad trafiono dzięki użytkownikom, którzy wielokrotnie zgłaszali fakt, że po podłączeniu smartfona do komputera ich system operacyjny wykrywał jakiegoś rodzaju złośliwe oprogramowanie. W końcu po zakupieniu kilku modeli N9500 pracownicy firmy G Data stwierdzili, że w urządzeniach ukryte są aplikacje umożliwiające podmiotom trzecim ściąganie danych osobistych z telefonu, zlokalizować miejsce, w którym w danym momencie przebywa jego właściciel oraz wykorzystywać bez jego wiedzy wbudowane kamery i mikrofon. Dane następnie były przesyłane na serwer, który mieści się w Chinach.
Pomimo kilkukrotnych prób, pracownikom G Data oraz dziennikarzom Associated Press nie udało się znaleźć producenta telefonów.
Przypomnijmy, że w październiku ubiegłego roku Niemcy trafili na inny przypadek złośliwego oprogramowania wbudowanego w produkowane w Chinach urządzenie elektroniczne. Wówczas była to karta pamięci, która sprzedawana była przez firmę E-Plus. Po jej podłączeniu do telefonu lub komputera instalowało się oprogramowanie, które umożliwiało zdalne łączenie się ze sprzętem posiadacza. Również w tym przypadku nie udało się znaleźć osób ani firm odpowiedzialnych za umieszczanie szpiegowskiego oprogramowania.
Najważniejsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać to czy za masowym "skażeniem" elektronicznego sprzętu stały jedynie osoby prywatne lub organizacje przestępcze czy też znacznie poważniejszy gracz, na przykład chiński wywiad? Wykorzystując nieznajomość lokalnych stosunków a także ogromną ilość producentów elektroniki władze Państwa Środka mogą prowadzić podsłuch obywateli innych państw na skalę o jakiej nie marzyło się nawet NSA.
źródło: Intelnews
środa, 25 czerwca 2014
Wybitny specjalista ds. bioterroryzmu traci pracę w związku z uwolnionym wąglikiem
Wybuch wielkiej epidemii, która może zdziesiątkować ludzką populację na danym terytorium nie jest wcale domeną jedynie potencjalnych terrorystów, którzy w ten sposób będą chcieli zaszantażować rządy, zdobyć wpływy polityczne albo po prostu uzyskać rozgłos. Czasem epidemię może spowodować zwykła nieostrożność lub drobny wypadek w laboratorium.
Dopiero kilka dni po fakcie media poinformowały jak blisko tragedii byli mieszkańcy Atlanty. Wszystko z powodu nieuwagi naukowców pracujących przy śmiercionośnej bakterii wąglika. Setki pracowników mieszczącego się w tym mieście Bioterror Rapid Response and Advanced Technology Laboratory zostało narażonych na zarażenie się wąglikiem, po tym jak ze ściśle strzeżonych pięter przeniesiono próbki prosto do pomieszczeń z pracownikami. Jak podaje agencja Reutera złamano co najmniej kilka procedur bezpieczeństwa, między innymi pracownicy zamiast wymaganych 48 czekali jedynie 24 godziny na stwierdzenie, że testowana próbka z wąglikiem została zneutralizowana i można ją bezpiecznie przenieść na niższe poziomy.
Zaledwie kilka dni wcześniej badający bakterię naukowcy pracowali nad nowym protokołem neutralizacji i zabezpieczenia jej przed ewentualnym przeniesieniem na mniej strzeżone obszary. W ubiegły piątek na liście potencjalnych osób, które były narażone na infekcję umieszczono w sumie 84 pracowników laboratorium, większość z nich poddano kuracji antybiotykowej a także podano szczepionki. W efekcie skandalu stanowisko stracił dotychczasowy dyrektor laboratorium Michael Farrel a większość pracowników dostała zakaz wypowiadania się dla mediów.
Na pocieszenie należy podkreślić, że jest to pierwszy od wielu dekad podobny "wyciek" groźnego wirusa z amerykańskich laboratoriów, niestety nie mamy gwarancji, że podobnych procedur przestrzega się równie dokładnie także w innych krajach.
wtorek, 24 czerwca 2014
Czy człowiek JUŻ skolonizował Marsa? Niezwykła relacja byłego żołnierza, który miał służyć na Czerwonej Planecie
Człowiek dawno już dotarł na powierzchnię Marsa. Mało tego, ludzkość założyła tam co najmniej pięć kolonii, które zmuszone są bronić się przed żyjącymi tam mieszkańcami Czerwonej Planety. Zarządzające międzyplanetarną flotą Siły Obrony Ziemi (Earth Defense Force) prowadzą regularną rekrutację wśród byłych ziemskich żołnierzy, których zadaniem miałaby być obrona tych kolonii przed niezbyt gościnnymi tubylcami.
![]() |
| fot. space.com |
Powyższy tekst nie jest bynajmniej fragmentem powieści z gatunku science fiction, lecz jak najzupełniej "na poważnie" podawaną relacją byłego US marine, który ukrywając się pod pseudonimem Kapitan Kaye twierdzi, że odbył ponad 20-letnią służbę poza Ziemią: 17 lat na Marsie i 3 lata jako członek floty Sił Obrony Ziemi. Zanim rozpoczął służbę był szkolony na ziemskim Księżycu, na Tytanie (księżyc Saturna) oraz w przestrzeni kosmicznej, gdzie latał na trzech typach myśliwców i trzech rodzajach bombowców. Do tego Kaye twierdzi, że wspólnie z nim służyć mieli wojskowi z głównych światowych potęg, nie brakowało przede wszystkim Amerykanów, Chińczyków i Rosjan. Swoją karierę w Siłach Obrony Ziemi skończyć miał specjalną ceremonią, która miała miejsce na Księżycu a wśród przybyłych obecny był były sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld.
Całość rozmowy można przesłuchać tutaj:
Niezwykła historia, w którą bardzo trudno uwierzyć. Komunikat szybko został skopiowany przez wiele wiodących mediów, ale u źródła pochodzi on z bloga "EXOPOLITICS", który zajmuje się publikacjami rzadko kiedy sprawdzanych informacji. Do tego nazwa Earth Defense Force kojarzy się z japońską serią gier komputerowych, w których gracz wcielał się właśnie w żołnierza będącego członkiem ponadnarodowej organizacji mającej na celu obronę Ziemi przed atakami z kosmosu.
Z drugiej jednak strony co jakiś czas wracają, regularnie z resztą uciszane, doniesienia na temat istnienia podejrzanych struktur na Czerwonej Planecie (przykładowo w 2011 roku astronom-amator David Martines zauważył tam pewien duży kolisty obiekt, który nie mógł powstać samoistnie). Jak sądzicie, czy tego typu tajemnica mogłaby w ogóle być ukrywa przed oczami wścibskich ludzi?
Źródło: exopolitics
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Fragment powieści "Kod Władzy", rozdział Rozdział 38 Międzyzdroje, Polska
Poul wrócił do pokoju. W powietrzu zapach palonej fajki mieszał się z aromatem świeżo zaparzonej kawy.
– No, to teraz, jeżeli nie interesowałeś się wcześniej tajemnicami III Rzeszy, trochę cię zaskoczę – powiedział Wiktor. – W Wiedniu odkryto dokumenty, w oparciu o które można stwierdzić, że w ośrodkach badawczych Niemiec mogły powstać pojazdy, które obecnie określa się mianem UFO. Innymi słowy, to co często uznaje się za pojazdy przybyszów z kosmosu, wcale nie musi być wytworem cywilizacji pozaziemskich.
– Chyba żartujesz… – powiedział zaskoczony Poul. – Jakie UFO?
– Posłuchaj, 14 grudnia 1944 roku New York Times zamieścił informację, że nad Niemcami latają okrągłe, pozbawione skrzydeł pojazdy. Pojawiają się pojedynczo lub w formacjach. Niektóre są metaliczne, inne wydają się przezroczyste. Ich sposób poruszania się mógłby sugerować, że Niemcy wynaleźli antygrawitację. Nikt nie wie jednak, jak tego dokonali. Brytyjczycy zlokalizowali lądowiska tajemniczych obiektów. Co ciekawe, miejsc tych nie zbombardowano. Bazy te istnieją po dziś dzień – są tajne i pilnie strzeżone. Z informacji znajdujących się w wiedeńskim archiwum wynika, że podczas wojny udało się Niemcom wyprodukować, oprócz powszechnie znanych V-1 i V-2, również V-4 i V-7, lecz prawdziwą rewelacją miał być pojazd o kodowej nazwie Vril-1 oraz jego rozwinięcie Vril-2. Ich twórcą był Victor Schauberger. Oba prototypy miały wykorzystywać napęd antygrawitacyjny. Vril-1 przeszedł ponoć pomyślnie próby w locie, a są tacy, którzy twierdzą, że to właśnie ten pojazd widział i sfotografował na Księżycu amerykański kosmonauta Edwin Aldrin. No i tak naprawdę nie wiadomo, co miał na myśli Armstrong, przekazując na Ziemię zdanie: „Nie jesteśmy tu sami”. Wiadomo jednak, że Hitler marzył o podboju kosmosu. Czyżby częściowo mu się to udało?
– Czy masz może coś innego niż wino? – zapytał Poul. – To, co mówisz, wymaga zdecydowanie mocniejszego alkoholu.
