wtorek, 31 marca 2015

Tajemniczy sygnał radiowy z kosmosu, naukowcy nie potrafią wytłumaczyć jak powstał

Do Ziemi docierają niezwykłe fale radiowe, w których astronomowie doszukują się matematycznych zależności. Skąd może pochodzić sygnał? 

fot. Space.com


Fale radiowe o niezwykłej częstotliwości radioteleskopy na Ziemi zarejestrowały od 2001 co najmniej dziesięc razy, ostatni w 2014 roku kiedy to został on przechwycony przez teleskop Parkes z obserwatorium mieszczącego się w Nowej Południowej Walii w Australii. Nikt z naukowców nie jest w stanie w tej chwili odpowiedzieć na pytanie co jest źródłem sygnału, po jego sile można wnioskować, że jest ono nieduże, jego wielkość nie może przekraczać bowiem kilkuset kilometrów co wyklucza możliwość nadania sygnału przez np. znacznie większą gwiazdę. Astronomowie podejrzewają ponadto, że nie pochodzi on nawet z naszej galaktyki, jego źródło jest znacznie odleglejsze.

Michael Hippke z Instytutu Analizy Danych w Neukirchen-Vluyn w Niemczech korzystając z metody obliczania miary dyspersji zauważył, że jej wartości dla wszystkich 10 sygnałów stanowią wielokrotność liczby 187,5, co jest tym bardziej zaskakujące, że pohodzą one z miejsca oddalonego od Ziemi o miliardy lat świetlnych. Zdaniem naukowca, jednym z wyjaśnień tego zjawiska może być teoria zakładająca znacznie krótszy dystans jaki w rzeczywistości powstał sygnał. Pytanie, jak duży?

Samą zależność trudno uznać za przypadkową (prawdopodobieństwo szacuje się na 5 do 10 tysięcy), a jeśli jest ona prawdziwa, to zdaniem  Johna Learneda z Uniwersytetu w Hawajach bardzo trudno będzie wytłumaczyć co było źródłem jej powstania.

Oczywiście najciekawsze byłoby wyjaśnienie zakładające, że za sygnałem nie stoi zjawisko naturalne, lecz jest dziełem jakiejś nieznanej inteligencji.

źródło: New Scientist



poniedziałek, 30 marca 2015

Fragment powieści "Kod Władzy". Rozdział Rozdział 17 Lotnisko. Klagenfurt. Austria



Poul podszedł do stoiska wypożyczalni samochodów.
– Dzień dobry, chciałem wypożyczyć samochód.
– Dzień dobry, dobrze pan trafił – przywitał go życzliwie szczupły, lekko już łysiejący trzydziestoparolatek. – Na jak długo życzy pan sobie samochód?
Poul zamyślił się.
– Dobre pytanie. – Uśmiechnął się. – O tym nie pomyślałem.
A muszę się jednoznacznie zadeklarować?
– No nie, ale coś musimy zapisać. Zawsze pan może przedłużyć rezerwację.
Spojrzał na Poula pytającym wzrokiem.
– To może... może na trzy dni.
– Ależ oczywiście, bez problemu. Jaki samochód pan sobie życzy?
– Jaki? – Poul zastanowił się.
– Może pan pomyśli, a ja w tym czasie przygotuję stosowne dokumenty. Czy mogę prosić jakiś dowód tożsamości?
– Oczywiście – Poul sięgnął po paszport. Podał go pracownikowi wypożyczalni.
Ten otworzył paszport i spojrzał zaskoczony na Poula.
– To pan...
Poul spojrzał na mężczyznę.
– To ja? To znaczy?
– Czekałem na pana. Pan przyleciał z Rzymu prawda? Mam dla pana wiadomość. Poul rozejrzał się dyskretnie dookoła. Nachylił się bardziej w kierunku lady, przy której stał.
– Słucham, co ma mi pan przekazać?
Mężczyzna wyjął z szuflady białą kopertę.
– Proszę posłuchać. Mam panu przekazać następującą informację: Pojedzie pan w kierunku zamku. Wie pan, którego?
Poul kiwnął głową.
– Wokół zamku jest kilkanaście gospodarstw wiejskich. Wynajmie pan pokój w którymś z nich. Jak już pan to uczyni, zadzwoni pan pod numer, który jest zapisany na kartce w tej kopercie.
Podał kopertę Poulowi, rozglądając się, czy nikt ich nie obserwuje.
– Przyjedzie po pana nasz człowiek... bardzo nam życzliwy.
Zabierze pana dyskretnym przejściem do miejsca, w którym
będzie pan mógł obserwować, co się dzieje na zamku. Pro-
szę zrobić to, o co poprosi. I niczemu się nie dziwić. Niczemu
– dodał.
Poula zaskoczyły jego ostatnie słowa.
– W porządku. Jaki samochód mi pan przygotował? – podniósł głos.
– Myślę, że dla pana najlepsza będzie toyota. Wygodny, duży samochód. Czy może być?
– Oczywiście. Nie jestem wybredny, a japońskie samochody są niezłe, prawda?
– Otóż to. Nie mamy z nimi specjalnych problemów. Proszę, tu jest komplet dokumentów. Zechce pan się zapoznać i podpisać. Na dokumencie ubezpieczeniowym również. Poul podpisał szybko. Dostał kluczyki od samochodu i instrukcję, gdzie go znajdzie na lotniskowym parkingu. Pożegnał się z sympatycznym pracownikiem wypożyczalni. Poszedł na parking, na którym bez trudu odnalazł samochód. Włożył walizkę do bagażnika. Powoli wyjechał z parkingu. Skierował się na autostradę. Jadąc, znów zatopił się w myślach, co ostatnio często mu się zdarzało. Wydarzenia ostatnich miesięcy nie dawały mu spokoju ducha, zmieniły jego życie, niestety – nie na lepsze. Poul wracał we wspomnieniach do swojej tragicznej ucieczki w lesie, ale przede wszystkim do zamordowanych na jego oczach autostopowiczów. Czuł na sobie brzemię odpowiedzialności za ich śmierć. Wiedział, że jest śledzony i wiedział, że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Pomimo tego zabrał ze sobą dwójkę młodych ludzi, którzy jako niewygodni świadkowie zostali po prostu zastrzeleni. Ta sytuacja zdecydowanie go przerastała, a przecież teraz miał nową misję i nie wiedział, co się wydarzy. Wiedział za to doskonale, że wypełni swoje obowiązki znakomicie, choć wewnątrz targały nim emocje. Zastanawiał się, co u Monik i Marca, a także Kajetana. Oni jedni wiedzieli, co mógł teraz odczuwać, sami też wiele przeszli. Po kilkudziesięciu minutach wjechał na drogę prowadzącą w kierunku zamku. Jechał powoli, oglądając okolicę. Zastanawiał się, gdzie się zatrzymać. Był w Austrii kilka razy, ale znał wyłącznie Tyrol. Miejscowości, przez które przejeżdżał, podobały mu się. Spokojna, malownicza okolica, na niebie widać było orły. Z daleka zauważył farmę. Oddalona była znacznie od drogi. Poul zaczął wypatrywać jakiegoś zjazdu. Przejechał prawie kilometr. Skręcił w prawo. Do farmy pozostało mu kilkaset metrów. Wjechał na dziedziniec. Przed domem stała duża czarna limuzyna z ciemnymi oknami.
„Jacyś bogaci właściciele – pomyślał zdziwiony – dom nie wygląda bogato, może to jednak jacyś goście?” Spojrzał na przykuwający uwagę przedmiot leżący na ziemi pomiędzy samochodem a wejściem do domu. Zdziwił się. Była to czerwona, damska torebka. Poul wyszedł z samochodu. Podszedł do torebki i pochylił się. Wypadło z niej kilka kosmetyków i telefon komórkowy. Jego zdziwienie rosło. Rozejrzał się dookoła. Niczego interesującego nie dostrzegł. Niewielki bałagan, jak w każdym miejscu, w którym nie pozostaje wiele czasu na utrzymywanie porządku. Kilka urządzeń rolniczych.
– Halo, jest tu ktoś?! – krzyknął. – Dobry wieczór. Szukam gospodarza!
Nikt się nie odezwał. Panowała cisza.
– Przepraszam! – krzyknął głośniej.
Drzwi domu otwarły się. Stanął w nich mężczyzna w ciemnych okularach słonecznych. Młody, na pierwszy rzut oka, wysportowany. Cofnął się na chwilę do wnętrza domu, coś krzyknął. Po chwili wyszedł na werandę domu. Za nim pojawił się drugi człowiek. Podobny do niego.
– Czego pan szuka? – zapytał. – Co pan tu robi?
– Szukam kwatery na kilka nocy. Czy zastałem gospodarzy?
– Ja jestem gospodarzem – odpowiedział człowiek stojący na werandzie.
– Nie wynajmuję pokoi nikomu.
– Pan jest gospodarzem? – zdziwił się Poul. – Naprawdę?
Pole pan też uprawia? – dodał ironicznie, bo cała sytuacja zaczęła mu się nie podobać.
– Nie pański interes – odparł obcesowo mężczyzna podający się za gospodarza. – Niech pan się stąd zabiera. Nic tu po panu.
– A tę torebkę leżącą przed panem pewne zgubiła jakaś turystka szukająca kwatery na noc?
– Daję ci minutę na odjazd – padła groźba.
– Ma pan rację. Odjeżdżam... prosto na policję – dodał Poul.
Stojący na werandzie mężczyźni spojrzeli na siebie. Ten, który rozmawiał z Poulem skinął głową. Drugi człowiek sięgnął pod marynarkę. Wyjął duży, czarny pistolet. Wymierzył nim w Poula.
– Ręce do góry. No już. Podnieś ręce do góry, nie żartuję. Poul stał zaskoczony. Powoli uniósł ręce. Drugi mężczyzna podszedł do niego. Obszukał go, sprawdzając czy nie ma przy sobie broni.
– Ruszaj do środka – wydał polecenie.
Poul posłusznie spełnił jego rozkaz. Przez chwilę zatrzymali się na parterze budynku.
– Schodź na dół. – Kolejny rozkaz był równie jasny jak poprzednie.
Zeszli na dół. Stanęli przed drewnianymi drzwiami.
– Miałeś pecha – usłyszał Poul. – To był bardzo głupi pomysł...
Mężczyzna otworzył drzwi prowadzące do piwnicy.
Poul odwrócił się do nieznajomego.
– Będą mnie szukać...
– Wchodź, dosyć już dzisiaj powiedziałeś. Pchnął Poula do wnętrza, zamykając drzwi. Poul odwrócił się. W narożniku małej piwnicy stała kobieta patrząca na niego przerażonym wzrokiem. Poznał ją od razu.
– Boże, Monik! – krzyknął. – Co ty tu robisz?!
– Poul... – wydusiła z siebie.
Rzuciła mu się w ramiona i zaczęła płakać.

niedziela, 29 marca 2015

Czy Władymir Putin nie żyje?

Przez blisko tydzień prezydent Rosji był nieobecny w mediach, odwołano jego wszystkie spotkania. Kreml milczał. Naturalnym się zatem stało, że na całym świecie zaczęły krążyć pogłoski, że Władymir Putin jest ciężko chory, a być może nawet nie żyje. Bardzo szybko zaczęły także pojawiać się doniesienia o rzekomym przewrocie pałacowym i objęciu władzy przez wojskowych. Wkrótce potem jednak Putin pojawił się znowu publicznie i świat zapomniał o chorobie. Czy jednak na pewno? Okazuje się, że informacje na temat śmierci Putina potwierdza nawet jego żona! Zobaczcie poniższy materiał, wkrótce napiszę o tym więcej:


piątek, 27 marca 2015

Czy ktoś morduje bliskich Wiktora Janukowycza?

Wiktorowi Janukowyczowi udało się w porę opuścić Kijów i udać się na emigrację do Rosji. To zapewne uratowało mu życie, ale czy to samo można powiedzieć o jego rodzinie i bliskich współpracownikach. Od pewnego czasu bliskiemu otoczeniu Janukowycza towarzyszy seria tajemniczych zgonów, z synem byłego ukraińskiego prezydenta na czele.
 



20 marca tego roku Volkswagen minibus wiózł sześciu pasażerów po powierzchni zamarzniętego jeziora Bajkał. Członkowie grupy najprawdopodobniej odbywali wycieczkę krajoznawczą, gdy nagle lód pękl i pojazd wpadł do jeziora. Podczas trwającej 2 godziny akcji ratowniczej uratowano pięciu pasażerów, zginął tylko jeden - 33-letni Wiktor Janukowycz, młodszy syn byłego prezydenta Ukrainy.


Wypadki chodzą po ludziach, można by powiedzieć, jednakże w otoczeniu Janukowycza tych wypadków w ostatnim czasie jest znacznie więcej. Nieco wcześniej, 12 marca znaleziono ciało Ołeksandra Pekluszenki, członka Partii Regionów i byłego gubernatora regionu Zaporoża, którego podejrzewa się o odegranie jednej z kluczowych ról podczas pacyfikacji protestów na Majdanie. Pekluszenko został postrzelony w szyję, według ukraińskiej policji najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.


To nie zamyka czarnej listy osób z najbliższego otoczenia Wiktora Janukowycza, które poniosły śmierć w ostatnim czasie. 9 marca znaleziono ciało Stanisława Mielnika, byłego deputowanego Ukrainy, zaś pod koniec lutego z okna swojego mieszkania na 17. piętrze wyskoczył Michajło Czeczetow, również związany z Partią Regionów, podobnie jak i Siergij Walter, burmistrz Meliopola oskarażany o nadużycia, który rzekomo powiesił się 25 lutego. Dzień później znaleziono ciało szefa policji Meliopola, Ołeksandra Bordiucha. Pierwszym zmarłym był natomiast Oleksij Koleśnik, były przewodniczący władz Charkowa, którego znaleziono powieszonego 29 stycznia.

Jeśli śmierć tych osób mogła być powiązana z jedną osobą lub organizacją, to z kim konkretnie? Czy może być to zemsta protestujących na Majdanie organizacji? A może cicha, lecz brutalna walka o władzę, która odbywa się poza obiektywami kamer?


źródło

środa, 25 marca 2015

Państwo Islamskie - jedyny kraj na świecie, gdzie zapłacisz złotymi monetami

11 listopada instytucja pełniąca rolę departamentu skarbu (Beit al Mal) ogłosiła, że ISIS wprowadzi do obiegu dinara, który wykonany będzie ze złota, srebra oraz z miedzi. Swoją nazwą nowa waluta nawiązywać ma do Kalifatu Umajjadzkiego, który panował nad światem islamskim w VII i VIII wieku (a przez kolejne wieki rządził w muzułmańskiej Hiszpanii). 
 


Pomimo początkowego sceptycyzmu ze strony obserwatorów informacje dochodzące z terenów Iraku i Syrii sugerują, że władze ISIS intensywnie gromadzą całe złoto jakie uda im się zdobyć i pracują nad tym monety trafiły wkrótce do obiegu, na Twitterze można już znaleźć zdjęcia pierwszych wytłoczonych monet (poniżej), można na nich zobaczyć między innymi mapę świata, wizerunek meczetu Al-Aqsa w Jerozolimie oraz wieży Jezusa przy meczecie w Damaszku. 



W większości głównych miast Iraku kupcy muszą poszukiwać nowych dostawców, gdyż Państwo Islamskie skupuje całe złoto i srebro jakie tylko pojawi się na rynku, wydano również rozkaz bojownikom walczącym na froncie by gromadzili wszelką ilość miedzi jaką będą w stanie zdobyć, szczególnym zainteresowaniem cieszą się więc między innymi kable elektryczne.

Czy nowy pieniądz zyska zaufanie ludzi? ISIS ma wielu wrogów, wielu życzy im rychłego końca, mało też prawdopodobne by mieszkańcy Syrii i Iraku nagle zaufali pieniądzowi emitowanemu przez samozwańcze państwo, którego istnienia nie uznaje nikt na świecie. A jednak, jeśli w obieg wpuszczono by pieniądze oparte na kruszcu, wówczas nikt nie musiałby ufać ani sympatyzować z ISIS, złoto czy srebro mają swoją wartość bez względu na to kto bije z nich monety, może więc Państwo Islamskie znalazło sposób na własny pieniądz?


źródło

wtorek, 24 marca 2015

Plony większe niż GMO - czy kalifornijski farmer dokonal rewolucji w produkcji żywności?

Szalony naukowiec? A może jedynie uważny obserwator? Podczas gdy świat zastanawia się jak sprawić by plony były jeszcze bogatsze, Paul Kaiser po prostu uprawia swoje nieduże pole i osiąga ogromne zyski. Jak on to robi?


Paul Kaiser nie jest wielkim plantatorem, posiada jedynie liczące 8 akrów gospodarstwo, nie sprzyja mu też pogoda - pomimo, że Kalifornia zazwyczaj cieszy się niezwykle sprzyjającym rolnictwu klimatem, to jednak od kilku lat panuje tam susza, która niezwykle daje się we znaki lokalnym farmerom. Mimo warunków pogodowych zarobił on na swoich plonach kilkaset tysiecy dolarów a na jego farmę przyjeżdżają z daleka specjaliści by dowiedzieć się w czym tkwi jego tajemnica.

Na farmie Kaisera trudno by się było doszukiwać jakichkolwiek sztucznych nawozów czy tym bardziej modyfikowanej genetycznie roślinności. Wszystko opiera się na naturalnych składnikach i zwyczajnym... kompoście będącym niczym innym jak resztkami jedzenia i roślin. Najciekawsze jest jednak to, że Kaiser w ogóle nie plewi swoich upraw, zostawia w glebie korzenie poprzednio rosnących tam roślin a mimo wszystko gleba jest żyzna jak nigdzie indziej w okolicy! Na tym nie koniec, znalazł on także sposób na radzenie sobie z suszą i potrzebą ciągłego nawadniania. Woda w Kalifornii staje się co raz cenniejsza a rolnicy co raz więcej pieniędzy wydają na to by utrzymać swoje rośliny w dobrym stanie. Kaiser natomiast praktycznie wcale nie potrzebuje znaczących ilości wody, korzysta za to ze specjalnych akrylowych pokryw, które umieszcza na grządkach. Dzięki temu izoluje on glebę od promieni słonecznych, sprawia, że ta nie wysycha i oszczędza przy tym znaczące ilości wody.

Niedawno jego gospodarstwo odwiedzili przedstawiciele wielu organizacji rolniczych, szukali porad i pomysłów na to jak zwiększyć swoje własne plony. Sam bohater tego artykułu utrzymuje, że metody uprawy, które sprawią, że ludzie staną się samowystarczalni leżą tuż za rogiem, dzięki nim ludzie zapewnią sobie niezależność także ekonomiczną a co za tym idzie także społeczną. Czy można chcieć więcej?



poniedziałek, 23 marca 2015

Fragment powieści "Kod Władzy". Rozdział 16 Zamek Hochosterwitz. Austria

www.yunphoto.net


Marc obudził się. Nerwowo spojrzał na zegarek. Dwudziesta druga dwadzieścia. Zerwał się z łóżka. Sięgnął po telefon. Ręce mu drżały. Przyłożył słuchawkę do ucha. Czuł, jak głośno bije mu serce. – Osoba, do której dzwonisz, jest poza zasięgiem sieci lub ma wyłączony telefon – zabrzmiał komunikat. Wybrał jeszcze jeden numer.
– Witaj, macie jakieś wiadomości od Monik? – zapytał nerwowo. – Nie? Czemu jestem taki nerwowy? Nie, nie jestem – starał się uspokoić, by nie denerwować niepotrzebnie jej rodziców. – No wiesz, jak to jest... po prostu, tęsknię – starał się być spokojny. – Dobrze, zadzwonimy do was jutro. – „Mam nadzieję” – pomyślał. – Dobranoc. U mnie? U mnie wszystko w porządku. Śpijcie dobrze – pożegnał się szybko. Zastanawiał się przez chwilę. Wszedł do łazienki, przyczesał włosy, spoglądając do lustra. Był blady. Potarł rękami twarz, by pobudzić krążenie krwi. Wszedł do komnaty. Ubrał buty i kurtkę. Wychodząc z pokoju, dotknął kieszeni kurtki. Sprawdził, czy ma w niej telefon.
– Jest, w porządku – uspokoił się. Po schodach schodził ostrożnie. Czuł, jak drżą mu kolana. Był zdenerwowany. Wyszedł na dziedziniec. Panował na nim gęsty mrok. Światła, których iluminofonia oświetlała wczoraj elewację zamku, były wyłączone. Na dziedziniec sączyło się jedynie ponure światło, kołyszącej się w rytm powiewów wiatru, dużej lampy, zawieszonej tuż nad wejściem do budynku. Marc zmrużył oczy. Niewiele widział. Przeszedł po omacku kilka kroków. Miał nadzieję, że spotka kogoś, kto pomoże mu dostać się do samochodu. Chciał pojechać na lotnisko szukać Monik. Potem być może na policję. Wiedział, że musi coś zrobić. Nie mógł czekać bezczynnie do rana. Rozejrzał się dookoła. W oddali pod murem, w kierunku ostatniej, czternastej bramy, kilku mężczyzn poganiało grupę osób idących parami. Tłoczyli się. Marc stanął jak wryty.
– Jezu, co to? Ruszył do przodu. Prawie biegł. Idący ludzie, jak mu się wydawało, przyspieszyli. Niewielki konwój poruszał się szybciej, tak jakby miał zniknąć, zanim Marc do niego dotrze. W chwili gdy dobiegał do grupy osób, pierwsi ludzie zaczęli znikać w murze bramy. Marc nie potrafił dostrzec, gdzie wchodzili. Załapał za rękaw najbliższego konwojenta.
– Co wy robicie! – krzyknął i zaraz zamilkł, spoglądając na twarz wysokiego mężczyzny idącego w ostatniej parze. Zastygł. Spojrzał w oczy człowieka, który wydawał mu się znajomy. Jego oczy były dziwne... jakby półprzytomne.
– Ależ... to ty? – Marc starał się szybko skupić. – Tom!... Boże, to ty, Tom! Szukałem ciebie i twojej żony... jak zniknęliście na zamku Czocha. Jezu! Tom... co ci jest? Konwojent pchnął człowieka, do którego zwrócił się Marc. Spojrzał na niego.
– Odejdź! Natychmiast odejdź! – krzyknął do niego po angielsku. – Wynoś się!
Odepchnął go mocno od siebie. Marc zatoczył się. Zrobił gest rękoma, jakby chciał się czegoś złapać. Nie znalazł jednak w mroku nocy niczego, co mogłoby mu pomóc. Odchylił się mocno. Zachwiał się. Upadł do tyłu. Uderzył głową o coś twardego.
Zemdlał.

niedziela, 22 marca 2015

Rewolucje albo nowa wiosna ludów. Czy tym razem w Polsce?

Wielkie manifestacje, rewolucje, przewroty polityczne, co po nich zostało? Czy protesty, tysięcy albo nawet milionów ludzi, którym nie podobała się panująca władza faktycznie na tym skorzystały? A może jedynie czekała ich kolejna rządząca klika albo wręcz wojna domowa? Przypominam tekst sprzed wielu lat, napisany na samym początku, gdy blog ten dopiero ruszał i zachęcam do zastanowienia, czy wkróte ktoś nie zechce zorganizować w Polsce kolejnego "Majdanu".

Kiedy Napoleon sam nałożył sobie koronę cesarską na głowę, wszystko zapowiadało, że Rewolucja Francuska osiągnęła swoje apogeum, a zmiany jakie ona niesie nie napotkają na żaden opór. Tego z resztą można było się spodziewać, gdy przez kolejnych kilkanaście lat to właśnie Napoleon obalał i umieszczał na tronach kolejnych władców. Jednak już w 1815 roku przywrócono stary porządek, a zwycięskie mocarstwa stały na straży, aby nikt nie zachwiał delikatną równowagą na kontynencie europejskim. Oczywiście nie wszystkim się to podobało, ludzie którzy dążyli do jak największej władzy i panowania nie tylko w Europie, ale na całym świecie dążyli do tego by ustalony porządek podważyć.



czytaj dalej

czwartek, 19 marca 2015

Olej z konopii indyjskich - cudowne lekarstwo na raka?

Ostatnie wydarzenia w Legionowie po raz kolejny stawiają przed opinią publiczną pytania odnośnie potrzeby zakazu posiadania lekkich narkotyków, w tym przede wszystkim marihuany. Przy tej okazji przyjrzyjmy się niektórym interesującym faktom związanym z konopiami indyjskimi i walką rządów z tą rośliną. 


Wspólna historia ludzkości i konopi indyjskich sięga tysięcy lat - najstarszy znany materiał wypleciony przez człowieka z konopii został najprawdopodobniej wykonany 7 lub nawet 8 tysięcy lat przez naszą erą. Przez wieki funkcjonowała przede wszystkim jako roślina uprawiana dla swoich włókien, jednak w niektórych krajach znane były jej właściwości lecznicze, stąd w XIX i na początku XX wieku popularne były leki robione na bazie konopi.

Skąd więc nagle w XX wieku marihuana stała się jednym z wrogów publicznych? Istnieje na ten temat wiele teorii spiskowych. Jedną z nich je ta głosząca, że w połowie lat 30. w USA opracowano niezwykle skuteczną technologię produkowania papieru z konopi, którego jakość można było porównywać z tym produkowanym z celulozy drzewnej. Warta miliardy dolarów branża drzewna i papiernicza musiały zareagować i wykorzystując fakt, że konopie mają również właściwości halucynogenne doprowadziły one do ich delegalizacji.W rzeczywistości jednak w wielu krajach marihuana została zabroniona już znacznie wcześniej, już na początku XX wieku była ona nielegalna w Południowej Afryce, w Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i w Kanadzie. W Stanach Zjednoczonych proces ten odbywał się stopniowo, pierwsza była Kalifornia, której władze zabroniły posiadania marihuany już w 1913 roku, głównie w celu zaszkodzenia meksykańskim imigrantom, ktorzy byli głównymi konsumentami tej substancji.

Druga teoria dotyczy koncernów farmaceutycznych - zdaniem wielu osób badających działanie konopi na organizm ludzki olej z kwiatów konopii ma być rzekomo cudownym lekiem na śmiertelne dolegliwości stawiającym na nogi nawet najpoważniej chorych pacjentów. Ekstrakt z konopii włóknistej zawierać ma znaczne ilości substancji czynnych, z których wytłaczane są oleje kojące ból, poprawiające samopoczucie a w niektórych przypadkach doprowadzające do poprawy stanu zdrowia zdawałoby się nieuleczalnie chorych pacjentów.

Jeśli działanie konopi miałoby być faktycznie aż tak zbawienne, wówczas światowe koncerny farmaceutyczne, wydające rocznie miliardy dolarów na badania mające znaleźć lekarstwo na raka nigdy by tych pieniędzy nie odzyskały. Wiadomym jest bowiem, że zainwestowane pieniądze będą chciały odzyskać komercyjnie sprzedając opracowane przez siebie lekarstwo. Lek na bazie konopi, które każdy może wyhodować a następnie wytłoczyć z nich olej mógłby sprawić, że ich interesy byłyby poważnie zagrożone.

Smaczku całej historii dodaje fakt niesławnego raportu Światowej Organizacji Zdrowia, która w połowie lat 90. XX wieku opublikowała raport poświęcony wpływowi poszczególnych używek na zdrowie człowieka. Wkrótce okazało się, że odpowiadające za jego przygotowanie osoby utajniły jeden z rozdziałów, do którego udało się jednak dotrzeć redaktorom magazynu New Scientist. Z brakującego rozdziału wynikało, że marihuana pod względem szkodliwości nie odstaje szczególnie od innych popularnych substacji takich jak alkohol czy nikotyna. Skoro więc to nie zdrowie jest zagrożone, to co, albo może kto?

środa, 18 marca 2015

Czyżby kolejna piramida? U wybrzeży Portugalii znaleziono tajemniczą budowlę

Na dnie Atlantyku odkryto niedawno jedną z nowych zagadek historii, według relacji świadków ma się tam znajdować starożytna piramida zatopiona przez wody oceanu.


http://aquariuspage.blogspot.com.br


Na dnie morskim, między wyspami São Miguel i Terceira na portugalskich Azorach poszukiwacze-amatorzy odnaleźli zarysy formacji skalnej, której spiczasty kształt i kwadratowa podstawa sugerują, że może to być zatopiona piramida. Szacuje się, że może mieć ona około0 60 metrów wysokości a jej podstawa liczy 8000 metrów kwadratowych. Dla porównania Wielka Piramida w Gizie mierzy 146 metrów wysokości a jej podstawa liczy ponad 230 metrów kwadratowych. Obecnie trwają badania znaleziska, tematem zainteresowała się między innymi portugalska marynarka, poinformowały o tym także tamtejsze media.

Interesujący jest jednak fakt, że według dotychczasowych relacji "piramidę" znaleziono niedawno, ale według earthweareone.com jeszcze w roku 2012 prowadzono w tej okolicy badania aktywności wulkanów, do których użyto sonaru, dziwnym jest więc, że już wtedy nie natrafiono na tak dużą i nietypową strukturę. A może trafiono, tylko sprawa została zatuszowana.

Tereny, na której znaleziono "piramidę" znajdują się pod wodą od blisko 20 tysięcy lat, nie wiadomo więc jaka cywilizacja mogłaby zbudować tak monumentalną kontrukcję.

Pierwotnie sądzono, że Azory pozostawały niezamieszkane aż do przybycia tam Portugalczyków, jednakże ostatnie odkrycia archeologiczne obaliły ten pogląd. Niedawno bowiem na wyspie Pico znaleziono ślady sztuki naskalnej, których wiek szacuje się na tysiące lat.




- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf