![]() |
| fot. quapan/flickr.com |
piątek, 23 maja 2014
Cyberwojna - dowiedz się więcej o konflikcie bez jednego wystrzału
czwartek, 22 maja 2014
HAARP do likwidacji!
Podejrzewana o zdolność kontrolowania pogody instalacja już wkrótce ma zostać zamknięta - oficjalną przyczyną mają być oszczędności i brak wyników. Czy to koniec HAARP?
![]() |
| fot. Wikipedia |
Jeszcze tego lata słynna instalacja HAARP zostanie zamknięta - podało w oficjalnym komunikacie skierowanym do amerykańskiego Kongresu wojsko. Według jednego z przedstawicieli lotnictwa odpowiedzialnego za badania naukowe i technologiczne obszar badań jaki prowadzono przy pomocy HAARP "nie będzie w przyszłości potrzebny" a dotychczas przeznaczane na projekt środki finansowe zostaną wydane gdzie indziej, "przenosimy się na inne sposoby radzenia sobie z jonosferą" - dodał David Walker w rozmowie z mediami.
HAARP to jedna z najbardziej tajemniczych i kontrowersyjnych współczesnych konstrukcji. Oficjalnie jest ona finansowana przez amerykańskie wojsko, DARPA oraz Uniwersity of Alaska. Ma on zajmować się badaniem pola magnetycznego Ziemi - przynajmniej oficjalnie. Według mniej oficjalnych, ale znacznie popularniejszych teorii HAARP to narzędzie umożliwiające kontrolę nad pogodą. Jej projekt powstał w połowie lat 80-tych, jednak budowę rozpoczęto dopiero w 1993 roku. Konstrukcja kosztowała blisko 290 milionów dolarów i zajmuje powierzchnię 30 akrów.
Jak zauważył Mark Strauss z IO9 informacja o zamknięciu HAARP pojawiła się równo rok po publikacji raportu sygnowanego przez National Research Council of the National Academies, z którego wynika, że obiekt posiada niezwykłe możliwości i potencjał, który można wykorzystać w badaniach również na innych polach.
Jak oceniacie tą wiadomość? Czy ma ona oznaczać zakończenie projektu czy może wręcz przeciwnie, ma odwrócić uwagę od tego niezwykle podejrzanego projektu?
źródło: io9
środa, 21 maja 2014
Brazylia 2014: Mistrzostwa świata staną się poligonem do walki z zamieszkami?
Podczas zbliżających się mistrzostw świata w Brazylii do ochrony zaangażowane zostaną specjalne jednostki, które na co dzień wykorzystywane są do walki z kartelami narkotykowymi i terrorystami. Jeśli ich metody okażą się skuteczne, już wkrótce podobne oddziały możemy zobaczyć także w innych krajach.
![]() |
| fot. Wikipedia |
Kibiców piłkarskich z całego świata w Brazylii przywitają uzbrojeni po zęby, opancerzeni policjanci należący do specjalnej jednostki BOPE, czyli Batalionu do Specjalnych Operacji Policyjnych (Batalhao de Operacoes Policias Especias). Jednostka ta jest elitą brazylijskiej policji stworzoną pod koniec lat 70-tych w celu walki z zorganizowaną przestępczością, przede wszystkim zaś z uzbrojonymi kartelami narkotykowymi, które działają na terenie ubogich dzielnic tzw. faweli. Batalion pozostaje zawsze w pogotowiu i jest wykorzystywana do najtrudniejszych zadań.
Według zapowiedzi władz w Rio de Janeiro BOPE oddziały BOPE znajdą się również wśród sił mających utrzymać porządek w mieście podczas trwania mistrzostw. Ma to być przede wszystkim straszak na niesfornych kibiców, ale w razie gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli mają one możliwości zapanowania nad tłumem.
BOPE wyposażona jest w specjalne kewlarowe zbroje, hełmy, gaz łzawiący oraz broń z ostrą amunicją, do batalionu należą również specjalne wozy bojowe. Wszystko po to by zapewnić wszystkim odwiedzającym w tych dniach Brazylię bezpieczeństwo. Jeśli siły te okażą się skuteczne, to zapewne posłużą one za wzór dla władz innych krajów, szczególnie gdy sytuacja robi się bardzo napięta.
Czy Waszym zdaniem takie wyposażenie to coś co powinna posiadać również polska policja?
źródło: dailymail
wtorek, 20 maja 2014
Wojna z terrorem: po 13 latach liczba ataków wzrosła o 43%!
Minęło 13 lat odkąd George W. Bush w swoim słynnym przemówieniu po atakach na World Trade Center zapowiedział początek wojny z terroryzmem. Mówił wówczas, że będzie to trudna wojna prowadzona na wielu frontach, ostatecznie jednak wygrają. Czy po tylu latach możemy już mówić o zwycięstwie? Czy trwająca 13 lat wojna z terroryzmem przyniosła spodziewane owoce?
Niezbyt optymistycznych danych dostarcza nam ostatni oficjalny raport Departamentu Stanu USA (Country Reports on Terrorism 2013). Ten coroczny, publikowany pod koniec kwietnia raport poświęcony jest zagadnieniom globalnego terroryzmu, działaniom antyterrorystycznym, organizacjom a także trendom jakie można zaobserwować na świecie.
Jednym z podstawowych wniosków jakich dostarcza nam raport jest fakt, że ilość ataków, porwań, zgonów i ran odniesionych w wyniku działalności terrorystycznej wzrosła w ostatnim roku aż o 43%!
Za jedną z głównych przyczyn ponownego wzrostu działań terrorystycznych autorzy uznają między innymi wpływ mediów społecznościowych, który pozwala komunikować się wszelkiej maści grupom a także rekrutować nowych ludzi. Drugim silnym czynnikiem jest wojna domowa w Syrii, która stała się poligonem dla wielu międzynarodowych organizacji islamskich przyciągającym kolejnych ochotników z praktycznie całego świata. Jako zagrożenie wciąż wymieniana jest Al-Kaida, której struktura organizacyjna po stratach poniesionych w Afganistanie i Pakistanie przekształciła się w zdecentralizowaną sieć, której główne węzły znajdują się na Bliskim Wschodzie i w Afryce.
W 2013 roku miało miejsce 9 707 ataków terrorystycznych (w 2012 6 771 z 11 000 ofiar), w wyniku których śmierć poniosło łącznie 17 800 osób, zaś 32 500 zostało rannych. Szczególnie narażone na ataki państwa to: Afganistan, Indie, Irak, Pakistan, Nigeria, Filipiny, Somalia, Syria, Tailandia i Jemen.
Świat zachodni był wstrząśnięty ostatnimi atakami w Bostonie, jednak jak widać jest to wyjątek od reguły. Wygląda bowiem na to, że wojnie z terroryzmem udało się osiągnąć dwa rezultaty:
1) większość ataków ma miejsce poza terytorium USA (i szerzej: państw zachodnich),
2) organizacje terrorystyczne uległy decentralizacji i nie posiadają już tak silnych personalnych powiązań z dawnymi strukturami CIA,
Wygląda na to, że jedyne cele jakie udało się osiągnąć to cele propagandowe. Chyba, że od początku prawdziwe cele "wojny z terrorem" były zupełnie inne.
poniedziałek, 19 maja 2014
Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 33 Pałac Mierzęcin, Polska
Poul dotarł do Mierzęcina wieczorem. Obudził się na szerokim łóżku pałacowego apartamentu. Na stoliku leżał turystyczny folder przedstawiający uroki oraz historię miasteczka. Mierzęcin to mała osada położona koło Dobiegniewa w województwie lubuskim. Większość mieszkańców to repatrianci ze wschodu. W odrestaurowanym kilka lat temu z niezwykłą pieczołowitością zamku znajduje się elegancki hotel. Pierwsze wzmianki o Mierzęcinie pochodzą już z czasów średniowiecza. Poul przyjechał tu drogą z Poznania prowadzącą na Pomorze Zachodnie, gdzie znajdował się cel jego podróży – dawne podziemne zaplecze dla fabryki hitlerowskich pocisków. Najsłynniejszych pocisków rakietowych ówczesnego świata.
Poul dotarł do Mierzęcina wieczorem. Obudził się na szerokim łóżku pałacowego apartamentu. Na stoliku leżał turystyczny folder przedstawiający uroki oraz historię miasteczka.
Mierzęcin to mała osada położona koło Dobiegniewa w województwie lubuskim. Większość mieszkańców to repatrianci ze wschodu. W odrestaurowanym kilka lat temu z niezwykłą pieczołowitością zamku znajduje się elegancki hotel. Pierwsze wzmianki o Mierzęcinie pochodzą już z czasów średniowiecza. Poul przyjechał tu drogą z Poznania prowadzącą na Pomorze Zachodnie, gdzie znajdował się cel jego podróży – dawne podziemne zaplecze dla fabryki hitlerowskich pocisków. Najsłynniejszych pocisków rakietowych ówczesnego świata.
– Ano nie można, przydarzyła mi się nocą niezwykła historia i to dlatego się nie wyspałem – powiedział.
– A co się stało? – zapytała.
– Widzi pani, mój apartament ma dwa pokoje. W jednym jest łóżko, to typowa sypialnia, w drugim, większym, znajduje się długi, prostokątny stół z krzesłami dookoła. Jest tam również rozkładane duże łoże, używane zapewne, gdy w apartamencie nocują więcej niż dwie osoby. Właśnie w tym pokoju położyłem się spać. Wydawał mi się przyjemniejszy.
– A, tak. Wiem, który to pokój – uśmiechnęła się dziewczyna. – Taki na rogu, na parterze, prawda?
– Właśnie. Proszę sobie wyobrazić, że obudziłem się w nocy, koło drugiej. Spojrzałem przed siebie i w ciemnym pokoju zobaczyłem czarną postać kobiety. Nie wierzyłem własnym oczom. Przeszła przez stół i zniknęła, wchodząc w ścianę prowadzącą do sypialni. Czy może pani wie coś o podobnych historiach? Czy mam pójść do okulisty po powrocie do domu? – Poul uśmiechnął się do dziewczyny.
Dziewczyna zarumieniła się. Spuściła głowę.
– Ach, więc o to chodzi… – powiedziała. – Muszę przynieść panu kawę.
Odwróciła się od niego szybko i odeszła w kierunku drzwi kuchni. Zniknęła za nimi, zostawiając go samego. Poul miał wrażenie, że jego nocne wizje nie były jedynie wytworem wyobraźni. Postanowił sprawę wyjaśnić.
Kelnerka wróciła po chwili. Niosła na tacy dzbanek z kawą i mlecznik. Postawiła je przed Poulem.
– Bardzo panią proszę… Pomoże mi pani wyjaśnić tę niezwykłą nocną przygodę?
– Bardzo bym chciała – odpowiedziała – ale nie mogę. Mamy zakaz rozmawiania na ten temat z gośćmi.
Poul był zaskoczony i coraz bardziej zaciekawiony. Spojrzał na dziewczynę proszącym wzrokiem.
– Przecież ja nikomu nie powiem. Proszę mnie zrozumieć. Przyjechałem tu z daleka. A tu taka historia. Proszę coś powiedzieć.
– No dobrze – rozejrzała się dookoła, czy nikt ich nie podsłuchuje. – My naprawdę nie możemy o tym rozmawiać. Proszę pana, córka ostatnich właścicieli popełniła samobójstwo. Krótko po tym z rozpaczy zabiła się jej matka. Jej syn, brat tamtej biedaczki, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, a jego ojciec zginął. Wie pan, tutaj nawet był pokój cały pomalowany na czarno, gdzie wywoływano duchy.
Poula zamurowało. Zaskoczony spojrzał na kelnerkę.
– A który to był pokój? Ten na czarno? Tam, gdzie spałem? – zapytał.
– E tam, nie… tamten był na drugim piętrze – odpowiedziała.
– A teraz jaki ma numer? – drążył temat Poul.
Dziewczyna zirytowała się.
– Jezu, niech pan już da spokój, i tak za dużo panu powiedziałam. Muszę już lecieć. Odwróciła się i podobnie jak wcześniej zniknęła za drzwiami kuchni.
Poul zaśmiał się w duchu. Czy ta cała sytuacja, w obliczu wszystkich nękających go ostatnio spraw, nie była aż nadto groteskowa? Strzelano do niego, ktoś być może go śledził, wypełniał niebezpieczną misję i zewsząd napływały do niego zagadkowe, szokujące relacje. Nic nie jest takie, jakim się wydaje, historia ma zupełnie inne oblicze, niż się spodziewał, na wiele pytań nie ma odpowiedzi… I to wszystko wieńczy wizyta ducha w jego komnacie, wnioskując po reakcji kelnerki – jak najbardziej prawdziwego ducha. Ta przygoda, choć dosyć dziwaczna, na moment oderwała go od myślenia o wszystkich problemach i trudach, wobec czego śniadanie zjadł w atmosferze przyjemnej zadumy i rozmyślania na temat zamkowych legend.
Poul dokończył śniadanie. Gdy przechodził przez hol, zauważył gablotę ze zdjęciami ostatnich właścicieli pałacu. Spojrzał na rodzinę, o której przed chwilą mówiła kelnerka. Von Waldow – przeczytał. Widoczny na zdjęciu przystojny mężczyzna wzbudzał sympatię.
„Ale mam szczęście…” – pomyślał Poul.
Wszedł do apartamentu. Poszukał dokumentów i kluczyków do samochodu. Po chwili wyszedł z pałacu. Przed budynkami starej cegielni zaadaptowanej na centrum konferencyjne stał jego samochód. Ruszył w kierunku miasteczka.
Zbliżał się czas rozmowy telefonicznej z Kajetanem.
piątek, 16 maja 2014
Przypominamy: Ataki dronów
Mijają lata a jedyne co zmienia się kwestii zastosowania dronów jest ich co raz wyższy poziom technologicznego zaawansowania i popularność jaką cieszą się te maszyny. Nie ma praktycznie już państw, przynajmniej wśród tych najbogatszych, które nie korzystałyby ze zdalnie sterowanych samolotów. Przypomnijmy dzis zatem tekst sprzed 3 lat traktujący o tym zjawisku. Wtedy problem dopiero zaczęto dostrzegać.
Pod koniec sierpnia ogłoszono informację o zabiciu kolejnego ważnego
przywódcy Al-Kaidy. Był nim Atiyah Abd al-Rahman, Libijczyk uznawany za
numer 2 w obecnej hierarchii organizacji. Jego śmierć w górach na
północnym-wschodzie Pakistanu 22 sierpnia była kolejnym atakiem, w
którym nie brali jednak udziału prawdziwi żołnierze. Wszystkim zajęły
się bojowe drony.
Drony, czyli unmanned aerial vehicle (UAV) to bezzałogowe samoloty
używane przede wszystkim w celach militarnych. Do niedawna były one
kojarzone raczej z działaniami rozpoznawczymi i szpiegowskimi, z ich
pomocy skorzystano między innymi przy rozpoznaniu terenu wokół domu, w
którym miał przebywać Osama Bin Laden, zabity rzekomo przez Navy SEALS
na początku maja.
O zastosowaniu bezzałogowych samolotów do celów wywiadowczych, można
było przeczytać od lat. Szczególnie dużo mówiło się o użytkowanym w
latach 1994-2011 General Atomics
MQ-1 Predator. Początkowo "Predatory" wykorzystywano głównie do
przeprowadzania akcji rozpoznawczych, jednak po interwencji USA w
Afganistanie pojawił się pomysł by wykorzystać drona również do zadań
bojowych. Aż do ich wycofania w marcu 2011 roku drony te brały udział w
akcjach na terenie Afganistanu i Iraku, ale pojawiały się również
podczas konfliktów bałkańskich, w Bośni i Kosowie.
czytaj dalej
czytaj dalej
czwartek, 15 maja 2014
Martwi naukowcy: w ciągu kilku lat w tajemniczych okolicznościach zginęło wielu wybitnych badaczy
Liczne zgony bankierów w ostatnim czasie wzbudziły ogromną ilość domysłów i teorii spiskowych. Kilka lat wcześniej miała miejsce podobna "epidemia", która wówczas dotknęła przede wszystkim naukowców prowadzących badania nad drobnoustrojami oraz zajmujących się energią atomową.
![]() |
| fot. Dees Illustration |
Czy praca mikrobiologa jest niebezpieczna? Albo atomistyka? Z pewnością codzienna praca ze śmiercionośnymi wirusami i bakteriami stanowi zagrożenie dla życia badaczy, ale czy jest ono aż tak poważne? Czy najwybitniejsi naukowcy świata nie są w stanie zachować podstawowych zasad bezpieczeństwa? A co jeśli wcale nie giną z powodu działania mikroorganizmów ani napromieniowania? Okazuje się, że w ostatnich latach śmiertelność wśród naukowców pewnych dziedzin jest podejrzanie wysoka i nie wiadomo tak naprawdę dlaczego.
Tylko w latach 2004-2006 w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach zmarło blisko 20 naukowców z różnych krajów. Wśród nich byli Amerykanie, Koreańczycy, Rosjanie, Irakijczycy, Hindusi, żaden z nich nie zmarł z przyczyn naturalnych a wiele przypadków do tej pory nie zostało wyjaśniownych.
Przyjrzyjmy się historiom niektórych z nich:
Leonid Strachuński - zmarł 8.06.2005 po tym jak został trafiony w głowę butelką szampana. Specjalizował się w mikrobach odpornych na działanie broni biologicznych. Jego ciało znaleziono w pokoju hotelowym w Moskwie po tym jak wracając z podróży do Smoleńska miał udać się do USA.
Robert J. Lull - zmarł w wieku 66 lat 19.05.2005 roku w wyniku ran odniesionych po wielokrotnym ugodzeniu go nożem. Zdaniem policji jego śmierć wcale nie musiała być na tle rabunkowym, pomimo, że w pobliżu ciała nie było kart kredytowych, zniknął też samochód, jednak z domu nie zabrano żadnych cennych przedmiotów. Lull był profesorem radiologii na University of California, San Francisco oraz szefem medycyny nuklearnej w San Francisco General Hospital, pracował również jako redaktor medycznego czasopisma naukowego.
Geetha Angara, matka trójki dzieci zaginęła w wieku 43 lat 8 lutego 2005 roku. Jej ciało znaleziono w Totowa, New Jersey na dni zbiornika do nawadniania roślin. Zdaniem policji zmarła popełniła samobójstwo.
Matthew Allison, biotechnolog, 13 października 2004 na przeciwko marketu Wal-Mart eksplodował jego samochód. .W spalonym aucie znaleziono kanistry z propanem i rozpałkę do drewna. Według świadków do wybuchu doszło tuż po tym jak Allison wsiadł do środka.
Don Wiley - jeden z wiodących badaczy zajmujących się śmiercionośnymi wirusami, takimi jak ebola i HIV a także ekspert w kwestiach odporności organizmu na ataki wirusów zniknął w wieku 57 lat podczas jednej z biznesowych podróży do Memphis w stanie Tennessee. Policja znalazła jego samochód na moście pod miastem, jego ciało wyłowiono wkrótce z rzeki. Wcześniej kupił bilety do Graceland dla siebie i swojego syna.
24 listopada 2001 roku samolot linii Swissair z Berlina do Zurychu rozbija się podczas próby lądowania, 22 osoby giną, 9 przeżywa. Wśród ofiar śmiertelnych jest aż trzech izraelskich mikrobiologów: dr Yaakov Matzner dziekan Hebrew University school of medicine; Amiramp Eldor, dyrektor wydziału hematologii szpitala Ichilov w Tel Avivie a także Avishai Berkman, dyrektor departamentu zdrowia Tel Avivu.
Tego typu "wypadków" kilka lat temu było rzecz jasna znacznie więcej. Szacuje się, że w niewyjaśnionych wypadkach zmarło ponad 100 naukowców. Statystycznie jest to do wyjaśnienia? Być może, ale czy na pewno możemy mówić o zbiegu okoliczności?
środa, 14 maja 2014
FP: Amerykańska armia ma plan działania na wypadek apokalipsy zombie!
Przezorny zawsze ubezpieczony i przygotowany na najgorsze. Najwyraźniej z resztą nie tylko najgorsze, ale też nierealne (?). Jak podaje bowiem w dzisiejszym ekskluzywnym materiale magazyn Foreign Policy, amerykańskie ministerstwo obrony wśród swoich planów kryzysowych ma również scenariusz działania w razie... apokalipsy zombie.
![]() |
| fot. eujene/flickr |
Plan do jakiego dotarli dziennikarze FP nosi kryptonim "CONOP 8888", zawiera on dokładny scenariusz działania dla wojskowych, których zadaniem ma być ochrona przed hordami zombie wciąż nie zakażonych ludzi. Jak podaje skrótowe podsumowanie planu "Dowództwo Strategiczne (Strategic Command) będzie przygotowane do zabezpieczenia ludzkiego życia i podjęcia działań wspierających każdą populację ludzi - w tym tradycyjnych przeciwników."
To nie dowcip!
Plan istnieje naprawdę i został opracowany ponad 3 lata temu, na wniosek samych pracowników Strategic Command, którzy potrzebowali skutecznego planu zapewnienia ochrony cywilnej ludności. Wybrano apokalipsę zombie ze względu na fakt, że podobne wydarzenie z pewnością nie wydarzy się w rzeczywistości i nikt nie pomyli go z prawdziwym planem. Dzięki temu studenci mogą zapoznać się ze sposobem działania wojska oraz planami i dokumentami jakie zwykle przygotowywane są na kryzysową sytuację.
Scenariusz zakłada, że żywe trupy mogą być różnego rodzaju i pochodzenia, trafiają się więc zombie z kosmosu, zombie stworzone przez szalonych bio-inżynierów (tak jak w serii Resident Evil) a także zwykłych ludzi, którzy w wyniku jakiegoś rodzaju wirusa zmieniają się w krwiożerczych nieumarłych.
Skądkolwiek by zatem zombie nie zaatakowały możemy być pewni, że w Stanach Zjednoczonych będą na to przygotowani. Tłumaczyłoby to z resztą popularność różnego rodzaju zestawów do walki z nieumarłymi, które w internecie stały się prawdziwym hitem.
źródło: Foreign Policy
wtorek, 13 maja 2014
Jak sobie radzić ze wszędobylskimi kamerami? Załóż maskę!
Amerykański artysta stworzył maskę, która pozwoli wprowadzić w błąd system identyfikacji twarzy.
![]() |
| fot. URME |
Jesteśmy otoczeni przez kamery. Chociaż Polska nie należy jeszcze do najbardziej monitorowanych krajów na świecie, to jednak możemy dostrzec, że w ciągu ostatnich kilku lat w naszym otoczeniu pojawiło się znacznie więcej kamer. Wprowadzenie tych urządzeń uzasadniane jest potrzebą lepszej ochrony i w razie potrzeby identyfikacji przestępców czy po prostu niszczących mienie wandali. Silnym bodźcem dla rozwoju sieci kamer stało się zagrożenie terroryzmem, na który ciągły monitoring ma być skutecznym remedium.
Co jednak z osobami, które nie chcą być filmowane na każdym kroku albo po prostu mają interes w tym by ich twarz nie została rozpoznana? Ciekawe rozwiązanie tego problemu zaproponował chicagowski artysta Leo Selvaggio, który zaprojektował realistycznie wyglądającą maskę mogącą skutecznie oszukać systemy rozpoznawania twarzy.
Nasz świat jest w ekstremalnym stopniu monitorowany. Na przykład w Chicago znajduje się ponad 250 tysięcy kamer połączonych w jeden system rozpoznawania tożsamości. Nie wierzymy, że powinieneś być śledzony tylko dlatego, że chcesz pospacerować na zewnątrz, nie powinieneś być też zmuszony do ukrywania się. Zamiast tego skorzystaj z jednej z alternatywnych tożsamości." - reklamuje się URME Surveillance, firma której właścicielem jest Selvaggio.
Selvaggio na rzecz projektu użyczył swoich własnych rysów twarzy, osoba chcąca ukryć swoją tożsamość może założyć gumową maskę i system identyfikacyjny rozpozna tam kogoś zupełnie innego. Nie jest to z resztą jego pierwszy projekt, wcześniej zachęcał internautów do zakładania na twarz masek z wydrukowanym zdjęciem jego samego, teraz poszedł o krok dalej korzystając z rozwiązań jakie dają nam drukarki 3D.
Z pewnością już wkrótce ulice mogą zaroić się od klonów Leo Selvaggio, a systemy identyfikacji nie będą sobie w stanie z tym poradzić. Paradoksalnie najbardziej na tym skorzysta osoba, która użyczyłaby swojej twarzy do tego projektu, bo skoro kamery zarejestrują jego twarz w tak wielu miejscach, to skąd będą miały pewność, że tym razem to był naprawdę on?
Co jednak z osobami, które nie chcą być filmowane na każdym kroku albo po prostu mają interes w tym by ich twarz nie została rozpoznana? Ciekawe rozwiązanie tego problemu zaproponował chicagowski artysta Leo Selvaggio, który zaprojektował realistycznie wyglądającą maskę mogącą skutecznie oszukać systemy rozpoznawania twarzy.
Nasz świat jest w ekstremalnym stopniu monitorowany. Na przykład w Chicago znajduje się ponad 250 tysięcy kamer połączonych w jeden system rozpoznawania tożsamości. Nie wierzymy, że powinieneś być śledzony tylko dlatego, że chcesz pospacerować na zewnątrz, nie powinieneś być też zmuszony do ukrywania się. Zamiast tego skorzystaj z jednej z alternatywnych tożsamości." - reklamuje się URME Surveillance, firma której właścicielem jest Selvaggio.
Selvaggio na rzecz projektu użyczył swoich własnych rysów twarzy, osoba chcąca ukryć swoją tożsamość może założyć gumową maskę i system identyfikacyjny rozpozna tam kogoś zupełnie innego. Nie jest to z resztą jego pierwszy projekt, wcześniej zachęcał internautów do zakładania na twarz masek z wydrukowanym zdjęciem jego samego, teraz poszedł o krok dalej korzystając z rozwiązań jakie dają nam drukarki 3D.
Z pewnością już wkrótce ulice mogą zaroić się od klonów Leo Selvaggio, a systemy identyfikacji nie będą sobie w stanie z tym poradzić. Paradoksalnie najbardziej na tym skorzysta osoba, która użyczyłaby swojej twarzy do tego projektu, bo skoro kamery zarejestrują jego twarz w tak wielu miejscach, to skąd będą miały pewność, że tym razem to był naprawdę on?
źródło: URME
poniedziałek, 12 maja 2014
Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 32 Wewelsburg, Niemcy
Marc i Monik zeszli na śniadanie oszołomieni. Spali nerwowo. Podświadomie czekali na moment, w którym ktoś zapuka do drzwi ich pokoju. Nie czuli się bezpieczni. Nałożyli na talerze przygotowane przez obsługę hotelu smakołyki i stawiając je przed sobą, usiedli naprzeciwko siebie. Monik patrzyła na Marca z niepokojem.
– Matko Boska, Marc co to było? Zebranie upiorów? – zapytała.
Marc spojrzał na nią, starając się przybrać jak najbardziej spokojny wyraz twarzy.
– Upiorów? – Uśmiechnął się. – Raczej bandziorów.
– Słyszałam o tym, jeszcze przed opowieścią Kajetana, ale wierz mi Marc, spotkałam się z tym pierwszy raz w życiu.
Marc przełknął kawałek chleba.
– Jedz, porozmawiamy o tym spokojnie. Jestem pewny, że nikt nie zauważył naszej obecności.
– Jesteś tego pewny? – zaniepokoiła się Monik.
– Oczywiście. Gdyby było inaczej, zapewne ktoś chciałby czegoś od nas. Nie sądzisz?
– Pewnie masz rację. Marc… może powinniśmy stąd natychmiast wyjechać?
Marc zastanowił się chwilę.
– Nie jesteśmy w jakimś afrykańskim czy arabskim kraju, tylko u siebie, w sercu Europy. Nie bój się, nasze nerwowe zniknięcie dopiero wzbudziłoby podejrzenie. To zamkowe towarzystwo z pewnością się niczego nie domyśla.
Monik przełknęła z trudem kilka łyków kawy.
– Marc…
– Tak?
– Co to było za towarzystwo? Skąd oni wiedzieli o miejscu na Mazurach?
– Gdyby nie te fotele z herbami, dające skojarzenie w tym miejscu z rycerzami Himmlera, pomyślałbym, że to zebranie zarządu towarzyszenia Bilderberg.
– Bilderberg?
Marc spojrzał na nią zaskoczony.
– Nie słyszałaś o nich?
– Pewnie gdybym słyszała, to bym nie pytała, nie sądzisz? – odpowiedziała poirytowana. – Wybacz mi, ale jestem trochę zdenerwowana. Przepraszam.
– Ależ nic się nie dzieje – uspokoił ją. – Już ci wyjaśniam. Oficjalnie Bilderberg jest klubem służącym swobodnej wymianie poglądów, jak o sobie mówią, między przedstawicielami elit politycznych i biznesowych, a także zacieśnianiu międzynarodowej współpracy. Przynajmniej, powtórzę, tak o sobie mówią. Kiedyś szczególnie akcentowano tworzenie pomostu pomiędzy Ameryką a Europą, ze szczególnym akcentem położonym na zapobieganie konfliktom zbrojnym. Dziś nie ma już specjalnych ograniczeń. Założyciele, którzy stali się później członkami, spotkali się pierwszy raz w 1954 roku w holenderskim Hotelu de Bilderberg, stąd nazwa stowarzyszenia. Co ciekawe, a związane z ostatnim miejscem naszego pobytu, jednym z jego założycieli był polski mason, doradca generała Sikorskiego i inicjator myśli powstania wspólnot europejskich, Józef Retinger. Spotykają się raz do roku w wybranym miejscu na świecie. Nikt nie wie, jak przebiegają te spotkania ani jakie decyzje są podczas ich trwania podejmowane. Koronowane głowy, najbardziej wpływowi politycy, biznesmeni i naukowcy. Brzmi jak teoria spiskowa? Spotkania Grupy Bilderberg są regularnie śledzone. Nie wiadomo tylko, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. O tak, to brzmi jak teoria spiskowa, trudno w to wszystko uwierzyć.
– Wczoraj te drzwi nie były dobrze zamknięte – usiłowała zażartować Monik.
– Właśnie. – Uśmiechnął się Marc. – W 2011 roku organizacja obradowała w dniach 9-11 czerwca w Szwajcarii. O dziwo, tym razem całe spotkanie cieszyło się wyjątkowo dużym zainteresowaniem komercyjnych mediów, ale tak naprawdę głównymi bohaterami tych komunikatów byli ludzie, którzy tym spotkaniom są przeciwni. Określa się ich mianem tropicieli, zwolenników, a nawet wyznawców teorii spiskowych, co automatycznie ma oznaczać, że nie ma jakiegokolwiek sensu wysłuchiwać opinii tych ludzi. Cóż, jako że zapewne również zaliczam się do tego zacnego grona, czuję się więc zobowiązany do tego, by to skomentować. Przykładowo, w jednej z najważniejszych szwajcarskich gazet, niemieckojęzycznej Basler Zeitung napisano, że spotkania Grupy Bilderberg niewiele znaczą, gdyż nie podejmuje się na nich żadnych wiążących decyzji. Tego nie możemy sprawdzić bezpośrednio, możemy jednak poszukać kontrargumentów. Według jednego z serwisów internetowych, były sekretarz generalny NATO i członek Grupy Bilderberg, Willy Claes przyznał, że po spotkaniu przygotowywany jest podsumowujący raport, zaś „po uczestnikach spodziewa się, że raport ten zostanie użyty przy kreowaniu strategii w środowiskach, w których oddziałują”.
– Skoro robią coś tajnie, to pewnie ich działalność nie służy kontynuacji działań Matki Teresy z Kalkuty – powiedziała Monik.
Jej ostatnie słowa przerwało podejście do nich wczoraj poznanego gospodarza miejsca, do którego trafili. Uśmiechnięty mężczyzna nie był świadom, jakie ważne dla świata tematy poruszali jego goście. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
– Jak smakuje śniadanko? – zapytał przyjaźnie. – Starałem się bardzo, żeby było pierwsza klasa. – Uśmiechnął się.
Marc i Monik spojrzeli na mężczyznę jednocześnie.
– Wspaniałe, trudno coś innego powiedzieć – komplementował gospodarza Marc.
– A, to się cieszę. Czy państwo macie zamiar dzisiaj wyjechać? – zapytał.
Marc spojrzał na niego zaskoczony.
– Nie wiem, nie myśleliśmy jeszcze o tym. Musimy od razu odpowiedzieć?
– Ależ nie, nie ma problemu. Chciałem wiedzieć.
Mężczyzna odwrócił się. Zatrzymał się jednak i stanął ponownie twarzą w stronę swoich gości.
– Czy… – zawahał się. – Czy nie mieliście państwo wczoraj jakiejś… Jakiejś nieprzewidzianej przygody?
Monik nieomal upuściła widelec. Jej ręka zaczęła drżeć.
Marc chcąc ratować sytuację, spojrzał prosto w oczy swojego rozmówcy.
– Co pan ma na myśli? – nieświadomie podniósł głos.
– A… to już raczej pan powinien wiedzieć. Oczywiście jeżeli coś zaszło. A jeżeli nie, to tym bardziej. – Uśmiechnął się szeroko. – Moim obowiązkiem jest dbać o swoich gości. Również o ich bezpieczeństwo – spojrzał odważnie Marcowi w oczy. Jego spojrzenie wydawało się jednoznaczne.
Marc zamilkł. Zastanawiał się, czy drążyć skąd i jakie informacje ma ów człowiek. Spojrzał na Monik. Była blada.
– To znakomita cecha – uśmiechnął się Marc. – Bardzo dziękuję za troskę. Wybraliśmy się wieczorem na spacer w przeciwną stronę niż znajduje się zamek i ma pan rację. Jakiś szybko jadący w kierunku zamku samochód o mało nas nie rozjechał. Mieliśmy dużo szczęścia.
Gospodarz spoglądał na Marca poważnie.
– Czasem tak bywa, kiedy człowiek znajdzie się w jakimś czasie nie tam, gdzie powinien być. Życzę państwu spokojnego pobytu u nas. – Uśmiechnął się, patrząc na Monik. – Będę czekał na państwa decyzję.
– Rzecz jasna, zdecydujemy i poinformujemy naszego troskliwego gospodarza – głos Marca zabrzmiał kpiąco.
Gospodarz odszedł. Stanął za barem i podniósł słuchawkę telefonu. Wykręcał jakiś numer. Powiedział kilka słów, jak się wydało Marcowi po rosyjsku lub w jakimś innym, wschodnim języku. Po chwili zniknął za drzwiami prowadzącymi do kuchni.
– Marc, błagam cię, wyjedźmy stąd natychmiast – głos Monik drżał. – Natychmiast!
Marc poderwał się z krzesła.
– Chodź, zabieramy rzeczy i wyjeżdżamy.
Przerażenie widoczne w jej oczach nie pozwalało mu na podjęcie innej decyzji.
Zebrali swoje rzeczy szybko. Zeszli na dół. Marc zapłacił rachunek gotówką. Poprzedniego dnia na szczęście nie musiał podać swoich danych. Płacąc, starał się zachowywać spokojnie. Włożył walizki do bagażnika i wolno odjechał spod hotelu. Samochód skierował w przeciwną stronę niż ich kierunek podróży. Pojechali w kierunku Padeborn. Spoglądali na przemian w lusterka wsteczne. Każdy jadący za nimi dłuższą chwilę samochód podnosił im poziom adrenaliny. Wjechali do miasta. Dłuższą chwilę kluczyli po ulicach i piętrowych garażach. Dopiero kiedy nabrali pewności, że nikt ich nie śledzi, okrężną drogą skierowali się w kierunku Polski.
Marc przez chwilę zastanawiał się, czy nie pojechać do Hamburga, do siedziby redakcji, ale zrezygnował z tego pomysłu. Na ujawnienie zasłyszanej rozmowy było za wcześnie, a waga sprawy była zbyt wielka. Niemiecki zamek z himmlerowską tradycją, miejsce napiętnowane fatalną kartą przeszłości, skojarzone z wielkomocarstwową, kuluarową polityką, wywołałby w Niemczech ogromny skandal. Marc musiał wiedzieć, czy to tylko wynajęta sala na tajne spotkanie, czy siedziba nowego stowarzyszenia. W Niemczech nie brakowało fanów Hitlera i jego elit, a na świecie tych, dla których wpływy i pieniądze już nie wystarczały. Razem mogli stanowić niezwykle niebezpieczną mieszankę.
Zatrzymali się gdzieś w Saksonii. W małym przytulnym hoteliku. Poprzednie dni zbliżyły ich bardzo do siebie. Kiedy zostali w pokoju sami, nie rozważali już, czy dla przyzwoitości należy rozłączać łóżka. Tym bardziej, że w pokoju było tym razem tylko jedno. Wszystkie te niebezpieczne zdarzenia, które razem przeżyli wytworzyły między nimi specyficzną więź, czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Jak gdyby znali się od zawsze. Ich ręce połączyły się bez słów. Usta wpiły się w siebie szukając wzajemnej rozkoszy. Najpierw nieśmiało i delikatnie, jak para zakochanych nastolatków, po chwili jednak pocałunek przerodził się w prawdziwy wir namiętności. Zapach kobiety mieszał się z podnieceniem mężczyzny. Ręce Marca wędrowały po ciele Monik, dostarczając jej rozkoszy. Odkrywały zmysłowo każdy kawałek jej ciała. Monik gwałtownie pociągnęła go za sobą. Osunęli się na łóżko. Jej nagie nogi objęły jego uda. Był w niej, a ona pragnęła go, chcąc by dał jej rozkosz i bezpieczeństwo. Monik czuła się, jakby czekała na Marca latami. Pragnęła mocno wniknąć w swojego mężczyznę. By czuć jego zapach, by oddać mu siebie. By czuć go w sobie. Kochali się jak para szaleńców. Odpływali w sobie tylko znany obszar wzajemnych uniesień. Ich mięśnie poruszały się, powodowane symfonią rodzącej się miłości, jaka rozbłysła w kontrapunkcie dla emocjonujących wydarzeń, które tak bardzo ich połączyły. Zapomnieli o nich, w tym małym hotelowym pokoju, który tej nocy był ich rajem, ich miejscem na ziemi, na świecie, we wszechświecie. Pozostały tylko emocje, które rozbłysły niczym supernowa. Cóż znaczyły dla tych dwojga kochających się ludzi mroczne duchy przeszłości? Ich nienasyceni potomkowie? Teraz, w tej chwili, nie znaczyli nic. Marc i Monik byli szczęśliwi, mając tylko siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