– Proszę cię bardzo – uśmiechnął się Wiktor. – Otwórz szafkę. Tę – wskazał. – Znajdziesz tam, co zechcesz.
Poul wstał i otworzył barek. Wyjął z niego pękatą butelkę bourbona. Po chwili usiadł w fotelu.
– Mów, proszę, dalej. Powiem ci, że nie mogę uwierzyć, by sprawa ta do dzisiaj się nie wydała.
– Praktycznie wszystkie rządy uczestniczą w utajnianiu informacji o UFO. Przytoczę pewien fakt z 1968 roku. Wtedy właśnie dwóch przyjaciół z Kalifornii było świadkami lądowania niezidentyfikowanego obiektu latającego. Najdziwniejsze jednak było to, co oświadczyli po tym wydarzeniu. Otóż stwierdzili oni zgodnie, że… załoga pojazdu porozumiewała się między sobą po niemiecku! Rząd zareagował natychmiast. Obydwaj świadkowie zostali zatrzymani i na długie lata umieszczeni w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze, choć lekarze jednogłośnie twierdzili, że ich zdrowie psychiczne nie budzi żadnych zastrzeżeń. Po opuszczeniu szpitala byli już tylko wrakami ludzi.
Jeszcze więcej tajemnic związanych jest z niemiecką wyprawą na Antarktydę, podjętą w 1938 roku. Jej dowódcą był kapitan Ritsher. Obecnie wiadomo jedynie, że misja miała charakter militarny. Nie ujawniono jednak, co Niemcy robili w tym niedostępnym miejscu. Być może wiąże się to jakoś z rozkazem admirała Doenitza, który miał go wysłać pod sam koniec wojny do stacjonujących u wybrzeży Antarktydy okrętów podwodnych: Zostać i kontynuować misję. Rozkaz przesłano otwartym tekstem, lecz nie wiadomo do dziś, o jaką misję chodziło. Co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, że ta tajemnicza misja nigdy nie została zakończona i trwa do chwili obecnej.
– O co chodziło z tą bazą na Antarktydzie? – zapytał Poul.
– Już tłumaczę – odpowiedział Wiktor i spokojnie kontynuował. – Sprawa jest bardzo tajemnicza. Faktem jest, że w 1947 roku wysłano w ten rejon ekspedycję marynarki wojennej USA. Dowodził nią admirał Byrd. Kiedy czyta się jego dziennik, ma się wrażenie, że jest to raczej powieść science fiction. Z zapisków tych wynika, że Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, zaś próba zbliżenia się do nich kończyła się zawsze tak samo – okręty w niewytłumaczalny sposób znikały. To nie koniec! Wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne, w niewyjaśnionych okolicznościach ginęły. Nie udało się też nigdy nawiązać łączności z grupą żołnierzy wysłanych do zbadania fragmentu lądu, z którego miały startować tajemnicze obiekty latające. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Odebrano jedynie fragment meldunku o odkryciu dziwnych tuneli. Potem zaległa cisza. Podczas misji zaginęło około stu żołnierzy, jednak ku zdziwieniu dowódcy misji, rząd USA nakazał mu przerwać zadanie i natychmiast opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych do tej pory pozostaje nieznany. – Wiktor przerwał na chwilę, zastanawiając się nad własnymi słowami. – Tak więc nie wiadomo, czy nadal funkcjonuje niemiecka baza na Antarktydzie i czy podczas drugiej wojny światowej udało się hitlerowcom zorganizować misję załogową na Księżyc. Pytanie to pozostaje bez odpowiedzi. Pewne jest tylko to, że Niemcy zbudowali pierwszy pojazd, który dziś określilibyśmy mianem UFO. – Spojrzał wymownie na Poula. – Prace nad skonstruowaniem latającego talerza rozpoczęto na początku lat dwudziestych w Augsburgu, w Niemczech. W 1934 roku zbudowano spodek o średnicy pięciu metrów. Świadkowie wspominają, że podczas lotu jego powierzchnia emitowała poświatę podobną do tej, o której obecnie wspominają badacze UFO. Rozpoczęto również prace nad bojowymi wersjami tego statku. Miał on rzekomo być wyposażony w działka trzydzieści milimetrów i karabiny maszynowe. Ta wersja miała być wypróbowana zimą 1942 roku. – Wiktor nabrał oddechu i ponownie spojrzał na Poula. – Może się to wydawać nieprawdopodobne, lecz niemieccy ufolodzy sugerują, że przed drugą wojną światową hitlerowcom udało się nawiązać kontakt z wysoko rozwiniętą cywilizacją, pochodzącą gdzieś z układu Aldebarana. Podają nawet, że do kontaktu miało dojść w Sudetach. Fakty są takie, że ludność zamieszkująca te okolice opowiadała, jakoby w latach trzydziestych na niebie pojawiały się tajemnicze światła i kule ognia. Rozwiązanie zagadki, czy Niemcom rzeczywiście udało się nawiązać kontakt z obcymi i przejąć część ich wiedzy, czy też niemieccy konstruktorzy okazali się na tyle zdolni, że samodzielnie opracowali kilkanaście nowatorskich rozwiązań technologicznych, w tym latającego dysku, wydaje się odległe. Obie hipotezy brzmią równie fantastycznie.
– Masz rację. To niewiarygodne.
– Pod koniec drugiej wojny światowej Niemcy dysponowali wieloma zaawansowanymi technicznie systemami uzbrojenia. Między innymi zbudowali prototyp bomby sterowanej za pomocą obrazów telewizyjnych czy też prowadzili testy samolotów niewykrywalnych dla radarów. To fakty. Poszlaki wskazują na wiele więcej! Odnalezione plany, dokumenty i relacje naocznych świadków dowodzą, że Niemcy osiągnęli znacznie więcej – coś wyjątkowego, coś co zadziwia nawet w naszych czasach! Major Wehrmahtu Rudolf Lusar wydał w latach pięćdziesiątych książkę, w której opisał opracowane przez Niemców latające dyski. Zgodnie z jego relacją prototyp jednego z nich, napędzany przez turbiny gazowe, osiągał prędkość dwóch tysięcy kilometrów na godzinę. Mało tego! Konstruktorzy z III Rzeszy mieli opracować napęd antygrawitacyjny, który wykorzystywałby własne pole siłowe, działające w przeciwnym kierunku niż przyciąganie ziemskie.
– A kto zaczął o takim napędzie mówić? Czy są jakieś dowody potwierdzające tę historię? – zapytał Poul.
– Kierujący amerykańskim projektem o nazwie Błękitna Księga, kapitan Edward J. Ruppelt – odpowiedział Wiktor. – Opracował on raport, w którym stwierdził, że hitlerowcy w okresie wojny dysponowali maszynami o możliwościach, które można by porównać tylko do osiągów UFO.
W pokoju zapanowała cisza przerywana jedynie szumem fal morza.
Poul był pod wrażeniem opowieści Wiktora.
– Muszę przyznać, że od kilku dni jestem raczej milczącym słuchaczem niezwykłych i intrygujących opowieści. Poznaję wydarzenia, o których wie zapewne tyko kilku ludzi. Sam nie wiem, co o tym sądzić…
– Całej prawdy nie zna nawet garstka historyków. Dużo zrobiono, by ukryć ją przed światem. I może to lepiej…
Wiktor zamilkł. Zastanawiał się przez chwilę.
Za oknem słychać było krzyczące mewy. Odbywały swój taniec nad białymi grzywami fal.
– Czy sądzisz, że tutaj może znajdować się pod ziemią jakiś tajny ośrodek? Czy stara fabryka pocisków może być na niego zaadaptowana? – zapytał Poul.
Wiktor zastanowił się przez moment.
– Myślę, że to zły trop. Jak widzisz, sporo wiem o tamtych sprawach i wiele czasu spędziłem na dotarciu i poznawaniu miejsc dotkniętych tą dramatyczną historią. Myślę, że nic tutaj nie znajdziemy. Dlaczego? Bo to właśnie stąd uciekano. W pośpiechu przenoszono instalacje i chyba właśnie dlatego… Być może gdzieś znajduje się jeszcze coś nieodkrytego, ale ja nie odnotowałem szczególnego zainteresowania tymi okolicami.
– Z tego wynika, że mogę wracać do Kajetana. Pewnie wiesz, że tam, gdzie jest, dzieją się dziwne rzeczy…
– Tak, mówił mi. Powiedział również, że wasze poszukiwania ktoś obserwuje i wcale nie zamierza wam pomagać. – Wiktor zadumał się. – Powinniście być bardzo ostrożni. Są tajemnice, których strzegą niebezpieczni ludzie.
– Zapewne masz rację. Pójdę się położyć i, jeżeli pozwolisz, jak trochę odeśpię, zwiedzę najbliższą okolicę.
– Oczywiście… Przekaż Kajetanowi moje serdeczne pozdrowienia. To wspaniały człowiek, prawdziwy przyjaciel… Dobranoc.
– Wielkie dzięki, jestem ci bardzo wdzięczny. – Poul wstał od stołu. – Życzę ci dobrej nocy, a właściwie dobrego snu. Noc mamy już chyba za sobą.
Udali się do swoich pokoi.
Przez uchylone okno wpadał zapach porannej bryzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









