wtorek, 14 października 2014

Nowy rosyjski system ostrzegania działać będzie prosto z orbity i ma powstrzymać każdego agresora

Rosja stworzy orbitalny system obrony przeciwrakietowej opierający się na sieci baz kosmicznych. Dzięki niej będzie ona w stanie rozpoznać a następnie zneutralizować pociski międzykontynentalne i taktyczne.
 


"Stworzenie ujednolicego systemu obrony w kosmosie jest jednym z głównych kierunków jaki będziemy starali się opanować" powiedział w czwartek minister obrony Rosji Siergiej Szojgu. By system powstał, Rosja wystrzeli na orbitę okołoziemską cały komplet satelitów, które będą w stanie wykrywać odpalane pociski (zarówno taktyczne jak i strategiczne) oraz łączyć się z bazami naziemnymi, które na bieżąco zajmować się będą przetwarzaniem gromadzonych danych.

Ważny jest przy tym również fakt, że cały system obronny został zaprojektowany i będzie wyprodukowany wyłącznie w Rosji, nie przewiduje się korzystania z pomocy zagranicznych kontrahentów.

Informacja o nowym systemie ostrzegania jest widocznym sygnałem zmiany dotychczasowej polityki rosyjskiej, która co raz poważniej angażuje się w nowy wyścig zbrojeń. Chociaż Moskwa nei jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym przez współczesne potęgi takie jak USA czy Chiny, to jednak stara się zachować status mocarstwa, którego wpływy sięgać mają daleko poza granice naszej planety. Czy taka strategia będzie skuteczna? Odpowiedź na to pytanie uzyskamy prawdopodobnie w ciągu najbliższych 10-20 lat, jeśli do tej pory będzie istnieć Rosja, to być może plan był jednak skuteczny.





http://stratrisks.com/geostrat/21228

http://news.xinhuanet.com/english/sci/2014-10/09/c_133702783.htm?

poniedziałek, 13 października 2014

Fragment powieści "Kod Władzy" Rozdział 55 Mazury, Polska



Ciemność nocy była nieprzenikniona. Pusta o tej porze droga, którą poruszał się granatowy samochód, była ledwie widoczna w otaczającym ją rozległym lesie. Wewnątrz auta panowała cisza. Jadące w nim trzy osoby skupiały swoją uwagę na mijających ich z rzadka pojazdach. Każde pojawiające się w tylnym lusterku światło koncentrowało na sobie wzrok kierowcy i mobilizowało dwoje pozostałych pasażerów do odwrócenia się do tyłu. Za każdym razem Marc dodawał wtedy gazu i zmuszał samochód do szybszej jazdy. Monik siedząca na przednim siedzeniu, ukradkiem spoglądała na czerwony elektroniczny licznik kilometrów, znajdujący się pod kierownicą. Pamiętała, że Marc pytany przez Poula odpowiedział, że od chaty Kajetana dzieliło ich pięćdziesiąt kilometrów. Od miejsca, w którym wsiadł Poul, przejechali około piętnastu do najbliższego miasteczka.
Marc niczym wytrawny agent znalazł miejsce, w którym ukryli samochód. Sami schowali się w niewielkim regionalnym muzeum. Przedłużali swój pobyt, rozmawiając z jego dyrektorem. Przedstawiwszy się jako zagraniczni dziennikarze zainteresowani regionem, znaleźli się w końcu na skromnej kolacji w jego domu. Tam mogli się czuć bezpiecznie.
W dalszą drogę ruszyli przed dwudziestą trzecią. Pozostał im już niewielki odcinek do bezpiecznego schronienia. Czuli się trochę jak zaganiane do pułapki zwierzęta.
– Gdzieś tu znajdowała się kwatera Hitlera, prawda? – przerwała milczenie Monik.
– Prawda – odpowiedział jej Marc. – Znacie historię tego miejsca?
– Wiem, że był to olbrzymi bunkier zbudowany pod koniec wojny, w którym dokonano zamachu na przywódcę III Rzeszy, nieprawdaż? – odpowiedziała.
– Mam wrażenie, że też niewiele wiem na ten temat – odezwał się Poul. – To jedna z atrakcji turystycznych tego regionu.
Myślicie, że powinniśmy zainteresować się tym miejscem?
– Chyba nie – odpowiedział Marc, redukując bieg. Samochód wspinał się lekko pod górę.
– Przypominają mi się słowa naszego przewodnika z Książa – wyjaśnił Poulowi. – Za dużo tam turystów, by komukolwiek przyszło do głowy coś tam dzisiaj ukrywać. Mnie to przekonuje, a was?
– Chyba też... – odparł Poul. W jego głowie wciąż huczało od ostatnich wydarzeń, zaś twarze dwójki autostopowiczów nie dawały mu spokoju. Ich śmierć była jego winą. Przecież wiedział, że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A jednak, wziął ze sobą dwoje młodych ludzi. Po co? By dodać sobie otuchy? Na razie mógł jedynie obwiniać siebie, potrzebował czasu i samotności, by wszytko poukładać... Spojrzał na Monik. Skinęła głową jakby słysząc jego myśli. Ciemność przed samochodem rozjaśniła się lekko. Wjechali na polanę, na której stała chata Kajetana. W jej małych okienkach paliło się światło.

sobota, 11 października 2014

Epidemia wirusa ebola - najważniejsze mapy i statystyki



Poniżej prezentuję szereg najważniejszych informacji i materiałów graficznych poświęconych kolejnym wybuchom epidemii wirusa ebola od czasu jego wykrycia w latach 70. aż do ostatnich zanotowanych przypadków. Mam nadzieję, że przydadzą się one czytelnikom "Kodu Władzy" do lepszego zrozumienia skali problemu oraz ewentualnego rozwoju epidemii na świecie.




 



czwartek, 9 października 2014

Wenezuela: bitcoin ratunkiem przed dysfunkcjonalną gospodarką?

Centralnie sterowana gospodarka Wenezueli przeżywa ciężkie chwile. Co raz do wiadomości publicznej dostają się doniesienia o kolejnych brakach w zaopatrzeniu i problemach organizacyjnych, z którymi bohatersko stara się walczyć administracja prezydenta Nicolasa Maduro. Jednym ze sposobów walki z kryzysem oraz rosnącym w kraju czarnym rynkiem ma być ścisła kontrola nad obcymi walutami i ich reglamentacja. Nigdy jednak nie zajęły stanowiska w sprawie kryptowalut.



Z drugiej jednak strony sami Wenezuelczycy starają się obejść te regulacje popularyzując wśród obywateli bitcoina. Jak przyznaje w rozmowie z agencja Reutera mieszkający w Caracas 32-letni software developer John Villiar "bitcoin to metoda buntu przeciwko systemowi" i tylko dzięki temu systemowi rozliczeń był on w stanie dokonać zakupów niezbędnych częsci do telefonu w sklepie Amazon.

Z kolei żyjący obecnie w Nowym Jorku Wenezuelczycy: Kevin i Victor Charles pracują właśnie nad otwarciem "SurBitcoin" giełdy, która powstała z myślą o ich rodakach w kraju. Ma być ona miejscem kontaktu i wymiany towarów przy użyciu systemu bitcoin. Nie odstraszają ich nawet wahania ceny btc, "to wciąż bezpieczniejsze niż narodowa waluta" mówi Kevin Charles.

Co najciekawsze Wenezuelczycy mogą mieć pewną przewagę w bitcoinowym biznesie. Kryptowalutę można uzyskać drogą handlu a więc wymieniając istniejące towary lub waluty, których nie mają w nadmiarze albo poprzez "kopanie" wykorzystując przy tym komputery wykonujące operacje kryptograficzne. Proces ten jest bardzo energochłonny a co za tym idzie kosztowny, osoba wydobywająca bitcoina musi się zatem liczyć z wysokimi rachunkami za prąd co przy skaczącym kursie bitcoin nie zawsze jest opłacalne. Co innego jednak w przypadku Wenezueli gdzie dotowany i faworyzowany przez państwo sektor energetyczny utrzymuje znacznie niższe ceny prądu niż w innych krajach świata a co za tym idzie sprawia, że koszt wydobycia znacząco maleje.

Jak twierdzi Reuters, już wkrótce możemy się w związku z tym spodziewać nowej, wenezuelskiej gorączki bitcoinowego złota.


środa, 8 października 2014

Ebola atakuje. Czy czeka nas wielka epidemia?

 Śmiercionośny wirus rozprzestrzenia się na co raz większy obszar. Już wkrótce nikt nie będzie bezpieczny.

 

 Jeszcze na początku kwietnia informowaliśmy o kilkudziesięciu przypadkach zgonów wywołanych wirusem ebola. Wówczas zasięg epidemii ograniczał się jednak do terenu jednego z miast Gwinei Równikowej. Tak było jednak w kwietniu. Od tego czasu zasięg wirusa niebezpiecznie się powiększa, najpierw dotarł on do innych zachodnioafrykańskich krajów zbierając tam niezwykle śmiercionośne żniwo a teraz pierwsze zachorowania odnotowano już choćby w USA, Europie i w Chinach.

Szacuje się, że tylko w Afryce zakażonych zostało ponad 5 800 osób, z czego blisko połowa zmarła.  

Ebola zombies - na szczęście tylko miejska legenda 

Przy okazji informacji o kolejnych zachorowaniach pojawiły się także inne doniesienia - o ludziach, którzy najpierw zmarli w wyniku działania wirusa a następnie ożyli ponownie. Po sieci zaczęły krążyć zdjęcia osób, rzekomych zombie, którzy mieli powstać ze zmarłych. Najpierw gazeta New Dawn Nimba County poinformowała, że dwie kobiety z oddalonych od siebie wiosek w Liberii "ożyły" tuż przed pogrzebem. Pojawiło się nawet zdjęcie jednej z nich (poniżej). Wkrótce też dotarły wieści o kolejnym ożywieńcu a zafascynowana filmami o zombie opinia publiczna wpadła w szał. Wkrótce okazało się, że całą historię wymyślono a zdjęcie kobiety to nic innego jak przerobione nieco zdjęcie postaci z serialu World War Z.



wtorek, 7 października 2014

Cena baryłki ropy spada dramatycznie, czy oznacza to nowy kryzys?

Ropa naftowa to dziś krew światowego systemu ekonomicznego, ale przede wszystkim źródło ogromnych bogactw państw będących w posiadaniu jej złóż oraz firm kontrolujących jej dystrybucję. W ostatnich tygodniach jej cena znacząco spada. Co to może oznaczać? 

fot. http://www.greencarreports.com/


Państwa skupione wokół OPEC mają nie lada problem. Nie dość, że napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie nie ułatwia negocjacji, to jeszcze ceny ropy na światowych rynkach spadają. 

Zapewne właśnie z tego powodu już wkrótce w Wiedniu spotkają się ministrowie najpotężniejszych gospodarek świata by wspólnie ustalić plan działania na najbliższe miesiące a być może i lata. Decyzja ta zaważyć może na stanie wciąż niezwykle wrażliwej światowej gospodarki, z jednej bowiem strony idzie zima i tańsza energia sprawi, że najbardziej energochłonne kraje będą w stanie zaoszczędzić, z drugiej z kolei zmniejszenie produkcji i utrzymanie ceny powyżej 100$ sprawi, że zyski pozostaną równie wysokie jak były dotychczas. 

Decyzja będzie należeć ostatecznie do członków OPEC, w którym wyraźnie widać rosnące podziały. Chodzi przede wszystkim o sprzeczne interesy szczególnie szyickich Irakijczyków oraz Iranu, który zainteresowany jest wysokimi cenami ropy oraz obniżeniem dotychczasowej produkcji. Z kolei dla Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich obniżka cen nie będzie aż tak bolesna pod warunkiem, że w obliczu rosnącej konkurencji ze strony USA i wydobywanej w łupkach ropy ceny nie spadną do takiego poziomu, że obecne wydobycie stanie się już nieopłacalne. Jedną z głównych ofiar takiego kryzysu będzie zapewne Rosja co skutecznie może podkopać zaufanie do obecnych władz na Kremlu. 

Jak widać powiązania mają charakter globalny, decyzje podjęte w Rihadzie mogą odbić się na sytuacji na całej północnej półkuli siłą rzeczy dotykając również Polski.



poniedziałek, 6 października 2014

Fragment powieści "Kod Władzy", Rozdział 54 Mazury, Polska



Monik wypiła łyk coli. Spoglądała na przesuwający się za oknami malowniczy las. Gdzieniegdzie widać było szafirowe tafle niewielkich stawów lub skrawków jezior.
– Wiesz, Marc – odezwała się – nie masz pojęcia, jak bardzo
się cieszę, że tu wróciliśmy. Powiedz mi, czy wszystkie tematy, o których piszesz, są tak ryzykowne? Mają taką dramaturgię?
Marc zastanawiał się, omijając ciężarówkę.
– Dobre pytanie, wolałbym, byś mnie zapytała o to, co lubię zjeść. – Uśmiechnął się.
– Marc...
– Tak?
– Co lubisz najbardziej zjeść?
Roześmiał się.
– No wiesz, pytasz serio?
– Oczywiście, przecież chciałeś, bym o to zapytała. – Bawiła się dobrze.
Zmarszczył brwi. Udał poważną minę.
– Pierogi.
– Co?
– No, pierogi – roześmiał się.
– Żartujesz sobie ze mnie?
– No coś ty, to szczera odpowiedź – powiedział udając powagę.
– A te pierogi to z czym, bohaterze? – śmiała się.
– Tak w ogóle ze wszystkim, z kapustą, grzybami, mięsem,
serem, truskawkami...
– To wszystko się miesza? – zażartowała.
– Jezu, jak to miesza? Czy ty nigdy pierogów nie robiłaś?
– poirytował się.
– No nie robiłam. Ach, myślałam, że taki as dziennikarstwa jada coś specjalnego, jak superbohater – śmiała się już głośno.
Spojrzał na nią poirytowany.
– No dobrze, już dobrze – załagodziła sytuację. – Odpowiedz mi, proszę. Zawsze tak ryzykujesz życiem?
– Poważnie pytasz?
– Śmiertelnie poważnie.
Marc skupił się na pytaniu Monik.
– Masz wrażenie, że nasza wyprawa jest jakaś szczególnie niebezpieczna?
– Żartujesz? Pogoń, helikopter, straż zamkowa no i te kule wystrzelone do nas.
– A jesteś pewna, że do nas?
– To znaczy?
– Może do Poula?
Monik zamilkła. Spoglądała za okno samochodu.
– Nie wiem, możesz mi odpowiedzieć? – drążyła temat. 
– Wiesz, różnie bywa, raz jest trochę bardziej niebezpiecznie, kiedy relacja jest z jakiegoś terenu, gdzie toczą się walki, a raz mniej, kiedy sprawa dotyczy jakiegoś politycznego matactwa. Chociaż, chyba wolę te wojny. Tam przynajmniej wiadomo, kto strzela i dlaczego.
– Nie brzmi to zachęcająco – skomentowała Monik.
– Pewnie nie brzmi, ale chyba nie mógłbym inaczej żyć. Mój ojciec zaraził mnie dochodzeniem do prawdy. Może mam to w genach? Sam nie wiem dlaczego. Chyba zaczęło się od afery Watergate. To ona mnie wciągnęła w świat dziennikarstwa i później w konsekwencji w świat polityki. Czytałem o niej wiele razy szukając czegoś, co mogło być niedopowiedziane. Jestem pewien, że Komitet Reelekcji Nixona działał szerzej, niż się to wydawało. Podobnie fascynowała mnie historia śmierci Kennedy’ego. To początkowe opowiadanie, że jakiś wariat zabił prezydenta. Od tego czasu, kiedy czytałem o tych wydarzeniach godzinami, nic już nie było dla mnie takie oczywiste, a im bardziej się w to wgłębiałem, tym bardziej odkrywałem drugie dno. Ot, taka prosta motywacja. – Uśmiechnął się – Mam tylko nadzieję, że powiązania dziennikarzy, tak jak teraz widać na wyspach brytyjskich, z nielegalnymi metodami zdobywania informacji, nie staną się codziennością.
Monik spojrzała na niego.
– Chyba jesteś trochę naiwny. Jakkolwiek George Orwell w swoim słynnym Roku 1984 nie przewidział istnienia Internetu, to z istnieniem Wielkiego Brata trafił niestety w samą dziesiątkę. Jesteśmy, jak się okazuje, podglądani i inwigilowani. Co ciekawsze, a właściwie smutne, informować nas o tym musi zewnętrzna instytucja – Komisja Europejska.
– Chcesz mnie czymś zaskoczyć? – Uśmiechnął się, spoglądając życzliwie na Monik.
– Może – zaczęła tajemniczo Monik – Jadąc tu przeczytałam, że w Polsce zrobiło się głośno o „wizycie” Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w domu jednego z internautów, prowadzącego satyryczną, jego zdaniem, stronę o polskim prezydencie. Satyra się skończyła, kiedy z całą powagą w drzwiach pojawiło się ABW. Fakt wkroczenia jednostki, która na co dzień zajmuje się o wiele poważniejszymi przestępstwami, do mieszkania przeciętnego dwudziestopięciolatka pokazuje, że sieć przestaje być obszarem nieskrępowanej wolności. Co więcej, czy zastosowana socjotechnika „zbrojnej interwencji” ma jedynie gasić próbę obrażania najwyższego urzędu w państwie? Co ona symbolizuje, skoro chłopaka można było przecież wezwać na posterunek policji? Zainteresowanie władzy Internetem, jako ostatni trend, jest widoczne nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Marc uśmiechnął się w zadumie.
– Cóż, można powiedzieć: gdy pętla się zaciśnie, możemy w efekcie stracić szansę na swobodny dostęp do informacji, naszego największego cywilizacyjnego osiągnięcia. Co ważniejsze, możemy stracić prawo wyrażania niczym nieskrępowanych poglądów. Poglądów, których efektem może być poznanie, co tak naprawdę się dzieje.
Marc spojrzał na swoją towarzyszkę podróży z podziwem.
Na jej uśmiechniętą twarz. Radosne oczy kobiety potwierdzały, że jest zadowolona ze swojej wypowiedzi. Czas spędzany z nią również i jemu sprawiał przyjemność.
– To dobrze... Bałem się, że nasza nocna przygoda i jej konsekwencje zniechęcą cię do naszych poszukiwań i długo będą ci się źle kojarzyć.
– Już o tym zapomniałam. Wszystko, co się z tobą wiąże,
wymaga nadzwyczajnej odwagi – zaśmiała się.
– Jesteś najdzielniejszą kobietą, jaką znam. – Chciał, by jego wyznanie brzmiało szczerze.
Położył swoją dłoń na jej ręce.
Monik gwałtownie zabrała rękę. Poruszyła się w kierunku przedniej szyby.
– Marc! – krzyknęła. – Zobacz, co się dzieje!
Odwrócił szybko głowę. Spojrzał do przodu. Jego źrenice rozszerzyły się.
– Boże! Co to?!
Kilkadziesiąt metrów przed samochodem, na środek drogi wybiegł mężczyzna. Rozłożył ręce, wyciągając je do góry.
Chciał zatrzymać nadjeżdżające auto.
– Co robimy?! Może zdarzył się jakiś wypadek?!
– krzyknęła.
– Masz rację, zatrzymam się...
Zdjął nogę z gazu. Powoli zaczął hamować. Bał się, że naje-
dzie na stojącego człowieka.
– Jezu! To przecież Poul! Marc, to Poul! Co on tu robi?!
Samochód zatrzymał się gwałtownie. Mężczyzna podbiegł do auta. Szarpnął za klamkę, otwierając tylne drzwi.
– Na litość boską! Jedźcie! – krzyknął. – Jedźcie! Jesteśmy w niebezpieczeństwie... Ruszaj pan! Szybko! Marc nacisnął pedał gazu. Nie pytał o nic, starał się jak najszybciej odjechać. Samochód ruszył gwałtownie do przodu. Przyspieszył na zakręcie. Rozpędzał się coraz bardziej. Siedzący na tylnym siedzeniu mężczyzna głośno oddychał. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na siedzących z przodu.
– Boże! To wy?!
– Ano my – odpowiedziała Monik, spoglądając na Poula z przerażaniem w oczach. Wyglądał jakby goniła go sama śmierć. I nie myliła się.
Poul odetchnął głęboko.
– Cuda się zdarzają... Bóg mnie ocalił... Żyję...
Monik i Marc spojrzeli na siebie.
– Co ty mówisz? Jak to żyjesz? – powiedziała Monik.
– Marc, musimy się gdzieś ukryć albo jak najszybciej stąd uciec. Będą nas gonić. Zabiją nas.
– Kto nas zabije? – spojrzała na niego Monik.
– Byłem w restauracji. Na parking podjechały dwa jeepy.
Gdy ruszyłem, podążyły za mną. W pewnym momencie jeden zajechał mi drogę, a drugi zablokował tył. Ludzie, którzy wyszli z samochodów, zabili dwójkę autostopowiczów, których zabrałem ze sobą. Zastrzelili ich bez słów. Udało mi się uciec tylko dlatego, że z lasu wyjechały samochody z drewnem. Biegłem kilka kilometrów. Pomyślałem, że dostanę się na drogę, by zatrzymać jakieś auto i trafiłem na was! To cud. Monik zamilkła. Spojrzała na Marca. Ten poczuł jej wzrok na sobie.
– Pogadamy o tym później. Teraz musimy im uciec. Co robimy? Żadne z nich nie miało pomysłu. Marc pewnie prowadził samochód z dużą prędkością. Szybka jazda nie sprawiała mu problemu. Autostrady w Niemczech były dobrą szkołą prowadzenia auta.
– Ile mamy do Kajetana? – zapytał Poul.
– Jakieś pięćdziesiąt kilometrów – odpowiedział Marc.
– Masz przy sobie telefon?
– Nie, został w samochodzie.
– To dobrze. Możliwe, że cię namierzali.
– Dojedziemy do najbliższego miasta. Tam się ukryjemy.
W mieście będzie najbezpieczniej. Pojedziemy do Kajetana,
jak się ściemni.
– Masz rację – uspokoiła się trochę Monik. Samochód oddalał się szybko od miejsca, którego Poul nie zapomni do końca życia.

sobota, 4 października 2014

"Zwłok Hitlera nigdy nie zidentyfikowano", czyli gdzie umarł Kanclerz III Rzeszy?

Nie ma chyba nardziej znienawidzonej historycznej postaci niż Adolf Hitler. Emocje z nim związane, ale też tajemnice jakie łączą się z niemieckim przywódcą sprawiają, że niejasne okoliczności jego śmierci to tajemnica, którą będziemy próbowali rozstrzygnąć jeszcze przez wiele nastepnych lat. Przypominym dwa słynne cytaty dotyczące jego zgonu:


Gieorgij Żukow (1945):
 
"Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera".
Dwight D. Eisenhower (1952): 
 
“Nie byliśmy w stanie dotrzeć do nawet skrawka namacalnych dowodów dotyczących śmierci Hitlera. Wielu ludzi wierzy w to, że Hitler uciekł z Berlina”.

Ktoś z Berlina uciekł. Czy mógł być to Adolf Hitler? Przypominamy stary tekst traktujący o tej sprawie.

czwartek, 2 października 2014

5 kroków wielkiej medialnej propagandy

Uważni obserwatorzy mediów odkryli pewną niezwykłą zależność. Otóż okazuje się, że w przypadku medialnej propagandy informacje przekazywane są według pewnego powtarzającego się regularnie planu, który ma powoli przekonywać opinię publiczną do kolejnej interwencji zbrojnej. Ten pięciopunktowy plan stosowany był wielokrotnie. 
 


Taktyka sprowadza się do 5 kroków:

Krok 1. Zawyżanie liczby ofiar (Highliht atrocities)
Krok 2. Komunikowanie moralnego obowiązku (Communicate moral obligation)
Krok 3. Zaprzeczanie człowieczeństwu przeciwnika (Deny enemy’s humanity)
Krok 4. Mówienie, że interwencja jest dla ludzi (Say intervention is for the people)
Krok 5. Podnieś sprawę zagrożenia do poziomu bezpieczeństwa narodowego (Raise threat to national security)


Kroki te opisał niedawno John Jewell z Cardiff Uniwersity, zwrócił przy tym uwagę na fakt, że większość konfliktów zbrojnych jakie miały miejsce w ostatnich dziesięcioleciach doskonale pasuje do tego schematu. Opisuje on przykładowo początek I Wojny z Zatoce w 1991 roku kiedy media poinformowały, że żołnierze iraccy wyciągali w Kuwejcie dzieci z inkubatorów, podobnie przed interwencją w 2003 premier Tony Blair mówił o tysiącach dzieci, które giną w Iraku w komorach tortur (krok 1).


Następnie dochodzi krok 2 - doniesienie a następnie powtarzanie, że dyktator morduje "swoich ludzi", tak jak choćby Kaddafi w 2011 roku w Libii. Dzięki powtarzanym argumentom w zbiorowej świadomości opinii publicznej pozostaje wiadomość: wróg jest zły, a my jesteśmy dobrzy. Skoro jest jednak zły, to jak on może być w ogóle człowiekiem? Na pewno jest "psychopatą", "mordercą", to barbarzyńca, z którym należy walczyć. Brzmi znajomo?

Co należy zatem zrobić? Należy przejść do kroku 4., czyli przekonać wyborców, że wkroczenie do danego kraju i obalenie dyktatora będzie "błogosławieństwem", którą gnębiony lud przyjmie z radością i wdzięcznością. Gdyby to jednak nie pomogło, zawsze pozostaje punkt 5., czyli "uświadomienie" obywatelom, że jeśli w porę nie powstrzyma się niebezpiecznego dyktatora, już wkrótce może on zaatakować inne, pokojowo nastawione narody, może sfinansować terrorystów, lub też zaatakować bezpośrednio którąś z wielkich, zachodnich metropolii. Bo dlaczego by nie?


środa, 1 października 2014

Drukarki 3D w służbie przemysłu zbrojeniowego

Jak zaoszczędzić na produkcji zbrojeniowej? Wystarczy wykorzystać technologię drukarek 3D. Ta zdobywająca coraz większą popularność metoda produkowania z plastiku i metalu różnych przedmiotów w końcu znajduje zastosowanie również wśród wojskowych. 

fot. http://www.materialworldblog.com/


Jak przyznaje wiceprzewodniczący Szefów Połączonych Sztabów admirał James "Sandy" Winnefeld marynarka wojenna już dziś jest w stanie drukować części do okrętów i samolotów, jednak przyznaje, że wiele na produkcję wielu elementów będą musieli jeszcze poczekać. Jeszcze kilka lat minie zanim będą oni w stanie na bieżąco uzupełniać brakujące części, jednak Winnefeld jest przekonany, że "taki dzień z pewnością nadejdzie". 

Sama marynarka Stanów Zjednoczonych dysponuje obecnie około 70 obiektami zajmującymi się drukowaniem 3D, projekt jest wspierany przez rząd Baracka Obamy, który inwestuje pokaźne kwoty w technologie druków 

Druk 3D rozpowszechnia się co raz bardziej, korzystają z niego już nawet czołowi producenci samolotów tacy jak choćby Lockheed-Martin, który wykorzystuje go przy wytwarzaniu samolotów F-35 Joint Strike Fighter, póki co tylko przy podzespołach, ale przedstawiciele firmy są przekonani, że wkrótce zakres działania ulegnie znacznemu poszerzeniu. Zapowiada to przedstawiony ostatnio przez firmę Aerojet Rocketdyne silnik, który został w całości stworzony dzięki wykorzystywaniu drukarek 3D.

Wykorzystanie tej technologii w tak zaawansowanych projektach może wpłynąć zarówno na cenę i koszt produkcji broni jak i na zdolność zorganizowanych grup przestępczych do stworzenia własnego przemysłu zbrojeniowego. 

fot. visualcapitalist.com



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf