sobota, 19 lipca 2014

Przypominamy: Cywilizacja Matrixa

Czy dobrze widzimy w jakim świecie żyjemy? Czy rzeczywistość jaka nas otacza jest na pewno taka jak ją widzimy? A może wszyscy jesteśmy oszukiwani i niczym Neo czekamy na okazję by od Morfeusza dostać pigułkę, która otworzy nam oczy? 


Wciąż jednak żywy pozostaje wątek poruszany w niezliczonej ilości filmów i powieści science fiction dotyczący potencjalnego buntu maszyn. Czy zagadnienie to pozostaje czystą fantastyką? A może niepostrzeżenie, tylnymi drzwiami przedostaje się do naszego życia? 


Wyjrzyj przez okno. Wasz czas już przeminął. Przyszłość należy do nas. Nastała nasza era.
Agent Smith (Matrix)


czwartek, 17 lipca 2014

Czy Kalifornia się podzieli?

Za duża, źle zarządzana a przy tym bardzo bogata. Mieszkańcy Kalifornii chcą by ich stan uległ podziałowi na sześć mniejszych podmiotów, którymi będzie znacznie łatwiej zarządzać. 

źródło: Six Californias

Jeśli w 2016 roku wynik głosowania będzie pozytywny to być może już niedługo zamiast Kalifornii na mapie pojawią się mniejsze, zupełnie nowe stany. Do tej pory udało się już zebrać ponad 808 tysięcy podpisów za przeprowadzeniem głosowania nad podzieleniem najbogatszego stanu USA ( i równocześnie jednego z najbogatszych państw świata) na sześć odrębnych tworów: 
  • Jefferson, 
  • Północną Kalifornię, 
  • Dolinę Krzemową, 
  • Środkową Kalifornię, 
  • Zachodnią Kalifornię 
  • Kalifornię Południową 
Dlaczego akurat sześć? Zwolennicy pomysłu argumentują, że stan w swoich obecnych granicach jest zdecydowanie za duży i jego władze nie są w stanie skutecznie zarządzać tak dużym obszarem liczącym 38 milionów obywateli. Z tego też powodu postulują oni podzielenie Kalifornii na mniejsze organizmy, którymi będzie można znacznie łatwiej administrować, organizmy te byłyby podzielone według naturalnych granic historycznych i geograficznych. 


Jak twierdzi lider tej inicjatywy Roger Salazar "jest to ważne, ponieważ pomoże nam to stworzyć bardziej elastyczny, innowacyjny i bardziej lokalny rząd, co ostatecznie przełoży się na poprawę życia wszystkich Kalifornijczyków". Pomysł popiera i pomaga finansowo miliarder Tim Draper, który majątek zgromadził dzięki inwestycjom w tak udane start upy jak Skype czy Hotmail. Uważa on, że w chwili obecnej Kalifornia jest najgorzej zarządzanym stanem w kraju i głosowanie jest początkiem długiej kampanii mającej zmienić ten stan rzeczy. W chwili obecnej 59 procent Kalifornijczyków jest przeciwnych podziałowi. 


środa, 16 lipca 2014

Czipy, które "wgrają" w Twój umysł sztuczne wspomnienia

Dzisiejsza technologia nie nadążą za etyką o czym możemy się przekonać przyglądając się najnowszym projektom nad jakimi pracują takie agencje jak DARPA i firmy prywatne jak Google. Już wkrótce bowiem przy pomocy czipów będzie można zapisać w umyśle człowieka wspomnienia o wydarzeniach, których ten nigdy nie przeżył.

fot. Obscenity/sxc.hu


Zaledwie 1,5 miesiąca temu na blogu "Kod Władzy" opisywane były prace nad technologią, która przy pomocy czipów umieszczanych w mózgach żołnierzy pozwoli leczyć traumy i koszmary z pola walki. Okazuje się jednak, że nie jest to jedyny projekt tego typu jaki realizuje często tutaj opisywana agencja DARPA. Równolegle prowadzone są badania nad innym (?) rodzajem czipu, który będzie w stanie usunąć prawdziwe wspomnienia i zamiast nich wszczepić sztuczne. 

Żyjemy w złotej erze badań nad pamięcią, dzięki niej będziemy w stanie poprawić pamięć, ale też, w razie potrzeby zastąpić wspomnienia innymi - mówi Joseph LeDoux w wywiadzie dla MIT Technology Review. Naukowiec, który powiązany jest także z rządową agencją DARPA przyznał, że pracują obecnie nad urządzeniami, dzięki którym cały nasz świat będzie można zaprogramować a jeśli wspomnienia będą nie odpowiadać nam (lub naszym wrogom), wówczas wystarczy "wpisać" w umysł zastępczą pamięć. 

Mimo, że badacz przyznaje, iż cała sprawa może mieć ogromne konsekwencje etyczne a także stanowić zagrożenie dla wielu ludzi, jest on skłonny podjąć ryzyko i kontynuować swoją pracę. DARPA nie jest z resztą jedyną organizacją, która pracuje nad podobnymi rozwiązaniami. Podobny projekt ma również Google, który z resztą zatrudnia byłych pracowników DARPA, z Reginą Dugan na czele, która w zeszłym roku przyznała, że jej firma chce w przyszłości wprowadzić specjalną tabletkę, dzięki której przez cały dzień ciało człowieka, który ją zażył stanie się wielkim nadajnikiem, który będzie gromadzić dane magazynowane następnie na serwerach Google. Tabletki mają też służyć identyfikacji, ale z pewnością znajdą one zastosowanie również w celach komercyjnych. Być może dzięki nim będzie można jeszcze lepiej kierować do nas reklamy? Tylko jeśli to będzie możliwe, to kto nam zagwarantuje, że wkrótce ktoś nie zechce połączyć ze sobą tabletki identyfikacyjnej Googla ze sztucznymi wspomnieniami DARPA?




wtorek, 15 lipca 2014

Zimna wojna w Akrtyce: Norwegia inwestuje w okręt szpiegowski

Cenne zasoby Arktyki kuszą wiele państw, nawet pokojowo nastawione kraje, jak Kanada i Norwegia inwestują pokaźne kwoty w rozbudowę swoich flot i zabezpieczenia prac wywiadu.

fot. stratrisks


Topniejące lody Arktyki otwierają nowe szlagi handlowe oraz dostęp do do tej pory niedostępnych cennych złóż. Siłą rzeczy wywołuje to zainteresowanie ze strony światowych potęg oraz państw, których wody terytorialne znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie tych terenów. Wśród nich jest między innymi Norwegia, której marynarka powoli włącza się toczoną na dalekiej północy zimną wojnę wydając blisko 250 milionów dolarów na specjalną łódź szpiegowską.

Początkiem marca opuściła ona stocznię w Rumunii i przez cieśninę Bosfor udała się w kierunku bazy wojskowej Alesund mieszczącej się na północ od Oslo. Tam, po jej przybyciu pracownicy norweskiego wywiadu wyposażą ją w supernowoczesny sprzęt szpiegowski.

Łódź ma być w pełnej gotowości w 2016 roku i być wykorzystywana przez norweski wywiad wojskowy przede wszystkim do śledzenia poczynań Rosji, która postrzegana jest jako najgroźniejszy i najbardziej nieprzewidywalny rywal na północy. "Władze polityczne oczekują dokładnego opisu sytuacji jaka panuje w tym regionie" powiedział w wywiadzie generał porucznik.Kjell Grandhagen, dodając, że Moskwa przejawia dużą aktywność w okolicach Arktyki pragnąc zabezpieczyć tamtejsze złoża ropy i gazu.

Norwegia nie jest jedynym pokojowo nastawionym krajem, który w ostatnim czasie przejawia chęć rozbudowy floty. Podobne decyzje zapadają również w Kanadzie, gdzie planowane jest zwodowanie od sześciu do nawet ośmiu okrętów patrolowych, których koszt ma wynieść aż 7,4 miliarda dolarów!

Władze Kanady mają jednak powody do obaw, w ostatnim czasie na 20 lata więzienia skazano oficera marynarki, któremu odowodniono szpiegowanie na rzecz Rosji, zaś w grudniu policja aresztowała w Toronoto pracownika jednej z firm mającego dostarczyć Chińczykom cennych informacji na temat budowanej floty. Według służb wywiadu, w Kanadzie dostrzega się w ostatnim czasie aktywność szpiegów porównywalną z czasami Zimnej Wojny.



poniedziałek, 14 lipca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy" rozdział 41 Bazylika św. Piotra, Watykan

Kolejka do konfesjonału była długa. Stojący w niej ludzie czekali cierpliwie, aż przyjdzie ich czas. Czas wyznania największych tajemnic. Czas zrzucenia z siebie odpowiedzialności oraz nadziei na wymazanie zdarzeń określanych przez ich wiarę mianem grzechu. Spowiedź odbyta w tym miejscu miała szczególne znaczenie. Oczyszczała. Przynosiła ulgę.


Bazylika wypełniona była setkami turystów. Podchodzili pod posąg św. Piotra, by natchnąć się mistyczną przepowiednią, wyrazić swoje pragnienia. Po dotknięciu stopy świętego przechodzili dalej, gubiąc się w ogromie monumentalnego wnętrza.

Przesuwający się powoli, szeroki strumień tysięcy ludzi ożywiał to szczególne dla świata miejsce. Płynął niczym krew dostarczająca tlenu.
Ksiądz w konfesjonale wsłuchiwał się w szept spowiadających się ludzi. Siedział z pochyloną głową. Jego nieruchome, przymknięte powieki i spoczywające na kolanach złożone ręce, stwarzały wrażenie, jakby pochylał się nad każdym kierowanym do niego słowem. Czasem ożywiał się, zwracając twarz w kierunku spowiadającego się. Mówił mało, niezbyt głośno. Gest ręki wykonujący znak krzyża kończył krótkie spotkania.
Odchodzili od konfesjonału wyprostowani, pokrzepieni. Szli do ławek lub klękali na marmurowej posadzce. Modlili się.
Ksiądz wstał. Wyszedł z konfesjonału. Stanął twarzą do oczekujących ludzi.
– Muszę przerwać spowiedź – zwrócił się do nich. – Musicie mi wybaczyć. Przejdźcie obok – wskazał ręką. – Przepraszam.
Wyszedł przed bazylikę. Spojrzał przed siebie. Ostre słońce oślepiło go. Zasłonił oczy ramieniem.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – usłyszał niski, męski głos.
Odsunął rękę. Przed nim, stopień niżej, stał nieznajomy mężczyzna.

– Na wieki wieków. Amen – odpowiedział.
– Nie przyszedłem do spowiedzi. Czekałem tutaj.
– Nie chcesz się spowiadać? To co tu robisz? – zapytał spowiednik.
– Przyjechałem z Wewelsburga.
– Rozumiem. Czy chcesz mi coś przekazać?
Zapadła cisza.
– Zostałem przysłany…
– Wiem – przerwał.
– Niezbędne są pewne informacje…
– Jakie? – zapytał krótko.
– Chodzi o księży… chodzi o księży – powtórzył klęczący człowiek – którzy mieli intymne relacje z osobami, z którymi się kontaktowali…
– Z kobietami?
– Nie.
– Rozumiem.
– Z pewnością są w jakimś archiwum.
– Z pewnością. Znajdę je. Muszę mieć trochę czasu. Proszę przyjść za tydzień. Tu i o tej samej godzinie.
– Dobrze, będę za tydzień.
Rozstali się. Ksiądz odszedł. Skierował się w kierunku budynków mieszkalnych.
Przechodząc przez watykańskie korytarze, zastanawiał się nad zadaniem, którego treść przekazał mu nieznajomy.
Nie zadawał pytań o sprawy, które kazano mu załatwiać. Złożył przysięgę organizacji i był jej wierny. Starał się wypełniać swoje obowiązki bardzo sumiennie. Kierował się pozornie oczywistą zasadą: im mniej wiesz, tym mniej zaszkodzisz sobie i innym. Ponosił ryzyko, wypełniając swoją misję.
Wiele lat temu ktoś, kto uratował mu wówczas życie, zachęcił go do współpracy z pewną grupą ludzi. Był młodym człowiekiem. Czuł się zobowiązany. Imponowała mu świadomość obecności wpływowych przyjaciół. To dzięki nim robił karierę w Watykanie. Dzięki nim tam się dostał.
– Szczęść Boże – usłyszał głos.
Spojrzał na przechodzącego mężczyznę.
– Szczęść Boże – odpowiedział.
Przechodzący człowiek zatrzymał się. Był to osobisty lekarz papieża.
– Czy przeziębienie księdzu już minęło? – zapytał uprzejmie.
– Dzięki Bogu czuję się znacznie lepiej. – Uśmiechnął się. – Bardzo dziękuję za troskę.
– Proszę pamiętać, zdrowie przede wszystkim. Nie należy się przemęczać – odparł życzliwie lekarz.
Ksiądz pokiwał głową.
– Staram się. Jednak… nie zawsze mi wychodzi.
Lekarz roześmiał się.
– Potrzebni jesteśmy tu, na ziemi. Tam – wskazał na niebo widoczne zza okna – wielu jest takich, których nie trzeba zastępować.
– Święte słowa, muszę to sobie codziennie powtarzać.
– Otóż to, modląc się za innych, warto pamiętać o sobie. Pójdę już, obowiązki wzywają. Z Panem Bogiem.
Ksiądz ukłonił się na pożegnanie. Rozeszli się.
Lubił tego człowieka. Był zawsze pogodny. Dla wszystkich życzliwy. Gotowy w każdej chwili pomóc. Znał tajemnice wielu watykańskich urzędników. Radzili się go. Mogli liczyć na jego bezinteresowną pomoc.
Ksiądz udał się w kierunku prywatnych apartamentów papieża.

piątek, 11 lipca 2014

[Infografika] Największe potęgi militarne na świecie. Polska 18.!

Magazyn Business Insider dokonał interesującego zestawienia 50 czynników, które wpływają na potencjał zbrojny poszczególnych państw świata. Global Firepower Index nie uwzględnia jednak ilości głowic nuklearnych, nie dyskryminuje również państw pozbawionych dostępu do morza za nie posiadanie marynarki wojennej. Pierwsza trójka w tym zestawieniu nie zaskakuje, USA, Rosja i Chiny to główni światowi gracze i każdy musi się liczyć z ich stanowiskiem. Z pewnością zaskakuje względnie wysoka pozycja Polski. Uwzględniając Turcję i Rosję Polska posiada 6. pod względem siły wojsko w Europie. Imponujące, prawda?




czwartek, 10 lipca 2014

Niemcy: główny przestawiciel amerykańskiego wywiadu proszony jest o opuszczenie kraju!

Na żądanie władz Niemcy zmuszony będzie opuścić rezydent ambasady amerykańskiej odpowiedzialny za sprawy wywiadowcze.

fot. Wikipedia


Tak poważnego zgrzytu na linii Berlin-Waszyngton nie było już dawno. Jak poinformował rzecznik prasowy niemieckiego rządu Steffen Seibert do przedstawiciela amerykańskich służb wywiadowczych przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych władze federalne wystosowały żądanie by ten opuścił Niemcy. Jak podaje The New York Times głównym powodem ma być niechęć do współpracy i naprawienia szkód do jakich doszło w wyniku ujawnienia informacji, że wśród podsłuchiwanych przez National Security Agency polityków była również kanclerz Angela Merkel.

Od tego czasu Niemcy domagali się wyjaśnień i gwarancji, że skończą się jakiekolwiek próby szpiegostwa, o czym zapewniał nawet prezydent Barack Obama. Tak się jednak najwyraźniej nie stało, gdyż w ciągu zaledwie kilku ostatnich dni aresztowano jedną i przeszukano mieszkanie kolejnej osoby podejrzanej o szpiegowanie na rzecz Stanów Zjednoczonych. Według niemieckich mediów podejrzani pracowali dla Ministerstwa Obrony, a jeden z nich skopiował dla Amerykanów około 218 dokumentów.

Ta liczba nie jest być może aż tak poważna, tym bardziej, że podejrzany był pracownikiem jedynie średniego szczebla i nie miał dostępu do najtajniejszych informacji. Mimo wszystko jednak tego typu wydarzenia i to w krótkim czasie i w zaledwie rok po aferze z podsłuchami mocno zaszkodziły amerykańsko-niemieckiemu sojuszowi. Dodajmy przy tym, że te oficjalne doniesienia to nie wszystkie o jakich możemy mówić w kontekście podsłuchów i szpiegostwa w sieci. W ciągu zaledwie 3 lat to głównie niemieckie organizacje hackerów i stowarzyszenia zajmujące się bezpieczeństwem w sieci ujawniły wiele podejrzanych systemów i wirusów, które szpiegowały internautów. Dziwnym trafem wiele z nich komunikowało się ze Stanami Zjednoczonymi.
 


środa, 9 lipca 2014

Bitcoin wspiera terroryzm? Kontrowersyjne tezy na blogu ISIS, których nikt nie zobaczył

Jak twierdzi portal telewizji Sky News na blogu powiązanym z organizacją Islamskie Państwo Iraku i Syrii (ISIS) nawołuje do wykorzystania kryptowalut jako sposobu udzielania wsparcia organizacjom prowadzącym dżihad.
http://cryptocoinchronicle.com


W artykule zatytułowanym “Bitcoin and the Charity of Violent Physical Struggle” anonimowy bloger wskazuje na potencjał jaki niosą ze sobą bitcoin i inne kryptowaluty oraz zapewniający znacznie większą anonimowość system Dark Wallet (o którym pisałem kilka tygodni temu we wpisie "Dark Wallet, czyli technologia prania pieniędzy za pomocą bitcoina"). Dzięki nim osoby chcące wesprzeć ISIS i "świętą wojnę muzułmanów" może przekazać pieniądze w postaci wirtualnej waluty pozostając przy tym zupełnie nieznanym dla służb wywiadowczych.

"System ten ma potencjał ponownego ożywienia zapomnianej sunny mówiącej o wspieraniu mudżahedinów, jest on prosty, łatwy w użyciu, prosimy Allacha aby sprawił, że będziemy mogli szybko z niego skorzystać"

- pisze autor artykułu, który ma uchodzić za kontrowersyjny. Prawda jest jednak taka, że w cytowanych fragmentach nie ma niczego kontrowersyjnego, na blogu "Kod Władzy" wielokrotnie wspominałem, że bitcoin był i będzie wykorzystywany przez osoby, które nie chcą korzystać z tradycyjnych metod transferu pieniędzy. To dotyczy również organizacji terrorystycznych i islamskich, tak więc odkrycie tej możliwości przez anonimowego publicystę nie jest niczym zaskakującym.

Zastanawiające jest jednak co innego, otóż jak piszą autorzy tego doniesienia artykuł miał się rzekomo pojawić na łamach opartego na Wordpressie bloga, który pierwotnie miał mieć formę papierowego magazynu. Jednak ani na stronie Sky News ani w Google nie ma nigdzie podlinkowanego oryginalnego wpisu. Po wpisaniu tytułu tego artykułu jedynie co znajdujemy to odnośniki do artykułu Sky News. Czy autor mógł ściągnąć wpis z sieci? To jest możliwe, ale co by mu to dało? Skoro chciał rozpocząć działalność wydawniczą to właśnie Sky News zapewniło mu darmową reklamę. Co jednak jeśli ów wpis nigdy się nie pojawił? Wówczas w sieć idzie sygnał: bitcoin jest zły i wspiera terroryzm. Czy o to właśnie chodzi?



wtorek, 8 lipca 2014

Jak zwrócić na siebie uwagę NSA i wywiadu? Korzystaj z TORa!

Upadł kolejny mit na temat bezpieczeństwa w internecie, popularna sieć umożliwia ukrywanie tożsamości okazała się być pod kontrolą amerykańskich służb wywiadowczych. 
 


Brzmi to dziwnie, zważywszy na fakt, że sieć TOR postrzegana jest właśnie jako główne narzędzie mające sprzyjać zachowywaniu anonimowości w sieci. Tak się jednak składa, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku internetu, sieć TOR powstała dzięki wojsku i również wojsko opracowało metody obchodzenia jej zabezpieczeń a następnie lokalizowania pragnących ukryć swoją tożsamość internautów.

TOR powstała na początku lat 90-tych w U.S. Naval Research Laboratory w celu umożliwienia pracownikom rządowym ukrywania miejsca, w którym aktualnie przebywają oraz kim są w rzeczywistości. Wkrótce jednak technologia ta stała się dostępna również dla cywili zyskując duża popularność szczególnie w środowiskach internetowych piratów i osób pragnących zachować swoją tożsamość w tajemnicy. To, czego do niedawna nie wiedzieliśmy to fakt, że NSA dysponuje technologią zwaną XKeyscore.

Została ona wykryta przez niemieckich sympatyków sieci TOR, którzy opublikowali swoje odkrycie na łamach magazynu Taggeschau. Okazało się, że podczas przeglądania kodu źródłowego znaleźli oni dwa serwery będące pod ciągłą obserwacja National Security Agency. Według informacji zawartych w kodzie dane zawarte w emailach i zapytaniach podlegały dokładnej inspekcji a następnie były najprawdopodobniej magazynowane przez NSA. Logowanie się do sieci TOR spoza pięciu krajów będących współpracownikami NSA (m.in. USA, Kanada) było automatycznie rejestrowane i archiwizowane przez wspomniane serwery.

źródło: DefenseOne

poniedziałek, 7 lipca 2014

Fragment powieści "Kod Władzy" rozdział 40: Zamek Czocha, Polska


Zwiedzanie zamku trwało dobrą godzinę. Grupa turystów rozeszła się przed recepcją hotelową. Marc z Monik zostali sami.
– Co robimy? – zapytała.
Zastanawiał się przez chwilę. Spojrzał na plan zamku wiszący na ścianie.
– Gdy wchodziliśmy na wieżę, widoczny był wewnętrzny dziedziniec. Stały na nim parasole. Chodźmy tam, zapraszam cię na lody.
– Na lody? Chodźmy! – ucieszyła się Monik i mocno złapała Marca za rękę.
Rozejrzeli się dookoła. Poszli wewnętrzną drogą przechodzącą przez salę z ogromnym kominkiem. Kręte schody prowadziły na dolny poziom.
Znaleźli się w kawiarnianej sali. Podeszli do dużego baru. Poprosili o lody i dwie białe kawy. Przyjmujący zamówienie, ubrany w czarny garnitur kelner, wskazał im miejsce na małym, zatopionym pomiędzy wysokimi murami dziedzińcu.
Wyszli na zewnątrz. Nad nimi wisiały przyklejone do muru, drewniane schody prowadzące do wieży.
Na dziedzińcu stało sześć stolików pod zielonymi parasolami z reklamą miejscowego piwa.
Przy jednym z nich siedziała para w średnim wieku. Kobieta miała rude włosy niedbale upięte w kok, które przez swą długość zsuwały się po ramionach na plecy. Szczupła, z drobnymi piegami na twarzy, miała na sobie podkoszulek i płócienne spodnie w wojskowych kolorach.
On, krótko obcięty, równie szczupły jak jego partnerka, ubrany był w strój w kolorze pustynnego piasku. Spodnie przykrywały solidne buty służące do pieszych wędrówek.
Ich głośna rozmowa prowadzona w języku angielskim została przerwana wejściem Marca i Monik. Usiedli przy stoliku obok. Monik wyciągnęła się wygodnie na drewnianym krześle i wystawiła twarz do słońca. Marc rozejrzał się dookoła. Obok stała kamienna studnia.
– Spójrz – Marc wskazał studnię ręką. – Czy to nie o niej mówiła przewodniczka?
– Proszę pana – powiedziała z udawaną powagą Monik, udając tembr głosu trochę jak dla niej za sztywnej przewodniczki, z którą rozstali się przed chwilą. – Zamek Czocha, podobnie jak większość zamków, ma swoje legendy. Mówi się, że nocą przechadza się po nim Biała Dama, brzęcząc monetami. Przy odrobinie szczęścia można również zobaczyć Czarnego Rycerza. Najbardziej niesamowite historie związane są ze studnią. Studnia ta znajduje się na zamkowym dziedzińcu, niedaleko wejścia do kawiarni „Grota”. Jej nazwa – Studnia Niewiernych Żon – pozwala domyślać się okrutnej tajemnicy, jaką kryje. Historia studni sięga czasów, gdy zdrada małżeńska była surowo karana i piętnowana. Legenda głosi, że panujący na zamku Czocha przez stulecia pozbywali się swoich żon, wrzucając je do czterdziesto metrowej czeluści, jeśli nie byli pewni całkowitej wierności swoich dam. By pozbyć się piętna zdrady, rycerze nie poprzestawali na wrzucaniu cudzołożnic do studni. Dzieci z nieprawego łoża nie miały prawa cieszyć się życiem więc żywcem zamurowywano je w zamkowych ścianach. Marc był zaskoczony. Spojrzał na swoją partnerkę z podziwem.
– Ależ masz pamięć! – nie ukrywał podziwu. – Czy może coś jeszcze pamiętasz?
– Służę uprzejmie. – Monik zrobiła poważną minę. – W sali rycerskiej jest kominek, z którym wiąże się okropna historia. Ponoć, kiedy właściciel zamku wrócił z długoletniej wojny, okazało się, że jego żona jest w ciąży. Natychmiast po urodzeniu dziecka kobieta została poddana próbie wody. Księżna została wrzucona do studni, a niemowlę zdradzony mąż kazał żywcem zamurować w kominku. Od tamtej pory po zamkowych korytarzach przechadza się nocą Biała Dama, a z kominka dochodzi kwilenie dziecięcia… Być może to ten głos słyszą czasem goście hotelu. Zamkowe pokoje różnią się od siebie standardem, najbardziej niesamowite, rzecz jasna, jest spędzenie nocy w wielkim apartamencie, z łożem z baldachimem, prawie oryginalną łazienką i niezwykłą garderobą. Po otwarciu szafy, która znajduje się w tym pomieszczeniu, tworzy się ogromny lustrzany pokój z czterema ścianami. Ciekawostką jest, że w tym pokoju nie wychodzą zdjęcia, ale to już zupełnie inna historia.
– No to drugi fach już masz w ręce – roześmiał się Marc. – Zawsze możesz zatrudnić się jako przewodnik. Jestem przekonany, że ruch na zamku by się zwiększył. Tak piękny przewodnik zwabiłby tu tysiące dżentelmenów, nudzących się na emeryturach.
Monik udała obrażoną minę.
– No wie pan… Myślę, że raczej setki przystojnych, żądnych sensacji studentów.
– Jeszcze czego – zaprotestował Marc. – Chcesz mnie zmusić, bym zatrudnił się tu jako strażnik, by odganiać ich od ciebie?
– No nie wiem, nie wiem, czy bym chciała… – zażartowała Monik. – Czy mój zazdrosny rycerz zapamiętał coś, co go zainteresowało?
Marc spoważniał. Zmarszczył czoło, zastanawiając się nad słowami Monik. Owszem, było coś, co zaciekawiło go szczególnie.
– Tak. Dwie rzeczy. Jedna łączy się z informacjami, jakie otrzymaliśmy od Poula znad morza. Wspominał on o przeniesieniu produkcji pocisków V na te tereny. W okresie drugiej wojny światowej zamek stanowił rezydencję, jak zapewne pamiętasz, rodziny von Gutschow. Odwiedzał go ponoć w tamtym okresie twórca niemieckich rakiet V-2, Werner von Braun, późniejszy projektant amerykańskich pojazdów kosmicznych.

Mówi się, że właściciel pałacu, Ernest von Gutschow, oddał mu na biuro część pokoi, ponieważ w pobliżu prowadzone były badania nad pociskami V-1 i V-2, bronią uranową, a może nowymi silnikami lotniczymi. Eksperymentom prawdopodobnie towarzyszyło bardzo silne pole elektromagnetyczne. Ponoć, w trakcie gdy się odbywały, w samochodach gasły silniki. Może sprawa dotyczyła eksperymentów z latającymi spodkami, podobnymi do UFO. Jadąc tu, miałem nadzieję, że znajdziemy właśnie takie tropy. Wszak interesują nas podziemne korytarze. Przewodniczka mówiła o nieodkrytych tajemnicach podziemi zamku. Nieodnalezionych do dziś lochach.
– Masz rację, to warte zastanowienia. A druga?
– A druga to oczywiście wszystko to, co wiąże się z zaginięciem ogromnych skarbów. Jak pamiętasz z opowieści tej dziewczyny, właściciel zamku gromadzący skarby, gdy ukrywał tutaj zbiegłych z Rosji bogatych arystokratów, zaginął, wywożąc z zamku dziewiętnaście ciężarówek skarbów na zachód Europy. Miał chyba komuś sprzedać ów skarb, ale z tego spotkania już nie powrócił.
– Pamiętam, zdumiała mnie ta historia. Zobacz – wskazała na leżącą na stole książkę, którą kupili w recepcji. – Tutaj też jest coś o skarbach, które pozostały po wojnie na zamku.
Siedzący obok mężczyzna wstał i podszedł do ich stolika.
– Przepraszam, nie chcę być niegrzeczny, ale czy państwo również jesteście poszukiwaczami skarbów? Pozwólcie, że się przedstawię, jestem Tom van der Most, a to moja żona Sally. Jestem z pochodzenia Holendrem, a moja żona Amerykanką. Oboje wykładamy archeologię na Uniwersytecie Hawajskim, a w czasie wakacji podróżujemy w poszukiwaniu skarbów po całym świecie. Tu przygnał nas skarb III Rzeszy. Marc i Monik podnieśli się z krzeseł. Przywitali się z mężczyzną i jego żoną, która w międzyczasie również podeszła do ich stolika.
– Dzień dobry – powiedział Marc. – Jestem Marc Perce, a to moja znakomita – uśmiechnął się szeroko – współpracowniczka Monik. – Oboje jesteśmy dziennikarzami.
– Ależ to cudownie! – ucieszył się Tom. – A więc wy też poszukujecie skarbów?
Marc wskazał na puste krzesła przy ich stoliku.
– Proszę bardzo, zapraszamy was do naszego stolika. Chętnie porozmawiamy o skarbach. Dziennikarzy można uznać za poszukiwaczy sensacji, a skarby, mam wrażenie, też do nich należą. Chodźcie do nas.
Tom i Sally dosiedli się do Marca i Monik.
– Długo już tu jesteście? – zapytała Monik.
– Nie, przyjechaliśmy dzisiaj. Przygnała nas tu tajemnicza historia zamku. Historia związana z niemieckimi skarbami ukrytymi najprawdopodobniej w tej okolicy. Byliśmy już w zeszłym roku w Książu i kilku innych miejscach – odpowiedziała Sally.

– Moja kochana żona zapomniała dodać, że chciała spędzić noc, a może nawet kilka, na tym słynnym łóżku, z którego zrzucano do rzeki kobiety nieznajdujące już uznania w oczach pana tych włości, a czasem i gości specjalnie zapraszanych na zamek, którzy nigdy z niego nie powracali – mówił Tom, z sympatią spoglądając na swoją żonę.
– To prawda. Mam ogromną ochotę spędzić tam noc – potwierdziła Sally. – Wprawdzie zarzekają się tu, że zapadnia jest zamurowana, ale kto wie… – zaśmiała się.
Monik powiedziała ze zdziwieniem:
– Nie sądziłam, że można nocować w tak bardzo historycznym miejscu.
– Za odpowiednią opłatą – roześmiał się Tom.
Marc spojrzał na kelnera, który podszedł do nich. Zapytał, czego sobie życzą. Zamówili piwo.
– Nie znałam dotychczas nikogo, kto zajmowałby się poszukiwaniem skarbów – przyznała Monik, spoglądając z zaciekawieniem na biżuterię noszoną przez Sally. – Czy to, co masz na sobie, myślę o biżuterii, to może wasze trofeum?
Sally dotknęła ręką naszyjnika zdobiącego jej szyję. Turkusy oprawione w coś, co przypominało srebro, znakomicie harmonizowały z noszoną przez nią bransoletą i pierścionkiem.
– Można tak powiedzieć. To biżuteria, którą podarował mi Tom w Tybecie.
– Czy również tam przywiodły was skarby? – zapytał Marc.
– Cóż, Marc, Tybet jest skarbem samym w sobie i nie sposób go ominąć – odparł Tom.
– Masz rację – pokiwał głową Marc. – Tybetu nie trzeba reklamować.
Kelner wrócił do ich stolika. Postawił na nim butelki piwa i orzeszki. Piwo rozlał do wysokich szklanek, po czym odszedł w kierunku baru. Monik spojrzała na Sally.
– Czy te okolice są również pełne zagadek? – zapytała.
Sally odpowiedziała jej, starając się, by jej głos brzmiał jak najbardziej tajemniczo.
– Do dziś liczne sztolnie wydrążone w czasie wojny w Sudetach nie zostały odkopane. Wiele wskazuje na to, że ich zawartość może być bezcenna… Koniec wojny. Ciemność, zasłonięte okna domów. Wąskimi ulicami powoli pną się obładowane skrzyniami ciężarówki. Wyjeżdżają za miasto. Po kilku godzinach słychać serię wybuchów. Samochody wracają nad ranem tą samą drogą, już puste. Tajemniczy ładunek zostaje w jakiejś sztolni. Żołnierze wysadzają wejście do niej i maskują. Skarby znikają z powierzchni ziemi… Takie opowieści powtarzają się wielokrotnie. Przez wszystkie lata zapładniają wyobraźnię setek poszukiwaczy.
– Niemal każde sudeckie miasteczko pielęgnuje swoją historię o niemieckim konwoju – uzupełnił wypowiedź żony Tom. – Ciągle żyją osoby pamiętające opowieści dawnych mieszkańców. Pod koniec drugiej wojny światowej na obszarze Dolnego Śląska zgromadzono gigantyczne skarby III Rzeszy. Teoretycznie ten rejon był najbezpieczniejszy, gdyż znajdował się z dala od prowadzonych walk i był położony poza zasięgiem alianckiego lotnictwa. Był więc idealnym miejscem do czasowego przechowania dzieł sztuki, złota, najcenniejszych maszyn i prywatnych kolekcji. Niezliczone jaskinie i sztolnie okazały się być idealnymi skrytkami. Równocześnie budowano nowe podziemne obiekty – przy realizacji tych gigantycznych inwestycji pracowały w dzień i w nocy tysiące więźniów. Ogromne kompleksy powstały w Górach Sowich. Ukrywano je pod kodową nazwą Riese, czyli Olbrzym. Dwie największe zagadki Sudetów to: jak wielkie tak naprawdę są podziemia wydrążone w czasie wojny i czy, podobnie jak starsze sztolnie, kryją jeszcze jakieś cenne rzeczy? Dla Marca i Monik spotkanie z Tomem i Sally było jak los wygrany na loterii. Będąc w tych okolicach pierwszy raz, stanęli przed dylematem, jak zorganizować swoje poszukiwania.
Dokąd się udać, kogo wypytywać. Słuchając Toma, uzmysłowili sobie, jak wielką przysługę może wyświadczyć im spotkane przypadkowo małżeństwo. I jak wiele mają szczęścia, ocierając się codziennie o tajemnice.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf