wtorek, 18 czerwca 2013

Eurogendfor: nowe unijne siły policyjne z nieograniczoną władzą

Eurogendfor, czyli tzw. Europejskie Siły Żandarmerii to inicjatywa, która obejmuje na chwilę obecną sześć krajów UE. Do projektu przystąpiły: Francja, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Włochy oraz Rumunia. Celem organizacji ma być "wzmocnienie zdolności zarządzania przyszłymi kryzysami międzynarodowymi oraz zintegrowane podejście do prowadzenia misji policyjnych w kilku państwach". Czy kraje UE czegoś się obawiają?

fot. befan.it
Rozmowy o inicjatywie Eurogendfor rozpoczęły się jeszcze dziesięć lat temu, w 2003 roku podczas nieformalnego spotkania ministrów obrony, które odbyło się w Rzymie. Oficjalna deklaracja przez pierwszą piątkę zaangażowanych krajów została podpisana dwa lata później - 20 lipca 2006 roku. Tego dnia swoją faktyczną działalność rozpoczęły Europejskie Siły Żandarmerii.

"Chrzest bojowy" miał miejsce następnego roku (2007), kiedy Eurogendfor przeprowadził swoją pierwszą misję udzielając wsparcia w operacji UE o nazwie "Alteha" w Bośni-Hercegowinie. Kolejnym krokiem było wsparcie interwencji w Afganistanie oraz pomoc ONZ na Haiti (zniszczonym przez trzęsienie ziemi w 2010 roku).

Główną cechą tej zbrojnej organizacji jest jej bardzo duża elastyczność. Eurogendfor ma interweniować szybko, a działać może zarówno z innymi oddziałami jak i całkowicie autonomiczne. Może reagować w "każdej chwili konfliktu celem przywrócenia istniejącego wcześniej porządku obok lub w zastępstwie lokalnej policji". 

Na chwilę obecną kontyngent jest mały, może liczyć maksymalnie do 2 500 policjantów, jednak jest w stanie zjawić się w ciągu trzydziestu dni w dowolnym zakątku świata. Wśród cech, które czynią dla wielu Eurogendfor znienawidzoną formacją, jest w pewnym sensie jej "nieograniczoność". Powodowane jest to faktem, iż policjanci tej formacji nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje działania w państwie przyjmującym (!). 

Czy Waszym zdaniem UE powinna tworzyć tego rodzaju struktury? I czy obawia się może jakiegoś zagrożenia?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Kiedy pęknie "kredytowa bańka" Chin?

Popularna amerykańska agencja ratingowa Fitch poinformowała, że "skala chińskiego kredytu jest tak duża, że Pekinowi będzie bardzo trudno rozwijać swoją gospodarczą potęgę w tempie jak do tej pory". Czy gorsza kondycja Państwa Środka odbije się na nas wszystkich? I czy może zależy komuś na upowszechnianiu tego typu rewelacji?

fot. fabiusmaximus.files.wordpress.com
"Chiński model kredytowy wyraźnie się rozpada. Doprowadzić to może do problemu nadprodukcji i potencjalnej deflacji w stylu japońskim", powiedział Charlene Chu, starszy dyrektor agencji Fitch w Pekinie. "Brakuje przejrzystości w tym systemie bankowym, a ryzyko ciągle rośnie. Nie mamy także pojęcia kto dokładnie jest kredytobiorcą a kto kredytodawcą", dodaje specjalista w najnowszym wywiadzie dla The Daily Telegraph. 

Fitch jeszcze w kwietniu obniżył długoterminowy rating dla Chin z powodu gigantycznego długu. Co jednak istotne, agencja nadal uważa, że ​​rząd nie potrafi radzić sobie z wewnętrznym kryzysem bankowym. Władze w Pekinie starają się szybko wdrożyć "miękkie lądowanie" poprzez m.in. wymóg wysokiego wskaźnika rezerw (RRR) dla banków. Działania te mają powstrzymać szerokie spekulacje na rynkach w Chinach, póki co bezskutecznie. 

Z racji zadłużenia w Europie i Stanach Zjednoczonych, długowi Chin poświęca się niewiele uwagi, jednak problem wydaje się rosnąć niczym przysłowiowa "bańka mydlana". Od 2008 r. zadłużenie publiczne i prywatne Chin wzrosło do ponad 200 proc. wartości PKB – to bezprecedensowy poziom dla państwa rozwijającego się. Szczególnie niepokojące jest zadłużenie prywatne, a także ogromny dług spółek państwowych.

Na to co dzieje się dziś w Chinach z niepokojem spoglądają przede wszystkim Stany Zjednoczone. Obawy dotyczą zwłaszcza stanu i wartości amerykańskich rezerw federalnych, silnie powiązanych z gospodarczą kondycją Pekinu. Zaostrzanie płynności finansowej przez chińskie władze spowoduje spowolnienie gospodarcze nie tylko na rodzimym rynku, ale także w skali globalnej. 

Czy Waszym zdaniem Chiny naprawdę czekają trudne czasy? 



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

sobota, 15 czerwca 2013

Projekt "Pegasus", czyli podróżowanie na Marsa i skoki w czasoprzestrzeni. Prawda czy fikcja?

Projekt "Pegasus" to jeden z najbardziej tajemniczych programów prowadzonych przez amerykańską agencję DARPA w historii. Przedsięwzięcie zostało uruchomione w 1968 roku w związku z rozwojem szeroko rozumianej obronności USA. Oficjalnie projekt "Pegasus" został zainicjowany, aby opracować "teledetekcję w czasie" tak, że wiarygodne informacje na temat rozmaitych wydarzeń mogłyby być dostarczane bezpośrednio do prezydenta USA i wywiadu wojskowego. Do czego doprowadziły jednak badania i co dziś wiemy na ich temat?

fot. media.tumblr.com
Andrew D. Basiago jako dziecko był uczestnikiem amerykańskiego projektu "Pegasus". Podkreśla, że oprócz niego w programie uczestniczyło blisko stu czterdziestu innych amerykańskich uczniów potajemnie zakwalifikowanych do badań. "Każdy z nas był czasoprzestrzennym pionierem. Uczestniczyliśmy w eksperymentach na rzecz podróży w czasie jako dzieci, jednak planowano, że w projekcie pozostaniemy już na zawsze", podkreśla Andrew D. Basiago, uczestnik tajnego projektu "Pegasus". 

Zdaniem Basiago, amerykański rząd i wojsko już od dawna obecne są na Marsie. Umożliwiać ma to unikatowa a zarazem rewolucyjna "technologia skoku", która skutecznie ukrywana jest przed opinią publiczną. Andrew D. Basiago w licznych wywiadach stwierdza, że "​​odwiedzane przez nas obiekty na Marsie były szczątkowe i prymitywne. Różniły się bardzo od tych ujawnianych w mediach współcześnie. Najprawdopodobniej wiązało się to z ogromnym zagrożeniem jak i niestabilnością samego programu Pegasus". 

Andrew D. Basiago nie jest jedynym świadkiem przebiegu tajemniczego programu. Brett Stillings na jednym z seminariów naukowych w 1980 r. ujawnił, że jako dziecko uczestniczył w szeregu szkoleń do podróży na Marsa, która została ostatecznie podjęta przy pomocy technologii teleportacji. Stillings podkreślał także, że "robi wszystko, aby wyrzucić z pamięci te wydarzenia i dyskomfort z nimi związany". Dodatkową rewelacją podawaną przez Bretta Stillingsa jest informacja, wedle której współuczestnikiem eksperymentu był niejaki Barry Soetoro, w którym Stillings rozpoznaje dzisiejszego prezydenta USA Baracka Obamę...

Rodzi się zatem pytanie: dlaczego do badań, opisywanych "skoków w czasoprzestrzeni" oraz teleportacji wykorzystywano dzieci a nie osoby dorosłe? Zdaniem Basiego oraz Stillingsa, dzieci miały postrzegać więcej niż dorośli, ponadto po latach uodparniały się na skutki uboczne tego rodzaju wypraw. Nie bez przyczyny pozostaje także fakt, że dzieci te z czasem miały stać się dobrze wyszkolonymi pracownikami projektu i brać udział w dalszych programach NASA, CIA, czy DARPA. 

Doświadczenia miały być dokonywane począwszy od końca 1967 roku w Wood Ridge w stanie New Jersey. Punktem wyjścia były wynalazki wymyślone jeszcze przez Nikola Teslę. Prawdziwy przełom miał jednak nastąpić w 1969 roku, kiedy technologia serbskiego inżyniera została udoskonalona i pozwalała swobodnie teleportować dzieci w czasie i przestrzeni. 

Maszyna do teleportacji, wedle relacji dwójki uczestników, korzystała z pola energetycznego jako źródła energii (pomysł ten pojawia się również w wynalazkach Tesli). Wewnątrz unikatowego kręgu umieszczone było niewielkie urządzenie generujące światło. Urządzenie to wchodziło w reakcje z zakrzywionymi słupami stojącymi dookoła dzieci. Uczestnicy doświadczenia pochylali się nad generowanym strumieniem energii i trafiali do tunelu czasoprzestrzennego.

Czy Waszym zdaniem rzekomi naoczni świadkowie mogą mówić prawdę? Czy ludzkość już od dawna jest  w posiadaniu tak zaawansowanej technologii?


Źródła: thetruthbehindthescenes/greatdreams/bibliotecapleyades

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/06/projekt-pegasus-czyli-podrozowanie-na.html

piątek, 14 czerwca 2013

Naukowcy z CERN poszukują pierwszej strony WWW dodanej w Internecie

Naukowcy z Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN) ciężko pracują nad tym, aby odkryć pierwszą dodaną na świecie stronę WWW. Napotykają jednak na liczne trudności m.in. ze względu na charakter w jaki sposób dane w Internecie są udostępniane. Czy mogą liczyć na sukces?

fot. news.bbcimg.co.uk/
Naukowiec Dan Noyes, który nadzoruje stronę internetową samego CERN, ma za zadanie odkryć teraz "pierwszą i oryginalną stronę internetową". "Bez względu na to, jak dużo danych przejrzymy i przeanalizujemy, nigdy nie będziemy mogli być pewni tego co uznamy za niewątpliwy fakt", podkreśla Noyes. "Postaramy się jednak chociaż zbliżyć do tego co nazywamy pierwszą stroną WWW w historii Internetu", dodaje. 

Najlepsi informatycy zauważają, że pojęcie najwcześniejszej strony na świecie jest "trochę dziwne". Sprawa nie jest tak łatwa jak np. w odniesieniu do książki, która ściśle istnieje w czasie. Natomiast w przypadku Internetu, dane są nieustannie nadpisywane i zapętlane. Do pewnego stopnia poszukiwanie pierwszej strony internetowej staje się zatem daremne. 

Nie bez powodu poszukiwaniem "prastrony" zajmuje się CERN. Instytucja ta posiada ogromny wkład w rozwoju sieci. Wystarczy przypomnieć, że Timothy Berners-Lee, współtwórca i jeden z pionierów usługi WWW, przez półtora roku pracował jako konsultant w CERN. To właśnie jego praca dała podstawy dla obecnej idei World Wide Web.

Pierwszą opublikowaną przez Tima Bernersa-Lee stroną WWW była http://info.cern.ch (nadal jest czynna!). Strona przez wiele lat oficjalnie uważana była za pierwszą w historii sieci, jednak dziś zarówno jej założyciel, jak i sam CERN mają co do tego uzasadnione wątpliwości. "Poszukiwanie pierwszej na świecie strony internetowej przypomina mi główny cel CERN. Jest nim nie tylko poszukiwanie początków naszego wszechświata za pomocą Wielkiego Zderzacza Hadronów, ale także poszukiwanie początków naszej działalności w przestrzeni WWW", podkreśla wybitny programista Berners-Lee. 

Czy Waszym zdaniem wątpliwości naukowców z CERN są uzasadnione? A może sami macie pomysł na pierwszą w historii stronę WWW?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

Znamy już listę nagrodzonych w konkursie!


W dniu dzisiejszym odbyło się kolejne losowanie unikatowych nagród spośród wszystkich osób, które zakupiły książkę "Kod Władzy" poprzez system mikropłatności na blogu.


Listę nagrodzonych osób zamieszczamy poniżej.


Voucher dla 2 osób uprawniający do darmowego noclegu na Zamku Korzkiew:

Ewa Siwiec

Książka "Kod Władzy: Tajemnica czternastej bramy" ze specjalną dedykacją Autora:

Rafał Bliner

Agnieszka Matocha

Marta Stanek

Łukasz Krawczyk

Tomasz Marzec

Wszystkim zwycięzcom serdecznie gratulujemy! Skontaktujemy się z Wami niezwłocznie i przekażemy szczegóły co do odbioru nagrody.

Kolejne losowanie odbędzie się już w lipcu! Przypominamy także o nagrodzie specjalnej - podwójnej wycieczce do Wenecji (losowanie odbędzie się w ostatnich dniach czerwca).

Zachęcamy do lektury powieści "Kod Władzy" i brania udziału w konkursie. 

czwartek, 13 czerwca 2013

UE i Chiny toczą subtelną wojnę handlową

W tym tygodniu eurokratom udało się zrazić jednego z największych partnerów handlowych Unii Europejskiej - Chiny. Wszystko za sprawą importowanych chińskich paneli słonecznych na które Komisja Europejska postanowiła nałożyć "tymczasowe cła karne". Odpowiedź Pekinu była szybka i jednoznaczna: pojawią się sankcje na europejskie wina sprzedawane w Państwie Środka... Czy spór handlowy na linii UE-Chiny ma charakter jedynie tymczasowy i kogo dotknie najbardziej?

Czy francuskie wino stanie się symbolem poważnej
wojny handlowej między UE a Chinami?
(fot. qzprod.files.wordpress.com)
Sprawa paneli słonecznych z szerszej perspektywy stała się tak drobna, że ​​nawet kraj, który spór rozpoczął - Niemcy, nie uczestniczył w późniejszej walce i dyskusji na ten temat. Jedynie Francja, która najbardziej ucierpi na zapowiadanych przez Chiny sankcjach na wina, nie ukrywa swojego rozgoryczenia i braku rozwagi ze strony europejskich partnerów. 

Komisarz UE ds. handlu Karel de Gucht obalił tezę, że jego misja wdrażania chińskich restrykcji ma być jedynie "osobistą kampanią". Unijny polityk tłumaczył się działaniem na rzecz europejskiego przemysłu, podkreślając, że "przez pierwsze dwa miesiące karne cła na chińskie panele słoneczne będą wynosić 11,8% a po 6 sierpnia - jeśli nie dojdzie do polubownego rozwiązania sporu - stawka ta wzrośnie aż do 47,6%".

Pozornie błaha regulacja, która ma dać chwilę wytchnienia europejskim producentom paneli słonecznych, wywołać może falę podwyżek chińskiego producenta na różne dobra. Prognozuje się, że niekorzystne zmiany cen dotkną przede wszystkim regionów, w których konkurencja względem towarów z Pekinu została już dawno skutecznie wyeliminowana. 

Krytycy działań UE obawiają się zwłaszcza ograniczenia importu europejskich towarów przez chiński rynek. Jak się bowiem okazuje, eksport UE do Chin tylko w ubiegłym roku rozwinął się o 5,6%. To wzrost, który jest bardzo potrzebny zwłaszcza w czasach recesji i gwałtownego wzrostu bezrobocia w Europie. Chiny na arenie międzynarodowej czują się jednak coraz pewniej i konsekwentnie stają się "kapryśne i jednostronne"... 

Czy Waszym zdaniem UE powinna wprowadzać tego typu restrykcje względem Chin? I czy nie jest na nie już za późno?


Źródła: euexaminer/stratrisks/dailymail

Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.
http://www.orwellsky.blogspot.com/2013/06/ue-i-chiny-tocza-subtelna-wojne-handlowa.html

środa, 12 czerwca 2013

Edward Snowden: czy ktoś pomógł mu ujawnić totalną inwigilację?

Człowiek, który niedawno ujawnił, że rząd USA kontroluje miliony e-maili, czatów i rozmów, w poniedziałek wymeldował się z hotelu w Hongkongu i do tej pory nikt nie wie co z nim się stało. Autor jednego z największych przecieków w historii amerykańskiego wywiadu podał, że Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) za pomocą tajnego programu PRISM zbiera informacje o użytkownikach internetowych produktów takich jak Google, Skype, czy Facebook. Czy ktoś mógł pomóc mu w ujawnieniu tej tajemnicy?

fot. fbexternal-a.akamaihd.net
Nie milkną głosy, które podkreślają, że działania Snowdena zarządzane były przez zewnętrzną grupę ludzi. On tylko znalazł się "we właściwym miejscu i o właściwym czasie", aby jako narzędzie odsłonić największe tajemnice amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Snowden ujawniając szczegóły inwigilacji, naraził na uszczerbek współpracę pomiędzy NSA a największymi firmami technologicznymi, które od tej pory rozważniej będą przystępować do szeroko rozumianej "sfery wywiadowczej".

W świecie globalnego nadzoru, w związku ze sprawą ujawnienia tajemnic NSA przez Edwarda Snowdena, wiele pytań pozostaje nadal bez odpowiedzi. Najważniejsze z nich dotyczą celu wykorzystywania gromadzonych przez NSA danych, źródeł finansowania projektu PRISM oraz kwestii ewentualnej ekstradycji agenta przez Chiny do Stanów i uznania go za "potencjalnego terrorystę". 

Jednak najważniejsze pytanie brzmi: czy Snowdenowi mógł ktoś pomagać? Nie od dziś wiadomo, że dwie największe amerykańskie agencje CIA i NSA trwają w wewnętrznej wojnie. Głównym powodem sporu jest rozstrzygnięcie, kto jest "królem" amerykańskiego wywiadu. Snowden, jako były agent CIA, mógł być "człowiekiem CIA w NSA". W całej akcji mogło więc uczestniczyć CIA, pomagając Snowdenowi uzyskać dostęp do najtajniejszych plików. 

Inni podkreślają, że w aferze uczestniczyć mogli dwaj najwięksi potentaci finansowi - Goldman Sachs oraz JP Morgan. Obie firmy posiadają ogromne wpływy na szczytach władzy, a z racji obracania bilionami dolarów, traktują amerykańską gospodarkę jako swój "prywatny folwark". W końcu istnieją opinie argumentujące kontrolowanie przecieku przez Chiny, które występuje dziś w roli "opiekuna" znienawidzonego przez Stany agenta. Pekin tym samym miałby pokazać, że USA jako państwo demokratyczne stosuje te same, a nawet gorsze techniki inwigilacji obywateli. 

Czy Waszym zdaniem Edward Snowden mógł działać w pojedynkę? I czy jeszcze kiedykolwiek o nim usłyszymy?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

Kolejne losowanie nagród już w najbliższy piątek!

Przypominam, że w najbliższy piątek odbędzie się kolejne losowanie wyjątkowych nagród spośród wszystkich osób, które zakupiły książkę "Kod Władzy" w dowolnym formacie poprzez system mikropłatności na blogu.


Do wygrania dwuosobowy nocleg na Zamku Korzkiew, na którym Victor Orwellsky pisał obszerne fragmenty swojej powieści oraz pięć książek "Kod Władzy: Tajemnica czternastej bramy" ze specjalną dedykacją Autora!

Ze zwycięzcami skontaktujemy się osobiście, lista osób zostanie podana także na blogu.

Kolejne losowanie nagród odbędzie się już w lipcu!

Przypominamy także o nagrodzie specjalnej - podwójnej wycieczce do Wenecji (losowanie odbędzie się w ostatnich dniach czerwca). 

wtorek, 11 czerwca 2013

Deutsche Bank otwiera 200-tonowy magazyn złota w Singapurze!

Deutsche Bank uruchomił właśnie swój drugi największy skarbiec złota w Singapurze, który pomieścić może nawet do 200 ton tego cennego kruszcu. Tym samym zasadnym staje się teza, że nieustannie (pomimo odmiennych głosów) rośnie na nie globalny popyt. Dlaczego Niemcy wciąż stawiają na złoto, czy wiedzą coś o czym my nie wiemy?

fot. comesingapore.com
Ostatnio komentowałem fakt, że Niemcy ściągają do kraju swoje rezerwy złota. 3400 ton złota o wartości ponad 150 miliardów euro do 2020 roku ma być przechowywanych wyłącznie przez Bundesbank (Niemiecki Bank Federalny). Obecnie dwie trzecie niemieckich rezerw złota znajduje się za granicą, głównie w Londynie, Paryżu i Nowym Jorku. 

Dziś Deutsche Bank otwiera ogromny skarbiec w Singapurze. Dlaczego właśnie tam? Singapur to miasto-państwo położone w pobliżu południowego krańca Półwyspu Malajskiego, w południowo-wschodniej Azji. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Singapur jest najbardziej, po Japonii, rozwiniętym państwem Azji (zaliczany do tzw. "azjatyckich tygrysów"). 

"Widzimy coraz większe zainteresowanie fizycznym zakupem złota w celach inwestycyjnych", mówi Mark Smallwood, dyrektor planowania Deutsche Asset & Wealth Management dla regionu Azji i Pacyfiku. Tradycyjne magazyny niemieckiego złota znajdują się w Londynie, Zurychu i Nowym Jorku, jednak Deutsche Bank dostrzega silną potrzebę dywersyfikacji swoich zasobów. 

"Dziś stawiamy na Azję. Wierzymy, że Singapur jest dobrze przygotowany do roli jednej z najważniejszych platform transakcyjnych", dodaje dyrektor Smallwood. Skarbiec w Singapurze jest drugim największym w posiadaniu Deutsche Bank, zaraz po Londynie. Należy dodać, że finansowy lider JP Morgan otworzył podobny obiekt w Singapurze już w 2010 roku.

Czy Waszym zdaniem złoto nadal pozostaje "najpewniejszym kruszcem"?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Broń genetyczna: czy mamy czego się obawiać?

W 1997 roku dr Wayne Nathanson ostrzegał, że "terapia genowa może być podstępnie włączana do wszelakich zastosowań i doprowadzić do tzw. broni genów". Jej atutem miałoby być potencjalne wykorzystanie przeciwko konkretnym osobom, posiadającym "właściwą" strukturę genetyczną, która reagowałaby na użytą broń. Na czym polega trzymana w tajemnicy technologia?

fot. ww1.prweb.com
Dr Nathanson podkreślał, że "genetycznie oddziałujące substancje wykorzystywane są dziś nie tylko na polu walki w gazie czy aerozolu, ale także mogą być dodawane do dostaw wody, powodując nie tylko śmierć, ale bezpłodność czy wady wrodzone u wybranych grup społecznych". Jednak kilkadziesiąt lat przed głośnym ostrzeżeniem Nathansona, inny badacz alarmował, że "rząd USA ciężko pracuje, aby znaleźć etnicznie właściwą broń".

W artykule zatytułowanym "Ethnic Weapons" opublikowanym w "Przeglądzie Wojskowym" z 1970 roku, autor Carl A. Larson informuje o stanie technologii wspomagającej kontrolowanie określonych grup etnicznych za pomocą tajnej broni. Larson pisze: "Otoczeni chmurami tajemnicy, rządowi eksperci systematycznie poszukują nowych środków obezwładniających i modyfikujących nasze parametry genetyczne". 

Początkowo Carl A. Larson uważał, że broń tego rodzaju ma mieć minimalne zastosowanie, z czasem jednak odszedł od tego poglądu i mówił o "tajnych działaniach w celu masowej zagłady". Larson kończy swój wywód stwierdzeniem, że "proces enzymatyczny właściwy do produkcji RNA był znany już od kilku lat, ale dopiero teraz zostały ujawnione czynniki, które regulują inicjację i specyfikę enzymów życia". "W ten sposób, nasze funkcje organizmu leżą gołe do ataku", dodaje badacz. 

Genetycy utrzymują, że rozwój "broni etnicznej" jest rzeczywiście znacznie trudniejszy niż stworzenie tego samego narzędzia przeciwko konkretnej osobie. Różnice między grupami są znacznie mniejsze niż różnice pomiędzy jednostkami, a zatem stworzenie genetycznej broni dla głowy państwa czy prezydenta jest dużo mniej wymagające niż stworzenie takiej broni, która zagrażałaby całemu społeczeństwu.

Czy Waszym zdaniem broń genetyczna jest już wykorzystywana? I w jakich obszarach może być najchętniej wykorzystywana?



Twórcą artykułu jest Victor Orwellsky, autor powieści "Kod Władzy". Powielanie treści artykułu bez podania źródła jest zabronione.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf