czwartek, 27 grudnia 2012

Sprawa kamerdynera-szpiega doczekała się zakończenia!

Temat kamerdynera-szpiega na blogu przedstawiany był od samego początku. Dziś, po wielu burzliwych komentarzach i szeregu zaskakujących wydarzeń sprawa wydaje się być zakończona. Papież Benedykt XVI ułaskawił swojego byłego kamerdynera Paolo Gabriele (!), który za kradzież tajnych dokumentów został oficjalnie skazany na karę pozbawienia wolności. 

fot. blogspot.com
Papież osobiście poinformował kamerdynera o swojej decyzji i przebaczeniu, odwiedził go w koszarach żandarmerii watykańskiej. "Był to ojcowski gest wobec osoby, z którą papież dzielił przez kilka lat codzienną zażyłość" - podkreśla Stolica Apostolska w opublikowanym komunikacie. Zgodnie z wolą Benedykta XVI, Paolo Gabriele został chwilę później zwolniony do swojego watykańskiego mieszkania.

Majordomus został skazany na początku października na 18 miesięcy więzienia, jednak dodatkowymi konsekwencjami będą teraz także zakaz pracy w Stolicy Apostolskiej oraz pozbawienie mieszkania na terenie Watykanu. Sekretariat stanu podkreślił, że co prawda kamerdyner nie może już mieszkać na terenie Watykanu, ale jemu i jego rodzinie zostanie zapewniona pomoc.

Do pracy powrócił już także drugi skazany w aferze Vatileaks, Claudio Sciarpelletti, informatyk z Sekretariatu Stanu, który pomagał niewiernemu majordomusowi. Także względem niego Papież postanowił zastosować akt łaski. 

Przypomnę jeszcze, że Paolo Gabriele został uznany winnym kradzieży zastrzeżonych dokumentów z apartamentów Benedykta XVI. Większość materiałów przekazał prasie, dyskredytując tym samym osobę Papieża i jego najbliższych współpracowników. Z kolei Claudia Sciarpellettiego, informatyka i prywatnie przyjaciela Gabriele, uznano winnym mataczenia i utrudniania śledztwa.

Czy Waszym zdaniem Papież nie miał innego wyjścia i musiał skorzystać z aktu łaski?



poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzenia świąteczne

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia składam wszystkim moim Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia.

Niech przy wigilijnym stole nie zabraknie ciepła i rodzinnej atmosfery, a świąteczne dni będą spokojne i pełne radości. 

Życzę Wam, aby Nowy Rok był czasem marzeń, o które warto walczyć oraz radości z którą warto się dzielić.

Victor Orwellsky



piątek, 21 grudnia 2012

Zawód: Szpieg. Co to znaczy dzisiaj?

Zawód szpiega zmienia się wraz z czasami w jakich przychodzi mu pracować. W ostatnim czasie zaobserwować można pewną ewolucję służb wywiadowczych, które oprócz dotychczasowej walki z terroryzmem zaczynają dostrzegać także nowe zagrożenia, przede wszystkim te w cyberprzestrzeni.

 
fot. nkzs/sxc.hu
 
Chociaż oficjalnie mamy pokój i nie dochodzi do otwartych starć między największymi światowymi potęgami, to jednak podobnie jak za czasów Zimnej Wojny wciąż trwa cichy konflikt między największymi światowymi agencjami wywiadowczymi. Nawet państwa, które oficjalnie są sojusznikami szpiegują się wzajemnie chcąc wyrwać drugiemu jego największe tajemnice w odwiecznym wyścigu o władzę i pieniądze.


Kolejny seks skandal

Informacje na ten temat aktywności agencji wywiadowczych rzadko kiedy przedostają się do mediów głównego nurtu, jedynie okazyjnie wybucha w danym państwie tak duży skandal szpiegowski, że piszą o nim nawet te serwisy, które na co dzień zupełnie nie poruszają podobnej tematyki. Tak było choćby całkiem niedawno w związku ze skandalem jaki w połowie listopada wybuchł wokół byłego już szefa jednej z najpotężniejszych instytucji wywiadowczych świata – Centralnej Agencji Wywiadowczej, w skrócie CIA. Źródłem skandalu okazał się romans w jaki wdał się jej wieloletni dyrektor David Petraeus z absolwentką akademii West Point i autorką jego biografii Paulą Broadwell. Romans ujrzał światło dzienne po tym gdy okazało się, że z jego prywatnego konta mailowego korzystała osoba trzecia i nie była nią żona Petraeusa. W rezultacie poddał się on do dymisji. Cały seks skandal nie byłby niczym wielkim, zważywszy że podobne sytuacje miały już w historii amerykańskiej polityki miejsce nie raz, w tym jednak przypadku mamy do czynienia z rezygnacją wpływowego oficera wysokiej rangi, do tego zaangażowanego w działania wywiadu między innymi na Bliskim Wschodzie czy w Azji Środkowej.

Konkurencja dla CIA

Może się to zapewne odbić na funkcjonowaniu CIA, co do której wielu członków amerykańskiego Kongresu ma poważne obiekcje. Być może to właśnie one wpłynęły na zablokowanie propozycji Departamentu Obrony postulującego utworzenie nowej wojskowej agencji wywiadowczej mającej wspierać działania armii amerykańskiej między innymi w Iraku i w Afganistanie. Senatorów nie przekonały argumenty wojskowych biurokratów i ostatecznie zablokowali oni jakiekolwiek plany związane z powołaniem podobnej agencji. Jak podaje z resztą „The Washington Post” Pentagon zdecydował się na stworzenie własnej, konkurencyjnej wobec CIA siatki szpiegowskiej, której zadaniem będzie gromadzenie informacji zupełnie niezależnie od oficjalnej agencji wywiadowczej.

Potrzeba nowej strategii

Równocześnie odejście Petraeusa ponownie zwróciło uwagę na obecną strategię prowadzenia operacji przez CIA. Przykładowo w wywiadzie udzielonym niedawno magazynowi „Wired” były dyrektor agencji w latach 2006-2009, będący na emeryturze generał Michael Hayden przyznał, że w ostatnich latach za bardzo skoncentrowano się na walce z terroryzmem na bok odsuwając wiele innych ważnych problemów. W jego opinii istnieje potrzeba by CIA skoncentrowała się teraz na bardziej tradycyjnych metodach działalności wywiadowczej a mniej na inicjowaniu akcji zbrojnych („kill less, spy more”). Być może sygnałem świadczącym o zmianach w dotychczasowej polityce będzie doniesienie Los Angeles Timesa z początku grudnia 2012 roku, z którego wynika, że amerykański wywiad planuje zmodyfikować dotychczasowe działania w cyberprzestrzeni koncentrując się przede wszystkim na wprowadzeniu nowych metod ataków hackerskich. Jednym z nich jest przeniesienie źródeł ataków poza granice Stanów Zjednoczonych (między innymi do Chin) co utrudnić ma wykrycie tożsamości sprawcy.

Koncentracja na „tradycyjnym” szpiegostwie jednak przy wykorzystaniu najnowocześniejszych technologii może być formą radzenia sobie z istniejącymi problemami, gdyż jak zauważył ekspert tematyki szpiegowskiej, Joseph Fitsanakis obecne zagrożenie ze strony działań wywiadowczych prowadzonych w Internecie może być poważniejsze nawet niż terroryzm, zwraca on bowiem uwagę na fakt, że tradycyjny terroryzm można eliminować między innymi poprzez ograniczenie dostępu do niezbędnych zasobów, jak również prowadzenie działań antyterrorystycznych. Tego typu operacji bardzo trudno dokonać w sieci, atak może być bowiem przeprowadzony z dowolnego miejsca na świecie, nie wymaga też żadnych wyspecjalizowanych zasobów, kluczem są przede wszystkim umiejętności.

Media społecznościowe i szpiegostwo

Skoro zaś jesteśmy przy działaniach szpiegowskich w sieci to zwróćmy uwagę na jeden z przykładów operacji prowadzonych między sojusznikami. Chociaż Francja wiele lat temu wycofała się z wojskowych struktur NATO, to jednak wciąż pozostaje sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i stosunki pomiędzy obydwoma państwami od lat są względnie dobre. Mimo wszystko to właśnie amerykańscy hackerzy znaleźli się wśród głównych podejrzanych mających napisać specjalnego wirusa komputerowego, który przy użyciu portalu Facebook miał dokonać włamania do francuskiej sieci rządowej. Co ciekawe, Sekretarz do spraw Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych, Janet Napolitano odmówiła komentarza w sprawie ewentualnego zamieszania USA w atak. Jedyny co zrobiła to opublikowała lakoniczne oświadczenie o następującej treści: „nie mamy wspanialszego partnera niż Francja, nie mamy wspanialszego sojusznika niż Francja”.

Warto przy tym zaznaczyć, że to nie jedyny przykład wykorzystania portali społecznościowych do działań szpiegowskich. Czasami dochodzi z resztą do wręcz zabawnych sytuacji, jak choćby miało to miejsce w przypadku pracowników belgijskiego wywiadu, którzy zostali namierzeni za pomocą ich własnych kont założonych na portalu społecznościowym Linkedin.com. W 2009 roku z kolei szwedzkich żołnierzy stacjonujących w ramach operacji NATO w Afganistanie znaleziono dzięki ich konto na Facebooku i próbowano dowiedzieć się o szczegółach prowadzonych przez nich misji.

Jaka będzie przyszłość wywiadu? Kiedyś wielkim przełomem było wykorzystanie satelit okołoziemskich do szpiegowania i podglądania przeciwnika, dziś kiedy mamy teoretyczny pokój lecz mocarstw zdolnych wysłać swojego satelitę w kosmos jest znacznie więcej potrzeba nowych rozwiązań i technologii, które pozwolą być o krok przed przeciwnikiem. Czasami jednak, pomimo gonitwy za nowinkami technicznymi najbardziej skutecznym wciąż okaże się człowiek, tak jak miało to miejsce niedawno w Szwajcarii gdzie pracownik tamtejszej agencji wykradł ogromną ilość dokumentów zawierających tajemnice wielu europejskich państw.

Końca świata nie będzie, przynajmniej dzisiaj. Kiedy możemy spodziewać się kolejnej Apokalipsy?

Wiele osób uwierzyło w przewidywany na dziś koniec świata. Nie jest to jednak pierwsza, ani ostatnia zapowiadana data Apokalipsy. Dlatego warto przyjrzeć się innym zapowiadanym końcom świata. 

fot. surfwithberserk.com
31 grudnia 999 rok – zakładano że po 1000 lat Jezus powróci na ziemię po to, by dokonać Sądu Ostatecznego. Z niepokojem oczekiwano tego dnia, jednak gdy nic się nie wydarzyło, lud zaczął świętować. Stąd wziął się początek zabaw sylwestrowych. 

Listopad 1992 – Kościół Misyjny Dami, południowokoreańska sekta twierdziła, że zbliża się koniec świata, ponieważ Europa zaczęła się jednoczyć, ponadto pojawiły się oznaczenia kodowe systemu komputerowego EWG, obfitujące w zbitki cyfr 666, które odnoszą się do szatana. 

24 listopada 1993 – ukraińska sekta Białe Bractwo przewidziała wtedy Apokalipsę. Grupa zapowiadała na ten dzień publiczne modły oraz manifestacje na ulicach Kijowa. Choć całe wydarzenie było bardzo medialne, nic się nie wydarzyło. 

1 stycznia 2000 r. – obawiano się tzw. pluskwy milenijnej, a więc nieprzewidzianej reakcji systemów komputerowych na zmianę dwóch ostatnich cyfr rocznej daty z 99 na 00. Miało to spowodować chaos oraz paraliż energetyczny. 

21 maja 2011 r. – amerykański badacz Biblii Harold Camping uważał, że wtedy nastąpi koniec świata, co spowoduje śmierć 98% mieszkańców globu. Z kolei na 21 października przewidział Sąd Ostateczny. 

21 grudnia 2012 r. – według kalendarza Majów to wtedy miał nastąpić koniec trwającego cyklu, oznaczający Apokalipsę. 

2060 r. – na podstawie badań Biblii Isaac Newton na ten rok przewidział koniec świata. 

3036 r. – polski astronom Jan Latosz wraz z astrologiami, matematykami oraz filozofami przewidział koniec świata właśnie na ten rok. Jego przepowiednia opublikowana została już w 1594 roku. 

3044 r. – według obliczeń astronomów wtedy kometa Swift-Tuttle może zderzyć się z Ziemią. Tysiąc lat wcześniej minie naszą planetę w bliskiej, lecz bezpiecznej odległości. 

3797 r. – tę datę jako ostatnią podaje Nostradamus w swoich przepowiedniach, stąd przypuszczenie, że dotyczy ona końca świata. 

5079 r. – bułgarska jasnowidzka Baba Vanga przewiduje, że wtedy ludzkość przekroczy „granicę Wszechświata”. 

Za 5 miliardów lat życie na Ziemi zacznie zanikać wskutek przeobrażeń Słońca, na którym skończą się zapasy wodoru. Przez to Słońce zmieni się w czerwonego olbrzyma, który wchłonie Merkurego, a Ziemię i Wenus rozgrzeje do takie stopnia, że będą one się składały z płynnych skał. 

Za 10 seksdecyliardów lat astronomowie przewidują śmierć cieplną Wszechświata. 

Czy znacie jakąś datę, którą warto dopisać do tej listy? 



czwartek, 20 grudnia 2012

ADAM: laser bojowy, który strąci każdą rakietę w zaledwie 3 sekundy

Broń laserowa wkracza w naszą rzeczywistość w nowej postaci. ADAM, amerykański laser bojowy z łatwością zniszczył rakietę z odległości ponad 1,5 km. 

fot. gstatic.com
Nad nowy systemem laserowym obecnie pracuje koncern Lockheed Martin. Jego celem jest zaoferowanie skutecznej i taniej w działaniu obrony strategicznych instalacji wojskowych oraz cywilnych. Celny laser broniłby lotniska przez atakami terrorystycznymi lub bazy wojskowe przed zagrożeniem rakietowym. 

Ta niezwykle skuteczna broń składa się z lasera światłowodowego o mocy 10 kilowatów, który połączony jest z radarem oraz układem naprowadzania. Co ciekawe, do jego budowy wykorzystane zostały elementy dostępne na rynku cywilnym. A wszystko po to, by maksymalnie ograniczyć koszty. 

W ten sposób powstał system obronny ADAM, który w ostatnich tygodniach przechodził liczne testy. Jedną z ostatnich i najbardziej widowiskowych prób było zniszczenie rakiety lecącej w odległości 1,6 km od lasera. Cała operacja, a więc wykrycie, namierzenie oraz detonacja, zajęła jedynie 3 sekundy. Wiązka lasera podgrzała głowicę rakiety do takiego stopnia, że ta eksplodowała.

Jakie Waszym zdaniem może być rzeczywiste zastosowanie lasera w przyszłości?



środa, 19 grudnia 2012

Internet w Europie dla nielicznych? Wzrost cen najpewniej nieunikniony

Komisja Europejska zaproponowała aby operatorzy, którzy udostępniają szerokopasmową sieć mogli naliczać wyższe stawki. Wszystko po to, aby rzekomo zwiększyć prywatne inwestycje w szerokopasmowy Internet. 

fot. arstechnica.net
Zaproponowany pomysł stanowi nowy priorytet w zakresie agendy cyfrowej. Jego celem jest zwiększenie prywatnych inwestycji w Internet szerokopasmowy. Aby tak się stało, zasiedziali operatorzy mogą zwiększyć naliczane stawki operatorom hurtowym za dostęp do ich sieci. Wszystko po to, aby wyższe stawki umożliwiły operatorom hurtowym modernizację sieci. 

Stawki te powinny utrzymać się na poziomie 8-10 euro na jednego klienta w latach 2013-2020. W krajach, w których stawka ta obecnie jest niższa (np. Słowacja – 4 euro), może to oznaczać wzrost cen za Internet, który zostanie przerzucony na użytkowników. Z kolei tam gdzie stawka obecnie jest wyższa, opłaty powinny zmaleć (np. Irlandia – 12 euro). 

Jak zapewnia komisarz UE ds. agendy cyfrowej Neelie Kroes, Unia Europejska dąży do długookresowej stabilności cen, ale w pewnych krajach ceny te mogą wzrosnąć. To dlatego, że Unia Europejska musi inwestować w lepszą sieć, a wzrost cen na wolnym rynku nie jest złym zjawiskiem. Ponadto Kroes dodaje, że zaproponowane przez UE rozwiązanie umożliwi konsumentom korzystanie z lepszej w sieci w dobrej cenie. Co więcej, ceny mają nie wzrastać automatycznie, zapewniona zostanie także ochrona operatorów alternatywnych. 

Rekomendacje Komisji Europejskiej w sprawie hurtowych opłat za dostęp do sieci mają być gotowe w lutym, obecnie trwają konsultacje projektu. Jednak już teraz z przedstawionego pomysłu niezadowoleni są niezależni operatorzy, którzy będą zmuszeni do uiszczania wyższych opłat operatorom zasiedziałym. Według nich wyższe stawki wcale nie gwarantują inwestycji i modernizacji, a mogą prowadzić do remonopolizacji rynku.

Czy Waszym zdaniem korzystanie z Internetu ze względu na koszta będzie z czasem zastrzeżone dla coraz to mniejszej grupy osób?

Zachęcam do zapoznania się z filmem, który mówi o planach opodatkowania Internetu także przez ONZ. 


Źródła: europa/cnet/forbes

wtorek, 18 grudnia 2012

W Chinach nie można mówić o zbliżającym się "końcu świata"

Chińska policja zatrzymała ponad 100 osób za rozgłaszanie pogłosek o zbliżającym się końcu świata. Władzom chińskim wyjątkowo nie podoba się koncepcja nadchodzącej zagłady. 

fot. telegraph.co.uk
Zatrzymań dokonano na terenie całego kraju, w 8 prowincjach i regionach, od zachodu po wschód. W toku działań policja zabezpieczyła materiał dowodowy w postaci ulotek, nagrań video i książek. 

Większość zatrzymanych osób to członkowie Kościoła Boga Wszechmogącego, zwanego także Wschodnią Błyskawicą. Ta grupa wyznaniowa czerpie inspiracje z chrześcijaństwa, a według jej założeń Jezus ponownie pojawił się na świecie, tym razem w Chinach i to w postaci kobiety. Grupa ta uznana jest za sektę, która dopuszcza się porwań chrześcijan i zmusza ich do przyłączenia się do Wschodniej Błyskawicy. Ponadto nawołuje ona do stworzenia państwa rządzonego przez Boga Wszechmogącego, a także eksterminacji partii komunistycznej. 

Obecnie chińskie społeczeństwo jest uczestnikiem licznych przemian społeczno-gospodarczych spowodowanych pojawieniem się gospodarki rynkowej oraz dyskredytacji ideologii partii komunistycznej. W związku z tym wśród Chińczyków pojawiają się nowe potrzeby duchowe, które zaspokajają przeróżne grupy związane z buddyzmem, taoizmem oraz chrześcijaństwem. 

Wschodnia Błyskawica działa na terenie Chin już od 20 lat. Ostatnio jej członkowie w odwołaniu do przepowiedni Majów ogłosili koniec świata, który ma nastąpić 21 grudnia. Po nim przez 3 dni będzie panować całkowita ciemność, a świat zostanie pozbawiony elektryczności.

Czy Waszym zdaniem rozpowszechnianie informacji o "końcu świata" może w jakiś sposób zagrozić komunistycznym władzom w Chinach?

Zachęcam do zobaczenia filmu, który opowiada o specjalnych kapsułach na wypadek apokalipsy, wymyślonych przez chińskiego badacza. 



poniedziałek, 17 grudnia 2012

Końca świata nie będzie? Pomyliliśmy się o ponad 100 lat!

Według kalendarza Majów koniec świata powinien nastąpić w grudniu tego roku. Jednak dwaj niemieccy naukowcy, bracia Bohm z Uniwersytetu Drezdeńskiego uważają, że Apokalipsa będzie miała miejsce dopiero 104 lata później, a więc w 2116 roku. 

fot. .foxnews.com
Rozbieżność dotycząca dokładnej daty końca świata wynika najprawdopodobniej z błędnej interpretacji kalendarza Majów. A dokładniej z błędnej synchronizacji kalendarza Majów z kalendarzem gregoriańskim. Archeolog John Eric Sidney Thompson podczas tego zabiegu nie uwzględnił bowiem faktu, że w XIII wieku, kiedy świątynie Majów były okupowane przez plemiona z Jukatanu, kalendarz nie był po prostu używany. I właśnie ta stuletnia przerwa spowodowała nieporozumienie dotyczące daty końca świata. 

Ciekawy jest także fakt, że bracia Bohm nie są jedynymi naukowcami, którzy uważają, że koniec świata nastąpi zdecydowanie później, niż się zakłada. Według różnych teorii związanych z błędnymi założeniami podczas synchronizacji obu kalendarzy, błąd w obliczeniach może wynosić od 50 do 100 lat. Jednak to nie wszystko. Istnieje również teoria dotycząca przeszacowania podczas transformacji kalendarza, a to oznaczałoby, że zakładany koniec świata miał nastąpić już dawno temu.

Do przekładu kalendarza Majów wykorzystano tzw. stałą GMT oraz daty pochodzące z dokumentów kolonialnych, zapisane w języku Majów za pomocą alfabetu łacińskiego. Z czasem stała GMT została umocniona przez lingwistę i antropologa, który powołał się na daty z Kodeksu drezdeńskiego, który był dokumentem opracowanym przez Majów i zawierał cenne informacje astronomiczne, w tym ruchy Wenus. Dzięki temu stała GMT została zaakceptowana i uznana za prawidłową wartość. Jednak według profesora Gerardo Aldana z Uniwersytetu w Kalifornii stała GMT wcale nie jest prawidłowa. Nie potwierdza jej bowiem tabela Wenus. Naukowiec zakłada też, że skoro nie potwierdza jej tabela, to tym bardziej nie uczynią tego mniej wiarygodne dane historyczne. Według profesora teoria stałej GMT jest zatem nieprawidłowa.

Czy Waszym zdaniem data 21 grudnia 2012 może być błędna?


Źródła: foxnews/inquirer/cbn

piątek, 14 grudnia 2012

UFO nad Indiami

Doniesienia o UFO widzianym wielokrotnie na chińsko-indyjskim pograniczu wstrząsnęło tamtejszą opinią publiczną. Czy żołnierze faktycznie widzieli obce statki latające? A może były to chińskie samoloty szpiegowskie?

fot. http://www.pakalertpress.com


Doniesienia na temat UFO pojawiają się bez przerwy i w zasadzie rzadko kiedy ktokolwiek poza pasjonatami tej tematyki w ogóle zaprząta sobie nimi głowę. Do rzadkości należą sytuacje kiedy informacje o niezidentyfikowanych obiektach latających przebiją się do mediów głównego nurtu a z pewnością jeszcze rzadziej stanowisko w tej sprawie zmuszony był zająć minister obrony dużego regionalnego mocarstwa. Tak się jednak stało niedawno w związku z wielokrotnymi obserwacjami tajemniczych obiektów obserwowanych regularnie przez kilka miesięcy wzdłuż granicy chińsko-indyjskiej.

Jak podaje „The Times of India” w okresie od początku sierpnia do 15 października żołnierze patrolujący granicę zgłosili obserwacje tajemniczych obiektów ponad 100 razy. Raporty donosiły o żółtych, świecących sferycznych obiektach, które nagle unosiły się znad powierzchni ziemi gdzieś na chińskim terytorium a następnie przemieszczały się po niebie przez trzy do pięciu godzin. Według gazety indyjskie wojsko zaniepokojone powtarzającymi się wydarzeniami próbowało je zlokalizować przy pomocy radaru, jednak urządzenia nie mogły niczego wykryć. UFO widoczne było w różnych rejonach wzdłuż liczącej ponad 2 tysiące mil długości granicy między obydwoma państwami, zarówno w na terytorium kontrolowanego przez Indie Kaszmiru oraz w pobliżu granicy z Tybetem a także na południu, w tym także u wybrzeży Sri Lanki.

O wyjaśnienie sprawy został w końcu poproszony minister obrony Indii AK Antony, który pod koniec listopada stwierdził, że nie ma żadnego przekonującego dowodu jakoby w pobliżu granicy faktycznie pojawiło się UFO. Zapewnił przy tym, że władze podjęły wszelkie środki zaradcze mogące zapewnić wymagany poziom bezpieczeństwa.

Tajemnicze spotkanie w Himalajach

Pomimo zapewnień ze strony rządowej nie brak rzecz jasna spekulacji i domysłów dotyczących tego co w rzeczywistości widzieli indyjscy żołnierze w pobliżu granicy. Media szybko przypomniały o historii jaka miała miejsce w 2004 roku w Himalajach, kiedy to ekspedycja naukowa informowała o robocie widzianym w jednej z górskich dolin.

W trakcie ekspedycji badawczej grupa geologów i glacjologów pod przewodnictwem doktora Anila Kulkarniego dostrzegła w odległości około 50 metrów od siebie dziwną, przypominającą robota postać. Według członków ekspedycji spotkanie trwało blisko 40 minut po czym mierzący około czterech stóp „robot” nagle wzniósł się w powietrze i odleciał. Całe zdarzenie było widziane przez 40 osób i miało miejsce w regionie Ladakh, w którym ostatnio pogranicznicy zameldowali najwięcej obserwacji UFO. Region ten jest słabo zaludniony, mało tam jest dróg i należy do najbardziej odizolowanych terytoriów w całych Indiach, jednak zważywszy na jego strategiczne znaczenie ma się tam znajdować wiele obiektów wojskowych.

Relacja z całego zajścia sporządzona przez doktora Kurkarniego została zignorowana przez rząd w Nowym Delhi, teraz jednak w związku z zaistniałymi okolicznościami sprawa po raz kolejny ujrzała światło dzienne.

Chińskie drony?

Wydawać się może, że samo zjawisko nie musi być wytłumaczalne jedynie za pośrednictwem teorii o pozaziemskim pochodzeniu tajemniczych obiektów. Zważywszy na fakt, że zdarzyły się one głównie w okolicach granicy z Chinami praktycznie automatycznie nasuwa się sugestia, że mogą mieć one związek z jakąś tajemniczą bronią testowaną w tych okolicach przez Pekin. Zdaniem przedstawicieli indyjskiego wojska analizujących aktywność tych obiektów nie były to z pewnością żadnego rodzaju drony ani orbitujące nisko satelity. Fakt, że nie były one widziane przez radary może sugerować, że obserwowane obiekty nie były wykonane z metalu, czym więc były?

Tak szybkie odrzucenie hipotezy, że w pobliżu granicy testowano nowy rodzaj dronów wydaje się być podejrzane. Urządzenia tego typu są coraz powszechnie wykorzystywane przez wiele państw na świecie, liderem co prawda wciąż pozostają Stany Zjednoczone, ale jak informowaliśmy między innymi na blogu „Kod Władzy” nad swoimi własnymi UAV pracują obecnie również Iran, Rosja, Unia Europejska czy właśnie Chiny. Wiadomo, że testują oni swoją własną maszynę CH-4 the Wing Loong do złudzenia przypominającego amerykańskiego Reapera. Jednostki te są podobne do małych samolotów i z pewnością nie mogły być uznane za UFO. Być może jednak Chińczycy testują coś znacznie wykraczającego poza dzisiejszą technologię dronów, niewielkiego robota, który może poruszać się z dużą prędkością, tak jak ten, którego w 2004 w Himalajach widziała wyprawa Kurkaniego. Od tego czasu minęło 8 lat, być może Pekin zdążył już ulepszyć swój wynalazek i nadszedł czas by wykorzystać go do szpiegowania swojego największego rywala w Azji.

Tajna baza w Himalajach

Istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie. Region Ladakh to teren, gdzie w 1962 doszło do najcięższych walk chińsko-indyjskich, w tych trudno dostępnych okolicach istnieć mają rzekome bazy UFO, o których wiedzą rządy obu państw. Są one jednak z oczywistych względów ukrywane a szum medialny wywołany doniesieniami żołnierzy sprawia, że jej ukrywanie jest coraz trudniejsze. W sieci krążą nawet wypowiedzi, których autorem ma być rzekomo wspomniany już wcześniej minister obrony Indii, AK Antony. Miał on podobno przyznać, że “Indie znalazły w Himalajach czynną bazę UFO. Wspólnie z Chinami i Organizacją Narodów Zjednoczonych pracujemy nad tym rozwiązaniem sprawy napadu przez obcych”. Czy mamy do czynienia z mistyfikacją? Jeśli takie oświadczenie faktycznie zostałoby opublikowane przez ministra obrony jednego z największych państw świata to zapewne byłoby ono powtarzane przez wszystkie wiodące media na całym globie. Tak się jednak nie stało, krążą one zaledwie jako cytat bez podania daty i informacji kiedy Antony miał je rzekomo wypowiedzieć.

Bez względu na to co dokładnie widziano na chińsko-indyjskim pograniczu możemy być pewni, że sprawa wciąż jeszcze nie została zamknięta, wciąż pojawiają się kolejne doniesienia, nikt też do tej pory nie wyjaśnił czym są te tajemnicze żółte światła. Rząd chiński milczy i do tej pory nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie, musimy zatem uzbroić się w cierpliwość.

Pozorny sukces Korei Północnej? Satelita lada moment spadnie na Ziemię!

Według danych pochodzących z wojska USA obiekt wyniesiony na orbitę w środę rano przez północnokoreańską rakietę zaczął koziołkować w niekontrolowany sposób. Przyczyną tego jest najprawdopodobniej nieprawidłowe umieszczenie satelity na orbicie. 

fot. huffpost.com
Amerykańskie wojsko nie wie, co dokładnie zostało wyniesione na orbitę przez Koreę Północną. Dlatego tak bacznie przygląda się obiektowi, który oddzielił się od ostatniego stopnia rakiety Unha-3. Jednak jak zapewniają władze Korei, jest to satelita badawczy Kwangmyongsong-3, czyli "Jasna Gwiazda", który jest zupełnie niegroźny. 

Według danych pochodzących z systemów obserwujących orbitę umieszczenie północnokoreańskiego obiektu było tylko częściowo udane. Obiekt koziołkuje w niekontrolowany sposób, przez co nie jest w stanie ustawić się tak względem Ziemi, by nawiązać łączność z nasza planetą lub naładować baterie energią słoneczną. Ponadto obiekt umieszczony został na niestabilnej orbicie, na którą oddziałuje ziemska grawitacja. Tak więc domniemany satelita jest powoli przyciągany przez Ziemię, nie wiadomo jednak gdzie dokładnie spadnie. 

Niezależnie od trudności i komplikacji, wyniesienie satelity na orbitę jest dla Korei Północnej niezwykłym osiągnięciem, szczególnie w sferze propagandowej. Udany lot umacnia także pozycję młodego Kim Dzong Una. 

Sukcesem jest także rakieta Unha-3, która ma ogromne znaczenie militarne. Według szacunków rakieta ta umożliwi zrzucenie bomby atomowej na zachodnie wybrzeże USA. Taka możliwość znacznie wzmocniłaby pozycję Korei Północnej na arenie międzynarodowej.

Czy Waszym zdaniem awaria północnokoreańskiej satelity może nie być do końca przypadkowa?



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf